/p0001.djvu

			Nr. 12 


Poznań, grudzień 1927 


Rok VIII 


BARTNIK WIELKOPOLSKI 


J'I



P2

ONA



U !OWARZ
n:ło!
Z
E

IE
!

c 


Redaktor: WIKTOR WID ERA, Jerzykowo, p. Biskupice, (Woj ew. Poznańskie) 


PASIEKA W GRUDNIU. 
Cisza i zupełny spokój panują teraz w pasiece. Życie pszczół osiągnęło 
najniższy stopień, ograniczając się jedynie do przetrwania zimy. Pszczoły 
prowadzą obecnie nieustanną walkę z zimnem. W jaki sposób odbywa się 
ta walka? Gdy nastaną chłodne dni (przy 10° C ciepła! przybiera rój 
kształt kuli, bo w tej to formie najmniej traci ciepła. Pszczoły bowiem zimą 
nie ogrzewają całego mieszkania. Przy silnych mrozach oziębia się także 
powietrze w ulu, tak dalece, że na dennicy wykazuje ciepłomierz kilka 
stopni mrozu. Sciany wewnętrzne ula pokryją się szronem, a mimo to 
pszczoły dobrze zimę przetrwają. 


PASIEKA ZAKŁ. BARTNICZYCH PP. BARTKOWSKICH W MUROWANEJ GOŚLINIE 
Pasieka składa się z 100 uli. Budowa tych uli jest podobna do uli warszawskich. 
Zawierają w gnieździe 18 ramek wymiaru 40X25 cm, w nadstawce tyleż półramek 
wymiaru 20X25 cm. Pod ramkami znajduje się wolna przestrzeń wysokości 15 cm. 
Ule są wykonane ze słomy, a zewnątrz pociągnięte cienką warstwą cementu.
		

/p0002.djvu

			- 162 - 


Każda pszczoła posiada pewien zapas ciepła, który się stale ulatnia 
czyli promieniuje. Im chłodniejsze jest powietrze otaczające kłąb pszczół, tym 
szybciej się ten zapas ciepła ulatnia. Przy temperaturze od 0° do 6° C ciepła 
na dworze wystarczy do wzajemnego ogrzewania się ten zapas ciepła, który 
każda pszczoła posiada. Przy tej temperaturze spożywają więc pszczoły 
bardzo mało miodu, bo są w stanie zupełnego spokoju. 
Opadnie natomiast temperatura poniżej zera, to muszą pszczoły ten 
szybko ulatniający zapas ciepła stale uzupełniać przez silne poruszanie siei na- 
pełnianie pęcherzyków miodem. Jeszcze większe będzie zużycie miodu, gdy 
temperatura się na dworze silnie waha. 
Chociaż pszczoły przetrwają na dworze szczęśliwie najsilniejsze mrozy, 
jeżeli pszczelarz sumiennie wykonał wszystkie rady, podawane na tern 
miejscu, to szukali od dawna pszczelarze takiego sposobu przezimowania, 
któryby każdej rodzinie pszczelej umożliwił przy najmniejszem zużyciu miodu 
najpewniejsze przetrwanie niekorzystnego czasokresu. Najlepszym sposobem 
przezimowania pszczół okazało się wstawienie roi do stebnika lub zako- 
panie ich w ziemi. Jak praktycy bowiem twierdzą, zużyją pszczoły zimujące 
w ten sposób tylko 73 tych zapasów, jakieby zużyły zimując na dworze, 
bo temperatura w stebniku waha się zazwyczaj od 0°-6° C ciepła. 
Ja sam zbudowałem sobie w jesieni r. b. stebnik na 33 ule mego 
systemu. Dnia 15. listopada wstawiłem ule do stebnika, zważywszy je przed- 
tem dokładnie. Ustawiłem również w stebniku jeden ul na wadze i cie- 
płomierz. (Min. i Max.). Na dworze mam jak zwykle stale dwa ule na 
wagach, prócz tego zważyłem jeszcze 10 uli, zimujących na dworze. Przy 
wystawieniu uli ze stebnika zważę je znów, taksamo w tym samym dniu 
owe 10 uli, zważonych w jesieni. 
Robiąc w ten sposób doświadczenia na dość obszerną skalę, chcę 
się przekonać, jakie korzyści daje u nas przezimowanie pszczół w stebniku. 
Stwierdziłem dzisiaj, (21. Xl.) że ciepłomierz wskazuje na dworze 12° C 
mrozu, a w stebniku 2,5° C ciepła. 
Proszę usilnie wszystkich pszczelarzy, którzy zrobili tej zimy próby 
z przezimowaniem pszczół w stebnikach lub ziemi, o sumienne zanoto- 
wanie wszystkich obserwacyj. Wiosną zaś zbierzemy cały materjał w jedną 
całość, wzbogacając w ten sposób pszczelarstwo wielkopolskie o jedno 
bardzo cenne doświadczenie. 
Podczas długich wieczorów znajdzie każdy z nas czas do powtórnego 
przeczytania chociaż tylko naszego B. W. W nr. 1. B. W. z tego roku 
ogłosiłem pod rubryką: "Przegląd czasopism pszczel." badania uczonych 
niemieckich nad życiem pszczół w zimie. Polecam przedewszystkiem tę 
pracę uwadze Szan. Czytelników. Kto ma ambicje wyższe, niech korzysta 
często z bibljoteki pszczel. swego towarzystwa, lub niech sobie kilka dzieł 
pszczel. zakupi. Spis takich podręczników znajdzie Szan. Czyi na innem 
ll11eJscu nInIejSzego numeru. Mam też nadzieję, że i życie w naszych to- 
warzystwach się ożywi. A gdzie niema prelegentów, tam wystarczy krótkie 
zawiadomienie prezesa W. Z. T. P. a prelegent przyjedzie, a to was nic 
nie kosztuje. Starajcie się tylko o to, żeby prelegent nie musiał mówić 
do - próżnych krzeseł! Widera 


W SPRAWIE WYKORZENIENIA PEWNYCH ZASTARZAŁYCH 
A SZKODLIWYCH PRZESĄDÓW. 
I. Kwest ja umieszczania pasiek przy cukrowniach. 
I. Ogólnie utarło się zdanie, że pszczół hodować nie można w pobliżu 
cukrowni, gdyż. giną one jakoby masami przy braniu odpadków, powstałych 
przy fabiykacji cukru. Mniemanie to, powtarzane przez autorów rozlicznych
		

/p0003.djvu

			- Te3 - 
podręczników pszczelniczych, przynosi wielką szkodę pszczelnictwu, gdyż 
odstręcza od hodowli pszczół w pierwszym rzędzie pracowników cukrowni, 
a następnie innych bliskich sąsiadów cukrowni. A u kogóż lepiej mogą 
się hodować pszczoły, jak nie u cukrowników, którzy zawsze są w możności 
uzupełnić cukrem skąpe zapasy swych pszczół? 
Cukrowni mamy w Polsce 80. Przy każdej cukrowni można przecię- 
tnie hodować choć po 30 uli. Tracimy więc przez bezkrytyczne powtarza- 
c i e wyżej wymienionego mniemania c o naj mniej 2000 uli. 
Sąd o ginących przy cukrowniach pszczołach powstał bądź przed 90 laty, 
gdy sok z buraków wyciskano prasami, bądź przez identyfikowanie pszczół 
z osami. Przy wysciskaniu soku z buraków prasami otrzymywano wytłoki, 
które miały sporo cukru i które, być może przyciągały do siebie pszczoły. 
Cukrzyce dalszych rzutów zlewano do dołów i pozostawiano przez lato dla 
krystalizacji. Być może, że pszczoły zalatywały wtedy do cukrowni. Przy 
obecnym systemie pracy otrzymujemy jako odpadki: 
1) błoto defekacyjne o zawartości 1-4% cukru przeważnie związanego 
w postaci stałych, nierozpuszczalnych cukrzanów wapiennych; błoto to nie 
ma - na smak biorąc - zupełnie słodyczy; więc też żadne owady nie 
szukają jej tu. 
2) wysłodki buraczane surowe, które zawierają około 0,4% cukru i też 
słodkie nie są, a po bardzo krótkim czasie kisną, stając się bardzo kwaśne mi 
i o niemiłym zapachu. 
3) wysłodki buraczane suszone niemelasowane lub melasowane. Wy- 
słodki suszone niemelasowane zawierają około 6% cukru, wysłodki melaso- 
wane - do 24%. Wysłodki suszone zarówno jedne jak i drugie zawie- 
rają od 90 do 94% suchej substancji, są więc zupełnie suche Gak dobrze 
sucha słoma) i nie mogą być brane przez żadne owady. Nawet os nie 
widzimy w magazynach wysłodków suszonych. 
4) melas. Jest to ciecz ciemno bronzowa, bardzo gęsta (około 80% 
suchej substancji), o nieprzyjemnym zapachu i smaku, zawierająca około 
50% cukru. Nie widziałem nigdy pszczół, któreby przychodziły brać melas 
nawet w czasie braku pożytku na wiosnę lub obecnie w końcu września. 
Osy nawet nie biorą melasu widocznie z powodu złego smaku. 
5) wody odpływowe, które zawierają do 0,9% cukru i są tak brudne 
nawet przy cukrowniach, które wód nie zwracają, że żadne stworzenie nie 
szuka tam cukru. 
Ani jeden więc z odpadków cukrowni nie wabi pszczół i nie jest przez 
nich brany. 
Natomiast spotykałem bardzo wiele os, kręcących się po fabryce w po- 
szukiwaniu różnych drobnych ilości mniej lub więcej czystego cukru skry- 
stalizowanego, który, gdy go znalazły, chętnie brały. Gdy wyrzucono 
w czasie remontu z fabiyki jakieś naczynie, gdzie były ślady cukru, osy 
wnet obsiadły cukier. Może więc ktoś zauważywszy osy, przypuszczał, że 
są to pszczoły - włoszki? Ale skąd mniemanie, że one giną masami? 
Widziałem osy, które poty obsiadały cukier, póki go nie zabrały, lecz ani 
jedna nie zginęła, chyba rozmyślnie przezemnie zabita. Ale pszczół "rabu- 
jących cukrownię" nie zauważyłem nigdy. A już od 1915 roku hoduję 
pszczoły przy cukrowniach, pracując sam w cukrowni. We wszystkich cu- 
krowniach, w których pracowałem, pozostało kilku kolegów, którzy zachę- 
ceni mym przykładem, zaczęli hodować pszczoły i mają je do dzisiaj z po- 
żytkiem dla siebie i kraju. 
Na dowód, jak blisko fabiyki hoduję pszczoły, przesyłam Szan. Re- 
dakcji fotografję mej 35 ulowej pasieki w podwórzu fabrycznem cukrowni 
"Zduny" Zdjęcie jest tak zrobione że, widać fabiykę za pasieką. A odleg- 
łość jest tak mała, że nie mogłem zmieścić na kliszy całych.kominówfabrycznych.
		

/p0004.djvu

			- 164 - 


II. Miód wrzosowy i wrzos jako roślina miododajna. 
Drugim zastarzałym i szkodliwym przesądem jest mniemanie, że miód : 
wrzosowy jest najgorszym gatunkiem miodu. Oto, co pisze o miodzie wrzo-j 
sowym jeden z najsympatyczniejszych i najlepszych pod każdym względem! 
pszczelarzy w swej książce z datą r. b. : *) 
"Miód wrzosowy jest najlichszą odmianą z kwiatów. W komórkach 
"plastra ma połysk zielonawy; po zakrzepnięciu jest barwy żółtej, smakifj 
"ostrego i niemiłego i pozostaje masłowatym". 
Jakkolwiek niezmiernie szanuję Autora tych słów (najlepszy tego dowód 
że rozpowszechniam dzieło, w którem wyżej wymienione słowa są napisane), 
to muszę stwierdzić, że widocznie Szan. Autor nigdy miodu wrzosowego 
nie kosztował. Opinję jaką wydał o miodzie wrzosowym, zaczerpnął wido- 
cznie z jakiegoś innego dzieła, którego autor też widocznie powtórzył czyjeś 
słowa. Wreszcie ktoś tam kieuyś był wprowadzony w błąd, otrzymawszy 
jakiś inny miód jako miód wrzosowy. 
Ponieważ wyżej zacytowane słowa zawierają najostrzejszą przezemnie 
spotykaną krytykę miodu wrzosowego, więc muszę je sprostować: 
A więc miód wrzosowy nie ma więcej połysku zielonawego niż np. 
miód z bławatków; ma go nawet mniej, gdyż kolor miodu wrzosowego 
wpada raczej w ton czerwonawy. Ciemno zielony odcień ma miód z jodły. 
Barwa miodu wrzosowego jest raczej bronzowa z odcieniem czerwo- 
nawym, a nie "żółta". - Smak zaś nie tylko nie jest "ostiym i nie miłym" , 
lecz jest stanowczo najmniej ostrym ze wszelkich miodów., 
Smak i zapach miodu wrzosowego jest najdelikatniejszym ze wszystkich 
miodów. Zapach jest intendycznym z delikatnym zapachem kwiecia wrzo- : 
sowego. SIt-iak jest tak delikatny, że miód ten, - jedyny chyba - nie 
"drapie" w gardle i można go spożywać stosunkowo dużo. Miód wrzo-_ A 
sowy ma trochę goryczki, co wpływa dodatnio, gdyż bez niej mógłby być 
zbyt mdłym. Może komuś smakować lepiej ten lub ów miód, ale nikt nie ; 
może powiedzieć o miodzie wrzosowym, że jego zapach lub smak jest 
"niemiłym" . Możnaby może coś podobnego powiedzieć o smaku i zapachu 
miodu tatarczanego. Nie twierdzę, że miód wrzosowy jest naj smaczniej szy: 
Stawiam go między miodami deserowemi (akacjowym, lipowym, bławatko- 
wym) i miodem dla celów przemysłowych (tatarczanym). 
Rehabilitacja miodu wrzosowego jest konieczna, gdyż jeżeli sami 
pszczelarze w najgorszy sposób odzywają się o nim, to co powie publicz- 
ność? W jak trudnem położeniu są ci pszczelarze, którzy produkują miód 
wrzosowy i taki sprzedają? 
Miód wrzosowy jest tak gęsty, że na wirówce nie można go wytrzą- 
snąć z plastrów. Daje się tylko wytrząsnąć miód świeżo przez pszczoły 
zniesiony. Miód wrzosowy, który postał trochę w ulu, lub jest już po- ; 
szyty, nie daje się wytrząsnąć mimo silnego nagrzania plastrów. Można: 
połamać plastry, najczarniejsze nawet, na drobne kawałeczki, a miód z nich 
nie wyleci. N atomiast gdy go się wyjmie z komórki kawałeczkiem dre- : 
wniaka przedstawią się jako odrobina galarety, jak robaczek świętojański. 
Gdy się wiruje plastry miodu wrzosowego dojrzałego przy zastosowaniu 
wszelkich możliwych środków ułatwiających wirowanie, otrzymuje się w naj- j 
lepszym razie 10-20% miodu. Reszta pozostaje w połamanych plastrach- 
Miód wydobyty w tych warunkach, zawiera znaczne ilości drobnych za- 
wiesin woskowych, które przez sitko przejdą, a na wierzch nie wypłyną i 
bo miód ten nie wypuszcza nie tylko wosku, ale nawet znacznie lżejszych j 
od wosku pęcherzyków powietrza. Uwięzione pęcherzyki powietrza pozo- 


· ) Przyp. redakcji: Ks. A. Margoński: "Miód żywi i leczy".
		

/p0005.djvu

			165 - 


stają w miodzie, który natychmiast galaretowacieje tak, jak w komórkach, 
przyczem górna warstwa tężeje silniej i prędzej niż warstwy dolne. 
Miód wrzosowy z powodu swej konsystencji "galaretowatej" bardzo 
trudno krystalizuje lub czasami wcale nie krystalizuje, zamieniając SIę na 


OPIS PASIEKI INŻ. JAWORSKIEGO, CUKROWNIA ZDUNy, POWIAT KROTOSZyN 
Pasieka składa się z 35 uli z pszczołami systemu warszawskiego. Długość ula jest 
w świetle 710 mm. Lwia część uli jest ze słomy, wyrabiane na specjalnej prasie 
i szyte drutem pocynkowanym; tylko dno i daszek są drewniane oraz ramy, które sta- 
nowią szkielet ula. Narożniki są też obite deseczkami w celu ochronienia końców słomy 
od deszczu. Gniazdo jest pośrodku ula, ograniczone dwoma zatworami drewnianemi 
nieheblowanemi. Szkła nie używa się. Wylot pośrodku ula zasadniczo na dole (u daw- 
niej budowanych są dwa wyloty: dolny i w środku kłębu). Ramki nadstawkowe są wy- 
sokości 190 mm, szerokości gniazdowych, górna beleczka szeroka jest 50 mm Układane 
są w skrzyneczki długości ula. Ule są bez nóg, przez co są mniej wywrotne oraz łat- 
wiejsze do przewozu. Wierzch ramek przykrywa się płótnem, nato kładzie się w razie 
potrzeby słomianą poduszkę. Z boków gniazda są również słomiane poduszki. Daszki, 
na zawiasach lufcikowych, dają się łatwo zdejmować do przewozu uli. Do przewozu 
ustawiam ule w dwa piętra, górną ramę ula pokrywając ramką z siatką drucianą dla wen- 
tylacji. Prócz normalnych uli mam oczywiście ul na matki zapasowe oraz uliki weselne. 
Pasieka stoi przy cukrowni 400 metrów od granicy niemieckiej. Miód więc zbie- 
rają moje pszczoły zarówno w Polsce jak i w Niemczech.
		

/p0006.djvu

			166 - 


ciało galaretowate. Duża ilość niecukrów (prawdopodobnie z gatunku gum) 
przeszkadza krystalizacji. Ta duża ilość niecukrów może właśnie stanowić'l 
o wartości odżywczej miodu wrzosowego. Słoik z takim zgalaretowaciałym. f 
można obrócić wierzchem na dół, a miód nie wypłynie z niego, pomimo, j 
że nie jest skrystalizowany. 
Ponieważ miód wrzosowy nie daje się wytrząsnąć z plastrów, a wy- 
trząśnięty zawiera dużo zawiesin, więc należy go produkować na sprzedaż 
w plastrach t. j. w ramkach sekcyjnych. 
Pozostaje mniemanie rozpowszechnione w różnych podręcznikach, że 
miód wrzosowy, jest dla pszczół na zimę niezdrowy. Ale nigdzie nie spotka-; 
łem nietylko wyjaśnienia dlaczego jest niezdrowym, ale nawet opisania obja- 
wów tej "niezdrowości" . Ja do tej pory nie zaobserwowawałem nic, coby 
mi pozwalało twierdzić, że miód ten jest dla pszczół niezdrowy. Póki więc 
ktoś nie poda dowodów niezdrowości miodu wrzosowego dla pszczół, lub 
choćby objawów niezdrowości, nie możemy uznawać za słuszne to goło- 
słowne twierdzenie. Zaobserwowałem tylko, że miód wrzosowy zdaje się 
być cokolwiek mniej hygroskopijnym od innnych. Stąd wynikałoby, że na- 
leży pszczoły chłodniej zimować, aby miały dostatek wody. Zresztą zbyt 
ciasne gniazda wyszły już z mody. 
W roku bieżącym połowa mej pasieki zimuje tylko na czystym mio- 
dzie wrzosowym. Postaram się porównać jak wyjdą z zimowli te ule w sto- 
sunku do innych. 
Wrzos, jako roślina miododajna jest bardzo wydajną w porównaniu 
z inne mi roślinami, kwitnącemi w tym czasie (a nawet wogóle w stosunku 
do wszelkich roślin miododajnych) W roku 1917 -połowę pasieki posta- 
wiłem na wrzosie, a połowę w odległości 4 kim w 1inji powietrznej na 
pięknej seradeli. Łany kwiecia zarówno wrzosu, jak seradeli były bardzo 
duże w stosunku do ilości uli. Otóż pszczoły na wrzosie zalały całe 
gniazda i nadstawki, (ule warszawskie nadstawkowe), a pszczołom na sera- 
deli musiałem uzupełnić zapasy na zimę. Odległość między pasiekami była 
4 kim, więc warunki klimatyczne były identyczne. W roku bieżącym pono- 
wiłem próbę i wyszedłem znacznie gorzej na seradeli niż w roku 1917.1 
Część pszczół, która pozostała "w domu" na seradeli, nie zniosła zapasów 1 
na zimę. Ul na wadze w Zdunach wykazał na czas od 9. VIII. do 17. IX. « 
(kiedy reszta pszczół była na wrzosie) przybytek 500 gr (i to głównie dzięki I 
"ognisze" - dzikiemu rzepakowi, a nie seradeli). Natomiast pszczoły na 1 
wrzosie zalały kompletnie gniazda miodem tak że mogłem zabrać im jeszcze 1 
sporo miodu. Żałuję że nie postawiłem na wadze ula na wrzosie, gdyż 
porównanie obu przybytków byłoby bardzo ciekawe. W każdym razie 
wziątek z wrzosu był bardzo piękny. Natomiast pszczoły, które były na I 
seradeli w roku bieżącym, nie zniosły nic, tak że miodu z seradeli nie wiro- I 
wałem i musiałem jeszcze uzupełnić zapasy bądź cukrem, bądź plastrami 
miodu wrzosowego. Ponieważ odległość pomiędzy pasiekami nie była zna- 
czna (30 kim) więc warunki klimatyczne były prawie jednakowe. Z poró- 
wnania tych zbiorów widzimy, że wrzos jest rośliną bardzo miodną. Tło-1 
maczę sobie to między inne mi - tym, że wrzos w lesie ma cieplejsze noce, 
niż seradela w polu oraz że nie jest w nocy moczony rosą, która pozo- i 
staje na drzewach, i ma właściwość wypacania miodu przy gorszych wa- 
runkach atmosferycznych. Próbkę miodu wrzosowego przesyłam do Szan. 
Redakcji, która zapewnie zabierze glos w tej sprawie.
		

/p0007.djvu

			- 167 - 


Prosiłbym bardzo Sz. PP. Pszczelarzy, aby zechcieli również zabrać 
głos w tej sprawie. Jeżeli kto sobie życzy, to służę mu próbką 1 U kg miodu 
wrzosowego gratis z przesyłkką na mój koszt. Proszę podawać adresy. 
Kazimierz Jaworski, 
Cukrownia Zduny. 
p r z y p i s e k r e d a k c j i : Dziękuję uprzejmie za próbki miodu. Miód wrzosowy 
jest rzeczywiście bardzo dobry w smaku. Według mego zdania niema u nas w Polsce 
w zasadzie wogóle miodów gorszych i lepszych. Ze mamy miody gorsze to tylko z winy 
samych pszczelarzy, którzy zbierają miód w stanie bardzo rządkiem a nie gęstym i przecho- 
wują w naczyniach brudnych n. p. w beczkach od śledzi Taki miód zaś fermentuje 
i nie ma nic wspólnego z miodem gęstym, wydobytym z plastrów w właściwym czasie z za- 
chowaniem wszelkiej czystości. Pszczelarze niemieccy n. p. osięgają za miód wrzosowy, 
przedewszystkiem w plastrach, wyższą cenę aniżeli za miód lipcowy. - Niemieccy też 
pszczelarze doświadczyli, że w pewnych okolicach można bez obawy zimować pszczoły 
na miodzie wrzosowym, w innych zaś dostaną pszczoły regularnie biegunkę. Położenie 
geograficzne jak i jakość gleby mają widocznie wielki wpływ na jakość wzgl. składniki 
miodu. Raz tylko w mojem życiu wybierałem czysty miód wrzosowy. Było to w roku 
1916 w N eusalz nad Odrą. Członkowie tamtejszego towarzystwa pszczelarzy przywieźli 
właśnie swoje roje z wrzesowisk łużyckich, dokąd byli je wywieźli celem wyzyskania 
pożytku ze wrzosu. Wybierałem przeciętnie z pnia 10 kilo czystego miodu wrzosowego. 
Po odsklepieniu przepuszczano plastry przez specjalną maszynę w ten sposób, że 
w każdą komórkę uderzył sztyfcik. Przez to rozluźnienie zawartości komórek było 
możliwem na miodarce s/4 miodu z plastrów wydobyć. Maszyna do rozluźnienia zawar- 
tości komórek (HeidehonigI6smaschine) jest opatentowana i do nabycia u H. Thie, fa- 
bryka przyborów pszczelniczych, Wolfenbiittel, Niemcy. 


WSZECHSLOWIANSKI ZJAZD I WYSTAWA W PRADZE. 
(Dokończenie) . 
Pierwsza dekada lipca br. pozostanie na zawsze w sercach l pa- 
mięci słowiańskich pszczelarzy, zebranych w Złotej Pradze. Tych tak 
miłych wspomnień nic nie zdoła zatrzeć w naszej pamięci. 
Inicjatorami wszechsłowiańskich zjazdów są Czesi. Oni, mający ze 
wszystkich Słowian najwięcej zmysłu praktycznego i zdolności orga- 
nizacyjnych, dawno to zrozumieli, co my uczestnicy Zjazdu dopiera 
w czasie jego trwania. 
Zjazd ujawnił jedną z największych cnót Czechów: zdolność or- 
. . 
gan1ZaCYJną. 
Te zdolności' organizacyjne napełniły ów szklanny kolos w "Kró- 
lewskiej Oborze". 
Czeskie pszczelnictwo co do ilości pni i produkowanego miodu stoi 
niżej niż polskie. Tam to raczej droga .zabawka niż przemysł, raczej 
dla zapylania roślin pszczoły hodują niż dla miodu, a jednak zgro ma - 
dzono taką ilość eksponatów na wystawie, że delegaci formalnie czuli 
się przygnębieni: "Lepiej nie urządzajmy u siebie wystawy - mówili - 
bo niczego podobnego w przybliżeniu nie zdołamy zebrać i wystawić". 
Zjazd był dowodem wielkości siły i ogromu pszczelnictwa sło- 
wiańskiego'. 
Na końcu zaznaczam, iż przyszły Kongres odbędzie się za dwa 
lata w Polsce i to w Poznaniu. Czeka nas wszystkich wiele zabiegów 
i pracy przez te dwa lata, abyśmy godnie wystąpili z naszym dorob- 
kiem pszczelniczym przed braćmi Słowianami, którzy wybierają się 
do Polski wielką gromadą. 
Przedewszystkiem nasze władze opiekuńcze pszczelnicze powinny 
już teraz wszystko obmyśleć, przygotować, rozdzielić role. referaty i t. 
d. i energicznie i wytrwale zabrać się do twórczej pracy, aby pszczel- 
nictwo polskie przedstawić w najlepszem świetle.
		

/p0008.djvu

			- 3 68 - 


Jeżeli pszczoły jednością silne zdumiewają nas zawsze nadzwy- 
czajnemi wynikami swej działalności, to może ta wspólnie m-zez nas 
wszystkich pielęgnowana pszczoła słowiańska obudzi w nas naturalny 
pofyw prawdziwej bratniej miłości i zjednoczy narody słowiańskie do 
wspólnej pracy nad udoskonaleniem nietylko bartnictwa, ale również 
i idei wszechsłowiańskiej. 


Boberski - Rawicz. 


W SPRAWIE ULEPSZENIA SŁOWNICTWA PSZCZELARSKIEGO. 
Przeczytawszy w nr. 10. "Bartnika Wielkopolskiego" z roku 1926 
artykuł p. Dzięgielewskiego "Ulepszajmy nasze polskie słownictwo 
pszczelnicze", przykre mną owładnęło uczucie, bo nigdy bym nie przy- 
puścił, by mój artykuł "Pień, ul czy rój", w którym poruszone zagad- 
nienie postawieni we właściwem świetle, mógł p. Dz. spowodować do 
tak skrajnych pomysłów zmiany słownictwa pszczelarskiego. 
P. Dzięgielowski nie uznaje wyrażenia "pień pszczół'" na osiadłą ro- 
dzinę pszczół i pisze: "O ile nie będziemy posługiwać się przenośniami, 
to dla każdego Polaka wyraz "pień" oznacza główny trzon, na którym 
wspina się i rozrasta rozgałęzienie każdego drzewa". Otóż "o ile" język 
polski ma być" wtłoczony w jakieś skostniałe formy i nie ma używać 
przenośni, to nie będzie już żywym, barwnym, dźwięcznym językiem 
naszych wieszczów, którzy z niego zrobili pacierz, co płacze i piorun, 
co błyska", lecz będzie martwym i niedołężnym, na podobę języka afry- 
kańskich Hotentotów. Przecież nietylko w garnku woda kipi. bo i czło- 
wiek może gniewem kipieć, nietylko błotem, ale i nienawiścią bryzgać, 
nietylko batem, ale i słowami smagać. Przecież mamy koryta nie tylko 
w chlewach i stajniach, ale i w rzekach, a nikomu nie przyjdzie na myśl 
spytać się jakie są te koryta, drewniane czy cementowe. Szczególnie 
części organizmu ludzkiego używa się często jako przenośnię na okre- 
ślenie pojęć konkretnych, więc mówimy o głowach cukru, głowach mia- 
sta, o głowie w kószce, o oczku, czyli wylo'tku w ulach, stoły mają nogi, 
różne narzędzia mają rączki, dzwony serca, garnki ucha i t. d. Nazwy 
tego rodzaju dotychczas nikomu nie były zawadą w jiasnem wyrażaniu 
myśli, więc też niewątpliwie niemiły niektórym osobom wyraz "pień 
pszczół" używany od około 200 lat, tak jak dotychczas i w przyszłości 
nie pomyli się z pniem drzewa. 
P. Dzięg. proponuje' jednak używanie W jego miejsce aż dwóch 
nowotworów "rojowisko pszczele" w skróceniu tylko "rojowisko" 
i "pszczelisko". Końcówka "isko" oznaczać może w języku polskim zgru- 
białość lub też miejsce jakiejś czynności. Np. chłop, koń, płot w zgrubia- 
łej postaci brzmią: chłopisko>. konisko, płocisko lub też od bicia, klepa- 
nia mamy boisko, klepisko', od boju pobojowisko, od leżenia legowisko, 
miejsce mrowienia się mrówek to mrowisko, a choć je mrówki nieraz 
opuszczą i ono jest już puste, to zawsze jeszcze nazywamy je mrowiskiem. 
Otóż wynika z tego, że wyraz "rojowisko" mógłby oznaczać tylko miej- 
sce rojenia się pszczół, a więc pasiekę, a ponieważ wyraz "pasieka" 
(przenośnia, oznaczająca pierwotnie miejsce posieczone, bez drzew) nam 
wystarcza, więc "rojowisko" w innem znaczeniu nam niepotrzebne, 
a na[ oznaczenie "pnia pszczół" niemożliwe do użycia. - A teraz "pszcze- 
lisko". Od "pszczoły" jest ten wyraz prawidłowo utworzony, ale w myśl 
skojarzeń językowych naszej mowy nie może on oznaczać pszczół (chy- 
ba co najwyżej pszczoły w postaci zgrubiałej: pszczoła, pszczelisko. 
tak jak chłop, chłopisto ), lecz miejsce zamieszkania pszczół, a więc ul,
		

/p0009.djvu

			- 169 - 


tak jak mrowisko nie oznacza mrówek, lecz ich siedzibę, nieraz już pustą. 
Że zaś nie twierdzę tego gołosłownie, poświadcza korespondencja p. inż. 
L. Pawłowskiego, zamieszczona w "Bartniku Wielkopolskim" nr. 12. 
z roku 1926. Na str. 180 pisze on: "coraz więcej napotyka się na tak 
zwane pszczcliska, czyli wymarłe barcie i ule". Z powyższych wywo- 
dów jest jasnem, że wyrazy "rojowisko" i "pszczelisko" w znaczeniu, 
któreby im chciał nadać p. Dz. tj. "pnia pszczół" nie mają racji bytu. 
W nr. 7. "Bartnika Postępowego" z r. 1927 nawraca jednak p. Cie- 
sielski*) do pomysłu używania w miejsce pnia pszczół określenia "ul 
pszczół" lub "rój pszczół". Nie przeczę, że tu i ówdzie można się spotkać 
z wyrażeniem "ul pszczół", tak samo jak i "kószka pszczół". Jednak 
argumentem dla niego jest to, że dziś pszczół nie hodują w pniach, lecz 
ulach. Zaznaczam przeto, że ul, jest nazwą ogólną na wszelkiego ro- 
dzaju mieszkania pszczele, więc tak ule ramkowe. jak słomiane kószki, 
"pnie i barcie. Przenośnia "pień pszczół" na osiadłe pszczoły powstała 
właśnie wtenczas, gdy te mieszkania pszczele przestano już nazywać 
pniami, lecz nazwą ogólną ulami. Przekonuje nas o tem "Notatka gospo- 
darska o pasiekach Andrzejia Rokozińskiego z końca XVIII. w. "**). 
Jeśli jaki zarzut wytoczyć można przeciw wyrazowi pień pszczół, 
to właśnie ten, że na nazwę żywego organizmu służy przenośnia przed- 
miotu martwego, a ten zarzut wytoczyć można i przeciw nazwie "ul 
pszczół". Wyraz ten posiada tę samą wadę co wyrażenie "pień pszczół", 
a nie posiada jego zalety tj. dwuwiekowej tradycji. Tak samo co innego 
znaczy "rój pszczół", a co innego osiadła rodzina, czyli "pień pszczół". 
Rozróżnienie to znał język polski już od wieków, jak inne języki, o czem 
nadmieniałem już w artykule w nr. 6 i 7 Bart. Wielkop. z r. 1926, więc 
dla uprzedzenia jednostek nie niożna niweczyć lub mieszać różnolitości 
tych dwóch poijęć. Propozycja p. C. jest poprostu ucieczką z deszczu pod 
rynnę. Jeśli chcemy wyrzucić ze słownictwa pszczelarskiego wyrażenie 
pień pszczół, to trzeba wpierw stworzyć nowe określenie jednowyra- 
zowfe, trafnie nazywając rzecz i nie stojące w sprzeczności z naszemi 
skojarzeniami językowemi, czyli jak pospolicie mówimy, z duchem na- 
szego języka. Dopóki tego wyrazu mieć nie będziemy, należy pozostać 
przy "pniu pszczół". 
W dalszym ciągu pisze p. Dz.: "W ostatnieim dziesięcioleciu rozpo- 
wszechniło się u nas używanie wyrazów "rodnia", "zarodnia" i "zaród". 
- Dalej jeszcze pisze: "Powyższe terminy "rodnia", "zarodnia" i ..za- 
ród" wprowadzone zostały w użycie na podstawie zupełnie błędnego 
słownikowego przetłumaczenia na język polski niemieckich wyrazów: 
briiten, Brutnest, Brutwabe i die Brut. Albowiem briiten nie znaczy wcale 
rodzić, a tylko lęgnąć, wylęgnąć, wysiadywać jaja i t. d. Co do tworu 
"rodnia", to jest on pomysłem jednostki, ogółowi jeszcze nieznanym i że 
wyrazem niestosowanym na oznaczenie gniazda pszczelego, to nawet 
zbytecznern tłomaczyć. Zaś co do wyrazów "zarodnia" i "zaród", to wy- 
wody p. Dz. są mylne. Wyraz "zaród" w znaczeniu czerwiu ma być rze- 
komo błędnem tłumaczeniem niemieckiego "Brut" , jednak twierdzenia 
tego p. Dz. niczem nie udowadnia, bo też udowodnić nie może. 
Stwierdzam więc, że wyraz "zaród" w znaczeniu czerwiu pszcze- 
lego używa się dopiero od około siedmiu lat błędnie w rodzaju męskim 
"ten zaród", zamiast w poprawnej formie rodzaju żeńskiego "ta zaroda". 


*) W krytykę końcowych epitetów p. Cies. nie wdaje się, bo to nie należy do 
rzeczowego załatwienia sprawy. 
**) ..Bartnictwo w dawnej Polsce".«Przemysław Dąbkowski, Lwów 1923. Str. 34.
		

/p0010.djvu

			- 170 - 


Wyraz zaś "zaroda" w znaczeniu czerwiu pszczelego nie jest żadnem 
błędnem tłumaczeniem z niemieckiego, lecz wyrazem rdzennie polskim. 
Kto ciekawy niechaj otworzy M. Arcta "Słownik staropolski" tom Il-gi 
ułożony przz Władysława NiedŹWiedzkiego (Warszawa 1914 r.), a znaj- 
dzie na str. 905: zaradzać się - żaląc. Forma zaradzać wyraża często- 
tliwość, zarodzie jednorazową czynność. Wziąwszy to na uwagę, chyba 
nikomu dowodzić nie potrzeba, że zaroda jest wspólnego pochodzenia 
z czasown. zarodzie się, zaradzać, się. czyli żaląc się, tak jak od urody 
mamy czasownik urodzić, tak od zarody czasownik zaradzić. Wyraz za- 
roda jest też powszechnie znany w zachodnich dzielnicach Polski u ludu. 
któremu wyrażenie czerw jest nieznane, rozumie się, o ile w l ostatnich 
czasach postępowych nie dO,wiedział się o znaczeniu czerwiu z książek 
lub kursów pszczelarskich. Swieżo podał p. inż. Pawłowski w "Bartn. 
Wielkop." nr. 10. z r. 1927 treść listu pisanego w r. 1 do ks. Dzierżona 
przez nauczyciela Dybalskiego z Szymborza pod Inowrocławiem. W li- 
ście tym p. D. wielokrotnie używa wyrażenia na czerw "zaroda" w ro- 
dzaju żeńskim, a nie "zaród" w rodzaju męskim. Mam przed sobą "Wska- 
zówki dla racjonalnego chowu pszczół Aleksandra Kwiatkowskiego, 
Poznań-Gniezno 1909 r. Na str. 7. pisze tenże: ,jajka, poczwarki zowią 
się zaroda, czerwiem". A więc używa on tego wyrazu w poprawnej for- 
mie rodzaju żeńskiego. Weźmijmy dawne roczniki "Pasieki" wycho- 
dzącej w Poznaniu przez kilkanaście lat począwszy od r. 1896 (czy 1897), 
tak samo roczniki "Barnika Wielkop." z r. 1920, a wszędzie znajdziemy 
poprawną formę "ta zaroda". Używali jej tak śp. Augustyn Chełmiński 
jak i inni czołowi wielkopolscy pszczelarze. Aż wreszcie w r. 1921. choć 
jeszcze spotykamy w "Bart. Wielkop. "zarodę". zacz,\ł już sam śp. A. 
Chełmiński używać w tym roku formy "zaród". Za nim poszli I inni. Co 
śp. A. Chełmińskiego do tego błędnego kroku skłoniło nie trudno dociec. 
Przyczyną tego stały się wywody p. dr. Leciejowskiego. Wielkopola- 
nina, fIlologa, profesora uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. W. 
"Bartniku Postępowym" z r. 1921 na str. 198, tak on nas poucza: "W 
"Bartniku Wielkopolskim" znajdujemy także wyraz "zaroda" zamiast 
,,'zaród", co jest nieprawidłowe. Nie mówimy bowiem, "roda, poroda, 
naroda" , lecz "ród, poród, naród". Widać tu wpływ języka niemieckiego 
i to wyrazu "die Brut (rodzaju żeńskiego). 
(Ciąg dalszy nastąpi). 
(-) Władysław Adamczewski, Ooryń. 


Z WIELKOPOlSKICH PSZCZELN. STACYJ OBSERWACYJNYCH. 


pAŹDZIERNIK 1927 R. 
Miesiąc październik był naogół łagod- 
ny i przyniósł nam bodaj kilka dni przy- 
mrozku. Temperatura wahała się od 4 
stopni mrozu do 22 stopni ciepła i wyno- 
siła średnio 8,9 stopni C. Słońce świeciło 
czasami dość bystro; dni słonecznych i 
pogodnych było diużo, tak - że rolnicy, 
mimo tego, że statystyka też i kilka dni 
z deszczem wykazuje, na posuchę narze- 
kali. Szczególnie ciepłym i słonecznym był 
czas od 8-10 i od 29-31. Słabe i umiar- » 


kowane wiatry wiały przeważnie z za- 
chodu, 
Dni oblotu pszczółek było w paździer- 
ni19u dużo. Oprócz wody zbierały też 
pszczółki tu i tam pyłek. W Sękowie obla- 
tywały w ostatnich dniach miesiąca na- 
wet silnie facelję. Do zupełnego spokoju 
przyszły pszczoły dopiero w końcu mie- 
siąca. Zużycie zapasów w październiku jest 
normalne i wynosi przeciętnie 900 g na 
rój. 


Liczbański - Niepruszewo.
		

/p0012.djvu

			172 


GŁOSY CZITELNIKÓW. 


JAK ULEPSZYŁEM W MOJEJ OKOLICY POŻYTEK DLA PSZCZÓŁ. 


Czytałem właśnie w B. w. za październik artykuł p. Popiela: Ulepszajmy pożytek 
dla pszczół. Bardzo się ucieszyłem z wywodów szanownego autora. Jest to faktycznie 
w pszczelnictwie jedna z najważniejszych spraw. Lecz trudno, w wolnej naszej Ojczyźnie 
nikt dobrej rady słuchać nie chce, każdy kieruje się tylko własnym rozumem, a to często 
błędnym. Wobec tego postanowiłem działać na własną rękę. W jesieni 1926 r. sprowadzi- 
łem 500 lip, przeważnie małolistnych, z Państwowego Nadleśnictwa w Czeszewie pod 
Orzechowem, powiat Września. Jedna lipca kosztowała na miejscu 80 gr, do tego płaci- 
łem za wykopanie od sztuki 10 gr, za trzy furmanki 90 zł; lipcy kosztowały mnie w domu 
1,25 zł. Po tej cenie rozsprzedałem lipy we wsi, pomagałem przy zasadzeniu, służyłem 
i później radą i wskazówkami, musiałem też należytość niektórym odbiorcom kredytować, 
a do dzisiaj jeszcze nie wszyscy się wywiązali ze swych zobowiązań. Stwierdziłem w tym 
roku, że wszystkie lipy z nielicznemi tylko wyjątkami, się przyjęły. Wzamian za niewiele 
ambarasu i mozołu mam tę wielką satysfakcję, że na długie, długie lata zabezpieczyłem 
byt nie tylko moim pszczółkom, ale w dużej mierze przyczyniłem się do upiększenia mojej 
okolicy i wskazałem Braciom Pszczelarzom drogę, którą iść powinni! 


Sylwester Napierała 


Jarząbkowo. 


WSPIERAJMY NASZEGO BARTNIKA WIELKOPOLSKIEGO! 


Gdy z nastaniem zimy praca się dla naszego pszczelarza skończyła, znajdzie on 
podczas długich wieczorów zimowych dosyć wolnych chwil, aby rzucić okiem wstecz 
i zastanowić się nad pracą dokonaną, a dokonanemi spostrzeżeniami i doświadczeniami 
podzielić się z ogółem braci pszczelarskiej na łamach naszego czasopisma. Przeglądając 
ostatnie roczniki B. W., podpada mi jednakowoż, że właśnie tej ochoczej współpracy 
prawie zupełnie niema, bo poza bardzo nielicznemi wyjątkami spotyka się w każdym 
nowym zeszycie te same trzy lub cztery nazwiska. Czy tak być pjwinno Czy już nikogo 
więcej niema, któryby chciał się z czytelnikami B. W. swoją wiedzą i swojemi spostrze- 
żeniami podzielić? 
Zachodzą nieraz tak ważne zajścia, które, na pozór r.iby mało znaczące, jednak są 
dla nas często zagadką i przedstawiają materjał do dalszych obserwacyj i badań. Oto 
mały przykład: 
W zeszycie 8/9 z r. b. ogłosiłem, w jaki sposób przezimuję moją pasiekę w ziemi. 
Przez niedopatrzenie pzostał jeden ul do 14 maja w dole, więc całe 7 miesięcy. Po wy- 
stawieniu ula pokazuje się po oblocie, że pszczoły są zdrowe, młodej muchy i czerwiu 
wbród, ul czysty, chociaż mostek i zewnętrzna ściana ula kołem obryzgana. Wszystko to 
jest dla pszczelarza myślącego bardzo zastanawiające. Skąd brały pszczoły wodę, albo 
pyłek dla czerwiu? J ak tu pogodzić praktykę z teorją, która nas poucza, że pszczoła bez 
względu na pogodę ul dla przyniesienia wody opuszcza i często w zimnie ginie. Widzę 
tu zagadkę, która czeka rozwiązania. Czy na takie lub podobne ciekawe i niekiedy trudne 
do wyjaśnienia zjawiska nie napotka się pszczelarz częścief Warto je podać ogółowi do 
wiadomości i nieraz znajdzie się może i taki, który, wnikając głębiej w tajniki życia 
naszych pszczół, nam nasze wątpliwości wyjaśni. 
Artykułem moim widocznie zainteresowałem czytelników, bo otrzymałem mimo dość 
dokładnego opisu przeprowadzenia zimowania w ziemi aż 42 listy z całej Polski z zapyta- 
niami o bliższe wyjaśnienia. Odpowiedzieć na powyższe pisma w B. W. znaczyłoby się 
powtarzać, a odpowiedzi osobistej nie mogłem udzielić dla braku znaczka pocztowego, nie 
dołączonego do żadnego listu. 
Panowie Bartnicy! Jak nisko sami oceniamy nasze zajęcie! Chcielibyśmy coś 
osięgnąć, czegoś się nauczyć, ale bez własnego wytężenia, bez nakładów, bez własnej 
współpracy. Bezczynnie i wygodnie czekamy na innych i spodziewamy się od nich pracy, 
zamiłowania, zainteresowania się wszelkiemi zajściami w świecie pszczelarskim, ostatecz- 
nie nawet poświęcenia swego czasu i mienia dla dogodzenia nam. Nie, tak dalej pozostać 
nie może, bo nie postępować naprzód znaczy cofać się! Między tą dużą rzeszą musi się 
znaleźć i znajdzie się chociażby kilkunastu tylko, którzy swoją wiedzą, swojemi doświad- 
czeniami chcą służyć szerszemu ogółowi. Każdy pszczelarz powinien wszelkie zjawiska 
jemu nowe, które mogą i innych zainteresować i do podniesienia naszego pszczelnictwa 
się przyczynić, do redakcji B. W. donieść, a wtenczas stanie się nasz B. W. mile i chętnie 
widzianym gościem każdego bartnika, który mu zawsze "coś nowego" przyniesie. 


Rakoczy 


Osowiec.
		

/p0013.djvu

			173 


ODPOWIEDZI NA ARTYKUŁ "JAK SPIENIĘŻAĆ MIÓD". 
W Nr. u (z listopada r. b.) "Bartnika Wielkopolskiego" p. W. Ciesielski radzi 
pszczelarzom w artykule "Jak spieniężać miód", aby nie sprzedawali patoki, lecz "Wszystko 
przerabiali na napoj e". 
Rada ta byłaby bardzo dobra, gdyby była praktyczni: wykonalna. Niestety, wobec 
ustaw u nas obowiązujących jest ona prawie niewykonalna. Podług naszego prawodawstwa 
wolno jest wyprodukować rocznie jednej rodzinie do 50 litrów wina lub miodu bez 
akcyzy i to tylko "do użytku we własne m gospodarstwi e", bez prawa od- 
sprzedaży. Jeżeli ktoś pragnie więcej wina lub miodu wyprodukować, musi tę ilość opodat- 
kować według "Rozporządzenia Ministerstwa Skarbu z dnia 10 sierpnia 1925 r. w sprawie 
wykonania Ustawy z dnia l lipca 1925 r o opodatkowaniu wina i miodu syconego": 
 6. Osoby, zamierzające wyrabiać wino lub miód do użytku we własnym 
gospodarstwie w ilościach przekraczających 50 litr., mają zgłosić o tern właściwemu 
Inspektoratowi Kontroli Skarbowej, z wymienieniem ilości zamierzonego wyrobu. 
Ilości przekraczające 50 litr. rocznie podlegają opodatkowaniu niezwłocznie po wy- 
robieniu. 
Opodatkowanie wynosi obecnie 22 gr. od litra wina lub miodu. Tak opodatkowany 
miód możemy "użyć we własnem gospodarstwie", jak to wskazuje wyżej wymieniony 
 6. Jeżelibyśmy chcieli sprzedać choć l litr, to musimy: 
i) Mieć koncesję na wytwarzanie wina lub miodu, a więc otworzyć kompletną 
fabrykę z wymaganemi odpowiedniemi pomieszczeniami dla fabrykacji, dla fermentacji, 
składu i z pokojem dla organów kontrolujących (
31 wyżej wymienionego "Rozporządze- 
nia Min. Skarbu"). 
2) Posiadać świadectwo przemysłowe na handel temi produktami. 
Dla zobrazowania, jakie kary i za co czekają obywateli, którzy przestąpią U stawy 
Skarbowe, poniżej podaję kilka artykułów z "U stawy Karnej Skarbowej" z dnia 2 sierp- 
nia 192a T.: 
"Kary za naruszenie przepisów w przedmiocie podatków od 
wina i miodu syconego": 
Art. 119. Winni uszczuplenia podatku od wina i miodu syconego ulegają karze 
pieniężnej w wysokości czterokrotnego uszczuplonego, względnie narażonego na 
uszczuplenie, podatku, oraz karze konfiskaty tychże napojów. 
Art. 120. Za dokonane, względnie usiłowane, uszczuplenie podatku (art. 119) 
uważa się następujące czyny, względnie zaniechania: 
l) potajemny wyrób wina, względnie miodu syconego, t. j. wytwarzanie tych na- 
pojów bez przepisanego zgłoszenia i zezwolenia właściwej władzy; 
2) wyprowadzenie tych napojów z wytwórni, względnie z wolnego składu lub też 
spożycie tychże w obrębie wytwórni lub wolnego składu bez dopełnienia prze- 
pisanych warunków i przed uzyskaniem poświadczenia (bolety) na uiszczony, 
względnie zakredytowany, podatek; 
3% użycia wolnego od podatku wina, względnie miodu syconego, do takich celów, 
które zwolnienia od podatku nie uzasadniają. 
Art. 123. Winni naruszenia innych przepisów w przedmiocie podatku od wina 
i miodu syconego ulegają karze pieniężnej porządkowej od dziesięciu do trzystu 
złotych. 
Wobec konieczności stosowania się do ustaw należałoby w każdym wypadku pro- 
dukowania miodu pitnego na sprzedaż starać się o otworzenie fabryki miodu (miodosytm). 
A czyż pszczelarz, mogący wyprodukować tylko kilkaset litrów rocznie może to uczynić? 
Oczywiście nie, bp sam wymagany lokal kosztowałby go za drogo. Prócz tego państwo też 
nie może pozwolić na otwarcie tylu miodosytni, ilu jest pszczelarzy, gdyż musiałoby ko- 
losalnie powiększyć swój personel akcyzowy, przy słabem zwiększeniu się sumy po'datkow. 
Z tych wszystkich względów widzimy, że projekt Szan. Autora artykułu "Jak spieniężać 
miód", jest nierealny i wszelkie próby zrealizowania go mogą tylko narazić pszczelarzy 
na dotkliwe straty, spowodowane mandatami karnemi i konfiskatami produktów. P r o - 
j e k t ó w m ó g ł b y we j ś ć w Ż y c i e t y l k o w t e d y , g d y b y w y ż e j wy- 
m i e n i o n e u s t a w y z o s t a ł y p r z e z S e j m z m i e n i o n e . Tymczasem 
więc jesteśmy skazani na sprzedawanie miodu w stanie surowca. 
Kazimierz Jaworski, Inż. 
Cukrownia Zduny, pow. Krotoszyn (Wlkp.)
		

/p0014.djvu

			174 


ECHA DO ARTYKUŁU P. POPIELA "ULEPSZAJMY POŻYTEK DLA PSZCZÓŁ". 
Z prawdziwą radością serca czytałem hejnał - jeżeli się tak mogę wyrazić - 
p. Popiela, w sprawie polepszania pastwiska dla pszczół. Znalazłem "Druha", pomyślałem 
sobie. Serdeczny uścisk dłoni, Kochany Panie Redaktorze, za ogłoszenie tak aktualnego 
artykułu. Słowa dzielnego autora: "Trudno! z próżnego nikt nie naleje. Jeśli okolica 
będzie uboga w roślinność miododajną, to nie pomoże nic, nawet najwybitniejszy pszcze- 
larz-praktyk, ani najlepsza rasa pszczół, ani opatentowany system uli. Jak najlepszy rze- 
mieślnik bez materjału nic nie zdziała, tak nasza pracowita pszczoła ze wszystkiemi swo- 
jemi zaletmi nie naznosi nam miodu, jeżeli nie będzie miała go skąd wziąć" - widnieć 
powinny złotemi literami tam, gdzie "Pałace dumne, chaty ubogie". - Aby służyć dobrej 
sprawie, aby dalej zadosyć uczynić p. P., który pracę swą napisał z takhni zainteresowa- 
niem się, z miłością idealną, jak wyczytuję z każdego zdania, niechże mnie wolno będzie 
dorzucić kilka uwag. 
Ażeby ogół społeczeństwa, bez różnicy, zainteresować kwest ją naszą, trzeba więcej, 
niż dotąd, uświadomić szerokie warstwy pożytecznością miodu. - Każdy podręcznik 
bartniczy, mianowicie piękna książka Ks. Kanonika Margońskiego. "Miód żywi i leczy" 
(N akładem autora w Umieniu, poczta Grzegorzew, powiat Koło) daje prelegentowi dość 
obfity, rzeczowy materjał. Tak naiwnie, jak może pierwsza moja teza brzmi, - prze- 
konałem się niejednokrotnie, że za mało pod tym względem dotąd czyniono. To musi sie 
stanowczo zmienić, jeżeli wyglądamy lepszej przyszłości dla bartnictwa. 
Rolnikom trzeba więcej, niż dotąd, wytłumaczyć, -. jak to czynił jasno i dobitnie 
w sposób bardzo popularny p. Liczbański na zebraniu Kółka naszego w Tarnowie Pod- 
górnem dnia 28. sierpnia - że pszczoła przyniesie rolnictwu, gospodarzowi, trzy razy tyle 
korzyści, aniżeli bartnikowi. Przez takie pouczanie usuniemy dziwny, przestarzały przesąd 
zacofanych rolników, jakoby oni przez rozpowszechnianie białej koniczyny i nostrzyka 
białego li tylko zbogacili pszczelarza, który za to powinien każdemu gospodarzowi garnek 
miodu peszcze dodać. 
Wymienione wykłady o miodzie i o polepszeniu pastwiska dla pszczół należy usilnie 
rozpowszechniać przez prasę, oraz niemniej przez rad jo. 
Oddział pszczelniczy na Kraj owej Powszechnej Wystawie powinien powziąć usilną 
propagandę w sprawie polepszenia pastwiska dla pszczół przez wykłady i rozprzeda wari ie 
za przystępną cenę lip, akacyj i nasion roślin n.iododajnych. 
Niech Zarząd Główny i w przyszłości w imię dobra kraju gorąco interpeluje u mia- 
rodajnych władz, ażeby rokrocznie systematycznie, więcej niż dotąd, szosy obsadzano 
miododajnemi drzewami. -. Każdy zaś pszczelarz ma święty obowiązek zwrócić czynni- 
kom samorządowym na to baczną uwagę. 
Szanowną Redakcj ę "Bartnika Wielkopolskiego" zaś prosimy bardzo serdecznie, 
ażeby często zareferowała za pośrednictwem swych współpracowników, co 
nych miejscowościach uczyniono, ażeby polepszyć pastwiska dla pszczół. 


Franciszek 


Po dla k. 


PYTANIA i ODPOWIEDZI 


l. H., Kraków. l) Mam prócz nadstawkow- 
ców wielkopolskich S uli Dadant'a. Zarodnia 
zawiera 15 ramek, a nadstawka 10 półramek 
o rozszerzonych beleczkach. Zarodnia sama 
jest taka duża, jak zarodnia ula wlkp. ra- 
zem z nadstawką. Kiedy nadstawki wkładać 
na ule Dadant'a? Czekać tak długo, aż 
pszczoły zapełnią wszystkie 15 ramek w za- 
rodni czerwiem i miodem, czy też gniazdo 
rozszerzyć tylko na 8 wzgl. 10 ramek. Pozy- 
tek mamy tutaj tylko wczesny, przeważnie 
z kasztanów, akacyj i lip. 
2) Nie mam miodarki, a tutaj w K. ta- 
kowej kupić nie można. Gdzie można nabyć 
dobrą miodarkę? Są miodarki, na których 
można wypróżniać ramki obu wyżej wymię- 
nionych systemów uli? 
3) Pszczelarze w sąsiedztwie mają tylko 
ule Ciesielskiego, a nadstawkowych wcale nie 
znają. Śmieją się z moich nadstawkowych 
uli, mianowicie z tego, że w jesieni muszę 
nadstawkę ula schować na strychu. Jak naj- 
trafniej zbić ich przestarzałe zapatrywania? 


Odpowiedź: l) W okolicach» z wcze- 
snym a krótkim pożytkiem, jak u Pytające- 
go, byłoby błędem kardynalnym czekać tak 
długo z wkładaniem nadstawki, aż. pszczoły 
całe gniazdo zarobią. Przed końcem czerw- 
ca pod żadnym warunkiem nie zdołają pszczo- 
ły całego gniazda zarobić, a na początku lip- 
ca się zazwyczaj już pożytek w Pańskiej oko- 
Hey kończy. Miałby Pytający oczywiście bar- 
dzo silne roje, ale miodu bardzo mało. N ad- 
stawki należy wkładać, gdy akacja zaczyna 
kwitnąć, a więc na końcu maja względnie 
w pierwszych dniach czerwca, i to wszystkim 
rojom, które przynajmniej 8 ramek obsia- 
dują. Słabszym roj om wstawia się nadstaw- 
ki później, skoro i one 8 ramek obsiada. - 
W zasadzie rozszerzamy więc gniazda w oko- 
licach z wczesnym a krótkim pożytkiem aż do 
rozpoczęcia walnego pożytku. W tych to 
okolicach wystarczy lO-ramowy Dadant zu- 
pełnie. Ul l5-ramowy ma rację bytu w oko- 
licach z późniejszym pożytkiem z hreczki, 
który rozpoczyna się na początku lipca. Tam
		

/p0015.djvu

			wpływa rozszerzenie gniazda do 15 ramek 
dodatnio na wstrzymanie pszczół od rójki. 
2) Źródła zakupu miodarki redakcja z po- 
wodów zasadniczych podać nie może. N ato- 
miast może polecić jedną z firm, inzerują- 
cych w B. W. Redakcja zwróci się do firm 
w innych dzielnicach, ażeby swoje przybory 
pszczelarskie ofiarowały także w B. W. Py- 
tający potrzebuje miodarkę do ramek ula 
Dadant'a. Wszystkie mniejsze ramki można 
bez wszystkiego na takiej miodarce wypróż- 
niać. 
3) Co do przestarzałych zapatrywań są- 
siadów. Są ludzie, którzy trzymają się nie- 
wolniczo raz przyswojonej sobie praktyki. 
Uważają bowiem, że osiągnęli szczyt dosko- 
nałości, na wszelki postęp, wszelkie rozu- 
mowanie są głusi. Trudno, na upartych nie- 
ma rady. Niech oni się śmieją z Pań- 
skich uli nadstawkowych, a Pan - z ich mo- 
zolnych manipulacyj. Przy sposobności może 
im Pan powiedzieć, że na całym świecie, 
z wyjątkiem Polski tylko i Niemiec, używa- 
ją ule nadstawkowe, że i u nas, jak i w Niem- 
czech ule nadstawkowe coraz więcej prze- 
starzałe systemy uli szafkowych wypierają. 
N o, i większość ma zazwyczaj racj ę! Zalety 
ula nadstawkowego są takie liczne i oczywi- 
ste, że nie sposób je na tem miejscu opisać. 


Szcz. B. w 'W Nasze towarzystwo chce 
założyć bibljotekę pszczelarską. Z nadwyżki 
ze składek członkowskich i z odbytej na ten 
cel zabawy mamy do dyspozycji 100 zł. Pro- 
szę uprzejmie podać nam wykaz odpowied- 
nich dzieł, ich cenę i źródło zakupu. 
O d p o w i e d ź : Sama myśl założenia 
bibljoteki pszczelarskiej świadczy o tem, że 
zarząd tamtejszego towarzystwa pszczelarzy 
stoi na wysokości zadania. Słusznie bowiem 
uważa, że tylko gruntowne studjum teorji 
może stworzyć dzielnych praktyków. Poda- 
ję niniejszem wykaz najnowszych dzieł 
pszczelniczych, ich cenę i źródło zakupu: 
l) Stanisław Brzósko: Praktyczne pszczel- 
nictwo, wydanie VI, cena 4,00 zł. 2) Ks. Tad. 
Ciborowski: a) Pszczoła, czyli nauka o 
pszczelem życiu i naturze, 7,00 zł., b) Praca 
w pasiece, 7,00 zł. 3) Ks. Kan. A. Margoriski: 
a) Pszczelarstwo nowoczesne, 2,40 zł., b) 
Miód żywi i leczy, 1,20 zł. 4) Stefan R6hren- 
schef: 12 miesięcy w pasiece, 7,50 zł. 5) Leo- 
nard Weber: a) Pasieka, 4,00 zł., b) Hodow- 
la pszczół, 6,00 zł., c) Wyrób win owoco- 
wych, 1,50 zł., d) Choroby i szkodniki pszczół 
1,50 zł., e) Wyrób miodów pitnych, 0,50 zł. 
Książki pod 1-3 można zamówić w re- 
dakcji: "Pszczelnictwo Polskie", Warszawa, 
Miodowa 14, pozostałe zaś w redakcji "Bart- 
nik Postępowy", Lwów, Kopernika 20. 
Przyznać muszę, że autorowie powyż- 
szych dzieł uwzględnili przedewszystkiem 
tradycję i wymagania gospodarki pasiecznej 
ich okolic, a więc środkowej i wschodniej 
Polski. Ale te biaki uzupełnia przecież "Bart. 
Wielkopolski", który opisuje w każdym nu- 
merze stosowne do czasu zajęcia w pasiece. 


175 


B. w P. W kwietniu r. b. zrobiłem wino 
z miodu w ten sposób: Na l 1. wody wziąłem 
lh funta miodu i tak 30 l gotowałem przez 
l h godziny, odgarniając burzowinę. Po ochło- 
dzeniu wlałem wszystko do beczki celem 
fermentowania. Po 5 tygodniach miałem 
wszystko w butelkach. Teraz we wrześniu 
spróbowałem wino i niespodziewanie smaku- 
je gorzko. Co temu jest winne? 
2) Pewien początkujący pszczelarz, które- 
mu pasiekę dopilnuję, kupił pszczoły, z któ- 
rych dwa roje mają zgnilec. Ule są ze sło- 
my. J ak tutaj postąpić? 
Odpowiedź: l) Redakcja nie uważa 
się kompetentną do udzielania wyjaśnienia 
w sprawie gorzkiego smaku miodu pitnego. 
Zdaje mi się jednak, że dawano za mało 
miodu i za wcześnie odlano miód w bu- 
telki. Proszę uprzejmie Szan. Czytelników, 
mających doświadczenie w tej sprawie, o ła- 
skawe udzielenie wyjaśnienia na tem miejscu. 
2) W słomianych ulach nie można odra- 
żania gruntownie przeprowadzić. Wobec te- 
go radzę pszczoły zasiarkować i zakopać, 
miód wygotować i użyć w domu, woszczynę 
silnie przegotować, a ul i ramki spalić. Poza- 
tem radzę wiosną pozostałe pnie gruntownie 
zbadać, a jeżeli się objawy zgnilca zauważy, 
postąpić, jak wyżej opisałem. Po skończo- 
nych zabiegach trzeba koniecznie ręce i na- 
rzędzia wyczyścić w rozcieńczonym kwasie 
karbolowym. 


M. K. iv Se. Pan Banek nadmienił na kur- 
sie pszczelno w Szamotułach, że P an używa 
do opanowania pszczół płata napojonego pły- 
nem karbolineum. N ie miałem dotychczas 
sposobności wypróbować tego środka, ale mi 
się zdaje bardzo ryzykownym. Karbolineum 
ma bowiem tę właściwość, że się bardzo 
szybko udziela przedmiotom, z któremi się 
zetknie i które potem dłuższy czas wydają 
woń karbolineową. Sądzę więc, gdy położę 
taki płat na nadstawkę i ramki, to pszczoły 
przez dłuższy czas nie powrócą na stare miej- 
sce. Jakie są Pańskie doświadczenia pod tym 
względem? Odpowiedź może być podana w B. 
W., bo interesują się nią wszyscy w Szamo- 
tułach. 
Odpowiedź: Używam w mojej pasie- 
ce płótna odpowiedniej wielkości, napojonego 
nie karbolineum, lecz rozczynem z surowego 
kwasu karbolowego. Na l 1. wody biorę jed- 
ną łyżkę stołową surowego kwasu karbolo- 
wego o czerwonym kolorze. Potrząsam kil- 
kanaście razy butelką, aż się kwas karbolowy 
zupełnie pomiesza. Tym rozczynem nawilżam 
płótno, po silnem wyżymaniu jest płótno go- 
towe do używania. N a ramkach moich uli 
leży zawsze płótno. Przy rewizji ula 
uchylam płótno, leżące na ramkach, nakry- 
wając równocześenie ramki drugiem płót- 
nem, nawilżonem rozczynem z kwasu karbo- 
lowego. Pszczoły biegają natychmiast w głąb 
ula. Dym jest prawie że niepotrzebny. Płótno 
oddaje mi bardzo wielkie usługi po skończo- 
nym walnym pożytku, gdy pszczoły są bar-
		

/p0016.djvu

			dzo skłonne do rabunku i wskutek tego tak 
złośliwe, że dymem nic się nie wskóra. Ujem- 
nych skutków używania rozczynu z kwasu 
karbolowego nie zauważyłem, pomimo, że 
go od pięciu lat używam. 
Członkowi Poznańskiego Towarzystwa 
Pszczelarzy w sprawie zmiany całkowitych 


176 


ramek w gnieździe na półramki: Na anoni- 
mowę zapytania redakcja odpowiedzi nie 
udziela. Proszę zatem uprzejmie podnieść 
przyłbicę, a chętnie poradą służę, 


% ra" 


Z LITERATURY PSZCZELARSKIEJ. 


Stanisław Brzósko "Praktyczne 
pszczeln.otwo", str. 178, rok 1927. wydanie 
VI, przerobione i powiększone, z 70 rysun- 
kamI. N akład Księgarni Rolniczej. Cena 
q 
J 


Samo nazwisko autora, najwybitniej- 
szego działacza na niwie pszczelarskiej by- 
łego zaboru rosyjskiego, a obecnego pre- 
zesa Nacz, Zw. Tow. Pszczelno Rz. Polsk., 
oraz redaktora "Pszczelnictwa Polskiego", 
jak i wydanie VI tego podęcznika mówią 
same za siebie. Jest to dzieło o rzadko 
spotkanem jasnem, zwięzłem i popular- 
nem uchwyceniu całokształtu pszczelnie- 
twa postępowego. Jakkolwiek szan. autor 
wyrósł ze szkoły Lewickiego, śledził bacz- 
nie wszelki postęp w pszczelnictwie we- 
wnątrz kraju jak i zagranicą, i zmienił od 
ukazania się I. wydania tego dzieła przed 20 
laty, wiele swoje poglądy na gospodarkę 
pasieczną jak i systemy uli. Rozdział II, 
traktujący o ulach, uderza wprost grun- 
łowną znajomością tej tak ważnej kwestii 
jak i bezstronnem i trafnem osądzeniem 


5 a k t [ wad Poszczególnych systemów, 
I A n «A" g A g ! * L A wt c s T 
" l a c h o f a f a k a c n k A k . 
nas O-SZ ro ICn, PSZCZO- 
y A W S Z e wiosną wczesnej cały ul zajmą, 
jak w ulach o ramkach wąskich a wyso- 
kich. Dla nas, Wielkopolan, ma i ta oko- 
liczność szczególne znaczenie, że szan. 
autor uwzględnił w szerokim zakresie go- 
spodarkę w kószkach nadstawkowych 
(wielkopolskich). Życząc szan. autorowi 
z całego serca jak najwcześniejszego VII 
wydania jego znakomitego dzieła, mam 
nadzieję, że w tern wydaniu będzie roz- 
dział o hodowli matek tak gruntownie, jak 
wszystkie inne traktowane, 
Książka powyższa będzie dobrym i tną- 
drym przyjacielem każdego pszczelarza 
jak i każdego ucznia szkoły rolniczej 
i ogrodniczej. Polecam tę książkę przede- 
wszystkiem wszystkim młodym pszczelą- 
rzom, chociaż i z tego powodu, że w na- 
.stępnym roku nie będą zajęcia w pasiece 
w B. W. tak obszernie traktowane, jak to 
ma miejsce w roku bieżącYm. 


Widera. 


Tarnowo Podgórne. 


Z ŻYCIA TOWARZYSTW 


Pan Nagler wygłosił obszerny referat 


AY niedziele, dnia 28. sierpnia, o godz. A s A t V ™ wśkafaT a r T a 1 e 7 r A 
4 odbyło się zebranie, na które przybył A A ć OT ZV™ nTacach rTszczelarlicn 
ukochan nasz Prezes., g . Liczbańs  .któ - ::  : ; w : lCe bI?  z 7 P o zP 1 m&:Jlch P f p$,?:czelarskie», 
rego. SerCLeCZnie wItalI rez-s n eisner 'y pszczo-tv., 
I s-eKretarz, eisner w d y s k li S j' l J.-'}d . f e f e f.a t e ID prZemaWIaU 
.; '-." , j , ., . prezs p. prot. K.raJewsKi, p. Grywarczyk, 
Z werwą wygłosi-r p. Liczbanski długi LI; ,\ A . Streuchmann, i referent p. 
i gruntownie opracowany referat pod t y- Hlgier P p 
tułem "Bolączki naszego bartnictwa". Treść Następnie uchwalono zakupić kilka 
znakomitego referatu - życzyliśmy sobie książek do biblioteki Towarzystwa. Prezes 
- by cała Polska wzdłuż szeroka go usły- _ Krajewski apeluje do członków ażeby 
szała - podajemy jeszcze na inne m miej- ;aczyli składkę na I półrocze 1928 zapłacie 
scu. Na końcu rozsprzedawał p. L. dzieł- do' 10 grudnia br. gdyż wtenczas jest tylko 
ko Ks. kan. Margońskiego: "Mlod l żywi ID o Ź i i We przekazana na czas Bartnika 
ii leczy' i nawoływał do dalszej owocnej Wielkopolskiego. Składka wynosi włącz- 
pracy. nie z Bartnikiem Wielkopolskim na pół ro- 
Podlak, sekretarz. jA 359 7\' którą można także zapłacić każ- 
dgeo czasu u sekretarza p. Rzepki, Ry- 
Ze zebrania Towarzystwa Pszczelarzy nek 14. 
w Lesznie, które się odbyło na sali p. 11- Przyszłe zebranie odbędzie SIę 15 
skiego. stycznia 1928 r. o godz. 3-ciej popoł. Na ze- 
O godz. 3-ciej popoł. zagaił zebranie branie to uchwalono zaprosić z referatem. 
prezes p. prof. Krajewski, witając Hcz*«AfTtoruktora p. Srokę. 
przybyłych członków, i Zarazem w A - - A S P O wyczerpaniu porządku obrad sol- 
! ich s. 'owrch przedstawił stan (/JA&alUK$K P f e z e s zebranie. 
pasiek. 1* (1l)K -] Józef Rzepka, sekretarz.