/p0001.djvu

			, 


, 
TYGODNIK POSWIĘCONY 
, , 
KULTURZE TWORCZOSCI POLSKIEJ 


ROK XIV. Nr. 14. 


WARSZAWA, 1 KWIETNIA 1934 R. 


CENA NUMERU 80 GR. 


»»ODWALIŁ 


, 
KAMIEN" 


"A oto się stało wielkie drżenie ziemi. Albowiem Anioł Pański 
zstąpił z nieba i, przystąpiwszy, odwalił kamień..." 


I 


, 
P o PIĘCDZIESIĄTCE człowiek staje się przy- 
rodzonym pamiętnikarzem: pięć przeżytych 
"krzyżyków" naznaczyło mu się krzyżami ża- 
łobnymi rodziców, krewnych i przyjaciół; gdy 
zYJe w czwartym dziesiątku dwudziestego stulecia, 
pamięta wielką wojnę, ale pamięta również, jak na 
dłoni, i to, co ją poprzedziło, ów "ancien regime' 
który, przynajmniej dla warstw nim uprzywilejo- 
wanych, posiadał taką "słodycz żywota". Jeżeli zaś 
umie zdobywać się na szerokość poglądów, stara 
się myśleć nie wapniejącym mózgiem, stara się 
patrzeć i "zakreślać świata ( otaczającego go) koło" 
nie tępemi oczyma, ale z przełomów, których był 
świadkiem, aktorem i nieraz ofiarą, wysnuwać 
nauki, choćby nie wiem jak bolesne. "Erudimini 
gentes "! 
Pozwólcie więc temu "pamiętnikarzowi", co 
daleko wykroczył poza słup, który Dante zowie 
mianem: "mezzo cammin delia nostra vita' żeby, 
w cieple pogawędki świątecznej, zwierzył się wam 
z przeżyć własnych, intymnych i najbardziej we- 
wnętrznych. Czytelnikom "Myśli N arodowej" nie 
potrzebuję przytem przypomiuać, że jestem histo- 
rykiem i że (od lat siedmiu) pracuję nad rewizją 
historji polskiej, historji polskiej w jej stadjum, że 
tak powiem, zapalnem i krytycznem, w jej przy- 
padłości rozbiorowej, której nową pragnąłbym po- 
stawić djagnozę. 
Ale, jeżeli na tern miejscu, a raczej w tym 
uroczystym momencie, poruszam tego rodzaju te- 
maty, to tym razem chodzi mi o zgoła co innego. 
Chodzi mi o wykazanie, że każde rewizja myślowa, 
każda prawdziwa reforma, natrafiają w umysłach 
ludzkich na objaw, który Niemiec świetnym określa 
terminem: "Triigheit der Materie" (opieszałość ma- 
tę rj i). 


Mat. 20,2. 
Prawdy bowiem ludzkie, jak pierwszy bodaj 
sformułował to Ibsen, objawiając się, z reguły na- 
potykają w większości umysłów na gwałtowny zrazu 
sprzeciw, póki, oswoiwszy z biegiem czasu do 
siebie te umysły, nie staną się pospolitymi truiz- 
mamI. 
Pozwoliłem sobie tedy przytoczyć przykład 
ten z historją masonerji, aby "in anima viii" wy- 
kazać przebieg takiego procesu. Bo proszę mi wie- 
rzyć, iż przez te lat siedem, w ciągu których zaj- 
mowałem się dziejami wolnomularstwa, a nawet 
jeszcze dawniej, to jest od chwili, w której wogóle 
zainteresowałem się samem wolnomularstwem, w ko- 
łach ludzi nieraz najbliższych mi krwią, powino- 
wactwem, tradycją społeczną, spotykałem się z naj- 
wyższym sceptycyzmem co do wyniku studjów moich 
i poczynań. Ludzie ci zacni, ale jakże przedwojenni, 
nie mogli czy nie chcieli zrozumieć, że czteroletnia 
katastrofa, jedna z największych, jakie wydarzyły 
się w dziejach, to było istotnie "wielkie drżenie 
ziemi"; że to "drżenie", waląc trony i usiłując oba- 
lić ołtarze, wydobyło wszakże ua powierzchnię dzie- 
jową również i te podziemne szczeliny i podkopy, 
w których od wielu już, wielu stuleci, gnieździły 
się i czaiły owe tajne krety historji. 
"Albowiem Anioł Pański zstąpił z nieba i, przy- 
stąpiwszy, odwalił kamień"... Aniołem tym było 
wielkie odrodzenie religijne świata, "odwalenie 
kamienia" z zamroczonych umysłów ludzkich. Przez 
dwieście wprzódy lat, jeżeli nie przez lat czte- 
rysta, od Woltera i Russa, jeżeli nie już od Lutra 
i Kalwina, "wyzwolona" z petów "ciemnoty średnio- 
wiecznej" ludzkość, "odrodzona* (Renesans) i "oświe- 
cona" (Rewolucja) przeciwstawiała się Bogu pro 
testem sekt, bluźnier-itwem lóż, bezczelnością wsze- 
lakich racyj stanu. Wiek dziewiętnasty, spadkobierca 
duchowy "Wielkiej Rewolucji", wiek Mettertticha, 
Mikołaja i Bismarcka, a z drugiej strony wiek
		

/p0002.djvu

			194 


MYŚ L 


NARODOWA 


Nr. 14 


Mazziniego, Disraelego i Gambetty, był przecie na- 
dewszystko stuleciem przeczenia umysłowego, stu- 
leciem Haeckla, Darwina i Schopenhauera. Ogło- 
siwszy, w połowie swojej, ustami Renana, triumf 
czystej wiedzy, w kilkadziesiąt już lat później, 
u schyłku swojego, wyznać musiał jej bankructwo: 
"Ignoramus, ignorabimus". Armaty zaś Marny i gazy 
trujące Verdunu przerwały sen o doskonałości "hu- 
manitarnej" człowieka, przedarł się wtedy w strzępy 
sielankowy "kontrakt społeczny" Russa i w prochu 
legły rozbiorcze trony Józefów, Fryderyków i Ka- 
tarzyn. 
Ale "Anioł Pański zstąpił z nieba i, przystą- 
piwszy, odwalił kamień"... 
Kiedy zeszłej jesieni miałem szczęście znowu 
być w Rzymie, zdarzyło mi się rozmawiać z jed- 
nym z najwyższych dostojników kościelnych, " U 
papa nero". Poinformowany, jak mało kto drugi, 
także o świeckich sprawach współczesnych - w ro- 
ku 1914, już podczas wojny, zapowiedział mi był 
ks. Ledóchowski, wbrew ówczesnym oczekiwaniom 
powszechnym, długie jej trwanie - zechciał Ojciec 
Generał Jezuitów skierować tym razem uwagę moją 
na zakres czy, jak się dzisiaj mawia, zasiąg doko- 
nywającego się w świecie odrodzenia religijnego. 
Kładł przytem nacisk szczególny na reakcję tegoż 
odrodzenia na kraje w większości swojej nie-kato- 
lickie: na taką Szwajcarję, w której - wedle relacji 
światłego biskupa Lozanny, Mgr. Bessena - za- 
trwożeni o równowagę społeczną protestanci prze- 
myśliwają o froncie antykomunistycznym pod wo- 
dzą katolików, i na taką Jugosławję, w której-we- 
dle wersji innej -samże król Aleksander zdaje sobie 
sprawę z przewagi moralnej katolicyzmu nad Ko- 
ściołami odeń oderwanymi, w walce z nieprzyja- 
cielem im wspólnym. 


II 
Ale niotylko z umysłów przyszło aniołowi 
Zmartwychwstania odwalać kamień grobowy. 
Wiek XIX-ty był bowiem nietylko stuleciem 
racjonalizmu, ale był też stuleciem materjalizmu, 
był stuleciem owych "radców arcyrozsądnych" , 
z których kpił sobie już Mickiewicz, owych rach- 
mistrzów krótkowzrocznych, pomniejszających w de- 
formującem jakby zwierciadle do własnego poziomu 
rzeczywistość. Walka z tym materjalizmem jednostki, 
z tym materjalizmem w pojmowaniu dziejów, z tym 
materjalizmem "płazów w skorupie", tak przeciw- 
nym naszej polsko-słowiańskiej psychice odwiecz- 
nej, uważana być musi za krucjatę równie niemal 
dostojną, za "wojnę świętą" równie zaiste sprawie- 
dliwą, jak równoczesny bój irracjonalizmu w po- 
wrocie do wiary, jak "anabasis" wzruszająca mar- 
notrawnych synów zeszłego stulecia. 
"Myśl Narodowa" dumna być może - daję jej 
to świadectwo ja, syn innej szkoły: "krakowskiej"- 
że na przełomie wieków dostarczyła Polsce trafnej 
myśli politycznej, materjału bezspornego, a żywo 
podniecającego intelekty. Choćbyśmy się bowiem 
spierać jeszcze mieli o fakt takich czy innych orjen- 
tacyj śródwojennych, o moment współdziałania jed- 
nych z Ententą zwycięską, ale masońską, drugich zaś 
z Austrją katolicką, ale zmurszałą w swym feuda- 
liźmie, tezy zasadnicze pisarzy tej miary, co Ro- 
man Dmowski, publicystów tego polotu, co Zygmunt 
Raczkowski, szperaczy i djalektyków w jednej oso- 
bie, jak Henryk Rolicki, prawdziwie nie są do za- 
czepienia. Twierdzę i wyznaję, że, jak za lat mych 
dziecinnych, szkoła krakowska polityków Stańczy- 


kowskich: namiestnika Bobrzyńskiego, posła Tar- 
nowskiego, dziennikarza Koźmiana, zaprzęgała była 
historję w rydwan polityki (na czem nic nie tra- 
ciła historja, idąc naprzód z żywymi i po życie 
sięgając nowe), tak i dzisiaj, w okresie lat dojrza- 
łych, jestem, w miarę sił, współczynnym i zawsze 
przejętym świadkiem, jak nowa "szkoła", tym ra- 
zem warszawska, szkoła publicystyczna w stylu 
Tarnowskich i Koźmianów, ale już i historyczna, 
choć nie wydała jeszcze Szujskich i Bobrzyńskich, 
obcembrowywać stara się świeży gmach ponownie 
niepodległej Polski. 
Szkoła zaś ta-śmiem wysunąć to idealistycz- 
ne "credo" - z całem przekonaniem opiera się 
materjalizowaniu otaszającej nas współczesności. 
Odczytajcie karty "Swiata powojennego", gdzie 
mowa o konieczności "zaciśnięcia pasa", tak nie- 
miłej nam, przeżytkom "starego regime'u U ; prze- 
czytajcie którykolwiek artykuł Raczkowskiego; za- 
czerpnijcie wkońcu ze "Zmierzchu Izraela" do- 
kładnej znajomości tego, jak wyglądał w ciągu 
wieków rozwój psychiki, która była rzeźbiarką 
wieku XIX-go, macierzą zarówno Marxowskiego, 
jak i Rotszyldowego materjalizmu! 
Anioł symboliczny, odwalający kamień grobo- 
wy z serc ludzkich, więcej zaiste mieć tu może 
roboty, aniżeli nawet z umysłami. Iluż bowiem 
spotykamy dziś jeszcze tych "ci-devant' co "nicze- 
go nie zapomnieli i niczego się nie nauczyli", iluż 
"radców arcyrozsądnych" i rachmistrzów krótko- 
wzrocznych, których marzeniem wyłącznem pozo- 
stał sen nocy letniej (przed 2-gim sierpnia 1914 r.), 
sen o kuponach i procentach. Ci osobliwi, pogro- 
bowi nieco, rycerze Złotego Runa obcy są i sprzecz- 
ni z wchodzącym w życie zastępem swych synów 
i wnuków, którym, jako jedyną nieraz spuściznę, 
przekazują - "lucus a non lucendo"- ideowy swój 
materjalizm, z wszelkich dóbr materjalnych wyzuty. 
"Staro peruki", zabytki "wieku oświeconego", 
w sercach i umysłach młodych nic najczęściej nie 
budzą, prócz politowania. 


III 
Anioł Zmartwychwstania niechaj wkońcu 
krzepi pokoleń naszych wiarę i czyn, naszą wolę. 
Kiedy lat temu około tysiąc dziewięćset, "w wie- 
czór sobotni, który zaświtał na dzień pierwszy 
sabbatu", przyszła Marja Magdalena i druga Marja 
oglądać grób Zbawiciela, rzekł im anioł: "prędko 
idąc, powiedzcie uczniom jego, iż powstał". A ucz- 
niów tych było jedenastu. I rzekł im Jezus: "Idąc 
tedy, nauczajcie wszystkie narody: chrzcząc je 
w imię Ojca i Syna i Ducha świętego... *. 
Więc, w parę stuleci już później, zeszedł posiew 
ten galilejski bujnem ziarnem. Narody "gentiles" 
poczęły się szeregować wokoło znaków Chrystu- 
sowych, wokoło katedry pierwszego z grona owych 
jedenastu - Piotrowej . Stawili się do apelu patrycju- 
sze i rycerze rzymscy, stawił się Augustyn z Ta- 
gasty i stawił Benedykt z Nursji. A nawet z naj- 
bardziej odległej Północy zgłaszali się hurmem 
wolontarjusze, zaciągnął się pod znak Męki Pań- 
skiej: książę Wojciech Sławnikowic z Pragi i ksią- 
żę Mieozko Piastowie z Gniezna. Grek czy Frank, 
Konstantyn czy Klodwig, walczyli tam bez różni- 
cy w przedniej straży. 
J eden tylko był naród, co boczył się na kru- 
cjatę narodów, co trwał przez wieki w konse- 
kwentnem względem niej przeczeniu. Naród "wielki, 
natchniony, samotny", samotny, bo - jak słusznie
		

/p0003.djvu

			.*> 


· - · "fimm-i UriittiiiMiiii'iiiirinii " · · r. . . 


Nr. 14 


MYŚL 


. . . . . ,_. . . . ,L_n. _ ...........__n... 


195 


NARODOWA 


powiada o nim nasz Kalinka - "wielka niena- 
wiść podszepnęła (mu) to najfatalniejsze zaklęcie: 
Krew jego na nas i na nasze syny!... Od dziewiętna- 
stu wieków" - stwierdza wielki historyk polski - 
"krew ta ciąży na potomstwie tego ludu i ściga 
je zemstą nieustającą. Ileż tajemnic, ile sprzecz- 
ności w życiu, w charakterze, w cierpieniach, 
w historji tego narodu, których niczem nie wytłu- 
maczy, jedno tą klątwę straszliwą... (Zawsze) jakaś 
katastrofa niespodziana rozchwieje ich moc, zburzy 
ich fortunę. Napróżno, gdziekolwiek wejdą, a cisną 
się wszędzie, skwapliwie przyjmują język, ubiór, 
rodzaj życia mieszkańców, zawsze pozostaną tuła- 
czami: wszędzie obcy, wszędzie wzgardzeni 
i wszystkim służąc, ze wszystkimi będą w woj- 
nie; wloką swój nędzny i spodlony żywot, nie czu- 
ją nawet tej podłości. Napróżno prawodawstwo 
nowoczesne, indyferentyzm nowoczesny równają 
ich i jednoczą z chrześcijanami, w duszy ich, na 
twarzy pozostanie zawsze tożsrmo piętno. Zawsze 
będą cisami, jak byli przed wiekami, jak byli 
w Jerozolimie, a dlatego, aby zawsze służyli na 
świadectwo Męki fańskiej"... 


IV 


Wiem, że są w Warszawie kółka i kółeczka, 
ożywione szlachetną myślą nawracania Izraela, 5I1e 
zapoznające, mAjem zdaniem, w swoim zelotyźmie, 
grozę niebezpieczeństwa żydowskiego w zakresie 
przedewszyslkiem moralnym. 
Kilka dni temu byłem w jednym z teatrów 
warszawskich na głośnej w reklamie sztuce Sło- 
nimskiego. Byłem z przyjacielem. Wytrzymaliśmy 
z biedą prawie całe półtora aktu, przypatrując się 


PO 


UIWORZENIU 


BISKUPS1WA UNICKIEGO 


. ... ......, A..., _..,. ,; 


. . . . : ,;__ A_L. 


temu dworowi szlacheckiemu znieprawdziwego 
zdarzenia, temu cynicznemu w nim jawnogrzesz- 
nictwu starszego i młodszego pokolenia itd. itd. 
Wytrzymaliśmy do momentu, w którym wtargnął 
na scenę młynarz żydowski i zaczął prawić zruj- 
nowanym ziemianom polskim kazania i morały. 
Tego nam było za dużo. Wstaliśmy i wyszli. Ale 
zresztą na widowni nie ruszył się nikt i nikt nie 
zaprotestował. Zawiodła "stara śmiałość" szlachty 
i "senatorska wspaniałość" arystokracji. Policzek 
żydowski nie zabolał nikogo. 
Przeciwko takiemu upodleniu, przeciwko ta- 
kiemu zaślepieniu w dziedzinie kultury moralnej, 
przeciwko fetorowi, ziejącemu z różnych kabaretów 
i "cżerwoniaków", prężyć się winna świadoma 
wola narodu. Nie po to wszakźeż anioł zwycięstwa I 
odwalił kamień grobowy naszej niewoli, abyśmy 
nadal cuchnęli, jak Łazarz narodów przed wskrze- 
szeniem. Wyleczeni z racjonalizmu i materjalizmu, 
świadomi tajnych sprężyn dziejowych, ożywieni 
ideałem, który nieraz domaga się ascezy, pójdźmy 
za zewem anioła - do Galilei! Niechaj sobie źydo- 
winy wierzą i "roznoszą to słowo aż do dnia dzi- 
siejszego", że Ciało Pańskie z grobu wykradli jego 
uczniowie! My zaś wierzymy wiarą irracjonalną, 
ale udokumentowaną mocno całym przebiegiem 
dziejów, że Ciało to żywe jest pomiędzy nami i że, 
tożsamo, co w wieczerniku jerozolimskim, mnoży 
się codzień przez tysiące czynów i do serc dociera 
tysiącznych. To, co anioł z wejrzeniem błyskawicy 
objawił niegdyś na Golgocie skruszonym Marjom, 
to nam, grzesznikom przedwojennym, objawiły te- 
raz gromy wojenne i znojna szarzyzna dni kry- 
zysowych. 


KAZIMIERZ MARJAN MORAWSKI 


NA 


, 
ŁEMKOWS Z CZYZNI E 


Z APOWIADANE od roku wydzielenie Łemkow" 
szczyzny w osobną kościelną jednostkę admi" 
nistracyjną unicką, stało się faktem. Wyko" 
nanie poszło naogół dalej, niż pierwotne za- 
powiedzi. Pod jednym tylko względem pogłoski nie 
sprawdziły się w całej rozciągłości: nowa jednostka 
kościelna nie stanowi pełnoprawnego biskupstwa 
(djecezji), lecz tylko administrację apostolską. Pod 
względem prerogatyw nie będzie się ona jednak 
od djecezyj różnić; nawet kształcenie duchowień- 
stwa zorganizuje ona we własnym zakresie: na 
obszarze nowej administracji apostolskiej zorgani- 
zowane zostanie odrębne, unickie seminarjum du- 
chowne, połączone z gimnazjum o typie klasycz- 
nym. Nieprzyznanie nowej kościelnej jednostce 
administracyjnej nazwy biskupstwa jest raczej tylko 
.. .. . , 
rzeczą nazwy l rangI, - merztum Jego uprawnlen 
i funkcyj nie dotycząc. 
Otrzyma ona natomiast przywilej, który za- 
pewni jej znacznie więcej samodzielności, niż uzy- 
skanie rangi biskupstwa. Mam na myśli rewelacyjny 
fakt wyodrębnienia administracji Łemkowskiej z pod 
władzy metropolitów lwowskich i podporządkowa- 
nia jej bezpośrednio Stolicy Apostolskiej. Okazuje 
się, że nowa jednostka kościelna uzyska więcej 
niezależności od starych unickich djecezyj (1 'rze 
myskiej i Stanisławowskiej). Jest to niewątpliwie 


wyraz dążenia czynników kościelnych do zapew- 
nienia Łemkowszczyźnie odrębnego stanowiska 
w organizacji kościelnej i możności rozwoju w od- 
miennym, niż reszta cerkwi unickiej w Polsce, duchu. 
Odtąd cerkiew wschodniomałopolska (metropolja 
Lwowska, djecezje Przemyska i Stanisławowska) 
z jednej strony, a cerkiew na Łemkowszczyźnie 
(administracja Rymanowska) z drugiej, stanowić 
będą dwa równoległe kościelne ogniwa organiza- 
cyjne, wspólne obrządkiem, lecz pozatem rozwija- 
jące się od siebie niezależnie. Zastanawiając się 
nad motywami podobnego rozdziału jednolitego do- 
tychczas organizmu cerkiewnego, niepodobna zna- 
leźć innego wytłumaczenia, jak tylko to, że chodzi 
tu o kierunek polityki narodowościowej. Cerkiew 
wschodniogalicyjska jest cerkwią narodową ruską 
(" ukraińską"); można to uważać za fakt pożądany 
lub niepożądany, - nadający się na przyszłość do 
podtrzymywania, lub do usunięcia, - lecz niepo- 
dobna zaprzeczyć, że d z i s i aj jest to fakt. Łem- 
kowszczyzna obca jest kierunkowi "ukraińskiemu",- 
jej sympatje polityczne są staroruskie i wahają się 
między postawą lojalności państwowej wobec Pol- 
ski, a moskalofilstwem. Reakcja wobec "ukraiń- 
skiego" kierunku cerkwi unickiej przejawiła się tam 
w ostatnich paru latach w sposób ze stanowiska 
Kościoła wysoce niepokojący, - mianowicie w po-
		

/p0004.djvu

			196 


JJYSŁ 


NARODOWA 


Nr. 14 


stad ogromnego tam rozrostu prawosławia. Jest 
najwidoczniej dążeniem czynników kościelnych od- 
dzielić od cerkwi wscbodniogalicyjskiej ośrodek 
cerkiewny łemkowski, jako obcy tej cerkwi kie- 
runkiem polityczno-narodowym-i wytworzyć z nie- 
go ośrodek nowy, o obliczu własnem. 
Przypuszczenie to znajduje potwierdzenie w fak- 
tach dalszych. 
Wbrew pierwotnym pogłoskom, jako siedzibę 
nowego administratora apostolskiego wyznaczono 
nie Sanok, gdzie mogłyby się dać odczuwać po- 
dmuchy wpływów "ukraińskich", lecz znacznie da- 
lej na zachód wysunięty i od podmuchów tych 
o wiele lepiej zabozpieczony Rymanów. Zarówno 
kurja biskupia będzie tam mieć łatwiejszą możność 
uniezależnienia się od świadomej presji politycznej 
i podświadomych oddziaływań psychicznych ze 
strony kół "ukraińskich", jak i seminarjum duchowne 
łatwiej ustrzeże się od niebezpieczeństwa stania 
się - na wzór seminarjów unickich dalej na wscho- 
dzie - środowiskiem, w którem wyrastają kadry 
agitatorów politycznych ruskich. 
Z pośród kilku wymienianych kandydatur na 
pasterza no wo-wyodrębnionej rzeszy wiernych, ostała 
się kandydatura, najbardziej od "ukrainizmu" odle- 
gła. Administratorem apostolskim dla Łemków mia- 
nowany został ks. Mikołaj Nagórzański, znany ze 
swych przekonań staroruskich. Ks. administrator 
był przez szereg lat kapelanem wojsk polskich, 
sprawując dotychczas urząd wojskowego dziekana 
obrządku grecko-katolickiego. Trudno przypuścić, 
by pod jego rządami możliwe było uprawianie na- 
dal na Łemkowszczyźnie - wbrew dążeniom wier 
nych i wbrew interesom zagrożonego rozrostem 
dyzunji Kościoła - agitacji "ukraińskie]" przez mło- 
dych księży unickich, przysyłanych na Łemkow- 
szczyznę ze wschodu. 
"Myśl Narodowa" pisała już raz», że wy- 
odrębnienie Łemkowszczyzny pod względem cer- 
kiewnym byłoby z polskiego stanowiska pożądane 
nawet w tym wypadku, gdyby na czele nowej dje- 
cezji stanął zdecydowany "Ukrainiec". Nie będzie- 
my tu już raz wyłuszczonych argumentów powta- 
rzać, ograniczymy się tylko do stwierdzenia, że 
argumenty te tembarriziej mają zastosowanie, skoro 
biskup-nominat jest "starorusinem" . 
Według ogłoszonego przez Katolicką Agencję 
Prasową komunikatu, nowa administracja apostol- 
ska obejmować będzie dekanaty: Bukowsko, Gor- 
lice, Grybów, Dynów, Dukla, Krosno, Muszyna, 
Rymanów i Sanok. Trudno jest, przebywając w War- 
szawie, odszukać wszystkie dane o granicach de- 
kanatów unickich, - zdaje się jednak, że wschodni 
skrawek Łemkowszczyzny, mianowicie okolice Li- 
ska, nie jest do nowej administracji apostolskiej 
przyłączony. Należy do niej zato już napół nizinny 
dekanat Dynowski, właściwie nie należący do 
Łemkowszczyzny. W dekanacie tym - tak samo 
zresztą, jak w paru innych, np. w unickich deka- 
natach Leżajskim, Pruchnickim i in. - żyje, prócz 
greko-katolików Rusinów, spora garstka ludności 
grecko-katolickiej polskiej, dla której nawet tu i tam 
wygłaszane są w cerkwiach kazania w języku pol- 
skim 2). 


') "O biskupstwo greckie w Sanoku" J. Giertycha, 
nr. 32 z dn. 23 lipca 1933 r. 
2) "Myśl Narodowa" zdawała już raz sprawę z intere- 
sującej, ruskiej broszury, w której mowa jest o tej ludności. 
Jest to broszura dr. Iwana Nimczuka "Za Sanom. Z pojizdky 
po Łeiajskomu dekanati' Lwów, 1932. Autor występuje w tej 


Naogół można zapewne przyjąć, że obszar no- 
weJ administracji apostolskiej pokrywa się zgrub- 
sza z obszarem powiatów: Gorlickiego, Grybow- 
skiego, Jasielskiego i Nowosądeckiego (wraz ze 
skrawkiem Nowotarskiego) w woj. Krakowskiem, 
oraz Brzozowskiego, Krośnieńskiego i Sanockiego 
w woj. Lwowskiem. Powiaty te, według spisu 
z r. 1921 3 ), posiadały ogółem niespełna 700000 lud- 
ności, w czem jednak zaledwie około 125000 gre- 
ko-katolików. Jeżeli do administracji Rymanowskiej 
należy też i powiat Liski, to w takim razie ogólne 
zaludnienie całego obszaru wzrośnie do blisko 
800000, w czem greko-katolików z górą 190000 
(Dzisiaj cyfry te są )I( pewnością znacznie wyższe). 
Myliłby się jednak, ktoby sądził, że ludność 
grecko-katolicka tworzy na Łemkowszczyźnie dia- 
sporę śród ludności innego obrządku Wprawdzie, 
biorąc powiaty jako całości, greko-katolicy stano- 
wią tam prawie wszędzie wyraźną mniejszość - 
tylko w powiecie Sanockim tworząc większość 
względną i w powiecie Liskim większość absulut 
ną. (Idąc od zachodu na wschód,- pow. Nowotar- 
ski 2,4% greko-katolików, Nowosądecki 11,9%. 
Grybowski 16,6%. Gorlicki 22,3%, Jasielski 7,8%, 
Krośnieński 14,3%, Brzozowski 14,9%, Sanocki 49,4% 
i Liski 71,7%)- Każdy z tych powiatów dzieli się 
na dwie części: górską, południową, zamieszkaną 
przez Rusinów (Łemków) i nizinną, północną, za- 
mieszkaną przez Polaków. Obszary rozsiedlenia obu 
grup etnicznych oddzielone są od siebie ostro, jakby 
nożem uciął. Na obszarze polskim niema tam pra- 
wie mniejszości ruskich, - na obszarze ruskim nie- 
ma prawie mniejszości polskich. Chociaż w cyfrach 
ogólnego zaludnienia grupa ruska ma udział nie- 
wielki, - rozległością zaludnionego przez siebio 
obszaru wcale, lub prawie wcale polskiemu odła- 
mowi nie ustępuje. Obszar ruski składa się z oko 
lic górskich o zaludnieniu bardzo rządkiem, - ale 
co do rozległości jest to obszar dosyć znaczny. 
Ciągnie się on długim a wąskim pasem wzdłuż gra- 
nicy czechosłowackiej, od końca rozległego obszaru 
ruskiego w Małopolsce Wschodniej, aż niemal po 
Szczawnicę. 
Rusini na obszarze Łemkowszczyzny różnią 
się od swych pobratymców na wschodzie aietylko 
nastrojami politycznemi ("staroruskiemi" , a nie 
"ukraińskiemi"), lecz - co ważniejsza - szeregiem 
cech objektywnej odrębności. 
Najgłówniejszą z pośród tych cech jest odręb- 
ność narzecza. Wybitną odrębność tego narzecza 
uznają i "Ukraińcy". W obszernej rozprawie rus- 
kiej, poświęconej narzeczu Łemków 4) stwierdzono, 
że narzecze to różni się znacznie i wybitnie 
("znaczno i wybytno riżnyfsia '') od innych narze- 
czy ruskich. Tenże sam autor przyznaje, że "na- 
rzecze galicyjskich Łemków, podobnie jak narze 
cze węgierskich Łemaków ujawnia silny wpływ 
słowaczyzny; miejscami widoczny jest też wpływ 
polszczyzny, mianowicie mazurskiego". Główną ce- 
chą gwary łemkowskiej, wspólną z językiem pol- 
skim, jest akcent stały, umieszczony na przedostat- 
niej zgłosce (w innych narzeczach ruskich akcent 
jest ruchomy). Nie mniej widoczne jest pokre- 


broszurze ra. in. z projektem wydawania dla tej ludności ga- 
zetki w duchu "ukraińskim" * , lecz w języku polskim. 
3) Wyniki spisu z r. 1931 pod względem wyznaniowym 
i narodowościowym nie są jeszcze w całości ogłoszone. 
" ) I w a n W e r c h r a t s kij "Pro howor hałyckich 
Łemkiw*, Lwów 1902, str. 490, "Zbirnyk filologicznej sekcyji 
naukowoho iowaryslwa im. Szewczenka  tom v.
		

/p0005.djvu

			Nr. 14 


MYŚ L 


wieństwo łemkowszczyzny z polszczyzną w słow- 
nictwie: słownik łemkowski pełen jest wpływów pol- 
skich. Niezależnie I.resztą od pokrewieństw z pol- 
szczyzną, czy słowaczyzną, narzecze Łemków samo 
w sobie posiada tyle cech swoistych, że różnica 
między uiem, a resztą narzeczy ruskich jest bardzo 
, 
wyrazna. 
W tych warunkach, - przy istnieniu daleko 
posuniętej odrębności narzecza, przy szeregu od- 
rębności kultury ludowej, przy znacznem wyodręb- 
nieniu terytoi'jalnem, a wreszcie przy wybitnie od- 
miennem, niż u reszty Rusinów, obliczu politycz- 
nem Łemkowszczyzna posiada wszelkie warunki 
do przekształcenia się w regjon samoistny i od 
Rusi Halickiej duchowo naj zupełniej uniezależniony. 
Wyodrębnienie Łemkowszczyzny pod względem 
cerkiewnym, przecinające jedyną nić, jaka Lem- 
kowszczyznę z Rusią Halicką łączyła, mianowicie 
nić zależności hierarchicznej kościelnej i stosunków 
duchowieństwa, kształcącego się na wschodzie 
i stamtąd na Łemkowszczyznę napływającego-bę- 
dzie temu usamodzielnieniu się Łemkowszczyzny, 
jako odtęLnego regjonu, teu.bardziej sprzyjać. To 
też z tego przedewszystkiem względu wyodrębnie- 
nie administracji Rymanowskiej jest z polskiego 
stanowiska wysoce pożądane. 
Oczywiście, byłoby błędem oczekiwać od tego 
wyodrębnienia pomyślnych dla polskości skutków 


NARODOWA 


197 


zbyt rychło. Wyodrębnienie Łemkowszczyzny nie 
jest posunięciem polityki polskiej, lecz polityki 
kościelnej. Celem jego nie jest walka z "ukrainiz- 
mem", lecz stworzenie skutecznej przeciwwagi dla 
propagandy prawosławia. Ks. Biskup N agórzański 
nie jest Polakiem, lecz Rusinem i ruskiego (choć 
nie "ukraińskiego ") ducha w życiu powierzonej 
sobie rzeszy wiernych z pewnością osłabiać nie 
będzie. Wywieranie na nową djecezję jakiegokol- 
wiek nacisku z polskiej strony w kierunku poloni- 
zacyjnym byłoby błędem, mogącym mieć skutki 
wręcz odwrotne od zamierzonych. Ale tern nie 
mniej, jest rzeczą pewną, że samorodne, nieunik- 
nione procesy w nowostworzonych warunkach do- 
prowadzą wreszcie, choć w powolnem tempie, do 
skutków, które z polskiego stanowiska ocenić bę- 
dzie trzeba jako korzystne. 
Pod jednym tylko względem możnaby i nale- 
żałoby z polskiej strony zwracać się do ks. Ad- 
ministratora z prośbą o uwzględnienie interesów 
narodowych polskich: w granicach jego djecezji 
żyje garść ludności grecko-katolickiej polskiej, - 
której potrzeby były dotychczas przez władze cer- 
kiewne zaniedbywane. Zaspokojenie potrzeb naro- 
dowych tej ludności jest uzasadnionym, polskim 
postulatem narodowym. 


JĘDRZEJ GIERTYCH 


POLSKIE PRĄDY IDEOWGICZNE 


(NA MARGINESIE KSIĄŻKI BOGDANA SUCHODOLSKIEGO) 


U KAZANIE się książki o prądach kulturalnych 
i społecznych ostatnich kilku dziesiątków lat l ] 
winno być powitane z wielką radością. Chwi 
la obecna bowiem pojęta być może jako skrzy- 
żowanie się różnych prądów, tkwiących źródłami 
w drugiej połowie ubiegłego stulecia. Stąd opinje 
i rozważania ich głównych przedstawicieli mogą 
przyczynić się do wyjaśnienia niejednego proble- 
mu dzisiejszego naszego życia społecznego i naro- 
dowego. Zagadnienie istoty kultury, pogląd na dzie- 
je, na stosunek teraźniejszości do przeszłości i przy- 
szłości, postawa ideologiczna i pogląd na świat 
konserwatyzmu, radykalizmu społecznego, katoli- 
cyzmu, nacjonalizmu i socjalizmu, zagadnienie ide- 
ologji ludowej - wszystko to są sprawy, nad któ- 
remi wypadnie jeszcze głęboko się zastanowić, by 
rozwiązać całość zagadnień programu narodowego 
i ustalić kierunek praktycznego działania. Stąd 
wdzięczni być musimy redaktorowi wymienionej 
książki za zebranie cennego i obfitego materjału, 
mogącego nam poniekąd interesujące nas zagad- 
.. . , ., 
nlenla WYJasnlC. 
Mówimy o redaktorze, nie zaś o autorze, po- 
nieważ omawiana książka nie jest samodzielnem 
studjum o prądach kulturalnych w Polsce ostatnich 
dziesięcioleci, lecz "wypisami z dzieł myślicieli pol- 
skich XIX i XX wieku". Poza wyborem fragmen- 
tów z dzieł różnych autorów, dr. Suchodolski opa- 
trzył wydawnictwo wstępem ogólnym, krótkiemi za- 
gajeniami na początku każdego z działów, poświę- 
conych specjalnemu zagadnieniu, bibljografją poru- 
szanych problemów i notatkami biograficzne mi o 48 


') Bogdan Suchodolski: "Ideały kultury, a prą- 
dy społeczne". Warszawa 1933. 


pisarzach, uwzględnionych w publikacji. Wprawdzie 
możnaby wyrazić pewne dezyderaty w sprawie moż- 
liwości uwzględnienia innych jeszcze myślicieli, jak 
np. odnośnie do zagadnienia nacjonalizmu i proble- 
mów społecznych - Zygmunta Balickiego, lub też 
wskazać na mało znane, a niezmiernie dziś intere- 
sujące i godne przypomnienia rozważania Ksawe- 
rego Korczak Branickiego i in., to jednak przyznać 
należy, że zbiór zawiera dostateczny materjał in- 
formacyjny, by mógł nie tylko pedagogom, lecz rów- 
nież tym, którzy myślą o szerszych zagadnieniach 
bądź światopoglądowych, bądź politycznych, nasunąć 
szereg myśli i zagadnień, godnych opracowania te- 
oretycznego i programowego. 
Książka, opracowana przez dr. B. Suchodol- 
skiego, dzięki zgromadzonemu w niej materjałowi, 
ułatwia dyskusję nad postawowemi zagadnieniami 
nacjonalizmu. Z tego też punktu widzenia będzie- 
my ją na tern miejscu rozpatrywać. Opierając się 
na zamieszczonych tam artykułach, będziemy się 
starali wypowiedzieć kilka refleksyj na temat współ- 
czesnej ideologji narodowej: istoty nacjonalizmu, 
jego stosunku do katolicyzmu i konserwatyzmu i do 
zagadnienia ludowego w Polsce. Pozostałe liczne 
kwest je, dające się poruszyć z okazji omawianego 
wydawnictwa, jak stosunek do liberalizmu, do so- 
cjalizmu i in. pozostawiamy do rozważenia in- 
nym razem, ewentualnie w związku z ukazaniem 
się następnego tomu. 
Podstawowe pytanie, na którem opiera się 
cała ideologja narodowa, to zagadnienie i s t o t y 
n a r o d u. Odpowiedzi na to pytanie dostarczają frag- 
menty z Erazma Majewskiego, Zygmunta Wasilew- 
skiego, i Romana Dmowskiego. Naród jest w świet- 
le poglądów wymienionych autorów pewną całoś-
		

/p0006.djvu

			198 


MYS L 


! cią organiczną, będącą nie tylko łączną sumą j e d- 
n o s t e k o wspólnym języku, terytorjum, jednostek 
jednolitych pod względem etnicznym, lecz - prze- 
dewszystkiem kolektywną całością, ciągłą i trwałą, 
opierającą swe wielowiekowe istnienie nie na jed- 
nem tylko pokoleniu, lecz na szeregu idących po 
sobie pokoleń, mających wspólne tradycje, wspól- 
ną przeszłość, pokrewne oblicze kulturalne, wspól- 
ne warunki polityczne i ekonomiczne, oraz współ 
ne cele. O tak pojętym narodzie R. Dmowski pisze 
w sposób następujący: "Ta etyka (narodowa) wska- 
zuje jako źródło i cel - n a ród, nietylko dzisiej- 
szy, żyjący w chwili obecnej na swem terytorjum, 
ale naród cały w czasie, ze wszystkimi, co po nas 
przyjdą" (s. 298 - 299). Poczueie ciągłości trwania, 
stałości celów bytu narodowego i wspólnej przesz- 
łości nabiera nieraz charakteru historjozofji naro- 
dowej, jednego z naj silniej szych czynników utrzy- 
mania świadomości i organizacji narodowej. Naród 
nie jest jedynie tylko pojęciem abstrakcyjnem, sztucz- 
nie utworzonem, jakiem jest przeciwstawiane mu 
często pojęcie ludzkości. Nie potrzeba więc, w spo- 
sób djalektyczny, uzasadniać jego istnienia, dość 
jest bowiem stwierdzić, że istnieje naród polski, 
podobnie jak naród francuski, niemiecki, włoski. 
Fakt istnienia społeczeństw, przez niektórych nie 
uważanych za narody (Ameryka), może być 
przedmiotem badań socjologów i podlegać ich 
interpretacji, niemniej nie może w żadnym razie 
być argumentem przeciwko zasadniczej przesłance 
nacjonalizmu, istnienia różnych kompleksów spo- 
łecznych, różniących się między sobą charakterem 
narodowym. 
Każdy naród tworzy swoją cywilizację, różną 
od cywilizacyj innych narodów. "Normalnie ludzie 
taką mają cywilizację"-pisze na ten temat Zygmunt 
Wasilewski-"na jaką zasługuje ich kultura '). "We- 
dług stawu grobla". Naród tworzy cywilizację, na 
jaką go stać; kultura dusz pnie się rdzem z cywi- 
lizacją wgórę mozolnym dorobkiem przy wzajem- 
nem współdziałaniu", (s. 66). Otóż wydaje się nam, 
że nietylko poziom cywilizacji narodowej jest w sto- 
sunku wprost proporcjonalnym do twórczego wy- 
siłku narodu, lecz że sam charakter psychiczny na- 
rodu, będący w dużym stopniu wynikiem jego his- 
torycznego rozwoju, jest współczynnikiem decydu- 
jącym o typie i charakterze cywilizacji narodowej. 
Nacjonalizm jako postawa ideologiczna spoty- 
ka się z krytyką ze strony katolicyzmu i konser- 
watyzmu. Zanim zajmiemy się treścią tej krytyki, 
należy zaznaczyć, że zarówno konserwatyzm jak 
katolicyzm w stosunku do nacjonalizmu zachowują 
bardzo pokrewne stanowiska, wychodzą bowiem 
niemal z identycznych przesłanek. Przecież k o n- 
s e rwa t y z m, jako stanowisko, teoretyczne i ide- 
ologiczne, ma podbudowę doktrynalną, dającą się 
sprowadzić do katolickiego poglądu na świat. Frag- 
ment dzieła Stanisława Estreichera (s. 150) poucza 
nas o tein w sposób następujący: "Pozytywna stro- 
na ideologji konserwatywnej wyrabiała się przez 
cały ciąg wieku XIX... Jądrem jej jest przekonanie, 
że społeczeństwa ludzkie są tworem naj- 
wyższej woli, światem rządzącej, a ich celem jest 


') Autor cytowanego fragmentu rozróżnia pojęcia "kul- 
tura" 1 »cywilizacja": "...ustalmy sobie, że wyrazu "k u l t u- 
r a * (uprawa) bej, bliższego określenia używać będziemy do 
oznaczenia zdobyczy, osiągniętych uprawą w dziedzinie ducha 
jednostek, c y w i l i z a c j ą zaś nazywać będziemy to, co ten 
duch stworzył nazewnątrz". (s. 63). 


NARODOWA 


Nr. 14 


cel metafizyczny, od świadomości mtelektu- 
tualnej jednostek niezależny... S p o ł e c z e ń s t w o , 
mające cel bytu metafizyczny, do którego zbliża się 
pracą żywych i zmarłych, dzisiejszych i przed wie- 
kami bytujących pokoleń, nie jest też wspólnotą 
jednego tylko pokolenia, lecz jest c a łoś c i ą po- 
przez wieki trwającą" . W zacytowanych słowach 
uzewnętrznia się cały eklektyzm ideologji konser- 
watywnej. Przedstawia się ona bowiem, na pod- 
stawie wywodów Estreichera, jako połączenie naj- 
bardziej ortodoksyjnego stanowiska katolickiego 
i przesłanek nacjonalizmu. Przecie pierwsza część 
zacytowanego fragmentu jest niczem innem, jak 
sformułowaniem podstawowych orzeczeń katechiz- 
mowych: istnienia Boga, twórcy wszechświata i czło- 
wieka, Opatrzności i celu człowieka. Druga zaś część 
pokrywa się całkowicie z nacjonalistyczną koncep- 
cją narodu, ponieważ to, co autor nazywa społe- 
czeństwem, można zrozumieć tylko jako naród. 
Konserwatyzm stara się jednakowoż przeciw- 
stawić się nacjonalizmowi, imputując mu ekskluzy- 
wizm, nienawiść w stosunku do innych narodów 
i uświęcenie bezwzględnych, nieliczących się z żad- 
nemi normami moralnemi, metod działania: "I d e a 
n a r o d o w o Ś c i " - pisze w dalszym ciągu cytowany 
autor, (s. 154)-"jako będąca również jednem z naj- 
silniejszych spoideł bytu społecznego, jest wartoś- 
cią dla konserwatywnej doktryny nader wysoką. 
Naród jest to przecież rozszerzona przez rozrost 
lub przez asymilację rodzina. Ale obcym jest większo- 
ści przynajmniej konserwatystów nacjonalizm, to 
jest uznanie potęgi narodu za cel sam 
w s o b i e, uzasadniający "święty egoizm" poszcze- 
gólnych narodów i wzajemną między sobą niena- 
wiść. Konserwatyzm nie powinien uznawać nacjo- 
nalizmu z a n a j w y Ż s z e d o b r o, z a c e l, u ś w i ę - 
cający nie etyczne środki polityczne, 
tak samo jak nie uznaje omnipotencji państwa". Nie 
są to zbyt konsekwentne słowa, gdyż konserwatyzm 
uznaćby mógł nacjonalizm, podobnie jak w pew- 
nych konjunkturach uznaje zasadę omnipotencji pań- 
stwa i koncepcję społeczeństwa ogromnie różną od 
tej, którą nam wykłada cytowany teoretyk konser- 
watyzmu. Nie o to jednak chodzi, lecz o podkreś- 
lenie, że nacjonalizm bynajmniej nie pociąga za 
sobą nienawiści do innych narodów, przeciwnie, je- 
go zasadniczą przesłanką jest stwierdzenie istnie- 
nia w i e l u narodów o różnej strukturze psychicz- 
nej i organizacji społecznej, a stwierdzenie to pro- 
wadzi do przyjęcia postulatu, że każdy naród ma 
pełne prawa do własnego rozwoju kulturalnego 
i do zachowywania swej odrębności narodowej. 
Powtóre, nacjonalizm nie zakłada bynajmniej uspra- 
wiedliwienia, gwoli interesu narodowego, metod nie- 
etycznych, jednakowoż traktując sprawy związane 
z kierowaniem i obroną bytu narodowego jako za- 
gadnienia przedewszystkiem polityczne, stwierdza, 
że etyka społeczna ma inne normy, niż etyka jednost- 
kowa, podobnie jak psychika i struktura społecz- 
na jest różna od struktury psychicznej jednostki. 
Stanowisko nacjonalizmu w tej sprawie jest sta- 
nowiskiem praktycystycznem, nie zaś wytworzonem 
na drodze abstrakcyjnej spekulacji myślowej, stąd 
jest bardziej zbliżone do rzeczywistości i daje dzięki 
temu możność uniknięcia nieraz drażliwych i boles- 
nych konfliktów między wzniosłą zasadą, a sprzecz- 
ną z nią praktyką. 
Ze stanowiska katolickiego, w imię zasad mo- 
ralnych, atakuje nacjonalizm ks. Jan Rostworowski 
T. J. Rozważania tego autora, różne znacznie od
		

/p0007.djvu

			Nr. 14 


MYŚ L 


analogicznych rozważań dominikanina 0- Jacka Wo- 
ronieckiego, również uwzględnionego przez dr. Su- 
chodolskiego, nie mają jednak charakteru oficjal- 
nego w tej sprawie stanowiska Kościoła. Kościół 
bowiem, mimo kilkakrotnych konfliktów z nacjo- 
nalizmem, jeszcze nie wypowiedział się w sposób 
wyczerpujący i wszechstronny w sprawie tego za- 
gadnienia. Trzeba bowiem zauważyć, że nacjonalizm, 
podobnie jak tyle innych prądów społecznych, prze- 
chodził w swym rozwoju przez różne fazy, w któ- 
rych zawierał nie zawsze szczęśliwe, choć może 
wówczas niezbędne, sojusze i łączyć się mógł 
z różne mi kierunkami politycznemi; w tem też, 
a nie w założeniach nacjonalizmu widziećby nale- 
żało właściwą przyczyną konfliktów z Kościołem, 
szczególnie gdy chodzi o XIX wiek. Teoretykom 
nacjonalizmu nie jest jednak obcy fakt, ile narody 
europejskie zawdzięczają Kościołowi, nietylko jako 
wychowawcy, lecz jako czynnikowi decydującemu 
o kierunku formacji struktury społeczeństw euro- 
pejskich i o utworzeniu się w ten sposób w Euro- 
pie organizmów narodowych. Czy zatem katolicyzm 
i nacjonalizm są to stanowiska dające się pogodzić, 
na ten temat da się już dużo powiedzieć w sensie 
twierdzącym, a to nie tylko na podstawie abstrak - 
cyjnych rozważań, lecz przedewszystkiem na podsta- 
wie doświadczenia. Trzeba się zasadniczo pogodzić 
z nacjonalizmem, jako z faktem i symptomem tego 
głębokiego procesu, który odbywa się dziś w łonie 
społeczeństw już nawet nie tylko europejskich. 
Rozważania ks. Marjana Morawskiego na temat obo- 
wiązku i prawa są zasadniczo zbieżne z tem, co te- 
joretycy ideologji nacjonalistycznej na ten temat 
sądzą. Przecie wszystkim nacjonalistom wspólne 
jest przekonanie, że żadna konstytucja, żadne pra- 
wodawstwo, naj sprawniejsza administracja państwo- 
wa nie będą gwarantować narodowi rzeczywis- 
tych korzyści, jeżeli te zewnętrzne formy egzysten- 
cji społecznej nie oprą się na uprzedniem 
wychowaniu narodu i na jego wewnętrznej organi- 
zacji moralnej. 
Argumentacja krytyczna przeciwko nacjonaliz- 
mowi, zawarta we fragmencie książki ks. Rostwo- 
rowskiego, obraca się naokoło następujących zagad- 
nień: 1) narodu jako dobra najwyższego, 2) egoiz- 
mu narodowego, 3) zasady suum cuique, jako za- 
sady sprawiedliwości. Rozważania te zdają się jed- 
nak zawierać pewne nieporozumienie. Nie jest bo- 
wiem dla stanowiska nacjonalistycznego istotne, 
co nazwiemy dobrem najwyższem Najwyższe do- 
bro bowiem, jak się zdaje, może być celem dąże- 
nia poszczególnych jednostek, nie zaś zbiorowisk 
ludzkich, a że jedno jest, w myśl nauki chrześci- 
jańskiej, to dobro, o tem nas wyraźnie poucza św. 
Tomasz z Akwinu. Jeżeliby nawet jednostka lub 
grupa uświadomiły sobie jako bliższy, inny cel, to 
i w tym wypadku, z punktu widzenia heterogenji 
celów, mieszczącej się już w ramach finalizmu mo- 
ralnego fllozofji tomistycznej, sprawa byłaby zro- 
zumiała i moralnie usprawiedliwiona, aczkolwiek 
nie mogłaby stanowić normy powszechnie obowią- 
zującej. O egoizmie narodowym była już wyżej 
mowa, pomijamy więc ten punkt, zatrzymamy się 
natomiast na punkcie trzecim, zwracając uprzednio 
uwagę na przesłankę wypowiedzianego tam twier- 
dzenia. Pisze mianowicie ks. Rostworowski m. in. 
zdanie następujące: "zanim się jest Polakiem, czy 
Francuzem, czy Niemcem, jest się przedewszyst- 
kiem i z samych głębin swej istoty człowiekiem" 
(s. 311). 


NARODOWA 


199 


Otóż całe nieporozumienie tkwi w danym ra- 
zie w tem, że nie znamy takich ludzi, którzyby się 
urodzili w nieokreślonej szerokości geograficznej 
i którzyby mieli rodziców, nie związanych z okreś- 
loną grupą społeczną i narodową. Przeciwnie, każdy 
człowiek, przychodzący na świat, staje się ogniwem 
całego układu warunków społecznych, w których 
ima przebywać; człowiek zatem, przychodzący na 
[świat w Polsce z rodziców Polaków, jest w tym 
I samym stopniu człowiekiem, co Polakiem. Czło- 
wieczeństwo i ludzkość, jak wyżej nadmieniliśmy, 
to nie są żadne pojęcia nadrzędne w stosunku 
do pojęcia narodu, uważamy je bowiem za sztuczne 
i abstrakcyjne konstrukcje, które uważaćby można 
za pojęcia graniczne i w gruncie rzeczy - bez- 
przedmiotowe. Oparta zaś na takiej przesłance 
zasada suum cuique nie jest żadną normą, dającą 
się w konkretnych wypadkach stosować. Możnaby 
na ten temat obszerniej dyskutować, ograniczymy 
się tu jednak tylko do rzucenia pytania, czy rze- 
czywiście broniona przez O. Rostworowskiego za- 
sada suum cuique daje się uznać jako ogólna 
norma sprawiedliwości i czy w głębi nie zawiera 
tej samej trudności, którą autor podniósł w związku 
z zagadnieniem egoizmu narodowego, mianowicie 
right om wrong my country. 
Wreszcie zwrócić należy uwagę na zagadnie- 
nie ludu i na fragment Stanisława Witkiewicza 
temu tematowi poświęcony. Zagadnienie ludu 
w ostatnich latach było zaledwie fragmentarycznie 
uwzględniane, dziś zaś na nie należy położyć na- 
cisk kapitalny. Lud polski bowiem jest integralną 
częścią polskiego narodu, jest w nim niewątpliwie 
składnikiem rasowo naj czystszym i potencjalnie 
najbardziej twórczym. Przyszłość narodu, jego 
wewnętrzny charakter, jego odrębność obyezajo- 
wo-kulturaJna, jego moc - zależeć będzie od wa- 
runków rozwoju polskiego ludu. Chłop polski wi- 
nien być przedmiotem rainteresowania nie tylko 
etnografów i agitatorów wyborczych, jest on bo- 
wiem niezmiernie ważnym elementem w naszem 
życiu ekonomicznem; stąd jego interesy ekonomicz- 
ne i kulturalne winny być brane w należytym za- 
kresie pod uwagę, a warunki jego rozwoju winny 
stać się jednym z najważniejszych punktów pro- 
gramu narodowego. "Lud składają ludzie" - pisze 
Stanisław Witkiewicz (s. 418-419),-"zupełnie tak sa- 
mo różni między sobą indywidualnie, jak we wszyst- 
kich innych klasach społecznych. To, co stanowi 
odrębność ludowego życia, to są, poza warunkami 
ekonomicznemi, pewne zewnętrzne normy stosun- 
ków, pewne formy obyczajowej kultury, pewne po- 
jęcia umysłowe - które się przeciwstawiają po- 
dobnym zewnętrznym warunkom, określającym od- 
rębność innych klas społeczeństwa. Dusza człowie- 
ka z ludu jest w gruncie identycznie ta sama, jak 
dusza człowieka z arystokracji lub mieszczaństwa, 
o ile ono jest tego samego rasowego pochodzenia*. 
Słowa te pochodzą od człowieka, znającego dobrze 
nasz lud i jego potrzeby. Potwierdzają one wyżej 
wypowiedziane przekonanie, że lud potrafi zasilić 
wszystkie dziedziny naszego życia społecznego 
i kulturalnego, stając się też w ten sposób prze- 
ciwwagą w stosunku do usiłowań żydów do od- 
grywania głównej roli w wielu dziedzinach na- 
szego życia ekonomicznego, zaś jego siły moral- 
ne traktować można jako surowiec przyszłej cywi- 
lizacji narodowej. 


MOJMIR 


v.
		

/p0008.djvu

			200 


MYŚ L 


NARODOWA 


Nr. 14 


ADAM MICKIEWICZ JAKO HISTORYK 


U KAZAŁ się - jak jut donosiliśmy - nowy 
tom "Dzieł" Adama Mickiewicza w wydaniu 
sejmowem. Jest to tomu VI część druga, za- 
wierająca pisma prozaiczne polskie. Z 605 
stron tego tomu druga połowa mieści to, co Mic- 
kiewicz pisał (po polsku) na tematy historyczne. 
Oczywiście niema tutaj wykładów, które wyjdą 
osobno. Pierwszą część tomu opracował prof. St. 
Pigoń (są tu "Księgi narodu i pielgrzymstwa", oraz 
pisma polityczne z 1. 1832-33), drugą zaś część opra- 
cował i komentarzem opatrzył znakomity histo- 
ryk, prof. Uniw. Poznańskiego, Kazimierz Ty- 
mi e n i e c K i. Pierwszy raz spotykamy się tutaj 
z fachową opinją o pismach historycznych wielkiego 
poety; ponieważ zaś szeroka pubilezuość ze wszyst- 
kich dzieł Mickiewicza bodaj najmniej miała spo- 
sobności 7, tym działem się zaznajomić, podajemy 
poniżej streszczenie wstępu, skreślonego przez 
prof. Tymienieckiego. Chcielibyśmy w ten sposób 
przyczynić się do spopularyzowania znakomite- 
go wydawnictwa i zasługi uczonych, którzy je 
opracowuJą. 


Pisma historyczne Adama Mickiewicza mają 
charakter jedynie fragmentaryczny. Zamiar napisa- 
nia historji nigdy w całości ni@ został przez Ada- 
ma Mickiewicza wykonany. Pozostawione przezeń 
fragmenty nie są jednak bez znaczenia. Pozwalają 
nam bowiem wniknąć w poglądy wieszcza na his- 
torję, oraz na jej znaczenie dla narodu. 
W rozwoju twórczości Mickiewicza historja 
odgrywała już w pierwszym okresie rolę przede- 
wszystkie m pomocniczą, dostarczając mu tematów 
do opracowania poetyckiego. Znaczne oczytanie 
historyczne poely pozajemy przede wszystkiem 
z przypisów do "Grażyny". Z tego samego zasobu 
wiadomości historycznych czerpał Mickiewicz na 
wygnaniu, pisząc "Konrada Wallenroda". Przez 
czas pewien głównym jego celem staje się dramat 
historyczny. W historji polskiej odnajduje "drama- 
tyczność psychiczną". Punkt widzenia pozostał na- 
dal literacki. Stosunek swój do przeszłości mógłby- 
określić Mickiewicz słowami Schillera, dla którego 
była ona "magazynem fantazji poetyckiej". Stopnio- 
wo jednak przygotowywała się zmiana, której na- 
stępstwem dopiero był<} zajęcie się Mickiewicza 
pracami historycznemu Zródłem historycznych tru- 
dów poety były najpierw oddawna w nim nurtujące 
zainteresowania historjozoficzne, a następnie były 
te okoliczności, w jakich znajdowała się emigracja 
polska po upadku powstania listopadowego. 
Poglądy historjozoficzne Mickiewicza poczęły 
się kształtować jeszcze w czasach studjów wileń- 
skich, pod wływem przychodzących z Zachodu ha- 
seł wolności, równości i braterstwa, w atmosferze 
grona Filomatów, którzy pragnęli Icstałceniem się 
"wskrzeszać narodowość". Silnie oddziaływały jed- 
nocześnie na młodzież pisma i wykłady Lelewela. 
W wierszu "Do J. L e l e w e l a " Mickiewicz prag- 
nął "uczone myśleń Twoich naśladować loty" . 
Związek niektórych wypowiedzianych tutaj myśli 
z poglądami poety w okresie powstania pism histo- 
rycznych, a także prelekcyj paryskich, da się już 
bezwątpienia ustalić. Charakterystyczną cechą tych 
koncepcyj jest ich bliski związek z rzeczywistością 
polityczną. 


Narazie przecież poeta nie miał dać jeszcze 
pełniejszego wyrazu swym poglądom. W czasie po- 
bytu na wygnaniu w Rosji do wrażliwej duszy 
poety przemówiła naj silniej rzeczywistość rosyjska. 
Ten właśnie obraz państwa carów, którego syntezę 
poetycką dał nam później w "U stępie" III cz. 
"D z i a d ó w", zdawał się być najlepszem potwierdze- 
niem jego dotychczasowych poglądów historiozo- 
ficznych. Zwrot bezpośrednio ku przeszłości mo- 
żemy obserwować dopiero po wyjeździe na zachód, 
mianowicie w czasie pobytu w Rzymie, jak tego 
dowodzi ówczesna lektura historyczna, a również 
wzmianki w listach poety. Wśród natłoku uczuć 
i myśli, zrodzonych z wrażeń rzymskich, i wobec 
niedawnych wspomnień z Rosji, poeta biegnie myślą 
ku Polsce, jakgdyby szukał dla niej miejsca wśród 
potęg minionych i obecnych. Nie określone postaci 
bohaterów nęcą go już obecnie ku sobie, locz 
większy zespół faktów historycznych, w których 
jeżeli odnajdzie prawdziwą dramatyczność, to już 
tylko dramatyczność losów całego narodu. Jeżeli 
smutna polska rzeczywistość zwracała myśli poety 
ku przeszłości, to smutniejsze jeszcze wypadki, 
które wkrótce miały nadejść, związały go ponownie 
z teraźniejszością, oraz wytknęły mu nowe cele 
dla jego twórczości poetyckiej. 
W okresie najwyższej swej twórczości, od 
trzeciej części "Dziadów" do "Pana Tadeu- 
sza", nie dziw, że Mickiewicz zapomniał zupełne 
o swych planach zajęcia się historja Polski. Mimoi 
to przecież zagadnienia historjozoficzne nie prze- 
stały go interesować. Do myśli o przeszłości wraca 
przedewszystkiem w "K s i ę g a c h n a r o d u p o l - 
skiego". Myśli, które zdawna już nurtowały 
w duszy poetv, znalazły obecnie swój pełny wy- 
raz. Antytezie despotyzmu rzymskiego czy rosyj- 
skiego przeciwstawiona została teza wolności chrze- 
ścijańskiej i polskiej. W przeszłości polskiej odnaj- 
dywał poeta ideję kierowniczą. Groźną zagadkę te- 
raźniejszości pragnął przeniknąć, rozpatrując ją 
w perspektywie wieków. Czynił to najpierw swą 
intuicją twórczą, następnie jednak zapragnął zna- 
leźć jej sprawdziany w mozolnem zagłębianiu się 
w ślady przeszłości, czyli źródła historyczne. 
Z tej chęci wynikło zwrócenie się Mickiewi- 
cza do studjów nad historja Polski. Szedł on znów 
ku niej nie w poszukiwaniu wzmacniającego pokar- 
mu d'a swej fantazji artystycznej, lecz wreligijnem 
przejęciu się najwięks?ym z bólów żyjącego poko- 
lenia. Twórczość poetycka Mickiewicza dobiegała 
w tym czasie do końca, prawdopodobnie nie z wy- 
czerpania wewnętrznego, lecz z triumfu życia nad 
sztuką. O zagłębianiu się poety w kroniki polskie 
dowiadujemy się już w r. 1835 z listu do Odyńca 
z dn. 29 września. Celem poety jest napisanie "krót- 
kiej Historji polskiej". W pracy tej napoty- 
.ka jednak trudności, których może nie przewidy- 
wał. Na każdym kroku spotykamy u Mickiewicza 
tę walkę, to borykanie się, jak trafnie wyraża się 
J. Kallenbach, myśli organizującej z nawałem fak- 
tów dziejowych, które jest widoczne z kart rozpo- 
czętej historji. We fragmentach historycznych myśl 
syntetyzująca nie zawsze zdoła się już rozwinąć. 
Niejednokrotnie są one tylko zestawieniami zda- 
rzeń historycznych, które czekały jeszcze ostatecz- 
nego opracowania. Stąd też płynie nie równa war-
		

/p0009.djvu

			Nr. 14 


M Y S L 


tość poszczególnych ustępów i nierówny stopień 
zainteresowania, jakie w nas zbudzić mogą. Nie- 
ró wność stylu wynika również z częstych przerw 
w twórczości. W ten sposób powstały "P i e r w s z e 
wieki historji polskiej" i to w latach, jak 
należy przypuszczać, między 1836 -1837. Wielkie 
zainteresowanie pracą poety nad historją Polski 
okazywali mu współcześni. Niewątpliwie Mickiewicz 
oddziaływać musiał na otoczenie przedewszystkiem 
swemi pojęciami historjozoficznemi, jednakowoż pra- 
gnął on je oprzeć na poznawanych faktach histo- 
rycznych. Mickiewicz, zwróciwszy się ku historji 
pod wpływem tych samych natchnień, które zro- 
dziły "K s i ę g i narodu i pielgrzytnstwa polskiego", 
miał, w pewnym przynajmniej momencie, szczegól- 
niej na uwadze młodzież polską, lecz przez nią wi- 
dział niewątpliwie cały naród, któremu, jak sądził, 
potrafi odkryć prawdę dr.iejową i sprostować to, co 
było dotychczas w historji przedstawione fałszywie. 
W pracy swej po wskazówki Mickiewicz się- 
gnął przedewszystkiem do Lelewela, jako dawnego 
swego mistrza w historji. Wiele też zawdzięczał 
Naruszewiczowi, J. Potockiemu i innym. W przesz- 
łości pragnął odróżnić prawdę od fałszu, jednakże 
wychodząc z założeń przedewszystkiem politycz- 
nych i historiozoficznych. Ale obok tego znajdzie- 
my u Mickiewicza również zainteresowanie się fak- 
tem konkretnym w historji. W poglądach na to, "co 
było w środkach przedsięwziętych prawdziwie na- 
rodowe, a co obce i niewłaściwe" , znajdujemy wpływ 
współczesnej historjografjiromantycznej, przeniknię- 
tej dogmatycznym poglądem na narodowość, jako 
nie ulegającą zmianom w swych zasadniczych ce- 
chach. Zdolność obserwowania całości dziejów jest 
przecież charakterystyczną dla Mickiewicza 
Nietylko jednak wpływ historjografji roman- 
tycznej znajdziemy u Mickiewicza jako historyka.. 
Przeszłością swoją z czasów wileńskich był on 
zbyt silnie związany z wpływami epoki oświecenia, 
ażeby im nie ulec. Wpływ ten był nawet większy, 
aniżeli możnaby się spodziewać po największym 
romantyku polskim. Łączność Mickiewicza z histor- 
jografją romantyczną ograniczała się właściwie do 
jednej, zresztą płodnej w następstwa doktryny. 
W zakresie doktryn historjografja romantyczna 
była tylko częściową reakcją przeciw historjografji 
oświecenia, a obok tego wykazać się może rozwi- 
nięciem tych samych dążeń, zmierzających ku ge- 
neralizowaniu faktów indywidualnych; nie ulega 
też wątpliwości, że bez' pism Woltera, Montes- 
Igusza i Russa nie powstałaby romantyczna 
teorja idej. Najbardziej widoczne różnice pomiędzy 
historjografjami: romantyczną i wieku oświecenia, 
polegały natomiast na stylu pisarzy obu epok. 
Zaważył w tym wypadku wpływ literacki Walter- 
Scotta. Wolny jest natomiast od tego wpływu hi- 
storyk Mickiewicz. Było to konsekwencją jego sta 
nowiska wobec historji, do której pociągały go 
nie względy estetyczne, nie fantazja twórcza, lecz 
wyłącznie poszukiwanie prawdy, któraby miała 
doniosłe znaczenie dla teraźniejszości. Nie od za- 
jęć literackich, lecz od polityki, przesiąkniętej re- 
ligją i fllozofją, Mickiewicz zwracał się do zagad- 
nień dziejowych. Historją, która wychodziła z pod 
jego pióra, lub którą wplatał później w swe pre- 
lekcje paryskie, bardziej aniżeli z całą jego twór- 
czością poetycką łączyła się z jego życiem, lub 
też z utworami najbardziej "okolicznościowemu, 
to znaczy związanemi najbardziej z troskami i na- 
dziejami emigracyjnemi, jak "Księgi narodu 


NARODOWA 


201 


i p i e l g r z y ms t w'a p o l s k i e g o " . Nie znajdzie- 
my też u Mickiewicza śladu dążenia do odtworze- 
nia "lokalnego kolorytu" w historji. Zamiast rozlew- 
ności literackiej napotykamy kondensację i skłon- 
ność do generalizowania, zamiast barwności i bo- 
gactwa szczegółów, ostry ale wyraźny kontur. Ce- 
chy te najpełniej zresztą wystąpią nie w ułamko- 
wych fragmentach historycznych, lecz przedewszyst- 
kiem w Prelekcjach paryskich. Pozornie też tylko 
łączy Mickiewicza z historykami epoki romantycz 
nej szczególne zamiłowanie do średniowiecza. Fakt, 
że jego fragmenty historyczne prawie wyłącznie 
odnoszą się do wieków średnich, wynika przede- 
wszystkiem z niedokończenia pracy. W Prelekcjach 
paryskich natomiast złoży Mickiewicz dowody, że 
zagadnienia dziejów nowszych wcale nie były mu 
obce. Z tematów ściśle średniowiecznych najgłębiej, 
zdaje się, poruszyła jego umysł sprawa wpływu 
chrześcijaństwa na społeczeństwo słowiańskie. 
W zastosowaniu do dziejów Polski przepro- 
wadza Mickiewicz konsekwentnie swą zasadniczą 
myśl o postępie wewnętrznym. Społeczne i pań- 
stwowe organizowanie się narodu zależało od siły 
moralnej, która w nim się znajdowała. W rozwoju 
społeczeństwa nie dopuszczał przecież innych zmian, 
jak tylko katastrofalne. Dlatego też wytłumaczenie 
genezy państwa i społeczeństwa polskiego sprowa- 
dzało się u niego do wynalezienia najbardziej 
prawdopodobnych poszlak, skąd przybyć mógł na- 
jazd zewnętrzny. Państwo, ażeby stać się prawdzi- 
wie historycznem indywiduum, musi mieć jednak 
swoje powołanie i swój cel życia. Punktem wyjścia 
dla Mickiewicza są często legendy, w tym wypadku 
legenda o ślepocie Mieszka I. W przyjęciu religji 
objawionej Polska znajduje swe przyszłe zadanie. 
Celem jej będzie obrona chrześcijaństwa zachod- 
niego przed barbarzyństwem wschodniem. Wartości 
przedewszystkiem duchowe podnosi Mickiewicz 
i w dalszym toku swego opowiadania historji 
polskiej. 
W pomysłach metodologicznych Mickiewicza 
uderzają nieraz myśli śmiałe i trafne, ale wszystko 
to przenika pewne tchnienie mistycyzmu. 
Historyk, jak go pojmował Mickiewicz, musi 
głęboko wżyć się w ducha całego narodu: "jako 
duch, wykarmiony duchem całego narodu, rodzi 
się już ze skupioną myślą jego i z światłem ponad 
jego głowami", i "taki człowiek, co jest łańcuchem 
przeszłości z przyszłością, jest zarazem twórcą 
nowego dzieła dla tej ostatniej, taki... może nam 
przedstawić rzeczywiście historję narodu lub na- 
rodów" . 
Czy takim jednakże stał się nam Mickiewicz? 
Odpowiedzmy jego własnemi słowami, wypowie- 
dziane mi na posiedzeniu Towarzystwa historyczno- 
literackiego w Paryżu w dniu 3 maja r. 1842: 
"Rozprawialiśmy wiele o historji, niekiedy mie- 
liśmy przeczucie. Nie nazywajcie mnie krytykiem, 
ale wieszczem". 


M. N. 


W dzień Zmartwychwstania Pańskiego 
Redakcja "Myśli Narodowej" składa czy- 
telnikom swoim życzenia 
WESOŁEGO ALLELUJA!
		

/p0010.djvu

			202 


MYŚ L 


NA 


WIDOWNI 


Rzecz o zmartwychwstaniu, o pokonywaniu śmierci przez 
miłość, o tragiczności dziejów i małości czasów, o wiel- 
kiej sztuce i małej. 
K IEDY piszę te słowa, wiosna się zapowiada w ogro- 
dach pęcznieniem gałązek. Kto już wiele wio- 
sen widział, nie bez melancholji wczuwa się 
w radość dzieci, uganiających za piłką. Wi- 
dzi on jednocześnie ławki, zajęte od rana przez lu- 
dzi bez roboty, radujących się swoim smutkiem 
i głodem bezpłatnemu słońcu. Dzieci tego nie widzą... 
Weźmy jednak o parę tonów wyżej. Wiosna 
mobilizuje życie w przyrodzie i w duszach ludz- 
kich. Dzieje się wielkie misterjum dramatyczne, 
któremu człowiek wykrada tajemnicę wysiłkiem ca- 
łej intuicji świata, jaka mu dana w religji, poezji, 
w filozof ji. Klucz wszakże tajemnicy w ręku Boskiem. 
Zęby to misterjum lepiej widzieć, człowiek 
wznieść się musi na wyżynę, której na imię (od 
Kasprowicza) wzgórze śmierci. Z tej przełęczy wi- 
dać na obie strony światy, na którem duch się 
rozszerza w poszukiwaniu wieczystej prawdy. Wszyst- 
kie drogi na to wzgórze prowadzą, a wszystkie 
wiodą do poznania przez rozpięcie. Najwyższy to 
punkt w paśmie wyżyn życia moralnego, po którem 
błąka się Dusza, wygnana z Raju. 
Poeta Kasprowicz, wizjoner tego świata mo- 
ralnego, podsłuchał rozmowę Duszy z Lucyferem, 
prowadzoną na Golgocie w dniu Krzyżowania Boga 
Miłości. Dusza, w jego pętach więziona, żali się na 
opuszczenie w chwili, gdy nią miota lęk, będący 
walką między tęsknotą do tamtego, szerszego świata 
i przywiązaniem do nizin: 
- Byłem z Nim - odpowiada szatan. - W ciemnicy' 
w którą wtrącono tysiąclecia. 
- Z kimże? 
- Z tym, co ma zginąć na tem wzgórzu... Myśli, że 
świat wybawi od lęku. Demonem zbrodni mnie nazwał, siebie 
synem Bożym... Mówił, że moją wydrze mi kochankę, mą 
lubą, drogą, moją wierną Duszę... przez śmierć ją wydrze... 
Nigdy, nigdy. 
- Duszo, czy wierzysz we mnie? 
- Wierzę. 
- Słuchaj. Do boju ze mną stanął znowu Tamten - 
który mnie kazał aniołowi swemu wypędzić z Raju... 
- A mnie zamknął wrota swojego nieba, gdy świadom 
swej siły nie chciałem sługą być u Jego tronu, a tylko równy 
panować przy równym... 
I tamten gniewny, że mu świat wydarłem, wszczął ze 
mną walkę na nowo. Obudził jednego z dobrych i rzekł: Synu 
Boży umrzyj, byś zbawił Duszę, którą szatan więzi przy sobie. 
Na szczyt olbrzymi wziąłem Jego ducha. Spojrzyj- 
tak rzekę - wszystkie te królestwa rzucę-ć pod nogi, wszyst- 
kie te bogactwa, które są matką i ojcem rozkoszy, tylko się 
ukarz przedemną, ulegnij, 
- Uległ? czy uległ? Powiedz Lucyferze, czy On moc- 
niejszy od ciebie? 
- Idzie umierać... Patrzaj. 
- W Ogrodzie Oliwnym prosił Tamtego, ażeby mn od- 
jął kielich goryczy, ale potem, cichy, wypił go do dna. 
- Kielicha rozkoszy z rąk twych nie przyjął? On jeden, 
on jeden... i idzie konać cichy i spokojny, idzie umierać, aby 
świat wybawić od tego lęku, który powstał z grzechu. Ty 
lękiem więzisz przy sobie mnie, Duszę... W rozkoszy z tobą 
lęk tylko przycicha, nie ginie... 
Rozmowę zagłusza chór nierządnic i wrzask 
żydów. 


o jakiejże miłości śpiewały nierządnice na 
wzgórzu śmierci? Jakże ułamkowa jest mowa ludz- 
ka, gdy ten sam wyraz oznacza rzeczy dwu róż- 
, 
nych światów. Spiewały one o tej miłości, która- 
że posłużę się przykładem z pod ręki - jest głów- 


NARODOWA 


Nr. 14 


nym motywem dzisiejszej literatury materjalistycz- 
nej. Wielkością Kasprowicza będzie po wieki to, 
że przebył w duszy swojej i w poezji utrwalił pro- 
ces przemiany człowieka fizycznego na twór mo- 
ralny, który buduje świat w boską stratosferę. Po- 
ezja jego była zjawiskiem jakiejś syntezy re- 
ligijno-poetyckiej, nie grą wyobraźni, lecz głęboką 
praktyką. W innym utworze (L 'amore desperato) 
spowiada się z tego, jaką on walkę przeżywał 
w sobie, jaką w nim walkę toczyły te dwa rodzaje 
miłości. Związek z umiłowaną kobietą "stał się wal- 
ką, albowiem, przemienion w duszy i sercu, rozwi- 
nąłem sztandar, na którym krwawy widniał napis: 
ciało!" (Mówiąc nawiasem, było to w czasach mło- 
dzieńczych, gdy się dostał pod wpływ materjalizmu 
Marxowskiego). Wtedy poczuł, że konsekwentnie 
burzyć musi budowę całej cywilizacji: 
Obalać dawny porządek, stawiając 
Na miejscu świątnic o gotyckich oknach, 
Wzniesionych z uczuć, strzelających w niebo, 
Przybytek szczęścia, w którego podwoje 
Wkraczały zmysły, nagie i z rumieńcem 
N a świeżych licach... I rzekłem do ludzi: 
"Skrzydła Ikarów, posklejane woskiem, 
Rzućcie od siebie"... 


Zdawało się, że Szatan zwyciężył Duszę mło- 
dego poety i ściągnął ją ze wzgórza w ciaśniejszy 
horyzont, tymczasem odezwały się w niej tęsknoty 
do szerszego świata, wyhodowane w kulturze reli- 
gijnej. Potęgi tych ideałów - wyznaje poeta - 
"nie umiałem stłumić. Z pod popieliska spalonej 
katedry jęły podnosić swe głowy, złorzecząc nowym 
idolom... I wszczął się bój straszny, w którym me 
siły słabły coraz bardziej"... 
Zmieniały się postacie dramatu, ale schemat 
tej walki pozostaje ten sam w całej twórczości 
Kasprowicza. Przypomnijmy walkę szatana z anio- 
łem w "Marchołcie". Poeta odbudował w sobie "spa- 
loną katedrę" i u wrót jej, jako św. Franciszek 
z Assyżu, wznosił hymn na cześć innej Miłości. 
Trudno nie przytoczyć przynajmniej drobnego uryw- 
ka tej pieśni, tak dobrze odpowiadającej obecnemu 
świętu: 
Serafin stoi przy mnie 
i patrzy jej [siostry Klary] oczyma 
i rodzi się miłość 
i świat się obsypuje kwiatem i zielenią! 
O nućcie braciszkowie i ty siostro pszczółko, 
albowiem rodzi się Miłość 
i dźwięk płynie po ziemi, nigdy nie słyszany, 
gdy Życie było li Ciałem... 
Albowiem Miłość się rodzi 
i pokoleuia idą w imię Ducha 
do walki z Przemocą i Zdradą. 
A w bohaterstwo okuta ich pierś 
we wielkiej idą procesji, 
w śmiałym szeregu, 
a Czystość wieńczy im skroń, 
a hasło: Zbawienie przez Miłość! 
Raduje się moje serce, 
raduje się wielką radością, 
żeś ręce mi przekłuł i nogi, 
że krew mi z boku ciecze, 
że mogę patrzeć w Krzyż, 
że mogę cierpieć Cierpieniem, 
z którego rodzi się Miłość. 
Pragnę temi przytoczeniami uprzytomnić rolę 
wielkiej sztuki, jako interpretatorki pojęcia Miłoś- 
ci. Nie jest to średniowiecze, jeśli idzie o Kaspro- 
wicza; to poeta nowożytny, przez którego przema- 
wia z głębi piersi ludowej cywilizacja polska. 
Otwierał on, w zawody idąc z nauką Kościoła 
i z fllozofją, bramy wieczności, aby uczynić prze- 
stwór dla rozrostu czło"wieka.
		

/p0011.djvu

			Nr. 14 


MY S Ł 


W wiosenne święto Zmartwychwstania taka 
interpretacja Miłości nasuwa się pod próg świado- 
mości każdej zdrowej duszy. Rytmicznie wraca co 
roku ten nastrój uroczysty i rozpamiętywanie, 
czyniąc z tego święta akt twórczy w życiu cywi- 
lizacji. Świat się modli i tworzy poezję i to jest 
w przyrodzeniu ducha; wielka sztuka jest tej mo- 
dlitwy i poezji wyrazem, aktem uświadomień. Dla- 
tego wielkość sztuki była zawsze i będzie związana 
z potrzebą ludzką traktowania Duszy i Miłości 
w sensie rozszerzającym, nie zaś zwężającym do 
zakresu życia zmysłów. 
Walka o panowanie między duchem a materją 
przenosi się z jednostek na prądy, panujące w twór- 
czości duchowej. Obecnie mamy czasy minimaliz- 
rau duchowego. Niema takiego dnia, kiedyby duch 
nie był krzyżowany, ale są okresy, kiedy się du- 
cha wiedzie na zatracenie rzekomo w imię dobra 
kultury, kiedy się na ten cel zyskuje pieczęć ofi- 
qa1ną Piłatów. 
Dusza polska jest dzisiaj w literaturze krzy- 
żowana przez żydów. 
Z maksymalizmem ducha w literaturze walczą 
przedewszystkiem żydzi, mający swoich tłumaczów 
pisma i mędrców-faryzeuszów, swoje sanhedryny. 
"Wiadomości Literackie", reklamowane jako organ 
czołowy literatury polskiej i z oficjalnego mandatu 
szerzące propagandę naszej literatury zagranicą, 
uprawiąją planową akcję rewolucyjną w celu zde- 
tronizowania Miłości i "odbronzowienia" jej aposto- 
łów. To, o czerń śpiewały nierządnice na Golgo- 
cie u Kasprowicza, stało się tutaj przedmiotem 
propagandy, połączonej oczywiście z reformowa- 
niem odpowiednich pojęć religijnych. Widocznie 
"duch czasu" gwarantuje bezkarność, robi się to 
bowiem z cynizmem, który bywał dotąd sekretem 
domów publicznych. Jedna z publicystek działu 
seksualnego w tem piśmie - jak się dowiaduję te- 
raz z "Gaz. Warsz."-drukuje gdzieś powieść p. t. 
»Walka z miłością*. Autorka w udzielonym wywia- 
dzie informuje, że celem tego utworu jest pokaza- 
nie "fizjologicznej strony miłości bez obsłonek". 
Sprawozdawca pisze: 
»Nie chcę tutaj cytować tych ordynarnych rozmówi 
jakie wiodą ze sobą dwie bohaterki powieści, żonglując cnotą, 
dziewictwem, miłością, jak piłeczkami tenisowemi. I pocóż to 
wszystko? Słuchajmy: "bo miłość trzeba traktować odważnie, 
rez fałszywej pruderji", mówi p. Krzywicka. O jakiejże to 
miłości mowa? Przecież nie tej, która obraca się w świecie 
uczuć, nie, ta miłość w pojęciach p. Krzywickiej nie istnieje. 
Jest tylko pociąg fizyczny i jemu poświęca p. Krzywicka 
większość kartek w swej książce. Kto zna choćby najmniej- 
szą próbkę jej stylu - ten może sobie łatwo wyobrazić, czem 
jest "Walka z miłością". P. Krzywicka, nawet jak na przed- 
stawicielkę swojej rasy, jest wyjątkowo cyniczna". 
Boy-Żeleński przez to, że miał odwagę zorga- 
nizować tę akcję na rzecz "zmysłów" i "odbronzo- 
wic" Mickiewicza, zyskał taką popularność, że 
mianowano go "mędrcem" (sage-jest taki stopień 
w lożach masońskich) i mianowano członkiem Aka- 
de111ii literatury. Taż akademja nagrodę państwo- 
wą przyznała Choromańskiemu za utwory, w któ- 
1)Tch po raz pierwszy ujawniły się u nas me- 
tody artystyczne konsekwentnie zastosowanego 
światopoglądu materjalistycznego, tak, jak go uro- 
biła literatura bolszewicka w Sowietach Pokazany 
tam jest człowiek minimalny, całkiem bez Duszy, 
mąjący tylko zmysły (albo ich brak). Kobieta Cho- 
romańskiego nie bierze udziału w rozmowach, jest 
tylko narzędziem chuci. 


NARODOWA 


203 


Ponieważ w pustce dusz, jaka się wytwarza 
w tych warunkach, panować muszą pewne prze- 
ciągi, więc snobizm w hymny na cześć materji 
(nazywanej "rzeczywistością") wplata słowa miłosne 
dla Norwida; każdy rad pieczętuje się Norwidem. 
Jak wiatr w kominie jęczą tradycje bohaterskiego 
idealizmu w cytatach z Norwida, nieuświadomione, 
wtrącane do tyrad o "rzeczywistości", ni przypiął, 
ni przyłatał. Ileż nieporozumień byłoby w rozmo- 
wie Norwida np. z p. Krzywicką, gdyby mówiono 
o pięknie i o sztuce! 
- Kształtem Miłości piękno jest - i tyle, 
ile ją człowiek oglądał na świecie 
w ogromnym Bogu, albo w sobie - pyle. 
Sztuka - mówi Norwid - rodzi się z Miłości. 
Bo "kto kocha, widzieć chce choć cień obrazu*... 
Sztuka jest bohaterstwem. 


Bo Miłość strachu nie zna i jest śmiała, 
Choć wie, że konać musi, jak konała; 
Choć wie, że krzyżów za sobą pociąga 
Pułk... 
Mogą się zmieniać kierunki literackie, nigdy 
jednak sztuka nie ma prawa się zapierać swoJeJ 
natury idealistycznej, tak dobrze rozumianej w cza- 
sach Mickiewicza i Norwida. Zawsze wymagać bę- 
dzie od twórców horyzontu owej duszy poszerzo- 
nej, nie zwężonej do kręgu zwierzęcego, poszerzo- 
nej Miłością i bohaterstwem. 
Norwid żył w czasach, kiedyjnie dla frazesu, lecz 
z głębokiego przeświadczenia filozoficznego głosiło 
się zasadę: "Triumfem dusz wielkich jest zgon bo- 
haterski" (Gołuchowski). Miłość przezwycięża śmierć, 
poszerzając człowieka w życie wieczne. Wtedy wie- 
dziano, że głównem zadaniem państwa jest budze- 
nie do życia wielkich charakterów i poczucia tra- 
giczności dziejów. 
Artyście i myślicielowi nie może być obce po- 
czucie tragiczności bytu. Bez tego poczucia nie 
może być mowy ani o wielkiej sztuce, ani o w lel- 
kiem życiu. Artysta musi być człowiekiem, który 
bywa na wzgórzu śmierci. Źle jest wtedy w kultu- 
rze ducha, gdy na epokę nie pada cień Krzyża. 


ZYGMUNT WASILEWSKI 


GŁOSY 


O PIN JA ATIE OTRZYMUJE od czynników urzę- 
dowych żadnych informacyj o polityce zagra- 
nicznej państwa. W ciągu roku ostatniego 
czynniki te przerwały raz wprawdzie swe 
milczenie, ale tylko na kwadrans. Ze źródeł urzę- 
dowych tedy opinja nie dowiaduje się niczego. 
Nie znaczy to, żeby nie mogła się orjentować w rze- 
czach ważnych. Nie wie nic o poczynaniach czyn- 
ników, dzierżących w ręku formalne kierownictwo 
polityki zagranicznej. Ale zdaje sobie z całą wy- 
razistością sprawę, jak dalece to kierownictwo z na- 
tury rzeczy może być tylko techniczne i formalne. 
Istnieje ono poto, żeby służyć interesom narodu, 
a nie jakiejś kapryśnej, gabinetowej "racji stanu". 
Wielkie interesy narodu i państwa nie są i nie 
mogą być sekretem, wiadomym tylko dla rządzą- 
cych. W tej dziedzinie opinja narodowa przynaj - 
mniej tyleż wie, co urzędy, a właściwie znacznie 
więcej. Wiedzy o zasadniczych linjach polityki uie 
czerpie się bowiem z korespondencji dyplomatycz-
		

/p0012.djvu

			204 


MYŚ L 


NARODOWA 


Nr. 14 


nej, przeciwnie korespondencja ta iść mUSI po lin- 
jach tej polityki. Są różne centrale, ale prawdzi- 
wą . ce
tralą polityczną, także przy kształtowaniu 
polItykI zewnętrznej państwa, musi być zawsze 
wiatła opinja narodowa. Jest to fakt elementarny 
l podstawowy, wszystkim znany. Kierownictwo 
polityk zagranicznej państwa z tej najważniejszej 
c
ntr.all czerp
ć usi natchnienie, otrzymywać wska- 
ZOWkl, uzysklwac dla swych czynności aprobatę 
lub dezaprobatę. Tak jest i w naszych stosunkach 
o czem. wyn:ownie iadczą etapy najważniejszeg 
w powoJen
eJ p
l
kleJ polityce zagranicznej prze- 
łomu - mIanOWICIe poważuej poprawy w stosun 
k
ch l?olsko-
osyjskich. Wymagano jej i uzasad- 
nIono Ją, zanIm znalazła formalny wyraz w aktach 
urzędowych, akty te zaś doniosłość swą zawdzię- 
czały przedewszystkiem jednomyślnej aprobacie 
całej polskiej opinji publicznej, na co kierownic- 
two. urzędo
e naszej polityki zagranicznej nie 
?mle
zkało .Slę powołać. Warunki tak się złożyły, 
ze J?-le t;0slada.mr w naszej służbie zagranicznej 
ludz
, ktorych ImIona same przez się byłyby gwa- 
rancJą wypr
bowanych poglądów i określonego kur- 
su. Daremnleby szukać w dyplomacji naszej osób 
które były kiedykolwiek przewodnikami i oświeci 
cielan:i społecze?-stwa. W tym stanie rzeczy prze- 
wodnIctwo w wIększym niż kiedykolwiek stopniu 
,. . . 
sprawowac mUSI sama oplnJa narodowa. 


S TOSUN.KI NASZE Z CZECHAMI popsuły się 
os
a

lo, ez ż
dnego w tem udziału polskiej 
oplnJI publIczneJ. Część odpowiedzialności za 
. stan .rzeczy ponosić muszą jednak wpływowe 
Jude01?,0lskle ., or
any prasy: Artykuł: »Nie tędy 
droga w plsmle Sokołowow, Bersonów i Matu- 
szewsk,ich je
t. przykładem nieodpowiedzialnej pso- 
t
, torą oplnJa narodowa potępić musi bezwzględ- 
nIe l. stanowczo. .Niemożliwą jest rzeczą, żeby sto- 
sunkI polsko-czeskIe popsuły się na dobre. Nie 
można przecież wyobrazić sobie, żeby ostatecznie 
do al?surd.u takiego dojść mogło, wbrew zdecydo- 
aneJ ?ll .na
odów" pragnących nie czego innego, 
Jak zbllze.n
a l wspołpracy w zaufaniu i przyjaźni. 
Tembardz
eJ za opłakane uważać należy chwilowe 
pogorszenIe stosunków, wywołane w niemałej mie- 
rze przez sztuczną propagandę, fałszującą prawdzi- 
we nastroje polskiego społeczeństwa. Dlatego za 
tak szkodliwy uznać. musieliśmy wspomniany, nie- 
taktowny . a
tykuł w Judeopolskiem piśmie, artykuł 
kompromItuJący polską prasę. Gdy chodzi o po- 
ważne zagadnienie polityczne i naród tak cywili- 
zowany, jak czeski, to nie należy przypuszczać, że 
wszystko ułoży się jaknajlepiej, byle do rozmowy 
wprowadzi.ć t
n .andrusowski. "Sądzimy, że Cze- 
chos
0'YacJa nl
, Jest rządzona ?O tego stopnia nie- 
dołęznle, aby.... Z Polską nIe można manewro- 
wać, wyjaśnia łamaną polszczyzną Gazeta Polska": 
"leśl! k
okolwiek w dyplomacji cz
skiej żywi złu- 
d
en.la, Jakobr przez mówienie czego innego i ro- 
bIenIe czego Innego - można było z Polską mane- 
wr,?wać, to .ostrzec go musimy". "Histeryczna he- 
a .. "Te plruety*... Obowiązkiem opinji, rozumie- 
JąceJ powagę sprawy i znaczenie, jakie dobre sto- 
sunki polsko-czeskie mają dla obu narodów obo- 
wiązkiem tej opinji jest przedewszystkiem przywo- 
ła .do . porządku nieodpowiedzialną prasę. Zbyt 
?IISkle ,Jest pokrewieństwo cywilizacyjne Polaków 
l Czech?w, zbyt podo
ne zadania historyczne, żeby 
stosunkI polsko-czeskIe mogły być zadrażnione 


przez czas dłuższy. Ci, co użyciem niestosownego 
tonu w tosun
u d? bratniego narodu, przeszkadzają 
znor!llall.zowanl SIę stosunków, politycznie się dys- 
kwalIfikuJą. JUlIeopolska nie umie taktownie pra- 
ować na rzecz porozumienia dwu narodów sło- 
wiańskich na Zachodzie. 


NAUKA l LITERATURA 


"MERKURYUSZ POLSKI" 


K AŻDY czytelnik pism codziennych zna obszerne artykuły 
na temat węża morskiego, widzianego niedawno w jeziorze 
szkockiem, o nareszcie odkrytym sposobie radykalnego 
wj leczenia raka, o prywatnem życiu Talleyrand'a, czy Hen- 
ryka VIII, albo o przeprowadzonej z wynikiem dodatnim 
operacji Woronowa. Wobec obserwowanego dziś często gwał- 
townego spadku zainteresowania polityką - przeważnie ze 
strachu - ta część pisma Uako zupełnie idylliczna i pozba- 
wioną posmaku "brudnej roboty", jakim, według niektórych, 
trąci polityka) staje się najważniejsza i najchętniej czytana, 
szczególnie, że jest lekka i nie wymaga większego intelektu- 
alnego wysiłku. Niedawno powstało pismo, które zorjento- 
wało się na tyle w sytuacji, że potrafiło zdobyć się na od- 
ważny krok odrzucenia zbędnego balastu faktu i rzeczywis- 
tości, zapełniając cały numer samą »ostatnią stroną". Jest to 
"Merkuryusz polski ordynaryjny", założony w r. 1661, a obec- 
nie wznowiony przez pp. J. Babińskiego, J. Moszyńskiego 
i W. Zambrzyckiego. 
Pietyzm wydawców tego czasopisma dla przeszłości jest 
tak duży, iż postanowili oui zachować poziom pisma z roku 
1661, bez względu na to, że kultura przez te parę lat posu- 
nęła się nieco naprzód. Z drugiej strony, abstrahując od 
treści »Merkuryusza", podkreślić należy, że jest on doskonale 
redagowany, lekkostrawuy i często gęsto naprawdę dowcipny. 
Tematy do dowcipu najłatwiej znaleźć w głupocie ludzkiej 
i z tego też niewyczerpanego rogu obfitości czerpie pismo 
obficie. Ma ono charakter wyłącznie negatywny, t. j. polega- 
jący na wytykaniu błędów i niedokładności w strukturze 
świata i niektórych mózgów i przybierający, niestety, 
czasami wygląd szukania dziury w całem. I tak obok z du- 
żym dowcipem i z jeszcze większą słusznością prowadzonej 
rubryki sportowej, stosującej właściwą miarę do wielkich 
wyczynów naszych bohaterów propagandy przez sport i do- 
starczającej wielu interesujących wiadomości z tej dziedziny, 
spotykamy artykuły zupełnie w swym krytycyzmie chybione. 
Zapomina się często, że fakt człowieczeństwa wielkiego 
człowieka jest zaszczytem dla innych ludzi, a nie wstydem dla 
genjusza. Współczesny szał, pomniejszający wielkich ludzi 
przez t. zw. uczłowieczenie" ich, t. zn. zaglądanie do drobiaz- 
gów ich życia domowego, nie ominął niestety redakcji "Mer- 
kuryusza". SymptoKiaty pojawiają się w artykułach o Józefie 
Conradzie i o Lutrze. Autor może nie zdaje sobie sprawy 
z niewspółmierności rzeczy gdy usiłu J . e dowieść że Luter 
, , 
sprawca dużego bądź co bądź przewrotu w myśli całego na- 
rodu, był zboczeńcem, ot, sobie przygłupkiem, co się obja- 
wiało m. in. w jego "chorobliwej nienawiści do żydów". Na 
tę chorobę cierpi obecnie wielu mądrych ludzi i nie należy 
uważać jej za rzecz tak bezwzględnie kompromitującą... 
A teraz artykuł o Conradzie. W artykule wstępnym do 
n-ru l, który ma odgrywać rolę czegoś w rodzaju konforen- 
sjerki, piszą tak: "Nigdyśmy nie byli dumni z powodu Conra- 
da, wywindowanego na piedestał przez pewien odłam prasy(?), 
ale teraz wychodzi na jaw, że Conrad był typem bardzo nie- 
ciekawym". W tekście jest wyjątek z książki znanego, ale nie- 
poważanego komunisty amerykańskiego, Uptona Sinclair'a, 
"demaskujący" Conrada i usiłujący twierdzić, że pisarz ten 
był rzekomo na pensji towarzystw okrętowych jako "zdecy-
		

/p0013.djvu

			Nr. 14 


MYŚL 


NARODOWA 


205 


dawany kierownik propagandy fałszywego romantyzmu mor- 
skiego*. Chodziło rau jakoby o to, żeby wabić opisami cudów 
morskich podróży na zniszczonych okrętach i umożliwiać 
w ten sposób właścicielom towarzystw okrętowych zdobycie 
premij asekuracyjnych za zatopione statki. Otóż pismo, która 
się decyduje na oslrą i słuszną zresztą krytykę autora "En- 
cyklopedii religji", zarzucając mu nieuctwo i brak orjentacji 
w przedmiocie, powinno również samo orjentować się w za- 
mieszczanym malerjale. U pton Sinclair, to człowiek, który 
przez całe życie zajmował się demaskowaniem drugich, 
zresztą bez dalszych konsekwencyj, "bo kapitaliści nie dali". 
Niewiadomo dlaczego furja jego, która mu się zresztą nieźle 
opłaciła, skierowała się nagle przeciw Conradowi, który nigdy 
kapitalistą nie był. Dość ryzykowne jost powiedzieć o czło- 
wieku, stojącym na dużych wyżynach artyzmu i autorze o sub- 
telnej, ciekawej myśli filozoficznej, że czynił to wszystko 
umyślnie - dla premji ubezpieczeniowej. Jeżeli tak było rze- 
czywiście, towarzystwa okrętowe powinny być otaczane szcze 
golną pieczą i subwencjonowane przez Fundusz Kultury Na- 
rodowej, a może doczekalibyśmy się drugiego Conrada. Wię- 
cej nam takich agentów. Oczywiście można napisać o artyście, 
którego dzieło jest obecnie tematem całorocznego wykładu 
profesora literatury polskiej stołecznego Uniwersytetu - 
że był komiwojażerem, ale takie "sensacje" niepotrzebnie 
obniżają powagę pisma i każdy, znający choćby parę 
dzieł Conrada, będzie sądził o inuych artykułach, na zasa- 
dzie tego jednego. Zrobi tem zaś krzywdę "Merkuryuszowi", któ- 
rego rewelacje o "prądożercy" są naprawdę ciekawe i poży- 
teczne. N awet w dziedzinie sensacji trzeba dbać o prawdę 
a przynajmniej o prawdopodobieństwo - inaczej cały efekt 
może łacno przepaść. Sprawa Conrada wywołała reakcję 
w "Pionie", "Wiadomościach Literackich * i innych pismach, 
ale stało się to niesłusznie. Podejmowanie dyskusji mery- 
torycznej na podstawie niepoważnych tez jest bezcelowe. 
Zainteresowanie "Merkuryuszem", który wy lał już kil- 
kanaście numerów, choć nie jest finansowo oparty na ogło- 
szeniach, zdaje się być duże. )J,era bardziej byłoby pożądane, 
żeby pismo więcej dbało o swój poziom. (AMI) 


ZE ŚWIATA LITERACKIEGO I NAUKOWEGO 


Prezesem Akadeinji Umiejętności w Krakowie, po prof. 
Kostaneckim, został wybrany prof. U niw. Jagiell. dr. S t a n i - 
s ł a w W rób l e w s ki. Urodzony pod Krakowem, w Krako- 
wie ukończył uniwersytet, w r. 1895 został docentem prawa 
rzymskiego, w r. 1901 zwyczajnym profesorem prawa rzym- 
skiego. Członkiem Aicademji iest od r. 1910, w r. 1921 był 
jej sekretarzem. Wytńtuy znawca prawa rzymskiego jest 
autorem szeregu prac naukowych z tej dziedziny, a przede- 
wszystkiem monumentalnego dzieła "Zarys wykładów prawa 
rzymskiego" . 
Swą działalnością naukową objął także prawo cywilne 
i handlowe. W jatach 1926-1930 zajmował stanowisko pre- 
ze sa Najwyższej Izby Kontroli Państwa. 
* 


W tydzień po krakowskiej akademji urządzono w War- 
szawie (w kamienicy książąt Mazowieckich) uroczystą aka- 
demję na cześć A r t u r a Gór s k i e g o. O twórczości znako- 
mitego pisarza mówili: prof. Białobrzeski, dr. Szmydtowa 
(o krytyku), B. Suchodolski (o teoretyku kultury), W. Strzał- 
kowsici (od młodych). Pozatetn odczytano urywki z pism 
Górskiego. Całość, utrzymana na wysokim poziomie lite- 
rackim, doskonale zobrazowała wartości pisarza i myśliciela. 
* 


Prof. Zygmunt Szweykowski odnalazł rękopis B o l e- 
s ł a w a P r u s a, zawierający ostatnią część "Far sona" , która 
ze względu na conzurę rosyjską w swoim czasie nie była 
ogłoszona. Prof, Szweykowski wkrótce opublikuje ton cenny 
fragment. 


Z RUCHU WYDAWNICZEGO 


Do młodego pokolenia pisarzy politycznych kierunku na- 
rodowego zalicza sięjdziałający obecnie w Poznaniu,utalentowa- 
ny publicysta, R y s z a r d P i e s t r z y ń s ki. Wydał on teraz, 
uaktadem wydaw. "Awangarda", książkę p. t. "Naród w pań- 


stwie". Poszczególne rozdziały tej książki drukowane były 
w czasopismach, między innemi w "Myśli Narodowej' (4 roz- 
działy). Tematy są następujące: Instynkty, Dynamika, Wobec 
przewrotów, Przesilenie ustrojowe, Absolutyzm a indywidu- 
alizm, Zagadnienie państwa absolutnego, Państwo i Naród, 
Państwo narodowe albo komunizm, Podstawy państwa na- 
rodowego, Inteligencja a elita, N owoczesne ruchy narodowe, 
Zagadnienie grupy rządzącej. Ku narodowemu państwu. 
Książka Piestrzyńskiego jest do nabycia we wszyslkich księ- 
garniach, którym ją dostarcza skład główny w Domu Książki 
Polskiej. 


* 


Warszawskie Tow. Muzyczne w dacie swego 50-letniego 
jubileuszu wydało swoim nakładem treściwą rnonografję 
o Mieczysławie Karłowiczu, napisaną przez doskonałego 
znawcę jego twórczości, F e l i k s a K ę c k i e g o . W ten 
sposób Tow. Muzyczne spłaciło dług wdzięczności dla swego 
dawnego współpracownika (dyrektora Tow.) i fundatora. 
Książka p. Kęckiego, wydana bardzo starannie na welinowym 
papierze, ozdob;ona ośmiu ilustracjami, kosztuje w handlu 
księgarskim tylko 3 złote. Prócz życiorysu i analizy twór- 
czości Karłowicza, znajdzie w niej czytelnik dokładny wykaz 
jego utworów muzycznych oraz literackich, a także bibljo- 
grafję prac, jego tyczących. Monografję p. Kęckiego znawcy 
oceniają bardzo pochlebnie. Łączy ona w sobie gruntowność 
krytycj.ną z wielkim pietyzmem dla znakomitego kompozytora. 
* 


Ks. B r o n i s ł a w G ł a d y s z , docent uniwersytetu 
poznańskiego, oddawna dał się poznać jako naj tęższy w Pol- 
sce badacz łacińskiej hymnologji kościelnej. Specjalnością 
jego jest badania hymnów, powstałych w Polsce albo zwią- 
zanych z Polską ("O łacińskich hymnach kościelnych % pol- 
skich źródeł", "Ks. M. Sarbiewski a reforma hymnów brewja- 
rzowych" i t. d.), ale wiedzą swą ogarnął całe dzieje hymnów, 
od czasów św. Augustyna i Seduliusa aż po czasy najnowsze. 
Po szeregu prac o drobniejszych rozmiarach (choć zawsze 
pełnych treści nowej) ogłosił właśnie w nakładzie Księgarni 
św. Wojciecha wielki tom p. t. "Hymny brewjarza rzymskiego 
oraz patronału polskiego". Są tu zawarte te hymny, do któ- 
rych odmawiania podczas różnych świąt obowiązani są ka- 
płani katoliccy, zwłaszcza na ziemiach polskich. Przy każdym 
z tekstów podano przekład i egzegezę, KOa'eCJIIIa zwłaszcza 
do zrozumienia hymnów dawniejszych. Z tego już względu 
wydawnictwo to jest pożyteczne, ważne zaś jest dla nauki 
polskiej przez to, że daje pierwszą wogóle gruntowną, choć 
zwięzłą, historję hymnodji kościelnej; dotąd bowiem mieliśmy 
tylko przygodne i dorywczo kreślone zarysy po encyklo- 
pediach. Przy końcu przedmowy wylicza ks. Gładysz swoich 
poprzedników-tłumaczy; mo;naby dodafi jeszcze kilku, htó- 
rzy tłumaczyli snoradycznie ten lub ów hj mn; są to Mickie- 
wicz, Wyspiański (Veni Crea tor) , Faleuski (Stabat Mater''), 
Zahradnik. Ostatniemi czasy poetka lwowska, p. J. Gamska, 
daia piękno przekłady, których cały zbiór ma ukaj.ać się 
wkrótce. 
Nie poprzestając na hymnologji, ks. Gładysz zajmuje 
się i inne mi dziedzinami literatury i historji. Zwłaszcza umi- 
łował sobie sławę króla Sobieskiego, badał pieśnLpoświęcone 
zwycięstwu wiedeńskiemu, a ostatnio w jednem z pism nau- 
kowych niemieckich ogłosił studjum historyczne, wykazujące, 
że wbrew teorjom tendencyjnym historjografji niemieckiej 
dzisiejszej, król Jan był głównym i właściwym oswobodzi- 
ciclern Wiednia. (J. B.) 


MUZYKA 


DLHARMONJA. W piątek, 23 marca grał Wilhelm Back- 
r h a u s koncert d-moll Brahmsa. Grę jego trudnoby było 
już dzisiaj skwalifikować jakąś szkołą, a nawet manierą, 
którą czas zwykle kładzie na każdym przejawie sztuki, zarówno 
o charakterze twórczym, jak i odtwórczym. Niejednokrotnie 
zestawienie zupełnie odrębnych okresów, przestrzeń czasu, 
dzieląca powstawanie dzieła muzycznego od jego wykonania, 
stwarza ciekawe, trudne, a Dawel niepokonalue zadania. Nie- 
porozumienie doprowadza nawet w wielu wypadkach do obja- 
wów przykrego skłócenia. 
Wrażenie, które się odnosiło słuchając gry Backhausa, 
było zupełnie inne. Mówiło, że Brahms jest bliski artyście. 
Czy należy przez to rozumieć, że gra jego posiada cechy ma- 
niery romantycznej? Byłoby to stwierdzenie niesłuszne, za- 
daleko idące. Prawd;', że Backhaus nie posiada cech gry, zna- 
mionujących tendencje współczesne, te, w których pierwia- 
stek intelektualny już ciąży, stwarzając w wielu wypadkr.ch 
pozory interpretacji, przechodzącej w pewnego rodzaju trans- 
krypcję. Pierwiastek uczucia natomiast, obcy jednak zupełnie
		

/p0014.djvu

			206 


MYŚL 


NARODOWA 


Nr. 14 


egzaltacji, wywoływał wrażenie, które chciało postawić arty- 
stę w rzędzie romantyków. Zwłaszcza po odegraniu "Warum?* 
Schumanna. Byłaby to jednak pomyłka. Backhaus stanowczo 
nie da się umieścić w żadnych, ściśle określonych ramach. 
Odegranie przez niego utworów muzyki współczesnej dałoby 
z pewnością odrębny, ciekawy i zastanawiający wynik. Mo- 
żeby nawet zmuszało do zrewidowania pewnych już przesą- 
dzonych założeń. 
Orkiestrę prowadził C e s a r e N o r d i o . Ciekawe, 
czem się kierowała dyrekcja Filharmonji, sprowadzając taką 
mierną siłę. Nordio nie wydobył z orkiestry nic, nawet tam, 
gdzie miał duże pole do popisu. 
Koncert Backhausa, powołanego, jak wiemy, przez Goeb- 
belsa do rady programowej, sprawił, iż w zapełnionej saliFilhar- 
monji nie było ani jednego ż>da. 
Pierwsza jaskółka, 


W. NARUSZ 


F I L M 


A DRIA i Stylowy: "Zdobyć cię muszę" reż Joe May. 
O Kiepurze mołna powiedzieć, że ma chłoo szczęś- 
cie. Niejeden z b. dużej miary aktorów, łub aktorek fil- 
mowych przez całe życie czasem nie trafia na dobrego reży- 
sera i tak rozsiewają swój tnlent w szeregu przeciętnych 
utworów. Co do Kiepury, to zdaje się, że z jego pierwszemi 
występami na ekranie łączy się właśnie trafne ujęcie tej 
nad wyraz trudnej kwestji: udziału śpiewaka operowego w fil- 
mie. Już poprzedni utwór, ,Pieśń nocy", wskazał właściwą 
drogę. "Zdobyć Cię muszę" wykonano według podobnej re- 
cepty. Podstawą tej recepty jest uniezależnienie treści wzro- 
kowej od równolegle prowadzonego dźwięku. Oko objektywu 
nie zawsze wycelowane jest na postać, lub usta śpiewające- 
go, raczej tego unika, ukazując otoczenie i tło śpiewaka, chęt- 
nie w zabawny sposób, albo w dowcipie, wypływającym z mon- 
tażu. Dzięki temu omija się największe niebezpieczeństwo; 
ruch na ekranie nigdy nie zamiera: fali spływającej ku nam 
melodji towarzyszy ciągła zmienność zawartości ekranu. 
"Zdobyć cię muszę" zawiera mniej niż "Pieśń nocy" 
subtelnych pomysłów montażu wizuałno - dźwiękowego, zato 
wszystkie popisy śpiewacze są b. dobrze wmontowane w ak- 
cję. Kiepura jest tu poprostu sobą, t.zn. znakomitym tenorem 
l śpiewa w okolicznościach, nieraz b. dowcipnie uzasadnio- 
nych (np. gdy zamkięty na klucz w pokoju hotelowym przez 
sekretarza, staje w otwartem" oknie, śpiewem wywołuje zbie- 
gowisko i zatarasowanie całej ulicy. Przybywa policja i oczy- 
wiście otwiera drzwi, by się dostać do zbereźnika. a tętnu 
tylko o drzwi chodziło). 
Nie trzeba dodawać, że film ma nastrój pogodny, a do 
ożywienia go przyczynia się również gra znakomitego komi- 
ka, Lucien Baroux, w roli sekretarza Kiepury. Partnerka na- 
szego rodaka, Claudie Cleves, gra dobrze, lecz swym wyglą- 
dem wcale nie usprawiedliwia śpiewanych na jej cześć wy- 
znań miłosnych. 
Film w wersji francuskiej, Kiepura śpiewa dwie pio- 
senki po polsku. 


KANDYD 


NOWE 


KSIĄŻKI 


M o t o r y z a c j a P o l s k i w świetle opinji publicznej 
Warsz. 1934. Koło kupców i przem. saraoch. S. 149. 
Kultura i wychowanie. Warsz. Zesz. 2. 
I R u c h l i t e r a c ki. Luty 1934. 
& * P r z e g l ą d F i l o z o fi c z n y. Rocz. 36, zesz. IV. Warsz. 
C z e r n i k S t a n i s ł a w . Przyjaźń z ziemią (Poezje). 
Września 1934. .Wici Wielkop." . 
Z a w i e y s kiJ e r z y. Daleko do rana. Powieść. Warsz. 
1934. F. Hoesick. 
D e m b i c z W i t o l d . Pokój. Powieść. Warsz. 1933. 
"Sarmacja" . 
Choromański Michał. Opowiadania dwuznaczne. 
Warsz. 1934. Gebethner i WaliI. 
P ig o ń S t a n i s ł a w prof. Pan Tadeusz. Wzrost - 
wielkość -- sława, Studjum literackie. Warsz. 1934. Instytut 
Literacki. Str. 397. 
S o b o c i ń s k i B o l e s ł a w. O kolejnych uproszcze- 
niach aksjomatyki ontologji prof. Leśniewskiego. Warsz. 1934. 
Odbitka. 
Ż y t o m i r s k i E u g e n j u s z. Bez w samolocie. Poezje. 
Warsz. 1934 Lit. Inst. Wydaw. 
Z i e l i ń s k i S t a n i s ł a w. Stefan Rogosiński 1861 - 
1896. Warsz. 1931. Str. 15. 
S e n a t o r S t a n i s ł a w G o d l e w s ki. Warsz. 1934. 
Str, 63 (Wydawn. pamiątkowe z portretem Egz. 300). 


OFENSYWA 
STRUGA PIELGRZYMKA DO ZIEMI ŚWIĘTEJ 


W OSTATNICH czasach dość dużo osób albo wybiera się 
do Erecu, albo wraca z, Erecu. Nie pisze się słowa: 
Palestyna albo "Ziemia Swięta", albo nawet Jerozoli- 
ma, ale wyłącznie i wyraźnie "do Erecu". Niektórzy podróżni- 
cy po Erecu przy tej okazji "wpadną autem" także i do 
Betleem i do Nazaretu, ale przeważnie to tylko: Tel Awiw, 
Haiffa i Kurice i plantacje pomarańcz i "King Dawid Hotel 
rozmówki w hotelowym halln z działaczami, jazda autem 
przez "Emek", pół godziny, nad Morzem Martwem na. wera
- 
dzie w kawiarni, potem "Sciana Płaczu", potem zWIedzanIe 
U niwersytetu (na Górze Oliwnej), potem śniadanie z dzienni- 
karzami, grób Racheli, Tel Or, zakłady Rutenberga, eukaliptu- 
sy, kolacja z burmistrzem Dyrenghofem... i powrót. N o a po- 
tem pisanina nowych "Listów z Palestyny"... 
Ani jeden z tych gości, ani jeden z tych Polaków i Po- 
laczków nie uważał za stosowne wejść w jakiś kontakt z tam- 
tejszymi autochtonami. "Całkiem podobnie lat tomu czterdzieści, 
za czasów Bismarcka, dziennikarze angielscy, zapraszani przez 
rząd berliński, wpadali w asyście llrzędników z "Auswiirtiges 
Amt" do Wielkopolski i na Górny Sląsk, aby potem w eksta- 
tycznych listach opiewać, czego to dokonała cywilizacja nie- 
miecka w kraju barbarzyńskich Słowian. Całkiem tak samo! 
N awet taki jeden jedyny turysta polski, który w Palestynie 
bawił naj dłużej, bo pięć tygodni! (p. Pruszyński) w swojej 
książeczce nie raczył dojrzeć 750.000 Fel- Lachów tamtejszych. 
r wszyscy kolejno pielgrzymowie z Polski korzystają, aby 
przy tej okazji prawić dusery syjonistom, unosić się nad ra- 
zultatami... (bezlitosnej inwazji) i wogóle oświadczać się z mi- 
łością i z podziwem dla narodu wybranego. Nie oni jedni. 
Dzieje się teraz w Enropio tak, że wobec olbrzymiej 
w opinji publicznej baisse Shylockracji kapitalistycznej i re- 
wolucyjnej, przerażeni Mędrcy Syjonu mobilizują dla obrony 
swojej wszystko, co jest jeszcze do zakupienia i do wprawie- 
nia w akcję. Przedewszystkiem więc zraniolizowanych aristo- 
craches. Ni stąd ni zowąd równocześnie występuje w obronie 
uciskanej niewinności książę Hubert Loewenstein z B awaIj i 
i mazowiecki książę z Rady Regencyjnej. I kilka sztuk an- 
gielskich lordów (z rad nadzorczych i banków) i kilka sztuk 
przeraźliwie wynędzniałych polskich hrabiów (trzeciej sorty), 
gotowych w każdej chwili do "Cette Armee AJerusalem * 
(tytuł książki Emila Schreibera. Plon. 1934 Paris, oczywiście 
przez tych nowych ekspertów syjonizmu z domowem wy- 
kształceniem nie czytanej). Shylockracja założyła następnie 
w ostatnich tygodniach w centrach krajów przedewszystkiem 
okalających Niemcy k i l k a d z i e s i ą t tygodników dla urn. 
chamienia swej obrony przez t. z, klerków, czyli mniej lub 
więcej pisarsko wyrobionych intelektuelów, I dzieje się teraz, 
że rów n o c z e ś n i e w Paryżu, w Hadze, w Brukseli, Bernie, 
Genewie, w Pradze i w Warszawie w nowozałożonych tygo- 
dniczkach, w gratisowych wywiadach lub w płatnych wynu- 
rzeniowych monologach wypowiadają się dodatnio lub po- 
chlebcze o żydach różni tacy literaci, którym słusznie zależy 
na klienteli żydowskiej i na reklamie "Weitblatfów*. I rów- 
nocześnie w tym samym tygodniu zaprzysięga Shylockracji 
wierność i miłość dozgonną dawno przebrzmiałe babsko Ka- 
rin Michaelis i sympatyczne heztalencie: Duhamel i świeżo 
na stare lata ożeniony z żydówką (komunistką) Romain Rol- 
land i Hiszpan Madariaga i Czech Czapek i Rumunka księżna 
Bibesco, a naszych swojskich cały kierdel. Taka bajeczna 
reżyserja! Kierki nawet nie przeczuwają w swej naiwności 
molów książkowych, jak są drobnymi pionkami w rękach 
wielkich Szachistów i Szachrajów. Niektórzy z nich wzruszają 
nawet swą szczerością w tych swoich "profesjach dziecięcia 
wieku * . Akademik Irzykowski w wywiadzie (" Kul tury") mówi: 


Ja sam, zamierzam ogłosić apel. Apel do niezna- 
nego ecenasa. "Niemłady autor poszakuje mecenasa, któ- 
ryby go wziął w kuratelę"l. Niechby się mnft zaopiekował 
i decydował za mnie. To rób, tego aie r(>b. Zebym nie po- 
trzebował pisać o rzeczach bieżących. Zebym się nie roz- 
pryskiwał, nie rozmieniał na drobne. Niechby mnie wziął 
w kuratelę i ustanowił dla mnie rygor. Wtedy podjąłbym 
się do roku napisać komedję lepszą od Słonimskiego i opra- 
cować swój własny system socjologiczny, którego elementy" 
zawrę w rozprawę p. t. "Literatura jako źródło nowych 
form społecznych". Zadużo się wyszastałem na drobne, 
małe rzeczy, na utarczki, polemiki i komentowanie cu- 
dzych książek. Pociąga ranie teraz dramat. Lubię czytać, 
ale jak mnie wynudzą inni, to wolę już sam napisać. Zro- 
bię to lepiej. Ale powtarzam, trzeba, żeby mi kto pomógł",
		

/p0015.djvu

			........1 


11- A _ I 


11_____ A 


MYSL NARODOWA 


207 


Nr. 14 


Inny pisarz młodego pokolenia, laureatus Choromański 
tak jest obecnie forytowany przez parę ministerialnych braci 
mecenasów, że żadnego już "mecenasa" za Żelazną Bramą 
nie poszukuje. Ale gdy przychodzi wywiadowca zżargonowca 
(po polsku drukowanego) roztkliwia się również: 


"z czasów rosyjskich jeszcze mam wielu przyjaciół 
żydów, z którymi wiążą mnie ponure wspomnienia dzia- 
łalności pogromowych band. W noweli p. t. »Biję żydów" 
opisałem m. in. autentyczne okoliczności śmierci wuja 
mego przyjaciela, zamkniętego w beczce. Bliska i istotna 
przyjaźń z żydem zetknęła mnie ze światem żydowskim, 
który poznałem z niezwykle dobrej strony. W czasach 
głodu spotykałem się w rodzinach żydowskich z dużą ser- 
decznością i życzliwością, wtedy jeszcze, gdy u aryjezy- 
ków zanikły już nawet objawy przysłowiowej rosyjskiej 
gościnności. Poznałem życie żydostwa również od strony 
nędzy i nieopisanych krzywd, jakie mu się działy. Cho- 
dziłem niekiedy z żydowskimi kolegami na przedstawienia 
Habimy, które wywarły na mnie silne wrażenie, mimo, iż 
nie rozumiałem aai słowa po hebrajsku. Silniejszych wzru- 
szeń dostarczyła mi również powieść z życia żydowskiego, 
pióra Juszkiewicza, żyda piszącego po rosyjsku. W Rosji 
poznałem również w przekładach wiersze Bialika, które 
mi się bardzo podobały. Czytałem także powieści Asza 
i cenię je narówni z autorem, którego znam osobiście" 


Prezesa Sieroszewskiego, z Kamiennej Góry "kamie- 
nicznika" ekspektoracji z czułościami dla żydów przytaczać 
nie będziemy, gdyż w kajaniu się za napisanie ramoty tea- 
tralnej o "Bolszewikach" oportunizm wprost rekordowo obrzy- 
dliwy jest już nie do przełknięcia, nie do strawienia i nie do 
cytowania. 
Całkiem inna sprawa jest ze Strugiem. Tu zabiera głos 
nie żaden faryzej, prl,ez dziesiątki lat obcinający (wraz 2 pro- 
geniturą) kupony za swą względną martyrologię. I nie żaden 
to znów bał .ignła ideowy, pętający się ze swą kliniczną me- 
galomanją po podwórkach partyjnych. l nie żaden łasuch na 
panis bene berentium .. I nie żadeu przeciętny pośmieciuch 
radykalny, polujący na czytelniczki. l nie żaden krakauerski 
uicomte parafjaiski, którego olśniły mądre żydki na kredyt 
i obwożą po prowincjonalnych miastach z ekstazami dla 
Wad-Lemni, Keren Hajesod, Tel-Awiw i Tel-Chaj. Tu zabiera 
głos literat starej daty przedwojennej, szczątkowego, zamiera- 
jącego typu. Masonus sum et nihil masonicum a me alienum 
pulo. Passeizm w całem tego słowa, melancholijnem znaczeniu. 
Mądre Żydowice z tygodnika "Opinja* wysłały do Struga jako 
wywiadowcę nie jakiegoś bezczelnego szajgeca, ale jakiegoś 
spokojnego niby europejczyka, choć coprawda Krumholza, 
I temuto Krumholzowi Lieberowi liberał z anno 1900, senator 
Andrzej Gałecki powiedział co następuj e: 


,,- Jak już prasa donosiła, wybiera się Pan Senator 
do Palestyny? 
- Owszem. Z ochotą przyjąłem zaproszenie "Keren 
Kajemet Leisrael' P. E. N. - Klubu hebrajskiego i "Hista- 
drut Haowdim*. Wyjeżdżam z żoną 4-go kwietnia. 
- Jak długo zamierza Pan bawić w kraju? 
- Conajmniej miesiąc. Chcę poznać proce» odbudo- 
wy Palestyny oraz wejść w bezpośredni kontakt z masami 
robotników żydowskich. 
Wyrażam nadzieję, że Palestyna nie pozostanie bez 
wpływu na twórczość pisarza. 
Strug mówi: 
- Po powrocie zamierzam wygłosić szereg odczytów 
o moich wrażeniach z podróży. Wrażenia te wydam rów- 
nież w formie książki. 
Gawędzimy jeszcze przez dłuższą chwilę. Wielki pi- 
sarz jest ogromnie uradowany sposobnością zwiedzenia 
Erec - Israel. Dla niego syjonizm stał się mocnem przeży- 
ciem. Wierzy w jego zwycięstwo. Z jego mądrych słów 
biła niezłomna wiara w powodzenie dzieła odbudowy oj- 
czyzny żydowskiej" . 


No, to teraz sprawa staje się JUZ poważną. 
Dopóki się tam mizdrzą do Shylockracji różne play - 
boys literackie, "clercs* z Ipsu, radykahalne "gauchos' ari- 
stocraches (Ramolińscy) i t. p. to wszystko jest w porządku. 
Od tego się trzyma takiego Kadena, żeby zwabiał i przynęcał 
parentele na platformę B.B. W. (iucentego) R. (Rzymowskiego). 
Innych żal znowu tylko, że się tak tanio dadzą nabywać 
hurtem czy w detalu. W gruncie rzeczy ci git, jak mówią 
Francuzi. 


To też i kiedy szlachcic Gałecki staje w obronie swoich 
żydów, to jest w tern choć zadawniony, staromodny ale a u - 
t e n t y c z n y h u m a n i t a r y z m . Znakomity powieściapi - 
sarz nie ma żadnego pojęcia o metafizyce i globowości pro- 
blemu żydowskiego. Myśląc o żydach, jeszcze przypomina sobie 
Puryszkiewicza i kozackie bestje z nahajami, batożące star- 
ców pejsatych i zdzierające koszule ze spazmujących bru- 
netek. Wtedy ma się ułatwioną "koncepcję i światopogląd": 
tu naród proroków i muzyków, a tu swołocz pijana i śmier- 
dząca na wiorsty, na mile. 
Dziś w roku 1934 jest inaczej. Tu banki amerykańskie, 
a tu dyplomacja całego świata, korząca się na płasko przed 
Cielcem ze Złota. Tu w Palestynie 750,000 arabskich macho- 
metan, Bogu swemu ducha winnych, a tu najazd, oparty na 
miljonowej kollekcie Shylockracji globu. Palestyna zaś to 
nie żadna tylko "siedziba", to Kar l s b a d czy S t a h l b a d 
maksymalistycznego nacjonalizmu i szowinizmu rasowego, 
wprost obłędnego... Należy być bardzo ostrożnym i bardzo 
o ś w i e c o n y m, jadąc do Palestyny! Dość już tych czasami 
natchnionych, ale i cielęcych ekstaz, superlatywów i zachwy- 
tów przygodnych dziennikarzy czy profesorów, przekonanych, 
bo zasuggestjonowych, że Polskę zbawiają, wychwalając zie- 
mię Chanaan i że po ich pochwałach będzie się tam już na- 
sze żydostwo wysypywało jak z worków. Dają to do zrozu- 
mienia p. Dyboski i Pusłowski (Krakau), Lubomirski i Ro- 
gowicz (Warszawka), Arciszewski i Raczyński (dyplomacja) 
i t. p. inni wzruszają się do łez, że nad Jordanem słyszeli 
Kibuców rozmawiających po polsku i śpiewających: "Nie da- 
my ziemi skąd." my pierwsza brygada * ... ergo, więc to jest 
dalszy ciąg Polski... brama wypadowa na Wschód..., rynek 
zbytu dla Indyj i t. p... Nawet śnieg, co tam w tym roku pa- 
dał, żywo przypominał im... ojczyznę... 
A to są wszystko iluzje i bzdury. Żydów jeszcze będzie 
coś tam jakiś czas przecykało tak długo, jak długo nad 
Betleem i Haiffą krążą aeroplany z karabinami maszyno- 
wemi. Lada chwila Anglicy Palestynę zamkną. Lepiejby więc 
czytać raporty Lewisa Frencha i druki Edwarda Millsa. 
I wogóle cośkolwiek przedtem... Jest tego tyle, tyle we 
wszystkich językach... 
Niech tedy jedzie nasz sympatyczny maestro do Jeru- 
zalem. Ale niech wie, że podczas gdy zabawne ekstazy do- 
tychczasowych pielgrzymów puszczało się mimo uszu, tym 
razem eskapada będzie inwigilowana i pamiętnik turysty 
korygowany. 
Dość już bowiem usypiania i morfinizowania rozbudzo- 
nej opinji publicznej-welt-bluffem o możliwej, masowej emi- 
gracji żydów do Palestyny. 


ADOLF NOWACZYŃSKI 


NA 


MARGINESIE 


W powieści "Mateusz Brigda", (cz. I: "G run t"), można 
czytać ponure refleksje starego Mieniewskiego, który zapóźno 
się zorjentował, jaki fatalny popełnił błąd, dając najstarsze- 
mu synowi imię Stanisław. Omen to złowrogie: 
"Imię Stanisław to imię ofiary, ofiary niewinnej 
i chyba niepotrzebnej. Syn pierworodny. Stanisław; pani 
dyrektorowa Kostryniowa - też Stanisława; nieznośny , po- 
rąbany przez król biskup - Stanisław; i król Stanistaw 
August, licha ofiara; i nieudały , nieszczęsny wódz powsta- 
nia - S t a n i s ł a w Skrzynecki" (str. 288). 
Biedne Stanisławyl Przed skrajną rozpaczą uratuje ich 
ten chyba tylko wzgląd, że ostatecznie i wśród dzielnych zdo- 
bywców byli Stanisławowie: S t a n i s ł a w Kościuszko, Sta- 
n i s ł a w Bonaparte... 
Kłopot cały w tern, że nie wiemy, kto tu taki tęgi ) 
w historji: stary Mieniewski, czy też jego twórca, sam Na- 
czelny Akademik, uczony absolwent 6 klasy gimnazjalnej ? 


Urywek fejletonu w "Naszym Przeglądzie": 
"Ostry okrzyk, brzmiący jak komenda wojskowa: 
- Jedzie Żabotyński I 
Okrzyk ten działa na lewicowo nastrojonych chaluców 
jak sygnał bojowy. Odpowiadają pieśnią i za chwilę słychać 
jest na nutę międzynarodówki: "Dus wet zajn der le-e-cter u ... 
- Nider myt faszyzm ! 
- Tel Chojl 
- Kadiwa I Żabotyński! 
Okrzyki krzyżują się, jak szpady..." 
Dosłownie: "...jak szpady..."
		

/p0016.djvu

			208 


MYŚL 


NARODOWA 


Nr. 14 


CZAS ODNOWIĆ 
PRENUMERATĘ 
S1-
-BHHHHI 


N A.. 


. . . . 


. . . . 


" m i ii Boooifi" 


KIIaII1I5łTaBlII,IJ,. « 


*%* 


w 


ó 


/ 


O/o 


J\ 


.. 
I HABEIIBU/CH! JSHIELE 


KWARTAŁ El 


> °i - H I M 4 H III w, H
M......niiHiiiiiiii n
w,
T im II n u . 


CZYTAJ CI E I 
ROMANA DMOWSKIEGO 


. . . 


Cena kwartalnie 9 złotych. 
Konto czekowe P.K.O. 3105 


, 
MYSLI HOWOCZESMEGO POlAKA 


Str. XLIV+296 4-te uzupełnione wydanie Cena 5 złotych 
I Skład główny: ADMINISTR. "GAZETY WARSZAWSKIEJ" , ZGODA 5 I 
I Do nabycia we wszystkich księgarniach i kioskach kotejow. T -wa "RUCH" I 


PREMJUM 


Wszyscy prenumeratorzy, 
którzy do lO-go kwietnia b. r. 
opłacą "MY Ś L N ARO D OWĄ" 
za kwartał II i III (w kwocie 17 zł), 
otrzymają bezpłatnie l fr a n c o książkę 


ZYGMUNTA WASILEWSKIEGO 
" PIEŚŃ W GÓRACH" 
(cena w handlu złotych 5.-) 


Ktoby tę książkę już posiadał, - - 
- - na żądanie otrzyma książkę 
JOACHIMA BARTOSZEWICZA 
"ZAGADNIENIA POLITYKI POLSKIEJ" 
Premjum rozesłane będzie i tym wszyst- 
kim, którzy opłacili prenumeratę roczną 
lub przed 1-ym lipca opłacą II półrocze. 


NOWA KSIĄŻKA 
p. t. 


SOIATOOA roIlIURt\ 
oomm 


, 


N apisana przez 
ZBIGNIEWA KRASNO.WSKIEGO 


Jest niezmiernie cennem wydawnictwem, 
które niedawno wyszło z druku 
i jest do nabycia w administracji 


"MYŚLI 


NARODOWEJ" 


Warszawa 


Al. Jerozolimskie 17 


Cena 4 zŁ, z przesyłką pocztową 5 zł. 
Za zaliczeniem pocztowem 5 zł. 50 gr. 
N ależność można wpłacać na konto czekowe 
P. K. O. "Myśli Narodowej" Nr. 3105. 


\M 


"Odwalił kamień.." K. M. Morawskiego. - Po utworzeniu biskupstwa unickiego na Łemkowszczyźnie 
J _ 6'iertyc/ia. - Polskie prądy ideologiczne Mojmira. -Adam Mickiewicz jako historyk M. N. - N a widowni 
"- Z. Wasilewskiego. - Głosy. - Nauka i literatura ("Merkuryusz polski" Ami i t. d.). - Muzyka W. Naru- 
sza. - Film Kandyda. - Nowe książki. - Ofensywa A. Nowaczyńskiego. - Na marginesie. 


TREŚĆ 


Adres Redakcji: Marszałkowska 153. te!.625-45. Ariros Administracji: AL Jerozolimskie Nr. 17, 2-gie piętro lei. 9-87-90. 
PRZEDPŁATA kwart. zł. 9, pńłrooznie zł. 17, rocznie zł. 32, zagranicą kwart. zł. 12, półroczu, zł. 24, ocznie zł. 45. 
Konto czekowe na P. K. O. 3.105. 


Redaktor naczelny i wydawca: ZYGMUNT WASILEWSKI. 
Dm/(. Kooc. Prar. nrokarnklci» ZieJn* 47. T*l. 658-M 


Redaktor odpowiedzialny: JAN KEM BIELIŃSKI. 
· VRZESYi.RA POCZTOWA OPŁACufclA HYCZAtSEM,