/00001.djvu

			ł 
 


PRZEGLĄD 
fILOZOfICZNY 


Założony przez Władysława Weryhę. 
Wydawa'llY przez Warszawskie Towarzystwo Filozoficzne 
z zasiłku Ministerstwa W. R. i O. P. 
Fun1duszIU Kultury Narodowej 
i Kasy im. J. Mianowskiego. 


Rocznik 36 
ZESZYT I i II 


ROZPRAWY: 
S. SCHAYER: Anityata. 
W. T AT ARKIEWICZ: Trzy et y/ci Arystotelesa. 
B. KIESZKOWSKI: Georgios Gemistos Pleton. 
T. GOSCICKI: Zagadnienie bezpośredniego poznania świata 
zewnętrznego. 
D. SZTE.TNBARG-. Zagadnienie indeterminizmu na terenie 
nauk humanistycznych. 
W. AUERBACH: O przypomnieniach. 
STUDJA KRYTYCZNE: 
Agostino Gemelli i filozofja neoscholastyczna, przez B. 
Rutlciewicza. 
Nowa metafizy/ca, przez W. Lutosławsldego. 
SPRAWOZDANIA: 
Sprawozdania z literatury zagranicznej i pols/ciej. 


WARSZAWA 1933 


CENA 7 ZŁ.
		

/00002.djvu

			TREść ZESZYTU: 


Str. 
3 
13 
26 


ROZPRAWY: 
STANISŁAW SCHAYER: Anityata 
WŁADYSŁAW TATARKIEWICZ: Trzy ctyki Arystotelesa 
BOHDAN KIESZKOWSKI: Georgios Gemistos Pletou 
TADEUSZ GOśCICKI: Zagadnienie bezpośredniego poznania świata ze- 
wnętrznego 
DINA SZTEJNBARG: Zagadnienie indeterminizmu na terenic nauk huma- 
- ni stycznych . 
WALTER AUERBACH: ° przypomnieniach 
STUDJA RRYTYCZNE: 
Agostino Gemelli i filozof ja ncosc.holaslyczna, 
przcz Bohdana Rutkicwicza 
N o wam e t a f i z y k a, przez Wincentego Lutosławskiego 
SPRAWOZDANIA Z LITERATURY OBCEJ: 
G. C a log e r o: "I fondamenti della logiea aristotelica". przez B. Ric- 
szkowsldego . 
R. J o l iv c t: "La philosophie ehretienne et la pensće contcmporaine", przez 
J. Siweckiego 
J. G. S i k e s: "Peter Ahailard", przez T. Grcellwooda 
L. G. L ć v y: "Ma'imonide", przcz B. Kieszlwwskicj(o 
"Hegel ncl eentenario elcna sua mortc", przez B. Rutldewieza 
D T s c h i ż (' w s kij: "Hej(cl bci den slavischen V5Ikcrn", l)rzez A. Zic- 
leńezyka 
M a i n e d e B i r a n: "Oeuvres", przez L. Chmaja 
A. V i a t t c: "Les sources occultes du romantisme", przez J. JIIosdorfa 
.T. D e l v o l v ć: "Reflexions sur la pensće comtienne", przez J. Mosdorfa 
E. B e l' t l' a m: "Nietzsche" i G. \V a l z: ..La vie de F Nietzsche d'apres 

a eorrespondancp", przez S. Osetowskll . 
F. R l' e .i (' i: "Filo
ofie poslednieh let pred valkou", przeZ P. H.-Laskowsldego 
T. B i I i ki" w i c z: "Die Embryologie im Zeitalter de:, Barock und des 
Rokol, ", prze E. Geblpwicza 
E. H o p p : "Hi tnire d )a physique", przez T. Greenwooela . 
1. r n') l rJ. i A. G u i II a u m e: "The legacy of Islam", przez T. Grccnwooda 
B ( u ł j., a k o f f: "L't.rtodoxie", przcz B. Kieszlwwskiego . 
.. p u)"... "Le-ii" Versuch cincr Thel.rie der Wahrhcit". pl'zez P. 
Lhojnacldegu 
F il a n t h ł- y: "Kate
 .remati ch( und synkate
orcmatische Ausdrilckc" 
przez .J. Kreczmara . 
G. R. S l o u t. "Mind uncI Matter". przez T. Grccnwooda . 
D u m a:,: "Nouveau traitć de psychologie". przez E. MarkinównC' 


51 


77 
10'7 


147 
156 


162 


lG3 
164 
164 
165 


WG 
167 
169 
169 


171 
172 


175 
176 
176 
176 


177 


179 
180' 
181 


SPRAWOZDANIA Z LITERATURY POLSKIEJ: 
E. B u ł h ak: "Dzieła Św. Dionizjusza Areopagity", przez S. Scligę i P Stygera 
S. H ł- S S P n: "Podstawy pedagogiki", przcz n. NawroczYI1skiego . 
B. R u t li i e w i c z: "Indywidualizacja, Ewolucja i Finalizm biologiczny", 
przez B. Sobocii1skiego '" ., 
B. S u c h o d o l s ki: "Ideały kultury a prlldy społeczne", przcz J. Rrcczmara 
"Rsięga Pamilltlwwa Polskicgo Towarzystwa Filozoficznego we Lwowie", 
przez E. Geblewicza 
A. p c r e t i a t k o w i c z i M. S o b e s ki: .:Współczcsna kultura polska, 
nauka - literatura - sztuka" . 


182 
183 


186 
187 


188 


19
 


Redaktor: Władysław Tatarkiewicz. 
Sekretarz Rcdakcji: Bolesław.SobociIiski. 
Admini
tracja przy ul. Piusa XI (dawniej Pięlma) 44 czynna jcst " ponicd7iałld 
od 2 do 3'.4 po poł., oraz w soboty od 4 do r:l/
 po południu. 
Prcnumerata roczna lO' zł. 
Konto w P. R. O. - 40'40'.
		

/00003.djvu

			PRZEGLĄD 
fILOZOFICZNY 


założony przez Władysława Weryhę 


W.ydawany przez 
WARSZA WSKIE TOW ATIZYSTWO FILOZOFIOZNE 


Rocznik XXXVI (1933) 



IJllII
 
"ijlmuiF' 


Dr. E
TILlAN OSTACnOWSKl 



"j,. 
 ... 1'%" 


WARSZAWA - 1933 
Redaktor: W l a d y s l a w T a t ark i e w i c z 
Sekretarz Redakcji: B o l e s ł a w S o b o c i ń s k i
		

/00004.djvu

			SPIS RZECZY 
zawartych w roczniku XXXVI (za rok 1933) 
"PRZEGLĄDU FILOZOFIOZNEGO". 


ROZPRAWY: 


Stanisław Schayer: Anityata 3, 224 
\Vładysław Tatarkiewicz: Trzy etyki Arystotelesa 13 
Bohdan Kieszkowski: Georgios Gemistos Pleton 26 
Tadeusz Gościcki: Zagadnienie bezpośredniego poznania świata zewnętrz- 
nego 51 
Dina 5ztejnbarg: Zagadnienie indeterminizmu na terenie nauk humani- 
stycznych 77 
Walter Auerbach: O przypomnieniach 107 
X. Piotr Chojnacki: Możliwości uwspółcześnienia filozofji tomistycznej 199 
Stanisław Ignacy Witkiewicz: Pojęcie istnienia i wynikające z niego po- 
jęcia i twierdzenia. 237 
St. Jerzy Agatstein: Filozof ja religji Haralda Hoffdinga 259 
Romana Winnicka: Zagadnienie uwielokrotnienia osobowości wobec dziel 
sztuk.i 305 
Roman Ingarden: Zagadnienie tożsamości dzieła muzycznego 320 
Henryk Eh:enberg: O różnicy między "pięknem" a "dobrem" 363 


STUDJA KRYTYCZNE: 


"Agostino Gemelli i filozof ja neoscholastyczna", przez B. R u t k i e- 
w i c z a 148 
"Nowa metafizyka", przez W. L u t o sł a w s k i e g o 155 
"U podstaw estetyki", przez IV1. Wall i s - Wal f i s z a 377 


SPRAWOZDANIA Z LITERATURY POLSKIEJ: 


E. Bułhak: "Dzieła św. Dionizyusza Areopagity", przez S. S e li g ę i P. 
S t y g e r a 182 
S. Hessen: "Podstawy pedagogiki", przez B. N a w r o c z y 11 S k i eg o 183 
B. Rutkiewicz: "Indywidualizacja, Ewolucja i Finalizm biologiczny", 
przez B. Sobocińskiego 186 
B. Suchodolski: "Ideały kultury a prądy społeczne", przez J. K r e c z- 
m a r a . 187 


, !:. 


'ł 1l , 
 
>\ f"."<' 

. 
 -:,J;. 
"" 
 '" '" 


r \I ł"I
		

/00005.djvu

			,,'K
ięga Pamiątkowa Polskiego Towarzystwa Filozoficznego we Lwowie", 
przez E. G e b l e w i c z a 188 
A. Peretiatkowiez i M. Sobeski: "Współczesna kultura polska, nauka - 
literatura - sztuka" 192 
X. K. Wais: "Kosmologja szczegółowa", przez B. S o b o c i ń s k i e g o 297 
B. Suehodolski: "Stanisław Brzozowski", przez T. G l' a b o w s k i e g o 300 
R. Ingarden: "Das literarische Kunstwerk", przez T. J. K l' o ń s k i e g o 387 
J. Wł. Dawid: "Psychologja religji", przez A. C h o j e c l{ i e g o 391 
S. Gośeieki: "Zagadnienia metafizyki", przez B. S o b o c i ił s k i e g o 394 
E. Ostaehowski: "Jan Baptysta van Helmont (1577 -1644) i jego fi- 
lozofja przyrody", przez B. S o b o c i ń s k i e g o 396 


SPRAWOZDANIA Z LITERATURY OBCEJ: 


G. Calogero: "I fondamenti delIa logica aristotelica" i "Einleitung zur 
Geschichte der antiken Logik", przez B. K i e s zko \V s k i e g o 162 
R. Jolivet: "La philosophie chretienne et la pensee contemporaine" przez 
J. S i we c k i e g o 163 
J. G. Sikes: ".Peter Abailard", przez T. G l' e en w o o d a 164 
L. G. Levy: "Maimonide", przez B. re i e s z k o w s k i e g o 164 
"Hegel nel centenario delIa sua morte", przez B. Rutki e w i c z a 165 
D. Tsehizewskij: "Hegel bei den slavischen Volkern", przez A. Z i e- 
leńczyka. 166 
".oeuvres de Maine de Biran accompagn€es de notes et d'appendices... 
par Pierre Tisserand", przez L. C h maj a 167 
A. Viaue: "Les sources occultes du romantisme, illuminisme-theosophie", 
przez J. 1.\1 o s d o r f a 169 
J. Delvolv';: "Reflexions sur la pensee comtienne", przez J. M o s d o r f a 169 
E. Bertram: "Nietzsche" i G. Walz: "La vie de Frederic Nietzsche d'apres 
sa correspondance", przez S. O s e t o w s k ą 171 
F. Krejci: "Filosofie poslednich let pred valkou", przez P. H u l k ę- 
L a s k o w s k i e g o 172 
T. Bilikiewicz: "Die Embryologie im Zeitalter des Barock und des Ro- 
coco", przez E. G e b l e w i c z a 175 
E. Hoppe: "Histoire de la Physique", przez T. G r e e w o o d a 176 
T. Arnold i A. Guillaume: "The legacy of Islam", przez T. G r e e n- 
w o o d a 176 
S. Boulgakoff: "L'ortodoxie", przez B. K i e s z k o w s k i e g o 176 
A. von Pauler: "Logik, versuch einer Theorie der Wahrheit", przez Ks. 
P. C h o j n a c k i e g o 177 
F. Manthey: "Kategorematische und Synkategorematische Ausdrlicke", 
przez J. K l' e c z m a l' a 179 
G. F. Stout: ,,-Mind and Matter", przez T. G l' e e n w o o d a 180 
G. Dumas: "Nouveau traite de psychologie", przez E. M a l' k i n ó w n ę 181 
A. Franek: "Dictionnaire des sciences philosophiques", przez W. Ś n i e- 
gockiego. 282 
J. M. Baldwin: "Dictionary of philosophy and psychology", przez H. 
H e f t m a n o w ą 282 
A. Bertrand: "Lexique de philosophie", przez oS. K l' U C z ka 283
		

/00006.djvu

			Duhislaw und Clauhel'"g: "Systematisches Worterbuch der Philosophie", 
przez M. H e f t m a n a 284 
R. Eislel'": "Worterbuch der philosophischel1 Degriffe historischqueIlen- 
miissig bearbeitet", przez M. J a g o d z i ń s k ą 285 
A. Lalande: "V ocabulaire technique et critique de la philosophie", przez 
S. Zawadzkiego 285 
R. Cal'Ilap: "Der logische Auibau der Welt", przez J. F. D l' e w n o w- 
skiego 287 
R. Schaerer: "E1t
G';1P"'i et 
śzv''i'', przez J. S i w e c k i e g o 289 
A. Becker: "Die Aristotelische Theorie der MoglichkeitsschIiisse", przez 
ks. J. S a I a m u c h ę 291 
"Sbornik mezinarodnich tomistickych konierenci w Praze 1932", przez 
ks. J. P a s t u s z k ę 294 
,IDes Hl. T/lOmas von Aqllino Untersuchungen liber die Wahrheit", przez 
Ks. J. Stepę 296 
S. von Dunin Borkowski S. J.: "Spinoza nach dreihundert Jahren", przez 
H. R u n d s t e i n a 298 
E. Dupreel: "Traite de morale", przez M. O s s o w s k ą 397 
M. Schlick: "Fragen der Ethik", przez M. O s s o w s k ą 401 
L. ViaIle: "Le dćsir du nćant", przez H. E l z e n b e l' g a 404 
L. ViaIle: "Dćtresses de Nietzsche", przez H. E l z e n b e l' g a 405 
E. Rideau: "Les rapports de la matiere et de l'esprit dans le bergsonisme" 
i "Le Dieu de Bergson", przez A. C h o j e c k i e g o 406 
A. Gleizes: "La forme et l'histoire", przez T. G l' e e n w o o d a 406 
S. Alexander: "Beauty and other forms of value", przez T. G l' e e n- 
w o o d a 407 
E. W. Barnes: "Sciel1tific theory and religion", przez T. G l' e e n w o o d a 407 
C. E. M. Joad: "Guide to modern thought", przez T. G l' e e n w o o d a 408 
J. Jeans: "The new background of science", przez T. G l' e e n w o o d a 408 
A. N. Whitehead: "Adventures of ideas", przez T. Gr e e n w o o d a 408 
D. Emmet: Whitehead's philosophy of organizm", przez T. G l' e e n- 
w o o d a 409 


POLEMIKA: 


Polemika między X. A. Krzesiliskim a T. Gościckim 


302 


KRONIKA: 


Ósmy Międzynarodowy Kongres Filozoficzny 


409
		

/00007.djvu

			PRZEGLĄD FILOZOFICZNY 


Dr. ElIILl A 
1 
· , 4.lY OST.A.CBOW81I
		

/00008.djvu

			. 
ił 
, 


" 


7. q, t:ł l
b4
		

/00009.djvu

			ST ANISŁAW SCRA YER 


A n i t Y a t 3. 


ZAGADNIENIE NIETRWAŁOśCI BYTU W FILOZOFJI 
BUDDYJSKIEJ. 


\V CZ
SCI picrwszcj zamierzam przcdstawić pokrótce tezy pi
cill najważnicj- 
szych szkół buddyjskich (Sarwastiwadinów'), Sautrantików. Therawadinów, 1\Ia- 
dhjamików i Jogaczarów); część druga przyniesie fragmenty traktatów buddyjskich 
w przekładzic wraz z przypisami. Pewnc za!!adnienia, zaznaczonc tylko pobieżnie 
w czcści pierwszej, wyjaśnionc zostanll bliżej w komentarzach do tekstów. Praca 
ninicjsza, jakkolwiek nie przeznaczona wyłllcznie dla specjalistów, zakłada ele- 
mentarnIl znajomość ogólnobuddyjskiej teorji dharm. Wystarczy w tym celu prze- 
czytać odpowiednie rozdziały w podręcznikach O. Straussa, Indische Philosophie, 
Monachjum 1925 lub R. Grousseta, Les Philosophies Indiennes, Paryż 1931. 


T E Z Y S Z KóŁ. 


1. Zagadnienie nietrwałości bytu (anityata) ma dla fiłozofji indyj- 
skiej znaczenie nie tylko spekulatywlno-teoretyczne, lecz ponad,to tak- 
że soterjologiczne, jako próba uzasadnienia i wytłumaczenia pesymi- 
stycznej tezy o bolesności i niewartości istnienia. Zależnie od szkół ten 
związek z problematyką soterjologiczną występuje mniej lub bardziej 
wyraźnie - w fiłozofji buddyjskiej jest on momentem wręcz domi- 
nującym. 
Punktem wyjścia pesymizmu indyjskiego jest refleksja, że 
"wszystko, co się narodziło, musi umrzeć". Nie jest to myśl s.pecjalnie 
buddyjska, raczej jedna z owych prawd ponadkonfesjonalnej, ogól- 


') Imiona i tytuły podaję \V transkrypcji polskiej, zgrubsza fonetycznej; termi- 
ny filozoficzne, zawsze w postaci sanskryckiej (nie palijskiej) , - w uproszczonej 
nieco ze względów technicznych transkrypcji naukowej: d, i, u- samogłoski długie; 
o,c-zawsze elługie; r samogłoskowe pomiędzy dwoma spółgłoskami-jak w cze- 
sldem smrt, ctvrty i t. d.; c=cz; j=dż; ii.=ń; y=j; v=w; sh=sz; kh, gh, 
th, c1h i t. d.' z wyraźnym przydech cm : k-h, g-h i t. d.
		

/00010.djvu

			4 


noindyjskiej mądrości ascetyc2!11ej, którą w coraz to nowych warjan- 
tach rozwijają zarówno kanony buddyjski i dżinijski, jak i Mahabha- 
rata i Ramajana, poezja gnomiczna i aforystyka. W tern ujęciu nie- 
trwałość świata polega na tern, że istnienie każdej rzeczy przebiega 
poprzez cztery fazy: narodzin, ,krótkiego okresu rozkwitu, potem sta- 
rości i wreszcie śmierci. Nietrwałość, o której jest tutaj mowa, spro- 
wadza się zatem, ściśle biorąc, do krótkotrwałości, do negacji wiecz- 
nego trwania, nie zaś trwania wogóle. Naj'starszą, znaną nam dotych- 
czas próbą systematycznego uzasadnienia 1) tak pojętej nietrwałości 
jest nauka sekty Sarwastiwadinów. Sekta ta, jeś,li wierzyć świadectwu 
Kathawatthu, istniała już za czasów Asioki (III wiek przed Chr.), 
w każdym razie nie je,st ani młodsza ani mniej ortodoksyjna od sekty 
cejlońskich Therawadinów. Głównem żródłem, z którego czerpiemy 
obecnie wiadomośd o Sarwastiwadinach, jest traktat Wasubandhu 
pod tytułem Abhidharmakosia 2). 


l. Główne tezy systematu Sarwastiwadinów. 


2. \Vszelka całość. dająca się rozkładać na części, jest fikcją, hi- 
postazą języka potocznego, bytem wyłącznie nominalnym (prajnapti- 
sat). Realne w sensie absolutnym (paramartha-sat) 'są tylko ostat- 
nie, nierozkładalne części. 
Wobec tego nie istnieją ani przedmioty (wóz, pięść, lutnia), ani 
w szczególności osoby (pudgala, sattva). Gdy mówimy "widzę to drze- 
wo", to jest to conajwyżej wygodna konwencja dla omówienia faktu 
współdziałania (samsarga, samnipitta) cząsteczek materj alistycznie po- 
jętego zmysłu widzenia (subtelnego blasku, który pokrywa atomy gał- 
Id ocznej) z elementami objektywnie widzianego (barw i kształtów) 
oraz momentami subjektywnej świadomości widzenia (cakslmr-in- 
driya = }'upa-prasada + rupa-ayatana + cakshur-vij'nana). Pomijając 
pewne niejasności w szczegółach tej teorji postrzeżenia, zwłaszcza jej 
stronę fizjologiczną, rozumiemy jej zasadniczą tendencję, zmierzającą 
do zastąpienia przez krytyczną analizę przeżywanej rzeczywistości ani- 
mistycznego obrazu duszy, uwięzionej w ciele i przez okna zmysłów 
nawiązującej kontakt z przedmiotami świata zewnętrznego. 


1) Najstarsza - na gruncie filozofji hu el dyj sldej. Nie poruszam tu kwestji, 
o ile zagadnienie to było już dyskutowane w systcmatach przedbuddyjskich, zwła- 
szcza w Samkhji. 
2) Data Wasubandhu nie jest ustalona dokładnie: mniej wiccej IV w. po Chr. 
O znaczeniu Abhidharmakosi por. St. Schayer, Ausgewahlte Kapitel aus der Pra- 
sąnnapadil, str. XII i n. (Prace I{omisji Orjentalistyczncj Nr. 14. Rraków 1931).
		

/00011.djvu

			5 


3. Rezultatem tej analizy jest ustalenie 75 kategoryj absolutnie 
prostych (prthak), a tern samem absolutnie realnych elementarnych 
bytów, zwanych dharmami 3). Każdy dharma niesie swój własny, in- 
dywidualny znak (sva-laksha.na-dhdrandd iłi dharmah), to zn. posia- 
da swoją odrębną, jedną i tylko jedną cechę, tak że w konsekwencji 
zmianie cechy towarzyszy zawsze zmiana substratu. 
4. Z tych 75 elementarnych substancyj, objętych generalnym ty- 
tułem "wszystko" (sarvam), 3 substancje: pusta przestrzeń 4) (dka- 
śa), wypełniaj ąca wszechświa t, ostateczne wygaśnięcie (nirvdna) 
i niewystępowanie skutków przy nieobecności przyczyn determinu- 
jących (apratisamkhyd-nirodha) są wieczne (nilya), nie manifestu- 
ją swych znaków w momentach i nie podlegają determinacji przy- 
czynowej. Wszystkie inne są nietrwałe (anilya), manifestują s'Woje 
znaki w momentach i podlegają determinacji przyczynowej, pojętej 
jako powstanie w zależności (pratitya-samutpdda): jeśili w momencie 
t manifestuje się dharma a, to w tym samym momencie t łub następ- 
nym t 1 manifestuje się dharma b. Element-przyczyna nie stwarza za- 
tem elementu-skutku, lecz determinuje tyłko jego manifestację w da- 
nym momencie. Dodać przy.tem należy, że na manifestację .każde- 
go znaku składa się działanie nie jednego, lecz wielu (zasadniczo 
wogóle wszy.stkich) dharm-determinantów. W tym sensie ,każdy ele- 
ment nietrwałej rzeczywistości empirycznej jest "determinantem dzia- 
łającym w zespole" = "kooperantem" (samskara) w odniesieniu do 
wszystkich innych dharm, które są "współdeterminowane"(samskrta), 
a jednocześnie jest sam dhar.mą współdeterminowanym w odniesieniu 
do wszystkich innych dharm, które są jego "determinantami". Stąd 
promiscuitas w użyciu terminów samskdra i samskrta przez autorów 
buddyjskich 5). 
Możliwość tezy "każdy dharma jest przyczyną wszystkich dharm" 
jest w szczegóLności umotywowana przez negatywną determinację 
(adhipati-pratyaya), według której góra nieobecna na morzu jest 
przyczy,ną żeglugi, bo jej nie przeszkadza. 
5. Na specjalne poukreślenie zasługuje typ determinacji przez 
jednoczesność (sahabhllhetutlJa), na zasadzie której pewne dharmy 


3) \V lib'raturze wedyjsko-bramińskiej dharma znaczy "świete prawo", 
,.obowiązek", "religja". To zllaczellie llie jest obce i buddyzmowi. Ale zllaczellie 
"element" llie daje się z tego starszego pojęcia dharmy wyprow'adzić. 
4) O zagadnieniu pustej przestrzelli por. Ausgewiihlte Kapitel, str. 3. 
5) Termin sams/rrta-dharma często tłumaczy sic w literaturze curopejskicj 
przez dharmy "złożonc". Jest to zasadniczy i elementarny błąd, słusznie llapiętno- 
wally przcz Roscllbcrga i Szczcrbatskiego.
		

/00012.djvu

			6 


a, b, c, d i t. d. wy,stępują zawsze razem z .pewnym dharml! n, tWorząc 
"grupę dharm zwh}zanych z n" jako ekwiwalent klasy elementów 
n-tych w realistycznem zrozumieniu. W tym i tylko w tym sensie mo- 
gą Sarwastiwadinowie pomimo absolutnej indywidualności dharrri 
wyodrębniać grupy homogeniczne o węższym lub szerszym zakresie. 
Odró:hnia się więc dharmy "psychiczne" (caitta) nie ze względu na nie- 
istniejącą wspólną cechę psychiczności, lecz ze względu na kooperację 
z elementem świadomości (citta) ; przez dharmy "materjalne" (rupa) 
rozumie się dharmy kooperujące z elementami materji zasadniczej 
(mahl1bh£zta) i t. d. W ten sposób należy też rozumieć ogólną charak- 
terystykę dharm wchodzących w potok życia jako nietrwałych, współ- 
determinowych i powstających w zależności. Są to wszystko peryfra- 
zy dla omówienia tego samego faktu, że wśród 72 kategoryj dharm 
niewiecznych znajdują się elementy, które kooperują stale i w każdej 
konfiguracji. Ich znakami są: "powstawanie" (jQti, zzlpada) , "trwa- 
nie" (sthiti), "mijanie" (v1/aga, jara) i "zniknięcie" (nirod/za). Jeśli 
więc konwencjonalnie mówi się, że każdy dharma rodzi się, to znaczy 
to, że z każdym dharmą Ikooperuje element powstania i to samo muta- 
tis mutandis o trwaniu dharmy, jego mijałniu i znikaniu. Stąd defi- 
nicja dharm determinowanych przez zespół kooperantów (samskrta) 
jako tych, z któremi kooperują wymienione elementy, względnie ich 
znaki. Od kooperacji z czterema znakami nietrwałości (samskrta- 
laks/zana) wolne są jedynie trzy elementy wieczne i niezdetermino- 
wane. 


6. Rolę i charakter uniwersalnych 1Jnaków nietrwałości określa- 
ją bliżej implikacje podstawowego dla systematu Sarwastiwadinów 
odróżnienia dhann-substra:tów (lakshga, svabhava) Dd dharm-zna- 
ków (lakshana). Przyjmuj ąc taką dwupłaszczyznowość rzeczywistości, 
zgodzimy się, że teza o nietrwałości dotyczyć może tylko 1Jnaków, a nie 
samych sutb!'itratów. Każdy dharma niesie swój L'Jnak jakgdyby ukryty 
sygnał i z chwilą gdy go zamanifestl;1je w momencie, traci go na zaw- 
sze, nie przestając nadal istnieć jako dharma nicczynny, wyładowa- 
ny i martwy. Nie można też mówić, że dharma rodzi się dopiero w mo- 
mencie aktualizacji znaku, jest on bowiem jako substrat odwieczny. 
Wyraża to scholastyczna formułka, że dharma "istnieje istniawszy" 
(bhutva bhavati). Znaczy to, że dharmy przyszłe są realne, zanim sta- 
ły się teraźniejsze i że dalej będą istnieć realnie, jako przeszłe, kiedy 
przestaną być teraź'lliejszemi. Innemi słowy, istnienie każdej rzeczy 
rozłożyć można na trzy fazy: odwieczną, nie zaczętą nigdy i lwńczącą 
się przyszłość; mającą i początek i koniec teraźniejszość; zaczynającą
		

/00013.djvu

			7 


się, ale wiecznie bez kOlica trwającą przeszłość. W każdej chwili na- 
rasta bezpowrotna przeszłość i ubywa niezrealizowana jeszcze przysz- 
łość. Stąd nowa peryfraza nietrwałości: nieustanne spadanie elemen- 
tów przyszłych poprzez teraźniejszość w otchłań przeszłości. Mówią 
w tym sensie Sarwastiwadinowie, że każdy dharma przebiega przez 
trzy "drogi" (adhvan) i w tym sensie interpretują kanoniczną formu- 
ł
, że "wszystko istnieje": wszy,stko = wszystl<.ie dharmy we wszyst- 
kich trzech czasach (sarvam asti = sarvada asti). Tak też rozumieją 
nazwę "Sarwastiwadin" (= ten, który twierdzi, że 'Wszystko istnieje). 
Twierdzenie, że cała przyszłość i przeszłość są realne, choć nie 
aktualne, jest jedną z naj ciekawszych tez filozofji indyjskiej. Sarwa- 
stiwadinowie probują uzasadnić ją zarówno cytatami z pism kanonicz- 
nych jak i argumentami racjonalnęmi, dowodząc, między inne mi, że 
gdyby zdarzenia przyszłe nie były realne, nie dałyby się wytłumaczyć 
akty psychiczne, jak np. oczekiwanie, gdyby zaś zdarzenia przeszłe 
miały absolutnie nie istnieć, nie mOŻJna byłoby zrozumieć aktów przy- 
pominania. 
7. \V zwi
!ZJku z teorją realności trzech czasów precyzują Sarwa- 
stiwadinowie rolę znaków nietrwałości: element powstania zmusza 
dharmę do przejścia z przyszłości do teraźniejszości, elementy mija- 
nia i znikania - do przejścia z teraźniejszości do przeszłości, element 
trwania pozwala dharmie działać przez chwilę. Uzmysławia to nastę- 
pujące porównanie: wędrowiec ukrył się w ciemnym lesie i trzech 
wrogów dybie na jego życie. Jeden wypędza go z ukrycia (= powsta- 
nie), drugi osłabia go (= mijanie, starość), trzeci pozbawia go życia 
(zniknięcie, zniszczenie). Powstaje kwest ja, jaka jest rola w tym 
przykładzie niewymienionego elementu trwania (sthiti)? Czy można 
powiedzieć, że element ten podtrzymuje wędrowca przy życiu i prze- 
ciwdziała trzem pozostałym? W takim razie trudno zaliczyć go do 
"znaków nietrwałości". Raczej należałoby uważać go za znak, przy- 
sługujący substancjom wiecznym, ale IJonieważ "wspólny znak" ozna- 
cza współdziałanie z odrębnym, ten znak niosącym elementem, musie- 
libyśmy w konsekwencji przyjąć, że substancje wieczne (eter, nirwa- 
na) są wbrew swojej definicji "zdeterminowane". Jest tu trudność, 
która niepokoiła Sarwastiwadinów, zmuszając do 'Wybiegów interpre- 
tacyjnych: istnieją pomimo świadectwa pewnych tekstów kanonicz- 
nych trzy, nie cztery zna;ki nietrwałości, albowiem ,termin sthiti-anya- 
thatva, uważany za ekwiwalent dwóch terminów: sthiti i anyathatva= 
jara, rozumieć należy nie jako złożenie kopulatywne (trwanie - zmien- 
ność), lecz jako złożenie determinatywne (zmienność w trwaniu = 
transformacja) .
		

/00014.djvu

			8 


8. Nie mniejsze trudnDści wyłaniają się w związku z zagadnieniem 
natury trzech, wzgl. czterech znaków nietrwałości. W myśl ,pDdstawD- 
wegD pDstulatu systemu Sarwastiwadinów każdej cesze nietrwałDści 
odpDwiadać musi Dddzielny dharma-su:hstrat. PDwstanie dharmy 
a rDzumieć zatem należy jakO' kDDperację dharmy a z dharmą PDW- 
sta'llia. A jeśli pDwstanie jest dharmą, w ,takim razie i jegO' DbecnDść 
tO' kDDperacja z Dddzielnym dharmą pDwstania. I dalej: dharma PDW- 
stania należy dO' dharm nietrwałych, tO' :lJll. kDDperuje pO' kDlei z dhar- 
mą pDwstania, dharmą trwania, dharmą mijania i dharmą znikania. 
W kDnsekwencji Dtrzymujemy kDDperację dharmy zasadniczegO' (mu- 
la-dharma) z czterema znakami nietrwałości (= cztery laks/łana) 
i z nieskDńczDną liczbą znaków dodatkDwych (amzlakshana): pDw'Sta- 
waniem pDwstawania, trwaniem pDwstawania, mijaniem pDwstawania, 
znikaniem pDwstawania, pDwstawaniem trwania i t. d. Nie widać rD- 
zumnegD .SpDSDbu wybrnięcia z tej absurdalnej sytuacji. Sarwastiwadi- 
lIlowie ratują się z niej, dekretując, że realne są Dprócz dharmy zasad- 
niczegO' cztery "znaki zasadnicze" (mula-lakshana) i cztery "znaki dD- 
datkDwe" (anulakshana): .pDwstanie pDwstania, trwanie trwania, mi- 
janie mijania i znikanie znikania. W'szystkie inne kDmbinacje są hipD- 
stazami. 


II. Krytyka Suzztrantików. 


9. JakkDlwiek SarwastiwadinDwie należą dO' naj starszych szkół 
buddyjskich, mDima mieć pDważne wątpliwDści, czy tezy ich są teza- 
mi buddyzmu pierwDtnegD. Nauka D realnDści przyszłDści jest pDmimD 
zasadniczo innegO' pDjęcia "indywidualnej" substancji wyraźnym 
Wlpływem Samkhji i cDkDlwiek byśmy myśleli D nieznanej bliżej na- 
uce samegO' Gautamy Buddy, jest z.góry bardzO' małO' prawdDpDdDb- 
nem, aby Ddgrywały w niej jakąkDI'wiek rDlę tak sfDrmułDwane zagad- 
nienia DntDIDgiczne. PDtwierdza tO' fakt, że Sarwastiwadinowie uzasad- 
nienia sWDjegD stanDwiska szukają nie w Sutrach, ale w nDtDrycznie 
młDdszych, bO' dDpierD z czasów :PD AsiDce pDchDdzących, traktatów 
Abhidharmy (Dżnianaprasthana i jegO' "sześć stóp"), względnie z ob- 
szernegO' kDmentarza dO' DiJnianaprasthany, zwanegO' Wibhaszą. Stąd 
lIlazwy młDdszych Ddłamów Sarwastiwadinów: Abhidharmika = ci, 
którzy Dpierają się na Abhidharmie i Wajbhaszika = ci, którzy Dpie- 
rają się na Wibhaszy. 
10. Z ostrą krytyką źródeł, metDd interpretacyjnych i pDdstawD- 
wych nauk Sarwastiwadinów występują kDłD I wieku przed Chr. Sau- 
trantikDwie - "ci, którzy Dpierają się na Sut,rach" i wDbec tegO' negują 
tezę Abhidharmików, że Abhidharma jest słDwem samegO' Buddy. Su-
		

/00015.djvu

			9 


try są głębokie i trudno dostępne; aby je rozumieć p
prawn
e, trzeba 
'e wykładać zgodnie z sensem, a nie a la Iettrc. ("UcIeczką Jcst sens, 
J " t . dh " t ' 
nie litera"). Jeśli Budda mOWI o "pows a'\vamu army, o me wy- 
nika stad wcale, że według Buddy istnieje "powstawanie" jako realny, 
odrębn; dharma. W katalogu Sarwastiwadinów figuruje cały szereg 
elementów, które nie istnieją substancjalnie (dravyatas), lecz są po- 
prostu - wbrew programowemu potępieniu języka jako źródła hi- 
postaz - najtypowszemi bytami "nominalillemi", konstrukcjami, któ- 
rym nie odpowiada żadna rzeczywistość. Dotyczy to przedewszystkiem 
tr
ech ncgatyw'1ie określonych "wiecznych" substancyj: kosmicznego 
eteru, identycznego z pustą przestrzenią i niestawiającego oporu cia- 
łom bryłowatym, dalej niemniej oczywistej hipostazy "niewystępowa- 
nia skutków nieistniejących przyczyn" i wreszcie centralnego pojęcia 
metafizyki buddyjskiej, ideału nirwany, rozumianego przez Sarwasti- 
wadinów jako odrębny byt realny, przez Sautrantików - jako hipo- 
staza "zniszczenia bolesnej rzeczywistości". Pozatem hipostazami są 
niektóre dharmy psychiczne oraz bez wyjątku wszystkie dharmy z ka- 
tegorji psychofizycznie neutralnych, wśród nich także cztery znaki 
nietrwałości. 


11. Ta radykalna redukcja katalogu 75 dharm nie wyczerpuje 
krytyki. skierowanej przeciw/ko Sarwastiwadinom. Nie jest ona zresz- 
tą natury zasadniczej, ponieważ obydwa kierunki godzą się na tę sa- 
mą tezę o nierealności bytów nominalnych i spierają się tylko o za- 
kres jej zastosowania. Natomiast podstawową różnicą, która istotnie 
decyduje o odrębnem obliczu filozoficznem Sarwastiwadinów i Sau- 
trantików, jest odrzucenie przez tych ostatnich odróżnienia dharm- 
substratów (lakshya, svabhava) i dharm-zna'ków (luks/lUna). Wynika 
stąd konieczność nadania pojęciu dharmy zasadniczo innego i nowego 
sensu. 


12. Przyszłość i przeszłość są irrealne. Każdy dharma "istnieje 
nieistniawszy" (abhiLtva bhalJati) , a zniknąwszy, nie staje się mar- 
twą rzeczywistości,,!, lecz wraca znów do niebytu. Istnienie wyczer- 
puje się zatem w jednym momencie teraźniejszości, a wobec ,tego 
upada możliwość traktowania manifestacji dharm jako przechodze- 
nia z przyszłości w przeszłość poprzez moment teraźniejszości. Dhar- 
ma nic niesie znaku lecz jest znakiem, przyczem znaJ{ bez substratu 
to już nie cecha indywidualna, ale raczej dynamic
ny moment, dzia- 
łanie (kriyd), zdolność skutecznej akcji (artha-kriyd-kdritva). Rze- 
czywistość w interpretacji Sarwastiwadinów można porównać z fil- 
mem kinematograficznym: obrazom na ekranie (złudnej rzeczy.wisto-
		

/00016.djvu

			10 


ści osób i rzeczy) odpowiadają aldualnie dane odcinki taśmy przed ob- 
jek1ywem projekcyjnego aparatu. Film niewyświetlony jeszcEc to real- 
na przyszłość, film już wyświetlony to również realna, choć martwa 
i nieczynna przeszłość. "Tedług Sautrantików potok życia to też szereg 
migawkowych obrazów ale bez realnej, oddzielnie egzystującej taśmy. 
Z jakiegoś tajemniczego tła, z jakiejś tajemniczej otchłani (monistycz- 
nej prajedni DytU?) eksplodują siły-momenty, aby natychmiast, w tej 
samej chwili zgasnąć i znów zapaść w tę samą tajemniczą otchłań. 
Zapaść - to znaczy: przestać istnieć jako odrębne, realne byty. Istnie- 
nie i działanie w momentach są synonimami (sal = kshallikam). 
13. Z ,pojęciem dharmy jako aktualizującej się w momencie ibcz- 
substancjalnej siły wiąże się ściśle nauka Sautrantików o absolutnej 
nietrwałości = absolutnej chwilowości empirycznego istnienia (ksha- 
na-bhanga-v6.da). Według definicji Sarwastiwadinów moment jest 
minimum koniecznego czasu, aby dharma mógł zakończyć swoją ak- 
cję, to zn., aby mógł przejść z przyszłości do przeszłoś.ci, manifestując 
swój znak niejako podrodze, w teraźniejszości. Teraźniejszość trwa 
krótko, tak krótko, że uciekać się trzeba do prymitywnej mikrometrji, 
aby określić jej długość: mówi się więc, że moment to 1/65 część cza- 
su, w ciągu którego silny mężczy
na potrafi prztyknąć palcami. Są 
i inne "pomiary" w tym rodzaju i właśnie to jest ważne, że według 
Sarwastiwadinów moment, choć bardz.o krótki, jest zasadniczo wy- 
mierny, że ma początek, środek i koniec i że pomimo wszystko trwa. 
Trwanie (slhiti) jest elementem realnym. To wszystko negują Sau- 
trantilwwie jaknajbardziej stanowczo. Moment nie jest minimum spo- 
strzegalnego i dającego się wymierzyć czasu, ,lecz ibezwymiarowym, 
dyskursywnie nieuchwytnym punktem, absolutnem "teraz", które nie 
zaczyna się nigdy i dlatego tylko i nigdy nie kOllczy się. Dhar.my zja- 
wiają się i giną i rUie mają trwania w obrębie momentu. Wynika stąd, 
że i "cztery znaki" rozumieć należy nie jako realne substancje, lecz 
jako konwencjonalne omówienie chwilowości. 
14. \Vasubandhu podaje w Abhidharmakosi dwie możliwe inter- 
pretacje. \Yedług pierwszej Budda, mówiąc o "czterech znakach", miał 
na myśli rUie momenty, lecz serję personalną (samMna, prav6.1w). To, 
co w języku potocznym nazywamy "osobą", jest w rzeczywistości wy- 
cinkiem odwiecznego. bezpoczątkowego continuum momentów świa- 
domości (vi/iz6.na-Sl'olas), .podzielo.nego 'konwencjonalnie na "wcie- 
lenia" jako Dewadatta, Czaitra, bóg N. N. i t. d. Nie istnieją więc indy- 
widualne, wędrujące dusze, istnieją natomiast serje momentów prze- 
żyć o pewnej analogicznej strukturze, dającej iluzję ciągłości: tego 
samego charakteru, usposobienia, tcgo samego ciała. \V popularnem
		

/00017.djvu

			11 


ujęciu decyduje o tej jednorodności siła karmy, niewidzialna, tajem- 
nicza moc ,czynów popełniony.ch w żywotach poprzednich. Ale w uję- 
ciu filozoficznem karma to nie czyn realnej osoby, także nie wola oso_o 
bista odpowiedzialnej jednostki 6), lecz abstrakcyjna aktywność świa- 
domości (cetanu), fakt, że na pewnej przestrzeni continuum wszyst- 
Ide momenty są zdeterminowane homogenicznie, według jednego 
szablonu (sabhaga-lIetu), że więc istnieje ipewna "koherencja sta- 
wania się" (uttal'ottara - kshanamzbandlIa, parampara.) , j akkolwjek 
w każdym momencie serji kooperują inne, nie identyczne kompleksy 
dharm. Pierwszy moment tak pojętej serji nazwał Budda konwencjo- 
nalnie "narodzinami"; jest to moment, w którym zaczyna działać 
"homogeniczn
 determinacja". Fakt koherencji momentów w obrębie 
danej serji - to tak zwane "trwanie"; fakt dyferencjacji tych samych 
momentów w obrębie tej samej serji, ich indywidualna odrębność 
(anyathiitva, viśislItatój - to tak zwane "mijanie" lub "starzenie się". 
Moment ostatni serji,w którym przestaje działać dotychczasowy typ 
"homogenicznej determinacji", a zaczyna działać nowy - to tak zwa- 
n a "śmierć". 


'Według drugiej interpretacji "znaki" charakteryzują dharmy, tak 
samo jak i według Sarwastiwadinów, ale sens tej charaterystyki jest 
inny. Ponieważ dharmy nie istnieją realnie w fazach przyszłości i prze- 
szłości, lecz zjawiają się w momentach "nie istniawszy przedtem" 
(ablIiztvu), przez "narodziny" dharmy można rozumieć dosłownie je- 
go zaistnienie (nie: aktualizację, lecz realizację, nabycie bytu). Ten 
sam dharma bezpośrednio w następnym momencie traci bezpowrot- 
nie nabyty byt; istniawszy, przestaje istnieć (blIiztva ablIavati) i w 
ym 
tylko sensie m6żna mówić o jego "trwaniu", o tern, że dharma "jak- 
gdyby trwa w następnym momencie" (avatislItlIata iv u) , bo należy do 
tej samej serji. "Trwanie" jest więc i według tej drugiej interpretacji 
peryfrazą "koherencji". I wreszcie: ponieważ w każdym momencie 


G) Zagadnicnic moralnej odpowiedzialności za czyny sprawia poważne trud- 
ności zarówno Sarwastiwadinom jak i Sautrantikom. Nagasena w "Pytaniach Mi- 
lindy" argumentujc: Jeśli jakiś NN zapali lampę, od lampy zapali się słoma, od 
słomy dom, od domu cała wieś, to słusznie mog
 mieszkańcy czynić owego NN 
odpowiedzialnym za spalcnie wsi. I nie może NN bronić się, że to nie on, ale 
słoma lub dom spaliły wieś. - Porówllallie wyraźllie kuleje! W szeregu: NN, lam- 
pa, słoma, dom, wieś NN jest realll
 i odpowiedzialll
 osob
; w "serji" mallife- 
stuj
cych się dharm s
 tylko rówlloważlle, automatyczllie determilluj
ce się mo- 
menty. żaden dharma llie jest agellsem. W kallonie buddyjskim słyszymy o "he- 
retykach", którzy z automatyzmu karmy wyci
gali amoralne wIlioski. Budda su- 
rowo ich potępił.
		

/00018.djvu

			12 


występują inne dharmy, można mówić o "mijaniu" dharm, mając na 
myśli ..dyferencjację". 
15. Teza o irrealności osoby (pudgala-nair6.tmya) jest tezą wspól- 
ną większości szkół buddyjskich 7), jej połączenie z nauką o nietrwa- 
łości jest jednak oryginalną koncepcją Sautrantików. Jeśli dharmy 
w ujęciu Sarwastiwadinów porównać można z Leibnizowskiemi mo- 
nadami sans fenelres, o tyle "serja" Sautrantików sugeruje porówna- 
nie z Bergsonowską evohzlion crealrice. Warto przytem podkreślić so- 
terjologiczne implikacje tego "dynamizmu": .bolesność = chwilo- 
wość = nie-j a (dllhkha = kshanika = analman). 
Jakkolwiek Sautrantikowie zarzucają Sarwastiwadinom znie- 
kształcenia pierwotnej nauki Buddy i swój systemat uważają za je- 
ną poprawną interpretację, nie będziemy mieć złudzeń co do słusz- 
ności tego twierdzenia. System Sautrantików nie jest powrotem do 
pierwotnej doktryny, choć jest reak,cją przeciwko innowacjom Sar- 
wastiwadinów. Jak wszelka reakcja, oznacza dalszą ewolucję i kompli- 
kację. 


7) Nie trzeba zapominać, że istnieją buddyści persollaliści (Pudgalawadino- 
wie). Por. ROCZllik OrjentalistyczllY, 1932, t. VIlI, str. 68 - 93.
		

/00019.djvu

			Wł
ADYSŁAW TATARKIEWICZ 


Trzy etyki Arystotelesa. 


Przedmiotem rozważań niniejszych jest porównanie nie trzech 
różnych traktatów etycznych Arystotelesa, lecz trzech różnych stano- 
wisk etycznych, rozwiniętych w tych traktatach. Nie będziemy dysku- 
tować raz jeszcze kwestji, czy te trzy traktaty - Etyka Nikomachej- 
ska, Etyka Eudemejska i t. .zw. Wielka Etyka - są autentycznemi 
dziełami Arystotelesa. Badania lat ostatnich skłaniają do przyjęcia, 
że wszystkie trzy są autentyczne, choć, jak cała puścizna Arystotelesa, 
nie pozbawione późniejszych interpolacyj i przekształceń; w każdym 
zaś razie Etyka Eudemejska zdaje się być nie mniej autentyczna od 
Nikomachejskiej, której autentyczność jest uznawana powszechnie 1). 
Dla rozważań niniejszych jest wprawdzie rzeczą wygodną móc powo- 
ływać się na Eudemejską, ale nie niezbędną, gdyż i w samej Etyce 
Nikomachcjskiej znajdziemy owe trzy stanowiska. Mianowicie, koń- 
cowa jej księga (X-a) przedstawia jedno stanowisko, księgi początko- 
we aż do IV-ej włącznie - drugie, księgi zaś środkowe (VIII i IX) 
trzecie. 


1) S c h l e i e I' m a c h e I' w rozprawie "Ueber die ethischcll Werke des Ari- 
stotelcs" (W. W. z. Philos. III, 30'6 i n.) z 1817 r. uznał wszystkie trzy traktaty 
etyczne Arystotelesa za autcntyczlle i powstałe w llash
puj
cej kolejIlości : Ma!{na 
1\Ioralia, Etyka Eudcmejslm i Etyka Nikomachejska. Natomiast S p e n g e l ("Uehcr 
drei ullter dem Namell des Aristoteles erhaltellen ethischell Schriftell". Abh. d. 
1\Iullcherer Akaelemie, III, 439-551) w 1841 r. chrollologję traktatów odwrócił i je- 
dYllic Et. Nik. uZllał za własne dzieło Arystotelesa, Et. Elld. zaś za przeróbkę tam- 
tej, a MaI!. Mor. za późlliejszy jeszcze wyci
g, dokonany głóWllie z Et. Eud. - 
Poglądy Spellgla zostały przyjęte prawie powszechnie, zwłaszcza gdy poparł je 
swym autorytetem Zeller; przez trzy czwarte wieku uchodziły bezmała za dogmat. 
Dopiero w sto lat zgórą po ukazalliu się rozprawy Schleiermachera dokonał się 
nawrót do jej wyników. Przedewszystkiem W. J a e g e r ("Aristoteles, Grunlc- 
gung ciner Gcschichte seiner Entwicklung", 1923) uZllał Et. Eud. za autentyczllc
		

/00020.djvu

			14 


Stanowiska te są istotnie bardzo różne, choć wypowiedziane przez 
jednego autora w jednem dziele. Pierwsze prowadzi do etyki życia kon- 
templacyjnego, drugie, przeciwnie, do etyki życia czynnego rządzone- 
go zasadą sprawiedliwości i umiaru, trzecie - do etyki przyjaźni. 
Pierwsze ma punkt ciężkości w Bogu, drugie w samym działającym, 
trzecie w bliźnich. Podstawę psychologiczną pierwsze ma w intelekcie, 
drugie w woli. trzecie w uczuciu. 
Zadaniem naszem jest tu I. przedstawić w na}krótszym zarysie te 
trzy stanowis'ka, aby potem II. wytłumaczyć, jak mogły znaleźć się 
obok siebie w dziele jednego myś.liciela i III. us,talić, ik,tóremu z nich 
Arystoteles zawdzięcza sławę etyka oryginalnego i wpływowego. 
I. Na pytanie, co jest dobrem największe m, Arystoteles odpo- 
wiedział, że jest niem to dobro, które stanowi cel działania powszech- 
ny, ostateczny i samowystarczalny, zarazem (wbrew idealizmowi pla- 
tońskiemu) cel realny, osiągalny dla człowieka. Taldem dobrem, po- 
wiada Arystoteles, jest jedynie eudajmonja. 
Termin "eudajmonja" zwykło się w czasach i językach nowożyt- 
nych tłumaczyć jako "szczęście"; jest to jednak tłumaczenie niedo- 
kładne, narażające arystotelesowską (i wogóle .grecką) teorję eudaj- 
monji na głębokie nieporozumienia. Eudajmonja była to bowiem w ro- 
zumieniu Greków d o s k o n a łoś ć jednostki, posiadanie tego, co 
daje ż y c i u war t ość na j w y Ż s z ą. Jeśli szczęściem nazy- 
wać będziemy stan istoty, która osiągnęła właściwą sobie doskonałość, 
skupiła najwyższe dostępne sobie wartości, to wtedy można i należy 
"eudajmonję" tłumaczyć przez "szczęście"; natomiast powodzenie ży- 
ciowe i stan uczuciowy dodatni o wysokiem napięciu, stanowiące 
osnowę nowoczesnego pojęcia szczęścia, były w eudajmonji starożyt- 
nych czynnikami wtórnemi: towarzyszą jej, ale nie należą do jej 
istoty 2). 


wczesne dzieło Arystotelesa, pozostał natomiast przy przckollaniu, żc Mag. 
Mor. jest późlliejszym eksccrptem. H. v. A l' II i m ("Dic drei aristotelischen Ethi- 
ken". Sitzungsberichte der Akad. der Wiss. ill Wien, 1924) poszedł dalcj, wywo- 
dząc, że Mag. Mor. jcst również autclltycznem, llajwcześlliejszem dziełcm fHozofa. 
Między obu uczonymi wywiązała się polemika, toczona w najostrzcjszej formie 
na łamach pllblikacyj dwu wielkich lliemieckich Akademji umiejętności, berliń- 
skiej i wiedeńsKiej: H. v. A l' II i m, "Eudemische Ethik u. Metaphysik", 1928 
i "Nochmals die aristotelischen Ethiken, Gegen W. Jaeger. Zur Abwehr", 1929, 
obie w Sitz.-berichte der Akad. d. Wiss. in Wien. - W. J a e g c r, "Vber Ursprung 
und Kreislauf des philosophischen Lebellsideals", Sitz.-berichte d. Preuss. Akad. 
d. Wiss.. 1928. 
2) Illna rzecz, że stall uczuciowy, będący dla Arystotelcsa jedYllle wtórnym 
obja
vcm eudajmollji, bywał przezeń (podobnie jak przez wielu późniejszych
		

/00021.djvu

			15 


Teza Arystotelesa, że najwyższem dobrem jest eudajmonja, zna- 
czy tedy, że najwyższem dobrem jest doskonałość jednostki. Nie jest 
ona tautologją, jaką na pozór wydać się może; przesądza, że dobro 
najwyższe nie jest żadnem z dóbr zewnętrznych (jak tego chciała po- 
pularna moralność grecka), ani też nie jest dobrem idealnem (jak te- 
"O chciał Platon). Jest r e a ł n e i o s o ib i s t e. 
" 
Na czem zaś to najwyższe dobro osobiste polega? - na to pytanie 
możliwa była niejedna odpowiedź. Wszyscy bezmała Grecy, począwszy 
od Arystotelesa, byli eudajmonistami, ale każda szkoła pojmowała eu- 
daJmonję inaczej. Arystoteles przyjmował, że polega ona na d z i a- 
ł a n i u. Nie polega zaś nigdy na samem usposobieniu (g
Lc;;, ha- 
bitus), choćby najlepszem, gdyż usposobienie jest tylko zdolnością do 
działania, a przeto stoi odeń niżej. Działanie zaś jest wtedy najdosko- 
nalsze, gdy odpowiada naturze działającego i spełnia jego najwyższe 
zadanie. \Vyjaśnienie to było bardzo jeszcze ogólnikowe, dopuszczało 
przynajmniej trojakie ujęcie, - i w jego ramach Arystoteles zaj
ł 
trzy stanowiska, rozwinął ,trzy systemy etyczne. 
l. Najwyższym składnikiem natury człowieka jest rozum; właś- 
ciwą zaś czynnoSClą rozumu jest czynność "teoretyczna" ({}ewpta); 
ona więc - a nie czynności praktyczne - stanowi eudajmonję. Czyn- 
ność "teoretyczna" polega na dochodzeniu i zwłaszcza na oglądaniu 
prawdy ({}ewpta znaczy właśnie tyle, co oglądanie, kontemplacja); 
"życie teoretyczne" (
[oc: {}ewVfFLx6c;;) jest życiem intelektualnem, 
dokładniej: kontemplacyjnem. Eudajmonja jest więc w - życiu k o n- 
t e ID p l a c y j n e m. Taki był wynik dedukcji Arystotelesa. różne 
zaś względy potwierdzały mu jeszcze jej wynik: albowiem uważał,' że 
życie kontemplacyjne ma ze wszystkich try\bów życia najwięcej sta- 
łości, więcej od innych jest samostarczalne, daje zadowolenie nieza- 


eudajmonistów) stosowany jako kryterjum rozpoznawcze eudajmonji. Nicmnicj 
cała tcorja Arystotclesa traci swój sens, jeśli eudajmonję interpretuje się w sen- 
sic hCdonicznym i subjcktywnym. Ostatecznie jego etykę życia kontcmplacyjncgo 
można by pojmować w ten sposób, ale w żadnym razic nic ctykę umiaru. Jeśliby 
starożytna "eudajmonja" miała być równoznaczna z nowożytnem "szczęścicm", to 
cała problematyka starożytnych byłaby niezrozumiała: w takim bowiem razie 
możnaby pytać jedynie, co jest przyczynIl eudajmonji, ale nie co jcst jej istotll, 
ta bowiem cx definitione polegałaby na intensywnym stanie uczuciowym. Sta- 
rożytny eudajmonizm nie był hedonizmem, hedonizm był tylko jcdnll z odpo- 
wicdzi na pytanie, co stanowi istotę eudajmonji. Dawano wszakże na to pytanie 
również odpowicdzi skrajnie antyhedonistyczne: takll odpowicdź dał sam Arysto- 
telcs, tcmbardzicj zaś stoicy.
		

/00022.djvu

			16 


wodne i daje spokój, będący celem ostatecznym wszelkiego działania 3 ). 
życie czysto intelektualne osiąga najwyższą miarę człowieka. 
Na takiej podstawie powstała arystotelesowska e t y każ y- 
c i a k o n t e m p I a c y .l n e g o. Jest naszkicowana w Etyce Niko- 
machejskiej, gdzie poświęcona jej jest X-a księga. \V Etyce Eudemej- 
skiej jest przedstawiona również, a nawet w podnioślejszych jeszcze 
słowach; przez nacisk położony na nadludzką doskonałość życia czy- 
sto intelektualnego, ety,ka kontemplacyjna nabrała tu charakteru 
r e l i g i .l n e g o. Myśl została pojęta jal	
			

/00023.djvu

			17 


ludzkich 4). Na zdolności utrzymania życia we właściwym umiarze 
polegają właśnie "c n o t y" etyczne, całkowicic obce ctyce kontempla- 

yjnej, przedewszy!';tkiem zaś naj wyższa cnota umiaru, obejmująca 
poniekąd wszystkie inne: s p r a w i e d l i w ość 5). 
Arystoteles nie ograniczył się tu do ogólnej teorji cnót, lecz badał 
cnoty poszczególne i zebrał materjał tak rozległy, jak nikt przed nim 
i niewielu po nim. Etyka kontemplacyjna jest z natury swej nauką 
krótką: zajmuje się właśnie jedną tylko sytuacją i ogranicza do jed- 
nej dedukcji i jednego przepisu. Natomiast w etyce życia czynnego 
występuje cała nlllogość rozważań empirycznych w związku z różnemi 
sytuacjami życia, różnemi dobrami, namiętnościami, czynnościami, 
stosunkami między ludźmi. Ta etyka umiaru, szczegółowa i empirycz- 
na, zawarta jest w ks. I - IV Etyki Nikomachejskiej. Już sama obszer- 
ność opracowania wysuwa ją na pierwszy plan dzieła; i stała się ona 
najsławniejszą, a właściwie jedyną sławną teorją etyczną Arystotele- 
sa, została uznana za etykę arystotelesowską par excellence. 
3. Pomit:dzy pocz:!tkowemi księgami Etyki Nikomachejskiej, za- 
wierającemi tę etykę umiaru, a ostatnią księgą wykładającą etykę 
kontemplacyj m!, znajdują się dwie księgi (VIII i IX), wykładające 
etykę innego jeszcze typu. Księgi te przerywają wykaz cnót i pochwa- 
łę umiaru i wprowadzają nowy temat: uczucie życzliwości między 
ludźmi; następuje w nich - a podobnie i w odpowiednich part .lach 
dwu innych 
raktatów etycznych Arystotelesa - szczegółowy wykład 
e t y k i opartej na ż y c z l i w o ś c i i IP r z y .l a ź n i. 
. 	
			

/00024.djvu

			18 


tłumaczenie eudajmonji przez "szczęście"); niema dokładnej odpo- 
wiedniości między terminem starożytnym a nowożytnym, gdyż staro- 
żytny był szerszy. Obejmował nietylko przyjaźń w naszem znaczeniu, 
ale także przywiązanie rodzinne, także miłość (to Cf
Ala z dodatkiem 
pociągu zmysłowego), a poniekąd nawet uwielbienie dla bogów. Ary- 
stotelesowska "etyka !przyjaźni" jest więc-dokładniej mówiąc-ety- 
ką u c z u Ć Ż y c z l i w y c h. 
Choć można doszukiwać się trojakiej podstawy dla przyjaźni: 
w korzyści, przyjemności i dobru, jednakże dwa pierwsze rodzaje są, 
według Arystotelesa, oparte na względach ubocznych i tylko trzeci 
wypływający ze skłonności i życzliwości do osoby przyjaciela, jest 
przyjaźnią we wł3iściwem słowa znaczeniu 7). Ta przyjaźń właściwa 
jest stosunkiem doskonałym, najbliższym i najtrwalszym 8). Jest do- 
stępna tylko szlachetnym. Cenna zaś jest raczej p r z e z t o, c o 
s i ę przyjacielowi d a j e, mz przez to, co się odeń otrzymuje 9), 
jest d o b r e m m o r a l n e m, nie zewnętrznem. 
Jest rzeczą dość jasną, że etyka ta jest różna nietylko od etyki 
kontemplacyjnej (niema między niemi podobieństw, są same różni- 
ce), ale i od etyki umiaru i sprawiedliwości. Wprawdzie należą do ży- 
cia "praktycznego", ale różnią się poglądem zarówno na źródło życia 
moralnego, jak i na jego zasadę, postacie i konsekwencje; tam życie 
moralne ma być opanowane przez rozum i poddane regułom sprawied- 
liwości, tu oparte na uczuciu. 
Arystoteles wypowiedział w "etyce przyjaźni" z całą wyrazistoś- 
cią, że moralność oparta na uczuciach życzliwych jest nietylko moż- 
liwa, ale posiada wysoką miarę doskonałości. Ocenił ją nawet w y- 
ż e j, n.i ż e t y:k ę u m i a r u, kt.
), l'amour du gcnrc humain on tYj)". 
7) Etyka Nikom., VIII, 3 1156 a 16: >ta'ta o"/L
B
"fJ>t6<; 'tB (;Yj at tat >ta't' 
apB'tYjV b/LD[IOV Db'tDt lap 'tala{J.a bILvilOc 
DbADv'ta.t anYjADtc 
 ara{}Dt. 
8) Ihid., VIII, 9 1159 a 25: (;to (;b
BtBV av... -q ta{}' a&'t"iJv a'pB't
 BIwt. 
9) Ihid., 27, (;DY.Bł IHv 'tli'  	
			

/00025.djvu

			19 


a zaś o d w r o t n i e p r z e z n i ą z a s t ą P i o n a b y ć n i e 
m o ż e 10). 
Histurycy, którzy dość juiŻ dawno uznali, że etyka kontemplacyjna 
i etyka umiaru stanowią u Arystotelesa dwa odrębne stanowiska, czy 
nawet systemy, nie zauważyli, że etyika przyjaźni jest syst
mem trze- 
cim, równie odrębnym od tamtych, jak tamte odrębne .są mIędzy sobą. 
Stawiając sobie rpostulat jednolitego ujęcia poglądów Ary,stotelesa, hi- 
storycy, jeśli nie traktowali księgi o przyjaźni jako traktatu socjolo- 
gicznego, wtrąconego epizodycznie do etyiki, ,to usiłowali złączyć je 
z etY1ką umiaru, tłumacząc, że ,przyjaźli była dla Arystotelesa ukorono- 
waniem cnoty (tak pisali jedni, :m. i. ZeUer) 11), lU/b też niezbędnym 
warunikiem cnoty (tak pisali inni, ostatnio Brehier) 12). Tymczasem 
oba tłumaczenia są niesłuszne, gdyż rozważania Arystotelesa o przy- 
jaźni są zupełnie odmiennej natury od tych, które traktują o cnotach. 
Niema tu zasady naczelnej umiaru, niema racjonalnego opanowania 
życia, niema cnót w określonem rprzez Arystotelesa znaczeniu 13) ; jes,t 
tylko więź uczuciowa, ale więź ta z a s t ę ,p u j e c n o ty. 


10) Ibid., VIII. 1 1155 a 26: Y.'l.! 	
			

/00026.djvu

			20 


n. Z.najdują !Się ,tedy w traktatach Arystotelesa trzy stanowiska 
etyczne. Na pytanie, jak mnogość taka jest możliwa, ,istnieje kill{a od- 
powiedzi. 
1. Tłuma.czenie naj.prostsze: Arystoteles był n i e k o n s e- 
k wen t n y. Zarzutu Itego nie oszczędzono mu nietyHw w etyce, ale 
i we wszystkich ,bodaj działach jego filozofji. A łatwo może dać doń 
powód myśliciel tego pokroju, co Arystoteles, przejęty różnemi tra- 
dycjami i pra,gną,cy je uzgodnić. Poglląd o niekonsekwencji Stagiryty 
był wypowiadany niejednokrotnie w XIX i XX w., najjaskrawiej za- 
pewne przez Nator,pa, usiłującego na tej drodze wykazać wyższość Pla- 
tona i idealizmu; polemika jego dotyczyła raczej metąfizyki i teorji 
poznania, ale mutatis mll'talldis stosowała się i do etyki. Ostrożniej 
można pogląd ten na Arystotelesa wyrazić, mówiąc ci "w i e lor a- 
k i c h t e n d e n c j a c h" jego myśli, które nie zostały dostatecznie 
zespolone. Tak właśnie interpretował etykę Arystotelesa wybitny hi- 
storyk francUiski, O. HameIin 14). 
2. T ł u nI a c z e n jer o z woj o w e mówi, że różne systemy 
etyczne Arystotelesa (jak wogóle wielorakie, nieraz rozbieżne ,tenden- 
'I 
cje jego myśU) były k o I e j n c m i e t a ip a m i jego myśli, Jdóre 
w 'przekazanej nam redakcji jego t,raktatów zostały zachowane obo]{ 
siebie. Tłumaczenie to, dziś najbardziej aktualne, na wielką skalę zo- 
stało zastosowane dopiero w ostatniem dziesięcio]eÓu, przedewszyst- 
kiem przez W. Jaegera 15), w zakresie zaś etyki ,również przez H. v. Ar- 
nima W). Najważniej,szy materjał Ido ewolucyjnego ujęcia etyki arysto- 
telesows]dej dostarczyła już w 1912 r. roz'prawa E. Kappa 17). Zesta- 
wiając traktaty etyczne, przekazane jako arystotelesowslkie, wykazał 
on, że Etyka Eudemejska ,posiada szereg motywów starszej daty, jak 
zwłaszcza pojęcie apEt"il' stosowane tu jeszcze po platońsku w najszer- 
szym zakresie t'podczas, gdy w Nikoma.chejSikiej występuje ono w spe- 
cyficznie arystotelesowskiem znaczeniu, ograniczonem do istot rozum- 
nych), albo pojęcie rpp6v'fJCit<;, występują.ce tu również w ,plałońskiem 
ogólno-metafizycznem znaczeniu (.podczas gdy w Ni'komachejskiej 


l'initiativc d'actcs genćreux, qui deconccrtent la justice". (L. D u g a s, L'amitić 
antique, p. 291}2). Podobny pogląd wypowiada F. H a e c ker, Das Eintcilungs- 
und Anordnungsprinzip der moralischcn Tugcndreihc in der Nikomachischcn Ethik, 
Colner Progr., 1863. 
14) O. H a m c l i n, La morale d' Aristote, Rev. de Mct. et de Mor., 1923. 
15) \V. J a e g er, Aristotcles, 1923. 
1.6) H. v. A r n i m, Dic dr ci aristotelischen Ethikcn, 1924. 
17) E. K a p p, Das Vcrhaltnis der cudemischen zur nikomachischcn Ethik, 
Diss. Frciburg, 1912.
		

/00027.djvu

			- 21 


oznacza już ty,lko myślenie praktyczne) i t. p. Różnice te znane były 
częściowo już dawniej 18), ale tłumaczono je zazwyczaj tern, że etyka 
Eudemejska jest dziełem Eudema, Iktóry od arystotelesowskiego spo- 
sobu myślenia powrócił do platońskiego. liapp natomiast, widząc. że 
odmawianie Arystotelesowi autorstwa Etyki Eudemskiej jest nieuza- 
sadnione, wyciągn
ł wniosek. że traktat .ten jest wcześ:niej.szem dzie- 
łem Arystotelesa i dlatego różnem od dzieła poóźniejszego, jakiem jest 
Etyl<.a Nikomachejska. Jaeger włączył wynik ten do swego ogólnego 
obrazu rozwoju Arystotelesa i przedstawił Eudemejskę Etyl<.ę, jako 
dap rozwoju 'Pomiędzy pierwotnym platonizmem Arystotelesa (któ- 
rego wyrazem etycznym ,był zaginiony traktat "ProtrepUkos"), a osta- 
teczną postacią arystotelizmu, wypowiedzianą w Etyce Nikomachej- 
skiej. \V tern środkowem stadjum swej filozofji Arystoteles, zerwaw- 
szy z idealizmem platońskim, zastąpił -pierwiastki idealistyczne w ety- 
ce przez religijne. Później poglądy jego przel<.ształciły się jeszcze w kie- 
runku realistycznym i empirystycznym. Etyka Nikomachejska była 
pisana w ostatniej fazie, zachowała jednak (zwłaszcza w X księdze) 
reminiscencje z fazy poprzedniej. 
3. Uwzględnienie rozwoju Arystotelesa przyczyniło się niezwy- 
czajnie do wyjaśnienia jego poglądów etycznych. Co dawniej mogło 
wydawać się stekiem :niekonsekwencyj, ukazało się teraz, jak
 wynik 
żywego rozwoju myśli. A jednak metoda genetyczna wobec niezwykle 
złożonych dzieł Arystotelesa nie wystarcza. Gdyby dzieło takie, jak 
Etyka Ni1komachejska. było mechanicznie przez późniejszych edytorów 
dokonanym stopem pism jego z różnych epok, to rzecz byłaby w :;)0- 
rządku. Ale jeśli sam autor miał - co jest więcej. niż prawdopodob- 
ne - udział w ostatecznej redakcji swego dzieła. to rzecz wymaga in- 
nego jeszcze tłumaczenia. 
Tłumaczenie to okazało się potrzebnem i w innych działach filo- 
zofji perypatetyckiej. Zajmując się dawniej metafizyką Arystotelesa, 
znalazłem 19), że jej naczelnyc.h pojęć. niepodobna ująć w jeden sy- 
stem, można natomiast w szereg systemów, między sobą dość luźno 
związanych. Arystoteh
Js - trzeba to pamiętać - był myśI.icielem 
szczególnego typu: korzystał z różnych źródeł, kierował myśl różnemi 
drogami i do różnych dochodził wyniJków; między wyniJkami temi żad- 
nemu nie dawał Ipierwszeństwa, decz uznawał je w równej mierze. poj- 


1S) L. H. G. G r e e n w o o d, Suggestions on thc Nicom. Ethics, Class. Rev., 
XIX, 190'5. 
19) W. T a t ark i c w i c z, Die Disposition der aristotelischen Prinzipien, 
Diss. Marburg, 1910'.
		

/00028.djvu

			- 22 


mując jako rozne ujęcia tego samego zagadnienia. Przez to doszedł 
do "wielowarstwowego" systemu IPojęć. Był to typ myś-Ienia i bu- 
dowania systemu niewątpliwie rzadki, wszakże nie wyjąt!kowy, zbli- 
żony ostatecznie do He
la 20). Dzięki temu typowi myślenia, było moż- 
liwe, że, postępując naprzód w ,rozwoju swej filozofji i znajdując no- 
we poglądy, nie porzucał jednak dawnych, 'lecz zachowywał je w swych 
traktatach obok nowych. 
Jeśli taki ,sposób myś,lenia mógł znaleźć zastosowanie w metafi- 
zyce, to tembardziej w etyce, ustanawiającej cele i tryby życia, które 
mogą być nierównej warŁoś,e.i, wyższe i niż,sze, mniej i więcej realne. 
Taki stosunek etyki teologiczno-;kontemplacyjnej i etyki życia umiar- 
kowanego jest przez samego autora wyraźnie określony w 'końcowej 
księdze Etyki Nikomachejskiej. Etyka, oparta na 'Uczuciach życzli- 
wych, nie jest wymieniona w 'tym ostatecznym wykaz,ie, ale wszystko 
przemawia za tem, iż zajmuje ona miejs!ce pośrednie między etyką bo- 
skiej doskonałości a etyką c.nót przeciętnych. Wszak w innem .miejscu 
Arystoteles oświadcza, że przyjaźń 7:astępuje najwyższą z cnót, ale nie 
odwrotnie. 


III. Skoro istnieją aż trzy iPoglądy etyczne Arystotelesa, to :należy 
o każdym z osobna rozważyć, jakie .są jego źródła, ja1ki stopień samo- 
dzielności i jaki zasięg Wlpływów. 
l. Ź ród ł o e t y k i k o n t e m p l a c y j n e j jest znane: ze 
swemi ideałami intelektualistycznemi i swym charakterem ,transcen- 
dentnym jest naj oczywiściej wzięta z P ,I a t o n a i A ,k a d e m j i. 
Arystoteles zaczął od tego, że -był platończykiem, a choć później prze- 
szedł do własnych teoryj, niemało śladów platonizmu zostało w Etyce 
Budemejskiej, a nawet w Nikomachejskiej. 
źródło e t y k i u m i a r u było .inne. Zasada umiaru była już 
przedtem zużytkowana w etyce przez myśliciela, ,którego poglądy były 
przeciwieństwem platonizmu: przez Demokryta. W,prawdzie Demokryt 
właśnie swem pojęciem miary i umiaru oddziałał !pono na swego prze- 
ciwnilka Polaotona w jego starości, - niema jednak powodu przy- 
puszczać, że Arystoteles przejął !swą zasadę od Platona, taksamo, jak 
nie przejął jej od Demokryta; fLEaÓ'r'YJ1; była bowiem poprostu regułą 
Ilu d o w e j m o r a l n o ,ś c i greckiej, a następnie 'Przedostała się do 
środowiska l e kar s ,k o - p r z y r o d n i c z e g o. Z tego środowi- 


20) N. H a r t m ann, Aristoteles und HegcI, Beitrage z. PbiI. d. deutschen 
Idealismus, lU. 1. 1923.
		

/00029.djvu

			23 


ska przeszła zarówno do Demokryta, jak i do iblisko z niem związanego 
Arystotelesa 21) . ., 
Tak tedy dwa główne wątki Arystotelesa - Jeden, w ktorym na- 
wiązywał do Platona, i dliugi, w którym nawiązywa
 do l
karzy -. do- 
prowadziły do dwu stanowisk etycznych. T r z e c I e zas stano
Isko 
rozwinęło wątBk bardziej jeszcze od tamtych pOpiUlarny w GrecJI: tpo 
wszystkie bowiem czasy sprawa przyjaźni stała w oczach Greków nie- 
zmiernie wysoko, ich obyczaje zarówno, jak legendy dawały temu wy- 
raz, filozofowie zaś wszystkich 'szkół, pitagorejczycy, atomiści i 80- 
kratycy tak samo, jak -potem stoicy i epikurejczycy, czynili z przy- 
jaźni jeden z głównych działów swej etyki 'praktycznej 22). 
2. \V każdym ,tedy z trzech systemów etycznych Arystotelesa 
można znaleźć źródła dawniejsze i poprzedników, ale w każdym też - 
o r y g i n a l on ą m y ś l S t a g i r y t y. To właśnie był jego styl: 
podejmować wą,tki dawne i przekształcać je rpo swojemu. 
\V e t y c e k o n t e m p l a c y j n ej jego przyczynek samodziel- 
ny jest jasny: leży w czynniku r e I i g i j n y m, którym zastąpił pla- 
tońską 
deę dobra. Ale czyż religijność etyki mogła być pomysłem 
oryginalnym, a nie raczej odnowieniem poglądu tradycyjnego i pospo- 
litego? Istotnie, był to pogląd pospolity; we wczeslnej Grecji posiada- 
nie cnoty przypisywano łasce bożej. Wszakże cnota była pojęła wtedy 
zupełnie inaczej, jako ..tężyzna", "sprawność", jako zaleta wrodzona 
i raczej fizyczna. Odkąd zaś dzięk
 Sokratesowi powstało nowe po- 
jęcie cnoty, jako jedynej cnoty moralnej, została ona uznana za rzecz 
wiedzy, rola łaski zeszła w etyce na drugi plan, wiara w nią znalazła 
przytułek już tylko w sektach mistycznych 23). Do etyki filozoficznej 
czynnik religijny -wprowadził zpowrotem - Arystoteles. 
\V e t y c e ż y c i a c z y n n e g o własnym znów zasadniczym 
pomysłem jego było to, że eudajmonja leży - w d z i a ł a n i u. Jest 
to punkt zapewne najrbardziej z całej etyki ;perypatetyckiej rzucający 
się w oczy, od którego historycy słusznie zaczynają popularny jej wy- 
kład. Ale także w pojęciu u m i a r u wprowadził pewną zmianę: 
znaczenie objektywne, jakie pojęcie to m
ało w ludowej mądrości, za- 
stąpił przez s u b j e k t y w n e. 
Wreszcie wet y c e p r z y jaź n i dziełem Arystotelesa było 
wprowadzenie specyficznie ID o r a l n e g o p u n k t u w i d z e n i a. 


21) H. K a l c h l' e u t er, Die p.2ab't'IJr;; bei und vor Aristoteles, Diss. Tiibin- 
gen, 1911. 
22) L. S c h m i d t, 1. cit. 
23) T. Z i c l i ń s k i, Rozwój moralności w świecie starożytnym od Homera 
do czasów Chrystusa. Polska Akad. Umiej., 1927.
		

/00030.djvu

			24 


PDpularny grecki punkt widzenia kładł nacisk na przyjemnDść i kD- 
rzyść 'płynącą z przyjaźni i idealizDwał tę przyjemnDść i kDrzyść; Ary- 
stDteles natDmiast usunął je na drugi plan, prawdziwą przyjaźń wi- 
dząe tam tylko., gdzie ChDdzi Q samo. dDbro przyjaciela, a nie Q przy- 
jemnDść i kDrzyść 24). 
PDza temi fundamentalnemi nDwDściami jest w dDktrynach etycz- 
ll1ych ArystDtelesa, zwłaszcza w dwóch Dstatnich, cała niewyczerpalna 
mDC własnych Dbserwacyj, Dkreśleń, pDmysłów. CD więcej: przed nim 
było. w filDzDfji greckiej też niemało. Dbserwacyj, o.kreśleń, pDmysłów 
etycznych, - Dn z tego. systematycznie z-budDwał naukę. W nauce zaś 
zrDbił rzeczy pDdstawDwe, zestawił tezy prDste i niezawDdne, będące 
przez to. fundamentem wszelkiej etyki. PDwiedział to. BrDchard: Peut- 
etre apres tDut, ce que les Elements d'Euclide SDnta la geDmetrie de 
tDUS les temps, ce que I'OrganDn d'AristDte est a la IDgique immuable, 
l'Ethique a NicDmaque l'est-elle a la mDrale ćternelle 25). 
3. SłDwa te dają pDniekąd DdpDwiedź i na Dstatnie pytanie, jakie 
tu pDstawić zamierzyliśmy: jaka była r D l a e t y kar y s t D t e l e- 
s D w s k i c h w d z i e j a c h myśli. 
ArystDteles ze swemi trzema systemami jest tym punktem w rDZ- 
WDju myśli greckiej, w :którym wszystkie jej wątki etyczne zDstały 
skupiDne razem: etyka kDntemplacyjna i czynna, intelektualna i uczu- 
oiDwa, transcendentna i dDczesna. Po. nim w epo.ce hellenizmu wątki 
rDzeszły się, na cZDłD wysunęły się dDktryny czysto. dDczesne lubcz
- 
sto. transcendentne. NatDmiast na schyłku ery starDżytnej wróciły 
znów systemy etyczne "wielowarstwDwe" i hierarchiczne, zainicjowa- 
ne dawniej przez ArystDtelesa; wystąpiły zwłaszcza w szkDłach neD- 
platDńskich, gdzie np. Jamblich odróżniał pięciDstDpniDwą hierarchję 
cnót. 
Etyka zaś chrześcijańska Dd początku łączyła dwa z trzech mD- 
tywów, złączonych dawniej przez ArystDtelesa: mianDwicie, łączyła 
etyl{ę religijnD-kDntemplacyjną z etyką uczuć życzliwych. Pierwszy 
z tych mDtywów tkwił w filozDficznej nadbudDwie, stwDrzDnej już 
w pierwszych wiekach przez pisarzy chrześcijańskich, drugi zaś w sa- 


24) L. S c h ID i d t, l. cil., 338: "Wenn er (Aristoteles) aber die der Annehm- 
lichkcit und die dem Nutzcn dienende Freunschan gegen die auf das Gute ge- 
richtctc tief hcrabsctzt, so geht er damit ilber die gricchische Volksanschauung 
cinigermassen hinaus, denn diese unterschied nicht so, sondern sowohl die Dien- 
ste, welche sich Freunde gegenseitig lei sten, ais den Genuss, welches das Verhiiltniss 
zu ihnen gewiihrt, bcklcidctc mit dem Schimmcr der h5chsten Idealitat". 
25) V. B r o c h a l' d, La morale ancienne et la morale modcrne (w £;tudes de 
philosophie anciennc et moderne, 1912, p. 481 sq.).
		

/00031.djvu

			25 


mej osnowie ewangelicznej chrystjanizmu. Pierwszy dostał się do 
etyki chrześcijmisldej przez to, że Ojcowie wzorowali się na filozo- 
fach c;tarożytnych, na Platonie i Arystotelesie. Drugi motyw - mi- 
łości e\\ angelicznej - był od filozofji pogańskiej niezależny ; miłość 
ewangeliczna różniła się niemało od przyjaźni (d.l(bt,
, nie tpt),[a.) w ro- 
zmnieniu Arystotelesa, niemniej podstawa ich była ta sama 26). Nale- 
ży dla uświadomienia sobie tego związku, zwrócić uwagę na te trzy 
t(.zy arystotelesowskiej etyki przyjaźni, na k1óre kładliśmy nacisk 
przy - jej wykładzie: 1) przyjaźń polega na pragnieniu dobra przyja- 
ciela, 2) wartość jej leży w tem, co daje się przyjacielowi, a nic w tern, 
co się ode,i otrzymuje, 3) -przyjaźli zastępuje sprawiedliwość, sama 
ZU'i przez nią zash!piona być nie może. 
Z trzech wątków etyki perypatetyckiej już więc w epoce patry- 
styki dwa były zawarte w chrześcijmiS'twie. Trzeci zaś wątek - ety- 
ka umiaru - został wprowadzony do filozofji chrześci.jańskiej przez 
.,recepcje;' Arystotelesa" w XIII w., dokonaną przez św. Tomasza 
z -\kwinu. 


Praca niniejsza była - w n . t . 
ieco rozszerzonej pos aCI - czytana w marcu 
1
3
 r. na posiedzen,ill Akadernji Nauk Moralnych i Polityczn.Jlch w Paryżu i jest 
"
 ,J
zYkll francuskim wydrukowana w Sćances et Travaux de l' Acadćmie des 
SClcncp
 morales et politiques. 


26) l RoI'. 13. - Analogja z chrześcijańsl," a'\" d . 
d ' . , " .. " a1i:"J oSlęga szczytu w powie- 
:lenIU Arystotelesa: 'f
J.",,"Jc "'''''''JC; natomiast ró 'n' h d . , 
d '" . 1 z Ice wyc o Zll znow naJaw 
g y mOwl, ze naj epsza przyjaźń jest proporc J 'onalna d ł ' . , ' 
o zas Ugl: 'KW;' a
tav
		

/00032.djvu

			BOHDAN KIESZKOWSKI 


Georgios Gemistos PIeto n") 


Nie tylko dzięki upodobnieniu swego imienia nazwany został 
G. Gemistos przez współczesnych .drugim P.latonem. Jego głęboka 
znajomość filozofji Platona, neoplatoników i platonizujący.ch stoików, 
pitagorejczyków i ,synkretyków starożytnych, jego oryginalna posta- 
wa w stosunku do arystotelizmu chrześcijańskiego daje podstawę do 
traktowania go jako jednego z naj wybitniej szych kontynuatorów i od- 
nowicieli p I a t o n i z m u. 
Mimo że imię jego, ze względu na jego udział w Soborze Ferraro- 
Florenckim, - walkę o filozofję Platona i Arystotelesa w XV wieku 
i sprawę Akademji Platońskiej we Florencji, jest dość znane, filozof ja 
jego dotychczas jeszcze tUie jest należycie opracowana, a wpływ jej na 
filozofję Renesansu niedostatecznie zbadany. Powód tego stanu rze- 
czy upatrywać należy w fakcie niezachowania się w całości jego dzieł, 
w trudności rekons,truowania stosunków polityczno-społecznych Pe- 
łoponezu w ostatnich dziesięcioleciach poprzedzających upadek cesar- 
stwa, wreszcie w rozlProszeniu jego zwolenników, spowodowanem wy- 
padkami politycznemi i egzekucją patrjarchy Genna,djosa. Badania 
historyków nad dziejami polityczne mi Bizancjum, Peloponezu i impe- 
rjum osmańskiego na przełomie XIV i XV wieku, oraz odkrycie frag- 
mentów. uważanych ,za całkowicie zagubione. pism Pletona rzuciły 
nowe światło na znaczenie jego filozofji l). 


O) Niniejsza rozprawa jest jednym z rozdziałów ohszerniejszej pracy na 
temat platonizmu we Włoszech w czasach Renesansu. 
l) G e o r g i i G e m i s t i P l e t h o n i s Fragmenta de legibus ex Codice 
Bibliothecae regiae Monacensis nunc primum edidit ac versione latina donavit 
Ing. Hard'. t. III. p. 361-408 w Hardt, I.: Catalogus codicum manuscriptorum 
graecornm Bihliothecac Regiae Bavaricae. Monachii 1806.
		

/00033.djvu

			27 


Zadanie rekonstrukcji s Y s t e m u f i I D Z a f oj c z u e g o PIe- 
tona na podstawie apublikowanych pr.zez C. Alexaudre fragmentów 
Praw, podjął Fr. SchuIlze w monografji, mającej stanowić p
erw- 
szy tom zamierzo.nej czterotomo.wej historji d'ilo.zofji Renesansu 2). 
Monografja ta, jak również prace Gassa 3) i Lobecka 4), który podkre- 
ślił znaczenie pism Pletona jako. źródła wielkiej wagi do. histo.rji kul- 
tury antycznej, wskazują na niewątpliwy fakt, że zajmująca nas w da- 
nym rozd.ziale oso.bistość była jedną z najwy1bitniejszych pastaci na 
przełomie średniowiecza i czasów no.wych 5). 


2) P l ć t h o n, Traite cles lois. 'II 'tWy yo/-,-w'I oonp(J.'f"
' ed. C. Alexandre; 
trad. A. PelissieI'. Paris 1853; S c h n I z e, Fr.: Georgios Gemistos Plethon uncl 
seine reformatorischen Bestrebungen. t. I. Geschichte der Philosophie der Re- 
naissance. Jena 1874. 
3) G a s s, \V.: Genna{lius uncl Pletho. Aristotelismus und Platonismus in der 
gricchischen Rirche. Brcslau 1844, 
4) L o b e c k, Ch. A.: Aglaophamus sive cle theologiae mysticae llraccorum 
rausis libri trcs. Regimonti Prussorum 1829. er. p. IIUf. 
5) Nie podejmując tu zadania monograficznego opracowania PIetona, pomi- 
nąć należy bardzo interesujące zagadniellie historji poglądu na wartość i zna- 
czenie tego myśliciela. Wszystkie głosy w sprawie Pletona sklasyfikować można 
na takie. które wypowiedziane zostały za nim, oraz takie, które skierowane były 
przeciwko niemu. Przeciwko P I e t o n o w i zwrócili się przedewszystkiem Grecy. 
\V pierwszym rzędzie G e n n a d i o s, jako patrjarcha konstantynopolitański, 
w sławnym liście do J ó z e f a E x a l' c h y, przeciwko politeizmowi greckicmu. 
Polemizował z PIetonem następnie T e o d o l' G a z a w pismach: (;n ij 'f'ÓotC 
oo- 
hó£'tCJ.t (ms. Vat. gr. 10'98), oraz 7tpocr.:A'
&OYCJ. Ó7t
p' ApI0't0't8AOOC (Ambr. D. 118). 
J c l' z.y z T l' a p e z u n t u w swem Comparationes philosophoru';; Aristo- 
lelis et Plalonis (Venetiis 1523) cały rozdz. 19 ks. III. poświęcił Gemistoso- 
wio Nie jest łatwo ustalić w jakim stopniu pogllld.y Pletona były znane pisa- 
rzom łacińskim XV wieku. Faktem jest jednak, że uchodził on wśród nich za 
przeciwIlika filozofji Arystotelesa. Tej opinji dał też wyraz F r. P i c o d e 11 a 
M i l' a n d o l a w EXamell vanitatis doctrinae gentium (Opera [160'1] lib. IV. c. 2. 
p. 666) pisząc: Gemistus vero. qui etiam Plethon dicitur, Graece scripsit nonnuIla 
Platonis et Aristotelis dogmata conferens, et intel' conferendum adversus Ari- 
stotelem. Z literatury pisanej 7 uznaniem o PIetonie wymienić należy następu- 
jllcych: H i e I' o n y m o s C h a l' i t o n y m o s, uczel} Plctona, napisał b[Lv	
			

/00034.djvu

			28 


\V studjum mmeJszem chodzić będzie pr,zedewszystkiem o cha- 
rakterystykę Gemistosa Pletona jako myśliciela, reformatora i filo- 
zofa. Był on bowiem myślicielem ze wz,ględu na swój pogląd na całość 
kultury helleńskiej, przekonanie o zawartych w niej wartościach, re- 
formatorem - ze względu na program przebudowania Peloponezu 
i stworzenia tam państwa opartego na podstawach prawodawstwa, 
filozofji i religji antycznej, był wreszcie filozofem dającym w swym 
systemie odpowiedź na zagadnienia natury świata i człowieka, okre- 
ślającym jasno swój stosunek do współczesnych mu prądów. Poza 
omówieniem jego poglądów, zadaniem tego rodziału jest wskazanie 
na źródła i trydycje, stanowiące oparcie systemu Pietona i o wyodręb- 
nienie w jego pismach tych elementów, które dały impuls do powsta- 
nia nowych doktryn. 


I. 


\V zwięzłym nawet rozdziale traktującym o filozofji Pletona nie 
można pominąć całkowicie jego losów. Urodzony koło r. 1355 w Kon- 
stantynopolu, żył w okresie chwiania się imperjum bizantyjskiego. 
\V młodości udał się na dwór osmań
ki w Bruza, gdze dzięki opiece 
Murada I licznie .gromadzili się uczeni. Tam odbywał studja pod kie- 
runkiem uczonego żyda E l i s s a i o s a. który w państwe osmańskiem 
sprawował urząd sędziowski i miał się cieszyć znacznymi wpływami 
u dworu. Bliższych szczegółów o stosunku Pletona do Elissaiosa brak; 
wzmianka jednak Gennadiosa charakteryzuje Elissaiosa jako poli- 
teistę i sugeruje, że od niego przejął Pleton doktryny "Zoroastra" 6). 
PIeto n opuścił dwór osmański koło r. 1393, będąc już zatem w wieku 
dojrzałym, co daje ,podstawę do przypuszczeń, że tam dojrzały w nim 
poglądy filozoficzne, wypowiedziane w jego komentarzu do .MG.'(l'j(,O: 
A6'(tG., że tam dopatrywać się można genezy N6p-Ot, których ce:- 
lem było sformułowanie doktryny i kodeksu praw państwa, którego 


ed. Paris 1503. lib. V. fol. LVII. cyt. Alexandre o. c. p. XX). Pisał o nim B a l' t. 
P l a t i n a w panegir.yku na cześć kard. Bessarjona. M a I' s i l i o F i c i n o, 
wspominajllc go parokrotnie, w.ypowiada się o nim z najw.yższym uznaniem 
(Opera [1561] p. 327, 1537). Pamięć o PIetonie przechowywała się w szkole 
K o n s t a n t y n a L a s c a l' i w Messynie, z której wyszedł M. A li t o n i u s 
A n t i m a c h u s, tłumacz jednego z historycznych traktatów PIetona, - wypo- 
wiada.illey się również z entuzjazem o osobie Pletona (G e m i s t i P l e t h on i s 
de gestis graecorum post pugnam ad Mantineam per capita tractatio, duobus libris 
explicata, 1\1. A n t o n i o A n t i m a c h o i n t e r p r e t e. Basileac 1540'. 
v. f. 

-
pv). 
G) . Al. p. 423. er. S c h u l t z c o. c. p. 27-30.
		

/00035.djvu

			29 


struktura organizacyjna, jak się wyraża Uzielli, odpo'-VoLadaćby miała 
t('nkracji republikańskiej żydów za czasów Sl;dziów 7). 
Po r. 1393 Pleton przenosi się do Mistra, ówczesnej stolicy Pelo- 
)onezu i siedziby zastępcy cesarza. O jego losach do r. 1414 brak jest 
(J , . d k l .. t 
wiadomości szczegółowych. Przypuszczac Je na na ezy, ze na en 
u',res przypadają liczne, w przeważnej części dotychczas niewydane, 
komentarze i traktaty z zakresu zagadnień historycznych, geograficz- 
nvch, przyrodoznawstwa. Jest to okres przygotowawczy, związany 
z
pewne z działalnością dydaktyczną, ważny dla późniejszych planów 
reformatorskich S). 
Swym tendencjom reformatorskim dał wyraz Pleton poraz pierw- 
szy w r. 1415 '" liście skierowanym do cesarza w sprawie fortyfikacji 
I<;tmos, oraz w dwóch znanych memorjałach rw sprawie reformy Pe- 
loponezu, skierowanych do cesarza Emanuela i do księcia Teodora 9). 

[emorjały te maj:} ogromne znaczenie; świadczą one przedewszyst- 
Idem o trzeźwej orjentacji w stosunkach społecznych, politycznych 
I ekonomicznych cesarstwa, mówi:! wyraźnie o PIetonie jako o refor- 
matorze, a nie mar.zycicIu i pozwalają zrozumieć dlaczego Fr. 
FileIfo w 26 [at później pisał "praeter unum Gemystum, eaetera iIlic 
omnia commiserationis sunt plena" 10). Memorjały te wreszcie mają 
to znaczenie, że wiążą się z ogólną tendencją ri zadaniem Praw - 
odrodzeniem na Pe,ioponezie tradycyj helleńskich oparciu na nich 
ustroju nowego p311stwa. 
Chociaż wypadki na Peloponezie nie potoczyły się całkowicie po 
myśli PIetona, jest rzeczą niewątpliwą, że cieszył się on z.naczeniem 
i powagą u dworu. Sprawował on urząd sędziow.ski i rozwaga jego 
i sprawiedliwość porównywana była do zalet Minosa i Radamantysa. 

chodził on za tego, który posiadł najgłębszą wiedzę (jO(plav 't'
v poEV 
ó
s6rs 1.1). Nic więc dziwnego, że naokoło tego uczonego męża, obda- 
rzonego dużą siłą intelektualną i moralną, zgromadziło się grono tych, 


7.> U z i e 11 i, G.: Filippo Bonaceorsi ."Callimaco Esperientc" di San Giminia- 
no, 
hs('danca storica delIa Valdesa. t. VI (1898) p. 120. 
. J, D.lieła PIctona wylicza M i g n e, Patr. Gr. 160'. c. 775-792. Zpośród tych, 
!..torc nl( ".chodzll w grę przy rekonstrukcji jego filozofji, podkreślić należy komen- 
tar? do S t l' a b o n a (L a ur. 28 29 - M a l' c XI 18 ) , 
"I ,. . , oraz '1rept TlU',! J.L€'t'f.t 't'
v £'1 
, 'J.'," .... q. !la Yj'I (Venetiis, ap. Aldum 1\1., 150'3). 
Bel I
I Slt'Zungsberichten der. phil.-hist. Classe der k. Akademie der Wiss. zu Wien. 
. . (1852). - Potr. gr 160 c 821 840' " ' . , 
c 341-866 . 
 . " - . "p()<; 'i:O
 
'JatA€a EllWOO+jMV, oraz ib. 
, . "'P()<; "O'' "'Ea;:();;'fjv (-h()
(ópoY. er. Schultze p. 41. ' 
lO) P. przyp. 5. 
11) G . 
J l' e g o l' ] o s 1\1 o n a C h o s, wyd. Alexandrc p. 397.
		

/00036.djvu

			30 


którzy jako uczniowie rad.zi byli korzystać z jego nauk i jako wyznaw- 
cy jego poglądów gotowi byli stać się stronnikami w urzeczywistnia- 
niu planów reformatorskich. Wśród tych wybranym (atpOOp,ISIIOt), 
jak pisze jeden z jego uczniów Gregorios Monachos 12), ukazał krótszą 
drogę do wiedzy ('tDtI;; atpOOp,Elloi:
 ODOII fj(y.a't'
1I S'tEp,EII E'ltta't
p,'
c;), uwolnił 
ich od błędu, dla nich też przeznaczył najważniejsze ze ,swych dzieł 
Prawa - NOP,O{tEGb:, albo H 'troll IIÓp,WII a0l1pa'f
L3). 
Idąc za zdaniem Schultzego 14), otoczenie Pletona traktować na- 
leży jako s e k t ę, wzproszoną po jego śmierci i po spaleniu Praw. 
Dzieło to zawierało kodeks praw, doktrynę i rytuał sekty. Należeli do 
niej m. in. wspomniany Gregorios Monachos, Hieronymos Charitoni- 
mo s, książę Demetrios i Bessarjon. Znaczenie Pletona przed soborem 
florenckim dojść musiało do szczytu, Igdyż w r. 1438 znajduje się on 
wśród delegacji ,greckiej jako radca (aó'(7-k
'toc) cesarza, nie waha się 
wypowiadać dość ostro sformułowanych poglądów na temat interpre- 
tacji tekstów, wyra
nie godzących w autorytatywność przytaczanych 
argumentów 15), miewa konferencje o filozofji platońskiej w domu 
kard. Cesarini, zyskując tam sympatków wśród włochów, wypowiada 
wreszcie znane słowa, cytowane przez G. Trapezuntiosa, których auten- 
tyczności nie ma powodu kwestjonować, gdyż są dokładnym odpowied- 
nikiem jego poglądów na chrześcijaństwo i planów reformator- 
skich 16 ). Słowa te warto raz jeszcze przytoczyć, gdyż formułują one 


12) Ibidcm. 
13) Patr. Gr. 160'. p. 785 n. 
14) O. C. p. 53 f. 
15) Cf. S.}Topulos cyt. Schultze p. 67 przypis 1. 
1-6) Dziwić się należy jak, po wydaniu fragmcntów Praw, po przedrukowa- 
niu w Patr. Gr. sławnego listu Gcnnadiosa (160', c. 633-(48), wrcszcic po wyda- 
niu opracowań SchuItzego i Parisotti, mógł D e R u g g i e l' o w swej Storia 
delia filosofia. P. III. (Rinascimento, Riforma e Controriforma) vol. r. p. 117/118 
uznać pogllld na Gemistosa jako na reformatora antychrześcijańskiego za le- 
gcndę, powołujllc się na względy następujllce: a) że wiadomość pochodzi od 
J e l' z e g o z T r a p e z u n t u, b) że, rzekomo, niema śladów planów i sent.}'- 
mentów antychrześcijańskich w Prawach, c) że Gcmistos brał udział w Soborze 
Florenckim, jako członek delegacji grecldej. W odpowiedzi na to zaznaczyć wy- 
pada, że, chociaż Trapczuntiusowi nie można przyznać wartości myślicicla filo- 
zoficznego, to jednak jego Comparationes mogll być wykorz.}'stywane jako źródło 
informacyjne, któr.}' to charakter przedewsz.}'stldem ma przedostatni rozdział te- 
go dzieła: De Gemysto. Stanowisko Jerzego z Trapezuntu poddane zostanie ana- 
lizie w rozdziale następnym. W sprawie analizy i oceny jego dzieła cf. 11 o h- 
l e r, L: Rardinal Bessarion aIs Theololge, Humanist und Staatsmann. Pader- 
born 1923. p. 352-358. Czy pogllld na Gcmistosa, będllcy przedmiotem "legendy", 
znajduje swc potwierdzcnie wśród zachowanych fragmentów Praw, na to clo-
		

/00037.djvu

			31 


w sposób nieco lapidarny, lecz jasny tendencje reformatorskie PIelo- 
na. "Audivi ego ipsum F1lorentiae, venit enim ad conoHium cum 
GraeC'is, asserentem unam eandemque retigionem..... universum 
orbem paucis post annis esse suscepturum. Cumque rogassem, Chri- 
stine an Machumeti? Neutram inquit, sed non a gentilitate differen- 
tern. . .. Peroepi etiam... palam dixisse ipsum... non mults annis 
post mortern suam et Machumetum et Christum lapsum iri, et veram 
in omnes orbis oras veritatem parfulsuram" 17). 
Pleton zatem przed Soborem Florenckim musiał napisać swe 
P
awa. D
iałalność jego we Florencji nasuwa pewne skojarzenia 
z podróżami Platona na Sycylję. Jednakże dokładnych i objektywnych 
świadectw o jego działalności we Florencji, poza Soborem, brak. 
Uwagi Gennadiosa nie są bezstronne, wz;mianki li Marsilio Ficino są 
bardzo lakoniczne, kard. Bessarjon, poza zwięzłym listem kondolen- 
cyjnym do synów PIetona, niemal -zupełnie w swych pismach imię 
swego mistrza pomijał. Przypuszczać należy, że mimo powszechnego 
niezadowolenia, z dzieła Trapezuntiosa, rozdział 'Poświęcony PIetonowi 
został wzięty pod uwagę, i że o egzekucji Gennadiosa nad Prawami 
wiadomo 'było w Italji. Czy mimo to Pleton wywarł wpływ na kształ- 
towanie ,się prądów umysłowych i filozoficznych we \Vłoszech, o tern 
mowa będzie w następujących rozdziałach; na razie wystarczy zazna- 
czyć, że ogromna ilość rękopisów jego dzieł w bibljotekach włoskich 
każe postawić pytanie, w jakim stopniu pisma jego były znane 18). 
Od Soboru Florenckiego zaczyna się niepowodzenie Pieto na. 
Znalazł on zaciekłego przeciwnika w osobie Gennadiosa (Georgios 
Scholarios), późniejszego patrjarchy konstantynopolitańskiego 19). 


starczy odpowiedzi treść całego niniejszego rozdziału. Co się tyczy wreszcie 
udziału Pletona w Soborze Florenckim, to ograniczę sic tylko do podkreślenia, 
że udział ten nie postuluj c b.ynajmniej stanowiska pro-chrześcijańskiego z jego 
strony, tak jak nie implikuje bynajmniej sentymentów pro-rzymskich wśród 
innych ezłonk6w delegacji. Co się zaś tycz.}" jego stosunku do obrad soboru za- 
sługujc na uWagę wyżej wzmiankowany fragment z Syropulosa. Cf. Schultze o. c. 
p. 63 ff. 
.17) ,Comparationes PllylosopllOrum Aristotelis et Platonis a Georgio Trape- 
suntlO Vlm clarissimo. Venctiis MDXXIII. l. III. c. 19. f. 158 ff. 
1
) P. p:zyp, 5. -. Cf. l\Ioh
er o, c. p. 348 ff. - D e II a T o l' l' e, A.: Storia 
platomca dcB AccademIa platomca di Frenze. Firenze 190'2. 
. 19) Cf Patr. Gr. t. 160'. c. 249-312. - J u g i e, M.: Georges Scholarios et 
Salllt Thomas d'Aquin. Melanges Manclonnet. t. l p. 423-440'. (Bibl. thomiste. 
t. XIII. ,1,930'). - Oevres compleles de G e o r g e s S c h o l a r i 01 s, publićes pour 
la premlere fois par L. Petit, X. A. Sidćrides, et M. Jugie. Paris. 1929. _ G a s s, 
Gennadius lInd Pletho. 1844. - J a s t l' Z ę b s k i, M.: Jerzy Scholarios. Collecta- 
nea Theologica (Przegl. Tcol.) t. XIII. Lwów 1932, p. 20'3 ff.
		

/00038.djvu

			32 


Ten wybitny teolog Kościoła Wschodniego brał również udział w So- 
borze Florenckim, należąc do grona przeciwników unji dla innych niż 
Gemistos powodów, snuł on niewątpliwie myśl () odrodzeniu Kościoła 
\Vschodniego i utrzymaniu jego potęgi mimo upadku cesarstwa. Na 
drlldze tej spotyka niehezpieczeństwo ze strony programu i wpływów 
PIetona, wszystkie więc siły stara się zwrócić przeciwko niemu 20). 
Ostatnie dziesięciolecie życia blisko stuletniego starca '\vypełnio- 
ne jest ciągłą polemiką z Gennadiosem, który jest bezwarunkowo 
pierwszym autorem dyskredytującej oceny naszego myśliciela. "Valka 
Gennadiosa z PIetonem, szczególnie jego egzekucja polegająca na spa- 
leniu Praw po śmierci autora miała w sobie element tragiczny, istotą 
którego był konflikt dwóch różnych poglądów na świat. 
Trudno jest odnaleźć z jednej lub z d
'ugiej strony objektywne 
mogące mieć powszechną wartość argumenty. Celem jednego 
i drugiego jest dobro i szczęście ludzi, chęć poprawienia stosunków 
społecznych cesarstwa 2
). Obaj różnią się w wY'borze przewodników 
i dróg: jeden widzi w chrześcijmistwie najlepszą gwarancję szczęścia 
ludzi i w założeniach tej rcligji widzi prawo objawione, drugi - w sta- 
rożytnych doktrynach teologicznych, w prawodawstwie i filozofji grec- 
ckiej widzi naukę zgodną z naturą ludzką i z porządkiem wszech- 
świata. 
VV ten sposób zginęły Prawa, źródło służące nietylko do zrozu- 
mia systemu filozoficznego PIetona, lecz również źródło cennych in- 
formacyj o kulturze starożytności klasycznej, zaczerpniętych nieraz 
z dzieł dziś już niedostępnych. Pewną część Praw zachował sam Gen- 
nadios, pozostawiając tern umotywanie swego wyroku, inne części 
w odpisach uczniów Pletona znajdują się rozproszone w różnych bi- 
bljotekach europejskich 22). 


20) Cf. G e o l' g e s S c b o l a l' i u s surnommć G e n n a d i u s Patriarche 
de Constantinople, Contre des doutes de PlMhon sur Aristote... puhlić par Mino'ide 
M y n a s. Paris 1858. 
21) Cf. H u i t, Ch.: Le Platonismc a Bysance et en Italic a la fin du moyen 
agc. Compte reJJdu du III. congres scientifiqlle interJJationale des catholiqucs. 
Bruxellcs 1895. Scienecs phiJosophiques. p. 293-30'9. 
22) Rękopisy Pletona są rozsypanc po całej Europie. Najważniej
ze znaj- 
dujll się w l\Ionachjum, Paryżu, Wenecji, Florencji, 'Viedniu i Rzymie. F lor e n- 
ej a, Laur: 28,29; 56, 18; 80', 24; 57,33. - Ricc. gr. 76. Wenecja, Marc.: 
XI,9; XI, 18; II, 186; IV, 30' i 31; XI, 11; IX, 23; VII, 54. R z y m V a L: Barb. gr. 
22; 84; 61; 107; 116; 179. - Vat. gr. 1002; 10'11. Rękopisy w Monachjum cr. 
H a l' d t, Cało cod. ins. gr. Monachil 1806 v. I - III.; w sprawie parysIdeh er. 
Alexandre O. c.
		

/00039.djvu

			33 


Niezależnie od zagadnienia wpływu Pletona na środowiska filo- 
zoficzne we Florencji, zwrócić należy uwagę na fakt ilustrujący powa- 
gę, jaką on cieszył się w pewnych środowiskach we \Vłoszech. Pleton 
umarł koło r. 1452 23 ). W dwanaście lat potem podczas wojny Rzeczy- 
pospoHtej Wenecwiej o Moreę, Sigismondo Pandolfo Malates.ta, znany 
humanista, władca Rimini "Romanis Pontificibus hostis acerri- 
mus", - jako generał armji weneckiej zdobył Spartę i prochy filo- 
zofa przeniósł do Rilllini. umieszczając je wśród grobów Templum 
Ualatestianum 24) . 
Krótki ten przegląd życia i działania Gemistosa Pletona wskazuje 
na to, że mamy do czynienia z osobistością znaczną pod względem za- 
kresu i programu działania, twórczości łi.terackiej i wpływu. 
Z pośród licznych pism PIetona, wymienić tu należy następujące, 
jako takie które bezpośrednio służą do rekonstrukcji jego systemu fi- 
lozoficznego: 1) Zachowane fragmenty Praw; 2) Komentarz do Wy- 
roczni Chaldejskich; 3) Strzeszezenie doktryn Platona i Zoroastra; 
4) Traktat o cnotach; 5) Traktat o predestynacji; 6) Traktat o po- 
równaniu filozofji Arystotelesa i Platona 25) . 


23) \V sprawie daty śmierci Gemistosa, ef. Mohlcr, o. c. - Gercke, A.: Theo- 
doros Gazes. Greifswald 190'3. Diss. - Schultze p. 10'6 n. 
24) SchuJtze p. 10'8-10'9. - Charakterystyka Zygmunta Malatesty zaczerpnię- 
ta jest z B a l' t o 10m c o d e 11 a F o n t e, Aclnotationes in Livium et Annales 
suorum temporum [Cod. Ricc. 1172 (N. II. 39)], cyt. L a m i, Cat. cod. Ricc. p. 195. 
25) Korzystam z nastl;:pująC.}-eh wydań wymicnionych dzieł: 
1. m,'r.{)-W'iO<; YO!-'-,,;'I cun	
			

/00040.djvu

			34 


Wyżej już była mowa o celu Praw i ich losie, należy jeszcze do- 
dać kilka słów na temat konstrukcji tego dzieła i zachowanych części. 
Dzieło to, jak o tern świadczy zachowany indeks, składało się z trzech 
kshH
, obejmujących w sumie wraz ze wstępem 100 rozdziałów. Z tych 
zaś -zachowało się 12 w całości, oraz 7 w ułamkach. Z pierwszej księgi, 
na której treść składały się, poza wstępnemi rozważaniami zajmują- 
cemi się podstawami filozofji, bardzo ważne rozważania na temat orga- 
nizacji i urządzeń państwowych, ekonomicznych, politycznych j sa- 
kralnych, zachowały się tylko rozdziały 1, 2, 3, 4, 5 i 21. Druga księga 
obejmująca jego logikę, fizykę i psychologję jest niemal całkowicie 
zniszczona. Gennadios zachował tylko rozdział 26, ocalając też jedno- 
cześnie parę wierszy rozdziału następnego. Pozatem zachował się 
rozdział 6 1tSpt SlP,ry.pp.€v-ł'jc;, dzięki licznym kopjom sporządzonym 
podczas pobytu filozofa w Italji. Trzecia księga stanowiąca dalszy 
ciąg rozważań na temat instytucyj pałistwowych, omawiająca zagad- 
nienia dobra i zła, wychowania, sprawiedliwości i organizacji kultu jest 
również w drobnej stosunkowo części zachowana. Mimo tak fragmen- 
tarycznego zachowania się tego najważniejszego dzieła PIetona, sta- 
nowi ono podstawę do rekonstrukcji jego systemu filozoficznego. 
E

T
crtC;, będące komentarzem do Wyroczni Chaldejskich, jest 
również ważnym pismem ze względu na to, że zawiera poglądy psycho- 
logiczne i etykę PIetona, zniszczone wraz z drugą księgą Praw. 
LO'(ItS
('I,A(J.t(j)'JtC; jest zestawieniem w dwunastu punktach założeń fi- 
lozoficznych Gemistosa. IIspt Slp,ap(J,EV'
C; i [lspt .zps't(/)Y wiążą się z ca- 
łym systemem Pletona i w niniejszym rozdziale bmne będą pod 
uwagę. 


II. 


Przystępując do omówienia filozofji PIetona, pierwszym nasuwa- 
jącym się pytaniem jest określenie punktu wyjścia, założeń i tendencyj 
jego filozofji. Odpowiedź na to py-Łanie znajdujemy w rozdz. I ks. I 
Praw'2G). \Vszyscy ludzie, w myśl wypowiedzianych tam poglądów, 


5. nep! "'I-'-GtppJy"JC. Libcllus de tato. cd. Rcimarus Lugduni Bat. 1722. Prze- 
drukowane jako 6 rozdz. II ks. Praw przez Alcxandrc p. 64-79, oraz luźnie 
Patr. Gr. 160. c. 961 - 964. 
6. l'ewp"(£ou 'tOD l'ep.
::H:OD"Sp! ,hy , Ap
c'to'tn,"Jc "pk ll)JJ.t:wYa 

a.'f'2ps'ta
. G e o l' g i 
G e ID i s t i P l e t h o n i s Plutonicae et Aristotelicae Philosophiae compuratio. 
'Vyd. B e I' n. D o n a t u s Venetiis ap. Hier. Scotum. 1540'; oprócz tego Paryż 
1540', Bazylea 1574 i in, Putr. Gr., 160. c. 889-934. 
Inne dzicła o charakterze polemicznym przeciwko Gennadiosowi wymicnio- 
ne zostaną w rozdziale nastcpnym. 
26) Ed. Alex. p. 16 ff.
		

/00041.djvu

			35 


dążą do osi
!gnięcia szczęścia. Dążenie to jest czynnikiem jedynie 
wspólnym wszystkim i powszechnym 27). Zdążając jednak do jedne- 
go celu, ludzie id
! różnemi drogami, w zależności od tego w czem upa- 
trują ,przedmiot szczęścia. Różnorodność w zakresie pojmowania 
szczęścia (przyjemność, bogactwo, sława, cnota). jest przyczyną pow- 
stania różnorodności s
!dów, ocen, wartości i norm etycznych. Gdy- 
byśmy nawet zgodzili się w sprawie przyjęcia c n o t y za przedmiot 
szczęścia, to jeszcze nie zdołamy unikn
!ć pewnej rozbieżności. Jedni 
bmviem pojmują cnotę w sposób antyintelektualistyczny, uważając, 
że nauka przeciwną jest cnocie, inni znowu stoją na stanowisku, że 
wiedza jest podstawą cnoty 28). W ten sposób powstają dwa różne 
stanowiska etyczne, dające powód do powstania kontrowersji i ant y- 
nomji norm. 
Z pośród tych dwóch wyszczególnionych stanowisk Pleton wybie- 
ra drugie stanowisko, nazywając pierwsze sofistycznem, i podkreśla, 
że, aby móc znaleźć najlepsze życie należy umieć rozpoznać najlepszą 
drogę. W tym celu jednak należy poznać naturę ludzk
! i jej własno- 
ści 'tte; ,,()'ts .
 
r),)l: 'ts arnOT) 'l.aL Oó\lap.tC;: ihny 29). Lecz i tu za- 
dania nie można ograniczyć: ,by poznać naturę ludzką, poznać trzeba 
naturę i własności wszechświata i poszczególnych bytów 30). Po po- 
'znaniu wszechświata i po określeniu w nim miejsca człowieka, mó- 
wić można o właściwych człowiekowi regułach działania i wskazaniach 
postępuwania ;.;, n 'ts Y.aL 
7t0)e; ..pa.'t'toy'tl ap.ELYOY 31) . 
Kosmologja zatem i psychologja musi być podstaw
! systemu 
etycznego, którego cechą będzie, w przeciwiel1.stwie do innych, subjek- 
tywnie wykładających system norm, objektywizm i zgodność z naturą 
ludzk
!, jej zdolnościami i potrzebami. 
\Vluaezając na temat kosmologji i ontologji, natrafia się rów- 
nie;; na różne i sprzeczne stanowisl"a odnośnie do podstawowych za- 
gadniel1.. Jedni twierdzą, że bogowie nie istnieją, inni znowu - że 
istniej ą; ci zaś którzy umaj:1 istnienie bogów różnią się między sob
! 
wtem, .le niektórzy twierdz
!, że bogowie nie zajmują się sprawami 


27) ib. p. 16: -t.:scpó".a:
[ "(b.p {l",a.'JT€
 ii.V-&pO.H't()
.... 'toi) &)C €baa.!.lLbvm
 

OUy -y.a! 'tof)'to 
EV 'tE: 'Ka.t 'l.OtvrJv tn:!..&óro"'ljp.a ÓTCapZ€t ha. Ot y av.&pó)';tOtCa..a 
28) ib. p, 18: 'A:)';:[Ka (j[ P.Sy )J'j()"J '1:3 "at P.'J.&!pElOY oDOS 08
Y 'I:
 oD(JSY r-poc; 

, }. ....
.., - , ' ) . 
ap€
'rr' 'Jop.!.':.()O
!.'J. Ot (j au'ta 't'1.U':t;t 'Y.ut 'Y.€Cf[J. ..a.!.ov apa-'t
: 'iCo!.ooy'ta
 'Y.a! 'too'tov p.6J.tcrra. 
łiL!.P.€J,O'l
a!, 3itm
 Ó)C CfJf'CJv!.f-ló.rra'to!. 'tE 'Y.a! O(;
Ó)'LaTD
 rE:VOV'La
. 
29) ib. p. 22. 

U) ib. 
31) ib.
		

/00042.djvu

			36 


ludzi, inni zaś, że się niemi zajmuj:! i mogą wpływać na ich prze- 
bieg 32). 
Idąc śladami łych, ldórzy przyjmują istnienie bogów, i przyjmu- 
jąc tern samem problem stosunku Boga do świata, natrafia się na sze- 
reg nowych rozbieżności w sprawie rozwiązania szczegółowych za- 
gadnień: w kwestji stosunku Boga do świata powstaje rozbieżność na 
temat monoteizmu i politeizmu, zniszczalności i niezniszczalności 
świata, przyczyny dobra i zła, w kwestji stosunku Boga do człowieka, 
lub też człowieka do wszechświata powstaje zagadnienie determinizmu 
lub indeterminizmu 33). 
Jak rozwh!zać te zagadnienia? Próbuj ą na nie odpowiedzieć 
poeci, sofiści, prawodawcy i filozofowie. Pierwszym i drugim nie cho- 
dzi o rzetelną odpowiedź na postawione zagadnienia; zadawalniają się 
oni zwykle doktrynami, które chętnie przyjmowane są przez ogół, bez 
brania odpowiedzialności za zgodność głoszonej doktryny z prawd:! 34) . 
Bardziej zdrowe poglądy spotyka się u prawodawców i filozofów, gdyż 
prawodawcy, ustanawiając prawa, mają na względzie wspólne dobro, 
filozofowie zaś mają za cel jedyny poszukiwanie prawdy 35). 
Zamierzając rozwiązać te wyżej wymienione pierwszorzędnej wagi 
zagadnienia, Pleton zwraca się do doktryn wy,pracowanych przez pra:" 
wodawców i filozofów antycznych, w nich szukając dyrektywy i opar-. 
cia 36). Stąd też we wstępie do swy.ch Praw tak określa ich treść: 


cH 
l
AO<;, fjOE 7CEplŚXEl 
(-)EoAO'(lay p:
y 't"
y 'Ka't/X ZwpoG.()'tP"iJ Y 'tE 'Kal IIA&.'twya,... 
'H&l'Ka. 'Ka'ta. 'te 'too<; ao'too<; CJocpoo<; 'Kal 
'tl (LEY 'too<; 
'twI'KOó<;. 
nOAl'tslay os Aa'KWYl'K"
Y,... 
ipOCJl'K/X OS O"
 'Ka'ta. 'AplCJ'tO'tŚA"iJY 'ta. 7CO/),a.,.. 
Nie wszystko z tego obszernego i bogatego w treść dzieła daje się 
odtworzyć. Tak więc fizyka i etyka, stanowiąca treść prawie całkowi- 
cie zniszczonej księgi drugiej, jest niemal niemożliwa do odtworzenia. 
\Vartość tych właśnie części znał Gennadios, przyznając się do żalu 


32) Al. p. 24. 
33) ib. 
34) ib. p. 28, cf. p. 256 ff. 
35) ib. p. 28. 
36) W 2 rozdz. I ks. Praw, '/t8pt -1J"(8p.bvwv 'tlOV 
8hto'twv Abiwv, PIeton,. 
obok filozofów Pitagorasa, Platona, Parmenidesa, Timaiosa, [zapewne chodzi 
o apokryf Tlp.atoo;; .\b"poo;;], Plutarcha, Plotyna, Porfirjusza i Jamblicha, wymie- 
nia w pierwszym rzędzic Z o l' o a s t r a 'ttov 't8 .&dwv 'Kat aAi.wv 'Kai.lov 'ttov r.i.8to'twY> 
£1tt'l'avEo'ta'twV j8vbp.8VOY tŚ'iJPJ't-1Jv [Al. p. 30'].
		

/00043.djvu

			37 


z pawodu zniszczenia tych cennych, "lecz zarażanych" części nauki 
Pletana 37). Inne części systemu filazafi,cznega Pletana dają się na 
padstawie wyżej wyszczególnianych pism da pewnegO' stapnia rekan- 
struawać. Przystępując da rekanstrukcji, mieć trzeba zawsze na wzglę- 
dzie, że zachawała się nam część tylkO' ,głębaka przemyślanej daktryny, 
że badaczom łatwiej jest iść za aceną Gennadiasa, który <świadamie za- 
chawał niepraparcjonalną ilaść hymnów da rbagów, kasztem innych 
części Praw, niż, idąc za metadą badaczy filazofji starożytnej, padjąć 
zadanie adtwarzenia i interpretawania we fragmentach zachawanej 
doktryny. 
Na czała wymienionych przez Pletana autarytetów wysuwa się 
tealagja według Zoraastra i Platona. Liczni histarycy .filazofji 38) na 
padstawie samegO' tytułu, bez paczuwania się da abawiązku zaintere- 
sawania się przedmiatem, apierali swe poglądy a rzekomej wyłącznej 
zależnaści Pletana od późnegO' neaplatanizmu i daktryn wschadnich, 
których treść gatawi byli nawet przypisać Zaroastrawi, - pastępując 
tu dragą wskazaną przez Gennadiasa, który usiławał przekanać same- 
gO' Pletana a możliwaści sprawadzenia jegO' systemu da Praklasa, jaka 
do źródła. Zależnaść ta wprawdzie istnieje, nie jest ana jednak ani 
wyłączna, ani tak prasta by, pa pawtórzeniu za Gennadiasem apinji 
a neaplatanizmie PIetana, uznać problem za razwiązany. 
Przedewszystkiem wypada tu, przed akreśleniem stasunku Ge- 
mistasa da filazafji Platana, pastawić pytanie, czem jest właściwie 
ów z a r a a s t r y z m. Otóż jest rzeczą bezskuteczną daszukiwać się 
tu wpływów daktrynalnych, zaczerpniętych ze starażytnej Im1tury 
irańskiej i śladów religji Avesty. Ta, cO' pad nazwą Zoraastra 
znane była starażytnaści, w akresie cesarskim i - czasam Re- 
nesansu, ta pachodziła z czasów późniejszych i paśrednia tylkO' źródła 
swe miała w daktrynach wschadnich. W czasach Renesansu zaś, za- 
pewne dzięki Pletanawi 39), 'Od Zaraastra wywadzana księgę znaną 
starożytnaści pad nazwą Wyroczni Chaldeiskich, zwaną również przez 
Pletana 
Ja."(t'Xa. MO(ta.. O chranolagji i genezie tych kamentawanych 


3.) Patr. Gr. 160'. c. 639 C-D. 
38) v. S t e i n, H.: Sieben Biieher zur Geschichte dcs Platonismus. Unter- 
suehungcn iiber das Systcm des Plato und sein Verhiiltnis zu spiiteren Theologie 
und Philosophie. G5Uingen 1875. t. III. p. 10'5 H. R o c h o 11, R.: Der Platonis- 
mus der Renaissancezeit. Zeitschr. f. Kirchengesch. Bb. XIII (1892). ef. L. Stein 
W Areh. t. Gesch. d, Philos. VI (1892/93) p. 428 H. 
39) er. K l' o II, W.: De Oraculis Chaldaieis. Breslauer Philologisehe Abhan- 
diungen Bd. VII (1884). er. F. P a t I' i z i, Zoroaster et eius CCCXX. Oraeula ehal- 
daiea. Ferrara 1591.
		

/00044.djvu

			38 


przez Pletona ksiQg niżej będzie mowa. Na razie wystarczy zaznaczyć., 
że owe WYl'Ocznie składają się z 60 wierszy pisanych językiem eni- 
gmatycznym i alegorycznym; można je więc w różny bardzo szeroki 
sposób interpretować. Uwaga ta w danym razie ma to znaczenie, że 
ilustruje metodę Pletona i jego stosunek do źródeł: z różnorodnego 
materjału on nie komplikował lecz konstruował system doktryny dla 
powstałej w jego myśli koncepcji państwa i społeczellstwa. Pleton nie- 
jednokrotnie nawiązując do komentowanego tekstu daje wyraz wła- 
snym i oryginalnym .poglądem. 
\V sprawie wyżej wymienionego problemu stosunku Boga do 
świata, Pieto n przeciwstawia się monoteizmowi i politeizmowi popu- 
larnemu, przyjmując istnienie jednego Boga najwyższego [,!:r,y r.psa- 

ó'!:a.'!:OY UlW {,,,ooy !7.PX'
"(ih'
Y], oraz szereg bogów niższych stopni 
'!:a. 6r:.ó'!:spa. '!:s 'Xa.t '!:pl'!:a. 'fsp0I-i£Yoo<;; '!:'
<;; {}r:.6'!:'
'!:o<;;, przyjmując tezę o czę- 
ściowej tylko zniszczalności świata i jego wieczności, uznaje wreszcie 
zasadę determinizmu 4'0). 
Przyjmuje on pozatem trzy główne zasady (a
loop.a.) swej filozo- 
fji: 1) że istnieje bóg początek (aPX'fJ) wszystkiego, 2) że istnieje wza- 
jemna odpowiedniość pomiędzy bytami (OOlJla.) i od nich pochodzą- 
cymi jestestwami, wreszcie 3) że działanie (
p"(a.) u poszczególnych 
stworzeń musi mieć związek z ich istotą (ooala.)H). 
Bóg (-q a.pX'fJ a.o'::'
 UOY 7tG-Y'!:ooy) nazywany Zeusem, a."{a.'&Oy 
ó p.Ś"(llJ'!:O<;; {}so<;;, a.o'!:07ta.'!:sp, i)-
l-ilOOV(r,<;;, jest absolutm! przyczyną wszyst- 
kiego, -będącą nie tylko poza czasem, ale i poza wiecznością 42). Z na- 
tury Boga wynika konieczność tworzenia; tworzenie to jest tak wiecz- 
ne jak sam Bóg. Proces tworzenia (O-IJp.LOOV(SlY) w filozofji Pletona jest 
jednym z bardziej charakterystycznych punktów i jako taki będzie 
poniżej wzięty ;pod uwagę. Na razie wystarczy zaznaczyć, że nie jest 
to ani emanacja, ani generacja, ani też ewolucja; Schultze określa ten 
proces nie bardzo szczęśliwą i jasną nazwą s p e c y f i k a c j i 43). 
Lecz, jak już zostało nadmienione, Pleton nie ogranicza się do 
przyjęcie istnienia jednego Boga, uznaje on 	
			

/00045.djvu

			39 


ry, ten cały Olimp grecki wprowadzony do kosmologji? Otóż pytania 
tego nie da się rozwi
!zać bez wgłębienia się w tekst Pletona i sens jego 
nauki i bardzo duży błąd metodologiczny popełniają ci, którzy dając 
się zasugerować wspólnością nazwy utożsamiają znaczenie nazw bo- 
gów w systemie Pletona z tern, które mają one w mitologji. Jeżeli się 
chc
 jednak rozwiązać pytanie interpretacyjne i biorąc za punkt wi- 
dzenia znaczenie kosmologiczne tego Olimpu systemu PIetona, przy- 
jąc należy, analogicznie do odpowiednich ustępów Timaiosa Platona. 
że nazwy hogów w kosmologji Pletona odpowiadają pewnym własno- 
ściom i czynnościom demiurga. Posejdon, najbl,iższy demiurgowi, to 
tyle co wszechobejmująca idea ('.100<;;) - zasada twórcza wszechświata, 
H e r a - element pasywny (oÓyap.l<;;) idealny odpowiednik materji 
w świecie stworzeIi. Podobne znaczenie mają pozostali bogowie. 
'A',,6).).wv p.S'J 'tao't6't8't0<;;, "AP'te:p.l<;; os £'te:p6nJ'to<;;, 'Xal "H
ala'to<;; P.Sy (J'ta- 
'tsÓJ<;; 'te: 'Xal 't'fJ<;; E\I 'tii) p.OY'fJ<;;, .ll6yoao<;; os ao'to'XlY"tJala<;;, 'te: 'Xal óhiJ<;;, 't'fJ<;; 
'ts SC 'to 'ts),sÓJ'tsp0C;: a.va'{wVfJ<;;, ' A{}'
y& os 't"1}<;; ótp' s't€PW\I 'Xl\l'fJasÓJ<;; 'te: 'Xai. 
(0':;2W<;;, '::00 'ts 7r:SplŚp,OO a.7to'Xplasw<;;45). 
Nazwy zatem bogów określają pewne najogólniejsze zasady: toż- 
samość, różność, spoczynek, ruch. Podobne też znaczenie mają na- 
zwy pozostałych bogów, których rola zostanie jeszcze w dalszym cią- 
gu uwzględniona 46), 
Demiurg i bogowie stanowią najwyższy rodzaj bytu. Niezależnie 
od przyjętych nazw mitologicznych, w następujący sposób określić 
można ich rolę we wszechświecie. Stanowią one niezmienny i wieczny 
byt, świat idealny, zawierający w sobie potencjalnie niejako wszystko 
to, co staje się przedmiotem tworzenia. Bogowie są to wzory rzeczy 
stworzonych i zasady procesów świata. Istnieją oni poza granicą cza- 
su i wieczności, stąd świat. powstały w drodze konieczności, przez 
a k t u a l i z a c j ę potencjalnie zawartych rzeczywistości, - jest 
wieczny. To jest sens pierwszego aksjmnatu filozofji PIetona. 
Druga zasada dotyczy wszechświata. Formułuje ona jego podział 
na trzy hi.postazy wzajmnie z sobą komunikujące się. - z których 


Inscription ct Bcllc Lcttres... T. II. Paris 1717. v. p. 788 f.: "Selon luy les artres 
avoicnt une ame; les dćmons n'etaient point dcs esprit malins, le monde estoit 
eterneJ. II cstablissoit la polygamic, ou la libertć d'avoir plusicurs femmes. II 
vouloit qu'i! y en eut de communes. Tout son ouvrage estoit rempli de pareilles 
foli es. et de beaucoup d'impietez dont de dćtail seroit trop long". To powierz- 
chowne wyliczenie, zawierajllce Sklldinlld dużo nieścisłości i błędów, stało się 

ródłem równie mylnych informacyj historyków filozofji, czerpillcych ze skąd- 
mlld cenncgo przyczynka Boivin. 
45) Al. p. 158 ff. 
46) er. p. 19.
		

/00046.djvu

			40 


pierwsza - bytów niezmiennych (')t(/''t&. 7Ca.V't(/. 't(/. [J.od.) , druga- 
padległych czasawi i ruchawi, trzecia - istat śmiertelnych 47). Ka.t 
O'
 oouo um 
 uÓP.7Ca.G(/' 't00 oV'toc; '(£vEmc; 
v 'tpl't'tOlC; ;oÓGSWV '(£VEGtV 
cY.7CO'tE'tD,EG'ta.l, 
1) 't00 p.sv 7CpEG
O'ta.'too, 7Ca.P.7Ca.V 'ts i'J-ij cY. ')t l V iJ 't o o 'ttvoC; xd a. l w v £ o o 
'( £ v o o C;, a.O'tOO GOO '(S'{ov6't0c; o'iJp.tOop'(oi), 
2) 't00 o' cY. r: o £ o o p.sv 'Xa.t a.?.>'too, 'X l V 'iJ 't o fj O' ODV 'X[J.[ s'(XP6voo, 'tIlW 
ulOV 7Ca.tOWv 'toi) 'Xpa.'ttG'too n OuSlOlOVOC; 't'
c; '(SV£GEWC; '
TiJu(/.P'ŚVQO, 
3) 'toi) o' a
 SGXa.'too 'ts 'Xa.1. {} V 'iJ 't o o 7C a. V 't o c;, '1-D,£oo 'ts o'
 'Xd ap.(J. 
Kp6voo 't'
 '(SV£GEl ASl'tOOp'(OllV'tOlV. 
Na pierwszą hipastazę składają się c i a ł a n i e b i e s k i e, któ- 
rych składnikami kanstytucyj'llemi są agień, najodaskanalszy z paśród 
pierwiastków materjalnych, i duch, któremu Pletan nadaje nieraz na- 
zwę bogów (Helias, Selene). Te jestestwa są bezpośrednia przez Pa- 
sejdana stwarzane, pachodzą więc, w myśl pawyższej interpretacji, 
wprast ad demiurga. Są ane najdaskanalsze z paś ród stwarzeń, są 
wieczne, niezmienne, niepadlegające czasawi i ruchawi. 
Na drugą hipastazę składają się d e m a n y (X{}6VlOl o(/.£p.OVEC;). Są 
ani pośrednikami między 'bogami aistatami ś'llliertelnemi, są również 
wieczni. O tej hipastazie jednak brak nam dakładniejszych infarma- 
cyj, gdyż razdz. XIX i XX ks. II Pl'aW nie są zachawane. 
Trzecią hipastazą jest n a t u l' a Ś m i e l' t e I n a. Ta część fila- 
zafji Pletana adpawiada fizyce, która również nie daje się w szczegó- 
łach adtwarzyć, szczególnie w częściach astranamicznych. Niemniej 
zwrócić tu należy uwagę na naukę a e I e m e 'fi t a c h i a m a t e l' j i. 
Pleton przyjmuje cztery radzaje ciał (agień, ,pawietrze, wada i zie- 
mia), na które składają się elementy. Ze wszystkich elementów naj- 
daskanalszym jest e t e r. Interesujące jest również pajmawanie 'llla- 
terji (o)'iJ) która, według PIetana, padzielna jest w nieskańcza- 
naść 48). Ta wskazuje na fakt, że dla Pieta na materja nie była tylkO' 
Q6V(/.p.lC;, lecz czemś s u b s t a n c j a In e m. 
W reszcie t r z e c i a z a s a d a filazafji PIetana. Datyczy ana 
natury ludzkiej. By działanie człowieka znajdowała jakąś adpawied- 
niaść w stasunku da bytów daskanałyeh, natura ludzka musi mieć 
z niemi jakiś związek. W ten spasób Pletan przyjmuje dualizm 
w kwestji natury ludzkiej: czławiek składa się z dwóch elementów, 


47) Al. p. 180'. - cf 'EŚ.fJr'iJ0
:;:' ed. GaUaeus p. 90'. 
48) Al. p. 54: ... v.a.t f:»).'iJv. DD y,w'iJ'r.fJv p.[,VDV, u.na y,at OV.€(J(Jo't.fJv (J'q 'rtva 
1J'iJ 'l'tJOtV 
Kat p.€fit,n.fJv er.' armfiDv.
		

/00047.djvu

			41 


z ldórych jeden, podobny naturom boskim, jest wieczny, drugi - ma- 
tcrjalny i zniszczalny. 
Zasada ta prowadzi nas na teren psychologji i nasuwa trzy za- 
sadnicze zagadnienia: 1) człowiel{ i wszechświat, 2) dusza imaterja, 
3) szczęście człowieka. Mamy tu zatem uzupełnienie doktryny kosmo- 
logicznej - psychologję i etykę. W nich ujawniają się najbardziej 
dla Pletona charakterystyC!zne ,stanowi,ska: determinizm kosmicz- 
ny, dualizm kosmologiczny i psychologiczny, wreszcie eudajmonizm 
etyczny. 
. Przyjąwszy dualizm ciała i duszy, i uznawszy duszę za składnik 
podobny bogom, określić należy jej naturę i rolę we wszechświecie. 
Naturę duszy określa Wyrocznia Chaldejska, w ,s.łowach następu- 
jących: "On 
oX'
 r.óp OOYll.p.st "a:r;pbc; OOGa. /fa.l:.tvóv, a.{}a.va.'r:b<;; 'r:1:. P"
Vl:.t, 
')(/Xt Cw'1j<;; oSJ'iwn<;; s'nt 49). Określenie to duszy jako ognia znaczy, w myśl 
komentarza PIetona, tyle, że pochodzi od Boga i naturą swą pokrewną 
jest naturom boskim, że jest wieczna, jest głównym i kierującym 
czynnikiem życia. Dusza jest substancją niematerjalną (;'xwptfj'r:'
 
o
(j[a.) :>0). Niematerjalność, niezniszczalność i wieczność są to za- 
sadnicze cechy duszy. 
Analogicznie do pokrewnych jej bytów dusza jest niezniszczalna 
ooo
v {}v'
'r:bv EXOOJa., 3k
 {}só{}sv p.sp,e{}oG-::a.t 5
). Jest ona owocem twór- 
czej aktywności świata intelektualnego i istnienie jej jest współczesne 
istnieniu świata 52). Stworzona została przez Posejdona za pośrednic- 
twem Plutona, Kory, Heliosa i Planet, co ilustruje pozycję jej we 
wszechświecie, t. zn. partycypację w istnieniu wszystkich sfcr rzeczy- 
wistości. Dusza nie rodzi się wraz z ciałem, z ldórem zostaje złączona, 
istnieje ona przcd nim, p r e e g z y s t u .l e więc ciało. Będąc czemś 
pośredniem między światem idealnym a stworzonym, posiadać musi 
własności, pozwalające na adaptację do wyższej lub niższej egzy- 
stencji. Tak więc dzięki swej części naj doskonalszej '105<;; partycypuje 
ona egzystencji bogów, z drugiej zaś strony przystosowana jest do kie- 
rowania czynnościami ciała. 


49) Dr. Chald. v. 22, cf. Cod. Barb. gr. 179. Al. p. 275. 
50) E
+rrfJcw;; (cd. 1599) p. 34. 
51) Dr. Chald. v. 20'. 
52) tory.e'l'u),(f.[mc;
e;; ed. Alexandrc p. 266: '/tep' U; a.
 :ljfU;;Y uo'tUJY. '/tpo>'t(JY ILSV 
'& . 
0)":, zclc 
'1 'ł0x.

 A(UJ.WY obu
 oo"(r€Y
-:;; a.&(J.va'tb
 'tE fJ.€V3t ty oopavtp 'tą)8€ 'tOV a.-;tQ.V'Ca. 
ZpO'JQ',) ;r.
! r£


O:;:a 
'Eś,(t('fJc;
<;; (ed. cit.) p. 25.: m ur.o Zmpoa.;npoD 1L&ro
 Y01L['o
C;
Y, &c;'/tep y.a., u.no
 
Ci
Zyo
, 't'
\I 
DX
V 't'
v av.&poittv'Y1v, a&&.v
'tov oooa.v, aVł.Ołh:v 't8 'Y.a:rtśva.
 'ttp .&vYj'ttp 'tq)8s 
C'WU(l't'ną-..,,,',- 
......, ,... 1 
 - 'f' 
. 
.. I., ..:: r{r
o
ouoa.v., 'Y1'LOt t.n:t 'ttvu Xpovov; €P'Ia0l-J."»1vYjv ao'tf..p.. 'Y..Ut ,?mwGa.v 'ta 'Y..a.t 'Koop."'IjOOUja.v 
t'K t.(fJ fjO'la.TO.JV, 'Y..al u"b.{}.t,: 
V.&EVO€ 
V.OUO€ iJ..n:DzmpOYun
		

/00048.djvu

			42 


Stosunek duszy do ciała jest jednym z bardziej charakter
'st
'cz- 
nych punktów filozofji PIetona. Dusza po śmierci ciała nie wraca do 
swego źródła - świata idealnego. Jej zadaniem, uwarunkowanem wy- 
magalnikiem harmonji uniwersalnej, jest współistnienie z materją 53). 
Łączy się ona zatem z innemi ciałami, reinkarnując w nieskończoność. 
Jest wybitnie kosmologiczne ujęcie problemu psychologicznego, h!czy 
się ono z jego determinizmem, o którem niżej będzie mowa. 
Pozostaje do omówienia filozof ja praktyczna Gemistosa - etyka 
i polityka, dając się stosunkowo dokładniej niż inne części jego dok- 
tryny odtworzyć. Scharakteryzujemy je tu również pokrótce, i ogól- 
nie, pamiętając, że zadaniem tego rozdziału nie jest monograficzne 
opracowanie PIetona, lecz raczej 'Wydobycie z jego doktryny punk- 
tów najbardziej charakterystycznych, mających znaczenie dla rozwoju 
filozoficznej myśli Renesansu. 
Orjentacja etyczna Pletona stoi w związku z jego systemem i wy- 
nika z jego założeń i postulatów. System filozoficzny, wypowiedziany 
w Prawacl1, jak już wyżej była okazja wspomn
eć, konstruował Ple- 
ton niejako pod znakiem szukania najlepszego rozwh!zania problemu 
szczęścia i dobra ludzi. Szukanie to doprowadziło go do studjum, kla- 
syfikacji i analizy krytycznej doktryn, proponujących rozwiązania 
tych zasadniczych dla ludzkości zagadnień, -dało następnie powód do 
powstania jego poglądów teoretycznych i jego programu reformator- 
skiego, mającego objąć nietylko jednostki, lecz całe społeczeństwo 
greckie. 
Etyka Pletona rozbudowuje się w dwóch kierunkach: stanowi ona 
uzupełnienie jego kosmologji i psychologji, z drugiej strony stanowi 
ona podstawę do jego systemu społeczno-politycznego. \V pierwszej 
z tych części zajmuje się zagadnieniem stosunku człowie}{:;i. do Boga, 
ciała do duszy. \V drugiej - rozbudowuje swoją naukę o cnotach 
i ich klasyfikacji, daje odpowiedź innym, przeciwnym mu, stanowi- 
skom etycznym. 
Na czoło jego systemu etycznego wysuwa się pojęcie d o b r a, 
które utożsamia z istotą Boga, oraz postulat upodobnienia się do Bo- 
ga 54). To dobro pojmuje Pleton, zgodnie z założeniami swej filozofji 
i z tradycjami platOlisko-pitagorejskimi, jalw doskonałość, porządek, 
harmonja. Ten mianowicie sens ma postulat upodobnienia się do 
Boga, do jego samostarczalności (a.U'tG.p'XEta.), nieruchomości (a.'l..t\r
G[a.), 


53) Cf. Schutze, p. 20'9. 
54) Ihp1. ap2
'1Jc;;. Patr. Gr. 160'. c. 865: '_-\pn'
 
onv g
t<;;, KaW .!Ijv u'[a&o! €Ol1£V 
'Ara&bc;; pJ'J O'fl 
{P ;;vn f., &.6<;;.
		

/00049.djvu

			43 


niezależności od wpływów (&'1tb.{}sla). Tę postawę etyczną, uznającą 
jako przedmiot szczęścia dobro i jako środek doskonalenie i podobień- 
stwo, nazwaćhy można e u d a j m o n i z m e m p e r f e k c j o n i- 
s t y c z n y m, na który składa się arystotelesowska nauka o szczęściu 
i neoplatońska zasada a s c e n d e n c j i, 'podkreślana wyraźnie przez 
Wyrocznie Cl1aldejskie: 'jy
 GE u1tEÓOSLY 1tpOC;; to q;b.rjC;;, 'Xal1tatpbc;; ao"{ac;; 55). 
Lecz niezależnie od tego postulatu te same '\Vyrocznie wypowia- 
daj
! charakterystyczne słowa, które zdają się być zaprzeczeniem po- 
wyższej zasady: M'
 ub "{'aI5
aYE tor/y Elp.ap('/'śY'fJy 56 ). Te słowa jednak 
dotyczą wyżej poruszonego problemu stosunku duszy do ciała i roli 
człowieka we wszechświecie. Otóż w myśl fiIozofji Pletona człowiek 
nie jest tylko ciałem, nie jest on też tylko duszą, lecz istotą składa- 
jącą się z tych dwóch elementów. Stąd zadaniem człowieka jest nie 
oddalenie się od materji, lecz osiągnięcie pewnego stanu doskonałości, 
równoznacznej z podporządkowaniem się prawom kierującym wszech- 
światem. Człowiek, który potrafi uzgodnić swoją naturę z naturą 
świata osiąga stan c n o t y nazywanej przez Pletona 'Xou(H6t"fJC;; lub 
Eo
o:xia. . 
Poza cnotami, których analizę i klasyfikację przeprowadzał Ple- 
ton na gruncie etyki, wymienia on cnotę odnoszącą się do obowiąz- 
ków Zibiorowości '1tO)'ltsta., oraz {}E(JuE
sla cnotę w stosunku do bogów. 
Te wprowadzają już na teren jego teorji politycznej. 
Już wyżej była mowa o jego programie reformatorskim, jak rów- 
nież o jego zasadniczych tendencjach w tej dziedzinie. \V tern miejscu 
wypada tylko dodać to, co charakteryzuje jego pogląd teoretyczny 
i co wirAże się z jego systemem filozoficznym bezpośrednio. 
Analogicznie do teorji politycznej Platona, Gemistos w swej kon- 
cepcji państwa wyróżnia trzy klasy obywateli: klasę rządzącą i woj- 
skowych, rzemieślnil{ów i rolników. Chociaż ten podział obywa- 
teli żywo przypomina koncepcję Rzeczypospolitej Platona, cel, który 
sobie założył Pleton, jest inny niż próba stworzenia koncepcji państwa 
idealnego, państwa wzoru w myśli filozofa ateńskiego, lub w marze- 
niach jego kontynuatora aleksandryjskiego Plotyna, chodziło bowiem 
raczej o znalezienie najlepszej formy organizacyjnej, społecznej i pań- 


55) Dr. Chald. v. 13. 
56) Dr. Chald. v. 8. Cytaty Wyroczni Chalde,jskich oparte są na wydaniach 
z r. 1532, 1599 i 1689, na cyt. dzieła Patrizi (cf. noty 25 p. 2, i 39), oraz na opraco- 
waniu KroIla (cf. n. 39). W zakresie niniejszej pracy leży opracoWani c wersji 
Wyroczni oraz w. cyt. komentarza PIctona w Cod. Barb. gr. 179.
		

/00050.djvu

			44 


stwowej, takiej formy, któraby gwarantowała dobro .i szczęście ludzi, 
należących do danego społeczeństwa. 
W wyżej cytowanych memorjałach Pieto n rozwija projekt dzia- 
łaI.ności rspołecznej i ekonomicznej poszczególnych k,las swojego pań- 
stwa, omawiając w nich również rzeczywiste, współczesne mu warunki 
na Peloponezie 57). Mimo jednak, że pomysły jego w tej dziedzinie są 
bardzo interesujące, sprawę tę w danym rozdziale należy pominąć, 
gdyż w pewnym tylko związku stoi ona z jego teoretyczną filozof ją, 
która tu przedewszystldem jest wzięta pod uwagę. 


III. 


Pokrewieństwem systemu filozoficznego Pletona z filozof ją staro- 
żytną, szczególnie z filozof ją Platona, z pitagoreizmem, stoicyzmem 
platonizującym i neoplatonizmem są dość wyraźne. Niemniej jednak 
fakt wskazania na te pokrewieństwa i niewątpliwe analogje nie jest 
jeszcze rozwiązaniem pytania na temat stosunku filozofji Pletona do 
systemów starożytnych, nie jest tembardziej odpowiedzią na pytanie, 
czy system filozoficzny Pletona zawiera punkty oryginalne, czy tez 
da się sprowadzić ,bez reszty do tej grupy doktryn filozoficznych staro- 
żytności. 
Przed rozpoczęciem analizy źródłowo-historycznej jego filozofji 
i przed określeniem jego stanowiska w historji doktryn filozoficz- 
nych, wY'Pada zestawić tu główne cechy charakterystyczne jego syste- 
mu. \Vśród tych zasadniczym punktem jest jego d e t e r m i n i z ID, 
o którym dotychczas okolicznościowo tylko była mowa. Determinizm 
ten jest kosmologicznym, opiera się on bowiem nie na analizie natury 
ludzkiej, lecz porządku wszechświata. By ten determinizm dokładniej 
określić, zająć się trzeba raz jeszcze problemem stosunku wszech- 
świata do najwyższej sfery bytu, świata Demiurga i bogów, któremu 
wyżej nadana została nazwa ś w i a t a i d e a l n e g o. 
Abstrahując w tym wypadku od narzucającego się pytania, czy 
ów świat idealny jest immanentny, czy też transcendentny w stosunku 
do tego świata, który jest rezultatem działalności twórczej Demiurga 
i Posejdona, zwrócić należy uwagę na problem następujący: jaką rolę 
spełnia we wszechświecie owa najwyższa sfera rzeczywistości. Otóż 
świat idealny w systemie kosmologicznym Pletona jest: 1) wzorem 
rzeczy stworzonych, 2) siłą aktywną umożliwiającą proces twórczy, 
3) prawem kierującem porządkiem wszechświata. Podporządkowany 


57) Cf. P a l' i s o t t i, A.: Idee religiose e sociali di un filosofo grcco dei Me- 
dio Evo. Scritti vari di filologia a Ernesto Monad. Roma 1901.
		

/00051.djvu

			45 


on jest najwyższej zasadzie - dobru, które jest identyczne z istotą 
Demiurga. Stąd zarówno w świecie idealnym, jak również we wszech- 
świecie, który w nim miał swą przyczynę egzemplarną, panuje porzą- 
del{, prawidłowość, harmonja. W tej koncepcji widzieć można zasa- 
dę pitagorejską, uznającą istnienie praw kierujących światem 
Y 'lttY'fj- 
(jE(jtY Elvat 'rol)<;; A6100<;;, 58), która m o d o P l a t o n i c o i zgodnie 
z tradycjami kosmogonij helleilskich znalazła swe sformułowanie 
w konstrukcji świata idealnego PIetona. 
.Powyżej określone znaczenie świata idealnego filozofji PIelona 
wyjaśnia również problem kosmogoniczny i określa jego determinizm. 
'\V lwsmolog}i Pletona mówi ,się o twor
eniu jako ,o procesie trwają- 
cym wiecznie, nie zaś o stworzeniu, akcie jednorazowym, dającym po- 
czątek wszechświatu. Wszechświat bowiem nie powstał w czasie, gdyż 
jest współwieczny Bogu. Jeżeli więc zadamy sobie pytanie interpre- 
tacyjne na temat roli twórczej Demiurga, to nazwaćby go raczej na- 
leżało p l' a w o d a w c ą świata, nie zaś jego stworzycielem. W tym 
punkcie zaznacza się najbardziej widoczna odrębność Pletona w sto- 
sunlm do filozofji Platona i Arystotelesa: Demiurg nie jest ani tym, 
który z nieuformowanej materji na wzór świata idej s t war z a 
świat dotychczas nieistniejący, ani też nie jest stwórcą jako pierwsza 
forma i pierwsza przyczyna ruchu. Proces tworzenia wyjaśnia się 
w systemie Pletona bez przyjęcia emanacji, bez kreacjonizmu platOll- 
skiego i chrześcijańskiego, bez generacjonizmu. W procesie tworze- 
nia widzieć należy raczej ukryty m e c h a n i z m, jeżeli zgodnie z po- 
wyższem określeniem świat idealny traktować będziemy jako zbiór 
praw rządzących procesami świata. W tern też tkwi sens d e t e l' m i- 
n i z m u PIetona, opierającego się na tern, że 'Cała natura śmiertelna, 
a zatem i człowiek posiada odpowiedniki swej natury śmiertelnej 
i nieśmiertelnej we wzorach świata idealnego, i że cała trzecia hipo- 
staza bytów kierowana jest przez porządek wyższych hipostaz. 
Chcąc pedantycznie rozwiązać pytanie, które stanowiło punkt 
wyjścia dla tych rozważań, t. zn. czy najwyższa hipostaza bytu jest 
w stosunku do świata natur śmiertelnych immanentna czy transcen- 
dentna, wypada przyjąć rozwiązanie pośrednie: ze względu na zależ- 
ność świata od najwyższej hipostazy i ze względu na to, że, jak zau- 
ważyliśmy, ta hipostaza jest niejako zbiorem praw kierujących świa- 
tem, zauważyć należy, że PIeto n skłania się raczej do traktowania te- 
go świata jako immanentnego, chociaż idą'C za tradycjami neoplato- 


58) Diels, H.: Die Fragmcllte der Vorsokratikcr. IV Aufl. Berlill 1932. t. III. 
35. A. 19a.
		

/00052.djvu

			46 


nizmu o Bogu mówi jako o bycie granicznym. zdającym slię już być 
poza obrębem każdej rzeczywistości. Pytanie to więc uznać należy 
za problem avant la ,lettre, ponieważ przeciwstawienie imanenty.zmu 
transcendentyzmowi na gruncie filozofji typu platońskiego odbyło 
się .później. 
Jeżeli Gennadios i Marek z Efezu widzieli w systemie Pletona 
nietylko odrodzenie starożytnego politeizmu, lecz również ateizm, to 
mieli na względzie niewątpliwie ową specyficzną koncepcję Boga i bo
 
gów, których rola właściwa sprowadza się w tym wypadku do tego, 
że ich nazwy stanowią symbole praw kierujących światem. Imiona 
bogów i powołanie do życia całego Olimpu greckiego służy tylko po- 
trzebom kultu, w którem również element kosmologiczny gra dominu- 
jącą rolę, i który jest pozatem pewną funkcją życia projektowanego 
pallstwa. 
Nie jest zupełna charakterystyka poglądów Gemistosa PIeto na, 
jeżeli pominie się jego stosunek do chrześcijailstwa, poglądy jego bo- 
wiem na chrześcijaństwo są uzupełnieniem jego pozytywnej doktryny. 
W ,tej dziedzinie jednak zachodzą dwa tematy: rola Pletona w obra
 
dach Soboru Florenckiego i jego stosunek do związanych z tem spo- 
rów dogmatycznych, oraz - jego pogląd na chrześcijailstwo, jako na 
doktrynę. W tym rozdziale tylko drugi temat wzięty zostanie pod 
uwagę. 
Polemika z chrześcijaństwem zajmuje dużo miejsca wśród zacho- 
wanych fragmentów P1'Qw. Pleton najczęściej nie nazywa po imieniu 
teologów chrześcijańskich, nadając im wspólną nazwę s o f i s t ó w, 
którym bardziej zależy na tem, by być przedmiotem podziwu u ludzi, 
niż o zgłębienie prawdy, w celu dania im rzetelnej odpowiedzi na na- 
rzucające się wszystkim ludziom pytania. Oni to dają najpiękniejsze 
odpowiedzi na temat nieśmiertelności ludzkiej, oni głoszą antyinte- 
lektualistyczny eudajmonizm, oni w sposób arbitralny narzucają swym 
zwolennikom normy etyczne, przed podjęciem zadania zbadania na- 
tury świata i człowieka. 
Nie przeciwko "sofistom" jednak, lecz przeciwlw głoszonej przez 
nich doktrynie zwraca się Pleton w swych P1'Qwach. Cztery główne 
zarzuty wysuwa on przeciwko nim: 59) 
1) wypowiadanie łudzącej i fałszywej, choć posiadającej wartość 
estetyczną, doktryny na temat nieśmiertelności duszy i zupełnego \vy- 
zwolenie się jej od ciała, 


59) Al. p. 256 ff.
		

/00053.djvu

			47 


2) nieznajomosc pojęcia wiecznoscl absolutnej ('t 'YJ v &IOlÓ't'Yj'tO: 
ODO. a[J't£O:v) ani odnośnie do wszechświata, ani też - do duszy ludz- 
kiej, oraz zidentyfikowanie tego pojęcia z poję
iem nieskończonej 
przyszłości (oilol6'r'Yj'rO: Easai).O:l), 
3) antropomorfizowanie świata, wyrażające się w przyjęciu tezy, 
ż
 został stworzony w czasie i podlega tym samym prawom, którym 
podlega natura ludzka (czas i ruch), 
4) wypowiadanic pesymistycznej doktryny o człowieku w uzna- 
niu, - że zło poprzedza dobro. 
Ko:itoo!Y.tp;rJYLO:<;; jap 'rotJ'to o'
 't" XS£plG'rOV, s
stJGi).o:l TC£p
 't"tIW {}EtI)Y 'Y.O:
 
'rWY p,qLG't"t!)Y !1.v{}pÓ}T.Ol; OWyo1)P,G.'t"tI)Y GO). 
Doktrynie chrystjani'zmu przeciwstawia Pleton swoJ, wyzeJ wy- 
łożony, system. System ten, jak już można było kilkakrotnie zaobser- 
wować, opiera się na tradycjach religijnych, filozoficznych i praw- 
nych helleńskich. Mimo iż wyżej zaznaczyliśmy, że do żadnego z sy- 
stemów starożytnych ,filozof ja Pletona nie da się całkowicie sprowa- 
dzić, zadaniem niniejszego rozdziału jest wslmzanie na zasadnicze 
zwh!zki, łączące Pletona 'Z głównemi systemami filozoficznemi staro- 
żytności. Pod tym względem do rozpatrzenia są następujące punkty: 
tradycje religijne orfickie, pitagoreizm, filozof ja Platona, stoicyzm, 
filozof ja synkretyczna, neoplatonizm. 
O tradycjach religijnych greckich, głównie orfickich, mówi Ple- 
ton niejednokrotnie, przypisując im dużą wartość; z nich też dużo 
czerpie. Z nich bowiem wychodzi cały Olimp, wprowadzony przez 
niego do systemu, z nich pochodzi wiadomość o Kuretach, jako o tych, 
którzy przechowali najlepsze tradycje kul.tu. Z tego też źródła czerpie 
wiadomość o cytowanych w Pmwach Eumolposie, kapłanach Zeusa 
i interpretatorach wyroczni. Jednakowoż wszystko to stanowi tylko 
substrat, który dostarcza elementów, którym Pleton nadaje rolę i zna- 
czenie, wynikające z postulatów jego filozofji. 
Elementy p i t a g o rej s k i e są również widoczne: dualizm 
ciała i duszy, reinkarnacja, nadewszystko zaś tablica przeciwności, 
włączona do systemu PIetona. Pochodzenia bowiem pitagorejskiego 
jest jego uszeregowanie bogów: 
Posejdon - Hera - pierwiastek czynny i bierny, 
Apollo - Artemis - tożsamość - różność, 
Hefajstos - Dionizos - Atena - spoczynek - ruch. 
Za pitagorejskiemi tradycjami idzie Pleton w swej psychologji i et y- 


GO) Al. p. 2:>8.
		

/00054.djvu

			48 


ce, szczególnie w kwestji stosunku duszy do ciała m), W uzmaniu tak 
wielkiej różnicy między naturą duszy i ciała, w przyjęciu preegzysten- 
cji i reinkarnacji dusz. 
Liczne analagje zachodzą między doktryną Gemistosa i r i l o z 0- 
r j ą P l a t o n a. Podkreślić przedewszystkiem należy d u a I i z m 
świata idealnego bogów i świata ciał niebieskich i ludzi, uznanie istnie- 
nia odpowiedniości między istotami świata idealnego, jako ideami 
(ooala) i prawami, a rzeczami zmiennemi niższej hipostazy (drugi 
aksjomat). Podporządkowanie świata idealnego i empirycznego jed- 
nej centralnej zasadzie dobra najwyższego (a"{a&oy), umieszczenie 
w sferach planetarnych niższych bogów, jaka rektorów ciał niebie- 
skich, wreszcie nauka o elementach ma swe niewątpliwe źródło w Ti- 
maiosie Platona. Pojęcie materji (OA1)) u Pletona wydaje się być po- 
chodzenia plat0l1sko-stoickiego. 
Elementy s t o i c k i e, poza etyką, ujawniają ,się w doktrynie 
o Posejdonie i Herze, w podkreśleniu roli kosmolog-ieznej o g n i a; 
nasuwają one refleksje na temat możliwego pokrewieilstwa z doktry- 
nami synkretycznego stoicyzmu. O reminiscencjach arystotelesow- 
skich trudno jest mówić tu ze względu na niezachowanie się części, 
obejmujących fizykę PIetona. 
W trakcie powyższych rozważał1 zostało już kilkakrotnie wspo- 
mniane pismo, komentowane przez PIetona, .zw. przeważnie pod na- 
zwą WY1'oczni Chaldejskich 62). Pisma to, którego pochadzenie zwią- 
zał Pleton z imieniem Zoroatra, miało, ,abok doktryny Platona, sta- 
nowić podstawę systemu filozoficznego Gemistosa PIetona. Wyrocz- 
nie Chaldejskie, cytowane wielokrotnie przez różnych neoplatoników, 
szczególnie przez Porfirjusza i Proklosa, powstały koło 200 r. po Chr. 
ujawniają wpływ literatury orfickiej, pitagoreizmu, platonizmu, stoi- 
cyzmu, doktryn hermetycznych, gnostyckich i hebrajskich. Pismo to 
nie zachowało się w całości. Poza cytatami u Proklosa i Damasldosa, 
istnieją dwie główne wersje, z których jedna pochodzi od P s e II o s a, 
druga - od PIetona, który poza Prawami, komentował je w dwóch 
zachowanych traktatach. W jakim stopniu wersja Pletona jest zależ- 
na ,od wersji Psellosa, jest to zagadnienie da r.ozwią,zania w .studjum 
specjalnem. Na ,razie podkreślić należy, że WY1'ocznie Chaldejskie są 
podstawą całej psychologji Pletona i nauki o ,nieśmiertelności. W ko- 
mentarzu swym ,daje on interpretację, wypływającą z wymagalni- 


61) Or. Chald. v. 7: Gr,v "(UP a"("(8"(0'I, &'1Jp8C X&ovbc oh'qGo
mv. 
62) Pauly- Wissowa : Real. Enc. 111. 2 . p. 20'45. {{roll, W.: Dc oraculis Chal- 
daicis. Breslau 1894.
		

/00055.djvu

			49 


ków jego. f.ilo.zo.fji, i enigmatyczną daktryn
 zawartą w Wyro.czniach 
sprowadza do. zasadniczych punktów do.ktrynalnych. 
\Vreszcie n e o. p l a t o. n i z Ill, często. uznawany za jedynie źródło. 
PIetana. Rzeczywiście cytuje o.n często. imio.na Platyna, Po.rfirjusza, 
.Jamblicha, Juljana, Pro.klo.sa. Neo.platOllskim bezwarunko.wo. jest wy- 
abstraho.wanie świata idealnego. i rzutawanie go. w nieskOllCZo.no.ść, 
neoplatOllskiego. po.cho.dzenia jest po.j
cie w i e c z n D Ś c i i ro.zróżnie- 
nie (;3) w o.brębic tego. pajęcia wieczno.ści przysługującej tylko. Bogu 
(a.IOtÓW'; = sempiternitas) od wicczno.ści świata (o:.l'ow = aeternitas) 
i adgraniczenie ad tego. pajęcia - trwania, z którem zhlczone jest po.- 
jęcie czasu ('/..PÓ'lor. 'itpó'to<; = perpetuitas). 
\V tym punkcie datykamy astatniego. zagadnienia tego. razdziału : 
jego. o.ryginalno.ści w sfo.rmuło.waniu pewnych, pło.dnych dla fil o.zo.f.li 
Renesansu, pajęć i pro.blemów. Do. tych należą przedewszystkiem po.- 
jęcia w i e c z n o. ś c i i n i e s kań c z o. n o. ś c i; źródła tych pajęć 
tkwią wprawdzie w neo.plato.nizmie, jednakże zastają o.ne na nawo. 
o.pracowane, przeciwstawiane chrześcijańskiej do.ktrynie o. SkOliczo.- 
naści i zniszczalno.ści świata, o.raz złączane z jego. d e t e r lU i n i - 
z 111 e m k o. s m i c z n y m. Niezwykle charakterystyczna jest jego. 
ko.ncepcja kasmo.lo.giczna bo.ga i bo.gów, mimo. swych analogij z po.li- 
teizmem papularnym greckim, tak daleka ad antro.po.marfizmu i po- 
jęcia Bo.ga osabawego.. Przeciwstawiając .się chrześcijallskiej ko.ncep- 
cji Bo.ga asabawego., przeciwstawia się również arysto.teleso.wskiemu 
po.jęciu Bo.ga jako. pierwszego. ruchu, oraz identyfiko.waniu przyczyny 
pierwszego. ruchu z przyczyną świata. 
Znaczenie systemów .filo.zo.ficznych ro.zpatrywane być maże z róż- 
nych bardzo. stanawisk. Mo.żna za kryterjum ich o.ceny przyjąć wzgląd 
na o.ryginalno.ść rozwiązali ,zasadniczy,ch pro.blemów, lub-na wprowa- 
dzenie nawy,ch zagadnień. Mo.żna również, pamijając zagadnienie bez- 
względnej wartaści danego. systemu, zaintereso.wać się jego. wartaścią 
względną, t. zn. temi ,punktami, które stały się po.czątkiem no.wych 
o.praco.wali już dawniej dyskuto.wanych irazwiązywanych pro.blemów. 
Mo.żna wreszcie zająć różne zupełnie stanawiska i razpatrywać syste- 
my w ko.mpleksie pewnych cało.ści (prądów, sz!{ół i kierunków), re- 
prezentujących dla całej grupy pewien typ myślenia, stawiania i o.pra- 
co.wania zagadnień, wynikający z o.gólnej pastawy teo.retycznej i o.gó!- 


, 63) 'Rt;';'rrIJ Gt <;: p. 90': 8lVat 1rpID't"1JV p.'1]'/, 't'1]'/ atlilvtov. 8w'tśpWI :)8, 'tYjV £YXPovo'/ 1':1]'/ 
aratov. Ka.t 'tp,'t'tjv 't'
v {b'tj't'1Jv. Cf. Cod. Riec. gr. 70. f. 2v: s e m p i t e r n i t a s est 
duratio sinc principio et sine finc... huius species due SUllt, idest e t e r II i t a s 
ct l) c l' }) c t u i t a s. nla intcrminabilis sicut tota. Ista interminabilis flucns. 


4
		

/00056.djvu

			50 


nych tendencyj. Tak też oceniać należy Plctona. Nie jest on bowiem 
zrozumiały dla tego, któremu jest obcą religja i kultura helleliska, fi- 
lozofja Platona, tradycje pitagorejskie i dążenia późnych neoplatoni_ 
ków Juljana i Proklosa. To też jego działalność i twórczość myślową 
związać należy z rozwojem tego szerokiego prądu filozoficzno-religij_ 
nego starożytności, który łączył w sobie tradycje pitagorejskie i pla- 
tOIiskie i który W Aleksandrji wchłonąwszy jeszcze elementy herme- 
tyczne i wschodnie, stworzył typ filozofji zwany pod nazwą n e o p l a- 
t o n i z m u.
		

/00057.djvu

			TADEUSZ GOśClCKl 


Zagadnienie bezpośredniego 
poznania świata zewnętrznego 
w świetle historycznem. 


l. 


GENEZA PROBLEMATU. 


,v szyscy myśliciele greccy byli głęboko przeświadczeni, iż świat 
nie jest w rzeczywlistości takim, jakim się przedstawia naszym zmy- 
.słom. Czytając fragmenty t. zw. filozofów presokratycznych, odnosi 
siQ wrażenie, iż każdy z nich milcząco zgóry przyjmuje zasadę, że cała 
wiedza o świecie, którą zdobywamy w żyoiu codziennem, jest jakąś 
złud:!, która nam zasłania prawdziwą istotę rzeczy. l to było jednym 
z bodźców do rozmyślań o głębszym sens,ie otaczającego nas świata. 
Takie jest stanowisko pierwszych filozofów greckich, dla których 
zagadnienie poznania .j krytycyzm był pozornie obcy. Naprzykład le- 
gendarny Tales z Miletu, który twierdził, iż świat składa się tylko 
z wody, .stworzył na podstawje pewnych spostrzeżeń oraz rozumowa- 
nia światopogląd bądź co bądź odmienny od tego, który posiadali lu- 
dzie otaczający go li którego on sam trzymał się w życiu praktyczncm, 
Twierdząc, iż 'powszechnym składnikiem !przyrody jest woda, uznawał 
on jednocześnie za fałszywy pogląd, który nam nasuwa bezpośrednie 
poznanie zmysłowe, aż świat składa się z ciał zupelnie od siebie od- 
mienn
'ch. Zajął on zatem stanowisko poniekąd krytyczne w stosunku 
do poznania, pochodzącego bezpośrednio od zmy.słów. Już więc wów- 
CZas nauka i filozof ja (w tych czasach stanowiły one jedną dziedzinę 
działalności ludzkiej) miały w sobie zaczątki krytycyzmu. 
. Zbyteczne m ,byłoby mnożyć przykłady z wczesnej filozofj-i grec- 
kIej dla dowiedzenia, że zawsze rola myśliciela polegała na wykazaniu
		

/00058.djvu

			52 


fałszywości światopogh!du życia codziennego .i zastąpieniu go przez 
pogląd własny, powzięty na podstawie mniej lub więcej abstrakcyj- 
nych rozumowmi. Rozbieżność tych dwóch światopoglądów jest naj- 
bardziej widoczna u Eleatów: wyiprowadzali oni, na podstawie rozu- 
mowania, twierdzenia zupełnie niezgodne z przekonania.mi, które nam 
nasuwają wrażenia. Jeżeli Parmenides doszedł do wniosku. iż ruch nie 
istnieje, musiał uważać, że poznanie zmysłowe, które stwierdza ist- 
nienie ruchu, nie odkrywa nam prawdziwej istoty ,'zeczy. Podobnie 
stworzenie każdego nowego światopoglądu filozoficzno - naukowego 
w starożytnośc
 musiało się łączyć z luytyl{ą światopoglądu życia co- 
dziennego. Jeżeli poznanie naukowe -odkrywa nam prawdziwą 
stotę 
rzeczy, a poznanie to nie zgadza się z bezpośredniem poznaniem zmy- 
słowem, to znaczy, iż to poznanie zmysłowe ukazuje nam tylko pozory. 
Bezpośrednio dany jest tylko świat pozorów i złudzeI'l, a jedynie umy- 
sły filozofów mogą go przen.ilmąć i dotrzeć do świata prawdziwego. 
Ta koncepcja dwóch światów panuje nad cah! myślą filozoficzną 
grecką. Zbytecznem byłoby przedstawianie jej rozwoju w filozof .li pl a- 
tOliskiej: jest ona tam aż nadto widoczna. Przypomnieć tylko pozwoli- 
my sobie znaną alegorję z "Rzeczypospolitej": ludzie podobni są do 
istot, któreby .były przykute w jaswini tyłem do ognia, zapalonego 
u wejścia; mogą oni widzieć na ścianie tyllw cienie posągów, przeno- 
szonych ,przed ogniem za ich plecami, czyli: bezpośrednio dostępny 
jest tylko świat pozorów ("cieni"), a świat prawdziwego bytu jest dla 
naszych zmysłów nieosiągalny. 
Czem zaś jest dla myślicieli greckich ten świat 'Pozorów, będący 
bezpośrednim przedmiotem poznania zmysłowego? Co poznajemy za- 
pomocą zmysłów? Odpowiedź na to pytanie znajdziemy u f,ilozofów 
szkoły atomistycznej. 
świat prawdziwego .bytu dla nich składa się z próżni i ruchomych 
cząsteczek, pozbawi'onych jakości zmysłowych - atomów. Te czą- 
steczki nie są bezpośrednio dostępne dla zmysłów, poznanie ,ich istoty 
jest wyłącznie udziałem rozumu. Ktoby jednak, chcąc modernizować 
-poglądy atomistów, uważał świat pozorów dostępny dla zmysłów za 
coś subjektywneg.o, popełniłby lwpitalny 'błąd. 
Pojęcie świata zmysłowego według atomistów jest wyłożo
le przez 
Lukrecjusza w poemacie "De rerum Natura". Bardzo dużo miejsca 
pośw,ięca on złudzeniom zmysłowym. źródłem tych złudzeń nie są po- 
dług niego ani zmysły, ani umysł; przyczyny ich leżą zawsze n a z e- 
w n ą t r z podmiotu. Takie postawienie sprawy umożliwia mu jego 
teorj.a obrazków (s i m u l a c r a), które pojmował jako ciała mate- 
rjalne, jednak niezmiernie subtelne.
		

/00059.djvu

			53 


"...istnieją, tak 'przez nas zwane, wizerunwi rzeczy. One, niby 
błonki, zdarte z powierzchni rzeczy, latają to tu, to tam przez powie- 
wy i straszą nasze umysły, zachodząc nam drog
 tak samo na jawie, 
jak w sennych marzeniach, ilekroć oglądamy dziwne kształty i wize- 
runki ludzi, pozbawionych światła. P.owiadam zatem, że rzeczy wy3y- 
łają z powierzchni swego ciała 'Podobizny i cieniuchne kształty" 1). 
Istnieją zatem obok siebie rzeczy i obrazy rzeczy, które są tak 
samo materjalne, jak rzeczy. Rzeczy same nie są dostępne dla zmy- 
słów, ale obrazki są jakby ich duptikatami, które mogą wchodzić 
w kontakt z organami zmysłowemi. W przeciwieństwie do przedmio- 
tów, które są często masywne i ciężkie, obrazki ich są lekkie i cienkie. 
Cała różnica pomiędzy rzeczami, a ich obrazami polega zatem tylko na 
ruchliwości i lotnoś.oi tych ostatnich. 
Jest to pierwsze wyraźne sformułowanie naczelnej zasady, postu- 
latu, niemal że dogmatu całej późniejszej teorji poznania: p o z n a- 
j e m y n i e r z e c z y, l e c z i c h o b r a z y (filozofowie nowo- 
żytni powiedzą: wyobr.ażenia). Frilozofja grecka narzuciła całej póź- 
niejszej myśli filozoficznej ten sposób l'Oztrząsania zagadnienia pozna- 
nia, który polega na ,postulowaniu jakichś elementów pośrednich po- 
między podmiotem ri przedmiotem, będących bezpośredniemi przed- 
miotami 'poznania i reprezentujących realne przedmioty materjalne. 
Ewolucja pojęcia obrazów rzeczy polegała na przeniesieniu ich ze 
świata £izycznego do zmysłów, a później do sfery zjawisk psychicz- 
nych. W jakichkolwiek jednak postaciach występuje tem'ja obrazów, 
podstawą jej jest zawsze n e g a cj a m o ż l i w o ś c i b e z p 0- 
średniego 
)oznania przedmiotów zewnętrz- 
n y c h. Ta przepaść, która .zdaje się istnieć pomiędzy umysłem pozna- 
jącym, a przedmiotem poznanym, .musi być zawsze wypełniona przez 
jak,ieś elementy pośrednie, dostępne dla podmiotu, a będące odbiciem 
przedmiotu. 
W dalszy:m ciągu niniejszej pracy postaramy się przedstawić to 
zagadnienie z punktu widzenia teorji poznania i zobrazować kilka mo- 
mentów jego rozw,oju w dziejach filozof}i nowożytnej; zanim jednak 
do tego przystąpimy, poświęcić musimy krótką wzmiankę rozwojowi 
tych pojęć w filozofji średniowiecznej. 
Takiemi elementami pośredniemi pomiędzy podmi,otem a przed- 
miotem są w filozofji scholastycznej t. zw. "species sensibiles". Po- 
jęcie to wywodzi się od Arystotelesa, który przyjmował, iż przy akcie 


1) O Rzeczywistości, przekład A. Krokiewicza, Lwów i \Varszawa 1923, str. 
10'6 - 7.
		

/00060.djvu

			54 


poznania zmysłowego zmysły przejmują form
 przedmiotu zewn
trz- 
nego podobnie, jak wosk przejmuje formę pieczęci. "Species sel1sibi- 
lis" jest podobizną przedmiotu zewnętrznego, tkwiącą w zmysłach. 
Taką przynajmniej definicję podaje św. Tomasz z Akwinu: ,,species 
sensibiles quae est in sensu, est similitudo solum ul1ius il1dividui, 
unde 'per eam Bolum individui cognosci potest" 2). Widoczne jest po- 
dobiellstwo tego pojęcia do -pojęcia "simulacrum" u Lukrecjusza (wy- 
razy "similitudo" i "simulacrum" oba oznaczają obraz, podobiznę). 
Cała różnica polego na tem, iż Lukrecjusz umieszczał te podobizny 
w powietrzu, a św. Tomasz uważa za ich siedlisko - organa zmysłowe. 
Teorję "species sensibiles" zaatakował pierwszy Ockham, dowodząc 
iż niedorzecznem jest, żeby w organach zmysłowych tkwiły podobizny 
rzeczy: przedmiotom poznanym odpowiadają podług niego tylko znaki 
(termini) w umyśle 3). Zatem tu talde myśl filozoficzna obraca się 
zawsze dokoła jednego pytania: ,co jest bezpośrednim przedmiotem 
poznania: rzeczy, czy ich obrazy? 


II. 


REPREZENTATYWNA I INTUICJONISTYCZNA TEORJA 
POZNANIA. 


Zacznijmy od ustalenia terminologji. Teorję poznania, która za- 
przecza możliwości bezpośredniego kontaIdu podmiotu z przedmiotem, 
a przyjmuje jakieś elementy, reprezentujące przedmioty zewnętrzne, 
nazwiemy t e o r .l ą r e p r e z e n t a t y w n ą 4). Teorję zaś, która 
pr,zyjmuje za jedyny bezpośredni przedmiot poznania przedmiot ze- 
wnętrzny sam w sobie, będziemy nazywali, zgodnie ze współczesnymi 
przedstawicielami tego kierunku, t e o r .l ą i -fi t u i c .l o n i s t y c z n ą 
lub i n t u i c j o n i z m e m. 
Jak staraliśmy się udowodnić wyżej, teorja reprezentatywna jest 
od czasów greckich teOl'ją prawie że powszechnie przyjętą. Intuicjo- 
nizm teorjo-poznawczy ma bez porównania mniej przedstawicieli 
w dziejach filozofji. Temi właśnie nielicznemi próbami slwnstruowa- 
nia intuicjonistycznej teorji poznania śWiiata zewnętrznego pragniemy 
się zająć w tej pracy. Twórcą tego kierunku jest filozof szkocki 


2) Summa theol. Ed. decimo sexta, Parisiis, t. I, str. 130'. 
3) Bliższe szczegóły dotyczące poglądów Ockhama na zagadnicnie poznania 
można zllalcźć w rozprawie Dr. Hochstettera: Studien zur 
Iethaphysik und 
Erkentnisslehre \Vilhelms VOll Ockham, Berlin, 1927. 
4) Wyrażenie to zostało po raz pierwszy użyte w tern zllaczeniu przez 
W. Hamiltona: "the rcprcsclltativc theory of kuoledgc".
		

/00061.djvu

			55 


z osiemnastego wieku - Tomasz Reid 5), współczesnymi zaś jego 
przedstawicielami są neo-realiś.ci amerykańscy i angielscy, oraz nie- 
którzy myśliciele kontynentalm. 
postulatem reprezentatywnej teorji poznania, który kwestjonują 
intuicjoniści, jest 'Owa zasada: ś w i a t z e w n ę t r z ny j e s t b e z- 

 o ś r e d n i o d l a p 'o .z n a n i a li i e d o s t ę P n y. Konsekwen- 
cj:,! jej jest .przekonanie, ,iż istnieją obok siebie z jednej stmny: świat 
rzeczywisty - niepoznawalny, a z drugiej - nasze wyobrażenie, czy 
też obraz tego świata, będący mniej lub więcej wiernem jego ,odbiciem. 
Znamy już genezę tej zasady: wynika ona z obserwacji złudzeń 
zmysło'wych i wogóle niezgodności bezp'Ośredniego spostrzegania zmy- 
słmvego z rezultatami dociekań naukowych. Nie jest ona jednak ani 
faktem, ani nawet uogólnieniem z faktów, lecz hipotezą, użytą do wy- 
jaśnienia wyżej wymienionych zjawisk. Można wobec teg'O zastosować 
do tej zasady probierz, który stosuje się zawsze d'O wszelkiego rodzaju 
hipotez bezpośrednio niesprawdzalnych; należy sobie zadać pytanie: 
czy rzeczywiście wyjaśniła ona zjawiska, dla wyjaśnienia których zo- 
stała przyjęta, i czy jej konsekwencje zgadzają się z rzeczywistością? 
Aby przeprowadzić anal,izę logiczną rozwoju reprezentatywnej 
teorji poznania, musimy posługiwać się trzema pojęciami: l) pod- 
miotu poznającego, 2) przedmiotu zewnętrznego, t. j. rzeczy, i 3) obra- 
zu tego przedmiotu, czy też jego wyobrażenia, który ma być bezpośred- 
nim przedmiotem p'Oznania. 
Dla naturalnego poglądu na świat (t. zw. naiwnego realizmu) 
wystarczają dwa pierwsze pierwiastI<,i, dopiero krytycyzm filozoficzn'O- 
naulwwy staje się pobudką do wprowadzenia tego trzeciego pierwiast- 
ka. Rozwój teorji poznania da się ,przedstawić jako szereg rozmaitych 
stosunków tych dwóch pierwiastków: naszej bezpośredniej wiedzy 
zmysłowej o przedmiocie i wiedzy filoz'Oficzno-naukowej D nim. Rola 
krytycyzmu polega na usuwaniu z zakresu wiedzy rozumowej o przed- 
miocie tych cech, które mają pozostawać w .związku .z poznaniem zmy- 
słowem i które tym sposobem należą do świata pozorów, a nie do 
świata prawdziwego bytu. Tym sposobem związek przedmiotów: zmy- 
słowego i rozumowego musiał się ciągle rozluźniać. W tym kierunku 
pracowała ,bowiem zarówno nauka, jak fil'Ozofja. 
Jeż,eli zestawimy przedmiot fizyczny li przedmiot .zmysłowy w róż- 
nych fazach rozwoju nauk fizycznych, to 
obaczymy, iż związek ich 
stale się zmniejsza. Już pojęcie przedmiotu materjalnego, które spo- 


--------- 


5) Kicrunck Rcida nazywa intuicjonizmcm Hamilton, a także p. O. Jones 
w obszcrnem dzielc: "Empirism and Intuitionism in Rcid's Common Scnsc Phi- 
losophy", London, 1927.
		

/00062.djvu

			56 


tykamy w fizyce klasyczne.;, znacznie odbiega od pojęć życia codzien- 
nego. Jeżeli zaś porównamy pojęci.e przedmi'otu materjalnego, zgodne 
z pojęciami współczesnej fizyki - system protonów i elektronów - 
z danemi zmysłowemi, to zobaczymy, iż związek tych dwóch przed- 
staw,ieli właściwie przestał istnieć. Pojęcie materji podług współczes- 
nej fizyki, nie da się wtłoczyć w ramy pojęć, ldóremi operujemy w ży- 
ciu codziennem. Można powiedzieć, jż współcze.sne teorj.e fizyczne da- 
ją nam koncepcje niewyobrażalne. 
Podobny proces ma miejsce w teorji poznania. Krytycyzm teorjo- 
poznawc.zy szedł .z początku w parę z krytycyzmem naukowym. Wraz 
z rozwojem myśli fil.oZJoficznej i jej odgraniczeniem się od myśli nau- 
kowej wyszły na jaw głębokie różnice pomiędzy krytycyzmem episte- 
mologicznym a naukowym. Pierwszy ogołaca przedmiot z jakości zmy- 
słowych, lecz nie .zastępuje ich, jak drugi, inną treścią. Pojęcie przed- 
miotu zewnętrznego, gdy wszell<,ie jego jakości uznane 'zostały za sub- 
jektywne, staje się pustą abstrakcją. Teorja poznania, dokonywując 
krytycznego rozbioru naszego poglądu na świat, .powoli przenosiła całą 
treść naszej wiedzy o świecie zewnętrznym ze sfery ,bytu, do sfery po- 
zorów, czy też ze sfery objektywnej, do subjektywnej. Ów świat rze- 
czywisty, niepoznawalny bezpośrednio stał się wobec tego czemś zu- 
pełnie pustem i beztreściwem, a co za tem idzie, coraz mniej rzeczy- 
wistem. 
Ostatecznym krańcem tego rozwoju myśli epistemologicznej jest 
zawsze skrajny subjektywizm. świat rzeczywisty, ogołocony ze wszel- 
kich własności "subjektywnych", może być łatwo uznany za uieistnie- 
jący. Ten szczególny proces myślowy, który polega na, unicestwieniu 
przedmiotu, po przelaniu całej jego treści na jego wyobrażenic, będzie- 
my mogli wyśledzić w rozwoju angielskiego idealizmu od Locke'a do 
Berkeley'a. Tymczasem chcemy spróbować określić, jakie są etapy 
w rozwoju reprezentatywnej teorji poznania, które prowadzą do skraj- 
nego .subjektywizmu, a bodaj że do solipsyzmu. 
Pierwszym etapem było zdwojenie świata: rozróżnienie rzeczy 
i ich obrazów. Następnym - zaprzeczenie realności własności zmysło- 
wych rzec.zy (jak barwa). Na tym szczeblu zatrzymali się Atomiści 
i Galileusz (pewno niezależnie od nich). Nie wiele co dalej poszedł 
pod tym względem Locke, dzieląc własności ciał na pierwszorzędne 
i drugorzędne. Dalszym etapem było ogołocenie świata rzeczywistego 
z własności przestrzennych, a ostatnim - unicestwienie rzeczywisto- 
ści, pozbawionej wszelkiej treści. Te wszystkie kolejne stadja rozwoju 
reprezentatywnej teorji poznania są tak ze sobą powiązane logicznie, 
iż każde z nich jest prawie 'zawsze konsekwencją paprzedn,jego.
		

/00063.djvu

			57 


Jeżeli zatem nie chcemy iść tym utartym tarem myśli tcorja-pa- 
znawczej, nie mamy innego. wyjścia, jak adrzucenie tej pierwszej za- 
sady. "'szelka nawa tearja ,paznania, ażeby móc si
 wywikłać z kan- 
sekwencji reprezentatywnej epi,stemologji, musi wyjść z zupełnie ad- 
miellllych załażeil. 
Jedyna draga da ustalenia jakichkalwiek objektywnych elemen- 
tów naszej wiedzy o świecie musi mieć za punkt wyjścia negację pa- 
stulatów reprezentatywnej tearji paznania. Kierunkiem, który spełnia 
ta zadanie, jest i n t u i c j a n i z m (w znaczeniu, zdefinjawanem na 
paczątku tego. razdziału) . Przez intuicję hędziemy rozumieli b e z p o- 
ś l' e d n i e .p a z n a n i e l' z e c z y w i s t a ś c i, w przeciwień- 
stwie da paznania paśredniego. 'zapamocą idej, czy też abrazów. Paję- 
cie to, tak ,przez nas zdefinjawane, nie jest j.ednak zupełnie akreślane; 
przeciwnie, mażnaby pawiedzieć, iż jest prawie zupełnie pazbawiane 
treści. Tak być musi, gdyż takie pajęcie intuicji jest tymczasem tylko 
pajęciem negatywnem, zawiera jedynie negację dawniej,szych spasa- 
bów tłamaczenia mechanizmu' pracesów paznawczych. Mażnaby nawet 
tymczasawa zastąpić dcfinicję wyżej padaną przez taką: pracesy pa- 
znawcze intuicyjne są t.o zjawiska psychiczne, których ani wyjaśnić, 
ani opisać sławnie nie mażemy. 
Jednakże definicja intuicji, chać posiada charakter negatywny, 
implikuje cały szereg twierdzeń pazytywnych. Negatywne twierdzenie, 
iż spasabu, w jaki wchodzimy w bezpaśredni kantakt z rzeczywista- 
ścią, niepadabna wyjaśnić dyskur,sywnie, zawiera implicite twierdze- 
nie pazytywne, że tcn kontakt rzeczywiście zachodzi. Intuicjanistycz- 
na tearja 'Paznania apiera się na wierze w ta, że rzeczywistaść faktycz- 
nie paznajcmy, a tylko. uchyla się od sprawadzenia tego. pracesu da 
jakiegaś prastego. mechanizmu. Załażenie ta, iż rzeczywistaść jest przez 
nas poznawana, nie jest jednak aczywiste, skara adrzuca je reprezen- 
tatywna tearja poznania, przeciwstawiając mu swają padstawawą za- 
sadę, iż przedmiatem paznania jest tylko. jakiś abraz lub przedstawie- 
nie t('j rzeczywistaści. Tutaj adsłania się nam inna jeszcze strana kie- 
runku intuicjanistycznega: jego. tendencja da pawratu da naturalne- 
go., przedfilazaficzneg.o sposobu myślenia. Intuicjon,izm ma natamiast 
jakiś charaktcr rewalucyjny w stasunku da .zasad agólnie przyjętych 
w filozofji naukawej; pragnie się zaw.sze wyzwalić .z jakichś farmu- 
łek, schematów, czy też dagmatów, narzucanych przez klasycznych 
przedstawicieli myśli £ilazoficznej. 
Intuicjanizm epistemalagiczny nie ogranicza się jednak da przy- 
wró.cenia praw światapaglądu naturalnego, lecz, niestety, otwiera sze- 
rokIe pal£' dla wszelkiego. radzaju fantastycznych kancepcji i dawal-
		

/00064.djvu

			58 


nych przypuszczell. \Vyraz "intuicj.a" ze ,względu na swój nieokreślo- 
ny charakter znakamicie nadaje się da użycia wówczas, gdy jakiegaś 
faktu psychicznego. nie patrafimy wyjaśnić. DlategO' też należy odna- 
sić się z pewną rezerwą do. w,szelkich prób twarzenia systemów filoza- 
ficznych, apartych na intuicji. Trzeba pamiętać, że pajęcie intuicji, 
zanim współczesna epistemalagja je sobie przyswaiła, była używane 
bardzO' częsta przez myśl,icieli, nastrojanych mistycznie. Pierws.zy 
wprawadził je da filazafji Platyn, adnosząc je do. spasabu myślenia 
duchów wyższych, które magą paznawać bez pomocy zmysłów; była 
to zatem jakieś po.znanie nie naturalne, lecz nadprzyradzone, cudo.wne. 
U późniejszych mistyków, jak np. Mikałaj z Kuzy, intuicja jest ro.zu- 
miana jaka nadprzyrodzane, niewyjaśniane zjawiska, które palega na 
bezpaśredniej łącznaści duszy w.ierzącego., znajdującegO' się w ekstazie 
religijnej, z Duchem Baskim. Oczywiście, intuicjanizm epistemala- 
giczny aperuje innemi pajęciami, jak mistycyzm, ma z nim jednak 
jeden bardzO' ważny punkt wspólny: anty-racjonaJ,izm. 
Głównym celem niniejszej pracy jest 'przedstawienie genezy intui- 
cjanizmu epistemalagicznega, najpierw jednak będziemy musieli teraz 
zająć się filazofją francuską i ang;ielską siedemnastegO' i osiemnastegO' 
wieku, w akresie tym bawiem nastąpił największy razwój reprezenta- 
tywnej tearji poznania i daprawadził filazafję da skrajnegO' ideali- 
zmu; wtedy nastąpiła reakcja przeciwka temu kierunkawi pad posta- 
cią intuicjanizmu Tamasza Reida. 


III. 
POJĘCIE IDEI. 
Czytając klasycznych filozo.fów francuskich i angielskich siedem- 
nastegO' i osiemnastegO' stulecia, rzuca się w oczy wielkie znaczenie po- 
jęcia, bardzO' utarteg.a w filazafji, które aznacza wyraz i d e a. Paję- 
cie ta jest padstawawem dla tearji paznania tegO' akresu: przyjmawa- 
nie idei za bezpaśredn
 przedmiot paznania jest naczelną .zasadą re- 
prezent	
			

/00065.djvu

			59 


maże, Descartes uznał tem samem świat duchawy, wewnętrzny za caś 
par excellence rzeczywistego. Co. 'Więcej, ta rzeczywistaść duchowa, 
realnaść treści naszej ś,wiadomaści poprzedza lagicznie w systemacie 
Descartes'a wszelk,ie inne rzeczywistaści. Elementami tego wewnętrz- 
nego. świata myśli są idee. Są zatem przedmiatarni, których byt nie 
może być w żaden spo.sób paddany jakiejkalwiek wątpliwaści. Co. wię- 
cej, są czemś bardziej rzeczywistem ad czegakalwiekbądź innego.. Sam 
autar wyraźnie to zaznacza, padając za znamię prawdy: "clarae et di- 
stinctae ideae". 
Ta ustanawienie kryterjum pmwdy jest pierwszą zasadą tearji 
paznania Descartes'a. Drugą - jest padział idej na trzy klasy: "idea£' 
innatae", "ideae adventit-iae" i ,.ideae a me ipsa factae". (Meditatio.nes 
de pIima philasaphia. Med. III). Te dw,ie .zasady są padstawą nawa- 
żytnej tearji paznania. Dzięki nim cała myśl filazo.ficzna XVII i XVIII 
wieku abraca się dakała tearji idej i ich pochadzenia. 
Tearja idej jest również padstawą fiIazofji Malebranche'a. Mażna 
u niego. zauważyć razwój ko.ncepcji Descartes'a w kierunku ideali- 
stycznym, da którego. dąży niechybnie reprezentatywna teOl'ja pazna- 
nia. Malebranche jest najbliższy skrajnego. idealizmu z pamiędzy 
wszystkich filozafów francuskich. Jego. pojęcie idei nie różni ,slię 
zresztą ad tego. pajęcia u Descartes'a: "Przez wyraz idea - pisze - 
nie rozumiem nic ,innego., jak bezpaśredni, czyli najbliżs.zy przedmiat 
umysłu w chwili, gdy .pastrzega an oaśkalw.iek" 6). 
Także Spinaza co. da zasadniczej definicji idei zgadza się pacząt- 
kawa .z Descartes'e'111. De.£inicję tę farmułuje w swajej razprawie a fi- 
lazafj.i Descartes'a: "Ideae nomine intelliga cujuslibet cogitatianis £0.1'- 
mam ilIam, per cujus immediatam perceptianem ipsius ejusdem cagi- 
tatio.nis canscius sum" 7). Wychadząc z załaże11 filo.zafji kartezjań- 
skiej, paddaje an pajęcie .idei przeabrażeniom w duchu raczej reali- 
stycznym. Idea u Spinazy jest ściślej związana z przedmiotem, niż 
u innych myślicieli, operujących tern pajęciem. Idea stanawi dlań jak- 
by treść r,zeczy, co. wynika z tendencj.i Spinazy da identyfikawania 
myśli i bytu. Idea dla Spinazy jest zasadnicza czemś różnem ad rzeczy, 
a jednak jest z nią ściśle związana 8). 


1]) Nicolas ]'Ialehranchc. Dc la rechcrche dc la Vćritć IV. cd. Paris 1678, 
str. 188. 
7) Opcra ed J. van Floten et J. P. N. Land. Haga 1895, T. III. str 121. 
8) Opera t. I, str. 11: "Idea vera (habcmus en im ideam veram) est diversum 
a .suo ideato. Nam aliud est circulus, aliud idca circuli. ldca enim circuli non est 
ahfluid hab en ' l ' , . l . . d .' 
, s perlp 1cnam ct ccntrum, ub CIrCU IS, ncc l ca corpons est lpsum 
l c

P
S: et cum sit fluid divcrsam a suo ideato orit etiam per sc ali fluid intcl- 
Iglhlle..."
		

/00066.djvu

			60 


Spinoza zatem uniknął _subjcktywistycznych konsekwencyj teorji 
,idej, ustanawia.j
!c pomi
dzy niemi, a .rzeczami, podobny stosunek, jaki 
podług niego zachodzi pomiędzy duchem i ciałem. 
Całą doniosłość konsekwencji teorji idej będziemy mogli zobra- 
zować dopiero w filozof .li angielskiej, zjwłaszcza u tego, kto to pojęcie 
wprowadził do myśli filozoficznej angielskiej - u Johna Locke'a. 
Dido Locke'a jest też tak ułożone, iż cała jego treść wypływa 
logicznie z pierw.szych założell. Te pierwsze założenia są tu dla nas naj- 
ważniejsze, gdyż są to jednocześnie podstawowe zHsady reprezenta- 
tywnej teorji poznania. Oto definicja poj
cia idei i zarazem program 
całego dzieła Locke'a: 
"Zanim przystąpię do rzeczy, muszę przeprosić czytelnika za zbyt 
częste używanie wyrazu "idea", który znajdzie w niniejszym trakta- 
cie. Jest to bowiem termin, który najlepiej, podług mnie, oznacza 
wszystko, co naz)'lwa się wyobrażeniem, pojęciem, wyobrażeniem 1'0- 
dzajowem (species) i wogóle wszystko, co może być przedmiotem my- 
śli; dlatego też musiałem bardzo często używać tego wyrazu. 
Przypuszczam, że każdy odrazu mi przyzna, iż takie "idce" znaj- 
dują się w ludzkich umysłach. Każdy jest ich świadomy, a słowa 
i czyny innych ludzi przekonają go, że i oni je posiadają. 
Rozpocznijmy tedy od zbadania, Jak dostają się one do 
umysłu" 9). 
Pojęcie idei u Locke'a zasadniczo nie rozm się więc od tcgo poję- 
cia u Descartes'a i filozofów s-zkoły Kartezjańskiej. Punktem wyjścia 
dla Locke'a jest ,stwierdzenie faktu, iż posiadamy idee. Locke musiał 
czuć tak smno, jak Descartes. iż wszelka inna rzeczywistość jest mniej 
pewna w porównaniu z rzeczywistością idej. 
Sam Locke rozumiał pokrewieństwo swojego pojęcia idei z poję- 
ciami .storożytnemi i średniowiecznemi, o których wspominaliśmy na 
początku tej pracy. "Phantasma", o których mówi Locke w przy to- 
c,zonym urywku, są tylko inną nazwą na "simulacra" I..ukrecjusza, 
"species" nie oznaczają zaś nic in.nego, .l ak "species .sensibiles" scho- 
lastyl{ów. Zresztą cała definicja pochodzi hezpośredni,o od Descartes'a. 
Dla Locke'a idee są jakby ciałami obcemi, \.vprowadzonemi do ży- 
wego organizmu; są one materjałem, na który może on tylko wywie- 
rać bardzo ograniczony 'wpływ, zupełnie 'powier.zchowny. Dlatego też 
idee te przypominają współc.zesnemu czytelnikowi raczej niezniszczal- 


9) J. Loel{e. An Essay on thc Human Understanding \Vorks. London, vol. I, 
str. 4 - 5.
		

/00067.djvu

			61 


n(' atomy chemiczne, jak przeżycia duchowe. ".Nie jest w mocy najsu
- 
Iniejszego i najmzleglejszego rozumu - pIsze on 10) - przy naJ- 
te, l zeJ ' b y strości i rozmaitości myśli, wynaleźć lub wytwor.zyć, ch 0- 
Wlę(S . .., . . . 
ci ażby jedną ideę prostą... am tez zadna sIła rozumu n.le Jest w stame 
zniweczyć idee, które już są w myśli. Panowanie człowIeka W tym ma- 
J 1Il świecie własnego umysłu jest w znacznej mierze tem samem, co 
iYW wielkim świecie rzeczy widzialnych; !władza jego, jakkolwiek po- 
siłlwwana przez s'ztukę i zręcznDść, nie sięga dalej, jak tylko do zdol- 
ności połączenia i rozdzielenia materjałów, które mu są dostarczone, 
lecz nie może nic uczynić ku wytwor,zeniu naj.mniejszej cząsteczki ma- 
terji lub zburzeniu jednego atomu .z tego, co już istnieje". 
pokrewieństwo koncepcji Locke'a z pojęciami fizycznemi upraw- 
nić nas może do nazwania jego teorji, wyjaśniającej czynności naszego 
umysłu, atomizmem psychologicznym, gdyż rzeczywiście idee odgry- 
waj:! tutaj rolę, podobną do rDli atomów w dawniej.szej chemji. Ten 
fizyczny charakter .idei ,potęguje jeszcze teorja Locke'a pierwszDrzęd- 
nych i drugorzędnych jakości rzeczy (.primary and secondary quali- 
ties). Jakości pierwszorzędne przedmiotów są to: masa, rozciągłość, 
kształt, ruch lub spoczynek i liczba; istnieją one rzeczywiście w przed- 
miotach. Jakości drug.orzędne, jak: barwa, dźwięk, woń, smak, są sub- 
jektywne, t. j. w przedmiocie odp.owiadają im tylko pewne własności 
drugorzędne, które wywoływają .odpowiednie wrażenia w :zmysłach. 
Otóż te różnice LDcke rozumie w ten sposób, że idee jakości pierwszD- 
rzędnych są podobiznami (resemblances) rzeczywistych własności rze- 
czy, a drugor.zedne - nie 11). Znowu przypominają Siię nam "simu- 
lacra" Lukrecjusza, któr,e także były podobiznami rzeczy. Idee Locke'	
			

/00068.djvu

			62 


\Vszystkic te poglądy są jak naj ściślej związane z reprezentatyw- 
lU! tem'ją poznania, której filozof ja Locke'a jest niewątpliwie najlep- 
szą ilustracją. TeO'rja idej mogła być dalej jeszoze posunięta, niż to 
ucz
'illił Locke; wówczas jednak otrzymałby rezultaty, któreby obaliły 
całe dalsze rusztowanie jego filozofji. Do wysnucia tych konsekwen- 
cji trzeba było jednak umysłu bardziej skorego do ryzykownych spe- 
kulacji metHfizycznych, mniej ostrożnego i oglądającego się na ogólnie 
przyjęte poglądy, niż autor traktatu ,,0 Rozumie ludzkim". 
Dopiero u Berkelcy'.a idealizm przybrał formę naj skrajniejszą, 
uwidoczniającą ostatnie etapy rozwoju pojęcia idei, o który.m była mo- 
wa na początku. 
Berkeley, wys.zedłszy z założeń epistemologicznych Locke'a 12), 
zbudował swój system z rnadzwyczajną konsekwencją. Pod względem 
jasności myśli i siły argumentacji zajmuje on chyba pierwsze miejsce 
pośród myślicieli swojego wieku. Zdaje nam się, iż wnioski, do któ- 
rych doszedł, 'są tak silnie ugruntowane logicznie, iż niepodobna w ża- 
den sposób odeprzeć jego argumentów, oczywiście jeżeli się wychodzi 
.z jego założeń początkowych, które są zasadami reprezentatywnej teo- 
rji 'Poznania. Krytyka idea}i,zmu może dotyczyć jedynie tych właśnie 
założeń. 
Pojęcie idei Berkeley .zaczerpnął z .pism Descartes'a, Malebran- 
che'a i Locke'a. Z j,ego młodzieńczych notatek studenckich (t. zw. 
"Commonplace 'book") widać, iż pisma tych filozofów były mu dobrze 
znane. Pojęcie to l)oddał jednak takim 'l)r,zeobrażeniom, iż zmieniło 
ono w jego fiI.ozofji pierwotne znaczenie. Są dwa główne pu.nkty, na 
których Berkeley zaatakował bezpośrednio zasady filozofji Locke'a, 
są to: idee ogólne i podział jakości ciał na pierwS'zorzędne i rlrugo- 
rzędne. 
Locke Iprzyjmował, iż umysł posiada idee ogólne, które po'Wstają 
z idej pl10stych drogą abstrakcji, tym sposobem pos.iadamy np. ideę 
ogólną ,przestrzeni. Berkeley wystąpił już w swoich pierwszych pis- 
mach ,z całą energją 'przeciwko tej zasadzie. Krytyka jego .opierała się 
na tem, iż w rzeczywistości żadnych .idej ogólnych nigdy nie posiada- 
my i żadnym wysiłkiem wyobraźni nie możemy ogołocić naszych id ej 
z cech konkretnych. Ty.m sposobem, podług Berkeley'a, nie możemy 
mieć idei trójkąta 'Wogóle, tyllw trójkąta prostokątnego, równobocz- 
nego i t. d. okr,eś},onych wymi'arów. Fałszywe mniemanie o istnieniu 


12) Nowc światło na stosunek Berkley'a do Locke'a rzuca ciekawa praca 
p. R. J. Aal'Ona: "Lockc and BcrllClcy's Commonplacc Book". Niestcty nie mogliśmy 
tutaj spożytkować tcgo matcrjału, gdyż praca ukazała się dopicro częściowo 

v czasopiśmie "Mind".
		

/00069.djvu

			63 


idcj ogólnych jest żródłem niezliczonych błędów w filozof .li, to też Ber- 
keley przywiązuje do krytyki tych błędnych zapatrywań ogromną wa- 
gę. Zobaczymy wkrótce dlaczego. 
Jak już była mowa wyżej, Locke dzielił jakoś.ci ciał na pierwszo- 
rzędne ,i drugorzędne i ,pierwszym przypisywał charakter objektywny, 
a drugim go odmawiał. Berkeley ten podział stanowczo odrzuca. Te 
własności ciał, które Locke nazywa pierwszorzędnemi, jak np. rozcią- 
głość, dla Berkeley'a niczem się nie różnią od jakości drugorzędnych, 
jak np. barwa. Idee j£'dnych i drugich są tyłko w umysłach postrzega- 
jących i nie s
! .odbiciami żadnych wzoró.w zewnętrznych. Już w swojej 
młodzieńczej pracy "Szkic uowej teorji widzenia" ("Essay towards 
a New Theory of Vision") Berkeley dowodzi, że odległości są tylko 
rozmaitemi napięciami organów wzrokowych i niczem więcej 
( 
 
 2 - 28) . 
świat materjalny, gdyby ,zatem istniał niezależnie .od naszego po- 
znania, musiałby być pozbawionym nietylko barw, lecz także i kształ- 
tów oraz wszelkich innych własności przestr.zennych. Oc,zywiś-cie, nie 
pozostawało Berkeley'OIwti nic innego, jak ten świ,at, ogołocony z wszel- 
kiej treści, ogłosić .za nieistniejący i pr,zyjąć tylko byt idej w naszych 
umysłach. Istnieją jednak tylko idee lwnkretne. gdyż, gdyby istniały 
też i abstr,akcyjne, to, jako idee ogólne, istniałyby i materja i prze- 
strzeń, czemu Berkeley .zaprzecza. \Vidzimy tutaj użytek, jaki ,zrobił 
on z krytyki idej ogólnych Locke'a. 
Do tego punktu ustanowienia za jedyne byty duchów i ich idej, 
myśl Berkeley'a idzie prosto drogą, prowadzącą do skrajnego ideaUz- 
mu. Teraz jednak następuje dziwny zwrot w spekulacji, która obiera 
sobie kierunek zupełnie odmienny ad tego, który ją doprowadził do 
tego zwrotnego punktu. Idee od chwili ,Ziniesienia świata materjalnego, 
którego miały być lwpjami i obrazami, nabrały 'zupełnie innego zna- 
czenia. U Berkeley'a widzimy właśnie przesilenie i upadek reprezen- 
tatywnej teorji po.znania: jeśli świat materjalny nie istnieje, ,idee uie 
mają już czego reprezentować. Przestają być już pozorami, istnieją- 
cemi obok jakiejś niedostępnej rzeczywistości, gdyż są jedyną rzeczy- 
wistością. 
Ta dziwna ewolucja pojęć umożliwia Berkeley'owi postawienie 
tezy, która wydaje się na pierwszy r'zut oka w najwyższym stopniu pa- 
rodoksalną, a która głosi, iż jego światopogląd jest bardzo zbliżony do 
światopoglądu życia codziennego. T,a tendencja widoczna jest .zresztą 
nawet w podtytule "Trzech djalogów pomiędzy Hy},asem i Filo- 
nousem", w który,m jest zaznaczone, iż są one skierowane "przeciwko 
sceptykom". A jednak autorowi tych djalogów wielokrotnie zarzucano
		

/00070.djvu

			64 


skrajny sceptycyzm. Jal{kolwiek dziwnem siQ ta może wydawać, są 
w filazafji Berkeley'a paglądy, Jdórc rzeczywiście zbliżają się da tegO' 
spasabu myślenia, który nazywamy naiwnym realizmem. 
Berkeley we ws.zystkich swoich pismach stara się udawadnić, iż 
nie rozumie przez "ideę" właściwie nic innegO', jak ta, cO' w życiu ca- 
dziennem razurnie się przez r,zecz. Trudnaść, która stała na przeszka- 
dzie da :zidentyfikawania jeg,O' pajęcia idei z cadziennem pajęciem 
"rzeczy", leżała w tem, iż idea, jako istniejąca tylkO' w umyśle, musi 
przestać istnieć z chwilą, gdy ,przestajemy ją spastnzegać. Trudnaść 
tę Berkeley rozwiązywał jednak w .sposób padabny, jak tu uczynił 
l\Ialebranche, pI,zez wpl'Owadzenie umysłu basIdegO'. 
Ostatecznie Berkeley stara się udawadnić, iż różnica pamiędzy 
jegO' filazofją a światopaglądem cdawieka, palegającegO' tylkO' na zdro- 
wym razsądku, jest czysta w e I' b a l n a. Już pierwszą próbę utożsa- 
mienia idei IZ rzeczą ,vidzimy w "Cammanplace Baok", w którym znaj- 
dujemy .następujący fragment: ,,\Vidzimy dom sam w sabie, kaściół 
sam w sobie; są to bawiem tylko idee i nic więcej. Dom sam w sabie. 
kaściół sam w sabie, jest ideą, t. j. pr,zedmiatem - bezpośrednim 
przedmiatem naszej myśli". 
Nie mażna wabec teg.a farmuławać głównej myśli Berkeley'a 
w te,n spasób, że "są tylkO' idee, a rzeozy nie istnieją", lec,z należy 1'0'- 
zumieć,.iż główną jegO' tezą jest, że r z e c z y .s ą i d e a m i. Ta zasa- 
da jest zarazem kallcem reprezentatywnej tearji 'paznania: idee prze- 
stały być i d e a m i I' Z e c z y, a stały się r z e c z a m i. Gdy Berkeley 
mówi, iż "poznajmy idee", znaczy ta dla niegO' tyleż, cO' dla zwykłe,ga 
śmiertelnika "paznajemy rzeczy". 
Lepiej, jak wszelkie nasze kamentarze, zabrazują ten ostateczny 
zwrat jegO' myśli następujące jego sława: "Przyznaję, że wyraz i d e a. 
nie będąc pataC'znie używanym zamiast wyrazu I' z e c z, brzmi trachę 
niezwykle. Mają racją użycia tegO' terminu była akalicznaść, iż rozu- 
mie go się zazwyczaj w ten sposób, że narzuca myśl ,a kaniecznym 
związku z umysłem; abecnie tegO' terminu używają filazofawie dla 
aznaczenia bezpaśrednich przedmiotów paznania. JakkO'lwiek dziw- 
nem wydaje się ta zdanie w sławnem sformułowaniu. ta nie zawiera 
ona jednakże nic dziwnego i rażącegO' w treści. Stwierdza ano bawiem 
tylkO', że istnieją tylkO' pr'zedmiaty postrzegające i postrzegane, alba 
że każdy przedmiat niemyślący z natury swej musi być pastrzegany 
przez jakiś umysł" 13). Ten ustęp mażna uważać za astatnie sława fila- 
zafji Berkeley'a. a zarazem całego idealizmu angielskiegO'. 


13) Threc dialogucs Works, t. I, str. 453.
		

/00071.djvu

			65 


Staraliśmy się tutaj przedstawić kolejno ,stadja rozwoju pojęcia 
idci, która z podobizny przcdmiotu rzeczywistego staje się ostatccznie 
sama tym przedmioOtem. Teraz 'zajmiemy ,się autorem, który wystąpił 
ze śmiałą tezą: i d ej, .1 a k o b e 'z p o ś r e d n i c h p r z e d m i o- 
t ó w P 00 z n a n ia, n i e m a, .l e d y n y.m p r z e d m i o t e m p o- 
z n a n i a m o ż e b y ć t y l kor z e c z. 


IV. 


!{RYTYKA TEOR.JI IDE.J W FILOZOFJI REIDA, 


Filozof ja Reida jest naogół mało znana w krajach kontynental- 
nych. Nawet w .obszernych dziełach o historji filozof .li, wydawanych 
we Francji lub Niemczech, poświęcone są filozofmvi szkockiemu prze- 
ważnie tylk,o krótkie wzmianki 14). Reid traktowany jest zazwyczaj 
przez wspókzesnych historyków filozof .li jako myśliciel drugo lub 
nawet trzeÓor.zędny; uważany on bywa za ,mało oryginalnego autora, 
którego poglądy nie mog:! mieć dla nas wartości. Natomiast w kra- 
jach anglosaskich zarówno obecnie, jak i w ciągu całego dzicwi(,;tna- 
stego stulecia, uważano za,wsze Reida 'za myśliciela, z którym należy 
się liczyć 15). 
Nie możnaby powiedzieć o Reidzie, że był on człowiekiem, idącym 
z "duchemczasu"; przeciwnie, szedł 'We wszystkich gałęziach myśli 
filozoficznej naprzekór dominującym tendencj.om swojego wieku. 
Reid urodził się w r. 1710, umarł zaś w r. 1792; życie jego przypada 
mniej więcej na ten sam okres, co życie Hume'a (1711 - 1776), Kanta 
(1724 -1804) i ostatnie lata życia Bcrkcley'a (1684 - 1753). Otóż 
pisał on w duchu krańcowo przeciwnym do swoich wspókzesnych 
i z całą energją występował przeciwko ogólnemu prąd,owi, panującemu 
WÓwczas w filozof .li. Zbiegiem okoliczności Reid wyszedł z tego sa- 
mego narodu, co jeden z najwybitniejlsiZych przedsta,wicieli zwalczane- 
go prZeZel} J{ierunku - David Hu.me; obaj bowiem byli Szkotami. 
Reid był specjalistą w dziedzinie fil.ozofji, a nie dyletantem, jak wielu 
jego wybitnych współczesników; 'otrzy.mał wykształcenie filozofic'zno- 
teologiczne na uniwersytecie w Aberdeen, z czasem zaś wykładał filo- 
zofję na tymże uniwersytecie, a później w Glasgowie. 


'l4) Wyjlltek tu stanowi "Historja Filozofji" prof. Wł. Tatarkiewicza (Lwów 
1931), w której znajdujemy zwięzłe, lecz gruntowne sprawozdanie z filozofji 
szkockiej. 
15) Bliższe szczcgóły co do poglądów rozmaitych myślicieli na filozofję 
Rcida można znalcźć w pracy niżej podpisanego: "l{ant a Tomasz Rcid", Kwar- 
talnik Filozoficzny 1930', 
5
		

/00072.djvu

			66 


Pierw
zą ważną pr,acą Reida .test "Inquiry inta the Human 
M,ind ar the Prilllciplcs af Camman Sensc" HI), która uka.zała się 
drukiem w r. 1763. Reid więc stasunkowa bardzo. późna sfarmuł.ował 
swe poglądy, gdyż mając już 53 lata. Kancepcje filazaficzne autarą 
w tej pracy nie są jeszcze zupełnie dajrzałe, widać chwiejnaść w roz- 
strzyganiu niekfórych kwest .li. Ostatec.zne wyniki swaich daciekaI1 dał 
Reid w dziele, wyda'l1em w dwadzieścia lat później, w r. 1785, a na- 
szącem tytuł "Essay.s an the IntclIectual Pawers af Man" 17). Pracą 
ta, dwukr,atnic abszerniejsza ad paprzedniej, przedmiat ma ten sam, 
co. ana, t. j. :na pierWlszy plan wysuwają się zagadnienia tearja-paznaw- 
cze. Tu silniejszy jest pierwiastek pozytywny, padc'zas gdy w "Inquiry" 
na pierwszy plan wybijał się pierwiastek krytyczny !tS). 
Reid nie był dabrym pisarzem, 'zwłaszcza w porównaniu z Hume'm 
i Berkeley'em. Zarówna pad względem stylu, jak i terminalagji, tu- 
dzież układu treści bardzo. wiele mażnaby mu zarzucić. Jego. spasób 
wyrażania myśli jest częsta niejasny i wieloznaczny. Natamiast był 
rzeczywiście myślicielem naWIskraś aryginalnym, nie wzarOlWał się na 
nikim. Myśląc zupełnie samadzielnie, wygłaszał śmiała swaje paglądy, 
nie dbając nigdy a ta, czy zgadzają się z agólnie przyjętemi padówczas 
pajęciami. Dlatego. też koncepcje jego. pozbawiane są wszelkiej fał- 
szywej erudycji i .stereaty,pawego aperawania addawna utartemi pa- 
jęciami, a uderzają nas rzadka już spatykaną w tej epace świeżaścią 
myśli i brakiem wszelkiej szkalnej pedanterji. 
Mówiąc a samadzielnym charakterze filazafji Reida, mamy na 
myśli głównie jego krytykę tearja-paznawczy.ch załażeI1 filazafji idea- 
listyc'znej, gdyż jest ta dziedzina, w której akazał najwięcej aryginal- 
ności. Była ta zadanie, da którego. przywiązywał 'ogramną wagI,; i w któ- 
rego. przeprawadzenie włażył, 'mażna powiedzieć, całą duszę. Ostatecz- 
nym celem Reida była zresztą nietyle krytyka idealizmu, lecz raczej 
sceptycyzmu, który, padług niego., jest jego. nieuniknianą kansekwen- 
cją. Dlatego. ta uważa ,za swajego. najgr,aźniejszega przeciwnika nie tyle 
Berkcley'a, ile Hume'a. 
W pismach Reida jest pewna tendencja, że tak powiemy, ant y- 
filazaficzna. Dąży an da pawrotu da naturalnego. paglądu na świat, 


1G) Dzicło to będziemy oznaczali przy cytowaniu dla krótkości "Illquiry". 
17) Dzieło to będziemy oznaczali: "Intellcctual Powers". 
1S) W dwa lata potem (w roku 1788) ukazało się dzieło Reida: "Essays on 
the Active Powers of Man", traktujllce o zagadnicniach etycznych, którcm też 
z tego względu możemy się nie zajmować w tcj pracy. O ctyce Reida i jej po- 
krewiellstwie do etyki Ranta pisałcm w wyżcj wspoJnniallcj pracy "I{ant a To- 
masz Reid".
		

/00073.djvu

			67 


spaczonego., jak mniemał, przez dziwaczne pamysły filozafów, którzy, 
straciwszy wszelki kantakt z rzeczywistaścią, caraz bardziej adbiegają 
ad zas
d zdrowego. razsądku. Dlatego. też filazafja szkacka nasi miana 
"filazafji zdrowego. r,azsądku". 
Taką właśnie zasadnic,za błędną tearją, która stała się źródłem 
'Wszelkiego. sceptycyzmu i pomieszania pajęć w filazafji, jest, podług 
Reida, t e a r .l a i d e .1, czyli ta, caśmy nazywali reprezentatywną 
tl'orj:! poznania. Dlatego. też Reid występuje nietylko. przeciwka Ber- 
keley'awi i Hume'awi, lecz także pr.zeciwka tym, którzy ugruntawali 
tearję idej, t. j. przeciwka Descartes'awi i Malebrauche'awi, a szcze- 
gólnie pnzeciwka Lacke'owi, jaka bezpaśredniemu poprzednikawi raz- 
kwitu filazofji idealistycznej w Anglji. \V szystkim zarzuca, iż maże 
częsta nieświadamie, tworzyli tearje, które prawadzą da skrajnego. 
idealizmu i da sceptycyzmu. Samemu slabie przypisuje Reid adkrycie 
tego. zasadniczego. błędu, który stanawi padstawę ,sceptycyzmu. Dla 
pakazania, jak wielką wagę przywią,zywał on da teg,a adkrycia, przyta- 
czymy ustęp z listu jego. da D-ra Gregory, w którym stara się sprecy- 
zawać, co. jest nawego. w jego. filozofji: 
"Cała wartaść tych razważał'!, które pan nazywa m a .l ą f i l 0.- 
Z a f .l :!, po.lega na zakwestjanawaniu nauki a ideach, czyli abrazkach 
rzeczy w umyśle, mających być jedynemi przedmiatami myśli. Tearja 
ta apiera się na bardzo. paspalitych przesądach i jest tak pawszechnie 
. przyjmawana, iż przeniknęła nawet da farm językawych. .Teślibym 
jednak przytaczył wszystka, co. mnie naprawadziła na myśl zakwestjo- 
nawania tej tearji, którą sam przez długi czas uważałem za ac
zywist
! 
i niewątpliwą, akazałaby się, iż dużą ralę adegrał tu przypadek. Od- 
krycie ta była awacem czasu, a nie majego. genjuszu, i niezawadnie 
sam Berkeley i Hume większe zasługi pałażyli dla wyświetlenia tej 
sprawy, jak ja. Uważam, iż niema prawie nic w filozafji, caby mażna 
nazwać m a .l e m, a caby nie wynikała bezpaśrednia z wykrycia tego. 
przesądu" 19). 
Tak wielkie znaczenie ma w filazafji Reida krytyka tearji idej. 
Razumiał an, iż przyjmawanie ,idej, czy też wogóle jakichkalwiek ele- 
mentów paśrednich pamiędzy padmiatem i przedmiatami, które mają 
być adbiciami tych ostatnich, prawadzi da unicestwienia świata ze- 
wnętrznego.. Myśl tę pawtal'zał wieł.okratnie we ws.zystkich swaich pis- 
mach, jest ta jego. myśl przewadnia. Uważał, że od należytego. jej zra- 
zumienia i przyjęcia za naczelną zasadę tearji paznania zależą dalsze 


19) Thc \,"orks of Thomas Reid withc notcs and supplcmcutary disscrta- 
tions by Sir William HamiUon. Eighth cdition. Edinhurgh 1895. T. I, str. 88,
		

/00074.djvu

			68 


losy myśli filozoficznej, gdyż dopiero wówczas zostanie ona uwolniona 
od pl'zelsądu, który od wieków krępuje jej rozwój. 
"Idee - pisze w "Inquiry" - mają w sobie ooś, co się w dzhvny 
sposób nie zgadza z istnieniem innych przedmiotów. Zostały one po- 
raz pierw.szy wprowadzone do filozofji, jako obrazki lub przedstawienia 
rzeczy; w tym charakterze nietylko nie przedstawiały żadnego niebez- 
pieczeństwa, lecz wydawały się być bardzo pożytecznemi dla wyj aś nie- 
nia c.zynności naszego umy/słu. Z czasem jedna]{, gdy .zaozęło o nich 
bardziej sumiennie r,ozumować, poczęły usuwać na drugi plan przed- 
mioty, których miały być odbiciami, i wogóle podminowywać byt 
wszelkich rzeczy. "'pierw unicestwiły drugorzędne własności ciał; 
dzięki nim zdołano udowodnić, że ani ogień nie jest gorący, ani śnieg- 
zimny, ani miód - słodki; jednem słowem, że ciepło, ,zimno, dźwięk. 
barwa, Ismak i zapach .nie są niczem innem, jak ideami lub impresjami. 
Biskup Berkeley poszedł jeszcze dalej i, poprawnie rozumując na tych 
samych zasadach, dO!slzedł do wnio
ku, że 'rozciągłość, masa, przestrzeń, 
kształt i wlszy.stkie ciała są ideami i że wogóle niema nic innego, prócz 
umysłów i [dej. Lecz tryumf idej stanął,u szczytu, gdy ukazał się 
"Traktat o Naturze Ludzkiej" (Hume'a), w ,którym są unicesłwione 
także j duchy ludzkie, a tym sposobem idee i impresje stają się jedy- 
nemi bytami na świecie" 20). 
Obraz ten jest może cokolwiek przejaskrawiony, lecz, jak stara- 
liśmy się poprzednio wykazać, kryje on jądro prawdy. Byt idej, bę- 
dących odbiciami rzeczy, a zarazem bezpośredniemi pr,zedmiotami, da 
się bardzo trudno pogodzić .z bytem absolutnym świata zewnęłr.znego,. 
i to 'zaws.ze kosztem dużych niekonsekwencji. 
'V historji rozwoju tej teorji idej Rejd popełnia jedna,k bardzo. 
pOIważne błędy; zbytnio uogólnia ową teorję idej, którą 'zwaleza, przy- 
pisując jednakowe poglądy autorom, którzy się bardzo od siebie róż- 
nili w zapatrywaniach, nie uwzględnia różnych znac,zeI'1 wyrazu "idea", 
nie zdołał zauważyć ogromnej różnicy, która zachodzi pomiędzy tem, 
co nazywa "ideą" Plato.n, a tem, co przez nią .rozumie Descartes, Locke- 
lub Berkeley. Tym sposobem stara się on udowodnić, iż wszyscy filo- 
zofowie od Platona i Arystotelesa, aż do Berkeley'a i Hume'a, mają 
właściwie tę .samą teorję poznania pośredniego. a ile jednak obrarz; 
historyczny rozwoju reprezentatywnej teorji poznania jest mocno 
sfałszowany, o tyle analiza jej podstaw jest trafna. 
Reid uważa 21), iż podstawą teorji idej są dwa głów.ne założenia. 
Pienvsze z nich głosi, iż 'przy każdej czynności umysłu musi zachodzić 


20) Iucłuiry. 'Vorks t. l. str, 109. 
21) IntcHectual Powcrs. 'Vorks, t. I, str. 368 nn.
		

/00075.djvu

			69 


bezpośrednia łączność umysłu z przedmiotem myśli. Drugie - że we 
wszelkich czynnościach umysłu musi być bezpośredni przedmot my- 
śli, który mu.si istnieć w chwili, gdy o nim myślimy. Ponieważ przed- 
mioty fizyczne zbyt są odległe i są odmiennej natury od umysłu, dla 

adośćuczynienia pierwszej 'z tych zasad, trzeba przyjąć, iż w umyśle 
tkwią jakieś obrazy, które są bezpośredniemi pl'zedmi,otami spostrze- 
żenia. Podług naszego autora, niema nawet cienia racji, dla którejby 
przedmiot poznania mu
iał 'znajdować się w umyśle, podczas gdy nie 
pnzypuszcza się tego co do przedmiotu naszych uczuć. Jeżeli filozofo- 
wic nie utrzymują, że idee .są przedmi.otami naszej miłości lub niena- 
wiści, lecz pewne osoby, a więc .przedmioty zewnętrzne, dlaczegoż po- 
znanie ma mieć koniec.znie jakiś bezpośredni pr.zedmi.ot wewnętrzny? 
Druga zasada (iż przedmiot nas.zej myśli musi istnieć w chwili 
myślenia) jest, podług Reida, tyIko przesądem (prejudke) filozofów, 
który pozostaje w zupełnej sprzecznoś,ci ze zdr,owym rozsądkiem. Czło- 
wiek niewyk,ształcony filozoficznie wie, że pDzedmiot jego myśli może 
tak samo istnieć obecnie, j ak nie istnieć: mógł dawno przestać istnieć 
lub też wogóle nigdy nie istniał. Dla filozofa natomiast pomimo tego 
istnieje bezpośredni przedmiot poznania, który jest zawsze .obecny 
w umyśle. Ten właśnie przedmiot, który jest zupełnie obcy umysłowo- 
ści naturalnej, jest, podług naszego autora, tylko niepotrzebną fikcją 
filozofów. Ludzie, opierający się na zdrowym rozsądlm, 'znają tylko 
jeden przedmiot: w procesie postrzegania ,istnieje on aktualnie, w pro- 
cesie przypominania - istniał w czasie pr,zeszły:m, a przy wy.obrażaniu 
rzec'zy fantastycznych - wcale nie istnieje. 
Podług Reida, błędność fiIozofji idealistycznej wynika w dużej 
mier,ze z tego, iż nie uWlzględnia zasadni.czych różnic, zachodzących po- 
między różnemi operacjami myślowemi. Zar,zuca on Locke'owi. iż 
w.szelkie akty poznawcze podciąga ,pod jedno pojęcie ogólne postrze- 
gania idej (the perception of ideas) . Dla filozofów 'szkoły Locke'a po- 
strzeganiem idej jest zarówno postrzeganie zmysłowe przedmiotów 
obecnych, jak wspomnienie przeszłych zdar,zell, lub wy.obrażanie so- 
bie rzeczy .nigdy nie i'stniejących. Podług Reida, są to procesy zupełnie 
różne, i podciąganie ich pod jedno pojęcie jest zupełnie nieuzasadnio- 
ne. Dlatego też winniśmy polegać .przedewszystkiem na zdrowym roz- 
sądku i nie dążyć do wynalezienia jakiejś ogólnej teorji dla wyjaśnie- 
nia wszystkich procesów poznawczych. Należy raczej polegać .na bez- 
pośrednich danych świadomości i pr,zyjmować, że postrzegamy przed- 
mioty obecne, wspominamy - przes.złe, a wyobrażamy - fikcyjne 22). 


22) Intcllectual Powers. Works, t. I, str. 230'.
		

/00076.djvu

			70 


Następuj:!cy ustęp streszcza ostateczny pogląd Reida na pozna- 
nie: ..\V procesie odbierania wrażeJ} rozróżniam tylko dwa elementy: 
umysł, czyli istotę czując:!, i wrażenie. Ozy to ostatnie ma się nazywać 
czuciem, czy też czynnością, ,o to się nie spieram; wie.m tylko, że nie 
ma ono żadnego przedmiotu, różnego od tegoż wrażenia. Jeżeli priZy 
pobieraniu wrażeJ} ma występować jakiś trzeci czynnik, ;zwany ideą, 
to przyznam się, iż nie wiem, czem on ma być. Zarówno w czynności 
postrzegania, jak przypominania.i wy.obrażania, rozróżniam tylko trzy 
rzeczy: umysł czynny, clzynność tego umysłu i przedmiot tej czynności. 
Jestem absolutnie pewny tego, że przedmiot postrzeżony jest czemś 
zupełnie innem od czynności postrzegania. To .samo może być powie- 
dziane o wyobrażeniu, pr.zypominaniu, a także o kochaniu, niena\vi- 
dzeniu i pożądaniu. \Ve wszystkich tych wypadkach akt umysłu, skie- 
rowany na pewien pr.zedmiot, jest czemś odrębnem od tego przedmi,o- 
tu. Musi być za:wsze jakiś przedmiot rzec-zywisty lub wyobrażony, lecz 
odrębny od czynności umysłu, '11m} sk,ierowanej. Jeżeli teraz w tych 
wszystkich czynnościach ma grać jakąś rolę jeszcze czwarty pierwia- 
stek idea, różny od tr,zech prze,zemnie wymienionych, to doprawdy illie 
rozumiem, czem on ma być, i nie zdołałem zrozumieć z żadnych dzieł 
filozofów, którzy na ten temat pisali. Jeżeli ta teorja idej filozo- 
fów nie rozróżnia rzeczy, które wyliczyliśmy jako zupełnie od- 
rębne - jeżeli np. nie odróżnia przedmiotu postrzeżonego od 
czynności postrzegania go i ,zlewa je razem - to w takim razie teorja 
nie zgadza się z tem, co sami możemy się bezpośrednio dowiedzieć 
o czynnościach nas.zego umysłu, i jest przeciwna zasadom zdrowego 
rozs:!dku, l<.tóre znalazły odbicie we wSlzy.stkich językach" 23). 
Tak Reid rozumiał poznanie. Nie jest to żaden system, c,zy tem'ja, 
czy nawet hipoteza, lecz raczej jakby wytyczna, która może posłużyć 
do zbudowania jakiejś teorji. Reid właściwie nie kusi się tutaj na da- 
nie odpowiedzi na pytanie: "jak poznajemy?", lecz raczej wyjaśnia 
nam, jak n i e poznajemy, t. j. dowodzi, jak nie należy interpretować 
procesów poznawczych. 
A teraz zadaj my sobie pytanie: co możemy powiedzieć o tych po- 
stulatach Reida z punktu widzenia współczesnej teorji poznania? Je- 
żeli będziemy rozpatrywali to zagadnienie ze względu na negatywną 
stronę postulatów Reida, to dojdziemy do wniosku, iż ma on rację. 
Rzeczywiście reprezentatywna teorja poznania nie jest w .stanie wy- 
jaśnić należycie procesów poznawczych, które są o wiele więcej zło- 
żone i różnorodne, niż ta teorja chce je 'przedstawić. Tej wielkiej róż- 


23) Intcllcctual Powcrs. \Vorks, t. I, str. 292.
		

/00077.djvu

			7l 


norodności zjawisk psychicznych, które składają .się na akt poznania, 
niepodobna podciąg.nąć pod ja]qś jedn
! formułę, ani też wtłoczyć 
w ramy prostej teorji. Naukę, która wypływa z tych ,zasad Reida, mo- 
żemy'ze strony negatywnej sfOl
mułować mniej więcej w tych słowach: 
nie należy zbyt pospiesznie uogólniać tego, co wiemy o niektórych pro- 
cesach poznawczych, g,dyż nie marny żadnej racji do wierzenia, iż 
wszystkie akty poznawc,ze dadzą się wyjaśnić na jeden sposób, lub 
podciągnąć pod jedną teorję. 
O ile zatem rozpatrujemy negatywną stron
 teorji poznania Reida, 
to widzimy, że ma on rację. Nie będziemy mogli jednak tego z taką 
samą pewności
! ,powiedzieć, jeśli zadamy sobie to samo pytanie co 
do wartości postulatów Reida w formie pozytywnej. Czy na podstawie 
jego spos'obu pojmowania procesó,w poznawc.zyeh można będzie stwo- 
rzyć jakąś teorję poznania, któraby nam wyjaśniła przynajmniej naj- 
ważniejsze zjawiska z dziedziny p-gychologji poznania (np. choćby złu- 
dzenie zmysłowe) i mogła wejść do filozoficzno-naukowego p,oglądu 
na świat? 
\V pismach Reida nie znajdujemy odpowiedzi na to pytanie. Daje 
on tylko bardzo skąpe i przeważnie niedostatec,zne wskazówki co do 
sposobu, w jaki myślałby, trzymając się swoich postulatów i za;;ad 
zdrowego rozsądku, rozwią.zać niezliczone trudności, które .nam nastrę- 
cza na każdym kroku zagadnienie poznania. To też wielu krytyków 
jego filozof .li zarzucało Rej,dowi, iż jego teorja jest tylko rezygnacją 
z wszelkich dociekań metafizy.cznych, ,od których woli on odpoczynek 
na swoich "zasadach zdrowego rozsądku". Tak jednak nie jest. Teorja 
Reida jest próbą stworzenia 'nowej intuicjOllistyc,znej teorji pO'zna- 
nia - próbą coprawda niedok0I1czoną, lecz otwierającą szerokie pole 
dla realistycznej filozof .li. Dla każdego jest widocznem, iż stworzenie 
teorji poznania, nie przyjmując żadnych idej ani pr.zedstawieI'1, na- 
stręc.za ogromne trudności. \Vidzieliśmy jednak, iż reprezentatywna 
tem'ja poznania także nie może się utrzymać, gdyż doprowadza do 
skrajnego ideali.zmu i tym sposobem sama obala swoje własne zało- 
żenia. Nie pozostaje zatem nic innego, jak budować teorję poznania 
na innych zasadach. jakkolwiek wielkie trudności nasuwałby .nam, 
na pierwszy rzut oka, brak dawnych fOl'muł i schematów. Na tę właś- 
nie drogę wkroczył pierwszy Reid. Dlatego też kierunek, który obrał, 
jest kierunkiem przyszłości, t. j. tym, w którym musi pójść teOI'ja po- 
znania, jeżeli ma sprostać swoim zadaniom. 
Musimy zrobić tutaj jes'zcze pewne 'zastrzeżenie. Mówiąc, że teorja 
poznania winna się rozwijać w kierunku, ,obranym przez Reida, nie 
mamy na myśli kierunku realistycznego, który dominuje w jego filo-
		

/00078.djvu

			72 


zafji, lec,z intuicjanizm, który jest jego. padstawą. Zasadą intuicjaniz- 
mu jest teza, iż u m y s ł w c h a d z i w b e z p a ś r e d n i k a n- 
t a k t z r.z e c z y w i s t a ś c i ą, iż jest ana dlań dostępna. Założenie 
ta jednak nie implikuje jeszcze .sama pr,zez się razwiązania zagadnie- 
nia paznania w duchu czysta realistycznym; zupełna niezależnaść 
świata fizy,cznega ad naszego. życia psychicznego. nie jest bynajmniej 
kanieczną jej kansekwencją. Jest ta tylko. n e g a c j a z a ł a żeń r e- 
p r e z e n t a t y w n e j t e a r j i p a z n a n i a: mażna z niej wy- 
dedukować realistyczny pagląd na świat, jak ta uc'zynił Reid, lecz nie 
jesteśmy da tego. 'zmuszeni. Ażeby jakiś systemat filozaficzny mażna 
nazwać intuicjanistycznym (w naszem znaczeniu tego. sława), musi 
an zakładać tylko., że ta rzeczywistaść, którą bezpaśrednia paznajemy, 
jest j e d y n ą rzeczywistaścią; lJ1łe przesądza ta zaś nic co. da istaty, 
pachadzenia i związku .z naszą umy.sławaścią tej rzeczywistaści. Jed- 
nem sławem, adrzucenie reprezentatywnej tearji paznania jest zasa- 
dą epistemalagiczną, a nie metafizyczną, ł. j. padstawą da różnych 
kancepcji metaf,izycznych, czy ta naturalistycznych, czy nawet mi- 
stycznych. 


v. 


WSPóŁCZESNY NEO - REALIZM I INTUICJONIZM. 


Jak już wspaminaliśmy wyżej, intuicjanizm tearja-poznawczy 
Reida nie znalazł silniejszeg.a oddźwięku w filazafji eurapejskiej, ani 
za jego. życia, ani też w ciągu prawie całego. dziewiętnastego. stulecia. 
Miał an caprawda nawet entuzjastycznych zwalenników, jak Hamiltan 
i Causin, agólny rozwój myśli filazaficznej paS'zedł jednak w kierunku 
zupełnie przeciwnym da intuicjanistycznega. Upadstaw filozofji ca- 
łego. tego. akresu leżą zasady reprezentatywnej tearji paznania. Zbęd- 
nem chyba byłaby rozwodzić się tutaj nad tem, j ak dalece addalany 
jest Kant od intuicjanizmu tearj.a-paznawczega. Mażna nawet pawie- 
dzieć a autar.ze "Krytyki czystego razumu", iż posunął an reprezenta- 
tywną teorję poznania a jeden stapieJ} wyżej, G ile bawiem Locke po.- 
dwaja świat (pr:zyjmując idee i rzeczy) - Kant go. patraja. D'Ość 
pr,zeczytać pienvszy paragraf "Transcedentalnej Estetyki", ażeby za- 
uważyć, że, jeśli dla Kanta przedmiatawi zewnętrznemu adpawiada 
w umyśle wyabrażenie (Anschauung), a przedmiatem wyabrażenia 
jest zjawiska (Erscheinung), ta rzecz sama w sabie (Ding an sich), 
która jest r'zec.zy,wistaścią absalutną, stai na trzeciem miejscu. W każ- 
dym razie w filazafji Kanta bezpaśredni kantakt umysłu ludzkiego. 
z rzeczywistaścią absalutną jest zupeł.nie wykluczany, co. aczywiście
		

/00079.djvu

			73 


stoi w sprzecznoscl z zasadami intuicjonizmu epistemologicznego. 
Można nawet powiedzieć, że teorja poznania Kanta jest najbardziej ty- 
powym przykła1em reprezentatywnej teorji w dziejach filozofji. 
Jeżeli uwzględnimy niezwykły wpływ Kanta ha wszystkich myśli- 
cieli, żyjących na pr.zełomie osiemnastego i dzie\viętnastego wieku, 
a szczególnie w piemv'szej połowie tego ostatniego, nie wyda nam się 
dziwnem, że cała fiIozofja tego okresu ,ożywiona jest duchem repre- 
zentatywnej teorji poznania. 
\V fiIozofji idealizmu niemieckiego ,zarysowuje się jednak, acz- 
kolwiek dość niewyraźnie, ten sam zwrot myślowy w stosunku do 
Kanta, któreg.o dokonał Berkeley w stosunku do Locke'a. Kantowski 
dualizm świata .zj awisk i świata rzeczy samych w sobie, pr,zeistacza 
się u Fichteg,o w monizm Jaźni absolutnej, a u Hegla - myśli. Kon- 
cepcja heglowska identyczności myśli i bytu, tak samo, jak koncepcja 
Berkeley'a identyczności rzec.zy i idei, stoi już na granicy kralicowego 
idealizmu i krańcowego realizmu, 1ub też, jeśli kto woli, ponad temi 
dwoma kierunkami. 
Pomimo tego jednak w dziewiętnastem stuleciu reprezentatywna 
teorja poznania jest ogólnie przyjęta i uważaJl1a za trwałą zdobycz 
nauki. Na teorji tej opiera się ,krytyczny realiozm, którego głównym 
przedstawicielem był Wund1. Pojęcia tej teorji przeniknęły zresztą 
z filozoficznej teorji 'poznania do naukowej (a przynajmniej dążącej 
do naukowości) 'psychologji; dzięki ternu operujemy w psychologji 
takiemi terminami, jak wyobrażenie, przedstawienie, postrzeżenie 
i t. p., które nic wspólnego nie mają z psychologją, jako nauką, opartą 
na doświadczeniu, a 'zaczerpnięte są żywcem z reprezentatywnej teorji 
poznania 24). 
Jak wiadomo, w kOllcu dziewiętnastego wieku następuje upadek 
myśli filozoficznej i ogólne -zniechęcenie do w5'>zelkich 'spekulacji; .l est 
to okres t. zw. pozytywi,zmu, który jest .do pewneg.o stopnia zależny 
od relatywizmu kantowskiego. Dopiero z poc.zątku bieżącego stulecia 
następuje odrodzenie metafi.zyki i to właśnie 'pod hasłem intuicjoniz- 
mu, lub wogóle swobodnej s'l1ekulacji, nic skrępowanej schematami 
i utartemi formułami klasyków filozof .li. 
\Ve współczesnej filozof .li rozwijają się często zresztą zupełnie 
niezależnie od siebie dwa kierunki, oparte na krytyce reprezentatyw- 
nej teorji poznania. Mam tu na myśli neo-realistów amerykańskich 


24) Do usunięcia z psycholog.ii tych nalcciałości mctafizycznych dąży dzisiaj 
szkoła psychologów amcrykailskich t. zw. bchaviourist'ów.
		

/00080.djvu

			74 


oraz grup!,; filozofów europejskich, którzy si!,; nazywaj:! intuicjoni- 
stami. 
Realizm w filozofji anglo-saskiej jest reakcj
 psychiki angielskiej, 
zamiłowanej do myślenia konkretnego, przeciwko abstrakcyjnej i nie 
związanej ani z życiem, ani z nauką metafizyce idealistycznej. Nie było 
to rzeczą przypadku, że reakcja przeciwko subjektywizmowi wyszła 
właśnie z umy:słowości amerykaI'l.skiej, przyzwyczajonej do konkret- 
nego i prostego sposobu myślenia. Zamęt poj!,;ć filozoficznych, który 
panował w dziewiętnastem stuleciu, nie wywołał w niektórych umy- 
słach niechęci do wszcł.kich spekulacji metafizycznych wogóle, lecz 
przeciwnie, dążenie do znalezienia innego oparcia dla koncepcji filozo- 
ficznych, jak zasady ogólnie przyjętej teorji poznania. Taki był też 
punkt wyjścia przedstawicieli kierunku neo-realistycznego w Stanach 
Zjednoczonych 25). 
Neo-realiści amerykmiscy wychodzą z tych samych .założeń, co 
Reid, św.iadomie się na nim wzorują, chcąc być jego kontynuatora- 
mi 2G). Znajdujemy u nich zreszt
 dość często cytaty z Reida i powo- 
ływania 'się na niego. Nic w tem dziwnego, maj
 oni identyczne cele, 
jak fi1Iozof szkocki: krytykę idealizmu, odparcie argumentów Berke- 
ley'a i Hume'a, a do tego jeszcze i Kanta. Widzimy u nich także tę sa- 
mą tendencję do opierania zasad filozoficznych przedewszystkiem na 
zdrowym rozsądku ("cOn11.110n sense") i dążenie do powrotu do natu- 
ralnego poglądu na świat. Podobnie, jak Reid, zajmują oni stanowi- 
sko bardzo krytyczne w stosunku do koncepcji klasyków myśli filozo- 
ficznej i celem ich jest, tak 'samo, jal<. szkockiego filozofa, wykrycie 
podstawowych błędów i przesądów, które sprowadziły filozofję na 
manowce. Jednem słowem, w pismach ich daje się wyczuć ten sam 
duch reformatorski, co u Reida. 
Ażeby się przekonać o tem głębokiem pokrewielistwie ideowem 
neo-realizmu z filozof ją .s.zkocką, dość przytoczyć następujące słowa, 
napisane przez dwóch najwybitniej
zych współcze'snych filozofów 
amerykańskich, pp. Montague i Perry: "Teorja neo-realiozmu, ściśle 
mówiąc, jest bardzo stara. Ażeby ją zrozumieć, trzeba się cofnąć 
w dziejach myśli filozoficznej daleko poza Kanta i Berkeley'a, a na- 
wet Locke'a i Descartes'a; trzeba powrócić do pierwotnego, zdrowego 


25) Sprawozdanie z dzieła zbiorowego neo-realistów "The New Realizm" 
New York 1925 zamieściłem w artykule p. t. "Stanowisko epistemologiczne neo- 
rcalistów amerYkańskich". (Przegllld Filozoficzny 1930'). 
20) Zwillzek neo-realizmu amerykańskiego z filozof ją szkocką zaznaczony 
jest w artykule o filozofji amcrykańskiej w ostatnielll wydaniu Ucbcrwcga 
(z r. 1927).
		

/00081.djvu

			75 


rozsądku, dzi
l	
			

/00082.djvu

			76 


P.ogh!dy bardzo zbl.iżone do poglądów Reida łatwo znajdziemy 
u innych przedstawicieli szkoły intuicjonisty,cznej, którzy 'są zresztą 
wszyscy mniej lub więcej pod wpływem Bergsona. Przytoczmy choćby 
dla pnzykładu poglądy znanego i u nas intuicjonisty rosyjskiego Mi- 
kołaja Łosskiego. Pogląd jego na poznanie świata zewnętrznego, acz- 
kolwiek na niektórych punktach pokrewny jest do poglądów Meinon- 
ga (w teorji aspektów), opiera się jednak na tej samej zasadzie, co 
teorja Reida, a także neo-realizm ameorykań'ski. Na dowód teg.o można 
zacytować .słowa p. Łosskiego, wyjęte z jego odczytu, wygłoszonego 
w \Varszawie: "Intuitywizm i współczesny rea1i'zm są to dwa kierunki 
w gnozeologji, identyfikujące się wzajemnie w najistotniejszym punk- 
cie: oba twierdzą, że rzeczy świata materjalnego i wogóle przedmioty, 
wy.kraczające poza zakres ,indywidualności poznającego podmiotu, 
wchodzą do widnokręgu świadomości poznającego indywiduum same 
w oryginale i dlatego są poznawane tak, jak one istnieją, niezależnie 
od aktu wiedzy" :J1J). 
Widzieliśmy w ostatnim rozdziale, jakiego znaczenia zasada Reida 
bęzpośredniego poznania świata zewnętrznego nabrała we współczes- 
nej filozof .li. Nie chcemy przez to powiedzieć, iżby reprezentatywna 
teorja poznania została już jednogłośnie odrzucona, jednak rozwój 
myśli f'uozoficznej idzie raczej w kierunku intuicjonizmu epistemolo- 
gicznego, pojmowanego w duchu filozofji Re
da. \Vykazanie tego było 
celem uiniejszej pracy. 


3{) M. Łosski. Intuitywizm i współczcsny rcalizm anglo-amcl'ykański. Kwar- 
talnil{ FilozoficZllY 1928.
		

/00083.djvu

			DINA SZTEJNBARG 


Zagadnienie indeterminizmu 
na terenie nauk humanistycznych*>. 


* 1. Uwagi wslrIme. 


Doniedawna jeszcze dziedzina humani.styki uchodziła za główlU! 
ostoję indeterminizmu. Naogół bowiem indeterminiści .skłonni byli 
uznawać powszechną prawidłowość przyrodzoną w świecie przedmio- 
tów martwych, 'zapr:zeczali natomiast istnieniu takiej prawidłowości 
w świecie ;istot żywych, zwłaszcza zaś w świecie humanistycznym, 
uważanym za właściwą domenę wolnej woli, twórczości i przypadku. 
Obecnie indeterminizm stał się znacznie hardziej zachłanny. Nie 
ograniczając się do zakresu 'spraw ludzkich, zmier'za on do okazania, 
że wszel.kie wogóle przedmioty, a więc zarówno żywe, jak i martwe, 
wyłamują .się z pod panowania praw przyrodzony,ch. Kwestjonuje na- 
wet, jakoby prawa 
akie obowiązywały w jakiejkolwiek dziedzinie... 
Walka z determinizmem przeniosła się tedy na teren ogólniej szy. 
Nie pr'zestała ona jednak być aktualna również na gruncie humani- 
styki, gdzie w dalszym ciągu toczą się zaciekłe spory między zwolen- 
nilwmi tych dwu kierunków przecii\Vnych. Dyskusja skupia się tutaj 
głównie dokoła zagadnienia niepowtarzalności zdarzeń historycznych 
(tak będziemy na:zywali dla skrótu zdarzenia, będące właściwym 
przedmiotem badań historyc.znych), na którą powołują się zwykle 


*) Rozprawa ta stanowi trzecill i ostatnią zarazcm część pracy, której dwie 
picrwszc części zostały wydrukowalle w zcszytach 1 - 2-im ("Zagadllicnic inde- 
terminizmu na tercnic fizyki współczcsncj") i 3 - 4-ym ("Zagadnienic indctcr- 
minizmu na tcrenic biologji") 35-go tomu "Przcglądu Filozoficzncgo" (1932 r.).
		

/00084.djvu

			78 


pr.zedstawiciele indeterminizmu, jako na naczelny argument w obro- 
nie .swego pogh!du, Rozważeniem tego argumentu, podobnie jak pew- 
nych innych pokrewny'ch, zajmiemy się właśnie na dalszych stronicach 
tej pracy. 


ROZDZIAł. I. 


NIEPO\VT ARZALNOść ZDARZEŃ HISTORYCZNYCH. 


* 2. Sformułowanie zagadnienia. * 3. Ogólność ])mw przyrodzonych. 
{} 4. ChamIdeI' indywidualny zdarzell lIistol'ycznych. {} 5. Podpadanie 
zdal'zelz pod ])J'awa ])rzYl'Odzone. 



 2. 


\V sformułowaniu stosunkowo precyzyjnem zasada determinizmu 
głosi, że każde zdarzenie jest wyznaczone przez pewne zdarzenia wcześ- 
niejsze na mocy przyrodzonych praw następstwa zdarzeń. Tej właś- 
nie :za-sadzie mają zaprzeczać fakty historyczne. Wszak każdy z nich - 
powiada się zwykle - przebiega w .sposób ściśle indywidualny, różni 
.się czemś osobliwem od wszy.stkich pozostałych, zachodzi raz tylk<.> 
i nie powtarza się już potem nigdy - nie może więc podlegać prawom 
przyrodzonym, które z natury swej są prawami ogólnemi, stosuj ącemi 
się wyłąeznie do zdarze11 powtarzalnych. Samo pojęcie prawa histo- 
rycznego - jal{ sądzą niektórzy - jest czemś "logieznie niedorzecz- 
nem", .zawierającem popro$tu .sprzeczność wewnętrzną 'l) . 
W ten mniej więcej sposób przedstawia się spotykany c.zęsto ar- 
gument przeciwko powszechnemu panowaniu praw przyrodzonych. 
Gzy racje, które się tutaj przytacza, są istotnie pr'zekonywające? Aby 
na to pytanie odpowiedzieć, musimy rozważyć pewne zagadnienia 
wstępne, l'Jwiązane z analizą znaezeniową 'Wchodzących w grę wyrażeń. 
Co to znaczy, że prawa przyrodzone mają charakter "ogólny", zdarze- 
nia zaś historyczne - charaider "indywidualny"? O co chodzi, gdy 
mowa o "podpadaniu" zdarzcil pod prawa ("podleganiu" prawom, 
"stosowaniu się" praw do zdarzeń lub t. p.)? Oto lnvestje, l{tóre 
w pierwszym rzędzie domagają się Ibliższych wyjaśnie11. 


l) Rickcrt H. - Die Grcnzen der naturwissenschaftlichcll Bcgriffsbildullg. 
5-c wyd. Tilbingen, 1929; str. 229-30', 377. Por. tal,że: l\Icister E. - Vber die 
l\I5glichkeit historischcr Gesetze. Lipsl,-Berlin, 1928; str. 16. l\Ieycr Ed. - Zur 
Theoric und Methodik dcl' Gcschichte, Hallc a. S., 190'2; str. 25-6. NaviIle E. - 
Classification dcs scienccs, 3-c wyd. Paryż, 1920'; str. 175. Bcrgson H. - Essai sur 
lcs donnćcs immćdiates dc la conscicncc. Paryż, 1889; str. 152-4.
		

/00085.djvu

			79 



 3. 


Zacznijmy od analizy pojęcia ogólności. 
1) W rozprawie, poświęconej zagadnieniu "przyczynowośd indy- 
w
dualnej" 2), Bergm:mn podkreśla z naciskiem, że ogólność praw jest 
ich własnością czysto formalną, polegającą na pewnej określonej bu- 
dowie zewnętrznej i niezależną od tego, czy stosują się one do jednego, 
czy też do 'więl{szej ilości przypadków. Np. prawo, stwierdzające, że 
'ilekroć jest A, tylekroć po niem następuje B, jest prawem ogólnem 
nawet wtedy, jeżeli A jest zdarzeniem indywidualnem, zachodzącem 
raz tylko i nie powtarzającem się już więcej nigdy (stąd właśnie wy- 
wodzi Bergmann możliwość "przyczynowości indywidualnej", :zacho- 
dzącej między zdarzeniami niepowtarzalnemi na .mocy "ogólnych" 
praw przyrodzonych). Analogicznie stawia sprawę Windelband, wedle 
którego o ogólności praw przyrodzonych decyduje to, że mają one po- 
stać zdań ogólnych 3). 
Nie odbiegniemy chyba od przedstawionych przed chwilą inten- 
cyj, jeśli powiemy, że ogólność przypisuje .się tu prawom ze względu 
na ich specjahl:! budowę zewnętrzną, polegającą mianowicie na tem, 
że są one zdaniami typu: n x [rpl (X, A) < q;2 (X, B)] 4) lub ich równo- 
ważni.kami logicznemi. 
Takie rozumienie ogólności jest jednak .stosunkowo mało rozpo- 
wszechnione. Zwykle żąda się od praw ogólnych, aby spełniały nadto 
pewien warunek dodatkowy, wyłączający zgóry ewentualność, w któ- 
rej zakres .stosowalności tych praw ograniczałby się do jednego tylko 
przypadku -odosobnionego. W myśl tego poglądu 
2) prawo P jest ogólne, o ile ma postać: TIX['Pl(X, AJ <'P2(X, BJ] 
(lub analogiczną dla większej Hczby zmiennych pod kwantyfikato- 
rem), o ile przytem A i B są nazwami ogólnemi - a więc takiemi; 
które mogą być podmiotami prawdziwycb zdań typu "każde A jest B", 
nie mogą natomiast występować w roli podmiotów w prawdziwych 
zdaniach typu "A jest B" (t. j. w praw.dziwych zdaniach jednostko- 
wych), ponieważ mają więcej, niż jeden desygnat. Takie rozumienie 
przewij a się niekiedy w pracach Rickeda (np. gdy tezom historycz- 
nym, zawierającym nazwy jednost]wwe, przeciwstawia on prawa przy- 


2) Bergmann H. - Der Begriff der Verursachung und das Problcm dcl' 
individuellcn Kausalitat. Logos, t. V., 1914; str. 88-95. 
3) \Vindclband \V. _ Praludicn (art. p. t. "Geschichte und Naturwissell- 
schaft"), t. II, 4-te wyd., Tilbillgcn, 1911; str. 14. 
4) Analogicznie dla większcj liczby zmicnnych pod l,wantyfikatorcm, IIp.: 
nx, Y"'['PI(X,A)''f'2(Y,B)'''<'f'3(X,Y.,.C)j lllh t. p.
		

/00086.djvu

			80 


radnieze, w których występują wyłącznie tenniny agólne 5) ), nie ad- 
daje jednak dabrze naczelnych tendencyj tego. autora. Z jednej ba- 
wiem strany skłanny je.st o.n nazywać agólnemi takie nawet tezy przy- 
radnicze, w których w charakterze padmiatów występują pewne tet'- 
miny jednastkawe - a ile tylko. jednastkawaść ta - jak mówi - jest 
czysta przypadkawa, nie wynikająca z treści tych nazw 6). Z drugiej 
zaś strony, pr.zestrzega wielakratnie przed ,mieszaniem "bezwarunko- 
wej", "nieagraniczanej" agólnaści praw przy'radzanych ze z.wykłą agól- 
naścią "empiryczną", palegającą na tem, że dana teza adnasi się da 
pewnej agraniczonej mnagaści przedmiatów 1). Padabną myśl spatkać 
mażna również u .J. S1. MilIa i Czuprowa, wedle których takie np. zda- 
nie, jak "każda planeta obraca się dakała słańca" (gdzie "planetę" ra- 
zumie się jaka nazwę Mar.sa, Jawi.sza i innych jeszcze, tych a tych ciał 
niebieskich), nie jest prawem agólnem, ponieważ nie stasuje się do 
"nieagraniezanej" (jak mówi MilI) luh "nieakreślanej" (jak się wy- 
raża Czupro.w) ilaści przypadków 8). Zgadnie z temi intencjami 
3) prawo P jest ogólne, o ile ma postać: n X [q;] (X,A) -:::: q;2 (X,B)] 
(luh analagiczną dla większej liczhy zmiennych pad kwantyfikata- 
rem), gdzie A i B są nazwami. co. da których nie wynika na mocy ich 
definicyj, że mają agraniczon,!, tak a tak wielką liczhę desygnatów. 
Nie ,maże ta hyć zatem taka np. nazwa, jak "człanek triumwiratu 
rzymskiega", "palec N-a" luh t. p., mogłahy ta być natamiast np. na- 
zwa "Arehaeapteryx" - chaćby posiadała jeden tylko. desygnat - pa- 
nieważ ze znaczenia jd nie wynika, że desygnatów takich nie maże 
być dawalnie wiele 9). 
4) Na czwartem wreszcie miejscu 'mażna wyróżnić najczęściej 
bodaj spatykane razumienie agólnaści, w myśl którego. agólne jest tyl- 
ko. takie prawa, które stosuje .się "zaws.ze i wszędzie" - w przeciwień- 
stwie do zwykłych uagólnień empiryeznych (nazywanych pr.zez 
Rickerta "apisami" 10) ), które są ważne tylko. tu a tu i wtedy a wtedy. 


5) Rickcrt H. - Dic Problcmc dcr Gcschichtsphilosophic. 3-c wyd., Hcidelbcrg, 
1924; str. 32, 40'-1, 90'. - Dic Grcnzcn..., str. 230'-1, 23!), 265-6, 447, - I(ultur- 
wisscnschaft ulld Naturwisscnschaft. 3-c wyd. Tilbingcn, 1915; str. 43-4, 48 i t. d. 
G) Rickcrt H. - l{ulturwisscnschaft.." sIr, 48, - Dic Grcnzen..., str. 290'-1; 
por. także Straus E. - Das Problcm der Individualitat (w "Biologie der Pcrson", 
hersg. 1'. Th. Brugscb, tom I, Bcrlin- \Vicdcń, 1926); str. 50'. 
7) Rickcrt H. - D. Grenzen..., str. 57, 10'2-3, 10'6 i t. d. 
8) Mili J. St. - Systcm of Logic Raciocinative and Inductive. 6-te wyd, 
Londyn, 1865; t. I, str. 322-3. Czuprow A. A. - Oczierki po ticorji statistiki. 2-c 
wyd. Petcrsburg, 1910'; str. 119. 
9) D. Grcnzen..., str. 290' i n. I{ulturwissenschaft..., str. 48. 
W) D. Grenzcn..., str. 10'4 i nast.
		

/00087.djvu

			81 


Pad tak agólnikawem sfarmułnwaniem kryją się różne co. do. treści 
myśli. 
a) Schlicl{ np. wyraża się tak, jakgdyby agólność praw wiązał 
z ich strukturą zewnętrzną, nazywając mianawicie agólnemi takie 
prawa, w których ,
nie występują explicite współrzędne czasawa-prze- 
strzenne" 11 ). Wa-runek ten. ma gwarantawać, zdaniem SchI.icka, nie- 
zależność stwierdzanych przez prawa zależnaści od czasu i przestrze- 
ni - w myśl poglądu Maxwella, 'wedle którego. "różnica między dwa- 
ma zdarzeniami nie zależy ad czystej różnicy czasów lub miejsc, lecz 
tylko. od różnic w istocie, konfiguracji albo ruchu ciał uważanych. 
\Vynika stąd, że gdy zdarzenie zachadziła w aznaczanym czasie i o.zna- 
czonem miejscu, ta zupełnie jednakowe zdarzenie zajść może w i:n- 
nym czasie i w innem miejscu" 12). Przy tem rozumieniu nie było.by 
np. agólne prawa, sfarmuławane w ten chaciażby spasób: dla wszel- 
kiego. X, jeśli X jest ciałem, znajdującem si.ę w tym a tym czasie 
i w tem a tem miejscu, ta X jest takie a talde. Sam tekst prawa agra- 
nicza tu bawiem jego. .stasawalność do pewnego. tylko. czasu i da pew- 
nej tylko. części przestrzeni. 
b) Węziej pajmują przyto.CZalU! pawyżej farmułkę (p. pad 4) 
Rickert, Czupraw i Naville, którzy admawiają agólnaści tezom, zawie- 
rającym chociażby implicite adniesienie da pewnego. akreślanega czasu 
lub pewnej akreślanej części przestrzeni 13) . Zaalagja apisowa np., al- 
ba batanika nie magą rościć pretensyj, zdaniem Rickerta, da wykry- 
wania praw agólnych, panieważ mają da czynienia ze zwierzętami 
i roślinami, które znajdują się .na ziemi, w pewnych akreśl.onych ad- 
cinkach ,czasawych, Po.dabnie t. "IJW. praiWa KepIera są - jak twierdzi 
Naville - jedynie uagólnieniami empirycznemi, adnaszą się bo.wiem 
da planet naszego. układu słanecznego., który jest zlakalizawany w cZa
 
sie i w przestr.zeni. 
c) Zano.tujemy wkOllcu taką jeszcze interpretację amawianej fo.r- 
mułki ('p. .pad 4). Ogólne jest prawa bezwyjątkawe, czyli adznacza- 
j	
			

/00088.djvu

			82 


nil{, spełnia się rówl1lez l jego następnik, niezależnie od tego, co się 
pozatem dzieje w otoczeniu. Takie pojmow3!nie ogólności daje się zau- 
ważyć w jednej z prac Schli.cłm, nadto u Milla, Czuprowa, Meistera 
i innych 14) . 
\V ten mniej więcej sposób przedstawia się rozmaitość znaczeń, 
w których mówi 'się zazwyczaj o ogólności praw przyrodzonych. Zo- 
baczymy zkolei, o co chodzi, gdy prawom ogólnym przeciwstawia się 
zdarzenia "indywidualne" (inaczej "niepowtarzalne"), mające stano- 
wić właści'wy przedmiot badań historycznych. 



 4. 


]) Zdarzeniem indywidualnem jest np., wedle Rickerta, to, że 
Saturn posiada pierścienie, że Fryderyk Wjel1d wygrał bitwę pod 
Leuthen, że l.XI.1755 r. Lisbona została zniszczona wskutel{ trzęsie- 
nia ziemi, i t. d. i t. d. '15). Opjsy tych zdarzeń podpadają pod pewien 
wspólny schemat: odznaczają się mianowicie tem, że mają postać zdań 
jednostkowych i że w charakterze podmiotów wY'stępuj
! w nich na- 
zwy jednostkowe. Taki właśnie opis uważa się częstokroć za sympto- 
matyczny dla zdarzeli indywidualnych. Windelband np., charaktery- 
zując podział nauk empirycznych na nauki nomotetyczne i idiogra- 
ficzne, pisze: "jedne (nomotetyczne) szukają praw ogólnych, drugie 
(idiograficzne) - jednostkowych faktów historycznych: \V języku lo- 
giki formalnej - celem pierwszych jest sąd ogólny, apodyktyczny, ce- 
lem drugich - zdanie jednostkowe, asertoryczne" 1(1). W tym samy,m 
duchu wypowiaoa się niekiedy Rickert 17), który ma jeonak na myśli 
węższe rozumienie "indywidualnosci"' ularzeli historycznych. 
2) Przy tern rozumieniu nie wystarcza mianowicie, by opis danego 
zdarzenia był ,zdaniem jednostkowem z nazwą jednostkową w cha- 
rakterze podmiotu. \Varunek ten uie daje przecież gwarancji (jak 
twierdzi Rieker,t), że opisane zdarzenie będzie naprawdę zdarzeniem 
indywidualnem, różniącem się czemś osobliwem od wszystkich pozo- 
stałych. To, że Goethe był człowiekiem, że [uiał dwie nogi i dwie ręce, 
że })isał wiersze, dotyczy wprawdzie pewnej o]\.reślonej osoby, nie cha- 


14) Schli ck 1\1. - Naturphilosophic (w "Dic Philosophie in ihrell Einzelge- 
bicten", pod red. M. Dessoira, Bcrlin, 1925), str. 435. Min J. St. - Op. cit., roz- 
dział XII. Czuprow A. A. - Op. cil., str. 126-7. l\Icister E. - Op. cil., str, 4. 
15) D. Grenzen..., str. 40'4, 379, 377. 
16) Op. cit., str. 144. 
17) D. Problcmc..., str. 32, 40'-1 i in. - Por. takżc: l\lchlis G. - Lehrbuch 
dcr Gcschichtsphilosophie. Bcrlin, 1915; str. 157. Thysscn J. - Dic Eillmaligkeit 
dcr Gcschichte. Bonn, 1924; str. 12 i nast.
		

/00089.djvu

			83 


raktcryzuje jej jcdnak właśnie jako Goethcgo, jako jednostki niepo- 
wtarzalnej, orlznaczającej si
 pewnemi 'spccyficznemi cechami. Opis 
zdarzenia indywidualnego winien informować. nas - w myśl intencyj 
Rjckerta - nie o tem, co jest wspólne dla wszystkich egzemplarzy da- 
nego rodzaju, co się powtarza 'zawsze i wszędzie, lecz o tem jedynie, 
co się odbyło raz tylko, w pewnym określonym czasie i w pewnej 
określonej części przestrzeni 18). Innemi słowy - jak można się do- 
myślać - opis taki winien mieć postać zdania jednostkowego, w któ- 
rem nietylko podmiot, ale i or.zecznik sf! nazwami jednostkowemi. Przy 
tem rozumieniu faktem indywidualnym byłoby np. to, że Goethe jest 
autorem "Hermana i Doroty", że urodził się wtcdy i wtedy i ty a tu, 
i t. p. 
3) Na ostatniem wreszcie miejscu zanotujmy tendencję trzecią, 
która podobnie, jak i dwie poprzednie, daje się zauważyć w pracach 
Ricl{erta. Uj awnia się ona zwłaszcza w polcmice z Frischeisenem- 
1{6hlercm, skupiajf!cej s.ię dokoła zagadnienia nieprzcwidywalności 
zdarzeń indywidualnych. Jcdną z głównych myśli Rickerta jest właś- 
nie to, że zdarzenia indywidualne nie dajf! się przewidzieć, poniewa,;. 
nie podpadają pod żadne prawa ogólne. Pogląd tcn spotyka się ze 
sprzeciwem ze strony Frischeisena-I{ohlera 19), wedle którego chara- 
kter indywidualny zdarzeń nie wyłącza wcale możliwości przepowiada- 
nia ich na mocy odpowiednich praw ogólnych. Przykładów dostarcza, 
zdaniem jego, chociażby dziedzina astronmnji, gdzie z uderzającą 
wprost doJdadnością przcpowiada się poło,;.enia pewnych określonych 
ciał nicbieskich w pewnym określonym czasie. Argument ten nic prze- 
konywa jednak Ric]{er,ta. Cóż z tego - powiada - żc prawa fizykalnc 
pozwalajf! trafnie przewidzieć, że ta a ta planeta znajdzie się w tym 
a tym czasie w tem a tem miejscu? Nie infor.muje to nas wcale o swoi- 
stej odrębności tej planety, odróżniającej ją od wszystl{ich innych ciał 
na świecie. ,,\iV l
Jln samym bowiem 'czasic i w lem samem miejscu 
mógłby znajdować się dOlVolny egzemplarz ciała, wyposażony 'W te sa- 
me własności Hościowc, a jcdnak nie posiadający jcszcze z tcj racji 
żadnej z indywidualnych własności jalw,
ciowych, składających się na 
jego indywidualność..." 20). Cechy czasowo - przestrzenne, podobnie 


18) D. Grcnzen..., str. 218-19, 229-31, 40'3-4 i t. d. - P. takżc Navillc E.- 
Op. cit" str. 172. Hcsscn S, - Individllellc Kausalitat. Bcrlin, 190'9; str. 43. 
19) Frischeiscn _ K5hler 1\1. - Vber die Grcnzen der naturwisscnschaftlichell 
Bcgriffsbildung. (Arch. f. sysL Philos., t. XII, 190'6; str. 261 i nasL). - Wissell- 
schaft und \VirklichkciL Lipsk i Bcrlin, 1912; str. 148 i n. 
20) Rickcrt H. - Kultur..., str. 137; p. także str. 13:1, 135-6, oraz: D. Gren- 
zcn..., str. 40'3-4 i innc. Straus E. - Op. ciL, str. 46-7.
		

/00090.djvu

			84 


zresztą jak cechy ilościowe, nie mogą tedy decydować o indywidual- 
nym charakterze przedmiotów. Nie wdając się w szczegółową anali:z
 
przedstawionego przed chwilą poglądu, ograniczymy się do stwierdze- 
nia, że opiera się on na węższem, niż wyróżnione dotychczas, pojmo- 
waniu "zdarzeń indywidualnych" - takiem mianowicie, przy którem 
'zdarzenie jakieś je.st indywidualne wtedy i tylko wtedy, jeżeli opis 
jego ma postać zdania jednostkowego, w ,którem zarówno podmiot, 
jak i orzecznik, są nazwami jednostkowen1,i, orzecznik zaś odznacza 
się nadto tem, że jego znaczenie nie ma charakteru czasowo-przestrzen- 
nego ani ilościowego. 
Po tych wyjaśnieniach, czas już zastanowić się nad tem, czy argu- 
ment, odwołujący się do niepowtarzalności zdar.zeń hi.storycznych, go- 
dzi istotnie w tezę determinizmu. Pytanie, które wypadnie w tym celu 
rozważyć, jest mianowicie takie: Czy jest, czy też nie jest prawdą, że 
zdarzenia historyczne - z tej właśnie racji, że mają charakter indy- 
widualny - nie podpadają pod pra'\va przyrodzone? Odpowiedź na to 
pytanie zależeć hędzie, rzecz jasna, przedew.szystkiem od tego, w ja- 
kirm sensie mówi się tu o "podpadaniu zdarzeń pod prawa". Nasuwają 
się conajmniej dwie możliwości interpretacyjne, dostosowane do zwy- 
kłej praktyki użycia tego terminu. 



 5. 


\V znaczeniu węższem "zdarzenie Z podpada pod pewne prawa" 
("podlega pewnym prawom", "podlega prawidłowości przyrodzonej", 
"pewne prawa stosują się do zdar.zenia Z" i t. p.) znaczy to samo, co: 
l) i.stnieje prawo, stwierdzające, że: n Xl
l (X, A) < 
2 (X, B)] (analo- 
logicznie dla większej ilości zmiennych pod kwantyfikatorem); 2) 
zaszło zdarzenie: rp! (C, 11) (C jest tu jedną z wartości zmiennej X) ; 
3) zdarzenie Z polega na tem, że 
2 (C,B). Np. to, że Wenera krąży 
po elipsie, podlega w tym sensie prawidł,owości przyrodzonej, ponie- 
waż istnieje praWlO, stwierdzające, że: dla wszelkich X (jeżeli X jest. 
ciałem, poddanem działaniu siły w kierunku stycznej i siły dośrod- 
kowej, to X krąży po elipsie); a Wenera jest właśnie poddana dzia- 
łaniu takich sił. 
\V ,znaczeniu szel'szem natomiast, mówiąc, że zdarzenie Z pod- 
pada pod pewne prawa, chce się przez to powiedzieć poprostu tyle, że 
istnieją takie prawa Pl' P 2 ... P,. i zaszło przytem takie zdarzenie 
(względnie grupa zdarzeń) Zł> że z praw tych i z opisu zdarzenia Zl 
wynika inferencyjnie zdanie, hędące opisem zdarzenia Z. 
Łatwo zauważyć, że na gruncie pierw.szego z wyróżnionych przed 
chwilą rozumień teza, .stwierdzająca niepodpadanie zdarzeń indywi-
		

/00091.djvu

			85 


dualnych pod prawa przyrodzone, staje się truizmem tautologicznym, 
o ile się przyjmie pewne dodatkowe założenia co do pojmowania ".zda- 
rzel] indywidualnych" i "praw przyrodzonych". \Vymaga się tu wszak, 
aby opis zdarzenia, podpadającego pod dane prawo, i następnik tego 
prawa zawierały w roli orzecznika jakiś tel'min wspólny. \Vystarczy 
tedy założyć, że terminy A i B, występujące w prawie, są ''I' każdym 
razie nazwami ogólnemi (a więc że prawa przyrodnicze są ogólne 
w drugicm lub trzeciem z zarejestrowanych w 
 3-im znaczeń), zaś 
nazwy, wysłl;pujące w opisach zdarzell indywidualnych, s
! w każdym 
razie nazwami jednostkowemi (por. interpretacje drugą i trzecią, po- 
dane w 
 4-tym) - aby otrzymać w konsekwencji tezę, że zdarzenia 
indywidualne nie podpadają nigdy pod prawa przyr.odzone. Tak właś- 
niC' stawjają najwidoczniej ,sprawę Rickert, Meyer, NavilIe, Meister 
i wielu innych, skoro ;twierdzą zgodnie, że samo pojęcie prawa, stosu- 
jącego .się do zdarzeń indywidualnych, Jest czemś logicznie niedorzecz- 
nem, zawierającem poprostu sprzeczność wewnętrzną. 
Jednakże nawet na gruncie tych dodatkowych założell, dotyczą- 
cych charakteru indywidualnego zdarzeil i ogólności praw przyrodzo- 
nych, argumentacja przeciwników determinizmu nie da si
 utrzymać, 
jeśli się uwzględni szer,sze rozumicnie "podpadania zdarzell pod pra- 
wa" (z którego nie mają przecież powodu rezygnować zwolennicy de- 
terminizmu). Z tego bowiem, że 'W każdem z poszczególnych praw 
orzeczniki poprzednika i następnika są nazwami ogólnemi, nie wy- 
nika jeszcze wcale, że konsekwencją tych praw i pewnych zdarl jedno- 
stkowych nie może być inne zdanie jednostkowe-takie nawet, w któ- 
rem zarówno podmiot, jak i orzecznik s
! nazwami jednostkowemi. 
\V naj prostszym przypadku z 'sytuacją taką mamy do czyni cni a np. 
wtedy, gdy prawo ma postać: TI X {q;dX,f! (a)]'-:::: 'h [X,f2(b)]}. gdziefl(a) 
i f 2 (b) są funkcjami nazwmvemi, zawierającemi odpowiednio symbole 
a i b, zaś a i b reprezentują poszczególne wartości pewnych czynników 
zmiennych (jak temperatura, szybkość, masa lub t. p.) - np. [J X 
r jeżeli X jest gazem o stałej temperaturze i ciśnieniu 11, to X ma 
objętośp -; (-gdzie c jest stałą, charakterystyczną dla danego gazu)]. 
Jeśli podstawimy za odpowiednie zmicpnc wartości, występujące 
w jednym tylko przypadku - otrzymamy w konsekwencji opis zda- 
rzenia indywidualnego, podpadającego pod dane prawo .ogólne. Nic 
podlega naogół dyskusji, że pyłek kurzu np., który, spadając, przebiegł 
szereg stadjów najbardziej fantastycznych i jedynych w swoim ro- 
dzaju, w każdym z tych stadjów zachowywał się ściśle wedle praw 
przyrodzonych - choćby nawet nie było żadnego prawa, opisującego 
takie właśnie zachowanie się ciał spadaj
!cych. \Vystarczy, że są pew-
		

/00092.djvu

			86 


ne prawa, z ldórych wynika, że w takich a ta\{ich warunkach (które 
miały właśnie miejsce w rozważanym przypadku) pyłek ten zacho- 
wuje się tak a tal{. 
Indeterminiści nie dają jednak za wygraną wobec takiej repliki. 
Przyznają oni wprawdzie, że niektóre zdarzenia indywidualne stosują 
się ściśle do praw przyrodzonych, twierdzą jednak, że zdarzenia takie 
muszą odpowiadać pewnym warunkom specjalnym, którym nie- 
zawsze czynią zadość fakty historyczne. \V dwóch tylko przypad- 
kach - powiadają - zdarzenie jakieś (nazwijmy je zdarzeniem Z) 
może podpadać pod prawa. Pierwszy ma miejsce wtedy, gdy Z jest 
zdarzeniem powtarzalnem (a więc taldem, jak można przypuszczać, 
którego opis zawiera w miejscu orzecznika nazwę ogólną), drugi zaś 
zachodzi wówczas, kiedy Z samo nie powtarza się wprawdzie nigdy, 
ale daje się zato "rozłożyć" na pewną ilość powtar.zalnych zdarzeIl,ele- 
mentarnych (np. Zl' Z2'" Z,,), podlegających (w znaczeniu węż- 
szem - p. wyżej 
 5) pewnym prawom przyrodzonym. Pod pra\,va 
te podpada wtedy także (ale już w znaczeniu szer.szem) owo zdaro;e- 
nie Z, będące n.iepowtarzalną kombinacją danych zdarzel1 elementar- 
nych - ponicwż ,z praw tych i ze stwierdzenia, że zaszły te a te zda- 
rzenia elementarne (pociągające za ,sub:! zdarzenia Z]' Z2'" Z" ), wy- 
nika, że zaszło również zdarzenie Z. 


\Vedle tego poglądu zatem, warunkiem koniecznym podpadania 
zdarzell pod prawa jest bądź powtarzalność tych zdarze11, bądź też 
"składanie" się ich z pewnych powtarzalnych zdarzel1 elementarnych. 
żadnego z tych warunków mają właśnie nie spełniać pewne przynaj- 
mniej fakty historyczne. Powtarzalność tych faktów jest wyłączona 
ze w,zg.Iędu na ich charakter indywidualny, nierozkładalność zaś ma 
wypływać stąd, że przynajmniej niektóre z nich, np. te, które należą 
do faktów psychicznych (historja zajmuje się \yszak m. in. do.znania- 
mi ludzkiemi, ich tokiem, genezą i t. p.), są pewne mi specyficznemi 
"całościami", nie dającemi "rozłożyć" się bez reszty na elementy skła- 
dowe, - będącemi zatem "czemś więcej, niż sum:! własnych sldadni- 
ków" 21). Argument ten, w którym łatwo rozpoznać echa pewnych 
nowszych kierunków psychologicznych, wymaga, rzecz jasna, bliż- 
szych komentarzy. .Jego rozważeniem zajmiemy .się w następnym roz- 
dziale. 


21} P. np. l\leister E. - Chcr dic l\Ioglichkeit historischcr Gcsctzc. Lipsk - 
Berlin, 1928; rozdz. II.
		

/00093.djvu

			87 


ROZDZIAł
 II. 


"NIEROZKł
ADALNOść" PEWNYCH ZDAHZEŃ. 

 6. Teorja postaci. 
 7. PsycIlOlogja strukturalna. 
 8. Doktryna 
Driescha, 
 9. Czy zdarzenia nierozkładalne wyłamują sir z pod pa- 
nowania praw przyrodzonych? 



 6. 


Pojęcie "całości", przeciwstawianej 
wykłej "sumie", spotyka si<; 
obecnie 'W wielu różnorodnych okazjach. Posiłkują się niem chętnie 
np. neowitaliści (mamy tu na myśli przedewszystkiem szkołę Drie- 
scha), wedle ldórych organizm odznacza się właśnie tern, że jest pew- 
ną si\voistą "całością", b<;dącą "czemś więcej, niż sumą własnych czę- 
ści składowych". \V tych ,samych mnicj więcej słowach charaktery- 
zuje t. zw. teorja postaci (reprezentowana głównie przez \Vertheimera, 
Kohlera i Koffkę) przedmioty, będące "postaciami" - w przeci,wień- 
stwie do tych, które postaciami nie są. Tem samem wreszcie pojęciem 
posługuje się psychologja strukturalna (ze Spangerem na czele), gdy 
chce zwrócić uwagę na swoistą odr<;bność przedmiotów, zasługujących, 
wedle niej, na nazwę "struktur". 
\Ve wszystkich tych przypadkacl1 operuje sję zatem pojęciem "ca- 
łości", niezawsze jednak rozumie się je tak samo, Spróbujmy wyodrę- 
bnić kilka tendencyj ważniejszych, charakterystycznych dla wyszcze- 
gólnionych przed chwilą kierunków. Zacznijmy od teorji postaci 
("Gestalttheorie"; w tłumaczeniu polskiem nazywa się ją również 
"psychologją układów"). 
.Jako punkt wyjścia tcgo kicrun.ku, wskazuje się z"wykle rozpraw<; 
Ehrenfclsa ("Dber Gcrtaltqualitaten", Vjschr. f. wiss. Phi los., t. 14), 
która ukazała się w r. 1890, znalazła jednak żywszy oddźwięk dopiero 
w kilkadziesiąt lai później-głównie w pracach \Vertheimera, Kohlera 
i Koffki. Od Ehrenfelsa właśnie wywodzi się przykład, wyzyskiwany 
tak chętnie przez psychologję postaci: przykład melodji, która ma być 
"czemś więcej", niż "sumą" składających się na ni:,ł tonów. Bo gdyby 
była tylko su.mą tonów - argume:ntuj:,ł postaciowcy - zmiana ich 
musiałaby poci:}gnąć za sobą zmian<; melodji; a przecicź wiadomo, że 
można zmienić wszystkie tony o dowolny interwał i mimo to melodja 
pozostanie ta .sama. .Jest więc ona pewną specyficzną całością, posi'a- 
. dającą własności, niezależne od własności jej elementów składowych. 
Cechę tę podkreśla się również w innych przykładach postaci. Oto 
jeden z repertuaru Kohlera 22). Przypuśćmy, że mamy dwa roztwory, 


22) Kiihlcr 'V. - Dic physischcn I1cstalten in Ruhe unII im stationiiren 
Zustand, Einc naturphilosophische Untcrsuchung. Erlan{;en, 1924; str. 28 - 35.
		

/00094.djvu

			88 


rozmące si
 stopniem koncentracji jonów i przedzielone błoną pół- 
przenikliwą; ujawnią one różnicę potencjałów, wytwarzając tem sa- 
mem siłę elektromotoryczną. Mogłoby .sę zdawać - powiada Kohler- 
że siła ta jest sumą algebraiczną obu potencjałów. Naprawdę jednak 
.sprawa przedstawia się inaczej. Stanie się to jasnem, jeśli się porówna 
siłę elektromotoryczną danego systemu fizycznego z jego ciężarem. 
Ciężar ten jest istotnie sumą ciężarów obu składników: jeśli ciężar 
jednego z nich wynosi np. Ci' ciężar drugiego - c 2 , ciężar całości, 
utworzonej przez połączenie obu roztworów będzie miał wartość 
c 1 + cz. Inaczej z siłą elektromotoryczną. \V tym przypadku nie jest 
przecież tak, że jeden z roztworów posiada stale potencjał Pl' drugi 
- ]1z, całość zaś-potencjał P1 - pz. Przeciwnie-potencjały każdego 
z roztworów osiągają wartości Pl i - pz dopiero po połączenu ich 
w dany układ fizyczny, niezależnie od tego, jakie wartości posiadały 
uprzednio. Układ ten jest tedy "czemś więcej, niż sumą własnych czę- 
ści .składowych", ponieważ posiada własności, które nie są wypadkową 
jednorodnych 23) własności jego składników. Z tej właśnie racji układ 
ten jest, wedle I\:ohlera, postacią 24). A oto przykład przedmiotu, nie 
zatsługującego na nazwę postaci. Trzy kamienie, z których jeden znaj- 
duje się 'w Australji, drugi w Afryce, trzeci w Stanach Zjednoczo- 
nych, tworzą ugrupowanie czysto sumatywne ("summative Gruppie- 
rung", "Undverbindung"), ponieważ usunięcie dowolnego z tych ka- 
mieni nie wywołuje żadnej zmiany w dwu pozostałych (podczas gdy 
w poprzednim przykładzie usunięcie jednego 'Z roztworów pociąga za 
sobą zmianę potencjału roztworu drugiego) 25). 


23) I{5hlcr używa tu tcrminu "artglciche Eigcnschaftcn" (op. cil., str. IX, 
29, 30' i t. d.), majllc zapewne na myśli ccchy, wyróżnionc zc względu na tę sa- 
mą zasadę, np. ze względu na barwę, wielkość lub t. p. 
24) Lcpiej dostosowaną do intencyj K5hlcra (podobnie zresztll jak i innych 
przedstawicieli teorji całości) wydajc się taka terminologja, w której pojęcia ca- 
łości (względnie post
ci) i sumy byłyby zrelatywizowane w odnicsicniu do pew- 
nych własności. '\V rozważanym przypadku układ, o ldóry tu chodzi, byłby SUmll 
np. zc względu na ciężar, POStacill natomiast ze względu na siłę elcktromotorycz- 
nil. Ściślc mówiąc, należałoby relatywizację posunllć dalcj i mówić o sumic lub 
o postaci llictylko w odnicsicniu do pcwnych własności, Iccz równicż zc wz!(lędu 
na taldc a takic części składowe, ponieważ nic jcst wyłllczone, żc tcn sam przed- 
miot i ze względu na tę samll własność może być "sumą" przy pewnym podzialc 
na części, "postacią" zaś przy podziale innym. Dodatek "ze względu na takie a ta- 
Ide części składowe" można pominllć, jeżeli P jest sumą (względnie postacill) przy 
każdym podziale na części. 
25) K5hler '\V. - Op. cit., str. 47; por. takżc '\Vertheimcr 1\1. - Untersu- 
chungen zur Lehrc vOn der Gcstalt. (Psychol. Forschung, t. I, 1922; str. 53).
		

/00095.djvu

			89 


Czem więc różni się ".suma" od "postaci"? Sprawa ta nie jest do- 
statecznie wyraźna. 
l) Niekiedy np. mogłoby się zdawać, że o tem, czy przedmiot ja- 
kiś jest sumą, czy postacią .ze względu na pewną własność i przy pew- 
nym podziale na części, decyduje głównie to, czy własność ta jest, czy 
też nie jest sumą algebraiczną jednorodnych z nią własności, przysłu- 
gujących wyróżnionym .przy danym podziale częściom. Przedmiot 
p byłby ,mianowicie "sumą" ze względu na własność 1V i na przed- 
mioty Pl' P 2 ... P", będące jego częściami, wtedy i tylko wtedy, jeżeli 
dla pewnych W p, W 1 , W 2 ... W,,: a) P ma W p(czyli rozwleklej: P po- 
siada własność Wp), Pl ma W l , P 2 ma W 2 ,..., P" ma 11'" (przyczem 

V p, 
V 1 ... n'" są to poszczególne wartości liczbowe cechy 
T'): 
b) własności W l ... W" przysługują odpowiednio przedmiotom Pl ... P" 
(t. j. 'V l przysługuje Pl' i t. d.) niezależnie od teg-o, czy każdy z nich 
występuje osobno, bez towarzystwa pozostałych, czy też występuje on 
łącznie z innemi, jako współskładnik przedmiotu P; c) 1V p jest sumą 
algebraiczną Wp W 2 ,... W". - Anal.ogicznie przedmiot P byłby "po- 
staci
!" (inaczej "całością") ze 'Względu na własność 11T i na przed- 
mi.oty Pl '" P.", będące jego częściami, wtedy i tylko wtedy, jeżeli nie- 
prawda, że dla pe'wnych lV i' 11Tl'" 11T" ... i t. d., jak w definicji 
,..sulny". 
Łatwo zauważyć, że przytoczone przed chwilą interpretacje są do- 
stosowane przedews'zystkiem do tych przypadków, kiedy terminy "su- 
ma" i "postać" (względnie "całość") występują jako nazwy pewnych 
ciał. \V znaczeniu pokrewnem używa się tych terminów w odniesieniu 
do pe-wnych zjawisl{, rozumiejąc je wówczas w sposób nasil.'pujący. 
Zdarzenie, polegające na tem, że P ma W p. jest "sumą" ze względu 
na zdarzenia składowe: P 1 ma 11T l , P 2 ma 11T2"'" P" ma W" 
(Pl' P 2 ... P" są częściami P), wtedy i tylko wtedy, jeżeJi: a) Pl ma 
W l' P 2 ma W 2' ..., P" ma W" niezależnie od tego, czy każdy z przed- 
miotów Pl ... P" występuje -osobno, czy też łącznie z pozostałemi, jako 
współskładnik przedmiotu P; b) lV p. lVI ... W." są własnościami jed- 
nowdnemi, przyczem 11T p jest sumą algebraiczną lVI'" lV" - Ana- 
logicznie: zdarzenie, polegaj
!ce .na tern, że P ma W/I' jest "postaci.!" 
(względnie "całością") ze względu na zdarzenia składowe: Pl ma 
W 1 , ..., P" ma W" (P l ... P" są częściami przedmiotu P), wtedy i tyl- 
ko wtedy, jeżeli nie jest spełniony przynajmniej jeden z wymienio- 
nych przed chwilą warunków. 
2) Przy i.nnym odcieniu znaczeniowym, spotykanym często w wy- 
w,odach Kohlera, kładzie się główny nacisk na to, czy własność TVp - 
przysługująca przedmiotowi P i będąca poszczególnym przypadkiem
		

/00096.djvu

			90 


własności W, ze względu na którą P ma być sumą, wzgl
dnie posta- 
ci
! - zależy, czy też nie zależy od jednorodnych z nią własności 
przedmiotów Pl' P 2 ... P" (które są częściami P) jako od warunku 
wystarczającego. P,rzedmiot P jest zatem sumą ze względu na 
własność W i na przedmioty P l ... P", będące jego częściami, wtedy 
i tylko wtedy, jeżeli dla pewnych Wp, W I ... W" : a) P ma lV p. Pl ma 
1V L' ... P" ma W n , przyczem Wp, W I ... W n są \'vłasnościami jednorod- 
nt'mi, wyróżnionemi ze względu na własność W; b) W L ... W n przysłu- 
gują .odpowiednio przedmiotom PI ... P", niezależnie od tego, czy każdy 
z nich występuje osobno, czy też h!cznie z pozostałemi, jako współ- 
składnil, przedmiotu P; c) to, że P ma W p, zależy jako od warunku 
wystarczającego od tego, że Pl ma W L , ..., P" ma W"' - Analogicznie: 
przedmiot P .l est "postacią" (czyli "całością") ze względu na włas- 
ność W i na przedmioty p] ... P n , będące jego częściami, wtedy i tylko 
wtedy, jeżeli nieprawda, że dla pewnych W p, lVI ... W,,: .., i t. d., jak 
w definicji "sumy" 2(1). 
3) \V najszerszem z daj
!cych się wyróżnić u Kohlera rozumielI 
"sumy" .przedmiot P jest sumą ze względu na własność W i na przed- 
mioty Pl'" Pn' będące jego częściami, wtedy i tylko wtedy, jeżeli dla 
pewnych W p, W I ... W" : a) P ma lV p (przyczem W p jest poszcze- 
gólnym przypadkiem własności 1V) , P l ma ll'I'''' P" ma W" 
(W l ... 1V n nie muszą tu być .jednorodne z W p); b) własności 
W I ... W" przysługują .odpowiednio przedmiotom p] 0.0 P" niezależnie 
od tego, czy każdy z nich występuje osobno, bez towanystwa pozo- 
stałych, czy też łącznie z innemi, jako współskładnil, przedmiotu P; 
c) to, że P ma W p, zależy jako od warunku wystarczającego od tego, 
że Pl ma W L' .... P" ma W". - Analogicznie: przedmiot P jest posta- 
cią ze względu na własność W i na przedmi.oty Pl'" Pn. będące jego 
częściami, wtedy i tylko wtedy, jeżeli ,nie jest prawdą, że P jest su- 
mą ze względu na daną własność i ze względu na dane części skła- 
dowe 26). 
Te trzy rozumienia "postaci" i "sumy" plączą się nietylko w roz- 
trząsaniach Kohlera, lecz również w wywodach innych przedstawicieli 
teorji postaci 27). Najbardziej bodaj rozpowszechniły się znaczenia 


2(1) Nie przytaczamy już definicyj "sumy" i "postaci" w odnicsicniu do zja- 
wisk - łatwo je bowiem zbudować przez analogj
 do dcfinicyj, podanych pod (1). 
27) 'Varto zwrócić przy sposobności uwagę (zwłaszcza że, o ile nam wia- 
domo, nil,t nie uczynił tego dotlld) na udcrzajllcc wprost pol,rcwiei1stwo tego lde- 
runku, w szczególności zaś poglądów R5hlera, ze stanowiskiem J. St. l\lina. '\V roz- 
dziale VI-ym III-ej księgi "Logiki" ("A Systcm of Logic Hatiocinative and In- 
ductive", 6-te wyd. Londyn, 1865) Min wyr,'>żni" dwa przypadld łączcnia się przy-
		

/00097.djvu

			91 


drugie i trzecie, które stosują się także do większości przykładów, po- 
danych przez Kohlera. 
.Jeśli idzie o Kohlera - wydaje 'się trafnem przypus.zczenie, że 
takie pojmowanie postaci zostało podyktowane przez chęć przeciw- 
stawienia się idealizmowi, reprezentowanemu pr,zez Hume'a 28). Na- 
czelna teza tego kierunku głosi, jak wiadomo, że każdy przedmiot jest 
zbiorem elementów treści, czyli zbiore.m barw, tonów, smaków, woni 
-i t. d. Ta właśnie teza spotyka się z atakiem ze strony Kohlera. Razi 
go przytem nie to, że przedmioty mają składać się jakoś z elementów 
treści - a nie np. z cząstek materjalnych (w tej sprawie - będ
!cej 
nerwem sporu między idealizmem a realizmem - Kohler nie wypo- 
wiada się wcale), lecz jed
nie to, że każdy przedmiot ma być "z.bio- 
rem" tych elementów. Bo "zbiór", w interpretacji Kohlera, to tyle, co 
"suma", a więc tyle, co zespół niezależnych od siebie przedmiotów, 
między któremi zachodzi ten tylko związek, że współtowarzyszą sobie 
w czasie. Stąd konsekwencja taka. Kto twierdzi, że każdy przedmiot 
jest zbiorem pewnych elementów, twierdzi tem samem, że między 
współistniejącemi w jakimś .przekroju czasowym elementami nie za- 
chodzą żadne zależności ściślejsze, różne od łącznego występowania 
w czasie. Na gruncie tego poglądu (tak samo zresztą, jak na gruncie 
poglądu, wedle którego wszy'stko, co się dzieje, Izależne jest od wszyst- 
kiego) jest jednakowo uprawnione, lub raczej jednakowo nieupraw- 
nione - powiada Kohler - wszelkie wyodrębnianie elementów w gru- 
py. A przecież samo doświadczenie wskazuje, że podział elementów na 
grupy nie jest całkiem dowolny, że istnieją kompleksy elementów, od- 
d.ziaływających na siebie wzajem i zespolonych w sposób ściślejszy - 


czyn. Picl'wszy ma mlcJsce wtedy, I'(dy "łączny skutck kilku współdziałajllcych 
przyczyn jcst idcntyczny z sumą skutków poszczcgólnych przyczyn, działajllcych 
osobno" (t. I, 40'8), drugi natomiast zachodzi wówczas, gdy "łllczny slmtck kilku 
przyczyn jcst hctcrogcniczny w stosunku do skutków poszczególllych przyczyn" 
(I, 410'). Przykładem sumatywncgo połllczenia przyczyn jest, wedlc JlIilla. ciężar 
ciała, ponicważ równa się on zawszc sumie ciężarów pOSzczcgólnych części dancgo 
ciała (I, -lII; "przyczynami" Sil tu widoczni c części sldadowc, skutkami - ciężary 
poszczcgólnych części, slwtldcm wypadkowym - ci.;>iar całości; pOl'. analogiczny 
przykład, przytoczony za 1{5hlcrcm na str. 88-ej); podczas gdy przykładem skutków 
hctcrogcnicznych Sil chociażhy pcwnc własności chcmicznc wody, którc nic są 
jPdnorodne z żadnemi własnościami jej elemcntów składowych (a wi.,;c wodoru 
i tlenu), pewnc własności biologiczne organizmów żywycb - nia majllce odpo- 
wicdników w poszczególnych sldadnikach organizmów, i t. p. Do tej grupy zali- 
cza Mili m, in. pewnc zjawiska psychiczne, uważa bowiem, żc niektórc z nich nie 
są sumami prostych zjawisk psychicznych (t. II, 435). 
2R) I{5hlcr W. - Op. cit., str. 153-158.
		

/00098.djvu

			92 


w pewne naturalne całości, czyli inaczej postaci. Tych właśnie natu- 
ralnych całości zdaje się nie dostrzegać zwolennik idealizmu, skoro 
utrzymuje, że wszystkie przedmioty są "zbiorami" elementów treści. 
Tyle Kohler. Zauważmy nawiasem, że 'polemika jego z Hume'em 
przypomina niezmiernie znany .spór, skupiający się dokoła zagadnie- 
nia t. zw. konieczności związków przyczynowych. I tutaj wszak zwal- 
cza się pogląd Hume'a na istotę zależności przyrodzonych; i tutaj 
twierdzi się, że poza zwykłem współistnieniem w czasie istnieją 
związki ściślejsze, łączące pewne tylko z pośród towarzyszących sobie 
,,\\zajem :zdarzeń. Różnica tylko ta, że podczas gdy w sporze, dotyczą- 
cym zagadnienia przyczynowości, idzie o zdar,zenia, następujące po 
sobie w czasie, - Kohler broni i.stnienia zależności ściślejszych prze- 
dewszystkiem w odniesieniu do zdarzell współczesnych, nie pozostają- 
cych w,zględem siebie w stosunku przyczyny do skutku. Opozycja wo- 
bec poglądów Hume'a w tym właśnie punkcie stanowi bodaj tło, na 
którem wyrosła teorja ,postaci Kohlera. 
Nieco inne nuty brzmią w wywodach Wertheimera i Koffki. W crt- 
hei,mer opowiada się w zasadzie za rozumieniem "postaci" (a odpo- 
wiednio i "sumy"), przyjętem przcz Kohlera (p. trzecie z wyróżnio- 
nych powyżej znaczeń), na co innego jednak kładzie główny nacisk. 
Podkreśla .mianowicie to, że podczas, gdy w przypadku "sumy" daje 
'się stwierdzić całkowita 'zależność wszystkich jej własności od odpo- 
wiednich własności jej części - w przypadlm "postaci" nietylko nie 
ma się do czynienia z zależnością tego rodzaju (całość posiada tu pew- 
ne własności "nowe", nie wynikające z własności jej części), lecz ob- 
serwuje się nawet zależność odwrotną, polegającą na tem, że własności 
części składowych są takie lub inne - zalcżnie od tego, jaka jest ca- 
łość, do której należą te części. Postać - pisze Wertheimer - odzna- 
cza się tem, że "to, co się dzieje w jej częściach, zalCży od wewnętrznej 
struktury całości" 29), że pewne przynajmniej własności jej części są 
wyznaczone "od wewnątrz" ("von innen l;J.er"), a nie "od zewnątrz" 
("von aussen her"), i że wypływaj
! z "wewnętrznych tendencyj cało- 
ści" 30) i t. d. w tym stylu. Stąd już krok tyllio do myśli, że postać nie 
jest "czysto mechanicznem", "ślepcm" i "pr.zypadkowem" połączeniem 
elementów - jak to ma miejsce w przypadku sumy, lecz stanowi pew- 


29) \Vertheimcr 1\1. - Cher Gestalttheorie. (Sonderdrucke dcs SymposiOll, 
Hcft 1). Erlangen, 1925; str. 7,17. - Aualogiczny pogllld spotyka się także w "Po- 
lityce" Arystotelcsa (p. "Aristotelcs' Politik", ilhersetzt v. I{ircl1mann. Lipsk, 1880'; 
księga I, rozdz. II, str. 4-5). 
30) \Verthcimcr 1\1. - Gcstaltpsychologischc Forschung (w "Einfilhrllng in 
dic ncucrc Psychologic", wyd. przcz E. Saupcgo. Osterwieck a/H., 1928); str. 48.
		

/00099.djvu

			93 


ną "sensowną" całość, podlegającą własnej "konieczności wewnętrz- 
nej" 3
). Typowym przykładem takiej ca}.ości ma być organizm, "funk- 
cjonujący sensownie lub, jak to się niekiedy mówi, celowo" (2). Róż- 
nicę zaś między postacią a sumą ma uzmysławiać następująca ana- 
logja. \Vyobrażmy sobie - powiada \Vertheimer - że świat jest wiel- 
ką ,płaszczyzną, na której siedzą muzycy i grają. Mogą tu zachodzić 
trzy zasadniczo różne ewentualności. Może więc być tak, że świat jest 
bezscnsowną różnorodnością. Każdy gra coś, ale każdy dla siebie. 
\V rezultacie - efekt czysto przypadkm.vy, odpowiadający temu, który 
przewiduje - w odniesieniu do cząsteczek ciał lotnych - kinetyczna 
teorja gazów. Druga możliwość: ilekroć jeden z muzyków uderza ton 
c, drugi po tylu a tylu sekundach uderza ton f; uderzenia poszczegól- 
nych muzyków ,składają się przytem na pewną wypadkową, podlega- 
jąc ślepej prawidłowości. I w tym przypadku otrzymuje się, jako re- 
zultat, bezsens. W ten właśnie sposób wyobraża sobie świat '\viększość 
fizyków. Naprawdę jednak świat, który pokazuje nam. fizyka, jest 
inny. To, co się w nim dzieje, ,przypomina np. .,.ymfonję Beethovena, 
wykonywaną pr.zez całą orkiestrę. Gra każdego z muzyków zależy tu 
od struktury całości, całość ,zaś nie jest już przypadkowym zlepkiem, 
lecz jest układem sensownym, o charakterystycznej spójności we- 
wnętrznej. To jest owa trzecia możliwość, zachodząca istotnie w świe- 
cie rzeczywistym (3). 
W ten mniej więcej sposób przedstawiają się w linjach zasadni- 
czych wywody "T ertheimera. łJatwo zauważyć, że kryje się za niemi an- 
ty-mcchanizm powszechny, przesycony mocno teleologizmem w jednej 
z jego różnorod11ych odmian. Tendencje te wycisnęły swe piętno na 
wetrheimerowskiej koncepcji postaci, w myśl której - jak można 
przypuszczać - przedmiot P jest postacią ze względu na własność 
W,i na przedmioty Pl' P 2 ... p.., będące jego częściami, wtedy i tylko 
wtedy, jeżeli: dla wszelkich Wp, WI...lłn{ jeżeli: [a) P ma Wp 
('Wp jest poszczególnym ,przypadkiem własności W), Pl ma W J , ..., Pot 
ma 1V,,; i b) własności W I ... """przysługują odpowiednio przedmio- 
tom Pl ... P" niezależnie od tego, czy k,ażdy z nich występuje osobno, 
czy też łącznie .z pozostałemi, jako współskładnik przedmiotu P], to 
[a) nieprawda, że to, iż P ma W p, zależy jako od warunku wystar- 
czającego od tego, że Pl ma Wp ..., P" ma W" ; natomiast b) to, że 
Pl ma lV l' ..., P" ma W"' zależy (zapewne jako od warunku wystar- 


3
) Obcr Gestalttheoric, str. 13, 18 i n. - Gcstaltpsych. Forsch.. str. 47 i n. 
(2) Ob. Gcstahtth., str. 16. 
(3) Ob. Gestaltth., str. 23-4.
		

/00100.djvu

			94 


czają,ceg.a, względnie jaka ad.niezbędnega składnika warunku Wy- 
starcz
h!cego) ad tega, że P ma W l' ]}. 
Takie razumienie postaci daje się zauważyć również u Kaffki 34), 
który nie trzyma się zresztą kansekwentnie jakiegaś jednega znacze- 
nia. Przenasi an dyskusję na teren psychalagiczny, kładąc główny wy- 
siłek w walkę z asacjacjanizmem, który zaważył, zdaniem .lega, bardza 
silnie na psychalogji tradycyjnej. Kambinacjom elementów skajarza- 
nych, stanawiącym wcdlc tearji asacjacyjnej złażane prżeżycia psy- 
chiczne, przeciwstawia Kanka przeżycia a specyficznym charakterze 
całaściowym, czyli postaci, nie będące już - jak twierdzi - przypad- 
kawym zbiarem niepawiązanych ze sobą ściślej elementów psychicz- 
nych. .Jeśli idzie a pajęcie postaci - nie darzuca Kaffka nic badaj na- 
wega da datychczasawych docieka!'!.. 



 7. 


\V dwóch conajmmeJ punktach ujawnia się pakrewieństwa mię- 
dzy psychologją strukturain:! a amawian,! ,paprzednio tearją pastaci. 
Obie daktryny cechuje mianawicie ta sama pastawa ujemna wabec 
psychalagji tradycyjnej, której wytyka się "atomistyczną" kancepcję 
życia duchawega; abie adznaczają się tem, że na miejsce naczelne wy- 
suwają pajęcie "całaści", przeciwstawianej zwykłemu kampleksawi 
składników elementarnych. Da tych punktów stycznych prawadzą jed- 
nak różne drogi rozwajowe. \Vidzicliśmy już, z jakich źródeł wywadzi 
się tcarja postaci. Zabaczmy zkalci, jak kształtawała się psychalagja 
strukturalna. 
Za pramatara tega .kierunku uważa się zwykle Dilthcya. Pragnie 
an uczynić 'z psychalagji padstawę nauk humanistycznych, twierdzi 
jednak, że psychalagja tradycyjna (Dilthey ma tu na myśli przede- 
wszystkiem psychalagję asacjacjonistyczną Herbarta i .lega szkały), 
wzarująca się zbyt ,niewalnicza na naukach przyradniczych, nie nadaje 
się da spełniania tej rali. Przeżycia tralduje się tutaj tak, jak w fizyce 
ciała, złażone z atomów. Nie dastrzega się swaistej odrębnaści życia 
duchawega, zapaminając, że w daświadczcniu wewnętrzncm dane nam 
są jedy.nie pewne swaiste całaści, których nie mażna razczłankawać 
na elementy składawe. Stąd rozbieżnaść między kierunkiem badmi 
psychalagji tradycyjnej a patrzebami nauk humanistycznych, mają- 
cych da czynienia ,z kankretną rzeczywistOością duchową. Histaryk- 
humanista, padabnie jak i literat, nie kanstruuje przecież psychiki pa- 


34) Koffka K. - Psychologie (w "Die Philosophie in ihren Einzelgcbictcn" 
pod rcd. M. Dessoira. Berlin, 1925 r.).
		

/00101.djvu

			95 


staci opisywanych z takich lub innych doznalI elementarnych, lecz 
przedstawia j:! jako pe\vną swoistą całość, będąc:! czemś więcej, niż 
zbiorem elementów składowych. Tak właśnie postępują Seneca, lVIon- 
taigne, lVIacchiaveIli, z literatów - Szekspir, o którym nie bez racji 
się mówi, że jego dzieła zawierają więcej psychologji, niż wszystkie 
podręczniki .psychologiczne, razell1 w
ięte mi). Tak też winien trakto- 
wać swoje zadanie psycholog-fachowiec, który wtedy dopiero będzie 
uprawiał psychologję właściwą, jeśli wyzwoli się z pod wpływów przy- 
rodoznawstwa i zajmie się badaniem struktur psychicznych, rezygnu- 
jąc przytem z rozkładania ich na proste elemelnty. 
Cóż to jest ,,'struktura" w rozumieniu Diltheya? S
!dz:!c z rozpro- 
szonych wypowiedzi, jest to w każdym razie pewna "całość" psychicz- 
na (a więc - jak można się domyślić - przeżycie, odznaczające się 
m. in. tem, że pewne jego własności nie wynikają z własności jego ele- 
mentów składowych) 36), której "części" są zespolone w sposób celo- 
wy - tak, iż całość przyczynia się jakoś do "zaspokojenia popędów, 
osiągnięcia szczęścia i pełni życia" przez jednostkę doznającą 37). Na 
moment teleologiczny kładzie się tu ,szczególnie silny nacisk. Celowość 
właśnie ma być tem,co spaja różnorodne składniki w całość organicz- 
ną, co nadaje określoną tendencję życiu duchowemu, sprawiając, iż 
bieg jego nie jest ślepy i bezkierunkowy - jakby to miało miejsce, 
gdyby - zgodnie z koncepcją Herbarta - był on tylko wynikiem "ato- 
mistycznej gry poszczególnych sił psychicznych" 38). 
W ten mniej więcej sposób ,przedstmvia się treść ogólnikowych 
i dalekich od precyzji oznajmieli. Diltheya. Nie siląc się w tem miejscu 
na bliższą analizę zawartych w nich intencyj, ograniczymy się do 
shvierdzenia, że zaważyły one.,silnie na dalszym roz'woju psychologji 
strukturalnej, zwłaszcza zaś na poglądach Sprangera, czołowego 
przedstawiciela tego kierunku. 
W polemice 'z psychologją tradycyjną Spranger nie jest oryginal- 
ny. Powołuje się on na te same motywy, które skłoniły Diltheya do 
wprowadzenia pojęcia struktury, podkreślając ,za jego przykładem ce- 


3 a ) Dilthcy W. - Idccn lihcr cinc hcschrcihcndc lllul zcrglicdcrnde Psycho- 
logic (1894). W "Wilhelm Diltheys Gcsammelte Schriften", t. V, Lipsk i Berlin, 
1924; str. 152 i 153. - Jeszcze jaskrawicj stawia sprawę Spranger ("Lebensfor- 
men", 6-tc wyd., Halle, 1927; str. 12), który pisze: "lIIan hat nie gch(',rt, dass cin 
Dichter Vorstellllngcn. Gcflihle llnd Bcgehrllngcn gcmischt hahe, llm allS ihnen 
die seelischc Wclt sciner Helden zu erzcngen. Somlcrn dicse steht llnmittelhar ais 
ein sinnvolles Ganzes vor seincr Einhildungsl,raft". 
36) Por. interpretację "całości", podaną na str. 90-ej, pod (3). 
37) Op. ci\., str. 207. 
3S) Op. cit., str. 176.
		

/00102.djvu

			96 


lowy i "całościowy" charakter zjawisk psychicznych. Stanowisko Dil- 
theya budzi w nim jednak pewne sprzeciwy. Dilthey stawia bowiem 
sprawę tak, jakgdyby dusza ludzka zmierzała do celów wyłącznie bio- 
logicznych, dążąc - jako do jedynych wartości - do utrzymania przy 
życiu jednostki lub zachowania gatunku. Pogląd taki wydaje się 
Sprangerowi krzywdzącym dla psychiki człowieka, który dopatruje się 
przecież wartości nietylko w tem, co służy do zaspokojenia jego ele- 
mentarnych potrzeb życiowych. Czysta wiedza, radość estetyczna - 
oto przykłady wartości, cenionych .niezależnie od pożytku biologicz- 
nego 30). 
VV obec tych i tym podobnych refleksyj krytycznych Spr:mger 
woli nie wiązać pojęcia struktury z pewnym tylko, zgóry określonym 
typem wartości, uważając, że strukturą może być wszelki Z'\viąze.k 
członów, tworzących całość wartościową - o ile tylko każdy z jego 
członów spełnia rolę, doniosłą dla tej całości (t. j. - jak można wy- 
wnioskować z pewnych dodatkowych uwag 40) - jeżeli każdy z tych 
członów jest potrzebny do tego, aby dany .związek był całością warto- 
ściową) i o ile budowa i funkcja każdego z tych członów zależy od 
całości 41). Z'\oviązek taki nazywa Spranger "związkiem teleologicz- 
nynI", a zarazenl "związkienl sensownYIn", .przypisuje przytelll "sens" 
także każdemu z członów takiego związku, twierdząc, iż "sens posiada 
to, co jcst włączone jako człon konstytuujący w całość wartościo- 
wą 42). Związkiem sensownym (a więc, jak .się zdaje, i strukturą) ma 
być np. maszyna - ponieważ funkcje wszystkich jej części składają 
się łącznie na wartościowy rezultat wypadkowy (działanie maszyny 
jako całości) 43); organizm - ponieważ utrzymuje się on przy życiu 
dzięki współdziałaniu wszystkich swoich narządów, a utr.zymanie si
 
przy życiu jest dla niego czemś wartościowem 44); psychika ludzka, 
jak również poszczególne przeżycia - o ile stanowią one całości war- 
tościowe, których wartość zależna jest od każdego z ich składników 45), 
i t. cI. W tym stylu. 
Pojęcia wartości i ,sensu wysuwają się .tedy na pierwszy plan 
w sprangerowskiej koncepcji struktury. "Sens" określa Spranger 


30) Lehensformen, str. 14-15 . 
40) Psychologie des Jllgendalters. 15-te wyd, Lipsl{, 1925; str. 4. - Terminu 
"całosć" Spranger nigdzie hodaj nie określa. Używa go, jak się zdaje, w tern sa- 
mem mniej więcej znaczenin, co i Wcrtheimer (p. 
vyżej, str. 93). 
41) Psychologie..., str. 4 i 9; Lehensformcn, str. 18. 
42) Psychologie..., str. 4 i 9; Lehensformcn, str. 13. 
4.1) Psychologie..., str. 4. 
41) Psychologic..., str. 9-10'; Lchcnsformcn, str. 13. 
45) Psychologie..., str. 10'.
		

/00103.djvu

			97 


przez odwołanie się do ,pojęcia wartości. "Wartość" jest więc tenni- 
nem, wymagającym pr.zedewszys.tkiem bliższej uwagi. Z nielicznych 
komentarzy 46) dowiadujemy się, że wyrażenia takie, jak "mający 
wartość", "wartościowy" lub pokrewne nie 'mogą występować w roli 
samodzielnych arzeczników, wymagają bowiem zawsze dapełnień w pa- 
staci zwrotów, zaczy:nających się ad słowa "dla". ściśle należałoby za,.. 
tem mówić, że to a ta ma wartość dla tego a tego, dodając konselnvent- 
nie analogiczne dopcłnenia przy terminach "struktura", "sensowny", 
"mający sens" i t. p., które w użyciu Sprangera są pachodne w stasu:n- 
ku do termin u "wartość". 
Ale co to znaczy, że przedmiat jakiś jest wartaściowy dla 
X-a? Ogólni,lwwe wypawiedzi Sprangera dopuszczają rozmaite możli- 
wości interpretacyjne. Niekiedy np. chodzi poprostu o to, że X ocenia 
dany przedmiot, jako wartościowy 47) - przyczem w tym kontekście 
sławo "wartościowy" nie wymaga już dodatku, dla kogo. Kiedyindziej 
jednak "przedmiot P ,ma wartość dla X-a" znaczy tyle, Co' "przedmiot 
p jest pożyteczny dla X-a" 48), bądź też tyle, Co' "przedmiot P jest środ- 
kiem do celu, obranego przez X-a" lub t. p. Wyda.je się, że pierwsze 
z wyróżnianych znaczell zajmuje nacze1ne miejsce w wywadach Spran- 
gera i że anO' właśnie wchodzi w grę, gdy strukturę charakteryzuje 
Spranger jako całość wartościową. 
Czy wabec tego ten sam przedmiot może być strukturą dla X-a, 
nie być nią natomiast dla Y-ka - zależnie od tegO', co X i Y sądzą 
o wartości tego przedmiotu? Takiej kansekwencji Spranger chciałby 
niewątpliwie unil{llląć. Zaznacza przecież wyraźnie, że chodzi mu nie 
a wartość subjektywną ,z jej "indywidualną przYl)adkO'wością", lecz 
a wartość objeldywną, nie.zależną od błędnych nieraz ocen tej lub in- 
nej jednostki. Stąd już krok tylko (niedozwolony!) do ryzykownej 
koncepcji ducha objektywnego, ld@ry ma być tworem idealnym i po- 
nadindywidualnym, powołanym do nieomylnego decydowania D war- 
tości przedmiotów. To, co jest wartościowe ze względu na ducha obje- 
ktywnegO', posiada wartość właściwą, objektywną, wartość "samą w so- 
bie". Taką właśnie wartość musi mieć przedmiat, który zasługiwałby 
na nazwę "struktury" 49). 
Nie będziemy się dłużej zatrzymywali przy tych dosyć zawiłych 
rozważaniach, przyczyniających się niezmiernie mało do wyświetlenia 


46) Verstehen und Erkiaren (w "VIII-th International Congress of Psycholo- 
gy", Groningen, 1927), str. 148. 
47) Lebensformen, str. 13-15. 
4S) Por. np. Lchensformcn, str. 13-14; Psychologic..., str. 8, 9-10', 14 i t. d. 
49) Lchcnsformcn, str. 15 i nast., 18; Psychologie..., str. 13 i nast. 


7
		

/00104.djvu

			98 


pojęcia struldury. Dla naszych celów wystarczy stwierdzić, że w myśl 
pogh!du Sprangera struktura jest w każdym razie pewną całością (1'0.- 
zumianą tak, jak ta zaznaczyliśmy wadnośniku 40-ym) i że do cech, 
którym zawdzięcza ana sw ais t y charakter całaści (a więc da cech, 
które nie wynikają z żadnych własności jej elementów składowych), 
należy z reguły ta, iż pa siada ana wartaść i sens - w objektywnem 
znaczeniu tych terminów. 



 8. 


Pazostaje wreszcie amówić pokrótce stanowiska Driescha. Driesch 
nie podajc nigdzie definicji "całaści". Czyni to programo\vo: termin ten 
jest, wedle niego., wyrazem pierwatnym, którego. znaczenia nie można 
ustalić przy pamocy poprawnej definicji. Cóż to jest bawiem "całość"? 
Całaść - pawiada - jest ta ta, "ad czego nie mażna odjąć żadnej czę- 
ści, nie niwecząc zarazem jego. istoty lagicznej". A co. ta "część"? Część 
jest ta zkolei to, "co jest jednym z współskładników lagicznej isto.ty 
całaści" 50). Błędne kało widać tu, jak na dłoni. Nie uniknie się go., 
zdaniem Driescha, również przy innych próbach zbudawania trafncj 
definicji, ujmującej właściwe znaczenie omawianego terminu. Czy nie 
lepiej tedy zrezygnawać zgóry z tych prób i poprzestać na podaniu 
zwykłych wyjaśnień, nie roszczących pretensyj do tytułu definicyj? 
Tę właśnie drogę obiera Driesch, usiłując porozumieć się z czytel- 
nikiem przy pomocy licznych, choć niezawsze zasługujących na nazwę 
"wyjaśnień", komentarzy. Tak więc mówi np., że całością jest każde 
pojęcie, ponieważ istota pojęcia zmienia się, jeśli się usuwa któr:!kol- 
wiek z jego części składowych ("częściami" są tu - jak zaznacza - 
cechy, wymienione w definicji danego pojęcia 51) ). Całoś,ciami s
! rów- 
nież pewne rzeczy, np. takie, jak drzewa, lew, państwo, maszyna pa- 
rowa - w przeciwielistwie do takich chociażby, jak kupa śmieci, która 
nie przestaje być kupą śmieci, jeśli straci nawet te lub inne ze swych 
części składowych ("częściami" są tu już, najwid
czniej, nie cechy, 
lecz pewne przedmioty materjalne) 52). Z innych miejsc tekstów da- 
wiadujemy się jednak, że całościami (w znaczeniu "głębszem':, "wła- 
ściwem" - jak dodaje autor niekiedy) magą być tylko organizmy - 


50) Driesch H. - Philosophic des Organischen. 2-e wyd. Lipsk, 1921; str. 
535-6. 
51) Philos. d. Org., str. 535; .Das Wesen des Organisilllls (w "Das Lehenspro- 
hlem im Lichte der modcrnen Forschllng", Lipsk, 1931); str. 40'4. 
;;2) Ph. d. Org., str. 537. - Por. analogiczny przykład I{5hlcra, podany wy- 
żej. na str. 88-ej.
		

/00105.djvu

			99 


a to dlatego, że "całość" jl'st przeciwieństwem "sumy", a tylko orga- 
nizmy "są czemś więcej, niż sumą własnych składników". 
Cóż to jest "suma" w rozumieniu Driescha? Na podstawie fragmen- 
tarycznych wypowiedzi można, jak się zdaje, wnosić, że "sumę" poj- 
muje on tak samo, jak "mechanizm", i że obie te nazwy odnosi do 
przedmiotów, odznaczających się tem, że wszystkie ich własności da- 
dzą się wywnioskować z własności ich elementarnych części składo- 
wych 53). Każde ciało martwe jest, wedle Driescha, takim mechaniz- 
mem, nie jest nim natomiast żadne z ciał żywych. Ciało żywe bowiem 
ma zdolność do rozmnażania się, regeneracji i autoregulacji - posia- 
da więc własności, które nie wynikają z żadnych cech, przysługują- 
cych elementarnym składnikom organizmu 54). "Vłasności te dają się 
wytłumaczyć jedynie przez przyjęcie pewnych czynników pozaczaso- 
wych i pozaprzestrzennych, odznaczających się nadto tem, że są stałe 
i niezmienne; że stanowią "istotę" organizmów, której zawdzięczają 
one to, że są organizmami właśnie, a nie zwykłemi maszynami; że 
działają celowo, dążąc do zachowania całości (zjawiska autoregulacji 
i regeneracji) 
5). Czynniki te Dricseh nazywa, jak wiadomo, entele- 
chjami (termin ten zapożycza od Arystotelesa, nadaje mu jednak - 
jak twierdzi - inne, niż Arystoteles, znaczenie). 
Nie trzeba zbyt dużej wnikliwości, arby rozpoznać w nich "formę" 
arystotelesową (będącą zarazem "istotą" i "przyczyną celową"), przy- 
pisywaną na gruncie neowitalizmu Driescha wyłącznie istotom ży- 
wym 3G). Rdzenną myśl Driescha można więc, jak się zdaje, sformuło- 
wać w sposób następujący: "całością" jest to, co się składa z materji 
i formy, inaczej - z materji i entelechji 57), co jest zatem "czemś wię- 
cej, niż sumą własnych części przestrzennych" - bo oprócz nich za- 
wiera również czynnik pozaprzestrzenny - entelechję. 


53) Por. np.: 'Virklichkeitslchre, 2-e wyd., Lipsk, 1922; str. 79, 260'; D. \Ve- 
scn d. Org., str. 40'6-7. - Por. intcrpretację "całości", podaną wyżcj (str. 90'-ta), 
pod (3). 
54) Dla llzasadnicnia tego poglądll Dricsch podaje t. zw. dowody autonomji 
procesów życiowych, które przytaczaliśmy jllż przy innej okazji (p. "Zagadnienie 
indctcrminizmu na tercnie hiologji", Przegl. Filozof., t. 35, 1932; 
 4). 
55) Ph, d, Org., str. 400', 286-7, 375 i t. d.; D. Wcsen d. Org., 
tr. 412-17. 
5G) Driescb zarzuca Arystotelesowi, że, przypisując formę wszystkim przed- 
miotom, przechyla się tem samem na stronę mechanizmIl, zaciera bowiem różnicę 
między światem przedmiotów martwych a światcm istot żywych (,,«Physische 
Gestalten» llnd Organismen" - w "AnIlalell der Philos.", t. V, 1925; str. 1). - 
Ten sam zarzut wytacza R5hlerowi, wedle którego postaciami mogą hyć nietylko 
przcdmioty żywC, alc i martwc. (D. 'Vcs. d. Org., str. 414). 
57) Ph. d. Org., str. 375.
		

/00106.djvu

			100 



 9. 


Po tej, nieco przydługiej, dygresji, czas już wrócić do głównego 
toku naszych rozważań. Pamiętamy wszak, że potrzeba zastanowienia 
się nad pojęciem całości nasunęła się w związku z argumentem inde- 
terministów, powołującym się na całościowy charaIder pewnych przy- 
najmniej zdarzell indywidualnych (p. koniec 
 4-go). Zdarzenia takie 
maj
l mianowicie odznaczać się tem - tak głosił omawiany argu- 
ment - że nie dają "rozłożyć się" na powtarzalne składniki elemen- 
tarne i że nie podpadają tern samem pod prawa przyrodzone - przy 
szerszem nawet, bardziej liberalnem rozumieniu "podpadania pod 
prawa" (p. 
 4). Stąd wysnuwano znany wniosek, że zdarzenia takie 
nie podlegają wogóle prawidłowości przyrodzonej. 
Przyjrzyjmy się nieco bliżej przedstawionemu przed chwilą rozu- 
mowaniu. Dwa momenty wysuwają się tu n
 plan pierwszy: przede- 
wszystkiem sprawa owej nierozkładalności niektórych zdarzeń indy- 
widualnych; pozatem zagadnienie, czy zdarzenia nierozkładalne, ma- 
jące zarazem charaIder indywidualny, wyłamuj
! się istotnie z pod 
praw przyrodzonych. 
Rozważenie pierwszej kwestji nie zajmie nam zbyt dużo czasu. 
\Vystarczy powołać się na to, co mówiliśmy poprzednio na temat po- 
jęcia całości (p. str. S9 - 90 i 93). ponieważ w tel'minologji, z którą 
mamy tu do czynienia, zwroty "X jest nierozkładalne" i "X jest cało- 
ścią", podobnie jak "X jest rozkładalne" i "X jest sumą", nie różnią 
się naogół znaczeniowo. Najczęściej może wchodzą tu w grę drugie 
i trzecie z wyróżnionych powyżej znac,zeń (p. str. S9-90 oraz odnośnik 
24-ty na str. SS-ej) - przy których zdarzenie, polegające na tem. 
że p ma W p (inaczej: P posiada własność W p). jest całością (ina- 
czej: jest nierozldadalne), 10 ile: dla wszelkich Pl' P 2 ." P" [j eżeli 
Pl' P 2 ... P" są częściami p. to nieprawda, że dla pewnych 
'\V 1 ' '\V 2 ... W" (a) Pl ma Wl....,P" ma W,,; b) własności W l ... W,. 
przysługuj
1 odpowiednio pr,zcdmiotom Pl'" P", niezależnie od tego. 
czy każdy z nich wy,stępuje osobno. bez towarzystwa ,pozostałych, czy 
też łącznie z innemi. jako współskładnj,k przedmiotu P; e) to, że P 
ma l-V p. zależy od tego. że Pl ma W l' h" P" ma W"' jako od warun- 
ku wystarczającego)]. - Na gruncie rozumienia trzeciego warunek 
ten, jak widzieliśmy wyzej, jest nietylkD wystarczający, al,e 
i konieczny do teg.o, aby to, że P ma W P, było zdarzeniem nierozlda- 
dalnem ; podczas gdy na gruncie il"ozumiehia drugiego otrzyma się 
warunek konieczny, jeśli do trzech punl
tów, wyszczególnionych pod 
kwantyfikatorem małym (a więc po słowach "dla pewnych
		

/00107.djvu

			101 - 


W 1- lV 2'" W n "), doda się, jako punkt czwarty, zastrzeżenie, że I\vła- 
sności lVI'" W n są jednorodne z własnością W,. 5S). 
Takie właśnie rozumienie "nierozkładalności" podyktowało, jak 
się zdaje, pogląd, wedle którego nierozkładalność zdarzeń indywidual- 
nych nie daje się pogodzić z powszechnem panowaniem prawidło- 
wości przyrodzonej. Spróbujmy odtworzyć drogę, która mogła dopro- 
wadzić do tego paglądu. Główny tok myśli zdaje się tu być mniej wię- 
cej taki: Zdarzenia indywidualne - powiada się - mogą podpadać 
pod prawa przyrodzone jedynie przy szerszem rozumieniu "podpada- 
nia pod prawa", a więc jedynie wtedy, gdy dają się rozłożyć na pewną 
ilość powtarzalnych zdarzell elementarnych, podpadających w znacze- 
niu ściślejszem pod pewne prawa przyrodzone 59). Pod prawa te pod- 
pada wtedy także (ale już w znaczeniu szerszem) dane zdarzenie in- 
dywidualne, ponieważ z praw tych i ze zdai1, stwierdzających, że zaszły 
te a te zdarzenia składowe, wynika, że zaszło również owo zdarzenie 
indywidualne (p. wyżej, 
 4). Tego właśnie warunku mają nie speł- 
niać zdarzenia nierozkładalne. Na pytanie "dlaczego?" nie otrzymałoby 
się zapewne jednolitej odpowiedzi. Niektórzy przytaczają w charakte- 
rze uzasadnienia znane nam już dobrze i nader ogólnikowe formułki, 
mówiąc np., że zdarzenie nierozkładalne jest "czemś więcej, niż sumą 


58) 'Varto zwrócić przy sposobności nwagę na rozmaitość znacze{l, w któ- 
rych mówi się na grllncie rozważanego poglądu o "elementach składowych" ja- 
kiegoś zdarzcnia, np. zdarzenia, polegającego na tern, że P ma nr P. Naogół zdarzc- 
niami sliładowemi nazywa się tll zdarzcnia: Pl ma n ' l , ..., Pn ma TV...,o ile Pl... P., 
są częściami P, i zależnie luh - przy inncm znaczcnill - niezależnie od tego, 
czy 1V I ... W n są jednorodne z Wp. Nic SI,} to jednak znaczenia jcdync. Niekicdy 
rozumie się "zdarzenie składowc" węziej, żądajllc dodatkowo, aby to, ŻC Pl ma 
1V I ,... Pn ma W..., hyło warllnkicm wystarczającym tego, że P ma Wp. Rzecz 
jasna, że przy tem rozllmieniu nie można mówić o elementach składowych zda- 
rzei1, będących całościami. Kiedyindziej scns zmienia się jeszcze hardziej. Zdarze- 
niami składowemi tego, że P ma Wp, nazywa się np. zdarzenia: P ma 1VI, P ma 
TV 2 , . . . , P ma TV n - O ile zdarzenia te l)ociągają za sohą łllcznie to, że P ma Wp 
Np. składnikami tego, że ciało jakieś porusza się tak a tak, majll być zdarzenia, 
polegające na tcm, że ciało to podlega działanill siły takicj a takiej, i że ciało to 
PO(Ucga równicż działaniu siły takicj a takicj (por. np.: 1(5hlcr-op. cit.. str. 46; 
l\liIl - op. cit.. księga III, rozdz. VI i t. d.). Niekiedy wreszcie elemcntem skła- 
dowym jakiegoś zdarzellia nazywa się poprostu każdy z niezhędnych składników 
warunku wystarczającego tcgo zdarzenia. Łatwo zauważyć, że w Obll ostatnich 
przypadlwch nie może być również mowy o zdarzeniach składowych zdarzei1, bę- 
dących całościami. 
59) Zallważmy nawiasem, iż założenic to wydaje się niezmicrnie wątpliwem, 
jeżeli "zdarzenie elcmcntarne" rozumie się tak, iż z samcj treści tego terminu nie 
wynika, że jest ono niczbędnym składnikiem warunku wystarczającego danego 
zdarzcnia (por. odnośnik 57-y).
		

/00108.djvu

			- 102 - 


elementów składowych", że zawiera coś "nowego" w porównaniu 
z własnemi składnikami, i t. d. w tym stylu. Chodzi tu zazwyczaj 
o owe własności niejednorodne z własnościami elementów składowych, 
które uważa się za charakterystyczne dla "całości" przy pewne m ro- 
zumieniu tego terminu (p. wyżej, str. 90). W poszczególnych przypad- 
kach mają to być własności takie, jak celowość (Dilthey), posiadanie 
wartości, sensu (Spranger) lub t. p. Inni zwracają uwagę raczej na 
to, że prawa, którym mają podlegać poszczególne elementy zdarzel1 
nierozkładalnych, stosują się do nich conajwyżej wtedy, gdy wyst
- 
pują one w układach izolowanych, lub gdy tworzą połączenia suma- 
tywne z innemi zdarzeniami, przestają natomiast obowiązywać, gdy 
wchodzą one w skład całości nierozkładalnych, ponieważ te same ele- 
menty wpływają wówczas tak lub inaczej na pozostałe współskład- 
niki - zależnie od tego, jaka jest całość, do której one łącznie należą 
(Wertheimer i inni). 
Każda z tych argumentacyj wymaga, rzecz jasna, bliższego rozwa- 
żenia. Zacznijmy od pierwszej. Jako przykłady zdarzeli nierozkładal- 
nych wskazuje się tu zwykle zdarzenia takie, jak przebiegi, zachodzące 
w organizmach żywych, lub syntezy chemiczne; przeciwstawia się im 
natomiast zjawiska, polegające np. na tern, że ciało jakieś ma taką 
a taką masę, lub że porusza się tak a tak pod wpływem kilku sił, dzia- 
łających na nie łącznie, lub t. p. Zdarzenia pierwszego typu mają od- 
znaczać się właśnie tem, że nie są wyznaczone przez własne elementy 
składowe - w przeciwiellstwic do zdarzel1 typu drugiego, które mają 
zależeć od -swoich składników, jako od warunku wystarczaj
!cego. Ja- 
kież są racje, przytaczane na poparcie tego poglądu? Dadzą siu tu wy- 
różnić dwa toki rozumowania. Niekiedy wchodzi w grę nader wątpli- 
wa i będąca stałem źródłem zamętu zasada, wedle której skutek nie 
może zawierać nic ponad to, co zawiera się w jego przyczynie (zasadę 
tę wyraża się często przy pomocy znanej formuły "causa aequat effec- 
tum") GD). Stąd wyprowadza się wniosek, że zdarzenie nierozkładalne, 
które zawiera coś "nowego" w porównaniu z własnemi składnikami, 
nie może być wyznaczone przez te składniki na mocy praw przyrodzo- 
nych. (Na tej drodze dochodzą niektórzy do koncepcji entelechji lub 
innych czynników nadprzyrodzonych 61). Nie potrzebujemy chyba do- 
dawać, że argument ten nie może być brany pod uwagę, dopóki nie 


GD) P. np. Dilthey - op. cil., str. 158. 
Gl) Sapper J{. - Naturphilosophie. Philosophic des Organischcn. Brcslau, 
1928; rozdz. VI.
		

/00109.djvu

			- 103 - 


wylegitymuje sil; owej nieokreślonej co do treści zasady, która zdaje 
się tu być miIcz
!co przyjęta, jako podstawa uzasadniania. 
Kiedyindziej jednali. rozumowanie zdaje się przebiegać inaczej. 
Główny nacisk kładzie się teraz na to, że podczas, gdy na terenie zda- 
rzeI'l rozkładalnych znaj.omość elementów składowych pozwala dokła- 
dnie przewidzieć wszystkie możliwe kombinacje tych zdarzell-na te- 
renie zdarzell nierozkładalnych przewidywanie takie nie daje się usku- 
tecznić, ponieważ każda kombinacja zawiera coś "nowego", czego nie 
było w elementach składowych. Ktoś, kto nie widział nigdy, w jakim 
kierunku porusza się ciało pod wpływem sił, których wektory tworzą 
takie a takie kąty, będzie mógł mimo to trafnie przewidzieć kierunek 
wypadkowy, opierając się na zasadzie składania sił. W innej sytuacji 
będzie natomiast ten, Ido zechce przewidzieć, jakie własności ma Iw- 
mórka organiczna, na podstawie informacyj o każdym z jej elementów 
składowych: z naj dokładniejszych nawet danych, dotyczących włas- 
ności węgla, tlenu, wodoru lub innych pierwiastków chemicznych, 
wchodzących w skład danej komórki, nie potrafi on wywnioskować, 
że komórka ta jest pobudliwa, że posiada zdolność do rozmnażania 
się w droche podziału, że zachodzi w niej taka a taka przemiana ma- 
terji i t. p. (2). Jeśli się próbuje dociec dalej, na czem zasadza się po- 
wyższe przeciwstawienie, dochodzi się do następującej interpretacji. 
Z.darzenie Z, polegające na tem, że cp (A), jest, wedle omawianego 
poglądu, rozkładalne wtedy i tyl,lw wtedy, jeżeli istnieją takie prawa 
Pl ... P" i takie '.h ... 
I" że z praw tych wynika, iż: dla wszelkich 
Xl '" :X" [jeżeli Xl ... X n s
! częściami X-a i jeżeli nadto '.p1 (Xl)' ... 'f" (X n ) 
(przytem to, że CJ1l (Xl) ... CJ1n(X,,), jest nic zależne od tego, czy kai.da 
z części Xl'" K" występuje osobno, czy też łącznie z pozostałemi, 
jako współskładnik X-a) - to q:r(X)] (3). Do tego zatem, aby uznać 
zdarzenie Z za rozkładalne, nie wystarcza 'tutaj, by elementy składo- 
we Z - a pociągały za sobą Z na mocy ,prawa, stwierdzają	
			

/00110.djvu

			104 - 


nych sił (np. pod wpływem sił, których wektory tworz:! lu!t 90°). 
Łatwo zauważyć, że argument 'ten ,z pozoru tylko przemawia na ko- 
rzyść poglądu do którego uzasadnienia miał służyć. Nikt .nie podaje 
zapewne w wątpliwość, że pewne zdar,zenia są wyznaczone przez 
pewne inne zdarzenia .na mocy tal<1ch 'praw przyrodzonych, które nie 
wynikają inferencyjnie 'z żadnych praw ogóLniejszych. Trudno jed- 
nak zgodzić się z tem, jakoby z tej właśnie racji 'zdarzenia takie nie 
mogły zależeć od wł,asnych elementów składowych jako od warunku 
wystarczającego ze względu na pewne prawa przyrodzone, zwłaszcza 
że byłoby to .nawet sprzeczne z założeniem, którego można się dopa- 
trzeć w powyższym argumencie (p. przytoczoną przed chwilą inter- 
pretację "zdarzeń nierozkładalnych") . 
Przechodzimy zkolei do drugiej z wyodrębnionych powyżej 
(p. str. 102) argumentacyj. Przypominamy, że 'za moment decydujący 
uznaje się tutaj to, że zdarzenia, występujące jako elementy zdarzeń 
nierozkładalnych, zależą jakoś od całości, której są członami, i nie 
podpadają z tej racji pod prawa, którym podporządkowują się poza- 
tem. l\Iają o tem przekonywać takie chociażby przykłady, jak zjawiska 
autoregulacji i regeneracji, zachodzące w organi'zmach żywych (te sa- 
me części organizmu zachowują się wówczas tak lub inaczej, zależnie 
od tego, jaka jest całość, do której należą), złudzenia (np. ten sam od- 
dnek wyda się raz dłuższym, raz krótszym-jeśli w jednym przypad- 
lm będzie opatrzony po ,obu stronach wą,sami, rozchodzą.cemi się pod 
stałym kątem ostrym nazewnątrz, w drugim zaś - takiemi samemi 
wąsami, rozchodzącemi się ku wnętrzu), zjawiska kontrastu współ- 
czesnego (ta sama plama barwna wygląda rozmaicie zależnie od tła, 
na którem się znajduje) lub inne analogiczne (4). Taka zależność czę- 
ści od całości ma swoje źródło wtem - jak informują dodatkowe 1w- 
mentarze - że całość nie jest zwykłą sumą elementów, utworzoną 
z niezależnych od siebie członów, lecz jest właśnie "całością", a więc 
układem elementów, ściśle zespolonych i oddziaływających na siebie 
wzajem (5). Nic tedy dziwnego - rozumuje się dalej - że to samo 


(;4) Por. PcŁermanu R. - Die 'Vcrtheimer-Kofflm-K5hlerschc Gcstaltthcorie 
uud das Gcstaltprohlcm. Lipsk, 1929; str. 41 i 45; Werthcimer 1\1. - Gestaltpsycho- 
log. Forschung; str. 50'-1. Lewiu R. - Gesetz uud Experimellt iu der Psycholo- 
gie: (Sonderdrllcke dcs Symposion, Hen 5). Berlin, 1927; str. 382-3. 
(5) P. IIp. I{5hler ,V. - Op. cit., str. 153 - 58; p, tal,żc wyżej, str. 
Wertheimer M. - Untcrsllchllugen zur Lehre von der Gestalt. (Psychol. Forschung, 
t. I, 1922), str. 53.
		

/00111.djvu

			- 105 - 


zdarzenie, występujące jako element raz takiej, raz innej całości, daje 
za każdym razem efekt odmienny, różniący się przytem od tego, który 
ma miejsce, gdy zdarzenie to nie wchodzi \y skład żadnej całości. 
Jeśli wniknąć bliżej w treść przytoczonych wyvwdów, trudno 
oprzeć się wrażeniu, że przykłady, które 
ierze się tu pod uwagę, do- 
puszczają równie dobrze następującą interpretację. Z jednej strony 
1110żna wyróżnić wśród nich przypadki takie, kiedy zdarzeniu A towa- 
rzyszy wprawdzie raz zdarzenie B, kiedyindziej zaś zdarzenie C - ale 
tylko dlatego, że zarówno B, jak i C zależą, jako od warunku wystar- 
czającego, nie od A, lecz od pewnych zespołów zdarzeIi (np. B od Zl' 
C od Z2)' z których w każdym występuje w charakterze jednego 
z współczłonów zdarzenie A. Oto iprosty przykład, ilustrujący podobną 
sytuację. Przypuśćmy, że mamy pewną porcję gazu o temperaturze t. 
Może się zdarzyć, że przy danej temperaturze gaz ten będzie miał raz 
objętość v l (jeśli znajdujc .się np. pod ciśnieniem Pl), raz znowu - 
objętość v 2 (jeśli ciśnienie wynosi np. P2)' Tłumaczy się to oczywiście 
tem, że objętość gazu zależy nie tylko od jego temperatury, lecz również 
od ciśnienia. którego zmiana 'przyczyniła się właśnie w rozważanym 
prz:ypadku do zmiany objętości. Jakkolwiek więc tej samej temperatu- 
rze odpowiadała tu raz taka, raz inna objętość-nie świadczy to wcale 
o wyłamywaniu się tych zdarzell z pod praw przyrodzonych, chociażby 
dlatego, że niema prawa, które stwierdzałoby zależność zmiany obję- 
tości gazu od jego tempcratury, jako od warunku wystarczającego. 
Analogiczne rozumo\vanie lllożnaby przcprowadzić w odniesieniu do 
większości obchodzących nas tutaj przykładów. 
Nie wszystkie jednak dadzą się podciągnąć pod podobny schemat. 
Spotkać można również przykłady takie, \'\' których A występuje w to- 
warz:ystwie B, mimo, iż na mocy praw przyrodzonych winnoby poci,,!- 
gać za sobą C. Odstępstwa te należą, jak się zdaje, do tych, które skła- 
da się zwykle na karb t. zw. warunków przeszkadzających. Nie miejsce 
tu na szczegółowe wchodzenie w tę sprawę, zwłaszcza że zadanie to 
pOdjęliśmy już przy innej okazji GG). Ograniczymy się więc do stwier- 
dzenia, że ingerencja warunków przeszkadzających nie zmusza jeszcze 


GG) O t. zw. konieczności zwillzkó'\y przyrodzonych. (Sprawozdania Tow. 
Nauk. 'Varsz., tom 24, 1931).
		

/00112.djvu

			- 106 - 


wcale do rezygnowania z powszechnej prawidłowości przyrodzonej 
o ile tylko prawidłowość ta będzie odpowiednio rozumiana 6'i"). 
Resumując, możemy więc, jak się zdaje, powiedzieć, że żaden 
z rozważanych argumentów nie 'zdoła przekonać deterministy, żaden 
bowiem nie wystarcza do okazania, że "nierozkładalność" zdarzeń in- 
dywidualnych (w któremkolwiek z wchodzących w rachubę znaczeń) 
wyłącza podpadanie tych zdarzeli. pod prawa przyrodzone. 


(7) Próbę takicj intcrpretacji usiłowaliśmy właśnie podać w 
 8-Jm cyto- 
wancj w odnośniku 66-ym rozprawy.
		

/00113.djvu

			WALTER AUERBACH. 


o przypomnieniach. 


w S T Ę: P. 


1. Przykłady przezyc przypol1mieniowych. Rozprawa ninie
sza 
ma być przyczynkiem w pracy nad ustaleniem aparatu pojęciowego 
w zakresie psy,chologji przeżyć przypomnie:nilowych i zj,awisk pokrew- 
nych. O przypomnieniach resp. Iprzeżyciach przYPOJllIuieniowych mówi 
się w różnych znaczeniach; pO:lJa na.zwami temi kryją się przeżycia 
bardzo różnorodne, które wypadnie odróżnić od siebie i zanalizować. 
Najczęściej bylibyśmy może skłonni mówić 'o przeżyciach pr.zy- 
pomniell'iowych w sytuacjach, gdy nam s'ię iZjlawia obraz odtwórczy, 
np. .obraz dobrz,e :lJn3lnej osoby. Obraz 'kn wchodzi nieraz w skliad ca- 
łości, której dalszym -składni.kiem jest sąd przypomnie'lliowy, np. sąd, 
że przedmiot w obmzie Itym dany już się ,kiedyś widziało 1). Czasem 
sqd pl'zypomnieninwy, który jest dalszym przykliadem przeżyć przy- 
pomnieniowych, może występować bez obrazu odtwórczego (np. bez 
jakiegokolwiek obrazu odtwórczego -mogę ,sohie pr,zypomnieć, że So- 
krates 'Umarł w r, 399). Kwest ją jest, czy uważać za sądy p'r.zyp'Om.nie- 
niowe, c,zy też - jak .niektól'IZY cZ)'lnią - przeciwstawić przypomnie- 
niom rozpoznania; kwes'tję tę później jesz,cze .rozważymy. Przykłrudem 
I10zpmmania jest np. rozpoznanie zbli:iJające@o się człoWlieka jako do- 
brego znajomego, allbro też rozpoznanie .choroby przelz lekarza jako pło- 
nicy. Już nie z .sądem, lecz z supozyc}ą przypomnieniowq mamy do 
, czynie:nia, gdy np. uczeIi Ina lekcji ,opowiada 'o jakichś niehistoryc.znych 
WYdarzeniach, 'o .których kiedyś cz
tał lub się kiedyś uc.zył, że np. 


1) Np. \Vł. \Vitwicki rozumic przcz "przypomlliellie" takll całość (PsydlO- 
logja I, s. 288). Dobrze może będzfe tę termillologję zachować, pamiętajllc jedllak, 
żc wśród przeżyć przypomllielliowych istllieją obok tak rozumianych przypo- 
mnień rówllicż przcżycia zupełni c nienaoczne i t. p.
		

/00114.djvu

			- 108 - 


Alp.oHo był synem Zeusa i Latony, że pan "VoJ;odyjowski poślubił Basię 
i t. d. J'est rzeczą możliwą, że jeszcze inne rodzaje przeżyć, np. posta- 
nowienia, mogą mieć charakter przeżyć przypomnicniowych. 
Gdy mowa o uczeniu ,
ię, nasuwają się wypadki recytowania 
z "pamięci" wiersza lub - jak się to przy eksperymentalnych bada- 
ni'ach Inad pamięcią czyni - szeregu zgłosek w pewnym po.rządku, wy- 
padki, które mowa potoczna też do przypomnień 2Jwykła zaliczać. Bu- 
dzą one IZ tego wzg1lędu ,specjalne zaintereSlow3lIlie, że tworzą przede- 
wszystkiem matcl'jał do badań IIJad pamięoią. Otóż powstaje pytanie, 
do j.akiej klasy :wli'czyć il1aIeży ,zjawiska, wY1stępującc przy recytowa- 
niu .z pamięci. Nasuwa się tu pomysł, że w tych wypadkach mamy do 
czynienia z treściami odtwór,czemi (oczywiście nietylko wizualnemi) . 
Zachodzi to może 'przy pierwszej recytacji danego tekstu. Natomiast 
gdy c'oś recytujemy już któryś raz z r,zędu, recY1tacja odbywa ,się rza- 
zwyczaj mechanicznie i normalnie nie jesteśmy świadomi treści od- 
twórczych zgłos,ek ,lub ,słów. Wiemy jedynie, że recytowane zgłoski, 
,słowa i t. p. moglibyśmy także odtwór,c2Jo sobie wyobmzić, a nie wy- 
powiadać ich. Raczej już '\vy.pr.zedzaj
l treści odtwórcze ,rys,owanie 
z pamięci, choć i tu może nie są konieczne. Przy recytowaniu już zme- 
chanizowanem nie WY1S l tępują żadne psy;chic:zme plfzeżycia przypomnie- 
niowe, recytowanie warUInkujące, .lecz najpro&ciej przyjąć, że 'W wy- 
padkach Ity,ch to, 00 się nazywa "pamięcią", a eo raczej należałoby na- 
zwać "przyzwycz,ajenielu" lub "wprawą", wprost "dysponuje" do re- 
cytowania, a więc do pewnej czynności fizycznej (resp. psychofizycz- 
nej), do pewnych ruchów. Słusznie podkreśl,a wchodzące tu w grę róż- 
ni,ce Berg,s'On, mówią,c '0 dwóch formach pamięci, z których jedna prze- 
jawia się w mechani:lJmach ruchowych, np. w Irecytacji, druga we 
wspomnieui,ach; z których jedna - jak mówi - powtarza, druga wy- 
obraża 2). Recytacjom z "pamięci" mogą jedynie tow,arzys,zyć przypo- 
mnienia ,sytuacyj, w ,których ,się nabierało wprawy do ich wykonywa- 
nia. Zaznaczyć należy, że nieraz można się wahać, azy w danym wy- 
padku mamy do ,czynienia z recy,tacją z "pamięci", czy ze zdaniem, 
wyrażające.Il1 sąd przypomnien
owy lub 'supozycję przY1Pomnieniową, 
np. ,gdy uczeń, nic rozumiejący dobrze, co to jest ,sinus a co cosinus 
kąta, wypowiada z "pamięci" .zdanie: sin 2 a+coS 2 a=1. I wogóle nieraz, 
gdzie mowa o przekonaniach, fakty,c:lJnie ma się do czy;nienia z przy- 
zwyczajeniem lub postanowieniem wygłas1zruni.a pewnych zdań. Owe 
na wprawie oparte ruchy, na których polega recytacja i t. p., jako coś 
tiizyczlUego, b:liżej interesować nas już nie będą. W dalszym ciągu zaj- 


2) Materja i pamięr, przeł. Filcwicz, \Varsz3'\\'a 1926, rozdział II. Por. tcż 
\Vł, Witwield. Zarys psycl101of,ji 2, s. 10'9 n.
		

/00115.djvu

			- 109 - 


mierny s,ię przedewszystkiem ,treściami odtwórczemi, sądami przypo,- 
mnieniawemi araz całaściami, złażanemi ,z takich treś,ci i s:Jdów. 
Analagic1znie, j;ak za przeżycia przypomnieniawe uchadzą zarówna 
pe\vne naoc,z,ne treśoi, jak nienao,czne myśli (sądy, supo,zycje), tak 
i za przeżycia fantazyjne uważa się zarówna treści wytwórcze, jak też 
pewne myśli nienaoczne, a które np. chodzi, gdy sję mówi a fantazjach 
intelektualnych i t. p. 3). Fantazja również uchadzi za dYSPo,ZYCję do 
zj,awisk, adpa\
iadający,ch recytowaniu z "pamięci" (lUp. gdy się u.kła- 
da nawe ,s,zeregi zgł;osek, alba maluje bez paprzednich treści wytwór- 
czych i t. p.). 
2. Rozróżnienie przeżyć przypomnieniowycl1 w sensie genetycz- 
ny.m i w sensie deskryptywnym. W związku ze sprawą przeżyć przy.:. 
pomnieniowych na'leży 'zwróCiić uwagę jeszC'ze na pewną wielaznacz- 
naść, miano,wicie należy razróżnić przeżycia pI1zypamnieniawe w seu- 
sie genetycznym i w sensie deskryptywny;m. Przynależność da przeżyć 
przYPo,umieniowych w s'ensie genetycznym zależy przedew.szystkliem 
od "genezy" danego, pr,zeżycia, pr,zynależność da przeżyć przypomnie- 
niawych w sensie .deskiryptyw:ny.m zależy 'znów od tego" jak dane prze- 
życie w doświadczeniu wewnętrznem "wygląda". Na kilku przykładach 
spróbujemy najpierw wyjaśnić, D co, w tem rozróżnieniu chodzi. 
I tak przeżyciem przy.pamnieniawem tylko, w sensie genetycznym 
będzie .np. treść wtórll1a kiedyś aglą.danega obrazu, pawstała dzięki te- 
mu, że się ów obraz aglądała, chaćby była traktawana jaka treść 
wytwórcza ze w,zględu na ta, że się 'z nią nie łąc,zy świado,maść, że ów 
abraz był już .ki,edyś dany. W tym samYIll tylko, sensie przeżyciem 
przSlpamnie.niowem będzie pomysł naukowy, ktÓlrY ,się w j,akiejś książ- 
ce wy.c.zytała, a następnie jako wł:3Jsny podaJe, ba .s,ię sabie nie uświa- 
damia, że pod ,cudzym wpływem po.wstał. Za typawy przykład prze- 
życia przypomnieniawego tylko, w sensie genetycznym maże dalej 
uchadzić anamneza w znaczeniu Platona. Natomiast przeżycia te nie 
są przeżyciami pr,zypomnieniaweml w sensie deskryptywnym. W tym 
sensie ,pr,zypomnieniem będzie np. pajaJWiają,cy się - jakby ta mażna 
prowizorycznie powiedzieć - z "charakterem przypomnienia" abraz 
wtórny w teatrze odegranej sceny dramatu, chaćby ,się jej nawet :na- 
prawdę w teatrze nigdy nie oglądała, lub z charakterem pewnaści wy- 
s.tępujący nawet mylny i niewierny sąd przypamnieniawy. Tych prze- 
żyć nie zaliczylibyśmy znów da przeżyć przypamnieniowy,ch w sensie 
genetycznym. Zakresy pajęć: przeżycie przYIPamnieniawe w sensie ge- 


3) Por. E. Marldnówna, O pojeciu fantazji. Odh. z Przeglqdu Filozoficznego, 
1932, s. 8.
		

/00116.djvu

			- 110 - 


netycU1ym i przeżycie przypomnieni:owc w sensie deskryptywnym 
l{Jrzyżuj
l -się, a tyLk,o dla lepszego zwrócenia uwagi, o 00 w tem 'Odróż- 
nieniu chodzi, dobiemliś:my przykłady przeżyć, należących do jed,nej 
a nienależący,ch do drugiej grupy .przypomnień. Pr,zykła:dy przeżyć, 
któreby były zaraz-em przypomnieniami w sensie deskry1ptywnym, ja- 
koteż ,"V sensie genetycznym, są może naojliczniej'sz'e; należy tu np. 
zwyczajne przypomnienie sobie, że Sokrat,es umarł w r. 399, że Skrze- 
tuslki przek'l1adł się ze Zbaraża do króla i ił. p. Powyżs.ze przykłady już 
wskazują, .iż pr.zeżyciami plizypomnieniowemi w sensie genety,cznym 
i d-es.kryptywnym mog
! być zarówlIlO treści odtwórcze, jak sądy i supo- 
z.y:cJe przy.pomnienimve .1). Analogicznie, jak w sferze przeżyć iprzypo- 
'll1nieniowych, można rozróżnić również przeży.cia fantazyJne w sensie 
genetyeznym i deslkryptywnyrn. 
P.rzeżyciami przypomnieniowemi w sensie genetycznym, co do 
których '\vogóle można mieć wątpliw'Ości, c!zy lila nazwę przeżyć przy- 
pomnilGni'Qlwyeh zasługują, krót.ko tylko sił.' zajmiemy; szczegół	
			

/00117.djvu

			- 111 - 


I. PRZEżYCIA PHZYPOMNIENIOWE W SENSIE GENETYCZNYM. 


3. Uwagi wsic/me o przeżyciach p1"Zypomnieniowych w sensie ge- 
neir}cznym. Podamy obecnie warunki 
 zdaniem naszem - koniecz- 
ne na to, by pe\\ine przeżycie mogło być przeżyciem przypomnienio- 
weU1 w sensie genetyczny:m. Przy analizie tych przeżyć trzeba będzie 
opuścić grunt czystej de,skirypcji i dotknąć ,z
ad'llień, związanych 
z ich genezą. Chwi'lowo bez bliż,szegto wyjaśnienia operować będziemy 
pl'"zytem takiemi pojęciami, jak pojęcie treści wtórnej (pochodnej), 
przedmiotu 'tej treści, przedmiotu 'sądu i supozycji i t. d.; W tym zwi
!z- 
ku nie będzie to zapewne budzić nieporozumień. Niektóre z tych pojęć 
będ
! jeszcze w dals\Zym ci
!gu pracy poddane bliżs.zej analizie. 
Otóż na to, by j,akak'olwiek treść wtór.na, sąd, supozycja, ewen1. 
lwmpleks z tych przeżyć zło.żony mogły być przeżyciami przypomnie- 
niowemi w sensie genetycznym, jest konieczne: 
1) by p.rzedmiot tych przeżyć był kiedyś w j,akikolwiek sposób 
dany i to z tej sam.ej s,trony, jako 'laki sam lub bardw podobny; 
w związku ,z tem: 
2) by pr,L')edmiot ten był kiedyś dany w przeżyciu podobnego ro- 
dzaju; 
3) by częściową przy'czYll1ą powstania tych przeżyć było to, że ich 
przedmiot był kiedyś dany. 
-t. Niezbcdność przeżycia pieJ'wotnego. Ad 1) Dla każdego przy- 
pomnienia w s,ensie genetycznym musiało istnieć joedno przeżycie lub 
więcej przeżyć, w których jego przedmiot był kiedyś dany. Przeżycia 
owe nazwiemy przeżyci.ami ",pierwotnelllli" dla owego przyp.omnienia. 
Nie wystarczy jednak powiedzieć, że przedmiot przypomnienia 11msiał 
być już kiedyś dany w przeżyciu pien\1otnem, lecz nal.eży dodać, że 
musiał być -kiedyś d3'ny :z tej samej strony, jako taJki sam lub bardzo 
podobny 5). Jeśli bowiem przeżywam treść wtórną jednej strony pew- 
nego przedmiotu, a ów przedmiot był mi kiedyś dany z innej stro.ny, 


5) Późnicjszc analizy pojęcia przedmiotu trcści odlwórczcj uczynią to za- 

trzcżcllic w odnicsieniu do trcści odtwróczych częściowo zhędncm i pozwolI.! 
sformułować warunck pierwszy w odniesieniu do tych trcści bardziej prawidłowo 
(posługujllc się pewnem rozróżnieniem R. Ingardena) w sposóh następujllcy: 
koniecznem jest, by przedmiot trcści odtwórczej był ldedyś dany oraz by przez 
zawartość treści pierwotncj i treści odtwórczej były wyznaczone takic same ce- 
chy (w sprawie pojęcia zawartości trcści por. poniżej 
 11). W formułowaniu 
tego warunku mówimy o tożsamości i takożsamości przedmiotu trcści odtwór- 
czej i pierwotncj, a nic o równości luh podohiei1stwie samych tych treści zc 
względu na trudności. łllczllcc się z zagadnicnicm równości resp. podohicllstwa 
między treściami spostrzcgawczcmi i wtórnemi.
		

/00118.djvu

			112 - 


ta 'Owej treści wtórnej nie nazwalibyśmy odtwórczą w sensie genetycz- 
nym. Podobnie, gdy ktoś mi jaki,eś wyrazy czyta, a nastę.pnie tworzę 
s'Obie treś,ci wizuaJlne tych wJ\razów - nie powi,cm, że owe wtórne tre- 
ści wizuaJlne są w sensie genetyoznym 'Odtwórcze w stosunku do wy- 
przedzający,ch je treści akUJSityc
nych, choć może i w ich powstaniu 
skŁonnibyśmy byli widzieć współdziałaJni,e pamięci. Coś analogicznego 
zachodzi również przy .sądach supozycj.ach przypom.nie:ni'Owych 
w sensie genetycznJlm. A więc - gdyby odnośne sądy były sformuło- 
wane - nie mógł np. sąd pierwotny 'Orzekać, że naljwiększa rzeka 
amery,kańska j.est więk'sza od najwięks!Zej rzeki afrykmlskiej, a sąd 
przypomnieniowy stwierdzać, że rzeka Mi,s;sissipi-Mis,suri jest większa 
od Nilu, skOlro sądu D tej treści, a więc ujmującego swój przedmiot 
z tej "s,tmny", dotąd nie wydano. Ten drugi sąd może być tylko wnio- 
skiem ze !sądu pr,zy,pomnieniowego i pewnych innych sądó\\". Mowa 
patoczna nie jest zreszt:! w takich wypadkoch ścisła i nieraz wuioski 
z przeżyć przypomnieniowych bywają nazywane też "przYll0mnie- 
uimui". 


Czy jednak naprawdę przcdmiot przyporni cni a w scnsic gcnetycznym mu- 
siał być kiedyś dany? Czy nic wystarczy, by była kiedyś daua taka sama lub bar- 
dza podobna strona choćby inncgo przedmiotu? Wszak uznaje się naogół zasa- 
dę, że przy treściach wytwórczych elcmcnty tych treści Sil odtwórcze. Gdy więc 
sobie wyobrażamy wytwórczo złotll górę, to może nie nazwiemy już wchodząccgo 
w skład tej całości elementu, w którym nam jcst daua barwa złota. oraz elc- 
mentu, w którym dany jest kształt góry, składnikami "wytwórczcmi", lccz od- 
twórczcmi"; a czy owa właśnic, idcntyczlla barwa złota i ów właśnic kształt 
góry były kiedyś danc? Podobnie gdy przy nicświadomym plagjacic litcrackim 
ktoś opisujc sytuację, żywccm z illllCj książki wyjętą, zmieniajllc tylko imiona 
postaci i miejsce, w którem się rzccz odbywa; może i tu sldonnymby się było 
mówić, że autor "przypomniał sobic" opisalle sytuacje, a jcdnak o przedmiotach 
trudnoby było powiedzieć, że Sil idcntyczne z kiedyś dancmi autorowi, skoro np. 
gdzieindziej lliż tamte "się znajdujll". \V tych i podobnych sytuacjach poczucie 
językowe pozostawia nas w niepewności. Najtrafniejszą - choć możc niezupeł- 
llie zgodllll z poczuciem językowcm - wydaje mi się następujllca odpowiedź na 
powyższc wlltpliwości: jcśli elementy treści wytwórczcj nie odnoszą się do przed- 
miotów kiedyś danych, to nic są onc w rozumieniu ścisłcm odtwórczc. Jcśli wiec 
owa wyobrażolla złota góra nie jcst górll kiedyś naprawdę danll, a tylko w fan- 
tazji "ozłoconą", w takim razi c elcmcnt, w ldórym jcst np. dany l,ształt góry, 
llie jest odtwórczym we właściwym scnsie, choć może do jego powstania po- 
trzebIla była pamięć. Można llatomiast w takich wypadkach mówić o przcży- 
ciach przypomllieniowych w scnsie gelletycznym w rozumieniu szerszem. Po- 
dobnie jeśli sytuacja z jedllej powieści do innej "przeniesiona" różlli się np. 
miejsccm, w którcm się rozgrywa, to pomyślcnie sobic tcj sytuacji w inncm 
miejscu nie jcst ściśle biorąc przypomnicniem w sensic genetycznym, lecz ewcn- 
tualllie przcżyciem przypomnieniowem w scnsic gcnctycznym w rozumicniu szer- 
szcm, Przypomnicnie w zllaczeniu ścisłcm mogło wyprzedzać myśl o zmienionej
		

/00119.djvu

			- 113 


Sytuacji i przyczynić się do powstania tej myśli. Jak llicraz, tak i w tych wy- 
padkach, chciałoby się powiedzieć, 7C pamięć współdziała w powstawaniu prze- 
życia, którc nie jcst przypomnieniem w rozumicniu ścisłem. Trudności, jakie się 
przy głębszej analizie podallych powyżej przykładów llasuwajll, maj:} swe źródło 
w lliejasllości pojęcia "idelltyczności przedmiotu", w szczególllości zaś w llie- 
jasności tego, co się rozumie przez "idelltyczllOŚĆ przedmiotu fikcyjnego". \V spra- 
wę tę tu wchodzić nie możemy. 


5. Podobieństwo przeżycia pierwotnego i pl'zeżycia ]Jl'zypomnie- 
uiowego. Ad 2) Na to dalej, by pewne przeżycie było przeżyciem przy- 
pomnieniowem w s{m,sie genetYDZnym, konieczną jest rzeczą, by pl
zed- 
miot jego był kiedyś - gdy o rodzaj przeżycia chodzi - w podobny 
sposób dany. Gdy np. nauc'zyciel, przygotowując się do lekcji, czyta 
opis świąłtYllli Nike w Atenach, nie twonząc sobie wyobrażenia wytwór- 
czego tej świątyni, i zapamiętuje ten opis "werbalnie", a następnie - 
reprodukując go uczniom-wyobraża sobie plastycznie tę świątynię, to 
treść wtórna, którą ,przy reprodukowaniu przeŻYWia, nie będzie treścią 
odtwórczą w sensie genetycznym, choć przedstawi,a pr:zedmiot kiedyś 
dany i to - załóżmy - przedmiot jaka taki ,sam z tej samej stro.ny 
dany. A to dlateg,o, że Slposób, w jaki był dany pierwotnie i ,obecnie, 
jest zgoła różny: dawniej był pojęciowy, obecnie jest wyobrażeniowy. 
Przeżyciami przypomnieniowemi są w tym wypadku tylko sądy, które 
nauc.zyciel uczniom reprodukuje. Na to, by pewna treść wtórna była 
odtwórcza w sensie genetycznym, kJonieczną jest r;zeczą nietylko, by 
jej przedmio,t był kiedyś dany, lec;z nadt.o, by był kiedyś również na- 
ocznie da:ny. Nie musiał być jednak spostrzeżony, jak to się często 
twicl1dzi, lecz mógł być rów.nież wyobmżony wytwórc.z.o. 
Czy koniecznie jednak ,przedmiot sądu przypomnienioweg,a musiał 
być dany kiedyś w ,sądzie? J,ak się zdaje, ll1ie jes-t to niezbędne. Gdy 
np. o kJsiążce, którą kiedyś czytałem i ktÓrą traktowałem jako powieść, 
do;wiaduję się, że jest dokładną autobiogr,af,ią autora, to - przypomi- 
nając ,slObie po tej wiadomości w myśli treść książki - jeSltem przeko- 
nany 10 r,zeczywistości opisanych wypadków, gdy tymczasem w prze- 
życiu pierwotnem odnosiłem się do lopi'sanych w niej wypad
{ów, jak 
zazwyczaj przy czytaniu powieści, bez przekonalllia o ich rzeczywisto- 
ści. I odwrotnie, gdy dziecku odbiera się iluzję, i'ż wS1zys-tko, CłO jest 
opisane w bajkach, było naprawdę, i OlIW, w,Sipominając treść bajek, 
su/panuje już ty,lko t.o, w !Co dawniej wierzyło - wtedy mamy da czy- 
nienia z wypadkiem, kiedy przypomnieniem w sensie genetycznym jest 
su,pozycj.a, której przedmiot był ,dany kiedyś w !Sądzie. Można na,to- 
miast mieć już wątpliwości, czy przeżyciem 'pierwotnem dla sądu przy- 
pomnieui.owego lub supozycji pr.zypomnieniowej w sensie genetycz- 
nym może być sama treść .odtwóroza. 
8
		

/00120.djvu

			- 114 - 


6. Związek Pl'zyczynowy miedzy pl'zeżyciem piel'wotnem a pl'ze- 
życiem pl'zypomnieniowem. Ad 3) "Varunek, w myśl którego koniecz- 
ną jest rzeczą, by przeżycie np. treści odtwórczej było częściowym skut- 
kiem tego, że Isię ,kiedyś pr-zedmiot tej treści rrniało dany - wyjaśni 
może następujący pIizykład: Przypuśćmy, żeśmy ,oglądałn kiedyś jakiś 
gmach, ale obraz tego gmachu w nas się już zupełnie zatarł i ożywić 
go niepodobna. Gdy teraz na podstawie jakichś opowiadań tworzymy 
sobie treść w.tórną tego gmachu, /to treść ta nie jest treścią odtwórc.zą, 
choć ten sam i - jak .za:kładarrny - taki sam przedmiot, z tej samej 
strony, naocznie był nam kiedyś dany; dlatego właśnie, jak się zdaje, 
nie jes1t rfJo 'treść odtwór'clZa, że niema ,związku iPrzyc.zynowego między 
obecnem przeżyciem .treści wtórnej a dawni'ej.szem .oglądaJniem. Potocz- 
nie też o ;plagj,acie świadomym lub nieświadomym jesteśmy skłonni 
mówić, gdy uważamy, że dana myśl rpowstała Ipod wpływem myśli 
dawnej, dzięki komuś żywionej. Gdyby przyjąć, że obecne przeżycie 
j-est np. od dawniejISlze.go, w którem ten s,am 	
			

/00121.djvu

			- 115 - 


szem owego przedmiotu - choć wszystkie te właściwości mogą przy- 
sługiwać przypomnieniom w sensie deskryrptywnym. .Jakież 'Są zaJtem 
właściwości charakterystyczne dla ,przeżyć pnzYPollllllieniowych w sen- 
sie dCSlkryptyw,nym? By je sobie uświadomić, spróbujmypr'zeciwsta- 
wić ,sobie jakieś przeżycie pr.zypomnieniawe w sensie des1kryptywnym 
l genetycznym. Otóż, gdy porównamy np. nieświadomy pl,agjat nauko- 
wy, będ
!,cy pr,zypomnieniem tylk!O w ,sensie genetyczmy.m, z nor,mal- 
nem przypomnieniem sobie w sensie des.kryptywnym j a.kiegoś opowia- 
dania, np. p.rzez ucznia w szkole, łatwo shvieridzimy, że popełniający 
pIagjaJt w chwili, w której sobie uświadamia swój "pomy,sł", nie "wie", 
że to, co w danej chwili myśli, było mu już kiedyś dane, li ucznia zaś 
przy.pomionająceg'D Siobil' 'opowiada:nie, istnieje conajmniej niewyraźna 
świadomość, że tego, ICO opowiada, kiedyś się uczył; przynajmniej za- 
pytany, skąd ".wie" o tern, Q czern opowiada, Illatychmi,ast uświadomi 
sobie, że się tego uczył. I gdyby był ,pewny, że ,s,ię tego nigdy nie uczył 
i nigdy 'o tern nie ,dowiadywał, nie powiedziałby, że "sobie przypo- 
lllina" li). 


Gdy ktoś żywi ll/p. sądy przy:po11l'nieniowe, może nieraz swoje 
przypomnienie ,wy.razić zarówno w zdaniach f,ormy: "A jest (resp. by- 
łu lub będzie) B", jak 'też w zdaniach f.0l1my: "widziałem, sły,s,załem, 
byłem świaJd:kiem, uCizyłem .się, czytałem i rt. p., że A jest (ms.p. było 
luib będzie) B". Różne te sposoby formułowania odpowiadają różnym 
mo
liwym nastawieniom. Pierwszy ISiPosób formułowania jes1t najwła- 
ściwszy, gdy nas'tawieni jesteśmy na przedmiot .nam kiedyś dany, 
a ty.lko niewyraźnie ś'wiadomi jesteśmy, że ów przedmiot był na.m kie- 
dyś dany. Natomiast drugie sformułowanie odpowiada sytuacji. 
gdy nastaJWieni jesteśmy na przeży.cie, w k1órem przedmiot ibył dan
T. 
Licz:ne wypadki inrtro- a właściwie retrospekcji nie są niczem innem, 
jak przYPOlll1'l1ieniami z nastawieniem na pr,zeżycia. Dalej dla dodania 
mocy prze'konywującej innym naslzym s
!,dom przypom.nieniowym 
przez podkreślenie wiarygodności ich źródła os,tatecznego zwracamy 
nieraz uwagę, w jakie,m pTzeżyciu ,shvierdzaJny starn rzeczy był nam 
dany (mówimy wtedy: "sam widziałem, byłem świadkiem i t. p., 


6) 'V literaturze o przypomni cni ach istnienic takicj świadomości nicraz już 
podkrcślano. Obok ws,pomnianych pogllldów Ebbinghausa, Volkelta i Gallingcra 
można wymienić podobne pogllldy np. Jamesa Mina, J. St. Mina, Uphuesa, Durra, 
Husseria, 'Vł. \Vitwickiego. Niektórzy z tych autorów, majllC zapewne na oku nie 
Wszelkie przeżycia przypomnicniowe, lecz specjalnie treści odtwórcze, uważajll, 
że Przy przypomnieniach jest się świadomym dawniejszego spostrzegania przed- 
miotu; pogląd ten nawct w odnicsicniu do treści odtwórczych hyłhy nicsłuszny, 
gdyż można odtwarzać równicż np. trcści wytwórczc.
		

/00122.djvu

			116 - 


że..."). Cz
ste jest jednak przy przeżyciach przypallmienio.wych w sen- 
sie de.skryptywnym również nastawienie pierws,ze,.na kiedyś dane 
przedmioty. świado.maść, iż przedmiaty te były ,kiedyś dane, wtedy 
występująca, nie musi być przeżyta wyraźnie, lee;z mo.że być przekana- 
niem niewyraźnem. Z podabną możliwaścią dwóch nastawień, j ak przy 
przypamnieniach w sensie deskrY'ptywnym., mlOOllY do. czynienia przy 
t. ZlW. przeżyciach świ,adomy,ch; np. spostrzegając jaJkiś przedmiat, je- 
steśmy nastawieni na ów pnzedmiat, niemniej jednak śiwiac}o.me spo.- 
str,zeżenie tem się różni od mieświadamega, że i sama przeżycie spo.- 
strzega:nia jest nam w pewie.n niewyraźny sposób dane, i w każdej 
chwili możemy się na nie nastawić 7). 
Owa świadamość, że się caś przeżyła, nie musi się łączyć 'W ca- 
łaść z innemi sądami prz)'Ipomnieniowemi lub treściami adtwóvczemi; 
maże występować tail<że przy spa,str,zeżeniadl lub przy lekturze książki 
(np. gdy ,się jest świadamym, że się pa raz 'wtóry coś ogląda lub czyta). 
Będzie zatem l
zeczą ws'kazaną odrębnie traktować: 1) p'ł"zeżycia przy- 
po.mnieniawe "pienMszego. rzędu", ht;;dące świado.mo.ś,cią własnych prze- 
s	
			

/00123.djvu

			117 


a) S ą d Y P r z y p o m n e In a w e p i e r w s z e g () r z ę d u. 
8. Pl'Zedmiot sądów jJrzYPollwieniowych pierwszego rzędu. Prze- 
życia prlzypal11'nienia'We pien\
szcga rzędu 'są to sądy, w których się 
aaś stwierdza a własnych przeszłych :przeżyciach. Nie każdy jednaJk 
sąd a własnych przeszłych przeżydach jest przypomnieniem pierwsze- 
gO' rzędu. Przedewszystkiem musi ta być s
!,d jednaslt'kowy, arzekający 
caś a jakiemś indywidualnem pr.zeżydu, ba llip. sąd, że za'ws.ze, ilekrać 
\\idziałem megO' przyjaciela, radaw.ałem się, nie maże uchadzić za 
pr,zypamnienie, lecz jest conajwyżej wnioskiem z łwzypomnień. Ale 
i niek,ażdy taki ,sąd jednostkowy a własnem przesde,m przeżyciu będzie 
prz:v1pomnie'llicll1. Wszak, gdy ,się czyta w ,swaich zapiskach z dawnych 
lalt, że się była świadkiem jakiegaś zdarzenia, ,Móre już zupełnie "ule- 
ciała z pamięci", ta chać się jest ,znowu na podstawie tych zap,isków 
przekananym, iż ,zdarzenie ta była kiedyś dane, nie nazwie się naogół 
tegO' przekonania "rprzeżyciem pr.z)"pamnieniawem" 8). Na ta, by awa 
przekonanie była przeżyc'iem ,przypamnieniowem w sensie deskryptyw- 
nym, kanieczne jcst zatem, by ano posiadała jeszcze inne własnaści. 
Nals'l1wa ,się tu przedews,zystkiem nieraz przy charakterystykach przy- 
pamnieIl
 wspaminana cecha: ich bezpośredniość. 
H. Kwest ja l'aCJl psychologicznej sądów przYPoInnieniowych 
pierwszego l'Zędu. Gdy mowa a bezpaśredniaś,ci przekonania, chadzi 
zazwyczaj a bezpaśredniaść uzasadnienia. CO' się zaś tyczy uzasadl11ie- 
nia sądu, ta maże ,ona Ibyć jużto lagiczne, jużta psycholagiczne; a także 
s
!d, a któregO' uza,sadnieniu .maw,a, może być brlany jużta w sensie 10- 
gi1cznym, jU7Jta w senS1ie Ipsy'chalagicznym. Nas tu będzie interesowała 
jedynie sprawa psychologicznego uzasadnienia sądu, bTanega w sensie 
psychologicznym 9). Zwratów "pewien sąd jest psychologicznie uzasad- 
niany" i ",pewien sąd ,posiada rację p.sychalagiczną" będziemy tu uży- 


S) Błędnc zatcm są tak częstc definicjc przypomnicń w rodzaju Dilrrow- 
skiej: "Erinnerung ist das Erfasscn cines Gcgenstandes mil dem Bewusstsein, 
ihn frilhcr schon einmal erfasst 7U habcn" (E. Dilrr, ErJwnntnistlleorie. Lcipzig 
UI1O', s. 40'), w l,tórych owa świadomość nic jest zdcŁcI'minowana, 
9) l\Iówillc w tcj pracy o "sądach" nic przcprowadzamy rozróżuienia mię- 
dzy "punktualnym" aktem stwierdzania a rozcillgajllcym się w czasic stancm, ja- 
kim jest przeJwnanie (w sprawie tego rozróżnienia por. A, Rcinach, Zllr Theorie 
des negativen Urteils w Rcinacha Gesammelte Schriften, Halle a, S. 1921, s. 57 nil. 
oraz mojll rozprawę O wqtpieniu, Księga Pamiqtkowa Polskiego Tow. Filoz,. 
Lwów 1931, s. 85 n.). Oba te rodzaje przcżyć mogll się kryć !10Za naszcmi "Sll- 
darni"; zamiennie tcż używamy wyrazów "sIld" i "przekonanic". Kto jednak 
uznaje rozróżnicnic aktu stwierdzania i stallu przekonania, łalwo rozstrzygllie, 
kicdy w tej rozprawie wyraz "sąd" oznacza jedno, kiedy drugie przcżycic, a kiedy 
można bcz różnicy przcz "sIldy" roznmicć przcżycia i jednego i drugiego rodzaju.
		

/00124.djvu

			118 


wali zamiennie. Cóż więc znaczy, L:e CDŚ jest racją psychDIDgiczną są- 
du? Za rację psy'cholDgiczną sądu (podobn
e, jak za mDtyw s
!du) 
uważa 'się jużtD pewne zjawisko. psy,chiczne, jUWD przedil11io.t tego. zja- 
wiska psychicznego.. \-V dalszym ciągu będzie mOlwa D racjach pSYChD- 
IDgic
nych (-DraiZ D mDtywach) w sensie przeżyć, a nie w sensie ich 
przedmiDtów. Otóż r.acj,a ,psychDIDgiczna s'ądu to. przedewszysl'kiem 
nie .to. samo., CD ]J1'ZyczynQ \sądu. Prz)'jczyną sądu .mDże być jakieś zja- 
wisko. nie.świadDme lub uświ.adDmić się niedające, np. ja/kiś ukryty 
stan fizjologiczny, a to. racją 'psychOiIDgiczną sądu być nie mDże. MDżna 
dalej mieć wątJpIiwDŚci, czy .racja psyrcholD.giczna s
!,du jest tem samem, 
CD motyw są.du. Bla mcji psychDIDgilc
nej sądu je'Slt miano.wicie rzeezą 
kDniecZJną - DbDk tego., że musi być przeż
ciem świadDmem - by jej 
tDwarzyszyłD conajmniej niewyrażne przekDrna'nie, iż gwarantuje Dna 
prawdziwDŚĆ ,sądu, kitóregD jest racją. Mo.gą naltDmiast być motywy, 
kMre tego warunku nie .spełniają, nie są zatem racj,ami pSYChDIDgicz- 
ne.mi. Np. motywem sądu przYPDmmieniDwegD, że się pewnej Dso.bie 
obiecało. coś ,zrobić, może być .zDbac'zenie tej Dsoby (Buhle.r mówi w ta- 
kiej ,sytuacji o. "A	
			

/00125.djvu

			- 119 - 


dzą ,niektólr.zy, np. K. 'Ajdukiewic.z, że rÓW
lież 'Przedstawienia, w.szcze- 
gólnDś.ci pewne wYDbrażenia mog
! służyć za oparcie sądom, gwarantD- 
wać ich prawdziwDść. \V związku z tem 'będzie mDżna - Drpierając .się 
na pDglądach Ajdukiewicza 12) - rDzróżnić: 
1) P,rzeko,nania pośredniO' uzasadniDne, t. ZIl1. przekona:nia, któ- 
rych racją psychDlogiczną są jakieś inne sądy. 
2) Przekonani.a be,zpDśredniD uzasadnione, ,t. iZn. przekonania, któ- 
re pDsiadają rację p.sy'choIDgicZlną, nie są nią jednak jakieś inne sądy, 
lecz np. jakieś przedstralWienia (tu należą - jak Isię zdaje - np. .sądy 
spos,trzeżeniowe) . ' 
3) PrzekDnania, które nie mają pDza sobą wDgóle racji psycholD- 
gicznej. 
Widzieliśmy, 
e na tO', by pewne przeżycie A byłO' racją psychDlo- 
giczną sądu B, kDnieczną jest rzec.zą, by 1) prrzeżycie A byłO' przeży- 
ciem "świadDmem", i 2) by s'ię z niem łączyłO' przeświadczenie, że DnO' 
gwalrarllltuje prawdziwość .s
!,dru B. PDdlt racją psy- 
cholDgiczną .sądu .spDstrzeżeniowegD) . Wyraźne przeżycie racji pSYChD- 
IDgicznej sądu oraz wyraźna świad.omDść, iż upr:3IWlnia ona dO' żywienia 
sądu, zdar,za się np. wtedy, gdy Isię pO' raz ipierwszy dochDdzi dO' jakie- 
goś przekonania, w spDsób wyraźny żywionegO', norm
l'l1ie jednak 
z uzasadnienia sądu w sposób wyr.a
ny nie ,zdajemy .sDbil' sprawy i pD- 
trzeba sipecjrallll1egD motywu, np. zapytania, by sobie rację pSYChDID- 
giczną s
!,du i jej .związek z tym sądem wyiraźnie uświadDmić. Nieraz 
też wrahać się przyjdzie, ,c.zy jakiś sąd, przez IkDgDŚ żywi Dny, ma rację 
psycholDgiczną, czy ,też jej nie pDsiada (np. czy .sądy aprioryc.zne mają 
swe uzasadnienie w przedstawieniach, którym są suprapDnDwane, czy 
też wacji w,Dgóle nie mają), dalej tfludnD nieraz rDzstrzygnąć, czy racją 
psychDlogiczną dla pewnegO' sądu .iest inny sąd, czy CDŚ innegO' (n'P. 
przy interpretacji cudzej mimiki i gestykulacji). 
Wfiacając dO' p.rzypomnieli. w sęl1isie deskryptywnym, najeży 
stwierdzić, że na to, by pewien sąd jednDstkowy o własnem przeszłem 
przeżyciu był przYipDl11I11ieniem pier:w.szegD :rzędu, konieczną jest rze- 
czą, by Dn nie był uzasadniony pDśredniD, t. 'zn. inne sądy nie mDgą 


12) K Ajduldewicz, Główne zasady metodoto(Jji nauk i tO(Ji/ci formalne';. 
SkrYl)! autoryzowany. \Varszawa 1928, s. 56 n.
		

/00126.djvu

			120 


być .lega racją psychalagiczną 13). TegO' warunku nie spełniają zaś 
już - canajmniej niektóre - s:
dy, uzyskane na podstawie lektury, 
informacyj u drugich, których racja ,plsychalagiczna będzie leżała np. 
w pl'zeświadczeniu o wiarygadności awych iJnfarmacyj lub tegO', cO' 
czytamy, i t. p. 
10. NieapJ'iol'yczność sqdów pl'Zypomnielliowych piel'wszego l'zę- 
duo Czy jednak karżdy sąd a własnych przeszłych pneżyciach, nie pa- 
siadają'cy paśredniegO' uzasadnienia, będzie mażna, uważać za przypa- 
mnienie pierwszego r.zędu? Mógłby tu ktoś mieć Wąt1)liwaści, czy np. 
s
! przypO'mnieniami takie są,dy: "mój wczorajszy sąd, że adwiedził 
mnie mój przyj.aciel, nie był zarazem Ipraw.dziwy i fałiszywy", i t. p., 
które - jawby się mogł{) zdawać - stpełniają padane pawyżej wa- 
runki. By uniknąć powYŻJs:zyrch wątpliwaści, dadamy w nasze m akre- 
śleniu pr,zypamnienia piemvszega rędu, że nie może niem być sąd 
apI1iaryc.zny w Isensie logicznym. Plrzekonanie, że pewien mój wczoraj- 
szy Isąd nie był zarazem ipral\vidziwy i fałszywy, alba jest sądem npria- 
ry,cznym, a'lbo też pośrednio uz,asadnionym, żywi si/; gO' więc np. 
z uwagi na ta, że żaden sąd nie jest zarazem prawdziwy lub fałszywy- 
w obu wypadka.ch nie będzie już mógł pretendawać da tego, by być 
przypamnieniem l)lieTlwszega rzędu w myśl nas,zeg,a a
reślenia. 


Powiemy zatem, że przy,pamnieniem pierw,szega rzędu jest: 
1) każdy sąd jednastkawy a własnem przeszłem przeżyciu, 2) nie pa- 
siadający paśredniegO' uzasadnienia i 3) nie będący s:!dem apriarycz- 
nym. Sądam 'przypamnielliiawym pierwlszega rzędu nie towarzyszy za,ś 
dalsze przypamnienie, że ich przedmiot już był kiedyś dany, ba gdyby 
tO' pr,zyjąć, Ipopadłaby się w regressus in infinitum, Natamiast wśród 
przypDmnień drug.iega rzędu magą się znaleźć również p!rzypanlllienia 
własnych przeżyć, z Móremi się np. łą'czy przypamnienie, że się na nie 
kiedyś zwróciła uwagę i t. p. 


U) Podohnll myśl spotykamy równicl u J. SŁ. l\IiUa, wcdług którcgo w skład 
przypomnicnia ma też wchodzić przekonani c, żc si
 przcdmiot Idcdyś ..widziało", 
a przckonanic to nic możc być opartc na cudzym autorytccic (por. Uphues, 
Ober die Erinnerllng, Leipzig 1889, s. 78 n; por. też zanalizowane poniżej w 
 11 
uw. pogllldy Volkelta). Zgodnie .z Volkeltcm (I. c. S. 12) oraz Gallingerem (l. C. 
s. 115) należy dodać, że przypomnicnie sobie czegoś "przy sposobności" ż;ywienia 
jakiegoś przekonania, gdy to przekonanie jest t y l k o motywcm przypomnienia, 
nie możc oczywiścic uchodzić za poznanie pośrcdnio uzasadnionc - jak. długo nie 
ujmujc się owego przclwnania jako racji nrzypomnicnia, jako czcgoś, co gwa- 
rautuje jcgo prawdziwość.
		

/00127.djvu

			- 121 - 


b) P r z e d s t a w i e n i a a d t wór c z e. 
11. Pojecie treści odtwórczej w sensie deskryptywnym. "Odtwór- 
czell1I jest się skłannym nazywać takie całaści przedstawieniawe, 
w kitórych ralę t. zw. t,reści prezentującej pełnią treści odtwórcze 
w sensie deskryptywny.m. Zanim więc przejdziemy da analizy owych 
całości, parę uwag paśw
ęcić należy tak pajętym treściom odtwór-. 
c.zym. 
Na to, by pew,na treść wtórna była ,odtwórcza w ,sensie deskryp- 
tywnym, musi łączyć ,się z ni:! pr.zypamnienie pierwszego. rzędu, że jej 
przedmiot był kiedyś dany, lub ,podobne. W zwi:!.zku z tern pawstają 
jednak pewne pytania: 1) co się razumie przez "przedmiot treści od- 
twórczej" ,i jaki jest stasunek awej treści da przedmiOitu? araz 2) czy 
każda treść odtwór.cza ma taki przedmiat? 
Ad 1) Przeżywając np, treść adtwól'CZą Koś.cioła 1\Iarjackiego 
w Krakawie, mam Inarmalnie na ,myśli nie teraŻtniej,sz:! treść, różm! 
u różnych asób, lecz l'óżny od tej treś,ci przedmiot, kiedyś dany. ten 
sam-jak normalnie gotów jestem uważać-dla różnych ludzi. Przed- 
miatem ad treści różnym może być przytem nietylka jakiś przedmiot 
fizyczny, ale także kiedyś przeżyta - jak uważam - treść zmysłowa, 
np. jakiejś plamy barwnej, dla innych ludzi, podabnie jak moja treść 
adtwórcza, niedostępna. Również od treści wytwórezej należy adróżnić 
lej przedmiat. Przeżywając np. treść wyhvóf1czą jakiejś ewentualnej, 
p.rzyszłej sytuacji, .mam na myśli nie istniejącą w danej chwili treść 
wytwórezą, lecz niei,slniej:!,cą w danej ehwili i niepewną, gdy a jej i.st- 
nienie chadzi, sytuację przyszłą, którą właśnie skłanni jesteśmy na- 
zwać "przedmiatem" tej heści. W tym związku niezbędne są jednak 
jeszcze pewne wyjaśnienia, .mażliwe są bowiem taJkie sytuacje, w któ- 
ry.ch daty-chc,zasowa cha.rakterysty.ka nie pazwo.li na rozsltrzygnięcie, 
czy caś jest 'przedmiatem pewnej treści, czy nie. Gdy sabie np. twarzę 
treść adtwórczą pewnego. czło.v,ieka i wyabrażam go. sabie - jak 
chwilawa bez hliższyah 'WY .l aśnień pawiemy - "niewiernie", więc 
wyobrażam go. sobie l1Jp. jaka pasiadają,cega bradę, gdy naprawdę 
brady nigdy nie 'posiadał, ,ta powstaje pytanie, czy przedmiotem tre- 
ści adtwórczej jest ten czławiek taki, jaki on jest naprawdę, czy też 
taki, jakim go. sOibie adtwarzamy. Maże przYltem zajść kamplikacja 
jeszcze większa: kiedyś aglądając pewnego. człowieka uległem złudze- 
niu; z jakichś pawadÓiw widziałem go. jasnawłosym, gdy naprawdę 
jest rudym. Odtwórcza wyobrażam go. sobie !z powodu złudzenia pa- 
mięci jeszcze i.naczej, np. .taka b.runeta; w tym wypadku maiŻe ucha- 
dzić za .przedmiat treści ad,twór,czej: 1) 1]Jl'zedmiat, .1 ak] jest napraw- 
dę, 2) przedmiot taki. .taki był .dany w przeżyciu pierwatnern oraz
		

/00128.djvu

			- 122 - 


3) przedmiot, o cechach, w jakie go w treści odtwórczej "wyposa- 
żam". Normalnie 'żywh!,c !treść odtwórczą przedmiotów tych się nie 
rozróżnia. Sytuacje, w których przedmioty te się oddziela, zachodzą 
np. wtedy, gdy się nie jest pewnym wierności żywionej przez się treści. 
\V dalszym ciągu mówiąc o "przedmiocie treści odtwórczej" będzie- 
my mieli na myśli przedmiot w trzeciem z wyróżnionych znaczeń, więc 
przedmiot ,taJki, jaki jest w treści wyobmżony. W tym sensie, gdy so- 
bie wyobrażam }aJkiegoś człowieJ{a jako brodatego, przedmiotem tre- 
ści otdtwbr,ezej jest Iczłowiek brodaty, niezależnie od tego, czy w prze- 
życiu pierwotnem był przedstawiony jako brodaty luh czy jest takim 
w rzeczywis,tości. Stan rzeczy, o który nam tu chodzi, można jeszcze 
ująć w sposób następujący: W ,treści wltórnej dadzą się wy,różnić mo- 
menty, których nor:malnie nie odróżnia Isię od cech pr.zedmiotu (jak 
moment barwy, kształtu, !także brodatości i t. p.) oraz momenty, 
przysługujące treści jako treśei (więc np. jej wyraźność, czas, w któ- 
rym ,się zjawia i t. lP.). Wskazujemy te dwa -rodzaje momentów, po- 
sługując się przykładami, nie próbujemy ich na,tomiast uchwycić 
w definicji. \V roz1ró'Żnieniu tem wzorujemy si
 na R. Ingardell'ie, 
Móry w odniesieniu do różnych rodzajów przedmiotów, a także w od- 
niesieniiU do wyglądów, rozróżnia cechy "zawartości" 'przedmiotu 
resp. wygh!,du od cech, przysługujących danemu przedmiotowi resp. 
wyglądowi "qua" temu przedmiotowi lub wyglądowi 14). Otóż przez 
"przedmiot" treści wtórnej, a tem samem i odtwórczej, rozumiemy 
przedmiot ,posiadający wszelkie momenty, wy.znaczone przez "zawar- 
tość" Itreści w.tórnej, bez wzg,lędu na to, czy ten przedmiot i
tnieje 
czy nie. Z treścią i .tak rozumianego Iprzedmiotu oczywiś,cie identy- 
fi,lwwać nie wolno, gdyż ona zaw,sze iS1tnieje, Iprzedmiot zaś może nie 
istnieć, dalej nie .posiada on cech, ,które treści jako treś'ci przysługują. 
Normalnie zatem jesteśmy świadomi poprzez treści wtórne róż- 
nych od tych treści wtórnych przedmiotów 15). Obraz wtórny nie od- 


14) Por. Essentiulc Fragen, Jahrbuch f. Philos. u. phiinom. Fors('hung VII, 
s. 175 oraz Das literaris('he Kzznstwerlt. Hallc a. S. 1931, s. 120' nn. 
15) Jcst to tczę S. Igla w rozprawi c O przeclmioladł zast{'pczych (odb. 
z Przeglqdu Filozoficznego, 1930'). Zdaniem Igla "obraz wtórny prowadzi świa- 
domość poza sicbic. świadomość nie zatrzymuje się na obrazach wtórnych, lecz 
przez llie stajcmy się świadomi nieobccncgo w danej chwili świata zmysłowego,.. 
Dzięld tej właściwości o b l' a z y w t ó l' n c n a z y wam y p l' Z e d m i o t a- 
ro i z a s t ę p c z e m i". (S. 20' ll.) Igel llazywa przy tern "przedmiotem" wyobra- 
żenia wtórllego nic przedmiot, którego się jest poprzez obraz wtórny świadomym, 
lecz sam obraz wtórny. Podobnic podkreśla L. Blaustcin, żc trcść wyobrażcń 
wtórllych spełnia rolę wygllldu przedmiotu pamieciowcgo resp. fantazyjnic przcd- 
stawionego; zaznacza przytem słusznic, żc przy wyobrażcniach whirnyeh łatwicj
		

/00129.djvu

			123 - 


grywa przytem roli znaku, na podstawie którego wnosi sil,) coś () jego 
przedmiocie, lecz poprzez ten obraz wprost, bez]Jośl'ednio świadomym 
się jest przedmiotu 1"). Obecnej treści (resp. cech jej zawartości) nie 
odróżnia się od strony kiedyś danego przedmiotu. 
Ad 2) Czy jednak każda treść wtórna posiada przedmiot? Odręb- 
nie trzeba sprawę tę omówić dla treści odtwórczych i dla treści wy- 
twórczych, pamiętając przytem, że chodzi tu () treści odtwórcze i wy- 
twórcze w sensie deskryptywnym. Czy zatem nie można w sferze treś- 
ci odtwórczych nastawić się na same treści, nie intendując poprzez nie 


jcst niż przy wyobrażeniach spostrzcgawczych uprzytomnić sobie nici	
			

/00130.djvu

			- 124 


do różnych od nich przedmiotów? 17). Czy np. psycholog, badaj[!cy sto- 
sunek treści odtwórczych do spostrzegawczych, nie jest nastawiony 
na same treści, a nie na różne od nich przedmioty? Odróżnić przytem 
należy nastawienie na treści odtwórcze od nastawienia na kiedyś da- 
ne treści spostrzegawcze (a nie jakieś różne od tych treści spostrze- 
gawczych przedmioty). W nasta.wieniu bowiem na kiedyś dane treści 
spostrzegawcze też odróżnić należy obecną treść wtórną od kiedyś da- 
nego przedmiotu, którym jest w danym wypadku kiedyś przeżyta treść 
. spostrzegawcza. Otóż możliwość nastawienia na treści odtwórcze nie 
jest 'wykluczona; niemniej nawet przy takiem nastawieniu nie znika 
nastawienie naturalne na przedmioty od owych treści różne lS). Mogę 
się skupić na treści, niemniej dany mi jest wtedy również, choć może 
jakoś ubocznie, przedmiot, jak przy nastawieniu na barwę przedmiotu 
dany mi jest równocześnie jej kształt. I dlatego można w określeniu 
treści odtwórczej mówić zawsze o przedmiocie treści, choć może się 
jest niekiedy skupionym również na treści samej. Pamiętać przytem 


glich ist dcl' Erinncrungsvorstcllung dic Gcłtung ulld \Vahrhcit das V crgangcnc 
zu bcdeutcn bcigcsellt." (L c. s. 9; por. tcż Gallingel" l. c. s. 114 n. oraz Roters, 
Die Erinnerung, Arch. f. d. ges. Psychol. LXXXII 1931, s. 543). Bezpośredniość do- 
tyczy - wcdług Volkelta - pewności, a więc jakiegoś przekonania, O jakic prze- 
konanie chodzi Volkeltowi? Zwrot, iż przypomnienie jest bezpośrednill pewno- 
Ścill dawncgo doświadczenia, dopuszcza dwie interpretacje: gdy się będzie rozu- 
miało przez "doświadczellie" przedmioty kiedyś doświadczone - w tcm zna- 
czcniu w następncm zdaniu używa Volkelt tcgo wyrazu - będzic tu cbodziło 
o to, iż bczpośrcdnio pcwnym jest 
i", przedmiotów kicdyś danych czyli że bez- 
pośrednio pcwny jcst sijd przypomicniowy, stwicrdzajijcy kiedyś dany stan rze- 
czy. \V naszej tcrminologji chodziłoby tu o bczpośredniość slldów przypomnicnio- 
wych drugiego rzędu. .Jeśli natomiast przez "doświadczenie" rozumieć będzicmy 
samo doświadczanie przcdmiotów, to w omawianym zwrocie będzie chodziło 
o bczpośrednill pewność przekonania, że przcdmiot był kiedyś doświadczony, da- 
ny, a więc w naszej terminologji o bezpośrednill pewność sijdu przypomnicnio- 
wego picrwszego rzędu. Zgodnie z drugą intcrpretacjij mówi w następnem zdaniu 
\'olkelt o pewności "iż się przcrlstawia właslle, dawniejsze doświadczenic" t. zn. 
o pewności, iż to, co się w przypomnieniu "przcdstawia", było kicdyś dane. Jcśli 
\'olkcltowi chodzi o "bczpośredniość" s"dów PJ"7YIJOmnicniowych pierwszcgo rzę- 
du, to nalcży mu przypisać rację. \V jakim scnsic sijdy te Sil bczpośrcdnie (w na- 
szej tcrminologji wzorowanej na Ajdukiewiczu: pozbawione pośrcdnicgo uZa- 
sadnicnia) była mowa powyżej (
 9). Kwestję bezpośrcdniości sijdów przypomnie- 
niowych drugiego l'zędu poruszymy jcszcze poniżej. 
n) \V sferze treści spostrzegawczych dopuszcza takic nastawienie lla treści 
L. Blaustein, Hllsserlowska nauka o al.cie, treści i przedmiocie przedstawienia. 
Lwów 1928, 

 33, 34. 
1S) \V sprawic tych dwóch możliwych nastawici. por. już Arystotelcsa 
'r.:sp1 /LY'
ll'fj- Y,a.t rJ:Yal'.v
::;zOj(; 450' b.
		

/00131.djvu

			- 125 - 


nale
y, że normalnie zmierza si
 poprzez treść odfwórcz:! do kiedyś da- 
nego przedmiotu lub l{iedyś danej treści, nie od.różnia,;ąc tej treści od 
przedmiotu, do ldórego się zmierza. 
Gdy chodzi o to, czy również treści wytwórcze w sensie desluyp- 
tywnym mają zawsze różny od siebie przedmiot, to stwierdzić należy. 
że często tali bywa. świadczy o tern fakt, że nieraz gotowiśmy sądzić. 
7e przedmiot treści wytwórczej nie istnieje, gdy ona istnieje niewątpli- 
wie (choć oczywiście i przedmiot treści wytwórczej może istnieć). Mo- 
gą jednak istnieć - jak się zdaje - treści wytwórcze w sensie deskryp- 
tywnym, poprzez które już się 
adnego różnego od nich przedmiotu nie 
jest świadomym. Treścią taką będzie np. wytwórcza treŚĆ plamy barw- 
nej, ldóra nie prezentuje żadnego dalszego przedmiotu ani żadnej kie- 
dyś przeżytej plamy barwnej. Przy nastawieniu zatem na treści wy- 
twórcze mogą zmierzać do różnych od nich samych przedmi.otów, ale 
tali być nie musi. W wypadlm, w którym zmierza się do samej treści, 
a nie jest się świadomym poprzez nią jakiegoś różnego od niej przed- 
miotu, rolę przedmiotu spełnia treść sama. 
Po tych uwagach o przedmiocie treści odtwórczej i wytwórczej 
zrozumialszą może stanie się nasza próba olueślenia treści odtwórczej 
w sensie desluyptywnym, jako treści wtórnej, z ldórą się łączy sąd 
przypomnieniowy pierwszego rzędu, że jej przedmiot był kiedyś dany. 
Do tego mniej lub więcej wyraźnego sądu przypomnieniowego pierw- 
szego rzędu o własnych przeszłych przeżyciach, występującego przy 
przypomnieniach w sensie desliryptywnym, sprowadza się owo "rzu- 
towanie własnej osoby w przeszłość", o ldórem się czasem mówi 
w związku z przypomnieniami. \V szystkie treści wtórne, które nie są 
odtwórcze, są wytwórcze w sensie deskryptywnym. Treści odhyórcze 
w sensie desluyptywnym mogą być w sensie genetycznym odtwórcze 
lub wytwórcze, podobnie jak treści wytwórcze w sensie desluyptyw- 
nym mogą być w sensie genetycznym odtwórcze lub wytwórcze 19). 


19) Husscrl ustosunkowuje przypomnicnia i "fautazję", w sposób następu- 
j	
			

/00132.djvu

			- 126 - 


12. Pl'Zedstawienia odtwórcze i ich rodzaJe. Treści odtwórcze peł- 
ni
! - jak wspomnieliśmy - rolę treści prezentującej w pewnych ca- 
łościach przedstawieniowych, które nazywają się "przedstawieniami 
odtwórczemi". Mówimy o "przedstawieniach odtwórczych", a nie-jak 
to się zazwyczaj .czyni - o ,;wyobrażeniach odtwórc'zych", gdyż prze- 
życia, o które nam chodzi, nie zawsze są naoczne. Za Twardowskim 
wyróżniamy mianowicie WŚTód przedstawieil naoczne czyli wyobraże- 
nia i nie naoczne czyli pojęcia 20). Podział ten prowadzi dalej Blaustein, 
który wśród przedstawień naocznych obok spostrzegawczych i wtór- 
nych wyróżnia jeszcze imaginatywne (występujące np. przy ogląda- 
niu obrazów, rzeźb, filmu, sztuki w teatrze), wśród przedstawień 
nienaocznych zaś schematyczne (występujące, gdy np. za pośredni- 
ctwem mapy lub innego schematu myślimy o przedmiocie schematyzo- 
wanym, np. Polsce), symboliczne (występujące, gdy za pośrednictwem 
symbolu, np. Iwści'Otrnpa, myślimy o przedmiocie symbolizowanym, 
śmierci) i sygnitywne (występujące, gdy np. za pośrednictwem wyrazu 
myślimy o przedmiocie oznaczonym 21). Klasyfikacja BIausteina jest 
dolwnana ze względu na dwie zasady podziału: jedną jest rodzaj treś- 
ci prezentującej (czy ona jest pierwotna czy pochodna, z tego punktu 
widzenia odróżnia się przedstawienia spostrzegawcze od wtórnych), 
drugą to, co Blaustein nazywa "stosunkiem treści do przedmiotu" 


treść wytwórczą, więc treść odtwórczą kiedyś wytwórczo wyobrażonego centaura 
i t. p. W tym wypadku nie ustosunkowuje się również przedmiotu przypomnienia 
do czasu przypomnicnia. Sam Husscrl dopuszcza zresztą przypomnienia bez mo- 
meutu tctycznego, skoro piszc: ,,(die) Sctzung kann aufgehoben, ihr kann wi- 
dcrsprochen werden, und dann bleibt immer noch Erinnerung bzw. Erwartung 
ubrig, d. h. wir werden nicht aufhoren, dergleichcn Erinnerung und Erwartung zu 
ncnnen, wcnn wir auch die fruhere bzw. kunftigc Wahrnehmung ais bloss ver- 
meintlich bezeichnen" (l. c. s. 416). W wypadkach tych - jak przyjmuje - kie- 
dyś conajmniej występował momcnt tetyczny. - Odwrotnie znów nieraz przed- 
miotowi treści wytwórczej można przypisać istnienie i ustosunkować go do cza- 
su, w I,tórym jest podmiot; zachodzi to, gdy na podstawie bardzo dokładnego 
opisu jakiegoś np. mało skomplikowanego przedmiotu, którego ja nic widzę, a któ- 
ry opisujc mi osoba oglądająca go, tworzę sobie trcść wytwórczą; jestcm wtedy 
przckonany, że przedmiot mej treści istniejc i to w tcj właśnic chwili, Także 
z trcścią wyhvórCzll, jcśli ona ma charaktcr oczekiwaniowy, może, choć nie musi, 
łączyć się przckonanie lub przypuszczenie, że jej przedmiot będzie istniał i to 
w przyszłości. 
20) K. Twardowski, 'Wyobrażenia i pojecia, Lwów 1898, s. 7 nn. 
21) Por. L. Blaustein, Przedstawienia imaginatywne, Lwów 1930', Przedstawie- 
nia sc11ematyczne i symboliczne. Lwów 1931, oraz O naoczności .;ako właściwości 
niektórych przedstawień. Nie możemy tu już referować szczegółowych analiz po- 
szczcgólnych grup przedstawieiI.
		

/00133.djvu

			- 127 - 


(z tego punktu widzenia wyróżnia się obok przedstawień, zmierzają- 
cych do przedmiotu najbliższego treści prezentującej - przedstawie- 
nia imaginatywne, schematyczne, symboliczne i sygnitywne). Konsek- 
wentniej będzie nie traktować pr,zedsŁawień spostrzegawczych i wtór- 
nych współrzędnie z innemi grupami przedstawień, lecz zmodyfiko- 
wać podział Blausteina w sposób następujący: 
Przedstawienia 


---- 
1. o treści spostrzegawczej 


---- 
2. o treści wtórnej 


------------ 
a) odtwórczej b) wytwórczej 
W każdej zaś z tych grup (1, 2a i 2b) można wyróżnić przedsta- 
wienia bezpośrednie, imaginatywne, schematyczne, symboliczne i syg- 
nitywne. Przedstawienia imaginatywne, schematyczne, symboliczne 
i sygnitywne można przeciwstawić przedstawieniom bezpośrednim - 
jako pośrednie, gdyż zmierza się w nich poprzez t. zw. przedmiot prze- 
chodni ( a więc przedmiot odtwarzający, schemat, symbol albo znak) 
do przedmiotu dalszego. Również wśród przedstawiel1 odtwórczych 
można wyróżnić zatem przedstawienia bezpośrednie (przykładem od- 
twórcze przedstawienie dobrego znaj omego), imaginatywne (przy- 
kładem przedstawienie odtwórcze ldedyś widzianej Venus z Milo), 
schematyczne (przykładem przedstawienie sobie' Tatr za pośrednict- 
wem treści odtwórczej mapy Tatr), symboliczne (przykładem przed- 
stawienie sobie śmierci za pośrednictwem treści .odtwórczej kościo- 
trupa), sygnitywne (przykładem myślenie o wojnie za pośrednictwem 
treści odtwórczej tego wyrazu) 22). 
'Yidzieliśmy, ze na to, by pewna treść wtórna była odtwórcza 
w sensie deskryptywnym jest rzeczą konieczną, by się z nią łączył 
sąd przypomnieniowy pierwszego rzędu, że jej przedmiot był kiedyś 
raz lub więcej razy dany. Powstaje obecnie pytanie, jakie musiały być 
te wymagane przeżycia pierwotne, Otóż musiały to być całości przed- 
stawieniowe, zawierające spostrzegawcze lub wtórne (odtwórcze resp. 
wytwórcze) treści prezentujące. Gdy treść odtwórcza (resp. zawiera- 
jące ją przedstawienie odtwórcze) pełni rolę wymaganego przeżycia 
pierwotnego, jest się nieraz świadomym również przeżycia pierwotne- 


22) Równicż Blaustein zwraca uwagę, że przedmiotem wyobrażeń odtwór- 
czych mogll być np. przedmioty imaginatywne (O naoczności, [(siega Pamiątlwwa, 
s. 126 n.) oraz że treść odtwórcza może pełnić rolę trcści prezentujl;lcej przy przed- 
stawieniach schematycznych i symbolicznych (Przedstawienia schematyczne i sym- 
boliczne, s. 18 nil.).
		

/00134.djvu

			- 128 


go jeszcze przez nią wymaganego. \Varto może zwrócić uwagę, że bar- 
dzo liczne nasze przypomnienia (szczególnie treści odtwórcze) z dzie- 
ciilstwa są przypomnieniami pl'zypomnieI'l dokonal1ych w ciągu życia 
lub też przypomnieniami obrazów wytwórczych, utworzonych na pod- 
stawie opowiadań otoczenia 22). 


c) Sądy przypomnieniowe drugiego rzędu. 
13. Sqdy PJ'zY1JOmnieniowe drufJiego rz{'du, mające rację psy- 
chologicznq w zawartości tre.ki odtwórczej. Przechodz:!c do analizy 
s:!dów przypomnieniowych drugiego rZl;du, zajmiemy sil; przedewszy- 
stl	
			

/00135.djvu

			- 129 


£lu w tych wypadkach, gdy w treści odtwórczej jest dany tyllw pe- 
wien element stanu rzeczy stwierdzonego w sądzie przypomnienio- 
wym, tali, że analiza treści odtwórczej nie uprawniałaby do żywienia 
tego sądu; np. gdy sobie przypominam, że mój znajomy urodził się 
w Warszawie, a zarazem myślę o nim przy pomocy treści odtwórczej. 
W wypadlm tym treść odtwórcza mego znajomego jest czemś "przy- 
padkowem" i mogłaby być łatwo zastąpiona np. przez treść prezentu- 
jącą jaliiegoś wyrazu. Natomiast w wypadkach, kiedy treść odtwórcza 
mogłaby uprawniać do żywienia sądu przypomnieniowego, zazwyczaj 
spełnia ona zarazem rolę racji psychologicznej. W lmżdym razie mo- 
że taka treść odtwórcza wzmocnić "siłę przekonania" w sądzie przy- 
pomnieniowym, dzięki niej stajemy się pewniejsi, gdy tymczasem bez 
niej sąd przypomnieniowy jest .laliby "ślepy". Treść ta "uzurpuje" so- 
bie nieraz rolę racji psychologicznej, czyniąc z sądu nieprzypomnie- 
nimvego sąd przypomnieniowy; np. czytam w dzienniczim moim opis 
zdarzenia, którego byłem świadl	
			

/00136.djvu

			- 130 - 


14. Sqdy pl'zyponmieniowe drugiego rzędu, majqce rację pSycllO- 
logicznq w przypomnieniach pierwszego rzędu. Powstaje obecnie za- 
gadnienie, jaka jest racja psychologiczna sądów przypomnieniowych, 
nie opartych na treści odtwórczej, więc takich sądów przypomnienio- 
wych, jak że Napoleon urodził się w Ajaccio, że w trójkącie prostokąt- 
nym suma kwadratów na przyprostokątniach jest równoważna ln-vad- 
ratowi na przeciwprostokątni itp. Nasuwa się myśl, że są to sądy po- 
średnio uzasadnione, więc że np. racją owego drugiego sądu są pewne 
inne twierdzenia gcometrji, z których twierdzenie Pitagorasa można 
uzyskać. Otóż niewątpliwie są te inne twierdzenia racją logiczną są- 
du nas interesującego; mogą być też jego racją psychologiczną, ale 
wtedy sąd ten nie jest sądem przypomnieniowym, lecz conajwyżej - 
jeśli jego przesłanki sobie przypominamy - wnioskiem z sądów przy- 
pomnieniowych. Czy wobec tego należy uważać, że sądy przypomnie- 
niowe drugiego rzędu wogóle nie mogą być pośrednio uzasadnione, 
w szczególności zaś sądy przypomnieniowe, nie mające swej racji psy- 
chologicznej w treściach odtwórczych, wogóle racji psychologicznej 
poza sobą nie mają? Jak się jednak zdaje, powyższych sądów o Napo- 
leonie itd. - o ile to są sądy przypomnieniowe - nie czulibyśmy się 
uprawnieni wydać, gdybyśmy nie byli przekonani, że ich przedmiot był 
już kiedyś stwierdzony w jaldmś uzasadnionym sądzie. Gdy nas się 
ldoś zapyta, na jakiej podstawie żywimy takie sądy przypomnieniowe, 
normalnie skłonni jesteśmy podać jako rację to, żeśmy się tak "uczy- 
li" lub to, żeśmy sobie dany sąd ..udowodnili" itp. Fakt ten zdawałby 
się wskazywać, że omawiane sądy przypomnieniowe i im podobne ma- 
ją swoją rację psychologiczną, a racją tą są sądy przyponmieniowe 
pierwszego rzędu. które się z niemi łączą. Lepiej wyjdzie to może na 
jaw po przyglądnięciu się następującym dwom sytuacjom: Nieraz się 
zdarza, że usłyszawszy o jakiemś zdarzeniu, którego świadldem kiedyś 
byłem, z początku twierdzę, że sobie danego faktu nie przypominam, 
choć ewent. wierzę, że owo zdarzenie zaszło, jakoże informator jest 
prawdomówny itd.; natomiast gdy w pewnej chwili zacznę wierzyć 
nie dlatego, że informator tak twierdzi, lecz dlatego, że sobie przy- 
pomniałem, iż byłem świadkiem tego zdar.zenia, choćbym nie 
żywił przytem żadnych treści odtwórczych, będę już skłonnym po- 


nieczną, by z sądem przypomnieniowym drugiego rzędu łllczyło się przypomnie- 
nie pierwszego rzędu, że j e g o właśnie przedmiot był kiedyś dany. Bo dla omó- 
wionej teraz grupy slld6w przypomnieniowych drugiego rzędu wystarczy, by ich 
racja psychologiczna leżała w treściach odtwórczych i by żywić sąd przyponinie- 
niowy pierwszego rzędu, że przedmiot owych t l' e Ś c i o d t w Ó l' C Z Y c h 
był kic{\yś dany.
		

/00137.djvu

			- 131 


wiedzieć, że sobie i owo zdarzenie przypomniałem. Powtóre zestawmy 
jakiś żywiony bez pośredniego uzasadnienia, a więc żywiony ze wzglę- 
du na jego "oczywistość", bardziej slwmplikowany sąd aprioryczny, 
z którym się łączy sąd przypomnieniowy pierwszego rzędu, że jego 
przedmiot był już ldedyś stwierdzony, z sądem, uznającym ten sam 
stan rzeczy, lecz przeżywanym jako sąd przypomnieniowy. Np. dwa 
razy przeżywa się sąd, że negacja iloczynu dwóch zdań jest równo- 
waŻI13 sumie negacyj ty,ch 'zdail; oba 'razy przypominamy sobie, że to, 
co w tym sądzie stwierdzamy, było już kiedyś przez nas uznane. Raz 
jednali żywimy ów sąd po zrozumieniu poszczególnych terminów, po 
"wmyśleniu się" w to, o co w tym sądzie chodzi, bez względu na jakieś 
inne przelwnania; wtedy ów sąd nie jest sądem przypomnieniowym, 
lecz jest przeżywany jalw sąd aprioryczny. Na to zaś, by był 
sądem przypomnieniowym, musi nam jako racja psychologiczna słu- 
żyć przypomnienie pierwszego rzędu, żeśmy już kiedyś przedmiot, 
o który chodzi (w tym wypadku pewien stan rzeczy) stwierdzili 
(ewenŁ. stwierdzili w dostatecznie uprawnionym sądzie) ; prawo do ży- 
wienia owego sądu przypomnieniowego musimy czerpać z przypom- 
nienia sytuacji, w której to samo w sposób uzasadniony jużeśmy 
stwierdzili. 
Skłonni zatem jesteśmy uważać, że sądem przypomnienowym dru- 
giego rzędu jest a) jużto sąd, którego racja psychologiczna leży w za- 
wartości treści odtwórczej, b) jużto sąd, ldórego racja psychologicz- 
na leży w towarzyszącem mu 'przypomnieniu pierwszego rzędu, że je- 
go przedmiot był już l	
			

/00138.djvu

			132 - 


nienie pierwszeKo rzędu, że ich przedmiot był kiedyś dany 2G). Pod- 
kreślić przytem należy, że dla tego, czy pewien sąd uważać za przYlJom- 
nieniowy, czy nie - istotną jest tylko sprawa, w czem leży jego racja 
psychologiczna. Natomiast czy "materjał" tego sądu jest też przypom- 
nieniowy, czy też np. został wysunięty w pytaniu dl'ugiej osoby, jest 
dla tego, czy sąd jest przypomnieniowy, rzeczą nieistotną. Nieraz 
przytell1 trudno będzie rozstrzygnąć, w czem leży racja psychologiczna 
pewnego sądu przypomnieniowego i do ldórej z podanych grup on na- 
leży. Pewne sądy przyponmieniowe mają zapewne swoją rację psycho- 
logiczną zarazem w treści odtwórczej i w przypomnieniu, że ich przed- 
miot był już ldedyś sądzony. 
15. Sqdy przypomnieniowe wobec podziału sqdów IW empiryczne 
i aprioryczne. O sądach empirycznych i apriorycznych można mówić 
w różnych znaczeniach; rÓżne te znaczenia możemy tylIw wskazać, 
nie analizując sprawy bliżej. W jednym sensie jest empirycznym sąd, 
którego ostateczna legitymacja w znaczeniu logicznem leży co- 
najmniej taliże w doświadczeniu, sądem apriorycznym zaś sąd, które- 
go ostateczna legitymacja również w znaczeniu logicznem w doświad- 
czeniu zupełnie nie leży. Ten podział sądów jest zupełnie niezależny od 
tego, z jakiem uzasadnieniem w rzeczywistości pewien sąd przeżywa- 
my, jak wygląda sprawa jego racji psychologicznej 27). Otóż - 
jak się zdaje - ze względu na swe logiczne uzasadnienie mogą 
być sądy przyponmieniowe jużto aprioryczne (np. gdy sobie przypo- 
minam jaldeś prawo logiczne) jużto empiryczne (np. gdy sobie przy- 
pominam j aldś fald historyczny). Tyllw sądy przypo111llieniowe 
pierwszego rzędu - jak już o lem była mowa - nigdy nie są aprio- 
ryczne w sensie logicznym. Jeśli chodzi o to, z jakiem uzasadnieniem 
rzeczywiście sądy przeżywamy, możnaby sądy przypomnieniowe, sądy 
spostrzeżeniowe oraz sądy, będące wnioslwmi z tych dwóch rodzajów 


21\) Łatwo może to przyjąć ktoś, kto o racji psychologicznej pewnego sądu 
ty]ko tam będzic mówił, gdzie zupełnie wyrażnie ujmujc si
 zwillzck między owym 
sądem, a jcgo racjll. Gdy my tu jcdnak mówimy o racji psychologicznej, uważa- 
my za wystarczający tald drobny stopicI'l wyraźności, jald np, zachodzi normal- 
nie przy sądzie spostrzcżeniowym, l,tórcmu jalw rację psychologiczną przypisuje 
się pcwną treść spostrzegawczą. - Jeśli się stanie na stanowisku, żc ró\vnieź sądy 
przeżywanc jako aprioryczne nie majll poza sobą uzasadnienia, trzeba będzie 
w określcniu zaznaczyć, że sądy przypomnieniowe ostatnio wymienionej klasy 
nie mogą być przcżywane jako aprioryczne. 
27) O sądach apriorycznych i empirycznych mówi się jeszczc w trzecim sen- 
sic: genetycznym, kiedy chodzi nie o rację logiczną resp. psychologicznll sądu, 
lecz o jego pochodzcnic, genezę, Por. Kotarbiński, Elementy teorii poznania, 
logild formalnei i metodologii nauk, s. 261.
		

/00139.djvu

			- 133 - 


sadów, objąć wspólną nazwą "sądów empirycznych" lub" aposterjo- 
r;cznych" w sensie psychologicznym, oraz przeciwstawić je sądom 
przeżywanym jako aprioryczne. 
Spostrzeżenia (rozumiane jako pewna całość złożona z wyobrażeń 
spostrzegawczych i sądów spostrzeżeniowych) oraz sądy aprioryczne 
normalnie nie zakładają już trafności dalszych jakichś aldów poznmv- 
czych, są one jakby ostateczną instancją poznawczą. Podobnie sądy 
przypomnieniowe pierwszego rzędu; np. sąd przypomnieniowy, że to 
a to widziałem, conajmniej zazwyczaj, nie zakłada trafności jaliiegoś. 
innego poznania, np. jaldegoś dawniejszego spostrzeżenia wewnętrzne- 
go; jest bowiem rzeczą wątpliwą, by introspekcja w sensie specjalne- 
go alitu spostrzeżenia wewnętrznego wyprzedzała zawsze retrospekcję 
oraz by retrospekcja zaIdadała zawsze trafność introspelicji. Na- 
tomiast sądy przypomnieniowe drugiego rzędu zakładają zawsze traf- 
noŚĆ jakichś innych alitów poznawczych. \Vięc sąd przypomnieniowy 
drugiego rzędu, że ldoś był onegdaj tak a nie inaczej ubrany, zakłada 
trafność mego onegdajszego spostrzeżenia. Sąd przypomnieniowy, 
w litórym sobie uprzytamniam twierdzenie Pitagorasa, zaIdada traf- 
ność sądu kiedyś wydanego, kiedy twierdzenie Pitagorasa uznałem na 
podstawie dowodu. Sądy przypomnieniowe drugiego rzędu nie są za- 
tem ostateczną instancją poznawczą. Posługując się nazwami pew- 
nych "władz psychicznych", co może budzić liczne zastrzeżenia, moż- 
naby powiedzieć: Zmysły i rozum są ostatecznemi źródłami poznania; 
pamięć jako dyspozycja do przypomnieli pierwszego rzędu też może 
być ostatecznem źródłem poznania. Pamięć jako dyspozycja do przy- 
pomnieI1 drugiego rzędu jest tylko jakby "pośredniczącem" źródłem 
poznania. Poznanie oparte na zmysłach i na pamięci jalw źródłach 
ostatecznych jest poznaniem empirycznem czyli aposterjorycznem, po- 
znanie oparte na rozumie jalw na źródle ostatecznem jest poznaniem 
apriorycznem. 


d) O g ó l n e u wag i o p r z e ż y c i a c h p r z y p o m n i e- 
n i o w y c h w s e n s i e d e s li r y p t y w n y m. 
16. Przeżycia przypomnieniowe a przeszłość. Tradycyjnym można 
nazwać pogląd, jakoby przypomnienia dotyczyły tylko przeszłości 28). 
Pogląd ten budzi jednak pewne wątpliwości 29). Bo skoro można sobie 


28) Por. już Arystotelesa 7Cept p.vYjp.'tj'= y_al CtvalwqGe(J}'= 449 b. .1 est to też pogll;ld 
potoczny u autorów nowszych i najnowszych, por. np. Uphues, Ober die Erinne- 
rung, s. 35 nn., lub Russcll, Die Analyse des Geistes, Leipzig 1927, s. 234 n. 
2'1) Por. też Gallinger, l. c. s. 51 nn.
		

/00140.djvu

			134 - 


przypanllllec, że w danym raku b y ł a zaćmienie słOIIca, dlaczegO' 
nie mażnaby sabie przypamnieć, że zaćmienie słOIka b ę d z i e w tym 
a w tym raku, jeśli się tylkO' a jednem i drugiem kiedyś dawiedziało'? 
Dla przypamniell jest mianawicie niezbędne, by a ich przedmiatach 
w przeszłaści się wiedziała, myślała itp. Same te przedmiaty magą być 
przeszłe, ale magą być przyszłe, teraźniejsze i pozaczasawe. Pagląd, 
jakoby przypamnienia datyczyły tylkO' przedmiatów przeszłych, ma za- 
pewne swe źródła w mylnem przekananiu, iż przedmiatem przypom- 
nielI mogą być jedynie przedmiaty dawnych spostrzeżeń. ściśle da się 
faldyczny stan rzeczy ująć, gdy się zgadnie z naszemi paprzedniemi 
wywadami razróżni przypamnienia pierwszegO' i drugiegO' rzędu. Bę- 
dzie mażna wtedy pawiedzieć, że tylkO' sądy przypamnieniawe pierw- 
szegO' rzędu datyczą zawsze p r z e s z łaś c i, stwierdzając, że 
się pewną rzecz widziała, coś sądziła itp. Mażna je też uważać za przy- 
pamnienia w n a j w łaś c i w s z y m s e n s i e. Natamiast prze- 
życia przypamnieniawe drugiegO' rzędu nie są pad tym względem zu- 
pełnie agraniczane; mażna sabie w nich więc przypaminać i caś paza- 
czasowegO', jak że sin 2 er + cas 2 er = 1, coś przyszłegO', np. że pewne 
pasiedzenie adbędzie się w danym dniu, jak i caś przeszłegO', np. że Na- 
palean urodził się w Ajaccia. Ta cO' 'przeżywamy jest w wszystkich tych 
sytuacjach tal.: padabne, iż pazbawiane jest padstaw mówienie a przy- 
pamnieniach tylkO' w astatnim wypadlm. Z zagadnieniem, czy tylkO' 
przeszłaść można sabie przypaminać, łączy się jeszcze inny padstawo- 
wy prablemat epistemalagiczny, mianawicie prablemat, czy astatecznie 
wszelkie paznanie przeszłaści musi apierać się na jakichś przypamnie- 
niach. Zagadnienia tegO' w tym związlm amawiać już nie będziemy. 
Pad nieść natamiast należy, że tak jal.: przeżycia przypamnieniawe 
pierwszegO' rzędu datyczą jedynie przeszłych przedmiatów, tak ane 
tyllw wymagają, by ich przedmiot naprawdę istniał. Przedmiaty prze- 
żyć przypamnieniawych drugiegO' rzędu istnieć nie muszą (przykładem 
maże być wierne przedstawienie adtwórcze wytwórcza kiedyś wyabra- 
żanega Zeusa). 
17. Przeżycia JH'zfJpomnieniowe a przypominanie sobie. Obak da- 
tychczasowych padziałów, przeprawadzanych wśród przeżyć przy- 
pamnieniawych w sensie desluyptywnym, mażna przeprawadzić jesz- 
cze jeden padział, dakanany ze względu na spasób, w jal.:i się da przy- 
pamnieil dachadzi. OtO' w pewnych wypadkach występuje przeżycie 
przypamnieniawe pa mniej lub więcej napiętej czynnaści p r z y p 0'- 
m i n a n i a s a b i e, pa pewnym mniej lub więcej silnym \vysiłku 
przypamnienia sabie, kiedyindziej przypamnienie zjawia się bez tej
		

/00141.djvu

			- 135 - 


czynnoScI przypomimmi3 sobie. S 3111 o przez się. Przeżycia pierwszego 
rodz3ju 113zwiemy "z31uicrzoncmi" przeżyci31ni przypomnieniowemi. 
Na istnienie zamierzonych przezyc przypomnieniowych zwraca 
uwagę G. E. Muller :10). Proces dochodzenia do takich przypomnieli 
obejmuje według niego następujące fazy: 1) Punkt wyjścia stanowi 
"przedstawienie wyjściowe" ("Ausgangsvorstellung"). skojarzone - 
zdaniem Mullera - z przedstawieniem szukanem (takiem "przedsta- 
'wienicm wyjściowem" jest np. przedstawienie .,wizualne" osoby. któ- 
rej imię pragniemy sobie przypomnieć). 2) Następnie żywi się "przed- 
stawienia kierunkowe" ("Richtungsvorstellung"), będące mniej lub 
więcej wyraźnem przedstawieniem rodzaju, do którego należy przed- 
miot szukany (takiem "przedstawieniem kierunkowem" jest np. 
przedstawienie dwuzgłoskowego imienia męskiego, jakoże nazwa szu- 
kana jest tego rodzaju imieniem; czasem przedstawienie kierunkowe 
jest mniej wyraźne). Przedstawienie kierunkowe ma - według MiiIle- 
ra - pomóc tendencji do pojawienia się przedstawienia szukanego, 
a przeszkodzić pojawieniu się innych przcdstawiell, skojarzonych 
z przedstawieniem wyjściowem. Nadto by pomóc pojawieniu się przed- 
stawienia szukanego, dokonywamy według Mullera pewnych operacyj 
iJomocniczych jak uzupełnianie lub zmiana przedstawienia wyjścio- 
wego. wypróbowywanie przedstawień konkurencyjnych i t. p. 
Nie wchodząc w bardziej szczegółową analizę tego opisu, który 
naogół - jak się zdaje - jest trafny, można zapytać, czy na żywieniu 
"przedstawienia wyjściowego" i .,kierunkowego". na dokonywaniu 
owych operacyj 'pomocniczych, o których mówi Muller, oraz na ewen- 
tualnem pragnieniu przypomnienia sobie wyczerpuje się stan przy- 
pominania sobie; czy też obok tych przedstawień, operacyj i pragnień 
istnieje jakiś specyficzny stan przypominania sobie, będący - mó- 
wiąc obrazowo - jakiemś "zatapianiem się w siebie dawniejszego". 
"wstawianiem się" lub "wczuwaniem się" w przeszłą sytuację, w której 
się już daną rzecz przeżywało. Stanowisko drugie, choć mniej proste. 
jest jednak - jak się zdaje - w większej zgodzie z doświadczeniem 


30) G. E. J\IuHcr dzicli wszystkic przypomniellia m. i. na: a) intencjonalne, 
gdy przypomnienie pewnego przedmiotu występuje dzięki "intencji" przypomnie- 
nia go sobie, i b) akcydentalne, gdy przypomnienie występuje bez tej "intencji". 
(Zur Analyse der Gedachtnistiitigkeit und des Vorstellungsverlaufes, III, s. 291 nn., 
40'7 nn.). Przypomnicnia pierwszego rodzaju nazywamy "zamierzonemi", a nie 
"intencjonalnemi", gdyż o "intencjonalności" wszelkich przeżyć, a więc i przy- 
pomnień, zwykło się od czasów Brcntany mówić w innym nieco sensie.
		

/00142.djvu

			136 


wewnętrznem. Zaznaczyć przytem należy, że tylko przeżycia 
pOll1nieniowe w sensie deskryptywnym mog
! być wyprzedzane 
tak rozumiany stan przypominania sobie: 31 ). 


przy- 
przez 


Zamierzonym sIldom przypomnicniowym poświęcimy jeszcze parę uwag. SIl- 
dy te mogll być ujęte jako odpowiedzi na pewne pytanią
 choć do rzeczywistego za- 
pytania, cwentualnie sobie samemu postawionego, dojść nie musi. I rzeczywiście to, 
co zamierzamy sobie przypomnieć, wYP,?wiadamy w zdaniach pytajnych zawisłych 
(np.' "zamicrzam sohie przypomnieć, kiedy się urodził Napoleon"). Pytanie przy- 
tem, na które przypomnienie ma być odpowicdzill, może być jużto egzystencjalnc, 
jużto nieegzystcncjalne. Przypatrzmy się bliżcj sytuacji, w której przypomnienie 
ma być odpowicdzill na pytanic nieegzystencjalne, więc sytuacji, w l,tórcj chce- 
my sohie przypomnicć np. w którym roku urodził się Platon albo jakie było praw- 
dziwc imię Platona. \V sytuacjach tych nietylko chce się wydać s ą d, że Platon 
wtedy i wtedy się urodził i że naprawdę tak a nie inaczej się nazywał; na to, by 
ten sąd wydać, trzeba sobie conajmniej niekiedy - jak się zdaje - w innym 
jeszcze sensie OWIl datę lub owo imię przypomnieć. To "pomyślenie sobic" wła- 
ściwej daty lub imienia, to "wypłynięcie ich na powierzchnię świadomości" nie 
jcst tcm samem, co wydanie slldu "Platon urodził się w roku 427", "Prawdziwe 
imk Platona jest Aristoklcs". Gdy pragnę sohie czyjeś imię przypomnicć, prze- 
żywam coś podobncgo do tcgo, co się przcżywa wtcdy, gdy się chce sobic uprzy- 
tomnić jal,ąś treść odtwórczll: i tu pragn/;) przedewszystkicm utworzyć sobie jakiś 
wizualny czy motoryczny "obraz" tego imienia. O tem, żc wtedy, gdy się pragnie 
przypomnieć sobie odpowiedź na pytanic nieegzystencjalne, nie szuka się tylko Sll- 
dów przypomnieniowych, świadczll również środki, któremi się posługujemy dla 
znalezienia szukanego przypomnicnia; szukamy np. wielozgłoskowego imienia 
greckiego, zaczynajIleego się na "A" - a tak się slldu nie szuka. Choć nicwlltpli- 
wie pragnie się wówczas także móc wydać slld, będllcy odpowiedzill na pytanie. 
Powstajc teraz pytanie, do jakiej odmiany przeżyć przypomnicniowych nalcżll owe 
przyponmicnia imion, dat i t. p. Nicraz są to trcści odtwórczc, nicraz jednak, gdy 
nic ohraz nazwy nan1 się nasuwa, lccz wprost szul	
			

/00143.djvu

			- 137 - 


wem, eonajwyzeJ będzie można mieć wątpliwości czy pewne przeżycie 
ma za swą dyspozycję pamięć czy nie. W wątpliwości te jednak wcho- 
dzić nie będziemy. Ale czy tak samo będzie się można zgodzić, że pa- 
mięć jest dyspozycją do przypomnielI w sensie deskryptywnym? 
Z pewnością, jeśli one są zarazem przypomnieniami w sensie gene- 
tycznym. Natomiast słusznie zakwestjonował Gallinger 32) zależność 
od pamięci zupełnie "niewiernych" przypomnielI, które "odtwarzają" 
coś zgoła nieprzeżytego, a więc przypomnielI w sensie deskryptywnym, 
które nie są zarazem przypomnieniami w sensie genetycznym. Skoro 
na to, by przeżyć przypomnienie w sensie deskryptywnym, nie będące 
przypomnieniem w sensie genetycznym, nie jest rzeczą konieczną, by 
przedmiot tego przypomnienia był kiedyś naprawdę dany lub prze- 
żyty - to niewiadomo, jakąby w danej sytuacji była rola pamięci. 
Dlatego skłaniam się do zdania, że przypomnienia w sensie genetycz- 
nym oparte są na pamięci, natomiast przypomnienia w sensie deskryp- 
tywnym mają pamięć za swoją dyspozycję tylko wtedy, o ile są za- 
razem przypomnieniami w sensie genetycznym. 


III. PRZEżYCIA PRZYPOMNIENIOWE A OCZEKIWANIA. 


19. Uwagi wstępne o oczekiwaniach. \V literaturze o przypomnie- 
niach można się od czasów Arystotelesa spotkać z zestawieniem przy- 
pomnień i oczekiwaI1. Zwraca się przytem zazwyczaj mvagę na to, iż 
przypomnienia dotyczą przeszłości a oczekiwania przyszłości 33). Jak 
się zdaje, zestawienie przypomnieli i oczekiwań może rzeczywiście rzu- 
cić pewne światło na naukę o przypomnieniach; w szczególności wy- 
kazują oczekiwania budowę podobną do przeżyć przypomnieniowych, 
w czem można się dopatrzeć potwierdzenia pewnych wyżej podanych 
uwag o przypomnieniach. Zgóry jednak zaznaczyć należy, że wyraz 
"oczekiwanie" jest w mowie potocznej z jeszcze mniejszą precyzją 
używany, niż wyraz "przypomnienie"; ma to swe źródło m. i. wtem, 
że oczekiwaniami nauka mniej się zajmowała niż przypomnieniami. 
To też gdy w dalszym ciągu będę próbował scharakteryzować i zesta- 
wić z przypomnieniami te przyżycia, które mowa potoczna nazywa 
"oczekiwaniami", zapewne nie w każdym szczególe będę z poczuciem 
językowem w zgodzie, choć o jak największą zgodnośĆ będę się starał. 


32) l. c. s. 10' nn. Zasługll Gallingera jest jasne postawienic sprawy stosunku 
l1rzypomnień do pamięci. 
33) Arystoteles powiada wTC8pll-',
.
p.'Ij: "al u.vap.v-tjt;8W: 449 b: 00t8 r"'.p 'Ch !J.znov 
E'ia
z.

a
 p.'r"p.ovs{);:tv.. &.l)...
 EG'tt QQ
aCiL;)V Y.
t 
)
rctł:i'trJV (er"'fl o';;'v 'V.a.t ETI:
G-TytP.Yj 'tt
 E}...'itt'J'tt'Y.
., 

 ,,{).' _, , ' ) " - , . ) ' , "o ','" 
., f.l.1
2p :t'l2
 cpaG
 't"'flY p.av'ttl'.
(iV ., f)')'t8 TOP) r:a..P'J'JTfJ::.. a. ../... rJ.tChJ'"IlG!.C' 'tar)'t.
 'pJ.p 0')'(8 TO 
1 1 . 2 )'/,0'1. fJ6'tE: 
;J "(2vb:J.2VQV Tv(Opf
(jp.2Y., (1.).,,/),. T;J TI:':.I.prJ',ł p.
yr)Y. <.[1 02 p.v.
p.." TO') "r
vop.ŚVO!J.
		

/00144.djvu

			- 138 - 


20. Uczekiwania pierwszego i drugiego J'Zfdu. Przypatrzmy si
 
bliżej jakiejś sytuacji, w której występuje przeżycie oczekiwania. Oto 
jestem we Lwowic na dworcu kolejowym i na podstawie znajomości 
rozkładu jazdy oczekuję, że lada chwila nadjedzie pociąg z Warszawy; 
otóż na to, by przypuszczenie, że nadjedzie pociąg, można było nazwać 
"oczekiwaniem", jest rzeczą konieczną, bym conajmniej niewyraźnie 
zarazem przypuszczał, że się o lem przekonam. Bo gdy np. będąc na 
dworcu we Lwowie przypuszczam, że za chwilę do \Varszawy przyje- 
dzie pociąg ze Lwowa, nie nazwę tego przypuszczenia oczekiwaniem; 
nie przypuszczam bowiem zarazem, że się o' tem dowiem. Tak samo 
nie nazwicmy "oczekiwaniem" przypuszczcnia, że np. za kilka tysięcy 
lat taka a taka kometa pojawi się nad ziemią, nie liczymy bowiem, 
byśmy się mogli o tem przekonać. 
\Vidzimy zatem, że podobnie jak przy przypomnieniach \v sensie 
deskryptywnym również i w zakresie oczekiwaI} należy rozróżnić ocze- 
kiwania 'pierwszego i drugiego rzędu. Oczekiwania pierwszego rzędu są 
zawsze przypuszczeniami lub sądami o własnych przyszłych przeży- 
ciach (więc o tem, żc się to a to zobaczy, o tcm i o tern dowie i t. p.). 
Oczekiwania drugiego rzędu są zaś sądami resp. przypuszczeniami, 
z któremi łączy się w jedną całość oczekiwanie pierwszego rzędu, że 
ich przedmiot będzie kiedyś w jakiemś "sprawdzającem" przeżyciu 
dany; np. oczekiwaniem drugiego rzędu będzie przypuszczenie \....idza 
na meczu piłki nożnej, że dana właśnie drużyna zwycięży; z przypusz- 
czeniem tem łączy się mniej lub więcej wyraźne oczekiwanie pierw- 
szego rzędu, że się o tym wyniku dowie. Przeciwko temu, jalwby 
z oczekiwaniem drugiego rzędu łączyło się zawsze oczekiwanie pierw- 
szego rzędu, zdawałby się przemawiać fakt oczekiwania własnej śmier- 
ci lub zaśnięcia; wszak o tem, że się umrze, nie będzie się można prze- 
konać. Otóż sądzę, że kto naprawdę oczekuje śmierci, myśli zarazem, 
że jej zajście zauważy. Faktycznie jednak oczekiwanie śmierci jest 
bezsensowne - sens ma jedynie przypuszczać, że śmierć na- 
dejdzie, że lada chwila nadejdzie itd. Ewentualnie może się łączyć 
z tem przypuszczeniem - ze względu na wielkie znaczenie, jakie ma 
śmierć dla jednostki - jeszczc moment normalnie przy oczekiwaniu 
występujący, mianowicie n a p i ę c i e. Jak się mianowicie zdaje, 
nie każde przypuszczenie resp. sąd o własnem przyszłem przeżyciu jest 
oczekiwaniem pierwszego rzędu, lecz przypuszczenie lub sąd odzna- 
czający się owem szczególnem napięciem 34). Analogicznie rzecz .się 
ma z oczekiwaniem drugiego rzędu. Napięcie owo ma zapewne swoje 


34) l\Ioment tcn podkrcśla np. Russcll, Mensch und Welt. l'.Iilnchcn 1930'. s. 287.
		

/00145.djvu

			- 139 - 


źródło wtem, i;e jużto to, co przypuszczamy w oczeldwaniach drugie- 
go rzędu, jużto dowiedzenie się o tem przedstawia dla nas wartość do- 
datnią lub ujemną ;J5). Czy ów moment napięcia do definicji oczeki- 
wania wciągnąć, czy nie, jest ostatecznie kwest ją terminologiczną, 
kwest ją, czy w znaczeniu szerszem, czy węższem będziemy brali ter- 
min "oczekiwanie". Sądzę, że się będzie w większej zgodzie z mową 
potoczną, jeśli się ten termin w węższym znaczeniu będzie brało, a za- 
tem jeśli się ów moment napięcia w definicji oczekiwania uwzględni. 
Oczekiwanie pierwszego rzędu podobnie jak przypomnienie pierw- 
szego rzędu jest zawsze sądem twierdzącym; sądy negatywne, że się 
pewnej rzeczy nie widziało, że się tak a tak nigdy nie sądziło itp. są 
wnioskami z tego, że się sobie pewnych przeżyć nie przypomina, same 
zaś sądami przypomnieniowemi nie są; również sądy, że się pewnej 
rzeczy nie zobaczy itp. nie są oczekiwaniami pierwszego rzędu (conaj- 
mniej we właściwym sensie); oczekiwaniem pierwszego rzędu może 
być natomiast s
!d, że się np. dowiem, iż czegoś nie zobaczę itp. Ocze- 
kiwania drugiego rzędu podobnie jak sądy przypomnieniowe drugie- 
go rzędu mogą być zarówno twierdzące jak przeczące; mogę więc np. 
przypomnieć sobie, że Arystoteles nie jest autorem dzieła 7tloP/. 'X,,)(j[J.oo 
jak też w czasie śnieżycy oczekiwać, że pociąg z \Varszawy nie 
przybędzie punktualnie do Lwowa. Sądy będące oczekiwaniami jesz- 
cze częściej niż przypomnienia nie muszą się odznaczać zupeh1ą pew- 
nością, lecz mogą być przypuszczeniami i wątpieniami. Podstawą 
psychologiczną oczekiwania może, choć nie musi być treść wytwórcza 
lub odtwórcza w sensie deskryptywnym :!G). Brak jest analogji między 
przypomnieniami a oczekiwaniami w tern, że sąd przypomnieniowy 
jużto wogóle nie posiada pośredniego uzasadnienia jużto wymaga - 
jak widzieliśmy - specjalnych racyj psychologicznych, gdy tymcza- 
sem sąd, będący oczekiwaniem tak pierwszego jak i drugiego rzędu 
może być w jakikolwiek sposób uzasadniony; pod tym względem ocze- 
kiwania zupełnie nie są ograniczone. 
21. Oczekiwania a przyszłość. Zazwyczaj uważa się, że oczeki- 
wania dotyczą przyszłości i z tego względu 'przeciwstawia się je przy- 


35) Język polski ma specjalny tcrmin na oznacz cni e oczekiwania przcdmiotu, 
który posiada dla oczekującego wartość dodatnią: mówi się wtedy o "s p o d z i e- 
w a n i u s i ę". Uczucia nadziei i ohawy moglj dotyczyć stanów rzeczy oczekiwa- 
nych, ale nie muszą, można bowiem mieć nadzieję i obawiać się, że zajdll stany 
rzcczy, których zajścia - jak się wie - nic będzie. można sprawdzić. 
3G) O "Erwartungsanschauung" mówi Husserl w Vorlesungen zur Phiinome- 
nologie des inneren Zeitbewusstseins, s. 414. O obrazach wtórnych, jako elemcn- 
tach oczckiwania, wspomina Igel w rozprawie O przedmiotach zastcpczych, s. 22.
		

/00146.djvu

			- 140 - 


pomnieniom, jako dotyczącym przeszłości. Jak jednak pogląd, iż 
wszystkie przypomnienia dotyczą przeszłości uznaliśmy za mylny, tak 
też uważamy, że nie wszystkie oczekiwania dotyczą przyszłości. Jedy- 
nie oczekiwania pierwszego rzędu dotyczą zawsze przyszłości, podob- 
nie jak przypomnienia pierwszego rzędu dotyczą zawsze przeszłości. 
Natomiast jak przedmiot przypomnieli drugiego rzędu nie jest ogra- 
niczony do przeszłości, tak i przedmiot oczekiwałi drugiego rzędu nie 
jest związany z przyszłością. Mogę np. oczekiwać, że ktoś spełnia obec- 
nie moje polecenie; czytając książkę historyczną mogę oczekiwać, że 
Napoleon wylwnał pewne posunięcie dyktowane sytuacją; mogę ocze- 
kiwać w czasie matematycznego wykładu, że jakieś twierdzenie mate- 
matyczne jest prawdziwe; w wszystkich tych wypadkach nie oczeku- 
ję czegoś przyszłego. Z te mi oGzekiwaniami łączy się jednak zawsze 
oczekiwanie pierwszego rzędu, że się o tern w p r z y s z łoś c i 
przekonam. I właśnie w tem, że każde oczekiwanie albo jest oczeki- 
waniem pierwszego rzędu albo z oczekiwaniem pierwszego rzędu w jed- 
ną całość się łączy, a każde przypomnienie albo jest przypomnieniem 
pierwszego rzędu albo z przypomnieniem pierwszego rzędu w jedną 
całość się łączy - leży źródło owego poczucia, że przypominając sobie 
patrzę jakby "wstecz", oczekując zaś patrzę jakby "wprzód". Przy 
formułowaniu nieraz napotyka się na opór mowy, gdy się mówi 
o przypomnieniu czeg.oś, co nie jest przeszłe, lub o oczekiwaniu 
czegoś, co nie jest przyszłe. "V przeżyciu niema jednak istotnej 
różnicy między przypomnieniem, że na dzidl wczorajszy przypadły 
urodziny mego znajomego, a przypomnieniem, że na dzieli jutrzej- 
szy przypadną urodziny mego znajomego, jeśli tylko sobie zara- 
zem przypominam, że o jednem i drugiem kiedyś się dowiedziałem; 
między oczekiwaniem, że w jutrzejszym meczu piłki nożnej zwycięży 
drużyna z Kanady, a oczekiwaniem, że w wczorajszym meczu piłki 
nożnej zwyciężyła drużyna z Kanady, jeśli tylko oczekuję zarazem, że 
o jednem i drugiem kiedyś się dowiem. 
22. Pl'Zeżycie sprawdzajqce ]J1'Zy oczekiwaniu. Odpowiednikiem 
przeżycia pierwotnego przy przypomnieniach drugiego rzędu jest 
przeżycie sprawdzające przy oczekiwaniach drugiego rzędu. Gdy UJ}. 
na dworcu kolejowym oczekuję przybycia pociągu, to spostrzeżenie 
nadjeżdżającego pociągu będzie przeżyciem sprawdzającem to oczeki- 
wanie. Przeżycie pierwotne jest jakby punktem wyjścia, umożliwiają- 
cym przypomnienie, przeżycie sprawdzające jest punktem końcowym, 
zamykającym oczekiwanie. Gdy zamiast sprawdzenia zjawia się 
stwierdzenie stanu rzeczy niezgodnego ze stanem rzeczy oczekiwanym, 
łączące się z uczuciem przyjemnem lub ,przykrem, mówimy o przy-
		

/00147.djvu

			- 141 - 


jemnem lub przykrem ,,1' o Z c z a r o w a n i u s i ę". Jak przy przy- 
pomnieniach przeżycie pierwotne jest zawsze lokalizowane w prze- 
szłości, przy pewnych przypomnieniach dokładnie, przy innych mniej 
dokładnie, tak przy oczekiwaniu przeżycie sprawdzające jest lokalizo- 
wane zawsze w przyszłości, przy pewnych oczekiwaniach dokład- 
nie, przy innych mniej dokładnie. Nietylko lokalizacja w cza- 
sie przeżycia pierwotnego i sprawdzającego nie musi być do- 
kładna; również sam przedmiot przeżyć tych nie musi być 
ściśle określony: np. przypominam sobie, że coś ważnego miałem 
komuś zakomunikować, nie wiem już jednak, co to było; lub dziecko 
oczekuje, że Św. Mikołaj przyniesie mu podarunki, nie wie jednak ja- 
kie. Jak przy przypomnieniach w sensie deskryptywnym wymagane 
prze-życie pierwotne mogło naprawdę kiedyindziej zaistnieć, niż w cza- 
sie, w którym się je lokalizowało, lub nawet wogóle nie istnieć, tak sa- 
mo i przeżycie sprawdzające może w innym czasie zajść, niż czas, 
w którym się je lokalizuje, lub nawet wogóle nie zaistnieć. Jak prze- 
życiem pierwotne m przy przypomnieniach drugiego rzędu, tak i prze- 
życiem sprawdzającem przy oczekiwaniach drugiego rzędu nie musi 
być spostrzeżenie, lecz może niem być np. dobrze uzasadniony sąd; 
sprawdzanie stanów rzeczy przeszłych lub pozaczasowych nie może 
nawet polegać na ich spostrzeganiu 37). 


IV. PRZEżYCIA PRZYPOMNIENIOWE A ROZPOZNANIA. 


23. Rozpoznania nie będqce przeżyciami przypomnieniowemi. 
Celem stwierdzenia, jaki stosunek zachodzi między przypomnieniami 
a rozpoznaniami, należy poddać obecnie analizie przeżycia rozpozna- 
nia. Jak zobaczyny, można się spotkać z rozmaitemi odmianami roz- 
poznaJ}, które też w różnych stosunkach pozostają do przeżyć przy- 
pomnieniowych. Zaczniemy od wymienienia kilku przykładów, w któ- 
rych mamy do czynienia z rozpoznaniami, nie będącemi przypomnie- 
niami. Mówimy np. o rozpoznaniu lekarskiem (diagnozie), gdy lekarz 
rozpoznał czyjąś chorobę; mówimy, żeśmy rozpoznali jakieś twier- 
dzenie matematyczne jako identyczne z innem znanem już twierdze- 
niem, choć występuje w odmiennej szaÓe; mówimy, że dzięki bada- 
niom daktyloskopowym rozpoznano w jakimś człowieku dawno po- 
szukiwanego mordercę; mówimy, żeśmy rozpoznali w aktorze, grają- 
cym Hamleta, tego aktora, któregośmy widzieli niegdyś w roli KOlll'a- 


37) Nie zgodziłbym się zatem z Husserlem, który powiada: "Zum \Vesen 
des Erwarteten gehort es, dass es cin Wahrgcnommen - sein - werdendcs ist". 
(Vorl, z. Phiinom. d. inn. Zcitbewusstseins, s. 414).
		

/00148.djvu

			- 142 - 


da z "Dziadów". Mowa potoczna - jak nieraz - tak i w odniesieniu 
do interesujących nas teraz przeżyć pozostawia nas często w niepew- 
ności, czy dane przeżycie' wolno nazwać jeszcze "rozpoznaniem" czy 
nie. Rozstrzygnięcie będzie w takiej sytuacji mniej lub więcej ar- 
bitralne. 
Jak z podanych przykładów widać, rozpoznanie jest zawsze s
!- 
dem (np. że choroba pewnego człowieka to płonica, że pewien czło- 
wiek jest mordercą itp) 38). \V sądzie tym stwierdza się coś o pevmym 
przedmiocie (o chorobie, pewnym człowiewu itp), który nazwiemy 
"przedmiotem rozpoznawanym". To, co się stwierdza w rozpoznaniu 
o przedmiocie rozpoznawanym (więc, że dana choroba to płonica, że 
dany człowiek to morderca), nazywać będziemy "przedmiotem rozpo- 
znania" 39). Przeżycie zaś, w którem jest dany przedmiot rozpoznawa- 
ny, nazwiemy "przeżyciem wyjściowem" rozpoznania (będzie niem np. 
spostrzeżenie człowieka, którego się rozpoznaje jako mordercę). Prze- 
życie wyjściowe nie musi ,być jednak spostrzeżeniem; przedmiot roz- 
poznawany może być również dany w treści odtwórczej (gdy np. mam 
obraz odtwórczy osoby przed chwih! widzianej, lecz wtedy nie roz- 
poznanej, i dopiero teraz rozpoznaję w niej kolegę z lat dziecinnych) 
lub wogóle nienaocznie (gdy np. przedmiotami rozpoznawanemi są ja- 
kieś twierdzenia matematyczne). 
\V śród rozpoznań można rozróżnić ze względu na przedmiot roz- 
poznania dwie grupy: 1) rozpoznania subsumujące, w których się 
stwierdza przynależność jakiegoś przedmiotu do pewnej klasy (np. 
rozpoznanie, że choroba pewnego człowieka to płonica, że pewne zwie- 
rzę oglądane w ogrodzie zoologicznym to hipopotam) i 2) rozpoznania 
identyfikujące, w których stwierdza się tożsamość przedmiotu ro!Zpo- 
znawanego, obecnie w pewien sposób danego, z przedmiotem kiedyś 
danym (np. rozpoznanie, że aktor grający Hamleta jest identyczny 
z tym, którego się kiedyś widziało w roli Konrada, że aresztowany 
właśnie człowiek to długo poszukiwany morderca). 
Ze względu na sposób uzasadnienia można znów wśród rozpo- 
znań rożróżnić: 1) rozpoznania pośrednie, będące wnioskami z innych 
sądów (gdy np. na podstawie stwierdzenia pewnych objawó}v rozpo- 
znaje s,ię u chorego taką właśnie a nie inną chorobę) i 2) rozpoznania 
bezpośrednie, dokonane bez wnioskowania, na podstawie samego wy- 


38) Mowa potoczna nie wyklucza. by "rozpoznaniem" nazywać również ca- 
łość złożoną z tego sądu i przeżycia wyjściowego. 
39) Rozróżnienie przedmiotu rozpoznania i przcdmiotu rozpOZllawanego wzo- 
rOwane jest na rozróżnicniu przedmiotu slldzoncgo i oSlldzanego ("gcurteilter" 
i "bcurtciltcr Gcgcnstand") w IIIeinonga Ober Annahmen.
		

/00149.djvu

			- 143 


glądu przedmiotu rozpoznawanego (gdy np. na podstawie wyglądu 
zwierzęcia odrazu rozpoznajemy w niem hipopotama, nie umiejąc c'za- 
sem nawet podać cech, które tego dowodzą 40). 
Przedmiot, z którym przedmiot rozpoznawany identyfikujemy, 
lub klasa, do której przedmiot rozpoznawany zaliczamy, muszą nam 
już być skądinąd znane. Gdy się np. jakiś uczony spotyka z nowym, 
dotąd nieznanym rodzajem ptaków i nadaje tym ptakom nazwę, to 
owo pierwsze podciągnięcie tych ptaków pod pewien rodzaj nie może 
być nazwane "rozpoznaniem", właśnie dlatego, że ten rodzaj nie był 
rozpoznającemu dotąd znany. Owa znajomość przedmiotu, z którym 
przedmiot rozpoznawany identyfikujemy, albo klasy, do której go za- 
liczamy, jest często mniej lub więcej wyraźne m przypomnieniem (np. 
jakiemś przedstawieniem odtwórczem lub sądem przypomnieniowym) ; 
nieraz jest to też wiedza czysto dyspozycyjna. Ze względu na tę rolę 
przypomniell. uważa się zapewne pamięć za dyspozycją do rozpoznań 
omawianego rodzaju 41). Samo jednak rozpoznanie, w którem się 
stwierdza jakąś identyczność lub zalicza przedmiot do pewnej klasy 
nie Jest przypomnieniem. 
Nie wszy,stkie jednak sądy, w których Istwier.dza się pr.zynależność 
jakiegoś przedmiotu do 'pewnej, znanej sądzącemu, klasy lub tożsa- 
mość j>akiegoś przedmiotu .z IPr.zedmiotem 
iedyś już danym, są 'fQZpO- 
znaniami. Można podać Ipnzyikłady ip>rzeżyć, spełniających te warunki, 
które jednak trudno nazwać "rozpoznaniami". Gdy np. powtarzaJm 
z przekonaniem za le,karzem, który dokonał rozpoznania, i opierając 
się na jego autoryitecie, że pewna osoha ma chorobę, na Iktórą sam kie- 
dyś cierpiałem, 'sąd mój .stwierdza przynależność przcdmiotu do zna- 
nej mi klasy, nie jest jednak .rozpoznaniem, gdy tymcz,asem .sąd leka- 
rza jesteśmy skłonni nazwać "rozpoznaniem"; lub gdy czytam z prze- 
konaniem wiadomość w gazecie, 'że X jest Siprawcą mordu, o .wtórym 
kiedyś już słyszałem, to sąd mój nie jest Tozpozna:niem, choć stwierdza 
tożsamość ,pewnego Iprzedmiotu z przedmiotem, o którym się już kie- 
dyś myślało; "rozpoznaniem" można natomiast nazwać sąd urzędnika, 
Móry na podstawie badali da:kty.Joskopowy,ch .stwierdził ten stan rze- 
czy. JaJk się .zatem zdaje, rozpoznaniami w omawianem obecnie znacze- 


40) Analogiczne rozróżnicnie znajduje się li Offnera. Dos Gediichtnis, III 
Auf). Berlin 1913, s. 120' n. 
41) Natomiast może już dzisiaj uchodzić za rzecz ogólnie znaną i uznanIl, 
żc dojścic do skutku rozpoznania nie wymaga koniecznie przcdtem obrazu od- 
twórczego przcdmiotu, z którym się przedmiot rOZpozllawany identyfikuje i t. p. 
Por. w tcj sprawic np, wywody Abramowskicgo w Badaniach nad pamięcią I 
s. 32. 40',
		

/00150.djvu

			- 144 - 


nin ,są ty,lko talde Isądy, któł'c jużto nie mają pośredniego uzasadnienia 
(rozpoznania bezpośrednie), jużlo oparte są na znajomości przedmio_ 
tu, z ,którym się przedmiot rozpoznawany 'lltożsamia, lub na znajomo_ 
ści ']dasy, do której się ,przedmiot rozpoznawany zalicza; sądy oparte 
więc na autorytecie ,lelkar,za lub gazety, nie mogą być rozpoznaniami. 
Sądów negatywnych, w który'ch się or,zeka, że jakiś przedmiot nie 
należy do pewnej klasy ,lub nie jest identyczny z jakimś kiedyś danym 
przedmiotem, spełniających pozatem inne warul1Il{i sądów rozpozl1a_ 
niowych, naogół nie jest się .skłonnym nazywać "rozpoznaniami", Moż- 
naby się jednak wahać, czy.nie mówić o "rozpoznaniu", gdy np. ktoś, 
mając wy,brać ze zbioru pewien przedmiot, kiedyś mu dany, stwier- 
dza o poszczególny.ch przedmiotach, że nie są Iprzedmiotami szukane- 
mi. Takie "negatywne rozpoznania" mają pewne praktyczne znacze- 
nie, gdy wieJe za tem .przemawia, 'że jakieś !pr.zedmioty ,są ze sobą iden- 
tyczne, lub że jaki.ś przedmiot należy .£1'0 Ipewnej ikilasy. 
"Rozpoznaniami" nazywa się nielkiedy nieotyIko sądy, shvierdza- 
jące identyczność lUlb przynależność jakiegoś ;pr.zc.dmiotu do pewnej 
klasy, lecz ta,kże sądy, stwierdzające pndobieństwo pewnego przedmio- 
tu z k,iedyś danym, o ile spełniają nadto inne warunki, charaktery- 
styczne dla rozpoznali.. My sądów tych nie będziemy zaliczali do roz- 
poznań, .lecz będziemy je uważali ,za odmianę sądów ".porównanio- 
wych", do których zaliczamy sądy, stwierdzające równość, podobień- 
stwo lub różność. 
24. Rozpoznania będqce slJdami przypomnieniowemi pierwszego 
rzędu. Obok rozpoznań, 'Sltwierdzają,cych przynależność .przedmiotu do 
pewne,j Masy, lub tożsamość 'pewnego przedmiotu z J[Jrzedmiotem kie- 
dyś danym, is.tnieje jeszcze inna grupa rozpoznali, ,które nie .są niczem 
innem, jak przypomnieniami pierwszego il"zędu. p.rzypomnienia pierw- 
szego rzędu łączą .się mianowicie w całość nietylko w treściami odtwór- 
czemi i sądami przy,pomnieniowemi, ale np. również z obrazami spo- 
str.zegawczemi (lub sądami, 'które nie są sądami przYPol1l'nieniowe- 
mi) ; zachodzi to ,rup., gdy patrzę na jakiś obraz i nagle sobie przY/Pomi- 
nam: Ależ ja to j,uż kiedyś widziałem! Otóź takie sądy przypomni e- 
niowe pierwszego rzędu, łączące się z przeżyciami nieprzypomnienio- 
wemi, pr.zedewszystkiem z obrazami spostrzegawczemi, nazywa się 
również "rozpoznaniami" 42). Do traktowania tych przypomnień jako 
rozpoznań, przyczynia się zaa.)ewne fakt, iż ,płynne jeist przejście mię- 
dzy takiemi przYIPomnieniami a rozpoznaniami, w MÓirych się stwier- 


42) Przyezem przedmiot obecnego spostrzcżcnia mógł mi być ldedyś dany - 
jak sobie przypominam - w przeżyciu innego rodzaju, mógł się w międzyezasic 
zmicnić i t. d.
		

/00151.djvu

			145 - 


cJ,za tDżsamDść lub !przynależnDść przedmiotu do. klasy. Czasem trudno. 
rDzstr.zygnąć, czy ktDŚ przYPDmina sDbie, że już daną rzecz Dglądał, 
czy też shvie'rdza tDżsamDść między przedmiDtem teraz danym a kie- 
dyś Dglądanym; czy przYPDmina sDbie, że już CDŚ w tym rDdzaju wi- 
dział, czy też stwierdza, że to., CD widzi, należy do. znanego. mu rodzaju. 
VI ,przeżydu 'rzeczy te nieraz się splatają, niemniej sądy: "ja to. już 
oglądalem" i "tD jest identy.czne z :lem, CD ,kiedyś już Dglądałem", mają 
różny seUiS i wymagają DdrębnegD traktDwania; pierwszy to. .sąd przy- 
JJOlllnieniDwy, .drugi sądem rprzYPDmnieniowym nie jest, ChDĆ z sądem 
jakim mDże się łączyć 43). W mDwie pDtDcznej nazywa się "rDzpDzna- 
niem" nie każde iIJrzy.pomnie.nie rpierrwszegD rzędu, łączące się e; Dbra- 
zem s;poS'trzegawczYIll1 i t. p. Gdy np. przy patrzeniu na kDgDŚ, kDgD 
codziennie widuję, ,przy.pDmnę Isabie, że go. wczaraj również widzia- 
łem - nie nazwie się tego. przYPDmnienia "rDzpDznaniem". NatDmiast 
gdy przy patrzeniu na \kDgDŚ, kDgD raz w życiu, ,dawno. spDtkałem, 
przYPDmnę sabie, że go. raz widziałem - nie będzie się już miało. wąt- 
pliwDści, że mDżna tu mówić D "rD
paznaniu". Jeśli zatem dDjście do. 
przYPDmnienia pierwszego. rzędu, h!,cZ
!CegD się ze spDstrzeżeniem, jest 
czynnaś.cią :bardzD łatwą i zwyczajną - nie jest się naDgół ,skłDnnym 
nazywać tego. przypomnienia "rDzpDznaniem". Zdaje mi się, że ze 
względu na to, iż wyraz "rDzpaznanie" i taik oznacza pew:ne sądy, 
stwierdzające identyczność lub przynależno.ść przedmiatu do. klasy, 
wskazanem będzie już przypamnień pierwszego. rzędu, występujących 
w Dmawianych sytuacjach, "rDzpDznaniami" nie nazywać 44). 


43) Te właśllie przypomni cni a picrwszcgo rzędu - o ilc łączll się zc s!w- 
strzcżcniami - ma na myśli zapewne Durr, gdy mówi o "rozpoznaniach": "das 
\Vicdcrcrkenncn ist bloss eine Form dcl' Erinncrung, dicjenige namlich, dic bci 
erncuter \Vahrnehmung eincs Gegenstandcs stattfinden kann, nicht dic Erinnc- 
rung schlechthin". (Erkenntnistheorie, s. 41). - Wł. Witwicki ma - jak się zda- 
je - równicż tcn rodzaj rozpozllań na oku, przyczem nazywa "rozpoznaniem" llie 
samo przypomni cni e pierwszcgo rzędu (slld lolwlizu.illcy w czasie), lecz spostrzc- 
żcnic, które tcn sąd zawiera. \Vśród rozpoznań tcgo typu rozróżnia \Vitwicki roz- 
poznania ogólnc i jcdnostkowc. "Ogólnie rozpoznaję jakiś przcdmiot, gdy spo- 
strzcgłszy go, czuję lub myślę wyraźnie, że coś w tym rodzaju, jak dany przcd- 
miot, kicdyś spotykałcm, ale nic wicm, czy właśni c to samo, co tcraz. Jednostko-:: 
wo rozpoznaję coś, gdy przckonany jestem, żc właśnic tego samego osobnika, tę 
jednostkę spotlwłem już kiedyś dawnicj". (Psychologja. I, s. 288). - Russell prze- 
ciwstawia ten rodzaj rozpoznania rozpoznaniom, w których się "zna llazWę lub 
jakllś własność przedmiotu". (Die Anulyse die Geistes, .5. 212). 
.U) Czcmś innem niż przypomni cni c picrwszcgo rzędu jcst t. zw. "charaktcr 
znaności" lub "wygllld znany" przcdmiotu; tcn charaktcr to pewicn sposób zja- 
wiania sil: przcdmiotu, gdy tymczasem przypomnienie picrwszcgo rzędu jcst pcw- 
nem przckonanicm. Jal, się zdajc, jcst nawct rZCCZIl możliwą, by występował cha- 


10
		

/00152.djvu

			- 146 - 


ZAKOŃCZENIE. 


Zbierzmy Iwrótko ważniejsze wyniki tej rozprawy: Stwierdziliśmy, 
że za ,przeżycia }Hz.YIpomnieniowe uważa się treści odtwórcze, sądy oraz 
supozycje Iprzypomnieniowe, recy,tacje z "pamięci" a może nawet i in- 
ne zjawiska. Mów,i się IJrzytem o przeżyciach przypomnieniowych 
w dwóch sensach: genetycznym i desikrY1ptywnym. Na to, by pewne 
przeżycie był'o przypomnieniowe w sensie genetycznym, jest rzeczą ko- 
nieczną, by jego 'przedmiot był' Ikiedyś w jaki,kolwiek sposób z tej sa- 
mej shony dany, by Iprzedmiot ten był' kiedyś dany w przeżyciu podob- 
nego rodzaju oraz by częś,ciową przyczyną powstania tego przeżycia 
było to, że ,jego przedmiot był' kiedyś dany. Wśród przeżyć przypomnie- 
niowych w sensie deskryptywnym ;wyróżniliśmy przeży.cia pierwszego 
i dl1ugiego rzędu. Przeżycia przypomnieniowe ,pierwszego rzędu są to 
nie mające pośredniego uzasadnienia i nieaprioryczne sądy jednostko- 
we o własnych przeszłych przeżyciach (np. że się pewną rzecz widziało 
lub że siQ w coś wierzył'o). Ł
!czą się one w jedn:! całość z przeżyciami 
przypomnieniowemi drugiego rzędu. Z przeżyć 1Jrzypomnieniowych 
drugiego rzędu omówiliśmy bliżej przedstawienia odtwórcze i sądy 
przypomnieniowe drugiego rzędu. Przedstawienia odtwórcze są to takie 
przedstawienia, w których rolę t. zw. treści prezentującej pełnią treści 
odtwórcze. Przedstawienia odtwórcze mogą być bezpośrednie i pośred- 
nie, naoczne i nienaoczne. Z sądów przypomnieniowych drugiego rzędu 
godne uwagi są dwie grUlpy: sądy, mające rację 'Psychologiczną w za- 
wartości treści odtwórczej (np. Isąd,że ktoś był w pewnej sytuacji 
w czarnem ubraniu, wydany na podstawie obrazu odtwórczego) oraz 
sądy, mah!ce rację Ipsychologiczną w przypomnieniach pierwszego rzę- 
du (np. .sąd, że Napoleon urodził się w Ajaccio, op a rtt y o przypomnie- 
nie, że się tego kiedyś uczyłem). Sądy przypomnieniowe, gdy chodzi 
o ich uzasadnienie Ilogiczne, mogą być aprioryczne lub empiryczne: 
gdy zaś ,chodzi o to, z jakiem uzasadnieniem faktycznie je przeżywamy, 
należy je zaliczyć do sądów empiryczny'ch. Sądy przypomnieniowe 
pierwszego rzędu mogą ewentualnie być ostateczną instancją po- 


raktcr znaności, choć się nic żywi przckonania, że przedmiot, który ma "wygllld 
znany", kiedyś się ogllldało. Zachodziłoby tó np. przy zdemaslwwanej "fausse re- 
connaissance". Tak samo "charakter obcości" lub "wygląd obcy''' przedmiotu jest 
czemś innem, niż przekonani c, że przcdmiot nic był nigdy dallY lub że przedmiot 
zmienił się od czasu, w ldórym się go oglądało, Charakter obcości nie da się też 
sprowadzić do hraku znaności (por. Gambie - Calldns, Die reproduzierte Vnr- 
stellung beim {Viedererkennen lzncl beim Vergleichen, Zeitschrift f. Psychologie, 
32, s. 199 i Keller, Ober den Relwnntheits- IIml Fremdheitseindruck, Zeitschrifl f. 
Psychologie, 96, s. 22).
		

/00153.djvu

			- 147 - 


znawcz;!, s;!dy JI,rzypomnieniowe drug.iego rzędn zakładają zawsze traf- 
ność inny'ch aktów lJoznawczych (np. dawniejszych spostrzeżeń). Nor- 
malnie nważa się pamięć za dyspoz)'lcję do przeżyć przypomnienio- 
wych; w odniesieniu do ,przeżyć przy'pomnieniowy'ch w sensie deskryp- 
tywnym, .które nie ,są zarazem przypomnieniami w sensie genetycznym, 
pogląd ten nie ma uzasadnienia. 
Podobną budowę, jak przeżyda przypomnieniowe, mają oczeki- 
wania. ""śród oczekiwań należy również rozróżnić oczekiwania pierw- 
szego i drugiego rzędu. Oczekiwania 'pierwszego rzędu są to sądy resp. 
przypuszczenia o własny,ch przyszłych Iprzeżyciach (np. że się o czemś 
dowiem, ,przekonam ,i t. ,p.). Również oczekiwania drugiego rzędu są 
sądami resp. przy'puszczeniami. Łą,czą się z niemi oczekiwania pienv- 
szego -rzędu, że to, co sądzimy lub ,przypuszczamy, zobaczymy, że się 
o tern przekonamy i Ił. p. Oczekiwania odznaczają się pewnym szcze- 
gólnym momentem napięeia. Podczas gdy sądy przypomnieniowe 
pierwszego rzędu .dotyczą zawsze przeszł'ości, oczekiwania pierwszego 
rzędu dotyczą Za\ViSze przyszlości. Natomiast zarówno przeżycia przy- 
poumieniowe drugiego rzędu, jak oczekiwania drugiego rzędu, mog:! 
dotyczyć przeszłości, >teraźniejszości, Iprzy.szłości oraz przedmiotów po- 
zaczasowych. 
Z przeżyć, które normalnie nazywa się "rozpoznaniami", tylko 
niektóre są przeżyciami ,przy,pomnieniowemi. Nie są niemi rozpozna- 
nia subsumu,jące, w których się stwierdza przynależność ,jakiegoś 
przedmiotu do pewnej Masy, oraz rozpoznania identyfilkujące, w któ- 
rych się .stwierdza ,tożsamość przedmiotu obecnie danego z kiedyś da- 
nym. Natomiast z ,rozpoznaniem, Iktóre jest sądem przypomnieniowym 
pierwszego rzędu, mamy do czynienia, gdy np. patrzymy na jakiś 
przedmiot i nagle przychodzi nam na myśl, żeśmy ten przedmiot już 
kiedyś widzieli.
		

/00154.djvu

			Studja krytyczne. 


AGOSTINO GEM ELLI I FILOZOFJA NEOSCHOLASTYCZNA. 


AgO'stinO' Gemclli, jcden z wybitlliejszych współczesnych psychO'IO'gów ekspe- 
rymcntalnych, rcldO'r KatO'lickiego Uniwcrsytetu w MedjO'lanie, jest jcdnym z tych, 
którzy w sposób najbardziej skutcczny przyczynili i przyczYlliajll się dO' rO'zwO'ju 
i skO'nsolidO'wallia filozofji llcoscholastyczllej. Zaldadajllc czasO'pismO' filO'zoficzllc 
Rivista di Filosofia NcO' - Scolastica, a późnicj Uniwcrsytet KatO'lield w Medjola- 
nie ze spccjalnym \Vydziałcm dla nauk filozoficznych i grupujllc kO'ło siebie szc- 
reg pracO'wników, stwO'rzył O'n aktywnc ognisko filO'ZO'fji ncO'scholastyczncj, któ- 
remu przez swc ustO'sunkO'wanie dO' filoZO'fji św. TO'masza i dO' zdO'byczy wiedzy 
llO'WO'żytnej, nadał ducha, zapewniajllcegO' prO'dukcyjnO'ść i twórczO'ść pracy, PO'- 
zwalajllcego lla skO'nsO'lidO'wanie filO'ZO'fji neoschO'lastycznej w sPO'sób taki, iż mO'że 
O'na śmiałO' stawić CZO'łO' wrO'gim jej kierunlwm filO'zoficznym. Nicmałą zasługę 
połO'żył też Gemelli dla filO'ZO'fji neO'schO'lastyczncj przez swe O'pracO'wanic tak 
aktualllcgO' zagadnienia stO'sunku filoZO'fji dO' nauki i przez filO'zO'ficzne pogłębi e- 
llie szcregu zdO'byczy biolO'gji i psychO'IO'gji 'współczcsnej l). 
Gcmelli, O'kreślajllc swój sPO'sób zapatrywania na filoZO'fję Św. TO'masza, 
przeciwstawia gO' z jcdnej strO'ny stanO'wislm tych filozofów, l,tórzy uważajll 
św. TO'masza, jakO' "gwiazdę zgasłll", a z drugiej strO'ny stanO'wisku ścisłych tO'mi- 
stów, którzy przyjmujll całkO'wicie jegO' systemat, O'graniczają SWIl działalnO'ść dO' 
interpretacji i pO'pularyzacji jegO' dzieł, którzy llie wahajll się utrzymywać, że filO'- 
zO'fja llie uczYlliła po św. TO'maszu żadnych PO'stępów. Jedni i drudzy są, zda- 
lliem GemellcgO', w błędzie i llależy szukać drO'gi pO'średniej. 
Myśl tę wygłasza Gemelli w dO'bitnych słO'wach, wYPO'wiedzianych na kon- 
gresic filO'zO'ficznym w Ncapolu w r. 19242): "PO'między Św. TO'maszem tych, któ- 
rzy - jak się Gemclli wyraził - tylkO' pO'wtarzajll tO', CO' śW. TO'masz PO'wiedział, 
i którzy uczynili z niegO' mumję, a Św. TO'maszem O'prawców, l,tórzy chcieliby gO' 
uśmicrcić, jest, jal, nam się zdaje, micjsce dla Św. TO'masza tych, którzy wierzll 
w prO'gram wygłO'szO'ny dla rO'zwO'ju kultury przez Marsilio FicinO': u bonO' in 


1) W pracy niniejszej O'pieram się przedewszystkiem na dwóch najnO'wszych 
filO'zO'ficznych ksiażkach Gemellego, a miallowicie na :Il miG contributo alla 'ilo- 
soTla neoscolusticu, MilanO' 1932 i Idee e baltuglie per lu eolturu cultolicu, Milano 
1933. Il mio contributo... jest włO'skiem wydani cm, O'beCllie wydaniem drugiem 
PO'większO'llem, llicmieckiej pracy Gemellego, która ukazała si{' w wydawnictwic 
Die Philosophie dcl' Ge
ellwart in Selbstdarstellungcn, Bd, VII 1929. Idee e but- 
tuglie. .. są zbiO'rcm artykułów, odczytów i przcmówicń reldO'rskich. 
2) P. Il mio contributo, str. 9. Ielee e bultaglie, str. 177-178.
		

/00155.djvu

			149 


bonu11l, t. j. tych, którzy rozpatrujll bieg dzicjów nie jako następowanic po sobie 
przypłYwów i odpływów, nic jako występo'wanic naprzcmian faz konstrukcyjnych 
i dcstrukcyjllych, lccz jako spiralę Goethcgo, jako prawdziwy ruch postępowy, 
w którym nicdorównanie pomiędzy systcmatcm konstrukcyjnym a wymaganiami 
doświadczellia powoduje postępowanic naprzód, przyczem odgrywać mogą rolę 
również i twierdzenia błędne, które póżniej, gdy zostaną poprawione i oczyszczone 
z tego, co w llich było przesadIle i fałszywe, zostanll sharmonizowanc z Philoso- 
nhia perennis" ;{). 
Mając na względzie głoszonll przez sicbic konieczność powrotu do podstawo- 
wych idei śrcdniowicczncj mctafizyki Arystotclesowslw - Tomistycznej (jak rów- 
nicż lwnieczność tcgo by, idllc śladami wieków śrcdnich, szukać oparcia kultury 
w ideologji religijnej, chrześcijańskiej), nazywa Gcmelli swe stanowisko "m c- 
d j c wal i z m e m" ("medioevalismol"). Kładzic jcdnak nacisk lla to, że jego me- 
djewalizm bynajmniej nic wiąże się z zamiarcm zatrzymania się na wielmch śred- 
llich; chce lwrzystać ze zdobyczy wicdzy osillgniętych od w. XIII do naszych cza- 
sów. Badanie nowożytne dostarczyło rozległych wiadomości w dziedzinie zjawisk 
świata przyrody i świata ludzkicgo, pogłębiło poznanie wewnętrznego życia naszej 
jażni, wykazało nicmożllość sprowadzenia myśli do czuć, poddało analizie wolę, 
dopomogło do ujęcia dziejów w ich ograniczonym dynamizmie. Otóż św. Tomasz 
wygłosił wprawdzie w powyższych kwestjach l,ilka zasad płodnych, ale tego 
wszystkicgo nic uczynił, co uczyniło hadanic nowożytne, i uczynić nic m{,gł, gdyż 
w cpocc, w litórcj żył, uwaga i zaintcrcsowanie były zawsze zwrócone ku innym, 
psychologicznie wczcśnicjszym zagadnicniom 4). 
"Nie poświęcamy - mówi Gcmclli 
 nic z istoty tomizmu; llie poświęcamy 
jcdnal, również zdobyczy wieków późniejszych" 5). W myśl powyższych zapatrywali 
głosi Gemelli zasadę, iż należy rozważać filozofję Św. Tomasza w zalcżności od 
wymagań myśli i wiedzy współczesnej 6); Madzie przytem nacisk na to. żc tego 
rodzaju rozważanie filozofji św. Tomasza nic powinno jednak pocillgać za sobll 
dostosowania jcj do nowych zdobyczy, lecz jedynic zasymilowauia przcz nią tego, 
co jest wartościowe w 7dobyczach myśli nowożytncj. 
Takicmu ustosunkowaniu Gcmellego do filozofji 
w. Tomasza odpowiadają 
w zupełności jcgo zapatrywania lla stosunck filozofji do nauki 7). Nawiązujllc do 


3) \V zwiazlm z powyższemi słowami na uwagę zasługuje stanowisko zajęte 
przez Gemellego i grupujących się około niego ncoscholastyków włoskich w kwe- 
stji podziału dzicjów filozofji na cpokę przedlwrtezjańskll, jako epokę zwróconll 
1m przedmiotowi i transcendencji, i na epokę pokartezjai1sl,ą, jalw cpol,ę zwró- 
conll lm podmiotowi i immanencji. Na podział ten nie godzą się oni. Podług nich 
w każdym systcmacic filozoficznym - nie wyłllczajllc systematów, które głoszll 
absolutną immanencję i całkowitą suhjcktywizację rzcczywistości - znajdujemy 
zawszc w tej lub inncj formic trzy idcc, l,tórc wymicnia Kant w djalcktyce trans- 
ccndcntalncj: ja. nie - ja, Bóg. Powołując się na to. żc podmiot. czyli ja. nigdy 
nic lliweczy i nic pochłania przcdmiotu, ani tcż odwrotnie przcdmiot nie niwcczy 
i nie pochłania nigdy podmiotu, utrzymujll oni, że pomiędzy światem filozofji sta- 
rożytnej a światem filozofji nowożytncj nicma nicprzczwyciężalnej antytezy, 
niema walki o byt, a zachodzi tylko rozbieżność w pracy filozoficznej skicrowanej 
Im zdobyciu różnych dziedzin, które tylko jcdna po drugiej mogą być zdobyte. 
P. Ii miG contribzzto, str. 78. 
4) P. li mio contribzzto, str, 97. 
5) Ii mio C'ontribzzto, str. 97. 
G) Idee c battaalie, str. 341. 
7) P. odczyty Gcmcllcgo: Sui raNJodi tra scicn:::a e 'iloso'ia i 1 ral)porli cli 
scien:::e e 'iloso'ia nella storia def pensiero italiano w Idee (' battaolie i artykuł
		

/00156.djvu

			150 - 


tradycji arystotclesowslw - tomistyczncj, przyjmujc Istnicnie harmonijnego 
skoordynowania lJOmiędzy naukami Sl)Ccjalncmi lwnccpcjami filozoficzncmi 
i widzi w filozofji intcgrac,k i intcrprcŁację nauk Przyjmuj c on, ŻC u lJOdstawy 
filozofji i u podstawy nauk tlnvi jCdcll i ten sam proccs myślowy, a mianowicic 
abstrakcja, i że przeto pomiędzy filozofjll a naukami zachodzi różnica nie natury, 
lecz tylko stopnia. \Vidzi on w filozofji naukę o najwyższym stopniu doskonałości. 
Tego rodzaju pogląd prowadzi do uznania jedności wiedzy, ogarniającej za- 
równo wyższe syntczy filozofji, i jak i rezultaty analiz naukowych i harmonijnie 
powillzane teorjc naukowe. 
Z drugicj jcdnak strony Gemclli nic zacicra bynajmnicj, l)ozostając w tcm 
wicrny tradycji arystotelcsowsl{Q - tomistyczncj, granic pomiędzy temi dwiema 
dzicdzinami wicdzy, z których jcdna (nauka spccjalna) oznacza dla lliego bada- 
nie, opis, analizę, Idasyfikację fal,tów, poszukiwallie praw rządzących nimi i ich 
przyczyn najbliższych, a druga (filozof ja) oznacza badanie przyczyn ostatccznych 
i istoty faktów i poznania 8). 
Głosząc taki pogllld, przeciwstawia się Gemelli z jednej strony stanowisku 
tych, którzy jak np. Croce (przypisujący naukom wartość wyłllcznie praktycznll) 
przyjmujll zasadniczll różnorodność (eterogeneita) filozofji i nauki, z drugiej zaś 
strony zwalcza pozytywistycznc stapianic filozofji z naukami. Powołując się na 
to, że ponad badaniami naulwwcmi, skicrowancmi ku wyświctleniu szczcgółów 
wc wszcchświccic, powinniśmy umicścić filozofję, której celcm jest wytłumacze- 
nic wszcchświata za pomocą racyj powszcchnych i koniccznych; powołujllc się na 
to, że wniosld, hipotezy i konstrukcje naukowe muszll być zinterpretowane i sca- 
lone w ogólncj koncepcji wszechświata, że Sil one materjałem, którym posługuje 
się filozof ja, GemclIi uważa, iż należy budować filozofję, któraby się odnawiała 
przy każdym nowym triumfalnym l,roku badania naukowego i któraby dała nam 
ostateczne wytłumaczellic całości znanych zjawisk. W tcj pracy syntetycznej 
i konstrukcyjnc,i starożytna spekulacja metafizyczna da nam idec przewodni c dla 
systematyzacji wiedzy. Uczynić ona to właśnie może, zdanicm GcmelIego, ze 
wzgkdu na swój charal{tcr, stosowni c do którego, rozwiązawszy zagadnienic l,ry- 
tcrjologicznc za pomocą uzasadnicnia dualizmu przcdmiotu i podmiotu, zbiera 
ona dane naukowc, i, pozostawiwszy szczegóły badaniu naukowcmu, zajmujc się 
badanicm racyj powszechnych stawania się w świccie zewnętrzllym i w naszej du- 
szy i lla tej podwójncj drodze dochodzi do ujęcia naj głębszych racyj bytu: poka- 
zuje ona nam początek i koniec bytu niekonieczllego (essere cOlltingentc) i postę- 
pujllc tą drogll, dochodzi do wykazania istnienia Bytu najwyższego (Essere supre- 
mo) i jego rządzenia światem !J). 


GcmclIcgo L'intllizione ed ił concetto nella Neoscoluslica ituliClna w Rivista cli 
Filoso'iu, 1914 Nr. 5. 
8) Następującc słowa Gcmcllcgo dobrzc syntetyzują jcgo zapatr.ywania na 
stosunek filozofji do nauld: "... io ho gia dctto comc intendo i rapporti £Ii 
scicnza e filosofia: c cioe come io sia fedele alIa concezione mediocvale che 
supcra il dissidio di filosofia e di scienza, componendo le particolarita 
dena scienza nell' ulliversalita dei sapcre, e subordinando la conoscenza 
dclIe cause prossime a quella delIe cause ultime, in una parola com e 
io concepisca scienza e filosofia unite nella concezione generale delI' universo in 
rapporti di mutua di pendenza e sal.dezza (il che, e ben e osservarlo per qualche 
critico, non e eonfusione di rapporti o scambio di funzioni o fusione £li compiti)", 
Idee e buttualie, str. 30'5-30'6. 
9) Iclee e battaalie, str. 342-343.
		

/00157.djvu

			151 


Jcśli chccmy zgłębić zagadnicnie stosunku pomiędzy filozof ją a llauką, względ- 
nie naulmmi spccjalncmi, nic powinniśmy, zdanicm Gemellcgo, zadawalniać się 
rozważaniami odcrwancmi, lccz powinniśmy ująć to zagadnienie in concrcto, opic- 
rajllc się na danych konkretnych. Idcę tę wprowadził w życic Gcmelli naprzód 
w dziedzinie biologji, a później w dzicdzinie psychologji, pracujllc w obu tych 
dziedzinach wiedzy laboratoryjnie, jako fachowiec. 
Działalność biologiczna i biologiczno - filozoficzlla Gemcllego znalazła swe 
uwieńczenie w opartej na wynikach współczesnej biologji obronie witalistycznej 
albo, wyraziwszy się dokładniej, hylemorfistycznej teorji istoty życia organicznc- 
go i w obronie polifiletyczncj i krcacjonistycznej teorji powstania i ewolucji ży- 
cia organiczncgo 10). 
Od biologji przeszedł Gcmclli dość prędko do psychologji i obccnie punkt 
cieżlmści jcgo działalności naukowcj znajdujc się w psychologji, razcm z I{jeso- 
wem, z De Sanctis'em i z kilku innymi jest on dzisiaj jcdnym z najwybitniej- 
szych przcdstawicieli psychologji eksperymentalnej wc Włoszcch. Jego działalność 
psychologiczna jest wszcchstronna; dotyczy ona z jednej strony zagadnieli spe- 
cjalnych psychologicznych i nawet psychotechnicznych, a z drugicj zagadnieli naj- 
bardzicj ogólnych. Zatrzymamy się tu tylko na tych zagadnieniach ogólnych. 
Gcmelli uważa psychologję jako naukę s u i g e n e l' i s, autonomicznll, 
posiadającą specjalny swój przcdmiot i spccjalną swą mctodę. Pojmujllc jll fuuk- 
cjonalnic, jako naukę o cZYllnościach psychicznych, o życiu psychicznem 11); tylko 
zc stanowiska funkcjonalnego można uchwycić to, co stanowi cl1arakter podsta- 
wowy życia psychicznego, mianowicie jego jedność. Ze względu lla swój przcd- 
miot zajmuje psychologja, zdaniem Gemellego, w systemie wiedzy miejsce spe- 
cjalne, pomiędzy filozof ją i naukami przyrodniczemi, i więcej niż jakalwlwick 
inna nauka ma ona do czynienia z zagadnieniami filozoficznemi. 
Psychologja nie jest filozofjll; natomiast domaga się uzupełnienia za pomo- 
Cll filozofji; albowiem tak jak i inne nauki stawia ona nas wobec zagaduicli do- 
tyczących racyj ostatccznych, a pozatern tal'że i dlatego, że badani c działalności 
psychiczncj człowicka nasuwa nam zagadnienic poznania. 
Ta działalność psychologiczno - filozoficzna Gemellego znalazła swe UWlcn- 
czcnic w opartem na analizic faktów psychicznych sformułowaniu ogólnej kon- 


10) P. Gemelli: Ii mio contriblIto, str. 39; L'enigma delia vUa e i mzovi 
orizzonti della biolooia, 1914 (l-sze wyd. 190'9 r); L'origine delie specie e la teoria 
deli' evollIzione, 190'8. 
11) Nie godzi sie jcdnak Gcmclli z tymi psychologami, którzy przcciwsta- 
wiają jako wzajemne do siebie antagonistyczne psychologję funkcjonalną i psy- 
chologję strukturalną: "In Wirklichkeit-mówi on-durchdringen sich Struktur- 
und Funktioncnpsychologie wechselseitig und inncrlichts so, wie sich in dcr psy- 
chischcn 'Virklichkcit Inhaltc und Funktioncn verschmcltzen. Dcl' Psycholog e 
kann sich nicht dcm Studium dcr Funl,tionen 1!anz widmcn und das Studium der 
RCWlIsstscinsinhaltc bciscitc lasscl1 odcr um!:"ckehrt, so dass biswcilcn das Iutc- 
rcssc fUr den cinen oder den andercn Gesichtspunkt uberwicgen konntc. 'Venn 
wir abel' unter Psychologie nicht cinc einfachc Bcschreibung von Bewusstseinszu- 
stiinden vcrstchen und cine Auffassung dcs Bewusstscins ablehnen woli en, die es ais 
ein I{aleidoskop betrachtet, durch das die verschiedenen Bewusstseinsinhalte 
zwischcn ihren wechselnden Bindungen in psychischen Komplexen hindurchgehen; 
kurz, wenn wir ein System der Psychologie konstruicrcn und das psychische Le- 
ben in seiner Ganzheit und Scinswcise verstehen woli en, musscn wir unsere Auf- 

crksal11liCit vor allem auf dic Funktioncn richten; das Studium der Bewusstscins- 
mhaUe wird dann allcin Ergiinzungswcrt habcn"; p, A g o s t i n o G e m e 11 i 
w nie Philosophie der Geaemvart in SelbstclarstelllInaen. Bd. VII 1929, str. 46.
		

/00158.djvu

			152 


ccpcji świadomości i wc wnioskach filozoficznych wycillgniętych z tcj konccpcji, 
w szczcgólności wc wniosku o istnicniu duszy substancjalnc.i, 
Opierając się na istnieniu psychizmu podświadomego, opicrajllc się na tcm, 
że życie psychiczne llie jest kockstensywnc zc świadomością, lecz jest bogatsze 
od niej, utrzymuje Gemelli, że świadomość nie jest identyczna z życiem psychicz- 
Ilem, te nie jest ona dla niego konieczna, że nie jest ona jego formIl konieczną. 
"świadomość zatem nie jest formIl, lccz musi ona być uważalla albo jako CZYll- 
IlOŚĆ życia psychicznego, albo jako wytwór, zależnie od tego, czy będziemy rozpa- 
trywać ją z punktu widzenia jcj stawania się, czy też jej zawartości. świadomość 
jest jcdną z czynności życia psychicznego; wytworami jej Sil stany i treści świa- 
domości" 12). Jako cZYllność świadomość jest działalnościll syntctyczną: jest to 
właściwość świadomości, do stwicrdzenia l,tórej doprowadziło Gemellcgo badanie 
ekspcrymentalne, podobni c jak doprowadziło go ono również do stwierdzcnia 
jcdności świadomości i wielości jej stanów i stopni, 
Ta koncepcja świadomości posiada znaczcnic filozoficzne: wyl,azanie ekspe- 
rymentalne jedności świadomości i wykazanie, że świadomość jest działalnościll 
syntetyczną, prowadzi do przyjęcia istnienia duszy substancjalnej; stwierdzellic 
tego że życie l)sychiczne nic jest koekstensywne ze świadomościll eliminuje teorję, 
tkwiącą u podstawy idealizmu; charakter zaś świadomości jako czynności i dzia- 
łalności syntctycznej eliminuje teorję mcchanistyczno - assocjacjonistycznll życia 
psychiczncgo 13). Ta ogólna konccpcja świadomości stanowi najogólnicjszy syn- 
tctyczny wynik pracy psychologicznej i psychologiczno- filozoficznej GemclIego. 
\V spccjalnych swych pracach psychologicznych uwydatnia Gemelli dla róż- 
nych dziedzin życia psychologicznego syntetyczny i finalistyczny charakter czyn- 
ności psychicznych i ich autonomję 14), rozbudowujllc w ten sposób w szczegółach 


12) Ił mio contribzzto, str. 49. 
13) Dodaje jeszcze Gemelli, że w jCgo konccpcji świadomości są zawartc za- 
willzki gnoseologji rcalistycznej, która znajduje, zdanicm jcgo, swc uzasadllienie 
cksperymentalne w badaniach szkoły \Vurzburgskicj nad slldami i lwjęciami; p. Ił 
mjo contrjbzzto, str. 52; por. Gemclli, Lo studio sperimentule deI pensiero e della 
volontU w Rivista di Filosofia Nco - Scolastica, 1911 i 1912. 
14) Na uwagI; zasługuj'c przedcwszystldcm pod tym względem ldlka nowszych 
prac Gemcllego, a mianowicic prace jego o 'wzruszcniach i uczuciach i o charaktc- 
rzc, w których oświetla on zagadnicnie wzrusze11, uczuć i charaktcru pod kilt cm 
widzenia czynnościowo - dynamicznym i finalistycznym, zarówno jak i prace jego 
o postrzeżeniu, w których daje SWIl własną czynnościowo - finalistyczną teorję 
syntezy postrzeżeniowej; por. Gemelli, Introdzzzione allo studio della percezione 
i Ił compurire e lo scompurire dellu 'orma w Controbzzti dei laboratorio di psico- 
logiu e biologia. Serie terza Milano 1928; Emotion.
 et sentiments, i Szzlla natzzra 
e szzlla genesi dei carattere w Contributi dei laboratorio di psicologia. Serie quinta. 
Milano 1931. Szczcgólnie doniosłe znaczcnie posiada tcorja syntezy postrzcżeniowej. 
Teorja ta, ldórll Gemclli rozwinął opicrając się na wynikach własnych swych ba- 
da6 cksperymentalnych i względni c na wYllikach badaiI swych współpracowników, 
przcciwstawia się atomizmowi psychologiczncmu i również w pcwncj micrze za- 
patrywaniom gcstaltystów. Przytocz", tu jej zasadniczll treść, posługując się sło- 
wami Gemellcgo: "Ich binn wcder Anhiinger cincs psychophysischcn Atomismlls 
mówi on - noch teile ich unbeldingt die Auschauungen der "Gestalttheorctiker". 
Meiner Ansicht nach ist die \Vahrnchmung das Ergebnis einer Wahrnehmungs- 
synthese, d. h. die der \Vahrnelunung zugrunde licgenden "Teile" oder "Aspekte" 
bilden ein zasammcnhiingendes "Ganzes"; sie werden zusammen in ihrer innigen 
Beziehung zu einandel' und in demselben Raum wahrgenommen, in dcm die sic 
vcrbindende Gestalt lokalisicrt isL Diese Teile sind, rein phiinomenologisch gese- 
hen, ais "Sil1ncsdatcn" aufzufasscn. Trotz der Ablchnung der lwnstrllktiven Hy- 
pothesen der Gcstalttheoretikcr teilc ich ihrc Anschauung, dass der Grundcharalitcr
		

/00159.djvu

			153 


podstawy pozytwno - psychologicznc dla tcorji filozoficzncj, która widzi źródło 
życia w duszy substancjalnej. Tę duszę substancjalną, w przjmowaniu istnienia 
której widzi on niezbędne filozoficznc uzupełnicnie psychologji, Gemclli pojmuje 
zgodnie z tradycjll arystotelcsowski - tomistyczną, jako formę substancjalną, wska- 
zując w szczcgólności na to, że hylemorfizm lepiej od spirytualizmu kartezjań- 
skiego harmonizuje się z wynikami badań psychologiczno - eksperymelltalnych, wy- 
kazujących zależność czynIlości psychiczllych od cZYllników fizjologicznych, względ- 
nie fizyko - chemicznych 15). 
Przejdżmy tcraz do o c C n y zapatrywań Gemcllcgo. Co się przedcwszystldem 
tyczy ustosunkowania Gcmcllcgo do filozof.ji Św. Tomasza i do wicdzy nowożylnej, 
to jcst rZCCZIl jasną, żc, powinien uznać takowc jako zasadniczo słusznc lmżdy, 
kto przyjmujc podstawowe idcc filozofji św. Tomasza i Ido jcdnoczcśnie zdaje 
sobie sprawę zc wzbogacenia i pogłębi cni a od czasów św. Tomasza naszej wiedzy, 
zarówno wiedzy filozoficzncj, jak wiedzy naukowej specjalnej. 
To, co Gemelli mówi o filozofji św. Tomasza i o konieczności uwzględnienia 
zdobyczy wicdzy nowożytnej, stanowi punld widzenia wspólny jego i grupujllcych 
si
 koło niego ncoscholastyków włoskich. Dla tych ostatnich, tak jak i dla Ge- 
mellcgo, tcn punkt widzcnia słnży za ideę przcwodnią w działalności naukowej. 
\Vprowadzając w życic ten punkt widzenia, zwrócili oni, tak jak i Gcmclli, szcze- 
gólnIl uwagę na badani c filozofji nowożytllcj i współczesnych tcoryi naukowych, 
posiadających znaczcnic filozoficznc 1G). 
\","płynęło to niesłychanie dodatnio na rozwój i ukształtowanie się neoschola- 
styki włoskiej, wyraziwszy się ściślej, neoscholastyld medjolańskiej, ldóra utrzy- 
mując w tcn sposób ożywczy ścisły Iwntakt z filozoUIl nowożytną i ze współczcsną 
myślll naukmvll, może tem skuteczniej krzewić podstawowe zasady filozofji św. 
Tomasza i tcm skuteczniej przcciwstawiać się tal, potężnemu dziś we \Vłoszech 
ncohegeljanizmowi. To przezwyciężanie i zwalczanie neohegeljallizmu włoskiego 
stanm\i właśnie jcdcn z rysów charaktcrystycznych ncoscholastyki medjolańskiej, 


der "'ahrnchmuug in ihrcm "Gcstaltclscin" hcstcht; sic ist cinc "anschaulichc 
Organisation", d. h. cin cinheitlichcs Ganzcs, das aus eincr Vielheit von Sinnesda- 
ten hervorgcgangcn ist. Die so anschaulichen Organisationen sind uns immcr mit 
ganz bestimmten Bedcutungen gegcben, vcrm5ge deren wir es bei dcn \Vahrnchmun- 
gen immcr mit ..Gegenstiindcn" (in phiinomenologischen Sinn) zu tun haben. Der 
Bedeutungsgehalt der \Vahrnehmung macht erst das ..Ding" - und Ganzheitser- 
lebnis m5glich. Dieses Ganze ist einer nachtriiglichen Analyse durchaus zugiin- 
glich"; p. Agostino Gemclli w Die Philosophie d'er Gegenwart in Selbstdarsteliun- 
gen, str, 49. Gemelli przyjmuje, że przy syntezie postrzeżeniowej w grę wchodzą 
na
tępującc prawa: 1) prawo najmnicjszego środka; 2) prawo względncj autono- 
mJI funkcjonalncj poszczcgólnych elemcutów postrzcżcnia; 3) prawo zjcdnoczenia 

unkcjonalnego i scalającego elcmcntu postrzcżcnia; 4) prawo charakteru "okrc- 
sloncgo" postrzcżcnia; 5) prawo poprawiania danych zmysłowych; 6) prawo ce- 
lowości organizacji intuicYjnej i znaczenia "przcdmiotów" postrzcżcnia. P. Gemelli 

nt,rodllzione alio studio delia percezione, str. 272 i nast. Powyższe prawa dobitnie 
sWladczll o charakterzc finalistycznym syntezy postrzeżcniowej. 
15) Gemelli, In tema di psico'isica, w Rivista cli Filoso'ia Neo - Scolastica, 
1913. 
lG) \Vymienić tu nalcży na picrwszcm miejscu E. ChioccheŁti'ego, autora cen- 
nych ksillżek o filozofji Benedetto Crocc i Giovanni Gentile, i F. Olgiati'ego, autora 
Szcregu cennych książeli, między inncmi o filozofji Bergsona, J. Roycc'a, Berke- 
ley'a i Leibniza; tcorjami współczesncj fizyld zajmuje się ex profcsso P. Rossi 
IV s\\ych art.ykułach w Ril1ista cli Filoso'ia Neo - Scolastica.
		

/00160.djvu

			15-1 - 


którcj przcdstawiciele dobrze zdają sobic sprawę z tcgo, żc głównym ich pl"zeciw- 
nikicm jcst obccnic ncohcgcljanizm włoski 17). 
Przejdżmy teraz do zagadnicnia stosunku filozofji do nauki. GcmcUi formu- 
łuje SWIl lwncepc.ię łączllc jll z tradycyjną tomistycznll teorją pojęć, uznającą tylko 
pojęcia oderwane. Można jednak obok pojęć oderwanych, którym się przypisuje 
wartość poznawczIl18), uznać również pojęcia konkretne 19), a llie zmieni to w ni- 
czem wartości podstawowych tez Gemellego. Jednorodność filozofji i nauk znaj- 
dzie wtedy swój wyraz z jedncj strony w tern, że się przyjmie, że zarówno filo- 
zofja jak nauki zmierzają do poznania i ujęcia tego co jcst ogólne, a w pewnych 
wypadJwch i do poznania i ujęcie bytów i stanów rzcczy indywidualnych, z dru- 
giej zaś strony znajdzie ona swój wyraz w tcm, ŻC poznanic, zdobytc przcz filo- 
zofję zarówno jaJ, i poznani c zdobytc przcz nauld będzic, jedno i drugic, wYI"ażonc 
w pojęciach oderwanych i w pojęciach konkrctnych. Tylko treść pojęć odcrwanych 
i pojęć konkrctnych, wyrażajllcych poznanie filozoficzlle będzic sięgać dalej i głę- 
biej, niż treść pojęc oderwanych i pojęć konkretnych, wyrażających poznanie 
naUKowe. 


17) Pomimo tego antagonizmu w stosunIm do neohegclianizmu ,vłoskiuto 
nie wahają się uznać neoscholastycy mcdjolałiscy zasłu!i, ldórc położył neohegc- 
l.ianizm włosId w zwalczaniu pozytywizmu, a jcden z nich. E. Chiocchetti, uczynił, 
ulegając wpływowi Croccgo, nadzwyczaj śmiałą próbę przeszczcpicnia na grunt 
filozofji tomistycznej nicktórych tcz tak odbicgających od tradycyjnych zapatI-y- 
wai1 tomistów, jak teorja powszcchnilm konJ,rctncgo i negacja wartości teorctycz- 
nej pojęć oderwanych, którym przypisuje on wyłącznie wartość praktyczną, uty- 
litarną. Pr{,ba Chiocchetti'ego spotkała się na ogół z silnym sprzeciwcm ze strony 
neoscholastyl,ów medjolańskich. Stanowisko pośredniczące, unikające wszelkiej 
jednostronności, zajął F. Olgiati, który razem z Chiocchettim należy do najwybit- 
niejszych przedstawicieli llcoscholastyki mcdjolailsJdej. \V przeciwieństwie do 
Chiocchetti'ego uznaje wprawdzie Olgiati wartość poznawczą pojęcia oderwanego, 
ale z drugicj strony zbliża się on do stanowiska Chiocchetti'ego, przyjmując po- 
jęcic konkretne i widząc w takowem formę poznawczą, dajllcll nam powszechność 
konkretną i odzwierciadlająell organiczność wszechświata, którą Olgiati przyj- 
mujc razcm z Chiocchcttim; inncmi słowy razcm z Chiocchcttim uznaje Olgiati 
powszechnik lwnkretny; p. E. Chiocchctti, La Filo.
o'ia di Benecletto Croce w Riv. 
di Filoso'ia Neo - Scolastica, 1912-1914), (artyJmły Chiocchctti'cgo zostały }JÓŹ- 
niej wydanc jako książki) i F. Olgiati, La Filoso'ia di Enrico Beryson, 1914, 
str. 20'8 i nast., gdzie się znajduje tekst odczytu Chiocchctti'ego na temat stosunJm 
filozofji do nauld. Por. Croce, Loyica come scienza deI concetto PUTO, 1929. 
18) \V zwillzJ,u z przypisywaniem pojęciom oderwanym wyłllcznie wartości 
praktycznej i ulegajllc wpływowi Crocego, głosi Chiocchetti, w przcciwielistwic do 
Gcmellego, tezę różnorodności (etcrogeneit1t) pomiędzy uogólnicniami naukowcmi 
a poznanicm filozoficzncm, wyrażającem się w powszechniku konluetnym; filo- 
zofję utożsamia on z historją. 
19) Przyjmując istnicnic pojęć konlu"ctnych i wartość poznawczll pojęć oder- 
wanycb, zgodzę się z Olgiatim, gdy poddajllc occnic stanowisko Chiocchctti'cgo, 
mówi on: "Slldzę, żc jcśli nic można przyznać racji Chiocchetti'cmu wtedy, gdy 
przcczy (t. j. gdy odrzuca wartość poznawczll pojęć oderwanych), to można zgo- 
dzić się z tem, co twierdzi on. Innemi słowy należy przyjllć charaktcr poznawczy 
pojęcia konkretnego, którc odzwierciadla organiczność rzeczywistości. Przedstawie- 
nie intuicyjne daje llam formę więcej elementanw poznania, daje ono llam to, CO 
jcst indywidualne, Pojęcie, które powstaje w zwillzku z przedstawieniem, daje 
nam powszechność konkretnIl. Oto co mam na myśli: przedstawienie daje mi danll 
istotę ŻYWIl; pojęcie daje mi "życie", jednak nie, albo raczej, nietylko "życie", jako 
uogólllienie oderwane, jalw pojęcic ogólne, lecz życic konkretne, takic, jaldem jest 
ono w dancj istocie żywcj, jako coś, co nie dajc się odłączyć od całcgo poprzed- 
nicgo życia konl(rctncgo, od warunków i od dziejów całości (1. c., str. 232).
		

/00161.djvu

			155 - 


Pozostają jcszczc do oc cny zapatrywania Gcmellcgo, dotyczącc dzicdziny bio- 
logiczncj i psychologicznej. Godząc się zasadniczo z takowcmi, zaZllaczę przcdc- 
wszystkiem, że Gcmclli bardzo trafni c uwydatnia charaktcr aktywny i syntctycz- 
ny świadomości z szercgiem innych współczesnych psychologów, przyczynia się 
do ostatccznego przezwyciężenia psychologji mechanistyczno - atomistyczncj i do 
podważenia stanowiska tych, którzy, jak to czyni Driesch, pojmują świadomość 
pasywistycznie. Z punktu widzcnia filozoficznego zasługuje na szczególną uWagę 
związanie tcorji świadomości Gemcllego z substancjalizmem, wbrcw stanowisku 
tych psychologów, którzy narówni z nim uznając aktywność i syntetyczność świa- 
domości, wzbraniają się jednak uczynić dalszego kroku ku przyjęciu istnicnia du- 

zy substancjalncj. 
Charakter finalistyczny działalności syntetyczncj świadomości; podporząd- 
kowanie właściwości i przejawów świadomości ogólncmu planowi; wytwarza- 
nie przcz siebie, dzięki wzajemnemu uzupełnienieniu się, harmonijnej, charakte- 
rystycznej całości; element tożsamości osobowej stanowiący ośrodek i moment 
istotny jedności świadomości i podstawę jednoczenia od wewnątrz wielości, czyn- 
nOści i przejawów w jcdności świadomości, - wszystko to, jak myślę, możemy 
wytłumaczyć wtcdy tylko, gdy przyjmiemy, że u źródła jcdności świadomości 
i syntetyzmu jej działalności tkwi jakiś scalający i kicrowniczy picrwiastck, który 
jcst czcmś jcdncm w swcj istocic; takim zaś picrwiastkicm możc być tylko du- 
sza substancjalna. 
Gemclli bcz wahania przyjmujc pojęcie picrwiastka życiowego i duszy sub- 
stancjalnej jako wyraz ostateczny swego filozoficznego pogłębienia biologji i psy- 
chologji, formułuje hylemorfistyczną koncepcję życia organiczncgo i psychicznego. 
Czyni on to w ścisłym związku z analizą zdobyczy wiedzy współczesnej i ze 
współczesną proi>lematyką biologiczno- i psychologiczno - filozoficzną; dzięki te- 
mu głoszone przez niego tradycyjne idee tomistycznej filozofji życia organiczne- 
go i psychicznego nie posiadają charaktcru przeżytku przcszłości, sztucznic za- 
szczepioncgo na tercnic wiedzy współczesnej, lecz uIlazują się nam jako coś pcł- 
nego aktualności i żywotności. 


Bohdan Rutkiewiez. 


NOWA METAFIZYKA. 


JOH.V MC T.łGG.1RT ELLIS MC TAGGA.RT: THE NATURE OF EXISTENCE. 
Cambridgc University, Prcss 1921-27. - G. LOWES DICKLVSON: lIIC TAGGART. 
Cambridgc Univcrsity, Prcss 1931. 
\V ciągu cztcrdzicstu lat od 1886-go r. do 1926-go Trinity Collcgc w Cambridge 
miało najprzód jako studenta, potcm od 1891 jalw f e l l o w, a od 1897-go r. 
jako profcsora jedncgo z najwięcej oryginalnych ludzi ostatniego poIwlcnia, ktÓ- 
rego pełne nazwisko brzmiało John Mc Taggart Ellis ;Uc Taggart. 
Dla licznych przyjaciół swoich był on Jack, w historji filozofji pozostanie 
znanym jako Mc Taggart. Pochodził po ojcu zarówno jak i po matce z rodziny 
Ellisów, ziemian z \Viltshire, którzy w XVIII-m wieku zajęli się zamorskim han- 
dlem, a w XIX-m widm wydali znakomitych prawników, wśród których zarówno 
Ojcicc jak i dziadek filozofa się odznaczyli, i obaj od 1834 do 1861-go r. wydawali 
Powszechnic znane sprawozdania z królewskiego trybunału (Quccns Bcnch).
		

/00162.djvu

			- 156 - 


Jack urodził się 3-go wrzesnJa 1866 r. w Londynie z matki, która była bliską 
kuzynką ojca jego. Miała ona bezdzietnego wuja Mc Taggarta, który zllaczny swój 
majątek przckazał jcj mężowi, pod warunkicm przyjęcia nazwiska Mc Taggart. 
Ojcicc filozofa umarł w 1870'-m, i młody Jack od 5-go roku życia był wychowy- 
wany przez matkę nicwierzącą, tak, że chłopiec już w dzieciństwie ze szkoły 
w Weybridge został wydalony za jawnie wyznawany ateizm; potcm był w dwóch 
innych szkołach i stale odmawiał udziału w grach i sportach koleżeńskich, ale 
rychło zwrócił uwagę nauczycieli i kolegów bystrości!.! umysłu na zebraniach dy- 
skusyjnych. Był zaciętym rcpublikaninem, i gdy się zdarzył zamach na królow
 
Wiktorję, wyraził żal, że się zamach nie udał. Wywołało to sąd kolcżeński, na któ- 
rym oskarżony wprowadził sędziów w taki kłopot swcmi pytaniami, żc nie śmieli 
go surowo karać. Skazali go jcdnak na bicie ręcznikami, co było raczej symboleln 
potępienia, niż dotkliwą karą. 
Jack został nagrodzony za pocmat o Cromwellu. a gdy musiał uczęszczać na 
kazania szkolne, streszczał je w sonetach. 
Sława jego dowcipu i intcligencji tak się szerzyła, że gdy ukończył szkołę 
średnią w Clifton i miał wstllpić do Trinity College w Cambridge. prezydcnt kol- 
legjum tejże nazwy \V Oxfordzie, napisał list do pani Mc Taggart, namawiając ją; 
żeby syna oddała do Oxfordu, obiccując, że lla zasadzic wypracowali ze szkoły 
śrcdnicj otrzyma stypcndjum. Jednak tradycją w rodzinie Ellisów w ciągu Idlku 
polwlcil były studja w Cambridgl', i to w Trinity Collcgc, więc ponętna i zaszczyt- 
na dla chłopca propozycja została odrzucona, i Jack wstąpił do Trinity Collcge 
w Cambrodge w 1886. Pozostał w ścisłym związku z tcm kollegjum przez czter- 
dzicści lat aż do śmierci. Już po dwóch latach zdał świetnie egzaminy i otrzymał 
stopień, a trzy lata póżniej w 1891-m roku został f e l I o w, czyli czynnym 
członkiem tcgoż Trinity College. 
Tymczasem już w 1890'-m r. matka jego dla zdrowia młodszego SYlla prze- 
niosła się do Nowej Zelandji, i Jack w 1892-m r. jako fcllow Trillity Collegc wy- 
brał się do Indji i do Nowej Zclandji, gdzie cały rok spędził. W ciągu tcj podróży 
poznał Miss Bird, liŁórą miał w siedem lat późlliej pośluhić. Po powrocic do Cam- 
bridge w pażdz. 1893 zaczął wydawać swe krytycznc studja o Heglu, a gdy został 
profcsorcm w 1897-m l'. przedsięwziął po roku wykładów drugą podróż do Nowej 
Zelandji w 1898-m roku, zaręczył się w styczniu 1899-m r., poślubił swoją llarZC- 
czonll w sierpniu, a w paździcrniku 1899-go r. wrócił z żoną do Cambridge. 
W dalszym cillgu spędzał większą część czasu swego w Kollegjum. Tam pra- 
cował i spożywał wieczorem z kolegami obiady, l)odczas gdy żona miała swoją 
pracę społeczną i zajmowała się więźniami. Brał nadzwyczaj ezynny udział w spra- 
wach kollcgjum, nawet fillansowych, i był niczluierllic sumicnnylu nauczycielem, 
nie żałujllc czasu lla wytłumaczcnie nastręezających się trudności filozoficznych 
swoim słuchaczom; miewał tcż popularne wykłady o klasyfikacji poględów na 
świat dla szcrszej publiczności. Był dowcipnym biesiadnikiem, lubił smaeZlle jad- 
ło i dobre wina, i miał nadzwyczajne przywiązanie do swego kollegjum. Pedan
 
tycznic przestrzegał tradycji i obyczajów i pod tym względem był konserwatystą, 
choć skądinlld miał skłonność do pewnego radykalizmu, szczególniej co do równo- 
uprawnienia kobiet i wolnego handlu. Odznaczał się nadzwyczajną wiernością 
w przyjażni i zapałem do zawierania nowych przyjaźni. Małżeilstwa przyjaciół 
lub przyjaciółek nie oddalały ich od Jacka, gdyż zawsze pozyskiwał przyjaźń żon 
swoich przyjaciM i mężów swoich przyjaciółek. \Vierzył, że każda l)rzyjaźń praw-
		

/00163.djvu

			157 - 


dziwa jest wielmistą i żc każdy z nas w ciągu wieków po przez liczne żywoty spo- 
tyka tych samych przyjaciół, i zyslmje coraz to nowych, z którymi już na zawsze 
pozostaje w związku. 
Jack był doskonałym przyjacielem, i znaczną część czasu poświęcał na listy 
do przyjaciół. A przyjaciół miał nietylko wśród żywych ludzi, których spotykał, 
lecz także wśród postaci poznawanych z literatury, gdyż był namiętnym czytelni- 
kiem powieści. Szczególnie postacie z powieści Dickensa darzył swą przyjaźnil.!, 
i z upodobaniem wielokrotnie odczytywał dotyczące tych osób charakterystyczne 
ustępy. 
Dziwny tcn człowicl
, namiętnie łaknący poznania rzeczywistości, w młodości 
był pod przeważnym wpływcm l\Jilla i Spcncera a potem Hcgla, o którym napisał 
trzy tomy. Dopiero w ostatnich latach życia usiłował sformułować własny pogląd 
na świat w wielkiem dwutomowem dziele o naturze istnienia. Spotykamy tu tak 
szerokie pojęcie substancji, jakiego nigdy przedtem żaden filozof nie ważyłby się 
proponować. 
Substancją dla Mc Taggarta jest nietylko każda rzecz, ale i każde zdarzenie, 
o ile ma przymioty i stosunki. Więc dusze są substancjami, ale także poszczególnc 
zdarzcnia w świccie materjalnym, np. - wyraźnie przytoczone: każde kichnięcie. 
.Mc Taggart unika konkretnych przykładów i posługuje się prawic wyłącznie 
algebraiczncmi symbolami, które ol,reśla literami alfabetu. Oto próbka tcgo za- 
wiłcgo stylu: (t. Istr. 112). "Przypuśćmy, że X, y i Z wyobrażają całą nieslwil- 
czoną ilość przymiotów posiadanych przcz jakl.!ś substancję A, wkluczajl.!c i te, 
które pochodzI.! od stosunków, w których A się znajduje. Każdy z tych przymio- 
tów może się zdarzyć też w innych substancjach, ale o ile chodzi o to szczególne 
przytrafienie się tych przymiotów, istnieją one tylko jako przymioty substancji 
A. Jeśli teraz się zapytamy, czem jest Pi, to zupełną odpowiedż osiągnięmy okr'eś- 
lając naturę A, która się składa z przymiotów tej substaneji. X, Y i Z są uważanc 
jako zupełne ich wyliczenie, więc naturą A są X, Y i Z. 
Przypuśćmy, żc jakickolwick przymioty ulegną zmianie przez dodanic, odję- 
cie, lub zastąpienie czegoś, tak, że zupełne wyliezenic byłoby wyobrażonc jako 
W, X, Y, Z lub X, Y lub W, X, Y. 
Wtedy natura substancji, któraby miała takie przymioty, różniłaby się od 
natury A, więc dana substancja nie byłaby A. Ale wszystko co wiedzicliśmy o tern 
szczególnem zdarzeniu się X, Y i Z, o którcm mówimy, to było to, że się zda- 
rzyły w A. 
A gdyby nie było A, tylko coś innego, np. B., to fakt, że te przymioty zdarzy- 
ły się w A, nie daje nam racji do twierdzcnia, że się zdarzą w B. Więc jcśliby je- 
den z przymiotów A był nicobccny, to nie byłoby racji twicrdzić, że innc przy- 
mioty byłyby obccne. 'V tcj różnej substancji B, która zastępujc A, przymioty X 
i Y mogłyby się zdarzyć, przynajmniej nic nic wiemy, coby temu przeczyło, po- 
mimo nicobecności Z, lub obccności 'V. Ale to jest możliwem w ten sam sposób, 
w jaki S i T, U i V lub jakickolwiek innc przymioty, (między którymi nic zacho- 
dzi wewnętrzna niezgodność) mogłyby się zdarzyć. 
Jeśli jakakolwieI, część natury A znika, to znika cała natura A. Substancja, 
która zastępuje A, mogłaby mieć pewne przymioty wspólne z A, podobnie jak ja- 
kakolwiek inna substancja mogłaby micć pewne przymioty wspólne z A. Ale nie 
mamy prawa odjąć Z i twierdzić, że skorośmy odjęli tylko Z, a niema wewnętrznej 
konieczności, żpby Z wynilmło z X i Y, to X i Y mogą pozostać. Przez odjęcic Z 
zniszczyliśmy A, a X i Y były tutaj tylko jalw części natury A".
		

/00164.djvu

			158 - 


Takic oczywiste prawdy wypełniają całc stronicc i autor wystrzcga się 
wskazania, o jakll rzcezywiśeie istnicjącą substancj
 i o jakic jej przymioty cho- 
dzi. Rozkoszuje się widocznic najogólnicjszemi prawdami, i nie tłumaczy nam 
wcale, jak dochodzi do takich oczywistych dla niego pewników, jak np. że każda 
substancja jest podzielna do nicskOl1czoności. Cały I-szy tom jest poŚWięCOlly 
ogólnym rozważaniom o substancjach, ich przymiotach i stosunkach. Widząc trud- 
ność określenia substancji, autor wprowadza pojęcie "determining corresponden- 
ce", czyli odpowiedniości określającej, o której mówi (str. 214), że może być okreś- 
loną w sposób następujący: 
"Stosunek między substancją C, a CZęSClą substancji B jcst stosunkicm od- 
powicdniości określającej, jcśli pcwne wystarczającc opisanie C, którc zawiera 
fakt, że C jcst w tym stosunku do jakiejś części B, wcwnętrznic okrcśla wystar- 
czający opis wiadomej części B, czyli B! C i wewnętrznie określa wystarczające 
opisy każdego członka zbioru części, każdego z takich CZłOllków i tak do nieskoń- 
czoności". 


Autor widocznie uważał takie określenie za jasne i przekonywujące, Ale cóż 
mają myśleć czytelnicy takich wywodów? Tylko szacunel, dla powszechni c uZna- 
ncgo rzetclnego charakteru filozofa jalw człowicka, pozwala nam wierzyć, że on 
w takich wywodach, bez żadnej istotncj treści, znajdywał zadowolcnie, i łudził 
się. ŻC one go zbliżają do przeniknięcia natury istnienia. Ale było to doświadcze- 
nic tak subjcktywnc, że autor nie umiał go przekazać żadncmu zc swych słucha- 
czy, i szkoły nie wytworzył. 
W drugim tomie, wydanym po śmicrci autora znajdujemy, wcdług jcgo włas- 
nego orzeczenia, zastosowania ogólnych wyników I-go tomu do pewnych zagad- 
niei1 empirycznych. Autor zaczyna od zaprzeczenia rzeczywistości czasu. Rozwa- 
ża różne wyobrażcnia o czasic. i po lwlei je odrzuca, następnic zwalcza istnicllie 
materji i twierdzi, że przedmioty wrażell zmysłowych nie istnicją. Zwraca się do 
badania jażni i uznaje rzeczywiste istnienic ducha, a nawct slldzi, że wszystko, co 
rzcczywiścic istnicjc, musi być duchowcm, Stlld wnosi, ŻC najistotllicjszcmi czę
- 
ciami wszcchświata Sil jażnie. 
Wolę utożsamia z pragnicniem, ktrjre może byc sądcm, wrażcnicm lub wy- 
obrażcniem, przy czem tyllw spełnione pragnienia są rzeczywistością. Z tego by 
wynikało, że wola nic nie zmienia, tylko uświadamia dokonane zmiany. Wzrusze- 
nia czyli uczucia odróżnia l\1c Taggart od pragnień i pożlldań, a miłość od życzli- 
wości i sympatji, gdyż miłość możc istnieć bez życzliwości i sympatji, a nawet 
przy moralnem potępi cni u kochanej osoby. Miłość jest naj silniejszym zwillzkiem 
dwóch jażni, tak że druga jaźń stajc się nam tak blisl'll jak nasza własna. Miłość 
llic zalcży od wartości przymiotów, którc jll wywołują, i możc istnicć nawct, gdy 
wcalc takich przymiotów czy pobudck wskazać nie można, albo gdy tc przymio- 
ty, którc jll wywołały bądź znildy, bądź nigdy naprawdę nie istniały. \Y doczesnoś- 
ci niepokój zwillzany z miłością wynika z ograniczeń naszego poznania. J\1c Tag- 
gart twierdzi, że każda jażń którllbyśmy mogli doskonale poznać, wywołałaby na- 
szą miłość, i że w bycie doskonałym wszystkie jaźnie będą się wzajemnie kochać 
i wszystkie wrażenia będll zadowolonemi pragnieniami. \V tym stanie szczęśliwości 
wiekuistej, do którego życie nas prowadzi, nic dopuszcza 1\Ic Taggart nicnawiści, 
gnicwu, zazdrości, żalu, skruchy, nadziei, strachu, ździwicllia, lub ciekawości, gdyż 
nicma zagadnień, gdy wszystko jcst zrozumiałe.
		

/00165.djvu

			159 


Boga jako Stwórcy I\1c Taggart nic uznajc, gdyż czas uważa za złudzcnie, 
wkc nic się nal)rawdę nie dzicjc, i cała rzcczywistość jcst wickuiiicie bcz początku 
ani k0l1ca. 
Aby to przcświadczcnie pogodzić z faktem rozmaitości opinji i błędów w occ-' 
nie rzeczywistości l\Ic Taggart usiłuje wyjaśnić, że błędy, do ldórych zalicza także 
złudzenie działania i zmian, istnieją w jaźniach jako pewne fazy tej całości myśli, 
l,tÓra daje w kOlicu nieomylne i jednolite zrozumienic rzeczywistości. Błędy te 
wszystlde znikają, gdy rozważamy całość .istnienia jażni, obejmującą ostateczne 
zrozumienic jedncj nieztnienncj rzeczywistości. 
\Vidać tutaj wpływ Hcgla i jcgo absolutncgo idcalizmu. 
pomimo całcj oryginalności Mc Taggarta, musimy go zaliczyć do szkoły 
wielldcgo nicmiccldcgo sofisty. Mści się na nim wstręt do gicr i zabaw, w których 
by si
 niczawodnie dowiedział, żc w życiu coś się dziejc, co w każdej chwili mo- 
głoby wypaść inaczej. Ta rzeczywistość zamrożona idealistów przypomina sen, 
w który u Słowackiego Pycha pogrążyła lud cały i z którego prawdziwe natchnie- 
nie Boże jest w stanie uśpionych przcbudzić. 
Takie samo omamicnie uwidacznia Wyspiar1ski w zakończcniu "Wesela", 
wprowadzając Chochoła. Urok nieskoiiczoności stanowi tę muzykę czarowną, któ- 
ra idcalistów usypia, i każ c im wc śnic tym bądż zastygnllć, jak opisał Słowacki, 
blldź kręcić się w kółko, jak to przedstawił \Vyspiariski. 
Cała zawiła tcorja błędu, którą MI' Taggart z wielkim nakładcm algcbraicz- 
llych symboli podaje, sama sobic przeczy, bo autor ją wprowadza jako coś nowe- 
go, co on stwarza, choć Bogu chcc zaprzeczyć stworzenia świata. Gdy pisał tc 
uciążliwe rozdziały, przccie dokonywał jakiegoś czynu, który, jak śpiew Pychy 
lub gra Chochoła, miał uśpić czytelników i wywołać u nich złudzenie, że wolna 
wola, czyn, twórczość, natchnienie Boże - to wszystko jest złudzeniem, gdyż nic 
się naprawdę nic dzieje, i kręcimy się wiecznie w kółko. 
Oto jak !\II' Taggart wyraża swe wnioski co do rzcczywistości (t. II, str. 338): 
,,'Vydajc się, że czas istniejc, lccz rzcczywiścic wszystko istnicje poza cza- 
sem. 'Vyda.ic się, żc materja i przcdmioty wrażcli istnieją, lecz w rzcczywistości 
istnicje tylko duch i jażnie, z których tcn duch się składa, spostrzegają sicbil' i jed- 
ne drugie, Wydaje się, że istnieją wewnątrz jaźni sądy, przypuszczenia, wy- 
obrażenia i IJ-świadomienia cech. Ale w rzcczywistości całą zawartość każdcj jażni 
stanowią tylko pcrcepcje. Niema sądów, przypuszczel1, wyobrażeli, lub prostych 
uświadomieli cech. A nareszcie tc perccpcje, które się wydają slldami, przpuszcze- 
niami, wyobrażeniami, wydają się mieć przymioty woli i uczuć, których bynaj- 
mniej napewno nie mają". 
AIc Taggart zastanawia się jcdnak, dlaczcgo nas przyszłość więccj interesuj c 
niż przeszłość, i nic znajdujc odpowicdzi na to pytanic. Slldzi, że można całość by- 
tu z punktu widzenia czasu poczytywać za lJrzyszłość. Każda jaŻIi w pcrspektywie 
czasu ma zarówno przcszłość przed urodzcniem, jak przyszłość po śmierci. Po- 
Szczególnc wcielcnie jażni jest zaledwie drobną cząstką jej wiekuistcgo bytu, któ- 
ry według 1\11' Taggarta musi polegać na całym szeregu wcieleń, choć za każdem 
wcieleniem tracimy pamięć poprzednich. Ten brak pamięci nie niszczy tożsamości 
jaźni w jej kolejnych wcieleniach, które się na całość jej bytu składają. 
Utrata }mmięci jcst uważana przez 1\[1' Taggarta za czasową, i twicrdzi on, 
żc l)cłna i doskonała pamięć wszystkich wciel cli należy do prawdziwego bytu jaż- 
ni. 'Vszystkic uzdolnicllia nahyliśmy przez szcrcg zapomnianych doświadczel1,
		

/00166.djvu

			160 


a nasz charalitcr moralny jcst wynikicm walk, w których pokonaliśmy zapomnia_ 
ne pokusy. 
Miłość dwuch jażni jcst wYllikiem ich stosunim w wielu żywutach i lll"zygo- 
towuje stosunki tychże jażni w dalszych żywotach. Te same jaźnie spotykają si
 
i kochają się wzajemnie w wielu, jakkolwiek nie we wszystkich swoich żywotach. 
Wiedza, cnota, miłość będą stopIliowo wzrastać pomimo upadków które po- 
szczególną jaźl1 na czas jakiś cofają. Cierpienia, których doznaliśmy w przeszłości, 
czckają na nas jeszcze i w przyszłości, lecz l1ieldóre z tych cierpicl1 prawdopodob_ 
nic znikną z życia zicmsldego. Doświadczcnie pcłlle, którc ma jc USUlląĆ, nie micści 
się w ciasnych granicach jcdncgo żywota. Każdy z nas musi poznać doslwl1ałe 
zdrowie i rozlicznc choroby, nędzę i bogactwo, odosobnicnic i rozliczne koleżcń- 
stwa, różnc rodzaje czynów i myśli, różne grzechy i cnoty. To; czego naII1 brak 
w obccnym żywocic, będziemy mieli w jcdnym z następnych. Śmierć wyzwala nas 
od steranego i zmęczonego ciała, i pozwala odzyskać ciało młode i rzeżkic, aż na- 
reszcie osiągniemy stan niczmiennej szczęśliwości. 
'V tych wywodach Mc Taggart zupełnie zapomina o swem zaprzeczeniu rze- 
czywisfbści czasu. 'V ostatnich rozdziałach drugiego tomu zastanawia się nad mo- 
ralną wartością wszechświata. 
'Vszcchświat jako całość nic ma wartości, lecz zawiera wartości, którc jcdy- 
nic jażnic posiadają. 'Vartość możc mieć tylko substancja, lccz nic jcj przymioty, 
choć wartość substancji możc zależeć od pcwnych jcj przymiotów. 
Zło i dobro istnicjll, alc nie mogą być określone. Dobrą jcst cnota a złym 
jest występek. Dobre są pewne uczucia, a złe są inne. Dobrą jest przyjcmność, 
a złem jest cicrpienie. Dobrą jest pcłnia życia i wewnętrzna harmonja, a złem 
jest dysharmonja. Niema granie zła ani dobra, wiąc Mc Taggart nie uznaje naj- 
wyższego dobra ani l,ral1cowego zła. Zło nie jest jedynie brakiem dobra. Ostatecz- 
ny krcs istnienia jest stancm wielkiego dobra, bez przymicszki zła. Każda jażl1 
w tym stanie będzic się godzić na wszystko co spostrzcże, i nic będzie się mylić 
co do wartości spostrzcganych rzeczywistości. Nic będzic tc.i nicrozwiązanych za- 
gadniel1. Wicdza nasza będzic znacznie większa niż obccnic. Będzicmy wolni od 
uczuć ujemnych, i będziemy odczuwać illtcnsywną miłość. Rzecz bardzo dziwna, 
l\Ic Taggart dopuszcza możliwość niewzajemności tej miłości w stosunku do pcw- 
nych osób, i pociesza nas, że na tę możliwą niewzajemność będziemy się godzić, 
gdyż będzie ona jedynie wynikać stąd, że kochana osoba nie uprzytamnia sobie 
istnienia kochającej. Jedynym cierpieniem będzie sympatja dla jakiegoś zła, które 
istniało w stanie mniej doskonałym. Świadomość będzie szersza i jaśniejsza, niż 
kiedykolwiek przcdtcm. Wszystkie nasze myśli będą wyrażały zgodę na to, co bę- 
dziemy spostrzcgać. Bardzo dziwnc przykłady dajc l\Ic Taggart przyjemności, które 
w ostatecznym stanic jaźlli mają odpaść. Do taldch zalicza przyjemność pływania, 
przyjcmność podziwiania piękncgo krajobrazu i - dodaje w jednym rzędzic: 
przyjcmność kochania istnicjąccgo Boga, jako niemożliwą w stanie ostatccznym 
wobec odkrycia, że Bóg nie istnieje. 
Ten obraz szczęśliwości wickuistej polegający na wzajemnej kontemplacji 
dusz kochających się wzajemnie, bez Boga, kończy Mc Taggart ostrzeżeniem, że 
długo trzeba na to niebo czekać, gdyż jest ono możliwem tylko dla wszystkich 
dusz razem. 
Więc znów zal,rada się wzgardzony i odrzucony czas do poglądu na świat. 
A jednak lwnsekwcncja wymagałaby, skoro czas jcst złudzcnicm poszczcgólnych 
jażni, mołliwości wyzwolenia z tcgO złudzenia dla poszczcgólncj duszy, nic czcka-
		

/00167.djvu

			161 


jąc aż wszystkic za nią podążą - i wtedy każda dusza mogłaby osobno zapasc 
w kontcmplację dusz kochanych przcz sicbil' i poznać odrazu wielwistą szczęśli- 
wość. Skoro nie mogłoby to być wynikicm aktu woli duszy łaknącej zbawienia, 
gdyż wola dla Mc Taggarta jcst także złudzcniem, i tylko dotyczy zaspokojonych 
pragnicń, to możnaby wymyśleć z pomocą ulubionych symbolów matematycznych 
ja!,ąś formułą kolejnego budzenia się ze złudzenia czasu poszczególnych dusz i za- 
padania w wiekuist!.! szczęśliwość. Skoro znów kochanie od wzajemności nie za- 
leży, mogłyby one kochać nawet niezbawionc dusze, i trwać w tcm subjektywnem 
zadowoleniu, które Mc Taggart za wickuistą szczęśliwość poczytujc. 
Byłoby to rozwiązanic znacznic ponętnicjszc niż to, jakie Mc Taggart w nic- 

llOllczcnic odlcgłcj przyszłości nam obiccujc, a jcdnak nic wystarczyłoby tym, co 
wierz!.! w możliwość królestwa Bożcgo na ziemi, i dla tego celu swe życic po- 
święcają. 
Szczęśliwość bez Boga dla dusz, które Boga poznały, jest niemożliwa, jak to 
pięknic Dante wyraził: (Paradiso XXXIV, 10'0'). 
A queUa luce cotal si diventa, 
Che volgersi da lei per aitro aspctto 
E impossibil chć mai si cOllsenta, 
Pcrocchc iI ben che del volere obbietto, 
Tutto s'accoglie in lci, e fuor £Ii quclla 
E difettivo cio chc li c pcrfetto. 
Co Porebowicz tłumaczy: 
Skoro to światło raz duszy zaświta, 
To nicpodobna, gdy się z niem zespoli, 
By !.!dzieś widoki cm innym była syta. 
Bowiem szczęśliwość, cel najwyższy woli, 
Tam jcst zupełna; co się tam nic wszczyna 
I tam nic koi1czy, jcst pełne nicdoli. 
Bicdny Jack, w dziecii1stwie przcz atcizm swej matki zarażony, lwchająccm 
swem serccm jcdnak dążył przez całc życie do idcału szczęśliwości wiekuistcj, 
i zbliżył się do niego w takiej mierze na jaką mu pozwalała ta ułomność wyni- 
kająca z pierwszego wychowania. 
Dzieło jego pozostanie, jak ten kościół, który Bogu zbudował Voltaire, mimo- 
wolnym hołdem złożonym tej nieskoi1czonej miłości, która, jak Dante w zakoń- 
czcniu swego arcydzieła głosi, "porusza słOllce i inne gwiazdy". 
Mc Taggart, choć przeczył istnieniu Boga, widział wszcchświat jako celową, 
budowę, i oceniał ludzkie życic jalw wiodącc do wiekui
tej szczęśliwości. Nicma 
żadncgo logiczncgo związku między formalnymi ogólnikami o naturzc istnienia 
w picrwszym tomic, a tym światcm kochajllcym się wzajcmnie dusz, który wy- 
pcłnia tom drugi pośmicrtny. Oryginalność tcj przcróbki idcalizmu Hegla wystę- 
Imje dopicro w tym drugim tomie. co do którego autor we wstępie do swego dzie- 
ła ostrzega, że będzie zawierać tylko prawdopodobicilstwa, nie pewniki, jak 
picrwszy. Te prawdopodobici1stwa są odbiciem kochającej duszy, która, tęskniąc 
bczwicdnic do nieznanego Boga, Stwórcę w swej wyobraźni zastępuje zborem 
Wszystkich dusz ukochanych. 


Wincenty Lutosławski. 


11
		

/00168.djvu

			- 162 - 


Sprawozdania z literatury obcej. 


GUlDO CALOGERO: I FONDAMENTI DELLA LOGICA ARISTOTELlCA. 
Studi filosofici diretti da Giovanni Gentile. Seconda serie. III. Firenze. F. Le Ilion- 
nier. 1927. p. XII+326. - EINLEITUNG ZUR GESCHlCHTE DER ANTIKEN LO- 
GIK. Logos. Bd. XX. (1931) Ht. 3 (Italicn-Hcft) p. 414-429. - STUDI SULL 
ELEASTISl\IO. Pubblicazioni delIa Scuola di Filosofia delIa R. Universita di Roma. 
III. Roma 1932. p. 264. 
Powyższe prace zawierają studja przygotowawczc do zamierzoncj przcz auto- 
ra historji logiki starożytncj. Punktcm wyjścia w tych studjach było opracowanie 
historyczno-krytyczne logiki Arystotelesa. Opracowanie to doprowadziło autora do 
zakwestjonowania długo utrzymującego się poglądu na logikę Arystotelesa jako 
na wykończony system, dający poezątck nowej gałęzi filozofji, rzekomo jako 
mającej wspólnego z metafizycznemi pomysłami jej twórcy. 
Zwracając się przeciwko Prantlowi i tym, którzy idąe, za nim, za podstawę 
rekonstrukcji logiki Arystotelesa przyjęli Analityki na niekorzyść innych jcgo 
pism, autor opiera się na analizie wszystkich pism Arystotelesa, uwzględniając 
IH'zytcm ogromną litcraturę poświęconą temu tcmatowi. 
1. Analiza pism Arystotelcsa doprowadza autora do sforrnułowania pcwne- 
go poglądu na charakter logild arystotelcsowskicj. Uznając ją za związaną ze zna- 
nem epistemologiczncm rozróżnieniem w filozofji Arystotelesa voo<;; i ató'vota, 
autor uważa za wskazane rozgraniczyć w obrębie filozofji Arystotelesa logikę 
noetycznq, wyrazem której jest doktryna Ar. o zasadzie sprzeczności i o definicji, 
oraz logilcę dianoetycznq - logikę formalnIl, na którą składa się jego nauka o są- 
dzie i sylogistyka. 
W rozdzialc o zasadzie sprzeczności (p. 42-90) autor wypowiada się prze- 
ciwko interpretacji formalistycznej IIi a i e l' a i Łuk a s i e w i c z a (er. p. 290'- 
294), opowiadając się raczcj za interprctacją R a g n i s c o i R o s ID i n i (cf. 
p. 288-290'), którzy skłaniają się widzieć w zasadzie sprzeczności Arystotelesa 
nie tylc prawo logiki formalncj, ile sformułowanie pewncgo prawa jego mctafi- 
zyki, a których stanowisko jest pokrcwne inferpretacji zawartej w pracach I. H u- 
s i k a (Mind. XV. 190'6) i F. C. S. S c h i 11 e l' a (Mind. XXIII. 1914). 
2. Jak już wyżej zostało zaznaczone, autor na podstawie pism Arystotelesa, 
szczcgólnie zaś na podstawie IV. ks. Meta'izyki, wypowiada pogląd o podwójnym 
charakterze logiki arystotelesowej i o związku jej założell z całą jego filozof ją. 
Analiza zaś tycn założcll prowadzi autora do całkowitego zancgowania poglądu na 
logikę Arystotclesa jako na s y s t e m przez niego odkryty i stworzony, rzckomo 
stanowiący nicjako kanon zamknięty aż do czasów Kanta. Logika Arystotelesa 
przcdstawia się autorowi jako jeden z etapów rozwoju pewnego komplcksu pro- 
blcmów, istniejących w filozofji greckiej przed powstaniem nazwy logiki, a wcho- 
dzących zazwyczaj w skład kosmologji lub djalektyki. 
Genezy logiki dopatruje się autor nie u sofistów, Sokratesa czy Platona, lecz 
w kole e l e a t ó w. Liczne trudności interprctacji logiki arystotelesowej dadz/l 
się, zdaniem autora, wyjaśnić zwillzkiem logiki Arystotelcsa z problemami, któ- 
rych rozwi/lzanie absorbowało eleatów. Przeciwstawienie bytu myśli u Parmeni- 
desa, djalektyka l\Ielis
osa i Zenona, zmicrzająca do uzasadnienia poglądu parmc- 
nidcsa, jcst w dużym stopniu antycypacją przcciwstawicnia u Arystotclcsa dwóch
		

/00169.djvu

			163 


metod poznania, dających powód do szercgu trudności i pewncj nickonsckwencji 
jego logiki, która, powstając na gruncie dianoctycznym, w głębi wiąże się z jcgo 
metafizyką. 
Pogllld ten jest powodem do podjęcia przeZ autora opracowania filozofji elea- 
tów, o której wypowiada się, że są to raczej log i k i o c h a I' a k t e l' z e o n t o- 
log i c z n y m, niż kosmologje. 
3. Postulat ponowncgo opracowania historji logiki, przcrobienia całego ma- 
terjału zawartego w klasycznem opracowaniu K. Prantla, zostaje dziś niejedno- 
lirotnie wypowiadany zarówno przez logistyków, którym zależy na historji logiki 
formalncj (ostatnio przeZ H. Scholza), jak przez historyków filozofji, którzy nie 
zadawalniają się niczupełnem opracowaniem Prantla. Jcst to istotnie zadanie waż- 
nc, ale też trudnc: wymaga, obok znajomości logiki formalnej, zastosowania me- 
tod rygorystyczncj krytyki filologicznej i filozoficzno-historycznej analizy tekstów. 
Bohdan Kieszkowski. 


R1łGIS JOLIVET : LA PHILOSOPHIE CHRETIENNE ET LA PENSEE CON- 
TEMPORAlNE. Paris, Tćqui, 1932, s. 226. 
Autor przeprowadza na wstępie krótką analizę klasycznej cywilizacji po- 
gai1skicj, przyczem istotę pogaństwa widzi w ubóstwieniu człowieka. Cywilizacja 
współczesnych nam sPOłCCZCl1stw jest w wielkiej mierzc znowu pogal1ska. Przy- 
czyn kryzysu kultury szukać nalcży nictyle w stosunkach ckonomicznych, co 
w fałszywych poglądach na rzeczywistość. Ład w społeczel1stwach średniowiecz- 
nych płynął z uporządkowanego poglądu na świat, zawartego w filozofji chrześ- 
djai1skiej. Stąd potrzeba wrócić i dziś do tej filozofji. Filozof ja ma własne me- 
tody i kryterja. Wszelako filozof ja, mająca uchodzić za chrześcijańską, musi kie- 
rować się też zewnętrznym negatywnym sprawdziancm zgodności z prawdami 
wiary. Metoda również nie jest obojętna. Nie mogłaby uchod,zić za chrześcijańską 
doktryna sceptyczna, uznająca za prawdę wiary tezy, dostępne udowodnieniu, 
ani racjonalistyczna, starająca się dowodzić tez, znanych tylko z Objawienia. Po 
tym wstępie autor daje przcgląd głównych tez filozofji chrzcścijaI1skiej, doty- 
czących istnicnia Boga i Jcgo atrybutów, odrębnej od ciała i nicśmiertelnej du- 
szy ludzkie, religijncgo uzasadnienia praw moralnych, stosullku sPOłcCZcl1stwa 
świeckicgo do religijncgo (kościoła), cudów i t. d. Z kolei omawia autor pokrótce 
życic i dzieło najbardziej reprezentacyjnego myśliciela chrzcścijal1skiego, św. To- 
masza z Akwinu, dzieje odrodzenia jego doktryny w Rościele i coraz rosnące za- 
intcresowanie filozof ją scholastyczną wogóle w świecie uczonym i wśród publicz- 
ności. \V rozdziale o duchu filozofji tomistycznej uwydatnia autor cechy zasadni- 
cze tego kierunku, jak syntetyczność, intcllektualizm, rcalizm, sprzęg pierwiast- 
I,Ów tradycyjnych z zaczyncm postępu. Doszukując się przyczyn oddalcnia się 
myślicieli od tcgo główncgo kierunku scholastyki. autor szkicuje rozwój idci filo- 
zOficznych poczynajllc od Occama, aż do w. XIX. Interesujące jest przytem wy- 
prowadzanie od Descartes'a kierunków pozornie bardzo od niego dalckich i między 
sobą sprzecznych jak empiryzm, idealizm, agnostycyzm i nieuznanie Rartezjusza 
za filozofa chrześcijal1skiego mimo zgodnych z nauką Kościoła tez. Z kolei przed- 
stawia autor reakcję przeciw racjonalizmowi, idealizmowi i skrajnemu empi- 
ryzmowi w postaci realizmu i spirytualizmu czasów ostatnich, omawiając po- 
gllldy Bcrgsona, Boutroux, Blondela i innych. Ta reakcja utorowała drogę tomiz- 
mowi. \V ostatnim rozdziale, p. t. "Thomisme et pensće modcrnc", który jcst po- 
lemiką z P. Lasserrc, autor w ciekawy sposób porusza sprawę względnej stałości
		

/00170.djvu

			164 - 


problcmów filozoficznych, zubożcnie problcmatyld przcz filozofję nowożytnI:! 
i stosunkową niczależność spckulacyj myślicicli nowożytnych ()d l)Ostępów nauki 
ścisłej. 
Książka jest zbiorem artykułów, drukowanych uprzednio w Christ Roi i Re- 
vue Thomiste. Napisana jest żywo i w stosunku do swegQ charakteru pracy infor- 
macyjnej i referacyjnej, jasno. Uderza brak uwzględnienia filozofów nicfran-: 
cuskich i dość płytka charakterystyka starożytności klasycznej. 
Jerzy Siwecki. 


J. G. SIKES: PETER ABAILARD. 282 str., Cambridge University Prcss. 
1932. 


Pojawienic się tej uczoncj monografji o jcdnym z mistrzów średniowiccza 
jest oznaką tego wzrastającego zaintercsowania, jalde filozofowie okazujll dla my- 
śli średniowiecznej. W l,rótkim wstępie Sikes określa przedmiot i metodę schola- 
styki, które stanowią ramy etycznych i teologicznych nauk Abelarda. Następnie, 
w szercgu rozdziałów rozważa życie Abelarda, (gdzie umieszcza epizod z Heloizą 
w jego rzeczywistej perspektywie), wpływy jakim uległ, jego naukę o Bogu i stwo- 
rzeniu, o Trójcy !;w. i osobie Chrystusa, jego doktrynę moralną i tezy logiczne. 
Ten ostatni rozdział należy do najciekawszych, o tyle, że rozwija mctodę, wcdle 
której Abelard stosujc logikę do teologji, która to mctoda stała się podstawą scho- 
lastyki i pozwoliła jcj przcdstawicielom wytyczyć granic c rozumu i objawicnia. 
T. Greenwood. 


LOUIS - GERMAIN LEVY: MAIMONIDE. Les grands philosophes. 2 ed. Paris. 
F. Alcan. 1932. 
Filozof ja Mojżesza Majmonidesa, czołowego przedstawiciela średniowiecznej 
filozofji żydowskiej, zwanego dzięki jego dziełu Miszne Tora drugim prawodaw- 
cą judaizmu, znajduje w referowancj monografji pcłne i wszechstronnc opraco- 
wanic. Autor nie ogranicza się tylko do zrcferowania poględów filozofa z Kordu- 
by, lecz poddaje je szczegółowej analizic, starając się ustalić związki jcgo filo- 
zofji z filozof ją helleńską, arabską, z judaizmcm i z filozof ją chrzcścijańskiego 
średniowiecza, na tej zaś podstawie stara się rozwillzać pytanie o oryginalności 
filozofji Majmonidesa i określić jego wpływ na póżniejszą myśl filozoficznll. 
Z pośród szeregu intercsujących zagadnier'l kwest ja oryginalności Maj;moni- 
dcsa wysuwa się na czoło, W tej sprawie autor konkluduje, że, biorl}c pod uwagę 
jego stanowisko w sprawie zasadniczych zagadnieli filozoficznych, (byt, dusza, 
poznanie, wszechświat), to system jcgo nie wykazuj c inwencji całkowicie orygi- 
nalnej; zależny on jest bowicm od filozofji Arystotelesa, systemu Ptolomeusza. 
tradycyj neoplatońskich filozofji arabsldcj. Niemnicj tkwi w nim coś oryginal- 
ncgo. Dotyczy to punktu wyjścia jego filozofji, orjcntacji filozoficzncj, ujawnia- 
jącej się w jcgo poglądzie na charaktcr i zadanie filozofji, w jego stosunku do 
znanych mu autorów, pism i doktryn filozoficznych, dotyczy to wreszcie tego, 
co stanowi istotę jego twórczości myślowej: systemu filozoficzno - spoełcznego, 
będąccgo syntezą doktryny judaizmu (Pisma, Talmudu, Tradycji od Tanaimów 
do Geonimów), Arystotelesa, oraz nauki i filozofji arabskiej. 
Zwrócić należy uwagę na następujące punkty, podkreślone przez autora. 
1) Zadanie filozofji pojmuje Majmonides, z pewncmi różnicami, w sposób 
analogiczny do pogllldu scholastyków łacińsldch: filozof ja, używająca metody 
dcmonstratywnej, ma za zadani c uzasadnicnie rozumowc uki'ytcj w Piśmic doktry-
		

/00171.djvu

			165 


ny (p. 52). "Objawicnie jcst niczem inncm jak pogłębicllicm danych rozumowych 
(raison), filozof ja zaś - ezoterycznym wykładcm Pisma". (p. 227, 230' f.). 
2) Jcdn'akże pogląd tcn różny jcst od poglądu scholastyki łacińskiej na za- 
gadnienie stosunIm filozofji do teologji, rozumu do autorytetu i objawienia. 
Dzięki specyficznemu poglądowi na tradycję, jako na trzecie obok rozumu i po- 
strzegania zmysłowego źródło poznania (p. 10'4), unika Majmonides słownego 
nieporozumienia na temat możliwego konfliktu między rozumem a literą Pisma. 
3) W rozwoju średniowecznej myśli żydowsldej Majmonides reprezentuje 
prąd racjonalistyczny, przcciwstawiający się prądowi mistycznemu, najpełniej- 
Szym wyrazem ldórego jest zredagowana w XIII wieku 1mbalistyczna księga 
Zolwr. 
4) Majmonidesa nic można uważać za czystego arystotelika, nie tylko ze 
względu na to, że czcrpic on z judaizmu, lecz przedewszystldem dlatego, ŻC sto- 
sunek jego do Stagiryty jest krytyczny. Przeciwstawia mu się bowiem niejed- 
nol,rotnie, m. in. w kwcstji argumentacji na temat wieczności świata, sl,ądinąd 
jednak przyjmuje arystotelesowską terminologję, teleologizm i hilemorfizm. Na 
pismach Majmonidesa oparli się dwaj późniejsi hebrajscy krytycy filozofji Ary- 
stotelesa - Gersonides i Kreskas. 


Bohdan Kiesz/wwsld. 


HEGEL NEL CENTEN.4RIO DELL.4 SU.4 MOR TE. Wydawnictwo "Rivista di 
Filosofia Neo - Seolastica", Suppl. al vol XXIII, Milano, 1932, s. 395. 
Książka niniejsza, wydana starani cm Gemcllcgo, zawiera szereg prac po- 
święconych heglizmowi i starających się oświetlić wpływ teoryj heglowskich lla 
kulturę współczcsną i ich pozytywne i negatywne skutld. W książce znajdujemy 
z jednej strony szereg prac historyczno - filozoficznych, poświęconych losom heg- 
lizmu w różnych krajach, mianowicic we Włoszech (P. Mazzantiniego), we Francji 
(A, Forest'a), w Niemczech (E. Przywary), w Anglji (Leslie J. Walker'a), w Ame- 
ryce (J. H. Ryana) i w Rosji (L. Gancikoff'a) i z drugiej zaś strony znajdujemy 
tam kilka prac o charaktcrzc ogólno - teoretycznym, mianowicic: wstęp ogólny 
Gemellcgo, zawicrający ogólną occnę filozofji Hcgla, i prace J. Ellgcrta p. t. "Dic 
Grundproblcme dcs philosophischen Dcnkcns und Hcgel"; Vinccnzo la Via p. t.: 
"L'autocritica dell'idealismo" i G. Gonellego p. t. " I duali smi nella dottrina eti- 
co - giuridica di Hegel". 
Nie wdając się. w streszczanie i w ocenę poszczcgólnych prac zawartych 
w książce niniejszej, zaznaczę, że zasługuje ona na uwagę przedewszystkiem ze 
wzgkdu na wszechstronne i objcktywnc oświetlenie heglizmu w szczcgólności 
zaś na bardzo udatną charaktcrystykę współczesnego ncohcglizmu, przedewszyst- 
ldcm w'ioskicgo i angielskicgo, (czytelnika polskiego razi brak pracy o hcglizmic 
w Polscc). 
Książka zasługujc równicż na uwagę, jako wyraz ustosunkowania do fi- 
lozofji Hcgla szeregu najwybitniejszych przedstawicieli współczesnej filozofji ka- 
tolickiej scholastyczncj i ustosunkowanie to jest zasadniczo krytyczne i nega- 
tywne; nie przeszkadza to jednak autorom książki uznać istnienie pewnych po- 
zytywnych walorów tkwiących w myśJi Hegla i wystarczy przytoczyć sąd Gemel- 
lego, który wartość pozytywną heglizmu upatruje przedewszystkiem w zrozu- 
mieniu faktów historycznych. Cickawy moment do l,rytyld heglizmu wnosi pra- 
ca V. la Via, który stara się wykazać, że rozwój idcalizmu prowadzi poprzez 
SKrajną formę idcalizmu, z którą mamy do czynicnia u Gentilcgo, do zaniku idc-
		

/00172.djvu

			166 - 


alizmu. Podkreślić nalcży wreszcie do pcwnego stopnia odmiennc stanowisko, 
Lieslie J. Walkcr'a, który, mając przcdewszystkiem na względzie heglizm allgiel- 
sld, zwraca uwagę na pewnc jcgo pokrcwieństwo ze spirytualizmem scho- 
lastyków. 
Książka o Hcglu jest nowym i dobitnym dowodem aktywnej i owocnej dzia- 
łalności filozoficznej, rozwiniętej przez Gemellego i grupujących się koło niego 
neoscholastyków włoskich. 


Bohdan Rut1ciewicz. 


D. TSCHIZEWSKI.T (PR.4G): HEGEL BEl DEN SLAVISCHEN VOLKERN. Od- 
bitka z "Ven5ffentlichungcn dcs Internationalcn Hegclbundcs. I VerhandlUllgcn dcs 
ersten Hegelkongrcsses vom 22 bci 25 April 1930' im Haag - Hcrausg. B. \Viger- 
sm a". - Tubinga i Haarlem 1931, str. 127 - 145, 
Referat ten został wygłoszony na kongresic związku heglistów, zapcwne więc 
dlatcgo Hegel został mianowany wodzem myśli filozoficzncj już nietylko w Rosji 
i na Ukrainie, lecz wogóle w całym świecie słowiańskim. Inna analogicznie rezo- 
lucja mogłaby zapaść na kongresie kantystów czy spinozystów, scholastyl,ów czy 
platoników, Gdyby zapewnienie o silnym wpływie filozofji Hegla było sprowadzo- 
ne do granic jcdnego narodu (np. rosyjskiego lub nawet łącznie z ukraińskim), 
jakośby się wyszło. alc tak - musimy ze stanowiska dzicjów filozofji w Polsce 
wllicść pewne (duże) restrykcje. Musimy tcż wyrazić pewnc (duże) wątpliwości 
o innych twicrdzcniach, uogólniających przebieg rozwojowy myśli filozoficzncj 
rosyjskiej i ukraińskiej lla wszystkie lITaje słowiańskic, a przynajmnicj na Polsk
. 
Nawct co do Rosji sam
j budzi się łatwo podcjrzenie o pewną przcsadę, slw- 
ro wyraz wpływu Hegla na myślicieli rosyjsldch upatruje się w tem, że działacz 
polityczny Chomiakow posługiwał się dialektyką, że powieściopisarz Turgieniew 
studjował w młodych latach Hegla, a inny powieściopisarz Dostojewsldj lubił roz- 
mawiac z pewnym heglistą rosyjskim; jcżeli wpływ Hegla na rosyjsldch teorety- 
l,ów rcwolucji był raczej pośredni i wypaczony, co przyznaje sam autor, to po- 
zostaną: największy pono myśliciel rosyj sld Sołowjew, który "doznał zewnętrz- 
ncgo wpływu Hegla" (str. 134). Borys Czyczerin oraz paru tłumaczów dzieł Hcgla 
i dwu ch historyków ulHaińsldch, piszących po rosyjsku; współczesny ruch filozo- 
ficzny rosyjski, wychodzący przeważnie z intuicjonizmu Łossldja, ma z Heglem 
tyle wspólnego, że niektóre myśli intuicjonizmu zostały podjęte przez badaczy 
heglizmu; sam zaś Łosskij "w ostatnich latach sporadycznie wypowiadał się 
o filozofji heglowskiej" (str. 139). Tego wszystkiego przccież zamało, aby móc mó- 
wić o bezwzględnem panowaniu hcglizmu w filozofji rosyjskicj. Alc ostatecznie, 
o ilc więccj llic niema, byłaby podstawa do twicrdzenia, że wpływ tego kicrunku 
był tam silnicjszy od innych. 
Cóż jCdllak powicmy, gdy na mocy tych szczupłych uprawnici1 twierdzi autor, 
ŻC "całkowity przcgląd dziejów filozofji idcalizmu nicmicckicgo na gruncic sło- 
wiańskim stajc się całkowitą historją filozofji słowiailskiej wogóle" (st. 128)? 
I zważmy, nie w odcinku wieku XIX i nie w całym wicku XIX wogóle, lecz wo- 
gól e, wogólc. Nie było innej, ani obok, ani przedtem, ani potem. Najwyżej trochę 
tradycji religijnej, przesiąkniętej mistyką, która nawet "w wysoldm stopniu przy- 
gotowała wpływy idealizmu niemicckiego" (.str. 129). Bo do koi1Ca XVIII wieku 
filozofji wśród Słowian nie było. Nie było polskicj scholastyki, nie było polskie- 
go Odrodzcnia, llie było Kopcrnika, nie było Modrzcwskiego, nie było Pctrycego, 
nic było polsldcgo Oświcccnia: "udział S ł o w i a n w życiu filozoficzncm
		

/00173.djvu

			167 


w s z y s t k i c h c z a s ó w hył do końca wieku XVIII naccchowany (orien- 
ticrt) przeważni c religijnie" (str. 127). A już kiedy myśl filozoficzna Słowian 
wyszła z pod opicki rcligji, nie hyło w wieku XIX ani kantyzmu polskiego, ani 
pozytywizmu, ani neokantyzmu, ani wogóle nic prócz heglizmu, bo i "mesjanizm" 
był nawet w późniejszem stadjum "formalnie przcsiąknięty heglizmem" (str. 134). 
Ale który z dwóch "mesjanizmów" - WrOlisldego czy też Towiańsldego - Mic- 
kiewicza? (nieszczęsny posiew uberwegowskiej dezorjentacji). 
Nie wicm, jak hyło u innych narodów słowiańsldch. Ale o ile w Polsce rola 
heglizmu i wogóle losy filozofji szły innemi torami, niż w Rosji, to już powód 
dostatcczny, żchy nie wypowiadać takich uogólnień. 


Adam Ziele11czyk. 


OEUVRES DE M.41NE DE BlR.4N ACCOMPAGN£ES DE NOTES ET D'AP- 
PENDlCES... P AR PIERRE TISSERAND. Tome VIII - IX: E s s a i s u r l e s 
fondements dela psychologie etsursesrapports ave c 
rć t u d e d e l a n a t u r e. Paris, F. Alcan, 1932. 
Cechą charakterystyczną twórczości filozoficznej M. de Birana jest tło oso- 
histe zagadnień, stanowiących przedmiot jego rozważai1: wyrastają onc z jego 
własnych przcżyć wewnętrznych, a rozwiązanic ich uważa on za warunek swego 
wewnętrznego spokoju i szczęścia. Tern się tłumaczy jego powolny rozwój myślo- 
wy, oraz ciągłe powracanic do tych samych zagadnicń filozoficznych. Jak wyjaśnić 
mojc poczucic istnicnia, do jakicgo stopnia jcstcm czynny - oto pytania, nad ldó- 
remi trudzi się ustawicznie myśl M. de Birana. 
Pytania te w istocie swej były równoznaczn
 z zagadnienicm samoistności 
psychologji, jako nauki; sprowadzały się onc howiem do kwestji: czy istnieje świa- 
domość refleksyjna llaszych aktów, odrębna od poznallia modyfikacyj i jakichkol- 
wiek wyohrażeń. C o n d i 11 a c i d e T l' a c y, zamiast hudować naukę o duszy 
1)J'ZY pomocy ohscrwacji wewnętrzncj, zajmowali się jcdynie procesami ahstrak- 
cyjnemi ldasyfikacji i analizy, jal{gdyhy l)oza czynnościami logicznemi nie było 
żadnych innych faktów })sychicznych. C a h a n i s uznawał wprawdzic koniccz- 
ność ohscrwacji wewnętrzncj, jednakżc zjawiska duchowc wyjaśniał fizjologicz- 
nic. Mainc dc Biran, który w Memoire SIU' l'in'lucnce cle l'lwbitude trzymał się 
jcs'zcze CondiUac'a i ideologów, w Memoire sur la decomposition de la pensee ze- 
rwał już z nimi otwarci c, a w Essai sur les ,ondements de la psychologie, wyka- 
zując, że ..tont recours aux lois physiques et physiologiques, en vue d'expliquer 
par elles les faits du sens intime, nc pouvait que dćnaturer l'ohjet de la psycho- 
logic, ct compliquer cette scicnce d'ćlćments tout ił fait hćtćrogenes" (10'), rzuca 
podstawy nowej nauki ,,0 faktach picrwotnych zmysłu wcwnętrzncgo". 
Nad dzicłem tcrn, którc miało być syntezą wszystldch jcgo rozpraw dotych- 
czasowych, pracował M. de Biran, od r. 1812 poczynając, z przcrwami przcz lat 
Idlka (por. .Tournal intime ] 139, 294, II 295); nowe przeżycia i zainteresowania 
(w czcm niemałą rolę odegrała lcktura Kanta) pozostawiły -dzieło nicwylmńczo- 
nem (por. wstęp Tisseranda XVI n, XXXVIII, L); ważnem jcst ono jednak dla po- 
znania filozofji M. de Birana z tcgo względu, że wykłada w sposóh syntetyczny 
l)odstawowe idee jcgo doktryny, a zarazem pozwala ująć ciągłość rozwoju jego 
myśli filozoficzncj. 
P u n k t e m w y j ś c i a dzieła jest określcnic faktu picrwotncgo, będllcego 
warunkiem śWiadomośści i osobowości. Faktcm tym jest wysiłel" czyli działanie 
dowolnc, związanc nicrozdzielnie z oporem. 'Vysiłck tcn jcst faktem picrwotnyn1,
		

/00174.djvu

			168 


gdyż sam siebie bez pomocy obcego elcmentu dostrzega w działaniu; będąc relacją 
naj prostszą, stanowi warunck wszclkich spostrzeżcń zewnętrznych, a jalm stały 
wynik działania jcdncj i tej samcj siły, jcst stosunkiem idcntycznym zawszc z so- 
bą, nie potrzebuje dowodu i jako taki służy za podstawę w.szelkich prawd fak- 
tycznych. 
Z faktu pierwotnego dadzą się wywieść pojęcia pierwsze, jak l)ojęcie siły, 
substancji, przyczyny, jedności, tożsamości i wolności, które są 'poprostu jcgo wy- 
rażeniem. Jażń, działajllc bowiem, poznaje sama siebie, jako wolna przyczyna 
i substancja, przy pomocy refleksji tworzy następnie te pojęcia i stosuje je do 
innych istot. Pojęcia te nie są, jak sądzili rncjollaliści, wrodzone w swojej trcści, 
wrodzouym jcst tylko picrwiastek formalny, związany nicrozdzielnie z działani cm 
jażni. W tcn sl)osób usiłował M. dc Biran pogodzić cmpiryzm z racjonalizm cm. 
Psychologja, jako nauka o faktach, jest naukll eksperymentalną w znaczcniu 
Baconowskiem. Pierwszem jej zadaniem jest ścisłe stwierdzenie faktów przy 
pomocy obserwacji i doświadczenia czynnego, zanim się jc sklasyfikuje i wyzna- 
czy ich prawa. Ponieważ tyllm doświadczellie czynne ujmuje prawdziwe pier- 
wiastki faktu l)ienvotnego, przeto prawda i byt są z sobą nierozłączone. Byt jest 
owym aktem, l)rzy pomocy którcgo jaźń dochodzi do pełnej świadomości siebie 
samej, a prawda psychologiczna - aktem, którym jaźń samą siebic stallowi. To- 
też krytcrjum l)rawdy leży w nas samych, W owy,m zmyślc wewnętrznym, czyli 
władzy, ldóra stwierdza się sama bezpośrcdllio w swem ćwiczeniu i sprawdza się 
tcm samcm bezpośrcdnio (VIII 68). Kultura zmysłu wewnętrzncgo jcst zarazem 
piel'wszym środkiem i najpewniejszą gwarancją doskonałości moralnej, tak że 
naulm i mądrość, prawda i cnota jednoczą się we wSI)ólncm źródle (VIII 10'0'). 
W wyniku swej analizy stwierdza M. de Biran, iż człowiel, w swem istnieniu 
konkretnem jcst kombinacją d w ó c h e l e m e II t ów: jaźni oraz pierwiastka ob- 
cego jaźni, życia organicznego, affektywnego, stanowiącego nicmnicj część kon- 
stytutywną naszego życia duchowego. Wychodząc z tego stanowiska, rozróżnia 
M. de Biran cztery s f e l' y W e w II ę t r z n c g o Ż y c i a 1 u d z k i e g o, 
którc nazywa systcmami: 
1) s y s t e m a f f e k t y w n y jest ogółem wrażeń i ruchów instynktownych, 
związanych z nieświadomcmi procesami organiczncmi. świadomość jaźni w nim 
jcszcze nie istnieje, życie przcbicga, jak w somnambuliźmic; 
2) s y s t c m s e n s y t y w n y, 
V którym picrwszy stopici1 wysiłku budzi 
jaźń i rodzi poczucie tożsamości osobowej. Zjawiska życia nicświadomego l)rze- 
kształcają się i przybicrają charakter stosunku, przeciwstawiając się w swojej 
różnorodności wrażeniowo-wzruszeniowej tożsamości jaźni. Jest to okres dzieciń- 
stwa, wiek legend, bajek, zabobonów; 
3) s y s t c m l) c r c c p t Y w n y, zw. także systcmcm uwagi, w którym jażil 
wychodzi poza pOI)rzcdni stan czuwania i wzmagając swoją aktywność, opano- 
wując swe orgallY, przy pomocy różnych operacyj uwagi: spostrzegania, pamięci, 
porc,wnywania, uogólniania, slldzcnia, dochodzi do poznania przedmiotów ze- 
wnętrznych; tworząc zaś idce dobra i zła, cnoty i występku i, przy pomocy uczuć, 
powstałych z ich konteml)lacji, przeciwstawiając się namiętnościom, toruje drogę 
wolności moralnej (IX 467); 
4) s y s t e m l' e f l e k s y j n y, w którym j ażi1, czynna w najwyższym stopniu, 
wyzwalając się od elementów biernych i obcych, poznaje się w zupełncj czystości 
i wolności. Poznanie wewnętrznc, intuicyjnc, WląZC się z faldcm picrwotnym 
i w nim odl,rywa źródło l)Qjęć l)icrwszych i czystych, stanowiących podstawę
		

/00175.djvu

			- 169 - 


dwóch llauk: psychologji i matematyki. Wyrazy - znald służą do utrwalenia 
i odróżnienia owych pojęć, a UI)rzyŁomniając jażni jej aktywność, dostarczają re- 
flcksji SI)Osobności do ujawnienia się. Świadomość jasna możności działallia rodzi 
poczucI c wolności moralnej. 
D o l, t r y n a M. de Birana w dziele powyższem s t r c s z c z a się w dwóch 
punktach: 1) w określeniu faktu pierwotnego, 2) w przeciwstawieniu l)icrwiastka 
affektywnego, nieświadomego świadomemu życiu ludzkicmu. Ten l)Qdwójny dua- 
lizm l)sychologiczny (wysiłek - opór, świadomość - nieświadomość) krył w so- 
bie różnc niejasności: z jedncj strony powtarzające się lliejednokrotnie określanie 
})ierwszcgo członu faktu picrwotncgo, jalw "wysiłku mięśniowcgo", zacierało istot- 
llą różnicę })omiędzy obydwoma ,członami, sprowadzając aktywność do faktów na- 
tury fizjologicznej, w każdym razic ograniczało tę aktywność do faktów drugo- 
rz.;:dnych; z drugicj strony, odkrycie pierwiastka nieświadomego i umieszczenie 
go pomiędzy mcchanizmem a myślą wymagało doldadnicjszcgo wyjaśnienia ich 
wzajemncgo stosunku, jeśli dyalizm faktu pierwotnego miał być nadal utrzymany. 
W części epistomologicznej dzieła M. de Biran nie wyjaśnił przedmiotowej 
wartości pojęć l)ierwszych, mieszając stronę faktyczną z logiczną; sprowadzając 
zaś wszelkie poznanie ludzkie do świadomości jażni i jej aktów, narażał się na 
zarzut absolutncgo suhjeldywizmu (por. Navillc, w.stcp do dzicł M. de B. 1859, 
str. C. CVII). 


Ludwik Chmaj. 


.4UGUSTE VI.4TTE: LES SOURCES OCCULTES DU ROMANTlSME. ILLUMI- 
NISME - TH£OSOPHIE. Tom I: "Le prćromantisme", str. 331. Tom II: "La gćne- 
rati{Jn d'empire", str. 332. Biblioteque de la Revue dc litterature COml)arće. Paris, 
Champion, 1928. 
Dwutomowe dzieło p. A. Viattc nie jest pracą z zakresu historji filozofji, 
lccz historji kultury; nicmniej l)Qsiada znaczenie dla historji filozofji, l)Qdobnie 
jak posiada je w literaturzc polskiej znakomita książka l)rof. Z. Łempickiego "Re- 
nesans, Oświcccnie, Romantyzm", lub pracc prof. Ujejskiego nad przełomem 
XYlII i XIX wicku. Viattc rzuca snop światła na tak jcszczc mało poznany mi- 
stycyzm francuski doby przcd i porewolucyjncj, torując tem drogę historykom 
filozofji, ldórzy po nim opracowywać będą tcn ciekawy prąd umysłowy, wykry- 
wając w nim obccność lub stwierdzając nieobccność pcwnych pierwiastków filo- 
zoficznych, jak ncoplatońskie, pitagorejskie, WI)ływ niektórych pisarzy filozoficz- 
l)ych jak Bohme, Pascal, Dideret, Rousseau. 
Najciekawsze dla historyków filozofji są nastęlmjące rozdziały: Aux sourscs 
de l'illuminismc (rozdz. 1), L'illuminismc rćvolutionnaire (VII), Saint Martin, 
theosophc et thćocrate (VIII), a z tomu II: Lc comtc Joseph de Maistre (II), Fabrc 
d'Olivct (V), Ballanchc et le groul)C lyonnais (VII), Vers une renaisance dc 
l'illuminisme (VIII); w tym ostatnim rozdziale kilka stron l)Qświęcono Hocne 
'VrOllsldemu i jcgo SI)Qrom z Arsoncm. 


Jan Mosdorf. 
JEAN DELVOLVE, profćsseur a la Facultć des Lettres a Toulouse: REFLE- 
XIONS SUR LA PENS£E COMTIENNE, Paris, Alcan, 1932, str. 318. 
J. Delvolvć, autor szkicu o Picrre Bayle i kilku prac na tematy moralno-wy- 
chowawczc ("Raisoll dc vivre", 190'3, "L'Organisatioll dc Conscience morale", 190'6, 
"La tćchni(}uc ćducative", 1922, etc.), poświ<;:cił ostatnio Augustowi Comte książkę 
hardzo wnikliwą i cickawą.
		

/00176.djvu

			170 - 


W rozdżiale pierwszym autor rozważa zagadnienie, czy słuszlle jest wykra- 
wanic z twórczości Comta pewncj jej części jako filozoficzni c ważnej a odrzuca- 
nie innych, I)Owstałych rzekomo pod WI)ływcm choroby umysłowej filozofa; wy- 
powiada się przeciw temu, dowodząc, że l)sychopatyczne czynniki natury Comta. 
lliewątpliwie stwierdzone, sl)owodowały wielc drobnych dziwactw jego poglądów, 
lecz nic wpłynęły lla zasadniczą linję jego filozofji. Zdaniem autora ta część twór- 
czości Comta, którą się powszcchnie uważa za jedyną wartą uwagi, mianowicie 
"Cours de la philosophie positive", jest dla charakterystyki Comta najmniej ty- 
pową. ProC. Delvolvć zwaca uwagę na fakt, że "Kurs filozofji pozytywncj" pow- 
stał z wykładów, l,tóre jego autor l)rowadził dla audytorjum, złożoncgo z mate- 
matyków i przyrodników, do których sposobu myślcnia musiał się dostosowywać 
i dla których musiał ograniczać swój tcmat do filozofji nauk, dalekiej ze swej 
natury od syntczy i systemu. Ale aspiracje Comta przcrastały filozofję "RuI'Su" 
jeszczc l)rzcd jcj powstaniem. "Kurs" jest w linji rozwojowej Comta jej lelddem 
wygięciem w Iderunku konsekwentnego eml)iryzmu pozytywistycznego, natomiast 
;,Systcm polityki pozytywnej" nawraca do lderullku wytkniętego przez pisma 
okresu młodzicńczego. Z pozytywizmu wziął Comtc, zdaniem l). Delvolvć, jedYllie 
"przesąd pozytywistyczny", agllostycyzm, źle pasujący do ogólnego charaktcru 
comtyzmu. "La continuitć de l'oeuvre totale [dc Comte] est l)arfaitcment rćclle. 
hicn qu'elle n'excluc pas une ćvolution, selon unc lignc qui, lors £lu passage de la 
theoric a la pratique, divergc d'unc autrc direction, quc Comte aurait pu suivre, ou 
il parait memc avoir tcntć de d'cngager. En outre on a pu dćja sentiI', [que], la 
direction qu'apres hćsitation il a choisie, bicn que mai conciliable avcc le maintien 
de l'agnosticisme positif, repondait aux caracteres les plus profonds de sa pensće". 
Nasuwa się wobec tego pytanie, co było rdzelliem Comtyzmu, najistotniejszą 
ccchą jego filozofji. Zdaniem autora, był nim finalizm. Tczę tę l)rZeprowadza on 
przez 13 rozdziałów swej książki, ujętej w trzy części, z których l)ierwszą zrefe- 
rowaliśmy przcd chwilą. Część druga omawia filozofję naul, Augusta Comta, 
trzecia - drugą fazę jego twórczości (okres "Systcmu Polityki Pozytywnej" 
i "Syntczy Subjcl,tywnej"). W toku pracy autor polcmizujc ldlkaluotnie z Lćvy- 
Bruhlcm i z Gcorge Dumas, autorami dwóch llajgłośnicjszych w piśmiennictwic 
francuskiem prac o Comcic i jego filozofji. 
W konkluzji (część IV, rozdz. I) autor dochodzi do wniosku. że w Comcie 
walczą dwie sprzeczlle tendencje: uniwersalistyczna, l)rowadząca do metafizyczne- 
go moralizmu (jest to oryginalny motyw Comtyzmu) i "antropoccntyczllll", sen- 
sualistyczno-agnostyczna, wynikająca z przejęcia przcz Comta ,,1)rZesądu pozyty- 
wistyczncgo". Im bardzicj w miarę rozwoju poglądów filozofa zwycięża tcndencja 
uniwcrsalistyczna, tern większc wysiłld robi Comtc, aby ją w sposób coraz bar- 
dzicj sztuczny przy Imć do ciasncgo l,ręgu zicmi i spraw ludzkich. Stąd paradoksy 
w postaci zakazu badania zjawisi, astronomicznych poza granicami układu sło- 
neczncgo oraz używania mikroskopu' w biologji; gdyż oba te rodzaje badań, wy- 
kraczające poza zakrcs, dostt;a)ny zmysłom ludzldm wyrywają llas z kręgu spraw 
ludzkości i otwierają wylot Iw Nieskończoności. Stąd sprzeczności, często grote- 
skowc oraz fantastyczne a podniecalle przez psychopatyczne USI)osobienie - ro- 
jenia na pograniczu naul,i i poezji, ubrane nie jak niegdyś u Platona w lwnsztow- 
ną szatę literacką, lecz w suche formułki quasi - naukowc, wygłaszane z na- 
lllarszczonll powagą i l)cwnościll sicbic, nieznosząca 01)Qru. "l\1ais - konkluduj c 
l). Delvolve - tout cela formc ił mcs ycux le princiJml intcret philosophique - ct
		

/00177.djvu

			171 


dramatiquc aussi de la pensće Comtiennc". Udr.;>ki i szamotania się wewnętrznc 
myśli filozoficzncj były - zdallicm autora - płodnicjsze w skutkach od rcalnych 
zdobyczy jego filozofji. Ostatnic dwa rozdziały poświęca właśnie proC. Delvolvć 
omówicniu wpływów Comte'a na Cournota, Boutroux, SI)enCera, Bergsohna, oraz - 
w dziedzinie zagadnicń Sl)ołecznych - na Durkheima, Maurrasa, Lćvy - Bruhla. 
Praca proC. Delvolvćgo przeprowadzona jest sumiennie i subtelnie; stanowić 
będzic niewątpliwie epokę w badaniach llad Comtyzmem, usuwając w cici1 książ- 
k
 Lćvy - Bruhla, tak dotąd wysoką szacowaną. Załować należy, że autor, ujmując 
Comtyzm pod kątem psychologji jego twórcy, nie zaintercsował się inllą możliwo- 
ścill: zbadani cm filozofji Comta w jej strukturzc logiczncj, zrekonstruowaniem 
jej ulu-ytch założci1, zwłaszcza hicrarchji wartości, tego najbardzicj pasjonującego 
elemcntu w filozofji wi"elkiego dziwaka i myśliciela. 


Jan Mosdorf. 


ERNST BERTRAN: NIETZSCHE, traduit d'allemand par Robert Pitrou. Paris 
1932. Riedcr. 
GEORGES WALZ: LA VIE DE FR:ED£RIC NIETZSCHE D'APR£S SA COR- 
RESPONDANCE. Paris 1932. Ricdcr. 
Zycie Nietzsche'go i jego oryginalna twórczość nic przestają budzić zailltere- 
sowania. Nietzschc znów "staje się modnym". świadczą o tern między inncmi dwie 
ostatnio wydanc książld francusldc, z których picrwsza to już dawniej znanc 
przcnildiwe studjum psychologicznc Erllsta Bcrtrama: Nietzsche, przełożone obec- 
nic z 7-go wydania przez Robcrta Pitrou, profesora w Bordeaux; druga zaś: La 
vie de Frćdćric Nietzsche d'apres sa correspondancc, to zbiór tekstów wybranych 
i przetłomaczonych, poprzedzonych l)rologiem biograficznym, przez Georges'a 
\Valza. Ta druga specjalnie zasługuje na omówienie. 
Konstrukcja dzieła jcst pomyślana i wykonana artystycznie. Jego "Prolog" 
jcst nietyllw biograf ją, lccz zwięzłem, na materjale rzcczowym ol)artcm studjum, 
w ldórem życic Nietzschcgo, jcgo otoczcnic, fazy duchowcgo rozwoju, wreszcie 
tragiczna twórczość powiązanc są w całość dobrze skoordynowallą. 
Autor pragnic jcdnak, aby Nictzschc sam przcmówił do czytelnika w listach 
wybranych, aby dał poznać "swoją moc i słabość, swojc radości i rozpacz". Z ty- 
siąca pięciusct listów, ogłoszonych w pięciotomowcm wydaniu Insel - Verlag: 
Friedrich's Nietzsche's gcsammelte \Verkc, w korespondencji między Nietzsche'm 
a Overbeck'em, w pracach pani Elżbiety Foerstcr - Nietzsche i wielu innych, autor 
wybrał 274 i ujął jc w 3 gruI)Y, w których Nietzsche daje się poznać jako student, 
jalw profesor i jako filozof - tułacz. 
\Vybór listów (z zachowaniem porządku chronologiczncgo) jest tak dokona- 
ny, aby linja rozwojowa myśli Nietzschc'go, przcdstawiona w prologu, znalazła 
tu swojc potwicrdzcnic i aby uwydatnić związek między stanami l)sychicznemi 
Nielzsche'go a jego twórczością. Tok myśli autora jest jasny, filozof ja Nietzschc'go 
w tcm ujęciu nabiera przcjrzystości. 
Z l)rDlogu, dowiadujemy się, że już jako studellt, clltuzjasta i zwolennik 
SchOI)enhauera, Nictzsche umic krytycznie ustosunkować się do jego filozofji: nie 
zgadza się na Zal)rzeczenie życia, przeciwnie dąży do jego uszlachenienia. Waglle- 
ra i Schopenhauera uważa za swych wychowawców, alc kult dla Schopcnhauera 
słabnie w nim dość prędko. Przyjaźń z Wagnercm też się zrywa; drogi ich rozcho- 
dZą się od chwili nawrotu Wagncra ku chrystjanizmowi. Nagły zwrot od idcalizmu 
do sccptycyzmu i pozytywizmu zaznaczył się w dzielc: Ludzkie to, zbyt ludzkie.
		

/00178.djvu

			172 


"Wszystko, co ukochał i szanował: rcligijność duszy, sztukI;:, idcalizm, filozofję, 
bierz c pod mikroslmp, aby odkryć w tcm picrwiastki psychologiczne, aby sprowa- 
dzić wszystlm do konkretnych dallych świadomości". W przeciwstawicniu do. 
WSI)ółczesnych, którzy bądż pOI)rZestają na materjaliżmie, bądź, w najlcpszym ra- 
zie, ob,
arowują się intelektualizmem, który "zabija życie", albo rozpraszają 
swój entuzjazm w obłokach romantyzmu, Nietzschc buduje nową normę i wska- 
zuje cel ludzkości: doskonalić i uszlachetniać rodzaj ludzki, dążyć do stworzenia 
"lladczłowieka". Nadczłowiek to nie despota, któremu wszystko wolno, jak nicraz 
błędnie mniemano, to postać wyszlachetnio.na, której cnotami są: poczucie mocy, 
panowanie nad sobą, dzielIlOŚć, szlachetllość duszy; to "synteza Chrystusa i Ce- 
zara", wielki wychowawca, któremu przysługuj c prawo wolności dlatcgo, żc on 
czuje w sobie odl)Owiedzialność za swojc czyny, żc jcst l)osłuszny prawu wew- 
nętrzncmu, którc jest wyższe nad prawa ludzkie. Począwszy od dzieła "Ludzlde 
to., zbyt ludzkie" po przez całą twórczość Nietzschego przewija się motyw, że "tyl- 
ko istota uszlachetniona otrzyma dar wolności ducha", o czem często Zal)ominają, 
zdaniem autora, pseudo - nietzschcaniści. 
Te i tym podobne wywody są mniej lub więcej znane; alc są też w listach 
wybranych Nietzsche'go myśli, na lttóre mniej zwracano uwagi, a kt6re godne są 
zastanowienia. Np. w liścic do Malwidy Mcysenburg (list 68) Sl)otykamy się z ta- 
ldcm zdanicm: "Doskonale umiem wyobrazić sobic cpokę, w której ludzie będą 
woleli czytać mało, pisać jcszczc mniej, alc wielc rozmyślać i jcszczc więcej dzia- 
łać. Bo dziś każdy oczekuje człowie/w czynu, który uwolni sicbic i innych od sta- 
rych nawyknień z przed tysięcy lat, i przyldadem nauczy, jak czynić lcpicj, aby 
inni mogli go naśladować". 
I{siążkę Walz'a czyta się z takiem zaillteresowalliem i łatwością, jak udane 
dzieło literaelde, to też jest ona dostępna nietylko dla filozofów, ale dla szersze- 
go inteligentnego społcczeństwa, w szczególności może być nicocenionym wstępem 
dla studjujących filozofję Nietzsche'go. W połączelliu ze wspomnianą na wstęl)ie 
książl,ą Bcrtrama tworzy l)ewicn całokształt wicdzy o życiu i twórczości Nietz- 
sche'go, dając syntczę tego, co Bcrtram ujął analitycznie. 
Seweryna Osetowska. 


FRA.NCISEK KREJĆI: FILOSOFIE POSLEDNICH LET PRED V ALKOU (Fi- 
lo.zofja ostatnich lat przed wojną). 'Wydał Jan Laichter. Praga 1930'. Str. 464. 
I{rejci, profesor psychologji uniwersytetu czeskiego w Pradze, jest tak samo, 
jak Tomasz Masaryk, wychowankiem pozytywizmu i tak samo, jak Masaryk, ży- 
wo interesuje się religją, ale różni się od pozytywistów tcm, że l)sychologję wy- 
łącza z systcmu filozofji, a religji kościelnej przcciwstawia się radykalnie. Re- 
zygnujc z poznania transcendcntalncgo. Zdaniem jcgo krążcnie dokoła transcen- 
dcntu jest daremncm trwollicnicm sił; możc i powinno nam wystarczyć poznanic 
rzcczywistości, jalde lmmunilmją nam zmysły. Poza świat zjawisk nie wydosta- 
nicmy się nigdy. 
"Filosofic poslednich let" wychodzi w drugicm wydaniu. Pierwsze ukazało się 
w roku 1918 i szybko się rozeszło. świadcząc z jednej strony o żywem zaintcre- 
sowaniu się publiczności zagadnicniami filozoficznemi, z drugiej - o sympatjach 
ogółu czeskiego dla takiej postawy filozoficzncj, jaką właśnie reprezcntuje I{rejci. 
Znakomity krytyk czeski, salda, ustalił raz na zawsze fakt, że Czcsi od wieku 13 
do 17 micli litcraturę i filozofję inspirowaną wyłącznic myślą religijną, co dopl'O- 
wadziło do taldcgo przcsyccnia problcmatyką metafizyczną, iż dzisiaj, nicjako
		

/00179.djvu

			173 - 


siłą rzeczy, Czcsi Sil rcalistami w najbczpośrcdnicjszem znaczeniu słowa. Drugic 
wydanie tej książld ukazuje się odpowicdnio zmicnione i uzupełnione przcz autora, 
który tu i owdzie opuszcza zakreślony teren filozofji l)rzcdwojennej i wskazuje 
na skutki oportunizmu, jaki zagnieździł się po wojnie w dawnych ogniskach llie- 
l)rzejednanego radykalizmu. Wolność polityczna narodu dawniej ujarzmiollego, od- 
biera jego filozofom głośny patos dawnego radykalizmu. 
podobnie jak Krcjci, także inni, młodsi, filozofowie czescy zastanawiali się 
nad zaciekawiającem zjawiskiem, że 1)0 wielkich triumfach pozytywizmu mogło 
było dojść do rcakcji idealistycznej, która dzisiaj osiąga najwyższe natężenie i bo- 
daj, żc się już przcsila. W odpowiedzi lla to pytanie Krejci kreśli obraz rozwoju 
myśli filozoficzncj od Kartczjusza i Bacona aż po Darwina i Nietzschego, wyka- 
zljąC, że w miarę, jak rozwija się znajomość przyrody, metafizyka, inSI)irowana, 
lub zgoła dyktowana przez instytucje kościclne, ustępuje coraz bardzicj i zanika 
wreszcie wobec wzrastającej władzy naturalistycznego pozytywizmu. Darwin 
i !\Iayer, ewolucjollizm i idea zachowania energji, to dwie potężne myśli, którc 
zdołały zapłodnić całe życie sl)Qłeczeństw w naj szerszych kołach poza-filozoficz- 
nych. Wzmaga się materjalistyczny realizm, powstajll doktryny gospodarcze, które 
l)otężnie oddziaływują na życie sl)Qłeczne. Filozof ja Marxa jest próbą zastosowa- 
nia mctody przyrodniczcj w dziedzinie historycznej. Ruch socjalno - dcmokra- 
tyczny ma podłożc w matcrjalistycznym pozytywizmie. Wogóle nad światcm za- 
panowujc dążcnie do unaukowicnia światopoglądu, a Comte we Francji i Spcnccr 
w Anglji to dwaj najwięksi systematycy drugiej połowy wicku 19-9o. 
Wpływowi nauk przyrodniczych nic oparła się nawet tcologja, która dotych- 
czas traktowała filozofję jako swoją służebnicę. Pojęcie rozwoju zapanowuje na- 
wet nad dogmatem, obok teologji powstaje rozległa wiedza religjologiczna. W li- 
teraturze pozytywizm przejawia się w takich wielkich postaciach, jak Goethe lla 
początku 19-9o wieku, Hugo w l)ołowie tegoż, a Ibsen i Tołstoj u jcgo końca. Po- 
zytywizm był idcą lderowniczą, idcalizm stał się doktryną bcz znaczcnia. Oczy- 
wiście, że w I)Ozytywizmic był pewicn stopicń rezygnacji przy jcdnoczesnem za- 
domowicniu się człowicka na zicmi i zrzcczcniu się tcgo wszystkicgo, do czego 
prowadził idealizm. Darwinizm zachęcał do mcchanicznego l)Qjmowania świata 
i wszystkich jego zjawisk, ale usiłowania tc spotkały się z taką bezwzględną, na- 
ogół uzasadnioną, krytyką, że trzeba było z nich zrezygnować. Tę rezygnację, czę- 
sto metodologiczną i oczywiście chwilową, wyzyskał odrazu idealizm, aby z prze- 
słanki niepowodzeń darwinizmu wysnuć zbyt skwapliwy i jednostronny wniosek: 
skoro mechaniczne objaśnienie świata zawodzi, tedy idealizm ma słuszność. Do 
triumfu idealizmu l)rzyczyniły się także nadmierne i nicdość l)rZemyślane wyma- 
gania, jakie postawiono psychologji w zakresie tak zwanej wiedzy normatywne.i_ 
Alc zwycięstwo idcalizmu nic możc być trwałc i ostatecznc, bo okazuj c się, 
żc najwi/;'ksi jcgo przcdstawiciele dopracowali się do różnych postaci konwcncjo-. 
nalnego liOmodyzmu, który pragllienia prawdy zaspokoić nie może. Vaihinger, 
Jamcs, Bcrgson, fikcjonizm, iluzjonizm, intuicjonizm, - wszystko to ani o krok 
nie POSUwa myśli ludzldcj naprzód ku poszukiwanym celom finalnym, lecz l)rze- 
ciwnie sl)rowadza ją na bezdroża najróżniejszych relatywizmów i mistycyzmów 
anarchicznych. 
Krejci wziął od pozytywizmu nietylko doktrynę, lecz i francuską jasność 
l11yśli; jego charakterystyld, streszczcnia i okrcślenia poszczególnych systematów 
filozofji współczcsncj i dawnicjszcj Sil jasne, zwięzłe, wyczerpujące. Jcst on r6w- 
nic świctnym intcrlwctatorcm zawiłcgo Eukcna jak i jasnego Guyau. Dzięki
		

/00180.djvu

			174 - 


wszechstronnej erudycji z wielką swobodą cofa się w razie potrzcby wstecz, aby 
współczesną myśl filozoficzną skonfrontować z pol,rewncmi zjawiskami doby daw- 
niejszcj, I)Orównywa l)rzedstawicieli różnych i różlliących się kierunków filozoficz- 
nych wylmzując podobieństwa i pokrewieństwa, ilustruje l)rądy myślowe przy- 
kładami czerpanemi z literatury. Aczkolwiek osobistemi skłonnościami jak naj- 
bardziej odchyla się od wszelkiej mistyki, w rozdziale poświęconym mistycyzmo_ 
wi współczesnemu omawia szczegółowo i objeldywnie nietylko mistyków rosyj- 
skich i teozofów zachodnio-europcjskich ale z równą rzeczową bezstronnością 
traktuje wszystkie wogóle ppstaci okultyzmu i spirytyzmu. Do mistyków zalicza 
takżc myśliciela francuskiego Jana Marję Guyau, i zachwyca się jedlloczcśnie jcgo 
myślą filozoficzną i jego I)Oezją tryskającą ze źródła czystej naukowości. Guyau 
jcst mu przykładem i wzorcm konsekwcneji: sztuka i wiara nie mogą przeczyć 
zdobyczom I)OZnania naukowcgo. 
Prócz ogólnego w l)ierwszym rozdzialc eXI)OSĆ sytuacji filozoficznej w ostat- 
nich latach przed wojną, Krejci daje obszerllY i bardzo dokładllY przegląd wszy- 
'Stldch wybitniejszych prób filozoficznego objaśnicnia świata. W sześciu następnych 
rozdziałach kolejno przedstawia pozytywizm, l)ragmatyzm, ekspresjonizm, realizm 
intuicyjny, filozofję wartości, mistycyzm. Krcjci jest nictylko znalmmitym eru- 
dytą, świetnie panującym nad olbrzymim matcrjałcm, alc i utalentowanem pisa- 
rzem i dlatcgo wszystkic jego strcszczenia i charaktcrystyki poszczególnych nauk 
filozoficznych czyta się z prawdziwą przyjemnością. Jego zdolności krytyczne 
zdumiewają wszech stron Ilością i bystrością sądów. I właśnie te jego zdolności za- 
pewniają mu wielkie powodzenie w społcczcństwie czeskiem usposobioncm na- 
wskroś l)Qzytywistycznie. Zresztą po uważnem przeczytaniu jeko książki cztelnik 
tak dalece traci zaufanie nietylko do wszelkiego idealizmu, lecz do myśli filozo- 
ficznej wogólc, że pozytywizm staje się niejako jedyną dcską ratunku dla zbłą- 
kanej myśli ludzkiej. 
Wszystkie odwieczne Zal)ewnienia, że filozof ja ma i chce być całkowicie 
objektywna i obojętlla na wyniki poszukiwanej prawdy, rozwiewają się jak mgła 
w różllych akomodacjach I)Owojennych. Filozof ja nic jcst czcmś bezosobowe!ll 
i indyfcrcntnem, a fidozofowic prawic zawsze starają się uzasadnić coś, co w nich 
żyło już l)rzed filozofjll. I{rejci ilustruje to twierdzenie stosunkami polityczno- 
społecznemi w Czechach. Dawny radykalizm czesld ustęlmje l)Qwszcchnemu prag- 
nieniu konsolidacji politycznej i uspokojenia społecznego. Powstaje taka filozof ja, 
która rozstrzyga wszystkie zagadnienia i wszystkich ma zadowolić. Autor specjal- 
nie zaznacza, że te uwagi wybiegające poza granice, które sobie Wytkllął, mają zi- 
lustrować relatywizm filozoficzny, powstający na podłożu dążeń narodowych 
i społeczno-politycznych. Zycie nie jcst konsekwcntne; wszystkie lwnsckwencje 
wnosi do życia człowiek i zależnie od warunków istnicnia zmicniają się, oczy- 
wiście, takżc konsekwencje. 
Przeznaczając książl,ę swoją dla llajszerszych kół oświeconego czytelnictwa, 
RrcjCi UZUI)cłnił swój tckst krótkiemi notatkami biograficznemi i bibliograficzne- 
mi o filozofach omawianych, Ogromnie intcresującemi są odchylellia w kierunku 
historjozoficznym czy socjologicznym, gdy pragnie .pokazać jak pewne doktryny 
filozoficzne rodziły się z dążeń nacjonalistycznych, religijnych, czy iml)erjalistycz- 
nych, i jak z drugiej strony pewne myśli filozoficzlle oddziaływały potężnie na 
'Szerokie rzesze prostego ludu, nie mające naogół najmnicjszcgo pojęcia o filozofji 
wogólc i o poszczcgólnych filozofjach. Micjscami wywody autora są tal, jasnc, 
przcjrzystc i przckonywujące, żc l)rzypomillają klasycznc zdania zc wstęlm do
		

/00181.djvu

			175 


Ducha praw" Diderota. Gdyby u nas istniało przynajmniej takie zaintcresowa- 
;;ic się filozofjll, jakie micliśmy przed wojną, to książka Krcjcigo, przetłumaczona 
na język polski, świetnic nadawałaby się jako informatorjum dla szerokich kół 
czytelnictwa, alc niestety, systemat kryzysów gospodarczych skutecznie wypiera 
zainteresowanie się systematami filozoficznemi. 
Oczywiście, trzeba żałować, że tak jest, bo filozof ja to znacznie więcej, niż 
l)rzedmiot zainteresowania specjalistów. Istnieją jasno wyznaczalne linje wiodą- 
ee np. do Marxa i jcgo materjalistycznego pojmowania dziejów, aby następnie 
przcjść do tej rzeczywistości filozoficzno - politycznej, która się zbroi orężnic 
przcciw innym koncepcjom filozoficznym. Np. Rosja sowiecka to realizacja świa- 
topogllldu, którcmu radykalnie i ostro przeciwstawiają się inne światopoglądy. 
Dyskusjc, jakie od czasu do czasu powstają w czasopismach literackich, świadczą 
wymownie, że jeśli filozof je nie walczą z sobą bezpośrcdnio, to w każdym razie 
są onc wyrazicielkami sił duchowych, które na innych terenach staczają z sobą 
walki. Właśnie o związkach, jakie zachodzą między filozofjami a życiem poli- 
tyczno - społecznem religijnem i artystycznem w sposób wyjątkowo przystępny 
mówi świetna książka Rrejcigo. 


Paweł Hulka-Laskowski. 


TADEUSZ BlLIKIEWICZ: DIE EMBRYOLOGIE IM ZEITALTER DES BA- 
ROCK UND DES ROKOKO. Georg Thieme, Leipzig, 1932. 
Książka polskiego historyka wyszła, jako drugi tom prac Instytutu Historji 
Mcdycyny Uniw. Lipsldego. Ma ona na celu, jak zaznacza w przedmowie kierownik 
wymienionego instytutu, profesor Sigcrist i sam autor we wstępie, przedstawić 
z punktu widzenia syntetycznego dzieje embrjologji XVII-ego i XVIII-go wieku. 
Zadanic zaś syntetycznego wykładu polega - zdaniem autora - na wykazaniu 
zwillZku, zachodzącego między teorjami i sposobami rozwiązania zagadnień z da- 
nej dziedziny wied1zy a ogólnemi pogllldami kulturalnemi i filozoficznemi cpoki, 
słowem chodzi tu o przedstawicnic historji embrjologji od Harvey'a do końca 
oświccenia na tlc cpoki. 
Tendcncje, które panowały w filozofji znalazły swe odbicie także i w tak 
szczcgółowcj dzicdzinie badań jak embrologja. W obu tych dzicdzinach jest wick 
XVII okresem wielkich systemów, a szersze zainteresowanie zagadnieniami szcze- 
gółowemi i dllżność do popularyzacji występuje dopiero w oświeceniu. 
Niemniejsza zgodność daje się zauważyć w sposobach rozwillzania zasad- 
niczych zagadnicil embrjologicznych: wiek XVII pojmuje rozwój osobnika zwicrzę- 
ccgo w sposób mechanistyczny zgodnie naogół ze stanowiskiem Kartezjusza, któ- 
ry swc konccpcjc embrjologicznc dostosował do mechanistycznego pogllldu na 
świat, Konsekwencją mcchanizmu była przez Kartcrjusza nie wyznawana, a przez 
póżniejszych cmbrjologów sfommłowana i rozwinięta teorja prefom1acji, we- 
dług której przyszły organizm znajduje się już ukształtowany w jaju względnie 
plemniku a rozwój jest tylko wzrastaniem i rozwijaniem ewolucją prefom10wa- 
nego organizmu. Na tem stanowisku stał Malebrache, bowiem "okazjonalizm jest 
tylko filozoficzno-metafizycznem sformułowaniem embrjologicznego prefom1acjo- 
nizmu". Podzielał je i Leibniz, pozostając na tym punkcie w zgodzie z ogólnemi 
tcndencjami swego systcmu, Spór animaikulistów i owistów, który rozgorzał od 
CZasu odkrycia plcmników przez jednego z uczniów Leewcnhoelm stał się wyra- 
zcm walki o przewagę jcdncj lub drugicj płci: zwycięstwo jcdnej lub drugicj stro- 
ny pozostawało w zwillzku zc stanowi ski cm, jakie dana płcć zajmowała w życiu
		

/00182.djvu

			176 - 


społcczncm. Ewolucjonizm, ustnmjący pod naporcm cpigcnctyzmu w wieku o,;wic- 
ccnia przcjawiał się w postaci owizmu; inaczcj być nic mogło w wieI,u, w któ- 
rym kobiety odgrywały tak potężnll rolę. 
Upadek preformacjonizmu i ewolucjonizmu rozpoczął się na szerSZIl skalę 
w wieku XVIII-ym, a wynikł z ogólnych racjonalistycznych tendencyj: cudowność 
preformacjonizmu nie zadawalała przedstawicieli oświecenia. Dllżność do wy tłu- 
maczcnia rozwoju w sposób zgodny z wymaganiami rozumu doprowadziła jednak 
do witalizmu, trudno bowiem było pojllć przekształccnie czegoś niczorganizowa- 
ncgo w organizm bez udziału sił działających celowo. Witalistą więc i epigencty- 
ldcm był żyjllcy przy końcu oświccenia embrjolog C. Fr. WoIff, ostatni wymic- 
niony w omawiancm dziele autor. Obok .przcdstawienia ogólnego rozwoju cmhrjo- 
logji od Harvey'a do C. Fr. WoIffa podajc ksillżka szercg cickawych drobniejszych 
faktów z historji nauki, np. informuj c o wpływie tcoryj społecznych na koncep- 
cje lliologiczne Maupertuis, dostarcza wielu przykładów, świadczących o tem, jak 
teorje wyznawane przez badaczy wpływajll na to, że dopatrują się oni w obra- 
zach mikroskopowych tego czego wcale niema i t. d., stanowi przeto cenny nallY- 
tek zarówno dla historyka filozofji, jak i dla interesująccgo się historjll nauk 
metodologa. 


Eugenjusz Geblewicz. 


E. IlOPPE: HISTOIRE DE LA PHYSIQUE. 571 str., Paris. Payot. 
Fizyka posiada równicż swą epopeę, której niczwyMe fazy zarysowuje dzie- 
ło prof. Hoppl'. 
Informacje, które nam podaje o starożytnych i śrcdniowieczu Sil raczej su- 
maryczne i poglądowe. Natomiast fizyka nowoczcsna, od Descartes'a i Galileusza 
do końca XIX wieku została wyłożona z godnll uwagi doMadnościll i bogactwem 
szczegółów. Autor uznał za stosownc podać oddzielnie dziejc mechaniki, optyki, 
nauki o elcktryczności i nauki o cieple, zostawiajllc trosce czytelnika dokonanie 
niezbędnej syntezy. Ta cickawa historja, zaopatrzona w liczne źródłowe odnośnild, 
ułatwi filozofowi lcpszc zrozumicnie istotncgo znaczcnia wielu tcoryj mistrzów 
myśli ścisłcj. 


T. Greenwoocl. 


THOMAS ARNOLD i A. GUILLAUME: THE LEGACY OF ISLAM. 412 str., 
Oxford, University Press. 1931. 
Znakomita ta encyklopedja myśli muzułmailsldej obrazuje szczegółowo nasz 
dług wobcc Islamu w dziedzinie sztuki, literatury, filozofji i nauki. Szereg studjów, 
w których poszczególni specjaliści rozwijajll swój przedmiot, otwicra ciekawe 
studjum o Hiszpanji i Portugalji i artykuł o wpływie Krucjat. Rozdział o filozofji 
i tcologji muzułmariskicj, pióra prof. Guillaumc kreśli zasadnicze rysy tcgo waż- 
nego przedmiotu, pozwalając pojąć z nowego punktu widzenia dzicje intcllektual- 
nc śrcdniowiecza. Doskonałe studjum o naucc w krajach mahometańskich, napi- 
sane przez bar. Carra de Vaux dopełnia dzieła, wykazujllcego jedność i bogactwo 
cywilizacji Islamu. 


T. Greenwood. 


SERGE BOULGAIWFF: L'ORTODOXIE. Lcs Religions. Paris. F. Alcan. 1932. 
I{siążka ta jcst trzccim tomiki cm z cyklu, którcgo poprzcdnic tomy były już 
omawiane na łamach Przeglądu (XXXV. 162-163). Autor w kilku rozdziałach oma-
		

/00183.djvu

			177 


wia tcologję prawosławnIl, jej rozwój, stosunck Prawosławia do aktualnych za- 
gadnicli społccznych i kulturalnych. 
Dogmatykę prawosławną charakteryzujc autor jako obcą tendcncjom lcgisla- 
cyjnym lmtolicyzmu. Stanowisko dogmatyczne IJrawosławia opicra się zasadniczo 
na orzeczeniach 7 pierwszych Soborów. Orzcczenia te jednak nie wyczerpujll całej 
doktryny, która rozwija się w literaturze teologicznej nieoficjalnej. W teodycei 
dajll się zaobserwować reminiscencje platońskic i neoplatońskie (zasada hipostaz 
w dogmacic troistości). Etyka prawosławna ma charakter estetyczno-mistyczny, 
przypominajllcy ponieklld grecką KCl.AOKCl.jcdHa; jcst ona przcciwna orjentacji mo- 
ralistycznej, sprowadzającej się, zdanicm autora, do dyscypliny. 
Jest rzcczą znamiennll, ŻC autorzy trzech opracowań omawianej scrjj stojll 
na stanowi sIm, ŻC przcz nich omawianc wyznanie jcst jcdynic i bezwzględni c praw- 
dziwc, nie zaś takic, którego wartość mogłaby być związana raczej z warunlmmi 
i właściwościami Imlturalnemi pewnych grup, tworzących w rozwoju historycznym 
pcwne całości cywilizacyjne. 


Bohdan Rieszkowsld. 


AKOS VON PAULER: LOGm, VERSUCH EINER THEORlE DER WAHBHEIT. 
Aus dem Ungarisehcn ubersctzt von Dr, JO'>C}Jh Somogyi. Bcrlin u. Leipzig, '1929, in 
80 str. (VllI + 294). 


Alws v. Paulcr, profcsor filozofji w Budapcszeic, jest czołowym filozofcm 
Węgier. Szcreg jcgo dzicł został przetłumaczony na niemiecki, między inncmi 
i powyżej zatytułowana ksillżka. l\latedał, omawiany w niej, autor rozkłalla na 
dwie części, mianowicie na logikę c z y s t ą i na s t o s o w a n Il. W logice stoso- 
wanej znajdujemy więcej spraw, niżby można slldzić z samej nazwy. Wchodzll tu 
bowiem przedewszystkiem nauka o myśleniu, a więc i psychologiczne rozważania, 
nauka o budowie nauki i jej metodach, czyli epistemologja i mctodologja i wresz- 
cic krytyka poznania, która stanowi przcjście od logiki do metafizyki, bo zazęlJiajll 
się w nicj zagadnienia logicznc z mctafizyczncmi (s. 281- 282). 
Konwcncjonalna dcfinicja logiki, jako nauld o regułach prawidłowego myśle- 
nia, aczkolwiek zakreśla logice tylko jej właściwe pole zagadniel}, nic jcst zasad- 
niczą, bo przelmszcza pojęcie "prawidłowcgo myślenia", nie określając, co należy 
rozumieć przez prawidłowe myślenie. Nie mając jasno sformułowanego pojęcia 
o prawidłowem myślclliu, brakuje podstawy do odróżnienia nieprawidłowego od 
prawidłowego myślcnia i zachodzi niemożliwość ustalenia reguł prawidłowego 
myślenia. 
PI"awidłowcm nazywamy rnyślcnic, gdy wyraża prawdę, nieprawidłowcm na- 
tomiast, gdy zawicra błlld. Wobcc tcgo ustalcnic rcguł prawidłowcgo myślcnia za- 
lcży od tego, co nazywamy prawdll (s. 2). Wkccj podstawowa i zasadnicza dcfi- 
nicja wypadnic zatcm tak, że logika jcst naukll o istocie, czyli o formalnych, po- 
wszechnych warunkach prawdy (s. 2, 3). C z y s t a log i k a bada nie warunki 
p o z n a n i a prawdy, lecz samll s t r u k t u r ę jej i waż n o s c (Gultigkeit, 
Subsistenz), Na strukturę prawdy składajll się jako czynniki: forma, treść, przed- 
miot i relacja treści do przedmiotu prawdy, czyli ważność (s. 26). Prawda ma 
pewnll formę, okrcśloną treść, ważnIl w odnicsieniu do jakiegoś przedmiotu. Praw- 
da wyst
puje w formil' bądź "logizmu", stanowiącego najprostsz
 elemcnt treści 
(27, 62), bądż zdania, bądź sylogizmu. Logika czysta rozważa rcguły prawidłowego 
myślenia, t. j. wyrażająccgo prawdę w tych właśni c formaeh. 


12
		

/00184.djvu

			178 


Trzy Sil zasad,}' prawidłowego myślcnia: zasada tożsamości (principium iden- 
titatis), związku (principium cohacrcntiae) i klasyfilmcji (pricipium classifi- 
cationis). \Vidać troskę autora o to, by te zasadniczc rcguły nic hyły od 
parady i by się nie kończyło na ich sformułowaniu, jak to w dawnych 
podręcznikach logiki spotykamy. Zasadnicze rcguły Sil niby zasadniczemi, 
podstawowemi, ale się nie wykazuje, w jaki sposób inne prawidła logicz- 
ne od tych zasad zależll. PauleI' zadaje sobie trud wykazania tej zależności 
(56 - 61). Przedstawia więc zależność prawideł, rządzllcych relacjami między 10- 
gizmami, od wymienionych trzech zasad (75 i nast.). Na tychżc zasadach opierajll 
się reguły relacyj międzyzdaniowych (111, 112 i llast.). Sylogizm polega na klasy- 
fikacji tez (112, 128). Czysta logika zajmujc się sylogizm cm bcz względu na uży- 
tcczność lub nicużytcczność jcgo formy, bo tc względy wchodzą w rachubę logiki 
stosowanej (142). Trzy rodzaje sylogizmu: katcgoryczny, rozjemczy i hipotctyczny 
dajll się uzasadnić zasadami tożsamości, zwillzku i klasyfikacji (151). Figura 
pierwsza sylogizmu polega na zastosowaniu zasady klasyfikacji, druga - zasady 
tożsamości, trzccia - zasady związku. Należy pamiętać, iż stanowisko logiki czy- 
stej jcst inne, niż nauki o myśleniu, a wtedy upadnic wicie trudności i zarzutów, 
podnoszonych przez współczesnych logików, nic wyłllczajllc logistyków. "Ze sta- 
nowiska czysto logicznego nic jest konicczne przyjmować obok sylogizmów inhcr- 
cucyjnych jcszeze jcdcu rodzaj sylogizmów relacyjnych zc swoistcmi prawami" 
(166). Ci, co za tll lwniecznościll obstają, sprzcniewicrzajll się czystcj logice, 'wpro- 
wadzając do nicj punkt widz cni a psychologiczny i praktyczny. 
Chociaż faktycznc rozumowania przcbiegajll w innych formach, niż tc, które 
podajc sylogistyka, nie pozbawia to jej wartości czysto logiczncj. Gdy chodzi 
o praktyczne, utylitarne względy, to bierze je pod uwagę właśnie logika nowo- 
czesna logistyków. Zasadniczo jednak sylogistyka podaje sposoby bezwzględni c ko- 
niccznego i nieprzerwanego powillzania tez. Do nicj dadzll się też sprowadzić inne 
formy rozumowania. Na te pogllldy A. Paulcm godzą się i sympatycy logistyki, jak 
np. III. Schlick. 
\V logicc stosowanej, opierając się na zasadach naczelnych, autor rozwija 
swc tezy o pojęciach, o sIldach, o przcświadczcniu (Glaubc) i o dowodzcniu. Nauka 
o wynikaniu, o sylogizmie należy do czystej logiki, gdy dowodzcnie wchodzi w za- 
kres logiki stosowanej i mctodologji (167, 168), 
Zakres wiedzy ludzkiej, nauki dzieli autor między nauki realne, matematykę 
i filozofję (223). Nauki realnc posługujll się g łów n i e, choć nie wyłllcznie, in- 
dukcjll, matematyka - dcdukcją, filozof ja zaś - redukcjll (243, 274). Autor pod- 
kreśla mocno samodzielność redukcji, o której dużo rozprawiajll Sigwart, Fries, 
i litóra była znanIl św. Augustynowi (5). Nicstcty
 zazwyczaj rcdukcja hywa redu- 
lwwana do indukcji w naukach rcalnych, lulJ do dcdukcji - w matematycc 
(270', 274), 
Gdy idcałem idukcji ma być oznaczcnie przyczyn, a w dcdukcji chodzi o wy- 
niki, to redukcja stawia sobie zadanie innc, mianowicie o z II a c z y Ć z a ł o ż e- 
n i a logiczne (Voraussetzungen, Prasuppositionen) (259, 272). 
Najmniej miejsca zostało poświęcone trzeciej cz
ści, t. j. krytyce poznania. 
Zadaniem jej ma być zbadanie objektywnych warunków, bez których przcdmioty 
byłyby niepoznawalnc, oraz ustalenic granic ludzldcgo poznania i natury proccsu 
poznawczego. 
Objcktywncmi warunlmmi poznawalności przcdmiotów są naczclnc zasady 
logicznc. Poznać bowiem znaczy stwicrdzić, iż 1)I.zcdmiot ze stanowisiw naszcgo
		

/00185.djvu

			179 


myślcnia "logicznic", t. j. tym samym prawom, podlega, co i naszc myślcnic. "'te_ 
dy powiadamy, i.l przedmiOI jcst dla nas zrozumiały (283). świat, w którym jakiś 
przcdmiot byłby l1ietylko z sobll idcntyczny, alc nadto i z inncmi przedmiotami, 
albo też jakiś przedmiot nie miał żadnego związlm z innemi przcdmiotami, albo 
wreszcie nie należał do jakicjś klasy, był]JY dla nas niezrozumiały (283). 
\Vywody autora odznaczajll się jasnością. Widać w nich organiczne powillza- 
nie. Autor nie zajmuje stanowiska wobec logistyki, zostawiajllc jll poza nawiasem 
swych badań. Ogranicza się do powiedzenia, że są to ciekawc prólJY uczynienia 
z sylogistyki llauki ścisłcj przy pomocy udpowicdnich algorytmów (163). Czy to 
nic za mało na nowoczcsną ksillżkę z zakrcsu logiki? Tcm bardzicj za mało, ŻC 
autor czerpic pomysły nictylko od Arystotelcsa, lccz i od Leibniza, który do logi- 
stycznych zagadnicń przywiązywał wagę. 
Brak ten został wypełniony do })ewnego stopnia w innej ksillżce tegoż autora 
p. t. "Grundlagen der Philosophie", Berlin u. Lcipzig, 1925 (s. 346), zawierajllcej 
trafne uwagi o teorji relacji i rachunku relacji (s. 284 - 30'6). 
\V tej ksillżce podajc autor podstawowe wiadomości ze wszystkich uznawa- 
llych przezcń części filozofji - a więc logiki, etyki, estetyki, metafizyki i ideolo- 
gji - łączllc wykład systematyczny z przcgllldcm historycznym omawianych za- 
gadniel). Pauler zajmuje stanowisko, zbliżone do Arystotelesa i Leihniza. Książka 
ta posiada dużą wartość informacyj nil i świadczy o rozlcgłcj wicdzy węgicrskicgo 
filozof a. 


Ks. Piotr Chojnacki. 


DR. FRA.NZ MANTHEY: KATEGOREl\IATISCHE UND SYNI{ATEGOREMATI- 
SCHE AUSDRtJCKE. Eine sprachphilosophische Stu £Ii e, Druck: Dic Grenzwacht 
G. 1\1. B. H., Schneidemuhl. 1931. Str. 68. 
Rozważania systematycznie poprzedzone Sil CZ..ścill sprawozdawczll, w której 
autor dokonywa przcglądu stanowisk, jakie rozliczni myśliciele zajmowali w kwe- 
stji podziału wyraŻCl) na kategorcmatycznc i synkategorcmatycznc. Przcgląd tell 
jest zrolJiony w tcn sposóh, że oddzielni c mówi się naprzód o wyrażcniach Iwtego- 
rcmatycznych, potcm o synkatcgorcmatycznych, Taki rozkład materjału trzclJa 
uznać za wadliwy. Utrudnia on niepotrzebnic czytelnikowi jasnc zdanie sobie 
sprawy z pogllldów poszczególnych autorów na całość zagadnienia. 
Autor sumiennie zgromadził materjał obfity, ale nie równowartościowy. 
\Vskutck tego na jcdnej płaszczyźnie cytuje i rozważa dzieła podstawowe z popu- 
larncmi podręcznikami logiki, w których odrębności w ujęciu pewnych zagadnicl'i 
wynikają nicraz . nie tylc z istotnej różnicy stanowisk, ile z niedołężnego IJądż też 
nicdość dokładncgo ich sformułowania. Autor zdajc się tcgo nic brać pod uwagę. 
Rcferat swój ujął w formę ogromnic fakonicznll. Pogllldy, o Idórych wzmian- 
kujc, omawia bardzo l{rótko, nicraz poprzcstajc na samcj cytacic, nie wdajllc się 
w bliższc wyjaśnicnia, to też przez cały czas lcktury nasuwa się czytelnilwwi masa 
wlltpliwości i pytail o charakterze interprctacyjnym, na które odpowiedzi książka 
nie daje; trzebaby ich szukać u źródeł, W konsekwencji cała ta część nosi znamio- 
na raczej bogatej informacji słownikowej, niż wykończonego studjum. 
\V części drugiej - krytyczncj - chodzi autorowi o zbudowanie takiej de- 
finicji }10jęĆ "kategorematyczny" i "synkatcgorematyczny", któralJY chwytała do- 
Idadnic scns tych wyrazów, przckazallY nam przcz logikę śrcdniowiccznll. 
Zastanawia się naprzód nad trudnościami, na jakie llarażonc Sil IH"óhy do- 
lwnania podziału wyrażcil lla lmtcgorematyczne i synkategorematyczuc lla podsta-
		

/00186.djvu

			180 


wie czysto gramatyczncj. TaJ'1l próbą jcst n)). podział, wcdlc którcgo Jmtcgorcma- 
tyczncmi nazywa się wyrażcnia, którc nadają się na samodzielnc podmioty lub 
orzcczniki zdaiI, a synkatcgorcmatyczncmi - wyrażenia, którc mogll spełniać rolę 
podmiotów lub orzcczników dopiero w połączcniu z innemi wyrażcniami. 
Autor piętrzy cały szcreg zarzutów przeciw prólwm takich klasyfikacyj i Sll- 
dzi, że żadna dcfinicja tych pojęć, wychodzllca z podstawy gramatycznej, utrzymać 
się nie da. Definicję swoją chcc oprzeć o grunt semantyczny. 
Rozpoczyna więc od przcdstawicnia swego stanowisJm w zasadniczych kwe- 
stjach scmantycznych. Jcst to stanowi sIm psychologistyczne. Znaczcnicm wyrazu 
jcst zawszc jakicś zjawisJm psychicznc. Przyjmując za HMlerem i Twardowskim 
(autor, doktór U. J. K. we Lwowic, jcst ucznicm proC. Twardowskicgo) cztery typU 
zjawisk psychicznych: przcdstawicnia, sądy, uczucia i chccnia (Wollungcn) - 
wyróżnia odpowiednio cztery ty,py wyrażeiI:. wyrażcnia, które Sil odpowiednika- 
mi słowncmi przedstawicń, sądów, czuć i chccń. Wyrażenia picrwszego typu są 
to 
vłaśnic wyrażenia katcgorematycznc. 
Autor budujc taką definicję: "Wyrażcnic kategorcmatycznc jcst to wyrażenie, 
które jest znaJd cm dla przcdstawienia (dosłownic: "które znaczy przedstawienie", 
"dcl' einc Vorstellung bcdeutct") i oznacza jakiś przedmiot. Wyrażenic synkatcgo- 
rcmatyczne może tylko wcspół z innemi wyrażeniami katcgorematyczncmi być 
znakicm dla przcdstawienia i nie oznacza przcdmiotu, spcłnia jcdnali pcwnIl funk- 
cję, - gdy występuj c w połączeniu ze znakami kategorcmatycznemi" (str. 56). 
Autor przewiduje zarzut, iż w takim razie wyrazy synkategorematycznc są 
pozhawione znaczcnia (bcdcutungslos). Alc znajdujc na to odpowiedź. Twicrdzi, 
żc wyrażeni c "bez znaczcnia" (bcdcutungslos) jcst conajmmeJ dwuznaczne. 
'V pierwszcm znaczeniu - "wyrażcnic bez znaczenia" - to tylc, co: wyrażenie, nic 
będllce odpowiednikicm żadnego zjawiska psychicznego; w znaczeniu drugiem - 
"wyrażeni c bcz znaczcnia" - to tylc, co: wyrażcnie, nie odgrywającc żadncj roli 
w zespołach słownych, nie spełniające żadncgo zadania w języku. \Vyrażcnia syn- 
katcgorcmatycznc są pozbawionc znaczcnia tyllw w picl'wszym scnsie. 
Trcść ksillżki zamykajll rozważania - jakie "części mowy" mogll być według 
tej definicji wyrażeniami kategorematycznemi, oraz uwagi o stosunku wyrażeIl. 
"kategorcmatyczny" i "synkatcgorcmatyczny" w koncepcji autora - do takich po- 
jęć. jak: tcrminus mixtus, wyrażenie semantyczne i synsematycznc (Marty) i ary- 
stotelesowslde 	
			

/00187.djvu

			181 


matcrja nic mogłaby posiadać bytu samoistnego, niczalcżnego od ducha, który 
jll stworzył. Autor dochodzi wreszcie do rozważenia zagadnicnia psycho - fizyczne- 
go i do wniosku, żc duch i ciało mimo swych rysów odl'ębnych, nie dadzll się wy- 
jaśnić w odosobnieniu: ich jedność w naszej świadomości winna być przyjęta jako 
dana podstawowa naszcgo poznania. Interesujllce stanowisko, bronione przez ProC. 
Stouta w jcgo "I\lind and l\'Iatter" usposabiajll nas do oczekiwania z radościę dzie- 
ła "Go d and Nature", które będzie dalszym e;'llgiem tej kSillŻki, a w którem autor 
ma podjąć podstawowe zagadnienia etyki i teologji. 


T. Greenwood. 


GEORGES DUM.4S: NOUVEAU TRAITE DE PSYCHOLOGIE. Paris, F. Alcan. 
Tom I, 1930', str. 425; tom II, 1932, str. 612. 
Nowy podręcznik psychologji, wychodzący pod redakcjll Dumas'a przy współ- 
udziale wybitnych sił naukowych, ma objllć, jak zapowiadajll prospekty, 10' tomów, 
z czego siedem przeznaczonych jest na psychologję normalnIl, dwa lla psychopa- 
tologję i jeden na psychologję stosowanIl. Dotlld ukazały się pierwsze 2 tomy. 
Tom I zawiera rozważania wstępne. Większą jego część stanowią rozprawy 
z różnych gałęzi nauk biologicznych, których znajomość redaktor dzieła słusznie 
uważa za niezlJędnll dla psychologa. Rozdz. I (autor R. Perrier) oma,wia miejsce 
człowieka w świccic zwicrzęcym, rozdz, II (P. Hivct) zawicra ważnicjsze wiado- 
mości z antropologji. Rozdz. III (Ch. f:hampy), poświęcony fizjologji wicku i płcT, 
omawia zmiany fizjologiczne związane z rośnięciem, z płcill i ze starzeni cm się. 
Rozdziały IV (L. Lapicque) i Y (A. Tournay) - to obs'zeruie potraktowana fiz.io- 
logja układu ncrwowego. \Vrcszcie rozdz. VI (H. WalIon), ostatni w szercgu roz- 
działów omawiajllcych biologiczne podstawy psychologji, dotyczy stosunIm między 
psychil'll i świadomością a ciałem. 
Do właściwej psychologji przechodzll 2 ostatnie rozdziały tomu I-go, z któ- 
rych picrwszy (G. Dumas) jest to wstęp do psychologji. \Ve wstępie tym autor 
omawia zgrulJsza różnc kierunki psychologicznc, ograniczajllc się .prawic wyłllcznie 
do psychologji francuskicj, Ostatni rozdział (A. Lalandc), mctodologiczny, oma- 
wia różnc sposoby pojmowania przedmiotu psychologji oraz mctody psychologji. 
Tom II rozpada się na 4 księgi. W księdzc I mamy znów fizjologję, a miano- 
wicie: fizjologję nerwów i mięśni (G, Dumas i -H. Pićron) oraz rozdział o wpły- 
wie przeżyć psychicznych na wydzielanie gruczołów (A. l\Iayer). Iisięga II - to 
wrażenia zmysłowe (B. Bourdon). Księga III przynosi obszerne omówienie życia 
uczuciowego (Dumas), jak również rozdziały o potrzcbach (Dumas) i instynktach 
(J. Larguier des Bancels). Wreszcic księga IV (I. I\Ieyerson) poświęcona jest wyo- 
brażcniom pochodnym, dla których autor rezerwuj c bardzo nicjednolicic dotąd 
UŻywany termin "les imagcs". Autor omawia szczegółowo własności wyobrażcń 
pochodnych i ich stosunek do innych elcmcntów życia psychiczncgo i do rnyślcuia. 
Jak widać, już picrwsze 2 tomy podręcznika wycZeT!mjll dużą część zakrcsu 
zwykłego podręcznika psychologji. Można stlld przewidzicć, żc 5 dalszych tomów 
psychologji człowieka normalnego musi zgromadzić dużc bogactwo zagadnień. 
Całość zapowiada się imponująco. Jeżeli dodać, że na końcu każdego rozdziału 
podana jest obszerna bibljografja, to jasne się .staje, że "Nowy podręcznik psycho- 
logji" będzic niezmiernie cennem narzędziem w rękach każdego psychologa. 
Estera Markinówna,
		

/00188.djvu

			182 


Sprawozdania z literatury polskiej. 


EMANUEL BUŁHAK : DZIEł,A śW. DIONIZYUSZA AREOPAGITY. J{raków, 
nakładem autora, 1932, CCLXXXIII i 284 str. 1). 
"Dzieła Św. Dionizyusza Areopagity" w przekładzie Em. Bułhaka mają nie- 
zaprzeczonIl wartość jalw pierwszc w Polsce tłumaczenie tego autora i to tłuma_ 
czenic pod wzglcdem wierności i formy języJwwej prawie bez zarzutu. Tłumacz 
polski niclada trud musiał pokonać, by traktaty greckie naulwwo-tcologiczue, peł- 
nc dwoistych zwrotów i spccyfizyczncgo ujecia trcści, oddać w sposób jasny 
i przcjrzysty, O ilc aż nazbyt długi wstęp tłumacza budzić musi w każdym kry- 
tycznie nastawionym czytelniku szcreg niemałych zastrzeżcń i wlltpliwości (i to 
zarówno co do treści, jak co do formy), o tyle przekład sam w sobie stanowi rzecz 
zrobionll dobrze i umiejętnic. Obejmuje on traktaty "O imionach bożych", "O teo- 
logji mistycznej", ,,0 hierarchji niebiańskiej", ,,0 hierarchji kościelnej" oraz 10' 
listów. Jako list jedenasty zamieszczony został apokryf, przypisywany niegdyś 
Dionizjuszowi. (Dionizjusz do filozofa Apollofanesa). 


Stanisław Seliga. 


Od wielu lat w Patrologji uchodzi za rzccz przesądzol1ll kwcstja autentyczno- 
ści cztcrcch tra/{tatów i dzicsięciu listów, przypisywanych Dionizemu Arcopagicie, 
o którym wspominają Dzicje Apostolslde. Niegdyś około tajcmniczego autora to- 
czył się długotrwały spór co do jego autentyczności i poszukiwania za prawdzi- 
wym autorem. \V badaniach nad zabytkami literatury posługiwano się wówczas 
niedostateczncmi kryterjami, co umożliwiło poglądy zupełnie fałszywe, które dziś 
przytacza się tylko jako curiosa. Nowe gruntownc badania ustaliły natomiast, że 
Areopagitica llie mogły w żaden sposób powstać w czasach apostolskich, lccz je- 
dynic na przcłomic fi i 6 w. Rezultaty tych badań przyjęto powszcchnie. \VielJJ 
specjalistów, nic ufając autorytetom, poświęciło się !1;runtowncmu i naukowemu 
zbadaniu dowodów pro i contra, Sprawa zdawała się definitywnic załatwiona. 
Jcdnakże ostatnio milczcnie w tej kwcstji zostało naglc przerwane. Pan Ema- 
nuel Bułhak zgłasza się do olJrony Areopagity i to z takim gwatłownym zapałcm, 
jaklJY chodziło o rehabilitację niewinnic OSlldzonego. Pisze podniesionym tonem, 
na miejsce którcgo byłaby bardziej na micjscu spokojna argumentacja. Gdyby 
wszakże wywody autora były uzasadnione, bylibyśmy gotowi wylJaczyć mu formę, 
w jakicj zostały podanc. Ale Sil wręcz fałszywe. 
\Ve wstępie, obcjmującym 36 stron, używajllc nico panowanych wyrażel1, pa- 
stwi się autor nad swymi przcciwnikami i to w tcn sposób, jakoby z łatwościll 
mógł im wykazać nicznajomość rzeczy. Jak legcndarna dziewica-olbrzym zagarnia 
wszystko do swego fartucha: filozofję, tcologję, talmud, greckich bożków, SorlJO- 
nę, Lutra, Harnacka, proC. Zielińskicgo, wszystko co napotyka na drodze, miesza 
to bezładnie i wysypuje przed czytelnikiem. W następnych przedługich roZ- 


1) Ksillżka niniejsza poza przekładem dzieł przypisywanych Areopagicie za- 
wicra bardzo obszerny wstęp na blisko 30'0' stronach, któremu należy się specjalne 
omówi cni e, tcm bardziej, że mieści on poglądy sprzeczne z powszcchnie dziś uzna- 
wanemi. Na prośbę redakcji uwagi o przekładzic podał Dr. St. Scliga, lektor języ- 
ków starożytnych Uniwersytetu \Varszawskicgo, o wstępic zaś ks. ProC. P. Stygcr, 
prawodzący wykłady patrologji na Wydzialc Tcologji Katolickiej.
		

/00189.djvu

			183 


działach o życiu i dziełach domnicmaucgo Arcopagity, o szkolc alcksandryjskicj 
i o ckslazic, podniccony autor nic odzyskuj c równowagi, Zrcsztą, jcśli skrcślimy 
ciągłc powtarzania, objętość wstępu skurczy si.;> niepomicrnie. Druga jego połowa 
nie przynosi nic nowego, Sil to bowicm wypisy z podręczników, zabarwionc prze- 
sadll i naiwnemi uwagami. Ale co najważniejsze, że nigdzie nic możemy dostrzec 
uzasadnionego dowodu, że dzieła omawiane przez autora pochodzll od Dionizego 
Areopagity z Dziejów Apostolskich. 


Paweł Styger. 


SERGJUSZ HESSEN: PODSTAWY PEDAGOGIIH, z rękopisu drugiego wyda- 
nia oryginału rosyjskicgo przełożył i l)ibljografill polską uzupcłnił Dr. Adam Zic- 
leńczyk NaM. Naszcj Rsięgarni, 'Varszawa, 1931. 16 0 , str. 430'. 
picrwszc wydanie tcj lisiążki w oryginale rosyjskim wyszło w r. 1923 (wyd. 
Słowa, Bcrlin). W przedmowie do niego autor powiedział, iż dzieło swojc opraco- 
wywał "z tą myś!ll, aby wykazać, że najbardzicj nawet szczegółowe i konkretne 
zagadnienia pcdagogiki sprowadzajll się ostatecznie do problcmatÓw czysto filozo- 
ficznych, oraz, że walka rozmaitych prlldów pedagogicznych jest tylko odbiciem 
znacznie głębszych przeciwiel1stw natury filozoficznej" (str. 8). 
Ta myśl, istotnie, przewija się przez całe dzieło S. A. Hessena. Rażda niemal 
jego liarta świadczy o tcm, że pisał jc autor, będący jcdnocześnie filozofem i pcda- 
gogiem. 'V zagadnicniach pedagogicznych intercsujll go ogólniejszc kwestjc filozo- 
ficzne, zwłaszcza z dzicdziny ctyki i filozofji prawa. W filozofji nic poprzcstajc 
na tcoretycznych rozważaniach. 'Vyniki analizy filozoficznej chce stosować do 
życia praktyczncgo i w ten sposób przechodzi od filozofji do pedagogiki, którll 
uważa za pewien dział stosowanej filozofji. (str. 26 przekładu polskiego). 
Takie zespolenie filozofji z pedagogikll było częste w wieku XVIII i w po- 
cZlltlm wiewu XIX. Póżniej jednak zaginllł zarówno typ filozofa - pedagoga, jak 
filozoficznej pedagogiki. Pedagog szukał oparcia w psychologji eksperymentalnej 
lub socjologji, a badania jcgo miały charakter fragmentarycznych przyczynków, 
opracowywanych mctodll, wzorowanIl o ilc możności, na metodach nauk przyrod- 
niczych, Zmiana ta nastIlpiła pod wpływem prądów cmpirycznych i pozytywistycz- 
nych. {'przcdzanic do pedagogild filozoficznej było tak silne, iż, jak słusznie 1)0- 
wiada Dr. A. Zielcńczyl" jeszcze przed laty dwudzicstu za herezję niemal ucho- 
dziło u nas wypowiadanic jakichkolwiek zastrzcżeń przeciwko wyłllczności meto- 
dy psychologicznej w pedagogice" (str. 6). 
A jednak dążenie do syntezy filozoficznej i w tej dzicdzinie nie dało się na 
długo zahamować. Po ldlku dziesilltkach lat, spędzonych na gromadzeniu faktów 
i faI,cików odradza się ono z żywiołowll siłll. świadczll o tem filozoficzno-pedago- 
gicznc prace P. Natorpa i Jonasa Cohna. Dzieło Hcsscna jest najnowszll próbą 
stworzcnia systcmu pcdagogicznego na podstawach filozoficznych i powiedzmy 
odrazu, próbą bardzo szczęśliwIl. 
"Pedagogika Socjalna" Natorpa 1) jcst systcmem najogólniejszych pojęć pc- 
dagogicznych, opracowanym "modo geometries". Można podziwiać jasność i kon- 
sCkwencję tego systemu, Brak jednak w nim uwzględnienia świata doświadczenia. 
Dużo hliższym konkretnych zagadnicń pedagogicznych jest Jonas Cohn 2). Zato je- 
go "Duch 'Vychowania" nie stanowi zwartego systemu i uzasadnienie filozoficzne 


1) Paul Natorp, Sozialpiidagogik, Stuttgart, pierwsze wydanie 1899 r. 
2) Jonas Cohn, Gcist dcr Erzichung, Lipsk - Bcrlin, B. G. Tcubncr, 1919.
		

/00190.djvu

			184 


zagadnicli l)cdagogicznych jest mniej rozwinięte i pogłębione. S. A. Hcsscn nato- 
miast szczęśliwie łllczy szerokie \logólnienia filozoficzne z roz\\oażanicm zupełnie 
Iwnln'ctnych zagadnieli pedagogicznych. Ma on swój schemat, rozwijajllcy się 
wcdług Rickcrtowskiej "zasady heterologji". Opcrujc trójcami pojęć w sposób, przy- 
pominajllcy dialelitycznll metodę Hegla. Ale czyni to w sposób inteligentny i umiar- 
kowany. I{orzysta przy tern obficie z danych, dostarczanych zarówno przcz prakty- 
kę szkol nil, jak przez badania psychologiczne, socjologiczne i historyczne. Dzi
ki 
temu nawet dobrze znane szczegóły nabierają w tem opracowaniu głębszego sensu. 
pobudzajll myśl czytelnika do zastanowienia się nad szerszemi zagadnieniami. 
Najgkbszem z tych zagadnicń jest zagadnienie kultury. Wychowanie bowiem 
dla Hesscna "nic jest niczcm inncm. jeno kulturą jcdnostki" (str. 25), a kultura 
jcsl dążcniem ludzkości do rcalizowania w dobrach kulturalnych wartości abso- 
lutnych, świat tych wartości jcst nigdy nie dajllccm się wyczerpać zadaniem za- 
równo l{ultury, jak wychowania. Nadajllc kicrunek tym procesom, zadanic to wy- 
twarza na podłożu faktów przyrodniczych warstwę życia duchowego, skierowa- 
nego na cele kulturalne i przcz te cele unormowanego. 
\V takiej budowie kultury tkwi źródło licznych konfliUów natury ctycznej 
pcdagogicznej, jak nI', konfliktu pomiędzy przymusem i swobodll. Autor ma ten- 
dencję do przezwyciężania tcgo rodzaju konfliktów przez wznoszcnie się na jd- 
kieś trzccic, wyższc stanowisko, co odpowiada przyjętcj przez niego "zasadzi c hc- 
tcrologji". Nic czyni jcdnak tcgo w sposób formalny i nicżyciowy, lccz najczęś- 
cicj istotnic prowadzi czytclniIm od ciaśniejszych pogllldów popularnych do głęb- 
szych, szezcrych i mądrzcjszych. 
Tak więc filozoficzna metoda Hcssena daje na ogół dobre wyniki, bo. roz- 
szerza horyzonty, pogłębia zagadnienia i prowadzi do syntezy. Swojll drogll, wy- 
daje mnie się, iż autor w niektórych - nielicznych zresztll - wypadkach nie 
uniknął pcwnego docillgania faktów do swego podstawowego schcmatu. Stanowi 
go rozróżnienie trzcch stadjów rozwoju człowieka: stadjum anomji, hctcronomji 
i autonomji, Otóż do stadjum anomji autor zaliczył gry i zalJawy, choć onc tylko 
w początkach swcgo rozwoju Sil rzcczywiście anomicznc, późnicj zaś obowillzują 
w nich prawidła. Autor rozwillznje tę trudność w tcn sposób, że IW zez zajęcia, właś- 
ciwc każdemu stadjum ,,1)rZeświcca" już zasada następnego stadjum. To "prze- 
świecanic" bal'dzo ładnie zostało wykazane w różllych innych działach książki, 
zwłaszcza tam, gdzie mowa o "przeświecaniu" systemu pojęć naukowych przez 
kurs propedeutyczny (epizodyczny). W tym jednak wypadku nie mamy, jak się 
zdaje, do czynienia z "prześwieceniami" prawidła po przez czynność anomiczną. 
Gry lwwiem i zabawy dzicci już w okresic przedszkolnym stają się czynnościami, 
unorn1Owanemi przez prawidła. I dzicci mają już rozwiniętc poczucie, że prawidła 
gry olwwillzujll. Umiejll też stawać w obronie tych prawideł llicraz bardzo cncr- 
gicznic. 
Jeszcze większc zastrzcżcnia budzi wc mnie to, co Hessen powiedział o karze 
wychowawczcj. Na stopniu anomji dopuszcza on tylko karę naturalną. na stopniu 
natomiast heteronomji kara ma być wymierzana przez szkołę z tll myślIl, aby przy- 
wrócić autorytet pogwałconego prawa. Wszystko to hardzo konsekwentnie wynika 
z ogólnych założeń autora, a jednak jest dziś jednostronne. Brak nam w tych wy- 
wodach uwzględnienia tego faktn, że dyspozycja do oceny m o l' a l n c j własne- 
go postępowania poczyna się objawiać już w tym okresic, który autor nazwał 
anomicznym i, ŻC kara nictylko powinna zapozllawać z przyrodniczcmi następstwa-
		

/00191.djvu

			185 


mi po
tf;:pku, nictylko przywl"acać zachwianą równowagę w dziedzinie prawa, lecz 
równic};, a może przcdewszystldcm oddział
"wać na kształtującc się sumicnic wy- 
chowanka. 
Wydajc mnie się, iż w tych wypadkach autor nazbyt podporządkował swo- 
jemu schematowi sprawy bardzo slwmplilwwanc i płynnc. Powtarzam jednak, iż 
naogół nie zadaje on gwałtu faktom. 'Wręcz przeciwnie, umic nader szczęśliwie 
łączyć swą skłonność do spekulacji filozoficznej z humanistycznem zainteresowa- 
niem dla zjawisk życia kulturalnego, rozpatrywanych z całem bogactwcm szcze- 
gółCJw, z całą ich odrębnością indywidualllą. 
Porównawcza charaktcrystyka pedagogiki Rousseau'a i Tołstoja jcst popro- 
stu Jdasyczna. Bal"Zo ciekawc i bardzo oryginalne są rozważallia na temat wy- 
chowania narodowego 1). J{ażdy interesujący się zagadnicniami 
zkolnictwa wyż- 
szego, przeczyta z pożytki cm rozdział XII p. t.: Szczcbel kursu naulwwego, czyli 
teorja ulliwersytetu. 
Jednem słowem, Podstawy Pedagogiki S. Hessena Si! mądrą i ciekawą książ- 
ką. Dobrze się tcż stało, że została ona przetłumaczona na język polski. P. Dr. A, 
Zieleńczyk wywiązał się ze żmudnej pracy tłumacza z wielką sumiennością. Przy 
zestawieniu przckładu z oryginałem zrzadlm tyll{Q nasuwają się pewne wątpliwoś- 
ci. Podaję najważniejsze. 
\Vydaje mnic się, żc terminowi rosyjskiemu: "obrazowańje" nic odpowiada 
polsJde "oświecenic" 2), lccz raczej "kształccnie", lub "wykształccnie". O kształce- 
niu tcż jest mowa na str. 43 tłumaczcnia. świadczą o tem wyraźnie zdania: "Róż- 
nica pomiędzy Qświeccniem a wychowaniem polcga tylko na niewolcniu... Wycho- 
wanie jest k s z t a ł c e n i c m niewolącem, oświccenie jest swobodue". 
Tym samym wyrazcm: "oświccenie" na str. 15 przetłumaczono również ro- 
syjsld termin: "obrazowannośt"', który oznacza najwyższą warstwę kultuQ". Skła- 
dają się na nią: nauka, sztuka, moralność i religja. Otóż wydaje mnie się, że nie 
nazywamy tcj warstwy kultury oświcceuiem, lccz raczcj kullurą duchową, którą 
przcciwstawiamy kulturzc matcrjalncj, czyli cywilizacji. 
\VYI'azu "wartość" należałoby, mojem zdani cm, używać dla oznaczania naj- 
wyższych ceMw lwltury, wytwory zaś ludzJdc, w l,tórych te cele się realizują, na- 
zywałbym "dobrami kulturalnemi". 
\V kilku miejscach pod wpływem oryginału rosyjskiego wkradłJ' .si", do pol- 
skiego przekładu właściwości fonetyki i pisowni rosyjskiej. Tak np. na str. 119 
czytamy: "chorowód" zamiast: "korowód". Na str. 182: "założyciel kOścioła prswi- 
tcrjańskiego" zamiast: "prezbiterjańsldego". Dalej zaraz i na str. 199: "John 
Nox". zamiast: "John }{nox". 
\Vszystko to są jcdnak drobnc ustcrki. Całc tłumaczeuie jest doliładnc, su- 
mienne i gładlw się czyta. 
Dużą zasługą tłumacza jest równicż ta okoliczuość, iż IJibljografję, podaną 
przez autora, uzupełnił polską literaturą pcdagogiczną. Nic zapomniał również dQ- 
dać na końcu książki skorowidza imicnncgo i rzeczowego. 


B. Nawroczyl16ki. 


1) \V tłumaczeniu polsldcm oPUSZCZOllO cały rozdział, dotyczący tego zagad- 
nienia. 
2) Polsldemu oświeceniu odpowiada nalomiast rosyjskie: "proswieszczeilje".
		

/00192.djvu

			186 


DR. BOHDAN RUTKIEWICZ: INDYWIDUALIZACJA, EWOLUCJA i FINA- 
LIZM BIOLOGICZNY. \Vydawnictwo Towarzystwa Filozoficzncgo św, Tomasza 
z Akwirzu zcszyt I. Lublin, 1932, str. VIII + 124. 
Ksi:,!żlm niniejsza, będąca jakgdyby teorctycznem uzupcłnieniem poprzednicj 
ksi:,!żki te!:oż Autora: 'Współczesny antymechanizm bioloaiczny i podstawy 'ina- 
lizmu, Lublin. 1929, składa si
 z trzech rozdziałów. Pierwszy poświęcony jest "za- 
sadzie indywidualizacji", czyli zagadnieniu (dla Autora bardzo ważnemu) jedności 
każdego z żywych organizmów, a także stosunkowi tej zasady do ewolucji. Omó- 
wiwszy różne zjawiska i fakty biolodcznc, które ba.dź uwypuJdaj:,! indywiduali- 
zację osobników, b:,!dź j:,! ograniczaj:,!, p. R u t k i e w i c z, przyjmuj:,!cy istnienie 
ewolucji, pojmowanej jako doskonalenie się organizmów, uwydatnia fakt, iż j:,! 
nalcży ujmować przcdcwszystldem jako cwolucję całcgo biokosmosu, czyli ogółu 
istot żywych, zamieszlmj:,!cych ziemię. Położony jest tu takżc nacisk na swoistość 
życia organicznego. 
\V rozdziale drugim omawia się stosuncJ, leorji ewolucji do finalizmu. Jest 
tu reprezentowane stanowisko, według którego nie da się pogodzić pogląd mecha- 
nistyczny i antyfinalistyczny z teorj:,! ewolucji, pojęt:,! tak, jak wyłożono poprzed- 
nio. Stanowislw to Jest obszernie uzasadniane i porównywane z różnemi innemi 
teorjami ewolucjonistyczncmi, jak np. D a l' W i n a, L a m a l' c k a, N ii g e l c- 
g o, E i m e l' a, m u t a e.i o n i z m u, L o t z e' g o. Ciekawie jest tu ujc;,te roz- 
różnienie w ewolucji makrocwolucji i mikrocwolucji, a takżc wyróżnienie różnych 
jcj czynników i składników. Ostateczn:,! lwnlduzj:,! tcgo rozdziału jest przyjęcie 
})rzez Autora stanowiska finalistycznego. Alc tcn telcologizm nic jest bezwzględny. 
Pojęty 'jest on raczcj, jalw pewna d:,!żność, zawarta w osobnikach, realizacja której 
zależy od szeregu warunków. 
\V ostatnim rozdziale zajmuje się Autor przedcwszystkiem zagadnieniem psy- 
chobiologji i hylemorfizmem. Zasada indywidualizacji i finalizm, którc poprzednio 
w l,si:,!żce uzasadniano, prow.adz:,! według niego do przyjęcia istnienia w świecie 
planowości ogólnej, która realizuje się między innemi w biolwsmosie (np. w pro- 
ccsach cwolucyjnych). Przyjęcie zaś ogólnej planowośCi prowadzi do przyjęcia 
istnicnia Boga, wznosz:,!cego się ponad Kosmosem. Wygłoszonc wyżcj l)ogl:,!dy, 
I)Opartc różnemi zjawiskami, zachodz:,!cemi w świccie żywym organizmów, skła- 
niaj:,! p. R u t k i e w i c z a do wypowiedzcnia się za stanowiskiem, wcdług któ- 
rego w żywych organizmach zachodz:,! procesy sui-generis różne od procesów fizy- 
l,o-chemicznych. Ostatccznie Autor, stan:,!wszy na stanowisku istnienia osobników 
indywidualnych, finalizmu, dynamizmu, ewolucji, uzgodnionej z poprzedniemi po- 
gl:,!dami, i teizmu, wypowiada się, szeroko to uzasaduiaj:,!c i zwalczaj:,!c po drodze 
skrajnie dualistyczną teorj
 vitalizmu D r i e s c h'a, za hylcmorfizmem, zbliżo- 
nym do arystotelcsowsko-tomistyczncgo, aczkolwiek podkrcśla różnc trudności, 
zwi:,!zanc z pojęcicm formy substancjalnej przy dzisicjszym stanie nauk biolo- 
gicznych. 
Przedstawiona tu w zarysie ksi:,!żka, chociaż mleJscami może zbyt rozwlckła, 
w innych pewnych punktach za lakoniczna i o niezbyt czasami precyzyjnej ter- 
minologji, daje możność zaznajomienia się z pogl:,!dami na filozofję biologji tej 
szkoły filozoficznej, której zwolennikiem jest AutOl'. Należy jeszcze zauważyć, że 
z większym pożytkiem przeczyta tę książkę ten, kto zaznajomi się uprzednio z dru- 
g:,!, w;yżej wymienioną, tegoż Autora. 


- 


Bolesław Sobociiisld,
		

/00193.djvu

			187 


BOGfl,-tN SUCHODOLSKI: IDEAł.Y IU'LTIJRY A PH
DY SPOŁECZNE. Na- 
kładem "Naszcj ksi
garui", Sp. Akc. Związku Nauczycielstwa Polskicgo. Warszawa, 
1933. Str. 527. 
Literaturę pi
lm	
			

/00194.djvu

			188 


Wydawnictwo jest przeznaczonc dla szc,'okich warstw, Świadczy o tcm wy- 
sold stopieil l)opularyzacji. Objaśnia się taldc wyrazy, jak fctysz, atcizm, teokracja. 
pandckty, informujc kim był Rousscau, Spcncer, Comtc, Ruskin i t. d. \Vcdle za- 
miaru autora, nie ma ta ksi	
			

/00195.djvu

			189 


wy z wic'oznaczności nieldórych tcrminów i kłopotów, st:,td wynikaj:,tcych, w })ada- 
niach wewnętrznej konsckweucji pewnych pogl:,tdów i t. p. Dostraja się do tego stylu 
umieszczony na czele odczyt profesora Kotarbińskiego, który wyczerpuj:,tco rejc- 
struje różnc znaczenia wszelkich tez, obcjmowanych miancm materjalizmu i ba- 
da je ze względu na wzajemn:,t zalcżność. Dalej mamy cały szereg artykułów, uło- 
żonych alfabetycznie według nazwisk autorów. Niejeden z nich zasługiwałby na 
osobne studjum krytyczne i obszerniejsze omówienie, niejedcn ze względu na te- 
mat nie da się streścić w killm zdaniach, to tcż poprzestanę w niniejszej recenzji, 
na l,rótkich mnicj lub więcej informacjach, co do trcści każde!{o artykułu, świado- 
mic pomijając wszelkie dalej idące uwagi krytycznc. 
Z zakrcsu scmantyki znajdujemy w }{siędzc dwa artykuły: Jcdcn z nich jcst 
pióra Kazimicrza Ajdukicwicza: ,,0 znaczeniu wyrażeń". 
Autor poddaje amalizie i krytyce naprzód asocjacjonistyczną tcorję znaczeuia, 
która szuka znaczeń w sferze psychologicznej, a następnie konotacyjną teorję zna- 
czenia nazw, która doszukuje się znaczeń w sferze objektywnej, bo w ccchach 
przedmiotów, będących desygnatami tych nazw. Autor chce szukać znaczenia wy- 
rażell w sferze czysto językowej. Mówić jakimś językicm - to posiadać gotowość 
do uznawania pewnych zdalI tego języka - wobec pewnych motywów. Jeśli mo- 
tywcm takim jest uznanie' jakicgokolwiek inncgo zdania, mówi się o wywodzic 
wcrbalnym, jeśli motywem jcst przcżycie innc (np. o charakterze spostrzeżenio- 
wym) mówi się o wywodzie intuicyjnym, \V językach ścisłych związki motywa- 
cyjne są ustalone, np. w języku teorji dedukcji związki te ustalają dyrektywy. 
Każdy język jest określony przez słownictwo, reguły składi1iowe oraz dyrektywy, 
którc ustalają związki motywacyjne na jego terenie. Dwa wyrażenia są równo- 
znaczne w danym języku wtedy, jeśli jego dyrcktywy pozwalają na to, aby z pew- 
nego przeżycia wywieść zarówno zdanie, zawierające jedno z tych wyrażeń, jak 
i zdanie, tem tyllw różniącc się od pierwszego zdania, ŻC na miejscu pierwszego 
figuruj c w nicm drugie z tych wyrażeń. Z tak pojęłcj równoznaczności można - 
według schematu 	
			

/00196.djvu

			190 


dcdukcyjnej tcza od nicj ogólniejsza, wrcszcic tutaj nalcży artykuł S t a n i s ł a w a 
Kaczorowskiego p.t.:"O pewnych podziałach klas", któ- 
ry zc względu na swój charaktcr nic da się strcścić. 
Dział metolodogji i teorji pozuania obejmuje naj,pierw pracę Z y g m u n t a 
Zawirskiego:"W sprawie indeterminizmu fizyki kwan- 
t o w e j". Autor krcśli rozwój tej dziedziny fizyki współczesnej, której odkrycia 
podały w w	
			

/00197.djvu

			191 


gnitywnc), h:,!dż tcż niesłusznic roszczą sohic pretensję do naoczności (schema- 
tyczne i symboliczne). 
T a d c u s z '\Y i t w i c ki: "O s t o s U n k u t l' C Ś c d o p r z e d- 
m i o t u p l' Z e d s t a w i e n i a". Autor usiłuj c dać odpowiedż na pytanie, 
na czelll polega to, że widok pewnego przedmiotu staje się treści:,! przcdstawienia 
tcgo przedmiotu. Otóż pewne widoki, które s:,! nam bezpośrednio dane identyfi- 
kujemy z przedmiotami, których są widokami, przypisuj:,!c im mylni c pewne ce- 
chy z przckonaniem lub na uiby i rozpoznaj:,tc. jako coś, co posiada te cechy. 
". tcn sposób widol{ staje się trcści:,! przedstawicnia dauego przedmiotu. 
,V alt er Auerhach:"O w:,!tpicniu". W:,tł.picnias:,!toprzeżycia 
obejmuj:,!cc słahszc stopnic nicwiary, podobnie jak przypuszczcllia s:,! przcżyciami, 
obcjmuj:,!ccmi słabsze stopnie wiary. 
Zagadnieniami psychologlicznemi zajmuj:,! się: 
'V ł a d y s ł a w W i t w i c ki: "O ź l' Ó d ł a c h p o z n a n i a ż y c i a 
u c z u c i o w e g o". Systematyczny przegl:,!d wszelkich dostępnych dla psycho- 
loga żród'eł poznania życia uczuciowego. Cenna ta praca wprowadza szereg poży- 
teezuych rozróżnicń pojęciowych i ustala znaczenie takich terminów, jak "infor- 
macja, dotycz:,!ca życia uczuciowego (materjalna i formalna)", "wiedza hliższa 
dalsza o życiu llczuciowcm", "objaw (przechodni i nieprzcchodni)" i t. p. 
S t c f a n B a l e y: "U w a gi o p o d z i a l e u c z u ć n a p r z e d- 
s t a w i c n i o w e p r z e k o n a n i o we". Rozróżnienie uczuć przekona- 
niowych i przedstawieniowych nasuwa szereg zagadnień spornych. Niewiadomo 
więc, czy s:,!d wzmaga tylko uczucie, czy też je wywołuje lub oswabadza z opor6w, 
Brak uczucia przy braku s:,tdu można tłumaczyć funkcj:,t hamuj:,!c:,! wydanego przez 
nas s:,!du sprzecznego z s:,!dem przedstawionym, który jest podstaw:,! psychologicz- 
n:,! uczucia, przytern zahamowanie to może być słabsze lub silniejszc. Siła hamu- 
j:,!ca sądów wydanych maleje znacznie przy pewnych schorzeniach psychiczn.ych 
(schizofrenja): chory, chociaż wie kim jest naprawdę, zachowujc się często, jakby 
hył zgoła inn:,! osob:,!. Zmnicjszcnic hamuj:,!ccj funkcji s:,!du ułatwia wżywanie się 
w fikcjc gotowc luh wytworzonc przcz wżywaj:,!cego się. Istotę powi:,!zania między 
sądem a uczuci cm w przypadku uczuć przekonaniowych upatrujc autor w istnie- 
niu pewncgo wspĆJlnego czynuika, który wywołuj c zarówno s:,!d, jak i uczucie. 
]\1 i e c z y s ł a w I{ l' e u t z: ,,0 p o d o h i e ń s t w i e w l' a Ż c ń". Po 
zanalizowaniu dotychczasowych pogl:,!dów na istotę podobieństwa wrażeń autor 
sam proponuje dcfinicję podobieństwa, którahy nadawała się także do wrażeń, 
brzmi ona: "każde podobieństwo dwóch przedmiotów polcga na równości niektó- 
rych, ale nic wszystldch, własności tych przedmiotów". Następnie i.nteresujc się 
autor bliżej 1,\Vcstją przyczyny tego zjawiska, że nickt6rc wrażcnia oceniamy, jalw 
podobne. Jako wynik rO'zważań wysuwa pogl:,!d, ŻC l)odobicństwo wrażeń zalcży 
nietylko od podobicilstwa podniet, lecz takżc od wspólności gcnetycznych czynni- 
ków fizjologicznych danego wrażcnia. 
S a 10m o n I g e l: "D l a c z e g o p l' a g n i e m y p l' Z Y j e m n o ś c i? 
P r z y c z Y n e k d o a n a l i z y i o b l' o n y h e d o n i z m u". Po roz- 
ważeniu różnych odpowiedzi na pytanic postawione w tytule wypowiada autor 
pogląd, że zarówno pragnicnic pr.zyjemności, jak i unikanie przyl,rości jest faktem 
prostym, nie daj:,!cym się wytłumaczy. Przyjemność i przykrość s:,! wyobrażeni 0- 
wemi odpowiednikami stanów organi'zmu. PI'zyjemność przedstawia przytcm war- 
tość Objcktywn:,!.
		

/00198.djvu

			192 


Pozostałe cztery artykuły należ	
			

/00199.djvu

			193 - 


wcale podany. Szukamy filozofów. Ronstanty Michalski? Znajdujemy tylko adres 
i adnotację: ,nic nadcsłał odpowiedzi". Władysław Hcinrich - to samo. Adam 
żółtowsld, Stanisław Leśnicwski, Tadeusz Garbowsld - wci	
			

/00200.djvu

			- 194 - 


Sprostowanie do artykułu Marji Ossowskicj p. t. "Słowa i myśli". Przcgl. Fil. 
Rocz. 35, Zcsz. ??? 
Na str. 254 w wicrszu 14 od góry w cytacic z "Elcmcntów" Prof. T. Kotarbiil- 
skicgo zamiast "wypowiedział" lJOwinno być "wymówił". 


Książki nadesłane. 


Agatstein, Dr. J. St.: Filozof ja religji Rudolfa Euckena. Kraków 1932. 
Becker, A.: Die aristotelische Theorie der Moglichkeitsschliisse. Berlin 1933. 
Bertram, E.: Nietzsche. Paryż, Rieder. 1932. 
Birkenmayer, A.: Classement des ouvrages atribues a Aristote par le Moyen 
Age latin. Kraków 1932. 
Boas, G.: An Analisis of certain Theories of Trutli. iKalifornia, Berkeley. 1921. 
Bocheński, Dr. I, O. P.: Die Lehre vom Ding an sich bei Straszewski (1848 - 
1921) i Kowalski, Ks. dr. K.: Zagadnienie Piękna. Studia Gnesnensia III. 
Lwów - Gniezno. 1932. 
Bosković, Dr. H., O. P.: Jsoucnost Boze. .ołomuniec. 1932. 
Bosković, Dr. H., O. P.: Problem S'Pożnaje. Zagrzeb. 1931. 
Chmaj, L.: O duszy zamkniętej i otwartej. Odb. z 
rzegl. Współ.. Kraków. 1931. 
Chojnacki, ks. P.: Postulaty i logika budowy i rozbudowyfilozofji tomistycz- 
nej. Warszawa. 1932. 
Delmas, Dr. T. A.: Psychologie pathologique du .suicide. Pary.ż, Alcan. 1932. 
Dewey, J.: Context and Thought. Kalifornia, Berkeley. 1931. 
D z i e łaś w. D i o n i z j u s z a A I' e o p a g i t y. ,przetłumaczył, przed- 
mową i wstępem zaopatrzył E m a n u e l B u ł h a k. Str. CCLXXXVIII 
+ 284. Kraków. 1932. 
Gościcki, St.: Zagadnienia Metafizyki. Poznań. 1932. 
Hartmann, N.: Das Problem des geistigen Seins. Berlin - Lipsk. 1933. 
Hockin;g, W. E.: Two extensions of the Use of Graphs in Elementary Logic. 
Kalifornia, BeTkeley. 1909. 
Jana, E.: Marco Aurelio filosofo deI diritto. .odb. z Riv. Intern. di Fil. deI 
Diritto. Rzym. 1932. 
Joergensen, J.: Remarques sur les principales implications metaphysiques des 
theories et des idees recentes de la physique. Odlb. z Rev. de Met. et de la 
Mor. Paryż. 1932. 
Jolivet, R.: Etudes sur Le Problem e de Dieu dans ła ,philosophie contemporaine. 
Paryż, Tequi. 1932. 
Jolivet, R.: La Philosophie chretienne et la pensee contemporaine. Paryż, 
Tequi. 1932. 
Karasińscy, A. J. i M.: Manifest romantyzmu! Warszawa. 1931. 
Kobyłecki, Ks. Dr, St.: Logika a logika tradycyjna i logika matematyczna. Odb. 
.z Przegl. Powszechnego. Kraków. 1932. 
Księga Pamiątkowa Polskiego Towarzystwa Filozo- 
f i c z n e g o we L w o w i e. 12.11.1904. - 12.I1.1929. Str. 484. 
Lwów. 1931.
		

/00201.djvu

			- 195 - 


Lanson, G.: Montesquieu. Paryż, Alcan, 1928. 
Levy. L. G.: Maimonide. Pary, Alcan. 1932. 
Lewiński. J. St.: Pieniądz, kredyt i ceny. Warszawa. 1932. 
Lewis. C. I.: The pragmatic Element in Knowledge. Kalifornia, Berkeley. 1926. 
Me - Gi]vary. E. B.: Times, new and old. Kalifornia, Berkeley. 1926. 
Meyer. K. H.: Die Ukraine in der polnischen Romantik. Berlin, 1932. 
Mircuk. I.: Die Weltanschauung der ukrainischen Dichterin Lesja Ukraijnka. 
Odb. z Abhandl. d. Ukr. Wiss. Int.. Berlin. 1932. 
Mirtsehuk, I.: Der Messianismus bei den Slaven. Odb. z Jahr. flir Kult. und 
Gesch.. Berlin. 1930. 
Mrozowska. J.: Zagłębie Sarry i jego ciążenie gospodarcze. Warszawa. 1931. 
O e u v r e s d e M a i n e d e B i ran. Tom VIII i IX. Wydanie P. T i s s a- 
r a n d' a. Paryż, Alcan. 1932. 
Ossowski, St.: U 'Podstaw Estetyki. Warszawa. 1933. 
Overton. G.: The Philosophy af Fiction. Londyn- Nowy York. 1928. 
Pamiętnik obchodu 50-lecia Kasy im. Mianowskie- 
g'o. Warszawa. 1932. 
Parker. D. H.: The Metaphysics of Historical Knowledge. Kalif.ornia, Berkeley. 
1913. 
Perry, R. B.: A modernist view of national ideaIs. Kalifornia, Berkeley. 1926. 
P h i los o p h y. Studies in philosophy prepared in commemoration of the se- 
wentieth birthdat of proffessor G e o r g e H '0 l m e s H o u i s o n. Ka- 
lifornia, Berkeley. 1904. 
Prano D. W.: A study in the theory of value. Kalifornia, Berkeley. 1921. 
Pueiata. X. Dr. L.: Grzech pierworodny w teologji św. Anzelma. Studia teolo- 
giczne L Wilno. 1932. 
Reid. S. B.: The Róle of Logical Form in prapositions Abont Existance. Kali- 
fornia, Berkeley. 1931. 
Rieher. Ch. H.: Footnotes to FormaI Logic. Kalifornia, Berkeley. 1928. 
Rivier. W.: Essai sur la Simultaneite a Distance. Le Temps dans la Theorie de 
la Relativite. Bruksella. 1932. 
Rundstein. H.: Przyczynek do nauki Maimonidesa o Bogu. Warszawa. 1932. 
Ryehliński: Badania środka społecznego. Warszawa. 1932. 
Sahuque. A.: Les Dogmes sexueIs. Paryż. Alcan. 1932. 
Seholz, H.: Goethe aIs Befreier. Miinster. 1932. 
Stawarski, A.: Z zagadnień filozofji humanistyki. Odb. z Przegl. Współczesnego. 
Kraków. 1932. 
Studies in the 
Studies in the 
Studies in the 
Studies in the 
ley. 1930. 
Suehodolski, B.: Ideały Kultury a prądy społeczne. Warszawa. 1933. 
T h e N a t u r e o f I d e a s. Kalifornia. Berkeley. 1926. 
T h e P r o b l e m o f S u b s t a n c e. Kalifornia, Berkeley. 1927. 
T h e P r o b l e m o f T r u t h. Kalifornia, Ber.keley. 1928. 
Tufłs. J. H.: Recent ethics in its broader Relations. KalifornIa, Berkeley. 1932. 


Nature 
Nature 
Problem 
Problem 


of 
of 
of 
of 


F a c t s. Kalifornia, Berkeley. 1932. 
T r u t h. Kalifornia, Berkeley. 1929. 
N o r m s. Kalifornia, Berkeley. 1925. 
R e l a t i o n s. Ka1ifornia, Berke-
		

/00202.djvu

			196 - 


Uchenko, A. P.: The Logic of Events. An Introduction to a Philosophy of Time. 
Kalifornia, Berkeley. 1929. 
Varano, T. 5.: II problema delIa storia in Xenopol. Gubbio. 1931. 
Varano, T. 5.: L'ipotesi delIa fi.losofia di Ernesto Naville. Gubbio. 1931. 
Varano, T. 5.: Vinzenzo de Grazia. Neapol. 1931. 
ViaIle, L.: Detresses de Nietzsche. Paryż, Alcan. 1932. 
ViaIle, L.: Le desir du neant. Contribution ił. la psychologie du divertissement. 
Paryż, Alcan. 1932. 
Vuk - Pavlović, P.: Licnost i odgoj. Zagrzeb. 1932. 
Wais, Ks. Dr. K.: Kosmologja szczegółowa. Część 1. ,studia Gnesnensia II. 
Gniezno. 1931. 
Wais, Ks. Dr. K.: Kosmologja szczegółowa. Część II. Studia Gnesnensia IV. 
Gniezno. 1932. 
Walz, G.: La vie de Frederic Nietzsche. Paryż, Alcan. 1932. 
Wenley, K. M., Lh. D.: "Tis sixty Jears Sine e". Kalifornia, Berkeley. 1929. 
Zdanowicz, X. J.: Sarbiewski na tle Kontrowersyj teo}.ogicznych swego wieku. 
Dyssertacja doktorska. Studja Teologiczne II. Wilno. 1932. 


c Z A S O'p I S M A 


American Jourllal of Scicnce. 
Archiv fUr Gcschichtc der PhiloSOI)hic. 
Archivcs belgcs dc philosophie, 
Ateneum Rapłallskie. 
Bulletill dc la Socictć fJ-all!:aisc dl' 
Philosophic. 
Ccntralnaja Jcwropa (praha). 
Czeska Myśl (,Praha). 
Droga. 
Dzicllllik Urzędowy M. W. R. i O. P. 
Erkcllntllis. 
Filosofick'a Revuc (OłomUllicc). 
Fiłosofsld Preglcd (Sofia). 
Forum philosophicum. 
Grcgorianum (Rzym). 
Humallidadcs. 
Journal dc Psychologic. 
I(antstudicu. 
Kwarlalllik Filozoficzny. 
Kwartalllik PcdagogiczllY. 
The l\ionist. 



 


NADESŁANE. 


Muzcum. 
Oswiata PolsIw. 
Pcdagogjum. 
Polskic Archiwum I'sychologji. 
Prąd. 
Przcgląd Humallistyczny. 
Przcgllj.d PcdagogiczllY. 
Przegląd Polityczny. 
Przcgląd Teologiczny. 
Psychotcchllika. 
Revue d'Histoire dc la Philosophic. 
Hevue dc Mćtaphysiquc et dc l\Iorale. 
Revue Philosophique. 
Hivista £Ii Filosofia Neoscolastica. 
Rivista llltcrllatiollale £Ii Filosofia dcl 
diritto. 
Ilu ch Pcdagogiczny. 
Scicntia. 
Sociologick'a Hcvue (Brllo). 
Wiedza i życie. 
Zrąb.