/JM0001.djvu

			I Y'u-, 'I' 
s .' l v . 
. 

 
ł 
t l 


(ZABOJSTWD BAGlńSHIEGD I WIECZDRHIEUlICZA). 


OD WYDAWCY.- PRZEBIEG PROCESU.- 
AKT OSKAR1:ENIA.- WYJAŚDlIENIA MU- 
RASZKI.- ZEZNANIA ŚWIADKÓW. - 
OPINJE BIEGŁYCH.- 
MOWA PPROK. KADUSZKlEWICZA.- 
MOWA PROKURATORA RUDNICKIEGO.- 
MOWA ADWOKATA NIEDZIELSKIEGO.- 
MOWA ADWOKATA SZURLEJA.- 
WYROK SĄDU OKRĘGOWEGO. - 
ZAKOŃCZENIE PROCESU. 


{(:
: ; 
./. "- 

-!
, 
,I 


,,- 


WARSZAWA 

 


1926.
		

/JM0002.djvu

			i- li Bił/f 
cr;::?::.. II III II:'
 
- :)i;:..;.:::? 
 
 
 <;:>::mt:: U 
CCI .,. . ..,.:.,.:.;.:... I ' I 
 ...,.....:.;.:.::::.  rl :::;:::t}::::, O::: 
O '.' .' to- 
---f "" 

 
 I 
 z 
);;a IIIIII 
 

 Q 
;U"M
 

 H 

 

t(j PF-
		

/JM0003.djvu

			J 
SPRAWA JÓZEFA MURASZKI 
(ZABÓJSTWO BAGINSKIEGO i WIECZORKIEWICZA)
		

/JM0004.djvu

			5 Ho I, J u Jtt;- 41
A-r 
SPRAWA JÓZEfA ł1DIASZKI 


OD WYDAWCY - PRZEBIEG PROCESU- 
AKT OSKAR1:ENIA - WYJAŚDlIENIA MU- 
RASZKI - ZEZNANIA ŚWIADKÓW- 
OPINJE BIEGŁYCH - 
MOWA PPROK. KADUSZKIEWICZA- 
MOWA PROKURATORA RUDNICKIEGO- 
MOWA ADWOKATA NIEDZIELSKIEGO- 
MOWA ADWOKATA SZURLEJA- 
WYROK SĄDU OKRĘGOWEGO - 
ZAKOŃCZENIE PROCESU 


RS.L:Wf
fJflHft .00P. 
" l 37 
d
lat 31-' 8 UV;JS 
po
 ......_... sy;;o. J_ 


W A R S Z A W A 1926 . 


Skład główny w księgarni F. Hoesicka
		

/JM0005.djvu

			M. 


? 


1_ 


D l DRUK. "KRAJOWA" D l 
W WARSZAWIE, 
ŻELAZNA NI! 89 
TEL. N!2 188 -70. 
D D
		

/JM0006.djvu

			Zabójsto Bagińskiego i Wieczorkiewitza odbiło 

ię w całym kraju donośnem echem, to jest rzeczą zu- 
pełnie zrozumiałą ze względu na wszystleie krzywdy 
; boleśne przeżycia, jakich doznał nasz naród ze stro- 
ny komunistów. Dla wszystkich obywateli kraju było 
}asnem. że czyn Józefa Muralzki znajduje się 
UJ nader ścisłym związku z nastrojami całego spo- 
łeczeństwa, zrodzonymi przez obecną polityczną sy- 
tuację. Z tych względów sądzimy, iż sprawa Józefa 
Muraszki posiada Ważne znaczenie dokumentu chwili. 
Nie ulega również wątpliwości, źe kiedy walka 
z komunistyczną zachłannością się skończy, a wierzy- 
my mocno, że się skończy naszem zwycięstwem, spra- 
..wozdanie z tego procesu w przyszłości będzie stanowić 
;ciekawy przyczynek do poznania tych udręczeń, ja- 
.}eie przeżywało społeczeństwo polskie w dobie naj- 
.większego rozpętania walki o narzucenie Polsce 
..lr.omunistycznego raju".
		

/JM0007.djvu

			Do
ładne poznanie tej sprawy we wszystkich 
Jej szczególach jest jeszcze i dlatego rzeczą Ważną.. 
iż komunistyczna propaganda usiłuje wyzyskać za- 
bójstwo Wieczorkiewicza i Bagińskiego, jako środek 
agitacyjny przeciwko rządowi polskiemu, któremu 
się przypisuje jeżeli nie udział w zabójstwie, to 
w każdym razie milczące przyzwolenie. Przebieg 
procesu Muraszki kładzie kres wszelkim podobnym 
insynuacjom. 
Powyższe przesłanki utwierdzają nas w mniema- 
niu. iż dobrze czynimy, podając do wiadomości pu- 
blicznej dokladny przebieg procesu, bez żadnych 
k.omentarzy i zmian. 
Prawda niech sama za siebie mówi...
		

/JM0008.djvu

			PRZEBIEG PROCESU. 


W dniu 29 marca 1925 r. w pociągu specjalnym prze- 
wozono przez granicę polsko-rosyjską byłych oficerów wojsk 
polskich Wieczorkiewicza i Bagińskiego, skazanych przez Sąd 
Wojskowy w Warszawie na karę śmierci za zamachy dynamitowe, 
później ułaskawionych i przeznaczonych do wymiany z sowieta- 
mi. Znajdujący się w tym samym wagonie, co więźniowie. przo- 
downik Policji Państwowej józef Muraszko w pewnej chwili 
dwukrotnie strzelił z rewolweru w kierunku więźniów. zadając 
obydwom amiertelne rany, które w krótkim czasie spowodowały 
ich śmierć. Następnie józef Muraszko dobrowolnie oddał się 
w ręce władz, ohecnych na miejscu. 
Po załatwieniu formalności i przeprowadzeniu wstepnego 
dochodzenia, Muraszko został odtransportowany do Wilna 
i osadzony tamże w więzieniu na Łukiszkach. Prowadzenie 
śledztwa w sprawie, wobec jej szczególnej wagi. zostało po. 
wierzone sędziemu Sądu Apelacyjnego w Wilnie SągajIe. Po 
zakończeniu śledztwa, został sporządzony akt oskarżenia z dnia 
3 lipca 1925 roku, mocą którego józef Muraszko został oddany 
pod Sąd pod zarzutem zabójstwa, popełnionego z premedy. 
tacją. W tym stanie rzeczy sprawa przeszła do Sądu Okręgo- 
wego w Nowogródku, gdyż przestępstwo było popełnione 
na terytorjum, objętem kompetencją tego Sądu. 
jednocześnie z wniesieniem do Sądu aktu oskarżenia 
Urząd Prokuratorski postawił wniosek o wezwanie szeregu 
8wiadków, zbadanych podczas śledztwa pierwiastkowego, a ma- 
jących ustalić przebieg wypadków w czasie krytycznym, oraz 
char akt erystykę oskarżonego.
		

/JM0009.djvu

			8 


Po doręczeniu aktu oskarżenia józefowi Muraszce. obroń- 
cy jego adwokaci Niedzielski i S:zurlej wystąpili do Sądu 
Okręgowego z prośbą o wezwanie na rozprawę główną szeregu 
świadków dodatkowych, mających: l) uzupełnić charakterystykę 
i ży ciorys oskalŻonego, 2) zobrazować zbrodnie, popełnione na 
społeczeństwie poIsleiem przez komunistów, 3) udowodnić, iż 
w sferach wojskowych, sądowych, sejmowych oraz społeczeń- 
stwie polskiem panował niepodzielnie nastrój przeciwny wyda- 
niu Wieczorkiewicza i Bagińskiego sowietom i 4) uwypuklić 
nastroje, otaczające Wieczorkiewicza i Bagińskiego w trakcie 
przewożenia ich do granicy, tworzące atmosferę fermentu 
i szemrania przeciwko zamierzonej wymianie. 
Ponadto obrona prosiła o dołączenie do sprawy akt Są- 
du Wojskowego, dotyczących 
prawy Wieczorkiewicza i Ba- 
gińskiego, oraZ o wezwanie na rozprawę biegłych psychia- 
tró w celem orzeczenia ó stopniu poczytalności oskarżonego. 
Sąd Okręgowy uwzględnił tylko pierwszą grupę zgłoszo- 
nych świadków, zaś pozostałe wnioski oddalił. 
W
tym samym czasie do Sądu Okręgowego wpłynęły 
p odania wdów po zabitych, Wieczorkiewiczowej i Bagińskiej 
z prośbą.'o dopuszczenie ich do udziału w sprawie w charak- 
terze powódek cywilnych. Pretensje każdej z powódek do jó- 
zefa Muraszlei wyrażały się w żądaniu 7400 złotych tytułem 
odszkodowania za straty moralne i materjalne. Sąd Okręgowy 
powziął decyzję. mocą której prośba Wieczorkiewiczowej i Ba- 
gińsleiej o dopuszczenie do udziału w sprawie została uwzględ- 
nIona. 


W tych warunkach rozprawa główna została wyznaczona 
na dzień 28 sierpnia 1925 roku. Przy otwarciu rozprawy. zabrała 
gł os obrona Muraszlei. domagając się: I) niedopuszczenia Wie- 
czorkiewiczowej i Bagińskiej do udziału w sprawie w charak- 
terze powódek cywilnych. i 2) odroczenia rozprawy i zawezwa- 
nia wszystkich, uprzednio przez obronę wskazanych, świadków 
oraz bieglych lekarzy-psychiatrów. 
Rozważywszy te wnioski, Sąd Okręgowy pierwszy z nich 
odrzucił, utrzymująe swą poprzednią decyzję w mocy. zaś drugi 
wniosek w całoRci prawie uwzględnił i postanowił sprawę 
odroczyć, wezwać szereg wskazanych przez obronę Rwiadków, 
oraz biegłych lekarzy.
		

/JM0010.djvu

			- 9 


Rzecznicy powództwa cywilnego adwokaci Duracz i Ho- 
nigwill postawili wniosek o wezwanie na następną rozprawę 
w charakterze świadków: p. Prezydenta Rzeczypospolitej, mini- 
stra Sikorskiego i innych. wszakże wniosek ten Sąd Okręgowy 
pozostawił bez uwzględnienia. 
Ponowny termin rozprawy został wyznaczony na dzień 
22 października 1925 roku. w którym to terminie doszło do 
merytorycznego rozpoznania sprawy. Rozprawa trwała przez 
trzy dni. Obradom przewodniczył prezes Sądu Okręgowego 
w Nowogródku p. Bochwic. Komplet trybunału stanowili poza- 
tern sędziowie okręgowi pp. Hłasko i Murza-Murzicz. Oskarżenie 
popierali prokurator Sądu Okręgowego w Warszawie p. Rud- 
nicki i podprokurator Sądu Apelacyjnego w Wilnie p. K a- 
duszkiewicz. Obronę wnosili adwokaci Niedzielski i Szur lej. 
Powódki cywilne Wieczorkiewiczowa i Bagińska były reprezen- 
towane przez adwokatów Duracza i Honigwilla. 
Po otwarciu rozprawy głównej został odczytany akt 
oskarżenia, który brzmi, jak następuje: 


AKT OSKARZENIA 


Józefa Muraszki, lat 29, o przestępstwo 
przewidziane wart. 453 K. K. 


W dniu 11 marca 1925 r. Rada Ministrów, 
rozpoznawała i zatwierdziła wniosek Ministra Spraw 
Zagranicznych, o dokonaniu wymiany pozostających 
w Rosji zakładników polskich: Konsula Łaszkiewi- 
cza i Ksi
dza Usasa - na Walerego Bagińskiego 
i Antoniego Wieczorkiewieza, skazanych wyrokiem 
Sądu Wojskowego Okręgowego w Warszawie 
z dnia 4 kwietnia 1924 roku na karę śmierci przez 
Tozstrzelanie. zamienione aktem łaski Pana Prezy- 
denta Rzeczypospolitej na ci
żkie więzienie doży- 
wotnie dla Bagińskiego. i na takież więzienie piętna-
		

/JM0011.djvu

			- 10 


stoletnie dla Wieczorkiewicza. W wykonaniu po- 
wyższej uchwały Bagiński i Wieczorkiewicz o godz. 
l-ej m. 30 w nocy z 28 na 29 mar
a tegoż roku 
zostali wydani z więzienia w Białymstoku Prezeso- 
wi Delegacji Repatrjacyjnej Rzeczypospolitej Pol- 
skiej Kulikowskiemu, i tejże nocy pod eskortą po- 
ciągiem osobowym wywiezieni przez Baranowicze, 
Stołpce w kierunku granicy rosyjskiej, gdzie na stacji 
Kołosowo miała nastąpić wymiana. Po przybyciu 
pociągu do Stołpców 29 marca r. b. o godzinie 2-ej 
w dzień i po dokonaniu niezbędnych formalności 
i zmiany warty, został podany specjalny pociąg, 
składający się z parowozu i jednego wagonu towa- 
rowego. Część wagonu zajęli Bagiński i Wieczor- 
kiewicz, otoczeni kordonem eskortujących policjan- 
tów w sile 8 ludzi, pod komendą aspiranta policji 
Szyszkiewicza. w pozostałej zaś części zajęli miejsca 
na 2-ch ławkach przedstawiciele władz cywilnych 
i wojskowych, jadących służbowo, bądź w związku 
z mającą nastąpić wymianą, bądź w sprawach gra- 
nicznych, z Prezesem Delegacji Kulikowskim i Sta- 
rostą Stołpeckim Zajączkowskim na czele, poczem 
pociąg o godz, 2 m. 50 odszedł do Kołosowa. Po 
upływie kilku minut, gdy pociąg przebiegł 3-ci ki- 
lometr za Stołpcami, w części wagonu, zajętej przez 
eskortę, padły dwa, jeden po drugim, bezpośrednio 
następujące strzały, poczem dał się słyszeć krzyk 
przeraźliwy - Bagiński upadł na twarz, a Wieczor- 
kiewicz usunął się na podłogę i,' trzymają
 się za 
bok, stał skulony w kącie wagonu. Na zapytanie 
Prezesa Delegacji Kulikowskiego, kto strzelał, ode- 
zwał się st. przodownik Urzędu Śledczego przy 
Komendzie Policji w Stołpcach Józef Muraszko
		

/JM0012.djvu

			11 


i oświadczył, że strzelał on, i jednocześnie podając 
otaczającym go osobom na rozwartej dłoni rewol- 
wer, w słowach prędkich i bezładnych tłomaczył 
powód swego czynu, chęcią odwetu za wyrządzone 
mu przez bolszewikow krzywdy i obawą, by tak 
niebezpieczni przestępcy, jak Bagiński i Wieczor- 
kiewicz, nie szkodzili nadal Polsce. Kiedy następnie, 
po rozbrojeniu Muraszki przez aspiranta policji 
Szyszkiewicza, ktoś z obecnych zwrócił mu uwagę, 
że właśnie czyn jego może zaszkodzić Polsce i spo- 
wodować nieobliczalne następstwa, Muraszko prosił 
o zwrot rewolweru, zapewniając, że sam się za- 
strzeli. Wobec powyższego zajścia i konieczności 
okazania rannym rychłej lekarskiej pomocy, pociąg 
cofnięto db Stołpców, gdzie byli telefonicznie we- 
zwani lekarze, i powiadomiono władze bolszewickie, 
że wymiana dnia tego nie nastąpi. Po przybyciu 
lekarzy, dokonaniu opatrunków i zastrzyknięciu 
kamfory, Bagiński i Wieczorkiewicz zostali przenie- 
sieni do samochodu, mającego ich przewieźć do 
szpitala miejskiego, celem dokonania, zgodnie z wy- 
rażonem przez nich życzeniem, operacji. Bagiński 
jednak, nie dojeżdżając do szpitala o godz. 4 m. 30 
zmarł w drodze, zaś Wieczorkiewicz dnia 29 marca 
o godz. 7 -ej wieczorem został poddany operacji, 
lecz pomimo pomyślnego jej przebiegu, zmarł dnia 
3D-go marca o godz. 7-ej. 
Sekcja slłdowo -lekarska zwłok Bagińskiego 
i Wieczorkiewicza, dokonana za pośrednictwem bie- 
głych lekarzy, Grynberga, Marynowskiej i Macie- 
jewskiego dnia 31 marca, wykazała, że Bagiń- 
ski emu została zadana rana postrzałowa, drążąca 
wgłąb na wysokości 10-go żebra prawego, przyczem
		

/JM0013.djvu

			12 


kula przeszła wątrobę oraz górną część nerki, po
 
wodując uszkodzenie ciała bezwzględnie śmiertelne, 
a Wieczorkiewiczowi takaż rana w okolicy lewego 
łuku żebrowego, przyczem kula przebiła żołądek, 
oraz duże naczynia, powodując silny krwotok we- 
wnętrzny, zapalenie otrzewnej i śmierć. 
Muraszko zbadany w charakterze oskarżonego 
przyznał się do winy, oświadczając, że o przejeździe 
Bagińskiego i Wieczorkiewicza przez Stołpce do- 
wiedział się przypadkowo dopiero w południe 29 
marca, po powrocie ze wsi Kuczkuny, gdzie spędził 
poprzedzające ten dzień, wieczór i noc na czatach, 
tropiąc bandytów. Zamiar zabójstwa powzi2łł w ostat
 
niej chwili, już w drodze do Kołosowa. Uważa, iż 
popełnił czyn patrjotyczny i nie żałuje tego co 
uczynił. Do eskorty wprawdzie nie należał, ale je- 
chał służbowo z wiedzą i za zezwoleniem Starosty 
Zajączkowskiego. 
Wobec powyższych danych mieszkaniec mia- 
sta T eolin Starostwa Augustowskiego, .W ojewództwa 
Białostockiego, Józef Muraszko lat 29 oskarżony jest 
o to, że dnia 29 marca 1925 r. w pociągu, idącym 
ze Stołpców do Kołosowa, w zamiarze pozbawienia 
życia Walerego Bagińskiego i Antoniego Wieczor
 
kiewicza, dał do każdego z nich po strzale rewol- 
werowym. powodując tern śmierć obydwóch. 
Przestępstwo powyższe przewidziane jest wart. 
453 K. K. i na zasadzie art. 206 i 523 U. P. K. po- 
dlega właściwości Sądu 'Okręgowego w Nowogródku. 
'Wilno, dnia 3-go lipca 1925 r. 
Podp
olcurator przy Sądzie Apelacyjnym 
w Wilnie 
(-) M. Kadusz1eiewic%
		

/JM0014.djvu

			13 


WYJAŚNIENIE JÓZEFA MURASZKI. 


Po odczytaniu aktu oskarżenia, przewodniczą- 
cy zwrócił się do Muraszki z zapytaniem, czy. 
przyznaje się do winy, na co Józef Muraszko odpo- 
wiedział, że do winy rozmyślnego popełnienia za-o 
bójstwa Walerego Bagińskiego i Antoniego Wie- 
czorkiewicza nie przyznaje się i na swoje uspra-- 
wiedliwienie oświadcza, że do bolszewików czuł 
i czuje nienawiść już oddawna, gdyż, walcząc w ro- 
ku 1917 w szeregach białych, miał naoczne sceny 
ich ciągłych gwałtów i rozbojów, że, jako patrjota 
polak, jeszcze w początkach tworzenia się korpusu 
generała Dowbora - Muśnickiego, już był w jego 
szeregach; chodząc na wywiady. widział, jak bol- 
szewicy mordowali schwytanych żołnierzy polskich. 
i to jeszcze więcej pogłębiło jego nienawiść do 
nich; że po rozwiązaniu korpusu Dowbora - Muś- 
nickiego zaciągnął się, jako ochotnik do regularnych 
już wtedy wojsk polskich, gdzie dosłużył się szarży 
podchorążego; że po wyjściu z wojska wstąpił do 
policji państwowej z przydziałem na kresy, gdzie, 
tępiąc bandy dywersyjne, znowuż. spotkał się ze 
szkodliwemi dla Polski elementami bolszewickiemi; 
że wychowany na wojnie, mając wiecznie do czy- 
nienia z niebezpieczeństwem, tępiąc zawsze jednego, 
i tego samego wroga bolszewika. Kochając swoją 
ojczyznę Polskę całą duszą, był oburzony wiado- 
mością o wysadzeniu w powietrze cytadeli war-- 
szawskiej i o zamachu bombowym na uniwersytet 
w Warszawie, dokonanym według głosów prasy- 
i opinji 
 społecznej przez dwóch komunistów zbro-
		

/JM0015.djvu

			14 


dniarzy i do tego oficerów polskich Walerego Ba- 
gińskiego i Antoniego Wieczorkiewicza; że już 
wtedy czuł do nich nienawiść i był przekonany, że 
nie minie ich zasłużona kara, że śledził w prasie 
za ich losem i kiedy dowiedział się o skazaniu ich 
przez Sąd Wojskowy na karę śmierci przez roz- 
strzelanie, to pomyślał: "jak to źle, że w Polsce 
niema szubienicy, bo szkoda kuli dla takich zbro- 
dniarzy"! Po niejakim czasie dowiedział się, że 
Prezydent Rzeczypospolitej ułaskawił ich, a nawet 
były słuchy, że obaj skazani zostaną wywiezieni 
do Rosji, że wogóle dużo słuchów i wersji było 
na ten temat, lecz podsądny nie mógł tego zro- 
zumieć; nie mieściło mu się to w głowie i nie 
chciało mu się wprost wierzyć w to, tembardziej, 
że burzliwe artykuły prasy ostro to krytykowały. 
Dalej Muraszko wyjaśnił, że w dniu 28 mar- 
ca r. b. od godziny 3-ej rano był na obławie ban- 
dytów we wsi Kuczkunach, spędził tam cały 
dzień i noc, a nazajutrz rano zmoknięty, niewyspa- 
ny wyjechał z dwoma posterunkowymi do Stołpców, 
gdzie przybył na kilkanaście minut przed godziną 
14 i udał się wprost do Komendy powiatowej; że 
tam otrzymał od aspiranta P.P. Szyszkiewicza wia- 
domość o mającej nastąpić w tym dniu wymianie 
Bagińskiego i Wieczorkiewicza na polskich zakła- 
dników z sowietami i, że zaraz dwaj wymieniani 
przybędą pociągiem do Stołpców; że za zgodą 
Szyszkiewicza, który miał asystować przy wymia- 
nie, pojechał na stację, gdzie na peronie dwor- 
<:a, a następnie na posterunku policyjnym tamże 
:zobaczył pierwszy raz Bagińskiego i Wieczorkie- 
wicza; że będącemu na peronie staroście Stołpec-
		

/JM0016.djvu

			15 


kiego powiatu Zajączkowskiemu zdał sprawozdanie 
z przebiegu spraw służbowych i przy tern zapytał 
go, czy może razem jechać na granicę, gdzie na- 
stąpi wymiana więźniów i dostał na to odpowiedź 
twierdzącą, a przeto wsiadł do wagonu, gdzie 
już byli Bagiński i Wieczorkiewicz z eskortą i du- 
żo przedstawicieli władz; że w drodze przyglą- 
dał się cały czas aresztowanym Bagińskiemu 
i Wieczorkiewiczowi, widział ich twarze dumne, 
ironiczne i z pogardą patrzące na otoczenie, czuł, 
że złość w nim wzbiera, myśli mu się plączą i nie 
może zdać sobie zupełnie sprawy z całej tej sy- 
tuacji - że zbrodniarze tryumfują; im dalej, tern 
większa złość go opanowywała, czuł, że nienawidzi 
ich i musi choć w jakikolwiek sposób zhańbić 
ich. poniżyć; bezwiednie przysunął się bliżej do 
nich i przeleciała w nim myśl schwycić ich za 
głowy i uderzyć jedną o drugą, lecz raptem. jakby 
pchnięty przez kogo. wyrwał z kies:l:eni rewolwer 
i strzelił, nie celując, nie rozumując, nie pamiętając, 
był jakby w omroczeniu i dziś nie może sobie 
przypomnieć, co było dalej, był jakby we śnie. 
Do chwili tej nie miał zamiaIU zabicia ich. nikt go 
nie namawiał do tego i jak to stało się. sam nie 
może zdać sobie sprawy - naszło to na niego na- 
gle i bez jego woli. W reszcie oskarżony oświad- 
czył, że nie żałuje swego czynu, boć przecie zabił 
wrogów swej ojczyzny; zbrodniarzy, na których 
zemścił się za wszystkie krzywdy. wyrządzone przez 
nich Polsce, uważa, że on, jako polak i katolik, 
nie mógł inaczej postąpić.
		

/JM0017.djvu

			16 - 


Z kolei Sąd Okro:gowy przystąpił do zaprzysu:zenia 
i zbadania świadkow. ktorych zeznania przytaczamy w stre- 
82:czeniu. 


ZEZNANIA ŚWIADKÓW. 


Wilhelm Kulikowski, prezes delegacji Rzeczy- 
pospolitej Polskiej' do spraw repatrjacji. 
Wymiana B. i W. na zakładników polskich Ła- 
szkiewicza i ks. Ussasa była postanowiona na wnio- 
sek Ministerstwa Spraw Zagranicznych przez Radę 
Ministrów uchwał2ł z dn. 11 marca 1925 r. Ta wy- 
miana, jak i poprzedzające. miała za podstaw
 
prawną traktat Pokoju w Rydze oraz Ustawę Sej- 
mową z dn. 16 marca 1923 r.*) Zazwyczaj ustalenie 
osób. które miały być wymieniane, było przedmio- 
tem porozumienia pomi
dzy delegacją polską i de- 
legacją rosyjską, nast
pnie zaś składałem odpo- 
wiedni wniosek do Rady Ministrów, która postana- 
wiała decyzję. W tym wypadku wniosku takiego 
nie składałem i nic nie wiedziałem o zamierzonej 
wymianie B. i W. przed otrzymaniem odnośnego 
zarządzenia z Rady Ministrów. Mniej więcej 18 
marca uchwałę tę otrzymałem. a dowiedziawszy 
si
 z Departamentu Więziennictwa, że obydwaj 
więźniowie są juź w więzieniu Białostockiem, prosi- 
łem Departament Bezpieczeństwa Ministerstwa 
Spraw Wewnętrznych o udzielenie mi pomocy 
przy zabezpieczeniu i ochronie więźniów podczas 


*) Art. 1. Rada Ministrow władna jest ustalić listo:, obej- 
mującą najwyżej 340 osob, przebywających w Polsce, ktore 
bo:d'ł wydane Rosji i Ukrainie przy rownoczesnem wydaniu 
przez rZ'łdy Rosji i Ukrainy osob, przebywających w Rosji 
i Ukrainie. ktorych listo: i liczbo: ustali Rada Ministrow. Art. 2. 
Rada Ministrowokreśli warunki powyższej wymiany i wyda 
zarządzenia. zmierzające do jej wykonania.
		

/JM0018.djvu

			17 


przewiezienia ich ze Stołpców i wydania. Wymia- 
na odbyć sie musiała w Kołosowie, ostatniej stacji 
kolejowej na polskiem terytorjum, gdyż miejsce 
wymiany było ustalone przez u
ład' repatrjacyjny 
między Polską i Rosją i nie mogło ulegać zmianie. 
Właściwie w układzie wymienione są Stołpce, któ- 
re są ostatnim przed Kołosowem ważniejszym 
ośrodkiem administracyjnym, ale sam fakt przeka- 
zania wzajemnego odbywał si
 w Kołosowie. Po 
przybyciu do Białegostoku 28 marca udałem się do 
wojewody z prośbą o silną eskortę. Następnie, po 
uzyskaniu odnośnych zarządzeń wraz z Prokurato- 
rem byłem w więzieniu, gdzie załatwiłem ostatnie 
formalności; między innemi pytałem się B. iW.. 
czy nie rozmyślili się i nie pozostaną w kraju, na 
co Bagiński stanowczo, a Wieczorkiewicz z waha- 
niem się i omówieniami, odpowiedzieli, że zamiaru 
nie zmienili. W nocy na 28 marca wydelegowałem 
p. Kickiego do Stołpców, celem wydania tam od- 
powiednich zarządzeń, w sobotę 28 byłem jeszcze 
raz w więzieniu i w Komendzie Policji sprawdza- 
łem, czy wszystkie zarządzenia wydano i w nocy 
o godz. 1-ej wyjechałem wraz z więźniami i eskor- 
tą. Ja jechałem w innym wagonie. Aspirant Po- 
licji Politycznej, delegowany specjalnie przez Woje- 
wodę na moją prośbę, mówił mi w czasie drogi, 
że Bag. prawie nic nie mówił, ale Wie cz. jest bar- 
dzo rozmowny i jakoby wyraził się, że wysadzenie 
Cytadeli, to robota, Bagińskiego. Miał mówić rÓ\'I- 
nież, że Maśliński, Roter i Krasiński również współ. 
działali z Bagińskim. Dokładnie jednak tych opo- 
wiadań aspiranta nie pamiętam. O 10 przybyliśmy 
do Baranowicz, gdzie dużo ciekawych skupiało się 
2
		

/JM0019.djvu

			18 


około wagonu WIC
zmow. tak, że dwuch wypadło 
zaaresztować. Do Stołpców przybyliśmy o 2-ej. 
gdzie Kicki ze Starostą spotkali nas i zawiadomili 
mnie. że wymiana ma się odbyć wKołosowie 
o 16-ej. Poleciłem odprowadzić więźniów na poste- 
runek Pol. Kolejowej. gdzie nsstąpiła zmiana es- 
korty. Więżniowie prosili mnie o pozwolenie na 
zabranie r
kopisów. czego im odmówiłem. obiecu- 
jąc jedynie po przejrzeniu przesłać je do Moskwy. 
Podczas tej rozmowy drzwi otworzyły si
 
gwałtownie i wszedł jakiś mężczyzna. jak się póź- 
niej okazało, Muraszko, w cywilnym ubraniu, bar- 
dzó wzburzony. Po chwili odszedł. a ja dowie- 
dziawszy się. że to był naczelnik ekspozytury śled- 
czej. uspokojony poszedłem do bufetu. Nieqługo 
potem nadjechał przygotowany pociąg. składający 
się z lokomotywy i jednego wagonu. Zwykle przy 
wymianie były dwa wagony. w jednym jechała es- 
korta z wu
zmami. w drugim ja i osoby towarzy- 
szące wymianie. tym razem jednak nie można by- 
ło inaczej tej sprawy załatwić. Jechało nas około 
30 osób. Po kilku minutach jazdy. powstało w wa- 
gonie zamieszanie, gdyż podobno zauważonO na 
torze kogoś dającego znaki ręką. jakby w celu za- 
trzymania pociągu *). 


*) Wobec rożnicy w tern mIejSCU zeznania p. Kulikow- 
skiego i innych. skonfrontowano go nasto:pnie z posterunkowym 
jakubowskim. maszynistą Sachmanowiczem i starostą Zajączkow- 
skim. ktorzy powtornie zeznali. iż spotkanie z n;eznajomym 
grożącym pio:ścią w stronę pociągu, miało miejsce w powrotnej 
drodze. a nieznajomy stał nie na torze. lecz obok niego; Sach- 
manowicz zeznał. że wogole nikogo nie widział, poczem 
p. Kulikowski oświadczył, że być może, iż wskutek wrażenia, 
jakie wywarło zabójstwo niedokładnie pamięta kolejność 
wydarzeń.
		

/JM0020.djvu

			19 


W tym czasie rozległy się dwa wystrzały, 
które zrobiły na mnie wrażenie trzasku łamanego 
patyka i zauważyłem, że jakiś policjant odbiera 
broń Muraszce. Ktoś powiedział, że Muraszko 
strzelał do więźniów i usłyszałem wyrazy: "Zabi- 
lem zdrajców, nie mogłem dopuścić. aby nas zgu- 
bili, oni znają najważniejsze tajemnice, biorę to na 
swoją odpowiedzialność". Mówił to Muraszko. 
Cofnięto natychmiast pociąg i po przyjeździe do 
Stołpców odwieziono rannych do szpitala, ja zosta- 
łem na stacji, by depeszować do Ministerstwa 
Spraw Zagranicznych i do Mińska. Wiem, że 
w opinji polskiej panowało znaczne podniecenie 
przeciwko tej wymianie. Ani Łaszkiewicz, ani ksiądz 
Ussas, na których mieli być wymienieni B. i W. nie 
wrócili dotychczas do Polski, obydwaj zosta1i skaza- 
nI przez sądy rosyjskie i znajdują się w więzieniu*). 
Stefan Zajączkowski, Starosta pow. Stoł- 
peckiego. 
Dnia 28 marca r. b. przybył do Stołpców 
urzędnik M. S. Z. Kicki i zawiadomił mnie, że 29 
o godz. J 4-ej przybędą do Stołpców, podlegający 
wymianie Bagiński i Wieczorkiewicz i prosił o wy- 
danie zarządzeń w celu zapewnienia bezpieczeństwa 
eskortowanym, oraz zapobieżenia jakimkolwiek de- 
monstracjom, nadmieniając, że sprawę należy trzy- 
mać w ścisłej tajemnicy. Prawie jednocześnie otrzy- 
małem z Województwa w Nowogródku depeszę, 
zawierającą podobne polecenia i również nakazują- 
cą dyskrecję. Tegoż dnia wydałem aspirantowi 
Szyszkiewiczowi, jako zastępcy Komendanta P. P. 


*) W chwili druku tej ksiąiki obaj przebywają jui w Polsce.
		

/JM0021.djvu

			- 20 


właściwe polecenie. Przed Szyszkiewiczem nie 
ukrywałem. kto będzie wydany. Zarządzenia co do. 
pociągu należały do Delegacji Repartrjacyjnej. Prócz. 
Szyszkiewicza wtajemniczeni byli w sprawę mój 
zastępca Kuroczycki oraz Rzewuski. zastępujący 
Komendanta Ekspozytury Pol. Politycznej. które- 
mu poleciłem. aby był na dworcu kolejowym i to_o 
warzyszył eskorcie policyjnej do miejsca wymiany.. 
Przybyłem na stację kolejową w niedzielę 30 mar- 
ca. na kilka minut przed przyjściem pociągu. który 
przybył punktualnie o godz. 14-ej. Ani na stacji. 
ani w jej pobliżu nie zauważyłem objawów jakie- 
goś wrogiego nastoju. Publiczności miejscowej było 
na stacji mało. najwyżej kilkanaście osób. Wypro-. 
wadzenia Bagińskiego i Wieczorki ewie za z wagonu.. 
ani przekazania ich miejscowej eskorcie nie widzia-. 
łem. gdyż towarzyszyłem prezesowi delegacji re- 
patrjacyjnej. Kulikowskiemu. Poleciłem Szyszkiewi- 
wiczowi nie wpuszczać nikogo do wagonu. którym 
mieli być odwiezieni B. iW.. bez mego pozwole- 
nia. Na pewien czas przed odejściem pociągu wez- 
wałem obecnego na dworcu Muraszkę. którego za-o 
pytałem o pewne informacje w sprawach nie 
mających związku z wymianą. Po skończeniu roz- 
mowy. Muraszko zapytał. czy obecność jego jest 
potrzebna w pociągu i czy może jechać do Koło- 
sowa. Dokładnie słów. w jakich Muraszko zapyty- 
wał o pozwolenie. nie pamiętam. pozwolenia udzie-- 
\iłem mu. jak również kilku innym urzędnikom 
państwowym. Po wejściu do wagonu usiadłem na 
ławce wraz z p. Kulikowskim. B. iW. stali w koń- 
cu wagonu. otoczeni przez eskortę stojącą w pół- 
kolu. W czasie rozmowy z p. Kulikowskiem usły-
		

/JM0022.djvu

			- 21 


'Szałem nagle dwa, natychmiast po sobie następujące, 
strzały, i zobaczyłem, jak Muraszko zwrócił się 
w naszą stronę, trzymając w ręku rewolwer i pro
 
'Sząc o aresztowanie go, jako zabójcy tych, którzy 
"walczyliby przeciwko nam i przynosili krzywdę t'. 
Widząc, że B. i W. leżą na podłodze wagonu -po- 
lecilem aresztować Muraszkę i cofnąć do Stołpców 
pociąg. Około -15 m. 30 byliśmy w Stołpcach. gdzie 
rannym udzielono pierwszej pomocy i odwieziono 
ich do szpitala Sejmikowego. W powrotnej drodze 
jakiś człowiek, stojący obok toru kolejowego groził 
-ręką w stronę pociągu. Poleciłem komuś z policji 
ustalić, kto to być może. Posterunkowy wyskoczył 
z pociągu i, jak mi póżniej mówił Szyszkiewicz, 
ustalił. że to był jakiś pijany człowiek. 


Wacław Henrych, komendant P. P. pow. 
Stołpeckiego. 
Co robił Muraszko w okresie od 11 do 29 
marca r. b. nie pamiętam. Wiem. że z urlopu nie 
korzystał. Przypominam sobie jedynie, że cztero- 
krotnie był delegowany w ciągu marca do różnych 
czynności służbowych poza Stolpcami. Na podsta- 
wie dokumentów podróży można określić, kiedy. 
ookąd i na jak długo wyjeżdżał. 
Jan Lewandowski, post. P. P. w Stołpcach. 
W niedzielę o godz, J O-ej rano otrzymałem 
od aspiranta Szyszkiewicza ustny rozkaz przygoto- 
wania 10 ludzi przed godz. 13 tegoż dnia i udania 
się na stację kolejową dla pełnienia służby przy 
przewiezieniu B. i W. do Kołosowa. Po przybyciu 
pociagu z Białegostoku przeprowadziłem B. i W. do
		

/JM0023.djvu

			22 


posterunku P. P. na dworcu kolejowym i obsta- 
wiłem stację. Gdy postawiono lokomotywę z wago- 
nem towarowym. który miał jechać do Kołosowa. 
st. przod. Junkiert polecił mi z rozkazu starosty. czy 
też Szyszkiewicza zabrać 6 posterunkowych do wa- 
gonu, jako eskortę, a resztę odesłać do miasta. oraz 
niewpuszczać do wagonu osób postronnych, prócz 
przedstawicieli władz i 2 wywiadowców. Obecny 
przytem Muraszko powiedział, że ma od Starosty 
polecenie, czy też zezwolenie, nie pamiątam do- 
kładnie, aby jechać tym samym pociągiem. Gdy 
wszyscy wsiedli do wagonu i pociąg ruszył, B. iW. 
stali pod węższą ścianą wagonu, otoczeni eskortą. 
która stała twarzami do nich, a plecami do re,>zty 
otoczenia. Gdy mijaliśmy wieś Zadworje, usłyszałem 
wystrzały, jeden po drugim. Spojrzawszy w stronę. 
skąd huk pochodził. zauważyłem, że Muraszko, któ- 
ry dotychczas stał spokojnie, trzymając ręce w bocz- 
nych kieszeniach kurtki. obecnie stoi z rewolwerem 
w ręku; odebrałem mu rewolwer, brauning, kal. 7,35 
oraz drugi - systemu Nagan. Zatrzymano pociąg 
i cofnięto do Stołpców. Muraszkę znam od 8 mie- 
sięcy, iako człowieka zdolnego i pracowitego. ale 
bardzo porywczego, który starał się wszystkim 
imponować i zawsze, jak to mówią, postawić na 
swo)em. 


Stanisław Cytryński, post. P. P. w Stołpcach. 
W sobotę, 29 marca o godz. 18-ej wyszliśmy 
z posterunkowym Zarębą ze Stołpców do wsi Kucz- 
kuny. gdzie zastaliśmy Muraszkę. Noc na niedzielę 
czatowaliśmy nieopodal wsi wraz z Muraszką na 
spodziewanych tam bandytów. W niedzielę rano.
		

/JM0024.djvu

			- 23 


koło 12-ej wyjechaliśmy z Kuczkun do Stołpców, 
gdzie przybyliśmy koło godz. 13-ej. Z Kuczkun do 
Stołpców jest około 10 kIm. złej, bocznej drogi. 
W drodze mówiliśmy o tern, że tegoż dnia wieczo- 
rem wszyscy na noc wrócimy na dalsze czaty do 
Kuczkun. Muraszko wyjaśniał nam, gdzie zajmiemy 
stanowisko. Wychodząc z Kuczkun, zabraliśmy ze 
sobą psa, który całą noc szczekał i przeszkadzał 
nam; mieliśmy odstawić go do Stołpców i wypuścić 
dopiero za parę dni, ale pies nam uciekł po drodze. 
Władysław Zaręba, post. P. P. w Stołpcach. 
W Kuczkunach byliśmy z Muraszką i Cytryń- 
skim od IB-ej w sobotę do 12-ej w niedzielę, cza- 
tując na bandytów. Muraszko przybył do Kuczkun 
wczesme). mz my z Cytryńskim. zdaje się - w pią- 
tek rano. W powrotnej drodze do Stołpców Mu- 
raszko mówił nam, że w nocy znów pójdziemy na 
czaty z nim i z dodanymi żołnierzami. O przejeź- 
dzie przez Stołpce B. i W. me było między nami 
mowy. 
Adam Sachmanowicz, maszynista na stacji 
Stołpce. 
Jako maszynista prowadziłem pociąg, składają- 
cy się z lokomotywy i z jednego wagonu ze Stołp- 
ców do Kołosowa w niedzielę 30 marca. Wyjecha- 
liśmy punktualnie 14.50. Na trzecim czy czwartym 
kilometrze zatrzymałem pociąg, gdyż z wagonu 
dawano mi znaki rękami oraz czapkami. Na rozkaz 
Starosty wróciłem do Stołpców, jadąc bardzo po- 
woli, gdyż o cofaniu się pociągu nikt na linji nie 
. był zawiadomiony. Kto i w jakim celu jechał do 
Kołosowa, nie wiem. Kołosowo jest stacją jeszcze
		

/JM0025.djvu

			- 24 


na polskiej stronie. Stanowczo twierdzę, że w cza- 
sie jazdy do Kołosowa nikt nie stanął na torze 
przed pociągiem, dając jakiekolwiek znaki. Rów- 
nież w powrotnej drodze nikogo przy torze kolejo- 
wym nie widziałem. 


Jan Markiewicz, Komendant P. P. posterunku 
w Zabuczynie, pow. Wołożyńskiego. 
Muraszkę poznałem w marcu 1922 r.; pełnił 
on służbę w pow. Wołożyńskim od marca 1922 do 
sierpnia 1923 r. jako komendant posterunku, kolej- 
no w Trabach i Wiśniewie, Lipniszkach, będąc 
przenoszonym zawsze wskutek jakichś wybryków. 
Służbę swą w pow. W ołoiyńskim skończył w sier- 
pniu 1923 r., kiedy to został odesłany do Nowo- 
gródka, do komendanta okręgu pod eskortą. Z wy- 
bryków Muraszki przypominam sobie następujące: 
w Trabach zastrzelił jakiejś żydówce kozę na gan- 
ku i musiał zapłacić odszkodowanie, w Wiśniewie 
pijanemu chłopu oblał w restauracji twarz atramen- 
tem, plamiąc mu ubranie, za które również potem 
zapłacił; w Liwju zastrzelił komuś z policji psa 
i z wyroku Sądu zapłacił odszkodowanie. T o sa- 
mo zrobił z gończym psem księdza w Lipniszkach; 
jakiemuś dezerterowi, złapanemu w Lipniszkach, 
ogolił głowę, tak że mu porobił rany na głowie 
i trzeba było go odesłać do szpitala w Lidzie; 
w tym wypadku prowadzone było, zdaje się, śle- 
dztwo, ale czem się skończyło, nie wiem, pamiętam 
tylko, że dezerter uciekł powtórnie. W sierpniu; 
1923 r. Muraszko domagał się od Komendanta Po- 
wiatowego p. Kasprzyckiego urlopu, nie otrzyma- 
wszy zaś go, 7.,aczął płakać i biegać po gabinecie,
		

/JM0026.djvu

			- 25 


rwać włosy, krzyczeć, wreszcie wybiegłszy do kan- 
<:elarji, rzucił się na ziemię; nie można było ustalić, 
o co mu chodzi, gdyż ciągle mówił co innego i ro- 
bił wrażenie chorego umysłowo. Wreszcie rano zo- 
stał odesłany pod eskortą do Komendy Okręgowej. 
Muraszko robił zawsze na mnie wrażenie cżłowie- 
ka nienormalnegu. Ciągle mówił, że temu lub owe- 
mu należy strzelić w łeb, zabić go, sprzątnąć i t. p. 
Jako policjant był bardzo energiczny i odważny. 
Aleksander Sabliński, major, Dowódca 8 bao- 
nu Korpusu Ochro Pogr. 
Byłem naocznym świadkiem zabójstwa Bag. 
i Wiecz. Jechałem w tym samym wagonie wraz 
z trzema innymi oficerami służbowo, gdyż przy 
Kołosowie jest mój odcinek i mogła zajść potrzeba 
mojej obecności przy wymianie. Przed odejściem 
pociągu jakiś policjant sfotografował przy wagonie 
aresztowanych i wszystkich obecnych. a następnie 
umieszczono B. iW. w tylnej cześci wagonu, usta- 
wiając naokoło nich eskortę. Gdy pociąg ruszył, po 
upływie kilku minut w czasie rozmowy usłyszałem 
dwa strzały, jeden po drugim i zauważyłem, że 
Mur'1szko wyciąga rękę z rewolwerem, mówiąc 
"to ja popełniłem"; odebrano mu rewolwer, po- 
czem Muraszko zaczął mówić w podnieceniu dużo 
i prędko, oświadczając, że zabił bandytów, którzy 
mogli w przyszłości prowadzić pułki i dywizje na 
Polskę. Pociąg cofnięto z powrotem, na stację 
w Stołpcach przybyli lekarze i dokonali pierwsze- 
go opatrunku. Muraszkę spotkałem w sobotę rano 
we wsi Kuczkunach, gdzie czatował na bandytów. 
O wymianie B. iW. dowiedziałem się w niedzielę 
rano.
		

/JM0027.djvu

			- 26 - 


Bronisław Borowski, kierownik Oddziału Go- 
spodarczego P. P. w Stołpcach przy Komendzie 
Powiatowej. 
Muraszkę poznałem w zeszłym roku. W sty- 
czniu ruku bież. Muraszko przybył do Stołpców na 
stałe, jako kierownik Ekspozytury śledczej. Styka- 
łem się z nim służbowo dość często przy wypła- 
caniu mu pensji i djet. Był to człowiek nerwowy, 
prędki, szorstki w obejściu: zatargi z nim były 
bardzo częste i powstawały z najmniej szych powo- 
dów. Ogólne mniemanie było, że to nie jest czło- 
wiek zupełnie poczytalny. Pensji Muraszko pobie- 
rał około 180 zł. Na kilka dni przed zabójstwem 
Muraszko czytał przychodzące do mnie "Kurjer 
Poranny" i "Słowo Wileńskie", gdzie były artykuły 
o wymianie Bag. i Wiecz. W "Kurjerze Porannym" 
był bardzo ostry artykuł. Tytułu tego artykułu nie 
pamiętam i nie mogę nawet ustalić, który to z ar- 
tykułów jakie mi Sąd okazuje (okazano świadko- 
wi złożone do akt sprawy przez oskarżenie nume- 
ry "Kurjera Porannego" z 24, 25, 26 i 27 marca 
1925 r.) Muraszko mocno zdenerwował się wspom- 
nianym artykułem i dłuższy czas chodził podraźnio- 
ny po korytarzu Komendy. O wymianie B. i W. 
mówiono u nas wiele i wszyscy- oburzali się na to. 


Tomasz Jakubowski, post. P. P. 
Należałem do eskorty B. i W. Eskorta składa- 
ła się z 7 ludzi. Na stacji Stołpce odebraliśmy B. 
i W. od eskorty, która ich przywiozła z Białegosto- 
ku. B. i W. po przyjściu pociągu, który ich przy- 
wiózł, zostali sprowadzeni na posterunek Pol. Ko- 
lejowej, gdzie załatwiano jakieś formalności, tyczą-
		

/JM0028.djvu

			27 - 


ce Się przekazania ich; formalności te załatwiał 
p. Prezes Delegacji. W tym czasie wszedł na po- 
sterunek Muraszko, popatrzył na B. iW. i po chwili 
wyszedł. Po ukończeniu formalności wprowadzili- 
śmy B. i W. do wagonu, gdzie następnie weszli 
Starosta, jego zastępca, Prezes Delegacji, jego se- 
kretarz, kilku oficerów. aspirant Szyszkiewicz, apli- 
kant sądowy i jeszcze kilka osób, a między nimi, 
ubrany po cywilnemu, Muraszko. B. i W. stanęli 
pod ścianą wagonu, a my stanęliśmy naokoło nich. 
półkolem, twarzami do nich, jeden niedaleko od 
drugiego. Drzwi wagonu towarowego były z oby- 
dwuch stron otwarte, tak że nawet w tym kącie 
gdzieśmy stali nie było bardzo ciemno. B. i W. 
stali oparci o ścianę, spokojnie, rozmawiając ze so- 
bą. Po przejechaniu kilku kilometrów, około wsi 
Zagorje, usłyszałem, tuż obok siebie dwa, jeden po 
drugim następujące. strzały i poczułem uderzenie 
w podpinkę od czapki. Myślałem, że jestem ranio- 
ny i schwyciłem się za twarz. nie widząc jednak 
śladów krwi na ręku, domyśliłem się. że zostałem 
uderzony łuską naboju. Jednocześnie zauważyłem.. 
że obydwaj więźniowie upadli na ziemię. Obejrza- 
łem się i schwyciłem wpół człowieka trzymającego. 
rewol wer i stojącego tyłem do mnie; był to Mu- 
raszko. który oddawał ko
uś rewolwer. Byłem bar- 
dzo przestraszony i dokładnie nie pamiętam, co 
Muraszko mówił. Stanowczo twierdzę. że Muraszko.. 
strzelając znajdował się za mną, a nie wewnątrz 
eskorty. Pociąg zatrzymano i kiedy wracaliśmy do 
Stołpców. p. Starosta kazał zatrzymać jakiegoś 
człowieka, który. jak mi mówiono. groził pięścią 
w stronę pociągu. Wyskoczyłem w biegu. ale czło-
		

/JM0029.djvu

			- 28 


'wieka tego nie zatrżymałem, tylko ustaliłem na- 
zwiska ludzi, którzy go widzieli, i o tem złożyłem 
raport. Na stację w Stołpcach przyszedłem piecho- 
tą i tam zastałem lekarzy, opatrujących rannych. 
Muraszkę znam od kilku miesięcy. Był to człowiek 
kłótliwy i w służbie bardzo ciężki. Muraszko po 
zaaresztowaniu pytał mnie, czy się bardzo przestra- 
szyłem, a kiedy odpowiedziałem twierdząco, to 
powiedział, że on celował dobrze, a zresztą nawet 
.dodał - "nicby nie szkodziło, gdybym dla tych 
.dwuch zdrajców i Pana położył". 


Ludwik Planer, aplikant sądowy. 
W niedzielę 29 marca w południe aspirant Szysz- 
kiewicz zaproponował mi, abym poszedł na stację, 
.dokąd będą przywiezieni B. i W. celem wymiany. 
UdaJem się tam i, przybywszy kilka minut przed 
-godz. 14-tą, zastałem na stacji kilkadziesiąt osób, 
przeważnie ze sfer urzędniczych, z osób cywilnych 
zauważyłem tylko dwu«h panów. O godz. 14-ej 
przyszedł pociąg, z którego wyprowadzono B. iW. 
na posterunek policji kolejowej. Chcąc. jako sądownik, 
'Powitać Sędziego Łaszkiewicza, który w drodze wy- 
miany miał wrócić do Polski, wsiadłem razem z inny- 
mi osobami, w liczbie mniej więcej 30 ludzi, licząc 
'Z eskortą, do wagonu. Po upływie około 10 minut 
.od odejścia pociągu usłyszałem dwa strzały, bez- 
pośrednio jeden po drugim i spostrzegłem niezna- 
nego mi wówczas Muraszkę, który oświadczył, że 
.to on strzelał; p. Kulikowski zapytał "czy pan wie, 
'Co pan zrobił?", na co Muraszko odrzekł: "oddajcie 
mi broń, a sam się zastrzelę"; w tej chwili rewol- 
.wery już były w rękach aspiranta Szyszkiewieza.
		

/JM0030.djvu

			- 29 


Zatrzymano pociąg i cofnięto go do Stołpców. Ba-. 
giński, leżał na podłodze wagonu, a Wieczorkiewicz.. 
siedział w kącie, jęcząc. Na stacji w Stołpcach 
opatrzono obydwuch i odwieziono do szpitala. Je- 
den z policjantów mówił mi, że kula przeleciała.. 
tuż koło niego. 
Bolesław Grefner, nadkomisarz P. P. w No-. 
wogródku. 
Prowadziłem dochodzenie dyscyplinarne prze- 
ciwko organom policyjnym, które brały udział 
w eskortowaniu B. i W. i ustaliłem, źe ze strony' 
władz policyjnych nie było żadnego zaniedbania,. 
wskutek czego wniosek mój opiewał umorzenie 
postępowania dyscyplinarnego. Muraszkę znam; jest 
to człowiek wybuchowy, gwałtowny, ale z łatwo-. 
SClą przechodzący od najsilniejszych wybuchów 
do łez. 
Jan Szyszkiewicz, zastępca Komendanta po- 
wiatowego P. P. w Stołpcach. 
W sobotę 22 marca otrzymał polecenie od 
starosty Zajączkowskiego, przygotowania na dzień. 
następny eskorty dla odstawie
ia Bagińskiego 
i Wiecz. ze Stołpców do granicy, co też uczynił; 
na 1/2 godz. przed przyjściem pociągu, w niedzielę 
wysłał przodownika Lewandowskiego i 10 policjan-. 
tów na stację. Sam udał się na stację z kilkoma- 
osobami, w których liczbie był Muraszko. Mura-. 
szko na 1/2 godziny przed wyjazdem wrócił ze wsi 
Kuczkuny, gdzie przebywał służbowo, począwszy' 
od nocy z piątku na sobotę. Muraszko po powro- 
cie zdał sprawozdanie ze swych czynności, które 
polegały na poszukiwaniu bandytów w Kuczkunacb",
		

/JM0031.djvu

			- ao 


.prosil, aby dać mu 6 policjantów na poniedziałek 
dla dalszych poszukiwań. Na stacji, po przyjściu 
pociągu świadek Muraszki nie widział, zobaczył go 
dopiero w wagonie pociągu, którym odwożono 
Wlęzmow, ale nie zwracał na niego baczniejszej 
uwagi. Usłyszawszy w czasie jazdy strzał, świadek 
obejrzał się i zauważył, jak Muraszko oddawał ko. 
muś rewolwer, mówiąc, że to on strzelał do Bag. 
i Wiecz. W ciągu paru tygodni przed zamachem 
Muraszko nie wyjeżdżał poza obręb powiatu, prócz 
wyjazdu do Wilna do Sądu Okręgowego w końcu 
lutego i do Baranowicz na sesję wyjazdową Sądu, 
jako świadek w początkach marca. Muraszko był 
człowiekiem bardzo nerwowym, popędliwym. Po. 
życie małżeńskie Muraszki było bardzo nieszczęśli. 
we, wiem że po krótkim pożyciu małżonkowie się 
rozeszli. 


Edward Myszkowski, st. przod. P. P. w Ba. 
ranowiczach. 


W dniu zabójstwa Bag. i Wiecz. spotkał Mu
 
raszkę w Stołpcach, gdzie przebywał w sprawach 
służbowych. Była to mniej więcej pierwsza w po- 
łudnie. Muraszko mówił. że przed chwilą wrócił 
z poszukiwań bandytów; wyjmował z kieszeni gra- 
naty ręczne i następnie zaszywał sobie ubranie, po- 
darte podczas wyprawy. Razem z Muraszką świ3.- 
dek udał się na stację samochodem. Podczas 
przyjścia pociągu Muraszko ze świadkiem już byli 
na stacji, gdzie widzieli przeprowadzenie Bag. 
i Wiecz. z wagonu na posterunek policji kolejowej. 
Następnie dłuższy czas obydwaj spacerowali po 
perome, gdzie Muraszko opowiadał świadkowi
		

/JM0032.djvu

			- 31 


o sposobie przekazywania wi
zmow władzom so- 
wieckim, Świadek zaś opowiadał Muraszcze o rzu- 
ceniu bomby w Cz
stochowie w czerwcu 1923 r. 
o co posądzano Bag. i Wiecz.. Publiczność zgroma- 
dzona na stacji rozmawiała o sprawie Bag. iWiecz., 
potępiając ich czyn, nazywając ich nikczemnikami, 
a jednocześnie oburzając si
 na wymian
 ich przez 
Rząd i bezcelowość tej wymiany ze wzgl
du na 
to, że w Rosji aby mieć materjał do wymiany, 
aresztują niewinnych ludzi. Muraszko do rozmów 
się nie mieszał, ale je słyszał. W zachowaniu jego 
WÓwczas nie dało się nauważyć nic niezwykłego. 
Świadek nie pojechał pociągiem, wiozącym wię- 
żniów, gdyż nie miał czasu. Co do osoby Muraszki 
świadek może powiedzieć, iż był to człowiek ner- 
wowy, wybuchający w razie nieposłuch ania lub nie 
wykonania jego rozkazów, mściwy. Objawów cho- 
roby umysłowej świadek nie zauważył; uważał go 
jedynie za bardzo niezwrównoważoną, histeryczną 
naturą. 


Marjan Kozielewski, Naczelnik Urzędu Śled- 
czego w Nowogródku. 
Muraszkę zna od końca 1922 r. uważa go za 
zdolnego, pracowitego i obowiązkowego służbistę. 
Główną ujemną cechą jego charakteru była prze- 
sadna ambicja i brak zrównoważenia. Na tern tle 
świadek miał z Muraszką dwa razy zajścia. Raz 
w 1924 r. Muraszko na uczynioną mu wymówkę, 
że nie zdążył wykonać w krótkim zresztą czasie, 
trudnego zlecenia, wybuchnął gwałtownie i chciał 
się zastrzelić, tak, że świadek odbierał mu rewol- 
wer. Drugi raz Muraszko podejrzewał świadka,
		

/JM0033.djvu

			- 32 


że otworzył jakiś jego prywatny list. Na skarcenie 
go, Muraszko odpowiedział .podobnym wybuchem. 
Pożycie jego z żoną było złe, żona opuszczała go 
dwukrotnie, raz wtedy gdy mieszkali w W ołożynie. 
drugi raz wyjechała z Baranowicz. 
Ks. Antoni Kuklewicz, poznał się z Muraszką 
w 1920 r., w powiecie Sejneńskim, widział jak Mu- 
raszko z poświęceniem i energją organizował par- 
tyzanckie oddziały celem obrony granic Polski. 
Świadek słyszał wówczas z ust Muraszki, że nie 
jest Polakiem ten, kto nie potrafi w każdej chwili 
umrzeć za Polskę. 


Odczytano zeznanie Edwarda Kasprzyckiego, 
Komendanta P.P. pow. Wileńskiego, z którego widać, 
że raz, kiedy odmówił świadek Muraszce urlopu paro. 
dniowego, Muraszko rzucił się na ziemię zaczął pła- 
kać i zachowywał się tak nienormalnie, że trzeba go 
było odesłać do Nowogródka, do Wojewódzkiego 
Urzędu Zdrowia, który ze swej strony przesłał go do 
zbadania do psychjatrycznego szpitala w Wilnie, 
skąd zresztą Muraszkę po p aru dniach obserwacji . 
zwolniono. Świadek uważa Muraszkę za dobrego 
pracownika, bardzo energicznego, nie nadającego 
się jednak do awansu na oficera policji, ze wzglę- 
du na brak równowagi odpowiedniego wy- 
kształcenia. 


Pozatem Sąd Okręgowy przesłuchał szereg świadków, 
powołanych przez obronę. celem wyświetlenia. jakim był sto. 
sunek rosyjskich władz sowieckich do polaków zarówno na 
terytorjum rosyjskiem. tak tez i na ziemiach polskich podczas 
bolszewickiej inwazji.
		

/JM0034.djvu

			- 33 


Świadek Jerzy .2: y rkiewicz zeznał, co nastę- 
pUJe: Przebyłem w Rosji sowieckiej, a właści- 
wie na Ukrainie, cały okres porewolucyjny. Ludzie, 
którzy tam nie byli, nie mogą sobie nawet wy- 
obrazić udręczeń, jakie przechodzili pozostali tam 
nieszczęśliwcy, wszystko bowiem, co się mówi i pi- 
sze, daje zaledwie słaby i nikły obraz strasznej 
rzeczywistości. Ludność. pozostała w Rosji, nigdy 
nie jest pewna dnia ani godziny. Każdy lada chwila 
może być porwany. aresztowany, osądzony bez 
żadnaj winy, a nawet wprost zgładzony ze świata 
przez jedną z instytucji karzących. jak to: czrezwy- 
czajkę miejscową. czrezwyczajkę lotną, t.zw. "osoby; 
otdieł" lub "ugołownyj rozysk" albo też przez 
sąd rewolucyjny. Za jedno i to samo przestępstwo, 
ewentualnie wskutek podejrzenia o przestępstwo. 
można być sądzonym kilkakrotnie przez rozmaite 
instytucje i nigdy nie można być pewnym, czy już 
nastąpił oststeczny koniec. Przykładów takich znam 
mnóstwo. 
Wystarczy czyjaś denuncjacja. ażeby zostać 
skazanym na śmierć. nawet bez żadnej winy. 
Mógłbym przytoczyć mnóstwo nazwisk i faktów. 
Pragnąc usprawiedliwić swe okrucieństwa i gra- 
bieże, rząd bolszewicki stale ucieka się do prowo- 
kacji. urządza sztuczne powstania i t. p. Ostatecznym 
celem tego wszystkiego jest zupełne zniszczenie 
wszelkich elementów. nieprzychylnych władzom so- 
wieckim. Znane mi są liczne konkretne wypadki 
prowokacji. które zakończyły się surowemi karami, 
kaźniami oraz kontrybucj akładaną na całą miej- 
scową ludność. t'.
i \:;i..I\.,j-1.ł.:" 
.
 "1\ .. 

'.nliO'\:-:.'
. 
 3 
", 
.., "h.' ("I 
;i: oh ..
 .' 
, "? 
::: 'G- ."," :-
:a"\ .,..... 
Z '(I'. \ t"\J'.! 
-:;\ , ,"
;.:'''i ;l 
-' 
 
:,:;,
,
"'" .
 
'ł"
ill'

 .
		

/JM0035.djvu

			- 34 


Będąc WCląZ narażeni na takie bezprawia 
rządu, ludzie w końcu tracą orjentację, ulegają 
manji prześladowczej, a nawet dostają obłędu. 
Wszystkie prześladowania, rekwizycje, rabunki 
i t. d. bledną wobec katuszy, jakie przechodził 
człowiek, dostawszy się do więzienia. Gdy byłem 
w więzieniu, w niewielkim pokoju mieściło się do 
40 osób tak, że ludzie leżeli nie tylko na narach, 
lecz w przejściach, a nawet i pod narami. Ponie- 
waż aresztowani siedzieli po kilka miesięcy i dłużej 
bez kąpieli i bez zmiany bielizny, robactwo lęgło 
się w niezliczonej ilości, niemal zagryzając uwięzio- 
nych żywcem, roznosząc przy tern epidemje różnych 
chorób, a głównie tyfusu. Porcje dzienne jadła by. 
ły tak małe, że ludzie literalnie umierali z głodu. 
W Kijowie, w roku 1921 umierało w więzieniu 
dziennie przeszło 40 ludzi ś m i e r c i 'ą g ł o d o w ą. 
W jednem więzieniu na 200 aresztowanych wyda- 
wano 25 funtów chleba, 4 funty jagieł i 2 funty 
soli, z czego połowę kradli jeszcze dozorcy więzien- 
ni. W roku 1921 podczas epidemji. latem wydawa- 
no uwięzionym wody tylko pół szklanki dziennie, 
tak że ludzie konali prawie z pragnienia, a o umy- 
waniu się naturalnie nie mogło być nawet mowy. 
W więzieniach wypuszczano dla potrzeb fizjo- 
logicznych tylko przy świetle dziennem, zimą od 
8 rano do 4 wieczorem, potem niedopuszczano do 
wyjścia i ludzie musieli się załatwiać do wiadra, 
które służyło zarazem do noszenia wody i zupy, by 
następnie po wylaniu odchodów, znowu być uży- 
tern do noszenia jadła. 
Przy przeprowadzaniu badań bito uwięzionych 


,
		

/JM0036.djvu

			35 



 katowano nieludzko. tak. ŻE" częstokroć ludzie 
wychodzili z połamanemi żebrami i powykręcane
 
mi członkami, nierzadko też tracili życie w najwy
 
rafinowańszych męczarniach. 
Tylko osądzeni na mocy wyroków rewo- 
lucyjnych bywali rozstrzeliwani w dzień. inne zaś 
instytucje wykonywały wyroki nocą, w piwnicach, 
rozbierając przy tern ofiary donaga. 
Trupów nie wydawano nigdy krewnym. ażeby 
ludność nie mogła dojrzeć zdeformowania ciał. ska- 
towanych podczas egzekucji. 
Jakie przewiny ściągały takie pastwienie się 
władz sowieckich. posłużyć może jako przykład. 
że w J 922 r. w Humaniu ośmiu polaków zostało 

kazanych na śmierć za to. iż wciągnięci w rozmo
 
wę przez prowokatora. powiedzieli. że dobrze by- 
.loby. gdyby Trocki został zabity. Egzekucji maso- 
wych było bardzo dużo. w najbliższych okolicach 
Humania liczba ofiar polskich dochodzi do kilkuset. 
nie licz<łc w to zakładników. wywiezionych w głąb 
Rosji. los których jest nieznany. 
Wszystkim, co przeszli przez katusze sowieckie, 
brak już energji i sił. by przed całym światem 
Qgłosić okrucieńatwa morderców ludzkości i krzywdy 
	
			

/JM0037.djvu

			- 36 


wokacji, OJCIec mój został rozstrzelany, ponieważ 
był podpułkownikiem armji rosyjskiej, a brat, zako- 
pany źywcem, zato, że był rotmistrzem. Byłem po- 
stawiony w stan oskarżenia na podstawie sfałszo- 
wanego aktu oskarźenia. W czasie badania byłem 
torturowany, zatrzaskiwano mi w drzwiach palce. 
Siedziałem dwa tygodnie w ciemnicy, lwidziałem, 
jak rozstrzelano cały szereg więzionych osób, jak 
naprzykład Antoniego Iwanowskiego, Zaborowską. 
przy tern skazanych prowadzono na śmierć spęta- 
nych ze sobą drutem kolczastym. Widziałem śmierć 
więźnia Jackiewiczówny, która zrzekła się prośby 
o łaskę i padła rozstrzelana z okrzykiem: "Niech 
żyje Polska"l Pamiętam, że kiedy Iwanowskiego 
prowadzili bolszewicy 'na śmierć, to strzelali do- 
stojącej w oknie więzienia żony tegoż więźnia. 
Iwanowska, wiedząc o tern, że mąż jest skazany. 
przez dwa tygodnie, siedząc w oknie, oczekiwała 
momentu, w którym bądą prowadzić jej mąża na 
egzekucję, po dwutygodniowem oczekiwaniu nad- 
szedł dzień 7 lipca 1924 roku, kiedy była wyzna-o 
czona egzekucja. Iwanowska ujrzała, jak wypro- 
wadzili jej męża. Rzuciła się do okna, wołała 
przeraźliwie imię swego męża: "Tolek, Tolek/lt 
Czekista w odpowiedzi na to wrzasnął: "Kokoj tam 
czort T olek, stupaj białogwardiejec, polskaja morda "ł' 
Jednocześnie uderzył kolbą od rewolweru w głowę- 
Iwanowskiego, który upadł, zalewając się krwią,. 
i w tymże czasie dał tozkaz stojącym krasno- 
armiejcom, ażeby dali salwę na postrach. Siedząca. 
na oknie Iwanowska w chwili, kiedy padły strzały.. 
runęła z okna, położonego dość wysoko, na kamien-
		

/JM0038.djvu

			37 


-ną podłogę. Przebyła potem przez trzy tygodnie 
w wilgotnej celi. nie mając pomocy lekarskiej. 
W celi obliczonej na 17 osób siedziało ich 93. 
tak że mogli jedynie siedzieć lub stać, położyć się 
nie mogli; raz na miesiąc prowadzono ich do ką- 
pieli. a bieliznę wydawano raz na 6 miesięcy. z te- 
go powodu robactwo można było wybierać gar- 
ściami. Kiedy więżniowie ogłosili głodówkę. zostali 
zbici przez bolszewików. Na posiłek rano otrzymy- 
wali wodę gorącą, to samo wieczorem. a na obiad 
'Zgniłą kapustę. do tego chleba jeden funt. surowego 
w środku. Prokurator bolszewicki nazywał więźniów 
"polskiemi mordami". Pilnowali zaś ich pijani cze- 
kiści. którzy stale ich bili. Przy mnie rozstrzelano 
.zgórą J 70 osób. Rozstrzeliwano nie tylko "burżu- 
jów". ale ludzi. należących do wszystkich klas, 
naprzykład został rozstrzelany Janicki Antoni. zwrot- 
niczy 'kolejowy. były członek P. P. S. Muszę nad- 
mienić. że bolszewicy są poprostu oślepieni. wprost 
-chorzy w tym wypadku: jak tylko polak chodzi do 
kościoła, nie wierzy w ich dogmaty. które głoszą. 
że Bóg jest opjum narodu, to jest uznany za szpiega 
polskiego, za "biebgwardiejca z panskoj Polszy" . 
Zostałem wymieniony w roku ubiegłym. W Stołb- 
cach spotkałem Muraszkę. któremu detalicznie po. 
wYŻsze opowiedziałem i widziałem. jak Muraszko 
trząsł się ze wzruszenia. Również zakładnicy opo- 
wiadali swe przejścia Muraszce w mojej obecności. 
Bolszewicy chwytali ludzi zupełnie niewinnych na 
zakładników, celem przygotowania sobie materjału 
Da wymianę z Polską. jak to naprzykład miało 
miejsce z zupełnie niewinnym ks. Bakinowskim lub 
Iwanowską. Każdego schwytanego bolszewicy ska-
		

/JM0039.djvu

			- 38 


zywali na karę śmierci, lub na kilkunastoletnię wię- 
zienie. W czasie badania stale torturowano ich, 
naprzykład bito do krwi. łamano palce. dawano do- 
jedzenia po głodzie śledzie. poczem nie dawano 
wody. Wszystko to opowiadałem Muraszce. który 
reagował bardzo silnie. Wyczułem z zachowania 
się Muraszki. gdym opowiadał o tych rzeziach. że 
duźo przeźył od bolszewików. ponieważ był tak 
zdenerwowany. wprost wpadał w furję. W tym' 
momencie było słychać muzykę sowiecką. która 
grała "międzynarodówkę" po bolszewickiej stronie 
na przyjęcie polskich komunistów. którzy poszli 
wzamian naszych. 


Świadek Bronisław BaryIski. W odpowiedzi 
na pytanie, jaką jest geneza i historja zakładnictwa 
polskiego w Rosji sowieckiej, wyjaśniam: w marcu 
1919 r. przyjechał do Rosji delegat rządu polskiego 
w celu petraktacji z rządem sowietów. Delegat ów 
ś. p. Aleksander Więckowski, zaopatrzony był 
w glejty, gwarantujące mu nietykalność. a podpisa- 
ne przez stojących wówczas u steru władzy bol- 
szewickiej Lenina. Krasina i innych. Glejty te oka- 
zały się złudzeniem. W końcu kwietnia 1919 r
 
oddziały wojska polskiego zajęły Wilno. i oto dni8- 
27 kwietnia tego .roku u ś. p. Więckowskiego zja- 
wili się przedstawiciele wszechrosyjskiej czrezwy- 
czajki. Przeprowa?ziwszy rewizję. Więckowskiego- 
zmusili agenci czrezwyczajki i asystujący im żoł- 
dacy do zajęcia miejsca w automobilu. poczem wy- 
wieziono go. wraz z jego otoczeniem na granicę. 
Finladji. skąd powrócił do kraju złamany na duchu 
i ciele. Pewna część funkcjonarjuszy bolszewickich.
		

/JM0040.djvu

			39 - 


pozostała po wyjeżdzie Więckowskiego w lokalu 
tegoż przedstawicielstwa i widać było - nie wie- 
działa, co ma czynić ze znajdującymi się tam urzęd- 
nikami placówki polskiej. Po kilkogodzinnem poro- 
zumiewaniu się telefonicznie z wladzami czrezwy- 
czajki, zakomunikowano nam, że jesteśmy are- 
sztowani. 
Po przeprowadzeniu skrupulatnej rewIzJI oso- 
bistej, zostaliśmy odprowadzeni do wszechrosyjskie j 
czrezwyczajki, gdzie, po spędzeniu na gołej podło- 
dze nocy, dowiedzieliśmy się, że zatrzymano nas 
w charakterze zakładników: "Wasi zejęli Wilno", 
mówili nam komisarze, "jeżeli będą prześladować 
naszych, to za każdego rozstrzelanego komunistę, 
padnie was dziesięciu". 
Byliśmy przygotowani na najgorsze... Następ- 
nego dnia przeniesiono nas do M-cz-ka, gdzie zo- 
staliśmy ulókowani w piwnicy, zamienionej w wię- 
z\eme. Piwnica była przepełniona wszelkiego 
rodzaju aresztowanymi: tu spotykały się różne na- 
rodowości, religje, klasy i wszelki rodzaj przestęp- 
ców: bandyta obok politycznego wroga bolszewików, 
socjalrewolucjonisty. Przygnębiający mrok piwnicz- 
ny, ścisk, zaduch, miljardy robactwa i nieustające 
przeklenstwa, sprawiały straszne wrażenie na nieo- 
swojonych z życiem więziennem... W piwnicy zja- 
wił się "Komisarz Śmierci..... I oto w pierwszą noc 
więzienną byliśmy świadkami, jak ów kat, z pija- 
nemi od kokainy oczyma, przez całą noc wy- 
włóczył ludzi-skazanców... Było ich osiemnastu... 
Rozstrzeliwano nieszczęsnych w pobliskiej piwnicy, 
i nie bacząc na turkot, umyślnie puszczonego w ruch 
motoru samochodowego, słyszeliśmy strzały i krzy-
		

/JM0041.djvu

			40 - 


ki mordowanych... Byli to robotnicy.kolejarze, któ- 
rzy śmieli wyrazić swe niezadowolenie w stosunku 
do nowej władzy; a wśród nich byli i polacy. Stra- 
sz na to była noc! 
Z czrezwyczajki, po kilku dniach, pod silnym 
konwojem odprowadzono nas do "Butyrek" , gdzie 
mieliśmy spędzić miesiące, a niejeden lata. Lecz 
rok 1919 był jeszcze sielanką rządow III Międzyna. 
rodówki. 
W czerwcu 1919 r. zostałem wypuszczony 
z więzienia na zasadzie świadectw lekarskich i obją- 
łem Pełnomocnictwo z rąk uwięzionych: starszego 
radcy pełnomocnictwa larnowskiego i radców 
Dangla i Mierzyńskiego. W listopadzie tegoż roku 
została zawarta umowa w Mikaszewiczach, na mo. 
cy której miała nastąpić wymiana zakładników. 
14 grudnia 1919 r. wyprawiłem pierwszy po- 
ciąg, w styczniu 1920 r. drugi z polskimi zakład- 
nikami. 
Po wysłaniu drugiego pociągu, powróciwszy 
do domu, zostałem aresztowany i osadzony w "se- 
kretnem więzieniu osobowo otdieła" (dla walki ze 
szpiegostwem i kontrrewolucją). W parę dni potem 
na rozkaz czrezwyczajki cofnięto od granicy po. 
ciąg, i wypuszczono do Polski li tylko kobiety, 
dzieci i chorych mężczyzn, większość zakładników 
zaś cofnięto wgłąb Rosji, osadzając ich nanowo 
w więzieniach. Mało tego, w Smoleńsku "zdjęto" 
z pociągu Rodziewicza, Ginejkę, Przysieckiego, F e- 
dorowiczównę i bez sądu, nie licząc się z umową 
wyżej wzmiankowaną, ani też z rozporządzeniami 
władzy centralnej sowietów odnośnie wymiany, 
rozstrzelano wszystkich.
		

/JM0042.djvu

			41 - 


Pozpoczynając od dnia 19 marca 1920 r., gdy 
aresztowano cały skład Komitetu pomocy zakład. 
nikom w Moskwie, rozpoczęły się na całym tere- 
nie Rosji masowe aresztowania polaków. A jak się 
z nimi obchodzono?! Nie będę mówił o mękach, 
jakim poddawano tych nieszczęśliwych na prowin- 
cji. Czyż niewystarczającym jest obraz więzienia se- 
kretnego w Moskwie, gdzie jednak musiano liczyć 
się z opinją?.. 
W celach trzymano więźniów pojedyńczo, po- 
zbawiając ich zegarka. pióra, ołówka, gazet i ksią- 
żek; na powietrze wypuszczano raz tylko na mie- 
siąc. Badanie systematycznie o dbywało się no- 
camI; w nocy również wyprowadzano na roz- 
strzał. Nikt nam nie odczytywał aktu oskarżenia, 
nawet nie starano się o pozory sądu i danie moż- 
ności obrony. Czrezwyczajka skazywała na śmierć 
zaocznie, a o rodziny rozstrzelanych nie troszczono 
się-majątek ich tylko konłiskowano. 
30 czerwca 1920 r. nas dziesięciu skazano 
w Moskwie, dnia zaś 6 lipca tego roku rozstrze- 
lano Zembrzuskiego, Lecha, Budkiewicza, trzech 
młodych, niewinnych chłopców, siedmiu zaś mia- 
ło być rozstrzelanych w Warszawie, po jej za- 
jęciu przez wojska bolszewickie. Warszawa została 
obroniona, a my w dalszym ciągu-w więzieniu. 
Gdy doszły wieści o zawartym preliminarzu poko- 
jowym w Rydze, pięciu nas ogłosiło głodówkę, 
która trwała dwanaście dni. a której rezultatem był 
krwotok płucny Piątkowskiego i śmierć jego, po 
powrocie do kraju. Pomimo obietnic. ta głodówka 
nie dała rezultatu, dopiero po nowej 4-ro dniowej 
głodówce wszystkich, przeszło 150 więźniów pola-
		

/JM0043.djvu

			- 42 


ków, uzyskaliśmy warunki znośniejsze pobytu w wię- 
zieniu. Tak się działo w Moskwie, cóż dopiero na 
prowincji
 O tern wszystkiem nięwątpliwie wiedział 
Muraszko, a może niejedno przeŻył osobiście. 
W roku 1921 powróciłem na zasadzie umowy w Ry- 
dze i stanąłem na czele zorganizowanego przeze. 
mnie "Związku byłych zakładników". Od tej chwili 
stale asystowałem przy wymianie więźniów, odby- 
wającej się na granicy Polsko-Rosyjskiej. 
Zakładników na zasadzie traktatu zwalniano 
z więzień czrezwyczajki i wysyłano do kraju. Mie- 
siącami nieraz jechali oni do Polski. Zamiast ży- 
wych zakładników dostarczano nam z Rosji trupy. 
Nie mogliśmy nadążyć ich grzebać w Baranowi- 
czach. A ci zakładnicy polscy, którym udało się 
dotrzeć do granicy ojczystej, powracali w okrop. 
nym stanie: wynędzniali, schorowani, a zamiast 
odzieży strzępy. 
Natomiast z naszej strony zdrajcy, szpiegowie, 
komuniści. bandyci, w asyście towarzyszących im 
rodzin, przychodzili na granicę syci, odświętnie 
ubrani, z drwinami i urąganiem. Niezapomnianą 
zostanie dla mnie chwila, gdym asystował przy 
wymianie na granicy, partji komunistów z Dąbalem 
i F rydmanówną na czele. Uzbrojeni w płachtę 
czerwoną jeszcze na ziemi polskiej, śpiewali "Mię- 
dzynarodówkę", a Frydm;anówna oznajmiła mi, że 
"nim wiosna nadejdzie, ja powrócę". Na uwagę Ko- 
misarza Policji, "by się nie spóżniła, bo u nas wcze- 
śniej wiosna, niż w Moskwie", odpowiedziała z cy- 
nicznym uśmiechem "nic nie szkodzi, to przyjadę 
.. ., 
na znlwa .
		

/JM0044.djvu

			43 - 


Wreszcie został. zbadana grupa kilku świadków, którzy 
rzucili światło na sposób obchodzenia się boIuewików z lu- 
dnością polską podczas inwazji 1920 roku. Wszystkie zeznania 
dotyczą jednego odcinka na terytorjum Województwa Nowo- 
gródzkiego, a mianowicie Lidy i jej najbliższych okolic. 


Św. Wincenty Czajkowski: widziałem scenę 
zamordowania księdza katolickiego przez patrol 
bolszewicki z komisarzem na czele: księdza, który 
jechał bryczką, ściągnięto z ekwipażu, kazano mu 
się kompletnie rozebrać i odejść o kilkadziesiąt 
kroków naprzód. W ówczas komisarz bolszewicki 
wystrzelił dwukrotnie do księdza z karabinu, ksiądz 
upadł; w końcu tenże komisarz wydobył szablę 
i wymierzył leżącemu kilka uderzeń w głowę, po- 
czem ksiądz skonał. Idącemu obok księdza żołnie- 
żowi polskiemu kazano rówmez rozebrać się 
uklęknąć, poczem zarąbano go szablą. 


Mieszkanka Lidy EmiIja Hancewiczowa ze- 
znała: w naszej okolicy bolszewicy popełnili pod- 
czas inwazji szereg bestjalskich mordów, zarówno 
na naszych wojskowych, wziętych do niewoli, tak 
też i ludności cywilnej, Mąż mój został aresztowa- 
ny pod zarzutem działalności antikomunistycznej, 
poczem znęcano się nad nim i bito. Dzieci moje. 
którym udało się dotrzeć do ojca, opowiadały mi, 
iż nie poznały ojca w pierwszej chwili, tak byt 
storturowany i okrwawiony, Chodziłam kilkakrotnie 
do władz bolszewickich, prosząc o zezwolenie na 
widzenie się z mężem, jednak bezskutecznie. Oznaj- 
miono mi początkowo, że mąż już jest wysłany do> 
Smoleńska, na dalsze zaś nalegania powiedziano, 
że się zobaczyć z mężem mogę, ale w dolinie Jó-.
		

/JM0045.djvu

			44 - 


'zefata. Po WYJSCIU bolszewików zostały rozkopane 
wspólne groby, dokąd bolszewicy zrzucali swoje 
ofiary; wśród kilkudziesięciu trupów, noszących 
wybitne ślady znęcania się i tortur, poznałam tru- 
'pa męża. Cały trup był okryty krwawemi pod- 
biegnięciami i zakrzepłą krwią. 
Św. Wacław Kanonowicz zeznał: byłem oskar- 
żony przez bolszewików o sympatję do władz pol- 
.skich i osadzony w więzieniu przez czrezwyczajkę 
trzeciej armji. Wraz ze mną przebywało w zamknię- 
ciu czterech oficerów wojsk polskich, a mianowi- 
cie: major Majewski. por. Ostrowski, por. Binkie- 
wicz i por. Winiarski. Oficerów tych wywoływano 
często do badania, przyczem terorem i biciem usi- 
łowano nakłonić ich do oddania się na usługi 
armji komunistycznej. W mojej obecności wszyscy 
czterej zostali wyprowadzeni o północy i rozstrze- 
lani. Przed śmiercią prosili mnie, żebym dał znać 
,do pułku o straszliwym losie, jaki ich spotkał. 
Przy rozkopaniu mogił, po wyjściu bolszewików, 
poznałem wśród kilkudziesięciu zmasakrowanych 
trupów, wszystkich czterech pomienionych oficerów, 
oraz wśród cywilnych ofiar, ciało lekarza z Bia- 
łegostoku. 
Św. Antonina Bałaszewicz zeznała: pod Li- 
dą, w pobliżu mego domostwa, na szosie zostalo 
dokonane pewnego dnia rozstrzelanie całej: grupy 
ofiar. Liczbę rozstrzelanych sami krasnoarmiejcy 
określali na osiemnaście. W parę dni potem, w tern 
samem miejscu, w nocy słyszałam krzyki i jęki, 
lecz strzałów nie było. Tajemnica tych tortur wy- 
jaśniła się dopiero przy rozkopaniu grobów, gdyż
		

/JM0046.djvu

			45 


znaleziono między innymi trupy z kończynami, po-o 
wiązane mi drutem, i oczami, wysadzonemi z orbit.. 
Ustalonem zostało wówczas, iż denaci niewątpliwie 
zostali żywcem zakopani do ziemi. 


Po przesłuchaniu świadków. zabrali głos eksperci. biegli.. 
Lekarze.psychiatrzy, doktorzy RychIiński i Falkowski wypowie_ 
dzieli opinję. iż józef Muraszko jest zdrów na umyśle i odpo- 
wiedZialny za swoje czyny, aczkolwiek nie dadzą się zaprzeczyć 
pewne uchylenia od normy. zarówno w sferze umysłowej, tak 
też i uczuciowej. Bliższych szczegółów opinji biegłych nie po-o 
dajemy. gdyż jest ona dokładnie odtworzona poniżej. w moty- 
wach wyroku Sądu Okręgowego. 
BiegJi lekarze. chirurdzy szczegółowo uzasadnili tezę.. 
nie nastręczającą zresztą poważnych wątpliwości, iż rany po-o 
strzałowe, zadane Wieczorkiewiczowi Bagińskiemu, były 
śmiertelne. 
Wreszcie eksperci rusznikarze orzekli, lZ wypuszczenie 
dwóch strzałów z automatycznej broni, przez tak wprawnego. 
strzelca, jakim jest Muraszko. wymagało nie więcej, niż jednej 
sekundy czasu. 
Przed zamknięciem przewodu sądowego, obrona zwró- 
ciła się do Sądu Okręgowego z prośbą O odczytanie. względnie 
O zezwolenie stronom powoływać się na szereg dokumentów,. 
znajdujących się w aktach sprawy, w pierwszym rzędzie na 
wyrok Wojskowego Sądu Okręgowego w Warszawie, z dnia 
4 kwietnia 1924 roku. 
jak widać z treści tego wyroku, oficerowie wojsk pol_o 
skich Walery Bagiński i Antoni Wieczorkiewic" zostali skazani 
na wydalenie z wojska i karę śmierci przez rozstrzelanie za to. że 
wzięli udział w stowarzyszeniu, mającem na celu uszkodzenie pol- 
skich dróg żelaznych, oraz uszkodzenie za pomocą wybuchów pol- 
skich instytucji rządowych i innych budynków zamieszkałych. Da- 
lej,udowodniono Bagińskiemu i Wieczorkiewiczowi przygotowanie 
materjałów wybuchowych celem wysadzenia w powietrze gma-. 
chów powiatowych Komend Uznpełnień w Sosnowcu, Będzinie 
i Katowicach, oraz w cclu uszkodzenia linji kolcjowych i tabo-
		

/JM0047.djvu

			46 



ów. w trójkącie Kraków - Będzin - Radom. wreszcie udowod. 
niono oskarżonym dokonanie zamachu dynamitowego na P.K.U. 
Białystok. który to zamach został udaremniony tylko dlatego. że 
podłożony pocisk nie eksplodował. 
Zbrodnie. popełnione przez Bagińskiego i Wieczorkie- 
wieza. Sąd Wojskowy zakwalifikował z art. art. 51. 563 i 564K. K. 
Oraz zastosował art. 1 5 przep. przech. W motywach wyroku Sąd 
Wojskowy szczegółowo uzasadnia., jakie okoliczności skłoniły 
Sąd do zastosowania najwyższego wymiaru kary. Między inne- 
mi Sąd przytacza. co następuje: "Sąd przyszedł do przekonania. 
że oskarżeni byli na usługach i działali z ramienia państwa 
ościennego. odnoszącego się wrogo do naszej państwowości 
to przy współudziale agentów tegoż państwa. mających za 
izadanie działalność. godzącą w byt naszego Państwa. a mia- 
nowicie. działalność dywersyjno-szpiegowską na ter
nie całej 
Rzeczypospolitej Polskiej". 
Sąd Okręgowy uwzględnił wniosek obrony, i zezwolił 
tltronom powoływać się na dokumenty. znajdujące się w aktach 
tlprawy, pOczem przewodniczący ogłosił przewód sądowy za 
ukończony. Sąd Okręgowy przystąpił do wysłuchania głosów 
stron: przedstawicieli Urzędu Prokuratorskiego, pełnomocników 
wdów po zabitych. Wieczorkiewiczowej i Bagińskiej. wreszcie 
obrońców oskarżonego. 
Pierwszy zabrał głos podprokurator Sądu Apelacyjnego 
M. Kaduszkiewicz. 


MOWA PPR OK. KADUSZKIEWICZA. 


Prezydent darował życie dwum oficerom armji 
polskiej, skazanym za zbrodniczą działalność terory. 
styczną i zdradę stanu na karę śmierci, a Rada 
Ministrów decyzją z dn. 11 marca postanowiła ofi. 
cerów tych wydać Rosji sowieckiej, wzamlan za 
d.wuch więzionych tam Polaków. 
Nie sę mi znane przyczyny, które skłoniły 
p. Prezydenta do udzielenia łaski, a Radę Ministrów
		

/JM0048.djvu

			47 - 


do powzięcia decyzji o wymianie, gdyby jednak 
i były znane, to nie tu jest miejsce do rozstrzygania 
tych kwestyj. Mogę jednak stwierdzić, że przyczy- 
ny te były tak ważne, iż w zupełności usprawie. 
dliwiały poczynione zarządzenia. I istotnie protesty 
komisji sejmowej, po wyjaśnieniu rządu, umilkły. 
I oto Muraszko, przodownik policji państwo. 
wej, funkcjonarjusz organów wykonawczych władzy, 
specjalnie powołanych do strzeżenia praworządno- 
ści i porządku publicznego w państwie, porywa się 
na decyzję najwyższego dostojnika państwa i po- 
stanowienie Rady Ministrów, przekreślając je dwo- 
ma strzałami. 
Fakt podobny mieliśmy w r. 1920, kiedy żan. 
darmi eskortujący wydalanych z granic Polski dele. 
gatów sowieckich, zamordowali ich w Łapach. Ale 
wówczas władze państwowe, wśród trudności nie- 
zwykłych, dopiero się {tworzyły. Byliśmy zresztą 
z sowietami na stopie wojennej. 
Dziś blisko pięć lat dzieli nas od tego okresu, 
żyjemy w państwie praworządnem, gdzie wymiar 
sprawiedliwości należy wyłącznie do sądu, a wszel- 
kie wykonywanie wyroków na własną rękę, cho- 
ciażby na więźniach skazanych, chociażby w drodze 
do miejsca każni jest samowolą, bezprawiem, gwał. 
tern i karane jest narówni z zabójstwem. 
Wysoki Sądzief Na każdy czyn ludzki składa 
się tyle motywów, że niema zbrodni, której by uepra- 
wiedliwić, niema cnoty, którejby potępić nie było 
można. Dla należytego zrozumienia tego czynu nie. 
zbędną jest znajomość przyczyn, które go spowo- 
dowały i leżące w jego osnowie pobudki.
		

/JM0049.djvu

			48 - 


o motywach czynu Muraszki wIemy bardzo 
mało. O ile można wnioskować z własnych jego 
wyjaśnień. dadzą się te motywy sprowadzić do 
odwetu za wyrządzone przez bolszewików krzYM 
wdy; do obawy, by tak niebezpieczni wrogowie 
Polski. jak Wieczorkiewicz i Bagiński. pozostawali 
na wolności i mogli nadal jej szkodzić. Mnie się 
wydaje. że te motywy w żadnej mierze nie uspra- 
wiedliwiają czynu oskarżonego. One go nawet nie 
tłomaczą. bo 
zyż nie zakrawa na ironję, że z nie- 
nawiści do bolszewizmu. którego treścią w jego 
mniemaniu jest gwałt i bezprawie, dopuszcza się 
czynu stanowiącego najjaskrawszy wyraz bezprawia} 
Czyż nie jest ironją, że z obawy przed wrogami 
państwa. skazał pośrednio na śmierć i mękę najM 
lepszych jego obywateli? 
Taki gwałt popełnił Muraszko. przeto czyn 
jego jest zakwalifikowany jako zabójstwo. 
Biorąc na siebie rolę sędziego i kata w jednej 
osobie. i zabijając Bagińskiego i Wieczorkiewicza, 
Muraszko. wskutek zaślepienia. nie zastanowił się 
nad tern. że zgubi jednocześnie inne osoby, los 
których wypadkowo z losem Bagińskiego i WieM 
czorkiewicza został związany. Czynem swoim Mu- 
raszko przegrodził możność powrotu do kraju dwum 
innym zasłużonym swojemu krajowi obywatelom 
i los ich straszny obciążył. bo cała nienawiść i ze- 
msta sowietów obruszyła się na 
nich: Ks. Ussas 
został skazany na ciężkie więzienie. a konsul Łasz M 
kiewicz na śmierć. Spotkało to ich wówczas wła- 
snie, gdy za pracę ofiarną dla ojczyzny stali już 
u samych jej progów. Byli pewni szczęścia, że 
wkrótce ujrzą ziemię ojczystą...
		

/JM0050.djvu

			49 - 


Nie w tern jednak leży ciężar winy oskarżo- 
nego. Zemsta sowietów niewątpliwie przerzedzi 
szeregi bojowników za sprawę polską, ale pozosta- 
łych do sprawy nie zrazi. Przyjdą inni ludzie, wy- 
rośnie potęga na nowo, wypełnią się przerzedzone 
szeregi, nie bacząc na to, że może ich spotkać _ 
los ks. Vssasa i Łaszkiewicza. 
Wina oskarżonego polega na tern, że przeciw 
zarządzeniom rządu przeciwstawił swój pogląd, czem 
plany władz pokrzyżował i udaremnił, podrywając 
autorytet państwa na zewnątrz i stwarzając wra- 
żenie, że w Polsce ..jak kto chce". 
Z aktów sprawy, zeznań świadków, byłych 
zwierzchników oskarżonego wiemy, że był on gor- 
liwym slużbistą, nieprzedajnym, uczciwym, że w swo- 
im czasie walczył na froncie w obronie Ojczyzny, 
że tę Ojczyznę kochat Cóż popchnęło tego czło- 
wieka do zbrodni, co spowodowało jego czyn opę- 
tany i pożałowania godny
 
Oskarżony jest przeświadczony, że dokonał 
czynu patrjotycznego, i nie żałuje tego, co dokonat 
Jest to objaw smutny, smutniejsze jest jednak to, że 
w przeświadczeniu prawości jego czynu oskarżony 
nie jest odosobniony, że pewien odłam społeczeń- 
stwa skłonny jest uważać czyn Muraszki za kore- 
ktywę, od woli narodu pochodzącą, do działań rzą- 
du, z tego względu, że w tym wypadku' działania 
rządu z tą wolą stanęły w sprzeczności. Niewątpli- 
wie, że opinja tego odłamu społeczeństwa była tą 
pobudką na zewnątrz, która popchnęła Muraszkę 
do zbrodni. Ciężką odpowiedzialność moralną 
za czyn Muraszki ponoszą ci, którzy się nie wahali 
lekkomyślnie podniecać afekty. 


4
		

/JM0051.djvu

			- 50 


Niechże się nie dziwią, że sąd polski na Wł. 
nowajcę wyda wyrok skazujący. niech zajrzą w głąb 
swej duszy, niech zajrzą W psychikę oskarżonego 
i niech mężnie przyznają. że czyn Muraszki to ich 
wina. bo oni niepowściągliwością swych sądów 
przedwcześnie pchnęli wrażliwego i niezrównowa- 
żonego człowieka do zbrodni. 


MOWA PROK. KAZIMIERZA RUDNICKIEGO. 


Jedno z dwuch głównych pytań, jakie rozstrzy- 
gacie Panowie podczas swej narady. znalazło już 
odpowiedż i nie pozostaje Wam nic innego, jak 
tylko :ująć ją w formę przepisaną prawem. Wina Mu- 
raszki udowodniona wstała niezbicie. nie tylko przez 
przewód sądowy, ale i przez jego przyznanie. On 
zabił Bagińskiego i Wieczorkiewieza. Pozostaje Wam 
odpowiedzieć na drugie pytanie-orzec o wymiarze 
kary. Odpowiedź ta. to wyraz stosunku pomiędzy 
pokrzywdzonym interesem społeczeństwa i państwa, 
a osobistą odpowiedzialnością przestępcy za popeł- 
niony występny czyn. Praca nad określeniem tego 
stosunku. zawsze trudna, nie jest w tym wypadku 
łatwiejsza niż kiedykolwiek, gdyż okoliczności spra- 
wy. jej geneza, pogląd na nią szerokiego ogółu. 
utrudniają więcej niż zazwyczaj wyszukanie tego 
wykładnika. który swą martwą cyfrą mówi przecież 
o latach kary. latach pokuty, latach cierpienia. 
W pracy tej, wysoce odpowiedzialnej, muszę wziąć 
udział narówni z Wami, Panowie Sędziowie, i pod- 
dać waszemu rozważeniu swe rozumowanie i swe 
wnioski.
		

/JM0052.djvu

			51 


...... 


Plotka, zla wola, lub ukryte, a daleko sięga- 
jące wrogie cele łączą czyn Muraszki z zamiarami 
innych osób, czy nawet organizacji. Jednakże w to- 
ku procesu, a poprzednio śledztwa pierwiastko- 
wego, nie została ustalona jakakolwiek w tym 
'Względzie zależność Muraszki, jak również wpływa- 
nie na niego przez kogokolwiekbądż, okazanie mu 
pomocy, czy bodaj tylko podsunięcie zbrodniczej 
myśli. Mieliśmy możność ustalić, w jaki sposób Mu- 
raszko spędził okres pomiędzy decyzją Rady Mini- 
strów z dn. II marca 1925 r. o wymianie Bagińskiego 
:i Wieczorkiewicza na konsula Łaszkiewicza i księ- 
dza Ussasa, a dniem 29 marca 1925 r. - dniem 
zbrodni. Wiemy dokładnie na podstawie dokumen- 
tów podróży, że dni od 13 do 17 marca, od 20 - 21 
marca i od 27 do 19 spędził Muraszko w delega- 
.cjach służbowych, które polegały na prowadze- 
niu dochodzeń w obrębie powiatu. Pozostały czas 
Muraszko przebywał w miejscu swej stałej służby, 
i pomimo badań w tym kierunku, nie ustalono, aby 
ktokolwiek do niego przyjeżdżał, aby przysłano mu 
jakiekolwiek wskazówki, polecenia. czy środki do 
spełnienia zbrodniczego czynu. Wierny natomiast, 
że znaczną część nocy z piątku na sobotę, cały 
dzień sobotni, całą noc na niedzielę i przedpołudnie 
niedzielne 29 marca Muraszko spędził w Kuczku- 
.Dach, śledząc bandytów i nie rozstając się z poste- 
runkowym Cytryńskim i Zarębą, którzy zupełnie 
.dokładnie, ze szczegółami drobiazgowemi, nieistot- 
nemi zresztą dla sprawy, opisali wspólną ich by t- 
nosc. Z Kuczkun Muraszko przybył do Stołpców, 
jak to stwierdzają Szyszkiewicz i Myszkowski, oko-
		

/JM0053.djvu

			52 - 


ło godziny 1-ej w południe, a więc zaledwie na 
godzinę przed przyjściem pociągu, wiozącego prze- 
znaczonych na wymianę więżniów. W Stołpcach 
wiedziano już powszechnie, kim byli ci więżniowie
 
z łatwością dowiedzieć się mógł o tern Muraszko, 
zarówno od Szyszkiewieza, któremu meldował swój 
powrót, i - co dla sprawy ma znaczenie - którego 
prosił o danie mu pomocy do dalszych wywiadów 
projektowanych na środę najbliższą, jak od Lewan..- 
dowskiego, któremu poruczona była eskorta, jak 
wreszcie od kogokolwiek z ludzi, przeznaczonych 
do eskortowania. Przybywszy na stację, Muraszko 
był świadkiem przeprowadzania Bagińskiego i Wie- 
czorkiewicza z wagonu na posterunek policji kole- 
jowej, wchodził do pokoju, w którym więżniowie 
oczekiwali nadejścia pociągu, miał możność doko- 
nania zamachu już wówczas, w chwilach moż
 
bardziej ku temu sprzyjających, gdy miała miejsce 
zmiana eskorty, gdyż załatwiano formalności, gdy' 
wreszcie fotografowano całą grupę osób wraz z wy- 
mienionymi więżniami, przed wejściem do wagonu. 
Jednak nie dokonał go, aczkolwiek przeszkód zew- 
nętrznych było niewątpliwie mniej, aniżeli w wago- 
nie podczas jazdy pociągu. Obecność swą w wago-o 
nie Muraszko uzależnił całkowicie od zezwolenia 
starosty Zajączkowskiego. Nie wsiadł do wagonu 
bez pytania, korzystając z czyjejkolwiek nieuwagi, 
lecz naj zupełniej otwarcie zapytał starosty, czy nie 
będzie potrzebny przy eskortowaniu więżniów, czy. 
może pojechać. Starosta zezwolił. I trudno się na- 
wet temu zezwoleniu dziwić. Skoro Muraszko- inna 
rzecz, że może bez należytej oględności - posiadt
		

/JM0054.djvu

			53 


mandat służby państwowej, skoro był znany, jako 
policjant energiczny i służbisty, to w dołączeniu go 
do liczby osób, biorących udział w wymianie, nie 
można dopatrzeć się czegoś karygodnego ze strony 
starosty, któremu tak nakazywano ostrożność w spra- 
wie tej właśnie wymiany. Starosta Zajączkowski 
nie miał najmniejszych powodów podejrzewać Mu- 
raszkę o jakiekolwiek zbrodnicze zamiary, i zezwolił 
'11m wsiąść do wagonu. Czy Muraszko w owej 
-chwili postanowił dokonać zabójstwa, oczywiście 
ustalić nie można. W każdym razie można powie
 
dzieć z całą pewnością, że gdyby ten zamiar żywił 
znacznie wcześniej, to przecież nie uzależniałby wy
 
konania go od szeregu okoliczności, które mogły 
plan jego udaremnić, starałby się przeprowadzić 
go w ten sposób, iżby trudności były jak najmniej- 
sze. Nie pozostawałby w odległych o kilkanaście 
kilometrów od Stołpców Kuczkunach do południa, 
narażając się na spóżnienie, uzależnione od dostar
 
czenia podwody w niewłaści wym czasie, od błot- 
nistej i grzęskiej drogi, od jakiegoś wypadkowego 
zdarzenia, które tak łatwo przytrafić się może po- 
licjantowi, pozostającemu na służbie. Nie uzale
 
żniałby swej jazdy w jednym wagonie z więźniami. 
od otrzymania na to w ostatniej chwili pozwolenia, 
którego przecież mógł nie uzyskać, z łatwością 
wreszcie dokonałby zabójstwa przed odejściem po
 
ciągu. Sam moment dokonania czynu również prze- 
mawia przeciwko ternu, aby byl on wynikiem 
zdawna przedsięwziętego, lub co więcej, z kimkol- 
wiek omówionego i przygotowanego planu. Wiemy, 
iż Muraszko podszedł do policjantów, otaczających 
zwarłem półkolem Bagińskiego i Wieczorkiewicza
		

/JM0055.djvu

			54 - 


i zwróconych twarzą do więźniów, przesunął rękę- 
z browningiem pomiędzy dworna poljejantami i dwu- 
krotnie strzelił, trzymając rewolwer wysunięty w ten 
sposób, że gilza. jak wiadomo automatycznie wy- 
rzucana przez browning w bok, a przy tern nieco 
w tył, uderzyła posterunkowego Jakubowskiego, 
w policzek. Moment wybrany dla stI:załów był naj- 
mniej odpowiednim. Tak łatwo ktoś z obecnych 
mógł chwycić rękę z rewolwerem, a bodaj nie- 
chcący trącić ją powodując chybiony strzał. Doko- 
nanie zamachu w taki sposób wskazuje również ria. 
to, że nie był on czemś przygotowanym, obmyślo- 
nym, czemś co byłoby dziełem kilku ludzi, wpły- 
wem jakiegoś zbiorowego działania... Owo rzekome 
zatrzymanie pociągu przez nieznanego mężczyznę.. 
stojącego jakoby na torze kolejowym, czy też obok 
toru, które mogłoby istotnie, gdyby było rzeczywI- 
stern, wskazywać na jakąś planową działalność.. 
okazało się najzupełniej nieprawdziwem. Maszynista 
Sachmanowicz stwierdził kategorycznie, że nikogo, 
ktoby mu dawał jakiekolwiek znaki w ciągu krót- 
kiej jazdy, nie zauważył i że pociąg zatrzymał je- 
dynie tylko dlatego, że z wagonu podano alarmu- 
jące sygnały, wrócił zaś do Stołpców nawet wbrew 
instrukcji kolejowej, na wyraźne polecenie starosty. 
Inni świadkowie zeznali, że istotnie zauważyli ja- 
kiegoś mężczyzn
, który, stojąc przy torze machał 
czy też groził ręką. ale miało to miejsce już w po- 
wrotnej drodze, kiedy pociąg cofał się, a mężczyz- 
ną, jak wyjaśniło natychmiast zarządzone badanie 
tej okoliczności t był ktoś ze wsi przyległej do toru 
kolejowego. 
Tak więc brak zupełnie wszelkich pozy ty-
		

/JM0056.djvu

			55 - 


wnych danych, któreby mogły ustalić zaleŻność 
czynu Muraszki od jakichkolwiek namów, wska- 
zówek, inspiracji, czy rozkazów, pomimo starań 
robionych w tym kierunku przez śledztwo. Analiza 
zaś zewnętrznych okoliczności poprzedzających za- 
mach i towarzyszących mu, wskazuje na to, że był 
on dziełem wyłącznie indywidualnem, za które od- 
powiedzialność obciążać moze jedynie samego 
Muraszkę. 
Oczywiście me w samej tylko naturze Mu- 
raszki, nie tylko w jego niesłychanie impulsywnym 
charakterze i małem zrównoważeniu umysłowem 
szukać winniśmy przyczyn zabójstwa. Istnieją one 
niewątpliwie poza nim, ale istnieją jako pewne 
bezosobiste siły, jako nastroje poszczególnych lu- 
dzi, z którymi Muraszko stykał się bezpośrednio 
przed zabójstwem, jako głosy opinji, wyrażane 
przez prasę. T e wszystkie czynniki muszą być 
wzięte pod uwagę. one to bowiem wytworzyły 
podłoże, na którym wyrósł indywidualny czyn Mu- 
raszki. Decyzja Rady Ministrów z dn. 11 marca 
1925 r. oparta na podstawie prawnej, gdyż na 
Traktacie Pokoju i Ustawie z dnia 16 marca 1923 r. 
była niewątpliwie rezultatem dojrzałego namysłu 
i głębokiej rozwagi tych, którzy ją powzięli, spo- 
wodowały ją niechybnie powaŻne względy państwo- 
we, nie mniej jednak stała się ona przedmiotem 
powszechnej krytyki, krytyki nieprzychylnej. Już 
w kilka dni później Komisja Sejmowa po dość 
ostrej dyskusji wypowiedziała się całkowicie prze- 
ciwko dalszym wymianom. Opinję tę podzieliła 
również i prasa wszystkich kierunków. Artykuły 
gazet, które stanowią dzisiaj część materjału do-
		

/JM0057.djvu

			, 


56 - 


wodowego nie pozostawiają żadnej wątpliwości co 
do opinji prasy o wymianie, i nawet robią wrażenie 
bardzo ostrej krytyki uchwały Rady Ministrów. O tern 
wszystkiem Muraszko wiedział. Świadek Borow. 
ski zeznał, że wiadomość o wymianie Bagińskiego 
i Wieczorkiewicza umieszczona w tych kilku gaze- 
tach, które Muraszko od niego do przeczytania po- 
życzył, wywołała na Muraszce duże wrażenie 
ujemne. Takiż sam nastrój panował i w tym ma- 
łym, prowincjonalnym światku Stołpeckim, w któ- 
rym żył Muraszko: "Było, mówił świadek, ogólne 
oburzenie zrozumiałe u nas 
a kresach, gdzie kła- 
dziemy się spać i wstajemy pod wrażeniem ciągle 
oczekiwanych napadów". Jeżeli ten nastrój z samej 
natury rzeczy minął, to jednak zrealizowanie uchwa- 
ły Rady Ministrów, a mianowicie fakt przywiezie- 
nia więżniów do Stołpców w celu odesłania ich 
zagranicę musiał wywołać na nowo objawy nie- 
zadowolenia. Wiemy z zeznań świadków, że już 
w Baranowiczach zaszła potrzeba zaaresztowania 
jakichś dwuch ludzi, którzy zbyt hałaśliwie ujawnia- 
li swe nieukontentowanie z wymiany Bagińskiego 
i Wieczorkiewieza. T o samo powtórzyło się na 
stacji kolejowej 
 Stołpcach. Niewielka gromadka 
zebranych tam ludzi wyrażała tam swoje oburzenie, 
krytykowała głośno zarządzenia władz państwo- 
wych, projektowała znieważenie więżniów. 
Taką była atmosfera. która otaczała sprawę 
wymiany i wytwarzała analogiczny nastrój w duszy 
Muraszki. Jeżeli dodamy do tego te wszystkie 
osobiste przejścia, których Muraszko zaznał w cza- 
sie swego pobytu w Rosji, to niespokojne życie 
kresowe, którego się tak zbliska dotykał, i wni-
		

/JM0058.djvu

			- 57 


kniemy w jego umysłowość, która nie robiła żadnej 
rozmcy pomiędzy bandyckiemi napadami, dolcony
 
wanemi przez niespokojne żywioły pograniczne, 
pomiędzy terorem rewolucyjnym w Rosji, a dzia- 
łalnością komunistów czy to rosyjskich, czy to pol
 
.skich, która wreszcie bezkrytycznie przyjmowała 
za prawdę wszystkie pogłoski rozpowszechniane 
o Bagińskim i Wieczorkiewiczu, nie znając prawdy 
ustalonej przez wyrok sądowy, to dojdziemy do 
wniosku, że Muraszko mógł być nastrojony wrogo 
względem wywożonych ludzi. 
A natura Muraszki nie należy do tych, które 
umieją poddać swoje uczucia refleksyjnemu ich 
rozważeniu, które mogą pohamować w sobie wszel- 
Jcie odruch)", w których pierwiastek umysłowy 
przeważa nad pierwiastkiem uczuciowym. Natura 
to, jak ją określili eksperci "mme) wartościowa 
psychicznie", nie jest ona wprawdzie dotknięta 
chorobą psychiczną, ale cierpi na braki w sferze 
rozumowej, na nadmierną pobudliwość, na upośle
 
dzenie intelektu. Muraszko - mówią biegli - jest 
skłonny do czynów niekontrolowanych przez inte- 
lekt, nader łatwo ulega bodźcom zewnętrznym, 
nie uwzględnia przesłanek moralnych. Natura ta 
jest jak nienależycie przechowywany materjał wy- 
buchowy: lada iskra, lada wstrząśnienie i następuje 
wybuch. Czasem wybuch spala się bez szkody, jak 
w wypadkach zajść z przołożonymi, wywołując 
ich naganę, lub takie niekiedy zarządzenia, jak od- 
stawienie do szpitala dla umysłowo chorych, czasem 
ujawnia się w niesłychanie ciężkich, przykrych do 
opisania, scenach domowych z żoną, czasem w tra- 
gi-komicznych wypadkach zabicia błąkającej się
		

/JM0059.djvu

			58 


kozy, śpiącego na ganku psa, lub oblania atramen- 
tem twarzy pijanemu chłopu, czasem w jakimś sa- 
dystycznym ogoleniu głowy schwytanego dezertera. 
pokaleczonego przy tern goleniu dotkliwie... 
A jest też w życiu Muraszki zabójstwo polskie. 
go żołnierza; nie było w niem może, jak to orzekł Sąd 
Wojskowy. istoty przestępnego czynu, ale przecież 
było odebranie życia człowiekowi. 
Muraszko stale idzie po drodze. na której 
wcześniej. czy później. zdaniem biegłych, nastąpić 
musi taki wybuch tej niezrównoważonej natury. 
który rozsieje zniszczenie i grozę. T o też to wszystko 
co Muraszko wchłaniał z zewnątrz: głosy prasy. 
opowiadania ludzi. którzy przeżyli rewolucję w Rosji. 
nastrój na stacji w Stołpcach w dniu zabójstwa. 
rozmowa - z Myszkiewiczem o istotnych i domnie- 
manych przestępstwach więźniów, to były te czyn- 
niki. które doprowadziły Muraszkę do stanu tak 
łatwo u niego powstającego. gwałtownego podniece- 
nia. Ale jednak, gdyby nie przypadek. który pozwo- 
lił mu spotkać się z Bagińskim i Wieczorkiewiczem 
oko w oko. w wagonie pociągu idącego już do 
granicy rosyjskiej, niewątpliwie Muraszko zabójstwa 
by nie dokonał. gdyż nie stać go na jakiś plan. 
obliczony na dłuższe, celowe, spokojne działanie. 
Co było tą ostatnią pobudką, która wywołała za. 
bójcze strzały. określić nie możemy. nie mając 
przecież dostępu do tajników ludzkiej duszy. Myślę. 
że było to wciąż wzrastające podniecenie. nie kon. 
trolowane i nie hamowane, ani przez rozwagę. ani 
przez poczucie moralności. T a egocentryczna, gwał- 
towna. despotyczna natura, nie mogła pogodzić się 
z tern, co postanowiły władze państwowe. jedynie
		

/JM0060.djvu

			59 - 


kompetentne do rozstrzygania podobnych zagadnień; 
jemu wydawało się niemożliwem, aby w Polsce 
mogło stać się coś, z czem on się nie zgadza, co 
mu się nie podoba, i czemu on może, jak w tym 
wypadku, choćby tylko fizycznie, użyciem gwałtu, 
przez zbrodnię przeszkodzić. 
Nie należy z tego. co było powiedziane, wy- 
prowadzać wniosku, iż czyn Murą.szki może być 
zakwalifikowany, jako zabójstwo w uniesieniu. ka- 
rane przez art. 458 K. K. Artykuł ten przewiduje, 
jako przyczynę zbrodni taki fakt, który może wy- 
prowadzić z równowagi duchowej człowieka. mają- 
cego poczucie prawa i legalności. T a przyczyna, 
która wywołuje wybuch musi być istotnie zaprze- 
czeniem ładu i porządku. Muraszkę zaś oburzył 
czyn, który był prawny, powzięty przez odpowie- 
dnie władze, którego przyczyn i celowości nie znał' 
i ocenić nie mógł. T o potęguje ciężar jego winy,. 
wielkiej winy zabójstwa. Należy on do tego samo- 
wolnego typu ludzi, którzy szanują prawo, ale tyl- 
ko dotąd, dokąd ono ich nie krępuje, którzy nie- 
powołani do rozwiązania nawet drobnych zagadnień 
Życiowych ośmielają się wydawać i wykonywać de- 
cyzje swoje, oparte na odruchach, którzy, co gorzej,. 
o ile podrażnioną zostanie chorobliwa ich egzaltacja, 
unicestwiają decyzje przemyślane i powzięte przez 
ludzi powołanych. Ciężar staje się jeszcze większy, 
gdy zważymy, że Muraszko powołany był do spra- 
wowania władzy w skromnym bardzo. co prawda, 
zakresie, ale właśnie w zakresie pilnowania ładu 
i ochrony porządku. Miast tego zaś popełnił naj- 
większe bezprawie, odbierając życie dwum ludziom, 
którym Polska darowała wolność. Ta odrobina
		

/JM0061.djvu

			- 60 


władzy, którą posiadał zamiast spotęgować jego 
poczucie odpowiedzialności upoiła go i odebrała cał- 
kowicie przytomność. Niczem stał się dla niego 
wyrok Sądu, niczem łaska Prezydenta, niczem poli- 
tyczne posunięcie rządu-on, Muraszko, inaczej ca- 
łą tę sprawę osądził inny w niej wyrok wydał i sam 
go wykonał. A przecież przeszedł służbę wojskową, 
powinien był rozumieć i uczuwać pojęcie karno- 
SCI... Był, być może, jak mówią świadkowie, żoł- 
nierzem odważnym, ale nie był żołnierzem dobrym; 
był urzędnikiem państwowym, może gorliwym, ale 
nierozumnym, stał się wreszcie człowiekiem, w swej 
samowoli, oszalałym... 
Na odpowiedzialnym miejscu. życie postawiło 
-nieodpowiedniego człowieka. 
Nie mogę pominąć milczeniem ustosunkowania 
się pewnych warstw naszego społeczeństwa do czy- 
nu Muraszki; wielu ludzi, którzy zapomnieli, lub 
rzadko wspominają prawdziwie bohaterskie imiona 
polskie wszelkich czasów, którzy nie pomyśleli 
o tern, że po dziś dzień, nawet bojownicy ostatnich 
czasów. którzy ofiarowali swe życie, nie uzyskali 
widomego wyrazu czci społeczeństwa, uWaŻa za bo- 
.haterstwo czyn Muraszki, który odebrał życie dwum 
ludziom, znajdującym się pod opieką prawa. a przy- 
tern bezbronnym. Niepokojący to objaw. Tych czci- 
cieli, jak najbłędniej pojętego bohaterstwa przewi- 
dywać się zdawali twórcy ustaw Komisji Edukacyj- 
nej pisząc o "nauczycielu prawa", IZ "wytykać 
powinien w czynach ludzkicb, chociaż na pozór 
okazałych, błędnie za chwalebne poczytanych, co 
się ze sprawiedliwością, z ludzkością, z dobrą wia- 
rą i dotrzymaniem słowa nie zgadza". A czyn Mu.
		

/JM0062.djvu

			- 61 


raszki jest zaprzeczeniem wszystkich tych cnót. 
Nie był sprawiedliwy ani ludzki, bo wymierzenie- 
sprawiedliwości było już dokonane przez Państwo" 
a poczucie ludzkości nie pozwala zabijać bezbron
. 
nego. Był popełniOny ze. złą wiarą. nie pozwolił 
Polsce dotrzymać danego przez nią zobowiązania. 
A jeźeli ktoś skłonny jest dostrzec w Mu- 
raszce bohatera dlatego, że zlekceważył grożącą. 
mu odpowiedzialność, to ten powinien pamiętać... 
że w bohaterstwie, które zapewne jest przejawem 
zapomnienia o sobie, zawierać się musi drugi nie- 
równie ważniejszy. bo twórczy pierwiastek. 
Czyn bohaterski lub idea, w imię której go- 
spełniono, musi zawierać w sobie podstawę do dal- 
szego rozwoju narodu, czy ludzkości, a choćby. 
tylko jednostki ludzkiej. Czyn Muraszki był tylko 
niszczycielskim czynem zemsty. Polska, nie potrze. 
buje samozwańczych mścicieli, ani' ich histerycznych 
odruchów. Sama Ona potrafi ukarać tych, co- 
względem Niej zawinią, A ma również i wielkie,. 
święte prawo, przebaczania. Polska musi żyć 
i rządzić się prawem, lecz nie nastrojami nieroz- 
ważnych szaleńcow... Ponieważ tak wiele mówiono 
o emocjonalnej naturze Muraszki, to muszę przypom-. 
nieć Wam, Panowie Sędziowie, że jednak ta uczucio
 
wość nie przypomniała mu na chwilę przed strza
 
łami, nie dzieci zabitych, bo o nich może nie wiedział" 
ale tego co mu było wiadomem, że wKołosowie,. 
przy barjerze granicznej czekają Łaszkiewicz i Us- 
sas; nie odczuł, że oczy ich starają się rozedrzeć 
zapadający mrok, i ujrzeć znajdującą się za nim,. 
tak blizką już Polskę. że ich serca biją w takt
		

/JM0063.djvu

			62 


kół zbliżającego się pociągu l ze nie przypuszczają, 
nie mogą przypuszczać, iż za chwilę ręka Muraszki 
oderwie ich od tej barjery, i zaprowadzi z powro- 
tem na długie jeszcze, być może, cierpienie i tę- 
sknotę. 


Z kolei zabrali głos pełnomocnicy wdów po zabitych 
pp. Wieczorkiewiczowej i Bagińskiej. adwokaci Duracz i Honig- 
wiU. którzy w konkluzji swoich wywodów zredukowali wyso- 
kość żądanego wynagrodzenia za szkody moralne do jednego 
złotego. 
Następnie przewodniczący udzielił głosu obrońcom oskar- 
i:onego. pierwszy przemawiał adw. Niedzielski. 


MOWA ADW. MARYANA NIEDZIELSKIEGO. 


Panowie Sędziowie. 
Mniemam, źe czyn Józefa Muraszki może być 
rozpatrywany i oceniany nie inaczej, jak z mapą 
Europy w ręku, a w każdym razie, z jej wizerunkiem 
przed oczami myśli. Gdy się zatrzymamy wzrokiem 
na tern małem osiedlu, któremu na imię Stołpce, 
przekonamy się łacno, że znajduje się ono w nader 
osobliwem geograficznem i historycznem położeniu. 
Uprzytomnijmy sobie te właściwości, a poj- 
miemy z łatwością wiele rzeczy, które dotychczas 
,były dla nas niezrozumiałemi: przedewszystkiem 
prostą i jasną wyda się nam ta rzecz niepojęta, 
dlaczego dwa strzały, dane w tych Stołpcach przez 
małego, szarego człowieka, Józefa Muraszkę, strza- 
ly tak ciche. iż, według określenia jednego z obec- 
nych, przypominały trzask łamanego kija, rozległy 
się, jak grom po całej Polsce, i, odbijając się hen
		

/JM0064.djvu

			63 - 


aŻ o smezne tatrzańskie szczyty, powróciły sto- 
krotnem echem, by przeniknąć do każdej ludzkiej 
siedziby, by zadźwięczeć w każdem polskiem sercu.. 
Otóż, te małe Stołpce leżą na wielkiej drodze 
z Warszawy do Moskwy, na tym wielkim trakcie, 
prowadzącym przez Smoleńsk na wschód, po któ- 
rym niejednokrotnie w dziejach chadzali nasi kró- 
lowie i hetmani, by nową sławą okryć polskie 
sztandary. 
Mają dziwną właściwość takie historyczne szla- 
ki: pomimo niezliczonych politycznych i etnogra- 
ficznych zmian, pomimo wynalezienia kolei i elek- 
tryczności, te zasadnicze drogi. po których historja 
swoje wędrówki odbywa, bynajmniej z biegiem 
czasu nie tracą swego doniosłego znaczenia. 
T a droga, o której mówię, zaznaczyła się 
w ciągu ostatniego stulecia krwawymi i tragiczny 
mi dla narodu polskiego wypadkami. Tym to bo- 
wiem szlakiem w ciągu lat kilkudziesięciu, pędziły 
niezliczone kibitki moskiewskie. wywożąc na Sybir 
na . zatracenie cały kwiat polskiej młodzieży patrjo- 
tycznej. 
Jeżeli wówczas w ten sposób chciano wyto- 
czyć krew z narodu polskiego, i pozbawić go zdol- 
ności do egzystencji niepodległej, to dzisiejsza Rosja 
sowiecka na tym samym szlaku z szatańską prze- 
wrotnością stworzyła inny exodus z . Polski, stawia- 
jąc na samej granicy łuk triumfalny na przyjęcie 
polskich zdrajców i sprzedawczyków. 
I dzieje się rzecz potworna, gdyź w ostatnich 
czasach wyroki Sądów polskich, skazujące za naj- 
cięższe zbrodnie przeciwko Krajowi, stały się niczem 
innem, jak glejtami. za którymi uzyskuje się prawo
		

/JM0065.djvu

			64 - 


przekroczenia tej triumfalnej bramy w 
Moskwy, po zaszczyty i dostojeństwa, 
wszystkie m po zaległy żołd. 
Przecina te małe Stołpce jeszcze inna linja, 
biegnąca wprost z północy na południe, linją tą 
jest wschodnia granica Rzeczypospolitej. Wystarczy 
spojrzeć jeszcze raz na mapę Europy, by się prze- 
konać, że jest to jednocześnie linja, która odgra- 
nicza gromadę europejskich cywilizowanych naro- 
dów od tej synagogi szatana, jaką jest Rosja 
sowiecka. 
T a okoliczność ma bardzo głębokie znaczenie 
dla sprawy: słyszeliśmy i słyszymy liczne nawoły- 
wania europejskich mężów stanu, dziennikarzy i lu- 
dzi nauki, by Polska czujnie pełniła straż na tej 
linji, gdyż jest to przednia placówka całej ludzkości! 
Ma to ważne znaczenie i dlatego, że straż tę 
sprawowała u nas policja państwowa, do której 
należał Józef Muraszko. Policja ta z samozaparciem 
pełniła i pełni swe trudne zadanie. I jeżeli dzisiaj 
ludność w Polsce może spać spokojnie, to tylko 
zawdzięczając temu, że na granicy, wśród błot i ha- 
szczów, wśród lasów i zaro
li czuwa zastęp naszej 
dzielnej policji, tamując mętne fale bandytyzmu
 
dywersji i wywrotowej propagandy, gwałtownie na- 
cierające na nasze rubieże. 
Policjant nasz jest dzisiaj nie tylko w służbie 
p olskiej; nie pobierając bowiem żołdu od nikogo 
z obcych, policja polska pełni tutaj służbę między- 
I1'"arodową, w obronie chrześcijaństwa i całego do- 
robku europejskiej kultury. Jeżeli jest sprawiedli- 
wość na świecie, to przyjdzie uznanie i nagroda 
za tę pełną poświęcenia służbę, za trudy i rany: 


drodze dOo 
a przede- 
..
		

/JM0066.djvu

			65 - 


wczesmeJ czy póżniej 'zbierze się międzynarodowa 
kapituła, która przyozdobi sztandar policji polskiej 
krzyżem zasługi. 
I oto tej naszej policji zostało postawione 
inne zadanie, przechodzące poprostu jej siły: roz- 
kazano bezpiecznie i wygodnie przeprowadzić przez 
granice zdrajców Ojczyzny tam, gdzie im przygoto- 
wano nagrody za zdradę. T o było dla policji 
naszej zadanie nad wyraz boleśne i upokarzające. 
Słyszeliśmy, iż bolszewicy, gdy im już ręka 
mdlała od mordowania i oczy ;przysłaniał krwawy 
tuman, wynajmowali żółtolicych, obojętnych na 
wszystko chińczyków, którzy ich wyręczali w mor- 
dowaniu braci. Tam był mord i okrucieństwo ślepe, 
tu zapewnienie bezkarności zdrajcom; grzychodzi 
mi wszakże na myśl, że gdybyśmy mieli na przy- 
szłość prowadzić proceder wydawania zdrajców 
sowietom, tobyśmy musieli do tej czynności zwer- 
bować również tych żółtolicych cudzoziemców, by 
oszczędzić patrjotycznemu, ofiarnemu policjantowi 
polskiemu tej dotkliwej krzywdy. 
Trzeba jednak przyznać, że policja nasza 
dowiodła zupełnej karności, bo, zacisnąwszy zęby, 
odprowadziła Wieczorkiewicza i Bagińskiego do 
samego miejsca przeznaczenia; wszystko by się od- 
było według rozkazu, gdyby nie szalona, nieobli- 
czalna głowa Józefa Muraszki... 
Ale myśl moja w dalszym ciągu nie jest 
w stanie oderwać się od miejsca, gdzie zostało po- 
pełnione przestępstwo, gdyz czuję, że w niem jest 
niemal całkowite i zupełne wytłomaczenie czynu. 
który dzisiaj sądzimy. 
Widzę WIęC, że tam, gdzie linja naszego 
5
		

/JM0067.djvu

			- 66 


wschodniego kordonu przecina się na kształt krzyża 
ze szlakiem smoleńskim, roztacza się Ziemia No- 
wogródzka, ziemia pełna łagodnych i miękkich 
krajobrazów, a otoczona nimbem. wielkich rzeczy, 
jakie się tu w przeszłości dokonały, i wielkich myśli, 
jakie się tu lęgły. 
Czem się to dzieje, że ta ziemia kresowa 
miała przeszłość tak niepospolitą i osobliwą? Tern 
jedynie, że jej obywatele nierozerwalnemi więzami 
patrjotyzmu zawsze byli zespoleni ze swoją ojczy- 
zną, i że jednocześnie wzrok ich sięgał daleko wgłąb 
rosyjskiej równiny; że znano tutaj od wieków Rosję 
i Rosyjskiego człowieka, i doceniano bardziej, niż 
gdziekolwiekindziej, niebezpieczeństwo tej zachłan- 
nO.CI, która od wieków na byt naszego narodu 
czyhała. 
W sercach tych ludzi kresowych mieściła się 
pełnia miłości dla Ojczyzny i pełnia nienawiści 
dla jej wroga. Wszak to tutaj urodził się i tworzył 
Adam Mickiewicz, który przez życie całe tęsknił 
za głębokim i trwałym sojuszem narodów sło- 
wiańskich, i jednocześnie z całą siłą nienawidził 
wschodniego wojującego imperializmu. 
O, jakże wieszcze i dla dzisiejszych czasów są 
Jego słowa, że 
...... ... Boga nieprzyjaciel stary, 
Przyjdzie i w księdze tej wyryje mieczem, 
Że ród człowieczy ma być w więzy kuty, 
Że trofeami ludzkości są: knuty... 
T a sama Ziemia Nowogródzka zrodziła posła 
sejmowego Tadeusza Reytana, który przed 152 laty 
legł na progu sejmowego gmachu z rozdartą szatą, 
by się przeciwstawić tchórzostwu i uległości wy-
		

/JM0068.djvu

			67 - 


brańców narodu wobec rosyjskiego imperium. Z jego 
to ust wyszły wiekopomne słowa: "Idźcie na zgubę 
i potępienie wieczne, depczcie to lono, które się 
zastawia za cześć i swobody wasze"l 
I poszli, poddali się groźbie Stackelberga 
i jego piędziesięciu tysięcy bagnetów, i doprowa- 
<łziIi dzielo słabości do końca... I cóż, uratowali 
Ojczyznę? Cóż pozyskali przez swoją słabość, prócz 
ciemnicy wiekowej niewoli? 
Reytan był człowiekiem przeciętnęj miary; 
za czyn swój został skazany na infamię, wlókł 
potem żywot osamotniony, skończył samobójstwem. 
Ale czyż po dziś dzień nie jest żywem jego hasło, 
że państwo, które wykazuje słabość i uległość 
wobec wroga, nie jest zdolnem do życia... 
Minęło półtora wieku, i na tej samej Ziemi 
Nowogródzkiej pojawił się znowu człowiek mały, 
nikomu nieznany, i strzelił dwukrotnie na znak pro- 
testu przeciwko słabości i poniżeniu Państwa. Roz- 
ważmy głęboko, skąd myśl ta wzięła początek i jak 

ię przyoblekła w czyn? . 
Jest rzeczą wiadomą, że Józef Muraszko był 
w Rosji sowieckiej, że był naocznym świadkiem 
tej okropności, która się zowie bolszewickim prze- 
wrotem, że widział swemi śmiertelnemi oczami 
całą ohydę bolszewickiej krwawej rozprawy. 
Nie będę roztaczał przed Sądem obrazu tej 
bezprzykładnej w dziejach rzezi. Zbyt dużo na te 
rzeczy patrzyliśmy sami, aż nazbyt wiele o tern 
było mówione i pisane: dość wspomnieć gehennę 
rosyjskiego narodu, opisaną krwawe mi zgłoskami 
przez rosyjskiego patrjotę Krasnowa. dość przywo- 
lać przed oczy męczeństwo polaków kresowych, 
()ddane w książce Zofji Szczuckiej, zroszonej łzami
		

/JM0069.djvu

			- 68 - 


serdecznego bólu, dość się powołać na scmające 
krew w żyłach dzieło rosyjskiego socjalisty Mielguno- 
wa o czerwonym terorze, oparte na sumiennie zgro- 
madzonych faktach, cyfrach, dokumentach i datach. 
Chodzi mi tutaj o co innego: o podniesienie 
tylko niektórych osobliwych cech bolszewickiej mas- 
sakry, tych cech, które mają miarodajne znaczenie 
przy ukształtowaniu naszego poglądu na bolszewizm 
wogóle, oraz na doniosłość niebezpieczeństwa bol- 
szewickiego dla Polski, w szczególności. 
Chodzi mianowicie o to, że ten bezmierny 
przelew krwi w Rosji nie był wcale nieuniknionym 
rezultatem wojny domowej, a był wykonaniem 
ściśle obmyślonego planu, zmierz"ającego do zgła- 
dzenia z oblicza ziemi całej olbrzymiej części narodu
 
Rozpoczęto rewolucję od rozpalania w umys- 
łach ludzkich nieprzebłaganej nienawiści; z ust wy- 
bitnego przywódcy rewoluc.ji Łunaczarskiegp wyszło 
hasło, które odtąd zapanowało w Rosji niepo- 
dzielnie: "precz z miłością bliźniego! Musimy się- 
nauczyć nienawidziećl" "My nienawidzimy chrze- 
cjan, nawet najlepsi z nich, to nasi wrogowie." "Na 
sztandarach proletarjatu winny być wypisane hasła. 
nienawiści i zemsty"! 
A szereg innych wodzów komunistycznych 
wyrzekł hasła, które przejdą do historii, a świad- 
czyć będą wymownie o tern, jaki bujny plon dał 
ten posiew nienawiści, i z jak szeroko zakrojonym 
krwiożeIczym planem zabrali się bolszewiccy wo- 
dzowie do wykonania szatańskiego dzieła. 
W szak to sam Lenin w swej, słynnej cynicznej 
maksymie wyrzekł. iż gotów jest przeznaczyć na 
zagładę dziewięć dziesiątych ludności kraju, byleby'
		

/JM0070.djvu

			- 69 - 


jedna dziesiąta doczekała się triumfu bolszewizmu. 
Trocki położył kres wszelkim wątpliwościom i złu. 
dzeniom, wyrzekając, iż "jedyną formą zwycięstwa 
jest zgładzenie przeciwnika." Bucharin znajduje, że 
właśnie przez mordy i kaźnie "kształtuje się uświa. 
domienie komunistycznego człowieka)' Widoma 
głowa wiekopomnej czrezwyczajki, Dzicrżyński uwa. 
ża krwawe rozprawy cze-ka za "przejaw gniewu 
ludu, ujęty w systematyczne karby." A Zimowjew 
sławi to narzędzie mordu setek tysięcy ludzi, widząc 
w niem "piękno i chlubę rosyjskiej rewolucji". 
Gdyby się znalazł na świecie ktoś naiwny, 
ktoby się łudził, że kaźń spadała na głowę czło- 
wieka, z rąk bolszewickich katów za jakieś po. 
pełnione lub domniemane przewiny, niech posłucha 
otwartego wyznania dyktatora Ukrainy Łacisa: 
"Nie szukajcie w-sprawie materjału i dowodów, że 
oskarżony działał czynem lub słowem przeciwko 
władzy sowieckiej! Pierwsze pytanie, do jakiej klasy 
należy
 To decyduje o losie oskarżonego. Potrzebna 
nie kara, a zniszczepie..." 
To są te uragające wszelkim prawom boskim 
i ludzkim hasła, których miał pełne uszy Józef 
Muraszko, jak i każdy żywy człowiek, podczas wy. 
buchu i rozrostu komunistycznej rewolucji, a chyba 
nikt z nas nie wątpi, że hasła te rzetelnie zostały 
wprowadzone w czyn: przy wykonaniu kaźni wi- 
dzieliśmy wszędzie gorączkowy pośpiech, widzie- 
liśmy zastosowanie sposobów i metod, prowadzących 
do masowego tracenia jaknajwiększej ilości ludzi; 
widzieliśmy setki ofiar, rozstrzelanych wedle olbrzy. 
mich list, sporządzonych niewiadom o kiedy i przez 
kogo; widzieliśmy stosy bezimiennych trupów, wy-
		

/JM0071.djvu

			- 70 - 


wożonych poza rogatki miast, widzieliśmy groby 
mieszczące ciała setek skazańców, a wykopane 
najczęściej własnemi rękami tych nieszczęśliwych. 
Rzućmy zasłonę na okropności tego dantejskie- 
go piekła! Jednej atoli rzeczy nie mogę pominąć 
milczeniem, to tego głębokiego symbolizmu, jaki 
tkwi w samym sposobie wykonania kaźni: większość 
ofiar była uśmiercana skierowanemi w głowę kula- 
mi, które rozsadzały czaszki mordowanych, rozrzu- 
cając dookoła mózg. Czyż nie zachodzi tu osobli- 
we i znamienne podobieństwo do tego wyładowania 
pierwotnych zwierzęcych instynktów półdzikiego- 
człowieka, który, według słów Jack London' a, wy- 
sącza mózg ze strzaskanej czaszki, tak, jak miód 
z plastra. 
Ta zawartość mózgu cywilizowanego człowieka. 
z całym dorobkiem chrześcijańskiej ideologii i kultu- 
ry, to było to, czego komunizm najbardziej niena. 
widził, co chciał wyplenić i zniszczyć nazawsze... 
A teraz niech mi wolno będzie wymienić 
dwie cyfry statystyczne: według skrupulatnych 
obliczeń rosjanina Mielgunowa i szwajcara Auber'a 
liczba wymordowanych w sowieckiej Rosji mężczyzn,. 
kobiet i dzieci wynosi ponad miljon siedemset tysięcy. 
a z tej liczby tylko jedna piąta należała do klas 
możnych i posiadających, pozastałe zaś cztery 
piąte-to robotnicy, drobne mieszczaństwo i chłopi. 
Tak wyglądało to, co przejdzie do historji 
pod utartem już dzisiaj w literaturze i publicystyce 
rosyjskiej mianem "Wsierosijskaja krowawaja po- 
winnośt" . 
Tę oto ideologję, taki krwawy siew, taki wy- 
rok .mierci dla dziewięciu' dziesiątych obywateli
		

/JM0072.djvu

			71 


pragnęli sciągnąć na P olskę zdrajcy Ojczyzny Wie- 
czorkiewicz i Bagiński, których wdowy dopomi- 
nają się obecnie przed Sądem Polskim w imię 
prawa i sprawiedliwości, by Muraszko został surowo 
ukarany, zaś strata materjalna poniesiona przez 
rodziny zabitych, i krzywda moralna, by były pie- 
niędzmi zapłacone. 
Muszę odbiedz na chwilę od wątku mych 
myśli i poświęcić słbw parę zasadności tego żąda- 
nia. Otóż twierdzę, iż niesłusznem jest od początku 
do końca to, czego wdowy po Wieczorkiewiczu 
i Bagińskim przez usta swych rzeczników domagają 
się: niesłusznem jest ządanie odszkodowania za 
straty materjalne, bo te wdowy nie tylko materjal- 
nie nic nie staciły, ale zyskały; wszak w Polsce ci 
dwaj mężowie, będąc skazanymi prawomocnym wyro
 
kiem na karę śmierci, zostali pozbawieni wszystkich 
praw stanu, a tern samem raz nazawsze zostali wy- 
kreśleni z szeregu obywateli, mogących żyć na wol- 
ności, zarabiać, zdobywać fundusze, wreszcie zapew- 
niać swym żonom komfort i wygody . Tymczasem obec- 
nie te dwie panie przebywają w Moskwie i w obfitości 
otrzymują fundusze z sowieckiej kasy. W ten 
sposób czyn Muraszki ich sytuację materjalną tylko 
polepszył. 
A jeżeli chodzi o oszacowanie szkód moral- 
nych, wynikłych z powodu zerwania tej więzi 
uczuciowej, jaka łączyła te dwie wdowy z nie- 
boszczykami, to każdy przyzna, iż więż ta musiała 
pęknąć bezpowrotnie wówczas jeszcze, gdy zapadł 
wyrok Sądu Rzeczypospolitej, uznający Wiecz:or- 
kiewicza i Bagińskiego za sprzedawczyków i zdraj- 
ców Ojczyzny. Wtedy to dopełniła się miara hańby
		

/JM0073.djvu

			- 72 - 


największej. wtedy Wieczorkiewiczową i Bagińską, 
jeżeli swych mężów kochały. spotkał największy 
i ostatni cios. W chwili zatem. gdy padły strzały 
Muraszki, nie miały one już nic do 5tracenia... 
Ale rzecznicy powództwa cywilnego mówili 
tutaj nie tylko o pieniądzach, mówili również o tern 
dużo. że czyn Muraszki jest nikczemny, że Rząd 
polski ma tu jakieś przewiny. za które go napiętno- 
wać należy. wreszcie, że bolszewicy nie są tak 
okrutni i krwawi, jak o tern mówili zaprzysiężeni 
świadkowie. 
Muszę wyznać. lZ myśl moja jest zupełnie 
znużona dociekaniem, w jakim celu i dla czyjego 
pożytku powódki cywilne pragną te tezy uda wad- 
niaf. Dlatego pragnąłbym z temi sprawami jaknaj- 
prędzej skończyć i w tej myśli proponuję polubowne 
załatwienie sprawy: panie Wieczorkiewiczowa i Ba- 
gińska znajdują się - obecnie w Moskwie; same te 
panie przyznawały, że spodziewają sią po przyby- 
ciu do Moskwy obfitych łask ze strony władzy 
sowieckiej. Nie będzie zatem stanowić dla nich 
zbyt wielkiej trudności wyjednanie w Kremlu 
odszkodowania za życie wszystkich straconych 
przez sowiety zakładników, za życie wszystkicb 
zamordowanych polaków, za życie księży, kobiet 
i dzieci. 
Nie miejmy złudzeń, by żywot każdej ofiary 
był zbyt wiele wart w oczach bolszewickich komi- 
sarzy. Sądzę jednak. że nie będzie przesadzoną 
cena jednego miedzianego. wytartego grosza za 
każde ludzkie życie. 
Niech że ten cały fundusz idzie na rzecz 
rodzin Wieczorkiewicza i Bagińskiego! Ofiarujemy
		

/JM0074.djvu

			73 - 


go dobrowolnie na ten cel! Kwota, która z tych 
groszy się utworzy, wystarczy na zapewnienie do- 
brobytu rodzinom Wieczorkiewicza i Bagińskiego. 
Cena życia miljona nieposzlakowanych ludzi wy- 
starczy chyba na to, by odszkodować życie dwóch 
zdrajców! 
Ale je5t i inna rubryka w (fowództwie cywil- 
nem - straty moralne; i o tern pomyślałem: świa- 
domość źródła, z którego fundusz ten został uzyska- 
ny, niech będzie dla rodzin satysfakcją moralną, 
godną pamięci Bagińskiego i Wieczorkiewicza. A więc 
skończmy ten rachunek polubownie... 
Ale śpieszę wrócić do zasadniczego biegu 
moich myśli, to jest do wykazania, czem jest nie- 
bezpieczeństwo bolszewickie wogóle, a w szcze- 
góln05ci w oczach każdego polaka, w tej [liczbie 
i Józefa Muraszki; co zatem idzie, do stwierdzenia, 
jakie uczucia żywić musiał Muraszko w stosunku 
do tych, którzy krwią i żelazem chcą wprowadzić 
..raj bolszewicki" w naszej Ojczyźnie. 
Jakiemi metodami wciela się ten raj w życie, 
mówiłem już o tern dość. Nie byłaby jednak ta 
charakterystyka zupełną, gdybyśmy nie uprzytomnili 
Bobie tych bezczelnych kłamstw, jakiemi bolszewizm 
usiłuje otumanić ludzi prostego ducha, uśpić c'Zuj- 
DOŚĆ zagranicy, podniecić instynkty mas: łaknących 
sytości i dobrobytu: głoszono mianowicie, że krwa- 
wy przewrót dokonuje się wyłącznie w imię dobra 
i zbawienia ludu pracującego, w imię zniesienia 
kapitału, który jest naj niebezpieczniejszym wrogiem 
ludzkości, w imię równego podziału między wszystki- 
mi ludźmi doczesnych dóbr, w imię powszechnego 
dobrobytu, zdrowia i zadowolenia, w imię nieogra-
		

/JM0075.djvu

			74 - 


niczonych swobód obywatelskich. Nie masz ofiary, 
któraby była zbyt wielką dla osiągnięcia tych celów: 
"Zniszczymy stary świat, wyrwiemy przeszłość 
z korzeniami. Miasta oświetlimy pożarami, zniszczy- 
my Rafaela, jeżeli to się przyczyni do powszechne- 
go dobra, wytniemy w pień ludzi starego regi- 
me'u, będziemy budować wśród ruin, na cmentarzu..... 
l cóż w rzeczywistości zostało za cenę tych 
ofiar straszliwych zdobyte? Otóż nic, literalnie nic! 
Znając dokładnie dzisiejsze stosunki rosyjskie, mu- 
simy przyjść do niezachwianego wniosku, że jedyną 
aspiracją dzisiejszej Sowdepji jest odbudowanie za 
wszelką cenę, bodaj części przedwojennego burżua- 
zyjnego ustroju. Dąży się wszystkimi spos
bami do 
przyciągnięcia kapitału, do przywrócenia przedwojen- 
nych form gospodarki; a jednocześnie i dawne niedo- 
magania wracają ze zdwojoną siłą: na miejscu, gdzie 
był bank, tworzy się znowu bank, gdzie był lom- 
bard, tam jest lombard, na miejscu -jednego szynku, 
powstaje trzy szynki, gdzie było więzienie, tam 
jest i obecnie więzienie, i to przepełnione do 
ostatnich granic; na miejscu szpitala, jest szpital; 
zakłady dla obłąkanych nie są w stanie pomieścić 
wszystkich, kto w tern całem szaleństwie zmysły 
p05tradał; tam, gdzie były pałace magnatów i kupców, 
dziś Sil wspaniałe siedziby nepmanów i komisarzy; 
są już i miljony bezrobotnych... Jednem słowem, 
stare formy ludzkiego bytowania, a obok tego i sta- 
ra bieda, tylko szersza, tylko sroższa... I tu powsta- 
je pytanie, pytanie bardziej aktualne dla nas, niż 
dla Rosji, gdyż u nas to się jeszcze nie stało, do- 
piero nas tern Wieczorkiewicze i Bagińscy chcą 
uszczęśliwić, u nas jeszcze czas temu zapobiedz! 


.
		

/JM0076.djvu

			7j - 


Pytanie, za co zginęło tyle ludzi niewinnych? za 
co została złożona ta żertwa straszliwa, kiedy 
z głoszonych obłudnie zasad nie miało pozostać 
ani strzęp a? Wypada zresztą stwierdzić dwie kon- 
kretne zdobycze komunistycznego przewrotu, które 
rzucają jaskrawe światło na jego istotne źródła 
i cele. Pierwszym realnym wynikiem jest ten, iż 
władza nad całym narodem przeszła w inne ręce. 
Na tronie Rurykowiczów i Romanowów zasiedli 
Apfelbaumy, Bronsztejny i Sobelsony, tworząc naj- 
sroższą oligarchję, jaką kiedykolwiek znała historja, 
i ani myślą o wypuszczeniu władzy ze swych dra- 
pieżnych rąk. Drugim wynikiem jest rozpętana pod 
tymi rządami z olbrzymim rozmachem akcja, zmie- 
rzająca do wyplenienia wiary chrześcjańskiej, wyr- 
wania jej z korzeniem: "Szturm niebios," "przerwa- 
nie niebieskiego frontu." to jest naczelne hasło, 
pchanego przez rząd socjalnego ruchu, "religja, to 
opjum dla ludzi, precz z religjąl precz z Bogiem"! 
A teraz powinniśmy sobie zdać sprawę, dla- 
czego poznanie i rozważenie tych wszystkich rze- 
czy jest obowiązkiem każdego polaka? Dlatego 
oto, że naczelnem zadaniem komunizmu jest narzu- 
cenie swego krwawego regime'u całemu światu, 
a przedewszystkiem Polsce. Nie brak na to dowo- 
dów, które się głęboko zapisały w naszych przeży- 
ciach. Czy to zalew połowy kraju przez czerwoną 
armję, jaki się rozpętał w 1920 roku, czy obecna 
dywersyjna robota, prowadzona na olbrzymią skalę,. 
czy wreszcie finansowanie, i to bardzo hojne, ru- 
chu komunistycznego w Polsce, wszystko to wy- 
mowme świadczy o zamiarach sowietów w stosunku
		

/JM0077.djvu

			76 - 


do Polski. do "tej córki międzynaIOdowej kontrre- 
wolutji." jak ją nazywają w sowietach. 
Ale pomijając te wszystkie szablonowe sposo- 
by. z których, jak wiemy, nie wszystkie się powio- 
dły. został ukuty jeszcze jeden środek specjalny. 
w jednakiej mierze przydatny do celów zakłócenia ła- 
du i spokoju w istniejącem Państwie Polskiem, tak też 
i do podważenia samych fundamentów naszego bytu 
niepodległego. Środkiem tym jest "zakładnictwo," po- 
mysł bolszewicki, o którym książę Krapotkin powia- 
da, że jest to powrót do najbardziej ponurych tradycji 
średniowiecza. Charles Sarolea słusznie twierdzi. 
że jest to sposób cudownie skuteczny i oparty na 
głębokiej znajomości ludzkiej natury. Brano zakła- 
d.ników w Rosji przy naj rozmaitszych sposobnoś- 
ciach i dla przeróżnych celów: zamykano rodziny. 
nieletnie dzieci, by unieszkodliwić głowę rodziny, 
albo zmusić ją do oddania się w ręce sowieckich 
oprawców. Chwytano tysiące zakładników celem 
zmuszenia do zapłaty kontrybucji i danin. lub w ce- 
lu udaremnienia urojonych kontrrewolucyjnych ru- 
chów. Stracono setki i tysiące zakładników, wzię- 
tych zpośród ludności, celem zapewnienia bezpie- 
czeństwa bolszewickich krwawych komisarzy. Gdy 
już metoda ta została wszechstronnie wypróbowa- 
na. w stosunku do ludów, zamieszkujących Rosję, 
nadarzyła się sposobność skutecznego użycia jej 
w stosunku do całego ościennego Państwa. w stosunku 
do P ols1ci; było to tern łatwiejszem, iż nasza mloda 
państwowość, prowadzona na manowce przez roz- 
maite podszepty. nie wykazała tutaj t}le odpor- 
ności. ile powinno posiadać państwo suweren
 
ne. I stała się ta :rzec
 potworna, iż na gra-
		

/JM0078.djvu

			77 - 


nicy polsko-sowieckiej powstał stragan, gdzie się 
prowadzi handel wymienny ludźmi. głowa za gło- 
wę. Ztamtąd p:-zychodzą na granicę blade cienie ofiar.. 
Bogu ducha winnych. steranych i zgnębionych 
w lochach czrezwyczajki. od naszej zaś strony 
przekracza kordon zastęp komunistów i dywer- 
santów. sytych i zadowolonych. dufnych w to. iż 
po wypoczynku w Moskwie. oraz otrzymaniu sowi- 
tej zapłaty, wrócą znowu. by dalej prowadzić bez- 
karnie swą niszczycielską robotę. Czy trzeba się 
rozwodzić nad tern. iż ten proceder wymiany za- 
kładników stał się potężnym orężem w ręku sowie- 
tów przeciwko P olsce. oraz że jego dalsze trwanie 
doprowadziłoby wprost do monstrualnego stanu 
rzeczy. Dwie stąd płyną koneekwencje. 1) że so- 
wiety mają mocne postanowienie prowadzić w Pol- 
sce robotę komunistyczną. aż do skutku i 2) że 
słusznie nasza opinja publiczna wszystkich obozów 
tak się przeciwko tej potworności burzy. 
Każdy polak spokojny i rozważny. patrząc- 
na te rzeczy i wnikając w ich znaczenie, skupia 
się w sobie. gromadzi siły dla odparcia napaSCL 
w decydującej chwili. stara się szeregować otacza- 
jące go społeczeństwo celem wzmożenia jego siły 
obronnej; natomiast człowiek o rozprzęźonej psy-. 
chice i wybujałej wrażliwości, jak Józef Muraszko. 
całkowicie opętany przez koszmar krwawego nie- 
bezpieczeństwa. przerażonemi oczami widzi jasno, 
jak na .dłoni. Polskę już opanowaną przez bolsze-- 
wizm: widzi domorosłych. czy też importowanych 
Apfelbaumów i Sobelsonów. rozpierających się na 
Zamku Królewskim i na Wawelu. widzi kościoły 
zagarnięte. na Jasnej Górze i przy Ostrej Bramie.
		

/JM0079.djvu

			- 78 


kluby i sale tańca, widzi rzeż generałów i ofice- 
rów; krzyże zasługi zdarte z walecznych piersi bo- 
haterów Wilna i Lwowa, Ossowa i Radzymina; 
granice Polski otwarte naoścież; posąg Króla Zy- 
gmunta strącony z swego wyniosłego piedestału, 
i zastąpiony przez wizerunek ulanego z bronzu ju- 
dasza Iskarjoty, bo i taki pomnik już w Rosji istnieje... 
I powiedźcie, Panowie Sędziowie, czy jest się 
przed czem żachnąć? czy jest się czego przera zić? 
.czy można doznać śmiertelnego zamroczenia, gdy 
się ujrzy na własne oczy dwóch byłych oficerów 
armji polskiej, którzy uzbrojeni w pełnię tajemnic 
wojskowych, przekraczają granicę poto, by, w na- 
szem głębokiem przekonaniu, stanąć na czele na- 
jazdu, i najprzód wymordować część naszego naro- 
du, a potem zdeprawować dusze pozostałych przy 
życiu? 
Bo jest jeszcze jedna rzecz tragiczna w tern 
wszystkiem, ta mianowicie, że niebezpieczeństwo 
wciągnięcia nas w sferę bolszewickiego krwawego 
eksperymentu, zwraca się swem najgrożniejszem 
ostrzem w stronę młodego pokolenia, w stronę 
dzieci. Ich to dusze są obecnie najbardziej łakomą 
zdobyczą dla bolszewizmu; szkoła narzędziem dzia- 
łania; hasłem - za wszelką cenę nie dopuścić do 
rozkrzewienia się w młodocianych duszach uczuć 
religijnych, miłości bliźniego, czci dla dobra, i po- 
gardy dla zła. A obok tej nędzy duchowej, nieuni- 
knione pogrążenie miljonów dzieci w nędzy, bez- 
domność, wygnanie, głód... jeżeli byśmy jeszcze 
mieli watpliwość, czy naród polski ma walczyć 
przeciwko bolszewickiemu regime' owi aż do ostatka, 
.czy nie, i czy słuszne m było wzburzenie i rozpacz
		

/JM0080.djvu

			- 79 


Muraszki, gdy widział tego niebezpieczeństwa zbli- 
żenie. to niech każdy z nas, po powrocie do domu 
zajrzy głęboko w niewinne. jasne oczy polskiego 
dziecka. niech pogładzi jego płową główkę i zapy- 
ta. jaką dolę wybrałoby zpośród tych wiela. które 
mu niesie bolszewicki raj: czy wolałoby przestawać 
noce całe na rogach ulic wielkiego miasta. sprzeda- 
jąc zapałki, i przypominając. jak powiedział jeden 
z cudzoziemców. zwiedzających Rosję. psy włóczą- 
ce się po ulicach Konstantynopola? Czy chciałoby 
chodzić do bolszewickiej szkoły i występować w każ- 
de święto w operetce. wyśmiewającej w bestjalski 
sposób Chrystusa i Pannę Maryę? Czy woli tułać 
się w krajach dalekich. tak jak dzieci rosyjskiej 
emigracji, kłębiąc się wraz ze szczurami pod pokła- 
dami okrętów. w nieznane kraje wędrujących?. 
Muraszko ma także małą córeczkę, i może 
właśnie w jej niewinnych oczętach wyrok śmierci 
dla zdrajcow Ojczyzny wyczytał... 
Ale Sąd nie może sądzić tylko intencji spraw- 
cy wystepnego czynu. winien rozważyć i realne 
tego czynu skutki. T u muszę wyznać. że nie wiem. 
jakie one były w swym całokształcie. Powiem atoli 
rzecz. może niedowiedzioną ściśle, ale wielce praw- 
dopodobną. że jeżeli niedawno mieliśmy solenną 
wizytę ministra Cziczerina. po niezliczonym szeregu 
wystąpień wrogich, to może jest po części rezul- 
tat czynu, popełnionego przez Józefa Muraszkę; 
bowiem dane przez niego strzały dowiodły, że 
pękła cierpliwość narodu polskiego. i że sowiety 
muszą zasadniczo zmienić linję postępowania w sto- 
sunku do naszej Ojczyzny. 
Czyn Muraszki nie jest b"ohaterstwem, godnem
		

/JM0081.djvu

			- 80 


naśladowania. a to dlatego. że, jak daleko sięga 
pamięć polskich dziejów. nigdyśmy nie byli skłonni 
sławić zabójstwa człowieka bezbronnego. Przez 
wieki nosiliśmy u boku szablę. i zawsze potrafiliśmy 
nią razić. nie czyniliśmy tego jednak inaczej. jak 
na polu bitwy. albo na udeptanem polu. 
Jest natomiast Józef Muraszko ofiarą. gdyż 
popełniając zabójstwo. był wykonawcą opinji po- 
wszechnej, doprowadzonej do ostatnich granic na
 
pięcia przez podstęp. szalbierstwo. rabunek i mord 
tej całej sowieckiej hordy. A jeżeli jest ofiarą. je- 
żeli popełnił czyn z myślą o T obie. Polsko! przez 
miłość synowską. toś sic; powinna okazać dla swego 
syna matką prawdziwą. matką. która przyciśnie do 
kochającego łona tę rozpaloną, szaloną. pełną nie- 
nawiści i kochania głowę Józefa Muraszki. utuli 
i ukoi, zrozumie i przebaczy... 
Wasz. Panowie Sędziowie. wyrok będzie tym 
Matki 
 Ojczyzny głosem. 


MOWA AD W. STANISŁAWA SZURLEJA. 


Panowie Sędziowie! 
Gdy słucham oskarżenia. zdaje mi się jakgdy- 
by nie sam Muraszko miał tu być sądzonym, lecz 
że całe społeczeństwo oskarżyciele publiczni po- 
zwali na sąd. 
Przypominają nam nasze rzekome zbrodnie. 
sięgając po nie do roku 1919. o Muraszce mówią. 
że to on skazał czynem swoim ks. Ussasa i Ła- 
szkiewicza, a społeczeństwu wyrzucają, że go nie
 
potępiło powszechnie i bezwzględnie.
		

/JM0082.djvu

			- 81 


Ale dość tego samobiczowania, dosyć tej spo- 
wiedzi z własnych win, czas pomówlc I o swem 
usprawiedliwieniu. Nie wolno żądać od nas, abyśmy 
wszystko znosili cisi i milczący i byli polem do 
krwawych doświadcz en wroga, jeśli więc w naszej 
obronie popełni ktoś błąd, to niech nam mimo to 
naszego społeczenstwa nie będzie wstyd. 
Zatem i o czynie Muraszki trzeba mówić bez 
apoteozy ale i bez przeklenstw. 
Bo to nie zbrodnia, gdyż w bohaterskiego 
uczucia porywie popełniona, choć i nie bohater- 
stwo, bo czynem przestępnym skrwawione - tylko 
fatalna tragiczna konieczność. T o też gdy z ręki 
M. padły dwa śmiertelne strzały, nikt się nie zdzi- 
wit Oburzali się jedni, odetchnęli z ulgą drudzy, 
ale każdy wiedział, dlaczego on to zrobił. Czyn 
Muraszki był gotów przed jego spełnieniem. A taką 
była potęga tego czynu, że jednostkę uznano za 
słabą do jego spełnienia i nikt nie przypuszczał. że 
to zabił on. UWaŻano go za mechanizm, z którego 
strzał padł, ale ręki, która nim kierowała-szukano 
gdzieindziej. Tak zaś powszechną była możliwość 
jego popełnienia, że podejrzenie padło w różnych 
kierunkach. Więc, że czyn był krwawy, pierwsze 
podejrzenie padło na wschodniego sąsiada. Zaś aby 
je odeprzeć prowokatorzy podpowiadali, że to pol- 
ski rząd. Chcąc zaś skłócić społeczenstwo mówio- 
no, że to prawica po to, aby utartym w Polsce 
zwyczajem inni krzyknęli, że to lewica. Lecz to 
wszystko brednie. 
Że sąsiad wschodni do czynu takiego był 
zdolny - nikt mu tego nie odmawia, ale nie Mu. 
raszce wykonanie jego byłoby powierzone. Do tego 
6
		

/JM0083.djvu

			- 82 


człowieka bolszewik nie miał przystępu bliżej jak 
na długość strzału-krwawo ustaloną była jego w tym 
kierunku przeszłość. A rząd polski-rząd, który ich 
ułaskawił, który ich wymienić chciał, który wic;c 
miał legalne sposoby i tysiące nielegalnych do usu
 
nięcia ich bez hałasu, ten rząd na ostatnich kilo
 
metrach przed granicą kazałby ich zabijać po to, 
aby sobie cic;żkie trudności dyplomatyczne stworzyć. 
A do tego któryż minister, a tern mniej ogół mi- 
nistrów miałby tę odwagę zbrodni i w jaki sposób 
i przez kogo mógłby wydać polecenie, aby ono 
pozostało tajemnicą. Nikt nie jest głupcem, aby 
zbrodnię popełnić w okolicznościach jaknajgorszych. 
mając sto sposobów zrobienia tego w ciągu dłu- 
giego więzienia cicho i bez rozgłosu, gdyby wogó- 
le u nas sowieckim sposobem ludzi mordowano. 
Nie wojno zresztą traktować Muraszkę jak na- 
jemnego zbira, którego każdy mógł skierować do 
zbrodni. Muraszko nigdy nie politykowął, nie był 
ani z lewicy, ani z prawicy, wic;c żadna part ja nie 
mogła go skłonić do zbrodni. Ale ponad wszystko 
wybija sic; zupełna przypadkowość czynu, brak 
wszejkiego doń przygotowania, kiedyż wic;c byłby 
czas do wywarcia nań jakiegokolwiek wpływu. 
Nie był więc Muraszko niczyjem narzędziem, 
czyn jest jego. 
Ale w każdej pogłosce jest coś prawdy. 
Muraszko nie był sam - miał wspóJników. 
A ci wspóJnicy byli w całem społeczeństwie. Bo 
wraz z całem społeczeństwem przeżywał przejścia, 
związane z ponuremi imionami zabitych i dzielił 
uczucia społeczeństwa. Wic;€ najpierw grozę wybu- 
chu Cytadeli i zamachu na uniwersytet - owo po-
		

/JM0084.djvu

			- 83 


Dure rano w Warszawie - szeregi wozów, wio- 
2:ących rannych i zabitych bezwinnie - żołnierzy, 
robotników, kobiet i dzieci. A potem drugi wy- 
buch - powszechnego oburzenia na zbrodniarzy. 
Muraszlw wiedział skąd oni, bo zbyt dobrze znał 
bolszewików, przeczuwał, że to ich ręka, ale tego, 
aby i polscy oficerowie do tej szajki należeli nie 
mógł przeczuć ani on, ani nikt. To też groza po- 
wiała na kraj, gdy się dowiedziano, że zbrodnia- 
rzem jest kawaler orderu Virtuti Militari. Była w tym 
postępku ohyda zdrady i oszustwa, haniebnego na- 
.dużycia zaufania, jakie daje mundur, nadużycia 
w celach morderczego teroru na własnym kraju. 
Można się tu bawić w djalektyczne łamańce 
i mówić, że im tego nie udowodniono, że to nie- 
jasna sprawa. Ale to im udowodniono, że byli te- 
rorystami. Któż więc zrobił jak nie teroryści i jacyż 
teroryści, kiedy innych w Polsce niema. Tylko ta 
jedna part ja ma w swoich przykazaniach mord 
i teror - i tylko ona te przykazania wypełnia. 
Któż w Sofji katedrę chciał wysadzić z tłumem 
niewinnych ludzi. Na całym świecie jednakowe ich 
2:brodnie, a po zbrodniach ich poznacie ich. 
Gdzie znalazł się wtedy polak, który nie 
drżał z oburzenia i kto nie wołał o sprawiedliwość 
dla zbrodniarzy. I sprawiedliwość przyszła. Po pro- 
cesie odkrywającym haniebne praktyki zabitych, 
wydany został wyrok. A w ślad za tern, nagłe 
niespodziewane ułaskawienie. Wydawało się to 
wszystkim kapitulacją, bezkarnością. Mowiono, że 
1epiej byłoby odrazu ich skazać na więzienie, lub 
nawet uwolnić, ale taka naprawa wyroku Sądu 
uznanego za słuszny przez całe społeczeństwo, wy-
		

/JM0085.djvu

			-- 


- 84 


dawała się słabością i zachętą do zbrodni. Żal był 
powszechny - protest ogólny. Aliści nie prze- 
brzmiały jeszcze echa ułaskawienia, gdy nagle pa- 
da wiadomość: ..Bagiński i Wieczorkiewicz będą 
wydani Sowietom". A wtedy od partji socjalistycz. 
nej do skrajnej prawicy powstali wszyscy przeciw 
temu straszliwemu szantażowi, jakim była wymiana 
z bolszewikami. Opór społeczeństwa był tern 
większy, źe chodziło o wydanie polskich obywateli. 
w ten sposób wymiana stawała się dla polskich 
zbrodniarzy premją za zbrodnię, a dla bolszewików 
zachętą do prześladowania polaków, celem zyska- 
nia materjału do wymiany. Wymiana była aktem 
samobójczym, bo ten wymieniony wracał potem 
jak Hibner i mordował w biały dzień policję 
w stolicy Państwa. Więc też słuszne było oburze- 
nie kraju, że za taką zbrodnię nie tylko nie nastę- 
puje wyrzeczona przez Sąd kara śmierci, ani nawet 
więzienie. uzyskane w drodze łaski, ale że jakieś 
nie zrozumiałe zarządzenie rządu przekreśla wyrok 
sądowy, dekret Prezydenta i ze zbrodniarzy pol- 
skich robi dygnitarzy sowieckich. Tego nie mógł 
zrozumieć ani poseł Perl. ani poseł Kozicki. Ze 
świadomością nagrody za zbrodnię sumienie pol_o 
skie pogodzić się nie mogło. 
A Muraszko z tym społeczeństwem bolał 
i cierpiał i stał się wykładnikiem jego bólu i obu- 
rzenia. Nie skąd inąd jak od społeczeństwa czerpał 
podnietę do czynu. Był wykonawcą, ale przygoto. 
wanie moralne nie jest jego. On był tylko strzałą" 
która z napiętego wypadła łuku. Małą tylko nad- 
wyżką woli wybiegł przed innymi, jednym ruchem. 
ręki. Trzeba pamiętać, źe przez jego duszę nie.
		

/JM0086.djvu

			85 


przechodził cały ten proces, jaki sic; odbywa 
u człowieka, co bierze czasem broń do ręki, tu 
był człowiek, któremu rc;ka z bronią się zrosła, 
który przez 7 lat rozmawiał strzałami, a całe jego 
zajęcie polegało na dwóch czynnościach - chronić 
się, aby nie być zabitym i starać się zabić. U ta- 
kiego człowieka ilość woli potrzebna do zabójstwa 
jest znacznie mniejsza, niż u człowieka zwykłego. 
Zatem już nieznaczna pobudka tę wolę wyzwolić 
może. T o jego nieszczęście, ale nie wina. To czę- 
sto zaleta, bo wytwarza i męstwo i pogardę śmier- 
ci, a jeśli Państwo z tej zalety korzysta, musi 
i odwrotną stronę tych zalet uwzględnić. Reakcja 
'Społeczeństwa na wymianę, powiększona bólem 
i goryczą osobistą zachwiałaby równowagę każde- 
go człowieka, a cóż dopiero gdy to wszystko spa- 
dło na taką organizację psychiczną, jaką mlał 
Muraszko. 
Wszak większa część jego życia była walką 
z czerwonem niebezpieczeństwem. I zobaczył, że 
próżną była walka. Stracił zdrowie w obronie tej 
Rzeczypospolitej przed jej wrogami, a tu ta sama 
Rzeczpospolita wrogów tych tworzy. I jego i sio- 
stry i matki jego i całej Polski krzywdy nie tylko 
nie pomszczone, ale sprawcy 
ych cierpień mają 
nagrodę ponieść. Czyj umysł mógłby to znieść spo- 
kojnie, czyje serce nie zalałaby gorycz, Na to mo- 
że odpowiedzieć tylko ten, ktoby sam w tern po- 
łożeniu się znalazł, ale sądzić na zimno, z odle- 
głości czasu i przestrzeni - nie można. 
Może nawet ktoś, co tyle ile Muraszko prze- 
szedł - nie byłby tak wstrząśnięty tern, jeśliby 
miał mocne nerwy, silne zdrowie. Lecz jakże wy-
		

/JM0087.djvu

			- 86 


gląda Muraszko? Jest to człowiek o silnych sprze- 
cznościach. Moralnie typ bezwzględnie dodatni. 
Rzadki okaz powojennych czasów, w którym nie- 
ma śladu chciwości, sobkowstwa, żądzy użycia. 
Zyje nie dla siebie, właściwie nie żyje, lecz apala 
sic; w służbie dla Polski. Jej niepowodzenia odczu- 
wa silnie aż do płaczu. Na dwóch filarach opart 
się-miłości do Polski i nienawiści do bols
wizmu. 
Uczciwy, służbisty, skromny, gotów do poświęceIl, 
naraża życie swoje. Typ moralnie dodatni w ca- 
łem słowa znaczeniu. Ale jego organizacja psy- 
chiczna - nie jest na tym samym poziomie. T u 
równowagi niema. Jest to typ o pobudliwości nad- 
miernie wrażliwej. To człowiek co łatwo płacze... 
zdolny życie swoje poświęcić dla sprawy, a równo- 
cześnie gotów do samobójstwa z powodu starcia 
z przełożonym. Człowiek młodo z domu wzięty 
do krwawego rzemiosła, nie bardzo szczęśliwy 
w życiu rodzinnem, niestosownie do swych zasobów 
intelektualnych i swych ambicji umieszczony na 
drabinie społecznej, stąd niepokój i niezrównowa
 
żenie. Dążył do czegoś, czego nie osiągnął, a i z dą- 
żeń swych niejasno zdawał sobie sprawę więc tyl- 
ko ześrodkował się na pojedyńcze czyny. Nie mając 
jakiejś stałej linji, albo nie mając wytrwałości do 
jej utrzymania, wybuchał perjodycznie w czynach 
silnych, które świadczą o wielkich pokładach energji,.. 
ale energji nieujętej. Gdzie ją miał ująć-w obozie 
czy w polu. On jest synem wojny. Wojna to w tln 
sposób go wychowała. Ona nie sprzyja planom 
Dziś się żyje - jutro umiera. Wic;c trzeba wyżyć 
sic; w danej chwili. Zatem chwila, - a w tych 
chwilach, jaknajwiększa siła, oto do czego prowadzi
		

/JM0088.djvu

			- 87 


wychowanie wojny. Wojna wymaga przedewszystkiem 
opanowania nazewnętrz, więc i on był człowiekiem 
o wielkiej dyscyplinie zewnętrznej, o małej wewnętrz- 
nej. I tak w każdej jego czynności jest to rozazcze- 
pienie. Człowiek o chwiejnej równowadze-idzie, ale 
każdej chwili może się przewrócić. I przewrócił się, 
co prawda o przeszkodę nielada. Ale i groza czy- 
nu, spełnionego przez zabitych i gorycz społeczeń- 
stwa i jego osobisty ból-jeszcze nie byłyby w sta- 
nie wywołać zamiaru zabójstwa, gdyby nie przypa- 
dek, który go poetawił wobec zdrajców i kazał 
mu przeciąć drogę ich życia.- Tej próby nie wytrzy- 
mał. Lecz nie on ją wywołał, nie on do niej dążył, 
to los podbiegł ku niemu. 
Dowiaduje się
 przypadkowo, wróciwszy z nie- 
bezpiecznej wyprawy o przyjeżdzie Bagińskie- 
go Wieczorkiewicza na godzinę przedtem. 
Więc najpierw budzi się ciekawość, jak będzie 
ta wymiana wyglądać. Muzyka ma grać podobno 
po tamtej stronie. Ani o tern przedtem nie wiedział, 
ani z nikim nie rozmawiał, niepokoju nie zdradzał. 
nie krył się, lecz wprost zwrócił się do Starosty 
z pytaniem, czy nie będzie potrzebny i czy może 
jechać, choć nie jest w służbie. A trzeba wiedzieć, 
że jechać mógł bez pytania, z racji swego stano- ' 
wiska. Następnie przechodzi przez tłum ludzi. 
A z tłumu padają nieprzychylne okrzyki. krytyczne 
uwagi o Warszawie, o rządzie, a nawet o Pre- 
zydencie. 
To już bez wrażenia nie przechodzi, to już 
musi wytwarzać pewien choćby podświadomy 
nastrój. I w tym nastroju przychodzi cios.-Wresz- 
cie zobaczył ich. I pierwsza fala krwi uderza mu
		

/JM0089.djvu

			- 88 


do głowy. Chce ich spoliczkować. Jednak opano- 
wał się. Ale długo na takie sceny bezkarnie pa- 
trzeć nie można. A on patrzeć musiał. bo z po- 
ciągu wyskoczyć nie mógł. 
"Więc to oni. co planowali masowe mordy 
ludzi niewinnych. T o ci polacy, pierwsi polacy- 
bratobójcy i skrytobójcy. I oni są oficerami 
i krzyż Virtuti Militari jeden z nich na piersiach 
nosił, a na krzyżu napis "honor i Ojczyzna". 
a równocześnie sp
zedają Państwo i naród. którego 
mundur noszą. Odjeżdzają - do naszych wrogów 
po nagrodę. I rząd polski po tę nagrodę ich wy- 
syła, apoteozę męczeństwa im ułatwia. swoich 
własnych obywateli za ich zbrodnie posyła po naj- 
wyższe godności do wro
a. Aby mogli kiedyś 
przyjść na czele czerwonych dywizji do Polski". 
I znowu spojrzenie jego padło na nich. A ci 
dwaj byli polscy oEcerowie stoją niedbale. rozma- 
wiają z sobą i uśmiechają się drwiąco. A wtedy 
przez mózg Muraszki podświadomą błyskawicą 
przeleciały skróty myśli. 
.. Więc oni za zbrodnie-idą po nagrodę. Idą 
z woli Państwa. które zdradzili. I śmią patrzeć 
z tą niedbałą wzgardą na nas, co w połatanych 
mundurach, co w nędzy i trudzie krwawym Polsce 
słuŻymy, co nigdy niczego. prócz bezsławnej sta- 
rości lub marnej śmierci, w tej służbie się nie do- 
czekamy. Więc lepiej Polskę zdradzić - niż Polsce 
służyć"
 
Nigdy - odpowiep,ział strzał jeden i drugi. 


* 


* 


*
		

/JM0090.djvu

			- 89 


Nie było w Polsce człowieka, któryby zabój
 
stwa nie potępiał, ale i nie było człowieka, który- 
by Muraszki nie zrozumiał. Ale z tego konfliktu 
między potępieniem czynu Muraszki i jego wytło
 
maczeniem powstał szereg chaotycznych sądów 
. ... 
1 oplnJl. 
Jedni idąc w potępieniu za daleko - mówili, 
że to anarchja, że to grzech przeciw praworządnoś- 
ci. Ale gdyby nasza anarchja w tej tylko formie 
objawiać się miała, że każdy zdrajca zginie, zamm 
nagrodc; od wroga otrzyma, to zaiste nie bójcie 
się o Polskę - jej przyjaciele. Muraszków nigdy 
niema za wiele, bo na każdego zdrajcę powinien 
wypadać jeden Muraszko. A kiedy na dwóch 
zdrajców znalazł się w ostatniej chwili przypadko- 
wo jeden tylko Muraszko w całem społeczeństwie, 
to zaiste barankiem jest ono, a nie wylęgarnią 
anarchistów. Głosy te wychodzą przeważnie od 
tych, co sami nie zawsze tę praworządność uznają. 
Bo kiedy po rozstrzelaniu Botwina szereg działa- 
czów socjalistycznych otrzymało listy z pogróżkami. 
ich partyjny organ pisał: "Nie chcemy walki bra- 
tobójczej, ale ostrzegamy, że na gwałt odpowiemy 
siłą fizyczną". Pisze to ten sam organ, który jak 
mógł oczerniał Muraszkę. T o nie ładnie Panowie. 
Gdyby Was komuniści napadli, to trzeba się zwró- 
ClC do policji, do organów Państwa, ale grozić 
samosądem, to przecie anarchja. T o walka przeciw 
praworządności. 
Na dnie tych potępiających sądów leży ko
 
kieterja. Są to umizgi do komunizmu, już to po
 
chodzące z próżności tak częstej u polityków, 
którzy chcą wzbudzić podziw przeciwnika swą
		

/JM0091.djvu

			- 90 


tolerancją, już to pospolity strach, który chce so- 
bie na wszelki wypadek zabezpieczyć tyły. A uza- 
sadnia się to rozumowaniem, że jeśli my będziemy 
liberalni to i ich zobowiążemy do tego samego- 
na wypadek, gdyby... T o nie tylko dzieciństwo, 
to jeszcze powolne poddawanie się pod komendę 
bolszewizmu. Jeśli będziemy robić to, co im 
się podoba - jesteśmy morituri. Nie można się 
wewnątrz siebie załamać, bo nie bolszewizm jest 
straszny, ale strach przed nim. 
Aby jeszcze silniej uwydatnić, że czyn Mu- 
raszki to bunt przeciw praworządności porównuje 
się 
o z czynem Niewiadomskiego, ze zbrodnią 
krakowską, a nawet z zabójstwem Botwina, lub 
Hibnera i towarzyszów, aby grozą cudzych zbrodni .. 
jego obciążyć. Niema tu jednak żadnych analogji. 
Ofiarą czynu Niewiadomskiego był człowiek osobiście 
niewinny i reprezentujący Państwo-tu dwaj zbrodnia- 
rze. Tam był fanatyzm-wynikły z najszlachetniej- 
szych pobudek i przeżyć - ale zbyt indywidualny 
i przez to niebezpieczny, bo torujący drogę samo- 
sądom, ten zaś miał swoje oparcie w opinji spo- 
łeczeństwa. Tam czyn szedł przed społeczeństwem, 
narzucony mu wolą jednostki, tu społeczeństwo 
narzuciło czyn. Tamto powtórzone byłoby katastro- 
fą, to powtórzone w tych samych warunkach było- 
by zawsze złem, ale miałoby i ten skutek. że od- 
straszyłoby zbrodniarzy, co zdrajczą rękę na Pań- 
stwo podnoszą z chwilą, gdyby wiedzieli, że ze 
wszystkich stron czyha na nich śmierć. 
Jeszcze mniej można czyn ten porównać ze 
zbrodnią listopadową, tak co do pobudek czynu, jak 
i co do ofiar.
		

/JM0092.djvu

			- 91 


Tam była zbrodnia przeciw Państwu i mord 
żołnierzy, tego Państwa symbolu - tu zemsta za 
zdradę Państwa i zabójstwo zbrodniarzy. Tam 
ogólne potępienie społeczeństwa, tu ogólne prze. 
baczenie. 
A już chyba zła wiara może podszepnąć po'. 
równanie z Botwinem lub z Hibnerem. Agent wro- 
ga zabija sługę polskiego Państwa za to, że zbrod- 
nicze machinacje odkrył i z własnego życia nie- 
bezpieczeństwem pomógł do ich unicestwienia, ty-- 
powy samosąd zbrodniarza, tu samosąd nad zbro- 
dniarzami. Porównanie zaś z Hibnerem robi się na 
parfidnej drodze. Uznaje się bohaterstwo Muraszki 
z dodatkiem, że takie samo było Hibnera. Mówi 
się o nim i jego towarzyszach jako o bohaterach 
ideowych. Ale jest to obelgą dla bohaterstwa. Nie 
dość nie bać się kul policji - tę odwagę i to bo- 
haterstwo mają bandyci. Bohaterem jest się nie 
tylko w formie, ale i w treści. A treścią musi być 
służba wiecznym ideałom ludzkości, a nie niewy- 
próbowanym hasłom chwili. Nie wszystko jest ide- 
ałem. Jest wartościowy podział ideałów. Zabijać 
dla idei. która woła śmierć burżujom, grab nagri?-- 
bione, precz z inteligencją, jest mordem dzikiego. 
barbarzyńcy. Jeśli do naszych stałych odwiecznych 
ideałów wprowadzimy względność i powiemy, że 
dla jednego jest to ideałem, a dla innego przeci- 
wieństwo tego ideału, to zabijamy ideały, sprowa- 
dzamy je do roli czynnika indywidualnego, pozba- 
wiamy je powszechności i trwałości. I dlatego te- 
ror rewolucyjny zawsze nazwiemy zbrodnią, a sto- 
kroć większą zbrodnią wtedy, gdy on zamierza do 
zdobycia większych porcji chleba, T o jest mOi"d
		

/JM0093.djvu

			- 92 


Tabunkowy. A ten, który ten mord wykonywa sam 
będąc bezpieczny, jest bandytą, a ten, który przy- 
tern i swoje życie naraż
, jest odważnym bandytą. 
Nie można mówić u Muraszki o samosądzie. 
Gdyby Muraszko swego czynu dokonał przed osą- 
dzeniem Bagińskiego i Wieczorkiewicza lub w cią- 
gu procesu, byłby to samosąd. Ale on tylJto wyrok 
sądu bezprawnie wykonał. Nie wydał bezprawnego 
wyroku, ale bezprawnie wykonał wydany wyrok. 
Jednak Bagiński i Wieczorkiewicz byli ułaskawieni, 
nie było już wyroku śmierci. T ak, ale on ich zabił 
nie po ułaskawieniu, choć i wtedy nie byłoby to 
przeciwstawieniem się sprawiedliwości, lecz łasce. 
Prawo łaski to nie jakiś konstytucyjny poda- 
runek dla głowy Państwa do osobistego użytku. 
Jak każde prawo reprezentanta narodu wynika ono 
z woli społeczeństwa i zawiera również obowiązek 
być tej woli odbiciem. Gdy więc to prawo nie jest 
w zgodzie z poczuciem społeczeństwa, powstaj e 
konflikt, za którego skutki społeczeństwo nie jest 
odpowiedzialne. I ten konflikt w formie cichego lub 
głośnego protestu społeczeństwa jest tą siłą, która 
w miejscu najbardziej zapalnem, a więc u jedno- 
stek podatnych wywołuje wybuch. A wtedy nie 
jest to samosąd, lecz walka jednej dowolności prze- 
ciw drugiej, tylko że po stronie jednej stoi prawo 
formalne, po stronie drugiej prawo czerpane ze 
świadomości społeczeństwa. Jednak czyn Muraszki 
nie był protestem przeciw ułaskawieniu, gdyby się 
skończyło na ułaskawieniu. nie byłoby czynu Mu- 
raszki. Czyn jego był rezultatem decyzji rZlłdu. 
A o. ile wyrok sądu, a nawet decyzja głowy Pań- 
.stwa są nienaruszalne, to decyzje rządu krytyko-
		

/JM0094.djvu

			- 93 


wać wolno, bo rząd jest reprezentantem chwilowe- 
układu sił społecznych i w Państwie reprezentacyj- 
nem każdy ma prawo zwalczać rząd i starać się 
o inny lepszy. Prawda, że tylko w drodze legalnej. 
ale w każdym razie targnięcie się na decyzję rzą- 
du nie jest tern złem, co targnięcie się na autorytet 
sprawiedliwości, jakim jest Sąd, lub na autorytet 
Państwa, jakim jest wola jego reprezentanta. Rząd 
więc stworzył warunki potępiane przez społeczeń- 
stwo, k.tóre umożliwiły i wywołały czyn Muraszki. 
T o winy jego nie wyklucza, ale musi ją zmniejszać. 
Ale jeszcze jeden moment obciążający chce 
się wprowadzić do czynu Muraszki. Oto przeszko- 
dził wydaniu naszych zakładników. Jest to argu- 
ment zwolenników wymiany. Tym argumentem 
można uzasadnić wymianę wszystkich naj gorszych 
zbrodniarzy, boć za każdego otrzymamy zakładni- 
ków, ale też będzie on popierał bezkarność zbro- 
dni. Jednak i ze stanowiska zwolenników wymiany 
jest on błędny, bo wydanie nam tych 29 zakładników 
wywoła nowe prześladowanie celem stworzenia ma- 
terjału do dalszego szantażu wymiennego. A nie 
należy zapominać, iluby zginęło na podstawie de- 
nuncjacji Bagińskiego i Wieczorkiewicza. Wszak 
oni pracowali w Oddziele 11, wiedzieli dużo i mie- 
li swoje porachunki. . 
Martyrologji - nie byłoby końca. A Murasz- 
ko ją zakończył. Nie wolno zresztą poniżać pol- 
skich męczenników. Zawisł ks. Mackiewicz na 
carskiej szubienicy, kule czerwonych zamordowały 
ks. Butkiewicza, byłby i ks. Ussas zniósł przygoto- 
wany dlań cios. Czemże tych kilkunastu ludzi 
w morzu męczeństwa polskiego? "Zapytaj mewy
		

/JM0095.djvu

			- 94 


lecącej z Sybiru. ilu w kopalniach jęczy. a ilu 
wyrżnięto". Cóż więcej mogło nam grozić. Nic 
prócz hańby. I ją to zabić chciał Muraszko. Nie 
ma wątpliwości - zwłaszcza wobec zdania bie- 
głych i oczywistości. że Muraszko działał w stanie 
afektu. Ale wiemy więcej. wiemy co afekt wywo- 
łało. Pozostaje jednak zbadać. czy to oburzenie 
Muraszki powstało istotnie z powodu ciężkiej znie- 
wagi. wyrządzonej przez poszkodowanych. Łatwo 
byłoby to udowodnić, gdy chodzi o dobra mater- 
materjalne lub nawet moralne. lecz czysto osobiste. 
Ale czy zniewaga wyrządzona Ojczyźnie ma tę sa- 
mą wartość prawną. Czy obelga wyrządzona Pań- 
stwu lub współobywatelom - jest również moją 
()belgą. I jaka to była obelga - i dlaczego zabici 
byli tej obelgi sprawcami. 
Zabici to nie tylko dwaj przestępcy. to 

ymbole. To heroldowie komunizmu. co WIę- 
cej - bolszewizmu. A te dwa słowa. to znie- 
ważenie naszych najswiętszych ideałów: religji - 
Ojczyzny - rodziny. Zwycięstwo tych haseł to 
nasza śmierć, więcej - to nasza hańba. Bo za ich 
zwycięstwem idzie niewola. i to nietylko niewola 
polityczna. ale rozbicie naszej więzi duchowej. unio 
cestwienie jedności naszej rasy. znikczemnienie 
dusz. 
Tu trzeba odróżnić komunizm od bolszewizmu. 
Zasadniczą podstawą komunizmu. jak zreszt
 i socja- 
lizmu, jest idea równości. Bezsprzecznie ma onD 
wielkie znaczenie w dziejach ludzkości. Ona to 
wynosi nowe warstwy i nowe jednostki na wyższe 
stopnie cywi1izacji. budząc w nich pożądanie zrów- 
nania się z wyższymi. Ale pozostanie na zawsze
		

/JM0096.djvu

			95 


niedostępną, bo nigdy me OSiągniemy równości 
fizycznej i psychicznej, a wszelkie inne socjalne. 
polityczne i ekonomiczne od tych pochodzą. I do. 
póki bedą istnieć mądrzy i głupi, silni i słabi, do- 
tąd idea równości będzie równocześnie żródłem 
ni e ziszczalnych pragnień i tęsknot, daremnych po- 
rywów i rozgoryczeń. Starych więc haseł komunizm 
jest i'łosicielem i łudzi się, że tę równość osiągnie 
przez zmianę instytucji ludzkich, jak zmiana rządu 
lub podział dóbr. Zadne rozumowanie tych złudzeń 
nie rozwieje, rozwieją się one tylko za cenę oso- 
bistego doświadczenia, które po okresie wiary 
przynosi okres rozczarowań. Myśliciele jednak, o ży- 
cie, o realizację swych myśli się nie troszczą. Ich 
rolą jest stworzyć nową religję- a rozpowszechnia' 
Ją Ją wyznawcy. 
Ideał komunistyczny przeistacza się w czyn 
bolszewicki. Do głosu przychodzą fanatycy, głupcy 
i zbrodniarze. Pierwsi najstraszniejsi, bo doktry- 
nerzy, wierzący w swą nieomylność. Przekonać 
ich nie można, oni są już przekonani, że sami 
posiedli prawdę, a reszta błądzi. A kto nawrócić 
się nie chce. musi być z powodu swego zaślepienia 
wytępiony. Taką była psychologja Torkwemady, 
taka sama Kromwela, nie inna Lenina. Jeden argu- 
mentował stosem, drugi toporem, a trzeci stawiał 
..pod stienku ". Rzeczywistością dla nich ich doktry- 
na. a jeśli rzeczywistość z doktryną niezgodna - 
tern gorzej dla rzeczywistości. 
W zaślepieniu !lwem sądzą, że świat od nich 
się zaczyna, że ty.iąc lat był w błędzie. Ich ogra- 
niczonosc przewYŻsza nawet ich okrucieństwo. 
Zbrodniarze komunizmu są od nich mniej szkodli-
		

/JM0097.djvu

			96 


wio Ci nie zatruwają dusz. nie opanowuja swym 
obłędem umysłów, oni walczą z rzeczywistością 
w sposób!prosty-rabują i mordują. "Grab nagrablen- 
noje. - Dałoj gramotnyje". A kiedy wyrzucać im 
ich krwawe zbrodnie - to odpowiedzą za Leninem: 
Cóż z tego- 9 /10 Rosjan zginie, a za tę cenę pozosta
 
nie 1/10 komunistów. Przez nich przemawia nagro- 
madzona suma chciwości ludzkiej, zawiści i zazdroś- 
ci, co rzuca się co pewien czas na dobytek kultury 
i rozgrabia go. Instynkt pierwotny człowieka łupu 
każe mu zabierać innym owoce ich pracy, aby się 
od pracy uwolnić, instynkt niewolnika każe mu 
niszczyć -ślady tego, co służyło jego panu, a czego 
on zużytkować nie umie. I pali bezcenne bibljo
 
teki, niszczy dzieła sztuki, rąbie fortepjany i polewa 
to krwią ich właścicieli. l nazywa to rewolucją. 
A kiedy nasyci zemstę za swoją niższość, przycho- 
dzi nowy pan i zapędza batem do budowy tego 
co zburzone, dla nowego lokatora. 
Ze wszystkich ideałów komunizmu bolszewi- 
cy zrozumieli tylko komunizm majątku. Odebrać 
tym co go więcej mają. A że w zamian nic dać 
nie mogą, więc ich komunizm jest rabunkiem, ra- 
bunkiem dóbr materjalnych. Czyżby oni o dobra 
moralne walczyli tak samo. Czyżby chcieli od lep- 
szych od siebie wziąć to, co ich lepszymi czyni. 
Dla dóbr duchowych czują pogardę. Przed kaplicą 
Matki Boskiej Iweryjskiej napisali: "Religja to opjum 
dla ludzkości". A jakież to oni mają opjum na 
uśmierzenie cierpień ludzkości. Czyż człowiekowi 
wystarczy pocieszać go, że po chwili życia zgnije 
i mInIe jak cień. Że jedyna wartość jego, to te ka
 
mienie, które w dom u8tawił i jedyny ślad to rze- ,
		

/JM0098.djvu

			. 


- 97 


czy przezeń wypracowane. które wkrótce po nim 
zbutwieją jak on. T o ma wystarczyć tym. co tu 
cierpią, to ma wystarczyć matce. która traci dziec
 
kOł wystarczyć tym, co kochają i dla miłości tej ży- 
ją i umierają. Zapóźno - świat nie pozbędzie się 
wzlotów ducha poza swe ciało. I komu oni to mó- 
wią;l Nam. którym chrześcijaństwo przyniosło za 
Bolesława moc państwową. a w chwilach niewoli 
ochroniło naszą odrębność narodową od zachłan
 
ności pruskiej i moskiewskiej. Sprobójcie przyjść 
i u. nas napisać na obrazie M. Boskiej w Często- 
chowie lub Wilnie-słowa: "Religja to opjum dla 
ludzkości". Nam. którzy mamy inny napis w ser- 
cach naszych: ..Panno Święta. co Jasnej bronisz 
Częstochowy i w Ostrej świecisz Bramie". I kule 
Muraszki mówią: ..Precz z blużnierstwami! Nie po- 
zwolimy na zniewagę naszych świętości religijnych". 
A tak samo i narodowych. Ale tam tego nie zrozumie- 
ją. bo narodu rosyjskiego niema.-jest człowiek ruski. 
Czy jest podobne określenie w świecie. Jest Polak. 
jest Francuz - a tam jest dopiero człowiek ruski. 
Tam warstwy społeczne nie tworzą organizmu, 
byli rządzący i rządzeni, panowie i niewolnicy - 
było dwóch wrogów. I niema przeszłości. Tam jest 
ciągle tylko teraźniejszość. Nic nie rozwijało się - 
tłum istniał, nie stawał się niczem-tylko był -a na 
nim żerowała grupa ludzi trzymająca jego obrożę- 
obca, nienawistna i nienawidząca. Ale u nas jest 
naród. Wszyscy czujemy się za losy tego narodu 
-odpowiedzialnymi. 
Na uroczystościach Reymonta zaczął Witos 
swoją przemowę do chłopów tern, jałt to Czarniec- 
kiemu buławę hetmańską ofiarowano. Nie wiem, czy 
7
		

/JM0099.djvu

			- 98 


było to dostatecznie ocenione, jaką ten chłop pol- 
ski poczuł siłę, aby wziąć spadek po przeszłości, 
nawiązać do niej, uważać lud za spadkobiercę my- 
śli hetmańskich. T o nie polski człowiek, to Polak. 
Naród nie żyje i nie umiera z jedną klasą, 
i niema wobec Ojczyzny wyższych i niższych, 
dawniej słuchały Witosy - Zamojskich - dziś Za- 
mojscy słuchają Witosa. I nierówności w ciągu 
życia narodu się wyrównają. A jeśli chodzi o krzy- 
wdy-to "jakiż naród, jakiż stan, wiekże jaki z czy- 
stem czołem krzyknąć może-jam aniołem, jam nie 
zadał drugim ran"t 
Nie byłoby Polski bez nas, którzyśmy ją ży- 
wili, jak i bez tych, co ją bronili. I dziś zgłaszamy 
się słusznie do spadku po przeszłości. 
Ale wrogowie nasi z Ojczyzny drwią. I mó- 
wią - sami bez Ojczyzny, bez jej ukochania, mó- 
wią, że ojczyzna to fantom, to słowo bez treści. 
Ale dla nas Ojczyzna - to pieśń wigilijna 
w grudniowy wieczór pod iskrzącem niebem - to 
wierzby płaczące przy polskiej drodze-to żołnierz 
w marszu z pieśnią o wojence - to Święty Boże 
w wiejskim kościele i dzika grusza ną rozstaju, 
i Zamek nad Wisłą, na który zadumane dziecko 
Powiśla patrzy, to opowieści zimowych wieczorów 
w małych izdebkach o tern, co było dawno - to 
pierwsze słowa polskie, od matki nauczone - to oj- 
ców groby - i przeszłość nasza wspólna, złożona 
warstwami od wieków w instynkcie rasy-poczuciu 
dumy narodowej. Nie wydrze się takiej Ojczyzny 
z serc naszych, a wydrze się chyba tylko gniew na 
świętokradców, co zbrodniczą rękę na nią podno- 
szą. Nie poto pokolenia naszych ojców i dziadów
		

/JM0100.djvu

			99 


w walce o nią w grób się kładły. abyśmy dziś ich 
cieniom powiedzieli. że walczyli o złudę. Na nic 
się zda próba oszustwa. Nie wmówi się w nas. że 
zamiast wąskiego pojęcia Ojczyzny jest wielki 
ogólno ludzki ideał braterstwa międzynarodowego. 
My chcemy mieć wszyscy udział w ideale. a ich 
ideał braterstwa ograniczony do jednej klasy. A mię- 
dzynarodowe braterstwo ich widzieliśmy. gdy lud 
polski walczył w 1920 r. z nawałą barbarzyństwa 
i gdy międzynarodowy brat belgijski i gdański 
wstrzymywał amunicję. idącą dla polskiego chłopa 
i robotnika. I nie przestraszy nas liczba. T a masa 
ludzi to grób jednostek. Im większa masa. tern 
mniejsza możliwość wydobycia się jednostki z pod 
jej ciśnienia. Dlatego mniejsze narody europejskie 
dały ludzkości tyle genjuszów i talentów. a narody 
o setkach miljonów, jakimi są narody.wschodnie. 
mają martwotę brył i niebezpieczeństwo lawin. 
A bez jednostek jest tylko tłum. niema narodu, 
a bez narodu niema cywilizacji. Nie prawda, że 
najpierw jest się człowiekiem. a potem dopiero 
Polakiem. Najpierw jest się niczem. a człowiekiem 
staje się dopiero przez naród. przez słowa od matki 
zasłyszane i pojęcia w tych słowach zawarte i uczu- 
cia im towarzyszące i wpływ otoczenia. T o dopiero 
tworzy jednostkę cywilizacyjną - człowieka. T o 
wszystko wiedzieć trzeba. aby uspokoić czerwony 
bolszewizm. iż praca jego jest próżna. Krwawy jego 
trud daremny. Bolszewizm u nas jest obelżywą greż. 
bą i dlatego na jego krwawe czyny - odpowiedzią 
była krew przez Muraszkę przelana. 
Nam kazań o braterstwie międzynarodowem 
mówić nie potrzeba. bo ojcowie nasi po wszystkich
		

/JM0101.djvu

			-100- 


pobojowiskach świata kości swoje porozwłóczyli - 
za wolność ludówl Ale gdyby byli wierzyli, że- 
dzieje ludów zależą od cen pszenicy-jak to jakiś 
bolszewicki profesorzyna mówi-nie byłaby się kro- 
pla ich krwi polała. Gdyby ich cienie widziały. że 
wolnością dziś nazywa się dyktatura rzekomego- 
proletarjatu. a raczej dyktatura nad proletarjatem- 
to żal byłoby im ich śmierci. Ale niech się te święte 
cienie nie niepokoją. - bo obłęd minie i jeszcze 
ci czerwoni dyktatorowie, pędzeni białą trwogą. bę- 
dą szukać miejsca na świecie. gdzie się skryć będą 
mogli. Ludzkość tak łatwo nie zrezygnuje .z te- 
go. czem żyła, co kochała. Wiedzą o tern czerwoni 
i dlatego tylko krwawym terorem swe rządy chcą 
na świecie wprowadzić. l czerwoną żagiew na 
świat niosą i nasz dom nią - jako sąsiedni. naj- 
pierw chcą podpalić. Przedtem zaś chcą zburzyć 
wszystko. co nam święte. Wiedząc. czem jest 
w Polsce rodzina - jej wrogiem są nieprzejedna- 
nym. Rodzinny ideał plugawią. Krwawą ścianę 
stawiają między ojcem a synem. Bo jak niedawno 
czytaliśmy w gazetach po zamordowanym ojcu po-- 
lecili wychować jego syna w zasadach bolszewic- 
kich. Cóż to za nikczemność. Zabić ojca - a w sy- 
nu wychować 
jego wroga a przyjaciela jego mor-- 
dercy. Lecz pomylić się mogą. Może po latach. 
syn. gdy dorośnie i zapyta o ojca i dowie się strasz- 
nej prawdy - obudzi się w nim Piotr Rozłucki 
i któremu ze zbirów krwawy wystawi rachunek. 
[rewolucję głoszą. Ale rewolucje są SzczątkOWY. 
mi objawami walk między zdobywcami a podbity- 
mi. Są one tam, gdzie skład etniczny ludności po- 
chodzi z różnych źródeł. Ale nasz skład narodu..
		

/JM0102.djvu

			\)M It.f'- 

 '\. ....-----..... u-f"' 
' 
 - . 

 
.. J\ " 
ł.....i .' ,.:<)r
'i\\J 
en I \)\\\'1...... \ : 
O \ r\:l\"\\\S
 
 
jest jednolity. Jak przyszliśmy z wyżyn Iran 

 - 

 
siedzimy na sarmackiej wyżynie - w znojnej l 

 
sem krwawej orce życia i dziejów. Przez cały o 
ganizm nasz jedna krew przepływa i u nas rewo- 
lucja krwawa byłaby bratobójstwem. Stąd wstręt 
do niej. I dlatego u nas ten, któremu odbierają 
ziemię, nie będzie jej krwią bronił i ten, kto ją obej- 
muje, czyni to nie z toporem w ręku. Jest zmaga- 
nie, jest walka, są w niej krzywdy, ale nawet gdy 
jedni wyrzucają drugim rewolucyjne kroki - zła- 
manie Konstytucji - to jednak nawet wtedy brat 
na brata ręki nie podniesie. Walki nasze ziemi tej 
nie splamią krwią. Nie będziemy 'wydzierać sobie 
nic toporem i kulą. Za mało krwi polskiej - za 
bardzo cenna - i za bardzo potrzebna. A ci, któ
 
rzy do mordu, rewolucji nas zachęcają, co dusze 
nasze chcą splugawić, dziejom naszym krzywdę 
wyrządzić i sądzą, że zdolni jesteśmy ich usłuchać- 
ci lżą nas. I w imieniu zelżonych przemówiły kule 
Muraszki. 
Ileż to obłudy w tych hasłach rewolucyj- 
nych. Wola się o pokój - a robi się wojnę, naj 
 
gorszą ze wszystkich, bo domową. Mówi się wojna- 
wojnie, a w domu się woła: śmierć burżujom. 
Ale w tych hasłach wszystkich coś nam Pola
 
kom znanego dzwoni. Znamy tę melodję, co w tych 
bolszewickich pieśniach gra, - to rosyjski ton. 
Nic się nie zmieniło - prócz władzy. Ale jej 
cele i metody i teren działania są te same. 
I tak jak dawniej chciało się sprowadzić wszy- 
5tkie rzeki słowiańskie do ruskiego morza, tak dziś 
pod hasłem międzynarodówki szło się na Polskę, 
aby ją zatopić, tylko że dawniej było to morze 


- 101 -
		

/JM0103.djvu

			- 102 


białe, a dziś czerwone. A kiedy dziś Polak jest 
urodzonym "kontrrewolucjonerem", którego tępić 
trzeba, to tylko zmiana słowa, bo wszak to "mia- 
tieżnik", "buntowszczyk" carskich czasów, jednako- 
wo zawsze do tępienia przeznaczony. 
Bo jednaką pozostała nienawiść ruskiego czło- 
wieka - członka amorficznej masy do skrystalizo- 
wanego narodowo Polaka, jednaką żądza krwi
 
pozostała w spadku po carach krwawych i groźnych 
Iwanach, jednaką nienawiść niewolnika do człowie- 
ka wolnego. Więc tembardziej czujne musimy mieć 
ucho, aby oszukańczym hasłom nie uledz. l musimy 
za hańbę uważać, za zniewagę, gdy ten kolos ro- 
syjski nam chce swoje hasła - stare, zgubę nam 
niosące i niewolę - pod inną nazwą narzucić. 
A sami według słów Czaadajewa, przytoczo- 
nych wznakomitem . dziele l. Kucharzewskiego.. 
mówiąc o sobie: "Anachoreci świata, nic mu nie 
daliśmy, nic odeń nie wzięliśmy, nie dołączyliśmy 
ani jednej idei do całokształtu idei ludzkości. Niczem 
nie pryyczyniliśmy się do udoskonalania rodzaju 
ludzkiego i spaczyliśmy wszystko, co zapożyczyli- 
śmy od postępu. Nic nie wymyśliliśmy sami, a ze 
wszystkiego, co wymyślili inni, zapożyczyliśmy tyl- 
ko kłamliwe pozory i niepotrzebny zbytek. Aby 
zwrócić na siebie uwagę, musieliśmy rozpostrzeć się 
od cieśniny Beringa do Odry". 
Nie mogą o wolności mówić ci, co z niewoli 
zrobili cnotę i nazwali ją niesprzeciwianiem się 
złemu. Nie wierząc w ducha, uwierzyli w rzeczy- 
wistość ucisku, w niezmienność niewoli. 
ł nikt tam do walki o wolność nie zdolny. Po 
chwilowym wzlocie padają przed carem na twarZ6
		

/JM0104.djvu

			- 103 - 


I padł Puszkin, i padli bezsławnie dekabryści, 
i padł przed carem czerwonym Borys Sawinkow. 
i cała falanga ludzi o podwójnych twarzach. o któ- 
rych księżna Palej wspomina. 
T o też nie wierzę w ducha wolności wschodu. 
Nie wierzę, aby chcieli wolności. Niewola to forma 
ich życia. Nie wierzył nasz wieszcz w szczerość 
skargi na nią i mówił: 
Kto z was podniesie skargę. dla mOle Jego skarga 
Będzie jak psa szczekanie. który tak się wdroży. 
Do cierpliwie i długo noszonej obroży, 
Że w końcu gotów kąsać rękę, co ją targa. 
Dla nas nic się nie zmieniło. Nienawiść ca- 
ryzmu czerwonego czy białego do Polski jest 
jednakowa. Bo to jest obawa despotyzmu i nie- 
wolnictwa przed swobodą i wolnością. Jest to nie- 
nawiść pruskiej dynastji, pruskiego czynownictwa 
i pruskiego marksizmu do Polski, nienawiść żydow- 
skiego bolszewizmu do katolickiego Państwa. nie- 
nawiść międzynarodówki do Państwa narodowego. 
Nienawiść ta nie jest jednak organiczną. bo lud ro- 
syjski był i jest oddzielony od narodu polskiego 
barjerą. Najpierw był nią caryzm Holsztajn-Gottor- 
pów. a potem pruski caryzm marksizmu. Ale jak 
zmieciona została jedna przeszkoda, tak będzie 
usunięta druga. bo czyż ci, co zabili cara. za zbro- 
dnie wszystkich Romanowów, sądzą, że historja bę- 
dzie dla nich łaskawszą. Utoną w morzu krwi 
przez siebie przelanej, jak utonął biały car. A wte- 
dy w trudzie i męce zacznie się dźwigać i tworzyć 
naród rosyjski i będziemy wspólnie walczyć o wol- 
ność naszą i waszą. Do tego czasu przed złem nie
		

/JM0105.djvu

			- 104 - 


ugmemy karku, bo choć byliśmy w niewoli, nigdy 
nie byliśmy niewolnikami. A gdy się zdaje, że się 

ginamy, padnie strzał otrzeźwienia. 
l oto jesteśmy u kresu. 
I miałbym podstawę prosić o uniewinnienie - 
o uwzględnienie afektu patologicznego. Lecz licząc 
się z wolą oskarżonego, tego nie czynię. Nie czynię 
tego tern chętniej, bo pragnąłbym, aby czyn ten 
nie był czynem szaleńca. 
Lecz nie uwzględnienie afektu patologicznego 
pozwoli uwzględnić w jaknajszerszej mierze afekt 
z art. 458. Niema bowiem zabójstwa, w którego 
obronie można więcej argumentów przytoczyć, nie- 
ma zabójstwa, któreby było lepszą lekcją dla 
zbrodniarzy państwa. I gdy macie Panowie Sę- 
dziowie wymierzać karę, to musi ona odpowiadać 
temu naj niższemu stopniowi winy. 
l podnoszą tu za Muraszką głos ci wszyscy, 
co są współwinni i za których winę Muraszko 
ma cierpieć. Ci wszyscy, którzy wołali o karę 
na zbrodniarzy, i których wołanie w duszę 
Muraszki zapadło. Ci wszyscy, co po czynie ode- 
tchnęli z ulgą, że zbrodnia nie uszła bezkarnie. 
l te wszystkie głosy wołają dla Muraszki o łaskę. 
Boć szedł on człowiek czysty, ofiarny z poświęce- 
niem własnem - na obronę nie siebie, ale swego 
narodu - i szedł w zgodzie z narodem. A usunął 
zdrajców, terorystów. a ponadto symbol tego, co 
dla nas jest bluźnierstwem i obelgą i grożbą nie- 
woli. Jakiż tu cel ma kara
 W
zak nie potrzebna 
tu teorja odstraszania, przeciwnie to jego czyn
		

/JM0106.djvu

			- 105- 


odstraszy zbrodniarzy; zapóźno na poprawę, bo 
ona nastąpi wraz z poprawą tych, co zbrodniami 
zbrodnię sprowokowali, więc chodzi o karę, jako 
symbol. jako wyraz potępienia czynu. A ten cel 
najmniejsza kara spełni. 
A może i cienie zabitych tej kary nie chcą. 
Wszak on uwolnił ich od dalszej zbrodni i dalszej 
hańby. 
Niema bowiem straszniejszej rzeczy jak wy- 
narodowienie. Jest w tern coś dla Polaka niepojęcie 
tragicznego. Nie można bez jakiejś zaciekłej go. 
ryczy patrzeć w jarocińskim kościele na portret 
opasłego szlachcica polskiego z XVII w. Andrzeja 
Leszczyc-Radolińskiego, gdy się widzi obok biust 
jego prawnuka z krzyżacką brodą i orderem Czar- 
nego Orla na szyi i napis: Fiirst v. Radolin. 
Ale jeszcze bardziej niepojęta tragedja, gdzie 
to wynarodowienie dokonuje się na drodze zdrady 
i zbrodni. Żyć w Polsce i z Polski, polskie przez 
wieki nosić nazwisko, a potem rzucić jej na po- 
żegnanie bomb kilka. T en pociąg ze Stołpc to 
jak ostatnia nić łącząca zdrajców z Polską - po- 
ciąg idzie, nić się skraca, wkrótce się urwie i po- 
zostaną dwaj polacy o polskich nazwiskach, pozo. 
stawią za sobą ojców swoich groby i wszystko, 
w co ci ojcowie przez wieki wierzyli, odejdą od 
nich mową, obyczajem, wspomnieniami i dzieciom 
swoim będą kłamać jakąś historję nowego kraju, 
a na swoje dzieje plwać będą. T o co pokolenia 
wiekami w nich nagromadziły, to zostaje poszarpa- 
ne, odrzucone, wzgardzone :dla krwawego wroga, 
dla jakichś niewypróbowanych haseł, jakichś nie-
		

/JM0107.djvu

			-106- 


wypróbowanych korzyści. Może wtedy, gdy zry
 
wali więź z Polską, duchy ich ojców stanęły im na 
drodze. Może wśród tych duchów byli tacy, co 
krew przelewali za Polskę, a w każdym razie byli 
tacy, co trudem swym i potem ziemię te użyźniali. 
l cienie ich nie dopuściły do tego, aby ich synowie 
oderwali się od tej ziemi, w której leżą ich po- 
przednie pokolenia i broń dały Muraszce do ręki, 
aby synowie ich zostali w ziemi ojców, kiedy nie 
chcieli żyć na ziemi ojców. 
l dziś cienie połączyły się z cieniami. l nastał 
między nimi wieczny pokój i pojednanie za cenę 
krwawej eskpijacji. l patrzą bez żalu na tego, co 
im dalszej hańby oszczędził, co innych ostrzegł, 
patrzą i przebaczają. Więc i wy przebaczcie. 
A jeśli wam, polscy sędziowie, zabójstwa przeba- 
czyć nie wolno() - przebaczy mu to Polska. 


Dnia 24 paździemika 1925 roku Sąd Okręgowy 
ogłosił wyrok, mocą którego Józefa Muraszko uzna- 
no winnym zabójstwa w stanie silnego wzruszenia 
psychicznego i skazano go na dwa lata więzienia
 
zastępującego dom poprawy, z zaliczeniem na po- 
czet wyrzeczonej kary sześciu miesięcy aresztu 
prewencYJnego. 
Motywy wyroku 
7 listopada 1925 roku 
Muraszki. Przytaczamy 


zostały ogłoszone w dniu 
w obecności oskarżonego 
te motywy in extenso:
		

/JM0108.djvu

			- 107 - 


MOTYWY WYROKU. 


Po rozpatrzeniu sprawy. zbadaniu świadków 
i biegłych. i wysłuchaniu głosów stron. Sąd Okrę- 
gowy z waż y ł co następuje: 
1. Oskarżony Józef Muraszko przyznał na 
rozprawie sądowej fakt zabójstwa przez niego dwo- 
ma wystrzałami rewolwerowemi Walerego Bagiń- 
skieg o i Antoniego Wieczorkiewicza w dniu 29 
marca r. b. w wagonie pociągu specjalnego, idącego 
ze Stołpców w stronę granicy Z. S. R. R. do stacji 
Kołosowa. gdzie miała nastąpić wymiana ich nR 
zakładników polskich. lecz oświadczył. że działał 
bez premedytacji i pod wpływem silnego wzrusze- 
nia duchowego. 
2. Stan faktyczny przestępstwa. popełnionego 
przez oskarżonego Muraszko. według zeznań świad- 
ków. złożonych na rozprawie sądowej i odczytanych 
tamże dokumentów. przedstawiał się w ten sposób. 
że świadek Kulikowski. jako były prezes komisji 
Repatrjacyjnej. w drugiej połowie marca r.b. dostał 
polecenie od Rady Ministrów wymienić dwóch 
więźniów komunistów W. Bagińskiego i A. Wie- 
czorkiewicza. którzy. będąc oficerami armji polskiej.. 
wyrokiem Sądu Okręgowego Wojskowego w War- 
szawie z dnia 4 kwietni
 1924 r. byli skazani na 
karę smlerci za akty terorystyczne. skierowane 
przeciwko dobrobytowi i bezpieczeństwu społe- 
czeństwa i Państwa Polskiego. lecz na skutek łaski 
Prezydenta Rzeczypospolitej. a następnie decyzji; 
Rady Ministrów byli przeznaczeni do wymiany 
z władzami sowieckiemi na zakładników polskich.
		

/JM0109.djvu

			108 - 


ks. Ussasa i konsula Łaszkiewieza. Społeczeń- 
stwo polskie, jak zeznają świadkowie Kulikowski 
i B. Baryiski, zareagowało w prasie nieprzychylnie 
na tę decyzję, a niektóre organy prasowe posu- 
nęły się nawet do ostrej i namiętnej krytyki postę- 
powania władz polskich, uwazaJąc Bagińskiego 
i Wieczorki ewie za za największych zbrodniarzy 
i wrogów Pańatwa Polskiego, przeto prezes Kuli. 
kowski zachował wszelkie środki ostrożności, by 
niedopuścić do jakic}lkolwiek ekscesów zzewnątrz 
przeciwko więźniom i tylko w przeddzień wymia. 
ny, t. j. w dniu 26 marca r. b. wysłana została wia- 
domość o mającej nastąpić wymianie do Starosty 
.stołpeckiego Zajączkowskiego. 
Świadek Zajączkowski, Starosta Stołpecki, po 
'otrzymaniu w dniu 28 marca r. b. od Ministra 
Spr. Wewn. poufnego zlecenia ułatwienia i pomocy 
przy tej wymianie, zawiadomił od siebie o tern 
Komendanta P. Powiatowej Szyszkiewieza, by przy- 
szykował do przyjęcia więźniów eskortę. W dniu 29 
marca r. b. około godziny 14, przybył do Stołpców 
pociąg wraz z więźniami W. Bagińskim i A. Wie- 
czorkiewiczem. Na stacji nastąpiła zmiana eskorty 
i więźniowie zostali ulokowani w specjalnie poda- 
nym w tym celu pociągu, składającym się z jedne- 
go wagonu towarowego i lokomotywy. Więźniowie 
byli w jednej połowie tego wagonu, a przedstawi. 
ciele władz polskich, wśród których był prezes 
Kulikowski, starosta Zajączkowski, kapitan Madc.ie- 
wicz, podsądny J. Muraszko, jako kierownik urzędu 
-śledczego i inni, w drugiej połowie, eskorta zaś 
.składająca się z 7 osób policjantów oddzielała ży. 
wym murem więźniów od reszty osób, stojąc, jak
		

/JM0110.djvu

			- 109 - 


zeznał świadek Jakóbowski, w pozycji służbowej-- 
twarzą do więźniów. Oskarżony Muraszko znalazł 
się w wagonie naskutek polecenia Starosty 
Zajączkowskiego, który spotkał go na perome- 
i po wysłuchaniu od niego sprawozdania w spra- 
wach służbowych, na jego zapytanie, czy może je- 
ehać razem ze Starostą i być obecnym przy- 
wymianie, dostał odpowiedź twierdzącą. Świadek 
Szyszkiewicz, który był komendantem eskorty od 
Stołpców, mówił, że widział oskarżonego w wagonie". 
lecz uważał obecność jego tam za usprawiedliwio- 
ną stanowiskiem służbowem, jakie wtedy zajmował. 
Mniej więcej na 5 - 6 kilometrze od Stołpców 
w wagonie huknęły dwa szybkie jeden po drugim 
strzały, na skutek których więżniowie W. Bagiński 
i A. Wieczorkiewicz upadli na ziemię, a w tejże 
chwili wysunął się na widok wszystkich tam obec- 
nych oskarżony Muraszko z rewolwerem w ręce- 
i oświadczył, że to on zabił zdrajców. Pociąg cof- 
nięto do stacji Stołpców, gdzie po udzieleniu pierw- 
szej pomocy lekarskiej, ciężko rannych więżniów 
samochodem odwieziono do szpitala miejskiego; 
już w drodze zmarł Walery Bagiński, a wieczorem 
tegoż dnia Antoni Wieczorkiewicz. Oględziny i sek- 
cja zwłok, dokonane przez Sędziego Śledczego za 
pośrednictwem lekarzy ustaliły, że jak W. Bagiński 
tale: i A. Wieczorkiewicz mają w okolicy żołądka 
po jednej ranie postrzałowej, które to rany zostały 
spowodowane pociskami o średnicy 7-8 mm. i na 
skutek których nastąpiła śmierć obydwóch wyżej 
wymienionych. Oględziny zaś broni odebranej oskar- 
żonemu Muraszce zaraz że po strzałach w wagonie. 
jako też dwóch łusek i jednej kuli znalezionej tam-
		

/JM0111.djvu

			- 110- 


że stwierdziły, że rewolwer, z którego podsądny 
Muraszko strzelał jest kalibru 7,5 mm., a wymie- 
nione wyżej łuski i kule tegoż samego kalibru, 
przyczem łuski mają wgłębienie w płonce zapalni- 
ka, spowodowane od uderzenia iglicą rewolweru, 
czyli że były wystrzelone. 
Powyższe dane w zupełności utwierdziły Sąd 
w przekonaniu, że dwa strzały rewolwerowe, k\ó- 
remi zostali zabici W. Bagiński i A. Wieczorkie- 
wicz, były dane przez oskarżonego Józefa Mu- 
raszkę. 
3. Wszyscy świadkowie, badani na okolicz- 
ność samego momentu dania strzałów przez oskar- 
żonego Muraszkę do więźniów, zgodnie twierdzą: 
że mniej więcej na 5-6 kilometrze od Stołpców 
w wagonie padły dwa szybkie jeden za drugim na- 
stępujące strzały; z jaką błyskawiczną szybkością 
musiały być dane te strzały, świadczy okoliczność, 
że żaden ze świadków nie zauważył momentu, kie- 
dy oskarżony wyjął z kieszeni rewolwer i celował 
do więźniów, a przecie było to w wagonie prawie 
zapełnionym przez znajdujących się tam kilkanaście 
osób, jak stwierdzają świadkowie Zajączkowski 
i Planer. 
Fakt ten jaskrawo świadczy o tern, że 
strzały były dane przez oskarżonego Muraszkę 
do więźniów Wieczorkiewicza i Bagińskiego odru- 
chowo, impulsywnie, w momentach prawie nie- 
uchwytnych dla oka ludzkiego. Potwierdza to 
i okoliczność, że oskarżony siedział prawie obok 
świadka Szyszkiewicza Jana, który musiałby zauwa-
		

/JM0112.djvu

			- 111 - 


żyć ten moment. a jednakowoż mOWl, że widział 
tylko, jak oskarżony wstał i nagle wybuchnęły dwa 
strzały, świadek podniósł się i zobaczył Bagińskie- 
go padającego twarzą na podłogę i Wieczorkiewi- 
cza osuwającego się również w dół. 
4. Natomiast wszyscy obecni przy tym fakcie 
świadkowie szczegółowo opisują wygląd i stan 
oskarżonego natychmiast po strzałach: świadek Za- 
jączkowski mówi. że w trakcie jazdy usłyszał dwa 
szybkie trzaski i w tejże chwili podszedł do niego 
Muraszko, trzymając w dłoni rewolwer i powiedział: 
..zabiłem dwóch zdrajców. proszę mnie aresztować". 
a gdy świadek wytknął mu, że czynem swym zro- 
bił więcej szkody, niż korzyści Polsce, oskarżony 
odpowiedział: ..dajcie mi rewolwer. ja się sam za- 
strzelę". przyczem oskarżony cały drżał i był silnie 
zdenerwowany; okoliczności te potwierdza świadek 
Sobliński. a świadek Planer podkreśla. że oskarżo- 
nemu po strzałach drżała warga, świadek Kulikow- 
ski mówi, że natychmiast po strzałach podniósł się 
z ławki i ujrzał obu więźniąw rannych, a przed ni- 
mi stał oskarżony i coś mówił, że ..woli sam zgi- 
nąć, niż ma zginąć armja". przy tern robił wrażenie 
człowieka o umyśle zamroczonym, świadek Le- 
wandowski zeznaje. że podsądny Muraszko zaraz 
po strzałach pozwolił się zaaresztować i sam oddał 
broń. 
Wychodząc ze stanowiska, że po nagłych 
i nieoczekiwanych strzałach osoby. znajdujące się 
przy tern, bezwzględnie pierwszą swą uwagę zwró- 
ciły na tego, kto je spowodował. czyli w danym 
wypadku na podsądne
o Muraszkę, że to wraŻenie.
		

/JM0113.djvu

			- 112 - 


które ten ostatni wywarł na nich w chwili tej naj- 
większego natężenia, musiała na długo pozostać u nich 
w pamięci - przeto Sąd szczególną uwagę kładzie 
na zeznania świadków, dotyczące tego momentu 
i biorąc je, jako całokształt, upatruje w nich ze M 
wnętrzne przejawy przeżyć psychicznych oskarżo- 
nego Muraszki przy popełnieniu czynu przestępne- 
go i dochodzi do przekonania, iż w momencie 
tym dania strzałów do więźniów Bagińskiego 
i Wieczorkiewicza podsądny Muraszko miał świa- 
domość zamroczoną i był w stanie silnego wzbu- 
rzenia duchowego. 
Nawiązując zaś tę konkluzję do poprzednio 
już ustalonej, że oskarżony strzelał impulsywnie, 
odruchowo-Sąd ma przed sobą dwa niezbędne czyn- 
niki, warunkujące stan afektu przy wykonaniu czynu 
przestępnego przez oskarżonego Muraszkę, a mia- 
nowicie: zaćmienie świadomości i wymknięcie się 
z pod jej kontroli procesów uczuciowo-ruchowych 
podsądnego, u którego one w tym momencie przYM 
brały formę największej siły i natężenia. 
5. Przechodząc następnie do kwestji zamiaru 
przestępnego u podi1ądnego Muraszki, Sąd na 
podstawie szeregu dokumentów, oględziny których 
zostały odczytane na rozprawie sądowej, jako też 
zeznań świadków, dotyczących warunków, w jakich 
podsądny znajdował się przed popełnieniem czynu 
zabójstwa, ustala, iż postanowienie Rady Ministrów 
co do wymiany więżniów Bagińskiego i Wieczor- 
kiewicza zapadło dnia 11 marca r. b., zaś prezes 
Kulikowski otrzymał zlecenie o dokonaniu wymiany 
dopiero dnia 18 marca r. b., przy czem zachowana 
była ścisła poufność tego faktu. Świadek Zającz-
		

/JM0114.djvu

			, 


- 113 


kowski, starosta Stołpecki, który, ze swego stano- 
wiska urzędowego, musiał pierwszy w Stołpcach 
otrzymać tę wiadomość - otrzymał ją dopiero 
w dniu 28 marca r. b., kiedy to przyjechał tamże 
sekretarz prezesa Kulikowskiego świadek Kicki. 
Z całego szeregu zaświadczeń służbowych widać, 
lZ oskarżony w czasie od 18 marca r. b. do 29 
marca r. b., t. j. do dnia popełnienia przestępstwa 
był w ciągłych r07jazdach służbowych: w Iwieńcu, 
w W ołnie, w Rubieżewicach, w Atalezie i następ- 
nie w Kuczkunach; na przewodzie sądowym nie 
został ustalony jakikolwiek kontakt oskarżonego 
z osobami trzeciemi, z któremi mógłby uplanować 
zamach na Bagiń!lkiego i Wieczorkiewicza, lub 
czynił jakie przygotowania do tego. W dniu zaś 
28 marca r. b. świadek Jan Szyszkiewicz o godzi- 
nie 6 rano odwiózł oskarżonego do wsi Kuczkuny 
i tam go pozostawił, z podsądnym byli świadko wie 
Zaręba i Cytryński, którzy zeznali, iż cały czas 
w Kuczkunach byli razem z Józefem Muraszką na 
wywiadach w celu ujęcia bandytów. Spędzili z nim 
całą noc z dnia 28 marca na 29 marca r. b. i żad- 
nej rozmowy co do Bagińskiego i Wieczorkiewicza 
pomiędzy nimi a oskarżonym nie było, ponieważ 
nikt z nich nie wiedział o mającej być w dniu 29 
marca r. b. wymianie, że wYjeżdzając z Kuczkun
 
oskarżony Muraszko dawał zarządzenia,. dotyczące 
przygotowań na jutrzejszy wywiad: nawet kazał 
złapać jakiegoś psa, który tej nocy przeszkadzał 
im na wywiadzie, by ułatwić tern wywiad na na- 
stępny dzień, że do Stołpców wyjechali z Kuczkun 
dnia 29 marca r. b. o godzinie 8 rano, jechali pra- 
wie stępa, ponieważ droga była bardzo zepsuta, 
8 


. 


.
		

/JM0115.djvu

			- 114- 


a odległość od Kuczkun do Stołpców wynosi 12 
kilometrów. że do Stołpców przyjechali w tenże 
dzień pomiędzy godziną 11 a 12, przyczem oskar- 
żony Muraszko udał się wprost z drogi do Kom. 
P. P. i tam, jak zeznaje świadek Cytryński. zosta- 
wił dwa granaty ręczne; w Kom. Policji od świad- 
ka Szyszkiewicza Muraszko pierwszy raz dowiadu- 
je się 
 mającej nastąpić w tym dniu wymianie 
Bagińskiego i Wieczorkiewicza i prosi go wziąć ze 
sobą na stację. na co ostatni zgodził się; tuż w Ko- 
mendzie Policji Muraszko spotyka się ze swym 
znajomym funkcjonarjuszem ekspozytury śledczej 
w Baranowiczach świadkiem Edwardem Myszkow- 
skim. przy którym właśnie zostawia w Komendzie 
dwa granaty i proponuje mu pojechać na stację. 
zobaczyć więżniów tembardziej, że za godzi- 
nę miało odchodzić tam auto; wraz ze świad- 
kiem Myszkowskim. aspirantem Szyszkiewiczem. 
oficerami z K. O. P. i innymi urzędnikami 
Muraszko odjechał na stację. tam podsądny po- 
prosił świadka Myszkowskiego, o jeden złoty. ponie- 
waż. jak mówił, jeszcze nic nie jadł od rana. Razem 
z nim zaszedł do bufetu na dworcu. gdzie rozma- 
wiali o mającej być wymianie; w trakcie tym nad- 
szedł pociąg z więźniami i świadek Myszkowski 
z oskarżonym Muraszką widzieli. jak Bagiński i Wie- 
czorkiewicz przechodzili do posterunku Policji na 
dworcu. a nawet byli w samym posterunku. Prze- 
chadzając się na peronie. oskarżony Muraszko 
opawiadał Myszkowskiemu. w jaki sposób odby- 
wają się wymiany, przy tern zagwizdał melodję 
internacjonału tu pierwszy raz zaproponował
		

/JM0116.djvu

			- 115 


świadkowi Myszkowskiemu jechać na granicę zo- 
baczyć. jak ta wymiana si
 odbędzie; świadek ten 
stwierdza. że podsądny cały czas był spokojny 
i nie widać było po nim jakiejś ukrytej myśli, 
świadek nie zgodził się jechać ze względów służbo- 
wych, pożegnał go i, idąc z dworca, słyszał już gwi- 
zdek odchodzącego pociągu. 
Analizując te zeznania. Sąd zauważa po pier- 
wsze tę okoliczność. że oskarżony Muraszko cały 
czas od godziny 6 rano dnia 28 marca r. b. aż do 
odejścia prawie pociągu z więźniami. jest jakby pod 
obserwacją różnych osób. przyczem przejście od 
obcowania ze świadkami Cytryńskim i Zarębą do 
styczności ze świadkiem Szyszkiewiczem i następ- 
nie Myszkowskim. następuje bez żadnych przerw, 
z drugiej zaś - że w rozmowie z Szyszkiewiczem 
i Myszkowskim oskarżony Muraszko nic nie mOWI 
o zamiarze jazdy na granicę wraz z więźniami. 
mówi tylko o ..stacji" i że całe postępowanie 
oskarżonego w dniu krytycznym od Czasu przyja- 
zdu do Stołpców nosi charakter przypadkowości. 
a nastroje zmieniają się u niego pod wpływem 
chwili; Sąd wyprowadza stąd konkretny wniosek, 
iż do tego momentu, w którym oskarżony zobaczył 
Bagińskiego i Wieczorkiewicza w wagonie podczas 
jazdy. żadna okoliczność nie wskazuje na to. by 
oskarżony miał jakikolwiek uprzednio uplanowany 
zamiar dokonania zabójstwa Wieczorkiewicza i Ba- 
giilskiego. tembardziej, że, o ileby podsądny działał 
z uprzednio uplanowanym zamiarem dokonania te- 
'go czynu - miał tyle okazji do zrealizowania go 
w sposób łatwiejszy i pewniejszy: na posterunku
		

/JM0117.djvu

			- 116 - 


policji, na dworcu, na peronie, przy wprowadzeniu: 
więźniów do wagonu, a że był na to czas i spo. 
sobność, świadczy fakt próby sfotografowania więź- 
niów na peronie, stwierdzony zeznaniem świadka 
Sochmanowicza Adama. 
Fakty te w związku z całokształtem okolicz- 
noici sprawy przekonywują S"d, iż czynu zabój- 
stwa W. Bagińskiego i A. Wieczorkiewicza oskar- 
żony Muraszko dokonał samorzutnie, bez uprzed- 
niego porozumienia się z osobami trzeciemi i bez: 
poprzednio uplanowanego zamiaru dokonania te- 
go czynu, czyli, że Sąd wyklucza możliwość istnie- 
nia spisku, jako też premedytacji w postępowaniu 
podsądnego Muraszki przy wykonaniu czynu za-o 
bójstwa Wieczorkiewicza i Bagińskiego. 
6. W obec tych danych Sąd oparł swój wnio-- 
sek o.
 winie podsądnego Muraszki między innemi 
dowodami i na badaniu struktury psychicznej pod- 
sądnego na tle całokształtu okoliczności sprawy za- 
pośrednictwem ekspertów - biegłych doktora Ry- 
chlińskiego i F alkowskiego, jako też zeznań świad- 
ków-osób bliżej znających podsądnego, jako czło- 
wieka, obywatela i urzędnika, przyczem biegli stwier- 
dzili, źe pod względem psychicznym oskarżony' 
Muraszko jest osobnikiem, który nie cierpi na żadną 
chorobę umysłową, lecz przedstawia dużo braków- 
w sferze rozumowej. Zauważa się w nim przewaga 
procesów uczuciowych, które po połączeniu z nad- 
mierną pobudliwością wymykają się u oskarżonego- 
z pod kontroli świadomości, że jest skłonny do- 
czynów niekontrolowanych przez intelekt, łatwo ul
 
ga bodźcom zewnętrznym, organizm jego silnie
		

/JM0118.djvu

			- 117 - 


wyładowuje się podczas wybuchów, poczem nastę
 
.puje depresja, że podsądny jest naturą egocentry
 
-czną - przewartościowuje swoje ja, że jest czło- 
wiekiem mniej wartościowym pod względem psy- 
chicznym, że u ludzi tego rodzaju względy idejowe 
Lasł'lIliają naturę moralną czynu występnego, że 
podsądny Muraszko skłonny jest do wielkiej niena- 
wiści, a zarazem do wielkiej miłości, że w czynach 
ludzi tego rodzaju, co podsądny Muraszko, może 
być zaobserwowany afekt i, że takiemu człowieko
 
wi, jak podsądny, trudnoby było przejść przez ży- 
.cie bez jakiej katastrofy. Cechy te zaobserwowane 
u podsądnego przez biegłych psychjatrów znalazły 
-swe potwierdzenie w zeznaniach świadków co do 
-życia podsądnego przed popełnieniem przestępstwa, 
'8 mianowicie: świadek Szyszkiewicz mówi, że pod- 
sądny Muraszk'O jest człowiekiem gwałtownym, 
lecz policjantem sumiennnym, świadek Borowski 
'llważa podsądnego za bardzo nerwowego i mówi, 
że nazywali go powszechnie pół warjatem, świadek 
Myszkowski potwierdza to, zaznaczając, że podsąd
 
ny Muraszko był wielkim patrjotą, świadek Wacław 
Henrych, że podsądnego zna, jako człowieka po- 
pędliwego, bezwzględnego na służbie i wielkiego 
patrjotę, świadek Kozielewski, potwierdzając to, 
dodaje, że były dwa wypadki, gdy podsądny Mu- 
.raszko chciał popełnić samobójstwo, skutkiem udzie- 
lonej mu przez świadka, jako przełożonego, nie- 
słusznej nagany, że podsądny bardzo gorliwie od- 
dawał się pracy w ściganiu bandytów, przytem nie
 
nawidził bolszewików, nie należał do żadnej partji 
.i cały jego świ
topogląd polityczny streszczał się
		

/JM0119.djvu

			- 118- 


w tern) .ie "kochał Polskę - nienawidził bolszewi- 
ków", był natury despotycznej i lubił narzucać 
swą wolę innym. Świadek Grefner zeznaje, że sły- 
szał, iż oskarżony i jego żona bardzo dużo ucier- 
pieli od bolszewików, i że zaobserwował u podsąd- 
nego wielką zaciętość w stosunku do tych ostatnich
 
z odczytanego zaś na rozprawie zeznania świadka 
Kasprzyckiego uwidoczniają się te same specyficzne 
cechy podsądnego: nadmierna uczuciowość. gwał- 
towność czynów, brak krytycyzmu, zaćmienie świa- 
domości przy rozważaniu słuszności i celowości je- 
go działań, w momentach złości posunięte aż do 
przejawu warjacji, gdy coś wtedy staje na przekór 
jego chęci, z drugiej zaś strony patrjotyzm wyidea- 
lizowany, posunięty aż do gotowości pozbawienia 
siebie życia w służbie dla Ojczyzny, cechy te psy- 
chiki podsądnego Muraszki przechodzą czerwoną 
linją w zeznaniach wszystkich świadków. 
Reasumując zaś te dane, Sąd konstatuje 
u podsądnego Muraszki istnienie wszystkich skła- 
dników psychicznych. warunkujących stan podmio- 
towy przestępcy, podczas powzięcia zamiaru prze- 
stępnego i jego wykonania w stanie afektu. 
7. Co zaś się tyczy okoliczności zewnętrznych, 
które wyprowadziły podsądnego Muraszkę z równo- 
wagi duchowej, czyli przyczyn. .które wywołały 
u niego afekt, a pod jego wpływem powzięcie 
zamiaru i dokonanie zabójstwa Wieczorkiewicza 
i Bagińskiego, Sąd już z wyżej przytoczonych ze- 
znań świadków konstatuje, że oskarżony najwięcej 
był drażliwy na punkcie miłości do Ojczyzny i nie- 
nawiści do bolszewików, czytywał dużo dzienników, 
między innemi "Słowo Wileńskie" i Kurjer ..Poran-
		

/JM0120.djvu

			-119- 
. 


ny", gdzie ostro krytykowano Rząd Polski w kwe- 
stji wymiany zakładników, a szczególnie wydania 
sowietom Bagińskiego i Wieczorkiewicza. Mając 
zaś wyżej ustalony podkład psychiczny, podsądny 
Muraszko nieoczekiwanie staje nagle przed tymi, 
których uważał za największych w Polsce zbrod- 
niarzy i zdrajców, którzy za kilka godzin mają 
zatryumfować bezkarnie na wolności, sam zaś pod- 
sądny, poświęcając większą część swego życia na 
usługi dla Ojczyzny, walcząc i tępiąc stale wrogie 
jej elementy w warunkach nader ciężkich, stoi tu 
przed nimi wyczerpany, przemoknięty i głodny, 
a przedtem jeszcze słyszy na dworcu wrogie 
okrzyki ze strony zebranej publiczności; pod adre- 
sem więżniów padają wyrazy "zdrajcy", a nawet, jak 
zeznaje świadek Myszkowski, ktoś zapytywał kon- 
duktora, prowadzącego pociąg z więźniami z Białe- 
gostoku: "Dlaczego nie spowodował wykolejenia 
się pociągu?" że tuż chodziła wersja. że więźniowie, 
rozmawiając w drodze, przyznali się do dokonania 
zamachu na Cytadelę i uniwersytet w Warszawie- 
wszystko to znalazło bardzo podatny grunt w na- 
stroju psychicznym podsądnego Muraszki. Sie- 
dząc w wagonie naprzeciwko Bagińskiego i Wie- 
czorkiewicza, przypatruje się im i stopniowo traci 
świadomość, już biorą górę u niego procesy uczu- 
ciowo-ruchowe, opanowuje go afekt, podsycany 
fanatyzmem politycznym, podsądny chce schwycić 
za głowy więźniów i uderzyć jedna o drugą, by po- 
niżyć ich, lecz na przeszkodzie jego chęciom staje 
kordon policji i to właśnie było momentem, w któ- 
rym u podsądnego Muraszki nastąpiło zamroczenie 
umysłu i wybuch przez danie strzału do W. Ba-
		

/JM0121.djvu

			- 120 - 


gińskiego i A. Wieczorkiewicza. Sąd w zupełności 
daje wiarę zezna
iom oskarżonego Muraszki, do- 
tyczącym jego przeżyć w tym momencie, i docho- 
dzi do wniosku, że dopiero w tej chwili pod 
wpływem silnego wzruszenia duchowego powstał 
u oskarżonego Muraszki zamiar zabójstwa Wie- 
czorkiewicza i Bagińskiego, który pod wpływem 
tegoż wzruszenia i zrealizował, dając natychmiast 
odruchowo dwa strzały w stronę więźniów. 
8. Mając na względzie powyższe dane, jako 
też całokształt całości sprawy. Sąd uznaje oskarżo- 
nego Józefa Muraszkę winnym zabójstwa dwoma 
strzałami rewolwerowemi więżniów Walerego Ba- 
gińskiego i Antoniego Wieczorkiewicza. zamierzo- 
nego i dokonanego pod wpływem silnego wzrusze- 
nia duchowego, czyli przestępstw. przewidzianych 
wart. 458 cz 1 k. k. 
9. Za czyny powyższe prawo wart. 458 
cz 1 k. k. zagraża sankcją karną od 4 do 8 lat 
ciężkiego więzienia. przeto przechodząc do kwestji 
wymiaru kary podsądnemu Muraszce, Sąd, biorąc 
pod uwagę: że w danym wypadku ma przed sobą 
podsądnego. całe poprzednie życie którego przed- 
stawia się. w stwierdzeniu przez świadków ks. Anto- 
niego Kuklewicza. Kasprzyckiego, Kozielewakiego. 
jako ciągła ofiarna i wierna służba Państwu i spo- 
łeczeństwu polskiemu. że za służbę tę, według 
zeznania świadka Kasprzyckiego. podsądny Mu- 
raszko był przedstawiony nawet do odznaczenia go 
krzyżem "Oclrodzenia Polski" i, jedynie !- przyczyn 
od podsądnego Muraszki niezależnych. nie został 
krzyżem tym udekorowany, że pobudką, czynu pod- 
sądnego Muraszki nie były egoistyczne interesy,
		

/JM0122.djvu

			- 121 - 


nawet nie zemsta osobista do bolszewików za 
wszystko. co wycierpiał od nich podsądny i jego 
rodzina, a jedynie tylko fanatyzm polityczny i go- 
rąca miłość do Ojczyzny. potwierdzeniem czego służą 
pierwsze słowa podsądnego Muraszki. wypowiedziane 
natychmiast po daniu strzałów "zabiłem zdrajców", 
a także chęć popełnienia samobójstwa zaraz. 
gdy dowiedział się od świadka starosty Zajączko- 
wskiego. że czynem swym przyczynił szkodę Państwu 
Polskiemu. że mając już w swej strukturze psychi- 
cznej braki w sferze rozumowej, co do poddania 
zdrowemu krytycyzmowi celowości i słuszności 
swych czynów. jako natura mniej wartościowa pod 
względem psychicznym, nie mógł w swym umyśle 
podnieść się. aż do stopnia zrozumienia bardziej 
łlUbtelnych rozumowań. co do racji stanu. że po- 
pełniając ten czyn przeciwny prawu, podsąclny Mu- 
raszko uważał siebie za bohatera i zbawcę Ojczy- 
zny od zdrajców i zbrodniarzy, a całem swem za- 
chowaniem się natychmiast po dokonaniu czynu, 
jak dobrowolnem oddaniem się w ręce władz są- 
dowych, dał dowód chęci poniesienia zasłużonej 
kary; Sąd uważa za okoliczności. zmniejszające 
winę podsądnego Muraszki wszystkie wyżej przy- 
toczone dane i, że oskarżony Muraszko zasługuje 
na względność, a przeto Sąd. stosując do podsądne- 
go przepisy art. 53 k. k. uznaje za słuszne wymie- 
rzyć mu za każde z dokonanych przez niego prze- 
stępstw karę zamknięcia w więzieniu (d. p.) na czas 
dwuch lat ze skutkami przewidzianymi wart. 30 i 34 
k. k., zaliczając mu na poczet tej kary 6 miesięcy 
aresztu prewencyjnego, którą to karę w myśl art. 
60 K. K. wymierzyć mu i jako karę łączną.
		

/JM0123.djvu

			- 122- 


Niezależnie od tego, w myśl art. 776. 976 i 999 
U. P.. K. oraz przepisów o kosztach sądowych. Sąd 
postanawia: pobrać od Józefa Muraszki 80 złotych' 
opłat sądowych. oraz koszta sądowe, które w razIe 
jego niewypłacalności zaliczyć na rachunek Skarbu 
Państwa. 
10. Zwracając się do rozpoznania sprawy 
w kwestji powództw cywilnych. zgłoszonych przez 
pełnomocników wdów po zabitych Wieczorkiewi- 
czu i Bagińskim. Bożenny Bagińskiej i Zofji Wie- 
czorkiewiczowej i mając na względzie. że powódki 
wniosły do Sądu dwa powództwa cywilne, prosząc 
o zasądzenie na ich rzecz od oskarżonego Muraszki. 
z pierwszego powództwa po pięć tysięcy złotych 
dla każdej. z tytułu poniesionych strat moralnych 
i drugiego po dwa tysiące czterysta złotych dla 
każdej za szkody materjalne. twierdząc. że zabici 
mężowie utrzymywali je własną pracą. Sąd Okrę- 
gowy znajduje. że pierwsze powództwo zredukowa- 
ne przez pełnomocnika powódek na rozprawie są- 
dowej do jednego złotego. oczywiście miało na 
celu tylko danie powódkom prawa uczęstniczenia 
w procesie w charakterze stron. a ponieważ obo- 
wiązujące prawo nie przewiduje wogóle przeracho- 
wania szkód moralnych na ekwiwalent pieniężny. 
przeto powództwo to dla braku podstaw prawnych 
podlega oddaleniu. Co się tyczy drugiego powództwa 
odszkodowania za straty materjalne, to jakkolwiek 
w myśl art. 644 Z.R.P. (tom X cz. 1) winny prze- 
stępstwa obowiązany jest wynagrodzić wszelkie spo- 
wodowane jego czynem szkody. jednak ta ogólna 
zasada może być stosowana tylko przy zachowaniu
		

/JM0124.djvu

			- 123- 


warunków, przewidzianych wart. 657 Zb. Pr., a mia- 
nowicie. jeżeli zabity utrzymywał swoją rodzinę włas- 
ną pracą, jeżeli wchodzące w skład tej rodziny oso- 
by. albo wcale nie posiadały środków do życia, albo 
środki te są niewystarczające; przytem Sąd. określając 
sumę odszkodowania, obowiązany jest mieć na wzglę- 
dzie stan materialny jak winnego. tak i poszkodo- 
wanego. Stosując wymienione zasady do powódek 
cywilnych. Sąd Okręgowy znajduje, że w sprawie 
niema dowodów. że zabici Bagiński i Wieczorkie- 
wicz utrzymywali swoje żony własną pracą i. że 
powódki nie posiadają własnych środków do życia. 
lub. 
 że środki te są niewystarczające; przeciwnie. 
z zeznań świadka Wilhelma Kulikowskiego należy 
przyjść do wniosku, że powódki mają zapewnione 
środki do życia. gdyż powódki odmówiły przyjęcia 
proponowanych im przez świadka posad. oświadcza- 
jąc, że w Rosji Sowieckiej środki do życia będą 
miały fzapewnione i bez porównania większe. niż 
proponowano im w kraju. Z drugiej strony oskarżo- 
ny Muraszko. jak widać z akt sprawy ma rodzinę. 
składającą się z żony i małoletniej córki, utrzymy- 
wał się wyłącznie z gaży. pobieranej z urzędu przo' 
downika Pol. P ańst. w wysokości 150 zł. miesię- 
cznie. majątek zaś jego pozostał w Rosji Sowieckiej. 
Z tych względów i powództwo cywilne o stra- 
ty materjalne w przekona
iu Sądu na uwzględnienie 
nie zasługuje i należy je oddalić. 
Wychodząc z tych zasad, Sąd Okręgowy na 
mocy art. 771 ust. 3. 776, 976 i 999 U. P. K. art. 
53. 54. 60. 458 cz. I k. k.. przep. o kosztach sądo- 
wych. oraz art. 644 i 654 Zb. Pr.
		

/JM0125.djvu

			- 124 - 


POSTANAWIA: 


mies"l.Kanc.a n\iasta l eo\iua, stayostwa AugustowsKie- 
go, W oj ew. Białostockiego, józefa, syna józefa 
.Muraszkę, lat 29 zamknąć w więzieniu (D. P.) na 
przeciąg dwóch (2) lat ze skutkami, przewidzianymi 
wart. 30 i 34 kk., i z zaliczeniem mu na poczet 
tej kary sześciu miesięcy aresztu prewencyjnego, po- 
brać od józefa Muraszki 80 złotych opłat sądowych, 
.oraz koszta sądowe, które w razie jego niewypła- 
calności przyjąć na rachunek Skarbu. Powództwo 
.cywilne Bożenny Bagińskiej i Zofji Wieczorkiewi- 
czowej oddalić. 


Obecny przy odczytaniu wyroku motywowanego oskar- 
'zony Muraszko oświaA:łczył niezwłocznie. że zrzeka się apelacji 
i prosi o skierowanie wyroku do wykonania. Okazało się to jednak 
niemożIiwem, gdyż Urząd Prokuratorski założył skargę apela- 
cYJną, domagając się ponownego rozpoznania sprawy i wymie- 
.rzenia oskarżonemu kary znacznie surowszej. Żądanie swoje 
Urząd Prokuratorski uzasadniał szczególną wagą popełnioneKo 
'przez Muraszkę czynu. 
Sprawa znalazła się na wokandzie S,du Apelacyjnego 
w Wilnie w dniu 20 lutego 1926 roku. Skład Sądu stanowili 
sędziowie: Sawicki, Bąckiewicz i Dmochowski. Oskarżał pod- 
prokurator Kaduszkiewicz, bronił adwokat Niedzielski. 


Po rozpatrzeniu sprawy, wysłuchaniu głosów stron i krót- 
kiej naradzie, S.d Apelacyjny ferował wyrok, moc. kt6r..o 
wyrok Sądu Okręgowego zOBtal zatwierdzony w cale; rOJr;- 
.:i"glo'ci.
		

/JM0126.djvu

			s P I S R Z E C Z Y. 


Od Wydawcy 
Przebieg procesu 
Akt oskarżenia . 
Wyjaśnienia Muraszki 
Zeznania świadków 


str
 


5 
7 
C} 
13 
16 ______ 
45 
46- 
50 
62 
80 
106, 
124 


Opinje biegłych 
Mowa podprokuratora Kaduszkiewicza 
Mowa prokuratora Rudnickiego . 
Mowa adwokata Niedzielskiego 
Mowa adwokata Szurleja 
Wyrok Sądu Okręgowego 
Zakończenie procesu 


,;-{I:1:.ĄO;;-.... 

,., ..,..

 
'" _ re.; , 
ft 6 1 3t1C'1f..Kr. 
 

 
\';)l:H-U t" } 
Z rf;"W
 
 

 I nftr.\ '" 

 " 'I).ł...o'ISTIV" . -' 
I 
_
," I." ...
:,- 
':',;... . 

. 
.....
if



 .
		

/JM0127.djvu

			J A T !;"II 
wI 

 ...-' 


-
		

/JM0128.djvu

			I tr OPI\AWA 
ROLNICZEJ DRUKARNI 
I i
SIf;GARNI NA
ŁAD 
r pSt;
O:::r<, 
( 5EWMI
LŻYNStf.l£G,O:r
		

/JM0129.djvu

			BIBLIOTEKA WYDZIAŁU 
PRAWA I ADMINISTRACJI 


DAM I 1 3 8 1 4 
 L I 


Biblioteka Wydziału 
prii
iliii
r 
RA065045