/p0001.djvu

			Opłata pocztowa uiszczona ryczałtem. 


Październik 1925. 


34r. 10. 


Rok IX. 


POKŁOSIE 


" 
SALEZJANSKIE 


Miesięcznik dla Pomocników Salezjańskich. 


Adres wydawcy i redakcji: Inspektorat Salezjański, Warszawa, Lipowa 14. 
Konto czekowe P. K. O.: Nr. 141,684. - Telefon: 82-65. 


TREŚĆ Nr. 10: 
Generał Salezjanów Najprzewielebniejszy ks. Filip Rinaldi w Polsce. - Misje Salezjańskie. - 
Błogosławiony ks. Józef Cafasso (C. d.). - Kronika. - Wycieczka do Łodzi. - Z Czerwińska. - 
Kącik wychowawczy. - Wspomnienie pośmiertne: św. p. Lubicz Zaleski Patrjarcha Antjocheń- 
ski. - Zmarli Pomocnicy. - Łaski Najś1W. M. P. Wspomożenia Wiernych. - 


GENERAL SALEZJANÓW 
Najprzewielebniejszy ks. FILIP RINALDI 
W POLSCE. 


W tym miesiącu zawitał do Polski 
i zwiedza tutejsze Zakłady Salezjańskie 
trzeci następca Sługi Bożego ks. Jana 
Bosko, Najprzewielebniejszy ks. F i l i P 
Rinaldi. 
Mąż to o niepożytej sile ducha i wy- 
bitnych zdolnościach organizacyjnych. 
Liczy lat 69. Urząd Generała sprawuje 
od dnia 24-go kwietnia 1922 r.. wy- 
brany przez członków XII Kapituły Ge- 
neralnej Zgromadzenia. Ks. Rinaldi,jako 
młody kapłan, został w r. 1883 przez ks. 
Bosko mianowany dyrektorem w Mathi 
pod Turynem. Ks. Rua wysyła go w roku 
1889 do Sarria w Hiszpanji na dyrektora 
szkół rzemieślniczych. W r. 1892 otrzy- 
muje nominację na inspektora Zakła- 
dów Salezjańskich w Hiszpanji. 
Dzielą nasze rozwinął w Hiszpanji do 
tego stopnia, że ks. Rua zmuszony był 
utworzyć tam 3 inspektorje, czyli pro- 


wincje zakonne, a oprócz tego czwartą 
w Portugalji. 
Odwołany do Turynu w r. 1901 na 
generalnego prefekta Zgromadzenia, peł- 
nił ten urząd przy boku ks. Ruy z całem 
poświęceniem. Gdy po zgonie ks. Ruy 
zebrała się Kapituła Generalna na obiór 
następcy, wielu wyborców oddało swój 
głos ks. Rinaldiemu. On jednak wiedział 
z góry, że tym razem nie będzie wybrany 
na jenerała. To też gdy większość gło- 
sów padła na ks. Alberę, podnosi się ks. 
Rinaldi i zdumionym członkom Kapi- 
tuły odczytuje kartkę, na której przed 
laty zanotował sobie usłyszane słowa ks. 
Bosko o nowoobranym : "Ks. Albera bę- 
dzie moim drugim"... (t. j. następcą). 
Podczas dwunastoletnich rządów ks. 
Albery widzimy w dalszym ciągu ks. 
Rinaldiego na odpowiedzialnym stano- 
wisku prefekta, czyli wicegenerała. 


Uty vc 


/JÓP
		

/p0002.djvu

			Str. 98. 


P oki osie Sale zj a ń s K i e 


Nr. 10. 


Skoro został następcą śp. ks. Albery 
udał się do Rzymu, aby uzyskać błogo- 
sławieństwo N amiestnika Chrystuso- 
wego dla siebie i dla całego Zgroma- 
dzenia. Ojciec św. Pius Xl przyjął na- 
szego ks. Generała jak najserdeczniej. 
Wspomniał z przyjemnością, że jeszcze 
za życia ks. Bosko przebył dwa -dni 
w Oratorjnm Turyńskim. gdzie mógł 
podziwiać u tego Sługi Bożego szcze- 
gólniejszą, pełną słodyczy dobroć i nie- 
zachwiany spokój w chwilach najcięż- 
szych nawet doświadczeń i przejść ży- 
ciowych. 
Wydawało się ks. Rinaldiemu, że roz- 
mawia z samym ks. Bosko: tak bowiem 
po przyjacielsku prowadził z nim Oj- 
ciec św. godzinną rozmowę. W końcu 
posłuchania ks. Generał przedstawił 
Ojcu św. prośbę na piśmie, aby w myśl 
dewizy salezjańskiej: "módl się i pra- 
cuj", wszyscy Salezjanie, Siostry Marji 
Wspomożycielki. wychowankowie, Po- 
mocnicy nasi i Pomocnice w celu uświę- 
cenia prac swoich mogli uzyskać od- 
pust 400 dni ilekroć przy pracy wes- 
tchną do Boga jakiem pobożnem wez- 
waniem, tudzież odpust zupełny raz na 
dzień. Pochwalił Ojciec św. troskę ks. 
Generała o duchowe dobro całej rodziny 
salezjańskiej i własnoręcznie na poda- 
nej sobie prośbie napisał: Pro Gra- 
tia iuxta infrascriptas prę- 
ce s. Pins PP. XI. 
Z troską o uświęcenie poszcze- 
gólnych swych synów łączy 
ks. Rinaldi nie rozdzielnie usilne sta- 
rania nad zachowaniem ducha Założy- 
ciela w Zgromadzeniu. W pierwszym 
liście nadesłanym zaraz po obiorze do 
wszystkich Salezjanów tak pisze: "Za- 
pewniam Was, drodzy Syno- 
wie, że odbyta w tych dniach 
Kapituła Generalna jest rze- 
czywistem i znakomitern stwier- 
dzeniem wielkiego postępu 
i rozwoju naszego Towarzys- 
twa: wid'ać, że posiad a ono w so- 
bie energje żywotne do osiąg- 
nięcia przeróżnych swych za- 
dań wy chowa wczy eh i społecz- 


nych. Oto zjechali SIę z całe- 
g o ś w i a t a i n s p e k t o r o w i e nasi 
i delegaci, a zasiadłszy do ob- 
rad, ujawnili tyle jednomyśl- 
ności, tyle serdecznego prze- 
jęcia się ważnością swego posłan- 
nictwa, że doprawdy trudno 
było wymagać lepszego zrozu- 
mienia i odczucia ducha KS. 
B o s k o. W s z y s c y ś m y jaK n aj sil- 
niej tym duchem byli ożywie- 
nI. 
Duch ks. Bosko! W tern powiedze- 
niu streszcza się wszystka działalność 
naszego Czcigodnego ks. Generała. Apo- 
nieważ Słudze Bożemu najbardziej na 
sercu leża.ło n a w r a c a n i e pogan 
d o W i a r y C h r y s t u s o w ej, ks. Ri - 
naldi. wierny tłumacz pragnień owego 
miłośnika dusz, czyni co tylko 
możliwe, aby wysyłaniem licznych mi- 
sjonarzy do krajów pogańskich n i e ś ć 
światłoEwangelj i i zbawienie 
pogrążonym w mrokach nie- 
wiary i zabobonów ludom. 
Najnowsza statystyka misyjna Zgro- 
madzenia Salezjańskiego, Watykańskiej 
Wystawie Misyjnej podana, wykazuje 
więc następujące liczby: 25 tery to rj ów 
misyjnych, 1169 misjonarzy, 1077 misyj- 
nych placówek i zakładów dla młodzie- 
ży, oraz 112.819 katechumenów i wycho- 
wanków szkół zakładowych misyjnych. 
Do pracy i ofiarności na rzecz mi- 
syj ks. Rinaldi zachęca nietylko Po- 
mocników naszych i Dobrodziejów, lecz 
również całą młodzież katolicką. 
Podkreśla z zadowoleniem 
w ostatnim swym liście z dn. 
24 czerwca b. r., że staraniem 
k s i ę ż y S a l e zj a n ó w w y c h o d z i 
dla młodzieży specjalne pis- 
mo misyjne p.t.: "Młodzież Mi- 
syjna" w trzech językach 
w ł o s k i m, p o l s k i m (War s z a w a, 
Lipowa 14) i hiszpańskim. 
Cieszyć się należy z pomyślnych wy- 
ników gorliwej działalności ks. Gene- 
rała tak na polu misyjnem, jakoteż i na 
każdem innem, powierzonem przez O- 
patrzność Towarzystwu Salezjańskiemu.
		

/p0003.djvu

			Nr. JO. 


Pokłosie 


Idąc śladem swoich poprzedników, 
ks. Rinaldi rok rocznie ogłasza w sty- 
czniowych Wiadomościach Salezjań- 
skich 'statystykę nowych fun- 
da c yj naszego Towarzystwa. 
I tak w r. 1922 statystyka ta wyka- 
zuje nowoutworzone placówki: 
I. Przez Salezjanów. W e Wio- 
szech 8, w Polsce 3, w Irian- 
dj i 1, w J u g o s ł a w j i 1. 
Pozatern w Afryc e l, w Ameryce 
6, nie licząc zakładu w I vre i (Wło- 
chy), przekształconego na wielki in- 
stytut misyjny im. kardyna- 
ła Cagliero. 
II. Przez Siostry M. Wspomo- 
życielki. We Włoszech 10, w Pol- 
sce 1, w Niemczech 1, w Ame- 
ryce 5, w Indjach l. 
Statystyka nowych placówek w roku 
1923: 
I. P rzez Sale zj an ów. We Wło- 
szech 3, w Niemczech l, wPol- 
sce 2, w P ortugalj i 1, na wys- 
pach Kanaryjskich 1, w Clare- 
mont (Kolonja deI Cap o) 1, 
w Ameryce 9, w Indjach l. 
II. Przez Siostry M. Wspomo- 
życielki. We Włoszech 10, w Bel- 
gj i ,Iw A m e r y c e 5. 
Statystyka z roku 1924. Placówki no- 
we objęte: 
III. Przez Salezjanów. We Wło- 
szech 4, w Austrji l, na Wę- 
grzech 1, wJugosławj i l, w Cze- 
chosłowacji i, w Polsce 1, w 
Niemczech i, w Belgji l, w H i- 
szpanji 3, w Port Said 1, w Ame- 
ryce 8, w Australji 3, w Indjach 
l, w Chinach 2. 
II. Przez Siostry M. Wspomo- 
życielki. We Włoszech 15, w 
Polsce l, w Niemczech i, w An- 
glji 1, w Ameryce 6, czyli ra- 
zem nowych placówek, obję- 
tych przez Salezjanów w cią- 
gu trzyletnich rządów ks. Ri- 
n a l d i e g o j e s t 68. P l a c ó wek 
objętych p'rzez Siostry Sale- 
zjanki jest 68. Suma wszyst- 
kich wynosi 126. 


Salezjańskie 


Str. 99. 


Dorobek to piękny i zaszczytny. - 
Przy sposobności podajemy, że wszyst- 
kich Salezjanów w Towarzystwie (ka- 
płanów, kleryków i braci) jest 6.250. 
Zakładów Salezjańskich na całym świe- 
cie liczy się 520; młodzieży zaś w tych 
zakładach wychowywanej liczy się do 
200,000. 
Oby Bóg w jak naj dłuższe lata zacho- 
wywać nam raczył przy dobrem zdro- 
wiu Czcigodnego ks. Generała. Niech 
Towarzystwo nasze, duchem ks. Bosko 
ożywione pod wytrawnem kierownic- 
twem ks. Rinaldiego rozwija się we 
wszystkich krajach świata na chwałę 
Bożą i zbawienie dusz ludzkich. 
Niech i ojczysta ziemia nasza, udzie- 
lając gościny Generałowi Salezjanów, 
polskie instytucje salezjańskie uznaje 
zawsze jako swoje własne. 
Przybywa do nas ks. Rinaldi po to 
głównie, by włożyć sukienkę za- 
konną przeszło setce naszych 
nowicjuszów w Czerwińsku. 
Pragnie też zetknąć się bliżej z 1 i c z- 
nem gronem Pomocników Sa- 
lezjańskich, do których zawsze tak 
serdecznie w listach swoich noworocz- 
nych się odzywa. 
Gdy został obrany na Generała, przed- 
stawili mu się dziennikarze turyńscy, 
prosząc o wyrażenie jakiegoś życzenia 
dla zakomunikowania publiczności w pi- 
smach. "Polecajcie, Panowie, Za- 
kłady Salezjańskie i wszyst- 
kie nasze dzieła miłosierdziu 
osób dobrych i uczynnych, rzekł 
ks. Rinaldi i dodał: p o w t ó r z ę tu 
słowa, któremi się często odzy- 
wał niezapomniany ks. Rua. 
Jeśli ks. Bosko utrzymywał 
zawsze, iż nic nie mógłby uczy- 
nić bez ofiarności Pomocni- 
ków i Dobrodziejów swoich, 
to cóż ja nieudolny mógłbym 
sam począć? 
Liczymy wiele na Pomocni- 
ków. Potrzeby bowiem liczne 
są i p o waż n e. W z a m i a n m o d 1 i ć 
się będę zanichwrazzcałem 
Zgromadzeniem i wychowań-
		

/p0004.djvu

			Sir, 100. 


Pokłosie Salezjańskie 


Nr. 10. 


karni, aby Im P. Bóg sowicie 
każdą ofiarę wynagrodził 
w tern i przyszłem życiu. 
W imieniu społeczeństwa polskiego 


i wszystkich czytelników hołd należny 
Przełożonemu Salezjanów składaniniej - 
szem 


Redakcja. 


Z XISYJ SALEZJAŃSKICH. 
List ks. Teodora M. Wieczorka, Catholic Mission Siulam-Heungsclian China d.24/7, 25. 


Wiadomo z dzienników, że od dwóch 
miesięcy sroży się w Chinach walka prze- 
ciw obcokrajowcom. Walka ta, z razu w 
niektórych miejscowościach krwawa, za- 
mieniła się w ogólny strejk i bojkot eu- 
ropejczyków i japończyków. Przyczyny te- 
go są różne. Europejczyków nienawidzono 
w Chinach oddawna - zawsze ich prze- 
zywano "djabłami europejskiemi." Spotę- 
gowała się ta nienawiść zajściem w Szan- 
gaju pomiędzy policją a studentami, ska- 
rżące mi się na złe traktowanie ze stro- 
n},' kierowników angielskich i japońskich. 
'Policja zamiast się zająć losem studen - 
tów, rzecz pominęła milczeniem. Studenci 
więc urządzili otwartą manifestację prze- 
ciw swoim, jak icli nazwali "ciemięzcom". 
A ponieważ, wskutek nadmiernego entu- 
zjazmu manifestacja zamieniła się w po- 
chód, obrażający wszystkich obcokrajow- 
ców, policja nakazała go rozwiązać. 
Przy tej okazji przyszło do bójki, w 
której wielu studentów poległo. Zajście to 
rozniosło się wkrótce po całych Chinach. 
Wszędzie rozpoczęto urządzać manifesta- 
cje na cześć poległych bohaterów z Szan- 
gaju. W Kantonie np. wzięło udział w 
manifestacji 40,000 studentów i 3,000 żoł- 
nierzy. W pochodzie powiewały różne 
sztandary z obe1żywemi napisami, wzno- 
szono okrzyki, jak np: "Precz z djabłami 
europeiskiemi!" "Wymordować obcokrajo- 
, ,,,,,. 
wcow. Itp. 
Wszystko to byliby europejczycy znieś- 
li, lecz* nie koniec na tern. Ze strony woj- 
ska chińskiego wszczęto ogień do żołnierzy 
angielskich, francuzkich etc, którzy stali 
na granicy terenu koncesyjnego, przypa- 
trując się' całej tej manifestacji. 
., 
Na ogień, rozumie się, odpowiedziano 
ogniem już to z karabinów- już też z ku- 
lomiotów. Nie upłynęło kilka minut, a 
manifestacja rozpierzchła się, zostawiając 
na ulicy setki uczestników zabitych lub 
rannych. 
Znów więc lament i nienawiść ku "dja- 
błom europejskim." Nienawiść ta tak się 


wzmogła, że z wielu miejscowości euro- 
pejczycy musieli pouciekać, bojąc się 
, . . 
SmIerCI. 
W Kantonie np. niema obecnie ani je- 
dnej osoby cywilnej w dzielnicy obcokra - 
jowców (terenie koncesyjnym). 
Z Siu-Hing, diec. Makao," wypędzono O. 
O. Jezuitów portugalskiej narodowości, co 
uczyniono również i w innych miejsco- 
wościach z innymi misjonarzami. 
Z Heung-Shan pouciekali do Ameryki 
wszyscy pastorzy protestanccy. 
W Siu-Lam, gdzie mają tak piękne szkoły 
i gdzie rok rocznie otrzymują na swoją 
propagandę 40.000 dolarów, zostawili wszy- 
stko. W Shekki pewien lekarz angielski, 
prymarjusz największego szpitala, ucieka- 
jąc, błagał otaczających, aby mu darowali 
życie, gdyż nic im przecież złego nie uczy- 
nił. 
Co do mnie pozostałem nadal na swrem 
stanowisku, owszem - pole pracy mam 
większe, co tydzień bowiem muszę dojeż- 
dż do Shekki, aby zastąpić tamtejszego 
mISJonarza. 
Dla uniknięcia jakich awantur wyrobiłem 
sobie u mandaryna legitymację, że jestem 
Polakiem. Jako takiemu jest mi dozwo- 
lonem podróżować do Makao, Hong Kongu 
czy Kantonu. Na różne obelżywe słowa 
ze strony ludu (sat kej - zabić go it. p.) 
nie zwracam uwagi, ufając opiece Bożej 
i Marji Wspoinożycielki. 
Jak z tego widać i dla nas misjonarzy 
nastała chwila ciężka. Potrzeba więc nam 
wiele siły i pomocy Bożej. Niech się mo- 
dlą w ojczystym kraju wszyscy za nas, 
za naszych chrześcijan, którzy narażeni 
są na odstępstwo z powodu zarzutów czy- 
nionych im przez pogan, jak np: "Nauka 
katolicka przyniesiona jest przez djabłów 
europejskich: ci są źli, więc i nauka ich 
zła, trzeba jej przeto zaniechać". 
P.S. W mieście Kantonie i trzech okrę- 
gach prowincji Kwang Tung został zapro- 
wadzony bolszewizm. W naszym Heung- 
Shan również.
		

/p0005.djvu

			Nr. IG. 


Pokłosie 


Salezjańskie 


Str. 101. 


BŁOGOSŁAWIONY KS. JOZEF CAFASSO. 


Ks. Teodor M. Wieczorek, 
misjonarz salezjański w Chinach. 


C. D. 
Najwięcej jednak pociech duchownych 
niiał doznać ks. Cafasso u stóp szubienicy. 
W ciągu swego apostolstwa więziennego 
68 razy prowadził nieszczęśliwych skazań- 
ców na rusztowanie i tyleż razy widział 
w nich skruszonych pokutników. Ani je- 
den nie zdołał mu się wymknąć. 
Początek tego apostolstwa był następu- 
jący. Pewnego razu ks. Cafasso towarzy- 
szył dwom księżom, wysłanym do jednej 
wioski piemonckiej w celu przygotowania 
na śmierć skazańców. 
Niestety, jeden z nich 
aż do ostatniej chwili 
opierał się łasce Bożej 
i nawoływaniom kapła- 
na - i tak nędznie 
zginął. 
Zdarzenie to wywar- 
ło na delikatnej duszy 
ks. Cafasso tak wstrzą- 
sające wrażenie,. że te- 
go samego wIeczoru 
powróciwszy do Tury- 
nu, upadłwswem miesz- 
kaniu na kolana i uczy- 
nił wobec Boga posta- 
.. ,. . 
nOWIenIe pOSWIęcenIa 
się szczególniej na - 
wróceniu skazanych na 
, . , , 
smIerc, prosząc rowno- 
cześnie Boga, aby mu 
dopomógł zbawić i c h 
duszę. 
Pan Bóg wysłuchał 
jego modlitwy. 
Przygotowywał tych 
nieszczęśliwe ów 
na ostatnią godzinę 
z taką miłością, umiał 
ich natchnąć tak szczerem uczuciem rezy- 
gnacji chrześcijańskiej, tak serdecznym 
żalem za swe błędy, i zupełnem poddaniem 
się swemu losowi, a nawet pragnieniu tej 
zasłużonej eskpiacji, że nieraz po wyko- 
naniu kary śmierci można go było słyszeć 
mówiącego: "Oto jedna dusza więcej w nie- 
bie, która się za nas modli". 
A kiedy otaczający go ludzie dziwili się 
łagodności tego wyroku, mówił: "Tak, 
oni ciężko zgrzeszyli, ale ich żal serdeczny, 
pokuta więzienna, poddanie się woli Bo- 
żej, przyjęcie w duchu pokuty tej strasz- 


nej kary - to wszystko jest im policzone 
wobec Boga. Czyż nie żal i rezygnacja o- 
tworzyły niebo dobremu łotrowi? To wam 
może się zdawać dziwne, kończył z uśmie- 
chem na ustach, ale dla tych nędzników, 
tak przygotowanych, czyściec jest zam- 
knięty" . 
Jednemu ze skazańców, którego widział 
już jedną nogą w niebie, w przededniu e- 
gzekucji powiedział: 
"Mój przyjacielu, jutro musisz mi zrobić 
jedną przyjemność. 


- Bardzo chętnie; 
o co chodzi ? 
Otóż. Jak tylko um- 
rzesz, pójdziesz prosto 
do nieba. 
- Co, prosto do nie- 
ba, nie przechodząc 
nawet przez czyściec? 
- Tak, prosto do 
nieba! Otóż, jak tylko 
tam się dostaniesz, idź 
zaraz p o dz ię kować 
Matce Boskiej. 
- Jak to, najpierw 
Matce Boskiej, nie Pa- 
nu Bogu? 
- Tak, tak, najpierw 
Matce Boskiej. 
- Ale P. Bóg się o 
to obrazi. 
- Nie bój się; a je- 
śli się obrazi, to po- 
wiedz, że ja ci tak ka- 
załem postąpić. A więc 
zgoda ? 
- Zgoda. 
Po tej rozmowie ska- 
zaniec kładł się na 
i zasypiał snem niewin - 


ostatni spoczynek 
, . 
noscl. 
Nazajutrz rano, na wozie, który go wiózł 
na stracenie, patrząc na tłumy ciekawej 
publiczności, rzekł do ks. Cafasso z całym 
spokojem: 
"Założyłbym się, że z tych wszystkich 
ludzi tutaj obecnych, ja jestem najspokoj- 
.. " 
nIejSZY . 
- W rzeczy samej odpowiedział 
ksiądz Cafasso, chwytając go za rękę, 
trudno znaleźć człowieka o tak regu- 
larnym pulsie.
		

/p0006.djvu

			Str. 102. 


Pokłosie 


Stanąwszy na szubienicy, skazaniec zwró- 
cił si o ks. Cafasso i rzekł mu z roz- 
rzewnIenIem : 
"Dzięki Ci jeszcze raz, Ojcze! Za kilka 
chwil twoje polecenie będzie spełnione!" 
A ks. Cafasso z uśmiechem usuwał się na 
ubocze, zmieszany tak wielkim heroizmem. 
Pierwszym pomocnikiem salezjańskim. 
W tym krótkim szkicu biograficznym nie- 
podobna pominąć milczeniem wielkiej roli, 
jaką błogo Cafasso odegrał, jeśli nie w sa- 
mem dziele, to w życiu księdza Bosko. 


Salezjańskie 


Nr. 10. 


Był on właściwie pierwszym pomocni- 
kiem salezjańskim i dlatego słusznie dziś 
ten trzeci zakon salezjański oddaje nowe- 
mu błogosławionemu cześć szczególnąjako 
temu, który mu utorował drogę w pracy 
dla dobra młodzieży biednej i opuszczo- 
nej i wskazał j ak dla niej poświęcać się- 
należy. 
Ks. Bosko bardzo wiele zawdzięczał bło- 
gosławionemu Cafasso do tego stopnia, iż. 
później napisał: "Jeśli w mem życiu uczy- 
niłem co dobrego, to zawdzięczam temu 
świętemu kapłanowi". 


KRONIKA. 


Z wycieczki do Łodzi. 
Szlakiem z Warszawy na Sochaczew je- 
chałem w lipcu po raz pierwszy do Łodzi. 
Przyglądałem się ciekawie polom niedaw- 
nych bitew nad Bzurą, podziwiałem piękną, 
pagórkowatą okolicę pod samą Łodzią, my- 
śląc zarazem z niesmakiem o "jednej", jak 
to się zwykło mówić, zadymionej ulicy pol- 
skiego Manchesteru. Stanąwszy w Łodzi, 
jbyło to w niedzielne popołudnie) wsiadam 
do tramwaju i wjeżdżam w labirynt ulic. 
A więc nie jedna, stwierdzam z ulgą. Patrzę 
naokoło -wszędzie widać prowadzone ro- 
boty nad urządzaniem kanalizacji. Tu jakiś 
duży plac, tam ogromne kamienice lub 
fabryki bez dymu, bo Niedziela, gdziein- 
dziej wspaniała świątynia - zapewne ka- 
tedra. 
Jest wprawdzie mnóstwo drewnianych, 
małych domków lecz te, myślę sobie, mu- 
szą z czasem ustąpić odpowiedniejszym bu- 
dowlom. Pytam pasażerów, gdzie ulica Wo- 
dna: informują mię usłużnie. Wysiadam, 
zachodzę do Salezjanów. 
Dyrektor zakładu, ks. dr. Łatka, zaraz 
na wstępie proponuje mi obejrzenie nowo- 
budującego się skrzydła na uzyskanym od 
Magistratu placu. Zgoda. Idziemy na rusz- 
towania i widzę,.że niebawem powstanie 
prawdziwa oaza oświatowa i wychowawcza 
dla młodzieży rękodzielniczej m. Łodzi. 
Całe bowiem nowe skrzydło Szkoły Rze- 
miosł będzie użyte na "Dom Młodzieży", 
w którym znajdzie pomieszczenie wielka 
sala ze sceną, bursa i cały szereg ubikacyj 
na czytelnię, siedziby stowarzyszeń etc. 
Centrum budowli stanowić będzie obszerna 
kaplica dla użytku młodzieży i okolicznej 
ludności. 


Bardzo ładnie, powiadam, lecz jakże z fun- 
duszami na takie przedsięwzięcie, drogi 
księże dyrektorze... 
- Zbiera się... 
-W jaki sposób? 
- Proszę za mną. 
Wsiedliśmy w tramwaj i jedziemy 00* 
parku "Wenecja". 
Nie będę tu opisywał wszystkich ślicz- 
ności i atrakcyj zabawy ludowej, której 
duszą i sprężyną,jest właśnie komitet roz- 
budowy Salezjańskiej Szkoły Rzemiosł. 
Muzyka, mazur tańczony na specjalnej 
estradzie, loterja, a wszystko w porządku, 
skromnie i godziwie, nad wszystkie m czu- 
wa szanowne grono komitetu, do którego- 
należy 50 wybitnych osobistości ze sfer 
przemysłowców i znanych w Łodzi obywa- 
teli. - Panowie ci w dniu poświęcenia ka- 
mienia węgielnego pod rozbudowę ukwe- 
stowali na mieście 9,000 zł. Wyłoniony 
z ich grona ściślejszy komitet, wziął 
w dzierżawę park "Wenecja", celem urzą- 
dzania tu w niedziele i święta przyzwoi- 
tych zabaw ludowych. Dobre koncerty, po- 
pisy sokołów, produkcje siłacza Pietrzaka 
i tp. niezmiernie podobają się szerokim 
masom, spragnionym rozrywki i przynoszą 
dość pokaźny dochód na cel wspomniany. 
Kierują całą tą akcją panowie : 
Inż. Wł. Wagner, Dyr. Józef Wolczyński 
Józef Nikonorów, Adam Fularski. Co nie- 
dziela komitet ten przeprowadza kwestę 
u drzwi kaplicy, przynoszącą około 100 zł. 
Dobrze będzie wiedzieć, że w Łodzi zwią- 
zek współpracowników salezjańskich liczy 
przeszło 1,500 członków. Zbierają się oni 
co drugą niedzielę w zakładzie na konfe- 
rencję i czytanie żywotu ks. Bosko.
		

/p0007.djvu

			Nr. 10. 


Pokłosip Salezjańskie 


Str. 103. 


Przy tej sposobności zostawiają około 
-lU zł. na rozbudowę Szkoły. 
Przy tak chętnej, usilnej i ofiarnej współ- 
pracy można będzie niezadługo oddać mło- 
dzieży łódzkiej wielki, piękny i wygodny 
gmach na zbożne, oświatowe cele. 
Szczęść Boże Kierownictwu Szkoły Rze- 
miosł! Ruchliwość i energja komitetu roz- 
budowy tejże niech posłuży za wzór i za- 
chętę innym Pomocnikom i Współpraco- 
wnikom Salezjańskim. 


R. z. 


Z Czerwińska. 
Donoszą nam wiele interesujących rze- 
czy tamtejsi współbracia nasi. Tymczasem 
wzmiankujemy tylko o nader miłej uro- 
czystości odpustowej, jaka się odbyła na 
M. Boską Siewną. Ludność warszawskiego 
Powiśla wraz z ks. rektorem Cichosem 
wzięła tłumny udział w tej uroczystości. 
O obłóczynach nowicjuszów i bytności 
w Czerwińsku naszego ks. jenerała napi- 
szemy w następnym JI» "Pokłosia." 


Rozbudowa Salezjańskiej Szkoła Rzemiosł w Łodzi. 


Jak przemawiać 


K Ą C I K W Y C H O W A W C Z Y. 


do młodzieży. 


Jakie audytorjum jest najtrudniejsze do 
opanowania? zagadnęliśmy raz starego, 
doświadczonego kaznodzieję, który od 
przeszło 40 lat przemawiał do słuchaczy 
i umiał ich opanować? 
- Bez wahania mogę wam powiedzieć, 
że tern audytorjum to dzieci. Znam kole- 
gów, głoszących słowo Boże wobec rzeszy 
ludu, którzy, polegając na własnem do- 
świadczeniu, z trudnością skłaniali się, 
by przemawiać do młodzieży. 
- Jakiż tego powód ? 
- Ten, że u dzieci najtrudniej o uwa- 
gę, bez której daremne są wszelkie wysił- 


ki mówcy. Dziecko! Czy my jednak poj- 
mujemy "głębię jego duszy?' Niespokojne, 
ruchliwe, niecierpliwe, rozpraszające się 
za lada drobnostką: zaskrzypnięcieindrzwi, 
za postawieniem kroku, za brzękiem la- 
tającej muchy; dziecko żyje przeważnie 
uczuciem i wyobraźnią, zająć je przeto 
najlepiej obrazowością, przykładami i ży- 
wością opowiadania. Spróbujcie przema- 
wiać do tych roztrzepańców choćby przez 
dwie minutki pojęciami oderwanemi. astra- 
cone wasze całe przemówienie. Już dawniej 
jakie dwadzieścia lat temu, było bardzo 
trudno ich zająć, a cóż dopiero teraz, gdy
		

/p0008.djvu

			Str. 104. 


Pokłosie Salezjańskie 


Nr. 10. 


obrazy kinematograficzne popsuły im oczy, 
a przez to wyobraźnia ich stała się zad- 
niej szą obrazów i plastyczności! Tak lnie 
wystarcza być przeciętnym artystą, mów- 
cą, księdzem, aby przez to już umieć się 
zastosować do młodzieży. Nie lada to 
sztuka wzbudzić w niej zainteresowanie 
i rozentuzjazmować ją tak, by słuchała do 
końca z zapartym oddechem/Co do mnie, 
gdy staję wobec gromadki małych słucha- 
czy, nie jestem nigdy pewien, czy zdołam 
ich opanować. Straszni są ci malcy! Oni 
nawet nie przypuszczają, jakim niepoko- 
jem przejmuje' mnie te ich sto par oczu 
utkwionych we "mnie. Gdy się umie ich 
opanowa'c, słuchają bez zmrużenia oka. 
W pierwszych kilku momentach chcą cię 
poznać, staraj się tedy pozyskać ich od- 
razu. W przeciwnym razie ich bujna wyo- 
braźnia, chęć ruchu, żądza życia, a nade- 
wszystko twoje oderwane może wywody 
zwrócą ich uwagę na Bóg wie jakie przed- 
mioty. 
Dobrze powiedział pewien wytrawny 
mówca, że młodzież jest ze wszystkich słu- 
chaczy najwybredniejszą. Trzeba nie znać 
młodzieży, żeby utrzymywać, iż dziecko 
tak łatwo oczarować słowem, jak nadcho- 
dząca wiosna zachwyca skowronki. Ks. 
Bosko, który już od liiłodjch lat czuł po- 
wołanie do apostolstwa nad młodzieżą, 
wiedział doskonale, czego żądać od Boga 
przy pierwszej mszy św. jako łaskę jedy- 
ną 'i drogocenną: skuteczności słowa. On 
czul to dobrze, iż bez tego daru jego dzia- 
łalność nad młodzieżą ograniczy się do 
skromnych wyników. - I Pan wysłuchał 
jego modlitwy. Przez więcej niż 50 lat 
przemawiał do swych chłopców i to na 
wszelkie sposoby: katechizm, nauki, wy- 
jaśnienia, konferencje, pogadanki, słówka 
wieczorne, a zawsze skutecznie; oczaruje, 
zachwyci, oddziała na serca. Szkoda, że 
brak miejsca nie pozwala nam przedsta- 
wić wielu objawów zapału, jakie w mło- 
dzieży wzbudzały jego słowa. Ograniczy- 
my się do podania przynajmniej kilku 
cennych rad, jakie po 50 - letnich doświad- 
czeniach podaje wfielki wychowca tym, 
którzy zamierzają poświęcić się pracy pe- 
dagogicznej. 


Pierwszym warunkiem jest krótkość. 
Ks. Bosko" oznaczył ją dokładnie: "Nie 
przemawiajcie dłużej nad pół godziny" 
Wprowadzenie tej reguły jest jego zasłu- 


gą, ponieważ w jego ojczyźnie, wśród na- 
rodu o bogatym języku i bujnej wyobraź- 
ni nie uważano za nic ujemnego rozwle- 
kać się w przemówieniach. Nieraz godzi- 
nę i dłużej nawet trwającą mową nie zra- 
żał się ani mówca, ani słuchacze. Pomyśl- 
cie, co za odwagę musiał mieć człowiek, 
który już przed 60 laty żądał, by kazanie 
miało przynamniej tę jedną zaletę: krót- 
kość. 
W wymaganiu tego postępował logicz- 
nie, w myśl zasad pedagogji. 'Według nie- 
go kościół, kaplica i wogółe miejsce mo- 
dlitwy winny być nadewszystko kochane; 
tam dziecko nie powinno się nudzić. Obo- 
wiązkiem księdza jest starać się, aby do- 
borem śpiewfów, dokładnością w ceremon- 
jach, ozdobą ołtarzy i zajmującemi naukami 
sprawić, by dzieci chętnie spieszyły do 
kościoła już teraz, aby i w późniejszych 
latach wśród ciężkich prób życia umiały 
tu szukać światła, siły, pociechy, przeba- 
czenia. Lecz kto nie widzi, że męka prze- 
cierpianych nudów podczas długich kazań, 
zostawi fatalne pojęcie o miejscu świętem; 
jeżeli później to zbolałe serce skieruje 
się do kościoła, nie będzie to napewno 
zasługą tego niemiłego wspomnienia. 
N adto krótkość w przemawianiu do mło- 
dzieży dowodzi znajomości psychologii. 
Montaigne powiedział: "Uwaga dziecka 
nie jest pojemna, to też nie trzebajej przed- 
stawić za wiele rzeczy na raz." Ile myś- 
li, nauk i silnych wrażeń można udzielić 
w przeciągu dwudziestu minut! Otwórzcie 
pierwszy lepszy tom kazań Mgr. Gibier 
do ludu! Jak długo mogą trwać te przy- 
jacielskie pogadanki? kwadrans, 20 mi- 
nut najwyżej. A tymczasem co za bogac- 
two myśli, jaka silą argumentów, ile war- 
tościowych przykładów! Powiedzieć dużo 
w kilku słowach jest marzeniem, ale skoń- 
czywszy kazanie, zostawić słuchaczy sprag- 
nionych dalszego słuchania, to ideał. Stąd 
to powiedzenie: Pierwsze dwadzieścia mi- 
nut kazania dla duszy, drugie dla miłości 
własnej mówcy, trzecie - może z powodu 
niecierpliwości jaką wzbudzają - dla.... 
djabla. ! 


Lecz jakim środkiem pozyskać uwagę 
chłopca? Ks. Bosko odpowiada na to z ca- 
łem doświadczeniem wielkiego wychowfaw- 
cv: przez opowiadanka, porównania, po- 
dobieństwa, przykłady, przez fakta kon- 
kretne i zastosowania. Tylko żywe przy-
		

/p0009.djvu

			Nr. 10. 


r o kłosie Salezjański? 


Str. 106. 


kłady pociągają. Opowiadania! N'iema nic 
lepszego, by ucieleśnić jaką ideję i wpoić, 
ją w umysły słuchaczy. Pisał La Fontai- 
ne w 60 rokii życia: "Odczuwałem niez- 
mierną uciechę, gdy mi opowiadano bajkę 
o osiołku." I my mamy takie same upodo- 
bania. 
Chłopiec posiada żywą wyobraźnię 
i jest nadzwyczaj ciekawy; należy o tern 
pamiętać i przedstawić dane prawdy bar- 


mówić do słuchaczy, ale dla słuchaczy. 
Bierzcie więc młodych słuchaczy takimi, ja- 
kimi są; a ponieważ ich dusza wymaga prze- 
dewszystkiem obrazowości, a nie rozumo- 
wania, zastosowujcie swe myśli do ich wy- 
, 
magan. 
Przykłady, fakta, podobieństwa bardzo 
konkretne i uderzające, wnikanie w dro- 
biazgi, aby wywołać wrażenie realnego 
życia, oto solidna tkanina, na której lek- 


Księża Proboszczowie 2 okolic Czerwińska 


dzo obrazowo. Oderwane pojęcia i sucho 
rozumowania nie pociągają chłopców. Nau- 
ka przedstawiana w ten sposób nie wstąpi 
nigdy do ich serca. Trzeba malować, przed- 
stawiać żywo na faktach. "Przypominam 
sobie, jakby to było wczoraj, - mówił raz 
ks. Bosko, wrażenie jakie wywołało jedno 
moje przemówienie, w którem próbowałem 
wykazać nadzwyczajny porządek panujący 
w świecie. Nie użyłem ani jednego rozu- 
mowania, strzegłem się nudnego tylko 
wyliczania najważniejszych punktów tego 
porządku: opowiadałem zupełnie prosto, 
lecz z wielkie m urozmaiceniem bajkę o żo- 
łędzi i dyni." 
Mowa 'Jest jak ubranie, które powinno 
być robione na miarę, poniewTaż. jak słusz- 
nie powiedział Dupanloup, ksiądz nie ma 


ką ręką będziecie mogli haftować dwie 
lub trzy prawdy chrześcijańskie, 
Lecz skąd czerpać tę materję? Odpowia- 
da ks. Bosko z duchem pełnym wiary: 
VI Ewangelji, w historji Kościoła, w życiu 
Swiętych. 
Ile w tern słuszności! Spróbujcie chociaż 
raz. Chcąc np. wyjaśnić jedną z trzech 
właściwości zasadniczych modlitwy: natar- 
czywość, wytrwałość, pokorę, opowiedzcie 
w żywych barwach przypowieść o natręt- 
nym przyjacielu i sędzi niesprawiedliwym, 
dodajcie do tego tak wzruszający epizod 
niewiasty Chananejskiej, a ja wyzwę na 
pojedynek słuchaczy, jeśli nie przyjmą 
tak wymownej nauki z rozkoszą! 
Takprzemawiał św. Franciszek Salezy. 
W tern źródle czerpał swoją wymowę.
		

/p0010.djvu

			Str. 1 06. 


Pokłosie Sale zj a ń ski e 


Kr. 10. 


Chcecie wiedzieć ,w jaki sposób przema- 
wia do młodych mieszkańców z Annecy 
o piękności modlitwy? Drabina Jakóbowa 
ułatwia im zrozumienie tej tak oderwanej 
prawdy i nadspodziewanie silnie przycią- 
ga ich uwagę. 
- Kochane dzieci, Pan Bóg pragnie, 
byśmy się modlili. Lecz zapytacie, jakże 
rozpozna nasze modły wśród tylu, które 
się wznoszą do niego w każdym czasie ? 
Zaraz wam odpowiem. Przedstawiam so- 
bie drabinę: wy jej napewno nie widzicie, 
ale ja ją widzę, ja jej się prawie dotykam. 
Drabina bardzo wielka, większa aniżeli ta 
jakiej używa dekarz, wyższa od dzwon- 
nicy, wyższa od najwyższego szczytu góry. 
Nie widać jej końca, bo jest oparta o krań- 
ce niebjos. Jest to drabina Jakóba. Gdyś- 
cie odmówili modlitwę dobrze, tak z całe- 
go serca, wasz anioł stróż, który jej słu- 
chał, bierze ją i wstępuje po tej 'drabinie. 
Spieszy się, spieszy się bardzo, znikł; za 
nim drugi anioł odnosi modlitwy waszego 
kolegi, a potem trzeci, czwarty, wielu in- 
nych. Widzicie ich? Ilu ? Nie można ich 
policzyć. Na każdym szczeblu anioł, anioł 
uśmiechnięty i unoszący się coraz wyżej, 
wyżej. 
Oczy wszystkie zwracają się ku drabi - 
nie, bo i dzieci widzą ją także. Jak wam 
się zdaje, czy ową drabiną nie .jest ten 
promień słońca, przedostający się przez 
te witraże? 
- Doszedłszy do nieba, aniołowie ofia- 
rują kolejno wasze modlitwy Bogu. Pan 
je odważa na swej sprawiedliwej dłoni, 
której nic nie zdoła oszukać, a lewą dło- 
nią wkłada odpowiedź w świetlane ręce 
aniołów.... Aniołowie wracają, zstępują po 
drabinie, opierając się o szczeble tylko 
jedną ręką, ponieważ w drugiej złożonej 
na piersi niosą odpowiedź na wasze wy- 
słuchane modlitwy- Schodzą, schodzą: 
widzicie ich? - slvszycie lekki szum ich 
skrzydeł ?" - 
I mali słuchacze z Annecy wyciągają ręce 
do góry, a ich serce przepełniacie radością. 
Oto co się nazywa zrozumieć swoich 
słuchaczy! 


Jeżeli chcecie, aby was zrozumiano, bądź- 
cie prostymi w słowach, dodaje ks, Bosko, 
bez wyszukania, przemawiajcie bez patosu, 
po rodzinnemu, po ojcowsku. 
" Ja nieustannie proszę tych księży, któ- 
rzy się ofiarują przemawiać i wykładać 


słowo Boże moim chłopcom, aby bylimoż- 
Jiwie p-ajprostszymi, jasnymi, popularny- 
mi." Zadnych wywodów! radnych fraze- 
sów! Nie silmy się na bogate okresy. Prze- 
mawiajcie z pociągającą prostotą ojca 
opowiadającego dziatwie historyjki. Poprą 
wność - tak: gramatyka - owszem: przy- 
gotowania dalsze i "bliższe - konieczne; 
porządek i żywość przychodzą od siebie. 
Tylko nic napuszystego, nic ciężkiego.' 
Toteż nie naśladować pewnych mówców, 
którzy swą nienaturalnością stają sie prze- 
dmiotem ogólnego śmiechu. Nieraz było 
się świadkiem jak w gronie towarzyskie m 
drwiono sobie z tych księży, którzy przy 
wygłoszeniu dołączają pewne nawyczki": 
po szumnie wygłoszonym wstępie siadają 
na chwilkę, następnie przybrawszy znowu 
odpowiednią postawę, podejmują swoje 
przemówienie: nadymają usta, zatrzymu- 
ją się od czasu do czasu na jedną lub dwie 
minuty; wreszcie - zanim rzucą się do 
ostatecznego szturmu - powodująh,uragan 
kaszlowy, aby tym sposobem sprawić wra- 
żenie na słuchaczach i gromem piorunów 
zakończyć przemowę. To nie jest natural- 
zość. A sztuka polega właśnie na natural- 
ności w stylu i w wymowie; największą 
pochwałą dla mówcy będzie, jeśli nawet 
ostatni ze słuchaczy go zrozumie i powie 
z zadowoleniem: "ja bym to powiedział 
k " 
ta samo. - 


Takiej obfitości przykładów i natural- 
ności w mówieniu wymagał ks. Bosko 
przedewszystkiem dla tego, aby przemó- 
wieniu zapewnić cechę najważniejszą: 
4 t. j. jasność. "Nie wzniosłe poglądy, nie 
wymuszona oryginalność, nie głębokość 
argumentacji, ale jasność myśli oddziały- 
wa na dusze" - pisał kiedyś ks. Bosko. 
Lud chętnie słucha tylko tego, co rozu-, 
mie. Lud pragnie byście z nim dzielili 
swoje myśli i uczucia. Jeżeli was pojmie, 
zainteresuje się waszem słowem i odej- 
dzie zadowolony; jeżeli nie zrozumie, bę- 
dzie się nudził i markocił." 
Przemawiać się ma w tym celu, by nas 
zrozumiano, a nie by podziwiano wyższość 
naszego ducha, łatwość wymowy, albo si- 
łę głosu. Macie przed sobą słuchaczy do- 
brze usposobionych, - ale myśli wasze są 
może suche i szorstkie... Program jakibyś- 
cie powinni wtedy rozwinąć byłby nastę- 
pujący: przedstawić przedewszystkiem ja- 
sno i przejrzyście prawdy, jakie głosicie,
		

/p0011.djvu

			Mr. 10. 


Pokłosie Salezjańskie 


Str. 107. 


potem usposobić do nich sympatycznie 
swoje audytorjum, tak, aby one przenik- 
nęły naprzód do umysłu a następnie do 
serc. A zatem pierwszą placówką do opa- 
nowania jest umysłowość. Trzeba być zro- 
zumiałym od samego początku, a w tym ce- 
lu należy być nadewszystko bardzo jasnym. 
Nie łatwa to praca, albowiem, aby być 
zrozumiałym, trzeba dobrze opanować ma- 
terjał i mieć uwagę zwróconą na wszyst- 
ko; potrzeba zapomnieć o sobie i nie po- 
zwolić opanować się pokusie okazywania 


giwał się ks. Bosko, a który mu wielce 
pomagał w pozyskiwaniu małych słucha- 
czy. G-dy miał przedstawić np" jaką scenę 
z życia ulicznego, używał miejscowego 
djałektu, zniżał się do poziomu słuchaczy." 
malując w barwach nadzwycz żywych 
i jasnych. Kiedy indziej przerywał wykła- 
dy, zapytywał rozmaitych malców, a szcze- 
gólnie * najżywszych. Następnie rozwijał 
to pytanie i kazał je streścić jakiemuś 
urwisowi. Wreszcie wszyscy mieli odga- 
dywać na stawiane pytania. Nie gardził 


Pielgny.nka warszawska w Czerwińsku. 


swej błyszczącej wymowy: potrzeba nad- 
to uprawiać odpowiednie* pomocnicze lek- 
tury i wyciągać z nich bardziej interesu- 
jące uwagi, opowiadanka, obrazki i porów- 
nania, które uzmysławiają prawdy i rzeź- 
bią je w pamięci słuchaczy. Dobrze pisał 
Voltaire: "Ludziom ani przez myśl nie 
przyjdzie, ile ja sobie zadaję trudu, aby im 
go oszczędzić". 1 to jest wielka prawda. 
* 
* * 


Celem wszystkich tych wysiłków jest 
pozyskanie tak płochej u młodzieży uwa- 
gi. Jeżeli zaś przychodzi to trudno, moż- 
na się nawet uciec do jakichś sztuczek. 
Jest to sposób, którym nie rzadko posłu- 


także djalogami i to przy największych 
uroczystościach. Nie wahamy się utrzy- 
mywać, że ks. Bosko zapoczątkował ten 
pogadankowy sposób przemawiania, który 
tak się potem przyjął: używał go już od 
roku 1848. kiedy nikt jeszcze o tern nie 
myślał. Wszystko dla niego było dobre. 
wszystko odpowiednie do skutecznego 
głoszenia prawdy. 
Niestrudzony apostoł słowa Bożego do 
jakiegokolwiek wieku lub stanu przema- 
wiał, zawsze to czynił obrazowo, plastycz- 
nie, pociągająco, tak, iż słuchano go chęt- 
nie i z pożytkiem, a słowo Boże tym 
sposobem padało na grunt podatny i uro- 
dzajny. -
		

/p0012.djvu

			Str. 108. 


Pokłosie 


Tak przemawiał św. Bernard Sjeński.. 
Tak przemawiaj św. Franciszek Salezy.. 
Tak przemawiał św. Proboszcz z Ars. 


WSPOMNIENIA 


, 
S. p. Władysław Lubicz-Zaleski, Pa- 
trjarcha Atjocheński. 
Dnia 5 b. m. zmarł w Rzymie na serce 
ks. Władysław Zaleski, patrjarcha Antjo- 
«h
ński, arcybiskup Tebański. . 
S. p. zmarły, ur. się w r. 1852 na Zmu- 
dzi w majątku Wilona, który później odzie- 
dziczył. W r. 1880 wstąpił do seminarjum 
warszawskiego. W czasie dwuletniego po- 
bytu w seminarjum zasiadał na wspólnej 
ławie z J. Em. Kardynałem Rakowskim, 
ks. prałatem Czeczotem, O. Schillerem - 
zmartwychwstańcom, bratem znanego ar- 
chitekta. Nauki teologiczne ukończył w 
Collegium Romanum w Rzymie. Oraz pa- 
pieską akademję dyplomatyczną. W roku 
1885 Stolica Apostolska wysłała go z mi- 
sją dyplomatyczną do Hiszpanji. W r. 1886 
towarzyszy arcb. Aglardiemu w podróży 
do Indyj dla urządzenia tam hierarchji. 
W r. 1889 został audytorem nuncjatury w 
Paryżu. Z polecenia Stolicy św. udaje się 
w r. 1890 do Indyj w celu zbadania spra- 
wy przygotowania duchownych z posród 
miejscowej ludności. W Cejlonie układa 
memorjał o wynikach swych spostrzeżeń. 
Stolica Apostolska postanowiła utworzyć 
wreszcie centralne seminarjum duchowne 
dla Indyj w Kandy na Cejlonie. W roku 
1892 został mianowany Arcb. Teb. i zwy- 
czajnym delegatem dla Indyj. Przystąpił 
energicznie do pracy. Już w r. 1893 s*tanęło 
w prowizorycznym budynku pierwsze se- 
minarjum. Dla sprawy budowy seminarjów 


Salezjańskie 


Nr. 10. 


Tak przemawiał ks. Bosko... 
Tak powinien przemawiać każdy, komu 
leży na sercu dobro młodzieży. * 
(Z francuskiego). 
Turyn - Crocetta, dnia 2 Maja 1925 r. 


POŚMIERTNE. 


arc. Zaleski poświęcił swój dość znaczny 
majątek. Co do organizacji studjów arć. 
Zaleski oparł ją na" wzorach seminarjum 
warszawskiego, jako wdzięczny jego wy- 
chowanek. W r. 1896 odbył czwartą podroż 
apostolską po Indjach. Wyczerpany licz- 
nemi pracami i ciągłemi podróżami w r. 
1899 wyjechał na dłuższy wypoczynek do 
Rzymu. Za drugim powrotem pozostał w 
Rzymie na zawsze, otoczony powszechną 
czcią kolonji polskiej, kleru i alumnów. 
(Według "Polaka-Katolika" Nr. 228). 


Zmarli Pomocnicy. 
Jakób Górski - Rusocice. Katarzyna 
K a c z m a rek - Dąbrowa. Aleksander 
Najkowski - Kraków. Julja Stra- 
wi n s K a Zakopane. Walenty Chylew- 
ski - Dąbrówka. Franciszek Holewa 
Daszewice. St. Wal K o W S Ki - Szubin. 
Jan Wróble wic z - Wroniawy. Cecy- 
U!l B ł a s z c z Y K o w a - Krzywiń. Józef 
Kraj ewski - Moskalówka. Musiał- 
kiewicz -Strzelno. Nepomucena Jan- 
kowska - Mieścisko. Antoni Drze- 
wiecki - Prusiec. A., Przybył - 
Ujście. Adam Kost - Sciernie. Teresa 
Skowronek - Koszęcin. Józef G a p- 
ski - Zelgoszcz. Franciszek G a ń s Ki 
Miechalino. Dr. Szurmińska - Ostrów. 
Józef S aj ka - Jaworzno. 
Niech odpoczywają w pokoju! 


Szanownym Czytelnikom "Pokłosia" załączamy nasz blankiet czekowy z prośbą 
o nadesłanie jakiejkolwiek choćby najdrobniejszej kwoty na pokrycie zale- 
głości w drukarni za wydawnictwo. Gdybr każdy z Czytelników przysłał nam 
j e d n e g o t Y l k o z ł o t e g o, już byśmy mogli wypłacić długi za kilka nume- 
rów miesięcznika i zakupić papieru na dalszych kilka miesięcy. Ze swej stro- 
ny starać się będziemy o stopniowe ulepszanie pisma, aby ono jak najgodniej 
spełniać mogło swoje zadanie i skutecznie szerzyć apostolskiego ducha ks. Bosko 
w społeczeństwie naszem.
		

/p0013.djvu

			Nr. 10. 


Pokłosie 


Salezjańskie 


Str. 109. 


LASKI NAJ ŚW. PANNY MARJI WSPOMOŻENIA WIERNYCH. 


"Gdy srożyla się w Tulu- 
zie herezja Albigensów, Do- 
minik Św., zakonu kaznodziej- 
skiego Założyciel, wszelkimi 
silami wypleniać ją począł. 
Aby tern łatwiej zbożnycrt, 
celów dopiąć, usunie błagał 
wspomożenia Najśw. Pan- 
ny, boć ona zawsze obalała 


wszystkie na świecie herezje. 
"'WS£S Różaniec przeto wiernemu 
1III ludowi odmawiać zalecał, ja- 
-A ko skuteczną wśród zalewu 
j fi) M niewiary i występków mo- 
dlitwę. "' 
l' q 'jL 
(Z lekcyj brewja- 
rzowych na M. P. Różańco- 
wą). 


Przytaczamy w tym mzeszącu różańco- 
wym powyższe słowa, żeby wSzYstkich wier- 
nych czcicieli Marji zachęcić do pobożnego 
odmawiania codziennie Różańca św. moż- 
liwie wspólnie, w kościele, przed wystawio- 
nym Najśw. Sakramentem, dla zyskiwania 


Niżej podpisany składa tą drogą jak najser- 
deczniejsze podziękowanie za błogosławieństwo 
w naukach i egzaminach i za łaski i dobrodziej- 
stwa, otrzymane za pośrednictwem Najśw. Serca 
P. Jezusa i Matki Najśw. Wspomożycielki wier- 
nych z Oświęcimia i prosi o łaskawe ogłosze- 
nie tego publicznie w Pokłosiu Salezjańskim. 
Ks. Wład. Kulczycki. 
Paryż, 5 sierpnia 1925 r. 
O jak dobrą jest Marja Wspomożycielka dla 
tych, którzy Ją miłują lub pragną gorąco mi- 
łować. 
Oto przed kilku miesiącami miałem stanąć 
do egzaminu dojrzałości. Mimo wysiłków jakich 
dołożyłem w ostatnim roku szkolnym nie byłem 
dobrze przygotowany. Któż mi zaręczy, że przys- 
tępując do egzaminu mogę go złożyć? Czy 
mam go składać? Mam odłożyć na rok nastę- 
pny? Nie, to być nie może! MaIja Wspomo- 
życielka dopomoże i pójdę na los szczęścia. Po- 
szedłem.. . 
O Marjo! dzięki Ci serdeczne, tysiączne! Mi- 
mo iż nie byłem doskonale przygotowany - 
Tyś można! Tyś potężna! Tyś tak pokierowała 
pytaniami pp. profesorów, że wyszedłem z eg- 
zaminu z twarzą rozpromienioną, odniosłem o- 
stateczne w nauce zwycięstwo a raczej Ty je 
w mojej odniosłaś osobie, za co o Najdroższa 
Wspomożyeiełko niech Ci będą dzięki, chwała 
i uwielbienie. Jeżeli o mnie nie zapomniałaś, 
pomnij i na przyjaciół, na braci moich, rówieś- 


licznych odpustów, które możemy ofiarować 
za dusze zmarłych. Różaniec Św. ożywi 
i spotęguje ducha wiary, oraz pomnoży wy- 
razy wdzięczności ku poau i Marji za 
otrzymywane łaski i błogosławieństwa 
Niebios. 


ników na wszystkich którzy w Twoje ręce 
złożą swe losy w podobnych okolicznościach. 
Twój o MaIjo sługa L. M. 
Marja Jakubcówna (lat 25) z Rybażowic pow. 
Biała woj. kr. ofiaruje N. MaIji P. Wspom. W. 
złoty medalik z łańcuszkiem zło t. za różne łas- 
ki, jakie doznała od Matki Boskiej. 
Oświęcim 23. sierp. 1925. 
Składam Najsłodszemu Sercu Pana Jezusa 
i Naj świętszej Pannie najpokorniejsze dzięki 
za szczęśliwe złożenie egzaminu syna i proszę 
o ogłoszenie tego w "Pokłosiu". 


M. S. 


Rodzina Klimaszewskich składa najserdecz- 
niejsze podziękowanie Najsłodszemu Sercu Pa- 
na Jezusa i Najświętszej MaIji Pannie Wspo- 
możycielce Wiernych za wysłuchane prośby 
i odebrane łaski. 
Serdeczne dzięki składam N. P. M. Wspom. 
Wiernych za «zdrowienie. J. Markiewka z Sie- 
dlisk. 
Wspomożeniu Wiernych serdeczne składa- 
my podziękowanie za uzdrowienie z choroby 
bardzo niebezpiecznej i za wiele innych łask, 
z prośbą o nowe łaski. 
M. Chroboczek z Siedlisk. 


Niżej podpisana chorowała od trzech lat na 
nerwową chorobę. Udając się z prośbą do Naj-
		

/p0014.djvu

			Str. IIO. 


Pokłosie 


swiętszej MaIji Panny Wspomożycielki Wier- 
nych, odprawiłam nowennę, prosząc o uzdrowie- 
nie i zaraz mi się polepszyło. Składam serde- 
czne dzięki Naj świętszej MaIji Pannie i daję 
na mszę świętą. 


Mar ja Chylaszkówna. 
Kilka tygodni temu wysłałem skromną ofia- 
rę na cele salezjańskie z prośbą o odprawienie 
nowenny do N ajsł. Serca Pana Jezusa i MaIji 
Wspomożycielki Wiernych, ponieważ dotknęło 
mię zmartwienie i kłopot, połączony ze stratą 
materjalną. Otóż w b. krótkim czasie strata 
materjalna została mi powróconą niemal w ca- 
łości, a temsamem odpadły zarzuty i posądze- 
nia co do mojej czci i niewinności. Uznając. 
wprost cudowne skutki nowenny do. Serca P. 
Jezusa i M. B. Wspom. W., proszę uprzejmie 
ogłosić to w "Pokłosiu Salezjańskim" i przy- 
syłać mi to pismo, a nie omieszkam wkrótce 
nadesłać skromnej ofiary. 
L. Szewc z Wielączy. 


Wywiązując się z uczynionego przyrzeczenia 
składam Najśw. Sercu Jezusowemu i MaIji P. 
Wspomożeniu Wiernych publiczne podziękowa- 
nie za następujące łaski: 
Mój siostrzeniec miał się poddać bolesnej 
operacji. Modliłam się do Wspomożycielki w tej 
ważnej sprawie i ślubowałam, że jeżeli mu się 
uda dobrze operacja i do roku nie powróci cho- 
roba, to dam ogłosić publicznie podziękowanie 
w "Pokłosiu Salezjańskim", oraz złożę 2 mil- 
rejsy na odprawienie mszy sw. przed obrazem 
MaIji Wspomożycielki Wiernych. I nie zawio- 
dłam się, bo już rok, a po szczęśliwej operacji 
choroba nie wróciła więcej. Więc dzięki Tobie, 
Matko Najśw. za różne łaski odebrane od Cie- 
bie i od Najśw. Serca Jezusowego. Posyłam 
nadto moją powinność za 3 lata. Jestem Po- 
mocnicą Salezjańską od roku mniej więcej 1900. 
Mar ja Faucz 
z Kurytyby, Parana (Brazylja). 


Syn mój Jarosław zachorował ciężko na no- 
gę. Lekarz go opuścił, a w ostateczności ra- 
dził mi oddać syna do szpitala. Wtem cięż- 
kiem zmartwieniu udałam się do Matki Boskiej 
Wspomożycielki Wiernych z gorącą prośbą 
o uzdrowienie, obiecałam ogłosić łaskę w Po- 
kłosiu Salezjańskim i złożyć ofiarę na cele sa- 
lezjańskie. Syn mój zupełnie na nogę wyzdro- 
wiał. Ja sama, kiedy raz leżałam w silnym 
krwotoku, a martwiejącemi ust Y nic już nie 
mogłam wymówić i tylko myślą wołałam: Wspo- 
możycielko Wiernych ratuj mię! W takiej chwi- 


Salezj a ń S K l e 


Nr.  


li, zdawało się ostatniej, nadeszła pomoc i by- 
łam uratowana. Za te łaski i wiele innych, od 
Najsł. Serca Jezusowego i Wspomożycielki na- 
szej odebranych, składam z głębi duszy wy- 
chodzące podziękowanie, oddając nadal siebie 
i rodzinę swoją przemożnej opiece Marji. 
Urszula Adamska 
z Funcewa - w Poznańskiem. 


Gdy z końcem czerwca b. r. przybrała nagle 
Wisła pod Krakowem i szerokim rozlała się 
korytem, zagrażając nieukończonemu jeszcze 
domowi mojemu w Pychowicach, zdjęta trwo- 
ga, uciekłam się z ufnością do Matki Bożej, 
Wiernych Wspomożycielki i zawiesiłam Jej 
medalik na ścianie zewnętrznej domu. Jak nie- 
pojętą jest dobroć i potęga Marji! Woda do- 
szła tylko do wysokości, oznaczonej medalikiem. 
Dzięki Ci składam. Matko, za łaskawe urato- 
wanie mego domu od zagłady i tyle innych do- 
brodziejstw, za Twą przyczyną od Boga do- 
znanych. 


Bronisława Xiemczcivska 
kierowniczka szkoły. 


Składam publicznie podziękowanie N ajświę- 
tszemu Sercu Jezusowemu i MaIji Wspomoży- 
cielce Wiernych za doznaną łaskę, polecając 
się nadal Jej opiece. XX. z Sosnowca. 
Ponadto składają gorące podziękowania 
M. B. Wspomożycielce: 


B arb ara R ej e w s K a z Gniezna za uzdro- 
wienie siostry z ciężkiej niemocy. N. N. Po- 
mocnica Salezjańska z Wejherowa za wj słu- 
chanie próśb i uratowanie życia całej rodzi- 
nie. P. Blokusówna z Wejherowa. Bogu- 
s ł a w K u z n o w s K i z Wyszkowa n. Bugiem. 
Z o fj a D r o b i a n k a z Mielca. W i K to r j a 
Skąpska z Jedlca. Władysław Iwoń- 
sKi z Koziegłów. Mahvina Głowiń- 
s k a z Jarosławia za zdrowie pewnej osoby. 
J a n K u s z z Jancewa. P a we ł Klar z Ł 0- 
dzi. M ar jaR y b a K o waz Sieńska. Baj ero- 
w s c y z' Koronowa. B e r n a r d K l e s z c z e - 
w s k'i ze >. rody. J a n i n a S z wab c z y ń s k a 
z Jarocina. L e o k a dj a C z a r n e c k a z To- 
runia. Słudze Bożemu ks. Czartoryskiemu dzię- 
kuje z a łaski J ó z e f B r a n d t i H e l e n a - 
Maków Małopolski - za uzdrowienie 4-letnie- 
go syna od choroby niebezpiecznej. 


Wszystkim przytoczonym tu opisom zdarzeń, 
choćby nadzwyczajnych, przyznajemy ludzką 
jedynie wiarogodność. 


Ciężką jest do zniesienia utrata pociech 
nie i odważnie znosić ją będziecie, Bóg sam 
Duch Wasz winien odpierać wszelką zgryzotę 
Względu na pociechy. 


duchownych; lecz jeżeli wier- 
W nagrodę się wam odda. 
i trwać W służbie Bożej bez 


św 


FRANCISZEK 


SALEZY.
		

/p0015.djvu

			Nr. 10. 


Pokłosie Salezjańskie 


Str. 111. 


Z PRASY. 


, 
Swit Seraficki. Rok I Kwiecień-Czer- 
wiec Nr. 2. Lwów, Klasztor Braci Mniej- 
szych. Jest to znakomicie redagowany 
kwartalnik, poświęcony szerzeniu idei św. 
Franciszka z Asyżu. Wobec bliskich ob- 
chodów na uczczenie 700-nej rocznicy 
śmierci św. Patrjarchy Franciszkanów, 
wydawnictwo będzie niewątpliwie przy- 
jęte z uznaniem, zwłaszcza przez sfery 
inteligentne, należące do III Zakonu św. 
Franciszka. Prenumerata półroczna wy- 
nosi 2, 50 ST. Nr. P.K.O. 151,570 - ,,&wit 
Seraficki. " 


Sad i pasieka. Kwartalnik, poświęco- 
ny sprawom zakładania i prowadzenia 
sadów i pasiek. Miechów, Woj. Kieleckie 
sejmik powiatowy. 
Wydawnictwo nader pożyteczne dla go- 
spodarstw rolnych. Podaje artykuły staran- 
nie opracowane, celem pouczania rolników 
o najnowszych metodach w pszczelnictwie 
i sadownictwie. Kosztuje rocznie 2 zł. 50 
gr. Redaktorem jest p. Juljan Piwowarski. 


Polecamy miesięcznik p. t.: 


Młodzież Misyjna 
kosztuje rocznie 3 zł. 


Adres. Warszawa, ulica Lipowa 14 
Konto czekowe P. K. O. Nr. 404.820 w Krakowie 


, 
Pierwsza Chrześcijańska Fabryka Swiec sprężynowych i woskowych 


w Częstochowie, H E N RYK A G O Ś K A ul. P. Marji 60 


f1f111a egzystuje od roku 1918. 
Wyrabia: 
Różnych wielkości świece sprężynowe. Różnych ga- 
tunków świece woskowe i półwoskowe. Kompozycyjne 
gładkie i ozdobne: świece grobowe; paschały i triangle; 
świece domowe; świece luksusowe; stoczki woskowe; 
, . 
SWlece powozowe. 
Na składzie znajduje się wosk żółty i biały chemicznie bielony. Posiada 
, 
przedstawicielstwa na całą Polskę: w byłej Kongresówce, na G. Sląsku, gdzie 
przedstawicielem jest p. Kiser w Lublińcu. 
Także w innych państwach: w Hiszpanji, B elgj i, Włoszech i Francji gdzie 
główną siedzibą przedstawiciela jest generalny dom w Paryżu. 
Dla nowo budujących się kościołów daje się rabat. - Ceny konkurencyjne. 


W Warszawie 1925 r. - Drukiem Salezjańskich Zakładów graficznych.
		

/p0016.djvu

			POKŁOSIE SALEZJAŃSKIE 


Nr. 10 


1925 


Bibljoteczka Teatralna 


dla Młodzieży 


Nakładem Inspektoratu Salezjańskiego w Warszawie, Lipowa 14, wydano dotąd 
następujące tomiki: 


S e r ja m ę s k a: 
Nr. 1. Harazim Fr. ks.: Stańko Powstaniec, 
dram. w 3 akt. 8 ról męsko i stfit. SO gr. 
Nr. 2. H. Fr. ks.: Tajemnica Wcielenia, jasełka 
dram. w 3 odsł. 6 ról męsko 40 gr. 
Nr. 3. H. J . ks.: Fortele Michasia, kom cd. w 3 
aktach, 8 ról męsko 90 gr. 
Nr. 4. Michalski J. ks.: Podróż dla poratowa- 
nia zdrowia, krotochwila w 1 akcie, 5iólmę- 
skich. 40 gr. 
Nr. 5. M. J. ks.: Błąd drukarski, krotochwila S e rj a żeń s k a: 
w 1 akcie, 5 ról męsko 40 gr. Nr 1. Harazim Fr. ks.: Lilje i róże, dram. 
Nr. 6. Piotrowski Kor. k
.: Za głosem Bożym, w 3 akt., ok. 20 ról żeńskich. 70 gr. 
moment scen. z życia Sw. Stanisława Kostki, 
wierszem w 4 aktach, około 19 roi mę- 
skicii 80 £rr 
Nr. 7. H. J. ks. : Serce kamienne, dram. w 4 Nr. 3. Harazim Fr. ks.: Ofiara serca, dramat 
aktach 9 ról męsko i stat. 80 gr. "» A współczesnych walk z Litwą, w 5 
Nr. 8. Baumanówna Kazimiera.: Józef Egip- aktach> 10 fol zensk_ 80 Sf_ 
ski, w 3 obrazkach, 10 ról męsko 30 gr. Nr. 4. Harazim Fr. ks.: Ciche boje, komedja 
Nr. 9. Harazim Fr. ks.: Na pochyłości, di am. w 3 aktach, 6 ról żeńskich. 60 gr 
N abyć można wprost pod wyżej podanym adresem lub przez księgarnię salez- 
jańską "Oświata" w Oświęcimiu (wj. Krakowskie). 


w 3 aktach z pro!. 11 ról męsko 5 O gr 
Nr. 10. Kalinowski Wł.: Bolszewicy, farsa 
w 3 aktach, ról 12 i stat. 50 gr. 
Nr. 11. Zbaniuszek Fr. ks.: Piekarczyk we- 
necki, dramat historyczny w 5 akt. 20 ról 
męskich i stat. 1 Zł. 
Nr. 12. Harazim Fr. ks.: Obraz matki, dra- 
mat w jednym akcie.5 ról męskich. Ojciec, dra- 
mat w dwóch akt. ok. 10 ról męskich. 1 Zł 


Nf 2 H P Ks . c Ó f k a k f 6 1 a B a 1 t a z a f a s c e n y 
, 
na B o ż e N a f o d z w 2 a k t 6 f Ó 1 z 3 O 


Polecamy nowowydaną broszurkę p. t.: 
KILKA RYSÓW Z ŻYCIA KS. AUG. CZARTORYSKIEGO 


salezjanina, zmarłego w opinji świętego 1893 r. 
Cena 50 gr. z przesyłką 65 gr. 


"POKŁOSIE 


SALEZJAŃSKIE" 


Redakcja i administracja: Warszawa, Lipowa 14, Te!. 82-65. 


Prosimy podać nam swój adres wlaściwy, jeśli niniejszY jest n ie do kla dny. 


o «t 


0-2 


HO 


oK 


sa 


K 169 


-3a 
la 
U 


WP. hr. Władysław Zamoyski 
WJe Pozn. Kórnik.