/00001.djvu

			" ,. 
,
 


. 


-' 


./ 
:/;/7 


"- 
, 

, 
, 
" 
" 


K 



 
AK O 



 
'4
 


ROK VJJJ 


WARSZAWA, CZERWJEC-SJERPJEŃ 1923 


NT. 6 


MJESJĘCZNJK KRAJOZNAWCZY JLUSTROWANY 
WYDAWANY Z ZAPOMOGJ WYDZJAŁU NAUKJ M. W. R. J O. P
 


ZIEMIA
		

/00002.djvu

			r 



 


TOW. MIŁOŚNIKÓW HISTORjI I ZABYTKÓW KRAKOWA 
ULICA SIENNA 16. 


Założone w r. 1897, ma na celu badanie przeszłości historycznej i artystycznej Krakowa. - Wkładka na r. 1923 wynosi 
10.000 Mp.- Dotychczas wydało Tow. 19 tomów »Rocznika Krakowskiego« i 60 tomów »Bibljoteki Krakowskiej". 


ROCZNIK KRAKOWSKI. 
SPIS TREŚCI: 


TOM VI. ROK 1903. 
Kraków, jego kultura i sztuka. 
I. Krzyżanowski Stanisław. Wstęp historyczny.- 
2. Tomkowicz Stan. Kultura Krakowa. - 3. Chmiel Adam. 
Organizacja miejska i cechów. - 4. Kopera Feliks. Hi- 
storja architektury. - 5. Górski Konstanty M Archi- 
tektura XIX wieku. - 6. Muczkowski 'lózef. Historja 
rzeźby. - 7. Lepszy Leonard. Historja malarstwa, prze- 
mysł artystyczny i handel. 
TOM VII. ROK 1904. 
I. Ptaśnik 'lan. Bonerowie. - 2. Długopolski Edmund. 
Bunt wójta Alberta. - 3. Rynzar Leon. Udział Krakowa 
:!IV ,sejmach i sejmikach Rzeczypospolitej. 
TOM VIII. ROK 1905. 
I. Muczkowski 'lózef. Dawny Ratusz krakowski.- 
2. Kopera Feliks. O kościołach na Wawelu. - 3. Kutrzeba 
Stan. Dawny zarząd Wawelu. - 4. Zachorowski Stan. 
Kraków biskupi.-5. Bąkowski Klemens. Dziennikarstwo 
krakowskie do 1848 roku. 
TOM IX. ROK 1906. 
I. Ptaśnik 'lan. Z dziejów kultury włoskiego Kra- 
kowa. - 2. Tomkowicz Stan. Kołłątajowski plan Kra- 
kowa z r. 1785. - 3. Tomkowicz Stan. Plan rynku kra- 
kowskiego z r. 1787. - 4. Tonzkowicz Stan. Do historji 
muzyki w Krakowie. - 5. Chmiel Adam. Pieczęć wój- 
towska krakowska w drugiej połowie XIII wieku.- 
6. Hendel Zygmunt i Kopera Feliks. Resztki murów ro- 
mańskich kośc, św. Jana. - 7. Piekosiński Fran. O sali 
gotyckiej w kamienicy hetmańskiej w Krakowie. 
TOM X. ROK 1907. 
Kopera Feliks. Wit Stwosz w Krakowie. 
TOM XI. ROK 1908. 
Pagaczewski 'luljan. Baltazar Fontana w Krakowie.- 
Klein Fran. Akademicki kościół św. Anny w Krakowie, 
studjum architektury. - Bąkowski Klemens. Podziemia 
Wawelu. - Chmiel Adam. Pieczęcie miasta Krakowa, 
Kazimierza, Kleparza i Jurydyk krakowskich do końca 
X'-':III wieku. ,- 
TOM XII. ROK 1909. 
Tomkowicz Stan. Zabytki sztuki w klasztorze Kar- 
melitanek na Wesołej w Krakowie. - Klein Franciszek. 
Kościół ŚŚ. Piotra i Pawła w Krakowie. - Polaczkówna 
Ma1ja. Michał Wiszniewski 1830-1848. 
TOM XIII. ROK 1910. 
Muczkowski 'lózef. Dawne warownie krakowskie.- 
Ptaśnik 'lan. Włoski Kraków za Kazimierza W. i Wła- 
dysława.Jagiełły. - Ptaśnik 'lan. Ze studjów nad Witem 
Stwoszem i jego rodziną. - Dąbrowski 'lan. Kraków 
a Węgry w wiekach średnich. - Krzyżanowski Stan' J 
Goethe w Krakowie. 
TOM XIV. ROK 19I1. 
Kutrzeba Stan. i Ptaśnik 'lan. Dzieje handlu i ku- 
piectwa krakowskiego. 
(Dalszy ciąg na 3 stronie okładki) )j 
=: ::- 
 - 


TOM I. ROK 1898. 
I. Piekosillski Fran. Sala gotycka w kamienicy het- 
mańskiej w Krakowie. - 2. Łuszczkiewicz Wiad. Stare 
cmentarze krakowskie, ich zabytki sztuki i obyczaju ko- 
ścielnego. - 3. Kutrzeba Stan. Piwo w średniowiecznym 
Krakowie. - 4. Tomkowicz Stanisław. Prałatówka parafji 
N. P. Marji w Krakowie i jej architekci. - 5. Estreicher 
Karol. Teatr krakowski. - 6. Tomkowicz Stan. Pogrzeb 
zamożnego mieszczanina krakowskiego w XVII w. - 
7. Wyspiański Stan. Dawna polichromja kościoła św. 
Krzyża w Krakowie. - 8. Estreicher Stan. Ustawy prze- 
ciwko zbytkowi w dawnym Krakowie. - 9. Lepszy Le- 
onard. Cech złotniczy w Krakowie. - lO. Chmiel Adam. 
Herby Cyrusów, mieszczan krakowskich. - I I. Potkań- 
ski Karol. Kraków przed Piastami. - 12. Krzyżanowski 
Stan. Morsztynowie w XV. wieku. - 13. Wawel-Louis 
'lózef. Pierwsza rekrutacja w Krakowie. 


TOM II. ROK 1899. 
I. Łuszczkiewicz Wiad. Najstarszy Kraków na pod- 
stawie badania dawnej topografji. - 2. Kutrzeba Stan. 
Historja rodziny Wierzynków.- 3. Chmiel Adam. Dawne 
wyroby nożowników krakowskich i znaki na nich.- 
4. Zubrzycki 'lan. Krakowska szkoła architektoniczna 
XIV wieku. - 5. Tonzkowicz Stan. Przyczynek do historji 
Szkotów w Krakowie i w Polsce. - 6. Sternschuss Adolf. 
Godła domów krakowskich. - 7. Wyspiański Stan. Wi- 
traże dominikańskie. - 8. Krzyżanowski Stan. O sejmiko- 
waniu mieszczaństwa krakowskiego. 


TOM III. ROK 1900. 
I. Tomkowicz Stan. Włoscy kupcy w Krakowie w XVII 
i XVIII. wieku. - 2. Kutrzeba Stan. Finanse Krakowa 
w wiekach średnich. - 3. Łuszczkiewicz Wiad. Dawny 
romański kościół św. Wojciecha na podstawie własnych 
zdjęć i b-adań. - 4. Chmiel Adam. Z Herbarza mieszczań- 
skiego (herby Foxów). - 5. Kutrzeba Stan. Ludność 
i majątek Kazimierza w końcu XIV stulecia. 
TOM IV. ROK 1901. 
I. Krzyżanowski Stan. Poselstwo Kazimierza Wiel- 
kiego do Awinionu i pierwsze uniwersyteckie przywi- 
leje. - 2. Tomkowicz Stan. Gmach Bibljoteki Jagielloń- 
skiej. - 2. Abraham Wład. Początek biskupstwa i ka- 
pituły katedralnej w Krakowie. - 4. Potkański Karol. 
Granice biskupstwa krakowskiego. - 5. Lepszy Leonard. 
Pergameniści i papiernicy krakowscy w ubiegłych wie- 
kach i ich wyroby. - 6. Estreicher Stan. Sądownictwo 
rektora krakowskiego w wiekach średnich. 
TOM V. ROK 1902. 
I. Tomkowicz Stan. Władysław Łuszczkiewicz. Wspo- 
mnienie pośmiertne. - 2. Łoziński Władysław. Proces 
o pannę. - 3. Chmiel Adam. Z herbarza mieszczań- 
skiego. - 4. Pagaczewski 'luljan. Jasełka krakowskie.- 
5. Bąkowski Klemens. Dawne kierunki rzek pod Kra- 
kowem. - 6. Czołowski Aleksander. Zabytki krakowskie 
w Szwecji. -7. Tomkowicz Stan. Ślady uniwersytetu 
Kazimierzowskiego.
		

/00003.djvu

			RO K VIII 
(f 
I 


WARSZAWA, CZERWIEC-SIERPIEŃ 1923 


Nr 6 

 


'. 


., 
\--. 


, 


..,
.:



' 


laaaa

t 
.
:=;iM"'
l'ił,

: 


,

. J: 


! 


 


'Ryc. 48. POMNIK I KOPIEC KOŚCIUSZKI. 


dl 


ZIEMIA 


MIESIĘCZNIK KRAJOZNAWCZY ILUSTROWANY 
WYDAWANY Z ZAPOMOGI WYDZIAŁU NAUKI M. W. R. i O. W. 


WŁADYSŁAW SEMKOWICZ 


KRAKÓW 


Najstarsze to bezwątpienia w Polsce a jedno z naj starszy ch w Europie siedlisko człowieka, 
który przed tysiącami lat, jeszcze w obliczu mroźnego lądolodu północnego, wśród limbowych 
i modrzewiowych lasów polował tu na mamuty i niedźwiedzie jaskiniowe, w pieczarach wapien- 
nych szukając przed zwierzelli i zimnem schronienia. Niemal wszystkie epoki przedhistoryczne 
złożyły w tej okolicy obfite pamiątki odwiecznego bytowania ludzkiego, zanim z mroku dziejo- 
wego wyłoniło się plemię jasnowłosych Wiślan-Lechitów, którzy na przepastnych skałach Wawelu 
zatknęły stanicę Polski. 
Tajemnicą legendy okryty Krak - eponymos nadał skalnemu grodzisku przezwani.e, a ród 
Piastowy obrał je na stołeczną siedzibę. U stóp akropoli nadwiślańskiej, potężniejącej z dniem 
każdym wspaniałemi gmachy, zaczęło z czasem tętnieć ruchliwe życie miejskie. Kraków stał się 
na - szereg stuleci sercem Polski, losy jego sprzęgły się z losami Piastów i Jagiellonów, tu bił 
najsilniej zdrój polskiej kultury, sztuki i nauki, rozlewając szeroko swe ożywcze prądy po całej 
ziemi naszej i zras?:ając obficie dalekie kresy ruskie i litewskie. 
A gdy mu przyszło oddać berło stołeczne młodszej siostrzycy -- Warszawie, nie zapo- 
mniał o swych obowiązkach względem Macierzy, bronił ją swą piersią przeciwko najeźdźcom 
i choć zubożały i zaniedbany, w chwili najgroźniejszej dla upadającej Ojczyzny, na rynku swym 
wtórował przysiędze Kościuszki, a lud swój wysłał na pola racławickie. 
Przetrwał, przebolał długie lata niewoli, krzepiąc swym niezłomnym duchem ciężko po- 
gnębione bratnie dzielnice i podnosząc znów wysoko sztandar polskiej nauki i kultury oraz pracy 
narodowej na kresach. A kiedy dzwon Zygmuntowy obwieścił cud wolności wskrzeszonej Ojczyźnie, 
wstał Kraków do nowego życia, piękny w majestacie swej królewskiej szaty, i wierny swej dzie- 
jowej roli rubieżowego grodu trzymać będzie po wieki STRAŻ N AD WISŁĄ.
		

/00004.djvu

			JERZY SMOLEŃSKI 


KRAJOBRAZ OKOLIC KRAKOWA 


Wysławiano nieraz okolice Krakowa przy- 
pisując im nie zwykły urok. Wielekroć razy sta- 
nowiły one przedmiot zachwytu artystów, pod- 
nietę i temat twórczości poetyckiej i malarskiej. 
Piękny to istotnie szmat naszej ziemi, ale 
pięknych ma Polska dużo i nie walory este- 
tyczne nadają mu wśród innych jej obszarów 
cechy wyjątkowości. Prawdziwie wyjątkowe są 
okolice Krakowa przez co innego: przez nie- 
zwykłe bogactwo odmiennych typów krajobra- 
zowych, skupionych tu na niewielkiej prze- 
strzeni, przez ich dziwną, gdzieindziej nie spo- 
tykaną rozmaitość. Niema w Polsce drugiego 
miasta, wkoło którego w tak małym promieniu 
oglądaćby można tyle i takich kontrastów w bu- 
dowie i rzeźbie naziomu. 
Ale bo też położenie Krakowa jest wyjątkowe. 
Zbiegają się tu z sobą trzy wielkie krainy geo- 
graficzne, trzy odrębne jednostki strukturalne 
i morfologiczne: na północy stara wyżynna płyta 
Małopolska, na południu młody łańcuch górski 
Karpat, na wschodzie zaś, wciśnięty klinem po- 
między te krainy, zapadły obszar niziny Pod- 
karpackiej. Każda z tych dziedzin odznacza się 
swoistą budową wewnętrzną i odrębnym składem, 
wskutek czego czynniki geograficzne odmienne 
na ich powierzchni wywołać musiały kształty. 
Obszary te nie są przytem bynajmniej jednolite. 
Zróżnicowanie ich wewnętrzne powoduje dalszą 
rozmaitość typów krajobrazowych - samo zaś 
w niemałej mierze uwarunkowane jest faktem 
owego zetknięcia. Nie chodzi tu bowiem tylko 
o formalne sąsiedztwo rozmaicie zbudowanych 
i w różnych wysokościach leżących krain: kon- 
takt ten ma również stronę dynamiczną. Przy- 
legając do górzystych lub wyżynnych obszarów, 
zapadłości nizinne wywołują w strefie brzeż.nej 
znaczniejsze spadki, które znajdują wyraz 
w wzmożonej tu energji wód płynących, w sku- 
teczniejszem działaniu erozji i denudacji. Brzeg 
łańcucha górskiego, fałdującego się i prącego 
nazewnątrz, w zetknięciu z sztywnym masywem 
przedmurza podlega jego wpływowi w przebiegu 
i budowie -- z drugiej zaś strony napór jego 
wywołuje zmiany tektoniczne w przyległej strefie 
przedmurza. W okolicy Krakowa płyta Mało- 


102 


polska nie tylko sąsiaduje bezpośrednio z po- 
górzem Karpat ale zanurza się i zapada pod 
ich brzeg sfałdowany i nasunięty od południa. 
Ten brzeżny obszar wyżyny posiada cechy 
niezwykłe. Podczas gdy dalej na pn. przedsta- 
wia się ona jako jednolita płyta obniż_ająca się 
łagodnie ku wschodowi, zgodnie z upadem po- 
chylających się w tym kierunku warstw skal- 
nych, zaś na zachodzie urywa się progami' de- 
nudacyjnemi, wśród których krawędź iurajska 
stanowi linijną kulminację, jako t. zw. grzbiet 
Krakowsko-Częstochowski, - tu na południu 
obraz się zmienia. Skaliste wapienie jury nie 
tworząjużjednolitego progu. Brzeg ich zachodni, 
postrzępiony fantastycznie w związku z Z1nia- 
nami tektonicznemi, jakim ten obszar uległ, 
i rozdarty przez erozję, traci orograficzną samo- 
dzielność. Z pod pokrywy skał młodszych dźwi- 
gają się ku powierzchni starsze utwory; tu naj- 
dalej ku wschodowi - aż w okolice Krakowa- 
podsuwa się dziedzina węglowego »Zagłębia«. 
W budowie płyty biorą ponadto udział lawy 
odwieczne i tufy - ślady dawnych wulkanów,- 
ona zaś sama wykazuje zaburzenia, po części 
bardzo stare, nieznane dalej na północy. Z nich 
w ukształtowaniu powierzchni zaznaczają się 
przedewszystkiem dwa potężne rowy zapadli- 
nowe: Wiślany, obcinający na znacznej prze- 
strzeni płytę na południu, - nim wzdłuż brzegu 
Karpackiego dąży Wisła od Oświęcimia po Sam- 
borek, - i równoległy do niego Krzeszowicki, 
odwadniany w zachodniej części przez Rudawę. 
Zamknięta między nimi, rowem Krzeszowickim 
od calizny wyżynnej odcięta część płyty wznosi 
się w postaci t. zw. grzbietu Tenczyńskiego, 
który, zwężając się ku wschodowi, kończy się 
nad samym Krakowem Górą św. Bronisławy, 
wieńczoną Kopcem Kościuszki. 
Skomplikowana budowa bezpośredniego pod- 
łoża i zbieg różnych krain geograficznych w naj- 
bliższem sąsiedztwie stanowią tło, na którem 
rozwinęło się bogactwo .krajobrazowe okolic 
Krakowa. Bogactwo jest tern różnorodniejsze, 
że powstało pod wpływem całego szeregu roz- 
maitych czynników geograficznych, które dzia- 
łały tu w różnem następstwie i nasileniu,
		

/00005.djvu

			w związku z zmiennemi warunkami, w jakich 
ten obszar się znajdował, ze zmianami klimatu 
i t.d. Zalewało tę krainę morze (mioceńskie) w nie- 
dawnej jeszcze geologicznej przeszłości, po 
wynurzeniu żłobiły ją i wyrównywały wody pły- 
nące. W czasie wielkiego zlodowacenia pokry- 
wał ją w całości lodowiec. Potem wiatry po- 
suszne naniosły pył\l lessowego. Z nastaniem 
wilgotniejszego z kolej i klimatu naczelną rol
 
zyskało znowu działanie rzek - Wisły i jej do- 
pływów. Każdy z tych czynników pozostawił 
ślady swej działalności w ukształtowaniu po- 


I, ....,,. ,".ł. 


). 



1 
i' 
.'
, 
i 'ł; 
I. 
. .", 
. 
'-'.." 


)-
\ " 
..., .. '\ 
t, ł. \ 
1 



 


\ 


:! 



. 


., 


ł 


L 


.... 


., 
't. 


.:. 


położony w ich zbiegu Kraków z bliskiem Za- 
głębiem węglowem, ze Śląskiem i EraIną Mo- 
rawską. Od południa zamykają widnokrąg Kar- 
paty, -- u ich stóp wznosi się jeszcze szereg 
izolowanych wzgórz wapiertnych, jako ostat- 
nia wypustka jurajskiej płyty, przez które prze- 
łomowym biegiem przedziera się Wisła po 
wyjściu z podkarpackiego rowu. Jedynie na 
wschodzie horyzont otwiera się swobodnie wraz 
z biegiem Wisły ku nizinie Małopolskiej, roz- 
szerzającej się tu stopniowo, w miarę jak kra- 
wędź wyżynna oddala się od brzegu Karpat. 


, 


I 
.- 

 


I.. 


,;. A 


r 
b 



 


"! 


j, 


ło.._ 


- 


- 


Ryc. 49. DOLINA »BRZOSKWINI«, typowa dolina wapienna z okolic Krakowa. 


wierzchni. Splotem ich jest dzisiejszy krajobraz 
krakowski. Zamiast rozważać kolejne fazy w ja- 
kich powstawał, przypatrzmy się jego obecnej 
postaci i składnikom. 
Kraków leży w obrębie wapiennej płyty 
Krakowsko-Częstochowskiej jury, tuż przy jej 
południowym krańcu, w kotlinowatem obniże- 
niu, w którem spływają się wody Wisły, Ru- 
dawy, Prądnika i Wilgi. Z trzech stron ota- 
czają miasto wyniosłości. N a północy tworzą 
one jednolitą krawędź wyżynną opadającą sze- 
rokiemi terasami w dolinę Wisły. Od zachodu 
podsuwa się pod samo miasto grzbiet Tenczyń- 
ski, ale po obu jego stronach otwierają się 
bramy rowów zapadlinowych: Wiślanego, wzdłuż 
brzegu Karpat i Krzeszowickiego, które wiążą 


Jurajskim skałom otaczającym Kraków za- 
wdzięczają jego okolice główny urok krajobra- 
zowy, sławę malowniczości. Cechuje je rzeźba 
właściwa obszarom wapiennym, wytworzona 
przez współdziałanie erozji i procesów kraso- 
wych. Strumienie,' spływające z wierzchowiny 
płyty ku Wiśle i Rudawie, rozdarły jej brzeg 
i wcięły się głęboko, żłobiąc szereg prześlicz- 
nych dolinek, których najbardziej znanym typem 
jest Ojcowska dolina Prądnika. U ich wylótów 
świecą zdaleka z pośród zieleni bukowych lub 
mieszanych lasów białe, poszarpane urwiska 
a śmiałe formy ich wnętrza przypominają żywo 
krajobrazy górskie: dolinę Kościeliską w Tatrach 
lub przełomy Pienin (ryc. 49). Strome, nieraz pro- 
stopadłe zb@cza tworzą występy w postaci bastjo- 


1°3
		

/00006.djvu

			nów i ambon skalnych zawieszonych nad dnem 
doliny, drążą ją wnęki nisz i czeluście pieczar, 
zdobią cyple turniczek i iglic o fantastycznych 
'kształtach. Skaliste stoki zbliżają się niekiedy 
do siebie, powstają przewężenia, bramy do- 
linne. Dna są niewyrównane a spływające niemi 
potoki mają zazwyczaj silny spadek. - Cała ta 
rzeźba pozostaje w bezpośrednim związku z ma- 
terjałem podłoża i jest wynikiem zarówno żło- 
biącej jak rozpuszczającej działalności wody 
w wapiennej płycie - w jej wnętrze wsiąka ona, 
wyzyskując szczeliny licznych spękań, rozsze- 
rza je i powiększa. Stąd owe groty i jaskinie, 
w które obfituje krakowska jura: Ojcowskie, 
Mnikowskie, Smocza Jama na Wawelu, Grota 
Twardowskiego na Krzemionkach i t. d. Stąd 
również obfite źródła krasowe, bijące w obsza- 
rze wapieni (Olszanica, Bielany, Mników i in.). 
Krajobraz krasowy napotykamy i na wierz- 
chowinie płyty, tam, gdzie nie osłaniają jej 
nieprzepuszczalne gliny. Ma on tu postać zgoła 
inną. Widnokręg tu szeroki - monotonną, zró- 
wnauą powierzchnię gdzieniegdzie tylko uroz- 
maicają odosobnione skaliste wzniesienia, resztki 
ocalałe przed zniszczeniem. Wobec przepusz- 
czalności podłoża, obszar to posuszny, sieć wodna 
rzadka i skąpa. Wśród pól, szczególnie w są- 
siedztwie dolin, pojawiają się zaklęsłości zam- 
knięte, lejki chłonące wodę opadową. Kontrast 
tej suchej dziedziny z dyszącem wilgocią wnę- 
trzem czeluści dolinnych, jest uderzający. 
Jałowe te, wybitnie krasowe, obszary są na 
powierzchni płyty w okolicy Krakowa dość 
rzadkie. Stoki i wierzchowinę wyżyny pokrywa 
tu na znacznych przestrzeniach płaszcz nawia- 
nej glinki stepowej, lessu, który odrębną wy- 
twarza rzeźbę. Składają się na nią łagodnie 
faliste powierzchnie staczające się szerokiemi, 
słonecznemi skłonami ku dolinie Wisły. Lekka, 
porowata glinka lessowa ma własności tworze- 
nia prostopadłych ścianek. To też od zaklęś- 
nięć dolinnych, od brzegów strumieni, wdzie- 
rają się ku górze stromościenne wąwozy, prze- 
paściste debry i parowy rozcinają stoki, drą 
pola orne, świecą zdaleka wśród zieleni jasno- 
żółtemi zerwami. Nawet koleiny dróg polnych 
wcinają się w kształt wąwozów. Jest to ten sam 
krajobraz, który w Sandomierskiem w najczyst- 
szej występuje postaci - odblask i miniatura 
chińskich labiryntów lessowych. 
 Zalegając 


r 0 4 


żyzną niezmiernie pokrywą terasy, któremi 
płyta wyżynna opada ku Wiśle, otulając stoki 
Sikornika pod Kopcem Kościuszki, podchodzi 
obszar glinki nawianej pod sam Kraków. Wi- 
dnieją ścianki lessowe już u rogatek miejskich 
w Prądniku Czerwonym, w Witkowicach, To- 
niach i t. d. Obramiają one nawet ulice wiosek. 
Zwieszają się z ich krawędzi ku wgłębionym 
drogom krzewy ogródków wiejskich, u pod- 
nóża widać wejścia do piwnic, drążonych wprost 
w zboczu, bez sklepień i podpór, tak jak owe 
mieszkania lessowe w Chinach. 
Wśród skał budujących płytę wyżynną za- 
znaczają się niekiedy w ukształtowaniu po- 
wierzchni lawy dawnych wulkanów, melafiry 
i diabazy. Jako twardsze i odpowiedniejsze od 
otoczenia wyłaniają się one czasem w postaci 
izolowanych wzniesień. Do takich należy pa- 
nująca nad okolicą, uwieńczona historyczną 
ruiną, zamkowa góra Tenczyńska, pobliski 
grzbiet w Zwierzyńcu, wzgórza w Rudnie. 
Odrębny wygląd posiada. obszar krakowski 
dalej na ku zachodowi, gdzie z pod jury od- 
słaniają się skały starsze. Orograficzną rolę 
jurajskich wapieni skalistych obejmują tu tria- 
sowe wapienie i dolomity, tworząc śmiałe nie- 
raz wzniesienia, panujące nad zapadłym rowem 
wiślanym, jak np. góra Lipowca z ruiną sta- 
rego zamczyska, Bukowica, Płaza, które je- 
dnak dalej na zachodzie odosobnione tworzą 
już tylko pagóry. Sąsiaduje z niemi rozległy 
obszar piasków i mokradeł. Częściowo zarastają 
go potężne bory sosnowe (np. Dulowska Puszcza) 
i wrzosowiska, częściowo jednak jest on nagi 
i pusty i przedstawia najsmutniejszy krajobraz 
w Krakowskiem. Lotne piaski przesypuje tu 
wiatr, wdmuchuje je na ubogie role, w walce 
z lasem spiętrza je w wzgórki wydm. W obni- 
żeniach zaległy moczarowate pustkowia: pod- 
mokły grunt podścielają tu nieprzepuszczalne 
iły (mioceńskie i kajprowe). Smutna ta i biedna 
kraina kryje jednak w podziemiu skarby. Jest 
to zagłębie węglowe i dziedzina rud kruszco- 
nośnych. To też wśród głuchych borów, ba- 
gnisk i piaszczystych pustaci rozwijają się osady 
górnicze, dymią kominy fabryk, zalegają hałdy 
kopalń. Kontrast zapadłego, pierwotnego bez- 
ludzia graniczącego bezpośrednio z ogniskami 
współczesnej, zbiorowej pracy, szczególne nadaje 
tym okolicom piętno.
		

/00007.djvu

			'- . __
 "i, - 1j.\.
. . 
-.;'. , i T
.
 :; - ,

 - 
 \,j

f.< 
t-,' ;
,."...
, . t
\\, . 
.... 
,." "'..", . :....f."'. · 
'-..;.. . - .t . ,-.-'-> :.1.
 
. . '-
"ł . 
. '. 

., 
 
.._
::;..." ,

,.:' 


N a południu piętrzą się wzniesienia kar- 
packie. Między niemi a ostatniemi występami 
jurajskich wapieni, przerzniętych pod Krako- 
wem biegiem Wisły, zaległ pas mioceńskich 
iłów, przez które podmokłą doliną zdąża z po- 
górza Wilga. N a nim bieleją tu i ówdzie płaty 
lotnego piasku (Kobierzyn, Piaski W.), pokrywa 
go lodowcowa glina. Stopniowo teren podnosi 
się i przechodzi w obszar pogórza. Miękkie, 
łatwo wietrzejące skały karpackiego »fliszu« 


'
1?-
 


tIIi:'łt,. 
 
, ..o;' n !..- . 
-"_'I,..,.., 
,. 
J; 
_3 r.. 


----- 


" 


4
__ 
., Jr... . 
.
. ". 


" __o 
, ł
 
. .} . . .' 



 '" 


:
 


., 
. 


., -ł: 


fo . 



 


f 


_;.,.
 .....l.:... 
 

 
'......1 ! \' 1Ii
' 


żynnej powierzchni przeciwległej Małopolskiej 
płyty, z którą w tym samym leży poziomie. Mimo 
pewnych wspólnych faz rozwojowych w. prze- 
szłoki, różny w obu tych obszarach materjał 
podłoża odmienny w każdym z nich wywołać 
musiał krajobraz. 
Odrębnym i najważniejszym równocześnie 
składnikiem krajobrazu krakowskiego jest sama 
dolina Wisły. Nie jest ona bynajmniej jednolita 
i różni się wybitnie w poszczególnych odcin- 


"r 


... 


..:' 



, . 


I 



 
L 


.... 


- 
. 



.... 



 -:.
-
: 
-.....c->: 


':"_-'--"'-...:-

£4
 


, ---" 


"-	
			

/00008.djvu

			zwolna ku pogórzu. Od północy przylega sze- 
roki pas piasków i moczarów, za nim, ponad 
zarastające go bory, dźwiga się ku górze brzeg 
wyżynny poszarpaną krawędzią dewońskich 
wzniesień. Dalej jednak, gdzie na krawędzi tej 
pojawiają się skały jurajskie a brzeg płyty wy- 
suwa się ku południowi, nadrzeczne piaski ni- 
kną - rzeka przypiera bezpośrednio do wapien- 
nych wzniesień, aby wreszcie, od Tyńca, we- 
drzeć się w ich środek, porzucając rów pod- 
karpacki. Tu rozpoczyna się przełomowa część 
doliny, nie zwykła i piękna. 
Ciasną bramą między Tyńcem a Piekarami 
wciska się Wisła w brzeg płyty Jurajskiej (ryc. 50), 
odcinając od niej szereg odosobnionych wzgórz 
wapiennych: Tyńca, Kostrza, Pychowic, Krze- 
mionek, Podgórza. Zamiast opłynąć je od po- 
łudnia, wije się ona między niemi, wyzyskując 
jakieś prastare przerwy. Między jednem a dru- 
giem zwężeniem doliny tworzą się równie nad- 
rzeczne, po których Wisła zatacza pętle me- 
andrów a porzucone martwe zakola (np. Koło 
Tynieckie) towarzyszą tu jej łożysku. Grzbiety 
odciętych jej biegiem pagórów wapiennych 
płaskie są i zrównam: i wznoszą się do po- 
ziOlnu starych teras, zaznaczających się na prze- 
ciwległych stokach wyżynnych. Obfitują one 
w formy krasowe (np. jaskinie Krzemionek). 
W dzielących te wzgórza a wyścielonych mio- 
ceńskiemi iłami obniżeniach widać ślady daw- 
niejszych, odmiennych biegów rzeki - jak gdyby 
szukała ona sobie mozolnie naj dogodniejszej 
drogi, zanim ustaliła obecną. Zmiany te zresztą 
do ostatnich następowały czasów: dość przy- 
pomnieć t. zw. »Starą Wisłę« w obrębie Kra- 
kowa, między Wawelem a Skałką. W przeło- 
mach stoki doliny odznaczają się śmiałemi i ma- 
lowniczemi kształtami. Prostopadłą ścianą urywa 
się nad Wisłą góra Tyniecka, dźwigająca na 
szczycie ruiny starożytnego opactwa. Przepaś- 
ciste zbocza i urwiska wapienne świecą z pośród 
Bielańskiego lasu. Przypierają do rzeki strome 
i nagie stoki Kostrza i Krzemionek. Jurajski 
wapień wyziera u podnóża Zwierzynieckiego 
klasztoru-zamczyska (ale tuż obok, w korycie 
rzeki leży ostrygowa ławica mioceńska, świad- 
cząc o starej wyrwie). Lita skała widnieje na 
podmywanych przez Wisłę zboczach Wawel- 
skiego wzgórza i Skałki. 
Mimo, że w obrębie Krakowa samo koryto 


106 


Wisły uwięzione jest między skałami Wawelu 
a Podgórza, dolina jej rozszerza się tu w roz- 
ległą równię nadrzeczną, wytworzoną przez po- 
łączone wody Wisły, Rudawy i Prądnika.l;mienny 
bieg tych rzek w przeszłości, ich częste i po- 
tężne wylewy, zasypały żwirem i piaskiem sze- 
roki obszar, naniosły go mułem i wyrównały. 
N a północy dochodzi on do lessowych terasów 
u sto-ków wyżyny, ku zachodowi wciska się 
wstęgą błoń krakowskich w wylot doliny Ru- 
dawy. Pierwotnie bagnisty, przedstawia obecnie 
urodzajną równinę, na której szeroko rozsiadł 
się Kraków. Gdzieniegdzie tylko wyglądają 
z jego podłoża starsze, dyluwialne gliny. Cho- 
ciaż lodowiec północny przekroczył niegdyś 
okolice Krakowa i pokrył je w zupełności, ślady 
jego działalności nie rzucają się tu w oczy, tak 
jak na niżu. Jedynie tu i ówdzie w obniżeniach 
zachowała się morena denna pod rzecznemi 
napływami - na wyższych miejscach zmyta zo- 
stała przeważnie tak, że tylko rozrzucone głazy 
skał północnych świadczą o jej dawnym zasięgu. 
Silniej zaznacza się natomiast działalność wód 
lodowcowych: wpłynęły one na rozwój dolin 
i zasypały znaczne obszary masami dyluwial- 
nych piasków. 
Poniżej Krakowa wtacza się Wisła zako- 
listym biegiem, obramionym szerokim pasem 
starorzeczy i moczarów, w nizinę Małopolską. 
Od podmokłego dna szerokiej doliny odcina 
się na północy, u podnóża lessowycb stoków 
ostro zarysowana terasa, rozległa i żyzna, na 
jej prostolinijnej krawędzi leżą Czyżyny, Mo- 
giła (kopiec Wandy), Pleszów. Dalej ku wscho- 
dowi rozłożyła się na żwirowych i piaszczy- 
stych nasypach, powstałych u wylotu Raby 
z Karpat a spychających Wisłę na północ, pusz- 
cza Niepołomicka. Moczary i torfowiska zajęły 
jej wnętrze. To resztka dawnej Krakowsko- 
Sandomierskiej puszczy - typowa już dziedzina 
niżu, zamykającego okolice Krakowa od wschodu. 
Krajobraz krakowski, z tak różnorodnych 
złożony składników, przedstawiał zawsze dla 
człowieka teren wyjątkowo korzystny. Zależnie 
od zmieniającego się stopnia kultury i trybu 
życia ludności, rozmaite jego części i różne 
właściwości podłoża dawały się wyzyskać, sta- 
wały się cenne i stanowiły o jego wartości. 
N ajdawniejsi mieszkańcy tej ziemi znajdowali 
tu bezpieczne schronienie w jaskiniach, których
		

/00009.djvu

			tyle w krakowskich wapieniach się kryje, i ma- 
terjał dla swych narzędzi pierwotnych w krze- 
mieniach jurajskich. Wzniesione nad dnem do- 
lin wśród puszczy terasy lessowe były sposob- 
nem miejscem dla myśliwskich obozów (np. sta- 
cja myśliwska odkryta pod kopcem Kościuszki). 
Wody rzek, strumieni i naturalnych stawisk 
nęciły rybaków. Nadrzeczne łęgi i bezleśne 
obszary wyżynne pasterskim służyć mogły ce- 
lom. U rodzajne dziedziny lessowe i żyzne nad- 
wiślańskie porzecza przedstawiały i przedsta- 
wiają znakomity teren dla rolnictwa. Przyro- 
dzone punkty obronne znajdował człowiek na 
trudno dostępnych cyplach skalnych, panują- 
cych nad dólinami, na odosobnionych wzgó- 
rzach otoczonych wodą i bagnami (np. Wawel, 
Tyniec, Grodzisko) - tu powstawały grodziska, 
w których bronić się można było przed wro- 
giem i władać nad okolicą, tu wznoszono po- 
tem warowne zamki. Naturalne drogi, wiodące 
przez obszar Krakowski (Wisła, rów Rudawy) 
i wiążące go z dalszemi krainami, stwarzały 
możność bezpośrednich z niemi stosunków, 
otwierały i otwierają dzisiaj drogę w świat i ze 
świata, i będąc podstawą ruchu handlowego, 
uwarunkowały rozwój miejskiego osadnictwa. 
N owych wreszcie wartości dostarczyły Kra- 
kowskiej ziemi jej skarby kopalne, budząc prze- 
mysł, powołując do życia nowe skupi('nie ludzkie 
z wyzyskaniem jałowych poprzednio obszarów. 
Tak więc kolejno coraz to inne dziedziny 
krakowskiego krajobrazu objawiały człowiekowi 
swe wartości i wiązały go z tą ziemią. W cza- 
sie odwiecznego bytowania na jej obszarze 
zespolił on się z nią tysiącznemi węzłami, wrósł 
w nią niejako, stał się składnikiem jej kraj- 
obrazu. Równocześniejednak odegrał rolę czyn- 
nika zmieniającego ten krajobraz. Działalność 
jego wpłynęła przedewszystkiem na szatę ro- 
ślinną (zmiana pierwotnych leśnych i łąkowych 
dziedzin na role) i na faunę - dotknęła jednak 
i martwej przyrody. Zniknęły pod jego ręką 
znaczne przestrzenie moczarów, które stopniowo 
odwodnił i osuszył, przekształcił, częściowo usta- 
lił bieg rzek,ścinając zakręty, budując nadbrzeżne 
wały (regulacja Wisły i dopływów), zmniejszając 
obszar inundacji. Ścianami kamieniołomów pod- 
krzesał wzgórza, zmieniając przez to ich kształt. 
Zaorał i złagodził załomy teras zboczowych. 
Ale zasadniczych przeciwieństw fizycznego kraj- 


obrazu zatrzeć nie zdołał a przez dorzucenie 
doń śladów swej działalności, zróżnicowanej 
w zależności od przyrodzonych warunków, prze- 
ciwieństwa te nieraz jeszcze podkreślił. Stąd da- 
jące się tu wydzielić antropogeograficzne krainy, 
różniące się od siebie charakterem gospodar- 
czym, typem osad, gęstością zaludnienia, po- 
krywają się z dziedzinami pewnych fizycznych 
krajobrazów. Czysto rolniczy, bogaty- i gęsto 
zaludniony obszar na północnym - wschodzie 
i wzdłuż Wisły, to kraina lessu i strefa nad- 
rzecznych teras. Górniczo-przemysłowa dzie- 
dzina na zachodzie, gdzie odosobnione skupienia 
ludności obok kopalni i fabryk rozrzucone są 
w względnem pustkowiu - to obszar lesistych 
piasków podmokłych i jałowych pagórów tria- 
sowego »zagłębia«. Wyróżniający się wreszcie, 
jako największe zbiorowisko ludności, Kraków, 
wraz z najbliższem otoczeniem, znajduje natu- 
ralny fizjograficzny równoważnik w zbiegu dróg 
przyrodzonych, zaznaczających się w krajobra- 
zie: drogi Wisły i rowów przecinających płytę 
wyżynną. "Gdzie życie lqdzkie pozostaje jeszcze 
w zależności od warunków bezpośredniego przy- 
rodzonego otoczenia, tam ślady tego życia wy- 
rastając niejako z naturalnego podłoża, stają się 
cząstką krajobrazu, jako jego swoisty, logicznie 
z nim zespolony składnik. Tradycyjny, szla- 
checki dwór kolUtilnowy otulony bukietem sta- 
rych drzew i typowa chata krakowska, kryjąca 
się poza ogródkiem malw w gęstwie sadu, wiąże 
się z krajobrazem pszenicznych łanów lessowej 
dziedziny i nadwiślańskich porzeczy, tak samo 
jak robotnicze osiedla i. surowe budynki ko- 
palni z zarosłemi sośniną piaskami węglowego 
i triasowego zagłębia, jak romantyczne zwalisko 
średniowiecznego zamczyska z skalistym cyplem 
wyżynnej krawędzi. 
Ale postęp światowej gospodarki poparty 
rozwojem komunikacji pociąga za sobą stop- 
niowe wyzwalanie się człowieka z pod władzy 
przyrodzonych warunków lokalnych zaś wpływ 
wielkich skupień (Kraków, centra przemysłowe 
na zachodzie) przenosi się na warunki życia 
w coraz dalszem otoczeniu, niwelując zacho- 
dzące w jego obrębie różnice. Związek człowieka 
z bezpośredniem podłożem staje się coraz 
luźniejszy. N a ziemi krakowskiej proces ten 
nie z aszedł dotychczas daleko. To też złożony - 
jej krajobraz znajduje jeszcze dzisiaj logiczne 


107
		

/00010.djvu

			uzupełnienie w zindywidualizowanych na jego 
tle stosunkach ludzkich. A w przyszłości? Zmie- 
niać się ziemia ta oczywiście będzie i zmieniać 
musi, ale zasadnicze jej cechy przyrodzone zo- 
staną, choć większość z nich stracić może dzi- 
siejsze znaczenie dla człowieka. Zachowa je 
nadal brama otwierająca drogę ku dalekim 


£- 


i 
I 


r 


!. \ ".....łIi ł-.' 

 :-': 
 - ł"'''
;' 

" , ... 
 .tt- 
,
.
 


;... 
 


.I:

 


> 
if
,;

 .- - I 



 


._ł__ 

 
."'łl...
_ 


-
 ."... - 


,. 


dziedzinom u niezwykłego splotu różnorodnych 
krain. Zatrzyma je i sam krajobraz okolic Kra- 
kowa, piękny w swem wyjątkowem urozmaiceniu, 
ciekawy i cenny dla badacza, owiany tchnie- 
niem tysiącznych wspomnień dziejowych, wią- 
żących naród z przeszłością, i stąd szcze
ólnie 
polskiemu sercu drogi. 


J. 
.1.--.... 
ł 
, I 


..I 



 ---' 



.. '.. 


-ł: 


» 


.-. 


'..'	
			

/00011.djvu

			ramy i oparcie krajobrazu. W stronę Krakowa 
łańcuchy te opadają w dół, tworząc coraz to niż- 
sze wzgórza o charakterystycznych, łagodnie na 
wsze strony rozesłanych kształtach, aż wreszcie 
obniżają się ku kotlinie Wisły, która lśniącą, 
wężowatą wstęgą wije się w dal. Tu wzrok nasz 
uderza inna składowa krajobrazu. 
To wzgórza okolicy Krakowa, te niewyso- 
kie zielone górki o malowniczych, postrzępio- 
nych częstokroć kształtach, stromych zboczach, 
ubarwione tu i ówdzie białemi wapiennemi ścia- 
nami i turniami. Wzgórza te rozciągają się gniaz- 
dami i grupami dookoła Krakowa, otaczają z obu 
stron dolinę. dopływu Wisły, Rudawy i zalegają 
krajobraz aż hen ku północy, ku dymiącym na 
horyzoncie kominom zagłębia węglowego. 
W stronę wschodu wzgórza te, obni.żając się 
nieznacznie, nikną pod grubą pokrywą młodych 
geologicznie glin i ziem napływowych, zalegają- 
cych płaską równinę na brzegach Wisły, w stronę 
puszczy Niepołomickiej. 
Jeśli zastanowić się głębiej nad istotą geolo- 
giczną tego tak urozmaiconego widoku, to za 
właś!2iwy, oryginalny krajobraz »krakowski« na- 
leży uznać właśnie owe niewysokie wzgórza, 
otaczające Kraków dookoła, wzgórza, których 
prototypem jest samo wzgórze Wawelskie, lub 
pasma malowniczej okolicy Krzeszowic. Łańcu- 
chy górskie Karpat i Tatr, niż nadwiślański, są 
odrębnemi jednostkami, miały swoje własne 
dzieje, ulegały innym prawom, jak krajobraz 
» krakowski «, nas tu szczególniej interesujący. 
Spróbujmy więc zanalizować dzieje tego kraj- 
obrazu, zgłębić prawidła rozwoju geologicznego, 
jakim ulegało Krakowskie, zanim osiągnęło dzi- 
siejszy swój wygląd i przygotowało podłoże pod 
życie człowieka. 
Klucza do rozwiązania zagadek, jakie stają 
tu przed nami, dostarczy nam badanie skał, za- 
legających doliny i wzgórza krakowskie i ska- 
mielin, występujących w ich warstwach i po- 
kładach (ryc. 52). 
W najdawniejsze, zamierzchłe czasy geolo- 
gicznej historji wprowadzi nas pobliska Krakowa 
okolica na północ od wsi Rudawy i Krzeszowic. 
Tu na zboczach pięknych wąwozów, których 
dnem szumią czyste wody potoków Zdólskiego, 
Eljaszówki i Czernki, na szczytach wzgórz, za- 
słanych starodawnemi kamieniołomami marmuru 
Dębnika, znajdziemy ciemne, niebiesko - czarne 


2 


wapienie z obfitemi skamielinami morskiemi, 
jak koralami i różnemi typami mięczaków. Po- 
tężne pokłady tych wapieni, należących, jak 
skamieniałości wskazują, do dawnej formacji 
dewońskiej, przechodzą ku górze w wapienne 
pokłady jaśniejszych nieco skał, w morskie 
obfitujących także skamieliny, skał następ- 
nej z kolei forniacji dolno-karbońskiej. Gdy 
jednak w pierwszych przeważają wapienie czyste, 
tak drobnoziarniste, że służą do wyrobu czar- 
nych marmurów, zdobiących szereg krakowskich 
świątyń, a fauna skamieniała w nich zawarta 
świadczy o głębszych pokładach morza, w któ- 
rych się skały owe zrodziły, to wśród drugich, 
t. zw. wapieniach węglowych potężnie rozwijają 
się szczątki korali, tworząc wapienie koralowe, 
często zjawiają się czerwone ślady wietrzenia 
pokładów wapiennych, jakiemu ulegają one po 
wynurzeniu z dna morskiego. Wszystko to świad- 
czy nam, że pierwsze morze Krakowskiego, mo- 
rze czasów dewońskiego i dolno-karbońskiego, 
ku końcowi tej ostatniej formacji, jęło się 
mieć ku końcowi. N a miejscu fal morskich, 
rozlewających się szeroko i głęboko nad Kra- 
kowskiem w dewonie i wapieniu węglowym, 
począł się zwolna dźwigać w górę ląd. 
Ląd ten wyłaniał się zwolna, w skrętach 
i paroksyzmach skorupy ziemskiej, zanotowa- 
nych po dziś dzień w pochyleniu warstw wa- 
piennych i w rozległych fałdach krzeszowickich 
wzgórzy, - nadto od czasu do czas
 ulegał on 
na brzegach drobnym zalewom powracającego 
chwilowo morza. Dzieje tych zamierzchłych cza- 
sów czytamy w pokładach łupków i piaskowców, 
pojawiających się w okolicy na północ, południe 
i zachód od Krzeszowic w nadkładzie wapieni 
dewońskich i dolno-karbońskich. Wśród łupków 
tych i piaskowców, osadów wybitnie lądowego 
typu, pojawiają się jeszcze tu i ówdzie wkładki 
ilaste, zawierające skamieliny morskie z grupy 
ramieniopławów, - ostatnie świadectwa cofają- 
cego się morza. 
Wreszcie ląd zapanowuje zupełnie i na 
długo, - i on jednak ma ciekawą i urozmai- 
coną historję. O przebiegu jej opowiadają nam 
grube pokłady węglonośne krakowskiej części 
zagłębia węglowego, a częściowo i osady póź- 
niejszych czasów. Iły, łupki i piaskowce for- 
macji karbońskiej górnej, t. zw. »produktywnej«, 
zawierają w sobie błogosławieństwo górnicze 


10 9
		

/00012.djvu

			krakowskiej ziemi, wielkie pokłady węgla. W nich 
znajdziemy liczne szczątki roślin przedziwnych, 
ogromnych skrzypów, widłaków i paproci, które 
w tych dawnych czasach rozrastały się w nie- 
zmierzone bory na krakowskim lądzie, w kli- 
macie ciepłym, wilgotnym, zbliżonym do dzi- 
siejszego podzwrotnikowego, znajdując świetne 
warunki do bujnego rozwoju. I jakgdyby zie- 
mia wysiliła się na wspaniałość i przepych ro- 
ślinny w tym okresie, to w czasie fonnacji na- 
stępnej, t. zw. permskiej, stała się pustą, gorącą, 
suchą pustynią. Świadectwa tej pustyni znajdu- 
jemy nieco dalej na zachód, w okolicach na 
północ od Trzebini i w okolicy malowniczej 
Alwerni. Wzgórza i wąwozy tych stron zalegają 
pokłady piaskowców, iłów, zlepieńców czerwo- 
nych, o barwie jakby spalonej, o typowo pustyn- 
nym wyglądzie. Darmo szukamy.w nich szcząt- 
ków bujniejszego życia, jednostajnym swoim 
i monotonnym wyglądem świadczą one wymow- 
nie o pustce, jaka wówczas w Krakowskiem pa- 
nowała. Jedynie na południu koło Kwaczały 
i na północ koło Karniowic znajdujemy świa- 
dectwa roŚlinnego życia: pierwsze, to skamie- 
niałe pnie araukarji, typowej rośliny suchych, 
gorących krajów; drugie, to szczątki roślin 
skrzypowatych i paprociowatych, skamieniałe 
w martwicowych wapiennych osadach ówcze- 
snych źródeł gorących. 
Inną jednak jeszcze osobliwość posiadał ląd 
ówczesny. Gdy pod wpływem gorącego i su- 
chego klimatu zamieniał się on w pustynię, 
zwolna wydźwignęły się w środkowej części 
Krakowskiego, w okolicy Krzeszowic, wulkany 
i wylały z siebie potężne strumienie lawy. Nie- 
zbitym dowodem i pamiątką tych wybuchów 
pozostały tufy wulkaniczne i skały wylewne 
okolic Miękini i Tenczynka, owe porfiry, me- 
lafiry i diabazy, które dzisiaj eksploatują się 
tu w licznych kamieniołomach, dostarczając 
świetnych kamieni brukowych i budowlanych. 
Ląd trwał jeszcze w czasie dolnej części for- 
macji triasowej, coraz to silniejsze jednak wkładki 
skał pochodzenia morskiego, wtrącające się w lą- 
dowe dotychczas osady, świadczą o ponownem 
wdzieraniu się morza na obszary krakowskiego 
lądu permskiego. Zalew morski ustala się wresz- 
cie w czasie środkowego triasu, odkładając na 
swojem niezbyt głębokiem dnie charaktery- 
styczne dolomity, występujące dziś w okolicach 


110 


Chrzanowa, Trzebini i na północ stamtąd, owe 
dolomity kruszconośne, główną podstawę ko- 
palnictwa rud ołowiu, cynku i srebra. Morze 
owo niedługo trwało: już w czasie górnej czę- 
ści formacji triasowej ziemia krakowska była 
znowu świadkiem wyłaniania się lądu, który 
rozsiał po całej zachodniej części tej ziemi 
czerwone i pstre iły i żwirowiska, jako świad- 
ków klimatu naogół ciepłego, suchego. Jeszcze 
w pierwszej części następnej z kolei formacji 
jurajskiej, t. zw. liasie, na nieprzemakainem, 
ilastem podłożu tego lądu rozwijały się tu 
i ówdzie bagniste zastoiska wody, nad niemi 
rosły obficie w ciepłym klimacie bujne drzewa 
sagowcowate, paprociowate, skrzypowate i inne. 
Szczątki ich zagrzebywały się po śmierci w gli- 
niastem podłożu i dostarczyły pięknych roślin- 
nych skamieniałości, wypełniających całemi gnia- 
zdami pokłady glinek ogniotrwałych, eksploa- 
towanych dzisiaj, jako cenny materjał górniczy 
w okolicach Grojca, Poręby i Mirowa. 
Dopiero średnia część formacji jurajskiej 
jest widownią ponownego, trzeciego już z rzędu 
na terenie krakowskim zalewu morskiego. Mo- 
rze średnio-jurajskie, z początku płytkie, znaczy 
swój pochód przybrzeżnemi zlepieńcami i gru- 
boziarnistemi piaskowcami, rozsianemi po ca- 
łem środkowem Krakowskiem, wreszcie ustala 
się, pogłębia, rozwija niedaleko brzegów bogate 
rafy gąbkowe i koralowe. W potężnych i roz- 
ległych pokładach margli i wapieni różnego 
typu, przeważnie twardych i skalistych, z ob- 
ficie rozsianemi w niektórych warstwach krze- 
mieniami, z bogatemi skamielinami zwierzęcemi 
morskiemi, znajdujemy dzisiaj wyraźne ślady 
działalności i imponujące rezultaty pracy osa- 
dzającej i skałotwórczej owego jurajskiego morza. 
Znowu jednak niedługim jest czas panowa- 
nia tego morza. Przełom fonnacji jurajskiej do 
kredowej przynosi ponowne pojawienie się lądu. 
który trwa aż do środkowej fonnacji kredowej. 
Z czasów tych pochodzi luka w rozpoznaniu 
przeszłości geologicznej Krakowskiego, gdyż 
osady lądowe dolnej kredy zostały zupełnie 
zniszczone przez gwałtowny i szeroki zalew 
czwartego morza, wdzierającego się na ziemię 
krakowską na początku górnej formacji kredo- 
wej. Morze to wdziera się na ląd krakowski, 
szorując i niszcząc swe podłoże, - świadkiem 
tego zjawiska pozostały gruboziarniste zlepieńce
		

/00013.djvu

			. 
z rzadkiemi i przeważnie uszkodzonemi, poła- 
manemi w tarciu przybrzeżnem skamielinami, 
t. zw. zlepieńce cenomańskie. 
Morze kredowe rozlewa się wreszcie szeroko 
i dość płytko, osadzając na swem dnie piaski, 
margle i margliste wapienie, t. zw. opoki kredo- 
wej. Margle te i wapienie wydobywane są po- 
dobnie, jak wapienie iurajskie w licznych kamie- 


tektoniczne, górotwórcze, które po raz pierwszy 
wydźwignęły Krakowskie w rozległe siodła i łąki 
w czasie wielkich fałdowań t. zw. hercyńskich 
formacji karbońskiej, a potem oddziaływały słabo 
na pokrywę skalną, wytwarzającą się na skutek 
długotrwałego działania geologicznego formacji 
permskiej i całego okresu mezozoicznego, fał- 
dując' ją lekko i przemieniając w drobne łęki 


Po'lóżenie Krakowskiego Księslma względem powierzchni mórz w różnych formacgach 
.Jl. IV zachodniej. B .we wschodniej części Księsłwa. 


.
 
 .. :! ::,., '" 
 
 
 .. 
 
 
 
 -.; 
'" 

 -
 " .:.s t -S ..::o €j ... '" _"" I: '" 
 ] " -6 
e 
 ,,-.. ..e> """ f-> .
 .c: -.... -!!i ..s 
 e; 
 
 .
 " 
.
 c -;1- "::: ....<» j 6 ł e ..::I 
 
 !:' .
 ";, O) 
 J< E> 
......, "[
 <>.f 
"" ..:: ' ..::> to """ ] ..g -!jj '"' .. g 
"'t;j 
 
 
t=: .
.
 I':; .
 N .. t 's to '" 
 
li: i:.
 ..... 'Ei I:; 
 ;.3 .- b, Q ..g- 
 E 
 
 ..... ;.::s 
::
 
'e '.. E 
 j - e .
 <::> """ 
Q ... E! -.... N to 
 '" ..::.: 
 ::r. 
-! .. ...
 cu..g 1'>,0 -
 c ..... .5 -'" £ .. ... .
 ..t .. <:: 
 .- E ..... 
..;::. "5 "'" .. '" .. .. 
 
 
 " '" .
 

 -e ... ...... .;:
 e
 ",'- '€j Q oc: S" '" 'E r::: ... -c: ;.;2 
 .. .. 
 
';;S -o: ] .. 'I:: 
C .
 .
 J
 
 "e .. -e.- 1:::0 .S! .S .S: .. '" 
 's., ... '" 'Ei 
oS 
:: 

 ,,'N -%- .
 ł 
 
 .. 13- t 
 'e-. 
 .. ::;.., to 
ł -s..::: 
... '" '" l i:5:: 
'" 
 
-<> ;s.: 
 
 '" 
 
 .S; 
 .
 '" i5: 
 
I::::, -.. -. 
 
 
 6-, ;;:;; 
lLąd 
]) B .J1 .!l / 
 
---- - -
 ...--: --- 
B 
 :.-- -" -- 
 
 /' '--- CJr 
.//. 
- 
 f----- B 
Mopze 1 ra fiS gr I'f.!.. .----- m ia , lV J 

 
 

 
 ::,., _'" "., .::1 S 

 ;:. ::o.. 
 ,a., .
 ... ..s 
1J 

 .
 ..:z: ....., 
c e 'i;! ::! 
 '" 6 .
 
i:: Q ...., - '" 
-
 .. .:!S 
 i I:: 
t:I .. -g., 
 '" .
 , 
 -.:I 1;;'" 
 ;sa 
 .!Ij '" € - s & s 
 
;:-, .. -g., "'=' O" -- .... ,,
 ;'lo> ... '" '" U> .t: 
 ",. '=' E 
"" 
 :o N 
.9- Ei.... 
 S '"' 
 
..., "5-, 
 e -c: 
 I:>:: ij !} 
 ..,. :5 <0- N 
 
 '"6 Q '" 
 '" <:> 
!S .... -
 "'''' 

 '" i5:: 
 U> r::: E-< 
 
 
!::I g .... '" ]
 
 R. ... ..... '" ..!:1 
 
 
 

 E: :
 ";:j .
 "& ... '" -s '" N C ::r:, 
E " g. 
 g...;; .c ... .f::: 
 
 
"" 
 "'-- 

 N '" 
 N 
 
 .:.: .
. .
 
I:.. 
 <.,;; .=s: """ 

 JJemon Carbon Perm Trias Jura Kreda 3 do rzlfd 
- 


Ryc. 52. PRZEKRÓJ GEOLOGICZNY OKOLIC KRAKOWA. 


niołomach we wschodniej części Krakowskiego 
i stanowią podstawę przemysłu cementowego 
i wapiennego. Liczne skamieliny morskie w nich 
zawarte, roztaczają przed nami dokładny obraz bo- 
gactwa i różnorodności świata zwierzęcego, który 
zaludniał ówczesne kredowe morze krakowskie. 
Jeszcze raz cofa się morze z obszaru Kra- 
kowskiego na przełomie formacji kredowej do 
okresu trzeciorzędowego, ustępuje na krótko 
w starszym trzeciorzędzie miejsca lądowi, z któ- 
rego czasów znowu uległy zniszczeniu wszyst- 
kie osady, i wreszcie powraca w czasie formacji 
mioceńskiej po raz piąty i ostatni na wschodnią 
część Krakowskiego. 
Tymczasemjednak uległ wygląd zewnętrzny, 
rzeźba Krakowskiego, zasadniczei zmianie. Siły 


uskoki, - w czasie między formacją kredową 
a mioceńską rozwinęły potężną działalność na 
terenie Krakowskiego. 
Działanie ich znalazło silny bodziec i impuls 
w fałdowaniu się ogromnego łańcucha Karpat, 
który w tym właśnie czasie układał się w swe wiel- 
kie fałdy, na dziesiątki i setki niemal kilometrów 
rozciągające się wzdłuż, na setki i tysiące metrów 
budujące się wzwyż, - owe siodła, łęki, uskoki, 
nasunięcia i płaszczowiny. Sfałdowania Karpat 
cisnęły z potężną siłą na utwory skalne Krakow- 
skiego, tak, że na południe od Krakowa znajdu- 
jemy dzisiaj utwory karpackie nasunięte na wiel- 
kiej przestrzeni na brzeg Krakowskiego. 
W związku z temi zjawiskami sfałdowało 
się i wydźwignęło Krakowskie oraz ozdobiło 


III
		

/00014.djvu

			w szereg wyniosłości i zapadlisk. Wdzierające 
się na ten teren morze mioceńskie zastało już 
rzeźbę silnie zróżnicowaną, sformowaną w zwarte 
wzniesienia i oddzielone od nich uskokami i pę- 
knięciami rowy i zagłębienia. Płytkie morze nie 
mogło też zalać wyższych partyj i wlało się 
jedynie w zapadliska, tworząc małe zatoki. Po- 
zostałości zatok mioceńskich natrafiamy dzisiaj 
w okolicy Krakowa w postaci iłów i wapieni 
morskich, pełnych tu i ówdzie skamieniałych 
muszli, ostryg i innych skorup zwierząt, zawie- 
rających gdzieniegdzie pokłady gipsów, siarki, 
a opodal złoża soli, te dalsze górnicze bogactwa 
Krakowskiego. 
Wreszcie morze mioceńskie cofa się i ustępuje 
miejsca piątemu z kolei lądowi, który zapano- 
wuje na terenie Krakowskiego na stałe i trwa 
na niem aż po dzień dzisiejszy. 
O wyglądzie tego lądu, tuż po j
go powstaniu 
po cofnięciu się mioceńskiego morza, nie wiemy 
wiele, a to z braku wyraźnie dochowanych osa- 
dów. Z nielicznych szczątków roślin dochowa- 
nych tu i ówdzie w Krakowskiem, oraz z licz- 
nych i dokładnych obserwacji, jakie można 
poczynić w analogicznych utworach pobliskich 
krajów, można wnioskować, że klimat to był 
w czasie formacji plioceńskiej łagodny, raczej 
ciepły, charakterem swym zbliżony do dzisiej- 
szych okolic śródziemnomorskich. 
Tymczasem na północy Europy gotowało 
się jedno z naj ciekawszych i największych zja- 
wisk geologicznych, jakie notuje historja ziemi. 
Oto na skutek silnego obniżenia się tempera- 
tury na naszej półkuli, lody, zalegające daleką 
północ, zaczęły rosnąć w sile, miąższości i roz- 
postarciu i zstępywać ze skandynawskiego pół- 
wyspu, z finlandzkiej płyty - na południe, za- 
ścielając cały środkowy pas Europy. Pod grubą 
pokrywą lodowego pancerza spoczęły i ziemie 
polskie, a wraz z niemi i Krakowskie, którego 
południową granicą szła równocześnie w przy- 
bliżeniu linja południowego zasięgu lodowca. 
Lodowiec ten nie zachował jednakowego 
zasięgu przez cały czas trwania owej przed- 
ostatniej w dziejach ziemi formacji dyluwjalnej, 
jaka teraz z kolei nadeszła. W związku z wa- 
haniami klimatycznemi, z kolej'nem ocieplaniem 
się i oziębianiem atmosfery, lody dyluwjalne 
polskie okresowo, cyklami posuwały się naprzód 
i cofały. 


112 


. 
W okresach posuwania się ich naprzód rosły 
i potężniały u czoła ich 
wały bloków skalnych 
i żwirowisk, złożonych częściowo z kamieni 
obcych, przydźwiganych w Krakowskie na grzbie- 
tach lodów z dalekiej skandynawskiej północy, 
a częściowo ze startego i zniszczonego mate- 
rjału skalnego podłoża. Z rozłożenia dzisiejszego 
owych blokowisk, żwirowisk, piasków i glin, 
t. zw. utworów morenowych, z rozsiania gła- 
zów »błędnych«, czyli eratycznych, wnioskuje 
dziś geolog o jakości, sile, kierunku i rozmia- 
rach ówczesnych zjawisk lodowcowych Kra- 
kowskiego. W pomoc przychodzą nam badania 
różnorodnych osadów
 dochowanych z czasów 
dyluwjalnych na dnach wspaniałych grot i jaskiń 
ziemi krakowskiej, które dawały schronienie 
mnóstwu różnych zwierząt, przedewszystkiem 
z grupy ssących, szukających ucieczki przed 
atakami polarnego zimna. Szczątki tych zwie- 
rząt przepełniają osady tych jaskiń do dziś 
dnia, a obok nich pojawiają się ciekawe resztki 
roślinne, rzucające światło na osobliwy klimat 
ówczesny, a wreszcie ślady działalności pier- 
wotnego człowieka, w tym właśnie czasie wy- 
stępującego na widownię Krakowskiego. 
Ślady działania geologicznego formacji dy- 
luwjalnej, widoczne są też w ostatecznem wy- 
rzeźbieniu Krakowskiego we wzgórza, doliny 
i wąwozy o kształtach dzisiejszych. Współdzia- 
łała tu siła krusząca i niszcząca, a w większej 
jeszcze mierze osadzająca, olbrzymich mas lo- 
dów, z siłą rzeźbiącą wielkich w
d, wylewają- 
cych się z czoła lodowców w czasach ich to- 
pienia się. 
Rzeźba Krakowskiego stworzyła się wtedy 
niemal zupełnie i ostatnia z formacji geologicz- 
nych, aluwjalna, formacja czasów dzisiejszych, 
przyniosła już niewielkie urozmaicenia i zmiany, 
ostatnie jakby precyzyjne uderzenia dłóta na- 
tury, które stworzyły dzisiejszy krajobraz oko- 
licy Krakowa i w dalszym ciągu go cyzelują. 
To' rzeki, potoki i strumienie rozwinęły swą 
działalność erozyjną, wcinając się w zbocza 
i doliny, pogłębiając je i rozszerzając. Materjał 
oderwany z ziemi w górnych swych biegach skła- 
dały i składają wody bieżące niżej, wytwarzając 
coraz to potężniejsze pokłady żwirów, piasków 
i glin na dnach dolin. Tu i ówdzie do działal- 
ności tej mechanicznej dodają rzeki i potoki 
działalność chemiczną, osadzając grube pokłady
		

/00015.djvu

			aluwjalnych martwic wapiennych na zboczach 
wąwozów, jak na północ od Rudawy i Krze- 
szowic. Gdzieniegdzie bierze żywy u.dział w pro- 
cesie tworzenia krajobrazu roślinność, zarastając 
torfowiskami wielkie połacie Krakowskiego i do- 
starczając wraz z rudami bagiennemi płodów, 
nadających się do górniczej eksploatacji. We 
wspólnej pracy geologicznej z wodami i świa- 
tem roślinnym łączy się powietrze, współdzia- 
łając z temi czynnikami w roztwarzaniu i nisz- 
czeniu, wietrzeniu skał dawniejszych formacyj 
geologicznych i wytwarzając glebę. 
Gdy wszystkie te czynniki, kierowane osta- 
tecznem zapanowaniem umiarkowanego klimatu 


aluwjalnej formacji, zlały się wreszcie w obraz 
dzisiejszego krajobrazu, gdy człowiek w swym 
rozwoju przebiegł pierwsze fazy swego pierwot- 
nego, prymitywnego bytowania, wytworzyły się 
stosunki, na których tle rozwija się i ksztahuje 
historyczny, dzisiejszy okres człowieka. Czło- 
wiek ten, zastając na ziemi krakowskiej roz- 
maitość budowy geologicznej krajobrazu, 
opartą na bogatym i urozmaiconym procesie 
rozwoj?wym dawnej przeszłości, a w łonie tej . 
ziemi drzemiące skarby bogatych płodów gór- 
niczych, zyskał podstawę dla swego życia, która 
zaciążyła silnie nad przebiegiem jego histo- 
rycznego rozwoJu. 



 1!
 
 


WŁADYSŁAW SZAFER 


o MŁODSZYCH FLORACH KOPALNYCH 
ZIEMI KRAKOWSKIEJ 
W ZWIĄZKU Z HISTORJĄ, CZŁOWIEKA 


Kto choć raz był w dniu pogodnym na Kopcu 
Kościuszki i przypomni sobie widok, jaki ogar- 
niał z tego punktu, ten zgodzi się wraz ze mną 
na twierdzenie, że trudnoby było wskazać w Pol- 
sce drugi punkt podobny co do wielkości ob- 
szaru i fizjograficznej rozmaitości krajobrazu, 
jaki z tego miejsca ogarnąć można. 
Oto na południu zamyka się przed nami 
horyzont turniami tatrzańskiemi i kopicą Babiej 
Góry, ku wschodowi gubi się wzrok w sinie- 
jącej zdala puszczy Niepołomickiej, ku za- 
chodowi biegnie dolinami Wisły i Rudawy oraz 
skalistym ich działem wodnym aż po zamglone 
dymami pobrzeże Zagłębia węglowego, ku pół- 
nocy wreszcie wspina się terasami zasłanemi 
lessem aż po \yyraźną krawędź wyżyny mało- 
polskiej i zatrzymuje się na stożkowatej Cheł- 
mowej Górze w Ojcowie. W fantazji naszej od- 
tworzony »profil biologiczny" tego rozkosznego 
widoku, w którego środku leży ziemia krakow- 
ska, jest bez wątpienia najbardziej urozmaico- 
ny co do różnic w zmieniającej się w nim 
szacie roślinnej. 


W niniejszym szkicu pr!lgnę przedstawić czy- 
telnikowi nieco danych, dotyczących historji po- 
wstania roślinności ziemi krakowskiej, w szcze- 
gólności zaś tych, dla których w pokładach tej 
ziemi zachowały się dokumenty historyczne 
w postaci szczątków roślinności kopalnej. 
Ograniczę się jednakże do przeglądu tylko 
kilku ostatnich faz rozwoju flory a mianowicie 
tych, które odbyły się w trzeciorzędzie i czwarto- 
rzędzie, gdyż tylko te przemiany miały związek 
z człowiekiem i jego historją. Wszystkie inne, 
które poprzedziły trzeciorzęd a dla których .od- 
tworzenia służą nam dziś bądźto przebogate złoża 
cmentarzysk roślinności węglowej zagłębia Kra- 
kowskiego, bądź permokarbońskie lasy skrzemie- 
niałe Karniowic i Kwaczały, lub wreszcie glinki 
ogniotrwałe w Grojcu, w których zachowały się 
świetnie szczątki jedynej w swoim rodzaju flory 
jurajskiej, -- są kartami historycznemi z rozwoju 
roślinności ziemi krakowskiej, odnoszącemi się 
do epok geologicznych niezmiernie w czasie odle- 
głych, w których ewolucja świata zwierzęcego była 
twórczą w niższych jego grupach, nie dotyczyła 


113
		

/00016.djvu

			zaś jeszcze typu najwyższego t. j. zwierząt ssą- 
cych, które w rezultacie przemian filogenetycz- 
nych wydały u schyłku trzeciorzędu człowieka. 
Jaką była roślinność okolic Krakowa w okresie 
trzeciorzędu, kolebce rodzaju ludzkiego? 
W pokładach geologicznych ziemi krakow- 
skiej posiadamy dokumenty kopalne dla trzech 
faz flory trzeciorzędowej. Najstarszą florę z piętra 
śródziemnomorskiego zawierasól i wkładki ilaste 
złożone w Wieliczce, młodszą nieco jest flora 
ze Swoszowic i Posądzy, naj młodszej zaś (sar- 
mackiej) szczątki leżą w iłowatych łupkach nad- 
gipsowych w Łagiewnikach i w Woli Duchac- 
kiej. W iłach solnych w Wieliczce znajdują się 
obok mięczaków i otwornic morskich szczątki 
roślinne w postaci zwęglonych kawałków drewna, 
owoców, szyszek i odcisków liści. Są to szczątki 
flory leśnej, która ówcześnie zarastała brzegi 
morza 3-rzędowego. Ten pradawny las składał 
się z drzew szpilkowych i liściastych, z których 
żadne nie dotrwało do epoki współczesnej. Kilka 
gatunków sosny, wśród nich jeden stąd tylko 
znany (Pinus polonica Stur), oraz drzewa z po- 
krewieństwa dzisiejszych cyprysów i cisów sta- 
. nowiły przedstawicieli drzew szpilkowych, z liś- 
ciastych zaś rosły tutaj obficie przeorzechy 
(Carya), likwidambary, migdały, kassje, kasztany, 
a wśród nich jedna oltazała palma: Raphia Ungeri 
Stur, która była prawdopodobnie ostatnią z tego 
rodu, jaka żyła w Polsce. Przyczyną stopniowej 
zmiany charakteru flory trzeciorzędowej z zimo- 
zielonej i ciepłej, na florę lasów mieszanych 
i liściastych zrzucających liście, była najwi- 
doczniej zwolna postępująca zmiana klimatu, 
który stawał się coraz bardziej umiarkowanym. 
W Swoszowicach, w pokładach dostarczających 
siarki, odnaleziono florę nieco młodszą od wie- 
lickiej a zarazem nieco »zimniejszą «. Tworzyły 
tą liczne gatunki dębów, grabów, wiązów, klonów, 
orzechów,sumachów, wśród których rosły jeszcze 
rośliny o stosunkowo dużych wymaganiach kli- 
matycznych, takie jak laury (LaU1"us Swoszo- 
wicz"ana Ung.), heban i i. Najmłodsze ogniwo 
flory trzeciorzędowej z piętra sannackiego zo- 
stało odkryte pod Krakowem przez M. Racibor- 
skiego, lecz dotychczas jest ono bardzo mało 
poznane. WW oli Duchackiej znajdują się szczątki 
tej flory leśnej, na którą składały się sosny, jodły, 
buki, brzozy, klony i laury, w gatunkach dzisiaj 
już nie żyjących. 


114 


Z pliocenu, w którym postępujące ciągle 
oziębienie doprowadziło do klimatu, który za- 
pewne nie wiele był różny od dzisiejęzego, nie- 
stety dotychczas nie ujawniła żadnych szcząt- 
ków flora kopalna ziemi krakowskiej. 
U schyłku pliocenu, w północnym ośrodku 
Fennoskandji, zrodził się zaczątek lodowca, który 
w okresie czasu zwanym »dyluwjum« spotężniał 
i wreszcie zesunął się w postaci olbrzymiego 
lądolodu ku południowi,pokrył swą czaszą ziemie 
naszej ojczyzny i w czasie największego na- 
silenia »okresu lodowego« wsparł się o Sudety 
i Karpaty, wyginając na wschodzie linję swego 
czoła ku pn.-wschodowi: przez Lwów i Radzie- 
chów wzdłuż dolnego Horynia ku kotlinie po- 
leskiej. Ta faza maksymalnego zlodowacenia 
ziem naszych nie była jednak zarazem fazą p i e r- 
wszą, gdyż najprawdobodobniej (M. Limanow- 
ski) poprzedziły ją już dwie inne (Ll i L 2 ), któ- 
rych ośrodki leżały w kierunku bardziej pn.- 
zachodnim, i których zasięgi nie dotarły zbyt 
głęboko ku pd. i ku wschodowi. Nasze maksy- 
malne zlodowacenie, o którem wyżej mówiliśmy, 
było zatem trzeciem z rzędu w szeregu faz lo- 
dowcowych (L 3 ). Po nim nastąpiło jeszcze jedno 
(LJ, które złożyło swe czołowe moreny w pasie 
środkowej Polski (na linji : Warta - Pilica - Bug), 
cały cykl tych oscylacyj lodowcowych zakończył 
się u nas wreszcie fazą zlodowacenia bałtyckiego 
(L5)' które, ja
o młodsze, pozostawiło w dzisiej- 
szym krajobrazie morenowym i jeziornym przy- 
bałtyckich »pojezierzy« niezatarte jeszcze wie- 
kiem ślady. Pomiędzy okresami nasileń zlodo- 
waceń (L l -L 5 ), w których lądolód dyluwjalny 
zesuwał się ku południowi, istniały t. zw. »okresy 
międzylodowcowe«, w których lądolód cofał się 
na północ. Te fazy międzylodowcowe musiały 
posiadać klimat łagodniejszy, zbliżony do dzisiaj 
w Polsce panującego; w okresie międzylodow- 
cowym pomiędzy L3 i L4 był on prawdopodobnie 
nawet cieplejszy od współczesnego. 
W okresie »dyluwjalnym« odbyły się w szacie 
roślinnej ziemi krakowskiej olbrzymie wprost 
przemiany. Niestety, nie posiadamy dotychczas 
jeszcze wystarczających dokumentów historycz- 
nych (w postaci kopalnych szczątków roślin- 
ności). któreby pozwoliły nam na dokładne od- 
tworzenie ich kolejności i przyczyn. Bądź co 
bądż rozporządzamy na tym właśnie skrawku 
Polski najliczniejszemi i najbogatszemi znalezi-
		

/00017.djvu

			skami kopalnemi,jakie posiadamywogóle z okresu 
dyluwjalnego i ta szczęśliwa okoliczność pozwala 
nam już dzisiaj podać następujący krótki szkic 
historji tej szaty roślinnej w dyluwjum: 
1. Okres wymierania roślinności 
p l i o c e ń s k i e j. W miarę postępujących zmian 
klimatycznych, które wkońcu spowodowały po- 
wstanie dyluwjalnego lądolodu, uległa zmianom 
roślinność plioceńska: część gatunków mniej 
odpornych wyginęła zupełnie, część zaś cofnęła 
się ku południowi. Ta »ucieczka«' polskiej roś- 
linności plioceńskiej ku ciepłemu południowi 
pod naporem zbliżająego się z północy lodowca- 
olbrzyma utrudniona była w wysokiej mierze bar- 
jerą górską o kierunku równoleżnikowym łuku 
karpacko-sudeckiego. Niezawodnie bardzo liczne 
gatunki flory plioceńskiej, zwłaszcza zaś gatunki 
o małej zdolności migracyjnej, nie mogły tej 
przeszkody przekroczyć i musiały nieuchronnie 
wymrzeć. Możemy mieć niejaką nadzieję, że 
w przyszłości uda nam się znaleść kopalne do- 
kumenty odnoszące się do tego interesującego 
okresu historycznego, poprzedzającego najście 
L 2 i Ls do Polski. 
II. Okres panowania tundry pod 
Kra k o w e m w Ls. Dla poznania tej fazy dy- 
luwjalnej posiadamy w ziemi krakowskiej źródło 
historyczne pierwszorzędnej jakości. Źródłem 
tem jest flora kopalna iłów i torfów leżących 
na morenie (Ls), w cegielni w Ludwinowie, której 
zbadanie zawdzię
zamy zmarłemu przedwcześnie 
botanikowi, A. Żmudzie. Ludwinowska flora. ko- 
palna zawiera w swych poziomach leżących bez- 
pośrednio na morenie maksymalnego zlodowa- 
cenia nader bogatą florę z okresu cofania się 
lądolodu z pod Karpat ku północy. Skrupu- 
latnie zbadane warstwy flory ludwinowskiej uja- 
wniły następujące, nader ciekawe następstwo 
zmian: 
a) W stadjum pierwszem, t. zn. tuż przy czole 
lądolodu (Ls) rosła roślinność b e z d r z e w n ej 
tundry, na której, obok elementów arktycznych 
t.j. takich, które przywędrowały wraz z lądolodem 
z dalekiej północy, żyły rośliny wysokogórskie 
pochodzące z Karpat. Do pierwszych należały 
rośliny takie jak brzoza karłowata (Betula nana) 
i wierzby północne (Salix polaris, myrti.loides, 
livida i i.), do drugiej zaś takie jak macierzanka 
karpacka (Thymus carpaticus) i dzwonek drobny 
(Campanula pusz"lla). Licznych innych skład- 


ników tej najbogatszej z wszystkich dotąd po- 
znanych flor glacjalnych nie podajemy tutaj dla 
braku miejsca. Klimat tego okresu musiał być 
zimny, zbiżony do tego, jaki dzisiaj panuje na 
dalekiej północy poza arktyczną granicą lasu, 
lub do tego, jaki znamionuje krainę alpejską 
. w wysokich gniazdach górskich, n. p. w T-atrach. 
b) W drugiem stadjum, łączącem się bez- 
pośrednio z poprzedniem, widzimy w Ludwi- 
nowie ważną zmianę. Oto znika z flory tundry 
kilka gatunków roślin wysokogórskich i arkty- 
cznych, a w ich miejsce, na tak zubożałej ga- 
tunkowo tundrze krakowskiej, zjawiają się pier- 
wsze drzewa: limba, modrzew i sosna. 
Z wkroczeniem pierwszych drzew na tundrę 
krakowską przybrała ona charakter jakgdyby 
tajgi syberyjskiej i zaczęła przeobrażać się w las. 
Niestety następstwo flor tutaj zostało nagle na 
tem stadjum zniszczone (czy też przerwane), tak, 
że nie wiemy jeszcze dzisiaj jakie gatunki drzew 
i roślin im towarzyszących przychodziły na 
ziemię krakowską i w jakiej kolejności następstwa 
brały ją w swe posiadanie. 
III. Okres międzylodowcowy (Ls-L4)' 
Po cofnięciu się lądolodu Ls z Polski, zostały 
oswobodzone z pod tego lodowca olbrzymie 
przestrzenie kraju, na które teraz wkroczyła 
idąca w trop za nim roślinność, której dostar- 
czyły t. zw. »ostoje«, czyli .tereny wolne od zlo- 
dowacenia. Klimat stawał się coraz to bardziej 
łagodny, wreszcie zbliżył się swym charakterem 
do współczesnego, a nawet według wszelkiego 
prawdopodobieństwa stał się od niego nieco 
cieplejszym. W tym momencie osiągnął wielki 
okres międzylodowcowy swój punkt kulmina- 
cyjny, poczem znów ożył szczątkowy lądolód 
na północy, lodowce górskie zapoczęły narastać 
i płynąć w dół - i nastał nowy okres lodowy (L4)' 
Dla flory międzylodowcowej posiadamy 
w ziemi krakowskiej dwa źródła archiwalne: 
jedno w te jsamej cegielni w Ludwinowie, o której 
już mówiliśmy, drugie w głębokich warstwach 
ludzkiej kultury paleolitycznej w jaskiniach bli- 
skiego Ojcowa. 
W Ludwinowie leżą obfite szczątki leśne 
pomiędzy potężnie rozwiniętemi osadami flu- 
wioglacjalnemi, stanowiącemi strop osadów dylu- 
wjalnych położonych ponad florą tundry (L s )' 
a kilkumetrowej grubości lessem ze szczątkami 
mamuta; lessowi temu przypisać należy wiek 


115
		

/00018.djvu

			spółczesny zlodowaceniu środkowopolskiemu 
(L4). Las międzylodowcowy w Ludwinowie po- 
siadał skład nader urozmaicony. Obok jodły, 
rosły w nim obficie graby, buki, olsze, wiązy, 
klony, jawory, dęby, lipy, leszczyna, bez czarny 
i i. drzewa i krzewy; wszystkie one należą do tych 
samych gatunków, jakie dziś jeszcze pod Kra- 
kowem w lasach widzimy. Szczególnym jest je- 
dynie brak brzozy i świerka w tej florze leśnej, 
który zdaje się wskazywać na nieco odmienny 
(czy nie cieplejszy?) charakter klimatu ó wczes- 


F.d.
 


}, \.. 
f, ..
 
, -\ 
.
f\ 
./ 
.. 
 
- 
f 
", 
" 


" 


,I 
ł 


, ". 


dziła, że węgielki z ogniska paleolitycznego na- 
leżały do dębu: znalezienie to potwierdza zatem 
w zupełności naszą tezę o ciepłym charakterze 
flory okresu międzylodowcowego. 
IV. Okres zlodowacenia środkowo- 
p o l s k i e g o (L 4 ). W czasie gdy po okresie 
międzylodowcowym powrócił znów lądolód dylu- 
wjalny na nasze ziemie i w maksymalnym swym 
zasięgu dotarł po linję: Pilica - Bug, musiała 
międzylodowcowa flora krakowska ulec daleko 
idącym zmianom. Domyślać się nam wolno, że 
w momencie, gdy n. p. 
z Góry Chełm owej w Oj- 
cowie dojrzeć było mo- 
żna czoło lądolodu sto- 
jącego na linji Pilicy, 
roślinność ziemi kra- 
kowskiej była zapewne 
podo bną do lasów poło- 
żonych blisko arktycznej 
granicy leśnej. To przy- 
puszczenie potwierdziły 
w zupełności dalsze 
szczęśliwe znaleziska 
w jaskiniach doliny Prą
 
dnika. Oto współcześnie 
z kulturą ludzką wczesno 
oryniacką znalezióno 
w jaskini Ciemnej (S. 
Krukowski) popieliska 
ognisk ludzkich, zaś 
w jaskini Jerzmanowi- 
ckiej takież szczątki 
z okresu późno-solutreń- 
skiego (L. Kozłowski). 
Wraz ze znaleziskiem ostatniem występowały 
kości renifera, hieny jaskiniowej oraz niedźwie- 
dzia jaskiniowego. Prawdziwą senzacją dla na- 
szej nauki było stwierdzenie, które zawdzięcza- 
my znów A. Kozłowskiej (1921), że węgielki 
, oryniackie pochodziły z modrzewia, zaś solutreń- 
skie z modrzewia i limJ:>y. A więc w L4 w Ojco- 
wie pod Krakowem rosły lasy modrzewiowo- 
limbowe ! Sądze, ze jest to jedna z najpiękniej- 
szych zdobyczy, jakiemi może poszczycić się Fla- 
sza młoda dyluwjologja. 
V. Przemiany szaty roślinej ziemi 
krakowskiej po ustąpieniu lodowców. 
Jakim przemianom uległa flora krakowska w cza- 
sie cofania się lądolodu L4 i w czasie później- 


..... 


, 


"/ 




 f
 


.' 


Ryc. 53. NARZĘDZIA PALEOLITYCZNE Z JASKINI »NAD GALOSKĄ« W PIE- 
KARACH: górny szereg i u dołu z lewego boku starszy, u dołu z prawego boku 
młodszy paleolit, 1/ 2 naturalnej wielkości. 


nego; gdyby to przypuszczenie potwierdziło się 
w dalszym ciągu badań, pozostawałoby to w zu- 
,pełnej zgodzie z tem, czego dowodzą cieplejsze 
od współczesnej, flory międzylodowcowe, zna- 
lezione na Śląsku oraz w Liptowie u pd. stoków 
Tatr. 
Drugie znalezisko interglacjalne z okolic Kra- 
kowa jest bardzo szczególnej natury. Oto, są to 
maleńkie kawałeczki węgla drzewnego wydobyte 
przez S. Krukowskiego z namuliska dna jaskini 
Ciemnej w Ojcowie, z głębokich warstw paleoli- 
tycznej kultury ludzkiej z okresu aszelskiego. 
Są one pozostałościami pradawnych ognisk, jakie 
niecił człowiek zamieszkujący jaskinie Ojcowa 
w okresie interglacjalnym. A. Kozłowska stwier- 


116
		

/00019.djvu

			szego zlodowacenia przybałtyckiego, o tem nic 
jeszcze nie wiemy. Potężne pokłady glin na- 
wianych pod Krakowem, które - jak sądzę- 
w przeważnej mierze są czasowo utworem okresu 
L4' zawierają wprawdzie szczątki flor kopalnych 
(n. p. w Słomnikach), lecz dotychczas zbadane 
nie zostały. Dla wyświetlenia czasu i historji 
wędrówek roślin stepowych, których resztki spo- 
tykamy dziś jeszcze pod Krakowem, brak nam do- 
tychczas jakichkolwiek dokumentów kopalnych. 
Zmiany, jakie w czasie od ustąpienia L4 do 
dziś przeżywała roślin- 
ność ziemi krakowskiej, 
pozostają w naj ściślej- 
szym związku z człowie- 
kiem i jego ewolucją na 
tym skrawku ziemi. Sko- 
ro tylko człowiek opu- 
ścił mroczne jaskinie 
i z łowcy stał się osia- 
dłym rolnikiem, z tą 
chwilą los flory krakow- 
skiej zespolił się ściśle 
z jego losem. Wcześnie, 
bo już w okresie neoli- 
tycznym, uzyskuje czło. 
wiek z dalekich stron 
małej Azji i południowej 
Europy pochodzące zbo- 
ża (zwłaszcza pszenicę 
i żyto). W jaskini Gór- 
nej w Ojcowie, w war- 
stwach zawierających 
resztki kultury ludzkiej z okresu neolitycznego 
(kultura ceramiki wstęgowej), znaleziono zwę- 
glone ziarna niemniej jak czterech gatunków 
pszenicy (Triticum monococcum, T. compactum, T. 
vulgare z" T. Spelta) oraz ziarna żyta (Secale cereale), 
o którem sądzono aż do tego czasu, że rozpo- 
wszechniło się w Europie dopiero w okresie 
bronzu. Te nowe rośliny użytkowe, którym to- 
warzyszyły chwasty takie jak bławaty, kąkole, 
ostróżki, wyki, maki i i., wyparły z biegiem czasu 
z gospodarstwa człowieka rodzimą »mannę« 
(Glyceria jluitansj i ograniczyły w dużej mierze 
używanie pokarmów z rodzimych jagód, korzeni 
i kłączy. Człowiek-rolnik począł niebawem roz- 
szerzać naturalne polany, które zamieszkiwał 
rozpoczął trzebież puszczy leśnej. 
Pierwsze obalone przez człowieka drzewa 


w puszczy Małopolskiej i pierwsze tu założone 
pola uprawne były zwiastunami nadejścia naj- 
nowszego a zarazem ostatniego okresu w historji 
roślinności krakowskiej. Okres ten, w którym 
i my obecnie żyjemy, stał pod znakiem karczo- 
wania lasów pierwotnych i rozszerzania obszaru 
pól uprawnych. Z biegiem czasu pierwotna go- 
spodarka człowieka w przyrodzte ziemi kra- 
kowskiej ustąpiła miejsca gospodarce "postę- 
powej«, która uzbrojona w technicznie coraz to 
bardziej udoskonalone środki, potrafiła nakoniec 


. . "tp- 
-
,
.\'
 ,\ e_ 
---' 
 
;o 
 -/ 
--- /: ,- 

 
-y 



.
- 



'- 


................. 
...." 


"I,,\t\' 


<'
,JUi 


I 
{
 Ił 


-
 


.,.-
- 



 
 '......,... 


;' "f' 




... 


-,. 


..\". ;;?.. 
.. "(.r

, : 


.1oj 


Ryc. 54. NEOLITYCZNA CERAMIKA WSTĘGOWA Z JASKIK OKOLIC KRA- 
KOWA: czara półkulista fig. l*, naczynie szeroko otworowe fig. 3. (jask. pod Słu- 
pami), misa fig. 2 i czareczka fig. 4 (jask. Zdaminowa) z Kobylan; czarka fig. 5 
(jask. Wilczy Skol>:) z Podskalan. (Cokolwiek więcej aniżeli 1/4 naturalnej wielkości). 
* Figury liczy się od lewej ku prawej. najpierw górny. potem dolny szereg. 


3 


. 


tak gruntownie zmienić jej szatę roślinną, tak ją 
potargać, zbrudzić i odmienić protegowaniem 
obcych przybyszów ze świata roślinnego z wszy- 
stkich nieomal części świata, że obecnie możemy 
tylko z trudem odnaleźć tu i ówdzie jakiś drobny 
strzęp, któryby naprawdę był cząstką składową 
tej szaty roślinnej" w jaką kiedyś przystroiła 
ziemię krakowską przyroda sama, bez udziału 
człowieka. 
Gdybyśmy, ukończywszy nasze wywody o in- 
teresującej historji rozwoju roślinności ziemi 
krakowskiej, zechcieli znów, tak jak to uczy- 
niliśmy na początku, przenieść się w fantazji na 
Kopiec Kościuszki i rzucić stąd okiem na roz- 
legle ścielący się przed nami widok, lecz gdy- 
byśmy niechcieli już tym razem patrzeć nań 
okiem historyka a ograniczylisięjedyniedoobser- 


117
		

/00020.djvu

			wacji obecnej rzeczywistości, to zaprawdę prze- 
razilibyśmy się tym obrazem zniszczenia, jaki 
w dzisiejszej chwili przedstawia flora krakowska. 
Lasy wycięte w pień lub zniszczone, niczem 
nie przypominające dawnej -puszczy, łąki i torfo- 
wiska nad Rudawą odwodnione i przemienione 
w kiepskie pastwiska lub sztuczne łąki, kamie- 
niołomy wżerające się w krasową- płytę wapieni 


jurajskich, cegielnie przerabiające w Ludwi- 
nowie bezcenny naukowo ił z roślinnością dy- 
luwjalnej tundry na cegły, wikliny nad Wisłą 
pełne amerykańskich chwastów.... 
W takich okolicznościach powinno zdobyć 
posłuch w społeczeństwie hasło ochrony przy- 
rody ziemi krakowskiej. Miejmy nadzieję i wiarę, 
że go zdobędzie. 



\P
 


 

 
o;?d
 

 


 


HENRYK HOYER 


ZWIERZĘTA KOPALNE OKOLIC KRAKOWA 


Każdy kto zwiedza zabytki Krakowa, ogląda 
także przy sposobności kości zawieszone u wej- 
ścia do katedry na Wawelu. Legenda głosi, że 
są to szczątki olbrzymów, którzy niegdyś za- 
mieszkiwali ziemię krakowską. Tego rodzaju 
bajki były rozpowszechnione w rozmaitych kra- 
jach od najdawniejszych czasów aż do XVII 
i XVIII wieku. Dopiero badania naukowe wy- 
kazały, że kości o wielkich rozmiarach we więk- 
szości przypadków należą do mamuta i że na- 
wet bajka o jednookim Polyfemie wiąże się 
prawdopodobnie z odnalezieniem czaszki małego 
słonia kopalnego, ponieważ oczodoły w czasz- 
kach słoni są zaznaczone niewyraźnie, natomiast 
w środku czaszki mieści się duży otwór nosowy, 
który laikom może wydawać się miejscem właś- 
ciwem dla nieparzystego oka czołowego. 
Kości wawelskie, jak to wykazał Niezabi- 
towski, należą do kilku zwierząt, a mianowicie 
do mamuta, nosorożca i wieloryba. Skąd wzięły 
się one, niewiadom o, prawdopodobnie jednak 
były wykopane wokolicy Krakowa i jako osobli- 
wości, może jako kości św. Krzysztofa, wysta- 
wione na widok publiczny. 
Co do mamuta i °nosorożca, w tym względzie 
nie zachodzą żadne wątpliwości; ponieważ jesz- 
cze dzisiaj znajduje się kości tych zwierząt na 
terenie krakowskim; wię
ej zadziwiającą jest 
obecność szczęki dolnej wieloryba, nie mającej 
wyraźnych cech kopalnych. W wypadku, gdyby 


118 


kość okazała się wykopaną, wykażemy, że mo- 
głaby pochodzić z okolic Krakowa. 
Nie wchodząc w stosunki geologiczne, przy- 
pomnieć należy, że niegdyś pod wpływem wil- 
gotnego a łagodnego klimatu rozwinęła się bujna 
wegetacja, dzięki której mamy węgiel, swemi 
pokładami sięgający do Krakowa. 
Z okresu węglowego znane są liczne zwie- 
rzęta, morskie trylobity i ramieniopławy, a na 
Śląsku rozmaite kręgowce, jak ryby i płazy 
pancerne. Dla okresu wiele późniejszego, me- 
zozoicznego, charakterystycznemi są gady. 
Z sąsiedniego Górnego Śląska mamy liczne ja- 
szczury, na przykład: Eurysaurus, Dactylosau- 
rus i Capitosaurus silesiacus z czaszką na ,I metr 
długą. 
Z początkiem trzeciorzędu niektóre części 
Europy wynurzają się z morza, zalewającego 
jeszcze wielkie przestrzenie. Drogą wodną przy- 
było w okolice Krakowa wiele zwierząt wy- 
łącznie morskich, między innemi też jeżowce 
i amonity, z większych wieloryby, których mar- 
twe ciała, wyrzucały fale na brzeg, jak za dzi- 
siejszych czasów w zatoce Biskajskiej, a dawniej 
i w Belgji, gdzie teraz odkopano mnóstwo szkie- 
letów. Potężne ciała wyrzucone na brzeg po- 
grążały się coraz głębiej w piasku, który je 
wreszcie z czasem zupełnie zasypał. Wiele ta- 
kich kości odkopanych przypadkowo, przez nie- 
świadomość ludu zostaje zniszczonych. Znanym 


.
		

/00021.djvu

			jest wypadek, w którym użyto kręgu wieloryba 
jako pieńka do rąbania drzewa. 
W muzeach w Krakowie i w Kielcach są 
kręgi wieloryba wydobyte w Pińczowie, gdzie 
jeszcze większa część tułowia tkwi w skale. 
Szczęka wieloryba na Wawelu nie byłaby wobec 
uwag powyższych zupełnie odosobniona, gdyż 
możnaby przypuścić, że wykopano ją-pod Kra- 
kowem. 
Morze pokrywające niegdyś południową Pol- 
skę zwolna znika i wysycha, pozostawiając po 
sobie bogate pokłady soli (Wieliczka i Bochnia), 
w których natrafiamy od czasu do czasu na 
owoce palm, świadczące, że niegdyś tutaj był 
klimat cieplejszy. 
W następnych okresach geologicznych tem- 
peratura znowu się obniża. Olbrzymi lodowiec 
posuwa się z północy na Europę środkową 
i Polskę aż po sam Kraków, a ze strony po- 
łudniowej staczają się lodowce z Karpat i Tatr. 
Między tern i dwoma lodowcami pozostaje wolny 
pas, którym odbywa się komunikacja między 
wschodem i zachodem i którego używają także 
zwierzęta, zwłaszcza większe, wyparte z prze- 
strzeni zajętych przez lodowce. 
Mamy oznaki, że lodowiec północny cofnął 
się, a następnie po raz wtóry podsunął się pod 
Kraków. W innych krajach wykazano cztery 
cofnięcia i cztery do pięciu nasunięć, a zatem 
okresy lodowcowe i międzylodowcowe. 
Od cofnięcia się ostatecznego upłynęło we- 
dług obliczeń geologów 12.000 lat, ile tysięcy 
przypada na cały okres lodowców, nie zdołano 
dotychczas nawet w przybliżeniu obliczyć. Są- 
dząc po bardzo powolnych zmianach, jakim Ule- 
gają lodowce w górach, należy przypuścić, że 
zarówno proces powiększania, jak i zmniejszania 
się lodowca, przebiegał bardzo powolnie. Po- 
krywały się stopniowo coraz większe połacie 
ziemi warstwą lodową, pod którą wymierało 
życie i która wypierała zwierzęta ku południowi, 
gdzie znalazły warunki dla życia korzystniejsze. 
Podobny wypadek zachodzi także w czasach 
obecnych nie tylko wśród ptaków, lecz także 
wśród ssawców, które wędrują przed nadcho- 
dzącą zimą do nieco cieplejszych stref. .W na- 
stępstwie tego miejscami stłoczyła się bardzo 
wielka ilość zwierząt uchodzących przed lo- 
dowcem. Np. na Morawach w Predmost, wy- 
kopano resztki około 1.000 mamutów. Gdy lo- 


dowiec zaczął się cofać, rozpoczęła się wędrówka 
w kierunku przeciwnym. Przybywały zwierzęta 
na ziemię krakowską ze Śląska, z Moraw. ze 
wschodu, a nawet z Węgier drogą Dunajca przez 
Pieriiny, które pozostały zawsze wolne od zlo- 
dowacenia. Wraz ze zwierzętami przybywa także 
człowiek i osiedla się na ziemi krakowskiej. 
Jakie zwierzęta żyły niegdyś w Małopolsce, 
skąd przybyły, które żyły w tym samym czaso- 
kresie a które w różnych, wreszcie które żyły 
równocześnie z człowiekiem, dowiadujemy się 
z wykopalisk, bądź przypadkowych, dokonywa- 
nych na otwartem polu, bądź celowo podjętych 
w jaskiniach. Przy wykonaniu jakichś robót 
ziemnych natrafia się stosunkowo rzadko tylko 
na ciekawsze szczątki. Tak np. przy kopaniu 
studni w Krzeszowicach, znaleziono czaszkę 
bydlęcą, która jako czaszka bydła krótkorogiego 
(Bos brachyceros europ. n. sp. Adametz), jest dobrze 
znana wszystkim fachowcom naszym i za- 
granicznym. 
Również przypadkowo wydobyto w Złoczo- 
wie kilka czaszek kóz, które jako Capra prisca 
n. sp. (Adametz i Niezabitowski), uznane zostały 
za macierzystą formę dzisiejszych kóz z rogami 
kręconemi. 
Wazną placówką dla poznania przeszłości 
jest Ludwinów, obecnie przedmieście Krakowa, 
po prawej stronie Wisły, gdzie można było wy- 
kazać dwie moreny lodowcowe, starszą i młodszą, 
i gdzie zachowała się znakomicie dyluwjalna 
flora i dość liczne szczątki zwierząt. 
Od czasu do czasu odkrywa się także sie- 
dliska człowieka przedhistorycznego, zaznacza- 
jące się obecnością narzędzi krzemiennych 
i innych zabytków kultury ówczesnej, ogniskami 
z nadpalonemi i rozłupanemi kośćmi, węglem 
drzewnym, ale także całkowitemi kośćmi i zębami 
zwierząt. Tego rodzaju wykopaliska są dla nauki 
niezmiernie ważne, ponieważ pozwalają wycią- 
gnąć wnioski co do gatunków zwierząt współ- 
cześnie z człowiekiem żyjących i co do wieku 
osady. 
Tak na przykład odsłonięto podobną osadę 
na górze św. Bronisławy, na której usypano 
w roku 1822 kopiec Kościuszki. Jest to naj- 
starszy dotąd stwierdzony ślad pobytu czło- 
wieka w najbliższej okolicy Krakowa, ślad sie- 
dziby letniej na otwartem powietrzu z okresu 
środkowego paleolitu, czyli solutreńskiego. Po- 


119
		

/00022.djvu

			dobne siedlisko człowieka z czterema ogniskami 
odkopał W. K u ź n i a r w Witkowicach, 4 kilo- 
metry od Krakowa. Osada ta pochodzi z po- 
czątków neolitu. 
N ajważniejszemi dokumentami przeszłości 
są jaskinie. Z nagromadzonych w nich szcząt- 
ków, przyrodnik może odczytać dzieje kultury 
i zwierząt, jak historyk ze starych manuskryp- 
tów, jednak tylko pod tym warunkiem, że ja- 
skinie były nienaruszone przez niepowołane ręce. 
Ale i w takich wypadkach przepływająca woda 
niekiedy przemieszała i nagromadziła nowe kości, 
zacierając pierwotne uwarstwowienie do tego 
stopnia, że żadnej' kolejności nie można już 
wykazać. Te jaskinie są mniej ważne, chociaż 
i w nich można znaleść ciekawe zabytki kul- 
tury lub kości. 
Co do jaskiń okolica Krakowa jest terenem 
wprost klasycznym. W swych wapieniach ju- 
rajskich posiada kilkadziesiąt jaskiń większych. 
lub mniejszych, z których większość jest dość 
dokładnie, ale może nie. dość systematycznie 
z badana. 
Dzięki panom Zawiszy, Ossowskiemu, Czar- 
nowskiemu, Krukowskiemu a także profesorowi 
Roemerowi z Wrocławia, poznano dokładniej 
niektóre jaskinie Ojcowa i jego okolicy. Niestety 
wiele materjału zniszczono w sposób barba- 
rzyński, wybierając z jaskiń ziemię na nawóz, 
bez wszelkiej kontroli. Obowiązkiem rządu jest 
te pomniki przeszłości, jako rezerwaty, otoczyć 
szczególną opieką i niedopuścić do ich de- 
wastacji. 
Nie wdając się w szczegółowy rozbiór okre- 
sów lodowcowych i międzylodowcowych, jaki 
dokonano na zachodzie na podstawie licznych 
badań, ograniczymy się do wykazania zwierząt 
wymarłych, które należą do starszego okresu, 
i zwierząt obecnie jeszcze żyjących, które ród 
swój wyprowadzają od zwierząt owych czasów. 
Pierwsze miejsce co do wielkości zajmuje 
mamut (Elepkas primigenius), jako zwierzę, któ- 
rego szczątki spotyka się w całej okolicy Kra- 
kowa i niemal w każdej jaskini. Prócz noso- 
rożca, mamut znany jest najlepiej z wszystkich 
zwierząt kopalnych, ponieważ kilka okazów za- 
chowało się prawie kompletnie w lodach sy- 
beryjskich. 
Mamut dochodził do potwornej wielkości. 
Wysokość w kłębie wynosiła przeciętnie 3'So m, 


[20 


ale były też gatunki (Elepkas meridionalis) do- 
chodzące do S ni wysokości. Ilość mamutów 
była niezwykle wielka, zwłaszcza w niektórych 
okolicach, gdzie jak np. w Wiirtembergji wy- 
kopuje się w roku przeciętnie 15 okazów. Dzi- 
wnem się wydaje, że wobec tej ilości mamuty 
zupełnie wyginęły. Człowiek współczesny znał 
dobrze mamuta i w rysunkach na ścianach ja- 
skiń hiszpańskich i francuskich uwiecznił go 
wielokrotnie, należy jednak wątpić, czy wobec 
bardzo prymitywnej broni kamiennej, polował 
na to zwierzę i przyczynił się do jego wytępienia. 
Co najwyżej człowiek mógłby chwytać poszcze- 
gólne okazy w wilcze doły, wygłodzić i wreszcie 
zabić, ale wytępić go nie potrafił. W okolicy 
Krakowa stwierdzono istnienie 4 gatunków ma- 
mutów, mianowicie Elephas antiquus i E. tro- 
gontherii, jako form starszych, a E. intermedius 
i E. primigenius, jako młodszych. 
Równoczesnym mamutowi był nosorożec 
włochaty (Coelodonta antiquitatis = C. tichorhi- 
nus), specjalnie nam dobrze znany nie z rysun- 
ków ściennych lub z okazów znalezionych w lo- 
dach Syberji; lecz z wykopaliska na ziemi pol- 
skiej w Staruni, we wschodniej Małopolsce. 
W roku 1907 wydobyto z szybu wosku ziem- 
nego, z głębokości 13'6 m głowę, lewą nogę 
przednią i skórę lewej połowy ciała, wprawdzie 
już bez sierści, ale kłęby włosów znalazły się 
w wielkiej ilości obok skóry. Rozmiary zwie- 
rzęcia są znaczne, gdyż sama czaszka ma 80 cm 
długości, a nie jest jeszcze zupełnie rozrośnięta, 
bo nosorożec zmieniał właśnie zęby. 
Szczątki nosorożca w okolicy Krakowa są 
rzadsze niż mamuta. Wyginął on jak i starszy 
gatunek (CoelodontaMerckii) zupełnie, mając tylko 
jednego przedstawiciela do niego bardzo po- 
dobnego w afrykańskim nosorożcu białym 
(Coelodonta sima). 
Bardzo pospolitem zwierzęciem, które prze- 
trwało wszystkie fazy okresu lodowcowego jest 
żubr pierwotny (Bison priscus). Różni się on 
znacznie od żubra białqwieskiego (Bison bona- 
sus) potężnie rozwiniętemi rogami, zbliżając się 
tą cechą raczej do amerykańskiego bizona (Bos 
bison). Wyginął zupełnie, a z żubra białowie- 
skiego pozostały tylko 3 okazy w dobrach 
księcia pszczyńskiego na Śląsku. 
Wyginął także tur (Bos primigenius) cho- 
ciaż był chroniony ustawami w Księstwie Ma-
		

/00023.djvu

			zowieckiem i chłopom nakazywano zbierać siano 
dla turów. Mimo to liczba ich zmniejszała się 
coraz więcej. Według statystyki z r. 1599 było 
jeszcze 24 sztuk, w r. 1602 pozostały tylko 4, 
a w r. 1627 zginął ostatni okaz. W zwierzyńcu 
kanclerza Jana Zamoyskiego, tury zachowały się 
nieco dłużej. 
Do starszego dyluwjum należy także jeleń 
olbrzymi (Cervus euryceros). Było to zwierzę 
o niezmiernie silnej i wielkiej budowie, bo rogi, 
sterczące ku bokom, dochodziły do 4 m roz- 
,piętości, na końcach rozpłaszczone łopato- 


f- 
f, 


-
 
11-, 


 o 
... 

 
 


I 
 
, 
I 


(- 



 
oc. 


I 


4 


\ 
5 6 


2 


3 


zachowaną czaszkę otrzymało w darze z W 0- 
łynia Muzeum fizjograficzne Akademji Umie- 
jętności. Zwierz te
 obecnie żyjący w nieco od- 
miennym gatunku w Ameryce północnej i Gren- 
landji, był niegdyś rozpowszechniony w Europie 
północnej, skąd pogarszające się pod wpływem 
rozwijającego się lodowca warunki życiowe wy- 
gnały go wraz z innemi zwierzętami północnemi 
na południe. Towarzyszyły im w tej wędrówce 
renifer, zając północny, leming, lis północny 
rosomak, a z ptaków pardwa. 
Gdy lodowiec zaczął się zmniejszać, cała 


f: 
I 


/" 

 
""'"'.". 


'

 o : o o o 
T;?/ 
.

 :: 


\ 

. .. 


.. ł> :-- 


7 


8 


12 


9 


10 


II 


Ryc. 55. NEOLITYCZNE NARZĘDZIA KAMIENNE. SiekierokIinik dwuścienny z okolicy Krakowa fig. I. Siekiero- 
klin owalny z Płazy fig. 2. Siekierka z Grębałowa fig. 3. Siekiery z grubym tylcem z Łazan i Krakowa (Grze- 
górzki) fig. 4 i 5, Topór z Zastowa fig. 6. Siekieromłotek z pod Kopca Kościuszki fig. 7. Siekiera w kształcie 
kopyta szewskiego fig. 8. Kilof z Woli Justowskiej fig. 9. Buławka z Mnikowa (na Łopiankach I) fig. 10. Radło 
z Krakowa (Zwierzyniec) fig. II. Siekiero młot z Bosutowa fig. 12. (Fig. 1,5, 7, 8, 9, II, 12 około l/S, inne około 
1/4 naturalnej .wielkości). 


wato, podobnie jak u łosia. Oczywiście zwie- 
rzę z takiemi rogami nie mogło żyć w lasach, 
lecz tylko w stepie, na wielkich przestrzeniach 
w okresach międzylodowcowych, lub też wokre- 
sie, gdy lodowiec się cofał. 
W Ludwinowie znaleziono niezwykle dobrze 
zachowaną czaszkę z ułamanemi rogami w war- 
stwie międzylodowcowej. 
N ajwięcej okazów jelenia olbrzymiego wy- 
dobyto z torfowisk irlandzkich. 
Wraz z jeleniem olbrzymim wyginął także 
kozioł skalny, prawdopodobnie Capra ibez 
priscus, który Zawisza znalazł w jaskini Wierz- 
chowskiej. Było to zwierzę stepowe. 
Piżmowół (Ovibos fossilis), przypominający 
swoim wyglądem owcę i woła, jest w okolicy 
Krakowa stosunkowo rzadki. Znaleziono jednak 
kilka szczątków w jaskiniach, a bardzo pięknie 


ta gromada, przystosowana do klimatu chłod- 
niejszego, podążyła za lodowcem. Ostatecznie 
piżmowół wyginął w Europie zupełnie. 
Do tej starodawnej fauny należy także lew 
jaskiniowy (Felis spelaea) i hiena jaskiniowa 
(Hyaena spelaea), formy południowe, które wi- 
docznie dla obfitego pokarmu posunęły się tak 
daleko na północ. 
Lew był o jedną trzecią większy od obecnie 
żyjącego i jako potężne zwierzę wspomina go 
też Arystoteles. Żył on za jego czasów jeszcze 
w Grecji i Małej Azji, pozostając naj dłużej w mało 
dostępnych górach Bałkanu. Potomkowie lwa 
jaskiniowego żyją według zdania autorów jesz- 
cze w Persji i Arabji. 
W dyluwjum istniały trzy gatunki hieny: 
jaskiniowa (Hyenaspelaea), pręgowana (H.striata). 
najpospolitsza i centkowana (H. crocuta), uwa- 


121
		

/00024.djvu

			żana także za pochodną od jaskiniowej. Ossow- 
ski wymienia jaskiniową, a w jaskini Maszy- 
ckiej plamistą, jako odmianę jaskiniowej (H. ero- 
euta var. spelaea). 
Do naj pospolitszych i w jaskiniach w naj- 
większej ilości występujących zwierząt, należy 
niedźwiedź jaskiniowy (Ursus spelaeus). 
Roemer oblicza ilość znalezionych w grocie 
J erzmanowskiej kłów na 4.000, należących więc 
do 1.000 niedźwiedzi. (Nieprzebrane ilości kości 
niedźwiedzich znajduje się także w grocie Ma- 
góry w Zakopanem, z której wydobyto ich do- 
tychczas jakie kilkanaście cetnarów). 
Wychodząc z założenia, że niedźwiedź ja- 
skiniowy żył, jak brunatny, mniej więcej do 
50-ciu lat i że jaskinię zajmowała, jak zwykle, 
tylko jedna para, to w owej jaskini żyło przy- 
najmniej 500 par. Według tego obliczenia do- 
chodzimy do wniosku, że grota ta była zajęta 
przez niedźwiedzie przez 25.000 lat. 
Sądząc z zębów, w przeciwieństwie do zę- 
bów zwierząt mięsożernych często zupełnie 
startych, należy przyjąć, że zwierzę to, pomimo 
swych niekiedy olbrzymich rozmiarów, było na 
ogół łagodne i żywiło się przeważnie roślinami 
i jagodami, a tylko przypadkowo mięsem. Wy- 
ginęło jednak zupełnie, 
Gdy lodowiec ustąpił i warunki klimatyczne 
zmieniły się na lepsze, przybył ze wschodu 
suhak (Antilope saiga) posuwając się zwolna aż 
do Pirenejów. Nieliczne jego szczątki wykazano 
we Francji, Niemczech i Czechach. Przystoso- 
wany do życia stepowego, ginął w miarę, jak 
step przemieniał się w las. Z Polski cofał się 
powrotną drogą do Rosji, gdzie w stepach mię- 
dzy Dnieprem, morzem Czarnem i Kaukazem 
znalazł najdogodniejsze warunki. W roku 1865 
obliczono ilość suhaków jeszcze na 10.000 sztuk. 
Z roku na rok liczba ich malała i doszła obecnie 
z pewnością do zera. 
Podobny los spotkał także konia. Liczne 
iego szczątki znajdują się niemal w każdej 
z jaskiń okolic Krakowa, podane jako koń ko- 
palny (Equus eaballus fossilis). 
Wiemy obecnie, że w epoce dyluwjalnej 
istniało kilka gatunków konia, a między niemi 
tarpan (E. Gmelini), który dopiero niedawno 
w Rosji wyginął. Inne gatunki kopalne weszły 
w obecnie hodowane rasy, a koń Przewalskiego 
(E. ftrus), cofnąwszy się na wschód, żyje w ste- 


122 


pach Azji środkowej. - W czasach dyluwjalnych 
koń stanowił zwierzynę, na którą człowiek 
ówczesny prawdopodobnie najczęściej polował 
i którą mógł najłatwiej zdobyć. Koń też naj- 
częściej padał ofiarą drapieżców, lwa, hieny, 
wilka i niedźwiedzia, tem tłumaczy się stosun- 
kowo wielką ilość kości konia, nagromadzonych 
w jaskiniach. 
W przeglądzie fauny doszliśmy do tych zwie- 
rząt, które przetrwały wszystkie zmiany okresu 
lodowcowego i znalazły dogodne dla siebie wa- 
runki w dzisiejszej Polsce. Do nich należą 
w jaskiniach wykazane łosie, jelenie w kilku 
odmianach, sarna, daniel, kozica, rozmaite ga- 
tunki wołów i owiec, dzik i w młodszych war- 
stwach świnie. 
Ze zwierząt mięsożernych znaleziono wilka, 
rysia, lisa, żbika, niedźwiedzia brunatnego, bor- 
suka, łasicę, kunę, tchórza, gronostaja, rozmaite 
formy psów i kotów; z gryzoniów bobra, cho- 
mika, zająca, wiewiórkę, popielicę, mysz leśną, 
wodnicę, kilka gatunków polnika; z owadożer- 
nych jeża, kreta; z nietoperzy gacka, mroczka 
i nocka dużego. 
Wykopano także w jaskiniach rozmaite ko- 
stki ptaków, mianowicie puszczyka, drozda, 
łuszczaków, wrony, sojki, jaskółki, głuszca, ku- 
ropatwy, kuraków, kaczek, gęsi, ptaków błot- 
nych, gołębia i wyżej wspomnianej pardwy. 
Wśród drobnych kostek żnalazły się także kostki 
ropuchy, żaby trawnej i szczęka szczupaka. 
Nie spotyka się w jaskiniach nigdy gadów, 
dążących zawsze do słońca i kryjących się na 
otwartem pol u pod kamieniami. 
Opowiadania o smokach zamieszkujących 
jaskinie, należy uważać za bajki, utrzymujące 
się z pewną uporczywością wśród ludu. 
Niewiadomo też, skąd wzięła się nazwa Jamy 
Smoczej na Wawelu. Alth, który grotę tę do- 
kładnie zbadał, znalazł w ostatniej komorze cze- 
repy garnków glinianych i naczyń szklanych, 
nadpalone drzazgi sosnowe, węgle drzewne 
i wiele kości, należących do zwierząt domowych 
ras tego czesnych. Jaskinia więc nie była, we- 
dług Altha, zamieszkała ani przez zwierzęta 
ani człowieka epok dawniejszych, lecz przez 
człowieka nowoczesnego., jak to wynika z pism 
Rzączyńskiego (172 I): Grande est antrum ae 
aestivo tempore Jrigidum, in euius introitu vi- 
num et eervisia propinatur.
		

/00025.djvu

			JÓZEF ŻUROWSKI 


KRAKÓW I JEGO OKOLICE 
W CZASACH PRZEDHISTORYCZNYCH 


N ajdawniejsze ślady pobytu człowieka woko- 
licy Krakowa sięgają starszej epoki kamiennej 
t. zw. paleolitycznej - współczesnej z epoką lo- 
dową, której trwanie przypada na kilkanaście 
tysięcy lat przed nar. Chr. Ślady te dochowały 
się w jaskini »nad Galoską'" położonej na grun- 
tach wsi Piekary, tuż nad Wisłą, naprzeciwko 
Tyńca i pochodzą ze 
starszej połowy pale'o- 
litu, w szczególności 
z końca t. zw. aszel- 
skiego okresu (Mico- 
que). Znaleziono tu na- 
rzędzia w y k o n a n e 
z krzemienia, z grub- 
sza tylko otłuczonego 
(ryc. 53), w towarzy- 
stwiekościzwierząt dy- 
luwjalnych, będących 
przedmiotem ówczes- 
nych łowów: mamuta, 
konia kopalnego, łosia 
i innych. W tejże jas- 
kini, w warstwie gór- 
nej namuliska odkryto 
również narzędzia krze- 
mienne (ryc. 53) i koś- 
ciane z młodszej poło- 
wy paleolitu, z t. zw. 
oryniaceńskiego okre- 
su. Klimat w tym cza- 
sie, już polodowym, znacznie łagodniejszy od pa- 
nującego poprzednio, wpłynął nietylko na zmianę 
flory, gdyż miejsce dawnej tundry zajmuje 
obecnie step z dzikim koniem, jako głównym 
przedstawicielem nowej fauny, ale zezwolił ów- 
czesnemu myśliwemu na zamieszkanie także 
w otwartem polu. Taką stację myśliwską (le- 
sową) z okresu oryniaceńskiego, odkryto tuż 
pod samym Krakowem, na wzgórzu św. Bro- 
ni sławy, pod kopcem Kościuszki. Narzędzia 
krzemienne - obecnie mniejszych niż dawniej 
rozmiarów - leżały tu obok resztek ogniska 
i połupanych kości zwierzęcych, szczątków uczty. 


,.. 


i: 


'"" :.
., 


o' 
c\' 

. 


, 
"" 


.
 
. - 


Istnienie śladów zaludnienia z epoki paleolitu 
w pobliżu Krakowa należy przypisać niezbyt 
odległemu sąsiedztwu licznych jaskiń Ojcowa 
i jego okolicy, zamieszkałych w ciągu paleo- 
litu. W jaskiniach tych dochowały się nietylko 
narzędzia krzemienne, ale także wyroby z kości 
i rogu zwierząt dyluwjalnych, przyozdobione 


, o 



 


-'.: 


i 
. \. 


. 


',
 


.. 


?
 
".,1C:- 


..... 


Ryc. 56. CERAl\HKA I INNE WYROBY NEOLITYCZNE Z OSAD I GROBÓW: 
butla z krezą z Zastowa fig, I, puharek sznurowy z Batowic i narzędzie kościane 
z Grębałowa fig. 2, naczynie z Węgrzc fig. 3, »ansa lunata., z Karniowa fig. 4, 
narzędzie z kła dzika z Grębałowa fig. 5, przęślik gliniany z Zielonek fig. 6 
i z Krzesławic fig. 8, ozdoba z bursztynu z Batowicfig 7, tłuczek'kamienny z Kar- 
niowa fig. 9. (fig. I i 3 około 1/ 5 , inne około 1/4 naturalnej wielkości). 


niekiedy rytemi i rzeźbionemi ornamentami n. p. 
w jaskini w Wierzchowiu i w Maszycach, miej- 
scowościach, odległych 2-3 mil od Krakowa. 
Powyższe ślady zaludnienia z epoki paleoli- 
tycznej posiadają tem szczególniejsze znaczenie, 
że są one najdawniejszemi i najważniejszemi 
śladami pobytu człowieka i jego kultury nie- 
tylko w okolicy Krakowa, ale także w całej 
Polsce. Obecność bardzo podobnych śladów 
kultury paleolitycznej na Morawach, skłania 
do przypuszczenia, że stąd przywędrowali ci 
najpierwsi mieszkańcy naszej ziemi. Ludność 
owa, nieznając wyższych form gospodarstwa 


12 3
		

/00026.djvu

			(pasterstwa, rolnictwa), trudniła się łowiectwem. 
Posiadano jedynie narzędzia łupane z krzemie- 
nia, kości lub rogu i zapewne z drzewa. Nie- 
znanym był w starszej epoce kamiennej wyrób 
naczyń glinianych, będących kulturalną zdoby- 
czą człowieka dopiero w następnej, młodszej 
epoce kamiennej (neolit), której trwanie przy- 
pada już na współczesną nam erę geologiczną 
(aluwjum). 
Właściwą epokę neolityczną poprzedza okres 



 


" 


r 


.
 


2 


3 


...
.
- 


':
 


Rys. 57. WYKOPALISKA Z EPOKI BRONZOWEJ, 
OZDOBY Z EPOKI BRONZOWEJ: U góry: sierpik 
z Popówki fig. I, ozdoba z JHnikowa fig. 2, naszyjnik 
z Mydlnik fig. 3, i zapinka z Kwaczały fig. 4 (1/5 natu- 
ralnej wielkości). 
U dołu: urna i przystawki z grobu ciałopalnego w Mydl- 
nikach (1/6 naturalnej wielkości). 


przejściowy, t. zw. mezolityczny. Z okresu tego 
pochodzi przeważna ilość wyrobów, spotykanych 
na okolicznych wydmach piaszczystych. Są to 
krzemienne wyroby małych rozmiarów (t. zw. 
mikrolityczne), jak rylce, skrobacze, rozmaitego 
kształtu grociki i misterne strzałki sercowate, 
(ryc. 58), które razem z odpadkami krzemien- 
nemi, będącemi śladami pracowni narzędzi, za- 
legają wydmy, występujące głównie w pobliżu 
prawego brzegu Wisły, w stronie południowo 
zachodniej Krakowa po Tyniec i Skawinę, w osa- 
dach podmiejskich: Zakrzówku, i Skowronku 
i na gruntach wsi i przysiółków: Borek Fałęcki, 
Kobierzyn, Skotniki, Podgórki, Bagno (pod Tyń- 
cem) i w pobliskiej okolicy Skawiny. Wydmy 
te ciągną się też dalej, po lewej stronie W
sły 


12 4 


w stronę Czernichowa, w Rącznej, Ściejowicach, 
Przegini narodowej, aż po sławną Kwaczałę, Jan- 
kowice i Żarki, leżące'już w sąsiednim, chrzanow- 
skim powiecie. N a wschód od Krakowa, wydmy 
w okolicy Zakrzowa i Podłęża dostarczyły także 
dużej ilości wyrobów mikrolitycznych. Pod wpły- 
wem wiatru, przewalającego ustawicznie wierz- 
chnią warstwę piasku wydmowego, wyroby te 
spotykamy zazwyczaj przemięszane z czerepkami 
naczyń i ułamkami wyrobów metalowych, na- 
leżących już do późniejszych czasów przed- 
historycznych, lub wczesnohistorycznych, a nie- 
jednokrotnie także do współczesnych. Począt- 
kową fazę neolitu (około 6 tys. przed nar. Chr.), 
zwiastują wyroby kamienne, na których wi- 
doczne są pierwsze próby gładzenia ich nie- 
równej powierzchni, stosowane celem większej 
przydatności narzędzia lub broni. Gładzenie owo 
odbywało się przez tarcie piaskiem i wodą. Sie- 
kierokliniki tego rodzaju, wykonane z miększych 
gatunków kamienia (krzemieniak) są dwuścienne, 
rp.ają przekrój soczewkowaty i mniej lub więcej 
śpiczasty koniec (ryc. 55, fig. I), a ogładzenie 
widocz
e jest najczęściej tylko przy ostrzu. Sie- 
kierokliniki tego rodzaju znamy z Modlnicy, 
z Wrożnej i z Olszyn. Zależnie od materjału, 
od umiejętności wykonania narzędzia i jego prze- 
znaczenia w użyciu, zależnie od wpływów kul- 
turalnych, niemniej jak też przyzwyczajenia 
i mody, pojawiają się w miarę rozwoju neoli- 
tycznej kultury różne formy narzędzi i broni. 
Są to przeważnie pokrewne siekierom wyroby. 
Jedne posiadają owalny przekrój i prawie śpi- 
czasty tylec (Płaza ryc. 55, fig. 2 i Zagórze 
w chrzanowskie m), inne znów czworościenne, 
płaskate, małych rozmiarów siekierokliniki krze- 
mienne są w części, lub nawet w całości ogła- 
dzone. (Grębałów ryc. 55, fig. 3, Kurdwanów, 
Borek Fałęcki, Olszyny, Karniów, Zabawa, Śle- 
dziejowice i Raciborsko). Większe od nich, czwo- 
rościenne, krzemienne siekiery (Łazany ryc. 55, 
fig. 4), o grubym tylcu, dochodzą wyjątkowo 
do bardzo dużych rozmiarów (n. p. topór z Czulic 
2 I cm. długi). Tego rodzaju siekiery należą już 
do rozwiniętego stadjum młodszej epoki ka- 
miennej i są charakterystyczne d1
 neolitycz- 
nych kultur północnej i środkowej Polski, w od- 
różnieniu od dość małego, płaskatego i mniej 
więcej trójkątnego typu siekierki (Mników, 
Wierzchowie, Witkowice, Bierzanów i i.), przy-
		

/00027.djvu

			chodzącego do Polski z kulturą, oddziaływającą 
od południowego zachodu. 
Chcąc pracować powyższemi narzędziami mu- 
siano je dopiero umocowywać n. p. łykiem na 
toporzyskach specjalnego kształtu. Osiągnięto 
przeto znaczny stopień udoskonalenia z chwilą, 
gdy nauczono się wywier
ać otwory w ogładzo- 
nych już poprzednio narzędziach. Wiercenie 
uskuteczniano kością rurkow,!, lub przy pomocy 
specjalnie skonstruowanego przyrządu, też przy 
użyciu piasku i wody, jednak w miększych od 
krzemienia rodzajach kamienia (zazwyczaj ze 
skał krystalicznych). Małe siekieromlotki, ma- 
jące z jednej strony okrągły tylec, z drugiej 
ostry rąb znaleziono: koło Kopca Kościuszki, 
(ryc. 55, fig. 7), na Wróżnej (ułamek), w Skotni- 
kach, Raciborsku i w Płazie; duże okazy: wśród 
gruzów kościoła Dominikanów, w Bosutowie 
(ryc. 55, fig. 12) i w Branicach, pośrednie typy 
\V Borku Fałęckim i w Mydlnikach. Wszystko 
to są luźne znaleziska, większość ich jednak 
pochodzi niewątpliwie ze zburzonych i nieroz- 
poznanych osad mieszkalnych lub grobów, bę- 
dących głównem żródłem poznania kultury, 
panującej w epoce neolitycznej. 
Stwierdzone ślady zamieszkania ludności 
neolitycznej znane nam są z jaskiń i stano- 
wisk otwartych na wolnem powietrzu. Pierwsze 
nadawały się widocznie znakomicie do tego 
celu, skoro nie porzucono ich, lecz zamieszki- 
wano nadal, podobnie jak w paleolicie. Miesz- 
kano więc w licznych jaskiniach, rozsianych 
w uroczych dolinach potoków, lewego porzecza 
Rudawy, na gruntach wsi Bolechowic, Kobylan, 
Zelkowa, Podskalan, Karniowic, Bębła i Wierz- 
chowia, a także w dolinach Rudna (Rybna, Prze- 
ginia) i Sanki (Mników, Piekary) dopływów 
Wisły. 
Obok dużej ilości neolitycznych narzędzi 
krzemiennych i odpadków przy ich wyrobie, 
oprócz wyrobów z kości zwierzęcych i rogu 
głównie jelenia, (szydła, motyki i t. p. I, oraz 
kości zwierzęcych ze śladami obrobienia lub 
bez takowego, znaleziono tu również wyroby 
gliniane, przedewszystkiem naczynia lub szczątki 
takowych. Formy tych naczyń, głównie zaś spo- 
sób przyozdobienia ich żłobionemi kreskami, 
wskazuje na przynależność do grupy kultural- 
n
j t. zw. ceramiki wstęgow
j. 
N aj starszym przedstawicielem tej ceramiki 


4 


jest piękna, kulista czara znaleziona w jaskini 
pod Słupami w Kobylanach (ryc. 54, fig. I), ozdo- 
biona ornamentem poziomych i zwisających 
wstęg. Ogromna jednak większość ceramiki ja- 
skiniowej przynależy do młodszej ceramiki wstę- 
gowej t. zw. promienisto gwiaździstej. Naczynia 
tego rodzaju, od których nadano nazwę całej 
grupie ceramicznej, widzimy wyobrażone na 
ryc. 54. Towarzyszy tej ceramice inna, pośled- 
niejsza w wyrobie i przyozdobieniu z dołkami 


.. 


i: 

, 


1'.< . 


;\ 


. " 


, ,-. 



 



j ,
T . 


'f 
, 
l; 


I 2 3 4 


5 


6 


s 


9 


7 


Rys. Ss. WYKOPALISKA Z EPOKI BRONZOWE}: 
s7pila z Rudawy fig. 1, z Mydlnik fig. 2, strzałki ser- 
cowate Ł Zakrzowa fig, 3 i 4, Stuałka z bronzll fig. 5. 
zakończenie pasków fig. 6 i 7 oraz zapinka z podwi- 
niętą nóżką z Mnikowa fig. S; grot z Balic fig. 9 (wszystko 
1/3 naturalnej wielkości). 


mmeJ lub więcej głębokiemi, wykonanemi przez 
odgniecenie w lnokrej jeszcze glinie paznokci 
lub końców palców, a także z nalepianemi lub 
modelowanemi guzkami i wałeczkami, biegną- 
cemi tuż pod krawędzią naczynia. Raz nawet 
(Wierzchowska górna) znaleziono fragmenta- 
rycznie dochowaną, plastycznie w glinie wyko- 
naną figurkę kobiecą. - Ślady siedzib mieszkal- 
nych ludności z kulturą ceramiki promienisto- 
gwiaździstej, pozostały również na miejscach 
otwartych. Spotykamy je na urodzajnych obsza- 
rach lessowych, głównie w północnej i zachod- 
niej okolicy Krakowa, zazwyczaj na skłonach 
wzgórz, zwróconych w stronę południową. Two- 
rzyły one skdziby, jakby wsie przedhistoryczne, 


12 5
		

/00028.djvu

			. 


złożone z okrągłych ziemianek, nad któremi 
wznoszono dachy z chróstu lub wikliny, oble- 
piając je gliną i wspierając bezpośrednio o zie- 
mię. Tego rodzaju jamy mieszkalne _ i odpad- 
kowe w liczbie 16 odkryto w Mogile. tuż obok 
Kopca Wandy. Jamy te miały po l30
250 cm. 
głębokości i 140
340 cm. szerokości i wypeł- 
nione były ziemią czarną, zawierającą odpadki 
kuchenne t. j. kości zwierząt, noże krzemienne, 
całe naczynia, oraz ich fragmenta. Podobne 
osady odkryto również \v Witkowicach, Dzie- 
kanowicach i w Bierzanowie, a rozmaite luźne 
okazy naczyń i narzędzi znaleziono w Węgrz- 
cach (ryc. 56, fig. 3), Zielonkach (ryc. 56, fig. 6), 
Krzesławicach (56 fig. 8) i Karniowie (56 fig. 9)' 
zdradzają swym charakterem także przynależ- 
ność do osad tej kultury. 
Ludność kultury ceramiki wstęgowej, stale 
osiadła na żyznych lessach, trudniła się rolnic- 
twem. Ziemię uprawiano kamiennemi motykami 
lub z rogu, a także przy pomocy prymitywnych 
pługów drewnianych z kamiennemi lemieszami. 
Kamienną motyczkę w formie płaskiej siekiery 
ze skośnie podgiętem i zeszlifowanem ostrzem 
znaleziono' w Mnikowie, a kamienne radło od 
pługa na Zwierzyńcu pod Krakowem (ryc. 55, 
fig. I I). Innego rodzaju ciekawe narzędzie tejże 
kultury n. p. siekiery w kształcie kopyta szew- 
skiego znaleziono w Woli Justowskiej (ryc. 55, 
fig. 8) i w Mnikowie (fragment), a zbliżony do 
nich typ siekiery czworościennej. z jednym bo- 
kiem płaskim, drugim zaś wypukłym (ryc. 55, 
fig. 5) w Krakowie (na Grzegórzkach). Kilof 
z łupku z Woli Justowskiej (ryc. 55, fig. 9) i bu- 
ławka kamienna, gładzona z przewierconym 
otworem z Mnikowa (ryc. 55, fig. 10), należą 
także do rzadkich zabytków. Stale osiadła rol- 
nicza ludność trudniła się również hodowlą 
zwierząt domowych. Szczątki kostne takowych, 
ziarna zbóż szlachetnych, kamienne żarna, znaj- 
dywane na miejscu siedzib, potwierdzają praw- 
dziwość naszych wiadomości o ludzie z kulturą 
ceramiki wstęgowej. N a podstawie bliskich ana- 
logij z zabytkami sąsiednich Moraw i Śląska 
wiemy, że kultura ta przybyła do nas z połu- 
dniowego zachodu. \Vkrótce jednak przybrała 
ona odrębny charakter, wyrażający się w swo- 
istym stylu ceramicznym, właściwym tylko oko- 
licom Polski. Dobrze to widzimy w ziemi kra- 
kowskiej, która jak to wynika z dotychczaso- 


126 


. 


wych wykopalisk leżała na obszarze, zajętym 
niemal wyłącznie przez kulturę ceramiki pro- 
mienisto- gwiaździstej. 
Z końca neolitu, prawdopodobnie także z sie- 
dlisk pochodzą naczynia z dużemi uchami z pół. 
księżycowe m wsklęśnięciem (ansa lunata). Zna- 
leziono tego rodzaju naczynia w Karniowie 
(ryc. 56) i w Zastowie. W tej ostatniej miejsco- 
wości razem z butlą z krezą na czterech nóż- 
kach (ryc. 56) i wspaniałym toporem bojowym 
z serpentynu \ ryc. 55 fig. 6). Jedne z tych zabyt- 
ków wykazują analogje z kulturami południo- 
wego pochodzenia, (ansa lunata) inne z północ- 
nemi. 
Ilość grobów neolitycznych, odkrytych w oko- 
licy Krakowa jest bardzo nieliczna. Te, które 
znamy, należą do groLów ze skurczonemi szkie- 
letami t. j. do takich, w których zwłoki zmarłych 
układano w pozycji skulonej, jakby śpiącej. 
Groby tego rodzaju odkryto w Węgrzcach, Grę- 
bałowie i w Krzesławicach, a sądząc według wy- 
kopalisk. także w Batowicach. Amfory i puharki 
z tych grobów r ryc. 56), ozdobione ornamentem 
sznurowym, znajdywane są obok siekieromło- 
tów (ryc. 55, fig. 12) i narzędzi kamiennych, 
przynależnych do znanych nam jhż ty,pów(ryc. 55, 
fig. 3 i t. p.), a także obok wyrobów z kości, 
bursztynu i i. (ryc, 56, fig. 2, 5 i 7). Z grobu 
w Bosutowie dochowały się tylko resztki czaszki 
ludzkiej, znalezionej w pobliżu siekieromłotu 
(ryc. 55 fig. 12). 
Około roku 2000 przed nar. Chr. pojawia 
się w krajach przedhistorycznej Europy bron z, 
który w miejsce kamienia staje się głównym 
materiałem wyro1;ów codziennego użytku (na- 
rzędzia. broń, ozdoby). Fakt ten spowodował 
daleko idące zmiany w rozwoju przedhistorycz- 
nej kultury, to też od chwili pojawienia się tego 
metalu móWimy o epoce bronzu. Inna jeszcze 
bardzo ważna zmiana dokonywa się w tym cza- 
sie. Oto w miejsce dotychczasowego zwyczaju 
grzebania zmarłych, pali się ich zwłoki. Prze- 
palone kosteczki składano w glinianem naczy- 
niu i zakopywano w ziemi. Obok głównej po- 
pielnicy ustawiano małe naczyńka (przystawki) 
z jadłem (ryc. 57), oraz ozdoby używane przez 
zmarłego (bronzowe szpile, bransolety i t. p. 
ryc. 57, u góry). Wszystko to miało według ów- 
czesnej wiary służyć nieboszczykowi w jego życiu 
pośmiertnem. W ten sposób powstały z biegiem
		

/00029.djvu

			czasu całe cmentarzyska grobów ciałopalnych 
Pojawiają się one w okolicy Krakowa dopiero 
w późniejszem stadjum epoki bronzu i rozwi- 
jają się na dobre w jej końcowym (IV-tym) 
okresie, t. j. około 1000-800 lat przed nar. Chr. 
Cmentarzyska tego rodzaju odkryto w Mydlni- 
kach (ryc. 57), Skotnikach, Borku Fałęckim, Fa- 
cimiechu, Popówce, Brzeziu, Karniowie, Proko- 
cimiu, Biskupicach i w Raciborsku. W sąsied- 
nim, chrzanowskim powiecie w Jankowieach 
i Żarkach, a przedewszystkiem ogromne cmen- 
tarzysko w Kwaczale, sięgające już w okres 
halsztacki epoki żelaznej, jag świadczą o tern 
odkryte tu, choć rzadkie coprawda, ozdoby z że- 
laza, nowego materjału, pojawiającego się około 
r. 800 przed nar. Chr. -- Do luźnych wykopa- 
lisk epoki bronzu należy miecz, cały z bronzu 
odlany, z Wyciąża (III okres I, długi 72 cm. 
Z Popówki pochodzi sierpik bronzowy (ryc. 57), 
z Muikowa szpile z główkami zwiniętemi w po- 
jedyncze małe kółka, bransolety i inne ozdoby, 
a także część naszyjnika z trójkątnemi wisio- 
rami (ryc. 57 t W okolicy Krakowa odkryto do- 
tychczas zaledwie jeden skarb bronzowy t. j. 
znalezisko zbiorowe, mianowicie w Krzysztofo- 
rzycach. W naczyniu glinianem, ukrytem w ziemi, 
znaleziono kilkanaście sztuk jednakowych nara- 
mienników. mających kształt zamkniętych obrę- 
czy, zdobnych skośnem żłobkowaniem. Już 
z okresu halsztackiego, pochodzi wreszcie szpila 
bronzowa z główką zakończoną zwojem spiral- 
nym (niegdyś 2-ma), znaleziona w Rudawie (ryc. 
58). Cmentarzyska ciałopalne trwają jak już wie- 
my dalej, także we wczesnej epoce żelaza (okres 
halsztacki). Do wyjątków z tego czasU należy grób 
szkieletowy z ozdobami z bronzu i z żelaza 
odkryty w Kwaczale. 
Śladów osad z epoki bronzu i żelaza do- 
tychczas nie odkryto w okolicy Krakowa. Liczne 
i rozległe cmentarzyska ciałopalne wskazują 
jednak, że okolica ta musiała być wcale ludnie 
zamieszkałą. Widocznie nie zakładano już zie- 
mianek, tylko budowano domy na powierzchni 
ziemi, gdzie zniszczały doszczętnie, lub ślady 
ich nie zostały jeszcze rozpoznane. 
W mlodszej epoce żelaza da Tene) rozwija 
się w ostatnich 500 latach przed nar. Chr. 
w środkowej Europie kultura celtycka odzna- 
czająca się swoistemi wyrobami, wśród których 
broń żelazna szczególniejsze zajmuje miejsce. 


W okolicy Krakowa nie odkryto dotychczas 
śladów tej kultury pomimo, że znalazły się one 
w niezbyt odległym Gorzowie koło Oświęcimia 
(25 sztuk złQtych monet celtyckich) i w Jadow- 
nikach mokrych nad Dunajcem w pow. Dąbrow- 
skim (broń żelazna i t. p.). Snać żelazne wy- 
roby młodszej epoki żelaza, zjedzone rdzą, znisz- 
czały zupełnie, lub dochowały się w tak niepo- 
zornym stanie, że napotkane, nie zwracały uwagi 
przypadkowych zn.alazców. Przyczynił się do 
tego niewątpliwie również niepozoruy wygląd 
ówczesnych grobów. 
Z pierwszych paru wieków po nar. Chr. tylko 
bardzo nieliczne dochowały się ślady, panującej 
wówczas w reszcie Europy kultury pod wp!y- 
wem _ rzymskim, a to z tych samych co poprze- 
dnio powodów. Z czasu tego mamy do zanoto- 
wania ostrze włóczni z Balie (ryc. 58), zapinkę 
z podwiniętą nóżką z jakini Wierzchowskiej 
górnej i takąż zapinkę, oraz 2 metalowe zakoń- 
czenia pasków i grzebień kościany z Mnikowa 
(ryc. 58, fig. 6-8). 
Z wydmy w Zakrzowie pochodzą z tego czasu 
żelazne części fibul, strzałki, ułamki szpil, za- 
pinki i t. p. oraz różnobarwne szklane perełki. 
Odkrycie niedaw
o grobu ciałopalnego z okresu 
rzymskiego w Giebułtowie wykazuje wreszcie, 
że okolica Krakowa także, i w tym czasie była 
zamieszkałą. a doty
hczasowy brak zabytków 
jest tylko wynikiem nieposzanowania wyko- 
palisk. 
Monety rzymskie znaleziono w Krakowie 
(z czasów rzeczypospolitej rzymskiej), w Paczuł- 
towicach (Trajana i Hadrjanai, w Wilczkowieach 
(Trajana) i w Bierzanowie 
 denar Karakalii). 
Większą ilość zabytków posiadamy dopiero 
z okresu słowiańskiego t. zw. grodziskowego. Rzu- 
cają one jednostronnie i niezbyt wiele, ale zawsze 
cokolwiek światła na zagadkowe i pełne tajem- 
niczego uroku dzieje ziemi krakowskiej w koń- 
cowym okresie przedhistorycznym i wczesno-histo 
rycznym (IX-:
a wiek po Chr.). Są to prze- 
cież czasy z któremi wiążą się podania o Kraku, 
Wandzie i o synie Kraka, których mogiły wieść 
gminna widzi w wyniosłych, sztucznie usyp a- 
nycl;1 kopcach, stojących na Krzemionkach wPod- 
górzu (ryc. 59), w Mogile i w Krakuszowicach. 
'Vedług różnych przypuszczeń kopce te zo- 
stały usypane dla celów obrzędowych, sądowych, 
obronnych, obserwacyjnych, lub jako drogo- 


1 2 7
		

/00030.djvu

			...

>


 \t
+ 
!\,.

 
0 
 ,
 
, ,:"'.:L:.. 
, , ......£'C. .I;:..\ ... . '
-., .. 
'""'-'
"t:1:2:::-";",:...L.[\' 

 __....: '.it., \.'t\ ....., .fI" 
, ",,-łI- """'a......... "'_....- <;; ..0 .,'....100(. , II>\: 
'I 
...-,.,.;;. .........:.'J:_'{.,'....(
",.
 -""':'.:- .....u ' 
:"'\ '-
'" 

"" ",U 
.... 
.:' , ..... ....K. ; 
. 
'..:
.'" .'<[ '1).. '..

..:4.
1 -;:" 
. "",

: . ,,
--f:

..,',
 
. -, ''''''4 r '-11:.
' " 
'_ .' .. 
-t.
.\.. .,.. 
,'"'" -
 , U-.. 
rF ......... '",,%;::
 .'
 


wsk
zy. N aieży jednak mieĆ na uwadze, że 
tylko jakiś bardzo niezwykły i ważny powód 
mógł skłonić do ukutecznienia bądź co bądź 
tak dużego przedsięwzięcia jakim było usypa- 
nie owych kopców. Powodem. takim bywają 
w czasach przedhistorycznych niemal wyłącz- 
nie względy religijne, w pierwszym rzędzie kult 
dla zmarłych... 
Okres grodzisko wy to czasy, w których ple- 
mię Wiślan zamieszkiwało już zapewne pier- 
wotne grody na Wawelu, w Tyńcu i Wiślicy, 


_- ... .."
..
 ':c;"., .
._,'"\-'''''_'''., .,
 
., J:...: . f 
t...' '. _:"'l 
'.i' 7" 0'-\".'1 'i'-<";.::-' -., '" II"" --_ 

. ;,........
- --""
"''''
 
,. 
r:
...
;.-::,,:;1..."""" 


;



 -; , 
. , ... li'" ",""'9, - ,;;.. ::\ I" I,,, . 
'ł"... .... . j ..
_ 


l-i 


Płaza), czaseth haprzemian L. warstw jed.nego 
i drugiego mateIjału, też z dodaniem piasku 
i gliny. Warstwy te wzmocnione przez wypa- 
lenie ich ogniem, tworzyły razem spojone ro- 
dzaj prymitywnego muru i czyniły z wałów 
silne obwarowanie (większość naszych gro- 
dzisk). Kształt grodzisk jest zazwyczaj okrągły 
(Płaza), lub owalny (Tyniec), czasem wieloboczny 
(Poznachowicel. Niekiedy biegną wały w dwu 
rzędach (Poznachowice). 
Grodziska były stałą siedzibą władcó\v ple- 
miennych i ich drużyn, 
a w czasach wojennych 
skupiały także ludność 
okoliczną ku 'własnej 
i grodu obronie. A mu- 
siały to być czasy burz- 
liwe, skoro zachodziła 
konieczność budowania 
warownych osad i skoro 
grodzisk tych tak znacz- 
na dochowała się ilość. 
Główne skupienie ich 
w pobliżu zachodnich 
kresów Polski wskazuje, 
skąd groziło największe 
niebezpieczeństwo. I nic 
dziwnego, że w ziemi 
krakowskiej skutkiem 
swego położenia najbar- 
dziej stąd narażonej,spo- 
tkamy sporą ilość gro- 
dzisk. Najbliżej Krako- 
wa dochowały się grodziska w Tyńcu i w Pk- 
karach, w Czatkowicach koło Krzeszowic, 
w Płazie, Zagórzu i Jaworznie w chrzanow- 
skiem, w Bętkowicach (2), \v Ojcowie (4!), 
w Chełmie i Łapczycy w bocheńskiem, oraz 
w Poznachowicach koło Wieliczki. Niejedno 
z nich było jeszcze zamieszkałe w czasach 
wczesno-średniowiecznych (X- xiI wiek). Gro- 
dziskiem niewątpliwie był także i Wawel, lecz 
ślady jego zniszczyły późniejsze, historyczne 
budowle. Ruiny pobliskich zamków n. p. w Ten- 
czynku, Lipowcu i w Ojcowie stoją też według 
wszelkiego prawdopodobieństwa na miejscu daw- 
nych grodzisk. Do najczęściej spotykanych za- 
bytków na grodziskach należy ceramika, głów- 
nie szczątki naczyń glinianych. Różnią się one 
od wszystkich poprzednich tern, że są zazwy- 


Ryc. 59. KOPIEC KRAKeSA OD STRONY PODGÓRZA (u dołu podmurowanie 
b. wału fortecznego z XIX w.). 


oraz zakładane przy nich osady. Skąpe wia- 
domości, których dostarczają zabytki archeolo- 
giczne, posiadają przeto szczególnie ważne zna- 
czenie dla pradziejów 
olski. Czasy te musiały 
skupić w sobie dużą ilość istotnych sił twór- 
czych, skoro z ich mroków wyłania się niemal 
niespodzianie potężny zrąb państwa Mieszko- 
wego i chrobra postać Bolesława. 
Do nieruchornych zabytków okresu grodzi- 
skowego należą grodziska, t. j. grody obronne, 
zakładane zazwyczaj na wyniosłych i trudno 
dostępnych, z natury przeto już obronnych 
wzgórzach, otoczonych bagnami, lub oblanych 
wodą, Szczyty tych wzgórz równano i umac- 
niano, okalając je dookoła stromemi wałami 
i głębokiemi rowami. Wały sypano z ziemi 
(Chełm, Czatkowice), lub kamieni (Tyniec, 



28
		

/00031.djvu

			czaj bardzo dobrze wypalone i toczone na koie, 
zawsze jednak jeszcze bez polewy. Naczynia 
te ozdobione są charakterystycznym ornamen- 
tem poziomych, rytych linji falistych, lub rów- 
nych. Szczątki tego rodzaju naczyń- spotykamy 
na wydmach (Skawina I i co dziwniejsza znóv. 
w okolicznych jaskiniach, także na miejscu osad 
nie obronnych (Mydlniki) i jako luźne znale- 
ziska, też zapewne osad owych n. p. w Krzeszo- 
wicach i w Sieprawiu. Z okresu grodziskowego 
pochodzą łyżwy z kości z nogi wołu znalezione 
w korycie Rudawy, paciorek z łupku kaolino- 
wego z Modlnicy i dwa skarby, zawierające 
prócz monet z XI w. srebrne ozdoby filigra- 
nowe, (kabłączki skroniowie, zausznice i t. p. 
całe, lub ich fragmenta), charakterystyczne dla 
wczesno-słowiańskiej doby (Bolechowice i Bo- 
chnia). W końcowym okresie przedhistorycznym 
powraca na nowo zwyczaj grzebania ciał zmar- 
łych. Z czasu tego odkryto cmentarzysko w Pod- 
górzu. Jeden z wielu znalezionych tu szkieletów 
miał piszczele włożone w obręcz żelazną, obok 
niego znaleziono grot żelazny. W samym Kra- 
kowie u zbiegu ulic św. Anny i Jagiellońskiej 
odkryto w znacznej głębokości grób szkieletowy 
z czerepkami naczyń typu grodziskowego, przy 
ul. św. Jana, przy kopaniu fundamentów (dom 
G6tza) szkielet ludzki i konia oraz 8 naczyń. 
Podobne naczynia znaleziono na rogu ul. św. 
Jana i rynku, przy ul. Mikołajskiej, Gołębiej, 
oraz w pobliżu kościola Reformatów. Są to prze- 
ważnie już średniowieczne znaleziska o przeżyt- 
kowym charakterze grodziskowym i pochodzą 
z t. zw. ofiar przy zakładzinach. - Na Wawelu 
odkryto też wiele, bardzo charakterystycznych 
i pięknych zabytków ceramiki grodziskowej, 
których typy sięgają począwszy od okresu gro- 
teskowego aż po wiek XVII, doznając tu w końcu 
wyjątkowego rozwoju i uszlachetnienia form 
przez ulepszenie rysunku i zastosowanie barwnej 
polewy. - Tyle wykopaliska. 
Wiadomości o założeniu i o pierwotnych 
dziejach Krakowa, przekazane w znanych po- 
daniach i w opartych na nich zapiskach średnio- 
wiecznych kronikarzy i dziejopisarzy, należy 
przyjmować z wiarą, na jaką zasługuje charakter 
tego rodzaju informacji. Nie należy odnosić się 
do nich z bezwzględnem zaufaniem, nie po- 
winno się ich jednak odrzucać w zupełności, 
biorąc ducha ich pod uwagę a nie dosłowną 


treść. leżeli howiem /.ałozenie Krakowa sięga 
rzeczywiście odleglęjszych czasów (między VI - 
IX wiekiem), to trudno wymagać, aby wiado- 
mość o tym fakcie i o towarzyszących mu oko- 
licznościach mogła się była dochować inaczej, 
jak tylko w opowieści z ust do ust podawanej, 
przekręcanej i upiększanej, m09ącej jednak po- 
mimo wszystko przechować samo jąderko 
prawdy - o założeniu. Ponieważ /.aś jak się 
okazało, Krak nie jest zmyślonem imieniem, lecz 
także później używanem, więc i nazwa Krakowa 
może pochodzić od jakiegoś Kraka, który go 
założył. Z podanej przez Długosza wiadomości 
o kościółku św. Feliksa i Adaukta wynika, że 
na Wawelu wznosiła się świątynia pogańska. 
N a .innem miejscu mówi on wprost, że na jakiejś 
skałce koło Krakowa (jak się zdaje św. Stani- 
sława) składano przy jeziorku ofiary bałwanom. 
Obydwie wiadomości są godne uwagi. Cofają 
one bowiem historję tych miejsc w czasy przed 
przyjęciem chrześcijaństwa przez Wiślan za- 
chodnich. Już wówczas istniał zapewne jakiś gród 
na Wawelu, najprawdopodobriiej w części za- 
chodniej wzgórza, nad smoczą jamą, stanowiącą 
ukryty dla nieprzyjaciela dostęp do Wisły. Rów- 
nież i inne, podobne jak Wawel skałki, nierzadkie 
na obszarze Krakowa, nadawały się znakomicie 
do osadnictwa i kultu. (Zwierzyniec, Krzemionki) 
Fakt, że tu właśnie wznoszą się najstarsze 
kościółki (św. Salwatora i św. Benedykta), nie 
odbiera zaufania w przekazane tradycją wieści, 
że świątynie te (choć nie w dzisiejszej swej 
formie) zajęły miejsce pogańskich gontyn. 
Jest przeto prawdopodobnem, że w koń- 
cowych czasach przedhistorycznych Kraków był 
już znaczniejszą osadą w kraju zachodnich 
Wiślan, i że tu właśnie znajdował się gród owego 
wojowniczego, pogańskiego, nieznanego imienia 
księcia Wiślan, który w IX wieku »dokuczał 
chrześcijanom i szkody im robił«, aż wreszcie 
pobity został przez Rościsława, księcia Wielko- 
morawskiego. Jeśli grodem tym była jednak 
odleglejsza Wiślica, to ziemia krakowska tem 
bardziej w bliższym jeszcze od niej musiała stać 
kontakcie z państwem Wielkomorawskiem, któ- 
rego początek przypada na koniec VIII wieku. 
Że Kraków na długo przed wiekiem X-tym 
istniał jako znaczniejsza osada, wypływa także 
i stąd, że w wieku X- tym jest już pod nazwą 
tą znany nawet Arabom, grodem, z którego Rusy 


12 9
		

/00032.djvu

			i Słowianie idą z towarami do grodu Pragi. 
Nie mógł się przecież stać odraztl tego rodzaju 
stacją handlową dla kupców jadących z Rusi 
na Zachód. 
Podania kronikarskie i t. p. skąpe infor- 
macje, porównania z sąsiedniemi znanemi sto- 
sunkami i wydedukowane z garstki tych wia- 
domości wnioski, - to wszystko, co pozwala do 
pewnego stopnia dzieje Krakowa w końcowej 
dobie przedhistorycznej i wczesnohistorycznej 
raczej przeczuć, aniżeli skreślić ich realny obraz. 
Jeszcze dawniejsze, przedhistoryczne dzieje na- 
szego miasta i jego okolicy, których szkic po- 
daliśmy poprzednio, nawet tego nie posiada. 
Pozyskaliśmy go natomiast na podstawie za- 
bytków kultury materjalnej, bezpośrednich świad- 
ków owych pradziejów. Nie są one źródłem 
wiadomości ani o poszczególnych zdarzeniach, 
ani też nie mówią nam o dziejach narodów, 
o wybitnych osobistościach i nie podają nam 


ich imion. W świetle ich uzyskujemy tylko 
ogólny obraz rozwoju stosunków kulturalnych, 
przedewszystkiem kultury materjalnej w czasach, 
o których milczy historja pisana ręką człowieka. 
Wiadomości, które posiadamy o tych pra- 
dziejach, bardzo są jeszcze fragmentaryczne, 
ilość wykopalisk nieduża. Niestety, set"-ami giną 
one rokrocznie bez śladu, skutkiem nieuwagi 
i lekceważenia ich przez przypadkowych zna- 
lazców, lub tracą swą wartość przez samowolne 
i nieumiejętne poszukiwania amatorów. Należy 
przeto szanowaĆ' krajowe wykopaliska i natych- 
miast po przypadkowem odkryciu (najczęściej 
w polu lub ogrodzie), zabezpieczyć je przed 
zniszczeniem lub rozproszeniem i niezwłocznie 
uwiadomić o tern muzeum, lub fachowego ba- 
dacza. Tylko bowiem na podstawie specjalnej 
wiedzy i doświadczenia można odcyfrować te 
dokumenty przeszłości, złożone ręką człowieka 
w łonie ziemi. 



:fr6
Q)
 


-JERZY DOBRZYCKI 


ODI(RYCIA I \\Ty'I(OPALISI(A NA WAvVELU 


L 


Wieści o nowych odkryciach, dokonanych 
w ciągu ostatnich lat w murach zamku wawel- 
skiego, poruszyły żywo z łatwo zrozumiałych 
przyczyn opinję całego społeczeństwa; wszakże 
cennym staje się każdy nowy promień ś,\'iatła, 
mogący rozjaśnić nasze stosunki historyczne, 
artystyczne i kulturalne zamierzchłej epoki 
pierwszych Piastów, organizujących młode pań- 
stwo ze stołecznego dworzyszcza na Wawelu. 
To też z należytem zainteresowaniem przyjęto 
w r. 1917 wiadomość o odkryciu i odgrzebaniu 
prastarej świątyni N. Marji P., później poświę- 
conej wezwaniu śś. Feliksa i Adaukta. Dziś 
nie omieszka już nikt pominąć przy zwiedzaniu 
Krakowa świątyńki tej, odnowionej i częściowo 
zrekonstruowanej, na murach swych noszącej 
pył tysiącletni. Świeżo znów naukowa rozprawa 
odnowiciela Wawelu prof. Szyszko-Bohusza l 
l Rocznik krak., t. XIX. 


13 0 


przynosi rezultat badań nad innemi wykopalis- 
kami, stanowiącemi szczątki katedry romańskiej 
oraz budowli warownych i mieszkalnych z XI 
wieku. Wobec tych wszystkich, niezwykle do- 
niosłych odkryć, dokonanych w ostatnich latach 
przez znakomitego kierownika odnowy, staje 
dziś nauka polska wobec przeświadczenia, iż od 
czasów rozwiązania przez Ś. p. prof. Sokołow- 
skiego zagadki ruin na Ostrowiu jeziora Lednicy, 
równie ważnych problemów w dziedzinie hi- 
storji sztuki i kultury nie było. 
Odkrycie i zbadanie murów kościółka ss. 
Feliksa i Adaukta pod jesień 1917 r. stanowiło 
nie zwykłą niespodziankę. Że kościół ten istniał 
niegdyś na Wawelu, wiedziano z opisu doko- 
nanego przez Długosza w »Liber Beneficiorum«, 
który mieni go okrągłym i wysokim, zbudowa- 
nym prastarym sposobem z kamienia, przyczem 
miał on niegdyś służyć bogom pogańskim. Tu 
i ówdzie rozsypane wzmianki, z początkiem
		

/00033.djvu

			wieku XVI ustały zupełnie - i odtąd też wszelki 
ślad o kościółku i prebendzie zaginął. Dopiero 
przy sposobności porządkowania najmniej na 
oko ciekawej południowej części zachodniego 
skrzydła pałacu, w którem niegdyś mieściły się 
kuchnie królewskie i podrzędztwo, a nie mają- 
cego jak wiadomo od początku renesansowych 
krużganków, natrafiono na starożytne 
mury okrągłe, uważane zrazu za część 
warowni, później zaś po całkowitem od- 
grzebaniu i naukowem zbadaniu okre- 
ślone jako część znanej z Długosza 
świątY1iki (I-Yc. 60). Odkrycie jej nie 
było rzeczą zbyt łatwą, zachowany bo- 
wiem fragment, stanowiący dolną część 
murów kościółka, znalazł się, z wyjąt- 
kiem małej partji utopionej w ścianach 
parteru, pod poziomem podłogi sal par- 
terowych, sięgając głęboko pod ziemię. 
To tak niezwykłe usytuowanie stojącej 
ongi wolno budowli wewnątrz murów 
późniejszych zabudowań dostatecznie 
już stwierdzało jej dawność, l>ogrążenie 
zaś na kilka metrów pod dzisiejszy 
poziom podworca powstało wskutek 
sLtucznego nadsypania ziemią terenu 
przy budowie renesansowego pałacu 
\V początku XVI w. Kościół odkopany 
po zdjęciu podłóg w salach parteru 
skrzydła zachodniego przedstawił się 
jako budynek okrągły o średnicy 4'80 m, 
z przypierającemi doń z czterech stron 
półokrągłemi absydami o promieniu 
1"40 m, wysokich na 6 m. Ponad absydy 
te, sklepione niegdyś konchowo, wzno- 
siły się niezachowane dziś mury zasad- 
nicLej cylindrycznej budowli, conaj- 
mniej wysokości 10 m ponad dawną posadzkę, 
noszące u szczytu sferyczne sklepienie kształtu 
kopuły. Tym sposobem powstała budowla cen- 
tralna o rzucie koła z czterema przylegają- 
cem'i doń półkolami absyd, co nadawało jej 
kształt krzyża równoramiennego czyli t. zw. 
greckiego, lub jakoby czworolistnej koniczyny. 
Dwoje drzwi znachodziło się w murach tej nie- 
wielkiej przestrzeni: jedne, umieszczone niegdyś 
zapewne w północno- wschodniej absydzie prowa- 
dziły na zewnątrz, drugie, dotąd dobrze zacho- 
wane, półokrągło u góry przesklepione, znajdu- 
jące się w filarze południowo-zachodnim pomię- 


dzy dwiema absydami, były wejściem do osobnej 
małej półokrągłej przybudówki, zapewne zakry- 
stji. Okna pomieszczone w absydach oraz niegdyś 
zapewne w górnej części budowli cylindrycznej 
pod kopułą, były, jak widać z jednego dobrze 
zachowanego, dość duże i przesklepione również 
półkolisto. Cała budowla wykonana została z je- 


': 

i 


; 



 


',- 
.... 
, 


, : ,'
 
11 
"- 
, 


-
 


'" 


Ryc. 60. ŚWIĄTYNIA ŚW. FELIKSA I ADAUKTA 
NA WAWELU. 


dnolitego materjału: jest nim piaskowiec, z grub- 
sza młotkiem obrobiony, ułożony w cieńkie 
warstwy spojone niezwykłą zaprawą z czystego 
wapna bez domieszki (ryc. 61). Sam kamień po- 
chodzi z pokładów, które najbliżej Krakowa 
występują w okolicy Wieliczki. Grube kamienne 
ściany wyprawione były wewnątrz tynkiem i po- 
białą, która na zewnątrz pokrywała jedynie, jak 
się zdaje, glify okienne. Posadzkę stanowiły 
płyty kamienne, podobne do użytych przy bu- 
dowie murów. Zewnątrz nosił niegdyś budynek 
niezawodnie nad główną kopułą stożkowy dach 
gontowy, podobnie' pokryte być musiały kon- 


13 1
		

/00034.djvu

			. 


chowe sklepienia absyd.. - Nie dziw, iż widok 
odgrzebanych z pod wielowiekowego pyłu mu- 
rów, sam pI-zez się nasunął pytanie. jaką jest ich 
geneza i historia. Sprawę tę, tak doniosłą dla 
nauki polskiej, postarał. się rozwiązać sam od- 
krywca profesor Szyszko-Bohusz. W rozprawie 
swej (Rocznik krakowski tom XVIII) prze- 
prowadza z głęboką erudycją analizę fachową 
i naukową murów, stawia własną tezę od- 
nośnie do początków budowli, a na podstawie 
rozrzuconych tu i ówdzie materjałów histo- 
rycznych kreśli jej dzieje aż po dni 
zisiej- 
sze. Wszystko, zdaniem prof. Bohusza, prze- 
mawia za odległą jej starożytnością: stwierdza 
ją choćby przekaz Długosza, iż była »idolis 
quondam dicata(, oraz wezwanie jej pierwotne 
N. Marji P., nadawane ongi na ziemiach na- 
szych tym kościołom, które stawały wprost 
w miejscach świeżo zmytych wodą Chrztu św., 
obok wezwali świętych Michała, Jerzego lub 
Piotra i Pawła. Bez porównania ważniejszą atoli 
okazała się naukowa analiza samychże murów. 
Materjał ich, piaskowiec, sprowadzony z dość 
daleka, zaprawa z czystego wapna, przeskle- 
pienie łuków IV sposób całkiem wyjątkowy przez 
ułożenie ich z warstw kamienia jednostajnie 
pochylonych, zbiegających się w środku w ka- 
nafas czyli jodełkę - wszystko to świadczy za- 
równo o dawności budowli, jak i o dość niskiej 
kulturze i prymitywiźmie jej twórców. W zu- 
pełne m atoli przeciwieństwie z nieudolnością 
techniki stanął jednolity i piękny pomysł kon- 
strukcyjny budowli centralnej. Ten typ archi- 
tektoniczny, zajmując się wcześnie poważnemi 
zagadnieniami konstrukcji sklepiennej, rozpow- 
szechnia się zwłaszcza w epoce wczesno-chrze- 
ścijańskiej na Wschodzie, w Persji, Syrji, Ar- 
menji, a wycisnąwszy niezatarte piętno warchi- 
tekturze Bizancjum, nadał jej po wsze czasy swo- 
isty charakter. W przeciwieństwie do Wschodu, 
rozmiłowanego w centralnym kształcie, rozwija 
się wczas na Zachodzie budowla podłużna o sy- 
stemie bazylikowym, który później stanie się 
wszechwładnym dla architektury chrześcijańskiej 
na rozległym szmacie dziejów od romanizmu 
do baroku. Niemn;ej jednak nie brakło i na 
Zachodzie budowli o typie centralnYn:ł - a w są- 
siednich Czechach i Morawach odegrały one 
w epoce romańskiej rolę wybitną. Zwłaszcza 
kościoły okrągłe z jedną absydą półokrągłą były 


13 2 


typem ulubionym; do dziś dotrwały w samej 
Pradze trzy takie świątyńki, z tych najsłyn- 
niejsza na \Vyszehradzie; nadto sporadycznie 
rozsiane są one w krajach austrjackich , M6- 
dling, Hartberg, St. Lambrecht). Nie brakło 
ich kiedyś i u nas; w samym Krakowie istniał 
kościół tego kształtu na Skałce, gdzie wraz 
z późniejszym gotyckim kościołem musiał ustą- 
pić w XVIII w. nowej dzisiejszej budowli. Do wy- 
bitniejszych zaliczał się też kościół na Łysej 
Górze i dość liczne w Wielkopolsce. O ile jednak 
w Czechach i Polsce małe te świątynie miały za 
cel głównie służyć wszelkim potrzebom kultu 
kościelnego, o tyle podobne do nich małe cen- 
tralne budowle Południa i Zachodu były wzno- 
szone w celu dopełniania w nich jednej tylko 
jego funkcji-mianowicie sakramentu Chrztu św. 
Przyjmując na podstawie rozważań nauko- 
wych wschodnią proweniencję ogólnego cen- 
tralnego typu, reprezentowanego przez rotundę 
wawelską, a biorąc pod uwagę prymitywny 
jeszcze bardzo sposób budowania tejże - przy- 
chodzi prof. Bohusz do wniosku, iż tak budo- 
wać nie mogli zorganizowani w szeregi zakonne 
budowniczowie Zachodu, lecz tylko dorywczy 
przybysze z ziem o kulturze wschodniej, gdzie 
pano'wał ogólnie centralny typ kościoła. Możli- 
wość oddziałania tu wpływów z Rusi, ulega- 
jącej przy końcu pierwszego tysiąclecia wpły- 
wom kultury bizantyńskiej, zdaje się wykluczać 
okoliczność, iż zabytek nasz niema nic w technice 
murów swoich bizantyńskiego; niema on ani ty- 
powego materjału budownictwa bizantyńskiego, 
cegły, ani typowej zaprawy. wapna z domieszką 
miału ceglanego. Raczej więc należałoby szukać 
drogi, którą przywędrowała na Wawel twór- 
cza myśl, przejawiona w murach odkrytej świą- 
tyńki nie od Wschodu, lecz raczej od Południa- 
drogi prowadzącej z państwa, które ulegając 
wprawdzie wpływom Bizancjum, potrafiło jednak 
wyrobić sobie własną kulturę budowlaną, nie 
naśladując ślepo techniki bizantyńskiej. 
I w tem miejscu kieruje się wzrok badacza 
w stronę silnej organizacji państwowej Wielko- 
morawian, poczętej przez ochrzonego już Moj- 
mira (-1- 846), a; kontynuowanej przez następców 
jego Rościsława (t 870), szukającego oparcia 
o Bizancjum i wzywającego w r. 862 Cyryla 
i Metodego na apostołów obrządku słowiań- 
skiego, oraz Świętopełka ('f 894), przyłączają-
		

/00035.djvu

			tego do paf1stwa swego pogaf1ską jeszcze zie- 
mię Wiślan z Krakowem. A choć wkrótce 
potem, bo już w r. 906 Madziarzy zadają cios 
młodemu państwu, tD jednak mimo oderwania 
części południowej mogły zachować się w pół- 
nocnej połaci państwa wraz z Krakowem wiel- 
komorawskie tradycje w polityce i religii aż 
po rok 999, w którym Kraków z ziemią Wiślan 
stał się częścią państwa polskiego, zdobyty orę- 
żem Chrobrego. I t1a ten 
właśnie okres przynależe- 
nia do państwa wielkomo- 
rawskiego, t. j. na koniec 
rx w. lub X wiek, nazna- 
czył prof. Bohusz czas po- 
wstania świątyni, zbudowa- 
nej w siedzibie wychrzczo- 
nego księcia przez misjo- 
narzy obrządku słowiań- 
skiego na miejscu bałwo- 
ch\\Talni i udarowanej przez .,!o 
nich wezwaniem N. Marji 
P., podobnie jak kościół 
Dąbrówki na Ostro\viu Le- 
dnicy. A że po wystawieniu 
mogły się zerwać węzły mi- 
svjne i nastąpić reakcja po- 
gańska - z nalazłyby wyja- 
śnienie słowa Długosza 
»idolis quondam dicata{(. 
A zatem około tysiąc 
lat byłoby wyryte na mu- 
rach wygrzebanej z pomro- 
ki zapomnienia świątyni, 
pamiętającej jeszcze naro- 
dziny państwowości wstępującego na arenę dzie- 
jów Europy narodu. Czy tak jest istotnie? Nie ła- 
twa to rzecz w dzisiejszym stanie wiedzy pewnie 
rozstrzygnąć tak lub nie. Składa się na to 
zwłaszcza mała znajomość epok, przedzielonych 
od nas przepaścią wieków, oraz brak materjału 
porównawczego na miejscu w Polsce. W każ- 
dym razie wszystko zdaje się na to wskazywać, 
iż choćby nawet świątynia nie powstała w X 
wieku, data jej wzniesienia nie da się prze- 
sunąć poza XI wiek. Znakomity specjalista 
sztuki wschodniej prof. Strzygowski z Wiednia, 
który badał odkrytą budowlę zaraz po jej od- 
kopaniu, określił ją jako klasyczny przykład 
tetrakonchy, której typ zrodził się w pierw- 



 
 


szych wiekach po Chrystusie w Armenji, skąd 
potem z wędrówkami Gotów rozszedł się po Eu- 
ropie; był też skłonny zabytek nasz datować 
zrazu na czas VI-IX wieku, później jednak 
w dziele swem »Die Baukunst der Armenier« 
I 9 18, t. II) datowanie przesunął na czas póź- 
niejszy. Przeciw hipotezie prof. Bohusza o wiel- 
komorawskiej proweniencji budowli wystąpił 
prof. uniw. lwowskiego Dr. Abraham, opierając 
się na badaniach uczonych 
czeskich, dowodzących, iż 
zbyt niski stopień kultury 
Wielkomorawian w tak za- 
mierzchłej epoce nie do- 
zwolił im jeszcze stworzyć 
własnego typu budowli ko- 
ścielnej, stąd też genezy 
okrągłych świątyń czeskich 
szukać należy raczej poza 
granicami Czech, przede- 
wszystkiem w Niemczech. 
Zarówno apostołowie Cy- 
ryl i Metody, jak i ich ucz- 
niowie byli laikami w sztu- 
ce murowania, zajmującej 
się nadto trudnym proble- 
mem sklepienia kopuł. A po- 
nieważ w czeskich okrą- 
głych kościołach występuje 
zazwyczaj tylko jedna ab- 
syda, a nie cztery jak na 
Wawelu, przypuszcza prof. 
Abraham, iż raczej szukać 
dla niej wypada pierwo- 
wzoru w. Kolonji, w tamtej- 
szym Kapitolu z czasów rzymskich, budowli 
o czterech absydach. Wobec bardzo żywych 
stosunków, zwłaszcza ko
cielnych, Po!ski z Ko- 
lonją w XI wieku, łatwo nawet przypuścić, iż 
nie kto inny, jeno Aron biskup krakowski 
i siostrzeniec Kazimierza Odnowiciela, tamże 
przez wuja jego na biskupa wyświ.ęcony i stam- 
tąd do Krakowa przybyły, mógł jej plan do 
Polski przeszczepić. 
Ciekawym przyczynkiem, usiłującym roz- 
. jaśnić początkowe przeznaczenie wawelskiej 
budowli, jest nowo ogłoszone przez prof. Bo- 
husza w 19 t. Rocznika krakowskiego uzupeł- 
nienie poprzedniej pracy, Wskazawszy namożli- 
wość stosunków Wielko mora wian z ludami nad 


.7;' . 



 "' 


..-..:r- 

 
-. 
t 
--
 
.-;. - 
L'i'L 
 i

Hi._.
 ,"'" _ '.' 


Ryc. 61. 
FRAGMENT ZEWNĘTRZNEGO MURU 
POŁl'DNIOWO - WSCHODNIEJ ABSYDY 
\VRAZ Z OKNEM. 


.. 


" 


k 


-t' 


- , 
, 
I 
I 
f 


.... 


,:...o;
 \\
 

\Vl \ '- 
'" \.\
 

. 


5 


- ;"-: 




>' 



 


... ot,. 



 


133
		

/00036.djvu

			Morzem Czarrteth, przedstawia autor odkryte 
niezbyt dawno w Chersonezie Taurydzkim 
szczątki bazyliki katedralnej z VII. w. i nieco od 
niej wcześniejsze baptysterjum. Budynek tegoż 
ma plan uderzająco podobny do rotundy wa- 
welskiej: jedynie miast czwartej absydy widnieje 
kwadratowy przedsionek, a absyda naprzeciw 
położona jest nieco większa od dwóch pozosta- 
łych. W kamiennem tern baptysterjum, niegdyś 
bogato zdobnem, ochrzony był prawdopodobnie 
Włodzimierz ks. kijowski. Słusznie też, acz 
z powściągliwością, zapytuje autor, czy i nasz 
budynek nie miał ongi przeznaczenia kościoła 
chrzcielnego, przyczem mógł nawet znacznie 
wyprzedzić budowę pierwszej katedry, wznie- 
sionej po roku 1000 przez Chrobrego. Tezy 
tej broni gorąco w tymże samym wydawnictwie 
wybitny badacz zabytków przeszłości Dr. J. 
Muczkowski w dłuższym artykule, objaśniając 
ważność ceremonji chrztu, dokon'ywanej przy 
katedrach na dorosłych katechumenach przez 
biskupów przez zanurzenie ich w wodzie w ba- 
senie baptysterjum. Jako plan narzucał się nie- 
omal sam kształt tetrakonchy z basenem po- 
środku i przysłonionemi absydami, służącemi 
za,rozbieralnie; ten też typ występuje dość licznie 
w kościółkach chrzcielnych Włoch i Francji. 
Jakie zaś znaczenie przywiązywano do tych 
budowli, dowodzi żywot św. Ottona, apostoła 
Pomorza, gdzie przy nawracaniu tej ziemi wzno- 
szono na prędce 'drewniane chrzcielnie, z wpusz- 
czonemi w połowie w ziemię kadziami, w których 
poganie przyjmowali chrzest. Stwierdziwszy 
zatem istnienie analogicznych budowli o prze- 
znaczeniu chrzciel
em, można z dużą dozą praw- 
dopodobieństwa orzec, że i wawelska świątyńka 
to przeznaczenie miała od początku. Kiedy 
jednak i za czy jem pośrednictwem wzniesione 
zostały jej mury - jak na teraz trudno z pe- 
wnością twierdzić. Dr. Muczkowski wskazuje 
z jednej strony na możliwość przeszczepienia 
typu. baptysterjum chersoneskiego za pośredni- 
ctwem 'córki Włodzimierza Wielkiego tamże 
ochrzczonego, znanej pod mianem Dobronegi 
JVIarji, poślubionej w r. 1038 lub 1039 Kazi- 
mierzowi Odnowicielowi, z drugiej jednak strony 
skłania się raczej do przypuszczenia, iż we Wło- 
szech -szukać należy ojczyzny wawelskiego za- 
bytku. Do wniosku tego dochodzi, biorąc pod 
uwagę bardzo żywe stosunki Bolesława Chro- 


1,.34- 


brego z Włochami na przeiomie wieku x: i Xl, 
oddziaływujące za pośrednictwem klasztoru ś. 
Aleksego na Awentynie j ś. Wojciecha oraz 
Ąstryka ucznia jego i opata klasztoru w Łę- 
czycy. Hipotezy tej, wypowiedzianej już poprze- 
dnio przez prof. Abrahama, który jednak odrzucał 
stanowczo przeznaczenie chrzcielne kościółka, 
broni żywo,popierając równocześnie tezę pierwo- 
tnego baptysterjum: przemawia za tem forma 
tetrakonchy, pospolita we \vłoskiLh baptyste- 
rjach, że zaś technika' jej, jak to wykrył prof. 
Bohusz, nie jest ani bizantyńska ani rzymska 
lecz wprymitywiźmieswymcałkowicieodrębna- 
zdaje się być bliskiem prawdy przypuszczenie, 
iż kościółek został zbudowany na podstawie 
planu przyniesionego za Chrobrego z Włoch, 
przez miejscowych krakowskich murarzy, nie 
umiejących jeszcze pięknie obciosywać kamieni, 
dobrą zaprawą ich wiązać, ani też należycie 
przesklepiać. 
Tak przedstawia się dziś ważne i ciekawe 
zagadnienie genezy rotundy wawelskiej. Cokol- 
wiekbądź jednak wypowie o niej jeszcze nauka, 
jedno zdaje się nie ulegać wątpliwości, miano- 
\vicie, i:t wiek jej sięga wstecz poza połowę 
XI stulecia. O ile zagadnienie powstania jej i oko- 
liczności, w jakich to nastąpiło, jest trudnem 
do rozwiązania dla nauki, która jeszcze nie 
wyrzekła tu ostatniego słowa - o tyle później- 
sze jej dzieje zostały wykryte i zbadane przez 
prof. Bohusza z zupełną dokładnością. Świą- 
tyńka wzniesiona kiedyś na przestrzeni lat od 
schyłku IX. w. aż po połowę XI w. i poświęcona 
wezwaniu N. Marji P., przetrwała bez zmiany 
aż po rok 124 I, W którym, wedle roczników, wo- 
jowniczy i przedsiębiorczy książę Konrad Ma- 
zowiecki w okresie sporów o tron krakowski 
i walk z Tatarami, zająwszy zamek, wzniósł tu 
nowe fortyfikacje, inkastelując kościół N.1'vIarji P. 
czyli naszą rotundę i kościół św. Gereona, a na- 
stępnie łącząc je silnym murem obronnym, od- 
cinającym wschodnią część wzgórza wawelskiego 
na rodzaj wyższego zamku. Mur ten zachował 
się do dziś prawie w całości, utopiony w póź- 
niejszych budowach. Tym sposobem kościółek 
przemieniony w narożną basztę warowną, spro- 
fanowal1Y rozgwarem rycerstwa, popadł w za- 
niedbanie, z którego wydobył go dopiero król 
Kazimierz Wielki około r. 1340. Przebudowu- 
jąc w tym czasie zamek i nadając mu no\vą
		

/00037.djvu

			godną siebie szatę, król odnowił kościółek opusz- 
czony, ujęty odtąd dwoma skrzydłami nowego 
zamku. W południowo-zachodniej absydzie wsta- 
wił niewielki ganek wsparty na kroksztynach 
kamiennych, dotąd częściowo zachowanych, two- 
rząc tu oratorjum, skomunikowane może z swoim 
sypialnym pokojem, w którym miał umrzeć wedle 
Janka z Czarnkowa, podającego tę właśnie salę 
w południowej części zamku, czyli w okolicy dzi- 
siejszego kościółka. Zmieniło się też stare we- 
zwanie; na rynku krakowskim stanęła tymcza- 
sem wspaniała świątynia N. JVI P. - odnowiony 
przeto kościółek poświęcono wezwaniu dwóch 
męczenników rzymskich, czczonych w Kolonji, 
śś. Feliksa i Adaukta. Odtąd przetrwała staro- 
żytna świątynia bez zmiany aż po rok I S I7, 
,'" którym inny znakomity budowniczy na tronie, 
król Zygmunt I, wznosząc w miejsce starych go- 
tyckich budynków nowy, iściekrólewski,renesan- 
sowy pałac, począł w okolicy kościółka budować 
nowe skrzydło, mające pomieścić kuchnie kró- 
lewskie od południa, a mieszkanie podrządcy od 
północy. Wtenczas to nie naruszono wprawdzie 
sędziwych murów kościółka, utonęły one jednak 
zupełnie w maśie nowego skrzydła, które też 
uczyniło je zupełnie z zewnątrz niewidocznemi. 
Wtedy też nastąpiła adaptacja starego budynku 
na cele świeckie, przedzielono rotundę skle- 
pieniem na dwie kondygnacje, z których niższa 
stanowiła część parteru, górna zaś - część I pię- 
tra nowego gmachu. W miejsce zniesionego ko- 
ściółka król rozpoczął w r. I S 19 budowę naj- 
świetniejszego klejnotu renesansu w Polsce- 
kaplicę Zygmuntowską przy katedrze. W takim 
stanie stopienia się niejako starej kaplicy z bu- 
dynkiem XVI wieku, dotrwały jej mury aż po 
początek XIX 'v. W r. 1806 wojsko austrjackie 
objąwszy w swe posiadanie dawną rezydencję 
królów, przemienia skrzydło zachodnie na szpital, 
a chcąc uzyskać regularne koszarowe sale, nowi 
budowniczowie wyrębują bez litości stare mury 
gotyckie i renesansowe wraz z zachowaną w nich 
dotąd w całości prastarą rotundą. Jedynie dzięki 
tej okoliczności, iż nowy szpital zbudowano bez 
piwnic, zdołał się zachować fragment jej leżący 
pod terenem od XVI w., oraz jedna z absyd w całej 
swej wysokości, dzięki zachowaniu gotyckiego 
muru, w którym była schowana. Dopiero austrja- 
ckich kilofów trzeba było, byto co wszystkie czasy 
z prawieku uchowały - zniszczyć i zburzyć. 


. 
I tylko dolna część zabytku, ukryta przed oczyma 
wandalów pod powierzchnią ziemi, zdołała do dni 
naszych dotrwać i dziś wykryta i odnuwiona 
twórczą myślą architekta i uczonego, staje przed 
nami, jak ongi przed laty, gdy w jej murach 
gościł może król-mocarz, Bolko Chrobry 
brzemieniem wieków czcigodna i wielka. 


II. 


Zachodnie skrzydło pałacu królewskiego, 
w którego napozór tak nieciekawej części po- 
łudniowej odkryto kościółek śś. Feliksa i Adau- 


t' 


o);. 
... 
 
".-.- 


........._"'- 


... 

 " .;I:: 
::' "" . 4. 
x
- . 
. .- 
 
 /.. -ł \ to 
t 
. .. . 

 
 



l
' 
-
 


. . 
"": '\ 

 .
 
\:", 


.--.... 


Ryc. 62. KAPITEL znaleziony wśród resz- 
tek romańskiej bazyliki na Wawelu. 


kta, uchowało w północnej swej połaci dość 
sporą ilość fragmentów prastarych budowli, ukry- 
tych w głębi fundamentów renesansowego pa- 
łacu, który w tej części począł być wznoszonym 
w samym początku XVI wieku. Odkrycie ich 
i naukowe zbadanie przypadło znów w udziale 
odnowicielowi Wawelu prof. Szyszko - Bohu- 
szowi. Praca jego, umieszczona w 19 tomie 
Rocznika krakowskiego, zajmuje się szczegółowo 
odczytaniem z przedwiecznych okruchów tego, 
co od-::zytać z nich może jedynie znakomity 
fachowiec, głęboką erudycją obdarzony. 
N a ślady szczątków' romańskich budowli 
natrafiono już w tern miejscu w r. 1914; na- 
potkano wtedy w okolicy dzisiejszych głównych 
schodów pałacu dwa łukowe fragmenty muru 
romańskiego, będące resztami dwóch absyd ko- 
ścielnych, nadto w gruzie znaleziono fragmenty 
baz i trzonów romańskich kolumn, oraz jeden 
dość 
zdobny typową rzeźbą plecionkową ka- 


135
		

/00038.djvu

			. 
pitel (ryc. (2). W absydzie północnej znaleziono 
nawet reszty mensy ołtarzowej. Nie umiano 
jednak wtenczas ocenić w całej pełni znaczenia 
wykopaliska; wskutek posługiwania się staremi 
i niedokładnemi .planami, po wrysowaniu w nie 
obu absyd, okazało się, iż wszystkie te reszty, 
acz z jednej epoki pochodzące, nie należą do 
jednej budowy, wobec nieregularnego ustosun- 
kowania się względem siebie obu odkrytych 
absyd. Ten wynik pobieżnych badań skorygo- 
wały dopiero prace przeprowadzone w latach 
1918-20, które stwierdziły zupełną błędność 
poprzednich wnioskowań, oraz doprowadziły 
do nowych poważnych odkryć. Po zastosowaniu 
ścisłych planów okazało się, iż obie absydy 
leżą na jednej linji -:- a co więcej, odkryto mię- 
dzy niemi reszty środkowej większej absydy, 
poprzedzonej kwadmtowem presbiterjum, pod 
którem znaleziono reszty krypty podziemnej, 
wspartej niegdyś na d\vóch szeregach kolumn, 
dźwigających ongi sklepienie - jak przypuszcza 
pro£: Bohusz - krzyżowe z gurtami i żebrami. 
Tym sposobem ujawniła się typowa absydjalna 
część orjentowanego kościoła romańskiego, zktó- 
rego odnaleziono nadto mury bocznych ramion 
nawy poprzecznej czyli transeptu, reszty bo- 
cznych murów przednich naw kościoła, fun,da- 
menty pierwszych przy transepcie filarów mię- 
dzynawowych, oraz romański mur otaczający 
niegdyś grzebalny cmentarz, biegnący wokół 
murów kościoła. 
Jakże zatem wyglądał niegdyś kościół, któ- 
rego szczątki odnaleziono? Pytanie to rozwią- 
zuje kierownik odnowienia rekonstruując z dro- 
bńych resztek plan pierwotnej świątyni. Oczy- 
wiście rekonstrukcja wschodniej części kościoła 
tj. transeptu i presbiterjum da się ustalić z zu- 
pełnem prawdopodobieństwem; większe nato- 
miast trudności nastręczają nawy przednie, po 
których ostały się tylko bardzo skąpe ułamki 
w sąsiedztwie transeptu. Ośrodkiem i zasadniczą 
miarą wszystkich kościołów romańskich jest 
kwadratowe przęsło na przecięciu się nawy 
głównej z transeptem czyli t. zw. krzyż kościoła. 
W naszym wypadku ma on długość boku 5' 15m. 
Od północy i południa przypierają doń dwa 
przęsła stanowiące ramiona transeptu. Północne, 
lepiej zachowane, pozwala odtworzyć przez ana- 
logję ramię południowe. Mają one na osi swej 
od strony wschodniej po jednej półokrągłej 


13 6 


absydzie, w których niegdyś znajdowały się 
ołtarze; szczątki jednego z nich znaleziono 
w północnej absydzie. Bok północny lewego 
ramieni
 transeptu stanowiły trzy łuki, wsparte 
na dwóch kolumnach o bazach attyckich bez 
charakterystycznych żabek, o trzonach gładkich 
i kostkowych ozdobnych kapitelach, z których 
jeden znaleziono w gruzie. Poza te kolumny 
rozszerzał się transept, tworząc w ten sposób 
wąski (1'20 m) korytarzyk o niewiadomem prze- 
znaczeniu. Zapewne tak samo urządzone było 
prawe ramię transeptu. Od strony wschodniej 
przylegało do krzyża prezbiterjum, oddzielone 
odeń tęczą o dość bogatym profilu cokołu. Było 
ono kwadratowe, tejże wielkości co przęsło krzy- 
żowe, z przylegającą od wschodu większą absydą 
o promieniu 2'25 m., w której niegdyś znaj- 
dował się wielki ołtarz. Prezbiterjum to, wznie- 
sione było nad dawną posadzką reszty koś- 
cioła o 2'20 m; przyczyna tego leżała w umie- 
szczeniu pod niem krypty położonej o 1'30 m 
niżej posadzki tmnseptu. Niewielka ta kaplica 
podziemna miała ośm wolno stojących i dziesięć 
przyściennych kolumienek o bazach attyckich 
i zwykłych kapitelach kostkowych, na których 
wspierało się krzyżowe sklepienie. Wyglądem 
swym musiała ona żywo przypominać kryptę 
Ś. Leonarda pod kościołem katedralnym, acz- 
kolwiek hyła od niej znacznie mniejsza. 
Bez porównania trudniejszem jest zrekon- 
struowanie wyglądu przedniej części kościoła. 
Poza tmnseptem wybiegały ku zachodowi mury 
boczne naw, zachowane dotąd w bardzo niewiel- 
kich fragmentach, z których widać, iż zewnątrz 
otaczały kościół typowe romańskie wąskie li- 
zeny, noszące zapewne u góry fryz arkadkowy. 
J ak zaś wyglądała pozatem ta część kościoła, 
usiłuje wywnioskować prof. Bohusz, opierając 
się na planach podobnych świątyń na Zachodzie 
oraz wnioskując z pewnych dość zresztą nie- 
jasnych śladów na miejscu. Nawa główna, prze- 
wyższająca niższe nawy boczne, miała zapewne 
trzy przęsła równe przęsłu na krzyżu, podobnie 
jak wszystkie typowe średnie kościoły romański<:. 
Wnioskując z położenia zewnętrznych lizen, 
przypuszcza prof. Bóhusz, iż pomiędzy poszcze- 
gólnemi filarami, oddzielającemi nawę główną 
od bocznych, znajdowała się jedna para kolumn, 
podobnych do tych, które znaleziono w pół: 
nocnem ramieniu transeptu. Zachodziłby tu
		

/00039.djvu

			zatem typowy przykład alternacji podpór o rytmie 
dwukolumnowym. Miejsce, w którem wypadała 
fasada kościoła, zdaje się wskazywać osobliwe 
zakrzywienie południowego muru gotyckiego 
skarbca katedralnego, zbudowanego w r. 14 88 
przez biskupa Rzeszowskieg? Zakrzywienie to 
tłumaczy prof. Bohusz wyzyskaniem przez archi- 
tekta skarbca romańskich fundamentów koś- 
cioła.Ponieważ zaś między zakrzywieniemaprzy- 
puszczalnym początkiem pierwszego przęsła po- 
zostaje parę metrow, mogły na tern miejscu 
wznosić się niegdyś dwie wieże, organicznie 
z fasadą związane, z kruchtą pośrodku. 
Zrekonstruowawszy w ten sposób plan, łatwo 
podać wymiary tej niezbyt zresztą wielkiej świą- 
tyni. Była ona bazyliką długą około 30 m; sze- 
rokość naw przednich z murami wynosiła około 
14 i pół m; transept był szeroki około 7 m, 
długi 23 m. Lica zewnętrznych ścian były wy- 
konane z dość starannie obrobionych niewiel- 
kich kostek piaskowca, L większemi blokami 
na narożnikach i lizenach. Pl-zypuszczalna wy- 
sokość nawy głównej wynosiła conajmniej 12 m, 
naw bocznych 4-5. Oczywiście mury ich no- 
siły płaskie sufity miast sklepień, które wystę- 
powały jedynie w krypcie i konchach absyd. 
W ogólnej konstrukcji murów ująwniła się ży- 
jąca jeszcze w romanizmie tradycja rzymska. 
Lica z małych kostek naśladowały rzymskie 
»Opus quadratum"; wnętrze murów poza niemi 
wypełniał rodzaj beton'u z łamanego kamienia, 
zalanego wapnem t. zw. »opus incertum«, 
VlT fundamentach z płasko łamanego dzikiego 
kamienia wapiennego co 50 cm przelatywała 
warstwa tychże kamieni ułożonych skośnie, niby 
naśladownictwo .) opus spiccatum«. 
Dalsze poszukiwania prowadzone w okolicy 
odnalezionego kościoła wydały nieoczekiwane 
rezultaty. Na wschód od bazyliki natrafiono na 
reszty fundamentów większej budowli prosto- 
kątnej o rozmiarach około 20X30 m, o technice 
analogicznej ze sposobem murowania kościoła. 
Cała północna część tej budowli, odkopana przed 
fasadą północną pałacu, ujawnia tenże sam prze- 
latujący w warstwach wzór »opuS spiccatum«. 
W pobliżu tego muru natrafiono na kilka ftm- 
damentów, na których ongi wspierały się dre- 
wniane słupy dźwigające strop tej wielkiej sali. 
U zupełniwszy brakujące kolumny, uzyskuje się 
ich szereg w liczbie dwudziestu czterech. Ko- 


piąc dalej na wschód od tej zagadkmvej sali, 
napotkano na długi obronny mur z kostek wa- 


..J 
,'l 
o Q 
I \ er 
{,. o 
o 
lilII Q 
z \ ' \ 
L-
:c Q 
g o O 
--- . 
o o 
,. o 
o 
. o Q 
, " o 
o Q o 
- 
o o Q 


III 


o 


Ryc. 63. Historyczny rozwój północnego skrzydła Zamku 
na \Vawelu w epoce romańskiej. A. bazylika roma11ska, 
K. sala romańska, N. wieźa obronna, L. mur obronny, 
M" wieża mieszkalna romanska. 


[37
		

/00040.djvu

			piennych, J 1/ 2 m gruby, kolisto załamujący się 
ku wieży Zygmunta III i dalej poza nią wy- 
stępujący. Przed licem muru tego natrafiono 
w pobliżu sali kolumnowej na reszty czworo- 
bocznej obronnej wieży i przypierającego od 
strony wewnętrznej prostokątnego budynku. 
U końca muru obronnego, przerwanego funda- 
mentami wieży Zygmunta III j późniejszych 
budowli, napotkano na poważny fragment wy- 
sokiej wieży romańskiej kwadratowej, o boku 
8 m długim, której reszty dochodzące do 20 m 
napotyka się na II piętrze pałacu przy kominku 
Wazów. W przeciwieństwie do kościoła i sali 
kolumnowej łatwo tu odgadnąć pierwotne tych 
murów przeznaczenie: niezawodnie służyły one 
za fortyfikacje, wysoka zaś wieża mogła być 
nawet typowym romańskim mieszkalnym stoł- 
pem. Wszystkie te mury, aczkolwiek nieco póź- 
niejsze niż reszty kościoła i sali, stwierdzają 
niezbicie, iż już w zamierzchłej przeszłości Wa- 
wel posiadał .warownie takie, jakie były i w reszcie 
Europy, rozbijając legendę o wyłącznem wówczas 
w Polsce użyciu wałów ziemnych i ostrokołów. 
Czemże jednak była świątynia odkryta, jaką 
iej geneza i przeznaczenie? W odpowiedzi na 
to pytanie prof. Bohusz przedewszystkiem 
stwierdza, iż nowo odkryta budowla w żadnym 
nie pozostaje związku z kryptą ś. Leonarda, 
będącą, jak wiadomo, remanentem romańskiej, 
drugiej z rzędu katedry, wzniesionej przez Wła- 
dysława Hermana, dzieli je bowiem przestrzen- 
nie zbyt wielka odległość, Skoro zaś niema 
nic wspólnego z drugą katedrą, Hermana, której 
następczynią jest trzecia z rzędu, dzisiejsza, 
gotycka, poczęta w r. 1320 przez N ankiera, więc 
biorąc pod uwagę jej typ, swoisty budowlom 
katedralnym, pytamy, czy nie jest ona pierwszą 
katedrą, ufundowaną przez Bolesława Chrobrego 
w roku 1001, budowaną następnie przez kilka- 
naście lat i wkrótce potem zniszczoną przez 
najazd Czechów pod wodzą Brzetysława w r. 
lo39? Taką hipotezę stawia prof. Bohusz, zwal- 
czając starą tezę Wojciechowskiego o katedrze 
Chrobrego w miejscu dzisiejszej kaplicy Wazów, 
tezę wygłoszoną przezeń przed 23 laty, gdy 
nikt nie przeczuwał istnienia odkrytych świeżo 
zabytków. I nawet gdyby się utrzymało mnie- 
manie Wojciechowskiego, iż katedra Chrobrego 
poczęta zaraz po zjeździe gnieźnieńskim na 
wiosnę roku 1000, poświęconą została już w ową 


13 8 


niedzielę »Quasimodo« 20 kwietnia r. lOOI- 
to jak przypuszcza prof. Bohusz, poświęcenie to 
dotyczyło prowizorycznie na czas budowy mu- 
rowanej świątyni z drzewa wzniesionego na 
środku wzgórza kościoła ś. Michała, otoczonego 
zawsze wielkiemiyrzywilejami, zastąpionego bu- 
dowlą murowaną przez Kazimierza \\Tielkiego, 
zburzoną w XIX wieku. Sama budowa katedry 
trwać mogła lat kilkanaście. Zniszczenie poża- 
rem przez Czechów w r. 1039 dotknęło prze- 
dewszystkiem nawy przednie - resztę zaś ko- 
ścioła odrestaurowano później i przerobiono na 
mniejszy kościółek, odcinając murem całą ab- 
sydjalną część wraz z transeptem i nadając tak 
powstałej kaplicy zamkowej wezwanie ś. Ge- 
reona, jednego z patronów Kolonji, z którą tak 
żywe stosunki wiązały Kazimierza Odnowiciela. 
I od tej budowli aż po kościółek N. M. P. po- 
ciągnął Konrad Mazowiecki w r. 1241 wspo- 
mniany wyżej warowny mur, dotąd zachowany. 
Wyjaśniając w ten sposób początkowe dzieje 
kościoła, można zarazem wytłómaczyć przezna- 
czenie współczesnej sali o 24 kolumnach. Nie 
była ona niczem innem jak tylko refektarzem 
rodzajem wspólnego coenobium pierwszej ka- 
pituły katedralnej - wszystko jedno, czy sta- 
nowili ją, jak chcą jedni, mnisi benedyktyńscy, 
czy też świeccy kanonicy. 
Aby tern silniej poprzeć swą doniosłą hipo- 
tezę o tak wczesnem powstaniu na naszej ziemi 
bazyliki romańskiej o doskonale wykształconym 
typie, stara się prof. Bohusz - może nieco zbyt 
śmiele - wykazać, iż właściwie już przed ro- 
kiem 1000 występują w pełnym rozwoju wszy- 
stkie elementy składowe architektury romań- 
skiej. Szczególniejszy jej rozkwit przypadnie 
w XI w. na wydartej Słowianom ziemi saskiej- 
w tej krainie żelaznych markgrafów, którym 
na przełomie tysiąclecia zwycięsko stawił czoło 
Chrobry, odpierając napór germański po Saalę. 
A gdy ucichł zgiełk oręża i nastały chwile po- 
kojowego współżycia z sąsiadami utrzymanymi 
w ryzach szacunku dla Polski, król po dwa- 
kroć wstępuje w związki małżeńskie z córkami 
saskich markgrafów, sam wydając ich synom 
za żony własne córki. I niewątpliwie te sto- 
sunki pokojowe i związki' krwi przyczyniły się 
do tego, iż wraz z niemi zawitały na ziemię 
polską saskie prądy artystyczne i kulturalne. 
I stąd też zapewne pochodzi, że i do naszej
		

/00041.djvu

			katedry podobnych szukać wypada nie gdziein- 
dziej, jak tylko na ziemi saskiej - w ówczesnych 
katedrach w Merseburgu i N aumburgu. 
Katedra w N aumburgu nieco większa od 
naszej, założona przed rokiem I 02 I ukoń- 
czona l044, ma plan _prawie zupełnie identyczny 
z planem zrekonstruowanej świątyni wawelskiej. 
Głównym fundatorem tej katedry był Herman 
margrabia Miśni wraz z żoną swą Regelindą, 
córką Bolesława Chrobrego, Wspaniała postać 
tej ostatniej, pochodząca z poł. XIII w_ zdobi też 
dziś prezbiterjum gotyckiej katedry, w której 
murach zachowały się jedynie fragmenty dawnej 
romańskiej. Niemniej bardzo zbliżoną, aczkol- 
wiek znaczniejszych rozmiarów, jest katedra 
w Merseburgu, założona przez biskupa Thiet- 
mara w 1015 r., a poświęcona w l021 r. Nie 
mniejsze podobieństwo układu wykazuje też 
ruina kościoła w Crolpa. zbudowanego w 1048 r. 
przez Ryksę. Biorąc też pod uwagę bardzo żywe 
stosunki, łączące Bolesława: Chrobrego z Mer- 
seburgiem, gdzie przybywał na zjazdy, gdzie 
gościł często w pfalzu cesarskim, nie trudno 
też przypuścić, iż stamtąd przyszła myśl archi- 
tektoniczna krakowskiej budowli, wprowadzona 
w czyn przez saskich mnichów benedyktyńskich, 
których wielkie klasztory macierzyste, jak Fulda, 
w żywych z Polską pozostawały stosunkach. 
A zatem odkopane mury byłyby wedle prof. 
Bohusza szczątkiem pierwszej wawelskiej ka- 
tedry poczętej w r. 1001 przez Bolesława Chro- 
brego i przezeń przez lat kilkanaście budowanej. 
Czy hipoteza ta utrzymać się zdoła - dziś 
jeszcze niepodobna przesądzać. Wobec świeżego 
ukazania się doniosłej pracy odkrywcy, nauka 
nie miała jeszcze sposobności zabrać głosu w tej 
sprawie i poddać krytycznej rewizji wyników 
badań jego. Czy jednak przy tak wczesnem po- 
częciu budowy, kiedy architekt musiał już mieć 
przed oczyma plan całej budowli, zdoła się 
utrzymać rekonstrukcja wykopaliska, a zwłaszcza 
jego przedniej części, z której jedynie bardzo 
drobne i niewyraźne ślady się docho\vały - nie 
śmiemy na. dzisiaj przesądzać. Bądź jak bądź 
nie wydaje się prawdopodobną możliwość przy- 
niesienia do Krakowa w tak wczesnej epoce 
klasycznego planu rozwiniętej bazyliki romań- 
skiej, mającej już wszelkie składowe elementy, 
jak np. wieże związane organicznie z fasadą 
lub alternacja podpór, występujące na Zacho- 


dzie dopiero W toku daiszych dziesiątek iat 
XI wieku? A pozatem czy zdoła się utrzymać 
ten system sklepień w krypcie pod chórem, 
którego domyśla się prof. Bohusz? Wszakże 
obie najbliższe wykopanym resztom katedry 
w Naumburgu i Merseburgu, poczęte zostały 
w drugim dziesiątku XI wieku, a więc wtedy, 
kiedy budowla krakowska byłaby już może ukoń- 
czoną. Chyba krótko przed 102 I r. poczętą zo- 
stała fabryka naumburska, skoro koniec jej wy- 
pada na rok I044, mimo, iż katedra ta nie wiele 
tylko przewyższa rozmiarami budowlę krakow- 
ską. Również późniejszą jest katedra w Merse- 
burgu, poczęta w lOl5 r., a poświęcona w 1021 r., 
mająca zresztą prostszy rodzaj alternacji podpór 
o rytmie jednokolumnowym, A jeśli rzucimy 
okiem na krypty obu tych katedr, to widzimy, 
iż krypta naumburska ma zwykłe becźkowe 
sklepienie z gurtami, zaś merseburska zwykłe 
krzyżowe nawet bez gurtów. W KrakoWIe zaś, 
tuż po r. 1000 w części chórowej kościoła, od 
której zazwyczaj rozpoczynano fabrykę, wystę- 
puje krypta z sklepieniami krzyżowemi na gur- 
tach i - rzecz szczególna - z żebrami, tym ele- 
mentem architektury, który zadecydował o na- 
rodzinach gotyku! 
J ak zatem rozwiązać zagadkę? Bez prze- 
prowadzenia ścisłego naukowego studjum nie 
podobna na to odpowiedzieć. W kaidym razie 
wszystko zdaje się stwierdzać, iż pozostanie 
do wyboru jedna z trzech alternatyw: 
I) Albo wykopany zabytek jest budowlą 
pierwszej katedry Bolesława Chrobrego, rozpo- 
czętej w r. IOOI - do czego jednak koniecznem 
będzie, biorąc pod uwagę dzisiejszy stan wiedzy 
o tej zamierzchłej epoce, uprościć rekonstrukcję 
przedniej części kościoła wobec niemożności 
przyjęcia tak wczesnego pojawienia się dosko- 
nałego planu rozwiniętej bazyliki. 
2) Albo wypadnie przesunąć powstanie tej 
budowli poza najazd Czechów w r. 1039. w czasy 
Kazimierza Odnowiciela, byłego mnicha klu- 
niackiego, obznajomionego z najnowszemi prą- 
dami artystycznemi i kulturalnemi przez swój 
pobyt na Zachodzie, jak i dzięki związkom krwi 
przez matkę swą Ryksę, zajmującą niepoślednie 
miejsce w dziejach cywilizacji Polski i Niemiec 
w I poło XI wieku. Wtedy nie zadziwi już plan 
wawelskiej świątyni, zrekonstruowany ze zna- 
lezionych szczątkó",,' - natomiast wyłoni się 


139
		

/00042.djvu

			trudność w rozwiązaniu pytania, jakie byłoby 
przeznaczenie tego kościoła? 
3) Wreszcie trzecia możliwość, leżąca po- 
środku - naszem zdaniem najbliższa prawdy - 
opiera się na przypuszczeniu, iż Bolesław Chro- 
bry, zaprzątnięty wojnami, poprzestał na razie 
na zbudowaniu drewnianego prowizorjum ka- 
tedry i budynku dla kapituły z salą na 24 ko- 
lumnach, budowę zaś katedry murowanej po- 
czął współcześnie z poczęciem fabryk w Naum- 
burgu i Merseburgu, a więc międzY.IOl5 a 1020 
zaczynając utartym zwyczajem budowę od strony 
wschodniej. Może nie dalekiem prawdy będzie 
przypuszczenie, iż budowa rozpoczęta została 
ok. roku 1019 po zawarciu pokoju z Henry- 
kiem w Budziszynie (10 I 81 i po powrocie z wy- 
prawy kijowskiej fIato 1019). Fabryka trwać 
mogła nieprzerwanie aż do śmierci Bolesława 
w r. 1025. Wzniesiona w tym czasie część chó- 
ralna katedry, z kryptą, trzema absydami i- 
jak przypuszczamy - emporami piętrowemi dla 
króla na zakończeniach ramion transeptu, mając 
nawet może tymczasową drewnianą część prze- 
dnią, przetrwała bez zmiany i bez postępu w bu- 
dowaniu przez 9-letni okres wojowniczych rzą- 
dów Mieszka II, oraz 6-letni okres zamieszek 
po jego śmierci, zakończonych wreszcie najaz- 
dem Czechów i dewastacją nieskończonej ka- 
tedry w r. 1039. \Vtedy to padła może ofiarą 
prowizoryczna część przednia; po której rzecz 
ciekawa, nie doszukał się pro£. Bohusz żadnych 
pewnych śladów, reszta zaś budowli wzniesiona 
za Chrobrego z kamienia, odnowiona została 
i poświęcona świętemu Gereonowi, patronowi 
Kolonji, z którą związały Odnowiciela tak żywe 
stosunki. Równocześnie też, zgodnie z tezą 
Wojciechowskiego przypuszczamy, iż Kazimierz 
począł budować nową katedrę dwuchórową, 
majJ'lc może na oku potrzeby dwóch kapituł, 
świeckiej i zakonnej, kładąc pierwsze jej fttn- 
damenta od strony zachodniej czyli krypty 
św. Leonarda. Przyjmując taki stan rzeczy, 
jasno kreślą się przed oczyma dzieje pierwszych 
budowli katedralnych. 
Bądź co. bądź - powtarzamy - trudno dziś 
wydać stanowczy sąd. Odkrycie budowli kościel- 
nych, warownych j mieszkalnych z XI wiekujest 
już samo przez się zdobyczą naukową niezwykłej 
wagi, a znakomity ich odkrywca pozyska sobie 
niewątpliwie wdzięczność całego świata nauko- 


14 0 


wego nie zależnie od tegó, czy hipoteza jegó 
o genezie świątyni sprawdzi się, czy też nie. 
N a zakończenie wypada jeszcze choć w paru 
słowach wspomnieć o dalszych losach sędzi- 
wych murów. I tę sprawę rozwiązuje prof. Bo- 
husz. Zgodnie z tezą swą przypuszcza, iż bu- 
dowla, zniszczona przez Czechów, przemieniona 
została w mniejszy kościół przez odcięcie mu- 
rem całej chóralnej części wraz z transeptem. 
Wtenczas otrzymała wezwanie ś. Gereona, i po- 
dobnie jak rotunda N. M. P. uległa w roku 
124 I inkastelacji, zamieniona w narożny bastjon 
obronny. W takim stanie pozostawała ta połowa 
dawnej romallskiej świątyni aż do czasów Ka- 
zimierza W., który rozszerzając zamek, może 
w tym czasie, kiedy odnowił dawną rotundę 
N. M. P., \V dawny romański chór wbudował 
nową dość sporą kaplicę gotycką której na- 
dano nowe wezwanie św. Marji Egipcjanki. 
O istnieniu jej wiedziano z Długosza, że była 
wzniesiona przez Kazimierza W. w zamku wyż- 
szym, czyli we wschodniej części wzgórza, oraz 
że była sklepiona. Wzmianki te wiążą się nie- 
zawodnie z temi dość znacznemi resztami go- 
tyckiej kaplicy, .malezionemi świeżo pośród tran- 
septu i chóru starej budowli romańskiej. Znale- 
zione reszty dozwalają dokładnie- odtworzyć 
wygląd tej kaplicy. Była ona złożona z jednej 
. 
kwadratowej nawy i płytkiego prostokątnie zam- 
kniętego prezbiterjum, oddzielonego od nawy 
prawie w całości do dziś zachowaną .tęczą. 
Kościółek ten, stanowiący integralną część zamku 
Kazimierza W., zbudowany był z cegły, z użyciem 
kamienia do żeber sklepień, okien i t. p.; skle- 
pienia były gotyckie krzyżowe, w nawie oparte 
najednym filarze w środku ustawionym. Wejście 
prowadziło do wnętrza od strony południowej, 
w okolicy dzisiejszego wejścia na główne schody. 
nadto trzy wejścia znalezione około 3 1 / 2 m nad 
poziomem dawnej posadzki, wiodły niezawodnie 
wprost z królewskich komnat piętrowych na 
chórek, obiegający z trzech stron nawę. Wnę- 
trze oświetlone dwoma oknami od Zachodu, 
było niegdyś bogato polichromowane; szczątki 
tych malowań zachowały się dotąd: nad tęczą 
widnieją postaci dwóch aniołów o złocistych 
aureolach, nadto w pobliżu reszty malowań fi- 
guralnych, oraz kwadratowych kasetonów z mo- 
tywami roślinnemi kształtu róż. Również na 
fragmentach żeber sklepienia i przeźroczy okien
		

/00043.djvu

			widnieją ślady tej polichromji, będącej dowo- 
dem znanego z dokumentów umiłowania Ka- 
zimierza W. dla sztuki malarskiej. Tak więc 
ogólnym swym układem przypominać musiała 
kaplica ś. Marji Egipcjanki starszą od niej 
o lat kilkanaście kaplicę Marjacką przy kate- 
drze, obecną Batorego, której . z kolei wraz 
z późniejszą kaplicą Zygmuntowską danem było 
sp<>:łnić rolę królewskiego oratorjum - co na- 
stąpiło zapewne wtedy, gdy na początku r6 w. 
pierwszy architekt renesansowego pałacu, Fran- 
ciszek Włoch, począł z gruntu przerabiać tę 
część zamku. burząc to, co stało na drodze 
pięknej amfiladzie przestronnych i słonecznych 
sal I piętra nowego pałacu. Wtedy też padły 


ofiarą sklepienia wysokiej kaplicy, dolna zaś 
jej część, przesklepiona beczkowo, dotrwała do 
dziś dnia. 
Tak się zatem przedstawiają pokrótce wy- 
niki odkryć, dokonanych w ostatnich latach 
w murach Wawelu. O ogromnem ich zna- 
czeniu dla nauki polskiej nie potrzeba chyba 
wspominać. Dziwnem atoli zrządzeniem Opa- 
trzności odkrycia te schodzą się z odzyskaniem 
przez . N aród utraconej niepodległości - niby 
drogie relikwie, z które mi związały się wielkie 
imiona Bolesława Chrobrego i Kazimierza Wiel- 
kiego. I tak też, uchylając rąbka mrocznej zasłony 
wieków, przemawiają dziś do wszystkich serc 
polskich piastowską mową - królewską i świętą. 





i
 0
 


ROMAN GRODECKI 


KRAKÓW ZA PIASTÓW 


Gdy zadamy sobie pytanie, jaki był początek 
Krakowa, to wypada naprzód stwierdzić, że naj- 
dawniejszą siedzibę ludzką w tern miejscu sta- 
nowił Wawel. Około tego wzgórza osnuły się 
legendy o Kraku i Wandzie, które przenoszą 
nas w najstarszą dobę, gdy w poszczególnych 
terytorjach plemiennych późniejszej Polski za- 
częła się formować naj prymitywniejsza organi- 
zacja państwowa, uosobiona przez księcia ple- 
miennego, władającego nad rodami, osiedlonemi 
na danej przestrzeni. Pomrokę dziejową IX i X 
wieku rozrywa na moment, jak błyskawica, wia- 
domość o »księciu na Wiślech«) który rezydował 
zapewne w Wiślicy, władzą swą ogarniając praw- 
dopodobnie obie połowy późniejszej Małopolski, 
t. j. Kraków i Sandomierz. 
Gdy w drugiej połowie X w. wyłoniła się 
z niebytu dziejowego Polska Mieszka I, jako 
państwo narodowe, obejmujące już wszystkie 
swoje terytorja plemienne, Kraków od samego 
początku dziejów naszych państwowych należy 
do najwybitniejszych, do pierwszych grodów 
państwa Piastów. Charakterystyczna, że w tej 
pierwotnej epoce obie organizacje, sprzęgające 
ówczesne społeczeństwo w całość t. j. tak pań- 


6 


stwowa,jak i kościelna, szukały schronienia w tej 
naturalnej warowni, jaką stanowił wyniosły Wa- 
wel' dumnie wzniesiony ponad otaczające go błota 
i szyby wód. Tu był gród książęcy, tu naj starszy 
kościół w tej części Polski, a może naj starszy 
w Polsce, bo tu najpierw wtargnęło chrześci- 
jaństwo, w słowiańskim zrazu głoszone języku. 
W miarę, jak ta nowa wiara zakorzeniała się 
stopniowo na naszej ziemi, przybywało tych 
kościołów nowego Boga i na Wawelu i pod 
jego stokami (św. Jerzy, św. Michał, św. Idzi, 
św. Andrzej itd.). Rosło też polityczne znacze- 
nie grodu. Po stłumieniu reakcji pogańskiej 
i zawieruchy wojny domowej (r038-1047), gdy 
Kazimierzowi I przyszło odnawiać państwo i koś- 
ciół od fundamentów, ośrodek tej pracy odnowi- 
cielskiej tu on przeniósł, do Krakowa, na Wawel. 
Gniezno bowiem i Poznań leżały w zupełnej 
ruinie wśród najbardziej zrewoltowanej innowa- 
cjami ludności, a podniesienie ich z tej ruiny 
nie było rzeczą ani łatwą, ani nie dałoby się 
rychło urzeczywistnić. W Krakowie więc zało- 
żył swą stolicę Kazimierz Odnowiciel i tu osiadł 
na czas przejściowy arcybiskup Polski. A choć 
arcybiskupstwo wnet powróciło do Gniezna, to 


I41'
		

/00044.djvu

			jednak ten charakter stołeczny Krakowa prze- 
trwał już- z krótkiemi zrazu wahnieniami i przer- 
wami - przez długie wieki: ustalił go testament 
Bolesława Krzywoustego'(I138 r.), czyniąc Kra- 
ków senjoracką stolicą rozbitej na kilka dzielnic 
Polski, a sakralny niejako charakter stolicy przy- 
wrócił mu w całej pełni twórca zjednoczonego 
ponownie Królestwa polskiego, Władysław Ło- 
kietek, gdy koronacji swej królewskiej (1320 r.) 
dokonał w wawelskiej katedrze, a nie w Gnieźnie, 
choć tern ściągnął u wrogów ironiczny i tenden- 
cyjny tytuł »krakowskiego króla«. Niezwykłego 
blasku swej krakowskiej stolicy nadał Kazimierz 
Wielki, przekazując ją w pełni chwały i świet- 
ności nowej dynastji Jagiellonów, która z Wa- 
welu rozkazywać miała zjednoczonym krajom 
i narodom Polski, Litwy i Rusi. 
Ale w czasie, gdy gród wawelski rozbrzmie- 
wał gwarem dworu monarszego i kupiącego się 
na nim rycerstwa, oraz chórami pobożnych śpie- 
wów katedralnego duchowieństwa, u stóp jego 
zwolna, niepostrzeżenie rosła osada, przekształ- 
cająca się w potężne i gwarne rojowisko ludz- 
kie. Stolica Kazimierza Wielkiego, która liczbą 
ludności i jej zamożnością oraz znaczeniem han- 
dlowem dorównała największym tego rodzaju 
ogniskom handlowym zachodniej Europy, urosła 
z nieznacznych początków; rok 1257 stanowi 
przełomową datę, niejako punkt zwrotny w tym 
rozwoju, który od tego roku czynił znacznie szyb- 
sze, niemal gwałtowne postępy. Jakże należy sobie 
wyobrazić ów Kraków z przed r. 1257 i na cze!ll 
polega przełomowość tej daty w dziejach naszego 
grodu? Oto przed r. 1257 rozwijał się on orga- 
nicznie z rodzimego podłoża, a ten wolny rozwój 
został nagle przyspieszony w r. 1257 tak zwaną 
),lokacją na prawie niemieckiem«, doznając no- 
wych a silnych pobudek i przypływu świeżych 
i zdolnych, choć niestety obcych sił. Pod ich 
wpływem i w ramach organizacji przyniesionej 
przez niemieckich kolonistów zaczął się ten wy- 
bujały rozwój pierwszego w Polsce znaczeniem 
politycznem i handlowem miasta, który znako- 
mite podstawy miał w korzystnem położeniu geo- 
graficznem u granic trzech państw i na krzyżow- 
nicyważnych dróg handlowych ze wschodu na za- 
chód i z południa na północ, ku polskiemu morzu. 
Ów pierwotny Kraków musiał już być osadą 
znacznie rozwiniętą, gdy się zważy, że grupo- 
wał się wokoło szeregu kościołów rozrzuconych 


14 2 


na wcale rozległej przestrzeni, których istnienie 
przed r. 1257 nie ulega wątpliwości: kościół św. 
Michała na Skałce, św. Idzi, św. Andrzej, Do- 
minikanie i Franciszkanie, św. Wojciech, Marja- 
cki, św. Jan, św. Duch, św. Florjan i i. Zasiedloną 
była ta osada w znacznej mierze przez rycer- 
stwo, które jeszcze w XIII w. miało tu swoje 
dworzyszcza (parcele, uprawiane przez poddaną 
ludność. Duchowieństwo mnogich i ciągle mno- 
żących się kościołów, osiedlone częściowo na 
Wawelu, zresztą mieszkało również w podgro- 
dziu krakowskiem na kawałkach gruntu, które 
fundatorowie ich kościołów nadawali swym fun- 
dacjom. A sporo jest poszlak przemawiających 
za tern, że najznaczniejszą część ziemi zajętej 
przez późniejsze miasto, była własnością bisku- 
pią, pochodzącą oczywiście z jeszcze wcześniej- 
szych nadań monarszych czy też prywatnych. 
Przy poszczególnych kościołach odbywały 
się (za przywilejem książęcym) targi dla miej- 
scowej i zjeżdżającej się ludności, i to zwycza- 
jem ówczesnym tuż niemal wprost przed bramą 
kościelną. Targi te zaopatrywała w swe wyroby 
rzemieślnicze ludność miejscowa, przystosowu- 
jąca swą produkcję do tego celu. Dla obcych 
kupców stały liczne, w dziesiątki idące karczmy, 
które były nadto domami noclegowemi, sklepami, 
przybytkami zabawy i posiłku. A o tych kupcach 
obcych świadczą już relacje z drugiej połowy 
X w., charakteryzując dodatnio handlowe zna- 
czenie Krakowa. Nie ulega wątpliwości, że pod 
względem funkcyj gospodarczych był już ów- 
czesny Kraków miastem, ale pod względem praw- 
nym ludność jego w XI i XII wieku nie stano- 
wiła jednej gminy, bo miała różnych prywatnych 
panów, świeckich i duchownych z księciem na 
czele. Obok tej ludności poddanej, zależnej od 
swych panów, osiadali tu i wolni, zwłaszcza 
obcy kupcy, których znamy na długo przed r. 
1257. Oni to tworzyli zalążek właściwej gminy 
miejskiej. Do jakiego stadjum rozwoju on do- 
szedł, czy zdołali się oni zorganizować w jedną 
całość - niewiadomo. Ale są dowody na to, że 
już przed lokacją z r. 1257 istniała w Krakowie 
gmina, zorganizowana wedle zasad prawa nie- 
mieckiego z sołtysami na czele, którycb paru 
nawet znamy po imieniu. Najprawdopodobniej 
ta pierwsza wstępna lokacja, mająca liczne ana- 
logje w dziejacb miast polskich, a będąca pier- 
wszą znaną nam próbą zorganizowania się w Kra-
		

/00045.djvu

			. '
---." 
łT .' r- ;. 
 
-..... 
..,.\J 
 
 " ..., ...... 
.C . ... J III., . '(-'1 4 ,. J'ł 4. ;r . '. . . 
 - 
..
 .' .'it.
 
 " ...,." !' lIIt .:t:..,., ... <'1 , +. . "'" 
"'" j1f ",J' 
 ":. ....
 .. 
". ::- 
:
. ";: ;i
,£.r t\. 
 ',
:..--
. ... 
"'f 
"'f.
 
.p. '.f-;: 
:.:;.Jd' 11t '" ....,... '!lir' , 
. . "" .... .J

.' ". ..,..... 

 . t" ,
. 
.', 
_. q:
(
t......: \i:';: ,. , '\,'. . . ,,
,' 
 .' 
 r 
 'm.r'" fi ..... 

 '.011:;:",,,, "" 1(1.-, '",: .. '" .'
 '
'.:

 .
' ' ___;....,,111' "'H'f':
 _ 
", 
 . ' (, 
..r_ ' -
". P' k"\'. mi:'iiiM - - 
 -....... \;.. ."!IiI""
 
I '" .
" 
 '':; 
 WI\...... .
;"'!£- "fIT..,.
 ...... "
':ł.ii:
 ..

.... I" ....." 

 ; : . " ..... ',' . 
 . 
 ",JiJ;",.-'
' ',i.\...
 
- . "'Iio""
,.,' 
 .... 
, -- . ....., , I ">q 
 ,.. 'I' 
)J
A 
., 
 . ł..'" tłfłłto
 . '.b
U'1
 ""'4 -.
 . .. 
 
. ' 

, '. \lłH 
 ... 
 f.. /' ... _ 
 
I 
:,
 -:f:';:";;' Z:: _. ł ','J ,'
 M
 ':: '.. 
..

. . 
'a. \ 
 ",:,
 . ." 
:... 
,.'4II\ł If ( , t' ", 
;,..., ........-.. _
Ił'_,' , - '
1.. 
' 'f I ("'"LI'H', H, . 
ł.... 
. '," ';...',

-: " 1 4 .... 

 - ..' \ 
 ".,-: " .p ł ' 
I\ł':.;;;,- 

.'. J.", 
 . . .:.
 ,
.
 ,: ".' !a", 
':\;-.,,
 ',
 - ;--..".;.... .',
 ". . - . 
.",.:i ,.i.,..
, \'1;/" 
 ': '
...ł ',.' 
 . ił-o;,., " 
, t

 . , ... 
:...,.» 
 { t, ""r
!,...:.lt
 '-'. . ł ",,
 ')iie
. ...... 1-...-'- 
_ ' . Vł'i!' 
. 
",!'ł ",I ryf
'4: __ 
 
. 
-ł łt. . .. 
" . . 
 '"..: A4 'ł-t 

,.,,, ',. ,.. 
. "f 
-.--- , .' 
 .;;.;, ?... 
W "

" __.
 
I .
 :\ . " ... ,ot".' _, - 
 . '. . "".. ""'.;."' ,. ""\£AIr 
ł-. .. - "
:'ft
' . ,j ..... ... ' ""U: -.I '. 
 
.... _;,;. t.. 
I - . . ' . . , -. 
 . '
 :',! -
r ; ,: I . 
;.; ;'.' : 
 \ _,.
 , ..,.
 ,)::.. . _ 
"ffi'- Im 
 - 'łt1O 'Y . ;",.j'!It':
 I .' '
'
. CI
 " '., 
;.. '
:... ..':....- 

,: 
 ""'4
\L.
'.<
,_:


 ,;
.'
:;
:
 :+ifJ:;J:

 
"\ 
;':
.
' 


kowie gminy miejskiej na obcą modłę, dokonana 
została z inicjatywy biskupa krakowskiego Iwona 
Odrowąża na obszernych gruntach biskupich wo- 
koło kościoła Marjackiego; być może, że pier- 
wotny rynek tej osady miejskiej - to dzisiejszy 
Mały Rynek. 
Ale ta pierwsza próba lokacji nie miała wi- 


.... 
.,
 


, 



 '- 


W życiu gospodarczem natomiast nie zaszła 
żadna zasadnicza zmiana, tylko silne wzmoże- 
nie jego intenzywności dzięki ruchliwemu ele- 
mentowi niemieckich osadników. 
Pod mające się zabudowywae miasto wymie- 
rzono grunt, na którym wytyczono dokładnie 
olbrzymi rynek i regularnie wystrzelające z jego 


..- 

. 


,.: 
, 


'
 


.--;:i 
. .,:: 


.- 
;.. ., 


;fi;f;
 


,'" J '.' 
(;.
 


Ryc. 64. WIDOK ŚRÓDMIEŚCIA KRAKOWA z lotu ptaka. 


docznie dostatecznego powodzenia, skoro w r. 
1257 podjął już sam książę nową lokację na 
prawie niemieckiem, w niczem nie nawiązując 
do dawniejszej w swym przywileju lokacyjnym. 
I od tej właśnie lokacji z r. 1257 samo miasto 
następnie liczyło właściwe swe istnienie i dzieje, 
uważając dokument lokacyjny Bolesława Wsty- 
. dliwego niejako za akt swych narodzin. Istot- 
nie-w znaczeniu prawnem został Kraków mia- 
stem naprawdę dopiero. w tym roku, zyskując 
wyłączną własność wyznaczonej sobie ziemi, na 
której wykupione zostały przez księcia cudze 
tytuły własności, zyskując rozległy samorząd 
sądowy, następnie administracyjny, i skarbowy, 
niezbędny ze względu na wspólny majątek gminy. 


rogów i boków proste ulice. Regularność tego 
rozplanowania jest dowodem z góry ułożonego 
schematu rozbudbwy - ale z drugiej strony od- 
biegające od harmonijnego schematu szczegóły, 
deformujące go wyraźnie, są dowodem, że to 
nowe niby miasto nie było zakładane w jakiemś 
pustkowiu, jako coś zupełnie świeżego, lecz. na 
gruncie starej osady, z której budowlami i dro- 
gami od wieków utartemi, musiano się liczyć, 
musiano je wymijać lub do nich się przysto- 
sować. Głównie charakterystyczna pod tym wzglę- 
dem jest ulica Grodzka, zniekształcająca ten róg 
rynku w porównaniu z innerni, wygięta ku Fran- 
ciszkanom ul. Bracka, krzywe ustawienie do 
rynku kościoła Marjackiego i takież kościoła 


143
		

/00046.djvu

			św. Jana w stosunku do ul. św. Jana i jej przecz- 
nicy l). Otoczone wnet po lokacji murem i fo- 
sami miasto Kraków zamieniło się w warownię, 
z pewnością najsilniejszą w ówczesnej Polsce. 
Od strony grodu wawelskiego kończyło się przy 
Dominikanach i Franciszkanach, za którymi to 
klasztorami biegł mur, dzielący miasto od grodu 
i części podgrodzia, nieobjętej zrazu lokacją. 
W znacznej mierze prawdopodobnie weszła 
dawna, polska przeważnie ludność Krakowa 
w skład mieszczan nowej osady miejskiej, zwłasz- 
cza ludność wolna i ksiązęca, która tu dawniej 
mieszkała. Ale pozatem kolonistami lokowanego 
miasta mieli być w myśl dokumentu lokacyjnego 
Niemcy i wogóle ludzie »z obcych klimatów<', 
bo książę zastrzegł się wyraźnie, by w poczet 
mit.szczan nie werbowano mu okolicznej pol- 
skiej ludności, wolnej czy też niewolnej, nie 
chciał bowiem powstania miasta za cenę opusto- 
szenia wsi. W założeniu więc swojem powsta- 
wał ten nowy Kraków, jako osada niemiecka 
i stał się istotnie na długie czasy twierdzą niem- 
czyzny w obrębie rdzennych polskich obszarów. 
Gdy ta niemczyzna zbyt zuchwale głowę i pięść 
podniosłana »przyrodzonych panów<, kraju, umiał 
energiczny Łokietek surową represją stłumić ten 
bunt wójta Alberta w 1311 r. i spisek Niemców 
w całej Polsce upadł. W Krakowie zabroniono 
używania wrogiego języka niemieckiego w aktach 
miejskich, a na jego miejsce weszła łacina, panu- 
jąca wszechwładnie w ówczesnych kancelarjach. 
Nie miała ta represja językowa na celu poloni- 
zacji mniejszości narodowej, lecz danie jej do- 
bitnie do zrozumienia, że siedząc w cudzym kraju, 
winna lojalność wobec gospodarza; to też wnet 
po uspokojeniu się stosunków wrócił niemiecki 
język na nowo do ksiąg miejskich, by w nich 
wraz z łaciną wytrwać aż do XVI wieku. 
Przywileje handlowe Łokietka (1306 r.) i Ka- 
zimierza W. dały podwaliny pod tę bezwzględną 
przewagę handlową Krakowa, która się objawiała 


1) Wyraźnie to widać na rycinie 64, przedstawia- 
jącej śródmieście Krakowa z lotu ptaka. . 


w zmonopolizowaniu.niemal całego handlu wscho- 
dniego i węgierskiego, z uszczerbkiem dla innych 
miast polskich i ich praw do dobrobytu. Najważ- 
niejsze z tych przywilejów to t. zw. »prawo skła- 
du<" zmuszające obcych kupców, n. p. węgier- 
skich, pozbywać się całego towaru przywiezio- 
nego do Polski w Krakowie, poczem dalsze po- 
średnictwo handlowe odnośnym artykułem z za- 
granicą i wewnątrz Polski spoczywało niepo- 
dzielnie w rękach krakowskich kupców. Przy- 
wilej zaś przymusu dróg zmuszał np. kupców 
ha
dlujących towarami wschodniemi -jechać na 
Kraków do Torunia i Gdańska z ogromnym 
nakładem drogi i kosztów, byle tylko Kraków 
mógł się na tym handlu bogacić. Nic też dziw- 
nego, że wyjątkowe uprzywilejowanie krakow- 
skich kupców ściągało pod koniec wieków 
średnich mnóstwo przedsiębiorczych obcych 
przybyszów, głównie Niemców, rzucających wła- 
sną ojczyznę w pogoni za łatwiejszym zyskiem, 
a ten ustawiczny napływ utrudniał ostateczną 
polonizację tej wyspy niemieckiej na polskich 
przestworzach. Stwierdzić jednak trzeba, że pro- 
ces spolszczenia, który naturalną podstawę miał 
w owej pierwotnej polskiej ludności podgro- 
dzia krakowskiego, a któremu wydatnie sprzy- 
jało czysto polskie otoczenie wsi najbliższej i dal- 
szej okolicy, zaczął się już wyraźnie w XIV w., 
a - co charakterystyczne - podminowywanie tej 
twierdzy niemczyzny, jaką był ówczesny Kra- 
ków, zaczęło się od dołu, od cechów rzemieślni- 
czych, do których coraz obficiej napływali polscy 
pracownicy, tworząc zrazu odrębne od niemiec- 
kich polskie cechy. Żywioły jednak wierzchnie, 
rządzące miastem, gromadzące w jego murach 
prawdziwe skarby (uczta Wierzynka) i repre- 
zentujące jego zamożność i kulturę gospodar- 
czą, pozostały do śmierci ostatniego Piasta 
(1370) r.) i na dług
 potem w przeważnej więk- 
szości niemieckiemi z języka i ducha, nim uległy 
ostatecznej asymilacji. To było już zasługą ja- 
giellońskiej epoki i osiągniętego w jej ramach 
świetnego rozkwitu materjalnej i duchowej kul- 
tury Polski. 








 


 
O

 

 


144
		

/00047.djvu

			LEONARD LEPSZY 


POGLĄD NA KRAKOWSKĄ SZTUKĘ 


Dziwnem zaiste było to miasto Kraków w do- 
bie wczesnego średniowiecza. N a wyniosłej opoce 
stał zamek książęcy w otoczeniu świątyń; zrazu 
raczej posadą niż szt
ką warowny. 
Pierwotny Kraków, aż po wiek XIII miał 
ludność wyłącznie polską, nęcił urokiem ro- 
mańskich kościołów i obronnością przyrodzoną. 
Wstęga bowiem Wisły objęła go półkolem a po- 
nadto osaczyły liczne stawiszcza i przepastne 
moczary, a w oddaleniu,jakby przedmurza skalne, 
wieńczyły go wzgórza Sikornika z osiedlami 
ludzkiemi, z kościółkiem o prastarem wezwaniu 
św. Salwatora, z drugiej strony Skałka, a poza 
rzeką na Krzemionkach Lasotnia Góra z koś- 
ciółkiem św. Benedykta, co przywołuje na pa- 
mięć pierwszych benedyktynów, którzy nieśli 
Polsce kulturę i sztukę zachodnią. 
N auka polska nie wypowiedziała dotąd ostat- 
niego słowa w sprawie przedbolesław()wych cza- 
sów. Badacza dzisiejszego niepokoi też myśl, 
ażali nie znajdzie on wśród omszałych murów 
zamkowych lub gdzieindziej śladu, któryby się- 
gnął mrocznej epoki i ją rozjaśnić potrafił? Czesi, 
którzy przed Chrobrym zawładnęli Krakowem 
i już w. IX przyjęli chrześcijaństwo, krzewili je 
tutaj niewątpliwie a zatem przypuszczać należy, 
że w ziemi czy z zewnątrz mogą się jeszcze 
odnaleść okruchy architektury lub r
eźby, które 
muszą być przyznane wpływom chrześcijańskiej 
kultury czeskiej z okresu ich opanowania ziemi 
krakowskiej. Tymczasem obraz pierwotnych 
dziejów miasta przedstawia się nam w mgła- 
wicy nieustalonych hipotez. Rozświetlają te 
mroki, jak błyskawice, to wykopaliska przedhi- 
storyczne, o których już była mowa, to nazwy 
prastare, legendy, zwyczaje odwieczne i tradycje 
kościelne; - a potem relacja hiszpańskiego żyda 
Ibrahima ibn J akóba, co wywiadem czy intere- 
sem handlowym do Polski wiedziony zapędził 
się aż do Krakowa, i skąpe o nim podał geo- 
grafowi arabskiemu Al Bekri'emu wiadomości. 
Nieocenionym też wobec tego jest i będzie każdy 
okruch zabytkowy wykopany w obrębie miasta 
lub wyorany w jego najbliższej okolicy. 
Okres ten, któryby nazwać można mitycz- 
nym, kończy się z woli i czynem Bolesława 


Chrobrego. W roku 999 prz"epędził mocarny 
król wiarołomnych najeźdźców czeskich z Kra- 
kowa i zatknął swój proporzec na górze wawel- 
skiej. Królewską włócznię zwaną św: Maurycego, 
godło władztwa nad Polską, wziętą wraz z in- 
nymi insygnjami królewskimi z rąk Ottona III 
u grobu św. Wojciecha w Gnieźnie, dotąd skar- 
biec katedralny -na Wawelu z pietyzmem prze- 
chowuje. 
Kraków stał w epoce romańskiej na rozdrożu 
wpływów cywilizacyjnych. Już bardzo wcześnie 
nawiedzają go cudzoziemcy. Osiadają tu Niemcy, 
Czesi, Żydzi, Ormianie a potem Litwini, Tata- 
rzy i inne nacje. Nie wszystkie zasymilowały 
się, przeciwnie dotąd są rozdźwiękiem i obcym 
żywiołem w obrazie kultury polskiej. W szcze- 
gólności co się tyczy sztuk plastycznych i ich 
ogólnej fizjognomji, to uderzają nas w nich 
dwa prądy zachodnie, jeden bardziej bezpośredni 
idący z Niemiec, drugi dalszy płynie z Francji. 
Ich natężenia są zmienne, to pierwszy, to drugi 
bierze górę. Ślady wpływów, któreby prowadziły 
wprost do Bizancjum, są bardzo nieznaczne. 
Bezpośrednio z Włoch przychodzą stale, ale 
w stosunku do poprzednich, t. j. niemieckich 
i francuskich oddziaływań na ukształtowanie 
formy, są one, acz ciągłe, na ogół słabsze; do- 
piero w okresie renesansu włoski wpływ i wło- 
ski artysta opanowuje całą wytwórczość rzeź- 
biarską Polski. N a inne gałęzie sztuki i kultury 
przyszła kolej dopiero w czasach baroku i wtedy 
fala potężna wpływów włoskich ogarnęła całą 
kulturę polską, wyrugowała stare bożyszcza i ka- 
nony sztuki. Włoska forma barokowa a potem 
francuska stały się wzorem wyłącznie godnym 
naśladowania i wycisnęły piętno niezatarte na 
zwyczaju, upodobaniach i literaturze. 
Z wpływem rusko-bizantyńskiej kultury Pol- 
ska toczyła odwieczną duchową i orężną wojnę 
Stąd pochodzi, że był on zawsze tylko prze- 
mijającym, narzuconym ale nieprzyjętym, nie 
szedł w głąb duszy polskiej. Natomiast nigdy 
nam nie był obcym ożywczy prąd, płynący 
z pełnego tajemnic dalekiego Wschodu; myśmy 
się bronili przed jego pogaństwem, zmagali się 
z wojowniczymi ludami azjatyckiemi, byliśmy 


145
		

/00048.djvu

			tarczą Europy, ale co się tyczy formy życia, 
niejed
o wzięliśmy dobrowolnie od nich, a w zwy- 
czaju, kostjumie, broni, tkaninach, urządzeniach 
domowych i wojennych przez całe wieki, aż 
do czasów Stanisława Augusta, jak to widzimy 
na pasach słuckich Mażarskiego i innych przed- 


# 


....."'- 


r 


1,1 


\. 


i 


,!f" 
.' 
 
' 
. t 
,"1 


'" 
I 
" 



 


t, 



 
*' 
,.... 


'> 


L 


. 


- 


'. 


., 


kodeksy miniaturowe: ewangeliarze, mszały, ho- 
milie, kancjonały lub biblje były pierwotnie 
w dobie piastowskiej przywożone przez cudzo- 
ziemskie księżniczki, małżonki' naszych książąt 
i królów, bądź też przez mnichów benedyktyń- 
skich a później sporządzane bywały przez minia- 
turzystów, przedewszystkiem zakon- 
nych, wreszcie malarzy krakowskich. 
J 
W ruchu artystycznym najprzedniejszą 
rolę odgrywała stolica biskupia. Godzi 
i: .się tedy, wśród szeregu krakowskich 
f arcypasterzy, choćby wspomnieć jedne- 
go z poprzedników św. Stanisława, 
\ o którym powiadają, że miał być obda- 
, rzonym godnością arcybiskupią, - był 
t nim bisk. Aron (t 1059) opat benedyk- 
tyński, sprowadzony wraz z innymi 
mnichami przez Kazimierza Odnowi- 
ciela. Przybył z klasztoru w Stablo 
(w diecezji leodyjskiej) wysłany 
o Pol- 
l ski przez opata Poppona. Aron zapewne 
przywiózł z sobą do Krakowa ów słynny 
mszał pisany złotem na purpurze, który 
znajduje się obecnie w warszawskiej 
Bibljotece ord. hr. Zamoyskich. 
Wnuk Chrobrego, Bolesław Szczo- 
, .'j dry, król-rycerz Śmiałym zwany, był 
.". 
 
uosobieniem polskiego junactwa. Przy- 
wrócił granice i potęgę państwa. Acz 
królów osadzał na tronach nie sprostał 
w walce z Kościołem, którą podjął 
i przegrał. N a Skałce zginął wprawdzie 
obrońca praw Kościoła, biskup krakow- 
ski Stanisław, ale odniósł moralne zwy- 
cięstwo. Wyklęty, uszedł król ze swojej 
£7.,.	
			

/00049.djvu

			choćby naj skromniejszym dokumentem: rzeźbą 
czy obrazem, złotą figurką na monstrancji, gra- 
wurą na stopie kielicha, płaskorzeźbą na dzwo- 
nach, haftem na ornacie lub wizerunkiem na 
innym jakim sprzęcie kościelnym A poza ko- 
ściołem osnuła legenda o świętym stare samotne 
lipy i zaciszne źródła, powstały bezliczne ka- 
pliczki przydrożne, tak charakterystyczne dla 
polskiej sztuki ludowej. Kult krakowski nie 
zatrzymał się u granic państwa polskiego, prze- 
kroczył je i poszedł hen daleko, to nad wy- 
brzeża Bałtyku, na 
Ruś halicką, do 
siedmiogrodzkich 
kościołów, to znów 
na południe mię- 
dzy Niemców do 
Sanct Florian, a da.. 
lej do Włoch. 
N ajstarsze wi- 
zerunki polskiego 
Św. Patrona zacho- 
wały się na pieczę- 
ciach, kapitulnych 
(od 1262 r.), ksią- 
żęcych (1280 r.) 
i miejskich (druga 
," 
pał. XIII w.);wpo- 
mnikach malar- 
skich widzimy je 
dopiero w starych 
krużgankach fran- 
ciszkańskich w ciemnych freskach i w obrazie 
sztalugowym:al tempera z końca XV w. (ryc. 65). 
N ajszlachetniejsze w swej formie wyszły z pra- 
cowni krakowskiej Stwosza (ryc. 66). 
Po najazdach mongolskich opustoszał Kra- 
ków. Wśród walk b tron krakowski jakby za- 
marła sztuka, słabe, ledwo dostrzegalne jej było 
tętno. Dopiero od czasów Kazimierza Wielkiego, 
prawie że nagle podnosi się na piedestał jej na- 
leżny. Przybył jej pierwszy warunek istnienia, 
wzbogacenie się mieszczaństwa. Polska Kazi- 
mierzowska, celem wzmożenia handlu i otwar- 
cia dróg zbytu, musiała dążyć do wydobycia 
się z pierścienia politycznych granic i wywal- 
czenia nowych szlaków handlowych. Wyprawa 
Kazimierzowska na Ruś Czerwoną i utrwalenie 
tam stanu posiadania, otwarły kupiectwu kra- 
kowskiemu niezmiernie ważną, wolną od zbyt 


uciążliwych ceł drogę prze7 Lwów na Wschód. 
Przywileje królewskie, traktaty pokojowe z pań- 
stwami ościennemi, które warowały bezpieczeń - 
stwo kupiectwu polskiemu, wreszcie przyjaciel- 
skie Krakowa z niemiecką Hanzą stosunki 
wzmogły siły finansowe mieszczaństwa, wypeł- 
niły się składy kupieckie a wielkie targi tutejsze, 
wiosenny na św. Stanisława a jesienny na św. 
Michała, wabiły napływ tysiącznego tłumu cu- 
dzoziemców z różnych stron świata. Kupcy, 
rzemieślnicy i artyści-za:1atwiali na rynku kra- 



._-'

 
J 


, .1;;: 
- . ,,
 '
I 
;" '., f 
I. 1 I I 
 
',' '\ 
 



'-;»-:' 
 

 ,_ ł 


"'
., , 
:
: 
 
 


.' 


""- 


.
 
;


 



j 
;: 
_t 

 


,. 
.......... 


'" " 


"...,. 


... 


,t 

 ',- 
/'. 
.'., 
I ,;;1;' 
' I) k 
" l,,- 
'p' 
'" ?. 
P, 
\ 



 

 



-l 
-:Y,";' ł 
.f ; 


''lo 



4. 


.-7- 

 


j 


-r 



 


{F " , 
t-f-II.' · 



 


."' . 


-. ... 
.P- 



.". 


",
...." H....""- 


Ryc_ 66. PŁASKORZEŹBA WYOBRAŻAJĄCA ŚMI,ERC ŚW. STANISŁAWA 
roboty Stanisława Stwosza. 


kowskim wielkie handlowe tranzakcje. Płynęły 
wtedy statki kupców krakowskich aż do Flan- 
drji i wybrzeży brytyjskich, ale ważniejsze niż 
nieliczne okręty były karawany, które wycho- 
dziły raz wraz z Krakowa, otoczone dla obrony 
rycerstwem mieszczańskiego pochodzenia, cią- 
gną na Wołoszę, dochodzą brzegów czarnomor- 
skich, docierają słynnej Kaffy, gdzie się spoty- 
kają z Wenecjanami i kupcami genueńskimi. 
Dla polskiej stolicy nastała chwila wielkiego roz- 
kwitu, zdobycia niepomiernych bogactw a uczta 
Wierzynkowa, w której bierze ttdział czterech 
monarchów, symbolizuje nam potęgę krakow- 
skiego mieszczaństwa. Nastał okres świetności 
dla miasta, który przetrwał bez mała dwa wieki 
i przyniósł z sobą rozwój nauki i sztuki. Wi- 
domym znakiem i niezatartym dokumentem jego 
fest dług,i szereg okazałych budowli. Na Wa- 


147
		

/00050.djvu

			ł
 
{ ł
!t 
 ': I' J 
 
t.,:' ;::\" I t ',: f il.. .,. 
';,'; 
"i"'r'
 ł:
' II J 
): t
:
< i . t .:'"..:"";:" ';'

i ',I, ) fj )" l i 
" .\'.; '.'.. 'f r' .,
: l) )1, 1 . 
t \. . . . 
' . '" ;;' /, . 
 
 i 
f ' ,I"" : \..: ': f 
 Ił' "i ł ;,' 
 t, ' LI 

 t.1 \ \ {1', t:, f; l ik A . 'i , : r f 
 , 

 , ::: 
 
:,.
, '\!d L, ,iJr ,Llj:
 
,: f ;: a ,j !",.
 T I' 

. l<
'i

;
i - 1 , . ,l ,ił r. 
 
. ,.' '{ l. f ' - "!=- ',' , I 
".," 

"
: , ,' , ; · - , : ;"t ol"" " 
- \.. 
- .
 
l i'?S-' - ,.
 ..",.: .ł
 .- ... 
 :.2;!!.' , ':. --. - 
ł ;, 
 "' 1
'. ,4>. . 
" 
.; ;;.
 
f-i';;:' i) 
 
 I 
 
 
 I 
!.';' >
t' 
 '.r
/>,;:'
 
::';j r ;:i',;jJ;'(1 1 """,,
;j I t- }.
:. 1 
II 
-ł..1 'c, ,. .., ,,,,,1/',.1,,,, !l'ł;,:tq l.ł "Ił 
1,._ ....Lf... ;
'.. ."r'li " _:' . i. " 7f'J hl L-r .! .il r , 
j : I . (,.- " I 1 1 £ ";", ..' 
 
 ;:.-ł\, '.- Ił 
 "' ". i . . 
:-. '

<"'
"r
, JI ---:' = '
/..::.... "'
'; 

;".J' ;.". ,'- . . 
r:. 1f'i
 ", . "'Y""" "'- JE 
tftl. 
 ł\ 
I. ł J p ,," , 

 
- . 

 ,{'>' 


welu rozbudowuje się i kończy katedra. Zamek, 
rozszerza swoją część gotycką. N a dworze kró- 
lewskim rozwija się sztuka dworska, która cza- 
sami idzie inną zupełnie linją rozwoju niż 
mieszczańska, dowodem choćby pomnik gro- 


r 


:......
.,., 
 


... "

 ............... 


wszystko ten cudny farny kościół Marjacki, co 
zamknął w sobie sen o potędze i pięknie miesz- 
czaństwa krakowskiego. Trudno nie wspomnieć 
jeszcze o gmachach świeckich najpierw uniwer- 
syteckich z dzisiejszą Bibljoteką Jagiellońską 
z rzeźbionymi portalami na 
czele albo owe murowańce 
z podcieniami, co otoczyły roz- 
legły rynek krakowski. Inte- 
resują nas one nietylko ze 
względu na architekturę. ale 
równorzędnie na ich dekora- 
cję plastyczną, na bogate por- 
tale, kowane w marmurze lub 
piaskowcu głowice lub zwor- 
niki sklepienne z wizerunkami 
Świętych Pańskich, herbami 
fundatorów lub scenami za- 
czerpniętymi z opowieści śre- 
dniowiecznych. Ściany często- 
kroć zachowały stare malowi- 
dła a poprzez szklane obrazy 
witraży wysokich okien go- 
tyckich przelewa się światło 
dzienne i ubarwia, stroi wnę- 
trze w tęczowe barwy 'i mi- 
styczny nastrój. N ad wypeł- 
nieniem wnętrz krakowskich 
kościołów w dzieła sztuki pra- 
cowały wieki. - Do ch wili 
dzisiejszej nie ustała w nich 
pracować myśl artystyczna 
i dlatego w kościołach kra- 
kowskich nie ma martwoty, 
ale panuje ciągłość tradycji 
i wiąże się z chwilą bieżącą. 
Mieszczańskim a najpięk- 
niejszym z polskich gotyckich 
świątyń jest kościół Marjacki 
na rynku krakowskim. Cały tchnie kultem dla 
Najśw. Marji Panny, który przejawił się tutaj od 
samego początku jego istnienia (ryc. 67). Od naj- 
wspanialszego Stwoszowego tryptyku z XV w., 
jakiego niernasz równego jak kraj szeroki, aż 
do polichromji ściennej pomysłu mistrza Jana 
z 'ostatnich lat XIX stulecia, wszystko się tutaj 
zwraca myślą i sercem ku czci Królowej Nie- 
bios i Polski, i jeszcze na wieżycy kościelnej, 
skąd się rozlegają hejnały, błyszczy u szczytu 
złota korona, ofiarowana Jej za czasów ślubów 


r 
r) 


.J;::;:;:; 


r

 
UJ 



...\;;; 


Ryc. 67. WNĘTRZE KOŚCIOŁA MARIACKIEGO. 


bowy kazimierzowski, w którym formy fran- 
cusko-awinjońskie przefiltrowane przez krakow- 
skie czy węgierskie ręce artysty odstępują od 
pierwowzoru, albo ta polichromja kaplicy świę- 
tokrzyskiej, dzieło ruskich artystów (1470), co 
wzory bizantyńskie przenoszą nad zachodnie. 
,A w mieście buduje się w on czas pano- 
wania gotycyzmu ciosowy ratusz, Lindintolde 
wznoszą Sukiennice, ro
budowują się i ostrołu- 
kiem sklepią kościoły franciszkański, domini- 
kański, Bożego Ciała, św. Katarzyny, ale nade- 


14 8
		

/00051.djvu

			-.. 
 



 . 
 



T
 



 
.- 

. 


- 


-..... - -- 


-- 
. 


s;-- 


.
.' . . 
-
-,. 


{, 


... 


... 
f/ 
I 

 ł' 
! 


'-.. 


./ 


:\ 


\. 
"\ 


t ' 


....... 


............ -':. 


.... 


o --1"': d..
 . 
.! '
 ".w: \' . 
. . 

 


, 


--., 

', .", 'i
, ' 
.J'
 "'_
 
 
.,
 -.;:. 
 _r' 
ło.' _.".>. 
 
o:,

,- 
 

'
 
 
r

;-'
 
, ....- 


'ói 

. 


. . 


-"'-' 


.1 
 
f 
o 

 "" 



 


ł----'" 


-- 
-
 


.-:-" 
ol' 



 


'. 


-- tł6
 


4... 



- 
 



 



 
.,.. 


..:: 



--
--_........-. 


f 
r 


Ryc. 68. WNĘTRZE KAPLICY ZYGMUNTOWSKIEJ W KATEDRZE NA WAWELU. 


Jana Kazimierza i Jej złocisty monogram (zob. 
rysunek na okładce i ryc. 82). 
Ducha religijnego wniosły zakony sprowa- 
dzone przez panujących i królujących na tronie 
wawelskim książąt oraz sławnych biskupów kra- 
kowskich. Dwa z nich osiadły tutaj jeszcze w XIII 
stuleciu: pierwszy, t. j. zakon żebrzący fran- 
ciszkański sprowadził Bolesław Wstydliwy, zaś 
drugi, zakon kaznodziejski dominikański przy- 


7 



 .,.;'---.-------=. 
 - -"",..- 
__ _
 b ___o . 


---ł,-..--:- 


wiódł z sobą z Włoch biskup Iwo Odrowąż. 
Później, bo w XIV w. przybyli august janie 
osiedli przy istniejącym kościele św. Katarzyny. 
Życie mnichów dzieliło się na pracę kontem- 
placyjną oraz wewnętrzną nad sobą i dla klasztoru 
a potem w drugiej części na pracę nad umo- 
ralnieniem ludu. W zacisznych celach pracują, 
jak przedtem pracowali benedyktyni, nad spo- 
rządzeniem pergaminowych mszałów, kancjo- 


149 


.
		

/00052.djvu

			nałów i zdobieniem ich miniaturami, opiewają- 
cymi dzieje Zbawienia, wizerunkami świętych 
na złoconych tłach a na ścianach krużganków 
zaroiły się ich malowidła al fresco. Franciszka- 
nie malują słynny cykl biskupów krakowskich, 
to znów obrazy, które formują na wzorach mo- 
numentalnego włoskiego malarstwa. Takim jest 
fresk przedstawiający Stygmatyzację św. Fran- 
ciszka, który naśladuje dzieło Giotta z capella 
Bardi kościoła florenckiego Sta Croce, lub też 
najpiękniejsze z nich Zwiastowanie. Na innym, 
nieznany nam mnich franciszkański, pod wpły- 
wem malarstwa północnego tworzy fresk "Chry- 
stusa w prasie mistycznej«. Nie inaczej dzieje 
się w krużgankach augustjańskich i tutaj ma- 
larz, zdaje się zakonnik, tą samą techniką 
secco fresco opiewa sceny z życia swego pa- 
trona św. Augustyna lub oddaje się kontem- 
placji mistycznej, malując ponurą t. zw. Mise- 
ricordia Domini. 
Ekstaza, poryw żywego słowa kaznodziei 
sprowadzają wiernych, ciżbą przepełniają się 
kościoły klasztorne po brzegi, w półcieniu barw- 
nym, w mistycznem uniesieniu trwają tłumy, 
spragnione zjawy: żywego obrazu. I wówczas 
w XV wieku rodzi się w murach kościelnych 
misterjum - dramat relIgijny. Wrażenie jego 
musiało być potężne, wszystkim zrozumiałe, na 
wszystkich duchowo i wzrokowo działające. 
Przedstawienia pasyjne Męki Pańskiej lub Ta- 
jemnic Świętych stały się źródłem natchnień 
tak samo dla artystów, autorów przelicznych 
poliptyków malowanych lub w drzewie płasko- 
rzeźbionych, których okazałe szczątki wiszą do- 
tąd po kościołach krakowskich, jakie widzimy 
u św. Idziego, Katarzyny, Dominikanów i t. p. 
Wpływ ten przemożny oddziaływa także na 
twórczość i sposób wyrażenia toku myśli współ- 
czesnych, jak i pisarzy XVI-wiecznych. Ale 
największym i najbardziej imponującym tego 
rodzaju pomnikiem jest rzeźbiony główny oł- 
.tarz kościoła Najśw. Panny Marji, wiekopomne 
dzieło snycerza Wita Stwosza (zob. tablicę). Ów 
mistrz wszechstronny, bo zarazem malarz, ry- 
townik, odlewnik i budowniczy, był ostatnim 
wyrazem sztuki w wielkim stylu epoki gotyckiej 
w Krakowie. N ajświetniejszy przedstawiciel 
rzeźby polskiej był synem rodziny krakowskiej, 
a najtęższą i najoryginalniejszą organizacją arty- 
styczną. Kował marmurowe pomniki dla pol- 


15 0 


. 


skich królów i książąt kościoła, z uczonymi 
krakowskimi się przyjaźnił a kościoły nas
e 
przyozdobił w genialne, najprzedniejsze dzieła 
rzeźbiarskie. A kiedy w starości opuszczał mia- 
sto rodzinne, idąc po złote runo do Niemiec, 
pozostawił po sobie najlepszą pamięć człowieka 
trzeźwego, pracowitego i uczciwego, - w Kra- 
kowie jeszcze rozsławił imię swoje po całem 
chrześcijaństwie. 
Jeszcze przed wyjazdem Stwosza zawitały 
do Krakowa pierwsze tchnienia renesansu. Przed- 
wiośnie kultury Odrodzenia rozpoczęło się na 
Wawelu. Rzeźba, architektura i dzieła artystycz- 
nego przemysłu były jego pierwszymi zwiastu- 
nami, potem dopiero wtórzyło malarstwo. Imiona: 
Francesco della Lore, Bartolomeo Berecci, Gio- 
vanni Cini, Antonio da Fiesole, Gian Mąria 
Padovano, Santi Guci, J acopo Caraglio i inne 
mówią wyraźnie o ich ojczyźnie. Ale i z N 0- 
rymbergi nadjechali na dwór królewski Zyg- 
gmunta Starego żądni zarobku i sławy pośred- 
nicy renesansu: Diirerowie, Hans Siiss von Kulm- 
bach i im podobni. Zdawali się przygłuszać 
tubylczą brać cechowych artystów. Powstała 
tedy perła renesansu, kaplica Zygmuntowska na 
Wawelu! (ryc. 68) Najpiękniejszy, stylowy wzór 
z tej strony Alp. Dla polskich artystów powstał 
pomnik architektury i rzeźby godny naśladow- 
nictwa. Jednym. z najwybitniejszych zwolen- 
ników nowego kierunku, uczniem włoskich mi- 
strzów, był Jan Michałowicz z Urzędowa, archi- 
tekt i rzeźbiarz, autor kaplicy i pomnika bisk. 
Padniewskiego, zwanej dziś kaplicą Potockich. 
Renesans polski objawił się głównie w ar- 
chitekturze świeckich budowli. W kościele ogra- 
niczył na razie swoje oddziaływanie do rzeźby, 
przemienił styl ołtarzów i grobowych pomników, 
wreszcie na paramentach kościelnych wycisnął 
swe piętno. Najpiękniejszą jednak wizję swego 
w Polsce panowania pozostawił w uroczych 
kształtach pałacu krakowskiego. 
Znacznie później, bo za czasów Zygmunta III 
przyszedł do nas Barok. Polska powitała go en- 
tuzjastycznie, niby objawienie zdawna wyczeki- 
wane. Przyjęła go na całej przestrzeni swych 
ziem obszernych a wpływ jego na formy żyda 
był tak niepodzielny i nieodparty, że zrównał 
się niemal z pojęciem rodzimej sztuki i formy. 
Pierwszem jego dziełem była budowa kościoła 
św. Piotra, a potem wspaniałością mu dorów-
		

/00053.djvu

			;:"'-
".' -:\ 
.. '", \ J:!' -'
.! c" '.';.', 
,.;
ł .d.... 
_;ł "'f 
..
 
i ,',,;;, .....¥;" 
"

. '

 

(r. , 

 ..;- \". . -.,. 
J .
 ",'
 _ ,
;, ' 

. ........'.. .':. l.f_, 
-
; , 
4\ } ::'b. .,:\,': , !' 
r.: 
:
o,' . 
, 
:(./1'>' 
" 

:
 
'. t 

 
',..1'). 
..." 


'1: , 
 .
 ;,', . 
\!" V'- ' 
, '. 
,,1 
'ł, 



' 


t' - ..,.. 
;

: 
I' i _I 
.', , 


-... 
 
t 


/' 
h . """ ,." 
F 
",." 


k 

 .
 


"'.' 
- -, 


, 


I 


I 
?!" 


""'" 


,t,,;.-. 


: 
 .

 
'" ').
 
I . . , ; 
 
;(. ;
 . I.'1' \ _ ""

 h i 
,", 1iP,'''''''''
 ' 
 ":f
 
. c' 1....\ ""'\J\." '.,
... \.... .' 
, ' .' .. J.:'" ," - 
:"."/
 ' 
t' .....-.' ' - 
,
i 
 '
, 
., 

<,I 
" 
i:, ,V _,4 
. :ł." w:QiI "" 4J ", 


 łx 'Z'JIo ., --'c'1/
.- , 
' 
 
i:łi
i 
' , · 
 
Z: 
 . .... : ( . :.. 
t . 1 
 _ 1'0.. .' ., ':"".... 
. ł ;':"'" ..... ", "I\
\ 
' I t; .;- "" '5.1,., 
 \r,'

1 .' l' 
.; · "'lJ l' f \ , 

l: ł \ .. 

 \ 
lit' 



 



 J" 



 
.....' ;;...,,

 
"" 
"< 
.f":!J 



. 



11 
l' 
I t1!.. 


t,', 
.ł; 


, 
.1 


I 

 


'1l Ł 
li' _ 


,\ 
... 


3- 


, 
..... 


fi;. 


'li' ' 


-"" ...... 


] ł,ł 
I 
J 
;

 


'" 


\":i. 

, 
", 

\ 
1. 


'1\ 


" 


-.Ii.. 


..
 
'-.: ..' 
., -\ . "',' 

 \ 


,,\:,,-" 


'. :
 


.. \ 
, , 


b 
. '. 


1. 

-, 


.... 


- 
. .1.\ 
\" 'f. 
" \ 


-.. 


, 


,,-... 
..,.., 


. 



 


;.'1 
i-
J" , 


}-... 
.,.
 


" , i,':J

<)

:; 
',- .
.. 
... ." ... 


'
f ' 

 


;" I " 


'. 


),
 
. "r , t \ / 
I' \' "'-' r 


, J' 
\: "t: --'- 


"..---: 


J .
 < 
;::;..-
, 


"
, 


FRAGMENT GŁÓWNEGO OŁTARZA W KOŚCIELE MAR]ACKIM 
Dzieło Wita Stwosza, 


'1.". jJ:i 
, .J 
\ 
\ 


, '. 


\. 


"'"Jli" j 
\ 
iW( . : ': 
'ł ł 
 J . 
" ' \. r 
,(, , ., ,. 
'
o\ " 'P':,:\"" \ '
..,
. 

,. 4. . '/ ';:. . 
. \,... ,,:11.? 
/ ! 



\ 
! 
f 
J: I 


i, 


, i 
I 
I 
\ 
I 


I 


.' I 


I 
J 
J " 
li 


! - 
1'- 


l ,
':\ 


- \_-:0- 


)/ 


, 


'- 


1. 


" 

,
		

/00054.djvu

			nywający, zaś dekoracyjnością stiuków Fontany 
przewyższający, kościół uniwersytecki św. Anny. 
Po przeszło dwuwiekowych przemianach 
i panowaniu rozbujałych form, teatralnej pozy, 
zewnętrznych efektów, po znów chłodnym aka- 
demiźmie, sztuka polska pod ożywczym wpły- 
wem mistrzów zachodnich drgnęła nowem ży- 
ciem i zawróciła do pierwiastka narodowego. 
W obrazach Jana Matejki, w dziełach poety 
i malarza Stanisława Wyspiańskiego, podobnie 


jak w muzycznych utworach Chopina, zadźwię- 
czały struny duszy polskiej, ocknęło się piękno 
swoistej nuty, myśli i kształtu, drzemiące w głę- 
biach ducha narodu cał€go, a nie jednej jedynej 
warstwy, i rozbrzmiało oryginalną własną formą, 
w której przemówiła tradycja kształtów Stwo- 
szowych, a znalazły się również pierwiastki 
sztuki ludowej i poczęła się droga rozwoju 
narodowej sztuki. Ku jej ziszczeniu i jej przy- 
szłości wytężamy nasz wzrok i nasze pragnienia. 


l, 


., 



 


'15. c 
'1III'f-' 


i. 


'-.a 



 


"fi 


"'." 


'
....
... .
, 



_ '. h,:" 


Ryc. 69. WIDOK ZAMKU I KATEDRY NA WAWELU. 


.
"i';1. 


. "i.:.:
. 


-; ..;..' 


.
:
 


'". 
" 



 



-.r
 . 


';", 


.
-.- . 
Ot 


... 


1 


'. 


. 
.. 


;. 


.' 
i\Fo 
...... . r 
.:..::,.,"-
>, 


" 


""I 


-
. 


JÓZEF MUCZKOWSKI 


ARCHITEKTURA KRAKOWA 


»Nulle place pour l'homme isoh
« jest ha- 
słem, które każe człowiekowi średniowiecznemu 
skupiać się razem nietylko dla bezpieczeństwa 
osobistego, ale i dla zapewnienia sobie swobód 
handlowych i gospodarczych. Im człowiek jest 
słabszym, tern silniejszą grupa ludzka. Ten in- 
stynktowny zmysł łączenia się razem, powoduje 
budowę miast i zaludnia je, a na tern podłożu 
wytwarza się mieszczańska kultura, której wy- 
razem jest Gotyk. Twórcza i obywatelska myśl 
w dziedzinie budowy miast, rozwija się teraz 
silnie i po pokonaniu licznych przeszkód, do- 
konywa wielkich rzeczy. 
O architekturze Krakowa, jako miasta, mó- 
wić można dopiero z chwilą jego lokacji na 
prawie niemieckiem przez księcia Bolesława 


. 


Wstydliwego w r. 1257. Przedtem jest on osadą 
na gruntach książęcych i biskupich, o planie 
nieregularnym, z kościołami św. Trójcy, P. Marji, 
św. Krzyża. Osada ta założona u podnóża góry 
zamkowej, tworzyła pierwotnie nieregularne 
koło, do którego zbiegały się główne arterje 
komunikacyjne tj. ulica Grodzka, Mikołajska 
i Sławkowska. 
Po najeździe tatarskim w r. 1241 i zupełnej 
ruinie miasta, należało je na nowo odbudować. 
Książę Bolesław sprowadza geometrów z Wro- 
cławia, którzy na wzór tego miasta wytyczają 
nowe miasto. Środek jego tworzy rynek, pra- 
wie kwadratowy, z którego boków wybiegają 
po trzy równoległe ulice, przecinające się znowu 
pod kątem prostym z bocznemi ulicami, two- 


15 1
		

/00055.djvu

			"'. "'ił!
 
"''' 
,.. "",-,,'łW.L..=!' - Iii 
 
 '. 
1._.
.>
 
 
;., : _H 
 .:;
 
;l 

j
,: 

 ".f.: _
, 
 ':r l
f 
-:.. 
 - 
,.,.- 
..: ': . -1 -"- - . ;:;";;"r- 
 " ". 
 - _ ,.
..."! 

 -, . 
. _i-'1] lk 
t., '-+'.
:L- -
.. -, łf __o -r
 .
. 
 
. t- I 
 
I 
ł - ..
.' L 4 
 - 
k...... --\. 
-; ". 


rząc w ten sposób regularną szachownicę (ryc. 64). 
Plac targowy jest sercem średniowiecznego mia- 
sta. Rynek otaczają domy z arkadami, które 
są nie tylko wyrazem praktycznych potrzeb, 
ale także i artystycznej siły. Początku tych arkad 
szukać należy w krużgankach klasztornych. 
Miał i Kraków takie arkady, o czem świadczą 



 ,,
--. . 
- -... 
, ....... , 


... 


7 
, . 



 ,;P; 


..
'i-I'"
". II 
. ..: 


--- 
 . 
. 


-. . 



 


--. 



. 


. .; 


_ r. 
tL: -: .' 
,.' 
.i".? 
"ii 
o. 


...
 

 


,!\
".-, 
"'1..1. -o. 
, . 


.
' 
, I 


I 

.ł.1 


f 


. 
- ..- , 
,'- --- . 
 
-- ...... 
"" -r ,,
 . 
... 
:.:.. "..- 
 "_..wr - "Co 


t" 
1-- 1 
-łł. ". 
, 
, 
,,
 ,';-o!'>' 
. L,..- i
 
... _.1. 


i'''''' 
t', 


'1 
ł- 


"\ 


\'I
 
II 


r 
-1 1 - 
-\ 
; \\ ' 
.-_..
 
.z
 '- 


.,. 


'l 
:. \ , 
l' 
I 


,- 


".L.. 


- 


,,"-, 


" 
L ,-' 
...... 
. . 



 
l. 



, 
.. -l.. (1:' 


, , 




 

'':'' . 




 
., 


------ 


.1'.'., 


, '. 




ł 
 



' 


.1 


motna i zaniedbana, cały wiek już stoi na- 
sza wieża, jako wieczny wyrzut dla wandalów, 
którzy ją tak haniebnie osierocili. N a środku 
obszernego rynku krakowskiego zbudował król 
Kazimierz Wielki Sukiennice. wielką halę tar- 
gową (1391-139S) (ryc. 70). Obok nich była 
tutaj waga większa, dalej topnia srebra i złota, 



'Ii 


. '", '."- ',PI' " 
'11 .i:.....
 
.,: 


" ='f
;... 
... . ... 
.fU. ,. '. .,.. 
lP-łC'
lrtJ1
 Di'1.. _ 
ł-
 
 


9 


. . 
i<': 


" 



.. 
'" 
 
... . ...
 



 


.
..;
. 
-..
:,; 


-<1
 



- 'er 
- . i. 



 



--- 


"'J. 


r .." . ,...,. . 
. '4 .. 

' 
:ł)
 
. 
. j '. 


d...... 


_J' 


.... t. 



...,... , 


" 


, 


-::. 


- . 
!. - ! 



 


ł. 
!
 -
- 


.;,. 


-
 . 


!c, -- 


-' 


l 



. 


Ryc. 70. WIDOK PO Ł.-ZACH. CZĘŚCI RYNKU KRAKOWSKIEGO z lotu ptaka. 
Sukiennice. Ratusz. Pałac pod Baranami. Kościół św. Anny. 


piwnice domów w rynku, występujące daleko 
poza lico dzisiejszych domów. 
Architektura świecka epoki gotyckiej zna- 
lazła swój najświetniejszy wyraz w budowlach 
miejskich tj. ratuszach i halach kupieckich. 
N aj większy rozkwit gotyku przypada właśnie na 
czasy najświetniejszego rozwoju miast. W miej- 
skich budowlach odbija się najlepiej potęga 
i bogactwo średniowiecznego mieszczaństwa. 
Miał i Kraków oczywiście swój Ratusz. Stał 
on na t. zw. rynku węglowym, u wylotu ulicy 
Brackiej. Zburzono go w r. 1820, gdyż był 
w ruinie, pozostawiono tylko iego wieżę. Sa- 


15 2 


jeszcze dalej waga mniejsza, a wreszcie Szma- 
trus (Smetterhaus) czyli kramy dla rzemieśl- 
ników. 
Średniowieczne miasto nie może się obejść 
bez fortyfikacyj. Król czeski Wacław za swego 
krótkiego panowania otacza Kraków murami. 
Zasadniczemi elęmentami każdej fortecy są mury 
i bramy. Od czasu wprowadzenia broni palnej 
stają się wieże niezbędnym. elementem fortyfi- 
kacyjnym. 
System krakowskich średniowiecznych for- 
tyfikacyj odpowiada w zupełności przepisom ar- 
chitektury wojennej niemieckiej. Miasto otacza
		

/00056.djvu

			podwójny mur, jeden wewnętrzny wyższy,
drugi 
niższy zewnętrzny z otworami strzelnic i ma- 
łemi wieżyczkami w licu murów. W murach 
tych znajduje się 7 bram i 47 wież. Poza mu- 
rem zewnętrznym biegła fosa wypełniona wo- 
dami Rudawy. Z dawnych forty- 
fikacyj średniowiecznych, pozostał 
jeszcze tylko kawałek muru przy 
Bramie Florjańskiej oraz trzy 
wieże t. j. ciesielska, f10rjańska 
i pasamonników (ryc. 7 1 ). 
Średniowieczne miasto, ści- 
śnięte murami fortecznymi, nie 
może się rozwijać swobodnie i kie- 
runek jego ulic wskazany jest po- 
łożeniem budowli publicznych, 
które te ulice na swej drodze na- 
potykają. Stąd te liczne krzywizny, 
załamania się linij, te malownicze 
kąciki w dawnych miastach. Tam 
gdzie miasto zostało założone od 
nowa, ulice mogą być proste, gdzie 
miasto powoli się rozwija, tam 
obraz ulicy łączy w sobie wielość 
zmieniających się na każdym kro- 
ku wrażeń. Tutaj' każdy dom zaj- 
muje inne stanowisko względem 
linij wzroku. Nowożytna prosto- 
linijna ulica wiedzie oderwany ży- 
l,) 
wot, średniowieczna przedstawia c, . 
żywy i bogaty w kontrasty, a prze- 
cież zespolony ze sobą kierunek. f-' 
N a tę przedziwną harmonję składa '.:..-' 
się przedewszystkiem architektura 
domów. Wąskie i strome fronty 
domów i wąska przestrzeń ulicy 
pozostają do siebie w takim związ- 
ku, jak wąskie przęsła z biegną- 
cym w górę przekrojem pionowym 
gotyckiej świątyni. Rząd domów 
z ostremi dachami i spiczastemi 
szczytami czyni wrażenie ciągłego żywego ru- 
chu; nowożytna ulica z płaskimi dachami bu- 
dzi niepokój. Nowożytna ulica, w której każdy 
dom zachowuje swoją indywidualność, czyni 
wrażenie monotonne; w średniowiecznej każdy 
dom dostosowuje się elastycznie do danej sy- 
tuacji i daje nam różnorodne widoki. 
Z tego świeckiego gotyckiego Krakowa 
niewiele już dzisiaj pozostało. Wspomnieliśmy 


już wieżę ratuszową, trzy baszty forteczne, bar- 
bakan (ryc. 72), część dawnego Uniwersytetu przy 
ulicy Jagiellońskiej (ryc. 73); tu i ówdzie jeszcze 
bramka ostrołukowa. Jedyne pojęcie o tem, jak 
ten gotycki Kraków wyglądał, daje nam miedzio- 


--J 


- :..... 


,- 


.. 


I 


I <, 
" . 
1'1""1' 1 
. J.;, 


, , 


. I 
I 
:.
...., . I 


'i' c' .,-, 


'
,,
:.,::.
 

":. 
" 


ł\'ł 

 '7'01 1 
a' . 
I. 



1 


" 
I 
I 
I 


.:
'-.. 



 


'I 

 
 "--- 
:.. 
\.
ł 
,
,< 

:,,

 

" ,;,. 
 ,- 
'"lit. .. .
. . 
-
-< : 
. " 
 

. 

. 
\. 


t _ 


,\ 



 


s": 




. 



, 



._----,-:. . 


.)1 
I"IE.' , 


--- 


.011 


, 
-" 


- 
. 

- 


I 


..ik 


.. ... ., 


.. 
'F_. 

>
:
_ 
,.f. - 
t- 


! 


.."' 
 
""":i.
 


rJIIbII
r 


Ryc. 71. 
FRAGMENT MURÓW MIEJSKICH Z BASZTĄ PASAMONNIKÓW 


ryt z widokiem Krakowa Visschera-Merjana z po- 
czątku XVII w. w Muzeum Czartoryskich. 
Miasto zachowuje swą gotycką fizjognomję 
aż do XVII w. Renesans, który na zachodzie 
wyparł gotyk już w XV w., w Polsce wystę- 
puje tylko sporadycznie, objawiając się prze- 
ważnie w dziełach plastyki. W architekturze na- 
szej po Gotyku następuje prawie bezpośrednio 
Barok, a Zamek na Wawelu i kaplica Zygmun- 


153
		

/00057.djvu

			towska w naszej katedrze stanowią prawie Je- 
dyną wyspę renesansową. 
Domy mieszczańskie, wąskie, zazwy"'czaj 
o trzech tylko oknach, z przybyciem do Krakowa 
Włochów otrzymują teraz przeważnie nowe szaty 
zewnętrzne. Bogaci mieszczanie, jak Montelu- 
piowie, Cellarowie, Bonerowie, stawszy się wła- 
ścicielami miejskich posesyj, łączą ze sobą 
kilka domów, których wewnętrzny rozkład po- 
zostaje niezmieniony, natomiast fasady, otrzy- 
mują nowe portale renesansowe. Znikają teraz 


I' 


mieszkańców południa formy gotyckie przed- 
stawiały zawsze coś barbarzyńskiego. Dotych- 
czasowy dach siodłowy odwraca teraz swą formę 
na kształt litery V, czyli rozpada się właściwie na 
dwa odrębne dachy spadziste, u podstawy któ- 
rych biegnie środkiem rynna, odprowadzająca 
wody deszczowe na ulicę. 
Wspaniały rozkwit Krakowa w epoce Zy- 
gmuntów, z chwilą przeniesienia stolicy do War- 
szawy za Zygmunta III. w r. 1596, przechodzi 
w powolny upadek. Dwór królewski a za nim 
liczni m a g n a c i 
opuszczają miasto, 
a z nimi przenosi się 
dobrobyt i wszyst- 
kie te korzyści,jakie 
daje miastu stolica 
wielkiego państwa. 
N ajazdy szwedz- 
kie w połowie XVII 
w. i początku XVIII 
w. sprowadzają jego 
ostateczny upadek. 
Spustoszenia, jakie 
Szwedzi po dwulet- 
nim pobycie w Kra- 
kowie pozostawili, 
odbiły się także i na 
jego architekturze. 
Pożary, grabieże, rą- 
banie bram i okien 
na opał, przyczyniły 
się do całkowitej ruiny miasta. Zubożałe miesz- 
czaństwo nie mogło naprawiać walących się do- 
mów. Rewizje t. zw. kwartalników dają wymowne 
świadectwo tej nędzy, w jakiej się Kraków 
wówczas znajdował. Wypadało więc podpierać 
walące się mury i z tych to czasów pochodzą 
owe szkarpy, które widzimy w śródmieściu. Na- 
dają one krakowskiej architekturze swoiste 
piętno i uroczystą powagę prostej i skromnej 
zresztą architekturze domów. 
W epoce Baroku budują się liczne kościoły, 
wzorowane na rzymskich budowlach, jak kościół 
św. Piotra, św. Anny, PP. Wizytek, a obok nich 
także świecka architektura jest tutaj reprezen- 
towana przez budowle prawdziwie monumen- 
talne, jak pałac biskupi, Szara kamienica, ka- 
mienica margrabska (dzisiaj Bank Krajowy), 
Krzysztofory, pałac Spiski i pałac Stadnickich 


, 
\ 
.. . 
'- 
" 
. . . 
'!i .. 
:"' '"':!!!... 
J 
. 
. , . 
""" 


r 
r 


. 
4$ 


"- 

..
 



 . 
, ' 


'lIN: 


; .. 


;r
 


Ryc. 72. BARBAKAN I BRAMA FLOR]AŃSKA. 


-.....--.: .. 


spiczaste dachy siodłowe, a na ich miejsce po- 
wstają włoskie attyki, zakrywające strome da- 
chy. Najpiękniejsza z nich, dzieło Jana Marji 
Padovana, koronuje mury Sukiennic, inne jak 
Prałatówka przy kościele P. Marji i wiele im 
podobnych, nadają teraz architekturze Krakowa 
południowe piętno. Attyki te zawdzięczają swe 
powstanie zmienionej obecnie konstrukcji da- 
chów. Kraje północne, ze względu na długo- 
trwałą zimę i obfite opady atmosferyczne po- 
sługiwały się dachami spadzistymi. W domach 
o szerokich frontach mają one formę pulpi- 
tową, w domach wąskich dach wznosi się na 
osi i boki jego spadają na mury sąsiednich do- 
mów, tworząc w ten sposób trójkątny szczyt, 
przyozdobiony w architekturze gotyckiej wnę- 
kami i kamiennemi iglicami lub kwiatonami. 
W epoce Renesansu forma ta ulega zmianie. Dla 


154
		

/00058.djvu

			Ryc. 73. GMACH DAWNEGO L'NIWERSYTETC 
JAGIELLOŃSKIEGO 
dziś BIBLJOTEKA JAGIELLOŃSKA. 


przy ulicy Grodzkiej 1. 40. O ile tamte bu- 
dowle cechuje spokój, powaga i harmonja pierw- 
szego okresu stylu barokowego, to w pałacu 
Stadnickich występują 1UŻ motywy rokokowe. 
Jest to jedna z najbogatszych fasad w Kra- 
kowie. Odznacza się elegancją kompozycji i dy- 
skretną dekoracją stiukową. 
Koniec wieku XVIII i pierwsza połowa 
XIX w. zaznacza się 
kilku bardzo pięknemi 
i monumentalnemi fa- 
sadami. Jest to styl 
Ludwika XVI i styl 
Cesarstwa. Obydwa te 
style są w Krakowie 
wca1e dobrze reprezen- 
towane. Do pierwszego 
z nich należy dom W 0- 
dzickich przy ulicy św. 
Jana nr. II (ryc. 74), 
dom J abłonowskicb 
(dzisiaj Fr. Potockiego) 
w Rynku nr. 20, dom 
kapitulny ul. Kano- 
nic za 19, Collegium 
Phisicum ul. św. Anny. 
Styl cesarstwa repre- 
zentuje dom przy ulicy 
Szewskiej nr. 9. 
Pod względem ar- 
chitektonicznym jest 
Kraków doskonałym _,,-z-" 
przykładem ustosun- 
kowania p r o p o r c j i 
i sylwet w domach, 
pochodzących z róż- 
nych epok i stylów. Obok domów o pałacowym 
charakterze, wznoszą się domy mieszczańskie 
o wąskich fasadach. Silnie występujący gzyms 
koronujący lub attyka wieńczy ich szczyty. Har- 
monja ta i spokój, które cechują naszą kra- 
kowską architekturę, daje jej to piętno wykwitnej 
dystynkcji, którą wysoko podnoszą cudzoziemcy, 
zwiedzający nasze miasto. 
Na ten harmonijny obraz składa się prze- 
dewszystkiem t. zw. fasada blokowa, przez którą 
rozumieć należy sumę wszystkich poszczegól- 
nych fasad, wznoszących się w jednej linji bu- 
dowlanej, bez względu na to, czy pozostają 
one ze sobą w związku, lub czy też są dowolnie 


,. I I] 
/I '
;I t 
 jl II .. 
 . 
 
'" W'1 I I , 
I 1II:...J""'. I 
iii." q '--1 


'<: 


. ,i, 


obok siebie ustawione. Tej zasady trzymała się 
stale w swym rozwoju architektura ostatnich 
stuleci - poszczególny dom znikał w połącze- 
niu z innemi. Gzymsy koronujące i gzymsy 
poszczególnych pięter biegły w jednej linji, a da- 
chy zlewały się w jedną masę. W XIX w. ta je- 
dność rozluźnia się. Każdy dom wyłamuje się 
teraz ze związku i chce swą indywidualność 
zaznaczyć. - Te walo- 
ry artystyczne jEdnoli- 
tych motywów i ich 
rytmicznego uszerego- 
wania zostały w XIX 
wieku porzucone, a ich 
miejsce zajął naj dzik- 
szy indywidualizm 
w postaci t. zw. Sece- 
sji. Przez tę na szczę- 
ście krótkotrwałą cho- 
robę przeszedł i Kra- 
ków. Dzięki radzie ar- 
tystycznej przy Magi- 
stracie, każdy plan na 
nową budowlę w mie- 
ście musi przejść przez 
surową cenzurę. Rada 
artystyczna dąży do 
tego, aby nawrócić na- 
szą sztukę budowlaną 

 do dawnych zasad, nie 
do stylów historycz- 
nych, lecz do jedności 
woli artystycznej, do 
tego, aby przywrócić 
dobre ustosunkowanie 
mas i dyskretną orna- 
mentację. - Wybujały industrjalizm XIX w. wy- 
rządził niezmierne i niepowetowane szkody fizjo- 
gnomji naszych miast. Dla lepszego wyzyskania 
każdego wolnego miejsca na sklepy pokasowano 
wspaniałe obszerne sienie naszych patrycjuszow- 
skich domów, przerabiając je na lokale sklepowe. 
Pociągnęło to wyrąbanie przepysznych nieraz 
portal
 i bram domów, lub przykrycie ich wy- 
stawowemi szafami. Wybujała reklama, przy- 
kryła każdą wolną przestrzeń fasad domów krzy- 
kliwą reklamą szyldów i wywieszek, pchając się 
nawet na dachy domów. Reakcja, jaka się ob- 
jawiła na Zachodzie przeciw żarazie reklamo- 
wej, skłoniła także i krakowską Radę miejską 


tlili 


.( 


, 
I 


"'. -.... 
,"L,_ ,Ił 


J}j J (>- 


ri1 
1J 

 


./ 


T 


.'. 
.'. 
'ol 


- 


155
		

/00059.djvu

			do wydania przeplsow, mających na celu przy- 
wrócenie śródmieściu Krakowa dawnego jego 
wyglądu. W r. 1925 zniknąć muszą szafy skle- 
powe, zasłaniające mury fasad domów; szyldy 
sklepowe poddane zostały dokładnej rewizji 


. 


4 


.. 



 


I: 


L-__ __ _ 


przez specjalną komisję, i te, które oszpecają 
architekturę muszą być usunięte. W ten sposób, 
miasto nasze, odzyska znowu swą pierwotną 
dystyngowaną szatę, którą tak podziwiają zagra- 
niczni, artystycznym smakiem obdarzeni turyści. 


ł 


. 


!!: 
. 


t ł 


'..I, 


'..' 


..... 


... 


I 
I 
I 
I 
uj 


Ryc. 74. WIDOK Z OKNA WIEŻY MAR]ACRlE]
		

/00060.djvu

			.. 



 


," 


......... --- 


... 


. 


Godło domu »pod Jaszczurkami«, Rynek gł. l. 8. 


JAN ST. BYSTROŃ 


ROZWal WIEI-JKOlVIIElSKI KR!AKOW A 


Wzrost wielkich miast jest najbardziej może 
znamienną cechą rozwoju społecznego XIX w., 
zwłaszcza zaś drugiej jego połowy. Uwolnienie 
włościan, dotychczas do ziemi' przywiązanych, 
rozwój wielkiego przemysłu i coraz to gęstsza 
i doskonalsza sieć komunikacyjna wpłynęły za- 
sadniczo na ugrupowanie ludności; mieszkańcy 
wsi, nie znajdując dostatecznego na ziemi utrzy- 
mania, ciągną do miast, które zapewnić im mogą 
pracę. Wiele miast, mających stare i sławne tra- 
dycje upada, nie mogąc się dostosować do no- 
wych warunków, jak np. Sandomierz, Łęczyca, 
Biecz, z drugiej zaś strony powstają z zawrotną 
szybkością ogromne skupienia przemysłowe, jak 
Łódź, Sosnowiec czy Katowice, które sto lat 
temu były jeszcze niewielkiemi osadami. Miasta 
o charakterze stołecznym, jak Warszawa, Wilno, 
Lwów, Poznań, mające odpowiednie komuni- 
kacje, dogodne rynki zbytu i dobre warunki 
rozwoju handlowego czy przemysłowego, do- 
stosowały się z łatwością do nowych stosunków 
życia i są dziś poważnemi skupieniami wiel- 
komiejskiemi. Również i Kraków zdołał przejść 
tę próbę ogniową i dziś jest wielkiem, dwustu- 
tysięcznem blisko miastem, mającem przed sobą 
szerokie perspektywy przyszłości. 
Ogólny pogląd na rozwój miasta w ostatnich 
kilkudziesięciu latach dają cyfry państwowych 
spisów ludności (bez wojska): 
Rok: Mieszkańców: 
1857 41.086 
18 6 9 49. 8 35 
1880 59.830 
1890 69. 1 3 0 
19 0 0 85. 2 74 


8 


Rok: Mieszkańców: 
1910 14 2 .5 18 
1921 181.700 
N ie poszło to łatwo. Od czasów przeniesienia 
stolicy i dworu do Warszawy, Kraków nie miał 
szczęścia. Wyniszczony przez wojny szwedzkie, 
coraz bardziej upadał gospodarczo; czasy wol- 
nego miasta, skrępowanego politycznie i gospo- 
darczo, nie były okresem pomyślności, a po upadku 
niezależności Krakowa nastąpił znów zastój wroz- 
woju miasta i zmniejszenie się znaczne liczby jego 
mieszkańców. Od tego jednak czasu zaczyna się 
stopniowo powolny zrazu, potem w ostatnich dzie- 
sięcioleciach coraz to szybszy rozwój, objawia- 
jący się wznacznem zwiększeniu się liczby miesz- 
kańców, rozbudowie miasta na sposób nowo- 
czesny i zwiększeniu gospodarczych i społecz- 
nych agend zarządu miejskiego. Kraków wyka- 
zał tu znaczną żywotność. Skrępowany granicą 
państwową, która ścisłym kordonem odcięła odeń 
naturalny teren jego ekspansji, jak powiaty olku- 
ski, miechowski, pińczowski, a w dalszym rzę- 
dzie okolice Częstochowy, Kielc, Sandomierza, 
wtłoczony w wąskie mury fortecy austrjackiej, 
oddalony od wielkich dróg handlowych, nie bę- 
dąc większem centrum administracyjnem, zdołał 
jednak Kraków przekształcić się na wielkie mia- 
sto, rozsadzić wały forteczne i wcielić cały sze- 
reg gmin podmiejskich, nawet na drugim brzegu 
Wisły położone miasto Podgórze, niegdyś groź- 
nego współzawodnika, i stać się ważnym ośrod- 
kiem handlowym i przemysłowym, a nadto kon- 
tynuując chlubne tradycje przesławnej Almae 
Matris być pierwszem w Polsce ogniskiem nauki 
i sztuki. Dziś, po upadku granic zaborczych, gdy 


157
		

/00061.djvu

			Kraków odzyskuje znów ścisły związek z zie- 
miami północnej Małopolski, gdy oparty z jednej 
strony o zagłębie węglowe i przemysłowe śląskie 
i dąbrowieckie, z drugiej o zagłębie naftowe Pod- 
karpacia, odzyskuje znów swe dominujące na 
południowym zachodzie Rzeczypospolitej sta- 
nowisko, otwierają się przed nim widoki świe- 
tnego wielkomiejskiego rozwoju. 
Rozwój ten, jak dotychczas, jest bardzo ty- 
powy. Jako miasto, zbudowane koncentrycznie, 


podmiejskich, niegdyś uprawą roli i ogrodnic- 
twem się trudniąca, została wciągnięta gospo- 
darczo w życie miejskie, gdy coraz to więcej 
na terytorjach tych gmin osiedlało się miesz- 
kańców miasta i coraz to liczniejsze powsta- 
wały budynki mieszkalne czy przemysłowe, mu- 
siały upaść i fortyfikacje; w okresie od 1909 
do 1914 roku cały szereg gmin podmiejskich 
(Zakrzówek, Dębniki, Półwsie Zwierzynieckie, 
Zwierzyniec, Dąbie, Ludwinów, Płaszów) wraz 


.A_ 

.. 


... 
.. 


.. 
,
". . 
 


:;;:r-- 


. 


1 

ł"_ 


.. ł-ł I 


lł." 
...WIU 

,'.' 




 


. 


-,/II . 


- 


" 



I 
l - 
.,......- J 


'- 1III!ł 

. >'
 "C,: 
;;
 - 


, .
 


JItI> 


. f ' ... 
7, 
'\ 
 !; 
\ . 
. 


- 


<11 


. 



 -
 - -. 
iti" "tł"" 
 
. I 
i 
. . 




--- 


1£ 


. - 



 
I 


c:....."'I.-...- 'E!3 
T
.
. 
 
'Q
"'.
 


- 

" 

-.:;..- 


Jt/ 


Ryc. 75. PAŁAC PRZY UL. ŚW. JANA II. 


rozwija się wzdłuż promieni najważniejszych 
dośrodkowych dróg, łączących środek mlasta 
z gminami podmiejskiemi, a dalej - z innemi 
centrami. Zwiększa się ilość mieszkańców, w mie- 
ście staje się coraz gęściej; buduje się coraz to 
wyższe domy, dobudowywa .się piętra na starych. 
Stopniowo zaczynają się zabudowywać i najbliż- 
sze przedmieścia; zburzenie murów miejskich, 
które zubożyło miasto pod względem artystycz- 
nym, było niezmiernie znamiennym objawem 
rozwoju miasta, które, nie mogąc się zmieścić 
W obrębie murów, postanowiło je zupełnie usu- 
nąć. Dalszą przeszkodą rozwoju były wały for- 
tyfikacyjne; z chwilą jednak, gdy ludność gmin 


15 8 


z Podgórzem wszedł administracyjnie w skład 
miasta. Tak więc rozwój miasta możemy sobie 
wyobrazić w czterech wielkich, współśrodkowych 
pierśCieniach: środkowym będzie stare miasto, 
dzisiejsze śródmieście, zamknięte w obrębie daw- 
nych murów miejskich, dziś - plantacyj, drugim 
to nowsze dzielnice, których zabudowanie przy- 
pada na ostatnie dziesięciolecia ubiegłego wieku, 
ograniczone fortyfikacjami austrjackiemi i wałem 
(nieistniejącej już) kolei obwodowej; trzeci sta- 
nowić będą nowo wcielone gminy wraz z Pod- 
górzem, tworzące t. zw. Wielki Kraków; czwarty 
wreszcie to szeroka strefa oddziaływania miasta 
na tereny, poza rogatkami miejskiemi położone.
		

/00062.djvu

			Im dalej od środka, tem rzadszą jest ludność 
(bardzo zagęszczona w starych dzielnicach) i mniej 
od życia wielkomiejskiego zależną (domki jedno- 
rodzinne z ogródkami, uniezależniające się od 
targów miejskich, czasem nawet i działki rolne 
w bardziej odległych dzielnicach). 
Ciekawem zjawiskiem rozwoju wielkomiej- 
skiego jest fakt zmniejszania się liczby miesz- 
kańców śródmieścia. Sklepy i biura publiczne 
czy prywatne, szkoły, kluby i towarzystwa, prag- 
nące mieć jaknajdogodniejsze położenie w sa- 
mem centrum miasta, wypierają stopniowo sta- 
łych mieszkańców, którzy, unikając zgiełku i wy- 
sokich czynszów mieszkalnych, przenoszą się na 
dalej położone, spokojniejsze ulice. Wytwarzają 
się więc różnice, tak znamienne dla współcze- 
snych wielkich miast: obok dzielnicy centralnej, 
handlowej (w Krakowie Rynek Główny i szereg 
ulic dośrodkowych, jak np. Grodzka, Florjańska, 
Szewska) wytwarzają się dzielnice par excellence 
mieszkalne, które znów łatwo różnicują się na 
dzielnice zamożniejszej i uboższej ludności (np. 
okolice ul. Wolskiej w pobliżu Błoń i parków, 
spokojne, dobrze zabudowane, przez zamożniej- 
szą ludność zamieszkałe i okolice Szlaku, da- 
leko gęściej zaludnione. skromniej zabudowane. 
brudniejsze); objawem świadomego tworzenia się 
takich dzielnic mieszkalnych jest tworzenie ko- 
lonij, wedle z góry powziętego planu budowa- 
nych, zwłaszcza przez stan średni (urzędników 
itp.); - najlepiej zabudowaną taką kolonją jest 
grupa will urzędniczych na górze św. Salwatora 
pod kopcem Kościuszki. - Obok dzielnic han- 
dlowych i mieszkalnych różnego typu tworzą 
się również dzielnice przemysłowe (na południu 
i wschodzie miasta), a nadto w okolicy dworca 
kolejowego powstają wielkie składy towarowe. 
Rozmaitość ta wyróżnia wybitnie dzisiejszy wiel- 
komiejski Kraków od tegoż Krakowa z połowy 
ubiegłego wieku, raczej jednolitego w swej struk- 
turze, otoczonego wieńcem wsi podmiejskich. 
Zmiany ludnościowe i morfologiczne pocią- 
gają za sobą poważne zmiany w gospodarce miej- 
skiej, której wszechstronny rozwój jest również 
bardzo charakterystyczny dla naszych czasów. 
Na danem terytorjum mieszka więcej ludzi, jest 
więcej ruchu; buduje się więcej domów i to 
większych, porządniej zabudowanych; buduje się 
też lepsze drogi, kładzie się bruki, oświetla się 
lepiej w nocy; zarząd miejski troszczy się coraz 


to więcej o czystość w mieście, wprowadza ka- 
nalizacje, dostarcza dostatecznej ilości wody, bu- 
dując wodociągi, przyczem troska o stan zdro- 
wotny miasta łączy się z ułatwianiem życia 
domowego coraz to wygodniejszym i bardziej 
wymagającym mieszczanom. Coraz to lepszej 
organizacji wymaga również i wyżywienie wzra- 
stającej ilości mieszkańców; miasto buduje no- 
wocześnie urządzoną rzeźnię i targowicę na 
bydło, a w czasach krytycznych prowadzi we 
własnym zarządzie akcję aprowizacyjną na wielką 
skalę. W miarę zwiększania się terytorjum i wzra- 
stania ruchu wielkomiejskiego coraz to ważniej- 
szym problemem stają się komunikacje miejskie, 
a więc przedewszystkiem tramwaje (finansowane 
w Krakowie przez spółkę prywatną przy znacz- 
nym udziale gminy). które nie tylko odpowiadać 
winny istniejącym potrzebom miasta, ale także 
wytyczać nowe drogi rozwoju. W zakresie spo- 
łecznym obejmuje zarząd miasta opiekę nad ubo- 
gimi i sżpitalnictwo, w zakresie kulturalnym 
organizację szkół miejskich i utrzymywanieinsty- 
tucyj kulturalnych, jako to muzeów (Narodowe 
wraz z Domem Matejki i Muzeum Czapskich, 
dalej Muzeum Techniczno-przemysłowe), Archi- 
wum akt dawnych, teatrów. W miarę możności 
spełnia zarząd miasta te różnorodne funkcje, 
które wzrosły jeszcze ogromnie w czasach wo- 
jennych; ciężkie przejścia wojenne, długotrwała 
ewakuacja twierdzy w pierwszych latach wojny, 
potem przewlekły kryzys ekonomiczny, a co za- 
tem idzie zastój budowlany i pauperyzacja sze- 
rokich warstw ludności, zachwiały poważnie sta- 
nem finansowym miasta, wymagającego - prócz 
pokrycia bieżących wydatków, także znacznych 
inwestycyj, zwłaszcza w niedawno przyłączonych 
obszarach, pozbawionych jeszcze często najważ- 
niejszych urządzeń technicznych. Wydatki niepo- 
miernie wzrastają, a siła podatkowa ludności miej- 
skiej jest coraz to mniejsza - stąd też i kryzys, 
który przechodzą obecnie wszystkie miasta, naj- 
dotkliwiej zaś wielkie, a więc i Kraków. Dopóki 
niepomyślny ten stan nie ulegnie zmianie, potąd 
trudno będzie myśleć o wydatniejszym postępie 
w gospodarce miejskiej. 
Jaką będzie przyszłość Krakowa? 
Warunki rozwoju ma dziś :l?-iasto bardzo 
dobre. Siedziba władz wielkiego województwa, 
jest zarazem niejako duchową stolicą trzech wo- 
jewództw: krakowskiego, kieleckiego i śląskiego; 


159
		

/00063.djvu

			jako naczelne (obok stołecznej Warszawy) cen- 
trum kulturalne o 
ugowiekowej tradycji, ma 
ogromne znaczenie dla całej Polski i niewąt- 
pliwie także na przyszłość go nie straci; wa- 
runki rozwoju handlowego i przemysłowego 
ukształtowały się bardzo pomyślnie z chwilą po- 
wstania państwa polskiego. Są więc wszelkie 
dane po temu, aby móc przepowiadać miastu 
wielką przyszłość. 
Oczywiście, dane te trzeba umiejętnie wy- 
zyskać, i tu ciążą ogromne .zadania na zarzą- 
dzie miasta. Miasto rozwija się w znacznej mie- 
rze samo, ale jeśli rozwój ten ma być celowy, 
skoordynowany i przynieść rzeczywistą korzyść 
miastu, trzeba nim odpowiednio pokierować. N a- 
czelnem zagadnieniem najbliższej przyszłości 
musi być polityka komunikacyjna i budowlana, 
niestety, tak wiele pozostawiające do życzenia. 
Miasto musi wytknąć drogi rozwoju, prze- 
prowadzić dogodne linje tramwajowe, sporzą- 
dzić stosowne plany regulacyjne i ułatwić akcję 
budowlaną, aby odjąć nowym dzielnicom miasta 
tę cechę zupełnej przypadkowości rozwoju, 
jaką dziś w największej części mają ze szkodą 


interesów gminnych, gospodarczych i artystycz- 
nych. Przypuszczać należy, że Kraków w dal- 
szym ciągu będzie się rozwijał koncentrycznie; 
najwłaściwszym byłby chyba dalszy rozwój dziel- 
nic mieszkalnych w stronę zachodnią ku Kop- 
cowi Kościuszki i Woli Justowskiej, gdzie przy 
odpowiednich planach regulacyjnych i dogodnej 
komunikacji powstaćby mogła prześlicznie po- 
łożona dzielnica willowa, sięgająca aż po nowo 
założony park miejski na Skałach Panieńskich, 
a także i ku północy, w stronę Bronowic ; na 
wschodzie przypuszczać należy wielki rozwój 
dzielnicy, związanej najściślej z dworcem kole- 
jowym, zwłaszcza zaś z niedawno otworzonym 
dworcem towarowym: dzielnicy wielkich skła- 
dów towarowych i magazynów firm spedycyj- 
nych; południowe zaś 9kolice miasta, a zwłaszcza 
na prawym brzegu Wisły położone, będą się za- 
pewne dalej rozwijały w kierunku przemysłowym. 
Warunki rozwoju są bardzo dobre. Od Krakowian 
samych, od ich pracowitości i przedsiębiorczości, 
od inteligencji i konsekwencji władz komunal- 
nych zależy w znacznej mierze przyszłość miasta. 
Oby najlepsza, największa, naj świetniejsza. 


... 

 . -=-
.: 
 - 
'
.- 
- .-/ 
 I 

 ): 
"-( . 
.-
 
 I
- 
.
 , 
1, 
o 


---

 


J' 



. 
... Iti; j' 
, 


.... , 


' /'=/""' - 



- .
 


":I; 
'1 


/-:- 


. .ij 


-'. ,.. 


. I 

 


-- 


-

 


J 


...... 


Ryc. 76. PORTAL DOMU L. 20 przy ul. ŚW. JANA.
		

/00064.djvu

			SEWER YN UDZIELA 


KRAKOWIACY 


W dni targowe, we wtorki i piątki, a prze- 
dewszystkiem w dni świąteczne, gdy pogoda 
zajaśnieje nad miastem, napatrzyć się można do 
woli barwnym i bogatym strojom ludu tutej- 
szego, który tłumnie z wiosek podmiejskich 
garnie się na nabożeństwa do swoich kościołów 
parafjalnych w Krakowie. A już całą ludność 
krakowską z bliższych i dalszych okolic zoba- 
czy zawsze na wielkich odpustach dorocznych: 
w dzień św. Stanisława, 8. maja, na Skałce, na 
Matkę Boską we wrześniu u Ks. Karmelitów 
na Piasku, a w październiku u 00. Domini- 
kanów. 
Białe sukmany z czerwonymi kołnierzami, 
granatowe kamizele i kaftany z wypustkami 
i kutasami amarantowemi, szerokie, nabijane, 
skórzane pasy na zuchowatych, dziarskich, zdro- 
wych postaciach mężczyzn - to znowu barwnie 
haftowane i naszywane gorsety i kaftany u do- 
rodnych dziewcząt i kobiet, spódnice w kwiaty, 
fartuchy białe i chustki na głowach misternie 
haftowane, bawią oko swoim oryginalnym wdzię- 
kiem, barwnością naszych pól i łąk ukwieconych. 
Wprawdzie wojna ostatnia poczyniła wielkie :: 
szczerby w strojach ludu naszego, ale przecież 
nie zniszczyła ich jeszcze zupełnie tak, jak nie 
zniszczyła, nie zmieniła całego życia Krakowiaka, 
nie zatarła stałych tradycyj i zwyczajów. 
Gęsto obsiadł lud krakowski stolicę, chociaż 
Kraków nie leży w środku jego siedzib. Podczas 
gdy ku północy podchodzą Krakowiacy aż pod 
Częstochowę i poza Kielce, to na południu 
20-30 km. od Krakowa, na linji biegnącej od 
Wadowic przez Izdebnik, Szczyrzyce, Czchów, 
graniczą już z Góralami lub Lachami sądeckimi. 
N a zachodzie w południowej części graniczą 
w powiecie bialskim z Wałachami śląskimi, cho- 
ciaż dalej ku północy przekraczają granice Gór- 
nego Śląska, zaś od wschodu dochodzą do Du- 
najca i mniej więcej do połowy powiatu sando- 
mierskiego i opatowskiego. 
Cały ten kraj zasiedli Krakowiacy zwartą 
masą już w czasach przedhistorycznych, a po- 
czątek prawie wszystkich wiosek tutejszych 
ginie w pomroce wieków. 
Charakterystyczną cechą osadnictwa tutej- 


szego jest skłonność budowania wsi na szczycie 
wzgórza, na wyniosłości, na garbie przynajmniej. 
Chaty gęsto obok siebie stawiane, czynią osadę 
zwartą, którą można było łatwo otoczyć wałem, 
czy ostrokołem i utrudnić wszelkie napady. To 
też po wsiach takich rzadko spotkać można 
studnię w pobliżu chaty, ale po wodę trzeba 
chodzić na dół, do stóp wzgórza, gdzie źródła 
wydobywają się na powierzchnię, a do mycia 
naczyń, do rozrabiania gliny, gdy lepią chaty 
i na podobne potrzeby zbierają wodę deszczową 
w małych stawkach kopanych przy domu. 




 \ ":- ',.,'. 
,,", ,.\ 
.
' 
I . ,... \ 
"'.f"
" \ 
'. ' 
 i
 

 " 
!k
" 
-ł,,:f..,. Ił .. 
,'". J
 
---,
 
. 
, r " " 
- 1iiF< "" 
', 
 .. ,'. : J;. ,I 
'-.
'
-
 

-="'
-,'- 
 
>....;,

, - :t. o t. __-'- 
 


... 


.- 




 


-. _/ 


-
 ",;" 

w ..:,
' 


Ryc. 77. CHATA W BRONOWICACH pod Krakowem. 


N a końcu wsi strzela kościół wieżyczką 
z pośród lip, a na osobności za wsią stoi dwór 
pański. Chaty drewniane (ryc. 77) strzechą kryte, 
zwrócone są małemi okienkami w stronę po- 
łudniową, do słonka aby w izbie było jasno 
i wesoło. U 'bogatego gospodarza stoi obok 
stodoła i stajnia, podczas gdy u biedniejszego 
jedna strzecha nakrywa mieszkanie ludzi, schro- 
nienie dla bydła, boisko i szopę. Przy chatach 
zielenią się sady, choćby naj skromniejsze, a musi 
być choćby jedno drzewo, bodaj wierzba koło 
obejścia. Przez wieś między opłotkami biegnie 
droga gminna wyboista i wielce błotnista w cza- 
sach deszczowych. 
N ajczęstszy typ chaty przedstawia się sche- 
matycznie tak: w środku jest izba mieszkalna 
z dwoma okienkami bliźniaczemi o sześciu szyb- 


161
		

/00065.djvu

			kach każde. Po jednej stronie izby mieszkalnej, 
odzielona sienią, jest komora, a z drugiej strony 
jest stajnia na bydło z wejściem od pola. By- 
wają jednak chaty, w których sień oddziela izbę 
mieszkalną i komorę od kuchni, czyli piekarni, 
a także chaty o dwóch mieszkaniach, po dwóch 
stronach sieni, zwłaszcza jeżeli gQspodarz wy- 


)., 



 
'T 


!$ 
.<
 



. 


1 
1 


""\ :J 


" 


-:-- - 
..- 
:::..- -- 
. 
 -- - 
L ¥'\
'-
 --: 
--=- '"" , 



.... 


-...- - 



 



. 
 



 


-- 


.. 
.. 



 


.. . 


J 




 


:
 
. ,. 


"" 


,;,... 



. 


.. 



 


Ryc. 78. KRAKOWIAK W KAMIZELI. 


dał córkę za mąż i dał jej pod własną strzechą 
mieszkanie, bo zięć niema jeszcze własnej chaty. 
Albo gdy stary ojciec oddał synowi gospodar- 
stwo, a sam siedzi na wymowie. Spotykamy jesz- 
cze domy starszego typu z podcieniem, wspartern 
na trzech słupach; a wtedy izba mieszkalna cof- 
nięta jest nieco w tył. Teh sposób budowania 
chaty zachował się częściej tu i ówdzie w sta- 
rych, drewnianych karczmach. 
Pod ścianą od tyłu lub z boku chaty można 
znaleźć starodawną stępę nożną do otłukiwania 
jęczmienia na kaszę, a w sieni również odwieczny 


162 


... 


przyrząd do mielenia zboża, żarna ręczne, mły- 
nek, jak tu je często nazywają. 
W izbie uderza nas przedewszystkiem sze- 
reg obrazów świętych, umieszczonych ponad 
oknami wzdłuż całej ściany pod powałą, między 
którymi trafiają się stare drzeworyty ludowe, - 
stół, ława, stołki, skrzynia, szafeczka na naczy- 
nia i łóżka, wszystko malowane w kwiaty; łóżko 
wysłane wysoko poduszkami i pierzynami, nad 
niem na żerdzi codzienne odzienie, obok malo- 
wana także kołyska. 
Na środkowym tragarzu w izbie wyrznięta 
jest zawsze gwiazda sześciopromienna, a obok 
niej wycięty bywa rok wystawienia chałupy, cza- 
sem nazwisko fundatora lub. prośba do Boga 
o błogosławieństwo. 
Przy drzwiach w izbie, a jeśli piekarnia jest 
osobno, to w niej stoi obszerny piec piekarski, 
przed nim nalepa, to jest miejsce do gotowania 
potraw przy ogniu, a coraz częściej kuchenka 
z blachami, czyli cygan, skąd komin wyprowa- 
dzany bywa na dach. 
Lud krakowski jest wzrostu średniego, bar- 
czysty, muskularny, krępy z piękną kształtną 
głową, twarzą owalną o ładnych, łagodnych ry- 
sach; oko 111a niebieskie a nos wydatny. Włosy 
zawsze jasne u dzieci, później ciemnieją, stąd 
jest tutaj więcej szatynów. 
Starsi mężczyźni zwykli nosić włosy długie, 
spuszczone na kark, nad czołem równo obcięte 
i wąs piękny, ale brody golą. Dawniej często 
golili także i wąsy. Rysy twarzy są przystojne 
i może niekiedy mężczyźni ładniejsi od kobiet. 
Wyraz twarzy i oczu roztropny i żywy. 
Krakowiak przywiązany jest do miejsca ro- 
dzinnego, to też opuszcza je niechętnie, tylko 
w ostateczności, gdy już tutaj nie może zarobić 
na kawałek chleba. Ziemię ukochał nadewszystko, 
broni zagonu swego od uszczuplenia i marzy 
o tern, jakby go powiększyć przez dokupienie 
większego lub mniejszego kawałka roli, czy łąki. 
N ajuboższy komornik wzdycha całe życie do 
własnej skibki ziemi. Jest pracowity, wytrzymały 
na trudy, oszczędny i trzeźwy, ale z drugiej 
strony jest gościnny i lubi się pokazać. 
Ludność jest nabożna, wykonuje ściśle wszy. 
stkie praktyki religijne, przestrzega postów, 
w dni świąteczne przepełnia świątynie Pańskie, 
procesjami licznemi odwiedza okoliczne miejsca 
odpustowe, choćby o mil kilkanaście odległe.
		

/00066.djvu

			Szczególnie odpusty w Częstochowie, w Kalwarji 
Zebrzydowskiej i w licznych kościołach krakow- 
skich ściągają tłumy ludu tntejszego nawet z naj- 
dalszych okolic. Nie żałują też grosza' na po- 
trzeby kościoła. N a religijności oparta moralność 
u ludu tego jest duża. 
Krakowiak jest cierpliwy, zdolny i żywy, 
światlejszy od innych, wyraża się jasno i zro- 
zumiale, lubi muzykę, tańce i śpiew. Śpiewa 
przy pracy i przy zabawie i łatwo tworzy śpiewki 
okolicznościowe. 
Kocha się w koniach i od dziecka jeździ 
konno i lubi taką jazdę; w wojsku ułan z niego 
wyborny, a jazda krakowska należała zawsze 
do celniejszych. 
Kocha swój kraj, jest odważny, a ilekroć 
wróg zagrażał ojczyźnie, Krakowiak porywał 
zawsze za broń i bił wroga, znosząc wytrzymale 
wszelkie trudy wojenne. 
Strój krakowski sięga odległych czasów. Już 
w XVI wieku ubierał się Krakowiak tak, jak 
obecnie, prawie bez zmiany. Dopiero w ostat- 
nich latach zarzucają go powoli okoliczni wie- 
śniacy, chociaż kobiety wprowadziły tyl
o drobne 
zmiany i noszą go jeszcze dzisiaj powszechnie, 
wiedząc, że podnosi naturalne ich wdzięki, że 
jest im w nim do twarzy. 
Krakowiacy wschodni od zachodnich różnią 
się strojem zasadniczo. We wschodniej części 
ziemi krakowskiej od Skalbmierza i Proszowic 
mężczyźni noszą bronzowe czy granatowe ka- 
razje, bogato wyszywane z dużym kołnierzem, 
niby peleryną, niskie czapki rogatywki czerwone 
na głowach i pasy z licznemi koluszkami mo- 
siężnemi. N a zachodzie, koło Krakowa, noszą 
Krakowiacy długie granatowe kamizele, czy kaf- 
tany (ryc. 78), białe sukmany, na głowach kape- 
lusze czarne, dawniej wysokie i pasy szerokie, 
skórzane, 
W zachodniej części wdziewa mężczyzna na 
białą koszulę z wykładanym kołnierzem, ozdo- 
bionym tak, jak i przód haftem białym, grana- 
towy kaftan, sięgający prawie do kolan, podbity 
z przodu czerwonem suknem, z czerwonemi 
wypustkami po brzegach i koło kieszeni, z ku- 
tasami amarantowymi lub zielonymi z przodu, 
z tyłu kołnierza, w pasie i koło kieszeni, z gu- 
ziczkami perłowymi na przodzie, przy kieszeni. 
N a to wkłada sukmanę białą, długą poniżej ko- 
lan, z czerwonym kołnierzem, z podszewką czer- 


woną z przodu (ryc. 79). Sukmana ozdobna jest 
wypustkami czerwonemi lub czarnemi z przodu, 
koło kieszeni i kołnierza, tudzież włóczkowemi 
kutasami takiej samej barwy; zapina się na haftki. 
Spodnie płócienne, szerokie do butów, a pasy 
skórzane albo wąskie, ozdobione plecionkami 
misternemi z zielonej safjanowej skórki, albo 
szerokie z podwójnej skóry, nabijane po końcach 
mosiężnemi kabslami i naszywane takiemiż gu- 
ziczkami i barwnemi jedwabiami w kwiaty i gwia- 
zdy. Kapelusze filcowe, czarne, wysokie, zwęża- 


.... \\ 
- 
 
 

 \
 
l 

 ,;; 
'" ,
 
» '" 
. ł 
'1! <' IT 
-'- 


Ryc. 79. KRAKOWIAK V\' SUKMANIE. 


jące się ku górze, opasane szeroką wstążką 
czarną, aksamitną z klamrą, w żarcie nazywane 
żeleźniakami, ustąpiły dzisiaj kapeluszom niskim, 
miękkim, okrągłym filcowym. 
Po wschodniej stronie ziemi krakowskiej 
nie noszą prawie takich kamizeli i kaftanów. 
Sukmany bronzowe czy granatowe, bogato haf- 
towane czer
oną włóczką, czasem nawet jedwa- 
biem na wielkim wiszącym z tyłu kołnierzu, 
zwanym suką, na przodzie i na przednich 'na- 
rożnikach od dołu, także koło kieszeni. Roz- 
maitość wzorów jest tak wielka, że niema dwóch 
sukman jednako haftowanych. Ozdobny jest także 
pas rzemienny, ubrany czasem w kilkadziesiąt 
płaskich, mosiężnych kółek, które nawleczone 
na rzemyki w półkolach, spadają po lewej stro- 


16 3
		

/00067.djvu

			nie, a przy każdem żywszem poruszeniu się, 
zwłaszcza w tańcu brzęczą donośnie. Płaska, 
niska, z szerokim wierzchem krakuska czer- 
wona z oprymą czarną, barankową i pawiemi 
piórami stroi głowę dziarskiego parobczaka i po- 
ważnego gospodarza. Żonatemu jednak nie ucho- 
dzi stroić czapki piórem. 
W zimie noszą chłopi kożuchy, a w lecie 
z płótna szarego uszyte, podobne do sukman, 
górnice. Z pośród wyżej wymienionych części 
odzieży męskiej jest to pewnie najstarsza. Gór- 
nica okrywa górną część ciała tak, jak spóp.nica, 
spodnie osłaniają ciało człowieka od dołu. Krój 
górnicy jest bardzo pierwotny. Oto kawał płótna 
we dwoje złożony na długość, a tak długi, jak 
długa ma być górnica, nacięty w środku na po- 
przek, aby się w otwór głowa zmieściła, a od 
tego nacięcia rozcięty po jednej stronie wzdłuż, 
z przodu niby ornat wdziewa się na ramiona; 
do tego przyszyte są rękawy; kołnierz, boki zszyte 
i górnica gotowa. Forma kroju południowo- 
wschodnia. 
Kobiety noszą białe koszule z kołnierzami 
wykładanymi, bardzo pracowicie i pięknie zdo- 
bione . haftem białym na przodzie, na kołnierzu 
i na mankietach, kształtne gorsety sukienne lub 
aksamitne, czarne, czerwone, niebieskie, bardzo 
bogato naszywane jedwabiami różnobarwnymi, 
paciorkami, koralikami, guziczkami, blaszkami 
na piersiach i na szwach (ryc. 80). Podobnie na- 
szywane bywają kaftany od święta. Spodnica 
perkalowa lub wełniana, kolorowa w barwne 
kwiaty, fartuchy białe znowu bogato i pięknie 
haftowane, na szyi korale, włosy splecione w jeden 
warkocz, zakończony barwną wstążką. Głowę 
okrywano chustką oryginalnie wiązaną w rodzaj 
zawoju, w czepiec; po sposobie zawiązywania 
chustki nad czołem można było rozpoznać, 
z której miejscowości pochodzi nosząca go ko- 
bieta. Czepce te bywały czerwone w dni po- 
wszednie, a białe, wspaniale haftowane od święta. 
W czepiec czepiono pannę młodą zaraz po ślubie. 
Trzewiki na wysokich obcasach. W zimie nosiły 
kobiety granatowe, długie żupaniki, czasem pod- 
bite futerkiem. Dzisiaj należą one już do rzad- 
kości, czepce też z głów schodzą. Zaginęły też 
przed pięćdziesięciu laty jeszcze używane do 
okrycia się białe, płócienne, po końcach hafto- 
wane płachty, zwane łoktósami i węższe od nich, 
z cienkiego płótna lub tiulu, bogato haftowane 


16 4 


rańtuszki, noszone niby szale w dni świąteczne, 
pogodne. Zaprzestały też Krakowianki już od 
pół, wieku zarzucać fartuchy na ramiona, jak to 
jeszcze czynią niewiasty od Opoczna i Łowicza, 
a który to zwyczaj był tutaj w powszechnem 
użyciu, zwłaszcza, gdy kobieta wychodziła z domu 
i niosła coś do miasta, z jedzeniem w pole do 
robotników, do sąsiadów po mleko. 
Krakowiak odżywia się dobrze, chociaż nie 
wybrednemi potrawami. N a stole pojawiają się 
najczęściej ziemniaki, groch, kapusta, kasze 
różne, w niedziele i święta mięso gotowane, na 
Boże Narodzenie kukiełki białe, na weselu ko- 
łacze, białe placki okrągłe z serem; czasem bo- 
gatszy gospodasz zje jajecznicy z kiełbasą lub 
spory kawał słoniny z chlebem, a gospodyni 
kupi w mieście dla siebie i dzieci bułek, obwa- 
rzanków lub kukiełkę, oto nie wielka rozmaitość 
w pokarmach. Żur i barszcz znikają coraz wię- 
cej z chaty wieśniaka, natomiast używana bywa 
kawa, słabo pobielana mlekiem ale dobrze słodka. 
W większych gospodarstwach pieką raz w ty- 
godniu chleb żytni, w mniejszych nawet raz na 
miesiąc, i przechowują bochenki w komorze. 
W pobliżu miast spożywa ludność wiejska często 
chleb kupny. W wyborze jedzenia nie jest nasz 
Krakowiak wybredny, byle jedzenia było dużo 
i dobrze omaszczone. Podczas pracy w polu, 
czy przy budowie domu, żywią robotników ob- 
ficie i dobrze; nie żałują im chleba, masła, sera, 
mleka i słoniny, i wtedy jedzą pięć razy na dzień. 
W innym czasie jadają tylko śniadanie, obiad 
i wieczerzę. 
Piją chętnie wódkę, piwo, miód i wino a także 
herbatę z arakiem, ale pijaństwo jest dzisiaj 
rzadkie. 
Wieśniak krakowski jest z urodzenia i z za- 
miłowania rolnikiem; kocha swój zagon i pra- 
cuje w ziemi z wielką przyjemnością, a nawet 
wtedy, gdy jako górnik zajęty jest w kopalni 
lub jako robotnik w fabryce, nie wyrzeka się 
pracy na roli, ale w czasie wolnym od tamtych 
zajęć orze, sieje i sadzi na własnym kawałku 
ziemi. 
Wprawdzie gospodarstwo tu niewielkie, bo 
dzisiaj ziemia bardzo rozdrobniona z powodu 
gęstego zaludnienia i niewielu już spotka się 
kmieci, którzy posiadają ponad dziesięć morgów 
pola, więc też nic dziwnego, że ludność - cho- 
ciaż z wielką niechęcią, z widocznym bólem za
		

/00068.djvu

			ukochaną wioską - musi i
t szukać pracy czy 
to w mieście, czy też w kopalniach lub fabrykach. 
Na swojem polu sieją zazwyczaj żyto, jęcz- 
mień, owies, pszenicę, sieją też nieco tatarki 
i prosa, a między żytem lub jęczmieniem zasie- 
wają chętnie koniczynę. Sadzą ziemniaki i ka- 
pustę, a między ziemniakami bób i groch pie- 
chotny. Tu i ówdzie można zobaczyć zagonek 
konopi; lnu sieją bardzo mało. Sadzą też kar- 
piele (brukiew), sieją rzepę, trochę buraków 
i kukurydzy. 
Chowają bydło i konie, w niektórych oko- 
licach owce, a każdy choćby najuboższy stara 
się mieć kury i podpaść wieprzka. Chłopcy cho- 
dują z zamiłowaniem gołębie i króliki. Pszczół 
bywa mało. 
. Całe gospodarowanie przechowuje jeszcze 
wiele tradycyj i przesądów, ale udoskonala się 
z roku na rok, a wieśniak stara się już o do- 
borowe ziarno do siewu, używa sztucznych na- 
wozów i nowszych narzędzi rolniczych. 
Krakowiak jest zdolny i jak to mówią, zrobi 
wszystko, co weźmie w rękę. Wielu między 
niemi jest doskonałych cieśli, kowali, kołodzieji, 
koszykarzy, są którzy zajmują się murarką, 
szewstwem, bednarstwem,' są młynarze, garnca- 
rze, tkacze, są krawcy, szwaczki i hafciarki. Do 
niedawnych jeszcze czasów, gdy potrzeby były 
mniejsze, chłop wystarczał sam sobie i bardzo 
mało nabywał wyrobów od miejskich rzemieśl- 
ników albo wyrobów fabrycznych. 
Wiele zwyczajów uświęconych tradycją ob- 
chodzi ludność przy okazji świąt w ciągu ca- 
łego roku, a najuroczyściej może święcone bywa 
Boże Narodzenie, do czego przygotowują się 
już od św. Łucji, od 13 grudnia. W dniu wi- 
gilijnym, z każdego czynu, z każdej przygody 
wysnuwa się doniosłe wróżby na rok następny, 
godzenie czeladzi do służby, kolędowanie, ob- 
chody z szopką, z gwiazdą, z toruniem czy ko- 
byłką, to znowu widowiska z Królem Herodem 
zapełniają wszystkie wieczory, aż do Matki Bo- 
skiej Gromnicznej. 
W święta wielkanocne zachowują także wiele 
odwiecznych zwyczajów, począwszy od Kwietniej 
Niedzieli, kiedy święcą palmy i obchodzą domy 
z ogródkiem, traczykiem, czy lilijką, potem 
w Wielką Środę topią Judasza, w Wielki Piątek 
bronią się od czarownic, a chłopcy klekocą ko- 
łatkami drewnianemi około kościoła. Gosposie 


9 


czyszczą chaty i przygotowują święcone a mło- 
dzież obmyśla psoty na dzień poniedziałkowy, 
w dzień śmigustu. We wtorek po Wielkiejnocy 
ciągnie ludność z Krakowa i z okolicy na Rę- 
kawkę pod kopiec Krakusa, gdzie wszyscy bawią 
się i radują zbliżającą się wiosną. 
N a Zielone Świątki w całej Ziemi Krakow- 
skiej palą Sobótki, w oktawę Bożego Ciała har- 
cuje po ulicach Krakowa Lajkonik, to jest prze- 


, - , l' »J:t:- 
. ,,'" 'w 
..ł.t.... " , . , 
.. -,s'ł... 'ł' ,.. ,
 

':' 
tj

, " .' 
;. "ł.."'; - "I!",
 " 
, 4. . 

 


,N . :!r; tI-e., l 

 
 . 'J
 .t". 
V" " 1:"1 
.. 

' " r...".. 

 ':C .
 
,,," , ł .....Y''' 
, .
: . \- >-., ;ł!#" 

.", . ,,'" . 
, .
 

.
 ::'( 
 
> \
ii 
::: t:\f

'" \ł"
 -'I
 
..,' . 
 ..

1' .'
"- 1,-- ..- 

 1 '1 .i

 

 
', \ , II' __, 
/ - '. " ,
 
 ' 
ą, 
" 
 >", '"' ł:
", \, \ j <,\ r J 

........ ,': ,i 1\' 
 '5"!' , i 
. \. ' . '--- 'J 
 ' " .., 
, " .r "\ '.1<. ". _ 
!fi': - r - - ( 
. -, 
'}:I, '- 
J . <ł' 
I, \. \\ 
I 
 1 
1
, 
 . 
L f .< [ 
 
f'iI r ",' \ 
_" I ., \
 .... 
J " 
f 

 ., 



. 


Ryc. 80. KOBIETA Z POD KRAKOWA. 


brany za tatara włóczek zwierzyniecki na dre- 
wnianym koniu, to znowu w wigi1ję św. Jana 
Chrzciciela puszczają dziewczęta wianki po Wiśle, 
wreszcie święcenie ziela dnia 15 sierpnia i huczne 
dożynki po żniwach urozmaicają Krakowianom 
pracowite życie, przeplatając dni powszednie 
wesołością i zabawą. 
A cóż to dopiero krzątaniny, przygotowań, 
uciechy, śpiewów i muzyki, gdy się trafi we 
wsi wesele? Wszak tam wszyscy są spokrew- 
nieni, czy pokumani, więc wszyscy biorą żywy 
udział w tak ważnem zdarzeniu w życiu mło- 
dych ludzi. Całe wesele, cały czas weselny od 
chwili poznania się młodych, aż do osadzenia 
ich na własnem, nowem gospodarstwie, to żywy 


16 5
		

/00069.djvu

			dramat, który się rozwija z całą .konsekwencją, 
pełen archaicznych obrzędów i pięknych zwy- 
czajów. Pieśni, oracje wierszowane nie milkną 
wtedy i zastępują prawie zwyczajną mowę, a jest 
ich tak wiele, że dokładny, wyczerpujący opis 
wesela krakowskiego zająłby sam sporą księgę. 
I żałuję bardzo, że dla braku miejsca nie m9gę 
tu opisać przynajmniej ważniejszych momentów 
obchodu weselnego, podać przynajmniej cieka- 
wych, charakterystycznych pieśni. 
Gdy młodzi porozumieli się ze sobą, a ro- 
dzice ich zgodzili się na ich związek małżeń- 
ski, następują uroczyste zrękowiny (zaręczyny), 
potem wybór starosty i starościny wesela, dru- 
chien i drużbów, zapowiedzi w kościele, spra- 
szanie gości, wicie wianków dla druchien i bu- 
kietów dla drużbów, kupno wianka, przygoto- 
wywanie potraw i napoi, dalej ogrywanie przez 
muzykę ,,,ieńca panny młodej, ogrywanie drużek 
i sproszonych gości. W dniu ślubu ubieranie 
panny młodej, żegnanie się jej z rodzicami, ro- 
dzeństwem i chatą, w której się urodziła i wy- 
chowała, błogosła,'rienie młodych, wyjazd do 
kościoła, ślub, zabawa, czepiny panny młodej 
i przenosiny na nową siedzibę, oto cały prze- 
bieg tego doniosłego zdarzenia w życiu powsta- 
jącej nowej rodziny. 
W czasie uroczystości weselnych mvażają 
bacznie na każdy czyn, każdy ruch państwa 
młodych, ich rodziców, starostów i drużyn, wy- 
prowadzając z tego różne wróżby co do przy- 
szłego, szczęśliwego lub nie, pożycia młodej 
pary, bo Krakowiak przechował dotąd bardzo 
wiele szczegółów starych pojęć i wierzeń, któ- 
remi jeszcze kieruje się w życiu. Każdy ma 
swoją gwiazdę na niebie, która rozświeca się 
w chwili narodzenia się dziecka a gaśnie razem 
ze śmiercią człowieka. Księżyc wywiera wpływ 
na zdrowie człowieka i zwierząt, na wzrost ro- 
ślin, na stan pogody. Duchy dobre i złe po- 
magają lub szkodzą ludziom, albo też rozpoś- 
cierają władzę swoją w ziemi, w wodzie, lub 
w powietrzu. I tak: skarbnik pilnuje pożytecz- 
nych kopalin soli, węgla, siarki, topielec króluje 
w wodzie, a boginka wymienia dzieci na swoje 
matołkowate, chmurnik rządzi chmurami, desz- 
czem i gradem, djabeł kusi ludzi, zwodzi i przez 
swoich sojuszników: czarowników i czarownice 
szkodzi ludziom. Powracają też na świat dusze 
zmarłych, jak dusze dzieci nieochrzczonych, 


166 


które proszą o chrzest, błędne ogniki, to jest 
dusze mierników, którzy z krzywdą ludzką 
niesprawiedliwie grunta rozmierzali, strzygonie, 
ludzie o dwóch duchach. Znowu zmory duszą 
ludzi we śnie i krew z nich piją. I wiele, wiele 
innych. 
Krakowiakjestbardzo poetyczny, więcteżgdy 
nadejdą długie, zimowe wieczory, gdy zmierzch 
wnet po południu osłania ziemię, a trudno znowu 
wraz z kurami spać się położyć, wtedy najczę- 
ściej po oporządzeniu bydła i koni, po spożyciu 
wieczerzy, gospodarz coś t
 struże, naprawiając 
narzędzia gospodarskie lub jaki sprzęt domowy, 
a kobiety groch i bób łuszczą, pierze skubią, 
lub jeszcze tu i ówdzie przędą len szary. Przy 
tem gad u, gadu rozmawia się o tem i o owem, 
aż któraś z kobiet zacznie opowiadać cudowne 
lub straszne opowieści czy bajki wesołe, dziew- 
częta zanucą pieśń jedną i drugą. A jest tego 
ilość wielka, moc niesłychana, setki całe baśni, 
i pieśni i gadek przeróżnych. Niektóre z nich 
posiadają cechy wielkiej starożytności, inne za- 
ledwie od kilku dziesiątek lat są znane, a wiele 
powstało dopiero w czasach najnowszych, nie- 
mal dnia wczorajszego. Jedne z nich znane są 
tylko w miejscu lub najbliższej okolicy, inne 
znowu błądzą po całej Polsce, a dużo jest ta- 
kich pieśni, gadek i baśni najrozmaitszych, które 
przyniesione zostały skądś zdaleka, a bardzo 
często aż z dalekiegp Wschodu czy Zachodu. 
O czem tam się nie mówi, o czem się nie 
śpiewa? Odzwierciedlają się w opowiadaniach 
i pieśniach zawody i smutki życia codzien- 
nego i dni wesela pogodne i szczęśliwe; to 
znowu snują się cudowne wydarzenia: walki ze 
smokami, z potężnymi czarownikami, zatargi 
z djabłem, którego zwykle chłop wyprowadza 
w pole; to znowu opowiada się o zwierzętach, 
które często są tylko przemienionymi w tę po- 
stać ludźmi, albo o różnych świętych wydarze- 
niach. To znowu przenosi nas baśń w jakieś 
lepsze, szczęśliwsze czasy, o których potem ma- 
rzymy długo we śnie jeszcze. 
A żarty, a dowcipy młodych i starych po- 
budzają wszystkich do śmiechu, albo dowcipne 
zagadki zmuszają łamać sobie głowę nad ich 
rozwiązaniem. 
Jak w śpiewie tak i w tańcu nie da się Kra- 
kowiak nikomu wyprzedzić. A tańczyć lubi 
i tańczy zgrabnie, niezmordowanie, to dziar-
		

/00070.djvu

			skiego krakowiaka, to taniec polski, to flisaka, 
to polki i staj ery. Dziatwa także bawi się na 
swój sposób: w gąski, w olej ankę, w kotka 
i ,myszkę, w konopie, w szewczyka i w wiele 
innych gier i zabaw. 


Krótki ten opis ludu krakowskiego uzupełnić 
mogą własne spostrzeżenia, poczynione na wy- 
cieczce w Krakowskie, przy zbliżeniu się oso- 
bistem do Krakowiaka, czego żaden z czytel- 
ników »Ziemi.« nie będzie żałował. 


- 
 . 
'!, , '\\ .. 

 "-fil 

 
, ( . r
"" ," 
ił-.. f 
\ ' 
:J 
. 


I 
.1 
>, 


f, 


-r 
-- , 


.4" 


ł 
. 
 ;."- 


.
. 


II 


fł 


'-
 


Ryc. 81. ŚWIĘCONE, obraz Vi.'łodzimierza Tetmajera. 


Z POLSKIEGO TOW. KRAJOZNAWCZEGO 


ZJAZD KRAJOZNAWCZY 


Doroczny Zjazd Delegatów Oddziałów pro- 
wincjonalnych Polskiego Towarzystwa Krajo- 
znawczego odbył się w \Varszawie w dniach 28 
i 29 kwietnia 1923 r. Lista obecności wskazy- 
wała osób 36, reprezentujących oddziały: War- 
szawski, Krakowski, Kujawski, Kielecki, Piotr- 
kowski, Kurpiowski, Radomski, Bydgoski, Łódzki 
Pińczowski. 
Zjazd zagaił Prezes Rady Krajoznawczej 
p. Al. Janowski, proponując na przewodniczą- 
cego p. Kazimierza Kulwiecia, a na sekretarza 
p. Eugenjusza Tuszewskiego. 
Po ukonstytuowaniu się prezydjum p. Al. Ja- 
nowski zakomunikował sprawozdanie z dzia- 
łalności rocznej, gdzie wykazano: członków 
3335, muzea zwiedziło 6636 osób, odczytów 
urządzono 156 dla 28203 słuchaczów, wycie- 
czek odbyło się 103 przy udziale 3101 uczest- 
ników. Budżet dziewięciu oddziałów wyniósł 
87,179.115 Mk. Inne odziały sprawozdań finan- 
sowych nie dostarczyły. 
Zaznaczono następnie trudności mieszka- 
niowe, paraliżujące działalność, potrzebę pogłę- 
bienia naukowego, wycieczek i odczytów, oraz 
konieczność żywszej działalności wśród mło- 
dzieży szkół średnich i wyższych. 


Z ruchu wydawniczego zaznaczono: drugie 
wydanie E. Maliszewskiego »Zachodnie granice 
Polski«, J. Kołodziejczyka »Zabytki przyrody«, 
Karasiewicza »Przewodnik po Borach Tuchol- 
skich«, E. Frankowskiego »Fotografja w ludo- 
znawstwie«, Al. Janowskiego »Polacy w Ame- 
ryce«, z cyklu Monografja Wisły: W. Borowego 
»Wisła w poezji polskiej«. 
Ks. J. Klein, delegat oddziału Bydgoskiego 
zachęcał do urządzenia zjazdu krajoznawczego 
w Bydgoszczy, która stale jest ogałacana z inte- 
ligencji polskiej przez przenoszenie stąd insty- 
tucyj naukowych. 
P. Makowski, delegat Oddziału Kujawskiego, 
zaprosił zjazd na połowę sierpnia do Włoc- 
ławka, z powodu uroczystości 15-lecia Oddziału. 
Zjazd wypowiada żądanie, aby koniecznie sta- 
rać się o zniżki na kolejach dla wycieczek krajo- 
znawczych, które korzyst:;tły z nich za rządów 
zaborczych, a przez P. K. P. zostały cofnięte. 
N astępnie wygłoszone zostały referaty posła 
Chętnika: »Oparcie idei krajoznawczej o szero- 
kie masy ludowe«, Dr. M. Orłowicza »Schro- 
niska i domy wycieczkowe«, oraz Dr. St. Niem- 
cówny »Koła Krajoznawcze młodzieży«. 
Rada Krajoznawcza postawiła wniosek nastę- 
pującej treści: Do zjazdu krajoznawczego w dniu 
29 kwietnia [923 r. Wniosek: 


16 7
		

/00071.djvu

			» W czasie t1ajsilniejszego ucisku germani- 
zacyjnego, który dławił myśl i ducha polskiego, 
w plejadzie obrońców polskości w zaborze prus- 
kim wybitną odegrał rolę obecny kurator Okręgu 
Szkolnego Poznańskiego p. Bernard Chrza- 
nowski. 
Głęboki i subtelny ideowiec, gorący a szczery 
p atrjota, czuł doskonale doniosłość dostępu do 
morza dla Polski i skierował myśl polską ku 
wybrzeżu Kaszubskiemu, którego gorącym był 
orędownikiem. 
Nie kto inny, lecz właśnie p. Bernard Chrza- 
nowski zainicjował i wytrwale propagował ideę 


-, 


zaiteresowania się przyrodą i ludnośdą nadmor
 
ską, kładąc fundamenty pod gmach tego działu 
krajoznawstwa. 
W uznaniu wielkich zasług p. Chrzanow- 
skiego Rada Krajoznawcza przedstawiła Zjaz- 
dowi wniosek mianowania p. Chrzanowskiego 
Członkiem Honorowym Towarzystwa.« 
Wniosek Rady Zjazd jednogłośnie uchwalił. 
Zjazd zakończyły wybory do Rady na mIejsce 
wylosowanych jej członków. Powołano do Rady 
p. p. Dr. Niemcównę z Krakowa, prof. K. Sła- 
wińskiego z \Vilna (ponownie) i p. K. Kl1lwie- 
cia z Warszawy (ponownie). 


\. 


,.. 


> \ ,I 


J 


1 


Ryc. 82. KORONA Z WIEŻY MARJACKlEJ. 


CEN A NINIEJSZEGO ZESZYTU 20.000 Mp. 


TREŚĆ: Władysław Semkowicz.' Kraków. - 'lerzy Smoleński.' Krajobraz okolic Krakowa. - Walery Goetel: Geo- 
logiczny rozwój ziemi krakowskiej. - Władyslaw Szafer.' O młodszych florach kopalnych ziemi kra- 
kowskiej w związku z historją człowieka. - Henryk Hoyer: Zwierzęta kopalne okolic Krakowa. - 'lózef 
Żurowski.' Kraków i jego okolica w czasach przedhistorycznych. - 'lerzy Dobrzycki.' Odkrycia i wyko- 
paliska na Wawelu. - Roman Grodecki: Kraków za Piastów. - Leonard Lepszy.' Pogląd na krakowską 
sztukę. - 'lózef Muczkowski.' Architektura Krakowa. - 'lan St. Bystroń: Rozwój wielkomiejski Kra- 
kowa. - Seweryn Udziela.' Krakowiacy. 


REDAKCJA I ADMINISTRACJA w Warszawie, ul. Karowa 31. Telefon 42-50. 
Redaktor: KAZIMIERZ KULWIEĆ. Wydawca: POLSKIE TOW. KRAJOZNAWCZE. 
Numer niniejszy wyszedł pod redakcją WŁADYSŁAWA SEMKOWICZA. 


Klisze częścią wypożyczone z Towarzystwa miłośników hist. i zabyt. Krakowa, częścią wykonane 
w Zakładzie reprodukcji STAN. WELANYKA w Krakowie. 


KRAKÓW -DRUK W. L. ANCZYCA I SPÓŁKI.
		

/00072.djvu

			{f 



 


(Zob drugą s mnę okładki) 


TOM XV. ROK 19l2. 
Tomkowicz S'tmt. Legendarna św. vVilgefortis albo 
Frasobliwa i obraz na. Zwierzyńcu przy Krakowie.- 
Ptaśnik 'lan. Studja nad patrycjatem krakowskim wie- 
ków średnich, - Klein Fran. Barokowe kościoły Kra- 
kowa. -Kaczmarczyk Kaz, Bibljogr. Krak?wa za r. 19l2. 
TOM XVI. ROK 19l3. 
PtaŚ7lik 'lan. Studja nad patrycjatem krakowskim 
wieków średnich. - Skrudlik Miecz. Tomasz Dolabella, 
jego życie i dzieła. Ustęp z dziejów malarstwa XVII 
stulecia w Polsce. - Chmiel Adam, Z hełmu wieży Marja- 
ckiej. - Kaczmarczyk Kaz. Bibljogr. Krakowa za r. 19l3. 
TOl\1 XVII. ROK 19l4 i 19l5, 
Klein Fran. Stary Kraków. 
TOM XVIII. ROK 1922, 
t Stan. Krzyża1towski. \Vspomnienie pośmiertne. - 
7omkowicz Stan. Pałac \Vielopolskich w Krakowie i jego 


"\\-YDA WNICTW A 
KASY MIANOWSKIEGO 
Do nabycia w WARSZAWIE (Nowy Świat 72) 
Skład głównyw księgarni GEBETHNERA i WOLFFA 
PORADNIK DLA SAMOUKÓW 


Tom I (Matematyka). 
, II (Fizyka, geofizyka, meteorologja). 
III (Uzupełnienia do tomu r. matematycznego\. 
IV (Krystalografja). 
"NAUKA POLSKA" tom I, II (wyczerpane) III i IV. 


PIERWSZA MAPA ŚCIEłłnA ZIEm KARPACKICH. 


Nakładem młodej, ruchliwej księgarni geograficznej 
,ORBIS" (Kraków-Dębniki) pojawiła się ścienna kolo- 
rowa mapa ziem Karpackich w opracowaniu profesora 
Uniw. Jagiell. Ludomira Sawickiego. Mapa ta, znako- 
micie wykonana, plastyczna i o bogatej treści, przedsta- 
wia cały obszar Czechosłowacji, Węgier i Rumunji, oraz 
znaczną część przyległych ziem: obejmując w ten spo- 
sób cały system Karpacki i wszystkich naszych sąsia- 
dów na południu, stanowi ona organiczne dopełnienie 
mapy ziem polskich tegoż autora i wypełnia dotkliwą 
lukę w uaszej kartografji ojczystej. Wielka podziałka 
(1,900.000), pozwalająca na uwzględnienie licznych szcze- 
gółów (osad, dróg, granic i t. d.), staranna i konsekwen- 
tna terminologja geograficzna, doprowadzenie treści do 
ostatniei doby, oraz bogate doświadczenie kartograficzne 
autora, znanego z licznych i bardzo rozpowszechnionych 
wydawnictw kartograficznych, czyni z mapy tej znako- 
mity środek pomocniczy - oddawna wyczekiwany- 
w nauce geografji, może jednak i w życiu codziennem, 
przy lekturze, w biurach, redakcjach i t. d. oddać znaczne 
usługi. - Również jest do nabycia (w języku polskim po- 
lityczna i fizyczna) "Mapa ścienna państwa niemiec- 
kiego i ościennych krajów Danji, Holandji i Belgji< 
w podziałce I: 800,000. 


\.... 


dawna dekoracja malarska. - Barwi1iski Eug. Kraków 
na początku XIX. wieku. - Szyszko-Bohusz Adolf. Ro- 
tunda świętych Feliksa i Adaukta (Najśw. P. Marji.) na 
vVawelu. - Furmankiewiczówna Kazim. Święty Florjan 
w zabytkach Krakowa. - Lepszy Leonard. Dwie rzeźby 
z epoki vVita Stwosza, - Gawelek Fran. Konik Zwie- 
rzyniecki. 


TO:\I XIX. ROK 1923. 
Szyszko-Bohusz Adolf. Z historji romańskiego Wa- 
welu. Dodatek: Szyszko-Bohusz Adoifi Muczkowski 'lózef. 
Rotunda św. Feliksa i Adaukta, - Grodecki Roman. Mistrz 

Vincenty, biskup krakowski. - Ameisenówna Zo.fja. 
Sredniowieczne malarstwo ścienne w Krakowie. - Do- 
browolski Kazim. Kult św. Stanisława w St. Florian 
w średnich wiekach. - Muczkowski 'lózef. Pomnik Ka- 
zimierza vVielkiego w Katedrze na \Vawelu. - Sprawo- 
zdania. 


DO NABYCIA WE WSZYSTKICH KSIĘGARNIACH 


Stanislaw Kutrzeba: POLSKIE PRAWO PO- 
LITYCZNE WEDŁUG TRAKTATÓW. 
Część I. (Traktaty. - Suwerenność. - Terytorjum.- 
Ludność. - Ograniczenia: Mniejszości. - 
vVolności handlowe). Kraków, 1923 r. 
Tmże.' POLSKA ODRODZONA. 
vVydanie II. Kraków 1922 r. 
\ Tmże: NASZA POLITYKA ZAGRANICZNA. 
\ Kraków, 1923. 


ZAKŁAD ARTYSTYCZNEJ REPRO- 
DUKCJI FOTOTECHNICZNEJ 
STANISŁAWA WELANYKA 


w KRAKOWIE, ul. Sła\vkowska L. 14. 


ZAKŁAD WYKONUJE: 
wszelkie klisze ilustracyjne, cynkowe, miedziane 
i mosiężne oraz linoleoryt, do pism, wydawnictw 
i dzieł naukowych. 
SPECJALNOŚĆ: 
KLISZE TRÓJ- i więcej BARWNE, 
KRESKOWE I SIATKOWE 
na: akcje, etykiety, karty korespondencyjne, 
tablice poglądowe, reprodukcje z obrazów olej- 
nych, pastelowych i akwarelowych, prospekty, 
exlibrysy, godła i t. d. 
ZAKŁAD WYKONUJE: 
ogłoszenia reklamowe, okładki i ozdoby dru- 
karskie, według zdjęć fotograficznych i ry- 
sunków własnych lub nadesłanych. 
Dla wydawnictw perjodycznych, oraz dla PP. Autorów 
i Artystów ceny zniżone. 


.)
		

/00073.djvu

			rf 


= 


- -: 


'1 


ZAKŁADY GRAFICZNE SPÓŁKI AKCYJNEJ 
RYNGRAF 


KRAKÓW, Krupnicza 6. TELEFON Nr H02 
DRUK - LITO - FOTOLITO - CYNKO - NEGROGRAFJA. 
PAPIERY WARTOŚCIOWE, AKCJE, ETYKIETY, AFISZE. 
REPRODUKCJE JEDNOBARWNE I WIELOBARWNE. 
KLISZE NA MIEDZI, MOSIĄDZU I CYNKU. 


WYPOŻYCZALNIA KSIĄŻEK 
p. t. 


CZYTELNIA NAUKOWA I BELETRYSTYCZNA 
w KRAKOWIE, śW. Jana 8. 
Bogato zaopatrzona w dzieła polskie, 
francuskie, angielskie, niemieckie, wło.. 
skie. - Dział książek dlamłodzie.iy. 
NOWOŚCI POWIEŚCIOWE 
I NAUKOWE. 


J 


ZAKŁAD 
ART. LITOGRAfiCZNY 


POD FIRMĄ 
Aureljusz PRUSZYŃSKI 
KRAKÓW, Pijarska J7 
WSZELKIE ROBOTY LITOGRAFICZNE 
Specjalność: 
AFISZE, AKCJE, ETYKIETY, MAPY. 


KSIĄŻNICA POLSKA 
TOW. NAUCZYCIELI SZKOt ŚREDNICH I WYZSZYCH 


WARSZAWA, Nowy Świat 59. 


{ 


LWÓW, Czarnieckiego n. 


POLECA WYDAWNICTWA: 


Cena 
zasadnO' 
J. Chrzanowski: Na kaszubskim brzegu. . . J'75 
2. Z wybrzeża i o wybrzeżu. . . . . J'50 
3. Fuchs-Radliński: Geograf ja Europy (w druku). 
4. Gruszecka-Nitschowa: Nauka o Polsce współ- 
czesnej . . . . . . . . . . . . . 4'00 
5. Orlowicz: Ilustrowany przewodnik po Mazu- 
rach i Warmji (w druku) . . . . . . 
6. Ilustrowany przewodnik po Poznańskiem 2'40 
7. - Ilustrowany przewodnik po Poznaniu. 0'60 
8. Przewodnik po Spiszu i Orawie.. 3'80 
9. - Przewodnik po Górnym Śląsku 
(w druku). . . . . . . . . . . . 
10. - Przewodnik po Pomorzu (w druku). . 
H. Pawłowski, Bystroń, Peretjatkowicz: Polska 
wspólczesna . . ... . . . . . . . 3'60 
J2. Romer-Szumański: Mapa wojewódz. lwow- 
skiego (J: 200.000). . . . . . . . . J5'00 - Na żądanie wysyłamy nasze katalogi bezpłatnie. - 
O nowych wydawnictwach Książnicy Polskiej informuje PRZEGLĄD WYDAWNICTW KSIĄŹNICY 
POLSKIE] -- miesięcznik poświęcony krytyce i bibljografji wydawnictw własnych. - Obrazy krajoznawcze 
i historyczne pod redakcją Prof. Smoleńskiego. - Serja A. obejmuje 10 obrazów. . . . . . Cena J5'00 
SKŁAD GŁÓWNY W KSIĄŹNICY POLSKIE]. 



 


Cena 
zasadn- 
J3. Romer: Mapa Australji (J: 7,000.000). . 12'00 
14. - Mapa Polski (J : 850.000). . . . . J2'00 
J5. Siwakowa : Wypisy geograficzne dla III klasy 
szkół średn. i VII kl. szkół powsz.. . . 3'00 
J6. Sosnowski: Karpaty. . . . . . . . . J'OO 
J7. Wayda: Pod krzyżem południa. . . . . 4'00 


CZASOPISMA: 
POLSKI PRZEGLĄD KARTOGRAFICZNY: 
kwartalnik pod redakcją Prof. E. Romera, 
prenumerata roczna . . . . . . . . 


4'00 


PRZYRODA I TECHNIKA: miesięcznik pod 
redakcjI!: prof. B. F uHńskiego, prenumerata 
roczna . . . . . . . . . . . . . JO'OO 


.)