/p0001.djvu

			, 
YSL 


N 


Om 


TYGODNIK POLITYCZNO-SPOŁECZNY. 


»--- 


A A 


Adres Rec1akqi "Myśli Narodowej": Zgoc1a 5,1 piętro, tel. 275-11. Godziny pmj«« 
Coc1ziennie od 4-6 prócz niedziel i świąt Adres Administracji: Zgoc1a 5, teł. 26-58 
Rękopisów redakcja nie zwraca. 


Rok IV. 


Warszawa, 29 Listopada 1924 r. NQ 48. 


TREŚĆ NUMERU: Kraków - nowe J er
cho. 
Rząd p. Thugutta - Jan Zamorski. A. Swię- 
tochowski o "Wyzwoleniu". Z mów J. I. Pa- 
derewskiego. Kuplety "Anielskie" - (a. n.). 
O szyldach. Mr. Marceli Handelsman jako 
specjalist od Anglji... - (a. n.). Goście ze 
wschodu - (Tom. Jaw.). Obrazki z Juden- 
dentury okręgu białostockiego i brzeskiego 
n/B. Czy to prawda? Duch "Czasu". Po- 
czątki "Kurjera Porannego". 


>i 


I 


". 
 
l 


Cena numeru 25 groszy. 


KRAKÓW -NOWE JERYCHO. 


Napisał Jan Achacy Kmita. 
- Rok 1601. - 


Głośmy u Kazimierza plac wielki kupili, 
Gdzieśmy Nowe Jerycho łych czas założYli, 
Tu się żYdzi ze wszego świata zjeżdżać mają 
Tu słacyje przynosić, tu go przywitają, 
Jużeśmy przeciw niemu owych zwysylali 
Go ich Z Pilzna i owych, co Z Bochnie wygnali, 
Garbary i Kro wo drzy, także i Krupniki 
I Gramatyką zniosą też i Ogrodniku 
Bo tam namioty będą żYdowskie rozbijać 
I proporce królewskie daleko rozwijać 
Sam Mesjasz w Jerychu będzie miał gospodę 


L 


I 
W 


Mtf/ 'tół
		

/p0002.djvu

			2 


MYŚLKAKODOWA 


Nr. 48 


Tam będzie dalszYm dawał mieszczanom nagrodą 
KtórzY na nas łaskawi i dobrzy bywali. 


Smyki damy pościnać, studenty schwytamy 
A rybałty na szkołach wSzYstkie zobrzezamy. 
Jezuitom i inszej księżej spokój damy, 
Bo my też od nich pokój i wolności mamy. 
Szlachtę królmi poczynim, my szlachtą będziemy 
Mieszczony orać muszą, bo ich przYmusiemy 
leraz już sie. wypełnią słowa Jezajego 
Będzie pił baran Z wilkiem ze źródła jednego. 
raka wielmożność będzie króla żydowskiego, 
Ze się nie zmieści w Kraków Z wojskiem wSzYstkiemjego, 
Z wielkim on grzmotem w Kraków i do Polski idzie 
Osiemdziesiąt tysięcy Z nim trębaczów przYjdzie. 


RZĄD P. THUGUTTA. 
Ostatnia rekonstrukcja gabinetu nie została, wedle mo- 
jego skromnego zdania, należycie uchwycona przez prasę. Na 
ogół panuje przekonanie, że gabinet p. Władysława Grabskie- 
go uczynił przesunięcie na lewo, ale niemniej pozostał gabi- 
netem p. Grabskiego. W istocie rzecz ma się inaczej niż 
mówią konstytucyjne i prawue tytuły. Konstytucja nie zna 
godności wicepremjera, a godność ta została niemniej wpro- 
wadzona. I kiedy lewica stawiała niegdyś wnioski czy inter- 
pelacje o pogwałcenie konstytucji przez przyznanie tej godności 
p. Korfantemu w ostatnim gabinecie p. Witosa, to dzisiaj 
milczy, skoro to nieprzewidziane przez konstytucję stanowi- 
sko zostało objęte przez członka lewicy. Mamy tu namacalny 
przykład naszego, swoistego rozumienia prawa: to co mi sma- 
kuje, jest prawne, a co mi się nie podoba, jest bezprawiem. 
Wicepremjer nie ma zakresu działania czyli teki. Cóż 
więc ma robid? Wszystko, co zechce. A więc przedewszy- 
stkiem ogólną politykę państwową. Tytularny premjer za- 
grzebie się w swoje trudne zagadnienia finansowe i gospodar- 
cze, a ogólna polityka przejdzie siłą rzeczy w ręce wicepre- 
mjera, nie mającego w czem się zagrzebać. Nie brak też 
i wskazówek, że to się zaczęło już robid. P. wicepremjer ma 
więc objąd nadzór nad sprawami kresowemi, a mówiąc kon- 
kretnie, nad wykonaniem ustaw językowych. U stawy te zaś 
dotyczą administracji, a więc spraw wewnętrznych, oświaty 
i sądownictwa. Trzy zatem bardzo ważne ministerstwa pod- 
padają pod naczelne zwierzchnictwo p. wicepremjera. Ponie- 
waż zaś uspokojenie kresów wymaga współdziałania władz 
wojskowych, należy siłą rzeczy przewidzieć potężne wpływa- 
nie wicepremjera na wojsko. Ale sprawy kresowe w wielu 
punktach opierają się o zagranicę - jest więc logiczną kon- 
sekwencją, że p. wicepremjer musi również wpływad i na pro- 
wadzenie spraw zagranicznych. Cała zatem polityka tak we-
		

/p0003.djvu

			Nr. 48 


MYŚL NARODOWA 


3 


«wnętrzna jak zagraniczna przechodzi siłą rzeczy w ręce Wlce- 
premJera. 
Mamy zatem rząd p. Thugutta, firmowany przez facho- 
wego ministra skarbu p. Grabskiego. 
P. Thugutt wystąpił ze stronnictwa "Wyzwolenia", któ- 
rego program jest socjalistyczny. Są to socjaliści wiejscy, 
chłopscy, czasami znacznie trudniejsi do utemperowania, niż 
socjaliści jawni. Czy istotnie różnice zapatrywań między 
p. Thuguttem, a jego kolegami tak się pogłębiły, że współ- 
życie stało się niemożliwem, czy też był to tylko manewr, 
przy goto wy wuj ący p. Thuguttowi objęcie dzisiejszej roli kie- 
rowniczej, trudno rozstrzygać". Nie jest' wykluczone, że owo 
wystąpienie miało na celu pozorne zdjęcie z p. Thugutta 
marki partyjnej, w myśl lewicowej zasady, że kto pozostaje 
dzikim przez trzy miesiące w Sejmie, staje się bezpartyjnym 
fachowcem. Ta zasada jednak obowiązuje tylko w odniesie- 
niu do lewicy. Nielewicowiec przez sam fakt nienależenia do 
lewicy nie zmyje już nigdy z siebie piętna partyjności. 
Mamy tego dowód na p. Wóycickim. Znakomity ten 
sędzia, pierwszorzędny znawca prawa, człowiek nieskazitelny, 
prawy, rozumny i energiczny, był w roku jeszcze 1913 posłem 
Ha Sejm galicyjski i wtedy należał do narodowej demokracji. 
Od tego czasu upłynęło lat 11, p. Wóycicki miał czas przejść 
przez więzienie ukraińskie, wejść" do Najwyższego Sądu, zo- 
stawić wszędzie jaknajchlubniejsze dowody swojej państwowo 
narodowej działalności, ale chód posłem nie jest, piętno en- 
deckości czyni go niemożliwym do zasiadania w gabinecie 
p. Thugutta. Posłowie lewicowi prywatnie oddają p. Wóy- 
cickiemu najwyższe pochwały i uznanie bez zastrzeżeń, wy- 
znają otwarcie, że wiedzą, iż p. Wóycicki prowadziłby polity- 
kę ani prawicową ani lewicową, lecz wyłącznie państwowo- 
polską - ale właśnie dla tego uznali, że w tym gabinecie nie 
powinien zasiadać, bo ten gabinet musi prowadzić politykę 
wyłącznie lewicową. Zaszkodziła też p. Wóycickiemu opinja 
człowieka energicznego o szerszych horyzontach, który może 
jeden w Polsce byłby zdolnym do zaprowadzenia porządku 
w ministerstwie i w całem sądownictwie. Ludzie zagrożeni 
wprowadzeniem porządku, wpłyaęli na lewicowe kluby, ażeby 
te w ostatniej chwili założyły protest i protest okazał się sku- 
tecznym. P. Wóycicki nie został ministrem sprawiedliwości, 
bo zachodziła obawa, że nikomu bez względu na part je nie 
pozwoli żerować na państwie. 
Za to ministrem został p. Sokal. Jest to świetny, bły- 
skotliwy, wykształcony typ, który Niemcy nazywają kateder- 
sozialist. Socjalista teoretyzujący, z pewnością do partji nie- 
zapisany, będzie bronił w rządzie tych "zdobyczy demokra- 
tycznych", któremi Polska tak się chlubi w Genewie, że od 
samego p. Thomasa dostałą pochwałę za swoją wyprzedzającą 
cały świat postępowość. Ze ta postępowość skończyć się 
musi upadkiem pzzemysłu z powodu niezdolności naszej do 
konkurencji i że przez to może krocie "uprzywilejowanych*
		

/p0004.djvu

			4 


MYŚL NARODOWA 


Nr. 48 


robotników stracą chleb, o to mniejsza. Nie chodzi przecież: 
w Polsce o chleb dla ludzi, o życie ludzi, tylko o uznanie 
przez lewicę zagraniczną za piękne principia. Niegdyś "libe- 
rum veto U , dziś "zdobycze demokratyczne" stały się ową 
źrenicą wolności "pupilla libertatis", o której pisał Turski, że 
nie żyd nam w tej ojczyźnie i za ojczyznę mied jej nie chce- 
my, gdyby w niej cztery kardynalne źrenice wolności miały 
zaginąd. 
Trzeba sobie jasno powiedzied, że socjalizująca lewica 
objęła rządy w Polsce pod firmą p. Władysława Grabskiego. 
I chce się przy nich utrzymad. 
O utworzeniu większości parlamentarnej nie ma teraz 
mowy i niewiadomo, czy w tym Sejmie jest to prawdopodo- 
bne. Kiedy w ostatnich czasach mówiono o możliwości 
upadku gabinetu p. Grabskiego, ogłoszono również, że jego 
następcą miał byd jen. Sikorski. Jenerał ten uchodził do 
niedawna za lewicowca, za męża zaufania ludowców tak pia- 
stowych jak wyzwoleńczych, tudzież Narodowej Partji Robot- 
niczej. Nie zaszło nic takiego, coby świadczyło o możliwości 
zmiany przekonań u p. Sikorskiego. A tymczasem od dwóch 
miesięcy z górą rozpoczęła się na jen. Sikorskiego planowa 
koncentryczna naganka ze strony prasy tych właśnie stron- 
nictw, które uchodziły za jego zwolenników i .niejednokrotnie 
dawały tego dowody. 
Cóż się stało? 
Mnie osobiście zdaje się, że jest to tylko uniemożliwia- 
nie następstwa po dzisiejszym gabinecie po to, ażeby został 
jako jedyna możliwa konieoznośd państwowa. Przofasono- 
wany gabinet musi się utrwalI d na korzyśd lewicy. Tern. 
tylko tłómaczy się nie zrozumiała naganka na p. Sikorskiego, 
jako też i na kilku pozostałych jeszcze ministrów, którzy le- 
wicy nie służą. 
Dla wzmocnienia kierunku uczyniono pod nieobecnośd 
p. Sikorskiego wiele przesunięd w wojsku, obsadzając resztę 
stanowisk przez zaprzysiężonych zwolenników p. Piłsudskiego. 
Gdyby dziś Pierwszy Marszałek wrócił do armji, zastanie 
prawie wszędzie samych swoich z POW. A powrót jego 
staje się nietylko lewicową koniecznością państwową, lecz- 
przy nowym, zmienionym rządzie możliwością, lub raczej lo- 
giczną konsekwencją. 
Z chwilą rozpoczęcia obrad sejmowych rozpocznie SIę 
wygryzanie tych kilku ministrów, którzy służą państwu, a nie 
lewicy-natężona praca nad przywróceniem p. Piłsudskiego do 
wojska i nad kompletnem zlewicowaniem gabinetu. Dopóki 
w Anglji rządził Mac Donald, a we Francji Hdriot, Polska, 
powinna była stosować się do lewicowej Europy. Po zwycię- 
stwie Mussolini'ego i Bala wina Polska ma się rozwijać wbrew 
temu, co się dzieje w Europie, albowiem celem Polski są nie- 
przerwane eksperymenty lewicowe, tudzież posady i zarobki 
dla "swoich". 


Jan Zamorski
		

/p0005.djvu

			Nr. 48 


MYSb 


NARODOWA 


6 


A. ŚWIĘTOCHOWSKI O "WYZWOLENlun . 
Surowa i karcąca akcja przeciw "Wyzwoleniu" prasy narodowej 
ą raczej tych kilku wśród niej publicystów, którzy jeszcze nie posnęli, 
dokonała swego. Pół roku temu wystąpił z Wyzwolenia poseł Thugutt, 
wypowiedziawszy pod adresem swoich kilkoletnich kommilitonów 
sporo subjekcji przykrych ale sprawiedliwych. Nie spoczywaliśmy atoli 
na laurach i demaskowali dalej antypaństwową, antynarodową, anty- 
europejską i wprost probołszewicką "działalność" tego zbiegowiska, 
które uchodzi w Polsce za partję. Pod pressją tej akcji demaskującej 
znów niedawno wyciśnięto z "Wyzwolenia" kilkunastu dzikusów i mu- 
rzynów politycznych. Ale to jeszcze mało. Ostatnio znów ta 60-tka 
"wybrańców ludu" (dzięki naj skandalicznej szej ordynacji wyborczej) 
oficjalnie solidaryzowała się z napaścią dywersyjną swego członka, 
(zdesperowanego niedolą polityczną "pierwszego marszałka"), na posła 
Rabskiego, rzekomo obrażona takiem passus w charakterystyce "Wyzwo- 
lenia" w "KuIjerze Warszawskim": 
"Kanał lewicowy, zwany "Wyzwoleniem", który od 6 lat 
zanieczyszcza powietrze Polski odrodzonej, zaczął w ostatnich 
czasach znów pachnąc tak, jakby spłynęły do niego paskud- 
stwa całego świata. Kanał Wyzwolenia ma dzisiaj zapach 
ostrzej szy. Jakiś inny, ohydny a irący. Ooś się przypomina... 
Cloaca maxima... Oto wypuściła w swym organie "Wyzwole- 
nie ludu" taką strugę cieczy bolszewickiej, jaka nawet w ście- 
kach tego kanału pobiła rekord obrzydliwości". 
Charakterystyka całkiem słuszna, tylko nie całkiem wyczerpująca 
i za łagodna w zestawieniu np. z tym stylem, jakim majster Ehrenberg 
stale pIsywał o obozie narodowym, o Wł. Grabskim, Hallerze, Dowbo- 
rze, Seydach, Paderewskim, arcybiskupie "ormiańskim", Głąbińskim, ś. p. 
ks. Lutosławskim, ś. p. Skarbku i t. d. 
Ponieważ więc charakterystyka anarchizującej, wichrzycielskiej 
od lat pięciu i skroś barbarzyńskiej skupiny pod nazwą "Wyzwolenie", 
rozwalającej państwo polskie znacznie więcej wyczerpująca wyszła 
z pod pióra nestora publicystyki polskiej Aleksandra Swiętochowskiego 
i to dwukrotnie w jego "Liberum Veto", przeto przypominamy ją tu 
czytelnikom "Myśli Narodowej": 
"Jeden z posłów sejmowych w rozmowie ze mną, okre- 
ślając cechy stronnictw sejmowych, dodał uwagę: 
· '.AM'- Obserwując przez kilka lat zb1iska nasze part je poli- 
tyczne, nauczyłem się je rozumieć* i dziś wiem, czego każda 
z nich żąda i dokąd dąży. Jedna tylko pozostaje dla mnie 
oałkiem niepojęta - "Wyzwolenie". Czasem sprawia ona wra- 
żenie bezmyślnych warchołów, czasem sztucznie podnieconych 
półgłówków, czasem niesfornych żaków, a czasem poprostu 
krzykliwych wariatów. Jąk pan sądzi? 
- Tę zagadkę - odrzekłem - daleko lepiej rozwiązałby 
panu Szto1cman, znakomity badacz ptaków. W swych "Szki- 
cach Ornitologicznych" opowiada on, że toki cietrzewi są nie- 
zrozumiałe i wątpić * należy, ażeby to były zaloty miłosne 
w celu podobania się samicom. Gdy bowiem stare samce 
z wyciągniętą szyją, zadartym ogonem, opuszczonemi skrzy- 
dłami, wydając bełkotliwe dźwięki, podskakują lub rzucają się 
na siebie jak warjaci, siedzące na obocznych drzewach samice 
przypatrzywszy się obojętnie tym podrygom, odlatują w gąszcz 
z czekającymi na nie samcami młodymi. Podobne widowisko
		

/p0006.djvu

			6 


MYŚL NARODOWA 


Nr. 48 


odbywa się na naszem tokowisku polityoznem: stare samce» 
ciskają się w szalonych, niezrozumiałych pląsach -to są "wy» 
zwoleńcy", młode, czatujące w pobliżu - to bolszewicy, a sa- 
mice - to odlatujące z nimi w gąszcz wyzwolone cieciorki. 
Sztolcman zaznacza przy tern, że śród cietrzewi zdarzają się 
mieszańce (z głuszcami) zwykle bezpłodne. Między .wyzwo- 
leńcami" są również mieszańce - i pomimo znoszenia jaj 
w rozmaitych okolicach kraju-również bezpłodne, nie słyszy- 
my bowiem o żadnej ich pracy twórczej. To też, o ile nie 
ustalą się w gatunku czystym, jako Lyrucus tetrix bolszewi- 
ckie, nie pozostawią potomstwa i wyginą". 
Drugi raz w kilka miesięcy później czytaliśmy: 
"Gdyby można było się śmiać, jakże byśmy serdecznie 
się śmieli! Jest w sejmie "part ja" podobna do torby dziadow- 
skiej, w której leży kromka chleba, kawałek sera, parę kar- 
tofli, smolna drzazga, jajko, kilka guzików i t. p. 
Nazywa się ta zbieranina "jednolitym zastępem", bronią- 
cym interesów "ludu" lub "proletarjatu wiejskiego". Ta szcze- 
gólna "part ja" powstała dzięki temu, że w pewnych okręgach 
wyborczych znalazła się większa liczba kełbiów, chwytających 
przynętę wędek agitacyjnych a jednocześnie znalazło się kilku- 
nastu radykalizujących karjerowiczów politycznych, pchniętych 
ambicją zdobycia mandatu poselskiego, którzy nie mając do 
siebie miejsca w żadnym wozie partyjnym, wsiedli do omni- 
busu z czerwoną chorągiewką. Z ludem i proletarjatem wiej- 
skim pozostają oni w takim związku, w jakim konie względem 
furmana i pasażerów tego omnibusu. Gdyby zszyć razem gło- 
sowania i oświadczenie tej grupy jako jej sztandar, wypadłaby 
wielobarwna płachta, w której skrawki wełniane byłyby połą- 
czone ze skrawkami perkalu, skóry a nawet papieru a całość" 
pochlapana czerwoną farbą. Oczywiście taka płachta nie mogła 
się długo trzymać, zwłaszcza gdy ją zaczęto gwałtownie 
ciągnąc" i szarpać w rozmaite strony-musiała pęknąć w swych 
słabych szwach. I pękła. Zdarzył się bowiem wypadek z nie- 
przewidzianym a naturalnym skutkiem. Prezes tej "partji'" 
pojechał za granicę i odwiedził we Włoszech, Francji i Anglji 
naczelników rządu, którzy (oprócz Mussoliniego) uznani zostali 
u nas za pochodzących z "lewego łoża". Po powrocie zabrał 
głos w Sejmie. Chociaż w jego mowie było trochę "wyzwo- 
leńczej" czkawki, wogóle jednak wprawiła ona w zdziwienie 
zarówno jego towarzyszów partyjnych, jak przeciwników. Pan 
prezes jak gdyby rozbroił się, jak gdyby w podróży stracił 
wszystkie szrapnele i granaty ręczne parobczańsko-socjali» 
styczno-mniejszościowej demagogji, jak gdyby tam odwonił 
się z cuchnących odorów zaściankowego radykalizmu, jak gdy- 
by z psotnego żaka wyrósł na poważnego męża stanu. W jego 
wywodach znać było, że chce objąć wzrokiem rozległy widno- 
krąg życia społecznego a nie patrzed na nie przez partyjną 
szparę, że mu chodzi przedewszystkiem o naród, o państwo, 
o Polskę. Naturalnie takie stanowisko nie godziło się z mi- 
stycznym, bo nikomu nieznanym "programem" stronnictwa,
		

/p0007.djvu

			Nr. 48 


MYŚL NARODOWA 


7 


a w istocie nie godziło się z jego taktyką polegającą na bez- 
myślnem przeczeniu i wichrzycielstwie; więc rozpoczęło się 
wjerzganie znarowionych kuców i wrzaski clownów tego cyrku 
sejmowego, które zmusiły jego dyrektora do pożegnania ca- 
łej załogi". 
Pakt nie tyle ważny, ile pouczający. Nasz radykalizm 
polityczno-społeczny nie jest oryginalny, ale naśladowczy i jak 
wszelkie małpiarstwo karkaturalny. Nigdy może przysłowie 
łacińskie, że "gdy dwóch robi to samo - nie jest to samo" - 
nie sprawdziło się ściślej, niż w tym wypadku. Idee o szero- 
kim obrębie zwężono do obręczy, przez które przeskakują 
akrobaci wiecowi; obronę państwa, uczucia narodowe, dążenia 
patrjotyczne, które gdzie indziej są przedmiotem ataku, ale 
zarazem szacunku, u nas podłożono pod chamskie cepy i opluto 
pijacką śliną. Przewrotowcy francuscy - jak tego zresztą do- 
wiodła wojna - pomimo rozebrania wszystkich akcji między- 
narodowego radykalizmu nie sprzedaliby za nie ani narodo- 
wego charakteru, ani niepodległości swoich państw. Tymcza- 
sem nasi ciągle usiłują zabió lub zatruć Polskę i z pewnością 
śpiewaliby tłuste piosenki na jej pogrzebie i tańczyli bolsze- 
wickiego kozaka na jej mogile. Nasz rewolucjonizm to nie 
jest apokaliptyczna bestja, bo zły psiak, który szczeka na 
wszystkich a napada i kaleczy przechodniów. W niczem nie 
przejawia on wielkości, a we wszystkiem małość, parafiań- 
szczyzna, zaścianek, napełniony zawiścią, kłamstwem, plotka- 
mi i bójkami." 
Ze słów tych znakomitego pisarza nic ująć a natomiast do nich 
wiele dodać jeszcze by można. · 
Z tego względu akcji "wyzwolonego" "KuIjera Porannego", za- 
początkowujące
o wielką ankietę p. t. "Jak zapobiedz swywoli druko- 
wanego słowa? nie wrożymy wielkiej przyszłosci. I to nie tylko z tej 
racji, że zainicjował ją taki skończony szuler polityczny jak p. K. Ehren- 
berg-Jasnogórski na benefis takiego multimiljardera powojenne
o jak 
Ludwik Fryzę, ale z tego wz?lędu, że jedynym sposobem ukrocenia 
"swywoli drukowanego słowa' byłoby wyłącznie zamknięcie przede- 
wszystkie m największego lupanaru rozpusty drukowanego słowa jakim 
jest od lat wielkokapitalistyczne nocne etablissement Pryze- Ehrenberg. 
Gdyby rząd którykolwiek odważył się na opieczętowanie tego 
domu fałszowanej gry politycznej, tego pisma, które jeszcze nigdy nie 
odważyło się na wytoczenie procesu o oszczerstwo nikomu, to możemy rę- 
czyć A że, o ile zaraza stamtąd nie rozlezie się po reszcie prasy, to i ci 
publicyści w narodowym obozie, którzy jeszcze nie posnęli żywcem 
a dziś zmuszeni są bronić swoich przed gazami trującymi czasem 
i granatami ręcznymi, w wyborze broni defensywnej będą wybredniejsi. 
Na razie o tem niema mowy. Z "Wyzwoleniem" i z bandę nerę 
"Kurjera Porannego" nadal tak jak dotąd. (a. n.) 
Z MÓW J. I. PADEREWSKIEGO. 
W Katowicach 
(dnia 14 listopada). 
Powinniśmy wszyscy, Jak Polska szeroka i długa, zrozumieć, 
że jakkolwiek wojna orężna już minęła, to jednak nie skończyła się 
walka. Walka trwa i trwać będzie, tylko przeniesiona na inne 
pole, na pole pracy i wre ona zacięta, zawzięta, nieustannie, sku-
		

/p0008.djvu

			8 


MYŚL NARODOWA 


Nr. 48 


tecznie tuż obok. W tej walce tylko ten ZWycięży, kto więcej pra- 
cować będzie. Nikt tego snadniej, lepiej nie zrozumie, niżli tepułki 
prastarych naszych Bartków ZWycięzców, nikt tego lepiej odczuć nie 
potrafi jak ten pracowity i dziwnie dojrzały lud śląski. Lecz po- 
winniśmy i musimy Z drugiej strony zrozumieć, że jeżeli dziś, 
dzięki łasce Boga, dzięki wytrwałości, dzielności i patrjotyzmowi 
śląskiego ludu przy światłym, mądrym kierownictwie Wojciecha 
Korfantego ta część Polski jest Polską, to jest obowiązkiem Pola- 
ków wszystkich i każdego Z osobna postępować i zachowywać się 
wobec współobywateli naszYch obcej krwi, mowy lub wiary w ten 
sposób, ażeby to zachowanie się i postępowanie stało się przykła- 
dem dla innych, pod których władzą pozostało jeszcze blisko 2 mi- 
/jony naszych rodaków. " 


W Poznauiu 
(dnia 22 listopada). 
"Są ludzie, którzy umieją mówić o sobie, lecz ja do nich nie 
należę. Zdobyłem trochę rozgłosu w świecie, trochę szacunku wśród 
obcych, ale nie urosłem w pychę. Pozyskałem dużo przyjaciół dla 
kraju. Wypadki i okoliczności wysuwały mnie na stanowiska 
wpływowe. Obejmowałem je, bo taka była wola Boga, a także 
ludzi żądanie. Czy na nich sprostałem swemu zadaniu-nie moją 
jest rzeczą sądzić. Zawsze pracowałem tylko w poczuciu obowiązku 
dla swego narodu, który zawsze mi będzie najdroższym i najbliż- 
szym. Dziś stoję Z daleka od czynnej polityki i nie chciałbym 
o \niej mówić. Miłującem sercem oceniam tę godność, którą mię 
darzycie, cenię tę godność obywatela, jaką mnie darzycie, jaką jest 
obywatelstwo honorowe tego miasta, najbardziej polskiego w Polsce 
i wołam: "Niech żYje Poznań, Rada m. st. Poznania niech żYje ". 
Te dwie mowy naj szlachetniejszego patrjoty i wielkiego obywa- 
tela, któremu Polska odrodzona tyle zawdzięcza i który zagranicą cie- 
szy się największą czcią, miłością i szacunkiem, powinny chyba wnieść 
nieco uspokojenia w waśń domową między dwoma skrzydłami t. zw. 
Osemki t. j. obozu narodowego i chrześcijańskiego. Ktokolwiek działa 
nadal nad rozkopaniem przepaści między tymi odłamami, powodując się 
choćby aktualnie bardzo pięknymi względami, ten świadomie lub nie- 
świadomie działa destrukcyjnie, rozwalając solidarność obozu narodo- 
wego i pomagając do zwycięstwa wszechwładnego żydostwa. Popycha- 
jąc całą lub choćby część Ch. D. w ramiona rozwarte rozradowanej 
lewicy współpracuje się nad stworzeniem lewicowego kartelu i więk- 
szości parlamentarnej, która da Polsce nowy gabinet w stylu Mora- 
czewskiego, nową odmianę kiereńszczyzny. Lewica pcha obecnie całą 
parą do rozwiązania Sejmu. W tych warunkach przy dzisiejszym roz- 
łamie i rozstroju przeprowadzone wybory mogą wypaść katastrofalnie. 
Czas opamiętać się w zapamiętałej, zadzierżystej zajadłości i obłę- 
dzie, w pośpiesznem likwidowaniu i grzebaniu ryczałtem własnych ludzil 
(a. n.) 
KUPLETY "ANIELSKIE"". 
Poeta Tuwim mianował poetę Lechonia "aniołem zawieszonym 
między niebem a ziemią*. 
Otóż do komedji St. Krzywoszewskiego p. t. "Zmartwienia 
p. Hamelbeina" dopisał dla artystki p. Brydzińskiej na nutę "Wenn 
du einmal Braut hast" anioł zawieszony między niebem a ziemią ku- 
plety w tym stylu:
		

/p0009.djvu

			Nr. 48 


MYOLNARODOWA 


9 


W pół do piątej już uderza, 
Każdy w sobie czuje zwierza, 
W sukni jesteś wielką damą, 
Lecz kobietą, pod pyjamą. 
Przez jedwabne materjały 
Obejmuje cię świat cały, 
Gdy we fraku jest to kłamie, 
Prawdę mówi tylko wtedy' 
Gdy w pyjamie. 
Kobiety drżą zasdrosne, 
LIVaAJlI 
Zavvsze na T £ * 
JaKim jest gorzej. 
By czasem pokryjomu 
Coś się me stało, 
Mąz siedzi w domu, 
Ach, to ciało! 
Na nic cnota i kultura, 
Więc nie mówią córkom mamy, 
Na co w sklepach są pyjamy, 


Zmysły nęci, oczy wabi 
Pomysł, miękkość tych jadwabi, 
Żrą się ludzie, lecz to samo 
Zawsze czują w głębi serca 
Pod pyjamą. 
Na drzewie pączek pęka, 
W żyłach masz wrzątek. 
Idzie panienka: 
Ach, to początek 
f* A A o 8 n O Z pOwiek, 
W YtE ' dy
nj tarz, 
Tv O czIDWlek.. 
. ? 
gkąd tQ sj« n a m wszystkim wzl
ło. 
Jeszcze w raju się zaczęło... 
Piękna Ewa przy Adamie, 
I oDoje - nie w pyjamie... 
Krew nabiega nam do skroni, 
Twarz przy twarzy i dłoń w dłoni, 
W sen schodzimy i słuchamy: 
J ak nam miotem biją serca 
Z pod pyjamy. 


. . 
Otoz kwest ja jest taka. 
Można pisać polski tekst do marsza pruskiego "Die Blauen Husa- 
ren", a największy "bohater narodowy" nazwie to sobie najdumniejszą 
pieśnią polską. Można więc zatem pisać i poematy "karmazynowe" 
o Mochnackim i jednocześnie kuplety o pyjamie na nutę "W enn du 
einmal Brant hasf'. Ale co o takich "poetach" z Kurjera Porannego 
w duchowej atmosferze Fryzów i Boyów dorastających powie nastę- 
pne pokolenie? 
Czy uzna w was "aniołów zawieszonych między niebem a Zle- 
(a. n.) 


. "? 
mlą . 


o SZYLDACH 


(Dwugłos) 
Żargonowy wileński "Unzer Tog pisał: 
"Wiele razy już wskazywaliśmy konieczność niezmniejszania cha- 
rakteru żydowskiego Wilna przez zaniechanie żydowskich liter na na- 
pisach nad sklepami i przedsiębiorstwami, a tylko w małej mierze to 
wykonano. "Im mniej żydowskich szyldów w mieście, tern większe jest 
niebezpieczeństwo dla tych, które już wywieszono. Oto naprzykład ko- 
munikują nam o kilku wypadkach, że chuligani zerwali żydowskie 
szyldy... Takie wypadki nie mogłyby się zdarzyć, gdyby całe Wilno żY- 
dowskie było pokryte żYdowskiemi szYldami. Albowiem przecież taki właś- 
nie jest motyw tego, że uważamy sprawę szyldów żydowskich za ważną: 
przyzwyczaić szowinistyczną chuliganerję do faktu, że w Wilnie istnieje 
także żydowska ludność o własnym języku i całkowitern prawie do tego 
języka. Kto więc zaprzecza temu faktowi czy przez to, że nie rozmawia 
w żargonie, czy przez to, że nie manifestuje swego fydostwa za pomocą 
naszYch liter czworograniastych, ten zmniejsza w taki sposób liczbę i wagę 
żydowskiego elementu w Wilnie". "O ten powinny wiedzieć przede- 
wszystkie m odpowiednie nasze organizacje żydowskie, jak Związek 
Kupców. Stowarzyszenie Rzemieślników, Stów. Drobnych Handlarzy, 
Stów. Lekarzy i Dentystów i t. p. Muszą one przYmuszać swych członków 
do manifestowania żYdowskości Wilna przez żYdowskie napisy na szYldach "- 


Warszawski "Nasz Przegląd". 
"Lada napis rosyjski dotąd niezatarty - doprowadza różnych vpa- 
trjotów'" do białej gorączki. 
Spotykane napisy niemieckie wywołują ataki furji.
		

/p0010.djvu

			10 


MYŚL 


NARODOWA 


Nr. 4 


To gwałtowne reagowanie na rzeczy istotnie nie szkodliwe i obo- 
jętne - jest objawem szowinizmu dusz płytkich i szarych- 
Zdrowe poczucie narodowe jest dość humanitarne, aby tolerować 
u siebie szYldy CzY przedmioty obce. 
Niezdjęty dotąd szyld rosyjski nie jest wcale dowodem, że nie 
zatarliśmy śladów niewoli carskiej. 
Stokroć gorsze są bowiem niezatarte napisy, wyryte w wielu du- 
szach, że weźmiemy dla przykładu z carskiej Eosji wywodzące się 
przesądy żydożercze, czy też prusacką brutalność, którą tak wielu dzi- 
siejszych pseudopatrjotów odziedziczyło po zaborcach". 


MR. MARCELI HANDDELSMRN 
JAKO SZPECJALIST OD ANGLII». 
(Przegląd polityczny. R. I. Ze. I. 15 kwietnia 1924. 
"Nasza" polityka wobec Anglii). 
"ATe nie zapominajmy i o innych prawdach. Imperjum brytyjskie 
w postaci południowo-afrykańskiego premjera jenerała Smuts'a zna- 
lazło w tej ciężkiej chwili dziejów pierwszorzędny talent polityczny - 
może największego swego męża stanu w jutrzejszym dniu histoTji - i dzięki. 
jego genjalnemu wynalazkowi systemu mandatowego opanowuje do- 
tychczas na krytycznym terenie Bliskiego Wschodu wzmagający się 
ocean ruchów pan-arabskich, pan-islamistycznych i pan-azjatyckich. 
Dzisiaj proklamowany Kalifem król Hussein, władca Hedżasu 
(tego "Piemontu arabskiego") i pan świętych miejsc religji muzułmań- 
skiej - pan Mekki, tego Rzymu Islamu, - z duma. w koło spoglądać może 
na wieniec królestw, których trony zajmują jego synowie - dynastja 
Husseinidów. ... "Poczucie polityczne angielskie nawskroś państwa jest 
zarazem społecznem i demokratycznem" . 
..."Anglji nigdy w doniosłych momentach dziejów nie brakło 
przenikliwości i daru przewidywania"..... 
Tyle p. Handelsman of street. 
All-right. Ale panu brakło. I brakło pp. Rosnerowi, Shapirze, 
Appenschlakowi, Posnerowi, Szwalbemu, Beaupremu, Nussbaumowi, 
Estreicherowi, Ehrenbergowi, Bierenzweigowi, Noskowskiemu, Grosster- 
nowi, Thonowi, Szwarbartowi, Skrzyńskiemu, Haeckerowi, Peldma- 
nowi, Srokowskiemu, Dybowskiemu i t. p. krakauerom. 
P. M. Handelsman to izraelita pracowity, obrotny, uczony, okro- 
pnie Polak, ale daru przewidywania niema. 
Król Hussein nie spogląda już z dumą..... 
"Największy zaś mąż stanu w jutrzejszym dniu histoIji"_ (rekla- 
mowany też przez drugiego, aryjskiego znów znawcę Anglji ale do 
cna przeżartego malaIją krakowską prof. Dybowskiego) padł sromotnie 
w tymsamym czasie przy wyborach w Transwaalu i jest sobie eme- 
rytem kolonialnym, byłą wielkością o której się już nie mówi... 
Dodać tu trzeba, że wśród polityków angielskich drugiej sorty 
był Smuts tym, który z największą zaciekłością nienawidził "Katolickiej 
Polski", a faworyzował Niemców i żydów. Stąd ten kult u Handels- 
manów dla Smutsa. 
Ale skąd u Dybowskiego? Kraków. Alma Mater Enkainitorum. 
(a. n.). 


GOŚCIE ZE WSCHODU. 
Pierwszy lepszy narożny kiosk w Warszawie stale 
jest oblepiony afiszami opiewającemi występy w różnych sa- 
lach Warszawy, żydowsko-rosyjskich autorów i aktorów. 
Jewreinow, Siewierianin, Wertyński, Ohenkin, Karsawina, 
Władimirów, Kaczałow, Lipkowska, Sibiriakow, cała "Siniaja 
Ptica" i t. d., i t. d. szereg "grubych ryb", przybywających 
do nas tłumnie ze Wschodu via Berlin-Praga.
		

/p0011.djvu

			Nr. 48 
 


MYSLNARODOWA 


11 


Przybywają by móc nas nakarmić swą "Sztuką". Powo- 
dzenie mają zapewnione, sala zawsze pełna, bowiem młodzież 
żydowska poprze zawsze chętnie wszelaki "modernizm" zwłasz- 
cza rosyjski, tchnący "siewieronanizmem", lub zgniłym "żydo- 
wertinizmem" . 
Dość* tego zachwytu dla wszystkiego, co z Rosji. Warsza- 
wa nie jest Berdyczowem. Nie mamy obowiązku dogadzania 
gustowi "naszych najserdeczniejszych" . 
Nie odmawiamy talentu niektórym z tych wędrownych 
artystów, ale, znając ich życzliwość do wszystkiego co pol- 
skie, radzimy polskiej publiczności powstrzymać swoje za- 
chwyty. 
Tymbardziej, że zawdzięczamy ten napływ naszemu zło- 
temu, powinniśmy chociażby z szacunku dla niego mniej po- 
chopnie wpychać go do różnych, często nie zupełnie czystych 
kieszeni przedsiębiorców o niewyraźnej przeszłości. 
(Tom. Jaw.). 


OBRAZKI Z JUDENDENTURV OKRĘGU 
BIAŁOSTOCKIEGO I BRZESKIEGO n/B. 
Niedawno otrzymaliśmy wiadomość o aresztowaniach w W.O.Z. I1f 
Białystok za popełnione nadużycia  odbiorze koców. 
* * 


Szefostwo intendentury w Grodnie nie posiada ani jednego fa- 
chowego w służbie intendenckiej a na czele stoi ppułk. żyd Maurycy 
Th
rn, który sześć miesięcy urzęduje vna turlopie, a drugie sześć 
w łożku. 
W okręgu tym dzieją sie nieznanej dotąd r szerokiej masie orgje 
Personel p. Thorna dzieli się na dwa obozy: białych i czarnych. Biali 
to ludzie uprzywilejowani pozostający w zażyłych stosunkach z p. ppułk. 
i mówią sobie "per ty". Jeżeli się zdarzy wypadek, że p. Thorn urzę- 
duje w biurze to młody, dwudziestoletni porucznik wchodząc do swego 
szefa wita go te mi słowy: "Servus Maurycy" na co ten ostatni odpo- 
wiada: "Slakby cię trafił Guciu!" Z czarnemi stosunki są całkiem inne. 
Często się słyszy jak uniesiony p. ppułk. krzyczy. "Ty "cholemiku...! 
Dlaczegoś tego nie zrobił" itp. 
O swym przełożonym p. ppułk. Thorn, nawet wobec swych pod- 
władnych wyraża się w ten sposób: ,Urgens" - to rzuć go do kosza. 
Co sobie ten cholernik Litwinowicz myśli, ja na niego napiszę do 
Belwederu! " 
Gospodarka p. Thorna jest skandaliczna. Tysiące wagonów zboża 
W. Z. G. gnije około stacji, a ppułk. rozjeżdża się urlopowo na koszt 
Państwa. 
Curiculum vitae p. Maurycego Thorna przedstawia się następująco: 
W sławetnej wyprawie na Kijów - on to, Maurycy Thorn, wy- 
wiózł z kraju olbrzymie zapasy żywności, mundurów, obuwia i skór 
i tam dla bolszewików zostawił). 
W roku 1920 roztrwoniono kasę wojskową półtora miljona marek 
w owe czasy i do dnia dzisiejszego w tej sprawie nie odnaleziono win- 
nego. Nadto opowiadają że wszyscy żydzi krawcy w Białymstoku 
mają nowe maszyny do szycia zamienione w W. Z. G. za stare). 
Podobno manipulacje te przeprowadził por. Kamiński, który 
k
lką.krotnie pozostawał pod śledztwem, a obecnie osadzony w wię- 
ZIenIU. 
P. Thorn 2a to wSzYstko dostał krzyż walecznych.
		

/p0012.djvu

			12 


ŁIYfcL N ARO D OWA 


	
			

/p0013.djvu

			Nr. 48 


MYŚL NARODOWA 


13 


vorh ergeh en den Zeit einer pathetisch - tragischen Stimmung 
schrieb: "nas Volk wurde belogen und es belog sich selbst; die 
Liige feierte in der polnischen Gesellschaft Triumphe, denn sie 
entsprach ihren Gefiihlen. nie Liige wurde zur Gewohnheit'I. 
So der noch hervorragend wirksame Michał BobrzynsM, den 
viele Polen fiir ihren bedeu ten dsten lebenden Staatsmann halten. 
Er wagte aIs junger Mann zu bekennen: "Wir hatten keine 
Regierung, und dies ist die uinzige Ursache unseres Falles". 
Man verglich sich, indem man es unternahm, einem daran nicht 
gewohnten Volke die Wahrheit zu sagen, mit der Figur des 
alten Hofnarren (stańczyk), dem sein Amt das Recht verlieh, 
sogar den Konigen den Star zu stechen. Von da erhielt die 
ganze Richtung den Nam en Stanczyken-Partei. Sie war 
antirevolutioniir und realpolitisch, das hiess aber, 
wie die ninge in Oesterreich und Galizien lagen, streng mo- 
narchisch, konservativ, aristokratisch und klerikal. Natiirlich 
wurde die von bedeutenden Miinnern erfasste Idee von der ge- 
wohnlichen Tagespolitik sehr bald vergrobert, sodass die Stan- 
czyken in Wirklichkeit den regierenden Grossgrun db esitzers tan d 
vertraten. Trotzdem war diese Krakauer Parte i eine hervor- 
ragende Erscheinung, wohl die einzige po litisch e Organisation 
von nachhaltiger Kraft, die dem Po len tum in moderner 
Zeit gegliickt ist. Mit stets bekundeter Ergebenheit blickte 
man auf das habsburgische Kaiserhaus, ganz besonders anf die 
Person des alten Herrschers. Noch immer ist der schwiirmerische 
Zuruf nicht verhallt: "Zu dir, Herr, stehen Wlr und wollen 
wir fiirder stehen!" 
Man b egre ift, dass eine solche Sprache einem Monarchen 
wohltonend erschien, der viel Bitteres erfahren hatte, auch 
von seinen eigenen VoIkern. 


POCZĄTKI "KURJERA PORANNEGO"". 
(Ciąg dalszy). 
Rewelacje p. Belmonta w "Wolnem Słowie". 
Rząd przeszKadza. 
Mój Boże!., jak ten rząd przeszkadza wcieleniu szlachetnych za- 
miarów ojca i syna Fryzę... Oberpolicmajster jest naczelnikiem straży 
ogniowej... Ale kasy dla poszwankowanych strażaków boi się jak 
ognia.. Oho, rząd przeczuwa, że taka kasa strażaków - to, panie do- 
brodzieju, tylko początek... potem to z tego będzie, panie, Towarzy- 
stwo Rolnicze... takie co to w roku 1861... Wszędzie [uje,.. [uje... Po- 
tem to się rozejdzie na Litwę... I to wszystko pod szczęśliwą dewizą: 
Feliks! Słowem... rząd się z tern nie spieszy... Podkopuje się pod 
wszystkie zabiegi Fryzów... Oni opracowują projekty, wysyłają do 
ministeijów, chodzą koło tej sprawy, mają specjalnych ludzi w Pe- 
tersburgu... A tu ktoś ciągle psuje: "nie zatwierdzajcie'!.. Jakie to 
bolesne!.. Bo tymczasem-po Warszawie chodzą sobie ciche ploteczki 
o tem, że kapitał dobroczynny, znajdujący się na imiennym rachunku 
pp. Fryzę miewał :}?ewne kaprysy. Ludzie bardzo bliscy redakcji 
"Kurjera Porannego opowiadają, że np. pewnego dnia brakło 2,430 rb. 
Opowiadają, że - kiedy zaszła obawa kontroli - trzeba było nagwałt 
pokrywać lukę... I to nie raz... Ludzie ci opowiadają, że właśnie tęga
		

/p0014.djvu

			14 


MYŚL NARODOWA 


Ut. 4 8 


· rodzaju skromne pożyczki na czas nieokreślony są jedynym powodem 
opóźnienia w zatwierdzeniu projektu kasy, niewiadomej daty "wysła- 
nego do ministerjum" jakkolwiek-według najnowszych danych - "ma 
być-dopiero opracowany"!.. 
Tymczasem w ciągu 24 lat gniją sobie na brukach nędzarze - 
kalecy ze straży ogniowej, o których tak serdecznie po koleżeńsku 
pomyślał ex-strażak i redaktor "KuIjera Porannego", stary depozy- 
tarjusz i ojciec młodego depozytarjusza... 


Z Korespondencji urzędowej. 
Przyjrzyjmy się trochę temu, jak to rząd "przeszkadzał" utwo- 
rzeniu kasy zapomóg dla p o szwankowanych strażaków, albo zgoła się 
nią nie interesował... Informacja z aktów urzędowych - która przez 
szczęśliwy wypadek doszła do moich oczu z najpewniejszego źródła - 
brzmi: 
"W odpowiedzi na zapiskę generał-majora Klejgelsa kancelarja 
Warszawskiego Generał-gubernatora 1 lipca 1888 r. za NQ 40 doniosła, 
że Główny naczelnik kraju polecił Ober-policmajstrowi powziąść 
wszystkie będące w jego mocy nie sądowe środki, aby otrzymać od 
p. Fryzę zebrany przezeń kapitał i umieścić go w Banku Państwa. 
Jeżeli zaś powzięte środki nie doprowadzą do otrzymania kapitału, to 
należy zrzec się zupełnie korzystania z nich, ponieważ nie odpowiada 
godności instytucji rządowej zależność w stosunkach pieniężnych od jakiegoś 
p. Fryzę ". 
Ale p. Fryzę umiał przekonać władzę, ze nie należy się zrzekać 
kapitału na rzecz ubogich-ofiarując kilkakoć drobne sumy na rzecz 
ubogich funkcjonaIjuszów straży ogniowej. W pomieszczonej infor- 
macji czytamy dalej: 
"Na skutek dziennikarskiej uwagi w "Kurjerze "Warszawskim" 
w r. 1898 o niezabezpieczonem położeniu strażaków, podczas gdy ist- 
nieje kapitał, od którego procenty winny być przeznaczone na ich ko- 
rzyść, kancelarja Warszawskiego Generał - gubernatora zapytywała 
w r. 1898, 1899, 1900, 1901, 1904 i 1905, w jakiej pozycji znajduje się 
sprawa zabiegów p. Fryzę o zatwierdzenie ustawy kasy zapomóg dla 
strażaków Warszawskiej straży ogniowej. " 
Okazało się, że pan Fryzę ciągle opracowuJe projekt i ciągle 
stara się o zatwierdzenie. 


Najtrudniejszy projeKt na świecie. 
Napisanie ustawy kasy zapomóg dła strażaków jest najtrudniej- 
szą robotą na, świecie. 
Coś w rodzaju zadania o kwadraturze koła. 
Trwa to 24 lata... bez skutku. 
Wprawdzie już w r. 1889, t. j. w 2 i 3 lata po zebraniu funduszu 
p. Feliks Fryzę "zdąży" podać jakiś próbny projekt Oberpolicmajstro- 
wi Klejgelsowi -ale jakoś ani Oberpolicmajster, ani sam pan Fryzę 
tego projektu nigdy nie traktowali na serjo. 
Nigdy!., jakkolwiek expose doń w lutym r. 1889 p. Feliks Fryzę 
pisał własnoręcznie co następuje: 
"Ustawa kasy sformułowana jest według wzorów Ustawy Czer- 
wonego Krzyża. Aprobata waszej Ekscelencji dla tej zasady, wypo- 
wiedziana mi osobiście, pchnęła całą sprawę na drogę praktyczną i do- 
zwoliła mi nakreślić projekt, w którym starałem się uniknąć jaknaj- 
lżejszych sprzeczności z obowiązującemi przepisami i rozporządzeniami 
rządu. 
"Proszę mi wybaczyć "Wasze Prewoschoditielstwo", że sprawa 
tak się dłużyła (w oryg. "dieło dliłoś"), ale wygrała ona z tego wzglę- 
du, że będzie ją rozstrzygać "Wasze Prewoschoditielstwo" z tą ener- 
gją i uporczywością (s energiej i nastojcziwostju) gwoli którym ja 
sam przy wszystkich moich zajęciach wcześniej skończyłem projekt,
		

/p0015.djvu

			Nr. 48 


MYŚL NARODOWA 


15 


niż sądziłem (.rausze pokoncził, cziem połagał") . Wszelako winien je- 
stem, że to expose i cała ustawa pisane są niezupełnie wyraźnie ("nie 
sowsiem czotko") i nie bez błędów przeciw językowi, ale ja sant 
wszystko robiłem, tłomaczyłem i przepisywałem, aby sprawę przyspie- 
szyc (" Uskoryt''') Waszej Ekscelencji najpokorniejszy sługa Feliks 
Fryzę" . 
Rzecz szczególna - cały projekt, wzorowany na "Czerwonym 
Krzyżu", wedle zasady aprobowanej - nie znalazł się na "praktycznej 
drodze", na którą .wszedł"! Energja "dłużąca się" a jednak "wcześniej 
kończąca" nie zapłodniła drugiej energji, na rozstrzyganiu, przez którą 
sprawa "wygrała. Może dla tego, że był pisany "niewyraźnie". A mo- 
że dla tego, że p. Feliks Fryzę przez oszczędność sam pisał, sam tło- 
maczył, sam wygotował go przez dwa lata. Naturalnie! Nie mógł na 
nikim polegać. Bo i któż drugi zapamiętałby wszystko, co jest po- 
trzebne dla kasy wsparć-określenie w  5, że "honorowym jej człon- 
kiem będzie Generał-ąubernator"-i określenie w  8, jak należy cho- 
wać członków zwyczajnych i honorowych: "na pogrzebie honorowego 
członka, a także członków zarządu, znajduje się i idzie aż na cmentarz 
deputacja straży ogniowej z brandmajstrem i muzyką na czele..." 
Naturalnie taki projekt kasy z pogrzebową muzyką, acz koszto- 
wał blisko 3 lata pracy, został pogrzebany w niepamięci... 
i zapomniany nawet przez autora... 
Bo oto w 12 lat później - 30 listopada 1900 roku urzędnik, dele- 
gowany przez kancelarję Oberpolicmajstra, z powodu zapytania kan- 
celarji Warszawskiego Generał-gubernatora o stan sprawy (2 Diełopr. 
5 No ]abria 1900 Nr. 18079), otrzymał od p. Fryzego zapewnienie, że 
w styczniu r. 1901 p. Fryzę zamierza ułożyć i przedstawić Oberpolic- 
majstrowi projekt ustawy kasy". (Predpałagajet sostawit' predstawit '). 
Więc dopiero zamierza! Ale na styczeń 1901 r. p. Fryzę projektu nie 
przedstawił. (Por. doniesienie kancelaIji Oberpolicmajstra do kanc- 
Warsz. Gen.-Gub. Nr. 662) 5758 z dn. 5 kwietnia 1901 r.). 
Pierwszy kwietnia przeszedł! Pan Fryzę nie przedstawił projek- 
tu. I znów wlecze się przedziwna korespondencja pomiędzy kancekv 
Iją Generał-Gubernatora i Ratuszem Oberpolicmajstra - bezpłodny ro- 
mans na tle uratyfikowanego nieprzystępnie przez depozytarjusza ka- 
pitału dobroczynnego. Aż het w maju roku 1904 p. Feliks Fryzę 
oświadcza nowemu delegatowi Oberpolicmajstra, że kapitał wynosi już 
rb. 10,838 kop. 84, a projekt już przedstawiony panu ministrowi... ale 
"jeszcze odpowiedzi niema". 
Dlaczego został wysłany z pominięciem Kancelarji Oberpolicmaj- 
stra, Naczelnika Warszawskiej Straży Ogniowej (może aby mu zrobić 
w sekrecie niespodziankę na dzień "jego anioła") - przez kogo został 
napisany - a zwłaszcza kiedy został wysłany - wszystkie te tajemnice 
zabrał s. p. Fryzę na tamten świat! 
Już tak dawno wysłany, a jeszcze niewiadomo czy doszedł do 
ministerstwa! . . 
Jaka szkoda!.. . 


Ludwitt Fryzę w roli WestalKi. 
Jest jednak druga-jeszcze większa. 
Onego dnia 30 listopada 1900 roku p. Feliks Fryzę przy urzęd- 
niku policji (sztabskapitanie S...) uczynił napis na kwicie Tow. Wzaj. 
Kred. na sumę rb. 8913 kop. 80 otrzymaną od Łubieńskiego, a wniesio- 
ną do kasy Towarzystwa 7 kwietnia tegoż roku, że pieniądze te nie 
są jego własnością, ale na wypadek jego śmierci podlegają wypłacie 
Warsz. Tow. Ubezp. od Ognia na cele kasy strażackiej. 
A jednak-pomimo tej gwarancji na po domu i pod obcem na- 
tchnieniem... kancelarji Oberpolicmajstra - po upływie lat 10 od owej 
chwili-w 24 od chwili zebrania funduszu i w 3 lata po śmierci Feli- 
ksa Fryzę depozyt... jeszcze jest święcie strzeżony przez Feliksowego 
syna Feliksa dwojga imion Ludwika... niby święty ogień Westy, przez
		

/p0016.djvu

			16 


MYŚL KARODOWA 


Nr. 4 


dziewice westalki. Kapitał ten przybiera fantastyczne cechy jakiegoś 
majoratu depozytowego w rodzinie Fryzów-ma leżeć wieczyście, jak 
śnieg na wyżynach Himalajów, aby świadczył jak Fryzowie myśleli 
o nieszczęśliwych kalekach strażackich. I korespondencja między 
dwoma kancelarjami, wciąż przerywana i wciąż wybuchająca pod zna- 
kiem zapytania: "co słychać z kapitałem, zebranym J?rzez Fryzego?"- 
dziś już parotomowa-ciągnąć się będzie do konca swiata i po końcu 
świata"! ] 
Niby Lew Lucernefiski położył się Ludwik Fryzę u stóp święte- 
go kapitału, zebranego przez ś. p. jego ojca i pilnuje jego świętości. 
Niechaj kometa zburzy świat cały-on pozostanie nieruchomy na 
straży nienaruszalności dobroczynnego kapitału! 
Bo przecież tu chodzi o nieszczęśliwych strażaków, którym gło- 
wnie walą się na głowy i żużel wypala oczy!... 


(D. N.). 


WYCIECZKA ZA MIASTO. 
I cóz z tego, kochanie, że kończy się lato, 
Że pająk już się puszcza w swe długie po- 
dróże, 
Że lipa już nas żegna złocistą zapłatą 
Swych więdnących dukatów, że przekwitły 


L.ato minie - bo musi. Tak jest... Ale za to 
Jesienią przyjemności czekają nas duże. 
Nieraz umkniemy z miasta... Cóżeśmy - za 
kratą? 
Pojedziemy daleko... Pogodę ci wróżę... 


A pojedziemy autem... No, to się rozumie- 
ją, jak zwykle - ty w nowym jesiennym 
kostjumie.. . 
A kiedy się znajdziemy daleko, gdzieś w 
lesie, 


Zgłodniali - z samochodu koszyk się wy- 
meSIe... 
W nim koniak będzie, całe śniadanko go- 
towe 


I . , W . ? 
Jeszcze cos... lesz. 
- Piwo Drozdowskie Marcowe! 


Pren. kwart 3 zł. Zagranicą kwart. S zł. 
Ceny ogłoszeń: 1 str. za tekstem 100 zł. Konto cz. w P. K. O. NQ 8106 
SBrzynRa poczt. Nr. 150. - PrzesyłKa pocztowa opłacona ryczałtem. 


Redaktor i wydawca: STANISŁAW WŁODEK 
Godziny przyjęć: codziennie od 4---6 prócz niedziel i świąt. 


Zakłady Drukarskie F. Wyszyński i S-ka Warszawa, Wareck» 15.