/p0002.djvu

			ROZALIA Z CHODKIEWICZOW KS. LUBOMIRSKA 
ścięta w Paryżu w r. 1794. 
Portret darowany przez jej wnuka Leona hr. Rzewuskiego ks. Jerzemu Lubomirskiemu. 
Własność ks. Cecylii Luborairskiej w Krakowie.
		

/p0003.djvu

			LISTY 
ALEKSANDRA i ROZALII 
LUBOMIRSKICH 
T. X* 
e 
L. 
Biblioteka Instytutu 
Historii UAM 
G 
••"! •• 
*-Hk 
MilU 
022-000589-00-0 
W KRAKOWIE, 
W DRUKARNI »CZASU« POD ZARZĄDEM JÓZEFA ŁAKOCINSKIEGO 
1900
		

/p0004.djvu

			Mc,bQ	
			

/p0005.djvu

			Saturnalie monarchów w wieku XVIII: zmysłowców, 
jak Ludwik XV, ateuszów, jak Fryderyk II, cyników, jak 
Katarzyna II, obłąkańców, jak panujący w Portugalii, Da­ 
nii, Szwecyi, Rosyi, bezmyślne wojny, kośćmi ludu pokry­ 
wające pola od Uralu do Eenu — oto siejba, która wydać 
musiała odpowiednie żniwo i przejawić się w niem w spo­ 
sób nieunikniony, fatalny, jak wszelka przyczyna w skutku. 
Kozstrój moralny i umysłowy w ognisku oświaty, ale zara­ 
zem i w gnieździe światowej warstw zamożnych płochości, 
w Paryżu, odbywająca się wśród wychowańców doktryn Eabe- 
lais'go i Voltaire'a, wywołała odwetową, krwawą saturnalie 
ludowej czerni, o której Andrzej Chćnier wypowiedział: 
Peuple abject, servil, fecond en outrages. 
Jednym z objawów tego nastroju było nieposzanowanie 
kobiety. Ani macierzyński wdzięk w osobie Maryi Antoniny, 
ani dziewiczy majestat księżniczki Elżbiety, ani bohaterstwo 
Karoliny Corday, o której w przededniu swej śmierci poeta 
wyrzekł: 
Seule, tu fus un homme... 
nic, słowem, nie doznało uwzględnienia, nie zdołało powstrzy­ 
mać żądz rozszalałych. 
Po ulicznem rozszarpaniu księżny de Lamballe, topiono 
kobiety w Nantes, duszono w Avignonie, rozstrzeliwano w Wan- 
	
			

/p0006.djvu

			4 
nią de Marboeuf, że obróciła 300 hektarów gruntu pod uprawę 
roślin pastewnych, jakoby umyślnie chcąc uszczuplić gruntu pod 
uprawę zboża dla zgłodniałego ludu. Siostry Barberan, Elżbietę 
i Małgorzatę, skazano na śmierć za przechowanie ornatów, 
w czem upatrzono dowód, jakoby u nich ukrywali się kapłani 
dla odprawiania Mszy św.; ośm Karmelitanek z Cornpiegne 
ścięto za to, że po zajęciu gmachu klasztornego na własność na­ 
rodu, mieszkały wspólnie i sumiennie przestrzegały zaprzy­ 
siężonych reguł zakonnych. Panią Mayet, zamiast panią de 
Mailló, aresztowano, a następnie skazano, dla podobieństwa 
końcowego brzmienia w nazwisku, wykazującej zaś, po osą­ 
dzeniu, błąd, odpowiedziano : „Gdy umrzesz dziś, nie umrzesz 
jutro". Oskarżono księżnę de Biron, lecz było ich dwie: świe­ 
kra i synowa, a nie wiedziano, o którą chodzi; ażeby nie 
uronić ofiary, ścięto obie. Włościanka, Katarzyna CJuetier, 
zginęła dla wady w wymowie: upominała się o rouet de tis- 
sage (kołowrotek); doniesiono, iż żąda powrotu króla (roi). 
Panią de Fouąuieres, z powodu nieporozumień z municypal- 
nością miasteczka, powołującą się na dokument zachowany 
w zamku, ścięto, zanim wrócił posłany po niego woźny '). 
Pod koła tego rydwanu, pędzącego siłą żywiołową, a na 
którym rozpierał się gwałt i mord, dostała się i jedna Polka, 
Kozalia z hr. Chodkiewiczów księżna Lubomirska, osoba młoda, 
24-letnia. Po hańbie targowickiej, w przeddzień rozszarpania 
państwa polskiego przez trzech monarchów i na progu osta­ 
tecznej niewoli ojczyzny, wraz z innymi rodakami szukała 
ona przytułku wśród społeczeństwa, mającego na ustach po­ 
wabne słowa wolności i braterstwa, a znalazła na równi z in­ 
nymi śmierć na rusztowaniu. 
Autor, który pierwszy na podstawie źródeł urzędowych 
rzucił światło na ostatnie miesiące jej życia, p. Aleksander 
Kraushar (Ofiara Terroryzmu, Kraków, 1897 r.), wyraża w sza­ 
cownej swej pracy żal, iż „wydarzeń lat młodocianych Ko- 
zalii Chodkiewiczówny nie znamy" (str. 16). Owoż lukę tę 
') W a 11 o n: Ilistoire du Tribunal Revolutionnaire etc. (Paris, 
1890).
		

/p0007.djvu

			5 
zapełniają po części listy jej, które obecnie podajemy, wraz 
z kilku listami męża jej, Aleksandra Lubomirskiego, kaszte­ 
lana kijowskiego. Pierwsze jej listy, z lat 1781 — 1785, po­ 
chodzące z Czarnobyla, Turzca, Możajkowa, dóbr Chodkiewi- 
czów, pisane są do brata, Wacława Chodkiewicza, starościca 
żmudzkiego, zostającego na wychowaniu u kapitana Lipiń­ 
skiego w Warszawie. 
Z listów tych, jako też później pisanych już to do brata, 
już do matki, widnieje dusza, pełna miłości rodzinnej i po­ 
kory, ale bez wyższych ideałów, umysł bez wyższego wy. 
kształcenia i polotu. W żadnym liście nie podnosi ona ja­ 
kiejś myśli znaczącej, wszystkie jej uwagi dotyczą rzeczy 
powierzchownych i wyrażają się pospolicie. Polszczyzna jej, 
jak na epokę Krasickiego i Naruszewicza, jest złą, wadliwą; 
francusczyzna nie lepszą. Wyżej nierównie stoi poziom uczu­ 
ciowy. Matka jest dla niej czeniś w rodzaju bożyszcza, dla 
którego żywi ona nietylko miłość głęboką, ale i cześć bez­ 
graniczną. Nie posiada się z trwogi na myśl o utracie jej 
przez chorobę, w jaką chwilowo zapadła; dobiera dla niej 
i o niej wyrazów nietylko czułych, ale zarazem cechujących 
najwyższe poważanie. Sprzeciwienie się jej woli uważałaby 
za występek nieprzepuszczalny, Ta pokora, zdaje się jakby 
przyrodzona, odbija i w zwrotach do brata, do którego pi­ 
suje z potulnością, a o miłości jej ku niemu, nie szczędzą­ 
cej gorących wynurzeń, świadczy najwymowniej tęsknota, 
prośba o częstsze pisywanie, skarga przy zaniedbaniu z jego 
strony, radość przy otrzymaniu każdego listu, a wszystko to, 
przy niewyszukanych wyrażeniach, tchnie akcentem prawdy. 
Serce jej, widocznie potrzebujące kochania, zwraca się także 
z żywem uczuciem do młodej krewnej, przebywającej w domu 
jej matki. Zawsze ma ona o niej jakieś życzliwe słowo, ja­ 
kieś wyrażenie z duszy wyrwane, świadczące, że i ta dalsza 
istota stanowi pewną cząstkę jej bytu. 
Tylko, osoba ta, tkliwa i kochająca, nie wydaje się z po- 
dobnemiż uczuciami dla małżonka. Czuć, że wyszła za mąż 
dla zwyczaju, że połączenia się ich nie poprzedziła z jej 
strony potrzeba serca> harmonia dusz. Nie przeszkadza to
		

/p0008.djvu

			6 
jej być uległą i nazywać męża swego „dobrym". Ale boi się 
go i ma do tego powód. Okazała się w niej widoczna skłon­ 
ność do marnotrawstwa, co snadź żle było widzianem przez; 
męża, skoro ona błaga matkę o zapomogę pieniężną, pod 
warunkiem tajemnicy przed mężem. Zresztą była to osoba 
wątłego zdrowia i, jeszcze jako panna, podlegała przypad­ 
łościom chorobliwym, które i później nie ustają, a mającym,, 
jak się zdaje, siedlisko w usposobieniu do suchot. 
I oto wszystko, co na rzecz tego okresu jej życia z ze­ 
branych tu listów wywnioskować można, i o co chodziło auto­ 
rowi Ofiary Terroryzmu. Jak się zaś ona przedstawia w swych 
wynurzeniach listowych od wyjazdu za granicę, a mianowi­ 
cie podczas pobytu w Paryżu, czytelnik dowiedzieć się może 
z rozprawy, zamieszczonej w paryskiem czasopiśmie Eevue 
Mbdomadaire (nr. 19 i 20). 
Oryginały listów znajdują się częścią w bibliotoce Or- 
dynacyi Zamoyskich, częścią w archiwum Chodkiewiczów 
w Młynowie. 
9 aprila 1781 r. 
„Mój najmilszy braciszku! Wyrazów mi nie staje na do­ 
niesienie, kochany braciszku, w jakim J. W . matka nasza, 
my i dom nasz zostajemy smutku, z utraty tak dobrego ojca 
naszego; nietylko dwór cały i pospólstwo lamentuje z nie­ 
szczęścia tego, ale same ściany budynków naszych, w czarną 
barwę obleczonych, dopomagają nam płaczu i żalu. W tej 
stracie nieodżałowanej zostaje nam jedyna nadzieja w po- 
myśłnem daj Boże zdrowiu i łasce J. W . matki dobrodziejki,, 
którą czcząc, rodzeńskim powinniśmy się kochać affektem. 
Ten ja ofiarując z mej strony, ufać upraszam, że nigdy być 
nie przestanę 
Wielmożnego pana dobrodzieja kochającą siostrą i naj­ 
niższą sługą 
R. Chodkieioiczówna. 
W. J . panu profesorowi Nikucie do nóg upadam. Sio­ 
stra moja, -J. panna Elżbieta, ściska serdecznie kochanego bra­ 
ciszka i mile oddaje się jego affektowi.
		

/p0009.djvu

			7 
Ja się przypominam affektowi braciszka dobrodzieja, łasce 
się jego oddając. 
T. Rzewuska. 
Ja cię, mój synu, ściskam i błogosławię i nic ci wię­ 
cej nie życzę, jak tylko, żeby na ciebie Bóg tyle łask swych 
zlewał, ile ja ci życzę i nie przestanę czuć (?) Bogu. Proszę ża­ 
łoby rachunek niech mi przyśle Wny. Sosnowski, będę ja za­ 
płacenie onej assygnować. 
Życzę ci wszelakich błogosławieństw Bożych i zostaję 
twoją przywiązaną matką 
L. Ohodkieioiczowa"'. 
„Moi drodzy bracia! Przez jadącego Imci pana Sosnow­ 
skiego do Możeykowa nie omieszkiwam uściskać listownie 
kochanych braci, prosząc o równie stałe przywiązanie, które 
ja dla nich uczuwam. Adieu, moi kochani bracia. Wasza ko­ 
chająca siostra 
R. Chodkiewiczówna". 
„Mój drogi bracie! Już pół wieku minęło, a żadnej nie 
widzę litery od kochanego brata, jakież zatrudnienia są przy­ 
czyną tegoż milczenia? Nie chcę ja być sędzią, wiem i są­ 
dzę , że świat warszawski dosyć daje zabaw innych, albo 
zatrudnienia applikacyi Waćpana są przeszkodą. Lecz jeże­ 
liby przedsięwzięcie Waćpana takie było, zapominać siostrę 
swoją, tedy upraszam przynajmniej tem się wprzód do mnie 
zgłosić, a ja nie omieszkam zapobiedz temu złemu. 
Czarnobyl żadnych niema takich rozrywek, któreby oka- 
zyą były zapomnienia brata kochanego. Owszem, każdy mo­ 
ment jest taki, który przypomina, że mam brata, którego ser­ 
decznie kocham i którego jestem aż do zgonu życia mego 
szczerze kochającą siostrą i najniższą sługą. 
R. Chodkiewiczówna. 
Siostry moje ściskają kochanego brata. 
Z Czarnobyla 5 sierpnia 1781 r. 
(Inną ręką). Ściskam cię z głębi serca i proszę, abyś 
wierzył, że cię kocham niezmiernie.
		

/p0010.djvu

			8 
Panie profesorze, składam tobie najpowinniejsze kom- 
plementa". 
„Mój drogi bracie! 
1 
) Pozwól mi wyrazić sobie całą przy­ 
jaźń i uszanowanie, jakie dla ciebie chowam. Proszę cię, da­ 
waj mi częściej wiadomości o swojem zdrowiu. Gdybyś mógł 
czytać, ile w mem sercu znajduje się szacunku dla ciebie, 
z pewnością kochałbyś mnie więcej. Nasza droga kuzynka 
zachorowała, przesyła ci uściśnienia. Przebacz, drogi bracie, 
jeśli tak źle piszę, ale czasu nie mam zgoła, a zresztą pi­ 
sałam pocztą, a tu tylko ci przesyłam wyrazy przyjaźni, 
z którą zostaję twą dozgonną sługą i siostrą 
E. Chodkiewiczówna. 
Pani Jenerałowa i pani ochmistrzyni nasza składają ci 
komplementa". 
„Sercem kochany braciszku i dobrodzieju! Z miłem ukon­ 
tentowaniem miałam honor niedawno list od W. pana ode­ 
brać, w którym łaskawą pamięć na mnie W. pana widzę. 
Przepraszam, że dla słabości zdrowia cudzej używani ręki, 
ale na przyszłą pocztę będę miała honor okazać życzliwość 
moją, własną pisząc ręką do W. pana; a teraz w tej mię 
upraszam konserwować łasce i pamięci, z którą ja zapisując 
się, jestem W. pana sercem kochanego braciszka i dobro­ 
dzieja kochającą siostrą i uniżoną sługą 
E. Chadkieioiczówna. 
Ja cię serdecznie ściskam i błogosławię; radabym, abyś 
lepiej pisał, bo bardzo szpetnie piszesz. 
L. C. 
W. J . panu profesorowi jako najuniżeniej kłaniam, przy­ 
jaźni mię jego oddaję. 
') List ten podajemy w tłómaczeniu z francuskiego, podobnie 
jak i niektóre dalsze.
		

/p0011.djvu

			9 
Siostrzyczki kłaniają uniżenie J. W. panu. Imci pani 
kapitanowej Lipińskiej zasyłam ukłon". 
„Mój drogi bracie! Poświęcam tę chwilę, która mi po 
moich zajęciach została, aby do ciebie napisać kilka słów, 
w których z radością ci powtarzam, iż moje do ciebie przy­ 
wiązanie tak jest silnem, że ani oddalenie, ani też nic na 
świecie nie zdoła takowego osłabić i że po wszystkie czasy 
miło mi będzie odnawiać zapewnienia przyjaźni, z którą zo­ 
staję najprzywiązańszą siostrą i sługą 
R. Chodkieiuiczówna. 
Kuzynka 
r 
) składa ci komplementa i przeprasznie a, że 
pisze sama, lecz czasu dziś niema". 
„Kochany braciszku i dobrodzieju! Każdy moment wspom­ 
nienia braterskiej J. W . pana dobrodzieja osoby jest mi miły 
i wesoły. Winszuję sobie tej tak pomyślnej okazyi, która mię 
uszczęśliwia przesłaniem tych liter, pełnych siostrzj*nego 
oświadczenia, że z przywiązaniem i affektem jestem. Proszę 
przyjąć szczerą mojego serca dla siebie ofiarę, może wie­ 
rzyć i być przeświadczonym, że jak teraz jestem, tak nigdy 
być nie przestanę J. W . pana sercem kochanego braciszka 
najniższą sługą 
Rozalia Chodkieioiczóiona. 
Ja J. W . panu uniżenie kłaniam 
T. Rzewuska. 
I ja cię ściskam, braciszku 
JE. Chodkiewiczówna". 
„Serdecznie kochany braciszku i dobrodzieju! Wpraw­ 
dzie godziłoby mi się skarżyć, iż od tak dawnego czasu od 
kochanego braciszka nie mam żadnej wiadomości. Serce je­ 
dnak, które cię najwięcej kocha, zapomina gniewu, a w je- 
') Teofila Rzewuska.
		

/p0012.djvu

			10 
dnostajnem przywiązaniu tysiąc ci serdecznych oświadcza 
życzliwości i w tych dowodach jako zawsze moje jest ukon­ 
tentowanie wyrażając, tak nieskończenie zostaję kochanego 
braciszka życzliwą siostrą. Najniższa sługa 
Rozalia Ghodkiewiczówna. 
Czarnobyl 18 grudnia". 
„Mój drogi bracie! Po śmierci ś. p. ojca dobrodzieja 
naszego nie miałam żadnego ukontentowania, tylko cieszyć 
się kochanego braciszka miłej charakteru ręki jego i dzię­ 
kować mu jak najpokorniej za przysłanie mi muszek, pomady, 
larendogry i oznajmić mu, że to wszystko odebrałam w ca­ 
łości i dziękuję za jego pamięć. Supplikuję je kontynuować 
dla kochającej siostry, która ma honor wyznać, iż jestem 
J. W . pana dobrodzieja szczerze kochającą siostrą i najniż­ 
szą sługą 
R. Chodkiewiczówna. 
Ja zaś jak najuniźeniej dziękuję za przesłanie dla mnie 
muszek, pomady i larendogry i proszę być upewnionym mo­ 
jej ku niemn przyjaźni i affektu. Jestem J. W . pana kocha­ 
jącą siostrą i najniższą sługą 
T. Rzewuska. 
Madame dziękuje za przysłanie jej kalendarzyka i za­ 
syła swój najuniżeńszy ukłon. 
Ja zaś kochanego braciszka ściskam serdecznie i dzię­ 
kuję za jego pamięć. J . W . pana najniższa sługa i szczerze 
kochająca siostra 
Elżbieta Chodkiewiczówna"'. 
Turzec 30 kwietnia 1782 r. 
„Mój drogi bracie! Wrodzonego affektu ku sercem ko­ 
chanemu braciszkowi dobrodziejowi okazując dowody, nie 
zaniedbywana oświadczyć moje szczere przywiązanie. Adieu, 
drogi braciszku, ściskam cię po tysiąc razy i proszę cię,
		

/p0013.djvu

			łl 
miły bracie, abyś mnie kochał, jak ja cię kocham i zostaję 
twą przywiązaną siostrą i sługą 
R. Clwdkiewiczóiona. 
Wnej. pani kapitanowej jak najuniżeniej kłaniam". 
„Mój drogi bracie! Niezmiernie cieszę się z tego, że mam 
pożądaną okazyę przesłania najukochańszemu bratu prawdzi­ 
wej mojej przychylności, z którą nieskończenie zostaję twoją 
kochającą cię siostrą 
R. Chodkiewiczówna. 
Moźajków 10 września 1782 r." 
Możajków 1782 r. w październiku. 
„Drogi bracie! Szczęśliwszym jesteś odemnie, znajdując 
się przy naszej najczulszej matce. Ja jestem wykluczona 
z tego szczęścia, myślę tylko o tych, co mi są drodzy, 
a wśród nich masz osobne miejsce. Bądź temu rad, braciszku, 
i dopełnij zarazem powinności, upewniając mnie, że jestem 
przez całe życie twą przywiązaną siostrą 
R. Chodkieioiczówna. 
Proszę cię, braciszku, pisuj do mnie często, zdumiewasz, 
mnie twą oziębłością". 
Turzec 12 lutego 1783 r. 
„Drogi bracie! Nie piszę do ciebie w innej myśli, jak 
tylko, aby ci wyrzucać twe milczenie i proszę, abyś mi o swo- 
jem zdrowiu donosił. Excelleucya matka nasza jest zdrową, 
również i ta, która cię prosi, abyś zachował twą dla niej 
przyjaźń i która zostaje twą przywiązaną siostrą 
R. Chodkiewiczówna. 
Upraszam cię, kochany braciszku, pisać do mnie często". 
Czarnobyl 27 maja 1783 r. 
„Najdroższy braciszku! Nie uwierzysz, jakim smutkiem 
jestem zgnębioną, jak straszne nękają mnie myśli, że może 
czas odmienił uczucia mego braciszka, że możeś zapomniał
		

/p0014.djvu

			12 
o wiernej siostrze, która sobie słodki zrobiła obowiązek my­ 
ślenia zawsze o tobie i której jedyną pociechą jest wiedzieć, 
że ją kochasz. Jednocześnie donoszę ci, iż nasza czcigodna 
matka jest zdrową, podobnie i cała nasza droga rodzina. Co 
•do mnie, dzięki Najwyższemu, powstałam z choroby, która 
mnie od kilku miesięcy trapiła. Ciężki kaszel byłby mnie 
przyprawił o suchoty, gdybym się nie była poradziła leka­ 
rzy, którzy mi przepisali kuracyę, a ta mnie bardzo pokrze­ 
piła. Nie chciałam ci pisać o mej chorobie, gdyż znając twoje 
czule serce, pragnęłam ci nie robić przykrości. Adieu, drogi 
bracie, ściskam cię po tysiąc razy i proszę uciesz mnie, da­ 
jąc mi znać o swem zdrowiu, które jest mi nad wyraz dro- 
giem. Adieu raz jeszcze, drogi bracie, zaklinam cię, byś wie­ 
rzył, że cię kocham i kochać będę przez całe życie, jako 
twoja wierna i szczera siostra 
R. Ckodkiewiczóiuna. 
Odsyłam ci list, który nasza kochana kuzynka do cie­ 
bie napisała. Twoja siostra i bracia cię ściskają i zasyłają 
tysiąc komplementów. Pani nauczycielka uszanowania swe 
wyrazić ci każe". 
Czarnobyl 30 czerwca 1783 r. 
„Mój drogi bracie! Nie mogę ci niczego innego powie­ 
dzieć, jak tylko, że twoja droga siostra jest w wielkim smutku, 
iż niema odpowiedzi na swe listy, pisane w maju. Obawiam 
się, że może mój drogi brat nie odebrał mych listów, gdyż 
inaczej nie wątpię, byś mi nie odpowiedział, nie chcąc za­ 
smucać serca tej, której celem szczęścia jest zyskać sobie 
zupełną twoją miłość. Twoja ukochana siostra i sługa 
R. Chodkiewiczówna. 
Nasza droga kuzynka cię ściska, a również siostra i bra­ 
cia. Proszę cię wyraź moje ukłony panu staroście i jego 
żonie. 
P. S . Równocześnie, miły bracie, donoszę ci, że każdym 
razem, co nasza czcigodna matka czyta twe listy, uważam, 
że jest jej to przykro, iż mnie pozdrawiasz w listach do niej.
		

/p0015.djvu

			13 
Do widzenia, miły bracie, wierz zawsze w szczere przywiąza­ 
nie twej wiernej siostry. 
(Inną ręką). Daruj, kochany braciszku, że do ciebie 
tyle mam poufałości pisać, ale to jest moje przywiązanie do 
ciebie. To przywiązanie, które mam do kochanego brata, przy­ 
musza mi ci napisać, że źle czynisz, że kochany brat pisał 
do J. W . matki dobrodziejki względem edukaeyi braci na­ 
szych młodszych; niepotrzebnie, kochany braciszku, w to się 
wtrącasz, gdyż J. W . matka jest bardzo urażona, a przeto 
zagrodzisz łaskę J. W . matki dla siebie; proszę cię, kochany 
braciszku, napisz list przepraszający J. W. matkę, bo bardzo 
na cię się gniewa". 
„Najukochańszy braciszku! Co za radość dla kochającej 
siostry, która rozumiała być się zapomnianą, odebrać list od 
kochanego brata i wyczytać z niego, że jest przywiązany do 
niej. Nie mogę wyszukać czułych wyrazów, bym mogła ko­ 
chanemu bratu opisać, jak słodki był mi ten moment, gdym 
trzymała w mem ręku szacowny jego charakter. 
Piszesz do mnie, kochany braciszku, że mi jesteś- 
wdzięczny, żem cię przestrzegła względem J. W . matki do­ 
brodziejki. Lecz powinieneś, kochany braciszku, przyjąć to 
za powinność, bym wiedząc co dla kochanego brata niepo­ 
myślnego, nie miałam przestrzedz. Może czasem kochany 
brat na mnie się gniewa, żem do niego o tem pisała, ale 
musiałam to uczynić, bo J. W. matka była bardzo urażona. 
Lecz teraz nie wiem, czy się gniewa. Zapewne spodziewam 
się, że J. W. matka dobrodziejka, widząc, że kochany brat 
przeprosił, musiała o tem zapomnieć; niech kochany braci­ 
szek powtórnie przeprosi J. W . matkę; czy gniewać się bę­ 
dzie lub nie, to kochanemu bratu napiszę. Ja kochanego bra­ 
ciszka upraszam, abyś szczerze mnie kochał i był upewniony 
o mojej miłości niewzruszonej ku kochanemu bratu. Teraz 
oddając się jego przyjaźni, jestem szczerze kochającą siostrą 
i najniższą sługą 
R. ChodJciewiczówna.
		

/p0016.djvu

			14 
Kuzynka i siostra ściska serdecznie kochanego brata. 
Ściskam cię tysiąc i tysiąc razy, mój drogi kuzynie i proszę 
fię, byś mnie zawsze kochał. 
T. Rzewuska". 
26 sierpnia 1783 r. 
„Drogi bracie! Dziwię się, iż od tak dawna nie otrzy­ 
małam żadnego od ciebie listu, ale dłużej już milczeć nie 
łimiem. Niema chwili, abym o tobie nie myślała. Smutne dni 
pędzimy w Czarnobylu, nikogo zgoła nie widując. Starosta 
Sołoniecki ożenił się temu trzy tygodnie, ale gdybyś go wi­ 
dział — uśmiałbyś się serdecznie. Droga nasza matka jest 
zdrowa dzięki Bogu, ale ja miewam zimną febrę, lecz już 
jestem zdrowszą. Staraj się do mnie pisać jak najczęściej. 
Daj mi wiadomość, jak się miewasz. Siostra i kuzynka na­ 
sza kłania się tobie i poleca twej przyjaźni. 
B. Clwdkiewiczówna". 
Czarnobyl 29 września 1783 r. 
„Najdroższy bracie! Oto ten dzień szczęśliwy, który mi 
nastręcza słodką przyjemność składania ci dowodów nie­ 
zmiernego przywiązania. Zechciej mi się w podobny odwza­ 
jemnić sposób. Jednocześnie przesyłam ci najlepsze życzenia 
na dzień twych imienin. Niech cię Bóg zachowuje dla chwały 
twego imienia i pociechy twej siostry, która polecając się 
twej pamięci, prosi o zachowanie jej twej przyjaźni i t. d . 
Elżbieta Chodkieiviczóiuna. 
I ja mam honor powinszować panu, życzyć setnych lat 
i wszelkiej pomyślności, jako dobra sługa pana i dawna 
K. Stecka". 
Czarnobyl październik 1783 r. 
„Mój drogi bracie! W tym dniu twych imienin słodko 
mi życzyć, aby życie twoje było spokojne i szczęśliwe i aby 
Wszechmocny zlewał na ciebie pomyślności i błogosławień­ 
stwa. Jednocześnie donoszę ci z smutkiem przejmującym
		

/p0017.djvu

			15 
serce moje, iż jej Ekscellencya najlepsza z matek już piąty 
tydzień jest chora, lecz dzięki Najwyższemu, wraca z granic 
śmierci. Cóżby się z nami było stało ? Polecam się twej przy­ 
jaźni— oddana siostra 
R. Chodkieiviczówna"'. 
„Mój drogi bracie! Biorę me pióro, bym mogła ci opi­ 
sać, kochany braciszku, w jakiem okropnem zamieszaniu i żalu 
my wszyscy w Czarnobylu zostajem, gdy najłaskawsza matka 
nasza dobrodziejka była w wielkiem niebezpieczeństwie przez 
dwa tygodnie, lecz poczęła przychodzić do zdrowia po pię- 
ciotygodniowej chorobie, które mamy zawdzięczyć J. W . panu 
Stinerowi, najsławniejszemu doktorowi województwa kijow­ 
skiego. Muszę ci opisać chorobę J. W. matki dobrodziejki, jako 
też i przyczynę tej choroby, którą jest gorączka zgniła i febra, 
która pochodzi z alteracyi, obraniając dobra i ludzi od gwał­ 
tów moskiewskich, gdzie sprowadziwszy kawaleryę narodową 
za ordynansem J. W . kasztelana, nie dała wybierać ludzi, 
którzy mieli potyczki z sobą. Lecz Bóg miłosierny, który 
nigdy nie karze według występków, widząc nasze łzy i szczere 
do niego wznoszenie, wróci nam naszą ukochaną matkę, za 
którą nasze szczęście idzie. Bywaj zdrów, kochany braciszku. 
Osładzaj dni moje przez twoje korespondencye. Co będzie 
się działo z J. W . matką dobrodziejką, wiernie doniosę; by­ 
łabym dawniej to ci oznajmiła, lecz bałam się, by ta smutna 
nowina nie uczyniła uszczerbku na kochanego braciszka zdro­ 
wiu. Nic więcej niema nowego, tylko że 150 ludzi kawale- 
ryi narodowej i 150 ludzi infanteryi z pułku księcia Kalik- 
sta, tu w Czarnobylu się znajdują, pod komendą Imć pana 
pułkownika Zarzyckiego. Teraz oddając się jego przyjaźni, 
jestem z niewzruszoną przyjaźnią kochającą siostrą i uniżoną 
sługą 
B. Chodkiewiczówna. 
Bracia Waćpana rączki całują i nóżki. Madame vous 
presente ses respects. Przyłączam mój list pierwszy do ko­ 
chanego brata pisany".
		

/p0018.djvu

			16 
Czarnobyl 16 novembre 1783 r. 
„Jaśnie Wielmożny braciszku i dobrodzieju! Na powinny 
do kochanego braciszka wyraz z przyczyny słabości na rękę, 
cudzej używam ręki. Co mi przebaczyć proszę, a wierzyć 
temu, że nieustanne są chęci moje osobiście braciszka uca­ 
łowania, którego z duszy mej kocham. J . W . pana dobro­ 
dzieja najniższa sługa 
R. Chodkiewiczówna ')". 
') Seweryn Rzewuski, starosta doliński, późniejszy hetman 
polny kor., 
idąc w ślady ojca, autora Psalmów pokuty, 
w młodości miał także zachcenia poetyczne. Do Rozalii 
Chodkiewiczówny, jej młodzieńczą pięknością i wdziękiem 
ujęty, wystosował w stylu pretensyonalnym ówczesnym 
wierszyk, który znalazł się w księgach zamkowych podho- 
reckich pod r. 1783 . 
DO ROZALII. 
Wspomnij, Rozetko, na dawne chwile 
W słodkich zabawach pędzone mile: 
W twojej to mocy, w twej było woli 
Cieszyć, zasmucić, 
Uśpić, ocucić. 
Losem rządziłaś wątpliwej doli 
W liczbie przyjaciół, amantów gminie, 
W grzecznej wesołej bywałaś minie; 
Znowu gdy chciałaś być znamienitą 
Byłaś pachnącą, 
Byłaś kolącą, 
Byłaś przyjemnie różą rozkwita. 
Łakomy motyl chciał kwiat wysuszyć, 
Głodny robaczek chciał pączek ruszyć: 
Tyś farbę własną, wstyd, na się wzięła ; 
Żądza rwać chciała, 
Skromność niedała. 
Róża kwiat czysty w pączek zwinęła. 
Teraz byś chciała, bym z róży zbladłej 
Kwiaty te zbierał, co z pączka spadły, 
Których okrasę czas zwykle psuje? 
Chęć już stępiała, 
Miłość zwolniała, 
Ręce nie władną, woni nie czuję.
		

/p0019.djvu

			17 
Czarnobyl w styczniu 1784 r. 
„Mój drogi bracie! Pamięć życzenia kochanego braciszka 
wzbudziła w mojej duszy radość i oraz smutek nieznośny, 
iż nie uprzedziłam moją powinnością kochanego braciszka 
w życzeniu, by najwyższy zlał na najukochańszego braciszka 
hojnie swoje łaski, by zostawał w najczerstwem zdrowiu, 
doczekał się setnych lat, przyszedłszy do największych sto­ 
pni godności — lecz darmo pióro słabe moje opisać nie może 
te życzenia, któremi serce moje jest napełnione, żadne w świe­ 
cie tkliwe wyrazy nie potrafią opowiedzieć te czułe zdania 
i niewzruszoną przyjaźń ku kochanemu bratu. Będę czekać 
tego szczęśliwego momentu z niespokojnością, w którym będę 
miała to ukontentowanie rzucenia się w jego ramiona, wy­ 
rażając, iż jestem, mój bracie kochany, twą ukochaną siostrą 
i uniżoną sługą. 
R. Chodkiewiczówna. 
Mali hrabiowie, twoi bracia, całują twe nogi. Daruj, 
kochany braciszku, żem źle pisała''. 
„Drogi bracie! Nie pomijam nadarzającej mi się spo­ 
sobności, by ci donieść, że dziś odbyły się zaręczyny naszej 
kochanej kuzynki Kzewuskiej i księcia Ksawerego Lubomir­ 
skiego. Wiem, kochany bracie, że wiadomość ta przyjemność 
ci sprawi, ja jednak tracę przyjaciółkę, którą ceniłam wię­ 
cej, jak siostrę i strata ta mnie martwi. Od naszych lat naj­ 
młodszych byłyśmy nierozdzielne, a oto nieprzewidziana chwila 
wyrywa mi z objęć przyjaciółkę, którą kocham nad wszystko. 
Bierz udział w jej szczęściu, kochany bracie, i pospiesz się 
z przesłaniem jej powinszowań. Tymczasem ściskam cię i zo­ 
staję na całe życie, kochany bracie, twą ukochaną siostrą 
i sługą 
R. Chodkiewiczówna. 
Czarnobyl w lutym 1784 r. 
Przyszła księżna ') ściska cię i zasyła tysiąc komple­ 
mentów". 
') Teofila Rzewuska, narzeczona ks. Ksawerego Lubomirskiego. 
J. T. Lubomirski. Listy. 
2
		

/p0020.djvu

			18 
„Najukochańszy braciszku i dobrodzieju! Darować mi 
zechce kochany braciszek, że dla karnawału a razem i we­ 
sela J. W. chorążanki lit. z J. W . księciem Ksawerym 
Lubomirskim, wojewodzicem kijowskim, generał-majorem 
wojsk rossyjskich w Czarnobylu będącym, w sposobności 
nie jestem na list braciszka ręką własną odpisania. Na pocztę 
następującą dopełnię powinność moją, wiele wyrażając oko­ 
liczności i J. W . matka nasza pisać do W. pana na przy­ 
szłą pocztę będzie. Teraz tylko affektowi najukochańszego 
braciszka polecając się, z nieustannym piszę się przywiąza­ 
niem J. W . pana dobrodzieja najniższa sługa 
B. Clwdkiewiczówna. 
Czarnobyl 22 lutego 1784 r." 
Rozalia Chodkiewiczówna w r. 1785 stała się przedmio­ 
tem starań ks. Aleksandra Lubomirskiego, którego też po­ 
ślubiła na początku r. 1786. Ona, taka, jakąśmy we wstępie 
opisali; on, człowiek uczciwy, politycznie rozważny i szla­ 
chetny, skoro obstał przy Konstytucyi Trzeciego Maja i wzgar­ 
dził Targowicą; ale sztywny, oszczędny do przesady, pomny 
na majątkowe klęski ojca 
ł 
). Dumnym on był nie z przy­ 
miotów duszy swej żony, lecz z jej ujmujących wdzięków, 
zatem z powodzeń wśród pustot światowych. Dwie te istoty 
nie zdaje się, aby były przeznaczonemi jedna dla drugiej, 
więc też i obcemi sobie pozostawały w życiu. Listy następne 
J 
) Aleksander Lubomirski, oprócz dóbr na Pobereżu z dzia­ 
łów po ojcu, posiadał dobra ziemskie i nieruchomości 
w Warszawie, jak widać z następujących aktów, wyjętych 
z Summaryusza spraw jego: „R. 1776 dnia 9 września 
w Opolu Antoni Lubomirski, wojewoda lubelski, na rzecz 
Aleksandra Lubomirskiego, wojewodzica kijowskiego, klucz 
Dobrski i dwie schedy klucza Opolskiego, za sumę 1,209.596 
zł. gr. 1 szel. 2 rezygnuje, donat etc. i nadbiorcę tej sumy 
ąuietat. R . 1776 dnia 28 sierpnia Zofia z Krasińskich Lubo- 
mirska, wojewodzina lubelska, Aleksandrowi Lubomirskiemu 
połowę pałacu na Wielopolu przy placu Szerokim wraz 
z dworkiem z stajniami i wozowniami, z własnością i dzie­ 
dzictwem odstępuje i daruje".
		

/p0021.djvu

			19 
Rozalii datowane są ze Strzyżewa, wsi w dobrach matki 
Aleksandra Lubomirskiego, w Chełmskiem, z Opola, z Ki­ 
jowa, z Połoneczki, gdzie przemieszkiwała jej siostra, żona 
ks. Macieja Eadziwiłła '), oraz z niektórych innych miejsco­ 
wości w kraju. 
„Madame! Odebrałem w Warszawie list datowany 
24 lutego z Młynowa; dziwno mi, że tak długo na poczcie 
zapomniany został. Rozkazy J. W . pani dobrodziejki wypeł­ 
nić nieomieszkam, albowiem wkrótce wyjeżdżam na Wołyń 
i z Bibkotela (?) będę się prezentował. Leon (?) został wo­ 
jewodą kijowskim; zapewne teraz nie minie Młynów; ja zaś 
w Warszawie daję wszystkim do zrozumienia, że królowa 
lubi sama władać i na tronie Czarnobylskim sama panować. 
Pozwól mi złożyć uszanowanie pannie Róży. Twój oddany 
kuzyn 
A. Lubomirski. 
W Warszawie 16 marca 1785 r." 
„Madame! Byłoby to odnowienie żalu, który czu­ 
łem szczerze, gdym wyjeżdżał z Młynowa, gdybym podług 
myśli mojej przybiegł na krótki czas do domu tak przyjem­ 
nego W. pani dobrodziejki, ale te fatalne interesa brater­ 
skie dziś mnie przymuszają jechać do Lwowa. Niech mi bę­ 
dzie wolno w tym liście podziękować J. W . pani dobro­ 
dziejce za tyle łask doświadczonych podczas bytności mojej 
w Młynowie. Ten krótki czas, przez który bawiłem przyjem­ 
nie w społeczności tak dla mnie miłej, będzie epoką naj- 
pierwszą w życiu mojem. Nie przestając być na zawsze z naj- 
większem uszanowaniem J. W. pani dobrodziejki szczerze 
życzliwym sługą i najniższym podnóżkiem 
Aleksander Lubomirski. 
Niech mi wolno będzie ponowić moje hołdy dla panny 
Róży, nie zapominam i jej siostrzyczki, miłej Elżbiety, która 
') Syn ks. Leona Radziwiłła, strażnika litews. i Anny z My- 
cielskich, kasztelanki poznańskiej. 
2*
		

/p0022.djvu

			20 
sobie żartowała z mojej tkliwości w ostatni wieczór spędzony 
w Młynowie. Dobre wychowanie uczy, iż trzeba się litować 
nad nieszczęśliwym, nie zaś drwić z niego. Pomszczę się r 
przebaczając jej". 
Strzyżew 11 grudnia 1786 r. 
„Droga pani matko! Nigdym nie uczuła więcej wdzięcz­ 
ności, ani tkliwości dla ukochanej matki, jak kiedy sama 
matką zostałam i pozDałam, co droga matka dla mnie znio­ 
sła, własne życie narażając, by mnie życiem udarzyć. Cze­ 
muż nie danem mi przepędzać każdej chwili z Waszą Ekscel- 
lencyą, aby jej składać ciągłe dowody czci i przywiązania. 
Żal mi straconych chwil, gdy stale bawiąc przy Waszej 
Ekscellencyi, nie umiałam ocenić mego szczęścia. Jakkolwiek 
szczęśliwą się czuję obok małżonka, cobyin niedała, aby wró­ 
cić w dawne czasy, gdym miała szczęście oglądać wciąż 
najłaskawszą matkę moją. Córka moja dobrze się ma, skła­ 
dam ją u stóp Waszej Ekscellencyi, żebrząc dla mnie i dla 
niej łaski i opieki. Racz nie odmawiać mi tego najdroższego 
skarbu, którego znam cenę. Pozostaję z najgłębszem usza­ 
nowaniem drogiej mojej matki ukochaną córką i najniższą 
posłuszną sługą 
R. Lubomirska"'. 
Nie posiadamy listów z pierwszych miesięcy poślubnego 
pobytu w Strzyżewie, aż dopiero z miesiąca grudnia, po uro­ 
dzeniu starszej córki, od imienia babki nazwanej Ludwiką, 
a której zgon rodzice opłakiwali w parę lat później, miano­ 
wicie w r. 1792. 
Strzyżew 18 grudnia. 
„Droga pani matko! Stanąwszy już od tygodnia w Strzy­ 
żewie, zastałem w najlepszem zdrowiu żonę moją, oraz i Lud- 
wisię, którą rekomenduję szacownej łasce matki dobrodziejki. 
Czekamy rozkazów, gdziebyśmy mogli zastać w tych czasach 
J. W. panią dobrodziejkę i podziękować za tyle dobrodziejstw
		

/p0023.djvu

			21 
świadczonych, nie przestając być z najgłebszem uszanowa­ 
niem J. W . pani dobrodziejki szczerze przywiązanym synem 
i najniższym podnóżkiem. 
A. Lubomirski". 
20 grudnia 1786 r. 
„Jaśnie Wielmożna matko dobrodziejko! Miałam honor 
odebrać przez plenipotenta naszego list pełen łaskawych i do­ 
brotliwych wyrazów J. W. matki dobrodziejki, za które z naj­ 
czulszą wdzięcznością rzucam się pod stopy J. W", matki do­ 
brodziejki. Córka moja zupełnie zdrowa, chowamy ją bez 
wszelkich wymysł i wygód, gdy nawet, zgadzając się z wolą 
mego męża, nie jest nawet powitą. Mąż mój blizko od dwóch 
tygodni znajduje się tu w Strzyżewie, ja teraz błagając ła­ 
ski wraz z córką moją i błogosławieństwa J. W . matki do­ 
brodziejki, mam honor pisać się J. W . matki dobrodziejki 
życzliwą córką i najniższą podnóżka 
S. Lubomir ska". 
W grudniu 1786 r. 
„Jaśnie wielmożna matko dobrodziejko! List J. W . matki 
dobrodziejki pod datą 26 listopada odebrałam z najgłebszem 
uszanowaniem i jak najżywiej dziękuję J. W. matce dobro­ 
dziejce za doniesienie mi o swem szacownem zdrowiu, o któ­ 
re nieustannie troskliwą zostaję. Kysunki doszły rąk moich, 
admirowałam, że tak w krótkim czasie tak wiele moja sio­ 
stra profitowała i że tak ładnie rysuje. Konserwować je za­ 
wsze będę. Ja w dosyć dobrem zdrowiu zostaję, jako też 
i moja córka, którą wraz z sobą rzucam pod stopy J. W. 
matki dobrodziejki, mając honor pisać się J. W . matki do­ 
brodziejki życzliwą córką i najniższą podnóżka 
R. Lubomir ska". 
„Jaśnie wielmożna matko dobrodziejko! Wiedząc o in- 
tencyi J. W . matki dobrodziejki do trzymania konnej poczty 
w Mlynowie zmierzającej, ponieważ komisarz pocztamtu war­ 
szawskiego, Imci pan Sartorius, na obligacyę J. W . pani do-
		

/p0024.djvu

			22 
brodziejki wynalazł Imci pana Krajewskiego, w Uchaniu do­ 
tąd pocztę utrzymującego a od lat 20 w domu męża mego 
zasłużonego, człowieka bardzo dobrego i który od tegoż poczt- 
amtu do Młynowa dla opatrzenia tego miejsca wysłany, zna­ 
lazł je być wygodne i w nowo kończącej się przy kościele 
karczmie zdatne, kędy tenże na poczcie osiąść sobie życzy, 
więc jeżeli jest w tern nieodmienna J. W . pani dobrodziejki 
wola i na to miejsce pozwolenie, tedy za otrzymaną od J. W. 
pani dobrodziejki na moje ręce rezolucyę, tenże Imci pan 
Krajewski przed Nowym rokiem, podług ordynacyi pocztowej, 
na tamto pospieszy. O bagatele tylko niektóre on u J. W. 
pani dobrodziejki prosi, t. j. o kawał ziemi do zasiewu kilku 
korcy zboża i sianożęci, na kilkunastu kolarzy, czego on jed­ 
nak darmo nie chce, jako też wiele od niego będzie pre­ 
tendowano za mieszkanie w tej karczmie? Oddał mi Imci 
pan Krajewski kopię listu do J. W . pani dobrodziejki od 
W-go Sartoriusa pisanego, którą przyłączam. Przepraszam 
bardzo J. W. panią dobrodziejkę, że się mieszam w jej in- 
teresa, czego nie czyniłabym, gdyby mię nie przywiodła do 
tego prośba Imci Krajewskiego. Za najszczęśliwszą znajdę 
się w tę pożądaną dla mnie porę, kiedy mi miłe łaskawe 
J. W . matki dobrodziejki ściskam nogi, dopiero zaś najwięk­ 
szy wyrażam respekt, z którym nigdy być nie przestanę J. W . 
matki dobrodziejki najniższą podnóżka 
R. Lubomirska. 
Bardzo przepraszam J. W . matkę dobrodziejkę, że dla 
słabości własną ręką nie piszę, gdyż mi Madam i doktór za­ 
kazali, ale już lepiej, chwała Panu Bogu, mieć się poczynam 
i dnia dzisiejszego dopiero pierwszy raz wstałam z łóżka. 
O mojem zaś, chwała Bogu, szczęśliwem rozwiązaniu, na mą 
prośbę, przeszłą pocztą, Imci pan Komar J. W . matkę do­ 
brodziejkę miał honor uwiadomić. 
Dnia 8 grudnia 1786 r. w Strzyżewie". 
„Droga pani matko! Z najżywszą radością korzystam 
z okazyi Nowego roku, aby najdroższej matce wyrazić udział, 
jaki biorę w jej szczęściu. Racz przyjąć życzenia szczere
		

/p0025.djvu

			2?, 
i czule córki, błagającej nieba, aby przedłużył dni Waszej 
Ekscellencyi. Pokorna i posłuszna córka 
R. Lubomirska. 
W styczniu 1787 r. w Strzyżewie". 
W tymże 1787 r. księżna Rozalia wycieczki robi do 
Opola, do kasztelanowej krakowskiej, Zofii z Krasińskich 
Lubomirskiej, do Zamościa do Ordynatowej, do Młynowa, sie­ 
dziby Chodkiewiczów; przebywała też w Radomyślu, królew- 
szczyżnie, w posiadaniu ks. Aleksandra w powiecie łuckim 
w województwie wołyńskiem położonej. 
Strzyżew 9 stycznia 1787 r. 
„Droga pani matko! Będąc teraz w Zamościu dla wi­ 
dzenia się z księżną kasztelanową krakowską, J. W", pani 
Ordynatowa bardzo mi wypytywała o J. W . matkę dobro­ 
dziejkę i rozkazała mi, aby ją przypomnieć łaskawej pa­ 
mięci J. W. matki dobrodziejki. Jest bardzo do J. W . matki 
dobrodziejki przywiązana i co tylko dobrego może dla mnie 
uczynić, to dopełnia, bo ona popiera mnie we wszystkiem 
i bardzo obstawała za mną u księżnej kasztelanowej kra­ 
kowskiej, która mnie z oziębłą grzecznością przyjęła. Mąż 
mój wyjechał do Dubna, ja zawsze tu bawię samotnie, wy­ 
glądając ustawicznie wiadomości o zdrowiu mojej kochanej 
matki. Mam zaszczyt być, moja matko, najniższą i najpo- 
słuszniejszą sługą 
R. Lubomirska". 
Strzyżew 17 stycznia. 
„Moja droga matko! Trudno by opisać radość i uszczę­ 
śliwienie moje z odebranego listu J. W . matki dobrodziejki 
pod datą 30 grudnia; pochwały, które raczyła mi dawać, 
cieszą mnie, skoro mogę je złożyć u stóp matki i dobro­ 
dziejki mojej, godnej wszelkiej z mej strony wdzięczności. 
Droga matka pyta o panią hetmanową '). Powraca ona do 
') Konstancya z Lubomirskich Sewerynowa Rzewuska.
		

/p0026.djvu

			24 
zdrowia, choć z powodu osłabienia musi w łóżku jeszcze zo­ 
stawać, ale jest dobra nadzieja, że siły odzyska. Ksawerowa *) 
jest w Dubnie. Świekra moja, udając się tamże, zachorowała 
w Radomyślu i dotąd wiadomości nie miałam. Po zakończonych 
kontraktach mąż mój pospieszy do swoich dóbr ukraińskich, 
dla uspokojenia strwożonych umysłów swoich poddanych 
i tam się spodziewa przepędzić letnią porę, ja 1 lutego jadę 
do Radomyśla połączyć się z moim mężem, zkąd powrócę 
do mojej samotni. Dziwi mnie to mocno, że książki i spód­ 
nica nie doszły J. W . matki dobrodziejki, gdyż to wszystko 
oddane panu Kosińskiemu. Nic więcej nie zostaje mi donieść 
J. W . matce dobrodziejce, jak tylko skłaniając się pod stopy 
J. W . matki dobrodziejki, wyznać głębokie uszanowanie. Naj­ 
więcej kochająca z córek, najniższa i posłuszna sługa 
R. LuLomirska". 
Tomaszpol 17 stycznia 1787 r. 
„Droga pani matko! Lubo z drogi, pozwolisz mi J. W . 
matko dobrodziejko, abym mogła chwytać tę szczęśliwą porę, 
którą mi św. Luiwika daje, przesłać najszczersze życzenia 
J. W. matce dobrodziejce, które są, abyśmy mogli cieszyć 
się jak najdłuższemi latami J. W . matki dobrodziejki i czer- 
stwem jej zdrowiem; te są prawdziwe życzenia moje, o które 
wykonania nie przestaję prosić Boga. Ściskam nogi J. W . 
matki, pisząc się z najgłębszem uszanowaniem J. W. matki 
dobrodziejki życzliwą córką i najniższą podnóżka 
R. Lubomirska". 
Młynów 28 stycznia 1787 r. 
„Droga pani matko! Pomimo chęci, które miałam, od­ 
dania winnego uszanowania J. W . matce dobrodziejce za 
mojem przybyciem do Turka, lecz gdy mi Imci pan staro­ 
sta Szołomecki oświadczył inną wolę J. W. matki dobro­ 
dziejki, nie śmiąc w niczem jej się sprzeciwiać, wyjeżdżam 
1 
) Teofila z Rzewuskich ks. Ksawerowa Lubomirska.
		

/p0027.djvu

			25 
z mężem moim do dóbr naszych Pobereskich, a z przejeż­ 
dżającego miejsca mam honor upaść do nóg, wyznając się 
być z niezgaslem uszanowaniem J. W . matki dobrodziejki 
życzliwą córką i najniższą podnóżka 
B. Lubomirska". 
2 lutego 1787 r. 
„Droga pani matko! Pan Mazaraki oddal mi list, któ­ 
rym Wasza Ekscellencya raczyła mnie zaszczycić. Byłabym 
niezmiernie szczęśliwą zastosować się do rozkazów Waszej 
Ekscellencyi, przyjmując w służbę pannę Kuczyńską, ale że 
zależę od męża, jest mi całkiem niepodobnem wziąć ją do 
siebie. Mojemu mężowi się ona niepodoba i widzę, że innego 
jest zdania. Niech mi więc droga matka wybaczy moje nie­ 
posłuszeństwo i wierzyć raczy w stale uczucia kochającej, 
pokornej i posłusznej córki 
R. Lubomir ska". 
Radomyśl 9 lutego. 
„Droga pani matko! Spodziewam się, że książki posłane 
przez Lexa z Warszawy, doszły J. W . panią dobrodziejkę, 
czekam w tej okoliczności dalszych jej rozkazów. Mojej żony 
nie mogłem sprowadzić na karnawał do Dubna, wolała być 
w Radomyślu przy Ludwisi, cała ekskuza była, że miała ka­ 
tar Ludwinia; ponieważ mam kondescencye w Dubnie, więc 
obiecała być w Dubnie choć na kilka dni. Dziękuję J. W . 
pani dobrodziejce za punktualność w wypłacaniu części po­ 
sagu, będę się starał zasługiwać calem życiem na kontynua- 
cye jej łask, dobrodziejstw i błogosławieństwa, o które naj- 
uniźeniej dopraszam, będąc skutecznie przywiązanym synem 
i najniższym podnóżkiem. 
A. Lubomirski. 
Księcia brata Radziwiłła ściskam serdecznie".
		

/p0028.djvu

			2.6 
Cekinówka 27 lutego 1787 r. 
„Najdroższa pani matko! Ileż dziękczynień winnam naj­ 
lepszej z matek! Potoki łez wylewam za otrzymaniem listu 
z 8 stycznia, wzruszona łaskawością, jaką mi droga matka 
okazywać i wyrażać raczy, mimo niegodności mojej. Niech 
mi będzie wolno upaść do nóg matki, aby jej kolana ucało­ 
wać. Nigdym się szczęśliwszą nie czulą, jak kiedy błogosła­ 
wieństwo macierzyńskie rozwiało me obawy, iż będę nieszczę­ 
śliwą za przykrości, które pozornie z mej winy matkę moją 
zasmuciły. Nauki, które mi droga matka daje, pozostaną głęboko 
w mem sercu wyryte. Wszystkie jej listy drogim są dla mnie 
skarbem. Do nich się uciekam w każdym frasunku i rada- 
bym kiedyś stać się lepszą. Listy te budzą we mnie wszyst­ 
kie cnotliwe pierwiastki, zaszczepione wychowaniem. 
Jesteśmy tu na krótko, wybierając się wprost ztąd do 
Kijowa, gdzie pragniemy się przedstawić Imperatorowej ro­ 
syjskiej. Gdy tam staniemy, nie omieszkam szczegóły prze­ 
słać drogiej matce. 
Nie mogłam przesłać żądanych nut, które zostały w Opolu, 
lecz za powrotem postaram się co prędzej rozkazy matki wy­ 
konać. 
Otrzymałam portreciki, za które nieskończenie jestem 
wdzięczną. Śmiem prosić drogą matkę, aby dla mnie kazała 
zrobić portrety braci moich i siostry. 
Proszę wybaczyć śmiałość moją i wierzyć w uczucia 
czci prawdziwej, z jakiem zostaję kochającą, pokorną i po­ 
słuszną córką 
R. Lubomirska"'. 
Listy z 1787 r. z miesiąca kwietnia podają kilka szcze 
golów podróży do Kijowa, współczesnej z podróżą króla Sta­ 
nisława Augusta do Kaniowa, na spotkanie Katarzyny II, pod­ 
różą tak uwłaczającą i szkodliwą dla państwa, nie w doryw­ 
czych bowiem i szkodliwych próbach ugodowych szukać na • 
leżało i należy zbawienia narodu, lecz w jego cnocie, dziel­ 
ności i lojalności nawet względem wroga.
		

/p0029.djvu

			27 
„Kochana pani matko! Sądzę, iż rada będziesz usły­ 
szeć, iż Imperatorowa rosyjska łaskawie przyjęła moją żonę 
i że tu widywać będziemy najlepsze towarzystwo. Zostaniemy 
tu do wyjazdu Imperatorowej, aby potem do Strzyżewa po­ 
wrócić. Książę de Ligne, wielki podkomorzy Szuwałow, wielki 
koniuszy Naryszkin i pan Rumiancow byli rycerzami pięknej 
Róży, która się tu zachowała jak najlepiej. Jestem zawsze 
przy księciu Potemkinie i staram się zasłużyć sobie na jego 
laski. Hr. Stackelbefg nie przestaje żonę moją obsypywać 
grzecznościami. Nie przestanę nigdy pisać się waszym synem 
oddanym 
A. Lubomirski. 
Kijów 20 kwietnia 1787 r." 
List z dnia 23 kwietnia zawiera ustęp, dotyczący żony 
przyszłego Targowiczanina, wojewody ruskiego: „A gdy Imci 
pani wojewodzina admirowała krój tej sukni, Imperatorowa 
ją jej darowała na znak swej przyjaźni". 
Kijów 23 kwietnia 1787 r. 
„Kochana pani matko! List łaskawy J. W . matki do­ 
brodziejki doszedł mię wraz z przybyciem mojem do Kijowa, 
z którego niezmiernie zostałam uszczęśliwiona, że w najpo­ 
trzebniejszym momencie odbieram łaskawe nauki od najlep­ 
szej z matek, za które najpokorniejsze składam me dzięk­ 
czynienia J. W. matce dobrodziejce, większego zaś ukonten­ 
towania sobie nie pragnę, jako stosować się podług rozkazu 
matki dobrodziejki i przez to skarbić sobie jej łaskę, która 
jest upiększeniem życia mego. 
My od dni kilku zostajemy w Kijowie; ta podróż była 
spóźniona tak dla interesów, jako też i dla słabości mojej. 
Księżnej Ksawerowej i Imci pani wojewodziny ruskiej ju- 
żeśmy nie zastali. Pierwsza jest przymuszona wybierania się 
na inne mieszkanie, to jest dans les deserłs de Chersoń, 
druga spiesznie jechała czynić przygotowania na przybycie 
królewskie w Tulczynie. Imci pani wojewodzina była mile
		

/p0030.djvu

			28 
przyjęta u Imperatorowej za staraniem hetmanowej Branic- 
kiej. Na wyjeździe była udarowana d'u?i collier de perles 
d'une grosseur immense et de boucles d'oreilles pour Mile. 
la Palatine; przy pożegnaniu miała Imperatorowa suknię d'un 
drap d'or, a gdy Imci pani wojewodzina adnńrowała krój 
tej sukni, Imperatorowa ją jej darowała na znak swej przy­ 
jaźni. 
Imci pani marszałkowa Mniszchowa i Branicka dostały 
order wielki św. Katarzyny. Imperatorowa wyjeżdża za 12 
dni, to jest po gali, która będzie w dzień jej urodzin; puści 
się Dnieprem aż do Chersonu, co tam zaś dzień św. Stanisława 
zastanowi się pod Kaniowem, gdzie król będzie zaproszony 
do batu, gdzie będzie wspaniały obiad; po 24 godzinach upły- 
nionych Imperatorowa w dalszą się puści drogę. Polskich 
panów mało się znajduje, Stackelberg jeden i le Prince de 
Nassau, którzy są z Warszawy; z cudzoziemców, to jest le 
Prince de Ligne, gdyż wszyscy się porozjeżdżali. 
Pani hetmanowa Branicka bardzo grzeczna, prezento­ 
wała mnie Imperatorowej, która podług zwyczaju, po poca­ 
łowaniu jej ręki, pocałowała mnie w twarz i kilka słów do 
mnie mówiła, to jest elle m'a dit: ,,Je connaissais beaucoup 
votre Pere"', odpowiedziałam : „11 a eu Vhonneur d'ełre au ser- 
vice de Votre Majeste".— „Demeurez-vous 
loinP 
e 
— 
„A une 
vingtaine de lievx". 
Co powiedziawszy, zasiadła do wiska 
i kilka razy łaskawie na mnie poglądała. TJecuyer Naryszkin 
tientmaison onverte, bardzo grzeczni ludzie, a grafa Rumian- 
cowa jeszcze nie widziałam, zostaje słabym, lecz dowiedziaw­ 
szy się o mojem przybyciu, przysłał mi swego adjutanta 
% grzecznym komplementem i na dzisiejszy dzień zaprosił 
ranie do siebie. Wielu znajomych zastałam, to jest Apraxyna, 
Korssakowa, Engełhardta i tylu innych. J . W . pani Szyrkowa 
kazała mi oświadczyć swój ukłon matce dobrodziejce. 
Drugą pocztą doniosę większe ciekawości, co tylko wi­ 
dzieć będę, teraz piszę się z głębokiem uszanowaniem J. W . 
matki dobrodziejki życzliwą córką i najniższą podnóżka 
R. Lubomir sk a 
kl 
.
		

/p0031.djvu

			2!) 
Radomyśl 14 maja 1787 r. 
„Szanowna pani matko! Stanąwszy tu w Radomyślu, 
nie omieszkiwam przesłać J. W . matce dobrodziejce najgłęb­ 
sze uszanowanie i doniosę jej podług danego mi rozkazu 
o dalszej naszej zabawie kijowskiej. Feldmarszałek Rumian- 
cow, dowiedziawszy się o mnie, przysłał swego adjutanta, 
kłaniając mi się i oświadczając, jakby mi mógł w czem być 
użyteczny, chętnie rozkazy będzie wypełniał, a jako był chory 
i nie wychodził nigdzie, więc posłałam, prosząc o pozwolenie 
widzenia się z nim, na co przystawszy, byłam u niego bar­ 
dzo mile przyjętą. Pytał się wiele o ma chere merę, o jej 
zdrowie, czy się zbliży do Czarnobyla. On -peut dire que ćest 
1'homme le plus aimable que fai vu de ma vie. My wyje­ 
chaliśmy czwartego dnia, drugiego maja presentis była wielka 
gala u dworu obchodzenia urodzin monarchini. Wszyscy 
byli w złotogłowach, klejnotów straszna moc. Pani Branicka 
i jej siostra Skowrońska najbardziej się dystyngowały bogac­ 
twem ubiorów; fajerwerk i illuminacya była wspaniała, kosztem 
grafa Rumiancowa, po której żegnaliśmy wszyscy monarchinię 
z pocałowaniem ręki. Przy pożegnaniu Imperatorowa dowie­ 
dziawszy się, żem słaba na reumatyzm, gadała ze mną, mó­ 
wiąc, że mnie bardzo żałuje, żem chora i po com wychodziła, 
lepiejby było wygodę sobie uczynić. 
Dnia trzeciego po odśpiewaniu Te Deum, wielka parada 
Imperatorowa siadła na duży statek, wszystkie znaczniejsze 
osobistości miały do rozporządzenia podobne statki, było ich 
piętnaście większych, nie licząc mnóstwa łodzi. Zjadłszy 
obiad z generalicyą na pokładzie, Imperatorowa odpłynęła- 
Żegnano ją z fortecy tysiącem strzałów armatnich. Po dro­ 
dze jeszcze ją wspanialsze czekały widowiska, a w Kaniowie 
król polski. Wiele dam Kijowczanek naszych miało się zje­ 
chać dla widzenia Imperatorowej, pani kasztelanowa Popie­ 
lowa i stara wojewodzina tam się znajdują. 
Jenerałowa Szyrkowa najniższy J. W. matce dobro­ 
dziejce zasyła ukłon, grzeczna bardzo kobieta, jedzie teraz; 
do Warszawy dla widzenia się z synem, który zostaje na 
edukacyi.
		

/p0032.djvu

			^0 
Zdaje mi się, że jenerałowa niedługowieczna, suchoty 
podobno ma. My tu ztąd jedziemy do Niezdowa, gdzie się 
zabawiwszy kilka tygodni, jedziemy do Warszawy. Lecz 
jeszcze będę miała honor donieść J. W. matce dobrodziejce 
55 Strzyżewa o naszym wyjeździe. 
Teriiz całuję stopy J. W . matki dobrodziejki, uprasza­ 
jąc o jej szacowne łaski, piszę się z głębokiem uszanowa­ 
niem J. W . matki dobrodziejki szczerze życzliwa córka i naj­ 
niższy podnóżek 
R. Lubomirska". 
Połoneczka 2 grudnia. 
„Kochana pani matko! Za uproszeniem księstwa do dnia 
•dzisiejszego bawiłam się w Połonce; przy odjeździe moim 
z tych krajów mam to szczęście przysłania J. W . matce do­ 
brodziejce najniższą moją submisyę. Księżna ') bardzo grzecz­ 
nie sobie postępuje z mężem i zapewne będzie dobrą żoną, 
za protekcyą i przykładem matki dobrodziejki, która równie 
obojgu macierzyńskie upomnienie będzie dawać, ja choć z na­ 
rażeniami, ale często mówiłam niesmaczną prawdę. Polecam 
się łaskawym względom i opiece J. W. matki dobrodziejki, 
pisząc się do zgonu J. W. matki dobrodziejki najniższa pod­ 
nóżka 
R. Lubomirska". 
Po powrocie księżnej Rozalii z Kijowa do Opola, gdzie 
staje się „faworytką" ciotki, starej kasztelanowej krakow­ 
skiej, a następnie za jej pierwszym pobytem w Warsza­ 
wie książę Aleksander cieszy się ze światowego powodzenia 
i sympatyi, którą żona wzbudza w towarzystwach współ­ 
czesnych. 
J 
) Elżbieta z Chodkiewiczów Radziwiłłowa, siostra Rozalii 
z Chodkiewiczów Lubomirskiej, żona księcia Macieja Ra­ 
dziwiłła.
		

/p0033.djvu

			31 
Niezdów 23 maja. 
„Kazałam się wywiedzieć przez pana Ustrzyckiego, czy 
moja kochana matka raczy przychylnie uwzględnić pragnie­ 
nie moje, aby ją oglądać. Otrzymawszy niezachęcającą zgoła 
odpowiedź, jutro opuszczam tę miejscowość, aby do córki 
mojej pospieszyć. Księżna kasztelanowa wyjechała do Karls­ 
badu. Mąż mój nie daje mi nadziei swego powrotu przed 
końcem bieżącego miesiąca. Nie łudzę się tedy nadzieją 
rychłej sposobności złożenia matce hołdów moich i upewnie­ 
nia jej o uczuciach czci, z jakiemi zostaję najdroższej matki 
posłuszną i przywiązaną córką 
R. 
Lubomirska"' . 
Warszawa 30 czerwca. 
„Kochana pani matko! W dniu dzisiejszym odebrałam 
z poczty list J. W. matki dobrodziejki pod datą 29 maja, 
adresowany do Kijowa, z tych składam me dzięki u nóg 
J. W. matki dobrodziejki za łaskawe wyrazy, które wyczy­ 
taj ę z listu J. W. matki dobrodziejki. Na raucie onegdąj- 
szym pozbyłam się wizyt ceremonialnych. Warszawa bardzo 
nudna, mało ludzi, a niebytność królewska czyni to miejsce 
posępnem. Damy są trudne i w wysokim tonie, stroje są nie 
najgustowniejsze, wracają się do starożytnych ubiorów, jak 
to materye w wielkie bukiety i pasy, krój sukni jest w ge- 
'neralności lewitek, noszą i kaputy. 
J. W . panią jenerałową Grabowską poznałam, bardzo 
grzeczna i miła osoba. Jak tu głoszą, to już po ślubie Imci 
pana podkomorzego koronnego z panną wojewodzianką My- 
cielską ]) i nowych małżonków spodziewają się przybycia. 
Nic więcej nie mam donieść, żem jest z głębokiem usza­ 
nowaniem drogiej matki kochającą córką, oraz pokorną i po­ 
słuszną sługą 
B. Lubomirska". 
') Wincenty Potocki, podkomorzy w. kor., który poślubił (po 
rozwodzie z Urszulą Zamoyską, następnie marszałkowa 
Mniszchową) Annę Mycielską, wojewodziankę inowro­ 
cławską.
		

/p0034.djvu

			;32 
„Kochana pani matko! Podług rozkazu J. W. pani do­ 
brodziejki, Lex uspokojony będzie w swojej pretensyi. By­ 
łem dwa tygodnie w Lublinie na sprawie, którą wygrałem, 
zostawiając moją żonę w Warszawie. Na powszechną miłość 
zasłużyła sobie, umie naśladować tak godną matkę. Byliśmy 
wczoraj u króla na obiedzie, bardzo łaskawie nas przyjął. 
Nasza radość byłaby największa być u matki naszej ulubio­ 
nej, ale chyba w zimie, ponieważ interesa każą mnie pilno­ 
wać trybunału na regestrze kijowskim i wołyńskim, gdyby 
nie to, już zapewne bylibyśmy ucałowali nogi tak dobrej 
matki, nie przestając być szczerze przywiązanym synem i pod­ 
nóżkiem 
A. Lubomirski. 
Warszawa 30 lipca 1787 r." 
„Kochana pani matko! Niespodziewanie wypadła oko­ 
liczność, żem musiał zostawić moją żonę i córkę w Opolu 
i przyjechać na trzy dni do Warszawy, interes mając w Ko- 
misyi Skarbowej. Ta okoliczność wstrzymała moją żonę 
w Opolu, wprawdzie jest zniewolona grzecznościami księżnej 
kasztelanowej krakowskiej, która na nią bardzo łaskawa, 
oraz na córkę moją, dosyć, że moja żona została pierwszą 
faworytką księżnej kasztelanowej krakowskiej, bez niej żadnej 
zabawy. Jak tylko przyjadę do Opola, tak wybieram się z na­ 
szą córką na Zamość do Strzyżewa, a ztamtąd do Kopyto- 
wiec; tam się dowiemy, gdzie nam każe J. W . matka dobro­ 
dziejka przyjechać. Pozostaję szczerze przywiązanym synem 
i uniżonym podnóżkiem 
A. Lubomirski. 
Warszawa 8 września 1787 r." 
W r. 1788 przy pewnych kłopotach pieniężnych książę 
Aleksander wraz z żoną udaje się na Wiedeń do Paryża, 
w podróż, spowodowaną zdrowiem księżnej Rozalii, potrze- 
bującem odmiany klimatu i porady lekarskiej.
		

/p0035.djvu

			33 
Kadomyśl dnia 26 marca 1788 r. 
„Droga matko! Otrzymuję wiadomość o twem przybyciu 
do Warszawy. To mnie ośmiela do zapytania, czy będziemy 
mieli szczęście posiadania kochanej matki w Mlynowie. Od­ 
powiedź jej rozstrzygnie o moich zamiarach dłuższego po­ 
bytu w tych stronach. Muszę bowiem się wybrać do naszych 
majątków w Lubelskiem. Śmiem się łudzić nadzieją, że mi 
matka tej łaski nie odmówi, zaczem pozostaję z jednakiem 
zawsze uszanowaniem pokorną i uległą sługą 
R. Lubomir 
ska". 
Lublin 7 kwietnia 1788. 
„Choroba moja pozbawiła mnie długo szczęścia, upew­ 
nienia najlepszej matki o moich tkliwych uczuciach. Me 
wiedziałam też, gdzie listy moje adresować, przybywszy tu 
za interesami. Jestem tu od niedawna, bez żadnych środków, 
wielce skłopotana. Spodziewam się niezadługo módz wyje­ 
chać do Mezdowa. Ufam, że mi danem będzie na klęczkach 
żebrać twej łaski i zapewniać drogą matkę o niezmiennem 
przywiązaniu, którego każdego dnia mego życia będę się sta­ 
rała dawać dowody, jako najukochańsza z córek a pokorna 
i posłuszna sługa 
R. Lubomir sha". 
Warszawa 2 lipca. 
„Pani i ukochana matko! Acz nieśmiem rościć sobie prawa 
do jej łaski, nie zasługa, lecz potrzeba obecna zachęca mnie 
do przełamania wszelkich zapór. Nadto liczę na twe dobro­ 
dziejstwa, aby się do nich nie uciekać, ufam, że Wasza Ekscel- 
lencya śmiałość mą wybaczy. Mąż mój wyjeżdża do Paryża 
na dłuższy pobyt. Zdrowie moje wymaga zmiany klimatu, 
zaczem za nim pospieszę. Błagam tedy Waszą Ekscellencyę, 
aby raczyła mnie wspomódz w potrzebie. Mam długi'); lękam 
ł 
) W Snmmaryuszu spraw ks. A. Lubomirskiego znajdujemy 
następującą zapiskę: „Dnia 6 stycznia 1789 r. w aktach 
grodzkich powiatu włodzimirskiego. J. O. książę Imci Ale- 
J. T . Lubomirski. Listy. 
3
		

/p0036.djvu

			34 
się z niemi zwierzyć mężowi, który aż nadto będzie miał wy­ 
datków, skoro zdrowie moje wymaga poratowania. Czterysta 
dukatów na razieby starczyło. Gdyby matka raczyła mi dać 
assygnatę na pana Cabrit, uszczęśliwiłabyś pewną osobę 
drżącą tylko, aby mąż jej się o tem nie dowiedział. Ocze­ 
kuję niecierpliwie łaskawej odpowiedzi i zostaję z wdzięcz­ 
nością, której dowody całe życie dawać będę, ukochaną 
córką i posłuszną sługą 
R. Lubomirska". 
Warszawa 3 lipca 1788 r. 
„Szanowna pani matko! Spodziewałem się zastać J. W . 
P. dobrodziejkę w Warszawie, ażebym od niej mógł pozwolenie 
odebrać, za granicę wywieść moją żonę, której zdrowie po­ 
trzebuje najprędszego ratunku. Będę czekał J. W. P. dobro­ 
dziejki rozkazów, jeżeli jakie zajdą, proszę adresować list do 
Paryża pod kopertą do J. W. Rzewuskiego: dans le quartiw 
Au Palais Royal. Proszę być pewną, że nie przestanę być 
przez całe życie Waszej Excellencyi pokornym i posłusznym 
sługą 
A. Lubomirski. 
Lex nie wiem czyli ma książki sprowadzić". 
Warszawa 12 lipca, 
„Szanownapani matko! Otrzymałam uprzejmy list, któ­ 
rym po dłuższem milczeniu mnie zaszczycić raczyłaś. Wasza 
Ekscellencya może sobie wystawić radość, jaką mi sprawiła. 
Mniemałam bowiem, iż jestem zapomnianą przez matkę, dla 
której moje uszanowanie i przywiązanie nigdy się nie zmniej - 
szyło. Skoro Wasza Ekscellencya raczy się o zdrowie moje 
dopytywać, donoszę, iż jest ono wybornem. Nie zatrzymamy 
się tu dłużej, jak do jutra. Wyjeżdżamy do Wiednia, aby ztam- 
tąd udać się do Paryża. Niechże Wasza Excellencya raczy 
ksander Lubomirski, kasztelan kijowski, zapobiegając cało­ 
ści majątku swego, o nieważność długów zaciągniętych 
przez żonę swoją, lub skryptów wydanych, że nie będzie 
w obowiązku płacenia manifestuje się".
		

/p0037.djvu

			35 
mi zachować swą laskę mimo oddalenia, które nas rozłączy. 
Serce moje dokaże tej sztuki, aby się do niej przybliżać i do 
grobu zachować pamięć jej dobrodziejstw. Jeśli Wasza Excel- 
raczy do mnie pisać, proszę adresować do p. Cabrit w War­ 
szawie, który jest moim korespondentem. Pamięć o jej do­ 
brodziejstwach do grobu ze mną pójdzie. Kochająca córka, 
pokorna i wierna sługa 
R. Lubomir sku". 
W pierwszym liście z Paryża ks. Aleksander staroś­ 
cinę żmudzką zawiadamia, że urodziła się im córka Aleksan- 
dra-Rozalia, przyszła żona Wacława Rzewuskiego. 
Paryż 8 września 1788 r. 
„Droga pani matko! Nie odbierając żadnych odpowiedzi 
na moje listy, które często z Polski adresowałem do J. W . P . 
dobrodziejki, nieśmiem inkomodować moją korespondencyą. Je­ 
dnakowoż nie mogę ubliżyć tej okazyi abym doniósł, że moja 
żona szczęśliwie powiła córkę, którą trzymali do chrztu J. P . 
Rzewuski z księżną Ksawerową. Moja żona w zupełnem zdro­ 
wiu zostaje, zabawi przez zimę w Paryżu, aby mogła swoją 
konwersacyą bawić najukochańszą matkę, której mam honor 
polecić się statecznej łasce i pamięci, szczerze przywiązany 
syn i podnóżek 
A. Lubomirski". 
Ks. Rozalia w r. 1792 r. straciła starszą córkę, o czem 
następujący list ks. Aleksandra wspomina—pisany już z Łań­ 
cuta — dokąd po wypadkach targowickich i po przystąpieniu 
króla do konfederacyi udał się Lubomirski, stronnik Konstytu- 
cyi Trzeciego Maja, ks. Rozalia zaś przebywała w Szwajcaryi. 
Łańcut 20 września. 
„Dowiedziawszy się o przybyciu J. W. pani dobrodziejki 
do Warszawy, winszuję szczerze szczęśliwego powrotu. Cała 
postać rzeczy się odmieniła; żałuję sytuacyi nieszczęśliwego 
Młynowa, który najwięcej ucierpiał. Ale nam wszystkim w róż- 
3*
		

/p0038.djvu

			36 
nych województwach przechody wojsk były straszne. Proszę 
napisać do Opola i pocieszyć mnie w utrapieniu, albowiem 
kilkoma dniami przed wyjazdem do Łańcuta utraciłem naj­ 
ukochańszą. Matylda Lewicka będąca w Warszawie, opowie 
wszystkie okoliczności choroby, mimo starania największe 
doktora mojej matki samej, która największe dowody przy­ 
wiązania w tej okoliczności mnie dała; dla wielkiej słabości 
swojej jedzie do Warszawy. Moja żona zupełnie zdrowa, spo­ 
dziewała się J. W . panią dobrodziejkę w Szwajcaryach przy­ 
jąć, więc co się odkłada nie zginie. Szczerze przywiązany 
syn i podnóżek 
A. Lubomirski. 
Ks. Jenerał') tu przyjechał, ja trzy niedziele tu bawi­ 
łem, wyjeżdżam do Opola". 
Listów z r. 1792 i 1794 mamy dwa: pierwszy ks. Ko- 
zalii z Paryża do starościny źmudzkiej, zawiadamiający, że 
do kraju już nigdy nie powróci, drugi ks. Aleksandra po 
otrzymaniu wiadomości o uwięzieniu żony. Uwięzienie na­ 
stąpiło w listopadzie 1793 r., wiadomość zaś doszła męża do­ 
piero następnego roku w marcu, tak natenczas utrudnione 
były komunikacye z Francyą, skutkiem okoliczności politycz­ 
nych i wojennych. 
Paryż 18 listopada. 
„Słabość zdrowia mego nie dozwoliła mi dotąd odpisać 
na list matki kochanej, któren odebrałem z czułością i usza­ 
nowaniem. Nie wątpię bynajmniej o jej względach i przy­ 
wiązaniu ku mnie, za tem upraszam kochanej matki być 
przekonaną, że zawsze będę podległa jej naukom; zgadzam 
się z nim, że niemam prawa wyciągać po księciu większej 
ekspensy, przystaję na to. Lecz przy tem uprzedzam matkę 
kochaną, że więcej do kraju powrócić się nie chce. Żadna 
konsyderacya mnie nie potrafi zniewolić do powrotu do 
kraju, gdzie tyle zmartwień doznałam. Proszę drogiej mamy, 
') Ks. Adam Czartoryski, jenerał ziem podolskich.
		

/p0039.djvu

			37 
aby raczyła o tem donieść księciu, do którego nie piszę 
z obawy ściągnięcia odpowiedzi, któraby tyle mnie co i jego 
zasmuciła. Zresztą czuję się chorą i śmiem się spodziewać, 
iż już nie długo pociągnę to nudne życie moje. Adieu, droga 
mamo, nie zapominaj twej nieszczęśliwej córki, która cię ko­ 
cha, jak to, co ma najdroższego na ziemi". 
(Bez podpisu). 
Opole 23 marca 1794 r. 
„Droga pani matko! Odebrałem sztafetę i zaraz wypra­ 
wiam Imci pana Bajkowskiego z eksplikacyą, nawet list, ra­ 
chunek bankiera oryginalny, który 400 dukatów awansował, 
rozumiejąc, że moja żona jest zatrzymana za długi, alezatrzy- 
mana z okazyi niepotrzebnej kcrespondencyi avec Madame 
du Barry, gdy ta nieszczęśliwa była aresztowana, powróciw­ 
szy z Anglii i potem exekwowana. Pisałem do pana Paca, 
aby nie posyłać pieniędzy, albowiem bankier p. Porta ofia­ 
rował z Lausauny płacić jej i przyjął na siebie awansować 
na drogę pieniędzy. Jest myślą moją w maju posłać Madame 
Jeauffrai. Więc fałszywa nowina, że aresztowana za długi, któ­ 
rych w Paryżu teraz nie można zrobić, mając dwieście du­ 
katów na miesiąc, ale iżena inszy znalazł sposób przesłania 
pieniędzy, albowiem p. Pacowi dziękowałem za kredyt. Szcze­ 
rze przywiązany syn i podnóżek 
A. Lubomirski"'. 
Rozprawa p. Aleksandra Kraushara, o której wspomnie­ 
liśmy we wstępie '), tudzież artykuł tygodnika Bevue heldo- 
madaire p. t . La princesse Rosalie Lubomirska (z zastrzeże­ 
niem, co do ostatniego, sensacyjnej lecz błędnie przytoczonej 
okoliczności) -), zbytecznem czynią powtarzanie bolesnych 
') W dziele Doucet-Surigny (Mes trois incarcćrations etc.) we 
wzmiance o księżnie de la Tremouille, powiedziano: Unc 
etrangere, a nie wymieniono „la princesse Lubomirska", 
jak dodanem jest w dziele Ofiara Terroryzmu. 
2 
) Jest to mianowicie list do Bleszyńskiego, którego wreszcie 
oryginału nigdy nie odnaleziono: widocznie byt on ułożo-
		

/p0040.djvu

			38 
przejść w ostatnich miesiącach życia ks. Rozalii Lubomirskiej. 
Niektóremi tylko szczegółami, poczerpniętemi przezemnie 
w Paryżu z tychże samych źródeł, z których korzystali 
autorowie prac powyższych, rzecz tę uzupełnimy. 
Policya paryska zwróciła uwagę na ks. Lubomirską, 
jeszcze przed skargą felczerki Roncelin, zaniesioną dnia 8 
maja 1793 r.; świadczy o tem odezwa komitetu nadzorczego 
gminy z dnia 10 maja. Aresztowanie nastąpiło nie w moc 
postanowienia Konwentu, lecz z początkowania ministra wojny, 
wyrażonego w odezwie do mera Paryża, Pachę, przesłanej 
przez ministra spraw zewnętrznych. Rewizye w mieszkaniu 
odbyto wówczas, gdy już uwięziona przebywała w domu 
zdrowia przy ulicy Folie-Renault; rewidujący znaleźli dwa 
portrety, wydające się im konterfektami byłej królowej. 
Ks. Lubomirską uwięziono dnia 19 listopada 1793 r.; 
stawiono przed trybunałem i wyrzeczono wyrok śmierci dnia 
21 kwietnia 1794 r., wykonano zaś wyrok dnia 30 czerwca 
tego roku. 
W liście z dnia 22 kwietnia czyli nazajutrz po wy­ 
roku skazana, uzacniona wygnanka przemocy targowickiej 
i jej Sprzymierzeńca, opowiada: „Ostatnie moje westchnienie 
będzie za moją ojczyznę"! — a pośród skromnych resztek 
ruchomości, zabranych przez drapieżność więziennych siepa­ 
czy, znalazł się „obrazek św. Teresy". Wierną więc pozostała 
do zgonu Polsce i religii. 
Zawinił monarcha, zawinił kapłan, zawinił szlachcic, 
mieszczanin i wieśniak, zawinił sędzia i żołnierz, zawinili 
mędrcy i wieszcze—Opatrzność, niby starożytna Ananke, za 
winnych, od przerażonej ludzkości zażądała ofiar niewinnych. 
Tem tylko, ile przystoi śmiertelnemu rozpoznawać wyroki 
Przedwiecznego, tłómaczyć można straszliwy skon naszej ro­ 
daczki. 
nym i napisanym przez zrozpaczonych niepowodzeniami 
w zabiegach przyjaciół księżny, jako jeden ze środków 
użytych dla ratowania uwięzionej.
		

/p0041.djvu

			DODATKI. 
Jako używano w celu uwolnienia ks. Rozalii Lubomir- 
skiej wszelkich możliwych środków, dowodzi załączony bru­ 
lion dokumentu'), znaleziony przezemnie w archiwum Mini- 
steryum spraw zagranicznych w Paryżu. Piszącemu nastrę­ 
cza się myśl, azali ks. Lubomirska nie stała się ofiarą prze­ 
stępnych zamiarów antirewolucyjnych świeżo na śmierć ska­ 
zanej fakcyi Dantona (do której należał i Vincent donosiciel), 
a to w celu zohydzenia Rewolucyi przez podstępne skłonienie 
jej do skazania na śmierć niewinnej cudzoziemki. 
1. „Raport co do obywatelki Lubomirskiej. 8 Germinala, 
roku II-go. Młoda, piękna księżna, może lekkomyślnością 
zgrzeszyła. Ostatecznie aresztowaną została i od pięciu mie­ 
sięcy znajduje się w więzieniu, pospołu z nierządnicami i zbrod- 
niarkami. Vincent miał być jej denuncyantem, o có go po- 
dejrzywają. Nędznik ten, wiodąc ją ku rusztowaniu, działał 
pod wpływem zbrodniczego stronnictwa. Można przypuszczać, 
iż aresztowanie tej młodej i powabnej kobiety miało na celu 
ukaranie cudzoziemki, za szczerą dla naszej rewolucyi przy­ 
chylność, oraz shańbienie tejże rewolucyi w oczach rodaków 
tej pani. Nie jest winną żadnej zbrodni, więzieniem dużo 
odpokutowała, trzeba zwrócić uwagę Komitetu". 
(Bez podpisu). 
ł 
) Dokumenta niniejsze podajemy tu w tłómaczeniu, podobnie 
jak i niejeden z poprzednich listów. 
t
		

/p0042.djvu

			40 
2. „Gmach policyi. Gmina Paryża, 12 Pluvióse, roku II 
Rzpltej jednej i niepodzielnej. Obywatel minister spraw za­ 
granicznych: 
Obywatelu ministrze! Skutkiem kopii listu, przesłanego 
nam przez ministra wojny, oraz wiadomości przezeń dostar­ 
czonej merowi Paryża, obywatelowi Pachę, 8 Brumaire'a, roz­ 
kazaliśmy aresztować byłą księżnę Lubomirską, podejrzaną 
o stosunki z nieprzyjaciółmi Rzpltej i utrzymującą porozumie­ 
nie z agentami dworu rosyjskiego. Atoli dowiedzieliśmy się 
tak przez raporta, jak i śledztwo samejże Lnbomirskiej, że 
nie miała innych stosunków, jeno z polskimi patryotami. 
Jednakowoż nic nie chcąc brać na siebie, upraszamy o do­ 
niesienie nam, jak dalece zawierzyć nam trzeba denuncyacyi, 
tudzież, jakie względy Rzplta francuska winna zachować dla 
ludów sprzyjających sprawie wolności. Ukłony i braterstwo. 
Godard— Devans 
administratorowie departamentu policyi. 
P. S. Obywatel Godard ma sobie oddaną tę sprawę. 
III Dy wizy a, 13 Ventóse, nr. 575, Reg. i t. d . Godard. 
Minister nie może dostarczyć żadnych objaśnień co do 
obywatelki Lubomirskiej, któreby osobiście posiadał i wycią­ 
gał z korespondencji dyplomatycznej. Natomiast wszyscy 
znajdujący się tutaj patryoci polscy poświadczyli ustnie czy 
pisemnie niewinność, oraz patryotyzm tej obywatelki, za którą 
orędowali, aby minister ich reklamacye przekazał Komitetowi 
Bezpieczeństwa Publicznego. Sądzi, iż wrócenie jej wolności, 
dowód sprawiedliwości i ludzkości, jak najlepsze sprawiłby 
wrażenie na jej uciśnionych rodakach". 
(Bez podpisu). 
3. „9 Germinal. Rok II Rzpltej jednej i niepodzielnej, 
7 rano. Rewizye w sprawie Lubomirskiej: 
My Komisarze policyi sekcyi Popincourt zostaliśmy wez­ 
wani przez obywatela Dange, administr. policyi, aby doko­ 
nać rewizyi w domu obywatela La Chapelle, przy ulicy Fo- 
lie-Renault, w apartamencie obywatelki Lubomirskiej, uwię­ 
zionej w tymże domu. Mały ten apartamencik parterowy ma
		

/p0043.djvu

			41 
okna na ogród. Zastaliśmy rzeczoną obywatelkę. Po doko­ 
nanej rewizyi, nie znaleźliśmy nic, krom kopij listów przy­ 
jacielskich. Znaleźliśmy wprawdzie kałamarz z wizerunkiem, 
jak nam się zdało, byłej królowej, tudzież dwa portrety, 
z których jeden jest medalionem tej samej osoby eona kała­ 
marzu, oraz dwa inne portrety familijne. Po dokonanej rewi­ 
zyi, nie znalazłszy nic przeciwnego Rzpltej, wyszliśmy, spi­ 
sawszy protokół z rzeczoną obywatelką i pisarzem tryb. — Ale­ 
ksandrowa Lubornirska. Dange. Simon Vaillant, jako pis. tryb". 
Po zgonie ks. Lubomirskiej córkę jej wydano Izabelli 
Leżeńskiej. Dwa dokumenta, pochodzące z archiwum prefek­ 
tury policyi w Paryżu, załączamy tutaj, a podajemy również 
testament ks. Aleksandra Lubomirskiego, dający 15-letniej 
córce, później hr. Rozalii Wacławowej Rzewuskiej, tak wczesne 
świadectwo powagi i dojrzałości, której dowody składała ona 
przez wszystkie lata bolesnego i pełnego zawodów żywota. 
4. „Gmina Paryża, Departament policyi, 29 Fructidora 
Roku II Rzpltej francuskiej jednej i niepodzielnej. 
W skutek narady Odrodzonej administracyi policyjnej, 
oraz świadectwa Komitetu Sekcyi Jedności, postanawiamy, iż 
oddźwierny domu Montprin, przy ulicy Montprin, wypuści na­ 
tychmiast na wolność obywatelkę Aleksandrę Lubomirską, 
wieku pięć i pół lat. 
Administratorowie policyi 
Martineau — Barisson". 
5. „Ja niżej podpisana Izabella Leżeńska, poświadczam, 
iż zgodnie z podaniem położonem na czele dokumentu Cy­ 
wilnego Komitetu Sekcyi Jedności, jako wykonaniu rozkazu 
zkądinąd wydanego, obywatele Montprin i Desnol oddali mi 
uwolnioną obywatelkę Aleksandrę Lubomirską. Co stwier­ 
dzam i kwituję na dniu 3 Fructidora, Roku II Rzpltej jed­ 
nej i niepodzielnej 
Izabella Leżeńska". 
J. T. Lubomirski. Listy. 
4
		

/p0044.djvu

			Testament ks. Aleksandra Lubomirskiego. 
6. „Niżej własną ręką podpisany Aleksander ks. Lubo­ 
mirski, oświadcza niniejszem mojem pismem dla Rozalii księż­ 
niczki córki mojej służącym, iż ja znając dobrze tejże córki 
chociaż jeszcze lat dwudziestu czterech niemającej, dojrzałą 
roztropność i do rządzenia własnością doskonałą jej sposobność, 
oraz uwadze jej i przezorności towarzyszącą zręczność—włas­ 
ność moją wszelkich mobiliów w pałacach moich Opolskim, 
Niezdowskim, Józefowskim i w domu lubelskim, tudzież w fol­ 
warkach wszystkich teraz znajdujących się, jako też złota, 
sreber, porcelany, szkła, fajansów, bielizny stołowej, rekwi­ 
zytów kaplicy opolskiej i kowalskiej, magazynów, cyny, mie­ 
dzi kuchennej i browarnej, powozów, wszystkich koni stajen­ 
nych i folwarcznych z zaprzęgami, bydła każdego rodzaju, 
owiec i ptactwa po wszystkich folwarkach, także biblioteki, 
gabinetu naturalnego, kollekcyi kamieni różnych i kruszców, 
arsenału, papierów i instrumentów muzycznych—ogólnie tego 
wszystkiego, co tylko ruchomością nazwać się może i co re­ 
jestrami opisane jest lub jeszcze nie jest, na osobę jej prze­ 
noszę, albo wyraźniej, to wszystko co wyżej ogólnie wyszcze­ 
gólniłem, tejże mojej jedynej córce daruję i oddaję. Wolna 
więc odtąd będzie córka moja tem wszystkiem, podług woli 
swojej, jako właścicielka zarządzać, i natychmiast ją do za­ 
rządzenia tem wszystkiem dopuszczam. Co zaś dotyczy goto­ 
wych pieniędzy i zboża, w ziarnie lub snopie, oświadczam, iż 
jeżeliby się pieniądze w gotowiznie i zboże wszelkie w punk­ 
cie zakończenia mojego życia zostały, i te pieniądze wraz
		

/p0045.djvu

			43 
z zbożem jej natychmiast po śmierci mojej tak własnemi 
będą, że wolno będzie jej pieniądze do siebie wziąść, a zboże 
sprzedać, wszystkiemi zaś ruchomościami, inwentarzami i skła­ 
dami wszelkiego gatunku, jak wyżej objęto jest, może jako 
własnością swoją dysponować, używać, albo także sprzedać. 
Na co wszystko, darowiznę tę mojej córce Rozalii księżniczce 
Lubomirskiej w dniu dzisiejszym, jako jej imienin, dobrowol­ 
nie daną, własną ręką moją przy podpisach świadków (któ­ 
rym ta czynność w niczem szkodzić nie powinna), oraz przy 
wyciśnieniu pieczęci herbu mojego podpisan. Działo się 
w Opolu dnia 4 września 1803 r. Aleksander ks. Lubomir­ 
ski. L. S. —Jako świadek od J. O. ks. Imci Lubomirskiego 
wezwany podpisuję się: Tomasz Dederko. L. S. Jako świa­ 
dek przytomny tej czynności podpisuję się: J.Z 
L. S.