/00001.djvu

			PRZEGLĄD 
FILOZOFICZNY 


Założony przez Władysława Weryhę. 
Wydawany przez Warszawskie Towarzystwo Filozoficzne 
z zasiłku Ministerstwa W. R. i O. P. 
i Kasy im. J. Mianowskiego. 


Rocznik 33 
ZESZYT I i II 


ROZPRAWY: 
B. K1E.sZKOW.sKl: Oiovanni Pico delia Mirandola. 
.st. CZAJKOW.sKl: lntuicja tWÓl'cza filozofji Descal'tes'a i zna- 
czenie pojęcia Boga w jego teol'ji poznania. 
Z. HERMAN: O zagadnieniu l'zeczywistości estetycznej u Lippsa. 
.st, LEŚN1EW.sKl, O podstawach matematyki. 
B. BORN.sTE1N: .sylogizm a Pl'zyczynowość. 


DYSKUSJE: 
Pl'opedeutyka filozofji w szkole śl'edniej. Olos R. Rajcbman- 
Ettingel'owej i B. Oaweckiego. 
STUDJA KRYTYCZNE I SPRAWOZDANIA: 
Elementy logiki fOl'malnej, teol'ji poznania i metodologji nauk 
T. Kotal'bińskiego, pl'zez K. AjJukiewicza. 
Pl'zeglqd litel'atul'Y neotomistycznej ostatnicb lat, pl'zez X. K. Ko- 
walskiego. 
Elementy logiki matematycznej J. Łukasiewicza, pl'zez T. Ko- 
tal'bińskiego. 


WARSZAWA - 1930 


CENA 6 ZŁ.
		

/00002.djvu

			TREŚĆ ZESZYTU: 


ROZJ>RA WY: Str 
BOHDAN KIESZKOWSKI: Giovanni Pico delia Mirandola. 
Charakter i geneza jegQ filozofji . . . . . . .. 1 
ST ANISŁAWCZAJKOWSKI: Intuicja twórcza filozofji 
Descartes'a i znaczenie pojęcia w jego teorji poznania 41 
ZYGMUNT HERMAN: O zagadnieniu rzeczywistości este- 
tycznej u Lippsa . . . . . . . . . 65 
ST ANISŁAW LEŚNIEWSKI: O podstawach matematyki (IV) 77 
BENEDYKT BORNSTEIN: Sylogizm a przyczynowość czyli 
o związku dziedziny logicznej z dziedziną realną . . 106 


DYSKUSJE: 
Propedeutyka filozofii w szkole średniej: 
głos R. Rajchman-Ettingerowej . 
głos B. Gaweckiego. ..... 
STUDJUM KRYTYCZNE: 
Ka.zimierz Ajdukiewicz: Elementy teorji poznania lo- 
giki formalnej, i metodologji nauk T. Kotarbińskiego . 
SPRAWOZDANIA: 


130 
. 135 


140 


Przegląd literatury neotomistycznej ostatnich lat, przez 
X. K. Kowalskiego . 
J. Łukasiewicz: Elementy logiki matematycznej, przez T. 
, Kotarbińskiego 


161 


174 


Redaktor: Władysław Tatarkiewicz. 
Sekretarz Redakcji: Bohdan Kieszkowski. 
Przedstawiciele Redakcji: 
We Lwowie - prof. dr. Kazimierz Twardowski, Uniwersytet. 
W Poznaniu - prof.dr. Czesław Znamierowski, Uniwersytet. 
W Wilnie - prof. dr. Tadeusz Czeżowski, Uniwersytet. 
W Krakowie - dr. Leon Chwistek, ul. Szujskiego 7. 
W Lublinie - prof. Henryk Jakubanis, Uniwersytet. 
Administracja przy ul. Pięknej 44, czynna jest w środy i piątki 
od 2 do 3 1 /2 po pol. oraz w soboty od 4 do 5 J /2 po południu. 


Zakłady Graf.-Introlig. J. Dziewulski, Złota :t9.
		

/00003.djvu

			PRZEGLĄD fflLOZOmCZNY
		

/00004.djvu

			. 


@ 
..
, 


r'jIJ 
, J .- 3'1 


J 
-
 O ()j l 
 L (
		

/00005.djvu

			BOHDAN KIESZKOWSKI. 


Giovanni Pico della Mirandola. 


CHARAKTER I GENEZA JEGO FILOZOFjI. 


(CZĘŚĆ PIERWSZA). 


I. Ż y C I E. 


1. PIERWSZE LATA ŻYCIA FILOZOFA (1463-1483). 
Giovanni Pico delIa Mirandola urodził się 24 lutego 1463 
roku z rodziców Giovanni Francesco Pico i Julii Boiardo, hra- 
biów na Mirandoli i Konkordji. 1 ) Będąc naimłodszym z rodzeń- 
stwa, przeznaczony został przez matkę do stanu duchownego. 
Giulia Boiardo, odkrywszy duże zdolności do nauk w swym synu, 
myślała niezawodnie dla niego o świetnej karierze 'kościelnej; 
wskazuje na to fakt uzyskania w r. 1473 dla dziesięcioletniego 
Giovanni godności protonotarjusza apostolskiego. Pierwszym nau- 
czycielem naszego filozofa był pewien kanonik, imieniem Giovanni 
Tamasia. 
W czternastym roku życia, a zatem w 14,77 roku Giovanni 
Pico został posłany dla studjum prawa kanonicznego na uniwer- 
sytet do Bolonii. Widocznie nie upodobał sobie w tych studjach, 
gdyż po upływie dwóch lat (1479) przenosi się do Ferrary. Uni- 
wersytet w Ferrarze bardziej odpowiadał jego upodobaniom, gdyż 
panował tam kierunek humanistyczny. Wiadomo, że podczas 
swego pobytu w F errarze Pico słuchał wykładów znanego huma- 
nisty Giambatista Guarino. Jednakże nie były to jeszcze studia 
filozoficzne; to, co my wiemy o pobycie naszego filozofa w Fer- 


1) V. "Joannis Pici Mirandulae uiri omni disciplinamm genere consu- 
matissimi' V i t a per joannem Franciscum illustris principis Galeoti Pici filium 
conscripta". Biograf ja ta figuruje w każdem wydaniu dzieł Pico. - W dal- 
szym ciągu cytowane, jako "Vita". d. Dorez, L. et Thuasne, L.: Pic de la 
Mirandole en France. Paris, 1897, 16°. Berti. D.: Intorno a Giovanni Pico 
delIa Mirandola. Rivista Contemporanea. V. XVI, Torino, 1859. pp. 7"56. 


.
		

/00006.djvu

			2- 


rarze. mówi nam tyle tylko, że odbywał on tam studja nad lite- 
raturą klasyczną, oraz że będąc pod urokiem świata antycznego, 
próbował swoich sił na polu poezji. Guarino miał go też w tym 
kierunku zachęcać. 
Przy końcu 1480 r. Giovanni Pico przybywa do Padwy. l) 
Mimo, że w okresie pobytu w Padwie nasz filozof bardzo inte- 
resował się poezją i dzięki swym zdolnościom i urodzie cieszył 
się wielkiem powodzeniem, jednakże ten okres można też uwa- 
żać za początek jego studjów filozoficznych. Tu po raz pierwszy 
spotkał się zapewne z różnemi interpretacjami Arystotelesa 
i był świadkiem niejedno krotnych publicznych popisów djalek- 
tycznych. 
W r. 1482 Pico powraca na pewien czas do Mirandoli, 
następnie zaś w tym samym roku udaje się w towarzystwie greka 
Emanuela Adramythenos do Pawji i Capri. Prawdopodobnie 
pozostawał tam aż do swego wyjazdu do Florencji. 


2. PIERWSZY POBYT WE FLQRENCjl, PODRÓŻ DO FRANCJI 
POWRÓT DO lT ALJI, PRACA NAD REDAKCJĄ TEZ WE FRA TT A. 
Przy końcu roku 1483, albo na początku 1484 Giovanni 
Pico przybywa do Florencji. Przyczyny jE;go przybycia są dość 
jasne: dziewiąte dziesięciolecie XV w. był to okres naj świetniej- 
szego rozkwitu artystycznego i literackiego Florencji. Już za życia 
Cosimo de' Medici zostały tam zapoczątkowane studja greckie przez 
MaIlUela Chrysolorasa, orjentalne przez Gianozzo Manetti, wreszcie 
studja nad filozof ją Platona przez Plethona. Za Lorenzo de Medici 
studja humanistyczne rozwijają się bardziej jeszcze pomyślne: 
powstaje t. zw. akademja platońska, 2) ośrodek umysłowy, któ- 


l) d. Semprini, G.: Giovanni Pico delia Mirandola. Todi, 1921,8 0 
p. 77. - Tiraboschi: BiblioŁheca Modenese, t. IV, p. 98. - Pusino, 1.: 
Zur Quellenkritik fiir eine Biographie Picos. Zeitsch. f. Kirchengeschichte 
Bd. XLV. 1926. pp. 370ff. - Renan, E.: Averroes et I'averroisme. Paris, 
1866. p. 352. 
2) Przez akademię nie należy w tym wypadku rorumieć zakładu nau- 
kowego, którego celem było przeprowadzanie systematycznych wykładów 
o filozotji Platona. Było to zwyczajne stowarzyszenie humanistów i uczonych 
pod protektoratem Lorenzo Magnifico. Na zebraniach tego stowa
zyszenia 
Marsilio Ficino miewał odczyty o filozofji Platona, Angelo Poliziano o litera- 
turze antycznej. cł. Sieveking, K.: Geschicbte der platonischen Akademie 
zu Florenz. Góttingen, 1912. - Villari, P.: Niecolo, MachiavelIi e i suoi tempi. 
tłum. niem. LfOpizig Ibn. t. J. - p. 147 H. 


.
		

/00007.djvu

			-3- 


rego celem było kultywowanie i szerzenie filozofji i kultury an- 
tycznej. Marsilio ficino w medycejskiej Villa Careggio doko- 
nywa swoich wielkich tłumaczeń djalogów Platona oraz dzieł 
Plotyna, Pro kI osa, Jamblicha i innych neoplatoników i neopita- 
gorejczyków, Angelo Poliziano przeprowadza studja nad literaturą 
grecką i 'pisze swoje poezje, Lorenzo jest mecenasem całego 
tego ruchu umysłowego, na jego dworze odbywają się wieczory 
poświęcone odczytom i dyskusjom na tematy z dziedziny literatury 
i filozofji antycznej. Nic więc dziwnego, że już wówczas bardzo 
rozpowszechniona sława Florencji, skłoniła Pico della Mirandola 
do porzucenia miernych ośrodków umysłowych bądź w Bolonji, 
Ferrarze czy Padwie i do obrania za miejsce swego pobytu flo- 
rencji, która w owe czasu stała się _ centrum życia umysłowego 
i siedzibą najwybitniejszych humanistów Włoch. Za przybyciem 
jego do Florencji mogło przemawiać jeszcze istnienie stałych 
stosunków między hrabiami z Mirandoli a domem Medyceuszów, 
które gwarantowały, że Giovanni Pico znajdzie w osobie Lorenzo 
de Medici opiekuna, przyjaciela i protektora. 
Pobyt we florencji był decydującym w życiu naszego filo- 
zofa. Tu rozpoczął on właściwie studja filozoficzne, zaznajamiając 
się źródłowo z filozof ją Arystotelesa i Platona, tu też zaznajomił 
się bardziej gruntownie z filozojją scholastyczną, filozojją arabską 
i kabałą. . We florencji też w dwa lata później zniszczył swoje 
poezje, zdecydowany ostatecznie i wyłącznie na pracę nad 
filozofią. 
We Florencji Giovanni Pico wszedł w przyjazne stosunki 
z Lorenzo de Medici, nawiązał znajomość i przyjaźń z Marsilio 
ficino i stał się jednym z bardziej gorliwych współuczestników 
zebrań akademji. Znajomość z Marsilio ficino ze względów nau- 
kowych była bardzo ważna, przyjaźń zaś z Lorenzo okazała się 
nie bez wpływu na późniejsze losy filozofa. 
Prawdopodobnie dla uzupełnienia swoich wiadomości w dzie- 
dzinie filozofji scholastycznej, lub też dla poznania nowych prądów 
filozoficynych Pico della Mirandola udał się w lipcu 1485 r. do 
Paryża w celu słuchania wykładów w Sorbonie. l) Niestety, zbyt 


l) Świadectwo Gianfrancesco Pico w ..Vita" : "non tantum Italiae, sed 
et GalJiarum litteraria gymllasia parlustrans, celebres doctores tempestatis 
iIIius, more Platonis et Apollonii scrupolosissime perquirebat..... jest niedo- 
kładne, gdyż sugeruje: a) że Pico studjował we Francji i poza Paryżem, 
b) że udal sit; tam dla studjów nad Platonem.
		

/00008.djvu

			-4- 


mało wiemy o jego studjach w Paryżu, 1) gdyż dokumenty archi- 
walne, któreby mogły dostarczyć w tej sprawie pewnych wyjaś- 
nień, nie są zachowane. Możemy więc tylko na podstawie 
porównania ówczesnych prądów umysłowych w Paryżu a poglą- 
dami Pico wnosić, co mianowicie zdobył on w Paryżu. Należy 
przypuszczać, że rezultatem studjów paryskich była wprawa 
djalektyczna i poznanie nowych prądów w teologii. Podczas po- 
bytu swego w Paryżu Giovanni Pico nawiązał znajomość z Ka- 
rolem VIlI, królem francuskim, i z Robertem Gaguin, :!) profesorem 
prawa kanonicznego i generałem zakonu trynitarzy. 
W marcu 1486 r. Pico delIa Mirandola powrócił do Italji; 
jakiś czas spędził on prawdopodobnie we Florencji, przy końcu 
zaś kwietnia usunął się do Fratta, koło Perugji dla zajęcia się 
studjami orjentalnymi. 3 ) Należy przypuszczać, że Giovanni Pico 
powrócił w postanowieniu przeprowadzenia gruntownych studjów 
nad filozof ją Arystotelesa, studja zaś nad interpretacją Stagiryty 
doprowadziły go. do studjów orjentalnych i w konsekwencji do 
kabały. Zaznajomienie się z nową interpretacją Arystotelesa 
i z nowym zupełnie systemem poglądów kosmologicznych i teolo- 
gicznych było niezawodnie główną pobudką do stworzenia zna- 
nych 900 tez, które powstały w okresie: kwiecień-listopad 1486. 4 ) 
Czy pomysł redakcji szeregu tez jest identyczny z projektem 
dysputy rzymskiej, tego nie można dziś przy braku odpowiednich 
świadectw rozstrzygnąć, faktem jest jednak, że zarówno jedno 
jak i drugie było rezultatem wyżej wspomnianych studjów we 
Fratta. 
W tym okresie miał miejsce 9 maja 1486 r. w Arezzo znany 
epizod z życia Pico deIla Mirandola : porwanie Margerity di Medici, 


1) Archiwa paryskie pod tym względem są niekompletne: a) regestry 
fakultetów teologicznego i artystycznego są zagl1bione, b) ..Diarium" bibljo- 
teki Sorhony, znajdujące sit; w Bib!. Mazarine w Paryżu Ms. lat. Nr. 576, 
które zawiera dane o wypożyczonych dziełach w latach 1402-1530, jest 
właśnie zniszczon
 w CZt;ści odpowiadającej dacie pobytu Pico w Paryżu. d. 
Dorez et Thuasne, o. c. p. 40 H. 
2) d. Jocher: Allg. Gel. Lex. n. 825. - Trithemius: De script. eccl. 
1512. 4° F. CXCIX i CC. I 
3) d. List do Ma'rsilio Ficino pisany z Fratta. CeJlarius: Ep. lib. 
p. 64-67. 
4) d. List do Hieronima Benivieni z 12 Xl 1486. Dorez: Lettres 
inedites... de Jean Pic de la Mirandole. Giorn. stor delia letter. ita!. vol. 
XXV. p. IV.
		

/00009.djvu

			-5- 


żony Giuliano di Marotto de'Medici, dalekiego krewnego Lorenzo 
Magnifico. l) 


3. PROCES Z KURjĄ RZYMSKĄ l DRUGA BODRÓŻ DO FRANCJI. 
Przy końcu listopada 1486 r. Pico della Mirandola przybył 
do Rzymu w celu ogłoszenia tez i przygotowania projektowanej 
dysputy, do której wzywał wszystkich uczonych filozofów i teo- 
logów. 2 ) Tezy zostały ogłoszone drukiem na początku grudnia;3) 
prawdopodobnie też na ten miesiąc projektowana była dyskusja. 
Jak wiadomo, z powodu zarządzenia Inocentego VIII dys- 
kusja ta nie doszła do skutku. Przeważna ilość biografów, opie- 
raiąc się w tym punkcie na własnym świadectwie Pico i na 
powiedzeniu Gianfrancesco Pico, za przyczynę zabronienia dys- 
kusii, jak również za iedyny motyw dalszych wypadków przyimują 
zazdrość i niechęć rzymskich teologów do młodego filozofa. ') 
W danym jednak razie, zważywszy na to, że oba wspomniane 
świadectwa mają nieco subjektywny charakter, bardziej wskazanem 
jest trzymanie się faktów. 
W grudniu 1486 r. druk zawierający 900 tez naszego filo- 
zofa rozpąwszechniał się po Rzymie. Stosunki z kurją rzymską 
były dobre, od ogłoszenia tez aż niemal do końca lipca 1487 r., 
o czem świadczą jego stosunki z bibljoteką watykańską, 5) oraz 
protokuły posiedzeń komisji papieskiej. n) 


1) d. List Giuliano di Marotto z 11 V 1486 do Lorenzo. Berti, I. c. 
Append. I. Docum. II. 
2) "Vita": "...quando humanae laudis et gloriae cupidus Romam mi- 
grauit.. ndngentas de dialecticis, et mathematicis, de naturalibus diuinisque 
rebus questiones proposuit...... 
3) Ukazaly się one pod następującym tytule m : "De adscriptis non- 
gentis dialectitis, moralibus... placitis. Romae, ap. Eucharium Silber, alias 
Franek. 1486. Folio. d. Berti o. c. p. 8. - Tiraboschi: Bibl. modo v. IV. 
p. JOO. 
J) Apol.: ..."nonnuli me audacem dicere et temerarium...... - "Vita": 
..."ab hanc causam Romae annum mansit: quo tempore u i t i I i t i g a t o r e s 
i II i palam eum: et libero examine non audebant aggredi... Pestifera corrupti 
inuidia..... 


5) d. Dorez, L.: Sulla cattura di Pico delia Mirandola nel 1488. 
Rasegna bibliogr. delia letter. Ital. III p. 11-12. 
6) Kopja aktu protokułów komisji papieskiej została odnaleziona przez 
Leona Dorez w bibl. archidjecezjalnej w Malines, wśród traktatów teologicz-
		

/00010.djvu

			-6- 


Pierwotnie, z jakichś wzg1ttdów termin dyskusji musiał Sltt 
odwlec do stycznia 1487; w ciągu zaś grudnia popularyzowano 
tezy na wszystkich uniwersytetach włoskich, chcąc zachęcić uczO w 
nych do wzittcia udziału w dyspucie. l) Jednakże przy końcu 
grudnia Inocenty VIII zabrania dyskusji. Zaś 20 lutego 1487 r. 
powołuje specjalną komisję,2) któraby zbadała szereg tez podej
 
rzanych o herezję; celem tej komisji było przesłuchanie naszego 
filozofa, rozpatrzenie sprawy i wydanie orzeczenia. 3) Komisja, 
na której czele stał Jan Monissart, biskup T ournai, składała się 
z najwybitniejszych teologów tych czasów,.1) między którymi był 
Pedro Garcia, który w dwa lata później napisał specjalną pracę 5) 
o poglądach Pico della Mirandola, Antonio Flores, późniejszy 
nuncjusz papieski w okre:;ie drugiej podróży do Francji naszego 


nych Hadrjana VI, i opublikowana następnie w cytowanej książce Pic de la 
Mirandole en France, Paris 1897. Appendice. document IV. Akt przytoczony 
tam jest w całości. 
l) Na rękopisie tez, znajdującym się w Wiedniu, jest nadpis następu- 
ją('y: "Conclusiones non disputabuntur nisi post Epiphaniam. Interim publica- 
bunt
r in omnibus Italiae 'gymnasiis et si quis philosophus aut theologus 
etiam ab extrema Italia arguendi gratia venire voluerit. pollicetur ipse D. 
disputaturus se viatici expensas iIIi soluturum de suo": Cit. Berti 
o. c. p. 8. 
2) d. Breve Inocentego VIII z 20 II 1487: "Cum ex iniuneto officio 
partoraIi..... Cytowane w całości w akcie procesu. 
3) ib. .....comittimus quatenus, vocatis... venerabilibus fratribus epis- 
copis et aliis sacre theologie professoribus... se eciam antedicto johanne Pico, 
Concordie comite, cum eisdem presidendo auctoritate nostra efficias. ut co n- 
clusiones predicte discutiantur..... 
4) Skład komisji: jan Monissart. biskup Tournai; Ardicino delia Porta, 
biskup Alesia; Pedro Garcia. biskup Ussel; Antonio Grassi. biskup Tivoli; 
"Golzeranus. episcopus Lezlinensis(?); "Johannes, episcopus Coclensis;" San- 
sone di Sienna, generał zakonu franciszkanów; Antonio di Bononia, generał 
"ordinis servorum"; Gioacchino de Vinci, wicegenerał zakonu dominikanów; 
Marco de MiroIdo - "magister sacri palatii"; Antonio Flores - doctor iuris 
utriusque; Luca de Foligno, spowiednik papieża; Francesco de Murcia; Jan 
Cordier z Paryża - "vir omuium theologorum suae aetatis doctissimus.....; 
Battista Signori - procurator ordiuis heremitarum S. Augustini". z Genui; 
wrel'zcie Cristophoro de Castrenovo, franciszkanin - profesor teologji. 
d. 'Dorez et Thuasne: o. c. pp. 61 H. 
") "Petri Garcie. episcopi Usselensis, ad sanctissimum patrem et do- 
minum Innocentium papam VIII. Determinationes maJristrales contra Conclu- 
siones apologales Joannis Pici Mirandulani, Concordie comitis. Jmpressum 
Romae per Eucharium Silber alias Franck... M.CCCC.LXXXIX. die vero XV 
mensis octobris in 4°." - Wyjątki u Dorez et Thuasne; o. c. pp. 188-195.
		

/00011.djvu

			-7- 


filozofa, wreszcie Jan Cordier, przedstawiciel Sorbony, pozmeJ- 
szy rektor tej uczelni i stronnik Pico delia Mirandola w pro- 
cesie. l) 
Ogółem było pięć posiedzeń komisji papieskiej. Na pierw- 
szych posiedzeniach - 2-go i 5-go marca Giovanni Pico był 
obecny i wyjaśniał zakwestjonowane tezy; na drugiem z tych 
posiedzeń Uznano trzy pierwsze tezy: de discensione Christi ad 
inferos, de poena peccati mortalis, oraz d
 adoratione crucis za 
fałszywe i heretyckie. 2) Na następne posiedzenie 6-go marca 
Pico nie stawił się; osądzono wówczas cztery następne tezy. 3) 
8-go marca papież wydaje zarządzenie, by na zebrania komisji 
nie powoływać go, lecz, aby otrzymać od niego piśmienne lub 
ustne wyjaśnienia dotyczące sześciu tez następnych. 4) Pico wy- 
jaśnienia dał na piśmie, jednakże na posiedzeniach 12-go i 13-go 
tego miesiąca zostały one uznane za niedostateczne i wraz z od- 
powiadającymi im tezami osądzone jako heretyckie.. 
Stosunki jednak z kurją rzymską trwają nadal. Po zakoń- 
czeniu bowiem procesu i po podpisaniu protokułu przez członków 
komisji, dn. 31 lipca 1487 r. Pico della Mirandola położył pod- 
pis następujący: 5) "Ego Johannes de la Mirandula, etiam uidens 
iIlud quod sanctissimus Dominus noster et domini deputati per 
suam Sanctitatem de meis conclusionibus suprascriptis sentiunt 
et determinant, fateor condusiones esse tales quales esse eas 
determinant sua 5f1nctitas et approbati judices per eam, atque 


I) d. Paris. BibL de l'Arsenal: ms. lat. 1021 "Domus et Societatis 
Sorbonicae historia". pp. 183-184. Cit. Dorez et Thuasne: o. c. p. 62. 
2) ..."ideo unanimiter dicimus tam conclusionem, quam responsiones 
et declarationes falsas, erroneas et hereticas". Dorez et Thuasne: o. c. 
Ap. IV. 
3) An suppositaria deo possit natura irrationalis; de libertate cre- 
dendi; de salute Ori,:renis; de magia et cabala. 
4) De accidentibus in sacramento; de eucharistiae sacramento; de 
verbis consecrationis; de miraculis Christi; an deus intelligat; de abdita 
animae intelligentia. 
5) "Anno... MCCCCLXXXVII, indictione qui nt a, die vero martis tricesima 
prima et ultima mensis julii... ego jacobus Quentinoli..: ad illustrem et ge- 
nerosum virum dominum. johannem Picum Mirandulam... accessi et sibi hun c 
prOcessum, ut iIIum subscriberet... presantavi. Qui quidem dominus Johannes 
comes dictum processum de meis manibus ad se benigne et gratiose recipiens, 
iIIico sponte ipsum processum manu suo propria in odo versibus supra- 
scriptis subscripsit". Akt procesu I. c.
		

/00012.djvu

			-8- 


ita rite teneo, nec tenebo unquam aliquid earum, quia sua Sanctitas 
et domini deputati per eam judicant non eSse tenenda, et ita iuro". 
Jednocześnie jednak zdarzają się fakty, które przeczą pozo- 
rom pokojowego załatwienia sprawy. Otóż z datą 6-ego czerwca 
1487 r. ukazuje się breve lnocentego VllI do biskupów Tournai 
i Cesenzy, mocą którego nadaje ich katedrom prawa trybunałów 
inkwizytorskich; 1) zaś ze strony Pica ukazuje się z da.tą 31 maja 
1487T. Apologia,2) w której broni prawowierności potępionych tez. 
Odpowiedzią na Apologję była wielka bulla Inocentego VllI 
z dn. 4 sierpnia 1487 r. potępiająca ostatecznie Con
lusiones 
i Apologlję.3-) 
Pico musiał wyjechać z Rzymu przed tym terminem, gdyż 
o wydaniu ostatniego breve miał się dowiedzieć dopiero w styczniu 
następnego roku. Postanowił on udać się do Francji; czy celem 
jego podróży były studja, czy też obrona potępionych dzieł 
o tem nie możemy dziś z całą pewnością sądzić. Faktem jest 
jednak, że dalsze postępowanie Inocentego VllI było podykto- 
wane obawą, by młody filozof nie udał się do Francji czy Hisz- 
panii i nie rozpoczął tam obrony i kampanji przeciwko Rzymowi. 
Breve do biskupów Włoch zarządzające aresztowanie filozofa, 4) 
breve do króla hiszpańskiego z dn. 16 XII 1487, 5) szereg listów 
do przebywających we Francji od grudnia 1487 r. nuncjuszów 
apostolskich Leonello Chieregato i Antonio Flores, bardzo obfita 
korespondencja tych ostatnich w tej sprawie, (,) wreszcie niżej 


1) Breve: "Superioribus mensibus cum dilectus filhIs Johannes Picu s, 
Concordiae comes, diversas variarum łacultatum conclusiones proposuisset"... 
cytowane w całości w akcie procesu. 
2) Apologia tredecim quaestiones ad Laurentium Medicem. 
3) Bulli tej nie udało mi się w oryginale łacińskim odnaleźć; jest ona 
cytowana prawie w całości w tłumaczeniu włoskiem w książce Oreglia, 
G.: Giovanni Pico delia Mirandola e la Cabala. Mirandola, 1894,ło, w roz- 
dziale V. 
ol) Cł. List biskupa Lukki do Inocentegu VIII z 5 XII 1487, opubli- 
kowany prZf!Z L. Dorez: SulIa cattura... I. c.: "u.Hac hora accepi breve unum 
a Sanctitate vestra in quo mi hi commititur captura comitis Joannis delia 
Mirandola"h' 
5) "Audivimus Joannem Picum de Mirandula ad Regna Hispaniarum 
et ad loca Regni tui... venisse". V. Fidel Fita: Pico de Ja Mirandola y la 
inquisicion espanola. Breve inedito de Inocencio VIII. Boletin de la Real 
Academja de la Historia. Tomo .XVI. Madrid, 1890. p. 314 H. 
B) Korespondencja W CZł.ści opublikowana przez Dorez et Thuasne: 
o. c. Ap. V.
		

/00013.djvu

			-9- 


cytowane słowa Inocentego VIII wypowiedziane do Giovanni 
Lanfredini, świadczą o tem bardzo wymownie. 
Na początku stycznia 1488 r. Pico delIa Mirandola zostaje 
aresztowany niedaleko Lyonu przez hrabiego de Bresse,l) przy 
końcu tego miesiąca przyprowadzony do. Paryża, następnie Zaś 
osadzony w zamku Vincennes pod Paryżem. 2) 
Aresztowanie znanego już wówczas hrabiego Pico delIa 
Mirandola wywołało duże zamieszanie' w Paryżu. Pierwszy in:' 
terwenjował w tej sprawie w liście do króla ambasador Medjolanu, 
motywując przybycie Pico do Francji chęcią odwiedzenia uniwer- 
sytetu paryskiego. 3 ) W Sorbonie sprawa nie pozostała bez echa, 
gdyż spodziewano się tam niedoszłej w Rzymie dyskusji. Nun- 
cjusze jednak niczego nie zaniedbali. 27 stycznia uzyskali oni 
audjencję u króla przedstawiając mu sprawę w sposób następujący: 
"Maiestas sua vellet agere quod ex tali homine non oriretur 
aliquod scandalum in hoc inclito regno". 4) Następnego zaś dnia 
na zgromadzeniu fakultetu teologicznego odczytano breve papieskie 
potępiające Conclusiones, Apologję i zarządzając
 aresztowanie 
filozofa, 3) wreszcie w niedzielę 3-go lutego po uroczyste m na- 
bożeństwie w Notre Dame, w obecności obu nuncjuszów i biskupa 
paryskiego zostały odczytane odnośne listy apostolskie w tej 
sprawie. 6) 
Pico delia Mirandola przebywał w zamku Vincennes od 
19 lutego 3-4 tygodnie; prawdopodobnie w czasie tego ostat- 
niego aresztu zdecydował się na powrót do Italji. Z listu nun- 
cjuszów z dn. 26 marca 1488 r. dowiadujemy się, że raz jeszcze 


1) Cf. List nuncjuszów L. Chier
gato, Flores i protonotarjusza Orioli 
do lnocentego VIII pisany z Paryża dn. 31 I. 1488. Bibl. Marc. lat. JX.129. 
fol. 2-10. Opubl. przez Doreż et Thuasne o. c. p. 146 H. 
2) Cf. List nuncjuszów z 19 II 1488. Bibl. Marc. lat IX. 129. fol. 34-38. 
ib. Thuasne, 1.: Pic de la Mirandole au donjon de Vincennes. "La Republique 
fran
aise" 23 annee. Nr. 52 z 26.XII.1893. 
3) Dorez. et Thuasne: o. c. pp. 71-101. 
4) List z 31 11488. patrz wyżej. 
5) Ib... "Hodie erimus cum Universitate et Facultate Theologie pro 
negotio fidei contra Joannem Mirandulanum et nihil omittemus..... 
6) List z 3 II 1488. Bibl. Marc. lat. IX. 129. fol. 19. I. c.: "ivimus ad 
D. episcopum Parisiensem, et factis processionibus ac congregata magna 
multitudine populi et cleri, in solemni predicatione, assistente ipso Domine 
episcopo et 110bis, earumdem litterarum et brevis t
nor publicatus fuit.....
		

/00014.djvu

			-10 - 


przyrzekł swoją uległość w stosunku do woli papieża. 1) Pierw- 
szym etapem jego powrotnej podróży do Italii był Turyn. Stąd 
na zaproszenie Lorenzo Magnifico, który przez Marsilio Ficino 2) 
oznajmiał mu swoje zadowolenie z powodu jego postępowania, 
na początku czerwca 1488 r. przybywa do Florencji. Z tą datą 
otwiera się nowy okres w życiu naszego filozofa. 


4. DRUGI POBYT WE FLORENCJI, OSTATNI OK
ES W ŻYCIU 
FILOZOFA. 
Pobyt we Florencji (1488-1494) to niezawodnie najważ- 
niejszy okres w życiu Pico della Mirandola. W tym okresie 
powstają jego najważniejsze dzieła: Heptaplus, De ente et uno, 
oraz Disputationes adversus astrologiam divinatricem; z tym też 
okresem jest związana jego bardzo obfita i interesująca korespon- 
dencja dzięki której możemy się zorjentować w problemach, nad 
którymi pracował i w zadaniach naukowych, które chciał rozwią- 
Zać. O tym okresie, jako najdojrzalszych studjów i twórczości 
Pico będzie niżej mowa; tymczasem zaś należy zwrócić uwagę 
jeszcze na kilka faktów z życia filozofa. 
Od przybycia Pico della Mirandola aż do r. 1490 trwa 
ciągła korespondencja między Lorenzo de Medici a jego amba- 
sadorem w Rzymie, Giovanni Lanfredini w sprawie złagodzenia 
stosunku Inocentego VIII do Pico. 3) Inocenty VIII okazał się jed- 
nak nieugięty, mimo bowiem wyraźnej skruchy filozofa i mimo wiel- 
kich usiłowań Lorenzo, nie zmienił swego zasadniczego stanowiska. 4) 
Charakterystyczna jest ostateczna odpowiedź papieża dana Gio- 
vanni Lanfredini, cytowana następnie w liście tego ostatniego do 


1) Bib!. Marc. lat. IX. 129. fol. 42-51. I. c... "iam... Joannes ipse 
Mirandulanus extra regnum missus fuerat... Nam... ipsius Joannis humilitate 
moti, qui se velle esse bonum et fidelem servitorem Sanctitatis Vestre 
et qnecumque ea deffiniverat observaturum promittebat". 
2) List Marsilio Ficino do Pico delia Mirandola z 30 V 1488. Marsilii 
Ficini Opera Omnia. Basilea"e 1576. 
11) Korespondencję 
orenzo de'Medici w tej sprawie po raz pierwszy 
ogłosił Ang. Fabroni w drugim tomie swego dzieła: Laurentii Medicis magnif: 
ci vitae Pisa 1784. Niektóre z tych listów podaje Domenico Berti w Apen- 
dice Intorno di Giov. Pico. I. c. 
4) NaleŻY podkreślić, ze w myśl breve z 4 VII 1487 zostały potępione 
tylko dzida Pico, zaś potępienie to nie dotyczyło jego osoby. Podobnie 
jak breve Aleksandra VI usuwało tylko orzeczenie o herezji zawartej w Con- 
clusiones i Apologji. Rozróżnienie to jest bardzo widoczne w wyżej wspom- 
nianem dziele Pedro Garcia: Determinątiones magistrales... w które m po.
		

/00015.djvu

			-11 


Lorenzo: l) "Sua Santitil mi rispose... Dite a Lorenzo che questo 
caso importa a me solo, perche nissuna cosa e pió contra tutti 
e Pontefici che le cose delIa fede, et maxime la heresia, e che 
Lorenzo doverria havere piu gli occhi a me et altri o honore 
che a persona, che questo non c suo caso, ne e di M. Giovanni"... 
Wszystko to wskazuje wyraźnie na fakt, że sprawa Pico aż do 1490 r. 
nie była w Rzymie zapomniana. 
Naszemu filozofowi bardzo zależało na pogodzeniu się ze 
Stolicą Apostolską; wskazują na to jego dwa listy do Alek- 
sandra VI pisane w r. 1492. 2 ) Odpowiedzią na nie, jak również 
ostatecznym załatwieniem sprawy rzymskiej było breve Alek- 
sąndra VI z 18 czerwca 1493 r. 3 ) 
Obok prac naukowych dla tego okresu życia Pico delIa 
Mirandola jest rzeczą ogromnie ważną jego stosunek do Sawo- 
naroli. Ostatni okres życia filozofa przypada na czas pierwszych 
wielkich nauk Sawonaroli; jest on jednym z tych, którży żywo 
przejmują się kazaniami przeora dominikanów.
) Pod wpływem 
tych nauk, jak również pod wpływem pewnej idei pokutniczej, 
budzi się w nim myśl i pragnienie pracy apostolskiej: 6) jak niegdyś 
Raymund Lullus pragnie on porzucić świat i poświęcić się na- 
wracaniu żydów i muzułmanów. Rozdaje więc swoje dobra 
klasztorowi S. Maria Nuova i po ukończeniu swoich rozpoczętych 
prac zamierza wstąpić do zakonu dominikanów; 6) Sawonarola 
miał go w tym kierunku zachęcać. 7) 


wiada w sposób następujący: "In predictis autem determinationibus magistra- 
libus semper mens mea fuit Conclusiones tantum et non personam Joannis 
Pici damnare". Dorez et Thuasne pp, 188-195. 
l) Berti D.: o. c. Appendice seconda. Docomento III. 
2) Dorez. L.: Lettres inedites de Jean Pic de.Ja Mirandole. Giorn. 
stor. delia letter. ital. vol. XXV. p. 352. 
3) "Breve Alexandri VI pont. Maximi ad Jo. Picum Mirandulam Con- 
cordiae comitem" - cytowane w całości w każdym pełnym wydaniu dzieł 
Pico delia Mirandola. 
4) CI. Schnitzer: Girolamo Savonarola. Miinchen. 1924. t. I. II. 
5) Vita: "Ut cum F errariae in pomario quodam de Christi amore 
colloquentes... in eiusmodi verba proruperit: Tibi haec dixerim. in arcanis 
recondito. Opes quae mihi reliquiae sunt absolutis, consumatisque elucubra- 
tionibus quibusdam egenis elargiar. et crucifixo mu nitu s, exertis nudatisque 
pedibus, orbem peragrans, per castella, per urbes Christum praedicabo..... 
6) Ib... ..Accepi poste a iIIum mutauisse propositum. nam praedicatorum 
ordini se addicere statuens..... 
7) Vita, .....Testis iterum Caroli galliarum regis benignitas et gratia... 
Cui eum Florentiam adventanti, ut inde Romam peteret, Neapolitanurn reg-
		

/00016.djvu

			12 - 


Wypadki jednak rozWI]a]ą się inaczej. Na jesieni bowiem 
1494 r. Pico delia Mirandola zachorował na febrę: gorączka 
go nie opuszczała i żadne lekarstwa nic mogły mu przynieść 
ulgi. O chorobie jego dowiedział się w drodze do Florencji 
Karol VIII, król francuski; posłał on natychmiast dwóch swoich 
lekarzy wraz z listami. Lekarze ci jednak przybyli zapóźno, 
gdy:ż 17 listopada 1494 r., w dzień wkroczenia Karola VIII do 
Florencji, Pico delia Mirandola życie zakończył. 1) 
Nagła jego śmierć wywołała ogromne poruszenie. we Flo- 
rencji. Przyczyna bowiem tej śmierci tkwi nie tyle w chorobie, 
ile w wypadkach politycznych i ówczesnym antagonizmie i walce 
między stronnikami Medyceuszów i Sawonaroli: 
) Pico delIa Mi- 
randola, najprawdopodobniej został otruty przez swego dawnego 
intendenta - Cristoforo de Casalmaggiorc. 3 ) 
W kilka dni później odbył się pogrzeb filozofa. Sawonarola 
w kościele S. Reparata wypowiedział długą mowę, w której 
charakteryzował życie filozofa, podkreślając pragnienia jego os- 
tatnich lat oraz nadzieje, które w nim pokładał, wreszcie wska- 
zując na fakt niewypełnionego obowiązku wzywał zebranych do 


num expugnaturus. graui eiun laborare aegritudine nuntiatum fuisset. Duos 
statim medicos ad eum... transmiserit litterasque, quas et uidimus et legimus, 
propria subscriptas manu dedit..... 
1) Przyjaciel Pico delia Mirandola Girolamo Benivieni był tak zasko- 
czony raptowną śmiercią przyjaciela, że sam chciał sobie w pierwszej chwili 
życie odebrać. d. Lionardo Salviati: De'dialoghi d'amicicia libro primo Fi- 
renze, 1564. 8°. cyt. przez Dorez L.: La mort de Pic de la Mirandole 
et I'edition aldine des oeuvres d'Ange Politien. Giorn. ster. delia letter. 
ital., vol. XXXII. p. 360 H. 
2) 'po śmierci Lorenzo Magnifico (8 IV 1492) Pico delia Mirandola 
staje się zdecydowanym stronnikiem Sawonaroli. Part ja Medyceuszów szczegól. 
nie w przededniu wkroczenia Karola VIlI znana była ze swej' bezwzględności, 
a ponieważ Pico mógł być z tytułu swego postępowania uważany przez 
nioh za apostatę, fakt ten jest ca/kowici6 do pomyślenia. - d. Dorez: La 
mort de Pic... I. c. 
3) W r. 1497 podczas rządów Sawonaroli we Florencji aresztowano 
kilku obywateli podejrzanych o knowania na korzyść Piero de Medici: mię- 
dzy nimi znalazł się: "Cristoforo di Caxale, olim cansiliero (deI) conte Joanne 
di la Mirandola", który wyznał: .....chomo havia acelerar la morte al. suo 
patron"... d. Dorez I. c. Dorez opiera się w tym wypadku na kronice 
"Diari de Sanuto" (Tom l, coli. 714, 715 i 726) i wskazuje-.na to, że za hipo- 
tezą jakoby Cristoforo de Casalmaggiore by/ sprawcą śmierci Pico przema- 
wiają pOZa względami polityczne mi fakty następujące: a) zapis Pico d. Mir. 
dla braci Martino i Cristoforo de Casalmaggiore, b) opuszczenie nazwisk 
tych ostatnich w wydaniu dzieł Angelo Poliziano.
		

/00017.djvu

			13- 


modlitwy: l) "Orate pro eo: lui fu tardo a non venire ałła religione 
in vita sua, come era sperato..." 


II. S T U D J A. . 


Filozofję Pico della Mirandola zwykło się zaliczać do pla- 
tonizmu XV w. powołując się na jego stosunki z akademją pla- 
tońską, Marsilio Ficino i Angelo Poliziano.
) Niektórzy, g) znowu 
ze względu na jego znajomość kabały chcą w nim widzieć tylko 
kabalistę; inni wreszcie w jego poglądach widzą tylko mieszaninę 
nie skrystalizowaną różnych i nieraz sprzecznych doktryn filozo- 
ficznych, teologicznych i religijnych. 4) 
Chcąc jednak znaleźć nie jednostronną odpowiedź na py- 
tanie jaki mianowicie kierunek filozoficzny Giovanni Pico repre- 
zentował, nie wystarcza ograniczyć się do powierzchownej analizy 
jego dzieł, w których on ustawicznie powołuje się na filozofów 
wszystkich kierunków. i do wydania również powierzchownej 
opinji, lecz należy zorjentować się: 1) w materjale 'naukowym 
z którego korzystał Pico, 2) w jego stosunku do kierunków filo- 
zoficznych, z któremi w okresie swoich studjów się spotykał. 
Aby uczynić zadość tym postulatom w rozdziale niniejszym 
będzie podany przegląd głównych ośrodków umysłowych XV w. 
z które mi miał styczność Pico della Mirandola, analiza panują- 
cych wówczas głównych kierunków filozoficznych i dzieł, które 
wywarły wpływ na kształtowanie się myśli naszego filozofa. 


L PIERWSZE STUDJA FILOZOFICZNE NA UNIWERSYTET ACH 
WŁOSKICH, BOLONJA, FERRARA, PADWA. 
O studjach filozoficznych Pico della Mirandola w latach 
1477-1480 wiemy bardzo mało. Można nawet. przypuszczać, 
że w okresie swego pobytu w Bolonji i Ferrarze właściwych 
studjów fi1ozoficznych nie prowadził, a najwyżej mógł przy studjum 


J) Mowa Sawonaroli jest przytoczona w "Vita" w całości. Pozatem 
w oryginale włoskim figuruje w dziełach SaWQnaroli. Wenecja 1544.8°fol. 46. 
2) Cf. di Giovanni, V.: Giovanni Pico delia Mirandola nella storia 
deI rinascirnento e delia filosofia in Italia. Mirandola, 1899. 16°. 
3) Cf. Massetani, G. La filosofia Cabbalistica di Giovanni Pico delia 
Mirandola, Empoli, 1897. 8." 
4) Cf. Schnitzer, J.: Girolamo Savonarola. T. I. p. 59. Dreydorf, G.: 
Das system des Joannes Pico, Grafen von Mirandola und Concordia. Mar- 
burg, 1858. 8°.
		

/00018.djvu

			- 14- 


prawa kanonicznego zdobyć bardzo ogólne wiadomości o fil 0- 
zofji Arystotelesa i św. Tomasza z Akwinu, zaś w okresie swego 
humanistycznego wykształcenia w Ferrarze zapoznać się z głów- 
nemi imionami przedstawicieli filozofji antycznej. l) 
Za . początek studjów filozoficznych Pico della Mirandola 
należy uważać jego pobyt w Padwie, gdzie zaznajomił się bardziej 
dokładnie z filozof ją Arystotelesa i poznał kierunek awerroi- 
styczny. Uniwersytet w Padwie już w XIV w. był jednym z głów- 
nych ośrodków, w których wykładano publicznie naukę Averroesa. 2 ) 
W czasie pobytu naszego filozofa w Padwie wykładali tam filo- 
zofję A verroesa N i c o l e t t i V e r n i a s, jeden znajskrajniejszych 
zwolenników tej nauki w XV w. i E l i a d e l M e d i g o, uczony 
żyd, później
zy nauczyciel Pico filozofji orjentalnej. Filozofję 
Arystotelesa wykładał wówczas medyk L o r e n z o M a i o I i, autor 
dzieł "Epiphylis in dialecticis" i "De gradibus medicinarum". 3) 
Studia w Padwie dla filozoficznego wykształcenia Pico miały 
tylko propedeutyczne znaczenie, gdyż poważne i źródłowe zaję- 
cie się filozof ją Arystotelesa i jego arabskimi komentatorami 
przypada na okres późniejszy po powrocie z Francji. 


2. STUDJA NA UNIWERSYTECIE PARYSKIM. 
O studjach PICO della Mirandola w Paryżu brak jest źród- 
łowych wiadomości. Możemy jednak zdając sobie sprawę z ów- 
czesnego charakteru Sorbony i z wypadków, które się tam 
w latach 1485-1486 rozgrywały wnosić o tem, co mianowicie 
Giovanni Pico mogł tam dla swego wykształcenia zdobyć. 
W XIV i XV w. daje się zaobserwować w Paryżu pewien 
prąd racjonalistyczny: usiłowano wówczas racjonalizować dogmaty 
wiary, zaś elementy, które nie dadzą się z rozumem pogodzić 
eliminować. Charakterystycznym tego przykładem jest sprawa 
tezy doktorskiej licencjata teologii Jana Laillier, który poddawał 
krytyce naukę o hjerarchji kościelnej i wiarę w legendy świę- 
tych. 4) Racjonalistyczne i reformatorskie tendencje w teologji 


l) por. charakterystykę' uniwersytetu w Ferrarze Schnitzer o. c. t. I. 
2) cł. Renan, E. A verroes et I'averrolsme. Paris, 1866. 80, pp. 322 H. 
352, 382. 
3) Jócher, G. Ch.: Allgem. Gelehrten Lexicon. t. III. p. 54. Dukas J.: 
Laurent MaioH. EHe de Medigo. Pic de la Mirandole. Bulletin du Bibliophile 
et du Bibliothecaire. Paris 1875. 
.1) Sprawa Laillier była głośna w Paryżu i rozgrywała się właśnie 
w czasie pobytu Pico delia Mirandola. V. Dorez et Thuasne o. c. p. 35 H.
		

/00019.djvu

			-;- 15 


których geneza sięga JUZ XIV, a nawet końca XIII w., 1) to jest 
zasadnicza cecha uniwersytetu paryskiego w ostatnich dziesięcio- 
leciach XV w. Na tem bowiem tle tylko da si
 zrozumieć sto- 
sunek przedstawicieli Sorbony w procesie Pico delIa Mirandola 
do orzeczeń komisji papieskiej: powiedzenie Jana de Myrle, że 
takie poglądy bynajmniej nie uchodzą w Paryżu za heterodok- 
salne 2) i Jana Cordier, że teży "in sensu specificato et expli- 
cato" mogą być uważane za katolickie. 11) 
Druga cecha charakterystyczna uniwersytetu paryskiego 
w owych czasach, to pewien rozkwit sztuki djalektycznej.4) Sztukę 
tę, jak się zdaje, Pico delia Mirandola całkowicie posiadł o czem 
świadczą jego własne słowa i opinja mu współczesnych. 
Na podstawie tych kilku uwag można stwierdzić, że pewne 
po
lądy teologiczne zawarte w 900 tezach, oraz sztuka djalek- 
tyczna zużytkowana w Apologji mają za źródło pierwszy pobyt 
naszego filozofa we Francji. 


3. STUDJA PICO DELLA MIRANDOLA NAD FILOZOFjĄ STA- 
ROŻYTNĄ; JEGO STOSUNEK DO PLATONIZMU. 
Chcąc rozwiązać trudny problem stosunku Pico delIa Mi- 
ran dola do platonizmu XV w. należy zorjentować się w genezie 
i charakterze tego kierunku filozoficznego; w tym celu w ni- 
niejszym rozdziale będzie podana analiza neoplatonizmu średnio- 
wiecznego, oraz geneza i charakterystyka platonizmu XV w. 
i jego głównych przedstawicieli. 
Neoplatonizm średniowieczny. 
Platonizm jako kierunek o tendencjach misty
znych,lemanacyjno 
panteistycznych poglądach na świat i pewnym wrogim nastawieniu 


l) cł. Michalski, K.: Les sources du criticisme et du scepticisme dans 
la philosophie du XIV siecIe.. Kraków, 1922. 
2) Protokuły komisji I. c.: "Ego Joannes de Mierle... in secunda parte 
iIlius subscripsionis, confiteor me <:ontradixisse certorum ffiagistroruffi co n- 
dempnationi magistrali... quod in ea condempnabantur propositiones, que 
Parisius publice admittuntur disputabiles et defensibiles"... 
S) ib. "...predictas conclusiones numero tredecim in sensu specificato 
et expIicato in dieta declaratione esse probabiles atque catholicas, easque 
in dieto sensu posse disputari; tandem tamen, ipsa verit.ate sola coaetus, 
dico quo d... dicte conclusiones omnes tredecim false sunt ac erronee, alique 
etiam heretice"... 
4) Ep. ad Herm. Barb.: "celebratissimorum parisiensium disputatorum 
dicendi genus". cł. "Vita". - Trithemius: De script. eccl. "...doetissimus 
nostra aetate philosophus est, atque disputator acerrimus".
		

/00020.djvu

			- 16- 


w stosunku do Arystotelesa i scholastyki nie jest dziełem XV w. 
Dzieła Jana Szkota Erjugeny wywarły duży wpływ na myśl śred- 
niowieczną: 1) wpływ ten daje się zauważyć nie tylko wśród tych, 
którzy w sposób wyraźny należeli do kierunku neoplatońskiego jak 
Witelo, i Teodoryk z Fryburga, lecz również wśród filozo- 
fów należących do kierunku augustyńskiego, czego pr.zykła- 
dem jest Henryk z Gandawy.:1) Cechą charakterystyczną 
tego neoplatonizmu są emanacyjne tendencje w kQsmologji. 3 ) 
Drugim kanałem neoplatonizmu średniowiecznego były dzieła 
Dfonizego ps. Areopagity. Niemal do końca XII w.
) znane 
one były na Zachodzie tylko z tłumaczenia Erjugeny; komentarze 
tego ostatniego wraz z. t. zw. scholjami sw. Maksyma, Ó) były 
w średniowieczu szeroko rozpowszechnione. Mimo, że przy 
końcu XII i w XIII w. ukazują się liczne tłumaczenia i komen- 
tarze do dzieł ps. Djooizego dokonane przez scholastyków,6) to 
jednak wyżej wymienione tłumaczenie i komentarze nie przestają 
być źródłem poglądów neoplatońskich i mistycyzmu heterodok. 
salnego. 
f 
T rzecim kanałem neoplatonizmu średniowiecza była to za- 
chowana literatura platońska: fragmenty Timaiosa Platona w tłu- 
maczeniu św. Augustyna, komentarz Chalcidiusa, tłumaczenie 
elementów teologji Proklosa przez Wilhelma de Moerbecke i przy- 
pisywany w średniowieczu Arystotelesowi Liber de causis. 
Czwartym, niezawodnie najważniejszym kanałem w historji 
neoplatonizmu była f i lo z o f j a a r a b s k a i ż y d o w ska. Nie- 
znajomość tego terenu była przyczyną, że historycy filozofji 
w nauce Al-F arabi, Ibn-Gebirol, i Ibn-Sina widzieli tylko inter- 
pretatorów i charakterystycznych kontynuatorów Arystotelesa nie 
zastanawiając się nawet nad właściwe mi źródłami wyżej wymie- 
nionych przedstawicieli filozofji żydowsko-arabskiej. 


l) Saitta. G.: La filo sofia cli Marsilio Ficino. Messina, 1923. 80 p. 53. 
2) ib. p. 71. De Wulf: Hist. cle la phi!. med. II. p. 55 H. 
3) d. Rochol, R.: Der Platonismus der Renaissancezeit. Zeitschr. flir 
Kirchengeschichte. Bd. XIII. 1892. p. 47 H. 
4) Koło 1180 r. ukazuje się tłumaczenie jana Sarrazin. zaś w XIII w. 
tłumaczenie i komentarz Roberta z Lincoln. d. Durantel, J.: St. Thomas 
et le Pseudo-Denis. Paris, 1919. 80 p. 52 f. 
") Scholja te znajdują się w wydaniu dzieł Djonizego. Migne: Patr Gr. 
t. IV. d. Hurter, H.: Nomenclator literarius Theologiae Catholicae T. I. p.605.. 
Durantel, o. c. p. 55. if. 
G) Durantel, o. c. p. 52 H.
		

/00021.djvu

			17- 


Już zwykła analiza trzech głównych punktów nauki arab- 
skiej: nauki o emanacji, o intelekcie, i wiecznej materji wskazuje 
na jej pewne pokrewieństwo z nauką neoplatońską. l) Dzięki zaś 
badaniom specjalistów 2) są podstawy, by traktować t. zw. scho- 
lastykę żyd9wsko-arabską iako ieden z p
źnych etapów w dzie- 
jach neoplatonizmu. 
Neoplatonizm arabski wyrasta z neoplatonizmu syryjskiego, 
którego rozkwitem jest VI-VIII w. po. Chr. )I). W VII w. zostają 
przetłumaczone na język syryiski dzieła Jamblicha, Porfiriusza, 
Syrianosa i in. późnych neoplatoników, Zaś w IX w. powstają 
pierwsze tłumaczenia arabskie. Za pierwszego przedstawiciela 
neoplatonizmu arabskiego mOŻna uważać AI-Kendi,4) który bar- 
dzo się przyczynił dzięki swoim tłumaczeniom i pismom do spo- 
pularyzowania poglądów neoplatońskich wśród arabów. 3) 
Literatura neoplatońska kursująca wśród arabów była nastę- 
pująca: 10 Księga p s e u d o - E m p e d o k l e s a, przywieziona do 
Hiszpanii w X w. H) miała ona zawierać liczne elementy nauki 
aleksandryjskiej i wywarła ona wpływ na Ibn-Gebirol.") 2° Księga 
p s e u d o - P i t a g o r a s a, zawierająca neoplatońsko-pitagorejskie 
doktryny o hipostazach, spekulacji liczbowej i ekstazie. 8 ) 3 0 Bar- 
dzo rozpowszechniona księga p s e u d o - A r y s t o t e l e s a zaty- 
tułowana według wydania łacińskiego: "Sapientissimi philosophi 
Aristotelis Stqgiritae Tbeologia, sive Mystica philosophia secun- 
dum Aegyptios, noviter reperta et in latinum castigatissime trans- 
lata". Dziełe to, stano'Niące wyciąg z Ennead Plotyna powstało 


J) d. de Wulf, M.: Hist. de la Phil. Med. 1925. to I p. 208 f. 
2) Badania S. Munk'a nad rękopisami hebrajskimi w Bibl. Nat. w Pa- 
ryżu, opublikowane później w książce Melanges de philosophie juive et arabe 
przyniosły szereg zupełnie no
ch odkryć w dziedzinie historji filozofji arab- 
skiej i żydowskiej. 
H) Początki neoplatonizmu syryjskiego sięgają już IV--V w. po Chr.- 
d. Pollak, J.. Entwicklung der arabischen ud jiidischen Philosophie im Mittel- 
alfer. Arch. f. Gesch. d. Phil. Bd. XTVII (1904) pp. 206, 216. 
4) cł. Casiri, M.: Bibliotheca arabico-hispana escurialensis. Madriti 
AU MDCCLXX, v. I. pp. 353-359: "Alchindi vita et scripta". - M nk, S.: 
Melanges de philosophie juive et arabe. Paris, 19
7. 8 u pp. 349-341. 
5) V. wykaz jego dzieł u Casiri I. c. oraz Munk, o. c. p. 359. 
. 
H) Munk, o. c. p. 244 H. 
7) Według Ibn-Falaquera (p. niżej) Ibn-Gebirol naśladował "Empedo- 
kIesa" d. Munk, o. c. p. 241. 
. R) Munk, o. c. p. 245 H.
		

/00022.djvu

			- 18- 


zapewne w IX w. I); tłumaczenie łacińskie było rozpowszechnione 
w XIII W.j i
tnieie też wersia hebrajska tego dzieła.
) 4° Dzieła 
Porfirjusza: 'El"Jf7.'(OT
 a przedewszystkiem przypisywane mu: j!Ep
 
't'oi) P.lI'J.\I Et\ll'J.l 't"
'I ID,iuo\lo; łta.
 'Apl'J't'O't'EJ'OI); a.
pErJl'l. 3) 50 Do tej 
też grupy mOŻna zaliczyć "Liber de causis", który według hipo- 
tezy Munka 4) powstał najwcześniej W XI w. i był dziełem kogoś 
z przedstawicieli neoplatonizmu żydowsko-arabskiego. 
Powyższe księgi neoplatońskie były bardzo rozpowszech- 
nione i wywarły wielki wpływ na poglądy lbn-Gebirol (Awicebron)!j) 
Ibn-Sina (Awicenna) B) i in. a dzięki nim również na przedsta- 
wicieli t. zw. neoplatonizmu łacińskiego. 7) Zdając więc sobie 
sprawę z ogromnego wpływu jaki wywierała filozof ja arabska 
w postaci 
werroizmu w XIV i XV w. na filozofję łacińską nie 
wyda się rzeczą niezrozumiałą istnienie pewnego pokrewieństwa 
między awerroizmem a platonizmem XV w. 


Platonizm XV wieku. 


Dzięki zachowanej literaturze i infiltracji neoplatonizmu 
arabskiego można mówić o platonizmie w Italji przed XV w. 
Ożywienie jednak i skrystalizowanie ruchu neoplatońskiego do- 
konało się dzięki nawiązaniu stosunków dyplomatycznych z Bi- 
zancjum, czego wynikiem były dwa decydujące w historji plato- 
nizmu fakty: przywiezienie w 1423 przez Aurispę i Traversari 
rękopisów wszystkich djalogów Platona, tI) oraz niemniej ważny 
fakt przybycia Plethona do Florencji. !) 


1) CI. Stein L.: Die ConŁinuitat der griechischen Philosophie in der 
Gedankenwelt der Araber. Arch. f. Gesch. d. Phil. Bd. XI, XII, (1898) p. 324. . 
Munk, o. c. p. 248 H. 
3) ib. - d. de Wulf I. p. 208, który odnosi to dzieło aż do IX w. 
fi) d. SŁein, 1. c. p. 327. 
4) o. c. p. 259. - d. de Wulf I. c. p. 69. 
.-,) Żasada emanacji i panteizm stanowią dwa główne elementy nauki 
lbn-Gebirola. Elementy te są bardziej jeszcze uwydatnione przez jego ko- 
mentatorów, glównie przez Schem-Tob Ibn-Falaquera. d. Munk, o. c. pp. 235 H, 
274 H. 


6) Komentator jego Ibn- Tofail podkreśla w jego nauce jako element 
zasadniczy panteizm orjentalny. V. Munk, o. c. p. 356. · 
7) Witelo czerpal z nauki arabskiej Cf. de Wulf. T. I. p. 213, II, p. 111 f. 
R) Saitta G.: La filo sofia di Marsilio Ficino. p. 46. 
<') CI. Rieckel: Gesch. d. Phil. d. RenaissalIce p. 32 H.
		

/00023.djvu

			- 19 - 


G e o r g i o s G e m i s t o s P l e t h o n (1355-1450) inicjatOł 
platonizmu we Florencji na dworze Cosimo de'Medici i nauczyciel 
kardynała Bessariona uważany jest z
zwyczaj za trzeciego zało- 
życiela platonizmu. Wiadomo jest o nim, że wcześnie zaznajomił 
się z kulturą klasyczną i że nauczycielem jego był pewien uczony 
żyd Elissaios, l) od ktorego zapewne przejął elementy orjentalne, 
że celem jego była instauracja kultury i religji antycznej, ą środ- 
kiem do tego - filozof ja Platona i walka z arystotelizmem i scho- 
lastycyzmem. 
T o, co nauczał Gemistos Plethon nie odpowiadało bynajmniej 
filozofji Platona: uważał on wszystkich neoplatoników tylko za 
interpretatorów Platona, anulując tern samem wszelkie różnice, 
które zachodzą między nauką wielkiego ateńczyka a filozofami 
aleksandryjskimi, późno ateńskimi, pergameńskimi, syryjskimi, per- 
skimi i bizantyjskimi. Najbardziej znanym jego pismem jest: 
7tcr'l (;W ' <\pl'1!r.mO,QtJc;; 7tpo:; 1J),,z!W'JCI. OlCl.'fEPE!'l.l - 2) jednakże bar- 
dziej jeszcze' charakterystycznym jest jego dotychczas w rękopi- 
sie znajdujące się dzieło: 
\lTj(!'J.'fCl.),Cl.to)'1lC;; Z(OVJ'l.'1!PEtW\I )(.?lll),I'J.!w\ll')t(OV 
ar'W.'hl')v w którem zwalcza arystotelizm, a propaguje neoplatonizm 
zmieszany z elementarni wschodnimi. 3) 
Plethon podczas swego pobytu we Florencji miał wykłady 
o filozofii Platona i tę jego działalność można uważać za począ- 
tek t. zw. akademji platońskiej we Florencji. 
Nie bez znaczenia dla platonizmu XV w. była działalność 
kardynała Bessariona. Jego rola w historji platonizmu jesttro- 
jaka: 1° dzięki swej działalności literackiej (dzieło Adversus 
Calumniatorem Platonis i listy), przyczynił się do zaznajomienia 
współczesnych z poglądami Platona, 4) 2° dzięki swojej bibljotece 
darowanej w 1468 r. klasztorowi św. Marka w Wenecji dostarczył 
niezn'anego dotychczas materjału do studjów na tym polu, 0) wresz- 


I) Cf. TheJewishEneyclopedia. New-York and London. 1902. Vol.p.136. 

) Wydane w r. 1541 w Paryżu. 
::) Dzieło to znajduje się we Florencji Bibl. Naz. m
. orig. graee. 
Nr. 70. cit. Saitta, o. e. p. 48, dzieło to jest b. ważne dla histor. plato- 


nlzmu. 


I) Cf. Mohler L.: Kardinal Bessarion aIs Theologe, Humanist und Staats- 
man. Padernborn, 1923.8°. 
,,) Cf. Mohler O. e. p. 408 H. Omont H.: Inventaire des manuserits 
grecs et latins donnes a Saint-Mare de Vemse par le Cardinal Bessarion 
(1468). Revue des Bibliotheques. IV. 1894 pp. 129-187. Bibljoteka kardynała
		

/00024.djvu

			- 20- 



 
cie 30 przyniół on pewną bizantyńską postać neoplatoniz
J.U 
i interpretację ps. Djonizego. J) 
Kardynał Bessarion wywarł niezawodnie duży wpływ na 
filozofję XV w. jednakże on sam jest raczej humanistą niż filo- 
zofem. 


Za główną postać w t. zw. a k a d e m j i p l a t o ń s k i ej 
we F lor e n c j i jak i w całym platonizmie XV w. należy 
uważać M a r s i l i o F i c i n o. Błędem byłoby uważać go tylko 
za tłumacza dzieł Platona, w jego bowiem traktatach: "De 
christiana religione" i "Theologia platonica" oraz we wstę- 
pach i komentarzach do przetłumaczonych dzieł zawierAją się 
poglądy, które całkowicie są niezależne i oryginalne. 2) Marsilio 
Ficino przewyższa poziomem swym całe swoje otoczenie: jest 
on wprawdzie humanistą, dzielącym wraz z innymi powszechny 
wówczas kult Platona, lecz jest jednocześnie filozofem. 
Zasługą jego jako humanisty jest dokonanie tłumaczenia 
dzieł Platona, Plotyna, Jablicha, Proklosa, Djonizego ps. Aero- 
pagity, pism hermetycznych i in. 11) Jako filozofa charakteryzuje 
go prowadzenie badań na przestrzeni całej filozofii, niezależnie 
od reprezentowanego kierunku. P od tym względem Marsilio 
Ficino zbliża się do tego typu filozofa jaki reprezentował Miko- 
łaj z Kuzy.4) 


Bessayiona zawierała kilka kompletów dzieł Platona, pisma Plotyna, Pyoklosa, 
Filona z Aleksandrji, Jamblicha, pisma heymetyczne, tyaktat "Timaios 
Lokyos" i in. 
1) Pyawdopodobnie kardynał Bessarion pyzywiózł nieznany, jak się 
zdaje, do XV w. na Zachodzie"gyecki komentarz do ps. Djonizego Georg.. 
Pachymeres (XIII w.) CI. Jocher: Allg. GeJ. Lex. 1751. 
2) V. Marsilii Ficini F/orentini, insignis Philosophi Platonici, Medici 
atque Theologi clarissimi, Op2ra... Basileae. Ex officina Henricpetrina, 1576, 
T. I. II. łO. 


H) W drugim tomie wyszczególnionego wydania bazylcjskiego m. in. 
znajdują się uast<,;pujące tłumaczeuia: "Mercurii Trismegisti Pymander, de 
potestate ac sapientia Dei; item Asclepius de voluutate Dei. Athenagoyas 
Athen. de Resurectioue; Jamblichus de Mysteriis Aegyptiorum, Chaldaeorum, 
atąue Assyriorum. Proclus in Alcibiadem Platonicum de auima ac daemoue. 
Proclus de sacrificio et magia. Porphyrius de Occasiouibus, siue de causls 
ad iutelligibilia nos ducentibus. Pscllus de Daemonibus. Pythagoyae auyea 
verba et symbola et. c. 
.1) Cł. Saitta o. c. p. 75 f.
		

/00025.djvu

			. - 21- 


W nauce Marsilio Ficino należy wyróżnić trzy punkty: 
1 ° nową teodyceję, 2° panteistyczne koncepcje w kosmologji, 
3° element mistyczny. 
Nowa teodyceja zapoczątkowana przez Mikołaja z Kuzy, 
którego pisma Marsilio FiÓno znał, wyrasta z tradycyjnego pro- 
blemu średniowiecza -- stosunku filozofji do teologji. Kompro- 
misowym rozwiązaniem tego zagadnienia było stworzenie kon- 
cepcji "docta religio". Nad zrealizowaniem takiej nauki, któraby 
nie była czemś podporządkowanym religji i teologji, lecz czemś 
równoważnym pracował Marsilio Ficino i poglądy swoje w tej 
sprawie wypowiedział w traktacie "De christiana religione" 
i w komentarzach do pism pseudo-Djonizego. 
Kosmologja Marsilio Ficino jest czemś złożonym ze współ- 
czesnych mu poglądów astronomicznych, poglądów astrologicz- 
nych i elementów neoplatońskich. Zasadniczą koncepcją w jego 
kosmologji jest neoplatońska koncepcja wszechobejmującej sub- 
stancji boskiej. I) 
Charakterystyczny dla platonizmu XV w. mistycyzm, wyra- 
żony w teorji miłości jest pomieszaniem chrześcijańskiej nauki 
o miłości Boga z platońską nauką o Erosie i jej odpowiedniku- 
nauce o ekstazie Plotyna, neopitagorejczyków i późniejszych neo- 
platoników. 2) 
W poglądach filozoficznych Marsilio Ficino widzimy więc 
jakby połączenie dwóch przeciwnych stanowisk: pewnego stano- 
wiska scholastycznego, uwidaczniającego się w usiłowaniu pogo- 
dzenia filozofji z teologją, ze stanowiskiem neoplatońskim. Na 
ten punkt w filozofji Marsilio FiÓno należy specjalną zwrócić 
uwagę, gdyż pod tym względem reprezentuje on ten sam kie- 
runek co Pico delIa Mirandola. 


Pico delia Mirandola przebywa we Florencji od początku 
1484 r. do lipca 1485 i od czerwca 1488 do końca życia - 1494. 
Podczas pierwszego swego pobytu, dzięki pracom Marsilio Ficino, 
osobistym z nim stosunkom i uczęszczaniu na zebrania akademji 
zaznajomił się z pismami neoplatoników i Platona, zaś podczas 


I) Theolog. pIat. II c. VI. p. 98, "Consistens itaque Deus in se, exis- 
tit ubique. Neque per Mundum Deus, sed Mundus per Deum, quatenus potest. 
extenditur". d. Saitta, o. c. p. 92. 
o 2) d. RocholI R. Der Platonismus der Renaissancezeit. I. c.
		

/00026.djvu

			- 22- 


swego drugiego pobytu prowadził samodzielne studja pracując 
już nad postawionymi sobie zadaniami. 
Gdy Giovanni Pico po raz pierwszy przybył do Florencji 
Marsilio Ficino był w swoim naj dojrzalszym okresie: miał on już 
wÓWCzas za sobą szereg prac drobnych traktatów, l) traktat 
"Theologia plato nica" , tłumaczenia szeregu pism Platona, 2) VJresz- 
cie w tym czasie pracował nad tłumaczeniem Ennead Plotyna. 3) 
Że Marsilio Ficino przez swoje pisma jak również osobiście wy- 
warł wpływ na kształtowanie się myśli młodego filozofa, nie ulega 
najmniejszej wątpliwości: hiemal identyczny stosunek do filozofji 
antycznej, negatywny stosunek do awerroizmu, -t) wreszcie ich 
stosunek do chrześcijaństwa, filozofji scholastycznej i zagadnień 
religijnych świadczy o tern, że Pico delIa Mirandola można uwa- 
żać za ucznia Ficino. Jednakże już wówczas ujawniał on pewne 
oryginalne pomysły uzewnętrzniające się w pragnieniu przepro- 
wadzenia głębszych studjów nad Platonem i interpretacją Ary- 
stotelesa. 
Należy przypuszczać, że na początku swego pobytu we 
Florencji Pico czas jakiś kontynuował rozpoczęte jeszcze w Padwie 
studja naq Arystotelesem, następnie zaś zajął się filozof ją Platona. 
Z listu do Lorenzo de Medici (lipiec 1484) dowiadujemy się, że 
nasz filozof zapoznał się już źródłowo z Arystotelesem i nie- 
którymi pismami Platona, 5) zaś z listu do Hermolao Barbaro 
(6 XII 1484), że już opanował główne problemy filozofji Platona. 


t) "De laudibus philosophiae" (1455); "De voluptate" (koło 1457); 
,Compendium de opinionibus philosopborum circa Deum et aninam"; "De, 
virtutibus"; "De quatuor sectis philosophorum"; "De furore Divino". V. Saitta G. 
La fil. di Mars. Ficino. C. p. II, "Le opere". . 
2) Koło 1463 rozpoczyna tłumaczenie :N&p."l Platona i in djalogów. ib. 
3) Tłumaczenie Ennead Plotyna Marsilio Ficino ukończył w styczniu 
1486 r. - Saitta, 1. c. 
4) O opozycji Marsilio Ficino i Pico delia Mirandola d. Renan o. c. 
p. 393 H. Saitta. o. c. p. 407. - Charakterystycznym tez jest powiedze- 
nie Fico w liście do Hermoląo Barbaro (Cellarius: Ep. lib. pp. 20 H.): "Per- 
diderim ego, inquam... apud Auerroem meliores anno s, tantas vigilias, quibus 
potuerim in bonis litteris fortasse non nihil esse". 
fi) Ep. ad Laur. Med. (Cellarius: Ep. lib. pp. II H): "...Quot enim ibi 
ex Aristotele Auditu scilicet Physico, ex libris de Anima, de Moribus, de 
Coelo, ex Problematis (apokryf przypisywany wówczas Arystoteleso
) quot 
ex Plątonis Protagora, ex Republ. ex Legibus, ex Symposio, quae omnia, 
quamquam alias apud il/os leg;, lego tąmen apud te"...
		

/00027.djvu

			- 23- 


W tym to ostatnim liście wypowiada pogląd o zdolności Platona 
i Arystotelesa w zasadniczych kwestjach filozoficznych. J) 
Półtoraroczne studja Pico delia Mirandola we Florencji przy- 
niosły następujące rezultaty: 1 n Opanowanie głównych poglądów 
i problem'ów filozoficznych, poznanie dzieł Platona, Arystotelesa, 
Plotyna, Jamblicha, Proklosa i innych neoplatoników, Jana Szkota 
Erjugeny, Alberta Wielkiego, Tomasza z Akwinu, Aver.roesa i in. 2) 
2° porzucenie jednostronncgo humanistycznego stanowiska i przy- 
gotowanie się do samodzielnego badania filozoficznego, :1) 3° po- 
wstanie problemu zgodności Platona i Arystotelesa, dla rozwią- 
zania którego rozpoczyna w rok później studja arabskie i hebrajskie. 


3. STUDjA ORjENT ALNE. (kwiecień -listopad 1486 r.) 
O sVlych studjach orjentalnych Pico delIa Mirandola wspo- 
mIna kilkakrotnie w swych pismach: w liście do Marsilio Ficino 
pisanym z Fratta, ł) w liście adresowanym' "Ignoto amico" 
z 10.X1.1486 r. ii) w Apologji, H) wreszcIe w liście do Gianfran- 
cesco Pico 7) noszącym datę 30.V.1492 r. Dla uniknięcia niepo- 


1) ib. "Videor tamen... duo in Platone agnoscere: et Homericam illam 
loqueudi facultatem... et sensum... cum Aristotele om nino communionem: ita 
ut si verba spectes, nihil pugnantius, si res nihil concordius". 
2) V. List do Hermolao Barbaro z 27 VI 1485. Cellarius: Ep. lib. 
pp. 20 H. 
;1) Zerwanie Pico delia Mirandola z płytkim humanizmem charakte- 
ryzują jego słowa w powyższym liście, w którym odpowiadając swemu przy- 
jacielowi Hermolao Barbaro na powierzchowną ocenę filozofów scholastycz- 
nych powiada w sposób następujący: "Viximus celebres o Hermolae, et posthac 
viuemus non in scholiis grammaticorum et paedagogiis, sed in philosophorum 
coronis, et conuentibus sapientum, ubi non de matre Andromaches... sed 
de humanaruUl diuinarumque rerum ratinnibus agitu
 et disputaturm non est 
humanus, qui sit insolens politioris Iitteraturae: non est homo qui sit expers 
philosophiae" ... 
J) Cellarius: Ep. lib. p. 64 H. List pisany w lecie 1486 r. mówi w nim 
Pico o swoich postępach w językach i o odkryciu nieznanej nauki wschod- 
niej, która, jak pnypuszczał, była źródłem filozofji greckiej. 
!i) Cellarius: p. 115 H. List bardzo ważny: wymienia w nim kilka- 
krotnie imię Mithridatesa jako nauczyciela języka i podaje kilka bardzo 
cennych szczegółów. 
I;) W Apologji Pico wspomina o zdobyciu i przestudjowaniu owych 
legendamych 70 ksiąg kabalistycznych, o których wspomina ps. Ezdrasz. 
7) Cellarius p. 45 H. W liście tym Pico wspomina o zdobyciu ksiąg 
hebrajskich, dostarczonych mu przez jakiegoś żyda sycylijskiego. Ksiąg tych 
nie należy mieszać, jak to zrobili Dorez, di Giovanni i n. z księgarni wspom- 
nianymi w Apologji.
		

/00028.djvu

			- 24- 


rozumień należy podkreślić, że ostatnie z wymienionych świadectw 
nic nie ma wspólnego z te mi studjami, które w danym razie 
będą przedmiomem rozważań, a co Za tem idzie osoba wzmian- 
kowanego tam żyda sycylijskiego i dostarczonych pr.zez niego 
ksiąg nie może wchodzić pod uwagę. l) Nie chodzi też w danym 
razie o wspomnianego w wyżej wymienionych listach nauczy- 
ciela języków hebrajskiego, arabskiego i chaldejskiego Mithrida- 
tesa, ani też o stwierdzenie kim był ów "nieznany przyjaciel", 
lecz o rozwiązanie następujących kwestyj: 1 () kto był nauczycie- 
lem filozofji orjentalnej i jak daleko sięgał jego wpływ na Pico, 
2 0 z jakich komentarzy i ksiąg kabalistycznych czerpał Pico swą 
wiedzę w tych dziedzinach, 30 jaki był właściwy stosunek Pico 
della Mirandola do nauki kabalistycznej. 
Elia dei Medigo. 
Nauczycielem filozofji orjentalnej Pico delIa Mirandola był 
bezsprzecznie Elia del Medigo, za czem dostatecznie przemawiają 
bezpośrednie świadectwa tego ostatniego. 2) Elia deI Medigo 3) 
(1460-1497) nie był tylko, jak przypuszcza Dorez,4) zwykłym 


1) Studjowanie tych ksiąg odnosi się do pracy Pico nad dziełem 
przeciwko astrologji. 
2) W "Annotationes" in librum de physico auditu Elia deI Medigo 
powiada w sposób następujący: "Cnm voluerit com es iIIustris dominu s 
Joannes de Lamirandula habere aliqua, quae circa librum physicorum mihi 
apparent: hoc nullo modo negari potui... et haec fuit causa, ut aliquid de 
eis scriberem". cyt. W olf, Jo. Chr. Bibliotheca hebraica. Hamburg-i et Lipsiae. 
1727. T. IV. p. 783. Dru
im bardzo ważnym świadectwem jest list Elia 
deI Medigo do Pico delia Mirandola znajdujący się w rękopisie w Biblio- 
theque Nationale w Paryżu, Ms. lat. Nr. 6508 (według katalogu z r. 1766) 
zatytułowany: Cod ex chartaceus. olim Colbertinus. lbi continentur: 1. Heliae 
Cretensis hebraei Commentarius iu Aristotelis librum physicorum. 2. Ejusque 
Heliae Epistolae nonnl1lae al1togl'ophae... opublikowany częściowo przez 
J. Dukas: laurent Maioli. Elie deI Medigo. Pic de la Mirandole I. c. 
3) Elia deI Medigo, zwany również Helias Cretensis; Graetzgo nazy- 
wa b. Mose Abba. Jest on prawdopodobnie identyczny z jehudą Abarba- 
nelem znanym w XV w. jako Leo Hebraeus. DeI Medigo jest przeróbką heb- 
rajskiej ńazwy Melamedenu, którą tłumaczy Wolf (III p. 107) jako "doctor 
noster". d. Wolf, Jo. Chr.: Bibliotheca Hebraica. I. p. 168: III p. 107; IV, 
p. 783: Koecher H. F. Nova Bibliotheca Hebraica secundum ordinem 
Bibliothecae Hebraicae B. J. Christoph. Wolfii. Jena 1783, p. 26. Graetz H.: 
Geschic.hte der juden. Leipzig. 1890 Bd. VIII, p. 244 H. Geiger L.: johann 
Reuchlin sein Leben und seine Werke. Leipzig, 1871, p. 167 H. Dukas J. l, 
c. Munk S.: Melanges de philosophie juive et arabe Paris, 1927, SO p. 51 H. 
4) Dorez L.: G. Massetani. La filosofia cabbalistica di Giov. Pico 
d. Mir. Odbitka s. I. n. d. in 8° p. 390-398.
		

/00029.djvu

			,.- 25 - 


tłumaczem dzieł arabskich; należy go raczej uważać za ostatniego 
z wybitnych przedstawicieli awerroizmu żydowsko-arabskiego.!) 
Posiada on pełną znajomość filozofji arabskiej i hebrajskiej, 
koło 1480 r. wykłada tę filozofję w Padwie, zaś koło 1485 r. 
wchodzi w bliższe stosunki z Pico delIa Mirandola. 2) 
Dzieła Elia del Medigo są następujące: Auerrois commen- 
tarium in Aristotelis libris de Meteoris - tłumaczenie z hebraj- 
skiego, wydane w Wenecji w r. 1488; 3) Auerrois quaestio in 
librum priorum (Analyticorum) de Hebraeo in Latimim traducta 
per Heliam Hebraeum - wydane w Wenecji w 1492 r.; 4) 
.,Quaestiones de primo motore" , skończone w Wenecji w 1480 r.-- 
wydane w 1506 r.; 5) w "Annotationes Heliae Cretensis in librum 
de physico auditu", napisane w r. 1485,6) pozatem hebrajskie 
traktaty: "de creatione" (1480) "de intellectu" (1482), "de su b- 
stantia orbis" (1485) i in. 
Aby zorjentować się w jakie dziedziny filozofji orj
ntalnej 
wtajemniczał Elia deI Medigo naszego filozofa przytoczymy tu 
trzy bardzo ważne dla tego problemu fragm6nty jego lisiu opu- 
blikowanego przez Dukas. List ten bowiem zawiera: 10 wyszczegól- 
nienie imion względnie tytułów dzieł hebrajskich i arabskich, 
z których Pico delia Mirandola miał skorzystać, 2 0 wykład ema- 
nacyjnej nauki o stworzeniu i kabalistycznej nauki o 10 Sefirot, 
30 podkreślenie, że tylko ta nauka i tylko wskazane pisma za- 
wierają, jako objawione, prawdziwy wykład tajemnicy stworzenia 
i jedyną właściwą interpretację Arystotelesa. 
10 "...Vide ergo, domine mi, quo modo est necessaria doctrina 
Aristotelis et sui commentatoris in probando primum principium 
esse separatum a materia; et quod loquentes destruunt decla- 
rationem generis enti separati, tamen ipsi (eam) babuerunt per 
reuelationem et eis est credendum"... W tym miejscu następuje 
wyszczególnienie imion arabskich i tytułów dzieł hebrajskich. 
2 0 "...Quia uideo dominationem tuam multum laborare in 
isto benedicto Cbabala, uolo notare uobis ea que jam notaui 


l) d. Renan E.: Averroes et I'averroisme, Paris 1866, p. 382. 
2) Świadczy o tern data wyżej wymienionych "Annotationes" V. WoIf. 
IV, p. 783: "Hoc opusculum annotationum finitum fuit ann.o latinorum 1485. 
in fin e julii Florentiae". 
3) Koecher l. c. . 
.1) Graetz, I. c. p. 244; Dukas I. c. p. 451. 
;;) Wolf. o. c. III. p. 107. 
li) W oIf. o. c. IV, p. 783.
		

/00030.djvu

			- 26- 


in expositione mea de libro Substantie Ol'bis in hebraico loquendo 
de uirtute spirituale; quod unquam nolui dicere uobis. Et habeo 
quod dicam uere, est ita occultum quod nemo hujus temporis 
de illis qui sedant in hoc cognouit. Imo, forte pauci ex antiquis 
hic nouerunt. Et est paruum in quantitate, in qualitate autem 
ualde multum. Ipsi enim opiniantur quod sint hic quedam entia 
quorum gradus est inferior gradu dei gloriosi quem uocant ln- 
finitum, que sin t fluxa, non dico Jacta neque producta, ab illo 
quem uocant Infinitum. Et ipsa gradus diuersos; et gl"adus 
horum superior in motoribus celo rum et corporibus celestis sen- 
sibilibus; et ordo per qu
m producuntur entia producta et con- 
seruantur secundum ordinem est per ista, scilicet Zepbirotb i. e. 
numerationes. Sic enim uocant illa fluxa ab infinito"... I) 
30 "...nullum enim desiderium ita intensum habeo sicut 
dimittere post me hominem meum uere scientem et in doctrina 
peripatetica intelligentem, quod desiderium per te erit com- 
pletum". 
Jak daleko sięgał wpływ Elia deI Medigo na naszego filo- 
zofa o tem mówi wyraźnie przytoczony list; należy odpowiedzieć 
tylko jeszcze na dwa pytania: jaką mianowicie literaturę zalecał 
Elia i jak ją przyjął Pico; oraz w jakim stopniu Pico della Mi- 
randola w filozofji u/egl wpływowi deI Medigo. 


Hebrajska literatura, z której korzystal Pico. 
We wstępie do Apologji mówiąc o kabale Pico delIa Mirandola 
przytacza słowa pseudo
Ezdrasza:
} "Exactis quadraginta diebus 10- 
cutus est Altissimus dicens... Nouissimos autem LXX./ibros conseru- 
abis ut tradas eos sapientibus de populo tuo. In his enim est 
uena inte/lectus, et sapientie fons, et scientie flumen, atque 
ita feci". W tych to słowach zawiera się źródło legendy o 70 
księgach kabalistycznych, w których miało być spisane przez 
Boga objawione i .w drodze tradycji przechowujące się uzupeł- 
nienie prawa Mojżesza (kabała) i zawierające tajemną naukę 
o stworzeniu (B'reschit) i o Bogu (Merkaba). Pico delia Miran- 
dola, również w Apologji powiada, że owe tajemnicze księgi 
zdobył. 


1) Podkreślone wyrazy: Infinitum=En-Sof -- Bóg pojęty bez atrybu- 
tów; fluxa - zasada emanacji; Zefirot -. szereg w drodze emanacji po- 
wstałych bytów, które stanowią urzeczywistnienie substancji boskiej. Są to 
zasadnicze elementy kosmologji kabalistycznej. por. niżej cz. III. 
2) Ps. Ezdrasz lib. IV. cap. 14, v. 44-46.
		

/00031.djvu

			-- 27 - 


Nierozwiązalny dla wszystkich niemal biografów Pico pro. 
blem odkrycia' źródeł jego wiedzy kabalistycznej nie jest już dziś 
niemożliwy do rozwiązania dzięki 1° wyszczególnieniu szeregu 
tytułów i imion w wyżei cytowanym liście Elia deI Medigo, 
2° odnalezieniu i opublikowaniu treści trzech kodeksów kaba- 
listycznych z których korzystał. Pico przez J. Gaffarelli, l) bibljo- 
tekarza kardynała Richelieu, wreszcie 3° wzmiankom w pismach 
Pico, dzięki czemu można też stwierdzić, że ze wspomnianych 
w powyższych dwóch dokumentach dzieł Giovanni Pico faktycz- 
nie korzystał. 
1 ° Elia deI Medigo podaie następujący katalog autorów 
i dzieł "Nomina arabum": 2) 
I. Abu al Chagam (filius Andris), Aben Tahar, Aben Alhacak 
(filius Ptolomei), Aben Gaphar, 'lyyounlm ma behiggayou oubhe- 
hokhmah, Abou Bekr ben Alsajedj qui uocatur auem pace, Abou 
Bekr ben Topha"il. II. Abu'l Qacim ben Andris, Aben Taher, Aben 
al Hadjadj ben T olmeios, Aben Djil'far ben Ali Khankhan. 
"Qabalah: Sefer Hazzohar, Meirath 'Enayim, Scha'are Orah, 
Requanati, Ma' arekheth Ha Elohouth, P erousch Sefer Yetzirah 
et multa alia quorum nomina non ocurunt mihi quia multas habeo 
ocupaciones". 
Z pośród wymienionych imion arabskich trzy przedstawiaią 
specjalne trudności, gdy chodzi o poszukiwania bibliograficzne 
bądź ze względu na brak odpowiednich źródeł, 3) bądź też ze 
względu na możliwą wadliwość transkrypc.ii tych imion; 4) są to 
mianowicie imiona: Abu'l Qal,(im, Aben al Hadiadj (?) i Aben 
Dja'far. Pozostale zaś to są imiona filozofów należących do 
t. zw. scholastyki żydowskiej. 


1) "Codicum Cabalisticorum Manustriptorum, quibus est usus loannes 
Picus Comes Mirandulanus Index a Jacoho Gaffarelli D. Amelii perpetuo 
Commentatore exaratus. Parisiis... MDC.LI. 16°" O, Gaffarelli d. Jocher: 
Allg. Gesch. Lex. 
2) W obu kolumn
ch (I, II) imiona są identyczne: druga bowiem kolumna, 
podobnie jak następne imiona J tytuly dzieł, jest pisana ręką Elia deI Medigo 
który widocznie korygował transkrypcję swego sekretarza i uzupełniał katalog. 
3) W poszukiwaniach tych korzystałem z następujących dzieł: Casiri: 
Bibliotheca arabico-hispana escurialensis. Madriti... AO MDCCLXX in f O 
t. I. II. Munk S.: Mćlanges de philosophie juive et arabe. P.aris. 1927. Carra 
de Vaux: Avicenne. Paris, 1900. The Jewish Encyclopedia. 
4) List Elia deI Medigo znany mi jest tylko z publikacji J. Dukas'a 
który sam nie znał tych imion arabskich, ani nie umiał ich odnaleźć, ponie- 
waż też jak on sam powiada rękopis w tym miejscu jest nieco zatarty. 
pewne błędy są tu zupełnie możliwe.
		

/00032.djvu

			- 28- 


A b o u B e k r B e n T o p h a II zwany poprostu ibn T ofail 
(XII w.) l) sławny dzięJ	
			

/00033.djvu

			---=- 29 - 


M a'a rek h e t h .h a E I o h o li t, księga kabalistyczna trak-: 
hljąca o atrybutach boskich, napisana w XIII w. przez Perez ben 
I s a a k. l) 
2° J. Gaffarelli w swojem "Codicum Cabalisticorum Manu- 
scriptorum Index" wyszczególnia trzy dzieła kabalistyczne: 
R. M e n a h e m R e c a n a t i (XIII w.) komentarz kabali- 
styczny do Pentateuchu. 2) 
R. E l i z a r z W o r m a c j i (XIII w.) księga kabalistyczna 
"De scientia animae".3) 
R. S c h e m-T o b b e n J o s e p h i b n-F a l a q u e r a (XIIl w) 
"liber graduum". Ibn Falaquera jest to jeden z naj znaczniejszych 
przedstawicieli filozofji żydowskiej w XIłI w. 4 ) 
3° Dzieła Pico della Mirandola wymieniają jeszcze imiona 
Ibn-Gebirola, Majmonidesa i Ibn-Sina,5) co pozwala nam zorjen- 
tować się w całokształcie literatury arabskiej i żydowskiej, z której 
on korzystał. 
Analiza wyżej wymienionych dzieł przekracza zakres ni- 
niejszej pracy, należy więc ograniczyć się do podkreślenia głów- 
nych momentów i do określenia tylko zasadniczego charakteru 
tej literatury. Przedewszystkiem wszystkie wyżej wymienione 
dzieła należą do filozofji żydowskiej,6) którą można podzielić na 
dwie główne grupy: scholastykę żydowską i kabałę. 
S c h o l a s t y k ę ż y d o w s k ą charakteryzuje usiłowanie po- 
godzenia dogmatów religiinych (stworzenie ex nihilo), z filozofią. 
W obrębie niej można wyróżnić: kierunek i n t e l e k t li a l i s t Y c z n o. 
s p e k u l a t y w n y, do którego należy zaliczyć Majmonidesa, 7) i Ibn- 


1) Cf. Dukas I. c. p. 342. The Jew. Enc. Vol. IX. p. 600. 
2) Cf. Wolf. o. c. T. I. p. 776, II p. 700 H.; Koecher. o. c. p. 83. 
Graetz, o. c. VIII, p. 246. The Jew. Enc. V. X. p. 340 Jellinek, A.: Beitrage... 
I. p. 10, 21 H. 
H) Cf. Jellinek. o. c. I. p. 9. Graetz. o. c. VIII p. 246. 
'I) Cf. Wolf. o. c. III, p. 1134 f.; Koecher. o. c. 127; Graetz, o. c. VIII, 
p.246. 
,,) V. Conc/usiones nongentae: "Conclusiones secundum doctrinam 
Arabum, qui ut plurimum Peripatheticos se profitentur". 
H) Wskazują na to imiona figurujące w liście Elia deI Medigo pod 
"nomina arabum". Powtóre filozof ja arabska jako taka odegrała bardzo małą 
rolę w tworzeniu się myśli Pico, gdyż nawet studjując AI-Farabi i Awerroesa 
korzysta on z komentarzy hebrajskich. 
,) Cf. Majmonidesa More Newochim; Majmon, S.: Autobiograf ja cz. II, 
p. 10-85. Munk, o. c. Cap. IV. Esquisse de la philosophie chez les juifs. 
H) Munk, o. c. 383 H.
		

/00034.djvu

			- 30- 


Badja (Avempace, H) oraz kierunek o wyraźnych t e n d e n c j a c h 
m i s t y c z n y c h, kierunek ulegający wpływom neoplatonizmu 
syryjsko-arabskiemu i którego bardzo charakterystycznym przed- 
stawicielem jest Ibn-Tofail,1) lbn-Gebirol,2) i ich komentatorzy. 
K a b a ł ę charakteryzuje adaptacja doktryn emanacyjnych 
i nauk orjentalnych dla interpretacji wyżej wspomnianych dog-' 
matów. Jako kierunek różni SIę ona od scholastyki te m, że nie 
przyjmuje dogmatu jako takiego, lecz go niejako podporządko- 
wuje rzekomo objawionej, dawniejszej i większą powagę mającej 
nauce. W obrębie kabały należy rozróżnić dwa podstawowe 
kodeksy kabalistyczne: Jetzirah i Zohar oraz ich komentarze. 
Z pośród wymienionych komentatorów naj wybitniejszym jest 
S c h e m- T o b i b n-F a l a ą u e r a, który jest jednocześnie ko- 
mentatorem Majmonidesa i Ibn-Gebirola; 3) dziełem zaś które 
niezawodnie wywarło wpływ na Pico był to wspomniany komen- 
tarz do Pentateuchu R. Menahem Recanati, który również ucho- 
dził za bardzo wybitnego kabalistę. 4) 
Zdając sobie sprawę z problemów, nad które mi Pico delIa 
Mirandola pracował w przededniu swoich studjów orjentalnych, 
a głównie z problemu stosunku p i e r w S z e j p r z y c z y n y do 
w i e c z n e j m a t e r j i, nietrudno już zdać sobie sprawę jakie 
miejsce w jego dociekaniach filozoficznych zajęło studjum filozofii 
orientalnej. Że Giovanni Pico zasadę emanacii zawdzięcza nie 
lekturze Plotyna, lecz owych ksiąg hebrajskich o tem ze względu 
na tak wYI"aźne świadectwa wątpić nie można. fi) Zadaniem jed- 
nak historyka fiłozofji jest rozwiązanie bardziej zasadniczego 
zagadnienia: czy właściwem źródłem kosmologji Pico jest kabała 
czy też inna jakaś nauka, która jest jednocześnie archetypem 
dla kabały. T en problem będzie przedmiotem rozdziału trze- 
ciego, w którem będzie poddana analizie nauka kabalistyczna. 


l) Ib. p. 410 H. 
2) Ib. p. 233-261. 
;:) Ib. p. 494 H. Renan, I. c. p. 187. Napisał on komentarz do "M6ł-e 
Newochirn" Majmonidesa i do "F ons vitae" Ibn-Gebirol. 
") Elia deI Medigo w cytowanym liście zwraca specjalną uwagę na 
Recanati. Dukas, ]. I. c. p. 348. Cf. artykuł w The lew. Enc. X. 340. 
.j) Wyżej cytowany wykład zasady emanacji w liście Elja deI Medigo 
wskazuje na to, że do studiów orjentalnych bądź nie było mu wogóle znana, 
bądż też nie zwróci! na nią uwagi czytając pisma neoplatoników; p. wyżej 
str. 25, 26.
		

/00035.djvu

			- 31- 


Zagadkowy problem 70 ksiąg kabalistycznych można więc 
uważać za rozwiązany; należy tylko rozwiązać jeszcze pytanie 
o stosunku Pico delia Mirandola do kabały. 


Stosunek Pico delia Mirandola do kabaty. 
W Apologji Pico delia Mirandola wypowiada swój pogląd na 
genezę, charakter i znaczenie kabały. Kabała, według niego, była to 
pewna nauka objawiona przez Boga Mojzfszowi razem z Prawem, za- 
wierająca wykład naj głębszych tajemnic reIigji Izraela, dostępna 
tylko wybranym; miała ona być ustnie przekazywana z pokolenia 
w pokolenie najbardziej wtajemniczonym, l) aż do czasów Ezdra- 
sza, gdy została spisana w 70 księgach, otoczonych największą 
tajemnicą. 
) 
Nic więc dziwnego, że stosownie do tego założenia kaba- 
listyczny wykład stworzenia uważał on za jedynie "prawdziwy", 
zaś kosmogonje pitagorejskie i platońskie za nauki pochodne, 
źródło swe mające w owym drugim Objawieniu Mojżesza. ił) 
Ponieważ zaś w ugrupowaniach 10 Sefirot odnalazł chrześci- 
jańską zasadę troistości, zaś w kabale praktycznej (gematrji) 4) 
jakby metodę uzasadniania dogmatów teologicznych doszedł do 
wniosku, że w kabale zawiera się wytłumaczenie i uzasadnienie 
zasadniczych dogmatów chrześcijańskich: troistości i inkarnacji.:i) 
Rezultatem takiego stosunku do kabały była praca Pico 
della Mirandola nad interpretacją Pisma św. i myśl o nawróceniu 
żydów za pomocą kabały. 


J) Apol. Q. V.: "Oenique dublicem accepisse legem Moysen in monte 
littel'alem et spil'italem, illam scripsisse et ex precepto Dei populo com- 
municasse de hac uero mandatum ei a deo ne ipsam scriberet, sed sapien- 
tibus solum quam erant LXX. communicaret quos idem Moyses ex precepto 
Dei elegerat ad custodiendam legem eisque itidem preciperet ne ea scri- 
berent, sed successorihus suis uiua voce reuelarent. tum et iIIi alliis et sic 
ordine perpetuo". 

) Ps. Ezdrasz. lib. IV. cap. 14. v. 43 46. P. wyżej str. 26. 
'I) Cf. List do Marsilio Ficino pisany z Fratta. Cellarius: Ep. lib. 
p. 64 H. 
4) Cf. Massetani G.: La fiłosofja cabbalistica di Giovanni Pico delia 
Mirandola, Empoli. 1897 p. 64 H. V. gematryczny wykład słowa "B'reschit" 
w zakończeniu Heptaplus. 
.,) Apol. "Prohemium... "...uidi in illis, testis est. deus, religionem non 
tam Mosaicam quan) cluistianam: ibi trinitatis misterium, ibi uerbi incarnatio 
ibi "messie diuini diuinitatis, ibi de peccato miginali, de iIIius per Christum 
expiatione, de celesti Hieru;alem, de casu demonum, de ordinibus ange- 
10ł-l
m, de purJratoriis, de inff'rorum pennis"...
		

/00036.djvu

			- 32- 


Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że Giovanni Pico ka- 
bały nie zrozumiał: staje się to widocznem w jego pojmowaniu 
nauki o 10 Sefirot i w jego naiwnych poglądach na genezę owej 
tajemnej nauki. Aczkolwiek stosunek Pico della Mirandola w póź- 
niejszym jego okresie (po 1490) do kabały ulega zmianie, to 
jednak jego poglądy zawarte w Conclusiones i Apologji nie po- 
zostają bez wpływu, gdyż zapoczątkowują t. zw. kabałę chrześ- 
cijańską, której przedstawicielami byli Reuchlin, ') Galatinus,2) 
Agryppa Nettesheim. 


5. STUDJA PICO DELLA MIRANDO LA PODCZAS DRUGIEGO 
POBYTU WE FLORENCJI. 
Lata 1488-1494 był to okres najdojrzalszej pracy w życiu 
Pico delia Mirandola. Do tych to czasów stosują się słowa 
Marsilio Ficino: 3) "Moliebatur quotidie tria: concordiam Aristo- 
telis cum Platone, enarrationes in eloquia sacra, confutationes 
astrologorum" . ( 
Concordia Aristotc/is cum P/alonc. Ważny dla zrozumienia 
charakteru filozofji Pico delIa Mirandola problem zgodności filo- 
zofji Platona i Arystotelesa, tak powierzchownie i jednostronnie 
oceniony przez wielu historyków filozofji, 4) wymaga pewnych 
wyjaśnień. 
Pierwsze próby sprowadzenia dwóch wielkich systemów 
filozoficznych do jednego ujawnia już późny neoplatonizm, o czcm 
świadczy wyżej wspomniane przypisywanie Porfirjuszowi dzieło: 
Hept 't"rjl) p.ia.v e
va.t riJ" IIJ.ino'Jrj<; ,-'Zt 'jpt0't"o't"D.oI)<; a.'{pe'Jtv. Próby 
te były wynikiem synkretycznego charakteru neoplatonizmu. 
Przekonanie o zgodności filozofji Platona i Arystotelesa nie jest 
też obce filozofji arabskiej. 
W XV w. powstaje walka 
przeciwstawiano wówczas Platona 


platoników z arystotelikami: 
w interpretacji neoplatońsko- 


I) Cf. Reuchlin: De arte cabalistica. Hag-enoae, 1517. in fO. Geiger, L.: 
Johann Reuchlin sein Leben und seine Werke. Leipzig-, 1871, 8°, 
2) Petrus Galatinus XVI w. spowiednik Leona X napisał: "de arte 
cabbalistica". Później staje się nieprzyjacielem kabały i pisze: "Contra ob- 
stinatam Judaeorum perfidiam" wyd. Frankfurt 1672. Cf. RocholI, R.: Der 
Platonismus der Renaissancezeit. ł. c. p. 69 H. 
R) List Marsilio Ficino z 23 III 1495 cytowany we wszysi-kich wyda- 
niach dzieł Pico z fałszywą datą \494. 
.1) Cf. Franek, A.: Dictionnaił-e des sciences philosophiques. Pał-is 
1885. pp. 1119-1120.
		

/00037.djvu

			33 - 


orjentalnej Arystotelesowi powszechnie znanemu z interpretacji 
scholastycznej. Otóż Pico delIa Mirandola zaznajomiwszy się 
źródłowo z pismami Platona i Arystotelesa, zrozumiawszy bez- 
podstawność wynikłego sporu, postawił sobie za zadanie inter- 
pretację głównych problemów filozoficznych i wykazanie, że 
w odniesieniu do tych głównych zagadnień dwaj przedstawiciele 
filozofji greckiej zasadniczo nie różnią się. 1) 
Interpretacja Pisma św. Studja Pico delIa Mirandola w związku 
z egzegezą biblijną wykraczają już poza granice niniejszej pracy. 
Jednakże należy tu zwrócić uwagę na następujące punkty: lOże 
studia te nie są już, jak przypuszcza rvIassetani, studjami kaba- 
listycznemi, 
) 2 0 że w tej dziedzinie dzięki zwróceniu uwagi na 
zagadnienia chronologji, dzięki porównaniom różnych tekstów 
i wersyj oraz różnych tradycyj Starego i Nowego Testamentu 
Pico delIa Mirandola zapocJ:ątkowuje naukową egzegezę biblijną. 11) 
Praca nad dzielem przeciwko astrologji. Studja w związku 
z pracą przeciwko astrologji są bardzo interesujące ze względu 
na to, że stanowią one przykład planowości badań Pico delia 
Mirandola, powtóre zaś, że stanowią one w pewnym sensie dal- 
szy ciąg jego studjów hebrajskich. 
Początek tych studjów sięga roku 1487, gdy Giovanni Pico 
wypożyczył z bibljoteki watykańskiej dzieło Rogera Bacona 
o astrologji, t) i trwają one do końca życia filozofa. ó) Pico delIa 


') Cf. Ep. ad Herm. Barb. z 6 XII 1484. List do Baptysty karmelity 
z 20 III 1490. Cellarius: Ep. lib. p. 39 H. "Nullum est quaesitum naturale 
aut divinum, in QUO Aristoteles et Plato sensu et re non conveniant, quamvis 
verbis dissentire videantur"" 
:!) Massetani o. c. p. 104. "II questo enarrationes in eloquia sacra 
e compreso I'assiduo studio cabbalistico". Błąd polega na tern, że Massetani 
nie rozróżnia różnych okresów w życiu Pico i różnych przedmiotów zainte- 
resowań, lecz wszędzie w jego działalności dopatruje się związków z kabałą. 
Cf. Dorez recenzję o książce Massetani I. c. 
il) Ustępy (Hept. VII 4) odnoszące się do chronologji prawa Moj- 
żesza, Talmudu i ksiąg St. Testamentu, oraz tytuły niewydanych jego dzieł 
"de veritate translatiollis Hieronymi" Ol"aZ "Defensio versionis 70 Vil"a\is 
I.'salmorum" świadczą o osiągnięciu zupełnie poważnych rezultatów w tej 
dziedzinie. Cf. Dorez I. c. 
J) BibL Vat. Ms. lat. 3966, fol. 43. "Ego Joannes Mirandulanus accepi 
a Domino Joanne de Venetiis librum Rogerii Bachonis ad Clernentern in 
astrologia. ex membranis in girbo cum cathena, 16 januarii 1487" Opubl. 
Dorez. L.: Sulla cattura di Pico... I. c. 
fi) Cf. wstęp do Disputationes ady'. astrol. 


Q
		

/00038.djvu

			34 - 


Mirandola wykorzystał dla opracowania tego dzieła chyba całą 
dostępną mu literaturę grecką, łacińską i hebrajską. Do tego 
to okresu studjów odnoszą się zapewne wiadomości o zdobyciu 
za pośrednictwem żyda sycylijskiego ksiąg hebrajskich; l) były to 
prawdopodobnie komentarze do Biblji Abrahama Ibn-Ezra,
) oraz 
dzieła astrologiczne Levi ben Gerson. 3 ) 


III. D Z l E Ł A. 


Żadne z opracowań Pico delIa Mirandola nie daje jasnej 
charakterystyki poszczególnych jego dzieł. 4) Ze względu jednak 
na wszechstronną działalność literacką naszego filozofa należy 
zorjentować się w całokształcie jego twórczości i zwrocić uwagę 
na charakter tych jego dzieł, które zawierają jego poglądy filo- 
zoficzne. 
Cbarakter poszczegó/nycb dziel Pico delia Mirando/a. Pierw- 
szym dziełem filo
oficznym Pico delia Mirandola jest to zbiór 
owych 900 tez, "C o n c I u s i o n e s n o n g e n t a e", opracowany 
i wydany w r. 1486. 
Błędem jest przyjmowanie tych tez za dzieło o charakterze 
systematycznym i konstrukcyjnym i doszukiwanie się w nim ja- 
kiegoś systemu filozoficznego, którego Giovanni Pico w owym 
czasie nie posiadał.;J) 900 tez bowiem ma charakter pracy inter- 
pretacyjnej: jes.t to zwyczajnie zbiór kwestyj, które nasunęły się 
naszemu filozofowi podczas studjów nad filozof ją scholastyczną, 
neoplatońską, arabską i kabałą i które należy raczej traktować 
jako materjał zebrany do przemyślenia, opracowania i przedysku- 
towania, niż jako dzieło skończone. Wprawdzie "Conclusiones" 
jest wyrazem już pewnega charakterystycznego_stosunku do za- 
gadnień filozoficznych i teologicznych, niemniej jednak jest to 
praca akademicka. 


1) Cf. Cellarius: Ep. lib. p. 457. List do Gianfrancesco Pico z 30 V 1492. 
2) D;sp. adv. astrol.: lib. VIII cap. 5. Cf. Munk, o. c. p. 485. Reuch- 
lin: De arte cab. F o XIII f. 
3) D;sp. adv. astrol. lib. IX. cap. 8. Cf. Munk p. 500, 497. 528. 
4) Di Giovanni o. c. wprawdzie omawia kolejno wszystkie dziela Pico, 
jednakże z powodu jednoczesnego referowania nauki Pico i podawania wia- 

omości biograficznych i historycznych, nie odpowiada temu postulatowi. 
."i) Cf. Franck A. Die Kabbala... p. 6.
		

/00039.djvu

			35 - 


Tezy mOŻna podzielić na dwie duże grupy: 
I. Interpretacja szel-egu kwes
yj filozoficznych i teologicz 
nych w obrębie różnych systemów; do tych należy zaliczyć: 
1) Conclusiones secundum doctrinam Latinorum philosop- 
horum et theologorum. (Albert W., Tomasz z Akw.; Duns 
Szkot; Henryk z Gandawy i in.). 
2) Conclusiones secundum doctrinam Arabum (Averroes, 
Avicenna, Alfarabi, Majmonides, Avempace i in.). 
3) Conclusiones secundum Graecos, qui Peripatheticam 
sectam profitentur. (Teofrast, Ammonios, Simplicius, Alek- 
sander z Afrodyzy, Themistios). 
4) Conclusiones secundum doctrinam philosophorum quae 
Plato nici dicuntur (Plotyn, 'Porfirjusz, Jamblich, Proklos, 
pitagorejczycy, wyrocznie chaldejskie, pisma hermetyczne). 
5) Conclusiones Cabalisticae. 
II. Właściwe tezy 'przeznaczone do dyskusji, w których na 
podstawie lektury dzieł wymienionych filozofów Pico proponuje 
pewne poglądy. "Conclusiones numero quingentae secundum 
opinionem propriam; quae denaria divisione dividuntur in conclu- 
siones physicas, theologicas, Platonicas, mathematicas, paradoxas 
dogmatizantes, paradoxas conciliantes, Chaldaicas, Orphicas, 
magicas et Cab	
			

/00040.djvu

			- 36- 


. Z "Conclusiones" i Apologja związane jest jeszcze jedno 
dzieło Pico: ,,0 r a t i o d e h o m i n i s d i g n i t a t e" napisane 
prawdopodobnie w końcu 1486 r.; jest to mowa, którą miał wy- 
powiedzieć filozof w dzień otwarcia dysputy. 
I:-I e p t a p l u s, "de septiformi sex dierum geneseos enarra- 
tione ad Laurentium Medicem" powstały koło r. 1489, l) jest 
pierwszym dżiełem Pico delia Mirandola o charakterze systema- 
tycznym; zawiera ono jego poglądy kosmologiczne oraz główne 
elementy metafjzyki, etyki, i mistyki. Forma wykładu w Hep- 
taplus jest dość dziwna jak na dzieło o charakterze filozoficznym: 
stanowi ona bowiem komentarz do kosmogonji Mojżesza.:J) Przy- 
jęcie tej formy jest przyczyną niejasności i zawiłości wykładu. 3) 
Dyspozycja jednak tego dzieła jest przejrzysta wstęp do każdego 
rozdziału daje zwięzły i jasny wykład myśli w dalszym ciągu 
rozwiniętych. Na treść Heptaplus składają się następujące traktaty: 
Prohemium ad Laurentium Medicem. - Aliud Prohemium 
łotius operis. l. De mundo elementari. II. De mundo Caelesti. 
III. De mundo angelico et invisibiIi. IV. De mundo hum ano id 
est de hominis natura. V. De omnibus mundis divisim ordine 
consequenti. VI. De mundorum inter se oronium cognatione. 
VII. De faeIicitate quae est vi ta aeterna. Expositio primae dictionis 
idest in principio.4) 
Traktat "D e e n t e et u n o" jest pracą powstałą we Florencji 
koło 1490 r. prawdopodobnie jako przyczynek do zamierzonej 
pracy "Concordia Aristotelis cum Platone" . Celem tego traktatu 
jest interpretacja arystotelowskiej i platońskiej nauki o bycie 
i neoplatońskiej i neopitagorejskiej nauki o jedności w celu wy- 
kazania, że przy przyjęciu pewnej interpretacji pojęcia te w obrębie 


1) Napisane ono zostało na początku drugiego pobytu we Florencji. 
Cf. Berti D. I. c. 
2) W tym punkcie ujawnia się w sposób bardzo widoczny wplyw lek- 
.tury dzieł kabalistycznych: zestawiając Heptaplus z opublikowanym przez 
Gaffareli wyżej cytowanym (str. 29), komentarzem do Pentateuchu R. Menac 
hem Recanati można zauważyć pewne podobieństwa w rozplanowaniu po- 
szczególnych kwestyj i w interpretacji wyrazów biblijnych. 
3) Niejasności te polegają: 10 na powtarzaniu się tych samych pro- 
blemów w różnych rozdziałach, oraz 2° na usiłowaniu odpowiedniego inter- 
pretowania każdego wyrazu tekstu Genezy. 
,I) Jest to wykład gematryczny pierwszego wyrazu "Genezy B'reschit"- 
in principio.
		

/00041.djvu

			- 37- 


danych systemów są jednoznaczne. Traktat "de ente et uno" 
zawiera teodyceję, ontologję i epistemologję Pico della Miran 
dola; jest to małe dziełko, lecz bardzo zasadnicze dla zrozu- 
mienia jego poglądów filozoficznych. 
Pewnego rodzaju uzupełnieniem Sq: "Obie'ctiones" Antonio 
Faventino i Antonio Citadino, przyjaciół Pico, w sprawie "de 
ente et uno" oraz dwa listy filozofa, stanowiące odpowiedź na 
owe "Obiectiones". 
Bardzo ważnym dziełem zapewne współczesnym" de ente 
et uno" jest traktat włoski napisany w formie komentarza do 
pieśni o miłości Girolamo Benivieni; nosi on tytuł: "C o m m e n t o 
delIo illustrissjmo signor cop.te Joanni Pico Mirandolano s o p r a 
una Canzona de Amore, composta da Girolamo Benivieni Cit- 
tadino Florentino, secondo la mente e oppenione de Platonici". 
Traktat ten zawiera streszczenie całokształtu poglądów filozo- 
ficznych Pico. 
D i s p u t a t i o n e s a d v e r s u s a s t r o log i a m d i v i n a- 
t r i c e m ostatnie i najbardziej wykończone i najobszerniejsze obej- 
mujące 12' ksiąg dzieło Pico della Mirandola. Zwalcza on w tym 
dziele astrologję rozpatrując tę naukę ze stanowiska teologji, filozofji, 
uwzględniając jej histOlję wchodząc w analizę metody badania astro- 
logów. Dzieło przeciwko astrologjijesŁ ważnym zjawiskiem w historji 
XV w., w niniejszej jednak pracy tylko. pośrednio może ono 
być przedmiotem zainteresowania. 
Bardzo ważną częścią dorobku pozostawionego przez na- 
. szego filozofa są jego l i s t y. Zawierają one bowiem: 1° uzu- 
pełnienie nieraz bardzo szczupłych wiadomości biograficznych 
zawartych w dokumentach archiwalnych, 2° dane służące do 
zorjentowania się w stopniowym rozwoju myśli filozofa, wreszcie 
3° uzupełnienie poglądów wypowiedzianych w pracach nau- 
kowych. 
Dla uzupełnienia przeglądu dzieł Pico della Mirandola na- 
leży wspomnieć o jego poezjach powstałych w okresie pobytu 
w F errarze i Padwie, oraz jego dziełach mistycznych i egzege- 
. tycznych. 
Do tych .ostatnich należy zaliczyć: "Commentarium in Psal- 
mum XV", "Expositio Orationis Domlnicae" , "Duodecim regulae 
partim excitantes partim dirigentes. hominem in pugna spirituali", 
"Deprecatoria ad Deum elegiaco carmine" l) oraz dotychczas 


1) Te dzieła są zazwyczaj umieszczone w pełnych wydaniach dzieł Pico.
		

/00042.djvu

			- 38- 


Jeżące w rękopisie pisma: 1) "Liber de veritate translationis Hie- 
ronymi", "Defensio versionis 70 viralis Psalmorum", "De vera 
temporum supputatione" - wiążące się z jego dziełem o astro- 
logii, "Adversus 7 ecclesiae hostes", "V ersio et confutatio 
centiloquii Ptolomaei" i in.
) 
Qlówne wydania dziel. Za życia filozofa ukazały się dru- 
kiem, jak się zdaje, tylko Conclusiones, Apologja i Oratio de 
hominis dignitate. 11) 
Pierwsze zbiorowe wydanie jego dzieł ukazało się w Bo- 
lonji w r. 1496 pod następującym tytułem: "Commentationes 
Joannis Pici Mirandulae in hoc volumine contentae: quibus 
anteponitur vita per Joannem Franciscum illustris principis Galeotti 
Pici filium conscripta. Heptaplus de opere Sex dierum geneseos. 
Apologia tredecim quaestionum. Traćłatus de ente et uno cum 
obiectionibus et responsionibus. Oratio quaedam elegantissima. 
Epistulae plures. Deprecat6ria ad Deum elegiaco carmine. T esti- 
monia ejus vitae et doctrinae. Exibunt prope dies disputationes 
adversus astrologos aliaque complura tum ad saCra aeloquia tum 
ad philosophiam pertinentia.4) In fine: Opuscula haec Joannis 
Pici Mirandulae Concordiae Comitis diIigenter impressit Bene- 
dictus Hectoris Bononien. adhibitą pro viribus solertia et diligentia 
ne ab archetyp o aberraret.Bononiae.Anno.Salutis M CCCCLXXXXVI. 
die vero XX Martii". W tym samym roku miało się ukazać po- 
wtórne wydanie jego dzieł. 0) 
Następnym wydaniem o podobnym składzie jest wydanie 
z r. 1498 drukowane w Wenecji p. t. "Joannis Pici Mirandulani 
opera omnia; eius vita per Principem Joh. Franc. Galeotum con- 
scripta". in FO. 


l) Jócher Ch. G.: Allgemeines Gelehrten Lexicon. t. III, p. 1550-1552. 
2) Do rękopisów tych, które zapewne znajdują się głównie w Bibljot. 
Laur. we Florencji nie udało mi się dotrzeć. W tym miejscu opieram się 
tylko na artykule Jochera i książce Oreglia: Giovanni Pico delia Mirandola 
e la Cabala. 
;I) Cf. Pan zer G.: Annales typographyci ab artis inventae origine 
usque ad annum MD. Norimbergae MDCCXCIII. t. I, p. 232 f: Nr. 218. 
") Prawdopodobnie mial się w tym samym roku ukazać drugi tom 
dzieł Pico, projekt ten jednakże nie został urzeczywistniony i żadne wyda- 
nie nie zawiera wszystkich dzieł filozofa Druk pierwszego wydania był_ 
wykonany na podstawie rękopisów i jest to zapewne wydanie najbardziej 
",ierne; skład następnych wydań i spotykane błędy wskazują na to, że wzo- 
rem dla nich nie były rękopisy filozofa, lecz już dziela drukowane.. 
") Cf. Daullon: CataloR'ue des incunables de la Bib!. Samte Gene- 
vieve. Paris, 1892, p. 186.
		

/00043.djvu

			39- 


Następnie ukazały się trzy wydania w Strasburgu: w 1504 
In 4°, 1504, in fO w 1506 in fO. 
W r. 1517 drukiem Jean Petit ukazały się dzieła Pico della 
Mirandola w Paryżu; w tym samym roku w Bazylei. 
W r. 1519 w Wenecji ukazały się "Jo. Pici Mirandulae 
opera cum adnotationibus"; w Bazylei: 1° "Jo. Pici Mirandulae 
opera omnia. Basileae. ap. Henricum Petrum. AO 1557. fO min." 
2° Drukowane wydanie z r. 1573, zawierające w drugim tomie 
dzieła Giovanni Francesco Pico bratanka filozofa. 3° Ostatnie 
wydanie dzieł Pico z r. 1601, również w dwóch tomach. 1) 
Należy również wyszczególnić główne wydania poszczegól- 
nych dzieł: 
Pierwsze wydanie dzieła przeciwko astrologji ukazało się 
w 1495 r.
) p. t. Joannis Pici Mirandulani Concordiae comitis 
Disputationes adversus astrologos... impressit Benedictus Hectoris 
Bonnoniae Anno Salutis M.CCCCLXXXXV. die vero XVI 
Julii in fO. 
Joannis Pici Mirandulae Epistolae. Mantuae 1495 in 4°. 
Joannis Pici Mirandulae Aureae epistolae s. I. 1509 4° min. 
Gravissime et copiosissime Joannis Pici Mirandulae Epi- 
stulae 46. Lipsiae 1516. in 4°. 
Jo. Pici Mirand. De homine ejusque dignitate. Basileae, 
1530 in 8°. 
Conclusiones Nongentae, in omnigenerescientianum: quas olim 
Jo: Picus Mirandula Romae disputandas proposuit. s. l. 1532. 16°. 
Joannis Pici Mirandulae, illustris et consummatissimi viri, 
Episto/arium libero Recensitus et illustratus a Cbristopboro Ce/- 
/ario Smalcadiensi. Cizae, 1682. po. Najlepszy i najpełniejszy 
zbiór listów filozofa. 
W związku z dziełami Pico delIa Mirandola należy wspom- 
nieć o dwóch dziełach wymierzonych przeciw niemu: 
p e t r i G a r z i e, episcopi Usselensis, ad sanctissimum patrem 
et dominem Innocentium VllI. Determinationes magistra/es contra 
Coclusiones apologa/es Joannis Pici Hil'andu/ani, Concordie 
comitis. lmprcssum Rome per Eucharium Silber alias Franck... 
M. CCCc. LXXXIX". 


1) Za podstawę do sporządzenia wykazu kolejnych wydań dzieł Pico 
służył mi katalog niemieckich bibliotek znajdujący się w Auskunftbiiro der 
deutschen Bibliotheken w Berlinie oraz wielki drukowany katalog British 
Museum: Catalogue of Printed Books. London. 1894. 

) Cf. Panzer. O. c. V. I. p 230 Nr. 200. 


.
		

/00044.djvu

			- 40- 


L u c i i B e II a n t i i liber de astrologica veritate contra 
Joannem Picum Mirandulam. Wydane we Florencji 1498 in fi), 
w Wenecji 1502 in fO i w Bazylei 1554 in fO. 
T/umaczenia. Le sette spositioni deI S. Giovanni Pico 
de la Mirandola intitolate Heptaplo, sopra i sei giorni dei Genesi. 
Trad. in Jingua Toscana... Pescia, 1555 in 4°. 
We francuskim wydaniu dzieła: F r a n c i S c i G e o r g i i 
(Giorgio) veneti... de Harmonia mundi canuca tria wydanym 
w Paryżu 1572 r. 2 u zawiera się tłumaczenie francuskie Hep- 
taplus. 
Wreszcie należy wymienić nową, lecz nie bez pewnych 
braków, książkę: Giovanni Pico della Mirandola. Ausgewahlte 
Schriften. Obers. von Arthur Liebert. Jena u; Lcipzig. 1905. 
p. 293. . 
W pracy niniejszej korzystałem z następl,ljących wydań: 
1496 Bolonja, 1517 Paryż, z bazylejskich wydań 1557 i 1573, 
z wydania Condusiones z 1532 r. i z Epistolarium z 1682 r.
		

/00045.djvu

			ST ANISŁAWCZAJKOWSKI. 


Intuicja twórcza filozofji Descartes' a 
i znaczenie pojęcia Boga w jego teorji 
poznania. 1) 


I. 


W zeszycie listopadowym Revue de Metaphysique et de 
Morale z roku 1911-ego
) uczynił Bergson tę głęboką i trafną 
uwagę, że każdy systemat filozoficzny przed zbudowaniem sobie 
tego czy innego ciała, gmachu o tysiącach szczegółów architek- 
tonicznych, w którychby można ulokować wygodnie wszystkie 
zagadnienia, jest duszą, duchem, który rodzi się przez j e d n i ę 
i n t u i c j i t wór c z e j, charakteryzującej go daleko lepiej, niż 
wszystkie próby przedstawienia pojęciowego, zawsze niezupełne. 
Bez wykrycia tej intuicji twórczej, tworzącej jednię orga- 
niczną każdego systematu, niemożliwem jest pogłębienie jakiego- 
kolwiek poszczególnego zagadnienia, gdyż wszystkie one zawdzię- 
czają tej intuicji całe swe życie. 
Jak wszakże odkryć ją w labiryncie poszczególnych analiz 
i zagadnień, jak stwierdzić, co jest punktem wyjścia dla tak 
skomplikowanej całości, jaką jest dany systemat filozoficzny? 
Wielkiem uproszczeniem byłoby przyjęcie, że to, co jest 
pierwszem w czasie, pierwszem historycznie jest również pierwszem 


1) Artykuł ten jest zmienione m odpowiednio opracowaniem trzech 
pierwszych rozdziałów mej dysertacji opracowanej w ro
u 1928 p. t. "Rola 
i znaczenie pojęcia Boga w Filozofji Kartezjusza". 
Rozdziały IV VII zawierają wykład i analizę kartezjańskich dowodów 
istnienia Boga, VIII traktuje o samoprzyczynowości Boga i prawdach wiecz- 
nych, IX o jego atrybutach, X porusza zagadnienie substancji u Descartes'a. 
2) W artykule "Intuition philosophique".
		

/00046.djvu

			- 42- 


genetycznie, logicznie. W historji idei jednak uproszczenie to 
jest iluzoryczne, gdyż niemożliwem jest rozpatrywanie idei jedynie 
w porządku czasov.ym, abstrahując od ich formy i wzajemnej 
jedności. 
Zarodek więc jakiegoś systemu filozoficznego nie jest je- 
dynie tem, co pierwsze objawiło się zeń w czasie, 
ale tem, co 
m u s i z a w i e r a ć w s o b i e i d ej ę t wór c z ą c a łoś c i. Wy- 
dedukować zeń metodycznie tę całość, względnie jakieś poszczególne 
zagadnienie - oto zadanie historyka filozofji, dla którego punktem 
wyjścia musi być zawsze odsz!lkanie i zanalizowanie intuicji twór- 
czej całości, ducha tworzącego jednię organiczną systematu. 


II. 


Dotychczasowi historycy karteżjanizmu przypisywali prze- 
ważnie zbyt małe znaczenie l
giczne pierwszym traktatom Des- 
cartes'a, l) widząc w nich conajwyżej pierwsze zarysy jego metody 
(jak Studium bonae mentis) i późniejszych odkryć matematyczno- 
fizycznych. Tymczasem niektóre z tych traktatów są ze wszech 
miar godne uwagi historyka filozofji, chcącego zrozumieć genezę 
zasadniczych tez kartezjanizmu. 
T o też jest wielką zasługą Milhaud' a:!) zwrócenie uwagi na 
jeden z tych traktatów - na 12-to stronnicowe Olympica i stwier- 
dzenie, iż wszystkie prawie najważniejsze tendencje metafizyki 
Kartezjusza (znaczenie intuicji i "luminum naturalium" , konieczność 
gwarancji boskiej naszego poznania) znajdują się w nich w stanie 
zarodkowym. I faktycznie Olympica są nieocenionem wprost 
źródłem dla poznania genezy systematu Kartezjusza, dla wykrycia 
jego intuicji twórczej. Z n a c z e n i e o d k t Y c i a f r a g m e n t ó w 
t e g o t rak t a t u p r z e z F o u c h e r d e C a r e i l' a j e S t t e m 
w i ę k s z e, iż poza bardzo instruktywnemi zresztą zeznaniami 
Baillet' a 3) i ogólnemi wzmiankami z początku II-ej części Roz- 


1) Wiemy że świadectwa Baillet'a (La Vie de M. Descartes, Paris 1691, 
l. 50), że Kartezjusz napisał w swej młodości cały szereg traktatów, które 
po jego śmierci stopniowo rozprószyły się i zaginęły. Na szczęście Leibniz, 
będąc w Paryżu, porobił noty z tych pism (bardzo luźne zresztą!). W r. 1859 
Foucher de Careil odnalazł te noty w Hanowerze i wydał je pod tytułem: 
"Cartesii Cogitationes Privatae" (jest to tytuł Leibniza). Należą tu między 
innymi: Parnassus, Rozważania nad naukami, Algehra, Democritica, Olym- 
>:Jica, Studium bonae mentis i t. d." 
2) Artykuł (Une crise mystique chez Descartes en 1619) Revue de 
Met. et de Mor., lipiec 1916. 
") Baillet I, 80-86.
		

/00047.djvu

			43 - 


prawy o Metodzie, l) z których jednak wynika, iż D e s c a rt e s 
u waż ci ł, ż e o d kry ł p o d s t a w y s w e g o s y s t e m u p r a- 
w i e o d r a z u, nie mieliśmy żadnych źródeł, któreby nam po- 
zwoliły oznaczyć ściśle datę tego epokowego odkrycia i oko- 
liczności mu towarzyszące. 
Traktat Olympica rozpoczyna zdanie: "X Novembris, cum 
plenus forem Enthousiasmo et mirabilis scientiae fundamenta 
. " 
repenmen . 
Niestety, odpis Leibniza sporządzony jest bardzo fragmen- 
tarycznie i podaje niedbale poprzedzające szczegóły, szczegóły 
które byłyby niezmiernej doniosłości dla psychologa twórczości. 
Niemniej jednak to, co jest, w połączeniu z zeznaniami Baillet'a, 
które w ten sposób zyskują objektywną, rzeczową podstawę, 
wystarcza dla stwierdzenia, że Descartes odkrył podstawy swego 
systematu nie na drodze dyskursywnego myślenia, lecz w entu- 
zjastycznym porywie natchnienia twórczego i nadprzyrodzonej 
inspiracji. 2) 
Des
artes rozumiał napewno słowo "entuzjazm" w jego 
najbardziej silnem znaczeniu, stwierdza pro£. Milhaud,3) w zna- 
czeniu obcowania bezpośredniego z niebem, od którego wprost 
otrzymał wizję swego systematu. 
Szereg dalszych. szczegółów i zeznania Baillet'a stwierdzają 
niezbicie, iż ta noc listopadowa (10 IX 1619) spędzona przez 
Descartes'a na rozmyślaniach w jakimś zakątku w Bawarji, była 
prawdziwym kryzysem moralnym i psychologicznym ze wszystkimi 
psychicznymi i somatycznymi symptomatami wielkiego wstrząsu 
duchowego podobnie jak noc 23 Xl 1654 dla Pascala. W obu 
wypadkach myśl wyszła z tego kryzysu zwycięsko... 
Po nocy tej "głowa jego gorzała ogniem", -t) stwierdza 
Baillet, samej zaś nocy miał Descartes trzy sny "q u' i l s' i m a g i n a 
ne pouvoir venjr que d'en hau t". Co do tych snów, 
sam Descartes zresztą przyznaje, że "u m y S ł l u d z k i n i e' m i a ł 
w n i c h ż a d n e g o 11 d z i a ł 1I".:i) 


I) Por. Disc. II, 9-12, (wydanie Flammarion'a). 
3) Udowodnimy niebawem cytatami to twiertlzenie, wydające się pa- 
radoksalnem na pierwszy rzut oka. 
:I) Artykuł cytowany, str. 612 i 616. 
4) A więc typowe odbicie somatyczne wstrząsu duchowego, podobnie 
jak np. stan fizyczny Mickiewicza po Improwizacji. 
:i) Cytat ten udowadnia chyba nasze poprzednie powiedzenie o "nad- 
przyrodzonej inspiracji".
		

/00048.djvu

			- 44- 


Jakież to były sny? 
W p ierwszym śnie uderzył Descertes' a nadzwyczaj gwał- 
towny wiatr, odpędzający go od świątyni. Wiatr ten, mówi 
Kartezjusz" to zły duch, zły genjusz. "A malo spiritu ad templum 
b " 
propella ar . 
Oto sądzę źródło psychologiczno-hypnoiczne hypotezy złoś- 
liwego genjusza, która, jak to później zobaczymy, odgrywa kolo- 
salną rolę w systemacie Kartezjusza. 
W drugim śnie obudził Descartes' a nadzwyczaj gwałtowny 
wybuch piorunu, a cały pokój zdał mu się napełniony przez iskry. 
T en piorun zdaniem naszego filozofa - to "sygnał ducha prawdy, 
który przyszedł objąć go w swe posiadanie". "Lumen cognitionem 
significat" . 
Otóż źródło psychologiczno-hypnoiczne doktryny prawdo- 
mówności bożej, która, jak piorun, łamie wątpienie i daje osta- 
teczny fundament naszemu poznaniu. 
W trzecim śnie wreszcie Descartes widzi w szeregu Szcze- 
gółów dwa dzieła: Słownik (symbol przedstawiający całość 
W i e d z y) i Corpus Poetarum - symbol S z t u ki. Interpretacja 
tego snu jest ciekawem źródłem do poznania estetycznych po- 
glądów Kartezjusza, jego zapatrywań na stosunek nauki do sztuki 
i vice versa. "Sunt in nobis semina scientiae ut in silice quae 
per rationem a philosophis educuntur, per imaginationem a poe- 
tis excutiun tur magisque elucent" . 
Sądzę" że ze znacznem prawdopodobieństwem można wi- 
dzieć w tym trzecim śnie zarodek doktryny o naturach prostych 
i idejach wrodzonych, które niby owe "semina" rozwijają się 
dzięki pomocy refleksji l). Dorzućmy jeszcze, że w związku z tymi 
"pochodzącemi z wysoka snami" Descartes postanowił odbyć 
pielgrzymkę do Matki Boskiej Loretańskiej, by podziękować za 
łaski otrzymane. Pielgrzymkę tę uskutecznił on faktycznie 
w roku 1624-ym. 
Wszystko to świadczy chyba dość wyraźnie o mistycznem, 
inspiratywnem źródle intuicji fiozofji Dezcartes'a i prof. Milhaud 
zupełnie 
łusznie pisze, iż 10 Xl 1619 Kartezjusz miał UCZUCIe 
bezpośredniego kontaktu z niebem zapomocą swych wizji 
). 
l faktycznie od drugiego snu Descartes ma już w sobie 
ducha P rawdy", który przezwyciężył odpychającego go w pierw- 
" 


]) Por_ w tej kwestji Boutroux (Verites Eternelles chez Descartes) str. 
49 a zwłaszcza Hamelin (Le Systeme de Descartes, Paris 1921, str.175-182). 
2) Artykuł cytowany, sIr. 616.
		

/00049.djvu

			-'-- 45 - 


szym sme od świątyni złego genjusza. Od 10 Xl 1619 Descartes 
jest już w posiadaniu wizji twórczej swego systematu, wizji co
 
prawda mglistej i nieokreślonej, ale taką jest już każda wizja, 
która nabiera ciała, kolorów i życia wtedy dopiero, kiedy scho- 
dzi stopniowo, mówiąc językiem Bergsona, od płaszczyzny ma- 
r'lenia (plan du reve) do płaszczyzny działania (plan d'action) zapo- 
mocą schematów dynamicznych. Całe życie Descartes' a jest też 
właściwie krystalizowaniem i opracowaniem dyskursywne m w sze- 
regu prac systematyczny<:.h tej intuicji inspiratywnej z 10 Xl 1619. 
Jak więc dalekiemi od prawdy są poglądy Liarda, a nawet 
Hamelin'a, 7. których pierwszy zada wala się stwierdzeniem, iż 
"po odkryciu metody, a może i matematyki powszechnej Descar- 
tes miał sny, które go przestraszają" l), a drugi, przy całej swej 
sumienności i zwróceniu uwagi na przełomowy charakter tego 
faktu, dochodzi do wniosku, iż 10 XI 1619 r. Descartes odkrył 
przed Leibnizem możliwość "charakterystyki powszechnej", która 
byłaby ową właśnie "scientia mirabilis" 
). 
Polemizując z tymi autorami, Milhaud zwraca słusznie uwagę 
na ten fakt, iż w Olympica niema nic, coby miało jakikolwiek 
związek z analizą, syntezą, czy też dedukcją, nic, coby upoważ- 
niało nas do myślenia, iż chodzi tu o metodę, czy matematykę. 
W Olympica nie chodzi o żadne szczegóły, ale o o g ó l n ą 
p o s t a w ę Ż y c i o w ą, o uświadomienie' sobie swej roli metafi- 
zycznej, o ustosunkowanie się do bytu. "Quod vitae sectabor 
iter", mówi wyraźnie Kartezjusz, zdając sprawę ze swego trze- 
ciego snu. 
Oto źródło, skąd wyłrysł Kartezjanizm. Biorąc rZeCZ psy- 
chologicznie, są to trzy sny, pochodzące z najgłębszych warstw 
podświadomości, a więc eo ipso, w myśl teorji dysocjacji psy- 
chicznej Janet'a 3), odcięte od świadomości i dlatego mające cha- 
rakter inspiracji i objawienia I). 
Biorąc zaś tę samą rzecz metafizycznie, są to dwa sny pro- 
rocze zesłane przez Stwórcę duszy łaknącej światła Wiedzy, du- 
szy odpędzanej w pierwszym śnie przez złego ducha od świą- 
tyni Prawdy. 


J) Por. Liard, Descartes (Paris 1
82) str. 107. 
2) Por. Hamelin, Op. cit. str. 41-44. 
3) Wyłożonej w "Etat mental des hysteriques" w "Nevroses" 
(Flammarion). 
.1) Por. Ribot, Imagination creatrice, Część I, rozdział IV.
		

/00050.djvu

			46 - 


Jakąkolwiek z tych dwu interpretacji 'przyjmicmy, pozosta- 
nie faktem, iż punktem wyjścia filozofji Kartezjańskiej są te głę- 
bokie przeżycia wewnętrzne, których doznał Descartes podczas 
owej pamiętnej listopadowej nocy. Te przeżycia wewnętrzne, ta 
ufność w inspirację boską swego dzieła, mówi Milhaud 1), objaś- 
niają ową przysłowiową dumę Descartes'a i jego wiarę w zlecone 
mu przez Boga posłannictwo. 
Oczywiście byłoby śmiesznem starać się wywieść z tych 
przeżyć przeróżne szczegÓły systematu, stanowiące tylko jego 
ciało, jak np. teorję "esprits animaux" 2), lub jak;ieś poszczególne 
reguły metody. To wszystko jest bez wątpienia tworem refleksji 
i dyskursywnego myślenia (a również po części i środowiska), 
ale duszą systematu Descartes'a będzie zawsze ustawiczn
 dąże- 
nie do Boga 3), do Jego ChwałY4), ba, celem ostatecznym me- 
tody .jest n i c i n n e g o, jak przedewszystkiem pOZf1anie Boga 
i siebie samego 5). 
T o też Hamelin mówi zupełnie słusznie, iż cała filozof ja 
Descartes'a zdaje się być wydedukowana z poznania Boga U), 
a Boutroux w swej świetnej pracy o Prawdach Wiecznych u Des- 
cartes' a zauważa, że ideja Boga jest osią i rdzeniem filozofji Kar- 
tezjańskiej 7), która "co do swych najwyższych zasad robi wra- 
żenie religji" H). 
Czy te wszystkie uwagi o teocentrycznem, a po części 
i illuminacjonistycznem nastawieniu filozofji Kartezjusza dotyczą 
tylko jego metafizyki, czy również także jego teorji poznania 
metodologji? 


1) Artykuł cytowany str. 621. 
2) Por. Disc. V. 
3) Por. nI Med. str. 97, gdzie Descartes mówi, iż dusza nasza .,tend 
et aspire sans cesse a quelque chose de meilleur". 
ł) Por. list dedykacyjny Med. 55: .,...tout ceci se rapporte a la gloire 
de Dieu". 
") Por. list do Mersenne'a z 15 IV 1630. 
B) Por. Hamelin, Op. cit. str. 217. Zresztą sam Kartezjusz stwierdza 
wyraźnie w I-ej części Principes (
 24-y), iż po poznaniu, że Bóg istnieje 
i że jest Stwórcą wszystkiego, co jest, najlepszą metodą odkrycia prawdy 
będzie przejść z poznania natury boskiej do objaśnienia rzeczy stworzonych. 
W myśl tego w dalszym rozwinięciu swego systemu wyprowadza nasz 
filozof prawa fizyczne z atrybutów boskich, prawo inercji np. z niezmienności 
boskiej (byłoby bezbożnem mniemać, by jakaś rzecz mogła sama przez się 
wprawić się w ruch). 
7) Op. cit. str. 130. 
R) Op. cit. str. 138.
		

/00051.djvu

			47 - 


Otóż antycypując to, co w dalszym ciągu mmeJszego arty- 
kułu wykażemy, możemy odpowiedzieć, że tak, gdyż metodologja 
Descartes'a i jego teorja poznania są naprawdę daleko ściślej 
związane z jego metafizyką, niżby się to na pierwszy rzut oka 
zdawać mogło. Pierwsza reguła metody, d a ją c a j a s n ość 
i o c z y w i s t ość za kryterjum prawdy, jest t yl k o uogólnie- 
niem intuicji cogito'a l). Nadto, jak to zobaczymy w IV-ym roz- 
dziale, to kryterjum prawdy jest nierozłącznie związane z doktryną 
prawdomówności bożej i w niej dopiero zyskuje swój fundament, 
swoją rękojmię. Oczywistość rozważana tylko sama w sobie, 
oczywistość oddzielona od prawdomówności bożej, zauważa prof. 
Boutroux, nie jest wystarczającem kryterjum dla wszystkich ro- 
dzajów prawd, nie wystarcza ona nawet sobie samej. ') 
Zresztą metoda i metafizyka Descartes'a wiąże się ze sobą 
me tylko logicznie, są one połączone ze sobą de facto we 
wszystkich jego dziełach, Kartezjusz łączył bowiem stale z wy- 
kładem swej metody naj rozmaitsze zagadnienia metafizyczne 
i vice versa. Regulae przesiąknięte są metafizyką, a dominują- 
cem zagadnieniem Medytacji Metafizycznych jest zagadnienie 
typowo metodologiczne, zagadnienie, w jaki sposób przezwy- 
ciężyć wątpienie wogóle i wątpienie odno
zące się do różnych 
problematów szczegółowych. Nic dziwnego, iż Gassendi uważał 
Medytacje za prawdziwą metodę Descartes.a i wydał nawet ich 
skrót pod nazwą Logica Cartesii 3). 
J ednem słowem metodologja Descartes' a jest przesiąknięta 
metafizyką, a metafizyka - metodologją. Której z nich należy 
się pierszeństwo logiczne? 
Różne teksty Descartes' a dają nam w tym względzie różne 
odpowiedzi, co świadczy, iż Descartes nie uświadamiał sobie na- 
leżycie jasno związku logicznego między poszczególne mi czę- 
ściami swej filozofji. I tak w Principes stawia nasz filozof metodę, 
to jest logikę "która uczy prowadzić rozum w ten sposób, aby 


1) Por. Disc. IV, 22-23: "Po tern (t. j. objaśnieniu cogito'a) roz- 
ważę, jakim warunkom wogóle winno odpowi
dać jakieś twierdzenie, żeby być 
prewdziwem: gdyż, s kor o z n a I a z ł e m już j e d n o, k t ó rej e s t 
t a k i e (t. j. cogito), myślę, Że winienienem już wiedzieć, na czem się za- 
sadza ta pewność. Dalej następuje wywód ogólnego kryterjum. Por. też 
w tej kwestji Hamelin, 1,)6. Zresztą w III-im rozdziale zanalizujemy "cogito" 
dokładniej. 

) Ver. Eteru; 9t\. 
") O tern informuje nas Baillet. (I. 282).
		

/00052.djvu

			48 - 


odkryć prawdy jemu nieznane" przed "prawdziwą" filozof ją, fi- 
lozofją, której pierwszą częścią jest metafizyka,... drugą fizyka..." l). 
W Inquisitio Veritatis 2) znów mówi, że trzeba rozpocząć "od 
duszy rozumnej, gdyż w niej znajduje się całe nasze poznanie", 
by przejść potem do jej Stwórcy. W tej koncepcji metoda na- 
stępuje dopiero po metafizyce i p
 opisowej nauce przyrody 
przed naukami ścisłe mi 3). 
Wtedy jednak metoda nie mogłaby już służyć do skonstru- 
owania metafizyki i straciłaby swą najważniejszą cechę - po- 
wszechność,4) z drugiej wszakże strony ta powszechność i ogólność 
metody wymaga, by ona supponowała już pewne wiadomości 
szczegółowe, w myśl bowiem zasad Kartezjusza w s z y s t k i e 
twierdzenia ogólne winny się opierać na intuicjach 
r z e c z y S Z C z e g ó ł o w y c h, ,,) które to intuicje winny być 
punktem wyjścia. 
Która więc z tych intuicji jest najbardziej pierwotną, która 
stanowi pierwszą zasadę jego filozofji? 
Kartezjusz stwierdza wyraźnie w przedmowie do swych 
Principes, iż pierwszą zasadą jego filozofji jest fakt istnienia 
naszej myśli. fi) J e s t t o f a k t P i e r w o t n y (une premiere 
notion), n i e w y c i ą g n i ę t Y z ż a d n e g o s y II o g i z m u, fakt 


1) Przedmowa do Princ. str. 61-62. (7-e wydanie Hachette'a). 
2) Jest to pisany po francusku djalog (niedokończony zresztą), który 
był bardziej znany w jego łacińskim przekładzie. Co do daty jego powsta- 
nia, prof. Adam sądzi, iż został on napisany bądź wiosną 1628 r. bądź 
w lecie 1641 r. Ta ostatnia data zdaje się prawdopodobniejsza. 
H) Por. Tom. X. wydania Adam et Tannery, str. 505. 
4) Por. np. list dedykacyjny Med. str. 44: "...Wiele osób wiedziało źe 
kultywowałem metodę dla rozwiązania trudności w s z e I k i e go' r o d z a j u 
w naukach"... 
,;) Por. II. Rep. 171 (wydanie Flammariona) i Odpowiedzi na Instances 
Gassendi'ego (wydanie Adam et Tannery, tom IX str. 205). Dwa te teksty 
są niezmiernie ważne, okazując różnicę stanowiska Kartezjańskiego i scho- 
lastycznego. W II. Rep. pisze: "...i s t '" t n ą w łaś c i w o ś c i ą n a s z e g o 
umysłu jest tworzenie sądów ogólnych z poznania szczegó- 
ł o w y c h". W odpowiedzi na Inst:: "...Jest rzeczą pewną, że żeby ją (t. j. prawdę) 
znaleźć, n a I e żyr o z p o c Z ą Ć o d p o jęć s z c z e g ó ł o w y c h, a b y 
d o j ś ć n a s t ę P n i e d O O g ó l n y c h". Św. Tomasz pisze: "Discursus 
enim ab universalibus ad particularia est maiol' et un;vel'sa/ior via in natura". 
(Zacytowane według Rousselot'a Intellectualisme de St. Thomas, str. 136. 
2-e ed. Paris 1924). 
n) P ref. Princ. str. 57-58:
		

/00053.djvu

			.- 49- 


stwierdzony przez proste "spojrzenie umysłu" (inspection d' esprit)- 
przez bezpośrednią intuicję. l) "W i d z ę j a s n o, że trzeba istnieć, 
by myśleć".:!) Z tej pierwszej zasady "wydedukowałem bardzo 
jasno następne, a mianowicie: że jest Bóg, Stwórca wszystkiego, 
co jest na świecie"... 3) 
Cogito jest więc wspólnem źródłem logiczne m !) metafizyki 
i metody Kartezjusza, wspólną ich podstawą, gdyż, jak to już 
zauważyliśmy, pierwsza reguła metody jest jedynie uogólnieniem 
tej pierwotnej intuicji istnienia myśli naszej, intuicji będącej 
"architypem wszelkiej oczywistości". ii) 
Jest więc jasnem, że bez zdania sobie sprawy z mle]sca 
i z doniosłości tej intuicji w filozofji Descartes'a nie sposób zro- 
zumieć jakiegokolwiek zagadnienia Kartezjanizmu. 
Przed przystąpieniem wszakże do dokładniejszej analizy 
tego podstawowego zagadnienia zdajmy sobie sprawę, dla jego 
lepszego zrozumienia, co Sam Descartes rozumiał pod nazwą 
"intuicja" i przez co według niego poznanie intuicyjne wyróżnia ' 
się od innych poznań. 
Zagadnienie to roztrząsa on w Regulach gdzie też znajdu- 
jemy następującą definicję intuicji: 6 ) "Per intuitum intelIigo non 
fluctuantem sensuum fidem, vel male componentis imaginationis 
iudicium fallax, sed mentis purae et attentae tam facilem distinctum- 
que conceptum, ut de eo, quod intelIigimus, nulIa prorsus dubi- 
tatio reliquatur; seu quod idem est, mentis purae et attentae 
non dubium conceptum, qui a sola rationis luce nascitur, et ipsamet 
deductione certior est, quia simplicior" ... 
W tej niezmiernie dla całego systemu ważnej definicji Des- 
cartes akcentuje więc pewhość absolutną, którą rodzi intuicja 
i jej czysto intelektualriy charakter w przeciwieństwie do wątpli- 
. wych danych zmysłów i wyobraźni. Intuicja w przeciwieństwie 
do dedukcji jest "inspectio intelIectus", jest "tota simul" , gdy 
przedmiot dedukcji składa się z elementó
, które dopiero mamy 


1) Por. II. Rep. 170. 
2) Disc. IV. 23. 
3) Pref. Princ. str. 58. 
4) ,żródłem psychologiczne m 'systematu są, jak to już wykazaliśmy, 
pamiętne przeżycia nocy 10 XI 1619. 
.;) Jest to porównanie prof. Boutroux (Ver. Etern. 103). 
I;) Vide Komentarz do Reg. III-ej.
		

/00054.djvu

			- 50- 


złozyć. Dlatego też słusznie odróżniamy intuicję od dedukcji. 1) 
Z drugiej strony intuicja różni SIę równiez od sądu.:!) 


III. 


Archimedes żądał tylko jednego stałego i nieruchomego 
punktu, żeby poruszyć glob ziemski w jego posadach i przenieść 
go w inne miejsce, a Descartes, upodabniając siebie do niego, 3) 
chce znaleźć tylko jedną pewną i nie wątpliwą prawdę. Gdy 
jednak życzenie Archimedesa było fizycznie nieziszczalne, to 
życzenie Oescartes'a stało się dlań jawą. Stały i nieruchomy 
punkt metafizyczny został znaleziony, a glob filozoficzny prze- 
niesiony z mgieł i oparów hylozoistyczno-dynamistycznych w górne 
i czyste krainy Myśli. Spirytualizm nowożytny znalazł swą 
podstawę. 
"Będę usiłował iść tą samą drogą, na którą wszedłem wczoraj 
i oddalając się od wszystkiego tego, w czem będę mógł znaleźć 
choćby najmniejszą rację wątpienia, jakbym wiedział, że to jest. 
absolutnie fałszywe, będę kontynuował dalej mą drogę, aż znajdę 
coś pewnego lub przynajmniej poznam z pewnością, że nic pew- 
nego na świecie niema". -t) "Przypuszczam, ze wszystkie rzeczy, 
które widzę, są fałszywe, jestem przekonany, że nic nigdy nie 
było z tego wszystkiego, co przedstawia mi moja kłamliwa pamięć, 
wierzę, ze ciała, formy, przestrzeń, ruch i miejsce są jedynie 
urojeniami mego umysłu. Cóż więc moze być uważane z
 
prawdziwe?" ;;) 
T e dwa ustępy dają nam dostateczne pojęcie o wątpieniu 
Oescartes'aj widzimy, iz jest to wątpienie szczere i zupełne 
o wszystkiem, nieustępujące niczem w natężeniu wątpieniu sceptyka. 
Znajduje się wszakże fakt, który lubo nie kładzie ostatecz- 
nego kresu temu wątpieniu, to jednak czyni w nim potężny 
wyłom i to nie dlatego, iż fakt ten czyni zadość jakiemuś wpierw 
ustanowionemu kryterjum pewności, ale poprostu dlatego, z e 
f a k t t e n, j e d e n j e d y n y w s w y m r o d z a j u, s t a n o w i 


1) Por. Reg. XI. "...Oeductio... non to ta simul fieri videtur, sed motum 
quemdam ingenii nostri num ex ali o inferentis involvit; atque idcirco ibi 
iIIam ab intuitu iure distinxerimus"... 
2) Por. Reg. XII. "...si distinguamus illam facultatem intellectus, per 
quam res intuetur, ab eo qua iudicat affirmando vel negando"... 
3) Por. II. Med. str. 73. 
4) Med. II. str. 72-- 73. 
5) Ibid. str. 73.
		

/00055.djvu

			. - 51- 


kry t er j u m s a m d l a s i e b i e. J) Faktem tym jest myśl, nasza 
myśl, "rozważając bowiem, że ten, który chce wątpić o wszystkiem, 
nie może wszakże wątpić w to, że istnieje, podczas kiedy wątpi" 2) 
i że łatwem jest przyjąć, "że niema wcale Boga, nieba, ziemi 
i że nie mamy wcale ciała, ale nie możemy powstrzymać się od 
przyjęcia, że ten wniosek: M y ślę, w i ę c j e s t e m, jest praw- 
dziwy, przez to pierwszy i najpewniejszy, jaki napotyka ten, co 
w porządku prowadzi swoje myśli". 3) Myślę, istnieję, jestem, 
nawet gdybym zawsze śnił i gdyby ten, który dał mi byt, po- 
sługiwał się całą swą wiedzą, żeby mnie zwodzić. 4) 
Oto w jaki sposób wątpienie posunięte do granic ostatecz- 
nych rodzi pierwszą prawdę metafizyczną, rodzi punkt wyjścia 
całego spirytualizmu nowożytnego, pierwszą zasadę wszelkiej 
racjonalistycznej filozofji, zawierającą w sobie petencjalnie wszyst- 
kie inne... 
Zobaczmy teraz, co znaczy bliżej to twierdzenie, identyfi- 
kujące naszą myśl i nasz byt. 
Znaczy przedewszystkiem, iż myśl jest jednym jedynym 
z atrybutów mej duszy (którymi są: odżywianie, poruszanie, czucie, 
myślenie), który nie może być odemnie oddzielony,5) jedynym 
który tworzy mą istotność, który należy do mnie, jako mnie, 
w przeciwieństwie do innych atrybutów, których conditio sine 
gua non jest istnienie ciała. W y r a ż a j ą c s i ę d o kła d n i e 
j e s t e m j e d y n i e ,,/'eS cogitans", t o j e s t d u c h e m, U.fi y- 
s ł e m r o z u m e m (esprit, entendement, raison"). B) "Nie jestem 
tym zbiorem członków, który nazywa się ciałem ludzkim, nie 
jestem wcale rozrzedzonem powietrzem,7) rozlancm po wszystkich 
tych członkach, nie jestem wiatrem, powiewem, oparem... po- 
nieważ przyjąłem, że to wszystko nie istnieje. 8) Nic z tego, co 
pojmuję przez wyobraźnię, nie należy do mego samopoznania 
i trzeba odwrócić umysł od tego sposobu pojmowania, żeby mógł 


l) Cogito jest "architypem oczywistości", mówi Boutroux (op. cit. 103.) 
2) Pre£. Princ. str. 57. 
") Vid. Principes l, 1. 
4) Por. II, Med. str. 76. 
5) Por. II, Med. str. 75. 
fi) Ibidem. W odpowiedzi na 5-e Objections (str. 327) wyraża się 
Descartes podobnie: "O tyle, o ile się znam, jestem jedynie res cogitans". 
7) Aluzja prawdopodobnie do Epikurejczyków i Stoików, dla których 
dnsza ludzka jest przedewszystkiem 7i:\lE'->p.a. i składa się z powietrza i ognia. 
H) II, Med. str. 75.76. ,
		

/00056.djvu

			- 52- 


on poznać wyraźnie swoją naturę "Res cogitans jest to rzecz. 
która wątpi, rozumie, pojmuje, twierdzi, przeczy, chce, nie chce, 
wyobraża sobie i czuje".l) 
Oto definicja jaźni, która pod naciskiem sceptycyzmu eli- 
minuje z Myśli wszystkie elementy somatyczne i hylozoistyczne, 
wydobywa na wierzch jej samowystarczalność, sprowadza myśl 
do tego, co jest w niej pierwotne, centralne, niesprawdzalne 
i, tak oczyszczoną, indentyfikuje z bytem. 
Nie znaczy to, bym przez fakt myślenia osiągnął całość 
bytu wogóle, a nawet mego bytu indywidualnego, chodzi d osią- 
gnięcie bytu o tyle, o ile byt jest myślą, o wykazanie partycy- 
pacji myśli w bycie. 
W drugiej Medytacji widzimy namacalnie, jak idealistyczne 
początkowo stanowisko Descartes' a przechodzi stopniowo w rea- 
listyczne, jak określane początkowo czysto formalnie i atrybu- 
tywnie istnienie myśli zostaje potem pojęte według typu sub- 
stancji, którą Kartezjusz uważa za synonim bytu: "Nie możemy 
pojąć żadnego aktu bez jego podmiotu, myśli bez rzeczy, która 
myśli" 2). "Żaden akt, żaden akcydens nie może być (istnieć) bez 
substancji, której jest aktem" 3). 
F akt więc myślenia implikuje eo ipso istnienia podmiotu, 
substancji, która myśli, co wszakże wedlug krytyki Hobbes'a, 
a potem Kanta stanowi już właściwie wyjście poza czyste zja- 
wisko myślenia. 
. "To rozumowanie: jestem myślący, więc jestem 
myślą, lub też jestem rozumny, więc jestem rozu- 
m e m, nie wydaje mi się dobrze wyprowadzone, powiada Hob- 
bes. W ten sam sposób mógłbym powiedzieć: j e s t e m p r z e- 
c h a d z a ją c y s i ę, więc j e s t e m p r z e c h a d z k a" 4). 
Jednem słowem dedukcja Kartezjańska jest dla Hobbes'a 
poprostu saltus mortalis. 
Na te ciężkie i ścisłe zarzuty Hobbes'a Descartes odpo- 
wiada 5), że między przechadzaniem się a myśleniem niema ża- 
dnej odpowiedniości, gdyż słowo "przechadzanie się" jest 
zawsze używane w znaczeniu czynności, gdy termin "myśl" mOże 
oznaczaĆ czynność jak i władzę (facultas), a również i rzecz (sub- 


J) Ibidem (str. 76). Jest to słynna definicja istoty myślącej. 
2) III-im Obj. i Rep. str. 186. 
11) Ibidm str. 187. 
.1) Ibid. str. 184. 

) Por. ibidem str. 185-186.
		

/00057.djvu

			- 53- 


stancję), w której ta władza znajduje się. Wszystko to nie przeczy 
zresztą temu, żeby me "ja myślące" (res cogitans) nie różniło się 
od myślenia, "jak substancja różni się odswego "trybu" (modus)" l). 
Widzimy więc, że Descartes, chcąc utrzymać się całkowi- 
cie na swem stanowisku, musi wracać do odróżnień scholastycz- 
nych, co dla Hobbes'a wydaje się "niejasnem i bardzo dalekim 
od zwykłej jasności pana Descartes'a" 2). W swej metodzie jed- 
nak zagadnienie to nie jest znowu tak bardzo skomplikowane 
i "cogito" jest dla Kartezjusza poprostu przejściem z faktu atry- 
butu myślenia do stwierdzenia istnienia substancji: "Jest oczy- 
wistem per lumen naturale, że niebyt nie ma żadnych jakości, 
własności, któreby do niego należały, i że tam, gdzie spostrze- 
gamy pewne własności, musi koniecznie znajdować się rzecz albo 
substancja, od którejby one zależały" 3). Atrybut więc myślenia 
supponuje eo ipso istnienie substancji, która myśli. 
Czy dyskusja z Hobbes) em umniejsza w czemś wartość 
i znaczenie cogito'a? Bynajmniej, wskazuje ona jedynie, jaką 
rolę i doniosłość może mieć cogito w filozofji całkiem wyzwo- 
lonej od odróżnień scholastycznych, czego nie mOżna powiedzieć 
o systemacie Kartezjusza. D y s k u s j a z H o b b e s '-e m aktu- 
alizuje problem cogito'a, przenosi go na zupełnie nowoczesny 
punkt widzenia i stawia przed nami zagadnienie, czy z faktu my- 
ślenia można wnieść o istnieniu jego podmiotu, abstrahując od 
tego, czy podmiot ten jest substancją, czy też nie. 
W ten czysto nowoczesny sposób zagadnienie to stanęło 
dopiero przeszło półtora wieku potem prz
d Maine de Biran' em 4) 
i doprowadziło go stwierdzenia, że podmiot myślenia, jaźń, jest 
w swej istocie wysiłkiem, czynnością wolną, a prawowity dzie- 
dzic spirytualistycznej spuścizny Descartes'ów i Biran'ów, Ha- 
melin konkluduje, że lubo, być może, przez cogito nie można 
osiągnąc substancji, że lubo z trudem tylko, być może, udałoby 
się dojść do stwierdzenia podmiotu osobowego, to jednak .,zaw- 
sze udałoby się ustanowić istnienie nieokreślonego podmiotu 
myślenia i zatrjumfować w ten sposób nad sceptyzmem" Ó) 


1) Ibidem str. 188. 
2) Ibidem. 
B) Por. Principes I, 11 (To zagadnienie stosunku atrybutu do substancji 
rozpatrzyliśmy dokładniej w X rozdziale naszej dysertacji). 
I) Por. Science et psychologie, p. 192--200. Mamy su bardzo intere- 
sującą krytykę cogito'a. 
j) Op. cit. str. 131.
		

/00058.djvu

			- 54- 


Widzimy więc, iż mimo wszystko "cogito" jest jednak owym 
"stałym i nieruchornym punktem" metafizycznym, o który zacze- 
piwszy się, Descartes mógł poruszyć całą filozofję i przenieść 
jej zagadnienia na inny zupełnie teren. 
W czem jednak właściwie tkwi apodyktyczna moc argumen- 
tacyjna cogito'a, na czem właściwie się opiera jego pewność? 
Otóż tern, co gwarantuje mi absolutną prawde twierdzenia 
"Cogito, ergo sum" jest jedynie fakt, że w i d z ę b a r d z o 
j a s n o , ż e t r z e b a i s t n i e ć, ż e b y m y ś l e ć" l) "Skoro 
spostrzegamy, że jesteśmy "res cogitantes':, jest to p o j ę c i e 
proste, pierwotne, które nie jest wyciągnięte 
z ż a d n e g o s y log i z m u; i skoro ktoś mówi: m y ślę, w i ę c 
j e s t e m, a l b o i s t n i e j ę, nie wnioskuje on istnienia swojej 
myśli jakby na mocy jakiegoś sylogizmu, ale jako rzecz w i a- 
d o m ą s a m ą p r z e z s i ę, w i d z i ją p r z e z p r o s t e s p o j- 
r z e n i e (i n s p e c t i o) u m y s łu 
). 
"C o g i t o" n i e j e s t w i ę c r o z u m'o wa n i e m, l e c z 
w i z ją, intuicją b e z p oś r e d n i ą i s t n i e n i a, intuicją, która 
rodzi pewność absolutną, niczem niezachwianą, pochodząc "a sola 
rationis luce" 3). Jest t o w i ę c f a k t j e d y n y w s w y m r 0- 
dzaju, fakt pierwotności, samowyst<:.rczalności 
i n i e s p r a w d z a I n o ś c i m y ś l i, f a k t d a n y w d o ś w i a d- 
c z e n i u w e w n ęt r z n e m każ d e g o z n a s. 
Z tych wszystkich rozważań widzimy, że Kartezjusz pierw- 
szy uchwycił istotną naturę myśli. oczyszczająć jej pojęcie 
z wszelkich śladów materjalistycznych, animistycznych i witali- 
stycznych, z wszelkiego związku bezpośredniego z ruchem 
i ciałem, gdy dla pierwszych filozofów greckich dusza jest je- 
dynie zasadą ruchu ,1), a dla samego Arystotelesa zarówno zasadą, 
jak i zasadą myśli. 
Dusza, nie będąc u Arystotelesa materjalna, nie może 
wszakże istnieć bez ciała, którego jest formą, aktem. Jest więc 
ona "czemś z ciała" ('J(;)[J/x'w<;; os on) ;t). 


1) Por. Discours IV, str. 23. 
2) II. Rep. str. 170. 
3) Por. definicję intuicji z końcem II-go rozdziału. 
4) Por. Arystoteles: De Anima, A, 2, 4038. 
:i) Ibidem 414-a. Arystoteles stwiel"dza wyrainie, ze dusza tak je- 
dynie oddziela się od ciała, jak okrągłość od okrągłego, jak widzenie od 
oka, jedynie logicznie, a nie fizycznie. Dusza, forma ciała, nie istniała przed 
nim, nie będzie istnieć po niem.
		

/00059.djvu

			55 


Platon również nic zdawał sobie jasno sprawy z jedności 
duszy 1) i rozróżniał trzy jej oddzielne części: 'Cr) EmfJo[J/Ij'nx6v 
(dusza apetytywda), l) f)IJp,6 ś (dusza pobudliwa) i 'er) /'(Y{t'1'Clx6v (du- 
sza racjonalna). W rezultacie tego dusza platońska jest czemś 
pośredniem między światem Idei, a światem nie-bytu, a ruch, 
który Platon jej przypisuje, jest bezwzględnie ruchem rzeczy- 
wistym, a nie wyobrażeniem ruchu: dusza porusza sama siebie 
i porusza ciało. 
Dusza Descartes'a nie dzieli się, jak dusza filozofów grec- 
kich, na trzy dusze: "Anima in homine unica est, nempe ratio- 
nalis" 2). Nie jest też już ona źródłem działania fizycznego, 'jej 
istność zawiera się jedynie w tem, że myśli. Czy zawsze, pyta 
się Gassendi w Piątych objekcjach? Zawsze, odpowiada Des- 
cartes, gdyż jest substancją, której istotnością jest myślenie 3). 
Słowo "dusza" (anima) jest zresztą dla Descartes'a mC]asne 
i dwuznaczne 4), opierając się na pomieszaniu zasady wzrostu, 
odżywiania i wszystkich innych funkcji, które są nam wspólne 
ze zwierzętami, z zasadą myśli. Dlatego też filozof nasz woli 
termin "duch" (spiritus), "k t ó r y n i e j e s t w s z a k ż e jak ą ś 
częścią duszy u), ale całą mY'ślącą duszą". 
W tell sposób Descartes, określając duszę przez myśli 
a myśl przez świadomość 6), kładzie podwaliny spirytualizmu 
i idealizmu nowożytnego, relcgując animizm i witalizm Arystote- 
lesa do doktryn materjalistycznych. Co nie jest myślą. świado- 
mością, jest rozciągłem, materjalnemj tei"tium non datur. 
Wspólne źródło metody i metafizyki Descartes'a, cogito 
jest pierwszym etapem w dążeniu myśli do' Bytu. W tej pierw- 
szej prawdzie metafizycznej myśl ustanawia kryterjum sama dla 
siebie i stwierdza się, jako byt indywidualny - to jest ograni- 


1) Z wyjątkiem może Phedona, gdzie dusza należy do "rodziny" Idei 
i jest podobna do nich. W Republice wszakże (Księga IX-a) i w Phaidro- 
sie dusza jest złożona. 
2) Por. list do Regiusa z maja 1641. (Wydanie A. i T. tom III-ci, 
str. 371). 
3) Por. V Rep. 328-29. Descartes zauważa tam, że myślimy nawet 
we śnie. nawet w letargu, ba, nawet zarodek w łonie matki myśli. Por. też 
IV Rep. (str. 227), gdzie Desc. traktuje o myśleniu u dzieci i warjatow. 
4) Ibidem. 
:,) Jak u filozofów greckich. 
I;) Por. Princ. I, 9: Pod słowem "my sIeć" rozumiem wszystko to, co 
przy naszej świadomości dzieje się w nas, jak dalece tego jesteśmy świadomi... 
quae nobis consciis in nobis fiunt, quatenus eorurn in nobis conscientia est.
		

/00060.djvu

			56 - 


czony. Mając wszakże stały i nieruchomy punkt zaczepienia 
myśl może wznieść się wyżej, może uchwycić Byt absoluty, nie- 
skończony, w którym, jak się przekonamy dalej, znajduje osta- 
teczną rękojmię wszelkiego poznania, usunięcie zupełne wszelkiej 
racji wątpienia. 


IV. 


Wiemy już zatem z całą pewnOSClą, że jesteśmy "res cogi- 
tantes", znamy już atrybuty "rzeczy myślącej", skoro wszakże 
chcemy rozciągnąć dalej nasze poznanie i wyjść poza naszą 
własną jaźń, napotykamy przeszkody, które zdają się nie do 
przebycia. Skąd wiemy naprzykład, iż Bóg nie chciał nas stwo- 
rzyć takimi, byśmy się mylili zawsze, nawet w rzeczach, które 
wydają się nam najoczywistrze, 1) skąd wiem, czy Bóg nie dopuścił 
Dym się zawsze mylił, skoro dodaję dwa do trzech albo kiedy 
liczę boki kwadratu.
) Myśl więc nasza ma słuszną rację wąt- 
pienia o wszystkich, nawet najoczywistszych rzeczach, nie może 
mieć żadnej pewnej wiedzy o czemkolwiek aż do chwili pozna- 
nia tego, który ją stworzył. 3) 
Nie mamy zresztą żadnego powodu przypuszczać, iż Bóg 
stworzył nas takimi, byśmy się mylili nawet w najprostszych 
rzeczach i dlatego ta racja wątpienia jest jedynie metafizyczna. 4) 
Nie mniej jednak, aby usunąć ją zupełnie, trzeba rozważyć, czy 
jest Bóg, a jeśli jest, to czy może nas zwodzić? "N i e z n a.i ą c 
t Y c h d w u p r a w d, n i e m ó g ł b y m n i g d y b y ć c z e g o- 
ko l w i e k p e w n y". ii) 
.Możemy zresztą przyjąć, iż wszechpotężny Bóg nie jest 
twórcą naszego bytu, ale że jest nim jakiś złośliwy, a chytry 
i potężny genjusz, który używa całej swej wiedzy, żeby nas 
oszukiwać. B) Niebo, powietrze, ziemia, barwy, kształty, wszystkie 
przedmioty materjalne mogą być jedynie złudnymi obrazami, które 
on nam' podsuwa. "S kor o w i ę c d o t ą d s ą d z i ł e m, ż e p o z a 


l) Por. Princ. I. 5. 
2) Por. I. Med. str. 69. 
B) Por. Princ. I. 13, ustęp końcowy. 
4) Por. III. Med. str. 85. Wynika stąd, iż wątpienie Descartes'a nie 
jest psychologiczne, lecz raczej metodologiczne, co z całą jasnością ukazuje 
się w VI-ej Medytacji, gdzie te wszystkie racje wątpienia staną się dlań 
"śmieszne i hyperboliczne". 
fi) Ibidem. 
6) Por. Princ. I. S i I. Med. str. 70.
		

/00061.djvu

			57 - 


. 


m n ą z n a j d uj ą S l ę r z e c z y o drę b n e o d m e g o b y t u, 
r z e c z y, k t ó r e w y s y łaj ą m i s woj e i d e j e a l b o w y- 
obrażenial) i wyciskają podobizny
) za pośred- 
n i c t we m z m y s łów, c z Y t e ż i n n ą jak ą ś d r o g ą, n i e 
b y ł o t o p e w n y m i r o z waż o n y m S ą d e m, a l e j e d y n i e 
ś l e p ą i n i e r o z waż n ą s k ł o n n o ś c i ą" . 3) Im mniej po- 
tężnym przyjmiemy twórcę naszego bytu (to jest wogóle przy- 
czynę naszego istnienia), tern więcej będziemy mieli powodów 
do mniemania, że nie jesteśmy tak doskonali, byśmy nie mogli być 
wciąż oszukiwani. <1) 
Z tego wszystkiego wynika, iż "tą ostateczną racją wątpie- 
nia" jest możliwość istnienia jakiegoś złośliwego genjusza, od 
kaprysów którego zależałby nasz rozum, nasze poznanie. Co 
więc właściwie oznacza ta hypoteza, czy jest ona jedynie sub- 
telnością djalektyczną, czczą metaforą, czy czemś więcej? 
Otóż jest ona przedewszystkiem zaprzeczeniem istnienia 
jednego wszechpotężnego, wszechdobrego, wszech prawdziwego 
Boga i nie supponuje bynajmniej Jego uprzedniego istnienia, ') 
jest stwierdzeniem dzh1łania jakiejś potęgi zewnętrznej na nasz 
umysł, który samemu sobie nie wystarcza. Chodzi o to, czy ta 
potęga zewnętrzna jest racjonalna, to je"st, czy 
B ó g n i ą j e s t, c z Y t e ż i r r a c j o n a l n a - to z n a c z y, 
c z y j e s t n i ą z łoś I i w y g e n j u s z, p e r s o n i fi kuj ą c y 
w s z y s t k i e w p ł y w y a log i c z n e. 
Oto zasadniczy dylemat, przed którym staje teraz Kartezjusz, 
dylemat racjonalności, czy też irracjonalności Bytu, w którym 
partycypuje nasza myśl. 
Skoro przyjmiemy, iż żyjemy w świecie irracjonalnym, to 
ta jego irracjonalność wyrazi się przedewszystkiem prze
 istotną 
nieprawdziwość wszystkich nieintelektualnych elementów pozna- 
nia: przez ciągłe halucynacje zmysłów i wyobraźni, przez usta- 
wiczne iluzje pamięci, pociągające za sobą praktyczną niemożli- 


l) "idees ou image s". 
2) "imprimaient leurs ressemblances" (III. Med. 87-88). 
3) Vide 3. Med. str. 87-88. 
4) Por. Principes I. 5. . 
5) Istnienie Boga jest dopiero dowiedzione w 
 14 l-ej cZl;ści Princ. 
a jeszcze w 
 7-ym mówi Descartes, że można łatwo przyjąć, iż niema Boga, 
nieba, ziemi, etc_ Hypoteza złośliwego genjusza wyłożona jest w 
 5-ym, 
logicznie zatem i chronologicznie poprzedza ona istnienie Boga. które do- 
piero pozwoli óbalić tl; hypotezl;.
		

/00062.djvu

			- 58- 


wość myślenia dyskursywnego. 1) Wtedy jedynem nasze m wyjściem 
byłoby b
r)X
 Pyrrhona, zawieszenie wogóle naszych sądów, tak 
że złośliwy genjusz, mimo całej swej potęgi i chytrości, nic nam 
błędnego narzucić nie byłby w stanie. 2) 
Gdy zaś przypuścimy, że świat, w którym zy]emy, jest 
racjonalny, wtedy będzie jasnem, że rolą wyobraźni, zmysłów 
i pamięci jest służyć rozumowi,3) a nie zwodzić go, że to wszystko, 
co widzimy, wyobrażamy sobie i przypominamy, jest prawdziwem, 
że wszystkie nasze ideje, poj
cia i wyobrażenia muszą mieć 
w sobie coś prawdziwego, gdyż Róg, który jest wszechdoskonały 
i wszechprawdziwy, nie dałby ich nam bez tego. 4) 
W tej hypotezie niema już miejsca na złośliwego genjusza, 
prawdomówność (prawość) ,,) b
ża iest rękoimią pewności na- 
szych idei, wspomnień, wyobrażeń i inklinacji, gwarancią fak- 
tycznego istnienia świata materialnego, dającą nam dopiero 
"certum aliquod argumpntum" istnienia tego świata, w idei bowiem 
rozciągłości, tworzącej istotność materji, zawarta jest jedynie 
możliwość istnienia, nie zaś faktyczne istnienie. Ii) "Ale co się 
tyczy innych rzeczy, które są albo tylko poszczególne np., że 
słońce iest tei a tej wielkości, tego a tego kształtu etc.; albo 
też są pojmowane mniej jasno i mniej wyraźnie, jak światło, 
dźwięk, ból i inne podobne, to, chociaż są one bardzo wątpliwe 
i niepewne, j e s t p e w n e m d l a t e g o s a m e g o, ż e B ó g 
n i e m o ż e n a s o s z u k i wać... ż e m o g ę w n i e ś Ć, i ż m a m 
ś r o d k i P o z n a n i a i c h z p p w n o ś c i ą". 7) 
Prawdomówność boża jest więc w systemacie Kartezjusza 
'nie tylko rękojmią prawdziwości i myślenia dyskursywnego, ale 
również rękojmią poznania zmysłowego, gwarancją rzeczywistego 


J) Chodzi o to, iż myślenie dyskursywne zawdzi«cza swą pewność 
po cz«ści pami«ci Por. w tej kwestji Ham. 80-81. 

) Por. Principes, I, 6 i l-a Med. str. 70. 
H) Por. Reg. XII-a: Solus intellectus equidem percipiendae veritatis 
est capax, qui tamen iuvandus ab imaginatione, sensu et me moria, ne quid 
forte omittamus". Oto jaka jest rola zmysłów, wyobraźni i pami«ci, w inte- 
lektualistycznej teorji poznania Descartes'a. 
4) Por. Disc. IV. str. 27. 
ij) Niezmiernie trudno przetłumaczyć na polski termin "veracitas 
divina". Wyraża on jednocześnie prawość, prawdziwość i prawdomówność.. 
Za radą prof. Rubczyńskiego będziemy si« posiłkować tym ostatnim termi- 
nem, pamiętając wszakże o tern, iż nie wyczerpuje on pojęcia "v era ci ta s".. 
6) Por. Princ. I, 15 i I, 60, I. Rep. 152. 
7) VI. Med. str. 123.
		

/00063.djvu

			---'- 59 


istnienia świata materjalnego, realnego. Doktryna prawdomów- 
ności bożej pozwala przezwyciężyć Kartezjuszowi idealizm subjek- 
tywny II-ej Medytacji i dać podstawy ostateczne realizmowi 
dualistycznemu, usuwając ostateczną rację wątpienia. Prawdo- 
mówność boża w systemie Descartes' a r a c j o n a l i ,z u j e c a ł y b y t, 
całą naturę i wyrywa ją z pod władzy złego genjusza. I r r a c j 0- 
na In y w hypotezie złośliwego gen jus za byt staje 
się racjonalnym w hypotezie prawdomówności 
b o ż e j. Doktryna prawdomówności bożej jest w systemie Des- 
cartes'a jakby pomostem, który łączy myśl naszą z myślą i rze- 
czywistością absolutną, pomostem, którym u Malebranche' a będzie 
system przyczyn okolicznościowych, a u Leibniza - harmonja 
przedustawna. · 
Z drugiej jednak strony ta doktryna prawdomówności bożej 
zdaje się rodzić poważne trudności w łonie systematu Kartezjusza. 
10 Jeśli dopiero prawdomówność boża jest rękojmią pew- 
ności, w takim razie pierwotna intuicja filozofji Descartes'a - 
cogito (i eo ipso pierwsza reguła metody, będąca jej uogólnieniem) 
byłaby zawieszona w próżni, ponieważ w tym punkcie rozwoju 
myśli Descartes'a tj. w I i II-ej Medytacji nic jeszcze nie 
wiemy o Bogu, .którego istnienie będzie dopiero dowiedzione 
w Ill-ej Medytacji. l) 
2 0 Możliwość przeprowadzenia dowodu istnienia Boga, jak o 
o p e r a c j i d y s kur s y w n e j, wymagałaby uprzedniego przy- 
jęcia prawdomówności bożej, jako rękojmi pewności tej operacji; 
ale wtedy byłoby to przyjęciem do założenia tego właśnie, cz
go 
należy dowieść - petitio principii jednem' słowem. 


1) Niezmiernie ważny tekst z 4-ej części Discours zdaje się stwier- 
dzać absolł.;tną zależność pierwszej reguły metody (kryterjum oczywistości) 
od. prawdomówności bożej: ..Nawet to, co niedawno wziąłem za regułę, a mia- 
nowicie, że rzeczy, ktore pojmujemy jasno i wyraźnie, są prawdziwe, jest 
jedynie pewnem (assure) z powodu iż Bóg istnieje, że jest bytem doskona- 
łym i że wszystko, co jest w nas, pochodzi od Niego, skąd wynika, że naSze 
idcje i pojęcia, będąc rzeczami rzeczywistemi (choses reelles) i p o c h o d z ą c 
o d B o g a, muszą być prawdziwe w tern wszystkiem, w czem są jasne 
i wyraźne... A] e j e ś I i b y ś m y n i e w i e d z i e ] i, ż e w s z y s t k o, c o 
jest w nas rzeczywistego i prawdziwego, pocbodzi od Bytu 
d o s k o n a ł e g o i n i e s koń c z o n e g o, m i m o c a ł e j j a s n o S c l 
i w y raź n o ś c i n a s z y c h i d e i, n i e m i e I i b y ś m y ż a d n e j r a c j i 
u waż a n i a i e z a p r a w d z i we". (Disc. VI. 27). Trudno wyrazić do- 
bitńiej niewystarczalność samego kryterjum oczywistości, jego zależność 
absolutną od prawdomówności Bożej!
		

/00064.djvu

			- 60- 


Obie te trudności nie uszły uwadze współczesnych Des. 
cartes'a i dały początek słynnej w historji filozofji dyskusji, 
znanej pod nazwą "cercie cartesien", dyskusji do dziś dnia zresztą 
jeszcze nieukończonej. l) 
Już nieznani autorzy Drugich Objekcyj zauważają: "Nie 
jest Pan jeszcze pewnym istnienia Boga, a jednak mówisz Pan, 
że nie możesz być niczego pewnym... jeśli wpierw nie wiesz 
pewnie i jasno, że Bóg istnieje. Wynika stąd, że nie wiesz Pan 
jeszcze, żeś rzeczą, która myśli, gdyż według Pana to poznanie 
zależy od uprzedniego jasnego poznania istnienia Boga, czegoś 
Pan jeszcze nie dowiodł w miejscach, gdzie Pan wnioskuje, iż 
Pan wie jasno, czem Pan jest".
) 
Zarzut ten zdaje się więc uderzać w "cogito" i stawiaĆ 
pod znakiem zapytania pewność tej intuicji pierwotnej Kartezja- 
nizmu. Lecz Gassendi w swych Instances jest jeszcze bardziej 
logiczny. 
"Przyjmuje Pan', IZ ideja jest jasną i wyraźną, ponieważ 
istnieje Bóg, który jest autorem tej idei,3) i który nie może nas 
zwodzić, z drugiej zaś strony przyjmuje Pan, że Bóg istnieje, że jest 
Stwórcą i prawdomównym (verax), ponieważ ma pan jasną i wy- 
raźną ideję Boga. Circulus jest oczywisty". 4) 
Czyż więc faktycznie podstawowe zasady Kartezjanizmu 
obracałyby się w błędnem kole, czyż filozof ja "idei jasnych i wy- 
raźnych" pozbawionaby była jedności logicznej? 
W Odpowiedziach Arnauld'owi ,,) Descartes zastrzega się 
jaknajwyraźniej przeciw popełnieniu błędu, który nazywa się cir- 
culus, rozróżniając "r z e c z y, k t Ó r e p o j m u j e m y f a k t Y c z- 
n i e j a s n o i w y raź n i e od rzeczy, co do których p r z y p o- 
m i n a m y s o b i e t y l k o, . żeśmy je kiedyś jasno pojęli. I tak 
najpierw jesteśmy pewni, że Bóg istnieje, gdyż zwracamy uwagę 
na argumenty, które dowodzą nam Jego istnienia. Ale potem 
wystarcza, b y ś m y s o b i e p r z y p o m n i e l i, żeśmy pojęli jakąś 


J) I tak np. Maritain (Trois Reformateurs Paris 1926 str. 257) mimo 
wszystko sądzi, iż Kartezjusz nie uniknął "circulusa", Bouillier (I. 83 i na- 
stępne) uważa go za pozorny tylko, Hamelin (139-144) próbuje rozwiązać 
to zagadnienie metaforycznie. 
3) II. Obj. 158. 
3) Jest to aluzja do zacytowanego przez nas ustępu z Discours. 
4) Wydanie Adam et Tannery: VII tom, str. 405. 
,,) IV. Rep., 239- 240. Por. też II. Rep. 170-71. Przytaczamy jednak 
tekst z Czwartych Odpowiedzi, ponieważ Descartes wyraził się tu jaśniej 
i obszerniej, niż W Drugich.
		

/00065.djvu

			-..,- 61 - 


rzecz jas!lo, żeby być pewnymI, ze ona jest prawdziwa, c o n I e 
w y s t a r c z y ł o b y, gdybyśmy nie wiedzieli, że Bóg istnieje i że 
nie może nas osz.ukiwać". 
W szystkie te poglądy są dokładniej rozwinięte w 
 13-ym 
l-ej części Principes, który to paragraf można uważać za defini- 
tywną próbę Descartes'a celem rozwikłania .zarzuconego mu cir- 
culus'a. Kartezjusz zwraca tam uwagę na ten fakt, 'iż są w myśli 
naszej "communes notiones" (ideje liczb, figur, takie zasady, jak 
np. że, skoro do równych wielkości dodamy równe, sumy będą 
też równe etc
), o których nie można żadną miarą wątpić, skoro 
się o nich myśli u waż n i e, ale ponieważ myśl nasza "nie mo- 
głaby wciąż myśleć o nich z uwagą", co zdarza się często, skoro 
"ona p r z y p o m i n a s o b i e t y l k o jakiś wniosek, nie zwracając 
uwagi na porządek, w jakim on może być dowiedziony", nie 
mając więc żadnej gwarancji pamięci, miałaby słuszny powód 
"wątpić o prawdzie tego wszystkiego, czego wyraźnie 
n i e s p o s t r z e g a i nie mogłaby mieć żadnej pewnej wiedzy aż 
do chwili poznania tego, który ją stworzył". 
Z tych bardzo charakterystycznych ustępów, stanowiących, 
nawiasem mówiąc, znaczne złagodzenie zajętego w Rozprawie 
o Metodzie stanowiska I), wynikałoby, iż rękojmi prawdomówności 
bożej wymaga j e d y n i e p o z n a n i e d y s kur S y w n e, impliku- 
jące udział pamięci i jej w części swą pewność zawdzięczające. 
Bez prawdomówności bożej nie mielibyśmy żadnej gwarancji, iż 
pamięć nas nie zwodzi, iż to wszystko, co ona przedstawia, nie 
jest iluzją i wszelkie rozumowanie, przechodzące z jednego członu 
do drugiego, stałoby się niemożliwem. P o z n a n i e i n t u i c y j n e 
n i e w y m a g a ł o b y j e d n a k g war a n c j i p r a w d o m ó w- 
n o ś c i b o ż e j, złośliwy genjusz nie miałby nad niem żadnej 
władzy. 
Dlaczego? 
Stwierdzając fakt (por. końcowe zdanie z zacytowanego 
z 
 13-go l-ej części Principes ustępu), Descartes nie wyjaśnia 
go tutaj. Sama zaś definicja intuicji (zacytowana przez nas na 
końcu II-go rozdziału), lubo wykazuje ścisły związek intuicji i uwagi 
(mentis purae et attentae...), lubo zwraca uwagę na jej prostotę 
i na jej pochodzenie od "światła rozumu", nie 
yjaśnia jednak 
bliżej natury tego " światła" . 


l) Na końcu zacytowanego ustępu z Rozprawy powiedziane jest wy- 
raźnie, źe jasność i wyraźność są zupelnie niewystarczające bez prawdomów- 
ności bożej.
		

/00066.djvu

			62 


W każdym jednak razie "światło" mego rozumU skończo- 
nego i ograniczonego, nie może być fundamentem prawdy. Może 
to być tylko Światło wieczne i niezmienne nieskończonego Rozumu 
powszechnego, w którym, jak powie Malebranche, nasze umysły, 
jedynie zamieszkują l). 
"Poznanie intuicyjne jest rozświetleniem rozumu, przez które 
widzi on w Światłości Boga rzeczy, które podobało Mu się od- 
kryć przez bezpośrednie wrażenie jasności Bożej na nasz umysł, 
który w tern nie gra roli czynnej, ale przyjmuje jedynie promienie 
boskości" 2). 
Pozn.mie intuicyjne jest więc 
niejako partycypacją bezpośrednią 
boże m, a więc eo ipso nie potrzeba 
ności bożej. 
Zauważmy mimochodem,' iż ten punkt widzenia Descartes' a 
jest czysto iluminacjonistyczny, tembardziej że z drugiej strony 
i poznanie dyskursywne nie jest dlań właściwie niczem innem, 
jak tylko "wypływem (ecoulement) prawdomówności twórczej 
w nasz umysł" a). Wszelkie więc poznanie staje się dlań niejako 
objawieniem 4). 
Ale wróćmy do zagadnienia circulus'a, to jest do stosunku 
intuicji cogito' a i wypływającej zeń pierwszej reguły. metody do 
prawdomówności bożej, lub poprostu do stosunku kryterjllm oczy- 
wistości do kryterjum pn wdomówności bożej. Zagadnienie to, 
w oświetleniu przytoczonych powyżej tekstów, przedstawia SIę 
teraz znacznie prościej niż na początku i można pokusić się 
śmiało o jego rozwiązanie. 
Co do samego kryterjum oczywistości, to jest chyba jasnem, 
iż nie może być ono wystarczającem kryterjum dla wszystkich 
rodzajów prawd, s kor o p o t w i 
 r d z a m i j e d y n i e p r a w d ę 


ostatecznie dla Descartes' a 
w światłości - pożnaniu 
mu gwarancji prawdomów- 


l) Por. I. Entret. str. 39 (wydanie CoIin'a, Paris 1922). 
2) Ta czysto iluminacjonistyczna definicja intuicji znajduje się w liście 
Descartes'a do Miss Newcastle z marca (lub kwietnia) 1648. Wszystkie te 
myśli zostaną później dokladniej rozwinięte przez Malebranche'a w jego teorji 
"widzenia w Bogu" (por. Preface I y i Il-gi Entret. Metaph.), streszczającej 
się w powiedzeniu, że "wszystkie nasze ideje jasne są w Bogu, co do ich 
rzeczywistości myślnej (rea1ite inteHigible). Jedynie w Nim je widzimy". 
Sam Ma1ebranche przyznaje zresztą w przedmowie, iż jest :to usiłowanie dal- 
szego zastosowania zasad św. Augustyna. 
2) Jest to bardzo trafne powiedzenie Maritaina, Op. cit. str. 92. 
'I) Kwestję tę poruszaliśmy bliżej na końcu VIU-go rozdziału naszej 
dysertacji. Por. też Bordas-Demoulin: Le Cartesianisme (I, 29).
		

/00067.djvu

			;- 63 - 


m o i c h m y ś l i w c h w i I i, k i e d y jaj e p o j m u j ę. Sama 
oczywistość nie jest więc tym fundamentem, na którymby można 
wznieść wiedzę naprawdę prawdziwą i pewną. Nie osiągnę nigdy 
pewności stałej i absolutnej, jeśli nie uchwycę zasady, któraby 
mnie zapewniła o c z e m ś w i ę c e j, niż o prawdzie moich idei 
jasnych i wyraźnych o i s t n o ś c i a c h (essencjach). Zasada ta 
musi zapewnić mi prawo przejścia od poznania 
i s t n o ś c i d o s t w i e r d z e n i a i s t n i e ń (egzystencji)!). 
Zasadę tę znajduję dopiero w Bogu. Jego prawdomówność, 
gwarantując mi prawdziwość pamięci i wyobrażeń, nadaje dopiero 
całą siłę i moc zasadzie oczywistości, która w ten sposób może 
być stosowana do faktów. 
Widzimy więc, iż oba kryterja nie tylko że nie sprzeciwiają 
się sobie, nie tylko że nie dają powodu do zarzutu "circulus'a, ale 
że są one ściśle i organicznie ze sobą związane. Kry t e r j u m 
oczywistości jest niejako odbiciem epistemolo- 
g i c z n e m i s t o t n e g o, o n t o ł o g i c z n e g o kry t e r j u m 
p r a w d y - p r a w d o m ó w n o ś c i b o ż e j. Jasnem jest więc, 
że w porządku poznawczym kryterjum oczywistości będzie po- 
przedzało kryterjum prawdomówności bożej, w porządku jednak 
ontologicznym krytcrjum prawdomówności bożej będzie po- 
przedzać autorytet oczywistości. To też możemy zrozumieć 
Bouillier'a, który sądzi, IZ "circulus" jest tylko pozorny 
), 
a Boutroux zauważa dobitnie, iż chęć korzystania z autorytetu 
oczywistości, by podważać istnienie Boga, byłaby pozbawianiem 
honoru i czci samej oczywistości 11). Hamelin również zresztą 
zwraca uwagę na ścisłą łączność obu kryterjów, na niemożliwość 
rozdzielenia porządku poznawczego od porządku ontologicznego 
u takiego realisty, jakim jest Kartezjusz .). . 
I faktycznie u Descartes'a porządek poznawczy jest tylko 
partycypacją _ porządku ontologicznego, p r a w d a j e s t d l a ń 
b o w i e m t e m s a m e m, c o b y t 
'). Kryterjum oczywistości 
możnaby więc uważać niejako za partycypację kryterjum prawdo- 
mówności bożej, za jego epistemologiczne odbicie. Świadoma już 
siebie' przez "cogito" myśl nasza musi wznieść 'się do myśli abso- 


1) Por. Boutroux, Op. cit. 98, 104, 107-08. 
2) BouiIlier, l, 83 i następne. 
3) Op. cit. 108: ...( cela) "ne serait point autre chose que deshonorer 
I'evidence elle-mem'e", 
4) Ham. 140-142. 
..) Por. V. Med. str. 110: "la verite etant une meme chose avec 
l' etre".
		

/00068.djvu

			- 64- 


lutnej Boga wszechpotężnego i wszechprawdziwego, by znaleźć 
tam usunięcie zupełne wszelkich racji wątpienia, rękojmię osta- 
teczną swego poznania. Znając Boga, myśl nasza ma środek 
poznania wszystkich innych prawd, sposób "zdobycia wiedzy 
doskonałej, dotyczącej nieskończoności rzeczy" l). Nie znając zaś 
Boga, myśl nasza -nie być niczego pewna, nie może mieć żadnej 
"pewnej, prawdziwej wiedzy o jakiejkolwiek rzeczy, lecz tylko 
nieokreślone, niestałe mniemania" 2). 
Przez swą doktrynę prawdomówności bożej Kartezjusz stwier- 
dza dobitnie, iż Bóg tylko może usunąć ostateczną rację wątpie- 
nia, iż On jedynie jest rękojmią racjonalności bytu. "jest całkiem 
niemożliwem, żeby On był kłamcą i żeby nas zwodził. jest to 
pewniejszem niż wszystkieinne lu mina naturalia, a często nawet 
oczywistszem z powodu światła łaski" 3). . 
jak więc "cogito" było w systemacie Kartezjusza zbiciem 
sceptycyzmu i ufundowaniem spirytualizmu, tak doktryna prawdo- 
mówności bożej, będąc zbiciem ostatecznem hypotezy złośliwego 
genjusza z jednej strony, a stwierdzeniem racjonalności bytu 
z drugiej, jest w jego systemie zbiciem wszelkiego irracjonalizmu 
i ufundowaniem ostatecznem racjonalizmu. Dzięki prawdomówności 
bożej umysł ludzki może uchwycić rzeczywistość taką, jaką ona 
jest w sobie samej. ,. 


1) Por. V. Med. sb-. 114. 
2) Ibid. 113. 
::) II. Rep. 176.
		

/00069.djvu

			ZYGMUNT HERMAN 


o 


zagadnieniu 
estetycznej 


rzeczywistości 
u Lippsa 1) 


I. ZAGADNIENIE RZECZYWISTOŚCI ESTETYCZNEJ. 
Patrzę oto na obraz Hodlera, przedstawiający drwala. Mój 
stan psychiczny, w jakim się teraz znajduję jest taki, że gotów 
jestem nazwać go później postawą estetyczną. Patrzę bardzo 
uważnie, jestem "pochłonięty" obrazem. Czy "drwal", którego 
widzę, jest dla mnie w tej chwili rzeczywistym drwalem, takim, 
jak inny, co jada i pije i otrzymuje zapłatę za pracę, czy też ja 
zdaję sobie sprawę z tego, że widzę namalowanego na płótnie 
drwala?' Może waham się między jednem a drugiem? A może 
jest jeszcze inaczej, mianowicie: wiem dobrze, że patrzę na po- 
'dobiznę drwala, lecz w niej przedstawiam sobie rzeczywistego 
człowieka lub przyjmuję, zakładam "na niby", że jest to rzeczy- 
wisty "z krwi i kości" człowiek. Wreszcie, czy mój stan psy- 
chiczny nie dałby się opisać w następujący sposób: że oto ja 
widzę namalowanego drwala i wiem o tem, ale z mojem wy- 
obrażeniem spostrzegawczem kojarzy się wyobrażenie pochodne 
rzeczywistego drwala. 
Powiedzmy, że mój towarzysz, z którym wracam z wystawy 
obrazów, pyta mnie o b wszystko, a ja, dokonawszy analizy 
psychologicznej, odpowiadam: ani przez chwilę nie zdawało mi 
się, że widzę rzeczywistego drwala. Doskonale cały czas wie- 
działem, że mam przed oczyma podobiznę zrobioną z olejnej 
farby. Gdyby było inaczej, nie mógłbym zastanawiać się- 
a miało to miejsce - czy. ów namalowany drwal' jest w takiej 
pozycji, jak "prawdziwy", kiedy ścina drzewo. 


1) Studium niniejsze stanowi część pracy magisterskiej Uniwersytetu 
Warszawskiego, pozostawionej w rękopisie przez przedwcześnie zmarłeg'o 
Zygmunta Hermana (1905-29). 


5
		

/00070.djvu

			- 66 


Ale mój towarzysz zmusza mnie do myślenia. Przypomina 
mi, jak na wystawie wyraziłem się, patrząc na obraz Hodlera, 
że "czuję wysiłek tego drwala" i pyta, o czyim wysiłku mówi- 
łem. Czy o wysiłku namalowanego drwala? Wszakże namalo- 
wany drwal - podobizna - nie może się wysilać, jak nie może 
się smucić lub radować. T o potrafi tylko rzeczywisty człowiek. 
Czy mówiąc o tym oto wysiłku, wierzyłem, że mówię o czemś. 
isłniejącem tak, jak wierzę, że istnieje ten tutaj smutek dziecka, 
które obok mnie stoi i płacze; czy też zdawałem sobie sprawę, 
że mówię o czemś, co nie istnieje, a co. ja tylko przedstawiam 
sobie. A może było jeszcze jakoś inaczej? 
Podobnie, czy wierzę, kiedy jestem pochłonięty sztuką 
teatralną, że ten oto mężczyzna czarny i kędzierzawy to Otello, 
czy też pamiętam wciąż, że to pan Stępowski, artysta dramaty- 
czny, udając Otella. 
Podobnie, gdy u siebie w domu czytam utwór Szekspira 
i niechcący przewiduję, jak postąpi Otello, czy myślę o "praw- 
dziwym", "rzeczywistym" człowieku, czy też cały czas zdaję so- 
bie sprawę, że chodzi tu o sprawę, że chodzi tu o postać tylko 
przedstawioną, "nierzeczywistą". A może z włąsnej woli, świa- 
domie łudziłem się lub może zakładałem "na niby", że mam do 
czynienia z murzynem takim, jak inni, których oglądam czasem 
w orkiestrze kawiarnianej, tylko, że bardziej interesującem i na 
wyższem stanowisku. 
T akie pytania składają się dla estetyki na zagadnienie, 
które nowocześni estetycy niemieccy nazywają zagadnieniem 
"rzeczywistości estetycznej" (asthetischer Wirklichkeit), "pozoru 
estetycznego" (asthetischer Schein) lub "złudzenia estetycznego" 
(iisthetische Tauschung). W pracy niniejszej nazywać będę za- 
gadnienie, o którem mowa, zagadnieniem "rzeczywistości estety- 
cznej", ile że nazwa ta z pośród wymienionych wyżej najmniej 
sugeruje odpowiedź na samo zagadnienie. 
Zagadnienia rzeczywistości estetyczne,i nie należy mieszać 
z rozmaitemi pokrewnemi zagadnieniami z teorji poznania. Za- 
gadnienie nasze jest zagadnieniem psychologicznem, ściślej zaga- 
dnieniem psychologji estetycznej, zatem - działu estetyki. 
Przytoczone powyżej przykłady ("Drwal" Hodlera, "Otello") 
wskazują, że chodzi o przeżycia estetyczne w obcowaniu z dzie- 
łami sztuki. Zgóry zaznaczam dla uniknięcia nieporozumień, że 
w odniesieniu do tych tylko przeżyć zajmę się zagadnieniem rze- 
czywistości estetycznej. Tu ono jaskrawo występuje. A, czy 
.
		

/00071.djvu

			67 - 


występuje i jak się przedstawia ze względu na pozostałe prze- 
życia estetyczne, to zostawiam poza granicami niniejszej pracy. 
Przytoczone powyżej przykłady ("Drwal" Hodlera, "Otello") 
Illogą nasunąć myśl, że zagadnienie rzeczywistości estetycznej 
aktualne jest w tych przypadkach, kiedy obcujemy z dziełami 
t. zw. sztuki "konkretnej", t. j. - zgrub a powiedziawszy- 
"przedstawiającemi" przedmioty lub kombinacje przedmiotów 
lub kombinacje przedmiotów rzeczywistych, zdarzeń rzeczywistych; 
nie ma natomiast ono miejsca w przypadkach obcowania z dzie- 
łami sztuki "abstrakcyjnej", więc z dziełem architektury, z melo- 
dją grzmotów, deszczu lub pienia słowików, z ornamentem, któ- 
rego elementy nie przedstawiają ani kwiatów np., ani nawet po- 
staci fantastycznych, centaura czy syreny. Kiedy siedzę w ki..: 
nie i widzę na ekranie "groźną" powódź, może mnie ktoś 
w czasie antraktu z sensem pytać, czy to, na co patrzałem, wy- 
dawało mi się choćby przez chwil kilka rzeczywistą powodzią, 
czy byłem wciąż świadkiem tego, że widzę podobiznę powodzi. 
Lecz o cóż analogicznego zapytać mnie można, gdy patrzę 
z upodob
niem na pałac łazienkowski lub gdy słucham fugi 
Bacha? 
A jednak dla niektórych estetyków, zwłaszcza dla Lippsa, 
zagadni
nie rzeczywistości estetycznej występuje rówmez ze 
względu na przypadki obcowania ze sztuką abstrakcyjną. Dzięki 
czemu ono tam dla owych estetyków występuje, to wyjaśnimy 
w rozdziałach następnych. 


II. O TRZECH ODMIANACH ZAGADNIENIA RZECZYWISTOŚCI 
ESTETYCZNEJ. 


. Kiedy patrzę w postawie estetycznej na obraz, przedsta- 
wiający wnętrze pokoju, obraz namalowany według praw per- 
spektywy, zagadnienie rzeczywistości estetycznej dotyczy zmian, 
głębi przestrzennej. Cży przestrzeń przedstawiona na płótnie, 
jest dla mnie taką przestrzenią, jak przestrzeń pokoju, w które m 
się znajduję i oglądam obraz, krótko: czy jest przestrzenią rze- 
czywistą? Czy przeciwnie, wygląda mi tylko na taką, ale ja 
wiem, że to złudzenie. 
Kiedy oglądam obraz Hodlera, zagadnienie rżeczywistości 
estetycznej dotyczy m. in. bryły. Czy ów namalowany drwal 
jest bryłą (człowiek jest bryłą), czy przeciwnie, wygląda mi na 
bryłę, ale ja wiem, że to tylko złudzenie bryły. Rzeźba mar- 
muroWa jest naprawdę bryłą. \ Jeżeli przedstawia człowieka, mogę
		

/00072.djvu

			68 - 


pytać kogoś, kto na nią w postawie estetycznej patrzy, czy 
marmur jest dla niego ciałem ludzkiem, czy tylko wygląda mu 
na ciało, lecz on wie, że to złudzenie. A może jeszcze inaczej 
należy jego stan psychiczny opisać. 
W takich i podobnych wypadkach mówię o zagadnieniu 
fizycznej rzeczywistości estetycznej. 
Człowieka patrzącego na rzeźbę Michała Anioła, na "Moj- 
żesza", mogę zapytywać o to, czy mówiąc o gniewie, jaki wy- 
raża rzeźba, ma na myśli rzeczywisty gniew, czy tylko przed- 
stawia sobie "na niby" l'zeczywisty gniew w rzeźbie. 
W takich i podobnych wypadkach mówię o zagadnieniu 
psychicznej rzeczywistości estetycznej. 
Wreszcie: jestem człowiekiem, który nigdy w życiu nie 
animizuje roślin, ani bezwiednie, ani świadomie, gdyż bardzo 
silnie wkorzeniony mam pogląd, że roślina jest organizmem po- 
zbawionym życia psychicznego. Oto pokazują mi realistyczny 
obraz, przedstawiający roślinę. Ze względu na ten przypadek 
możemy mówić wprawdzie o zagadnieniu fizycznej, lecz nie 
o zagadnieniu psychicznej rzeczywistości estetycznej. Ja bowiem 
jestem właśnie tym, dla kogo rzeczywista roślina, którą należy 
podlewać, nie posiada nigdy przeżyć psychicznych, aczkolwiek 
żyje, bedąc organizmem. Lecz ponieważ dla mnie rzeczywista 
roślina żyje pomimo, że sądzę, iż nigdy niczego nie pożąda, nigdy nie 
cieszy się lub cierpi, przeto można postawić mi z sensem pytanie: 
Czy ta namalowana roślina, którą dopiero co oglądałeś 
w postawie estetycznej, żyła dla ciebie choćby przez chwilę, 
jak żyje roślina, która więdnie bez wody i słońca; czy tyle wy- 
glądała ci na żyjącą, a tyś cały czaS wiedział, że ona jeno tak 
wyglądała, lecz naprawdę nie żyje? 
W takich wypadkach, jak ostatnio opisany t. j. w wypad- 
kach, kiedy jest mowa o rzeczywistości, nierzeczywistości lub 
pozorze życia - lecz nie życia psychicznego - w treści dzieła 
sztuki, w takich wypadkach mówię o zagadnieniu organicznej lub 
witalnej rzeczywistości estetycznej. 


III. ZAGADNIENIE RZECZYWISTOŚCI ESTETYCZNEJ U T. LlPPSA.l) 
a) I d e a l n ość e s t e t y c z n a. 
Przedmiotem estetycznym w dziele sztuki jest nietylko to, 
co objekty wnie w niem, ale i to, co w niem tkwi dla nas. 
J) Lipps: "Asthetik", tom II, 1920 oraz "Asthetik" (art. umieszczony 
"Systematische Philosophie") 1907.
		

/00073.djvu

			69 - 


Np. Gdy oglądamy rzeźbę, przedstawiającą cierpiącego człowieka, 
przedmiotem estetycznym jest nietylko tak a tak ukształtowany 
marmur, ale również to, co ów marmur przedstawia, na co nam 
wygląda, t. j. cierpiący człowiek. W każdem dziele sztuki mo- 
żemy wyróżnić: 1) to, co jest zmysłowe i objektywnie istnieje 
(np. marmur, plamy barwne, słowa wydrukowane lub wypowia- 
dane, dźwięki melodji) i 2) to, co tkwi dla nas w owych danych 
zmysłowych, t. j. treść dzieła sztuki (np. człowiek cierpiący, 
nastrój). Jedno i drugie składa się na przedmiot estetyczny. 
Dzieło sztuki rozważać mogę z rozmaitych punktów widzenia, 
np. z historycznego, gospodarczego, finansowego i in. Od 
wszystkich tych postaw wobec dzieła sztuki różni się zasadniczo 
postawa estetyczna. Z historycznego punktu widzenia zajmuje 
mnie to, czego dzieło sztuki może mnie nauczyć, z finansowego 
laka jest cena i t. d. We wszystkich pozaestetycznych posta- 
wach wobec dzieła sztuki - twierdzi Lipps - wychodzę poza 
dzieło sztuki jako takie, poza to, jak ono jest mi dane. Postawa 
estetyczna odznacza się tem, że w niej nie wychodzę poza dzieło 
sztuki jako takie. l) W takiej charakterystyce postawy estetycz- 
nej zawarte jest i to, że nie pytam w postawie estetycznej o rze- 
czywistość lub nierzeczywistość tego, co widzę. Gdy bowiem 
pytam o to, wychodzę już właśnie poza przedmiot jako taki. Ża- 
den przedmiot jako taki nie zmienia się przez to, że należy lub 
nie należy do rzeczywistości. Krótko: Ogląd estetyczny jest 
oglądem, który pozostaje poza rzeczywistym zagadnieniem rze- 
czywistości. 
) 
Lecz nietylko nie pytam o rzeczywistość lub nierzeczywistość 
tego, co oglądam; nie pytam również o związek tego z światem 
rzeczywistym, nie myślę o żatlnym stosunku oglądanej rzeczy 
do świata rzeczywistego. 
T o, co się rzekło o postawie estetycznej, dotyczy zarówno 
elementów zmysłowych, konkretnych. dzieła sztuki, jak i treści 
jego. Kiedy patrzę w postawie estetycznej na marmurowy posąg 
cierpiącego człowieka, nie tylko nie myślę o tem, jaki gatunek 
marmuru mam przed oczyma, lub z jakich kamieniołomów przy- 


1) Powyższa charakterystyka postawy estetycznej jest bardzo zbli- 
żona do kantowskiego pojęcia "bezinteresowności" w postawie estetycznej. 
2) Termin "ogląd" jest tu użyty w znaczeniu szerszem, niż np. u este- 
tyków, reprezentujących formalizm estetyczny_ Oglądam nietylko elementy 
konkretne, zmysłowe dzieła sztuki, ałe i treść dzieła sztuki, np. gniew Moj- 
żesza w rzeźbie Michała Anioła.
		

/00074.djvu

			- 70 


puszczalnie ten marmur pochodzi lecz rówmez nie myślę o tem, 
czy mam do czynienia z rzeczywistym człowiekiem i czy naprawdę 
on cierpi; nie przychodzi mi na myśl ani, że jest to rzeczywisty, 
cierpiący człowiek, ani, że nierzeczywisty. Podobnie, nie przy- 
chodzi mi na myśl w postawie estetycznej ani to, że w melodji, 
którą słyszę, naprawdę tkwi nastrój, ani to, że w rzeczywistości 
go tam niema. W postawie estetycznej umieszczam przedmiot 
estetyczny w sferze, w której o rzeczywistości lub nierzeczy- 
wistości wogóle niema mowy, w sferze zupełnie obcej zagadnieniu 
rzeczywistości i w tym sensie czysto idealnej. W postawie este- 
tycznej wyrywam niejako przedmiot estetyczny, jaki tworzy dla 
mnie dzieło sztuki, ze świata rzeczywistości. Przedmiot este- 
tyczny stanowi dla odbiorcy świat nawskroś dla siebie, stojący 
absolutnie poza wszelkim realnym światem,. świat, niemający żad- 
nego miejsca w rzeczywistej przestrzeni. 
. T en stan rzeczy nazywa Lipps "estetyczną idealnością" 
przedmiotu estetycznego (die "asthetische Idealitat" des asthetischen 
Objektes). 


b. P r z e d m i o t o w ość e s t e t y c z n a. 
. Pojęcie "estetycznej idealności" bynajmniej nie orzeka, że 
treść dzieła sztuki nie posiada bytu, nie istnieje. Byt treści dzieła 
sztuki polega na tem,' że ona jest mi dana, że ona przeciwstawia 
mi się jako coś zupełnie odemnie niezależnego. Idealny świat 
sztuki oddzielony jest nietylko od realnego świata rzeczy, lecz 
również od wszystkiego tego, co po za światem sztuki posiada 
dla mnie idealną egzystencję - od mojej fantazji, moich marzeń, 
od mych historycznych reminiscencji. Gniew, jaki tkwi w "Moj- 
żeszu" Michała Anioła, jest tal": niezależny odemnie, jak ruch 
gwiazd. Ów gniew jest dla mnie faktem, faktem nie dla mego 
rozumu, ale dla mojego wrażenia. Treść dzieła sztuki jest mi 
niewątpliwie dana. Skoro nie pytam, czy ona rzeczywiście w dziele 
sztuki istnieje, czy nie, nie mogę również wątpić o tem. 
Bywa, że spieram się z kimś o to, jak zachowuje się bo- 
hater danej powieści w określonej sytuacji. Spieram się, acz- 
kolwiek dobrze wiem, że osoba z powieści nigdy nie istniała 
i nie istnieje. Ale kiedy powiadam, że tak a tak zachowuje się 
Judym, rozstając się Z Joasią, nie mam na myśli tego, że Że- 
romski, tworząc "Ludzi Bezdomnych" nadał Judymowi w swojej 
wyobraźni taki właśnie sposób zachowania się. Nie o Żeromskim 
mówię, spierając się z kimś o Judyma, lecz o osobie powieści.
		

/00075.djvu

			71 - 


Żeromski I lego czynnosc wyobrażania sobie należą do prze- 
szłości; ja zaś mówię o teraźniejszości, mianowicie o bezczaso- 
wej teraźniejszości, do której należy raz na zawsze osoba powieści 
od chwili, kiedy ją stworzył artysta. 
Mówię, o Judymie jako o czemś istniejącym. Osoba po- 
wieści należy do świata pewnej swoistej rzeczywistości, "este
 
tycznej rzeczywistości". Podobnie człowiek, przedstawiony w obra- 
zie lub nastrój melodji; życie, jakie tkwi dla mnie w kolumnie; 
gra sił w linjach ornamentu. 
Ten stan rzeczy nazywa Lipps "przedmiotowością este- 
tyczną" (die "iisthetische Objektivitiit"). Sens pojęcia przed- 
miotowości jest następujący: Aczkolwiek treści dzieła sztuki 
przysługuje "idealność estetyczna", to przecież treść owa ma dla 
mnie swoisty, niezależny odemnie byt; l) byt jej polega na tern, 
że ona jest mi dana i że ja nie wątpię o jej istnieniu. Wtem 
miejscu należy dodać: Nie "pomimo" lecz właśnie dzięki temu, 
że treści dzieła sztuki przysługuje idealność estetyczna, przysłu- 
guje jej również "estetyczna przedmiotowość". 


c. P r a w d a e s t e t y c z n a. 
Sensem pojęcia "idealności estetycznej" jest m. in. i to, 
że w postawie estetycznej zupełnie nie myślimy o żadnym sto- 
sunku przedmiotu estetycznego do świata rzeczywistości. Gdyby 
tak faktycznie było, zgoła zagadkowe stałyby się takie fakty, 
jak np. to, że kiedy czytamy powieść naturalistyczną, rażą nas 
w niej zdarzenia nieprawdopodobne lub, że ktoś, oglądając swój 
własny portret, wykonany przez Witkiewicza junjor'a, denerwuje 
się z powodu umiejscowienia oczu na brzuchu, a pępka na czole. Bywa, 
że w teatrze po momencie wzruszenia dzielimy się ze znajomym 
sąsiadem uwagą: "ale to jest papierowa postać". Żywy człowiek 
nigdyby tak nie postąpił. Byliśmy wzruszeni, pochłonięci sztuką, 
lecz nagle nas coś zraziło.- We wszystkich tych przypadkach 
porównaliśmy treść dzieła sztuki z odpowiednim wykrawkiem 
rzeczywistości; mieliśmy na myśli jakiś stosunek przedmiotu este- 
tycznego do świata rzeczywistości. 


1) Oczywiście, nie chodzi tu o niezależność w tym sensie, w jaki
 
mówią o niezależności przedmiotu od podmiotu doktryny epistomologiczne, 
np. realizm epistemologiczny. Lipps nie twierdzi, że treść dzieła sztuki 
objektywnie istnieje i wtedy, gdy nikt na nie nie pahzy. Lipps ma na myśli 
fakt, że treść dzieła sztuki wydaje się widzowi w postawie estetycznej jako 
coś istniejącego niezależnie od niego.
		

/00076.djvu

			-72 


Przypadki o jakich powyżej była mowa, nie grożą Lippsa 
pojęciu idealności estetycznej. Lipps ma je na uwadze i poświęca 
im obszerną analizę. 
Właśnie dlatego, twierdzi Lipps, że warunkiem czystej po- 
stawy estetycznej jest brak jakiejkolwiek myśli o rzeczywistości 
treści dzieła sztuki lub o stosunku jej do świata realnego, muszą 
dzieła sztuki niektórych gatunków pozostawać w określonym 
stosunku do świata realnego. Wyjaśni to przykład. 
Powiedzmy, że staję przed jakimś portretem i przychodzi 
mi na myśl, że jest to portret mego znajomego, pana X. 1Po 
ułamku sekundy spostrzegam, że w portrecie niema "podobień- 
stwa". Pan X inaczej wygląda. Porównywając w myślach to, 
co mi dane jest w portrecie z rysami rzeczywistego mego zna- 
jomego, stwierdzam, że ma zupełnie inne brwi i wykrój oczu. 
Postawa moja nie jest postawą estetyczną; "wychodz«" po za to, 
co w portrecie jest mi dane, uświadamiam sobie, że to, co aktu- 
alnie widzę, nie jest rzeczywistym panem X. 
Ale oto dowiaduj« się, że artysta nie zna wcale mego zna- 
jomego i nigdy nie miał nawet zamiaru portretowania go. Teraz 
potrafi« już zająć postaw« estetyczną. Przedewszystkiem przestaję 
porównywać portret z panem X; po kilku chwilach znika z mojej 
świadomości jakakolwiek myśl o tem, że treść portretu jest rze- 
czywista, że nierzeczywista, że wygląda na rzeczywistość i t. p. 
T reść portretu poprostu jest mi dana jako coś ode mnie nieza- 
leżnego i w tym sensie istnieje dla mnie. 
Cóż to si« działo ze mną, gdy, stanąwszy przed portretem 
pomyślałem, że jest to portret pana X? "oczekiwałem" wówczas, 
że znajdę w obrazie określone rysy, znane mi z rzeczywistości. 
Lecz moje oczekiwanie nie zostało zaspokojone. Wówczas ude- 
rzył mnie brak zgodności obrazu z rzeczywistością. 
Jaki powinien być obraz, żeby nie doszło do opisanego 
powyżej stanu rzeczy? Jaki powinien być obraz, umożliwiający 
niezakłóconą niczem postaw« estetyczną? 
Powinien posiadać pewną zgodność z rzeczywistością. Nie 
po to, aby umożliwić widzowi jakiekolwiek rozpoznawanie, lecz 
po to, aby nie budzić w nim żadnego takiego oczekiwania, że 
coś rozpozna, jakie bezpośrednio nie zostaje zaspokojone. Wi«- 
cej: obraz powinien nie wzbudzać w nas wogóle żadnego ocze- 
kiwania zgodności z rzeczywistością. Gdyż wszelkie takie ocze- 
kiwanie jest myślą o rzeczywistości. Lecz obraz nie wzbudza 
żadnego oczekiwania wówczas, gdy wszelkie możliwe oczekiwanie
		

/00077.djvu

			---;- 73 - 


bezpośrednio zaspakaja. Nie pytamy wcale, czy zgodność z rze- 
czywistością w obrazie istnieje, gdy ona właśnie bezpośrednio 
w nim i istnieje; nie szukamy jej, gdy odrazu mamy ją daną. 
Krótko: niektóre dzieła sztuki muszą posiadać pewną zgodność 
z rzeczywistością po to, aby nie posiadały jej dla naszej świa- 
domości t. j. aby nie prowokowały nas do żadnego pytania, 
a zatem również do żadnej odpowiedzi na temat stosunku dzieła 
sztuki do rzeczywistości. 
Ten warunek nazywa Lipps warunkiem prawdy estetycznej 
(die asthetische Wahrheit). Dzieło sztuki, które powinno posia- 
dać prawdę estetyczną, a nie posiada jej, uniemożliwia nam lub 
przynajmniej zakłóca postawę estetyczną. 
Nie wszystkie dzieła sztuki obowiązuje prawda estetyczna; 
a z tych, które obowiązuje ona, nie wszystkie obowiązuje w róż- 
nym stopniu. Przedewszystkiem te dzieła sztuki powinny speł- 
niać warunek prawdy estetycznej, które łatwo mogą nas spro- 
wokować do porównywania ich ze światem rzeczywistym, a tem 
Samem do uświadamiania sobie nierzeczywistości treści, jaka 
w nich tkwi dla nas; więc przedewszystkiem dzieła sztuki, które 
coś przedstawiają, "konkretne" dzieła sztuki. W zakresie tych 
bardziej obowiązuje prawda estetyczna np. naturalistyczny obraz 
lub historyczną powieść, niż fantastyczny obraz lub bajkę. (Bajka 
winna się stosować tylko do ogólnych praw rzeczywistości). 
W minimalnym stopniu obowiązuje prawda estetyczna niektóre 
z gatunków sztuki abstrakcyjnej np. architekturę. Dzieło archi- 
tektury obowiązuje zgodność z najogólniejszemi prawami mecha- 
niki rzeczywistości, jakie znamy z doświadczenia; ta zgodność 
powinna być nam w dziele architektury dana, abyśmy nie musieli 
uświadamiać sobie ani jej obecności, ani braku. 
Zupełnie nie obowiązuje prawda estetyczna np. muzyki. 
Ze względu na muzykę niema sensu mówić o prawdzie estetycz- 
nej. Melodja rządzi się swemi własnemi prawami muzycznemi, 
a nie prawami, zaczerpnięte mi ze świata otaczającego nago 


e. Uwagi krytyczne. 
Odpowiedź Lippsa na zagadnienie rzeczywistDści estetycznej 
jest "ryczałtową" odpowiedzią na wszystkie trzy odmiany tego 
zagadnienia. Zarazem jest "ryczałtową" odpowiedzią na zagad- 
nienie rzeczywistości estetycznej zarówno ze względu na sztuki 
konkretne, jak i ze względu na sztuki abstrakcyjne.
		

/00078.djvu

			- 74- 


Wydaje si« że każdy, kto twierdzi, iż dzieło sztuki nie- 
przedstawiające istoty żywej, nie musi posiadać dla nas treści 
życiowej, aby stać si« przedmiotem przeżycia estetycznego, po- 
winien tu w konsekwencji postawić Lippsowi dwa zarzuty. 
1) Zagadnienie psychicznej lub witalnej rzeczywistości este- 
tycznej ma racj« bytu tylko ze względu na przypadki obcowania 
z dziełami sztuki, przedstawiającemi istoty żywe. 
2) Zagadnienie rzeczywistości estetycznej wogóle nie ma 
racji bytu ze wzgl«du na dzieła sztuki abstrakcyjnej. 
Lecz nie powinno si« stawiać Lippsowi tych zarzutów nawet 
ze stanowiska powyżej opisanego. Wystarczy bowiem istnienie 
kilku osób, które w przeżyciu estetycznem wkładają w dzieła 
sztuki, nieprzedstawiające istot żywych, treść życiową, aby móc 
mówić o zagadnieniu. psychicznej lub witalnej rzeczywistości este- 
tycznej również ze wzgl«du na te właśnie dzieła sztuki. 
Trudno jest wydać ocenę rozwiązania zagadnienia rzeczy- 
wistości estetycznej, jakie znajduje się w estetyce Lippsa. Roz- 
wiązanie to bowiem posługuje się więcej przenośniami, niż po- 
jęciami psychologji. Lipps przyjmuje, że istnieje dla nas świat 
specyficznej rzeczywistości estetycznej, świat, który jak gdyby 
"spadł z nieba", będący nieskończenie daleko od nas (ile że po- 
za zwykłym światem l-ealnym) i żarazem nieskończenie blisko 
(bo w postawie estetycznej żyjemy w nim). Jest w tem dużo 
poezji, ale trudno to zrozumieć; trzeba się tu raczej "wczuwać". 
Pomimo wszystko przenośnie Lippsa chwytają do pewnego stop- 
nia jakiś składnik przeżycia estetycznego przynajmniej wobec 
niektórych dzieł sztuki, zwłaszcza - sztuk teatralnych, kinema- 
tograficznych i utworów literatury pięknej. 
Według Lippsa w postawie estetycznej nigdy nie "pytamy" 
czy przedmiot jest rzeczywisty, czy nierzeczywisty. Ale na tem 
nie koniec; Lipps twierdzi, że ten stan rzeczy jest czemś swo- 
istem dla przeżyć estetycznych. I tu nasuwa się sprzeciw; mimo- 
woli chce się wykrzyknąć: Na litość boską! Czyż w cod7.iennem 
zwykłem zachowaniu się zawsze pytamy o rzeczywistość przed- 
miotów otoczenia? Czy żawsze przynajmniej, myślimy o tem, że 
one są rzeczywiste lub nierzeczywiste? Czy zawsze, ilekrość 
zapalam papierosa, uświadamiam sobie, że oto zapalam rzeczy- 
wistego papierosa, że "naprawdę" go zapalam? Introspekcja 
daje odpowiedź przeczącą.
		

/00079.djvu

			75 - 


IV. 


Nie było celem mme]szej pracy rozwiązanie zagadnienia 
rzeczywistości estetycznej. Jeżeli przeto, kończąc pracę, pozwa- 
lam sobie jednak na własną, krótką odpowiedź na rzeczone 
zagadnienie, to uważam tę odpowiedź tylko Za prowizoryczną. 
Dotyczy ona jedynie przypadków obcowania z dziełami sztuki 
konkretnej. Odpowiedź moją przedstawię schematycznie. 
Weźmy pod uwagę np. sztukę teatralną. Oto podnosi się 
kurtyna. Widz świadom jest tego, że to, co za chwilę ujrzy, 
będzie akcją sztuki, że przed jego oczyma będzie się coć roz- 
grywało nie "na serjo". Nazwijmy ów moment początkowym. 
Można zresztą mówić nie o momencie, a o stadjum początkowem, 
trwającem krócej lub dłużej, dopóty, dopóki widz nie zostanie 
"pochłonięty" przez sztukę. 


Boczne pole świadomości. Centrum świadomości. 
A: 
Sądy wydane, orzekające bez- 
pośrednio lub pośrednio o "nie- 
Studjum początkowę. rzeczywistości" treści dzieła 
sztuki. Po pewnym czasie sądy 
te schodzą na brzeg pola świa- 
domości. 
- 
B: 
Właściwe przeżycie Sądy przedstawione na temat 
A. treści dzida sztuki (np.: oto 
. estetyczne. Otello; oto dusi teraz Desde- 
demonę). 
A: 
Przerwa w przeżyciu este- Sądy wydane. Np.: Czemu ja 
tycznem, (postawa Się przejmuję! To wszystko 
poza- przecież tylko fikcja, lub: Stę- 
estetyczna). powski jest dobrze ucharakte- 
ryzowany. Lub podobne sądy. 
Właściwe przeżycie A. B. 
estety
zne.
		

/00080.djvu

			-76 - 


W przeżyciu estetycznem element "A" nie jest wprawdzie 
w centrum świadomości, ale nigdy całkowicie z niej nie znika. 
Element "A" może być mniej lub więcej uświadamiany t. j. może 
być mniej lub wi«cej zbliżony do brzegu pola świadomości; ist- 
nieją pod tym wzgl«dem duże różnice, zależne od rodzaju dzieła 
sztuki i struktury psychicznej "odbiorcy". Zachodzi nast«pująca 
korelacja: 
Im bardziej zbliżony jest element "A" do brzegu pola 
świadomości, tem bardziej sądy przedstawione na temat tresci 
dzieła sztuki (element "B") wykazują tendencj« do przeistoczenia 
si« w odpowiednie sądy wydane. I odwrotnie: Im mniej zbli- 
żony jest element "A" do brzegu pola świadomości, tern słabszą 
element "B" wykazuje tendencję do zyskania momentu wiary) 
przekonania. 
Elęment "A" jest mniej lub wi«cej zbliżony do brzegu pola 
świadomości zależnie od rodzaju dzieła sztuki. Zależność t« 
można zgrubsza ująć w nast«pującym schemacie: 


Element "A" więcej 
zbliżony do brzegu 
pola świadomości. 
Element "A" mniej 
zbliżony do brzegu 
pola świadomości. 


Teatr. 
Kinematograf. 
Powieść. 
Poezja. 
Sztuki plastyczne 
(nieabstrakcyjne). 


Naturalizm. (Rodzaje 
przejściowe mi«dzy 
naturalizmem a rea- 
lizmem nienaturali- 
stycznym). Realizm 
nienaturalistyczny. 


Również ze wzgl«du na jedno i to samo dzieło sztuki ele- 
ment "A" zbliża si« mniej lub więcej do brzegu pola świadomości 
zależnie od poszczególnych cżęści dzieła sztuki. Tak np. w na- 
turalistycznej sztuce teatralnej mniej prawdopodobna sytuacja 
z reguły niemal oddala element "A" od brzegów pola świado- 
mości, zbliżając go do jej centrum) a może nawet wytrącić widza 
z przeżycia estetycznego. 
Powyższą odpowiedź na zagadnienie rzeczywistości este- 
tycznej oparłem na autointrospekcji i kilku wywiadach.
		

/00081.djvu

			ST ANISŁA W LEŚNIEWSKI. 


o podstawach matematyki. 


(Ciąg dalszy.) 


1 ROZDZIAŁ VI. 


Aksjomatyka "ogólnej teOlji mnogości", pocbodzqca z r. 1918. 


Podane wyżej aksjomaty III i IV mojej "ogólnej teoyji mnogości" 
zostały sformułowane przy pomocy wprowadzonego uprzednio- 
w definicji II - terminu "klasa", wzmiankowana zaś definicja II 
została sformułowana przy pomocy wprowadzonego uprzednio- 
w definicji I - terminu "ingredjens". Sytuacja taka zaczęł{l mię 
razić z biegiem czasu. W r. 1918 zastanawiałem się nadróżnemi 
możliwemi układami aksjomatów "ogólnej teorji mnogości", któ- 
reby były wszystkie sformułowane przy pomocy terminu podsta- 
wowego "część" i nie zawierały żadnych terminów, wprowadzo- 
nych w ramach rozważanej teorji przy pomocy definicyj. W trakcie 
tych rozważań przekonałem się, iż otrzymałbym "ogólną teorję 
mnogości", równoważną z teorją: którą wykładałem w rozdzia- 
łach IV i V, gdybym, jako takie właśnie aksjomaty swojej teorji, 
sformułowane przy pomocy terminu podstawowego "część" i nie 
zawierające żadnych terminów, wprowadzonych w ramach rozwa- 
żanej teorji przy pomocy definicyj, przyjął tezy, stwierdzające 
odpowiednio, że-, 


1 Ważniejsze z blędów dl'ukarskich rozdziału li: (Prz. Fil.. R. 32. Z. I-II.) 
Str.. Wiersz. Wydrukowano: Miało być: 
82 2 "O" ,,( O" 
34 "est" ,.iest" 
40 ,,- "R_u 
32 "est" "jest" 
5 ttaks/' "z aks." 
39 


88 
92 
95 
98 


n' 


n.
		

/00082.djvu

			- 78 -- 


(A) jeżeli P jest częścią p-tu Q, to Q nie jest częścią p-tu P, 
(B) jeżeli P jest częścią p-tu Q, oraz Q jest częścią p-tu 
R, to P jest częścią p-tu R, 
(C) jeżeli każde a jest tym samym przedmiotem, co P, lub 
częścią p-tu P, każde a fest tym samym przedmiotem, co Q, lub 
częścią p-tu Q, oraz przy wszelkiem R -, jeżeli R jest częścią 
p-tu P, lub R jest częścią p-tu Q, to pewien przedmiot, będący 
tym samym przedmiotem, co R, lub częścią p-tu R, jest a lub 
jest częścią pewnego a, to P jest Q, 
oraz, 


(D) jeżeli pewien przedmiot jest a, to przy pewnem P- 
(przy wszelkiem Q -, jeżeli Q jest a, to Q jest tym samym 
przedmiotem, co P, lub jest częścią p-tu P) i przy wszelkiem 
Q -, jeżeli Q jest częścią p-tu P, to pewien przedmiot, będący 
tym samym przedmiotem, co Q, lub częścią p-tu Q, jest a lub 
jest częścią pewnego a), 
terminy zaś "ingredjens" i "klasa" wprowadził przy pomocy de- 
finicyj, ustalających odpowiednio, iż- 
(E) P jest ingredjensem p-tu Q wtedy i tylko wtedy, gdy 
p jest tym samym przedmiotem, co Q, lub jest częścią p-tu Q, 
oraz 


(F) P jest klasą p-tów a wtedy i tylko wtedy, gdy (p jest 
przedmiotem, (przy wszelkiem Q -, jeżeli Q jest a, to Q jest 
ingredjensem p-tu p) io przy wszelkiem Q -, jeżeli Q jest ingred- 
jensem p-tu P, to pewien ingredjens p-tu Q jest ingredjensem 
pewnego a) 1 : 


1 Wobec stwierdzonego już faktu, że warunki 
 i Oj def. II pociągają 
za sobą na gruncie mojej "ogólnej teorji mnogości" warunek a (por.: Przegląd 
Filozoficzny, rocznik 32, zeszyt l-II, Stanisław Leśniewski, O podstawach 
matematyki, str. 64, odnośnik 1), zacząłem się przy wprowadzaniu terminu 
"klasa" posługiwać definicją F zamiast def. II. Warunki Go i Oj są obu defi- 
nicjom wspólne. Zamiast warunku 
 def. II występuje w def. F warunek 
słabszy, że przy wszelkiem a -, jeżeli a jest a, to a jest ingredjensem 
p-tu P. \Varunek ten w połączeniu z warunkiem Oj nie pociąga już za sobą 
warunku (1., jak to widać np. z faktu, że- 
przy wszelkiem a --, jeżeli a jest okrągłym kwadratem, to a jest 
ingredjensem okrągłego kwadratu, 
oraz 


przy wszelkiem a -, jeżeli a jest ingredjensem okrągłego kwadratu, 
to pewien ingredjens p-tu a jest ingredjensem pewnego okrągłe!!,o kwądratu, 
gdy tymczasem nie (okrągły kwadrat jest przedmiotem). (Por. tu przykłady 
do def. II.)
		

/00083.djvu

			;- 79 - 


Że na gruncie teorii, którą wykładałem w rozdziałach IV i V, 
dają się otrzymać odpowiedniki wszystkich tez, jakie dają się 
otrzymać na gruncie nowej teorji, opartej na aksjomatach A -- D 
i zawierającej definicje E i F, możemy łatwo ustalić, biorąc pod 
uwagę okoliczność, że tezy A - C, E i F są odpowiednio jedynie 
powtórzeniami aks. I, aks. II, tWe LXX, def. I i tWe LVII teorji, 
którą wykładałem w rozdziałach IV i V, teza zaś D wynika bez- 
pośrednio z tWe ClI rzeczonej teorji 1. Co do tego, że i odwrotnie 
odpowiedniki wszystkich tez, jakie dają się otrzymać na gruncie 
teorji, którą wykładałem w rozdziałach IV i V, dają się otrzymać 
w ramach teorji, opartej na aksjomatach A - D i zawierającej 
definicje E i F, możemy się przekollać, uwzględniając fakt, że 
aks. I, aks. II i def. I są jedynie powtórzeniami tez A, B i E, 
i wyprowadzając explicite odpowiedniki def. II, aks. III i aks. IV 
z tez A oraz C - F, co da się wykonać, jak następuje: 
Twierdzenie O. Jeżeli pewien przedmiot jest a, (przy 
wszelkicm Q -, jeżeli Q jest a, to Q jest tym samym przed- 
miotem, co P, lub jest częścią p-tu P), (przy wszelkiem Q-, 
jeżeli Q jest częścią p-tu P, to pewien przedmiot, będący tym 
samym przedmiotem, co Q" lub częścią p-tu Q, jest a lub jest 
częścią pewnego a) oraz R jest ingredjensem p-tu P, to pe'Nien 
ingr
djens p-tu R jest ingredjensem pewnego a. 
Dowód: załóżmy, iż- 
(1) pewien przedmiot jest a, 
(2) przy wszelkiem Q -, jeżeli Q jest a, to Q jest tym 
samym przedmiotem, co P, lub jest częścią p-tu P, 
(3) przy wszelkiem Q -, jeżeli Q jest częścią p-tu P, to 
pewien przedmiot, będący tym samym przedmiotem, co Q, lub 
częścią p-tu Q, jest a lub jest częścią pewnego a, 


oraz 


(4) R jest ingredjensem p-tu P; 
(5) R jest tym samym przedmiotem, co P, lub R jest częś- 
CIą p-tu P (wynika z E i 4) 
(6) pewien przedmiot, będący tym samym przedmiotem, co 
P, lub częścią p-tu P, jest a (z 1 i 2); 
z 5, 6 i 3 widzimy, że przy pewnem S- 
(7) S jest tym samym przedmiotem, co R, lub S jest 
częścią p-tu R, 


ora.: 


(8) S jest a, lub S jest częścią pewnego a; 


. 1 Por. I. c., str. 74, odnośnik 1.
		

/00084.djvu

			- SO- 


(9) S jest ingredjensem p-tu R (z E i 7) 
(10) S jest ingredjensem p-tu S e E, 9) 
(11) S jest ingredjensem pewnego o (S, 10, E) 
pewien ingredjens p-tu R jest ingredjensem pewnego a 
(9, 11). 
Twierdzenie H. Jeżeli p jest klasą potów o, to każde o 
jest ingredjensem p-tu P. 
Dowód:' załóżmy, iż 
(1) P jest klasą p-tów a; 
(2) P jest ingredjensem p-tu P (E, 1) 
(3) pewien przedmiot jest a (F, 1, 2) 
(4) przy wszelkiem Q -, jeżeli Q jest a, to Q jest ingred- 
jensem p-tu P (F, 1) 
każde a jest ingredjensem p-tu P (3, 4). 
Twierdzenie K. Jeżeli p jest klasą potów a, oraz R jest 
częścią p-tu P, to pewien przedmiot, będący tym samym przed- 
miotem, co R, lub częścią p-tu R, jest a lub jest częścią 
pewnego a. 
Dowód: załóżmy, że- 
(1) P jest klasą p-tów a, 
(2) R jest częścią p-tu P; 
(3) R jest ingredjensem p-tu P (E, 2); 
z F, 1 i 3 wnosimy, iż przy pewnych Q i S- 
(4) Q jest ingredjensem p-tu R, 
(S) S jest o, 
(6) Q jest ingredjensem p-tu S; 
(7) Q jest tym samym przedmiotem, co R, lub częścią p-tu 
(E, 4) 
(S) Q jest tym samym przedmiotem, co S, lub Q jest częś- 
CIą p-tu S (E, 6) 
(9) Q jest a, lub Q jest częścią pewnego a (S, S) 
pewien przedmiot, będący tym samym przedmiotem, co R, 
lub częścią. p-tu R, jest a lub jest częścią pewnego a (7, 9). 
Twierdzenie M. Jeżeli p jest klasą p-tów a, to każde a 
jest tym samym przedmiotem, co P, lub częścią p-tu P. (Wynika 
z tWe H i E.) 
Twierdzenie N (odpowiednik def. II). P jest klasą potów a 
wtedy i tylko wtedy, gdy są spełnione następujące warunki: 


oraz 


oraz 


R 


l Por. wyżej uzasadnienie tWe II.
		

/00085.djvu

			81 - 


0.) 

) 
'() przy wszelkiem Q -, jeżeli Q jest ingredjensem p-tu p, 
to pewien jngredjens p-tu Q jest ingredjensem pewnego a 
(Wynika z F i tWe H.) 
Twierdzenie O (odpowiednik aks. III). Jeżeli p jest klasą 
potów a, oraz Q jest klasą p-tów a, to P jest Q.' 
Dowód: załóżmy, że- 
(1) P jest klasą p-tów a, 
(2) Q jest klasą p-tów a; 
(3) każde a jest tym samym przedmiotem, co P, lub częś- 
Cią p-tu P (tw. M, 1) 
(4) każde a jest tym samym przedmiotem, co Q, lub częś- 
cią p-tu Q (tw. M, 2) 
(5) przy wszelkiem R -, jeżeli R jest częścią p
tu P, lub 
R jest częścią p-tu Q, to pewien przedmiot, będący tym samym 
przedmiotem, co R, lub częścią p-tu R, jest a lub jest częścią 
pewnego a (tw. K, 1, 2) 
P jest Q (C, 3, 4, 5). 
Twierdzenie P (odpowiednik aks. IV). Jeżeli pewien przed- 
miot jest a, to pewien przedmiot jest klasą p-tów a. 
Dowód: załóżmy, iż 
(1) pewien przedmiot jest a; 
z D i 1 wynika, że przy pewnem P- 
(2) przy wszelkiem Q -, jeżeli Q jest a, to Q jest tym 
samym przedmiotem, co P, lub jest cz'ęścią p-tu P, 


P jest przedmiotem; 
każde a jest ingredjensem p-tu P; 


oraz 


oraz 


(3) przy wszelkiem Q -, jeŻeli Q jest częścią p-tu P, to 
pewien przedmiot, będący tym samym przedmiotem, co Q, lub 
częścią p-tu Q, jest a lub jest częścią pewnego a; 
(4) przy wszelkiem Q -, jeżeli Q jest a, to Q jest ingred- 
jensem p-tu P (2, E) 
(5) przy wszelkiem R -, jeżeli R jest ingredjensem p-tu P, 
to pewien ingredjens p-tu R jest ingredjensem pewnego a 
(tw. Q, 1,2,3); 
z 1 i 2 wypada, iż przy pewnem S- 
(6) S jest tym samym przedmiotem, co P, lub S jest 
częścią p-tu P; 
(7) P jest przedmiotem (6, A) 
pewien przedmiot jest klasą p-tów a (t', 7, 4, 5). 


6
		

/00086.djvu

			- 82- 


ROZDZIAŁ VII. 


Aksjomatyka "ogólnej teorji mnogości", pocJ;odzqca z r. Jg20. 
W r. 1920 zauważyłeill, że zamiast terminu "część" mqgłbym 
uczynić terminem podstawowym swojej "ogólnej teorji mnogości" 
termin "ingredjens" i że otrzymałbym teorję, równoważną z teorją, 
którą wykładałem w rozdziałach IV i V, gdybym, jako aksjomaty 
teorji, przyjął tezy, stwierdzające odpowiednio, że-, 
(a) jeżeli P jest ingredjensem p-tu Q oraz nie (Q jest P) I 
to Q nie jest ingredjensem p-tu p, 
(b) jeżeli p jest ingredjensem p-tu Q, oraz Q jest ingred- 
jensem p-tu R, to P jest ingredjensem p-tu R, 
(c) jeżeli każde a jest ingredjensem p-tu P i ingredjensem 
p-tu Q, oraz przy wszelkiem R -, jeżeli'R jest ingredjensem 
p-tu P, lub R jest ingredjensem p-tu Q, to pewien ingredjens 
p-tu R jest ingredjensem pewnego a, to P jest Q I 
oraz 


(d) jeżeli pewien przedmiot jest a, to przy pewnem P- 
(przy wszelkiem Q -, jeżeli Q jest a, to Q jest ingredjensem 
p-tu P) i przy wszelkiem Q --, jeżeli Q jest ingredjensem p-tu p, 
to pewien ingredjens p-tu Q jest ingredjensem pewnego a), 
terminy zaś "część" i "klasa" wprowadził przy pomocy definicyj, 
ustalających odpowiednio, iż- 
(e) P jest częścią p-tu Q wtedy i tylko wtedy, gdy (p jest 
ingredjensem p-tu Q i nie '(P jest tym samym przedmiotem, co Q» , 
oraz 
(f) P jest kl2.są potów a wtedy i tylko wtedy, gdy (p jest 
przedmiotem, (przy wszelkiem Q -, jeżeli Q jest a, to Q jest 
ingredjensem p-tu P) i przy wszelkiem Q -, jeżeli Q jest ingred- 
jensem p-tu P, to pewien ingredjens p-tu Q jest ingredjensem 
pewnego a) 1 : 
. J 
Ze na gruncie teorji, którą wykładałem w rozdziałach IV i V, 
dają się otrzymać odpowiedniki wszystkich tez, jakie dają się 
otrzymać na gruncie nowej teorji, opartej na aksjomatach a - d 
i zawierającej definicje e i f, możemy łatwo ustalić, biorąc pod 
uwagę okoliczność, że tezy a - f są odpowiednio jedynie powtó- 
rzeniami tWe LIX, tWe IV, tWe LXIX, tWe LXXIII, tWe L i tWe LVII 


I Por. tezę F rozdziału VI.
		

/00087.djvu

			- 83- 


teorji, którą wykładałem w rozdziałach IV i V 1. Co do tego, że 
i odwrotnie odpowiedniki wszystkich tez, jakie dają się otrzymać 
na gruncie tej właśnie teorji, dają się otrzymać w ramach teorji, 
opartej na aksjomatach a - d i zawierającej definicje e i f, mo- 
iemy się przekonać, wyprowadzając explicite odpowiedniki aks. I, 
aks. II, def. I, def. II, aks. III i aks. IV z tez a - f, co da się 
wykonać, jak następuje: 
Twierdzenie g (odpowiednik aks. I). Jeżeli p jest częścią 
p-tu Q, to Q nie jest częścią p-tu P. 
Dowód: załóżmy, że 
(1) P jest częścią p-tu Q; 
z e i 1 widzimy, iż- 
(2) P jest ingredjensem p-tu Q, 


oraz 


(3) nie (P jest tym samym przedmiotem, co Q); 
(4) nie (Q jest P) (1, 3) 
(5) Q nie jest ingredjensem p-tu P (a, 2, 4) 
Q nie jest częścią p-tu P (5, e). 
Twierdzenie b (odpowiednik aks. II). jeżeli P jest CZęSClą 
p-tu Q, oraz Q jest częścią p-tu R, to P jest częścią p-tu R. 
Dowód: załóżmy, że- 
(1) P jest częścią p-tu Q, 


oraz 


(2) Q jest częścią p-tu R; 
(3) P jest ingredjensem p-tu Q (e, 1) 
(4) Q jest ingredjensem p-tu R (e, 2) 
(5) P jest ingredjensem p-tu R (b, 3, 4) 
(6) Q nie jest częścią p-tu P (tw. g, 1) 
(7) nie (P jest tym samym przedmiotem, co R) (6, 2) 
P jest częścią p-tu R (e, 5, 7). 
Twierdzenie i. jeżeli 5 jest przedmiotem, to przy pewnem 
P - (5 jest ingredjensem p-tu P, i przy wszelkiem Q -, jeżeli 
Q jest ingredjensem p-tu P, to pewien ingredjens p-tu Q jest 
ingredjensem pewnego 5). 
Dowód: załóżmy, iż 
(1) 5 jest przedmiotem; 
z d i) wnosimy, że przy pewnem P- 
(2) przy wszelkiem Q -, jeżeli Q jest 5, to Q jest ingred- 
jensem p-tu P, 


l Por. J. c., str. 74, odnośnik 1.
		

/00088.djvu

			- 84- 


oraz 


(3) przy wszelkie m Q -, jeżeli Q jest ingredjensem p-tu P,. 
to pewien ingredjens p-tu Q jest ingredjensem pewnego S; 
(4) S jest ingredjensem p-tu P (2, 1) 
przy pewnem P - (S jest ingredjensem p-tu P, i przy 
wszelkiem Q -, jeżeli Q jest ingredjensem p-tu P, to pewien 
ingredjens p-tu Q jest ingredjensem pewnego S) (4, 3). 
Twierdzenie k. Jeżeli S jest przedmiotem, to przy' pewnem 
T- (T jest ingredjensem p-tu S). 
Dowód: załóżmy, iż 
(1) S jest przedmiotem; 
z tWe i i 1 wynika, że przy pewnem P- 
(2) S jest ingredjensem p-tu P, 


oraz 


(3) przy wszelkiem Q -, jeżeli Q jest ingredjensem p-tu P,. 
to przy pewnem T- (T jest ingredjensem p-tu Q); 
przy pewnem T - (T jest ingredjensem p-tu S) (3, 2). 
Twierdzenie l. Jeżeli S jest przedmiotem, (przy wszelkiem 
Q -, jeżeli Q jest ingredjensem p-tu P, to pewien ingredjens 
p-tu Q jest ingredjensem pewnego S) oraz R jest ingredjensem 
p-tu P, to pewien ingredjens p-tu R jest ingredjensem pewnego 
ingredjensu p-tu S. 
Dowód: załóżmy, iż- 
(1) S jest przedmiotem, 
(2) przy wszelkiem Q -, jeżeli Q jest ingredjensem p-tu P, 
to pewien ingredjens p-tu Q jest ingredjensem pewnego S, 


oraz 


(3) R jest ingredjensem p-tu P; 
z 2 i 3 wypada, że przy pewnych U i V- 
(4) U jest ingredjensem p-tu R, 
(5) V jest S, 


oraz 
! 


(6) U jest ingredjensem p-tu V; 
(7) V jest tym samym przedmiotem, co S 
(8) U jest ingredjensem p-tu S (6, 7); 
z tWe k i 4 widzimy, iż przy pewnem T- 
(9) T jest ingredjensem p-tu U; 
(10) T jest ingredjensem p-tu R (h, 9, 4) 
pewien ingr-edjens p-tu R jest ingredjensem pewnego 
gredjensu p-tu S (10, 8, 9). 


(5, 1) 


m-
		

/00089.djvu

			- 85- 


Twierdzenie m. Jeżeli S jest przedmiotem, to S jest ingred- 
jensem p-tu S J 
Dowód: załóżmy, że 
(1) S jest przedmiotem; 
(2) pewien przedmiot jest ingredjensem p
tu S (tw. k, 1) 
(3) przy wszelkiem R -, jeżeli R jest ingredjensem p-tu S, 
to (R jest ingredjensem p-tu S, i przy pewnem T- (T jest 
ingredjensem p-tu R») (tw. k); 
z tWe i i 1 wnosimy, iż przy pewnem P- 
(4) S jest ingredjensem p-tu P, 


oraz 


(5) przy wszelkiem Q -, jeżeli Q jest ingredjensem p-tu P, 
to pewien ingredjens p-tu Q jest ingredjensem pewnego S; 
(6) przy wszelkiem Q -, jeżeli Q jest ingredjensem p-tu S, 
to Q jest ingredjensem p-tu P i ingredjensem p-tu S (h, 4) 
(7) przy wszelkiem R -, jeżeli R jest ingredjensem p-tu P, 
lub R jest ingredjensem p-tu S, to pewien ingredjens p-tu R 
jest ingredjensem pewnego ingredjensu p-tu S (tw. l, 1, 5, 3) 
(8) P jest S (c, 2, 6, 7) 
(9) P jest tym samym przedmiotem, co S 
S jest ingredjensem p-tu S (4, 9). 
Twierdzenie n. Jeżeli P jest tym samym przedmiotem, co 
Q, to P jest ingredjensem p-tu Q. 
Dowód: załc?żmy, że 
(1) P jest tym samym przedmiotem, co Q; 
(2) P jest ingredjensem p-tu P (tw. m, 1) 
P jest ingredjensem p-tu Q (2,1). 
Twierdzenie o (odpowiednik def. I). P jest ingredjensem 
p-tu Q wtedy i tylko wtedy, gdy P jest tym samym przedmiotem, 
co Q. lub jest częścią p-tu Q. (Wynika z tWe n i e.) 
Twiel'dzenie p. Jeżeli P jest klasą p-tów a, to każde a jest 
ingredjensem p-tu P 2 
Dowód: załóżmy, iż 
(l) P jest klasą p-tów a; 
(2) P jest ingredjensem p-tu P 
każde a jest ingredjensem p-tu P 


(8, 1) 


(tw. m, 1) 
(3 f, 1, 2). 


I Por. tw. II. 
2 Por. wyżej tw.. H rozdziału VI. 
a Por. dowód tWe H.
		

/00090.djvu

			- 86- 


Twierdzenie q (odpowiednik def. II). P jest klasą potów a 
wtedy i tylko wtedy, gdy są spełnione następujące warunki: 
a) p jest przedmiotem; 
f;) kaide a jest ingredjensem p-tu P; 
"() przy wszelkiem Q -, jeżeli Q jest ingredjensem p-tu p. 
to pewien ingredjens p-tu Q jest iogredjensem pewnego a. 
(Wynika z f i tWe P l.) 
Twierdzenie r (odpowiednik aks. III). Jeżeli p jest klasą 
p-tów a, oraz Q jest klasą p-tów a, to P jest Q. 
Dowód: załóżmy, że- 
(1) P jest klasą p-tów a, 


oraz 


(2) Q jest klasą potów a; 
(3) każde a jest ingredjensem p-tu P (tw. p, 1) 
(4) każde a jest ingredjensem p-tu Q (tw. p, 2) 
(5) przy wszelkiem R -, jeżeli R jest ingredjensem p-tu P. 
lub R jest ingredjensem p-tu Q, to pewien ingredjens p-tu R 
jest ingredjensem pewnego a (tw. q, 1, 2) 
P jest Q (C, 3, 4, 5). 
Twierdzenie s (odpowiednik aks. IV). Jeżeli pewIen przed- 
miot jest a, to pewien przedmiot jest klasą p-tów a. 
Dowód: załóżmy, iż 
(1) pewien przedmiot jest a; 
z d i 1 wynika, że przy pewnem P- 
(2) przy wszelkiem Q --, jeżeli Q jest a, to Q jest ingred- 
jensem p-tu P, 


oraz 


(3) przy wszelkiem Q -, jeżeli Q jest ingredjensem p-tu p. 
to pewien ingredjens p-tu Q jest ingrediensem pewnego a; 
z 1 i 2 wypada, iż przy pewnem R- 
(4) R jest ingredjensem p-tu P; 
(5) P jest R, lub P nie jest ingredjensem p-tu R (a, 4) 
(6) P jest klasą p-tów a (f, 5, 2, 3) 
pewien przedmiot iest klasą potów a (6) . 


J Por. wyżej uzasadnienie tWe N rozdziału. VI.
		

/00091.djvu

			87 - 


ROZDZIAŁ VIII. 


o pewnycb ustalonycb przez pp. Kuratowskiego i Tarskiego 
warunkacb, wystarczajqcycb i koniecznycb do tego, by P bylo 
klasq p-tów a_ 
W r. 1921 p. Kur a t o w s k i wykazał na gruncie mojej 
"ogólnej teorji mnogości", że 
(.:1) P jest klasą potów a wtedy i tyłko wtedy, gdy (każde a 
jest ingredjensem p-tu P, i przy wszelkiem Q -, jeżeli każde a 
jest ingredjensem p-tu Q, oraz Q jest ingredjensem p-tu P, to Q 
jest tym samym przedmiotem, co P), 
p. T a r s k i zaŚ udowodnił na tymże gruncie, że- 
(b) P jest klasą p-tów a wtedy i tylko wtedy, gdy (każde a 
jest ingredjensem p-tu P, i przy wszelkiem Q -, jeżeli każde a 
jest ingredjensem p-tu Q, to P jest ingredjensem p-tu Q), 


oraz 


(c) P jest klasą p-tów a wtedy i tylko wtedy, gdy (p jest 
przedmiotem i przy wszelkiem Q - (każde a jest ingredjensem 
p-tu Q wtedy i tylko wtedy, gdy P jest ingredjensem p-tu Q». 
Sformułowane tu rezultaty otrzymali pp. Kuratowski i Tarski 
niezależnie od siebie. 
Nie chcąc przystępować do dalszego ciągu swoich własnych 
twierdzeń z zakresu "ogólnej teorji mnogości" bez uprzedniego 
unaocznienia czytelnikowi chronologicznie wcześniejszych wyników 
cudzych z tejże dziedziny, zajmę się w rozdziale niniejszym po. 
danemi przed chwilą tezami a - c i wyprowadzę je przy pomocy 
kilku twierdzeń pomocniczych w sposób możliwie prosty z tez
 
zawartych już w rozdziałach IV i V. W dedukcjach swoich nie 
będę się oglądał na autentyczne dowody pp. Kur a t o w s k i e g o 
i T a r s k i e g o; nie potrafiłbym zresztą nawet tych dowodów po 
tylu latach dokładnie zrekonstruować. 
Numeracja następujących niżej tez stanowi ciąg dalszy nu- 
meracji, przerwanej w rozdziale V. 
Twierdzenie Cle. Jeżeli (przy wszelkiem Q -, jeżeli każde a 
jest ingredjensem p-tu Q, to P jest ingredjensem p-tu Q), każde a 
jest ingredjensem p-tu R, oraz R jest ingredjensem p-tu P, to R 
jest tym samym przedmiotem, co P. 
Dowód: załóżmy, że-, 
. (1) przy wszelkiem Q-, jeżeli każde a jest ingredjensem 
p-tu Q, to P jest ingredjensem p-tu Q,
		

/00092.djvu

			- 88- 


(2) każde a jest ingredjensem p-tu R, 


oraz 


(3) R jest ingredjensem p-tu P; 
(4) P jest ingredjensem p-tu R (1, 2) 
R jest tym samym przedmiotem, co P (tw. LI, 3, 4). 
Twierdzenie Cc. Jeżeli p jest klasą p-tów a, oraz P jest 
ingredjensem p-tu Q, to każde a jest ingredjensem p-tu Q. 
Dowód: załóżmy, iż- 
(1) P jest klasą p-tów a, 


oraz 


(2) P jest ingredjensem p-tu Q; 
(3) każde a jest ingredjensem p-tu P (def. II, 1) 
każde a jest ingredjensem p-tu Q (3, tWe IV, 2). 
Twierdzenie CCl. Jeżeli p jest klasą p-tów a, oraz każde a 
jest ingredjensem p-tu Q, to P jest ingredjensem p-tu Q. 
Dowód: załóżmy, że- 
(1) P jest klasą p-tów a, 


oraz 


(2) każde a jest ingredjensem p-tu Q; 
(3) Q jest klasą ingredjensów p-tu Q (2, tWe X) 
P jest ingredjensem p-tu Q (tw. CXI, 1, 3, 2). 
Twierdzenie CCll. Jeżeli każde a jest ingredjensem p-tu P, 
oraz przy wszelkiem Q -, jeżeli każde a jest ingredjensem p-tu Q, 
oraZ Q jest ingred.iensem p-tu P, to Q jest tym samym przed- 
miotem, co P, to P jest klasą p-tów a. 
Dowód: załóżmy, iż- 
(1) każde a jest ingredjensem p-tu P, 


oraz 


(2) przy wszelkiem Q -, jeżeli każde a jest ingredjensem 
p-tu Q, oraz Q jest ingredjensem p-tu P, to Q jest tym samym 
przedmiotęm, co P; . 
z aks. IV i 1 widzimy, że przy pewnem R- 
(3) R jest klasą p-tów a; 
(4) każde a jest ingredjensem p-tu R (def. II, 3) 
(5) R jest ingredjensem p-tu P (tw. CCI, 3, .1) 
(6) R jest tym samym przedmiotem, co P (2, 4, 5) 
P jest klasą p-tów a (3, 6). 
Twierdzenie ccm. Jeżeli P jest klasą p-tów a, każde a 
jest ingredjensem p-tu Q, oraz Q jest ingredjensem p-tu P, to Q 
jest tym samym przedmiotem, co P.
		

/00093.djvu

			- 89 


Dowód: załóżmy, iż- 
(1) P jest klasą p-tów a, 
(2) każde a jest ingredjensem 


P -tu Q 
, 


oraz 


(3) Q jest ingredjensem p-tu P; 
(4) P jest ingredjensem p-tu Q (tw. CCI, 1, 2) 
Q jest tym samym przedmiotem, co P (tw. LI, 4, 3). 
Twierdzenie CCIV. jeżeli P jest klasą p-tów a, to (każde a 
jest ingredjensem p-tu Q wtedy i tylko wtedy, gdy P jest in- 
gredjensem p-tu Q). (Wynika z tWe CC i tWe CCI.) 
Twierdzenie CCV. jeżeli każde a jest ingredjensem p-tu p, 
oraz p'rzy wszelkiem Q-, jeżeli każde a jest ingredjensem p-tu 
Q, to P jest ingredjensem p-tu Q, to P jest klasą potów a. 
Dowód: załóżmy, że- 
(1) każde a jest ingredjensem p-tu P, 


oraz 


(2) przy wszełkiem Q -, jeżeli każde a 
est ingredjensem 
p-tu Q, to P jest ingredjensem p-tu Q; 
(3) przy wszelkiem R -, jeżeli każde a jest ingredjensem 
p-tu R, oraz R jest ingredjensem p-tu P, to R jest tym samym 
przedmiotem, co P (tw. CIC, 2) 
P jest klasą p-tów a (tw. CClI, 1, 3). 
Twierdzenie CCVI (twierdzenie a p. Kur a t o w s k i e g o). 
p jest klasą p-tów a wtedy i tylko wtedy, gdy (każde a jest 
ingredjensem p-tu P, i przy wszelkiem Q -, jeżeli każde a jest 
ingredjensem p-tu Q, oraz Q jest ingredjensem p-tu P, to Q 
jest tym samym przedmiotem, co P). (Wynika z tWe CClI, def. II 
i tWe ccm.) 
Twierdzenie CCVII. jeżeli P jest przedmiotem oraz przy 
wszelkiem Q - (każde a jest ingredjensem p-tu Q wtedy i tylko 
wtedy, gdy P jest ingredjensem p-tu Q), to P jest klasą p-tów a. 
Dowód: załóżmy, iż- 
(1) P jest przedmiotem 


oraz 


(2) przy wszelkiem Q - (każde a jest ingredjensem p-tu Q 
wtedy i tylko wtedy, gdy P jest ingredjensem p-tu Q); 
(3) P jest ingredjensem p-tu P (tw. II, 1) 
(4) każde a jest ingredjensem p-tu P (2, 3) 
P jest klasą potów a (tw. CCV, 4, 2). 
Twierdzenie CCVllT (twierdzenie b p. T a r s k i e g o). P jest 
klasą potów a wtedy i tylko wtedy, gdy (każde a jest ingred-
		

/00094.djvu

			- 90- 


jensem p-tu P, i przy wszelkiem Q -, jeżeli każde a jest in- 
gredjensem p-tu Q, to P jest ingredjensem p-tu Q). (Wynika 
z tWe CCV, def. II i tw. CCI.) 
Twierdzenie CCIX (twierdzenie c p. T a r s k i e g o). P jest 
klasą p-tów a wtedy i tylko wtedy, gdy (p jest przedmiotem 
i przy wszełkiem Q - (każde a jest ingredjensem p-tu Q wtedy 
i tylko wtedy, gdy P jest ingredjensem p-tu Q»). (Wynika z tWe 
ccvn i tWe CCIV.) 


.... 


ROZDZIAŁ IX. 


Dalsze twierdzenia "ogólnej teorji mnogości", pocbodzqce 
z lat 1921- 192J. 


Przechodząc do dalszego ciągu swoich własnych twierdzeń 
z zakresu "ogólnej teorji mnogości", zabieram się do zreferowa- 
nia wyników, do których doszedłem w tej dziedzinie w latach 
1921 - 1923. 
Twierdzenie Cex. Jeżeli (przy wszelkiem S -, jeżeli Q 
jest częścią p-tu S, oraz R jest częścią p-tu S, to P jest in- 
gredjensem p-tu S), nie (Q jest tym samym przedmiotem, co R), 
nie (Q jest częścią p-tu R), nie (R jest częścią p-tu Q), Q jest 
przedmiotem, R jest przedmiotem, oraz każde (Q lub R) jest in- 
gredjensem p-tu T, to P jest ingredjensem p-tu T. 
Dowód: załóżmy, że- 
(1) przy wszelkiem S -, jeżeli Q jest częścią p-tu S, oraz 
R jest częścią p-tu S, to P jest ingredjensem p-tu S, 
(2) nie (Q jest tym samym przedmiotem, co R), 
(3) nie (Q jest częścią p-t
 R), 
(4) nie (R jest częścią p-tu Q), 
(5) Q jest przedmiotem, 
(6) R jest przedmiotem, 


oraz 


(7) każde (Q lub R) jest ingredjensem p-tu T; 
(8) każde (Q lub R) jest tym samym przedmiotem, co T, 
lub częścią p-tu T (7, def. I) 
(9) Q jest tym samym przedmiotem, co T, lub Q jest czę- 
ścią p-tu T (8, 5) 
(10) R jest tym samym przedmiotem, co T, lub R jest czę- 
ścią p-tu T (8, 6)
		

/00095.djvu

			91 


P jest ingredjensem p-tu T (9, 10, 2, 3, 4, 1). 
Twierdzenie CCX1. jeżeli P jest przedmiotem, nie (P jest 
tym samym przedmiotem, co Q), R jest przedmiotem, Q jest 
klasą p-tów b, (przy wszelkiem S -, jeżeli S jest b, to S jest 
P lub R), T jest b, oraz T jest P, to (P jest bo, i R jest b). 
Dowód: załóżmy, iż- 
(1) P jest przedmiotem, 
(2) nie (P jest tym samym przedmiotem, co Q), 
(3) R jest przedmiotem, 
(4) Q jest klasą potów b, 
(5) przy wszelkiem S -, jeżeli S jest b, to S jest P lub R, 
(6) T jest b, 


oraz 


(7) T jest P; 
(8) T jest tym samym przedmiotem, co P (7, 1) 
(9) P jest b (6, 8) 
(10) P jest klasą p-tów P (tw. VIII, 1) 
(11) nie (Q jest klasą potów P) (aks. III, 10, 2) 
(12) przy wszelkiem S -, jeżeli S jest P, to S jest b (9); 
z tWe LXII, 4, 11 i 12 wnosimy, że przy pewnem S- 
(13) S jest b, 


oraz 


(14) nie (S jest P); 
(15) S jest R (5, 13, 14) 
(16) Sjest tym samym przedmiotem, co R (15, 3) 
(17) R jest b (13, 16) 
P jest b, i R jest b (9, 17). 
Twierdzenie CCXll. jeżeli P jest przedmiotem, to P jest 
tym samym przedmiotem, co zbiór p-tów P. 
Dowód: załóżmy, iż 
(1) P jest przedmiotem; 
(2) P jest zbiorem p-tów P (tw. XIll, 1) 
(3) przy wszelkich Q i R -, jeżeli Q jest P, oraz R jest P, 
to Q jest tym samym przedmiotem, co R (1) 
(4) przy wszelkich R i S -, jeżeli R jest zbiorem p-tów P, 
oraz S jest zbiorem p-tów P, to R jest tym samym przedmiotem, 
co S (tw. XCVIII, 3) 
P jest tym samym przedmiotem, co zbiór p-tów P (2, 4). 
Twierdzenie CCXlll. jeżeli P jest przedmiotem, nie (P jest 
tym samym przedmiotem, co Q), R jest przedmiotem, nie Q)
		

/00096.djvu

			92 


jest tym samym przedmiotem, co R) oraz Q jest zbiorem potów 
(P lub R), to P jest częścią p.tu Q. 
Dowód: załóżmy, że- 
(1) P jest przedmiotem, 
(2) nie (P jest tym samym przedmiotem, co Q). 
(3) R jest przedmiotem, 
(4) nie (Q jest tym samym przedmiotem, co R) 


oraz 


(5) Q jest zbiorem p-tów (P lub R); 
z tWe LXXXIlI i 5 wynika, iż przy pewnem b- 
(6) Q jest klasą potów b, 


oraz 


(7) przy wszelkiem S -, jeżeli S jest b, to S jest P lub R; 
z tWe XX i 6 wypada, że przy pewnem T- 
(8) T jest b; 
(9) T jest P, lub T jest R (7, 8) 
(10) P jest b (9, tWe CCXI, 1, 2, 3, 6, 7, 8, 4) 
p jest częścią p-tu Q (tw. LXXXVI, 6, 10, 2).. 
Twierdzenie CCXlV. jeżeli każda część p-tu P jest częścią 
p-tu Q, to P jest ingredjensem p-tu Q. (Wynika z def. I i tWe CXII.) 
Twierdzenie CCXv. jeżeli P jest klasą potów a, oraz przy 
wszelkiem R -, jeżeli R jest a, to R jest ingredjensem p-tu Q, 
to P jest ingredjensem p-tu Q. 
Dowód: załóżmy, iż- 
(1) P jest klasą p-tów a, 


oraz 


(2) przy wszelkiem R -, jeżeli R jest a, to R jest ingred- 
jensem p-tu Q; 
(3) pewien przedmiot jest a (tw. XX, 1) 
P jest ingredjensem p-tu Q (tw. CCI, 1, 3, 2). 
Twierdzenie CCXVI. jeżeli Q jest ingredjensem p-tu P, R 
jest ingredjensem p-tu P, oraz przy wszelkiem S -, jeżeli każde 
(Q lub R) jest ingredjensem p-tu S, to P jest ingredjensem 
p-tu S, to P jest klasą p-t ów (Q lub R). 
Dowód: załóżmy, że- 
(1) Q jest ingredjensem p.tu P, 
(2) R jest ingredjensem p-tu P, 


oraz 


(3) przy wszelkiem S -, jeżeli każde (Q lub R) jest ingred- 
jensem p-tu S, to P jest ingredjensem p-tu S;
		

/00097.djvu

			93 - 


(4) przy wszelkiem S -, jeżeli S jest Q lub R, to S jest 
ingredjensem p-tu P (1, 2) 
P jest klasą p-tów (Q lub R) (tw. CCV, 1, 4, 3). 
Twierdzenie CCXVII. jeżeli każda część p-tu P jest częścią 
p-tu Q, oraz każda część p-tu Q jest częścią p-tu P, to P jest 
tym samym przedmiotem, co Q. ' 
Dowód: załóżmy, iż- 
(1) każda część p-tu P jest częścią p-tu Q, 


oraz 


(2) każda część p-tu Q jest częścią p-tu P; 
(3) P jest ingredjensem p-tu Q (tw. CCXIV, 1) 
(4) Q jest ingredjensem p-tu P (tw. CCXIV, 2) 
P jest tym samym przedmiotem, co Q (tw. LI, 3, 4). 
Twierdzenie CCXVllI. jeżeli P jest zbiorem potów a, oraz 
przy wszelkiem R -, jeżeli R jest a, to R jest ingredjensem 
p-tu Q, to P jest ingredjensem p-tu Q. 
Dowód: załóżmy, że- 
(1) P jest zbiorem p-tów a, 


oraz 


(2) przy wszelkiem R -, jeżeli R jest a, to R jest ingred- 
jensem p-tu Q; 
(3) P jest klasą potów a, będących ingredjensami p-tu P 
(tw. LXXXI, 1) 
P jest ingredjensem p-tu Q 
7 wierdzenie CCXIX. jeżeli 
to P jest klasą p-tów (Q lub P). 
Dowód: załóżmy, iż 
(1) Q jest ingredjensem p-tu P; 
(2) P jest przedmiotem (tw. X, 1) 
(3) P jest ingredjensem p-tu P (tw. II, 2) 
(4) przy wszelkiem S -, jeżeli każde (Q lub P) jest ingred- 
jensem p-tu S, to P jest ingredjensem p-tu S . (2) 
P jest klasą potów (Q lub P) (tw. CCXVI, 1, 3, 4). 
Twierdzenie CCXx. Jeżeli P jest przedmiotem, (przy wszel- 
kiem R -, jeżeli R jest zewnętrzne względem P, to R jest ze- 
wnętrzne względem Q) oraz S jest ingredjensem p-tu Q, to pe- 
wien ingredjens p-tu S jest ingredjensem p-tu p. 
Dowód: .załóżmy, że- 
(1) P jest przedmiotem, 
(2) przy wszelkiem R -, jeżeli R jest zewnętrzne względem 
P, to R jest zewnętrzne względem Q, 


(tw. CCXV, 3, 2). 
Q jest ingredjensem p-tu P,
		

/00098.djvu

			- 94- 


oraz 


(3) 
(4) 
(5) nie (S jest zewnętrzne względem P) (2, 4) 
pewien ingredjens p-tu S jest ingredjensem p-tu P 
(tw. CXVI, 3, 1, 5). 
Twierdzenie CCXX1. jeżeli R jest ingrediensem p-tu P, 
oraz R jest ingredjensem p-tu Q, to nie (przy wszelkiem S- 
pewien przedmiot, zewnętrzny względem P lub zewnętrzny wzglę- 
dem Q, jest nie (zewnętrzny względem S»). 
Dowód: załóżmy, iż- 
(1) R jest ingredjensem p-tu P, 


S jest ingredjensem p-tu Q; 
nie (S jest zewnętrzne względem Q) 


(tw. CXV, 3) 


oraz 


(2) R jest ingredjensem p-tu Q; 
(3) przy wszelkiem T-, jeżeli T jest zewnętrzne względem 
P, lub T jest zewnętrzne względem Q, to T jest zewnętrzne 
względem R (tw. CXXII, 1, 2) 
nie (przy wszelkiem S - pewien przedmiot, zewnętrzny 
względem P lub zewnętrzny względem Q, jest nie (zewnętrzny 
względem S») (3). 
Twierdzenie CCXXll. jeżeli przy wszelkie m S - pewien 
przedmiot, zewnętrzny względem P lub zewnętrzny względem Q, 
jest nie (zewnętrzny względ-em S), to P jest przedmiotem. 
Dowód: załóżmy, że 
(1) przy wszelkiem S - pewien przedmiot, zewnętrzny wzglę- 
dem P lub zewnętrzny względem Q, jest nie (zewnętrzny wzglę- 
dem S); 
z 1 widzimy, iż przy pewnem R- 
(2) R jest zewnętrzne względem P, lub R jest zewnętrzne 
względem Q, 
oraz 


(3) R jest nie (zewnętrzne względem Q); 
(4) R jest zewnętrzne względem P (2, 3) 
P jest przedmiotem (tw. XXXII, 4). 
Twierdzenie CCXXlll. jeżeli P jest przedmiotem, Q jest 
przedmiotem oraz nie (P jest zewnętrzne względem Q), to przy 
pewnych a i b - (P jest klasą p-łów a, Q jest klasą p-tów b, 
i pewne a jest b).
		

/00099.djvu

			95 - 


Dowód: załóżmy, że- 
(1) P jest przedmiotem, 
(2) Q jest przedmiotem 


oraz 


(3) nie (P jest zewnętrzne względem Q); 
z tWe CXVI, 1, 2 i 3 wnosimy, iż przy pewnem R- 
(4) R jest ingredjensem p-tu P, 


,oraz 


(5) R jest ingredjensem p-tu Q; 
z tWe LXXXV i 4 wynika, że przy pewnem a- 
(6) P jest klasą p-tów a, 


oraz 


(7) R jest a; 
z tWe LXXXV i 5 wypada, iż przy pewnem b- 
(8) Q .iest klasą p-tów b, 


oraz 


(9) R jest b; . 
przy pewnych a i b - (P jest klasą p-tów a, Q jest klasą 
potów b, i pewne a jest b) (6, 8, 7, 9). 
Twiordzenie CCXXlV. Jeżeli P jest klasą p-tów a, Q jest 
klasą p-tów b, oraz pewne a jest b, to nie (P jest zewnętrzne 
względem Q). 
Dowód: załóżmy, że- 
(1) P jest klasą p-tów a, 
(2) Q jest klasą p-tów b, 


oraz 


(3) pewne a jest b; 
(4) pewien ingredjens p-tu P jest ingredjensem p-tu Q 
(3, tWe LXXXV, 1, 2) 
nie (P jest zewnętrzne względem Q) (tw. CXXIX, 4). 
Twierdzenie CCXXV. P jest zewnęhzne względem Q wtedy 
tylko wtedy, gdy (p jest przedmiotem, Q jest przedmiotem 
oraz przy wszelkich a i b -, jeżeli P jest klasą p-tów a, oraz Q 
jest klasą potów b, to nie (pewne a jest b)}. (Wynika z tWe 
CCXXIII, tWe XXXII i tWe CCXXIV.) 
Twierdzenie CCXXVI. Jeżeli przy wszelkiem S - pewien 
przedmiot, zewnętrzny względem P lub zewnętrzny względem Q, 
jest nie (zewnętrzny względem S), to P jest zewnętrzne wzglę- 
dem Q.
		

/00100.djvu

			- 96- 


Dowód: załóżmy, iż 
(1) przy wszelkiem S - pewien przedmibt, zewnętrzny wzglę- 
dem P lub zewnętrzny względem Q, jest nie '(zewnętrzny wzglę- 
dem S); 
(2) P jest przediniotem (tw. CCXXII, 1) 
(3) Q jest przedmiotem (tw. CCXXII, 1) 
(4) nie (przy pewnem R - (R jest ingredjensem p-tu P, 
R jest ingredjensem p-tu Q» (tw. CCXXI, 1) 
P jest zewnętrzne względem Q (tw. CXVI, 2, 3, 4). 
Twierdzenie CCXXVll. jeżeli Q jest przedmiotem, P jest 
przedmiotem, oraz przy wszelkiem R -, jeżeli R jest zewnętrzne 
względem P, to R jest zewnętrzne względem Q, to Q jest in- 
gredjensem p-tu P. 
Dowód: załóżmy, że- 
(1) Q jest przedmiotem, 
(2) P jest przedmiotem, 


oraz 


(3) przy wszelkiem R -, jeżeli R jest zewnętrzne względem 
P, to R jest zewnętrzne względem Q; 
(4) przy wszelkiem S -, jeżeli S jest ingredjensem p-tu Q, 
to pewien ingredjens p-tu S jest ingredjensem p-tu P (tw. 
CCXX, 2, 3) 
Q jest ingredjensem p-tu P (tw. XXVII, 1, 4). 
Twierdzenie CCXXVlll. jeżeli P jest przedmiotem, (przy 
wszelkich Q i R -, jeżeli Q jest zewnętrzne względem P, oraz 
R jest. a, to Q jest zewnętrzne względem R) oraz 5 jest a, to 
S jest ingredjensem p-tu P. 
Dowód: załóżmy, iż- 
(1) P jest przedmiotem, 
(2) przy wszelkich Q i R -, jeżeli Q jest zewnętrzne 
względem P, oraz R jest a, to Q jest zewnętrzne względem R, 
oraZ 


(3) S jest a; 
(4) przy wszelkie m Q -, jeżeli Q jest zewnętrzne względem 
p) to Q jest zewnętrzne względem S (2, 3) 
S jest ingredjensem p-tu P (tw. CCXXVII, 3, 1, 4). 
Twierdzenie CCXXIX. jeżeli P jest zewnętrzne względem Q, 
to pewien przedmiot, zewnętrzny względem P lub zewnętrzny 
względem Q, jest nie (zewnętrzny wzgh;dem S).
		

/00101.djvu

			97 - ' 


Dowód: załóżmy, że 
(1) P jest zewnętrzne względem Q; 
(2) nie (5 jest ingredjensem p-tu Q) lub nie (5 jest ingred- 
jensem p-tu P) (def. VI, 1) 
(3) Q jest przedmiotem (tw. XXXIl, 1) 
(4) jeżeli 5. jest przed
iotem, to przy pewnem R - (R jest 
zewnętrzne względem P, lub R jest zewnętrzne względem Q) 
i nie (R jest zewnętrzne względem 5» (2, tWe CCXXVll, 3, 1) 
(5) jeżeli me (5 jest przedmiotem), to (p jest zewnętrzne 
względem Q i nie (P jest zewnętrzne względem 5» (1, tw. 
XXXIl) 
pewien przedmiot, zewnętrzny względem P lub zewnętrzny 
względem Q, jest nie (zewnętrzny względem 5) (4, 5). 
Twierdzenie CCXXx. Jeżeli P jest przedmiotem, Q jest 
przedmiotem oraz przy wszelkiem R - (R jest zewnętrzne wzglę- 
dem P wtedy i tylko wtedy, gdy R jest zewnętrzne względem 
Q), to P jest tym samym przedmiotem, co Q. 
Dowód: załóżmy, iż- 
(1) P jest przedmiotem, 
(2) Q jest przedmiotem 


oraz 


(3) przy wszelkiem R - (R jest zewnętrzne względem P 
wtedy i tylko wtedy, gdy R jest zewnętrzne względem Q); 
(4) P jest ingredjensem p-tu Q (tw. CCXXVll, 1, 2, 3) 
(5) Q jest ingredjensem p-tu P (tw. CCXXVll, 2, 1, 3) 
P jest tym samym przedmiotem, co Q (tw. LI, 4, 5): 
Twierdzenie CCXXXl. Q jest ingredjensem p-tu p wtedy 
i tylko wtedy, gdy (Q jest przedmiotem, P jest przedmiotem. 
i przy wszelkiem R -, jeżeli R jest zewnętrzne względem p. 
to R jest zewnętrzne względem Q). (Wynika z tWe CCXXVll, 
tWe X i tWe CXXll.) 
Twierdzenie CCXXXll. Jeżeli p jest przedmiotem oraz przy 
wszelkie m Q - (Q jest zewnętrzne względem P wtedy i tylko 
wtedy, gdy przy wszelkiem R -, jeżeli R jest a, to Q jest ze- 
wnętrzne względem R), to P jest klasą p-tów a.' 
Dowód: załóżmy, że- 
(1) P jest przedmiotem 


oraz 


7
		

/00102.djvu

			. 
- 98- 


(2) przy wszelkie m Q - (Q jest zewnętrzne względem p 
wtedy i tylko wtedy, gdy przy wszelkiem R -, jeżeli R jest o, 
to Q jest zewnętrzne względem R); 
(3) przy wszelkiem S -, jeżeli S jest o, to S jest ingred- 
jensem p-tu P (tw. CCXXVlll, 1, 2) 
(4) przy wszelkiem Q -, jeżeli Q jest ingredjensem p-tu P, 
to przy pewnem R - (R jest o i nie (Q jest zewnętrzne wzglę- 
dem R)} (tw. CXV, 2) 
(5) przy wszelkiem S -, jeżeli S jest ingredjensem p-tu P, 
to pewien ingredjens p-tu S jest ingredjensem pewnego o 
(tw. CXVIIl, 4) 
P jest klasą p-tów a (tw. L V, 1, 3, 5). 
Twierdzenie CCXXXllI. P jest zewnętrzne względem Q 
wtedy i tylko wtedy, gdy przy wszelkie m S - pewien przedmiot, 
zewnętrzny względem P lub zewnętrzny względem Q, jest nie 
(zewnętrzny względem S). (Wynika z tWe CCXXVI i tWe CCXXIX.) 
Twierdzenie CCXXXIV. P jest klasą p-t ów o wtedy i tylko 
wtedy, gdy (p jest przedmiotem i przy wszelkiem Q - (Q jest 
zewnętrzne względem P wtedy i tylko wtedy, gdy przy wszel- 
kiem R -, jeżeli R jest o, to Q jest zewnętrzne względem R)}. 
(Wynika z tWe CCXXXIl i tw. CXXXIX.) 
Twierdzenie CCXXXV. P jest klasą p-tów o wtedy i tylko 
wtedy, gdy (p jest przedmiotem i przy wszelkiem Q - (P j
st 
zewnętrzne względem Q wtedy i tylko wtedy, gdy przy wsze 1- 
hem R -, jeżeli R jest o, to R jest zewnętrzne względem Q»). 
(Wynika z tWe CCXXXIV i tWe CXXVII.) 
Twierdzenie CCXXXVI. Jeżeli (przy wszelkie m P- (p jest 
'f (o) wtedy i tylko wtedy, gdy (p jest przedmiotem i przy wszel- 
kiem Q - (P jest zewnętrzne względem Q wtedy i tylko wtedy. 
gdy przy wszelkie m R -, jeżeli R jest o, to R jest zewnętrzne 

zględem Q»))) oraz pewien przedmiot jest o, to 'f (o) jest 
przedmiotem. 
Dowód: załóżmy, iż- 
(1) przy wszelkiem P- (p jest cp (o) wtedy i tylko wtedy,
		

/00103.djvu

			- 99- 


gdy (p jest przedmiotem i przy wszelkiem Q - (P jest zewnętrzne 
względem Q wtedy i tylko wtedy, gdy przy wszelkiem R-, 
jeżeli R jest o, to R jest zewnętrzne względem Q»)) 
oraz 


(2) pewien przedmiot jest o; 
(3) przy wszelkie m P- (p jest rr (o) wtedy i tylko wtedy, 
gdy P jest klasą p-tów o) (1, tWe CCXXXV) 
(4) przy wszelkich P i Q -, jeżeli P jest cp (o), oraz Q jest 

 (o) J to P jest tym samym przedmiotem, co Q (aks. 1II, 3); 
z aks. IV i 2 widzimy, że przy pewnem S- 
(5) S jest klasą potów o; 
(6) S jest rr (o) (3, 5) 

 (o) jest przedmiotem' 
Twierdzenie CCXXXVll. 
wien ingredjens p-tu Q jest 
z def. VIII i tWe CXXIX.) 
Twierdzenie CCXXXVlll. Jeżeli P jest Q+R, to nie 
(pewna część p-tu Q jest częścią p-tu R) . (Wynika z def. VIII 
i tWe CXXXI.) 
Twierdzenie CCXXXlX. Jeżeli P jest Q + R, to nie (R 
jest częścią p-tu Q). (Wynika z tw. CXLVIlI i tWe CXVII.) 
Twierdzenie CCXL. Jeżeli P jest Q + R, to nie (Q jest 
częścią p-tu R). (Wynika z tWe CXL VIII i tWe CXXX.) 
Twierdzenie CCXLl. P jest zewnętrzne względem Q wtedy 
i tylko wtedy, gdy pewien przedmiot jest P + Q. (Wynika z def. 
VlII i tWe CLV.) 
Twierdzenie CCXLll. Jeżeli P jest Q + R, Q jest ingred- 
jensem p-tu S, oraz R jest ingredjensem p-tu S, to P jest in- 
gredjensem p-tu S. 
Dowód: załóżmy, iż- 
(1) P jest Q-1 R, 
(2) Q jest ingredjensem p-tu S, 


(6, 4). J 
Jeżeli P jest 
ingredjensem 


Q + R, to nie (pe- 
p-tu R). (Wynika 


oraz 


(3) R jest ingredjensem p-tu S; 
(4) P jest klasą p-tów (Q lub R) 


(def. VlII, 1) 


] Z tw. CCXXXVI WląZą się pewne dalsze rozwaźania pracy niniej- 
szej. Ta jedynie okoliczność skłoniła mnie do umieszczenia tu twierdzenia 
wzmiankowanego, którego samejJ'o przez sic; nie uważam bynajmniej za ciekawe.
		

/00104.djvu

			- 100 - 


(5) przy wszelkiem T -, jeżeli T jest Q lub R, to T jest 
ingredjensem p-tu S (2, 3) 
P jest ingredjensem p-tu S (tw. CCXV, 4, 5). 
Twierdzenie CCXLlll. Jeżeli p jest Q + R, Q jest częścią 
p-tu S, oraz R jest częścią p-tu S, to P jest ingredjensem p-tu S. 
Dowód: załóżmy, że- 
(1)' P jest Q+ R, 
(2) Q jest częścią p-tu S, 


oraz 


(3) R jest częścią p-tu S; 
(4) Q jest ingredjensem p-tu S (def. I, 2) 
(5) R jest ingredjensem p-tu S (def. I, 3) 
P jest ingredjensem p-tu S (tw. CCXLIl. 1, 4, 5). 
Twierdzenie CCXLlV. Jeżeli p jest przedmiotem, (przy 
wszelkiem S - ( Q jest ingredjensem p-tu S, i R jest ingred- 
jensem p-tu S) wtedy i tylko wtedy, gdy P jest ingredjensem 
p-tu S)) oraz nie (pewien ingredjens p-tu Q jest ingredjensem 
p-tu R), to P jest Q+R. 
Dowód: załóżmy, iż- 
(1) P jest przedmiotem, 
(2) przy wszelkiem S - (Q jest ingredjensem p-tu S, i R 
jest ingredjensem p-tu S) wtedy i tylko wtedy, gdy P jest in- 
gredjensem p-tu S) 
oraz 


(3) nie (pewien ingredjens p-tu Q jest ingredjensem p-tu R); 
(4) P jest ingredjensem p-tu p (tw. II, 1); . 
z 2 i 4 wnosimy, że- 
(5) Q jest ingredjensem p-tu P, 


oraz 


(6) R jest ingredjensem p-tu P; 
(7) przy wszelkiem S -, jeżeli każde (Q lub R) jest in- 
gredjensem p-tu S, to (Q jest ingredjensem p-tu S, i R jest 
ingredjensem p-tu S) (5, 6) 
(8) przy wszelkiem S -, jeżeli każde (Q lub R) jest in- 
gredjensem p-tu S, to P jest ing;redjensem p-tu S (7, 2) 
(9) P jest klasą p-tów (Q lub R) (tw. CCXVI, 5, 6, 8) 
(10) Q jest zewnętrzne względem R (tw. CXVI, 5, 6, 3) 
P jest Q + R (def. V fIl, 9, 10).
		

/00105.djvu

			.- 101 - 


Twierdzenie CCXL V. Jeżeli p jest pr
edmiotem, (przy 
wszelkie m S - (Q jest cz«ścią p-tu S, i R jest częścią p-tu S) 
wtedy i tylko wtedy, gdy P jest ingredjensem p-tu S)), nie (Q 
jest tym samym przedmiotem, co R), nie (Q jest częścią p-tu R), 
nie (R jest częścią p-tu Q) oraz nie (pewna część p-tu Q jest 
częścią p-tu R), to P jest Q+- R . 
Dowód: załóżmy, iż- 
(1) P jest przedmiotem, 
(2) przy wszelkiem S - {(Q jest częścią p-tu S, i R jest 
-częścią p-tu S) wtedy i tylko wtedy, gdy P jest ingredjensem 
p-tu 8), 
(3) me (Q jest tym samym przedmiotem, co R), 
(4) me (Q jest częścią p-tu R), 
(5) me (R jest częścią p-tu Q) 


-oraz 


(6) nie (pewna część p-tu Q jest częścią p-tu R); 
(7) P jest ingredjensem p-tu P (tw. Ił, 1); 
z 2 i 7 wynika, że- 
(8) Q jest częścią p-tu P, 


-oraz 


(9) R jest częścią p-tu P; 
(10) Q jest ingredjensem p-tu P (def. I, 8) 
(11) R jest ingredjensem p-tu P (def. I, 9) 
(12) przy wszelkiem T-, jeżeli każde (Q lub R) jest in- 
gredjensem p-tu T, to P jest ingredjensem p-tu T (tw. CCX, 
2, 3, 4, 5, 8, 9) 
(13) P jest klasą potów (Q lub R) (tw. CCXVI, 10, 11, 12) 
(14) Q jest zewnętrzne względem R (tw. CXIX, 8, 9, 
3, 4, 5, 6) 
P jest Q+R (def. VIII, 13, 14). 
Twierdzenie CCXLVl. Jeżeli p jest przedmiotem, (przy wszel- 
kiem 8 - (S jest zewnętrzne wzglęoem P wtedy i tylko wtedy, 
gdy (8 jest zewnętrzne względem Q, i S jest zewn«trzne wzglę- 
dem R») oraz Q jest zewnętrzne względem R, to P jest Q + R. 
Dowód: załóżmy, iż- 
(1) P jest przedmiotem,
		

/00106.djvu

			- 102 - 


(2) przy wszelkiem 8 - (5 jest zewnętrzne względem P 
wtedy i tylko wtedy, gdy (8 jest zewntttrzne względem Q, i 5 
jest zewnętrzne względem R» 
oraz 


(3) Q jest zewnętrzne względem R; 
(4) R jest przedmiotem (tw. XXXII, 3) 
(5) przy wszelkiem 5 -, jeżeli przy wszelkiem T -, jeżeli 
T jest Q lub R, to 5 jest zewnętrzne względem T, to (5 je
t 
zewnętrzne względem Q, i 5 jest zewnętrzne względem R) 
(3, 4) 
(6) przy wszelkie m S -, jeżeli przy wszelkiem T-, jeżeli 
T jest Q lub R, to 5 jest zewnętrzne względem T, to 8 jest 
zewnętrzne względem P (5, 2) 
(7) przy wszelkich 5 i T -, jeżeli 5 jest zewnętrzne wzglę- 
dem P, oraz T jest Q lub R, to (T jest tym samym przedmio- 
tem, co Q, lub jest tym samym przedmiotem, co R, S jest ze- 

nętrzne względem Q, i 5 jest zewnętrzne względem R) 
(3, 4, 2) 
(8) przy 
dem P, oraz 
T 


wszelkich 5 i T -, jeżeli 5 jest zewnętrzne wzglę- 
T jest Q lub' R, to 5 jest zewnętrzne względem 


(7) 
(9) P jest klasą p-tów (Q lub R) 
P jest Q + R (def. VllI, 9, 3). 
Twierdzenie CCXLVll. Jeżeli p jest Q + R , 
ingredjensem p-tu 5, to Q jest częścią p-tu 8. 
Dowód: załóżmy, że- 
(1) P jest Q + R , 


(tw. CCXXXII, 1, 6, 8) 


oraz P jest 


oraz 


(2) P jest ingredjensem p-tu 5; 
(3) P jest tym samym przedmiotem, co 5, lub P jest czę- 
ścią p-tu 5 (def. I, 2) 
(4) Q jest częścią p-tu P (tw. CLXIl, 1) 
Q jest częścią p-tu 8 (3, 4, aks. II). 
Twierdzenie CCXLVlll. P jest częścią p-tu Q wtedy i tylko 
wtedy, gdy przy pewnem R-(Q jest P+R). (Wynika z tWe 
CLXII i tWe CLX.) 
Twierdzenie CCli. Jeżeli p jest częścią p-tu Q, to przy 
pewnem R - (R jest przedmiotem, nie (Q jest tym samym przed- 
miotem, co R) i Q jest zbiorem p-tów (P lub R».
		

/00107.djvu

			- 103 - 


Dowód: załóżmy, iż 
(1) P jest częścią p-tu Q; 
z tWe CLX i 1 wypada, że przy pewnem R- 
(2) Q jest P + R ; 
(3) R jest przedmiotem (tw. CXL VIII, 2) 
(4) nie (Q jest tym samym przedmiotem, co R) (tw. 
CLXIV, 2) 
(5) Q jest klasą potów (P lub R) (def. VIII, 2) 
(6) Q jest zbiorem p-tów (P lub R) (tw. XIV, 5) 
przy pewnem R - (R jest przedmiotem, nie (Q jest tym 
samym przedmiotem, co R) i Q jest zbiorem p-tów (P lub R» 
(3, 4, 6). 
Twierdzenie CCL. P jest Q + R wtedy i tylko wtedy, gdy 
(p jest przedmiotem, (przy wszelkicm 5 - (5 jest zewnętrzne 
względem P wtedy i tylko wtedy, gdy (5 jest zewnętrzne wzglę- 
dem Q, i 5 jest zewn«trzne względem R») i Q jest zewnętrzne 
względem R). (Wynika z tw. CCXL VI, tw. CLXXI i def. VIII.) 
Twierdzenie CCLT. Jeżeli P jest Q + R, oraz P jest in- 
gredjensem p-tu 5, to Q jest ingredjensem p-tu 5. (Wynika 
z tWe CCXL Vll i def. 1.) 
Twierdzenie CCLll. Jeżeli P jest Q + R, oraz P jest in- 
gredjensem p-tu 5, to R jest częścią p-tu 5. 
Dowód: załóżmy, iż- 
(1) P jest Q+R, 


OraZ 


(2) P jest ingredjensem p-tu 5; 
(3) P jest R + Q (tw. CLXVII, 1) 
R jest częścią p-tu 5 (tw. CCXL VII, 3, 2). 
Twierdzenie CCLTll. P jest częścią p-tu Q wtedy i tylko 
wtedy, gdy (p jest przedmiotem, nie (P jest tym samym przed- 
miotem, co Q) i przy pewnem R - (R jest przedmiotem, nie (Q 
jest tym samym przedmiotem, co R) i Q jest zbiorerp p-tów (P 
lub R»). (Wynika z tWe CCXIII, tWe L i tWe CCIL.) 
Twierdzenie CCLTV. Jeżeli P jest Q + R, Oraz P jest ingred- 
jensem p-tu 5, to R jest ingredjensem p-tu 5. (Wynika z tw 
CCLII i def. L)
		

/00108.djvu

			- 104 - 


Twierdzenie CCL V. jeżeli p jest Q -+ R , to «Q jest CZęSClą 
p-tu S, i R jest częścią p-tu S) wtedy i tylko wtedy, gdy p jest 
ingredjensem p-tu S). (Wynika z tWe CCXL VII, tWe CCLII 
i tw. CCXLIII.) 
Twierdzenie CCLVl. jeżeli P jest Q+R, to {(Q jest in- 
gredjensem p-tu S, i R jest ingredjensem p-tu S) wtedy i tylko 
wtedy, gdy P jest ingredjensem p-tu S). (Wynika z tWe CCU, 
tWe CCLlV i tWe CCXLlI.) 
Twierdzenie CCLVll. P jest Q+ R wtedy i tylko wtedy, 
gdy (p jest przedmiotem, (przy wszelkiem S-«Q jest częścią 
p-tu S, i R jest częścią p-tu S) wtedy i tylko wtedy, gdy P jest 
ingredjensem p-tu S»), nie (Q jest tym samym przedmiotem,- 
co R), nie (Q jest częścią p-tu R), nie (R jest częścią p-tu Q) 
i nie (pewna część p-tu Q jest częścią p-tu R»). (Wynika z tWe 
CCXLV, tWe CCLV, tWe CXLVII, tWe CCXL, tWe CCXXXIX 
i tWe CCXXXVIIl.) 
Twierdzenie CCLVlll. P jest Q + R wtedy i tylko wtedy, 
gdy (p jest przedmiotem, (przy 
szelkiem S - «Q jest ingred- 
jensem p-tu .s, i R jest ingredjensem p-tu S) wtedy i tylko wtedy, 
gdy P jest ingredjensem p-tu S») i nie (pewien ingredjens p-tu 
Q jest ingredjensem p-tu R)}. (Wynika z tWe CCXLlV, tWe 
CCL VI i tWe CCXXXVII.) 
Twierdzenie CCL/x. P jest Q + R wtedy i tylko wtedy, 
gdy (p jest przedmiotem, (przy wszelkie m S - «Q jest częścią 
p-tu S, i R jest częścią p-tu S) wtedy i tylko wtedy, gdy P jest 
tym samym. przedmiotem, co S, lub jest częścią p-tu S»), nie 
(Q jest tym samym przedmiotem, co R), nie (Q jest częścią p-tu 
R), nie (R jest częścią p-tu Q) i nie (pewna część p-tu Q jest 
częścią p-tu R)}. (Wynika z tWe CCLVII i def. 1.)
		

/00109.djvu

			105 - 


Twierdzenie CCLX. Jeżeli p jest tym samym przedmiotem. 
co Q, to przy pewnem a - (Q jest sumą p-tów a, i P jest :1). 
Dowód: załóżmy, że 
(1) P jest tym samym przedmiotem, co Q; 
(2) P jest sumą potów P (tw. CLXXVII, 1) 
(3) Q jest sumą potów P (2, 1) 
przy pewnem a - (Q jest sumą potów a, i P jest a) 
(3, 2). 
Twierdzenie CCLX1. Jeżeli Q jest sumą p-tów a, oraz P 
jest a, to P .iest ingredjensem p-tu Q. 
Dowód: załóżmy, iż- 
(1) Q jest sumą p-tów a, 


oraz 


(2) P jest a; 
(3) Q jest klasą p-tów a (def. IX, 1) 
P jest ingredjensem p-tu Q (tw. LXXXV, 3, 2). 
Twierdzenie CCLXll. Jeżeli p jest częścią p-tu Q. to przy 
pewnem a - (Q jest sumą p-tów a, i P jest a). 
Dowód: załóżmy, że 
(1) P jest częścią p-tu Q; 
z tWe CLX i 1 widzimy, iż przy pewnem R- 
(2) Q jest p + R ; 
(3) Q jest sumą p-tów (P lub R) (tw. CLXXXl, 2) 
przy pewnem a-(Q jest sumą p-tów a, i P jest a) 
(3, 1). 
Twierdzenie CCLXlll. Jeżeli P jest ingredjensem p-tu Q. 
to przy pewnem a - (Q jest sumą p-tów a, i P jest a). (Wy- 
nika z def. I, tWe CCLX i tWe CCLXII.) 
Twierdzenie CCLX1V. P jest ingredjensem p-tu Q wtedy 
1 tylko wtedy, gdy przy pewnem a - (Q jest sumą p-tów a, 
P jest a). (Wynika z tWe CCLXI i tWe CCLXIII.) 
Twierdzenia CCXLVIII, CCLlIl, LXXXV, CCXXXI, CCLXIV 
i CLXIIl wskazują na to, że zamiast któregokolwiek z terminów 
"część" i "ingredjens" mógłbym, jako termin podstawowy swojej 
"ogólnej teorji mnogości", obrać którykolwiek z terminów - 
..+", "zbiór", "klasa", "zewnętrzny", "suma" i "dopełnienie". 


(C. d. n..)
		

/00110.djvu

			BENEDYKT BORNSTEIN 


Sylogizm a 


. . 
przyczynowosc 
czyli 
o związku dziedziny logicznej 
z dziedziną realną. 


l. 


Nauka o paralelizmie myśli i rzeczywistości, przeświadczenie 
o tem, że logika nie jest tylko nauką o prawach konsekwentnej 
myśli, lecz że posiada o wiele głębsze, rzeczowe i metafizyczne 
znaczenie, jest już założona w systemie Arystotelesa, w jego 
logice i metafizyce, drogę zaś ku temu poglądowi wskazał mu 
mistrz jego, Platon, dla którego świat rzeczywistości absolutnej 
był wszak światem form myślowych, a dziedzina fenomenalna 
również była przepojona myślowym pierwiastkiem. Jest też rzeczą 
zupełnie naturalną, że Arystoteles przeświadczenie swe o ścisłym 
związku i pokrewieństwie świata logicznego i realnego chce prze- 
dewszystkiem sprawdzić i przepróbować na tej podstawowej formie 
myśli naukowej, którą odkrył i zbadał genialnie - na sylogizmie. 
Jakicmu związkowi realnemu odpowiada związek sylogistyczny? 
jaką formtt rzeczywistości odwzorowuje sylogistyczna forma wnios- 
kowania? tak się przedstawia dla Arystotelesa pytanie o poza- 
logicznej, realnej stronie sylogizmu. Odpowiedź zaś Arystotelesa 
na to pytanie w najogóln
ejszej postaci brzmi: sylogizm jest od- 
powiednikiem, jest wyrazem 'logicznym realnego stosunku przy- 
czynowego. Otóż chcemy przedewszystkiem bliżej rozpatrzeć, 
jaki sens twierdzenie to posiada u Arystotelesa i jak daleko 
sięga jego prawda i słuszność, a rozważenia te posłużą nam jako 
wstęp do wyłożenia naszych własnych poglądów na omawianą 
kwestję, poglądów, które w pierwszym rzędzie są tylko konse-
		

/00111.djvu

			,- 107 


kwencją przeprowadzonego przez nas zgeometryzowania logiki 
ścisłej, l) a więc wykazania ad oculos jej metalogicznej strony. 
Arystoteles z właściwą sobie przenikliwością i trafnością 
sądu odkrywa głęb<;>kie pokrewieństwo, jakie istnieje '!liędzy 
związkiem przyczynowym w dziedzinie realnej i związkiem, za- 
chodzącym między wnioskiem a jego przesłankami. "Przesłanki 
są dla wniosku przyczynami", mówi Arystoteles (Metafizyka, 
księga V, rozdział 2, 1013 b), wniosek jest skutkiem przesłanek, 
jest przez nie uwarunkowany i wyznaczony podobnie, jak skutki 
realne są uwarunkowane i wyznaczone przez przyczyny realne. 
Możemy wprawdzie nie uważać za celowe tem samem mianem 
przyczyny nazywać uzasadnienie wniosku przez przesłanki oraz 
zdziaływanie skutku przez przyczynę realną, możemy dążyć do 
używania tu terminu neutralnego, nie związanego zwyczajowo 
z jedną z paralelizowanych dziedzin, np. terminu "wyznaczenie", 
czy "uwarunkowanie", lecz będą to już sprawy drugorzędne, 
terminologiczne. Zasadnicza kwest ja wątpliwości jednak nie przed- 
stawia; pomimo różnic, zachodzących między wyznaczeniem wniosku 
przez przesłanki, a skutku przez przyczyny realne (o różnicach 
tych będzie mowa niżej), zasadnicze pokrewieństwo tych dwóch 
stosunków jest niewątpliwe, gdyż oba są tylko zróżniczkowaniem 
tego samego stosunku, jaki zachodzi między czynnikiem warun- 
kującym (czy wyznaczającym) a czynnikiem uwarunkowanym (czy 
wyznaczonym ). 
Lecz Arystoteles nie zadawalnia się wskazaniem tylko ogól- 
nikowem pokrewieństwa przyczyny logicznej i realnej; stara się 
bliżej sprawę zbadać i rozanalizować. Przedewszystkiem śród 
elementów sylogizmu wyróżnia jeden, t. zw. termin środkowy, 
pojęcie wspólne obu przesłankom, i temu właśnie elementowi 
przypisuje rolę podstawową w wyznaczaniu wniosku, i równolegle 
do tego, realnemu odpowiednikowi tego pojęcia - rolę zasadni- 
czą w wyznaczeniu skutku realnego. "Przy wszystkich kwestjach py- 
tamy - mówi Arystoteles w Drugiej Analityce, Ks. II, rozdz. 2, 90a- 
czy istnieje termin środkowy, lub jaki on jest. A l b o w i e m 
termin środkowy jest przYCzyną, aoniąpytamyzawsze". 
Musimy tutaj oddzielnie rozpatrzeć stronę logiczną i stronę 
realną sprawy. 


1) Por. rozprawę naszą p. t. "Geometria logiki kategorjalnej ł Jej 
znaczenie dla filozofji", Przegląd filozoficzny t. 29 zeszyt III-IV (r. 1926) 
i t. 30, zeszyt I (r. 1927) oraz tp samo w streszczeniu p. t. "La logique 
gćometrique et sa portće philosophique", Biblioteca Universitatis Liberae 
Polonae, zeszyt 20 (1928), Gcbethner i W olfI.
		

/00112.djvu

			- 108 - 


Co dotyczy roli logicznej środkowego terminu w sylogizmie 
to sprawa jest jasna: istotnie, on jest tym warunkiem koniecznym, 
który sprawia, że wniosek dochodzi do skutku, on uzasadnia 
połączenie terminów krańcowych. Możemy więc bez wahania 
powtórzyć za Arystotelesem, że "termin środkowy jest przyczyną", 
jeżeli przez przyczynę rozumieć będziemy przyczynę (rację) po- 
łączenia terminów krańcowych we wniosku. Lecz Arystotelesowi 
to nie wystarcza: on twierdzi nietylko to, że termin środkowy 
jest przyczyną logiczną powiązania terminów krańcowych we 
wniosku sylogistycznym, lecz również że rzecz, którą termin ten 
wyraża, jest przyczyną realną skutku, wyrażonego we wniosku. 
Według Arystotelesa istnieje więc całkowita odpowiedniość i zu- 
pełny paralelizm między uwarunkowaniem realnem i logicznem, 
i sylogizm dokładnie odwzorowuje i wyraża realny związek przy- 
czynowy. Jeżeli z przesłanek "człowiek jest śmiertelny" i "So- 
krates jest człowiekiem" wynika wniosek "Sokrates jest śmier- 
telny", to racją tego, że "Sokrates jest śmiertelny" jest tu termin 
środkowy, "człowieczeństwo" (Sokratesa), które według większej 
przesłanki warunkuje właśnie śmiertelność. A jak się, według 
Aryst., sprawa przedstawia w dziedzinie realnej? Otóż tak samo 
zupełnie. W tej dziedzinie realna śmiertelność Sokratesa jest 
uwarunkowana jego istotą realną, tem, że jest on właśnie czło- 
wiekiem. Sylogizm więc jest - według Aryst. - wiernem 
.odwzorowaniem realnego związku przyczynowego. A dzieje się 
to przedewszystkiem dlatego, że termin środkowy sylogizmu 
wyraża, zdaniem Aryst., przyczynę formalną, formę, istotę rzeczy 
("co to jest"), a więc czynnik, który decyduje również o sta- 
waniu się w dziedzinie realnej, zarówno w dziedzinie przyrody, 
jak i sztuki. "Albowiem, jak sylogizm - powiada Aryst. (Metaf., 
Księga VII, rozdz. 9, 1034 a) - ma za punkt wyjścia istotę rzeczy 
("co to jest"), tak samo tutaj rzecz się ma ze stawaniem", i objaś- 
nia to na przykładach stawania się domu za sprawą formy domu, 
tkwiącej w umyśle budowniczego, lub tworzenia się nowego or- 
ganizmu za sprawą formy, tkwiącej w nasieniu. 
Otóż musimy bliżej nieco rozpatrzeć kwestję, czy istotnie 
sprawa paralelizmu wynikania sylogistycznego i przyczynowego 
tak się w szczegółach przedstawia, jak ją Aryst. pojmuje, czy 
więc istotnie termin środkowy jest przyczyną nietylko logiczną, 
lecz i realną. l tutaj natychmiast przychodzi na myśl - i Aryst. 
sam zresztą wiedział to również (por. Druga Analit. Księga I, 
rozdz. 13, 78 a oraz Księga II, rozdz. 16, 98 b) - że przecież
		

/00113.djvu

			--'-- 109 - 


wniosek może przebiegać nietylko od przyczyny do skutku, 
lecz że wnioskować również możemy od skutku do przyczyny, 
czyli że termin środkowy, punkt wyjścia sylogizmu, wyrażać 
będzie w tym drugim przypadku nie przyczynę realną, lecz skutek 
realny. A więc termin środkowy niezawsze jest przyczyną realną 
(właściwie: niezawsze wyraża przyczynę realną) i niezawsze 
sylogizm przebiega w tym samym kierunku, co proces realny, 
który wszak zawsze ma za punkt wyjścia przyczynę, za punkt 
dojścia skutek. Mimo to termin środkowy zawsze jest "przy- 
czyną" wniosku, zawsze jest racją powiązania terminów krań- 
cowych sylogizmu. 
Niewątpliwie więc nie możemy paralelizować wynikania sy- 
logistycznego i przyczynowego w ten radykalny sposób, jak to 
chciał, mimo wszystko, czynić Aryst., albowiem funkcja sylogizmu 
nie polega tylko na tem, by odwzorowywać realne przebiegi 
przyczynowe, i ma zakres o wiele szerszy. Słowem, paraleli- 
. zacja myśli i bytu w tym sensie, jak ją przedstawiał sobie Aryst., 
a więc w sensie równoległości t r e ś c i myślowych i p r z e d m i o- 
t ó w tych treści, 1) nie daje się utrzymać, jeżeli chodzi o związek 
sylogistyczny w całym jego zakresie. Ażeby mogła ona mieć 
szanse utrzymania się, trzeba byłoby ją ograniczyć do pewnego 
tylko rodzaju sylogizmów, mianowicie do sylogizmów przyczy- 
nowych, t. j. takich, których punktem wyjścia jest właśnie pojęcie 
przyczyny realnej. 
A jednak nie ulegało dla nas wątpliwości, że między sylo- 
gizmem, jako takim, a więc między wszelkim sylogizmem a związ- 
kiem przY,czynowym istnieje głę!:>oka odpowiedniość, że oba te 
związki są tylko specyfikacją jednego i tego samego związku, 
który łączy czynniki warunkujące z uwarunkowanemi, że prze- 
słanki pełnią w dziedzinie logicznej funkcje "przyczyn" w sto- 
sunku do wynikającego z nich wniosku. Jakże to pogodzić 
z równie niewątpliwem twierdzeniem, :że liczne sylogizmy nie 
odwzorowują - jak widzieliśmy - zupełnie zwjązku przyczy- 


l) Taki teź charakter posiada paralelizacja myśli i rzeczy"istości, 
głoszona przez Spinozę i wyraźona w 7-em twierdzeniu drugiej części Etyki: 
"porządek i związek idej jest taki sam, jak porządek i. związek rzeczy". 
"Porządek i związek" zarówno idej, jak i rzeczy oznaczą tu związek przy- 
czyn i skutków raz w dziedzinie pojęciowej (poznawczej), drugi raz realnej. 
Mamy więc tu ten sam problemat i to samo w zasadzie jego pojmowanie, 
co i u Arystotelesa; przy tern i tu i tam chodzi o paralelizm treści myślo- 
wych i odpowiadających im przedmiotów.
		

/00114.djvu

			- 110 - 


nowego, l ze paralelizm związku sylogistycznego i przyczynowego 
załamywać się tu wydaje? Napozór znajdujemy się tu w sytuacji 
bez wyjścia, lecz tylko napozór, w istocie rzeczy sprawa roz- 
wiązuje się łatwo. Paralelizm sylogizmu i związku przyczyno- 
wego w istocie rz.eczy jest powszechny, bez zastrzeżeń i ogra- 
niczeń do pewnego rodzaju sylogizmów, tylko że ten paralelizm 
musimy pojmować inaczej, aniżeli to czynił Arystoteles. Jeżeli 
mówimy o sylogizmie, to powinniśmy go rozpatrywać wyłącznie 
jako twór czysto logiczny, jako związek treści myślowych bez 
zwracania jakiejkolwiek uwagi na przedmioty tych treści, na to, 
co sylogizm ten odwzorowuje z dziedziny przedmiotowej. Innemi 
słowy, nie powinniśmy i nie możemy odpowiedniości związku 
sylogistycznego i przyczynowego pojmować jako odpowiedniość 
treściowo-przedmiotową. Odpowiedniość tych związków 1) po- 
siada inny' charakter. Jest to odpowiedniość strukturalna, for- 
malna: formy tych zvviązków odpowiadają sobie, a nawet są 
identyczne. Weźmy jakikolwiek sylogizm; przesłanki jego wy- 
znaczają wniosek, a ",ięc w dziedzinie logicznej pełnią tę samą 
funkcję, jaką w dziedzinie realnej spełniają przyczyny; wniosek 
jest wyznaczony przez przesłanki, a więc jest tem w dziedzinie 
logicznej, czem skutek w świecie realnym. Mamy więc w istocie 
rzeczy ten Sam związek (stosunek), który w dziedzinie logicznej 
wiąże elementy pojęciowe i nosi miano sylogizmu, w dziedzinie 
zaś realnej zachodzi między elementami realnemi i nazywany jest 
związkiem przyczynowym. Otóż rozmaite elementy (pełniące 
jednak tę samą funkcję czy rolę), związane tym samym stosun- 
kiem, noszą od czasu Arystotelesa i Euklidesa nazwę elementów 
analogicznych. A wię c przesłanki i przyczyny - to elementy 
analogiczne w powyższem ścisłe m (nie potocznem) znaczeniu 
tege wyrazu, podobnie wniosek i skutek. Możemy tedy powie- 
dzieć, że sylogizm i elementy, związane związkiem przyczynowym, 
to twory analogiczne "V ścisłem tego słowa znaczeniu. l jeżeli 
teraz raz jeszcze zapytamy, jaka to odpowiedniość łączy sylogizm 
i przyczynowość, to odpowiemy krótko: jest to odpowiedniość 
ścisłej analogji, tożsam ość formy, tożsamość struktury, prze- 
jawiającej się w dwóch różnych dziedzinach, a więc dotyczącej 
rozmaitych elementów, innemi jeszcze słowy - izomorfizm. Je- 
żeli jednak mówimy, że między sylogizmem a związkiem przy- 


') Przez związek rozumiemy w tern miejscu oczywiście nie sam tylko 
stosunek, lecz i elementy tego stosunku.
		

/00115.djvu

			- 111 - 


czynowym istnieje ścisła analogja, że pełnią one tę samą funkcję, 
każdy w swojej dziedzinie, że są wyrazem tego samego stosunku, 
(uwarunkowania wzgl. wyznaczania), to dla ugruntowania tego 
oglądu będzie rzeczą niezbędną w pierwszym rzędzie bliższe 

orjentowanie się w istocie tego własnie stosunku, który zachodzi 
z jednej strony między przesłankami i wnioskiem, z drugiej - 
J1l.iędzy przyczyną i skutkiem. Wtedy istotnie zobaczymy, że to 
wyznaczanie czy uwarunkowanie posiada w obydwóch dziedzinach 
ten sam zasadniczy charakter. 


II. 


Zaczynamy od dziedziny logicznej i badamy tę zasadniczą 
kwestję, czy stosunek wniosku do przesłanek jest stosunkiem 
tożsamości (identyczności) wzgl. za wierania się, jako częściowej 
tożsamości, czy też jest stosunkiem odrębnym od powyższego. 
W pierwszym przypadku wniosek nie dawałby nic nowego, w dru- 
gim - byłby rozszerzeniem naszego poznania, przedstawiałby 
zdobycz poznawczą. Otóż nawet nie wgłębiając się bliżej w na- 
turę sylogizmu, skłonni jesteśmy odrazu do opowiedzenia się 
za drugim poglądem, uznającym syntetyczną jego naturę, jeżeli 
tylko wziąć pod uwagę budowę i rozwój nauk, operujących prze- 
dewszystkiem tą formą myśli naszej. Weźmy np. geometrję, 
jako przykład nauki dedukcyjnej. Wychodząc z nielicznych 
pewników drogą zogniwienia niezliczonych sylogizmów, geometrja 
rozszerza niezmiernie nasze poznanie utworów przestrzennych. 
Gdyby żaden sylogizm nie przysparzał nam jednak wiedzy, gdyby 
we wniosku me zawierało się nic nad to, co się mieściło 
w poszczególnych przesłankach, to nie czyniłaby tego i dowolna 
liczba sylogizmów, składających się na dowód pewnego twier- 
dzenia. A jednak twierdzenie to jest czemś nowem dla nas, 
i tę nowość, to rozszerzenie poznania, zawdzięczamy właśnie 
naturze sylogizmu, która już z tego względu wydaje się być 
wyraźnie syntetyczną. 
Dlaczego jednak analityczna teorja sylogizmu do dnia dzi- 
siejszego liczy tylu zwolenników, dlaczego tak rozpowszechniony 
jest pogląd, że wniosek zawiera się już w przesłankach, a więc 
że nic nowego nie daje naszej myśli. Przyczyną tego w pierw- 
sZym rzędzie jest petitio principii, polegające na fem, że zgóry 
już zakłada SIę, że wniosek tylko dlatego może wynikać z prze- 
słanek, bo się w nich zawiera; gdyby bowiem się w nich me 
zawierał, to jakżeby z nich mógł wyniknąć? T ak jednak nie
		

/00116.djvu

			-- 112 -- 


jest. Analizujmy jak najdokładniej przesłanki, wniosku jednak 
w nich nie znajdzieIllY, Mamy: A jest B, B jest ej gdziei tu 
wniosek: A jest e? w przesłankach mamy zawarte połączenie 
A z B i B z e, lecz połączenia A z e niema; to połączenie jest 
czemś nowem, nie zawartem zupełnie w przesłankach i ukazują- 
cem się dopiero we wniosku. Ale na to nam powiedzą: jeżeli 
A jest B i B jest e, to A musi być e, to nieodparcie wynika 
z tych przesłanek, to już jest w nich zawarte. Otóż niewątpli- 
wie wtedy A musi być C, ten sąd nieodparcie wynika z prze- 
słanek, lecz właśnie nie jest w nich zawarty. Wynikanie nie jest 
właśnie zawieraniem się, nie jest natury analitycznej. I nic tu 
nie pomoże, jeżeliby kto chciał bronić analitycznej teorii sylo- 
gizmu zwróceniem uwagi na to, że wprawdzie wniosek nie mie- 
ści się w żadnej z przesłanek, wziętej oddzielnie, lecz że mimo 
to jest zawarty w ich połączeniu. Połączenie jednak przesłanek 
też wniosku w sobie aktucilnie nie zawiera, albowiem to złączenie 
przesłanek, utworzenie z nich jednej całości, jednego systemu, po- 
lega tylko na złączeniu, na zidentyfikowaniu ich środkowego ter- 
minu, to jednak jest czemś całkowicie różnem od połączenia ich 
terminów krańcowych, co tworzy dopiero wniosek. 
jeżelibyśmy teraz zapytali o okoliczności, sprzyjające utrzy- 
mywaniu się tej błędnej teorji o zawieraniu się wniosku w przesłan- 
kach (częściowej tożsamości wniosku i przesłanek), to widzielibyśmy 
je przedewszystkiem w tem, że w sylogizmie istotnie mamy cały 
szereg tożsamości całkowitych lub częściowych. W g o t o w e j 
przesłance: A jest B, istotnie A jest częściowo tożsame z B 
(lub przy rozpatrywaniu głębszem, treściowem: B z A), w prze- 
słance: B jest e, istotnie B jest częściowo tożsame z e, dalej pojęcie 
B istotnie jest tożsame w obydwóch przesłankach, wszystko to 
tak jest niewątpliwie, lecz niewątpli
ie również we wszystkich 
tych tożsamościach czy zawieraniach nie zawiera się tożsamość 
A z e, nie zawiera się, ćhoć niewątpliwie z nich wynika. Ta 
myśl: A jest e, jest uzasadniona przez przesłanki; przesłanki 
stanowią jej podstawę; ona jest o nie oparta, lecz w nich nie 
zawarta. Wniosek syntetycznie dołącza się do przesłanek. 
Utrzymywaniu się błędnej teorji analitycznej sylogizmu 
sprzyja poza tern zakorzeniony przesąd, że logika jest tą do- 
meną, w której niepodzielnie panują kategorje eleackie tożsa- 
mości i niezmienności. Świat logiczny jest wyniesiony poza czas 
i dlatego obcą musi mu być jakoby wszelka różnica, wszelka 
zmiana, wszelka nowość, wszelkie stawanie się.
		

/00117.djvu

			113 - 


A jednak ten eleatyzm logiczny jest z gruntu błędny. 
Świat logiczny może być światem wyniesionych ponad czas, wie- 
cznych, niezmiennych praw, to jednak nie znaczy, że prawa te 
muszą być prawami niezmienności i tożsamości. Wiecznem, nie- 
zmiennem prawem może być również zasada ruchu, rozwoju, 
stawania się. Zrozumiał już to genjalnie Platon, mówiąc o łą- 
czeniu się rodzajów, o tworzeniu się nowych pojęć-gatunków, 
wprowadzając kategorję genezy, wnosząc ruch djalektyczny do 
świata swych wiecznych pierwowzorów. l tak jest niewątpliwie: 
niema dziedziny bytu, realnego czy idealnego, tak jednostronnej, 
by reprezentowała bez reszty i wyłącznie jedną tylko z przeciw- 
stawnych kategoryj: tożsamość tylko, lub tylko różność; ruch 
tylko, czy zmianę lub też wyłącznie tylko bezruch, spoczynek 
i niezmiennosc. Zasady Parmenidesa i Heraklita są nieroz- 
dzielnie z sobą związane, są nierozłącznemi korrelatami, i ta- 
kiemi też są w dziedzinie logicznej, która w tworzeniu się ga- 
tunków z rodzajów i różnic gatunkowych, która przedewszystkiem 
w powstawaniu wniosku z przesłanek manifestuje widocznie swe 
nie-eleackie momenty. Lecz w jaki sposób jednak, zapytamy, 
mówić można o tworzeniu i powstawaniu w dziedzinie, która 
jest poza czasem, czyż czas nie jest warunkiem koniecznym 
wszelkiego stawania się? Czy z pojęciem przyczyny i skutku 
nie są związane momenty czasowe? Czy przyczyna nie jest 
przed skutkiem, skutek po przyczynie? Otóż tak jest niewąt- 
pliwie, jeżeli mow	
			

/00118.djvu

			114 


syntetyczny, jest stawaniem SIę, jest tworzeniem SIę nowych 
tworów logicznych 1). 
Zastanówmy się teraz bliżej nieco nad naturą związku ele- 
mentów warunkujących i uwarunkowanych w dziedzinie realnej, 
a więc nad istotą związku przyczynowego. I tutaj, w dziedzinie 
zjawisk realnych, niefortunny eleatyzm również stara się wypa- 
czyć istotny stan rzeczy. Zdawałoby się. że przecież w dzie- 
dzinie czasowej pod żadnym już względem zaprzeczać nie można 
stawaniu się, ruchowi i zmianom, że poza tożsamością w oczy 
się tu rzuca, jako równouprawniona, różność i rozmaitość. A jed- 
nak znajdujemy licznych filozofów, którzy zapatrzeni w kategorje 
tożsamości i niezmienności, rzekome wykładniki wszelkiej logicz- 
ności i racjonalności, patrzą na świat w nauce z tego eleackiego 
punktu widzenia, i wszelką różność, wszelką zmianę poczytują 
za coś .nieracjonalnego, sprzecznego z logiką i wymaganiami 
umysłu ludzkiego 2). Przy takim poglądzie na myśl i świat, 
jakby się przedstawiała sprawa istoty związku przyczynowego, 
tego związku, w którym wyraża się właśnie wszelkie stawanie 
się realne i wszelka zmiana? Otóż trzeba byłoby uznać, że 
wszystko to, co w tem stawaniu się i zmianie wykracza poza 
tożsamość i równość, jest czemś irracjonalnem, nielogicznem, 
nie dającem się objaśnić, czemś nie nadającem się do traktowania 
naukowego, słowem, że stosunek przyczynowy w swej postaci 
racjonalnej i naukowej musi być pojęty jako stosunek tożsamości 
czy równości w myśl dawnej formuły causa ąequat effecłum, czy 
też w myśl nowoczesnej zasady zachowania energji. Lecz tak 
pojęty związek, przyczynowy zadaje oczywisty gwałt rzeczywi- 


1) Dziedziny logicznej nie uwazamy za dziedzinę całkowicie samo- 
dzielną, za ukonstytuowaną pierwotnie przez jej własne czynniki. Jest to 
dla nas dziedzina pochodna: świat treści, których źródłem ostatecznem są 
siły duchowe (psychiczne). W świecie czysto logicznym, jako takim. niema 
wprawdzie samej realnej czynności stawania się, istnieją jednak elementy, 
poddane "czynnościom", "działaniom" logicznym, które są idealnemi odpo- 
wiednikami realnych czynności i działań. W tern właśnie znaczeniu mówimy 
o idealne m, logicznem ..stawaniu się". 
2) Por. A. Lalande. La dissolution opposee a I'evolution dans les 
sciences physiques et morales, 1899, str. 66: ..Au point de vue logique, en effet, 
toute difference est un fait continj{ent, surprenant, qui ne satisfait pas I'esprit, 
qui reclame meme une correction, si elle est possible". Również Meyerson. 
Identite et realite, 1912, str. 348: ..II est rationnel, que les choses clemeurent, 
et non pas qu'elles changent". Por. również a właściwie przedewszystkiem 
Boutroux. De la contingence de 100s de la nature. Wyd. 1929 r. pierwsze 
dwa rozdziały.
		

/00119.djvu

			115 


stości, wypacza ją, neguje drugą jej (nieeleacką) stronę, która 
stanowi własnie istotę wszelkiego stawania się. Rozumieć realne 
stawanie się, jako tożsamość, to właśnie znaczy radykalnie go 
nie zrozumieć, to znaczy momenty podrzędne wysunąć na plan 
pierwszy i jedyny, jak to czynią zresztą w dziedzinie logicznej 
ci, którzy sylogizm chcą oprzeć na zasadzie tożsamości. Że 
w istocie rzeczy przyczynowość, pojęta jako tożsamość, jest za- 
przeczeniem właściwej przyczynowości, to przyznają nawet sami 
zwolennicy takiego rozumienia związku przyczynowego J); zdają 
sobie oni dokładnie naogół sprawę, że całkowicie w ten sposób 
wypaczają rzeczywistość, negując przy takie m ujmowaniu jej cechy 
istotne, jej zmienność i twórczość, ruch i rozwój, które w niej 
panują. f w myśl czego wszystko to się dzieje, w myśl czego- 
more bergsonico - kopie się przepaść między logiką a istotną 
rzeczywistością, na jakich argumentach opiera się tu irracjonal- 
ność konkretnych przebiegow, którym, jakoby, logiczne, naukowe 
ujęcie dorównać nie może? Otóż teoretyczną podsta
ę tego 
wszystkiego stanowi błędne a zakorzenione mniemanie, że zasada 
tożsamości stanowi naczelną i wyłączną zasadę myśli logicznej. 
Tak jednak nie jest; wskazuje nam to wyraźnie chociażby współ- 
czesna logika matematyczna, podając na wstępie cały szereg 
zasad od zasady tożsamości niezależnych, między inoemi również 
i zasadę sylogizmu. Nie mamy więc najmniejszej racji teoretycz- 
nej do wypaczania natury związku przyczynowego, wypaczania, 
które ma jakoby być nieodłączne od jego zracjonalizowania. 
Możemy śmiało spojrzeć w oczy rzeczywistości, uznać i naukowo 
zaakceptować .iej stronę syntetyczną, nietożsamościową, roz- 
woJową, przedewszystkiem właśnie przejawiającą się w związkach 
przyczynowych, twórczych elementach nowych postaci świata- 
i możemy być pewni, że logika dobrze zrozumiana i prawdziwie 
stwierdzona rzeczywistość nigdy sobie nie zaprzeczą. 
Możemy teraz powiedzieć, że analogja między związkiem 
sylogistycznym i związkiem przyczynowym, która w postaci ści- 
słej, choć dotychczas ogólnikowej tylko, zosłała przez nas stwier- 
dzona, znajduje dalsze potwierdzenie w analizie charakteru tych 
związków. Mogą one, okazuje się, pełnić tę samą funkcję, każdy 
w swojej dziedzinie, gdyż istota ich jest ta sama,' są one oba 


l) Np. Meyerson loc. cit. powiada, że zasada przyczynowości - "która 
nie iest niczem innem iak zasadą toźsamości, zastosowaną do istnienia przed- 
miotów w czasie" - "polega na eliminacji przyczyny" (por. str. 38 i 251).
		

/00120.djvu

			- 116 - 


bowiem związkami syntetycznemi, twórczemi, genetycznemi, i ratio 
cognoscendi w sylogizmie i ratio essendi w zwią'?:ku przyczyno- 
wym przedstawiają w istocie rzeczy ratio fiendi J). 
A teraz, aby w szczegółach i ostatęcznie tę analogję ścisłą 
ustalić, przyjrzeć się bliżej musimy, względnie odkryć musimy 
istotną strukturę tych związków, przedewszystkiem związku sylo- 
gistycznego. 


III. 


Jeżeli powiemy, że sylogizm chaI-akteryzują 3 pojęcia i 3 sądy, 
jeżeli podkreślimy w ten sposób trójkowy charakter sylogizmu, 
to powiemy słusznie, ale niewystarczająco; kładziemy w ten spo- 
sób solidną podstawę pod analizę struktury sylogizmu, istoty 
jednak tej struktury jeszcze nie podajemy. Znajdziemy ją wtedy 
dopiero, gdy wykryjemy wzajemny związek tych dwóch trójek 
w sylogizmie, przedewszystkiem o ile on występuje w stosunku 
bezpośrednio teraz nas interesującym, t. j. w stosunku wniosku do 
przesłanek. W tym celu bierzemy za punkt wyjścia wyżej za- 
znaczoną trójkową naturę sylogizmu i dla jaśniejszego jeszcze jej 
uprzytomnienia sobie przedstawiamy ją w postaci przestrzennej. 
Jako obraz przestrzenny trójkowej natury sylogizmu otrzymamy, 
oczywiście, trójkąt, gdyż jest to utwór, który, również jak i sy- 
logizm, charakteryzują dwie pary trójek: (3 punkty - lub jeszcze 
inaczej - 3 kąty: i 3 proste, boki). Na poniższym diagramacie 
niech punkt A oznacza przesłankę większą, łączącą w sobie dwa 
pojęcia AB i AC, punkt B przesłankę mniejszą, składającą się 
z pojęć AB i BC, tak że odcinek AB, będzie terminem środkowym, 


A 
"'" 
"'" 
" 


B 
/ 
/ 


// 


/ 


C 


wspólnym dla obydwóch przesłanek, punkt zaś C będzie wtedy 
oznaczał wniosek, jako zjednoczenie terminów krańcowych AB i Be. 


1) Analogja między sylogizmem a związkiem przyczynowym utrzy- 
muje się również przy analitycznej -teorji obydwóch tych związków, tylko że 
wtedy oba te związki pojęte są - jak widzieliśmy - błędnie. W istocie 
rzeczy mamy tu analogję między czemś, co nie jest sylogizmem, i czemś,
		

/00121.djvu

			117 - 


Czyli sylogizm nasz będzie następujący: przesłanka większa 
A=- AB + AC, przesłanka mniejsza B == AB + BC i wniosek 
C 0-= AC-t- BC, gdzie znak + oznacza zjednoczenie pojęć w sądzie 
(oraz zjednoczenie prostych w punkcie) l). 
Otóż wystarcza teraz przypomnieć sobie o podstawowym 
stosunku, znanym 'z elementów geometrji rzutowej, o stosunku 
dualności (dwoistości), który wiąże punkt i prostą, wystarczy 
zwrócić uwagę na to, że podobnie jak odcinek prostolinjowy wy- 
znaczony jest przez 2 punkty, tak samo i punkt, wyznaczony jest 
przez przecięcie dwóch odcinków, wystarcza tego, powiadamy, 
aby istotna struktura sylogizmu-trójkąta stanęła przed nasze mi 
oczyma. 
Trójkąt ABC przedstawi się nam wtedy jako całość złożona 
z dwóch dualnych części: 1) dwóch punktów A i B, połączonych 
odcinkiem AB oraz 2) dwóch odcinków AC i BC, zjednoczo- 
nych w punkcie C - i analogicznie sylogizm przedstawi się nam 
jako całość, złożona z dwóch dualnych części: 1) dwóch są- 
dów-przesłanek A i B, złączonych wspólnem pojęciem środ- 
kowem AB oraz 2) dwóch pojęć krańcowych AB i BC, zjed- 
noczonych w sądzie-wniosku C. 
Widzimy tu, że jak w geometrji istnieje dualność (dwoistość) 
między punktem i prostą, podobnie w sylogistyce między sądem 
i pojęciem, i że podobnie jak w geometrji mamy dwa dualne 
działania podstawowe: łączenie punktów przez wspólną im prostą 
i łączenie prostych w jednoczącym je punkcie, tak samo i w sy- 
logistyce odkrywamy dwa' dualne działania podstawowe: łączenie 
sądów (przesłanek) przez wspólny im termin środkowy i łączenie 
terminów krańcowych w jednoczącym je wniosku. W logice 
ścisłej (największy) element wspólny dwóch tworów nazywamy 
ich iloczynem logicznym, działanie zaś, któremu zawdzięcza on 
istnienie, mnożeniem logiczne m; element zaś, który powstał ze 
zjednoczenia dwóch tworów, nazywamy 
ch sumą logiczną, od- 


co nie jest przyczynowością. Przy rozpowszechnionej zaś teorji, która w sy- 
logizmie błędnie widzi związek analityczny, w przyczynowości zaś słusznie 
związek syntetyczny, wszelka - skądinąd jednak niewątpliwa - analogja 
między temi tworami upada; upada z winy właśnie niezrozumienia syntetycz- 
nej. twórczej funkcji sylogizmu. 
I) Nie potrzebujemy chyba dodawać, że równie dobrze - a może 
bardziej jeszcze poglądowo - moglibyśmy terminy sylogizmu odwzorować 
zapomocą punktów, sądy zaś jego zapomocą odcinków, wiążących te 
punkty, również otrzymalibyśmy wtedy postać trójkąta, jako odwzorowanie 
przestrzenne sylogizmu.
		

/00122.djvu

			118 - 


powiednie zaś 
ziałanie dodawaniem logicznem. Możemy więc 
teraz powiedzieć: s t r u k t u r a log i c z n a s y log i z m u j e s t 
strukturą dwoistą i pod względem elementów, i pod 
w z g l ę d e m d z i a łań, p o J e g a z a ś n a t e m, ż e d w i e p r z e- 
s ł a n k i m n o ż ą s i ę t u log i c z n i e yv t e r m i n i e ś r o d- 
k o w y m, a o d p o w i a d aj ą c e t y m p r z"e s ł a n k o m t e r- 
miny krańcowe dodają się logicznie we wniosku l). 
Jeżeli teraz tę odkryta tu strukturę sylogizmu będziemy 
chcieli wyrazić zapomocą symbolów logiki matematycznej, to, 
oznaczając przesłankę większą przez a, mniejszą zaś przez b, otrzy- 
mamy dla terminu środkowego symbol a X b (element wspólny 
dwóm przesłankom). Okaże się przytem, że t
rmin większy, 
odpowiadający większej przesłance będziemy mogli rówmez 
wyrazić ,przez a, gdyż będziemy wtedy mieli: a (przesłanka 
większa) = a (termin większy) + ab (termin środkowy), co jest 
zgodne z logiką matematyczną, w której istotnie a + ab =- a. 
Podobnie termin mniejszy oznaczyć możemy przez ten sam sym- 
bol b, który oznaczał przesłankę mniejszą. W ten sposób system 
przesłanek, złączonych terminami środkowemi, wyrazimy krótko 
przez: a X b, wniosek zaś przez a -t b. przyczem pamiętać należy, 
że we wzorze a X b litery oznaczają przesłanki ze względu na 
ich terminy środkowe, we wzorze zaś a -t-- b - odpowiadające 
im dualnie terminy krańcowe. 
Możemy teraz po prześwietleniu struktury sylogizmu odpo- 
wiedzieć już natychmiast na interesującą nas kwestjt;, dotyczącą 
stosunku, łączącego przesłanki z wnidskiem. T e n S t o s u n e k 
logicznego wyznaczenia w sylogizmie okazuje się 
s t o s u n k i e m d w o i s t o ś ci (d u a l n o ś c i). polegającym na 
tem, że gdy dwa elementy wiążą się pewnem działaniem, to od- 
powiadające im dualnie elementy wiążą się działaniem dualnem 
do poprzedniego. T en stosunek dualności jest wybitnie synte- 
tyczny i wykazuje nam dobitnie nietożsamość wniosku i prze- 
słanek: gdy mamy przesłanki, złączone w terminie środkowym, 
mamy wtedy a X b; zaś a + b jest tam jeszcze aktualnie nieobecne 
i nie zawarte, choć już wyznaczone, uwarunkowane, uzasadnione. 
Ażeby się lepiej jeszcze zorjentować w tym stosunku dwoistoś- 
CI, dobrze bt;dzie uprzytomnić sobie to, co wykazaliśmy we wstęp- 


I) Możemy jeszcze inaczej wyrazić dwoistą strukturę sylogizmu w ten 
sposób: dwie przesłanki sylogizmu łączą się dwojako (dwo- 
i ś c i e), r a z ID n o Ż n i e p r z e z t e r m i n y ś r O d k o W e, d r u g i r a z 
dodaj nie przez terminy krańcowe.
		

/00123.djvu

			119 


nym rozdziale rozprawy naszej p. t. "Geometrja logiki kate- 
gorjalnej i jej znaczenie dla filozofji" ("Przegląd Filozoficzny", 
1926, zeszyt III 
 IV oraz 1927, zeszyt 1), mianowicie, że jeżeli 
pewien wzór algebry logiki będziemy rozumieli w sensie zakre- 
sowym, to wzór do niego dwoisty będzie wyrażał stosunki treści, 
odpowiadających tamtym zakresom, i vice versa. Jeżeli wit;c ma- 
my związek Qb, dotyczący np. wspó
nego zakresu klas a i b, to 
dwoisty związek a + b wyrażać będzie połączenie treści klas 
a i b 1). Na diagramacie związki te możemy przedstawić w spo- 
sób następujący. Niech punkty a i b odwzorywują klasy a i b, 
ukonstytuowane przez odpowiadające im treści i zakresy (a wzgl. b). 
Wtedy zakres wspólny tych klas, zakres ab, wyrazi się przez 
odcinek, łączący punkty a i b, połączone zaś treści tych klas 
przez punkt zjednoczenia prostych a i b , odwzorowujących 
treści a i b. Klasa a przedstawi się wtedy jako całość = a +ab , 
klasa b jako całość = b + ab. Widzimy to poniżej. 
a ab b 


/ 


a',,- 
, 


/ 
/b 


,/ 
a+b 
więc tu strukturę dwoistą, identyczną ze strukturą 
Elementy analogiczne będą tu: 
klasy - przesłanki 
ich zakres wspólny - ich termin wspólny (środkowy) 
ich treści -:- ich terminy krańcowe 
zjednoczenie ich treści - zjednoczenie ich terminów krańcowych 
(we wniosku) 
T a ścisła analogja, tutaj najaw wydobyta, rzuca światło 
na istotę elementów sylogizmu. Przesłanki a i b pełnią w sylo- 
gizmie rolę całości, ukonstytuowanych przez dwa elementy (termi- 
ny): jeden wspólny np. zakresowy 1) (ab) i drugi treściowy:!) (a wzgl. 


Mamy 
sylogizmu. 


]) Jest to rzeczą oczywistą, gdyż zakres ab jest to zakres wspólny 
klasom a i b, elementy jego zawierają się zarówno w klas.ie a, jak i w kla- 
sie b. będą więc odpowiadały zarówno treści a. jak i treści b. a więc treści a + b. 
2) Słuszniej byłoby nazywać te dwa elementy przesłanek (środkowy 
krańcowy) elementami odpowiadającemi elementom zakresowym i treściowym 
klas, nie zaś wprost elementami zakresowe mi i treściowemi - i w ten 
właśnie sposób należy rozumieć te skrócone zwroty: element zakresowy 
wzg-1. treściowy przesłanki.
		

/00124.djvu

			- 120 - 


b); wniosek zaś z tych przesłanek polega na połączeniu dodaj- 
nym treściowych terminów a i b. Mamy więc identyczne stosunkI 
przy powstawaniu wniosku naskutek połączenia przesłanek w ter- 
minie środkowym i przy scalaniu sit; treści klas naskutek złączenia się 
ich wspólnych zakresów. Zamiast rozpatrywać system dwóch przesła- 
nek, połączonych terminem środkowym, możemy rozpatrywać system 
dwóch klas, połączonych 
spólnym zakresem (ewent. wspólną 
treścią). 
Prześwietliliśmy w ten sposób strukturę sylogizmu, wykry- 
liśmy jej naturę dwoistą i głębokie pok
ewieństwo, zachodzące 
między systemem przesłanek a systemem pewnych klas. Moglibyśmy 
teraz opuścić dziedzinę logiczną i zwrócić się do bliższego zba- 
dania struktury realnego związku przyczynowego, który według 
naszych dotychczasowych rozważań powinien i w szczegółach 
ujawnić formę, analogiczną do formy sylogizmu. Zanim jednak 
to uczynimy, musimy zwrócić uwagę na rzecz jedną pierwszo- 
rzędnego znaczenia. Celem naszej pracy jest wykazanie związku, 
zachodzącego, między światem logiki i światem rzeczywistości, 
wykazanie tego, że formy logicznych utworów nie ograniczają 
się tylko do' dziedziny sensów logicznych, lecz że przez tę dzie- 
dzinę przesięgają, że posiadają znaczenie metalogiczne, światowe. 
Otóż. tem, co wydawać się może najbardziej dziwnem i niepoko- 
jącem w takiej koncepcji, jest ta okoliczność, że przecież dzie- 
dzina związków logicznych jest dziedziną nie przestrzenną, dzie- 
dzina zaś realna jest w swej części fizycznej przestrzenną nie- 
wątpliwie. Czy więc jest to możliwe, ażeby formy elementów 
nieprzestrzennych były. identyczne z formami elementów roz- 
ciągłych? Otóż że tak jest niewątpliwie, o tem już teraz wiemy 
i nie potrzebujemy, by przekonać się co do tego, czekać na 
zbadanie struktury związku przyczynowego. Widzieliśmy prze- 
cież, przekonaliśmy się ad oculos, że forma logicznego sylogizmu 
jest identyczna z formą geometrycznego trójkąta, że forma sylo- 
gizmu nie pozostaje w immaneJ1cji logicznej, lecz .że transcen- 
duje w dziedzinę pozalogiczną, przestrzenną, geometryczną. 
Jeżeli 'jednak tak jest, to przepaść, jaka istnieje między nieroz- 
ciągłością sensów logicznych a rozciągłością świata fizycznego, 
została już przez formę sylogizmu przekroczona, i teraz już bar- 
dziej zrozumiałem wyda się nam, że forma logiczna okaże się 
również formą związków realnych, przestrzennie realnych. Wyda 
nam się to teraz nawet już a priori prawdo podobne, jeżeli tylko 
zważymy, że w takiem, czy innem znaczeniu formy geometryczne
		

/00125.djvu

			121 - 


są przeclez równoczesme formami świata fizycznego. Oczekujemy 
więc tego, że forma sylogistyczna poprzez dziedzinę geometryczną 
spłynie do dziedziny fizycznej i zjawi się tam w postaci formy 
przyczynowości. 
Otóż przechodzimy teraz do bliższej anąlizy tej formy przy- 
czynowej i rozpatrzymy ją na tym naj prostszym, klasycznym 
przykładzie, który tak wielką odgrywał rolę przy rozważaniach 
nad istotą przyczynowości w XVll i XVIII stuleciu, mianowicie 
na przykładzie zderzających się ciał (kul). 
Na wstępie zaraz musimy tu rozpatrzeć pewną kwestję, któ- 
ra niewątpliwie już nieraz nam sit; musiała nasunąć w ciągu 
niniejszych rozważań. Mamy tu wykazać analogję ścisłą, dającą 
się przeprowadzić w szczegółach, między strukturą związku sy- 
logistycznego a strukturą związku przyczynowego. A jednak 
w związku sylogistycznym budowa "przyczyny"- jest dwuczłono
a 
(dwie przesłanki), gdy natomiast w związku przyczynowym mó- 
wimy wprost tylko o przyczynie, tak że nasuwa się wątpliwość 
co do identyczności struktury już pierwszego członu związku 
przyczynowego. Wątpliwość tu jednak znika natychmiast, skoro 
uprzytomnimy sobie, że i w dziedzinie realnej przyczyna w isto- 
cie rzeczy posiada zawsze charakter dwuczłonowy, że w powsta- 
niu skutku biorą zawsze udział dwa elementy, które potocznie nazy- 
wamy czynnym i biernym, ten, który działa, i ten, który podlega 
działaniu (i który, oczywiście, na to dżiałanie reaguje). W przy- 
padku zderzających się kul skutek tego zderzenia zależy od 
zderzenia się kuli a i kuli h, a więc przyczyna.i w dziedzinie 
realnej posiada charakter wybitnie dwuczłonowy, podobnie jak 
i w dziedzinie logicznej. 
Dobrze, powiedzą nam, istotnie i w dziedzinie realnej mamy 
dwuczłonowosć przyczyny, ale czy w dziedzinie tej znajdziemy 
również w każdym członie przyczynowym tę dwoistość, jaką 
odnajdujemy w dziedzinie logicznej, ten moment treściowy i mo- 
ment zakresowy, który społem dopiero tworzy klasę czy prze- 
słankę? Ależ oczywiście, i odkrycie dopiero tych momentów 
w dziedzinie realnej ostatecznie zadecyduje o istnieniu najgłęb- 
szej analogji między światem logicznym i realnym, między lo- 
gicznym i realnym związkiem wynikania. Czemże jest kula 
biegnąca, jeżeli nie pewną rozciągłością, przepojoną pierwiast- 
kiem nierozciągłym, dynamicznym (impulsem), i czem jest rozciągłość 
kuli, jeżeli nie zakresem, na który się rozciąga jej treść dynamiczna. 
T eraz zaczynamy już wszystko rozumieć, zrozumieliśmy bowiem,
		

/00126.djvu

			- 122 - 


że kule biegnące są wiernemi analogonami klas logicznych lub 
przesłanek sylogistycznych, ukonstytuowane, tak jak te twory 
logiczne, przez dwa czynniki: zakresowy i treściowy, które w da- 
nym realnym, mechanicznym przypadku przybierają postać czyn- 
nika przestrzennego (geometrycznego) i dynamicznego. Kule a i b 
biegną i następuje ich zetknięcie - złączyły sit; one w pewnym 
punkcie, we wspólnym zakresowym, geometrycznym ich pier- 
wiastku (a X b), i jako wynik tego zetknięcia się następuje dzia- 
łanie dwoiste, drugie złączenie się tych kul w ich pierwiastkach 
treściowych, dynamicznych (a + b); impulsy ich się łączą, jako 
skutek zderzenia, i to złączenie się impulsów decyduje już o ruchu 
dalszym zetkniętych kulI). M a m y w i ę c t u s t r u k t li r ę r e a 1- 
nego związku przyczynowego, bezwzględnie iden- 
t y c z n ą z e s t r u k t u r ą d w o i s t ą s y log i z m u: i tu i tam 
dwie całości, gdy zetkną się mnożnie we wspólnym elemencie 
(zakresowym), muszą się złączyć w wyniku również idodajnie 
w swych elementach treściowych; zaistnienie przyczyny ab powo- 
duje zaistnienie skutku a + b. 
W ten sposób wykazaliśmy najgłębszą tożsamość struktury 
między związkiem sylogistycznym a związkiem przyczynowym; 
wykazaliśmy, jak forma sylogistyczna poprzez dziedzinę geome- 
tryczną przenosi się na świat realny; jak rozmaite dziedziny świata 
w myśl właśnie wielkiego prawa analogji (zachowania formy) 
tę samą posiadają architektonikę 
). Pozostaje nam teraz do zro- 
bienia jeszcze jedna tylko rzecz, lecz może najważniejsza. Cho- 
dzi, mianowicie, o to, byśmy uświadomili sobie należycie zna- 
czenie ogólno-filozoficzne osiągniętych wyników i drogę, która 
do nich doprowadziła. 


IV. 


Cóż to znaczy, że stosunek przyczynowy posiada strukturę 
analogiczną do stosunku sylogistycznego lub stosunku zakresów 
do treści? Nie znaczy to nic mniejszego niż to, że związek ten 


I) przy zderzeniu ciał elastycznych to połączenie impulsów - jak 
wiemy z fizyki - następuje tak samo, jak i przy zderzeniu ciał nieelastycz- 
nych, tylko że w przypadku ciał elastycznych sprawa komplikuje się następ- 
nie przez działanie elastyczności. 

) Gdzieindziej wykazaliśmy identyczność struktury sylogizmu i tego 
związku przyczynowego w świecie organicznym, który znajduje wyraz w stwa- 
rzaniu nowych organizmów, por. ..Logiczna (topolo1{iczna) struktura rozmnaża-
		

/00127.djvu

			123 - 


jest racjonalny, że jest dla nas tak do głębi zrozumiały, jak sto- 
sunki logiczne, jak np. wynikanie wniosku z przesłanek, prototyp 
wszelkiej zrozumiałości. Niema dla nas nic bardziej pewnego, 
nic bardziej zrozumiałego nad to, że gdy "Człowiek jest śmier- 
telny" i "Sokrates jest człowiekiem", to "Sokrates jest śmier- 
telny". Tak być musi. inaczej być nie może, to bezwzg!ędnie 
wynika z danych przesłanek; ta śmiertelność Sokratesa jest dla 
nas całkowicie przez te przesłanki uzasadnioną, na ich podstawie 
zrozumiała. Rozumiemy do głębi, że gdy dwie przesłanki o i b 
są złączone wspólnym terminem środkowym (o b), to ich terminy 
'krańcowe (o i b) muszą być złączone dodajnie -w postaci sądu- 
wniosku (o + b). Lub podobnie rozumiemy, że, gdy zakresy o i b 
dwóch klas o i b mają część wspólną ob, to treść odpowiadająca 
temu wspólnemu zakresowi będzie = o + b, że tak być musi, 
że inaczej być nie może, że jest to w naturze rzeczy logicznych 
ugruntowane niezbicie. Otóż teraz w ten sam zupełnie sposób 
zrozumieliśmy, że jeżeli kule biegnące o i b nie są niczem innem 
jak tylko zespołami pierwiastku zakresowego i treściowego, który 

utaj, w świecie mechanicznym, zjawia się w postaci elementu 
przestrzennego (geometrycznego) i dynamicznego, to z zetknięcia 
sit; tych kul (z powstania wspólnego zakresu ob) musi wyniknąć 
dodanie sit; ich elementów dynamicznych, ich impulsów, musi 
powstać impuls 0+ b. Wiedzieliśmy zresztą już dawno, od cza- 
sów Wallisa (1668), że przy zderzeniu ciał nieelastycznych im- 
pulsy się dodają (i dodane wyznaczają bieg złączonych po zde- 
rzeniu mas), teraz jednak nietylko to wiemy, lecz i rozumiemy, 
rozumiemy, że nietylko tak jest, lecz tak być musi, że inaczej 
być nie może, rozumiemy kOI1ieczność dodawania się impulsów 
(jako elementów treściowych) ciał, które się z sobą zetknęły. 
T en skutek zetknięcia się dwóch ciał jest dla nas teraz do głębi 
zrozumiały i racjonalny w tym samym stopniu, jak jest dla nas 
zrozumiały i racjonalny wniosek, wynikający z dwóch przesłanek 
o wspólnym terminie. 
A więc a priori twierdzić możemy, że ciała zderzające się 
złączyć muszą swe ir'-'!JJulsy i możemy w ten sposób w podsta- 
wowych pławach mechaniki stwierdzić niewątpliwy pierwiastek 
konieczności i racjonalności. Jak to jednak pogodzić z klasycznem 


ma organicznego, Przeględ filozoficzny, t. 31, zeszyt l-II (1928) Oraz ob- 
szerniej po francusku W czeskiem piśmie Ruch Filosoficky. VII. 5 (1928) p. t. 
"Structure logique (topologique) de la n:production organique".
		

/00128.djvu

			124 - 


rozumowaniem Hume'a, które wydaje się tak przekonywającem 
w swych wnioskach empirycznych, streszczających .się w twier- 
dzeniu "że pIerwszy pomysł, pierwsza koncepcja jakiegoś kon- 
kretnego skutku w zakresie działań przyrody będzie zawsze czemś 
aowolnem, o ile nie oprzemy się na doświadczeniu"? Czy myli 
się Hume, twierdząc, że najrozmaitsze przypuszczenia o skutku 
zderzeń dwóch kul "są w sobie zgodne i dają się pomyśleć", 
czy niesłusznie pyta: "dlaczegoż więc mielibyśmy przyznać pierw- 
szeństwo jednemu z tych przypuszczeń, któł"e nie jest w sobie 
ani zgodniejsze, ani łatwiejsze do pomyślenia od innych?" Czyż 
nie słuszny wyprowadza stąd wniosek: "Nigdy rozumowanie 
a priori nie potrafi uzasadnić takiego postępowania" i dodaje: 
"jednem słowem każdy skutek jest zdarzenief!! różnem od swej 
przyczyny; nie można go przeto wykryć w przyczynie, a pierwszy 
pomysł lub koncepcja jego a priori musi być czemś zupełnie 
dowolnem" J). 
Otóż musimy to nieco bliżej rozpatrzeć. Niewątpliwie przy 
zderzeniu kul "mogę sobie pomyśleć, że sto innych zdarzeń 
może być równie następstwem tej przyczyny", mogę sobie po- 
myśleć, że impulsy kul nie dodają się do siebie, lecz giną, i w każ- 
dym przypadku zderzenie kul unieruchamia te kule; niewątpliwie 
tego rodzaju twierdzenia dają się pomyśleć i nie zawierają w sobie 
sprzeczności - lecz czyż rozumowanie a priori tak tylko daleko 
sięga, jak zasady logiczne tożsamości i sprzeczności, i czyż wobec 
myśli naszej wszystkie sądy niesprzeczne istotnie muszą sip, okazać 
równowartościowemi? Otóż tak przypuszczał Hume, i nietylko 
Hume; nie tylko empirycy, lecz nawet i racjonaliści dziedzinę 
logiki często do dziś jeszcze uważają za ograniczoną do powyż- 
szych zasad naczelnych, a myśl naszą zamkniętą w ich ciasnych 
granicach. Otóż tu leży błąd zasadniczy w pojmowaniu istoty 
logiki i wogóle myśli apodyktycznej. Zakres logiki jest bez 
porównania szerszy, niż ten, który jest wyznaczony przez trady- 
cyjne analityczne zasady logiczne; otwórzmy pierwszy lepszy 
podręc
nik logiki ścisłej, logiki matematycznej, a znajdziemy na 
pierwszych jego stronicach zasady, które samą już nazwą zdra- 
dzają naturę wybitnie syntetyczną, jak np. t. zw. zasady łączenia, 
znajdziemy symbole działań podstawowych, działań syntetycznych 
dodawania i mnożenia (które zresztą uświadamiał już sobie genjusz 


1) D. Hume. "Badania, dotyczące rozumu ludzkieg-o", tl. J. Łuka- 
siewicza i K. Twardowskiego, !}!} 55 i 56."
		

/00129.djvu

			;- 125 - 


Platona), zapoznamy się z wielkie m (przez samych logików nie- 
docenionem i nierozumianem) prawem dwoistości tych działań. 
Ażeby więc twierdzenie pewne czyniło zadość wymaganiom 
logiki, nie dosyć by nie zawierąło ono sprzeczności, i na pytanie 
Hume'a "dlaczegoż więc mielibyśmy przyznać pierwszeństwo 
jednemu z tych (niesprzecznych) przypuszczeń H odpowiedź teraz 
już łatwa: dlatego, że twierdzenie to będzie w zgodzie z innemi 
prawami logiki, którym odmienne przypuszczenia, aczkolwiek 
nie sprzeczne, będą jednak przeczyły. Otóż Hume nie domyślał się 
nawet istnienia tych innych, syntetyczno-racjonalnych związków logi- 
ki ścisłej, wiążących np. działania mnożenia i dodawania i stresz- 
czających w sobie - jak wykazaliśmy wyżej - naturę 
ynika- 
nia, aczkolwiek wynikanie, podobnie jak uwarunkowanie przy- 
czynowe, bynajmniej nie polega na tem, że wynik zawiera się 
już w jego podstawie. Rozumiemy teraz dokładnie, dlaczego dla 
Hume'a związek przyczynowy musiał być czemś z natury rzeczy 
irracjonalnem, dlaczego musiał Hume twierdzić, że "wogóle w ca- 
łym wszechświecie nie występuje ani jeden przypadek związku, 
który moglibyśmy pojąć". Nie wiedział on, że logika zawiera 
w swych zasadach syntetyczne związki konieczne i że te synte- 
tyczne związki racjonalne odnajdują się w świecie realnym, jak 
odnajdują się w nim zasady analityczne tożsamości i niesprzecz- 
ności. 
Na pierwszy rzut oka może wydawać się dziwnem, że 
sprawa racjonalności wewnętrznej związku przyczynowego me 
przedstawia się u Kanta ani trochę lepiej, niż li Hume' a. Sa- 
mą konieczność związku przyczynowego wogóle Kant dedukuje 
wprawdzie z zasady możliwości doświadczenia, słusznie twierdzi, 
że bez przyjęcia powiązania przyczynowego między zjawiskami 
świat doświadczenia pozostawałby dla nas zasadniczo niezrozu- 
miały, jednakże wewnętrzna racjonalność tego związku, zrozu- 
miałość przejścia od przyczyny do skutku, jest dla Kanta tak 
samo nie do przyjęcia, jak i dla Hume'a. ,,jakim sposobem coś- 
kolwiek wogóle zdoła się przemienić; jak to być może, iżby po 
jednym stanie w pewnym punkcie czasu mógł następować stan 
przeciwny w innym punkcie czasu: o tem nie mamy a priori 
najmniejszego nawet pojęcia - do tego potrzeba znajomości 
sił rzeczywistych" l). Lub w innem miejscu: "Bo gdybyście się 
w doświadczeniu me przekonali, że możliwość przemiany jest 


I) Kant, Krytyka czystego rozumu, tł. P. Chmielowskiego, str. 220.
		

/00130.djvu

			126 - 


rzeczywistą, to byście nigdy nie potrafili wymyśleć a priori, jakim 
sposobem możliwe jest to nieustanne następowanie bytu i nie- 
bytu" 1). Związek więc przYCzynowy, który musi być - według' 
Kanta - przyjęty przez nasz rozsądek, posiada równocześnie 
charakter irracjonalny, i nigdy rozumieć nie będziemy, dlaczego 
z tego powodu, że coś się staje (przyczyna), coś innego również 
musiałoby koniecznie powstać (skutek). Pod tym względem Kant 
całkowicie zgadza się z Hume'm. 
A jednak Kant przecież odkrył syntetyczno-aprioryczną 
naturę związków matematycznych, wykazał, że z natury przed- 
miotów geometrycznych i arytmetycznych płyną konieczne prawdy 
matematyki, mogliśmy więc żywić nadzieję, że tego samego do- 
kona dla prawd przyrodoznawstwa, że wykaże konieczność 
przedmiotową jego zasad. Natura oglądowa linji prostej wyznacza 
nieodparcie sąd, że dwie takie linje przecinają się w jednym 
tylko punkcie; my to nie tylko wiemy, my to na podstawie 
znajomości istoty tych linij także rozumiemy, rozumiemy, że tak 
z natury rzeczy być musi, że inaczej być' nie może. Wszystko 
się jednak zmienia, gdy przechodzimy z Estetyki transcenden- 
talnej do Logiki transcendentalnej: między temi dwoma działam 
Krytyki czystego rozumu istnieje przepaść prawdziwa: natura 
przedmiotów przyrodoznawstwa jest przed nami ukryta i wraz 
z tem ukryta jest konieczność i racjonalność związków między 
niemi. Czyż to jednak jest możliwe, czy jest prawdopodobne, 
żeby w dziedzinie oglądowej i zmysłowej więcej było koniecz- 
ności i racjonalności, niż w dziedzinie powiązań właściwie roz- 
sądkowych - może tej racjonalności Kant tylko nie potrafił 
odkryć, może mimo wszystko zbyt silnie poddał się tu wpły- 
wowi Hume'a? I tak było rzeczywiście. Logika formalna była 
dla Kanta, podobnie jak dla Hume'a, czemś dla poznania świata 
realnego małowartościowe m, w jej formach, nie dostatecznie zresztą 
wtedy znanych, nie mógł on do.irzeć form rzeczywistości, logika 
zaś transcedentalna, metodologiczna dawała tylko ogólne zasady 
przyrodoznawstwa, nie zdolna do ich specyfikacji, do zracjonali- 
zowania wewnętrznego związków i przebiegów przyrody. I po- 
zostały one dla Kanta. jak i dla Hume'a, czemś obcem naszemu 
,umysłowi, niedostęp nem dla niego, nie dającem się .myślowo 
przeniknąć. 


1) Kant, Krytyka czystego rozumu, tł. P. Chmielowskiego, str. 389.
		

/00131.djvu

			127 - 


A jednak - jak widzieliśmy - tak nie jest. Związek przy- 
czynowy ujawnił przed nami swą wewnętrzną racjonalność, zro" 
zumieliśmy, że nowy układ sił, wywołany zderzeniem ciał, jest 
tak racjonalny, jak wniosek sylogizmu, że daje się a priori wy- 
znaczyć. W jakiż to sposób jest możliwe, jaka to droga prowadzi 
do zrozumienia realnego świata? Otóż, przedewszystkiem, ażeby 
rozumieć związki rzeczy realnych (ująć je w syntetycznych są- 
dach a priori), trzeba poznać istotę, naturę tych rzeczy. O ile 
jej nie znamy, wszystko wtedy jest dla naS równie możliwe, 
wszystkie związki równie prawdopodobne; o ile nie znamy np. 
natury, istoty poruszających się kul, wynik zderzenia musi być 
dla nas czemś obcem i nieoczekiwanem, czemś co mogłoby wy- 
paść zgoła inaczej - skoro istotę tę przenikniemy, wszystko 
stanie się jasne, zrozumiałe i konieczne. Istota przedmiotu 
realnego ujawni nam jego konieczne własności i związki tak, 
jak istota np. idealnej linji prostej pozwala nam wejrzeć 
w konieczność własności i związków tej linji. Tylko że w dzie- 
dzinie realnej sprawa ta jest o wiele trudniejsza, o tyle trud- 
niejsza, że myśliciele, którzy widzieli konieczność i apodyktycz- 
ność związków matematycznych (Kant), zrezygnowali jednak 
z pełnej racjonalizacji związków realnych (przedewszystkiem 
przyczynowych). W dziedzinie bowiem matematycznej, powiedzmy 
geometrycznej, konstruujemy przedmiot zgodnie z jego pojęciem, 
np. konstruujemy linję prostą, jako linję o bezwzględnie stałym 
kierunku, i wtedy mamy przed sobą tę oglądową Iinję, znamy 
jej istotę i z tej istoty (stałości kierunku) płyną już koniecznie włas- 
ności i związki prostych linij. W dziedzinie zaś realnej sprawa jest 
o wiele trudniejsza: istota przedmiotów realnych nie jest w ich 
oglądzie zmysłowym dana, musimy dopiero ją odkryć, przeniknąć 
do niej, odpoznać ją wysiłkiem rozumu. I gdy związki między 
temi wykryte mi istotami przedmiotów okażą się związkami racjo., 
nalnemi, koniecznemi, wtedy i związki między samemi przedmio- 
tami wykażą się temi wysokocennemi walorami. Lecz zapytujemy 
teraz, gdzie, w jakiej dziedzinie szukać istoty przedmiotów 
realnych i jaka to nauka podaje nam związki, zachodzące między 
temi istotami? Na to odpowiadamy: ażeby poznać naturę przed- 
miotów realnych, szukać jej należy w dziedzinie logicznej, i logika 
jest tą nauką, która formułuje związki racjonalne i konieczne, 
istniejące między temi naturami. Lecz gdzie znaleźć tę logikę 
przedmiotową, logikę ujawniającą istotę przedmiotów, logikę me- 
tafizyczną?
		

/00132.djvu

			- 128 - 


Otóż znaleźliśmy ją w systemie logiki ścisłej, logiki mate- 
matycznej, w systemie algebry logiki, zapoczątkowanej przez 
Leibniza, zrealizowanej w połowie ubiegłego stulecia przez 
Boole'a. W tej algebrze logiki, pojmowanej powszechnie bądź 
tylko jako swoisty algorytm matematyczny, w najlepszym 
zaś razie jako system logiki konsekwencji, podający prawidła 
myśli naszej, liczniejsze i ściślejsze, aniżeli to czyni tradycyjna 
logika formalna, w tej algebrze logiki odkryliśmy poszukiwaną 
od wieków przez filozofów logikę rzeczy, logikę metafizyczną, 
streszczającą w sobie strukturę świata. T en zaś strukturalny 
charakter algebry logiki ujawnił się nam wtedy, gdy udało się 
nam tę logikę ścisłą zgeometryzować i w ten sposób najaw 
wydobyć i unaocznić 'zawartą w niej architektonikę topologiczną. 
A zarazem dzięki temu zgeometryzowaniu logika ścisła wykazała 
swój metalogiczny charakter: związki logiczne okazały się rów- 
nocześnie już i geometrycznemi, topologicznemi i w ten sposób 
pozwalały na przypuszczenie, że idą one jeszcze dalej, że są to 
związki uniwersalne, światowe, kosmologiczne, metafizyczne. 
Myśl odwieczna o analogji, panującej w sWlecie, a przejawia- 
jącej się w identycznych strukturach, w identycznej budowie 
najrozmaitszych jego dziedzin, stała się tedy więcej niż prawdo- 
podobna, gdyż oparta o wykazaną ad oculos identyczną strukturę 
dziedzin tak różnych, jak nieprzestrzenna sfera logiki i przestrzenna 
dziedzina geometrji. 
Jesteśmy więc szczęśliwymi posiadaczami systemu zasad 
i związków niewątpliwych, koniecznych, racjonalnych, wśród 
których na plan pierwszy wybija się głęboko filozoficzna zasada 
dwoistości (dualności) logicznej, co do której w.ykazaliśmy, że 
dotyczy ona stosunku treści do zakresu, a więc stosunku dwóch 
zasadniczych kategoryj światowych: jedności i wielości, stosunku 
"dwóch zasadniczych pierwiastków: nie przestrzennego (skoncen- 
trowanego) i rozciągłego. Otóż ten system wiecznych, racjo- 
nalnych prawd strukturalnych, które nam daje topologika, mo- 
żemy i musimy wykorzystać dla zracjonalizowania zjawisk, dla 
zrozumienia świata. W jaki to sposób uczynić? 
Otóż w przedmiotach i zjawiskach świata tkwią 'niewątpliwie 
w swoistej realnej postaci kategorje i struktury uniwersalne, 
logiczne, formy wspólne wszystkim dziedzinom bytu, wszędzie 
się zachowujące. Odkryć te kategorje w przedmiotach, odpoznać 
przedmioty kategorjalnie, zrozumieć rolę i funkcję rzeczy w po- 
wszechnej strukturze świata, zrozumieć ich sens kategorjalny,
		

/00133.djvu

			- 129 - 


wykryć ich miejsce logiczne (topologiczne) - oto z,adanie filozofji, 
zadanie równoznaczne ze zrozumieniem świata. Przedmioty z naj- 
rozmaitszych dziedzin pełnić mogą i pełnią tę samą rolę świa- 
tową, zajmują to samo miejsce kategorjalne, logiczne - są ka- 
tegorjalnemi, logicznemi izotopami, że użyjemy tu tego terminu 
chemicznego. Zrozumieć świat, to znaczy przedewszystkiem 
wykryć istniejącą w nim jednię, wykryć szeregi izotopów w jed- 
noczącem je, miejscu logicznem, skąd spływa na świat realny- 
głęboka, choć utajona, racjonalność. Świat ten nie jest wprawdzi
 
panlogistyczny, lecz jest do głębi log o m o r f i c z n y, jego struk- 
tura, jego związki są konieczne i racjonalne, są logiczne, acz- 
kolwiek ich elementami nie są pojęcia, lecz rzeczy realne o postaci 
i naturze logicznej. 
Tą drogą postępowaliśmy w pracy niniejszej i tej metodzie, 
którą uważamy za właściwą metodę filozoficzną, zawdzięczamy 
stwierdzenie racjonalności związku przyczynowego, stwierdzenie 
najgłębszej analogji, zachodzącej między nim a tworami logicz- 
nemi, w pierwszym rzędzie sylogizmem. W zderzających się 
ciałach fizycznych, o których fizycy wiedzą, że są połączeniem 
pierwiastku nierozciągłego, dynamicznego i przestrzennego l), 
odpoznaliśmy klasy logiczne z konstytuującemi je treściami (pier- 
wiasłl
k skoncentrowany, nierozciągły) i zakresami (pierwiastek 
wielościowy, rozciągły), klasy logiczne, stykające się swemi Za- 
kresami, lub też przesłanki sylogistyczne, każda o dwóch ter- 
minach różnej natury, stykające się swym terminem środkowym. 
Zderzające się ciał
 fizyczne, klasy logiczne o wspólnym 
zakresie, przesłanki sylogizmu o wspólnym terminie środko- 
wym - to twory analogiczne, to izotopy kategorjalne. O d - 
naleźliśmy miejsce logiczne zderzających się 
c i a ł fi z y c z n y c h, o 'd kry l i ś m y i c h n a t u r ę, i c h i s t o - 
t ę (log i c z n ą), i c h s e n s, i t o P o z w o l i ł o n a m z r o- 
z u m i e ć, jak o k o n i e c z n e, z w i ą z k i, k t ó r e m i ę d z y 
n i e m i z a C h o d z ą. Wiemy bowiem, że gdy zakresy klas łączą 
się mnożnie, treści ich muszą się dodawać, lub podobnie: gdy 
przesłanki łączą się mnożnie, tworzy się wniosek konieczny przez 
połączenie dodajne ich terminów krańc.owych. Jeżeli jednak 
tak jest, to z n a t u r y ciał zderzających się, które są tem w świe- 
cie fizycznym, czem w dziedzinie logicznej klasy lub przesłanki, 


l) Taka bowiem jest natura ostatecznego elementu fizycznego, elek- 
tronu.
		

/00134.djvu

			- 130 - 


stykające się swyrn elementem wspólnym, wynika, że ich ele- 
menty treściowe, dynamiczne m u s z ą się złączyć dodajnie. 
Skutek w całej swej określoności wynika koniecznie, racjonalnie 
z przyczyny, o ile zdołamy pojąć jej naturę kategorialną. 
Ażeby zrozumieć do głębi świat realny, należy więc iść tą 
samą drogą, którą idzie od wieków nauka, dążąca do objaśnienia 
zjawisk, tylko że filozof ja musi tu pójść o krok dalej, niż nauka 
poszczególna. Zrozumieć naukowo zjawisko to znaczy odpoznać 
w danem zjawisku coś już znanego i poznanego, podciągnąć niezna- 
ne zjawisko pod ogólniejszą a znaną pozycję. Gdy Lavoisier zro- 
zumiał istotę procesu odpychania, gdy odpoznał w nim proces 
spalania, wtedy powstawanie cieplika zwierzęcego zostało obja- 
śnione. Naskutek spalania powstaje ciepło (większa przesłanka); 
oddychanie jest spalaniem (mniejsza przesłanka); naskutek od- 
dychania powstaje ciepło (wniosek). Rozumiemy, przynajmniej 
prowizorycznie, powstawanie ciepła organicznego. Mówimy, że 
rozumiemy tu kwestję prowizorycznie tylko, dlatego że zjawia 
się natychmiast pytanie co do konieczności i zrozumiałości 
większej przesłanki powyższego sylogizmu, i pytanie to będzie 
się Coraz powtarzało tak, że ostatecznego, całkowitego zro- 
zumienia nauki realne dać nam nie będa w stanie. T o ostateczne 
zrozumienie zjawisk i przedmiotów świata. otrzymamy 
tedy 
dopiero, gdy łańcuch sylogizmów objaśniających zdołamy za- 
trzymać i oprzeć o zasady oczywiste, konieczne i racjonalne. 
I tego dokona filozof ja, wychodząc z podstaw ścisłej logiki 
metafizycznej, sprowadzając przedmioty i zj
wiska do jej kate- 
goryj i związków. To właśnie staraliśmy się i my wyżej uczynić. 
Uświadamiając sobie racjonalny i konieczny związek dwoisty, 
zachodzący w dziedzinie logicznej między połączeniem mnożnem 
elementów i połączeniem dodajnym elementów względem pierw- 
szych dwoistych (większa przesłanka) oraz odpoznając w realnej 
przyczynie mnożne połączenie elementów logicznych, w realnym 
zaś skutku dodajne połączenie elementów dwoistych (mniejsza 
przesłanka), przenieśliśmy ten racjonalny i konieczny związek 
z dziedziny' idej do świata realnego (wniosek). Podstawowy 
związek świata realnego, związek między przyczyną i skutkiem 
wyjawił nam sub specie aeternitatis swą racjonalną naturę, został 
"transcendentalnie" wydedukowany w swej konkretnej a typowej 
postaci przez oparcie go o wieczne logiczne prawdy.
		

/00135.djvu

			Dyskusje. 


Propedeutyka filozofji w szkole średniej. l) 


Wobec poddania rewizji przez miarodajne czynniki obecnego programu 
szkoły średniej, byłoby rzeczą wielkiej wagi kontynuowanie na wszelkich 
odpowiednich placówkach tej akcji na rzecz propedeutyki filozofji, jaką 
w swoim czasie zapoczatkowały nasze Zrzeszenia Filozoficzne oraz dwa na- 
sze Zjazdy Filozoficzne. Nie należy zapominać, ie nowy program minis- 
terjalny, raz wprowadzony do szkoły, przetrwa w niej znów szereg lat 
i wszelkie niedociągnięcia i przeoczenia utrwali w ten sposób na dłuższy 
czas. Akcja powyisza winna być bez zwłoki możliwie szeroko rozwinięta 
i poprowadzona w dwóch kierunkach. Z jednej strony należałoby przy- 
ciągnąć szerokie koła fachowców do dyskusji, bądź to ustnej na posiedze- 
niach wspólnych, bądź to na łamach Przeglądu Filozoficznego - tylko 
w wydatniejszej mierze, niż to miało miejsce dotąd-w celu wymiany zdań, 
skrystalizowania i uzgodnienia swoich poglądów i dezyderatów na tym punk- 
cie. Z drugiej zaś strony, mając przed oczyma jasno wytknięty cel, wyraźny 
program propedeutyki filozofji dla przyszłej szkoły średniej, należałoby 
wpłynąć miarodajną zbiorową opinją fachową na przebieg i wyniki prac 
programowych. 
Na gruncie stolicy zainicjowała akcję na rzecz propedeutyki filo:wfji 
w szkole średniej w duchu powyższym Sekcja Propedeutyki Filozofji przy 
oddziale Warszawskim Związku Zawodowego Naucz. Polsk. Szkół Średnich. 
Nie od rzeczy będzie wspomnieć na tern miejscu również o szerokim 
ruchu odnośnym w Niemczech, rozwijanym zbiorowemi siłami w porozumieniu 
z Centralnym Instytutem Wychowania i Nauczania w Berlinie, z Towa- 
rzystwem Filozoficznem im. Kanta oraz z całym szeregiem fachowców 
szkolnych. Postanowiono tam przedewszystkiom utworzyć "Towarzystwo 
Nauczania Filozofji" (GeseIlschaft fUr Philosophischen Unterricht), które 
przyłączono dla zapewnienia mu mocnego oparcia - jako sekcję (Unter- 
gruppe) do Towarzystwa Filozoficznego im. Kanta. Dla zapropagowania zaś 
nowo założonego Towarzystwa zwolano w centralnym Instytucie Wychowania 
i Nauczania w Berlinie jesienią 1929 r.' dwudniowe obrady, podczas których 
poza wstępnemi odczytami ogólnemi przedstawiciele rozmaitych przedmiotów 
wykładowych omawiali stosunek swego przedmiotu do propedeutyki filozofji. 


. 1) Jako ciąg dalszy dyskusji w sprawie propedeutyki filozofji o szkole 
sredniej, do głosów, umieszczonych w dawniejszych rocznikach Przeglądu 
XXIX, zesz. 3-4 i XXX, zesz. 2-3, dodajemy dwa nowe głusy". 


Red.
		

/00136.djvu

			132 


Daiej zadecydowano wydawać pismo, jako ośrodek duchowy powołanego do 
życia Towarzystwa z początkiem 1930 r. pod tyto "Nauczanie Filozofji" 
(Der philosophische Unterricht). Ma ono być placówką wzajemnej wymiany 
myśli, a obok tego slużyf najbardziej celowemu zorganizowaniu współpracy 
filozoficznej pośród nauczycieli-zawodowców, zarówno jak potrzebnemu po- 
głębieniu filozoficznemu poszczególnych przedmiotów wykładowych. Odezwa 
podająca do wiadomości utworzenie "Towarzystwa Nauczania Filozofji" mówi 
o niezbędności wyzyskania dla szkoły średniej filozofji, jako tej dyscypliny, 
która wśród poszczególnych rozbieżności przedmiotów wykładowych jest 
siłą jednoczącą. Odezwa zapowiada również powołanie do życia kursów 
nauczania filozofji i wspólnot pracy (Kurse u. Arbeitsgemeinschaften fUr 
philosophischen Unterricht) na całym terenie pracy Towarzystwa Filozoficz- 
nego im. Kanta, w celu przyjścia z pomocą W sposób systematyczny niezbęd- 
nym dla nauczania filozofji fachowym siłom nauczycielskim oraz wyszkolenia 
odpowiednich nowych szeregów. 
Wracając do akcji na rzecz propedeutyki filozofji na naszym gruncie 
i do dyskusji, pożądanej w dalszym ciągu w tej sprawie, pozwolę sobie do 
głosów dyskusyjnych, umieszczonych w roczniku 29 i 30 Przeglądu Filozo- 
ficznego, i swoje uwagi dorzucić. Przyczynki dyskusyjne pp. St. Ossowskiego 
i B. Zawadzkiego zawierają bardzo wiele słusznych myśli i trafnych uwag, 
chociaż nie obejmują całokształtu zagadnienia. Tak m. i. słuszne jest pod- 
kreślenie konieczności wyodrębnienia dwóch oddzielnych kursów psychologji 
i logiki, zar?wno jak wysunięcie potrzeby zmodyfikowania obecnego progra- 
mu logiki. Zgadzając się więc z moimi poprzednikami w dyskusji na wielu 
punktach, omówię tylko te strony sprawy, które zostały tam poruszone mo- 
jem zdaniem nie dosyć wydatnie lub nawet całkiem pominięte. Zastrzec się 
jednak muszę, że w ramach niniejszego artykułu dyskusyjnego zagadnienia 
w szczegółach wyczerpać nie będę mogła. 
Że obecny program i stan propedeutyki filozofji w szkole średniej jest 
niewystarczający i niezadawalający, ogół fachowców-nauczycieli jest zgodnej 
opinji. Smutny fakt, że starania w celu naprawy tego prog'ramu, podjęte 
wobec M. W. R. i O. P. przez naSze Zrzeszenia Filozoficzne oraz dwa 
Zjazdy Filozoficzne, dotychczas nic nie osiągnęły, jest słusznym powodem 
powszechnych utyskiwań na obecny stan rzeczy w kołach fachowców-nauczy- 
cieli. Nie jest on jednak dostateczną racją do częst.) napotykanego tutaj 
pesymistycznego, nieledwie sceptycznego nastroju, który, zacieśniając hory- 
zont i zwężając dezyderaty programowe, każe przedewszystkiem, a raczej 
jedynie, bronić obecnego stanu posiadania: owego skąpego wymiaru 3 godzin 
tygodniowo, przeznaczonego w szkole średniej na propedeutykę filozofji. 
Musimy uświadomić sobie wyraźnie cel naszych zamierzeń i poczynań. 
Powinniśmy więc zagadnienie propedeutyki filozolji w szkole średniej rozwinąć 
w całej jego roz('iągłości, a dopiero na tej podstawie ułożyć sobie nasze postu- 
laty, choćby nawet na razie udało nam się osiągnąć tylko część naszego programu. 
Należyte postawienie propedeutyki filozofji w programie średniej szkoły 
ogólnokształcącej jest sprawą pierwszorzędnej wagi nie tylko Z punktu wi- 
dzenia nauczania i wychowania lecz również z punktu widzenia podniesienia 
kultury umysłowej kraju i skoordynowania rozbieżnych jej stron. Co się 
tyczy nauczania i wychowania młodzieży, to propedeutyka filozofji w szkole 
śrei:lniej winna mieć na celu, jako zadanie najogólniejsze, zsyntetyzowanie
		

/00137.djvu

			133 - 


i uzgodnienie całokształtu materjału faktycznego, przyswojonego przez mło- 
dzież w szkole średniej, wdrażanie do krytycznego, ścisłego i rzeczowego 
myślenia, zarówno jak urobienie jednolitości i konsekwencji w charakterze. 
Współczesna zaś naSza kultura idzie nietylko wgłąb, ale i wszerz: obok nie- 
przebranego bag-actwa objawów wykazuje ona niebywałą, jak najdalej idącą 
specjalizację i zwężenie indywidualnego pola działania. Wysuwa ona przeto 
zagadnien,ie połączenia fal::howości z ogólnem wykształceniem i rodzi gwał- 
towną potrzebę rzucenia mostu z jednostronności swego zawodu, swego 
przedmiotu i pola pracy do najogólniejszych, najistotniejszych składników 
kultury. potrzebę połączenia fragmentów z całością. Chodzi o stworzenie, 
o urobienie "całego" człowieka w celu zespolenia odmiennych, rozbieżnych 
stron kultury i umożliwienia wzajemnego oddziaływania. Któraż gałęź wiedzy 
ludzkiej powołaną jest bardzi
j do spelnienia tego ważnego zadania, aniżeli 
filozof ja, ta nauka o wszechbycie? Jedną ZaŚ Z najwaźniejszych placówek 
w nasze m społeczeństwie. na której moźna i należy to olbrzymie i doniosłe 
zadanie choć częściowo urzeczywistnić, jest bezsprzecznie ogólnokształcąca 
szkoła średnia. W szak większa część wychowanków szkoły średniej po jej 
ukończeniu wstępuje wogóle odrazu do źycia praktyczneg-o. Wyrobienie 
filozoficzne, wyniesione ze szkoły, stanowić może będzie dla nich nietylko 
skarbnicę myśli głębszej i krytycznej, ale - co jeszcze wazmeJsze - pod- 
nietę do dalszej pracy i wysiłków w tej mierze. Niewielki tylko odsetek 
młodzieży idzie na studja wyższe, a Z pośród tego drobna jedynie 
g
lrstka pozostaje w większej lub mniejszej łączności Z filozof ją. Szkoła 
średnia ma więc przed sobą pod tym względem olbrzymie pole do działania. 
Jakże ona jest wyposażona dla sprostania temu zadaniu? 
Jeśli weźmiemy ogólny program nauk obecnej szkoły średniej poza 
programem propedeutyki filozofji, to szkoła nasza choruje jeszcze ciągle na 
pewne przeła-dowanie materjałem faktycznym \v obrębie poszczególnych 
przedmiotów. Ale jeszcze więcej choruje ona na niedostateczne uzgodnienie 
i zsyntetyzowanie materjału naukoweg-o. Młodzież, opuszczająca mury szkoly 
średniej, ma w głowach dużo oddzielnych wiadomości, które przedstawiają 
raczej chaotyczny zbiór, niź zgodną całość. Co gorsza, nie posiada ona na- 
wet często poczucia tej rozbieżności i niekonsekwencji, nie czuje potrzeby 
wyrobienia sobie bardziej krytycznego i jednolitego poglądu na świat. Przy- 
czyna tego stanu rzeczy tkwi przedewszystkiem w tern, że nauczyciele nie 
pogłębiają dostatecznie własnych przedmiotów nauczania, i nie skierowują na- 
leżycie uwagi na nici, łączące ich przedmiot z materjałem faktycznym innych 
przedmiotów, ani na zawarte w przedmiocie pierwiastki filozoficzne. Wszak 
nauczyciele specjaliści, przy obecnym planie nauczania i metodach daleko 
idącej specjalizacji, sami w swem wykształceniu posiadają za malo elemen- 
tów filozoficznych. Ponadto jeszcze szkola śr-ednia, nie nosząca czysto 
świeckiego charakteru. z natury rzeczy pozostawia w materjale faktycznym, 
podawanym młodzieży, dużo miejsca dla dogmatyczności. 
Jeźeli Zaś przyjdziemy do samego p.rogramu propedeutyki filozofji, to 
rzecz przedstawia się nie lepiej. W ąskość programu, zredukowanego do 
psychologji i logiki oraz skąpa ilość 3 godzin tygodniowo, l-mieszczonych 
w jednej klasie i to w klasie 8-ej, maturalnej, nie może pod żadnym warun- 
kiem podolać zadaniu, jakie filozof ja ma tu do spełnienia. Klasa 8-ma, sto- 
jąca pod znakiem przygotowania sit; do matury przesuwa w tym kierunku
		

/00138.djvu

			- 134 


cały cll,zar swych zainteresowań. Lwia część wysiłków młodzieży idzie na 
tę pracę przygotowawczą. Niema więc odpowiedniego nastawienia psychicz- 
nego ze strony uczniów. W takich warunkach trudno rozbudzić należyte 
zainteresowanie do zagadnień filozoficznych, trudno wykrzesać iskrę praw- 
dziwego zapału do pracy. Zresztą, młodzież nie rozporządza nawet tym 
wolnym czasem, który byłby potrzebny do pracy praktycznej, do ćwiczeń, do 
lektury domowej i t. p., czyniących dopiero nauczanie propedeutyki filozofji 
prawdziwie owocnem. W dodatku niepomyślny stan rzeczy pogarsza jeszcze 
ta okoliczność, że propedeutykę filozofji wykładają często niefachowcy, co 
wpływa ną obniżenie poziomu tego przedmiotu i zmniejszenie jego autory- 
tetu W oczach młodzieży. 
Dopiero dość gruntowna zmiana obecne. sytuacji i urzeczywistnienie 
calego szeregu warunków stworzy dla propedeutyki filozofji możliwość 
sprostania temu zadaniu, jakie na gruncie szkoły średniej wypełnić może 
i winna. Należałoby zatem usunąc zasadnicze wady obecnego programu 
nauczania i wychowania w szkole średniej. A więc usunąć przeładowanie, 
jeszcze istniejące, drogą zmniejszenia i okrojenia materjału faktycznego 
poszczególnych przedmiot'ów, znieść egzaminy maturalne i t. d. Należałoby 
dalej przeznaczać na propedeutykę filozofji zgodnie z uchwałami Zjazdów 
Filozoficznych 3 godziny W tygodniu w 7-ej klasie i tyleż w 8-ej oraz roz- 
szerzyć jej program poza ramy psychologji i logiki temi dyscyplinami filo- 
zoficznemi lub ich częsclami, które dostarczyć mogą najistotniejszych, 
najgłówniejszych i najważniejszych elementów filozofji ze względu na nl1j- 
ogólniejsze cele i zadania propedeutyki i filozofji W szkole średniej. Takie- 
mi dyscyplinami są: wstęp do filozofji oraz etyka z pedagogiką. Polecamy 
tutaj wprowadzenie wstępu do filozofji, a nie historji filozofji z tego względu 
Że z dwóch metod: rzeczowo-logicznej i historycznej, które mi się one posłu- 
gują, a które w jednakowej mniej więcej mierze zaznajamiają z podstawo- 
wemi. zagadnieniami fHozofji, metoda historyczna jest może bardziej grun- 
towna i bardziej źródłowa, ale wymaga większego nakładu pracy i większego 
wymiaru czasu. Przy skromnym wymiarze czasu wykład historji filozofji 
musiałby z konieczności być bal-dzo powierzchowny i zbytnio upraszczać 
zagadnienia, co chybiałoby celu i zbliżałoby nas znów do werbalizmu. W tych 
warunkach nadaje się bardziej wstęp do filozofji, który dzięki swej metodzie, 
rzeczowo-logicznej, osiąga cel przy mniejszym nakładzie pracy i czasu, przy- 
tern bez uszczerbku dla samej rzeczy. Taki wstęp do historji filozofji, 
obejmujący zagadnienia i kierunki epistemologiczne, ontologiczne i socjolo- 
giczne, zapozna młodzież z postawowemi problematami filozofji oraz głównemi, 
typowe m i prół.ami ich rozwiązania. Etykę zaś, dającą mocne, teoretyczne 
podstawy wychowaniu moralnemu, łączymy z pedagogiką przedewstkiem ze 
względu na doniosłe znaczenie samowychowania u dorastającej młodzieży, 
nie mówiąc już o przygotowaniu do iycia późniejszego, jakie daje pedago- 
gika. 


Wymienione dyscypliny w zarysach, a więc psychologja, logika, wstęp 
do filozofji oraz etyka z pedagogiką, zarówno jak lektura jednego z autorów 
filozoficznych winny się złożyć na nowy program propedeutyki filozofji. 
Program ten ma być obowiązującym w tym celu, ażeby był rękojmią, że 
nauczyciele uwzględniać będą w nauczaniu naijstotniejsze, najogólniejsze 
i najważniejsze elementy filozofji. Bt;dzie on jednocześnie drogowskazem
		

/00139.djvu

			- 135 - 


i wytyczną dla sił nauczycielskich, młodszych lub mniej wyspecjalizowanych. 
Możnaby więc' ,przechodzić w 7-ej klasie psychologję i logikę, a w klasie 
S-ej wstęp do filozofii oraz etykę z pedagogiką. Ażeby znaleźć ujście dla 
indywidualnych zainteresowań filozoficznych młodzieży, wykraczających poza 
ramy programu obowiązującego, byłoby pożądane wprowadzenie programu 
uzupełniającego, obejmującego dodatkowo 3 przedmioty: 1) historję filozofji, 
2) socjologję i 3) estetykę. Byłby tedy dopuszczalny wybór dobrowolny 
jednego z tych przedmiotów, którego opracowanie możnaby przenieść do 
kółka filozoficznego, utworzonego z garnącej się do tego młodzieży. 
Metodyka propedeutyki filozofji winna być z jednej strony w zgodzie 
z ogólnemi postulatami dydaktycznemi, z drugiej zaś uwzględniać specjalny 
charakter przedmiotu. Będzie więc ona polegać' zarówno na wykładzie i na 
przerabianiu odpowiednich doświadczeń i ćwiczeń praktycznych, jak na sze- 
rokiem stosowaniu heurezy i metody samodzielnego wysiłku, po za tern na 
zadawaniu do przeczytania wybranych tekstów z podręczników, na kontro- 
lowaniu nabytych wiadomości, na rozstrząsaniu zagadnień filozoficznych 
z dziedziny przedmiotów szkolnych i w kpńcu na omawianiu na konkretnych 
przykładach przytaczanych przez nauczyciela i młodzież, ścisłej łączności 
rozmaitych dziedzin filozofji z życiem. 
W celu postawienia nauczania propedeutyki filozofji na należytym 
poziomie należałoby pomyśleć już w chwili obecnej o przyjściu Z pomocą 
niedostatecznie wyspecjalizowanym siłom nauczycielskim droR'ą urządzania 
kursów dokształcających. Potrzeba taka jest szczególnie paląca na pro- 
WIł1cji, mianowicie tam, gdzi", istnieją szkoły średnie, a niema wyższych 
uczelni. Od młodych Zaś nauczycieli, wsh,pujących dopiero w szranki pracy 
szkolnej, powinno się wymagać pełnych kwalifikacyj filozoficznych. Niemniej 
ważną jest sprawa prędkiego opracowania podręczników szkolnych z filo. 
zofji, która winna leżeć na sercu tym wszystkim nauczycielom-filozo'fom, 
którzy dbają o należyte postawienie propedeutyki filozofji w szkole średniej. 
Może byłoby tu wskazane zainicjowanie wydawnictw zbiorowemi siłami fa- 
chowców, co dałoby widoki na prędsze przygotowanie całości, a jednocześnie 
lepsze i gruntowniejsze opracowanie poszczególnych działów. 
Regina Rajchman-Ettingerowa. 


W SPRAWIE PROPEDEUTYKI F'IL010FjI. 
W gimnazjach b. Galicji uczono przed wojną w dwóch najwyższych 
klasach początków logiki i psychologji pod wspólną nazwą propedeutyki 
filozoficznej; przedmiot ten utrzymał się w programach gimnazjalnych odro- 
dzonego Państwa, zachowując nazwę i zakres. Zdaje się jednak, że stało 
się to bez głębszego przekonania władz szkolnych decydujących w sprawach 
programowych, bez wiary w to, że ten przedmiot może stanowić doniosły 
składnik wykształcenia na stopniu średnim i nie mniej ważny czynnik w wy- 
chowaniu młodzieży: ani się bowiem zatroszczono o przygotowanie wykwa- 
lifikowanych nauczycieli propedeutyki filozofji, ani też dano na jej nauczanie 
dostatecznej ilości czasu. ' 
Trzy godziny tygodniowo w klasie ósmej - to stanowczo za mało ,na 
osiągnięcie celu, zakreślonego przez program I Wystarczy przypomnieć, co 
ma być osiągnięte: .
		

/00140.djvu

			- 136 - 


1° uświadomienie, 
ficznych, tkwiących w 
i przechodzą; 
2° dostarczenie uczniom ścisłej znajomości podstawowych pojęć z Za- 
kresu logiki i psychologji; 
3° rozbudzenie zaintere!>owania uczmow zagadnieniami filozoficznemi 
(okolicznościowe "dyg-resje" filozoficzne); 
4° uzupełnienie wycwlczenia uczniów 
rzeczowem i krytycznem, oraz w wyrażaniu 
maganiom. 


rozwinięcie i 
przedmiotach 


uporządkowanie pierwiastków filozo- 
nauczania, które uc
.niowie przeszli 


w myśleniu jasnem, ścisłem, 
SIę odpowiadającem tym wy- 


Jeżeli nadto wziąć pod uwagę, że program zaleca (zupełnie słusznie) 
"najszersze zastosowanie metody heurystycznej", trzeba uznać, że najlepszy 
nawet nauczyciel nie potrafi wykonać tego wszystkiego w czasie tak krót- 
kim, w dodatku wtedy, gdy umysły uczniów są zaabsorbowane zbliżającą się 
maturą., 
Ale gdyby nauczyciel propedeutyki filozofji istotnie mógł osiągnąć 
cele wskazane W programie, to reprezentowany przez niego przedmiot stałby 
się ukoronowaniem, syntezą wyników całego nauczania średniego, ogniskiem, 
w którem zbiegłyby się promienie wiedzy, przebiegające dotąd bezładnie 
przez młodociany umysł. Któż byłby wtedy kompetentniejszy od nauczy- 
ciela propedeutyki do wydania sądu o umysłowej dojrzałości wychowanka? 
Ale, niestety, konsekwencją nie grzeszymy. Cele nauczania propedeutyki 
filozofji zostały określone poważnie i pięknie, lecz przedmiot sam, nie wcho- 
dzący do zakresu egzaminu dojrzałości, w praktyce zepchnięto na szary 
koniec, uczyniono ledwie tolerowanym w szkole kopciuszkiem. Ponieważ 
zaś brak fachowych nauczycieli propedeutyki, nauczają jej z łaski poloniści, 
matęmatycy, teologowie. 
Nie wszystko, co rzeczywiste, jest rozumne; ale to, co nierozumne, 
może być poprawione przez wysiłek, świadomy celu. Bierne wyczekiwanie 
na pomyślniejsze czasy dla filozofji W gimnazjum nie na wiele zapewne się 
przyda; jedyna droga pewna, to jasne określenie celu, do którego się ma 
dążyć - i zgodne działanie. Nauczyciele propedeutyki filozofji, zwłaszcza 
fachowcy. którym sprawa tego przedmiotu istotnie leży na sercu, powinni 
się zrzeszyć, utworzyć ogólnopolskie Towarzystwo, oparte o naukowe Polskie 
Towarzystwo Filozoficzne. Ponieważ organizacje filozoficzne, istniejące 
w miastach uniwersyteckich, dotychczas jeszcze się nie połączyły, należy 
zacząć od tworzenia Sekcyj Dydaktycznych przy tych poszczególnych To- 
warzystwach. Takie Sekcje mogłyby zorganizować stałą wspólną komisję, 
która reprezentowałaby ogół nauczycieli propedeutyki filozofji wobec władz 
szkolnych, na zjazdach naukowych pedagogicznych i t. d. Tylko taka 
organizacja mogłaby z powodzeniem występować w obrońie propedeutyki 
filozofji w szkole średniej, współdziałać z czynnikami urzędowemi w opra- 
cowaniu zmian w programach, gdyby takie zmiany okazaly się potrzebne i t. d. 
Z drugiej strony, oparcie o Towarzystwo o charakterze naukowym ułatwi- 
łoby pracę wewnętrzną nad pogłębianiem i rozszerzaniem wiedzy stowarzy- 
szonych: przedstawiciele uczelni wyższych nie odmówiliby zapewne swego 
udziału, jako prelegenci, można by korzystać z bogatych nieraz bibljotek 
Towarzystw i Seminarjów Filozoficznych i t. p. Należałoby też rozpocząć 
akcję wydawniczą, która powinna objąć: c
asopismo, poświęcone nauczanitj
		

/00141.djvu

			- 137 - 


propedeutyki filozofji, podręczniki (zwłaszcza do ćwiczeń uczniowskich z psy- 
chologji i logiki) i lekturę uzupełniającą dla młodzieży, najlepiej w postaci 
wypisów z łatwiejszych tekstów filozoficznych, naturalnie z odpowiedniemi 
wstępami i objaśnieniami., 
Nie wątpię, że zrzeszenie takie powstanie l) i rozwinie się, oraz że 
sprawa propedeutyki wejdzie na lepsze tory - życie wymaga bowiem po- 
głębienia w społe
zeństwie naszem kultury filozoficznej. jej brak dawał się 
nieraz dotkliwie we znaki Polakom, skłonnym wciąż jeszcze do brania błys- 
kotliwych pozorów za rzeczywistość. Naszej umysłowej lekkomyślności, 
skłonności do powIerzchowności i blagi, niewytrwałości w myśleniu i dzia- 
łaniu - skuteczną walkę wypowiedzieć mogą i powinni ci przedewszystkiem, 
którzy - w myśl obowiązującego w gimnazjach programu - mają za za- 
danie "uzupełnić wyćwiczenie uczniów w myśleniu jasne m, ścisłem, rzeczo- 
wem i krytycznem". Ale na tern społeczna wartość pracy nauczycieli pro- 
pedeutyki bynajmniej się nie wyczerpuje. Myślę, że będą oni w przyszłości 
zarazem psychologami szkolnymi, conajmniej równie niezbędnymi w szkołach, 
jak lekarze. Psycholog szkolny powinien mieć ważki głos zarówno wtedy, 
gdy chodzi o przyjęcie dziecka do szkoły (badanie stopnia inteligencji), jak 
wtedy, gdy zachodzi potrzeba skierowania ucznia do jakiegoś zawodu prak- 
tycznego, jak wreszcie w każdej trudniejszej sytuacji wychowawczej. Psy- 
cholog szkolny przeprowadzałby nad młodzieżą badania psychotechniczne, 
ale także informowałby swych kolegów o postępa
h wiedzy psychologicznej, 
mających znaczenie dla pedagogiki (np. behaviour'yzm), przez pogadanki zaś 
z rodzicami zapobiegałby fatalnym nieraz omyłkom, popełnianym w wycho- 
waniu domowem (krytyczne okresy w psychicznym rozwoju dziecka i t. p.). 
W ten sposób zakrefilone zadania mógłby spełnić tylko człowiek poważny, 
umiejący pozyska;: sobie zaufanie i szacunek, gruntownie wykształcony 
i w swej pracy rozmiłowany. Od tego, ktoby to miał robić, od c z ł o w i e k a 
zależy tu niemal wszystko. 
Zastanówmy się teraz, co możnaby i co należy robić w obecnym stanie 
rzeczy, t. j. przy trzech godzinach tygodniowo w klasie ósmej? Sądzę, że 
trzeba usiłować wykonywać w odpowiednio zmniejszonej skali to wszystko. 
co w dobrych warunkach możnaby rozwinąć w całej pełni. Przez dobre 
warunki rozumiem większą liczbę godzin i brak nastroju "maturalnego". 
W ramach celu nauczania, określonego w programie ministerjalnym i w ra- 
mach samych programów 2) mieści się bardzo wiele; to też sprawą najpil- 
niejszą jest nie reforma tych programów, lecz dokształcanie nauczycieli nie- 
fachowych (kursy wakacyjne i t, p.), przedewszystkiem zaś pomyślenie na 
serjo o f a c h o w y c h n a u c z y c i e I a c h propedeutyki filozofji, którzyby 
umieli sobie poradzić nawet w obecnych warunkach, tak niepomyślnych dla 
nauczania tego przedmiotu. 
Nauczyciel p s y c h o log j i powinien sobie naprzód wywalczyć w szkole 
jakiś kącik i jakąś szafę - i odrazu zacząć gromadzić pomoce do nauczania 


1) W marcu r. b. zawiązała SIę Sekcja Propedeutyki Filozofji War- 
szawskiego Tow. Filozof. 
2) Programy te są ujęte b. zwięźle (program psychologji obejmuje 
9 wierszy, program logiki - 14 w.); t. zw. rozwinięcia programu nie są obo- 
wiązujące, mają tylko charakter przykładów.
		

/00142.djvu

			138 - 


(wzorując się np. na podręczniku do ćwiczeń jaxy Bykowskiego); w prą- 
cowni robót ręcznych możnaby wykonać niejeden prosty przyrząd (chociażby 
podług wzorów Instytutu Robót Ręcznych w Warszawie), różne tablice chęt- 
nie sporządzą uczniowie i t. d. Tym sposobem powstać może zaczątek 
pracowni psychologicznej i psychotechnicznej w szkole średniej. Wykonanie 
choćby niewielkiej ilości 1), ale starannie przygotowanych ćwiczeń i ekspe- 
rymentów bardzo ożywi lekcje psychologji i przyniesie nie wątpliwą korzyść. 
Po za tern przy każdej sposobności należy zaznaczać związki poznawanych 
faktów z życiem codziennem, aby wykorzystać w calej pelni naturalne za- 
interesowania młodzieży i zdobyte już przez nią doświadczenie. Analiza 
psychologiczna konkretnych wypadków z życia szkoJnego, postępowania 
i zachowania się osób rzeczywistych, da znacznie więcej, niż zastanawianie 
się nad doznaniami wymyślonych postaci powieściowych. Dobrzeby też 
było uwzględnić w nauczaniu szkolnem nowsze prądy, zwłaszcza wyniki 
"psychologji całości", prostujące błędy dawnej psychologii "atomistycznej". 
\'1/ nauczaniu I o g i k i trzeba mocno podkreślić znaczenie praktyczne 
umiejętności poprawnego rozumowania. Moźnaby rozpocząć od czterech 
t. zw. zasad myślenia (tożsamości, niesprzeczności, wyłączonego środka 
i racji dostatecznej), jako podstawowych wymagalników, bez których o my- 
śleniu logicznem nie może być mowy. Bardzo zajmującem ćwiczeniem jest 
analizowanie wypracowań uczniowskich, artykułów z gazet i t. d. i wykry- 
wanie w nich różnorodnych błędów logicznych 2). Wielu przykładów bez- 
myślności, niechęci i niezdolności do samodzielnego myślenia dostarcza 
mowa potoczna, obfitująca w utarte i wciąż powtarzane błędne opinje i bez- 
sensowne powiedzenia. jednem z bardzo ważnych zadań nauczyciela logiki 
jest ćwiczenie uczniów w poprawnem glośnem czytaniu (akcent logiczny!) 
i w przemawianiu. Wogóle uczniowie muszą rozwiązywać dużo zadań 10- 

icznych różnego typu; jest to warunek konieczny skutecznego nauczall1a 
logiki. O rozwijaniu w klasie ósmej jakiegoś systematu logiki, zwłaszcza 
matematycznej, oczywiście nie może być mowy; byłby to absurd dydaktyczny. 
Nie lehewaiyłbym jednak sylogistyki w postaci niemal scholastycznej, sądzę 
howiem, że poważne potraktowanie tego przedmiotu jest pierwszorzędną 
gimnastyką umysłową (np. redukcja trybów figury II i III do trybów figury I). 
Nie wolno przytem zapominać o założeniach klasycznej teorji (wykluczenie 
klas pustych!). Naukę o wnioskowaniu najlepiej oprzeć na graficznem przed- 
stawieniu pięciu stosunków, jakie zachodzą pomiędzy dwiema klasami nie- 
pustemi (Gergonne) 3). Zagadnienia metodologiczne trzeba powiązać z jakimś 
konkretnym materjałem. wziętym z dziejów nauki; świetnie nadają się do 
tego np. badania Galileusza, Torricellego i in. 
Przy trzech godzinach tygodniowo w klasie ósmej można liczyć z pe- 
wnością na 48 godzin lekcyj w pierwszem i 36 godzin w drugiem półroczu. 


J) Znakomity pedagog polski J. Wł. Dawid podał już w r. 1898 spis 
17 doświadczeń "niezbędnych w każdym elementarnym kursie psychologji 
i zupełnie dostępnych". (Prz. Filoz., r. 1., z. 3, str. 74-5). 
2) Przykłady znaleźć można wart. prof. Twardowskiego p. t. O wy- 
kształcenie logiczne (Ruch Filozof., r. V, Nr. 4-5). 
'I) Por. odczyt prof. Sleszyńskicgo p. t. O logice tradycyjnej, Kra- 
ków 1921.
		

/00143.djvu

			--, 139 


Ponieważ logika jest nieco trudniejsza niż psychologja, lepiej byłoby uczyć 
jej wtedy, gdy gorączka przedmaturalna jest mniejsze, t. j. właśnie w pierw- 
szem półroczu (odwrotnie niż obecnie); przemawia za tern również ta oko- 
liczność, że program wiąże z logiką glówne dygresje .filozoficzne (dwa 
ostatnie punkty programu, które wypadnie zwykle opuścić, gdy bttdą prze- 
znaczone do opracowania na samym końcu roku szkolnego). Proponuję za- 
tem, aby logikę przenieść na pierwsze półrocze, poświęcając na nią, tak jak 
na psychologję, 36 lekcyj; pozostałe zaś 12 godzin przeznaczyć na I e k t u r ę 
f i I o z o f i c z n ą. Nie mamy jeszcze wprawdzie wypisów filozoficznych, 
przystosowanych do potrzeb szkoły średniej J); ale niejedno dałoby się już 
wybrać z naszej literatury naukowej (np. Ajdukiewicza "Glówne kier, nki 
filozofji", Twardowskiego "Rozprawy i artykuły filozofi-::zne" zawierają urywki 
nadające się do lektury szkolnej). Lekturę taką, oczywiście połączoną 
z szczegółową dyskusją, uważam za niezbędną część składową w nauczaniu 
propedeutyki filozofji. Nauczyciel powinien mieć pewną swobodę w wyborze 
tej lektury, źleby bowiem było, gdyby mu polecono czytać z uczniami o rze- 
czach, których 
am dobrze nie zna i nie rozumie. Jednakże dyrektorowie 
i wizytatorowie musieliby czuwać, aby w niektórych wypadkach nie prze- 
mycano pod pokrywką filozofji propagandyantyreligijnej, antynarodowej, 
bądź antypaństwowej, co w naszych warunkach, niestety, jest możliwe. ' 
Losy propedeutyki filozofji w gimnazjum są w rękach jej nauczycieli. 
Jeżcli praca ich będzie dobra i okaże się owocną, sprawa będzie wygrana. 
Boleslaw Oawecki. 


1) Pierwszą próbą w tym kierunku jest książeczka pp. Frycza i Toma 
p. t. Wypisy filozoficzne, Warszawa 1919.
		

/00144.djvu

			Studja krytyczne. 


KAZIMIERZ AJDUKIEWICZ. 


T adeusz Kotarbiński: Elementy T eorji 
p oznania, Logiki F ormalnej i Metodologji 
Nauk. 


Lwów. Wydawnictwo Zakładu Narodowego Imienia Ossolińskich. 
1929 str. VIII + 483. 


1. Ogólna charakterystyka 
siąźki jako podręcznika i pracy naukowej. 
W przedmowie do książki, którą poniżej się zajmiemy, charakteryzuje 
Autor swą prac" jako podręcznik przeznaczony dla studentów Uniwersytetu, 
przygotowujących się do egzaminu z "głównych zasad nauk filozoficznych", 
obowiązującego wszystkich kandydatów do stopnia "magistra filozofji", którzy 
nie studjują filozofji jako swej specjalności. Nadto przeznacza Autor książkę 
t" jako podręcznik do egzaminu z logiki, metodologji i teorji poznania, który 
muszą zdawać studenci, poświęcający 
ię specjalnie filozofji lub pedagogice. 
Ta charakterystyka książki jako podręcznika, budzi pewne uprzedzenia co 
do jej znaczenia jako nowej wartości naukowej. Podręczniki bowiem by- 
wają zwykle kompilacją, wykładem rzeczy w nauce ustalonych i nie wnoszą 
zazwyczaj dużo nowych przyczynków naukowych. W tej książce, ,choć się 
nazywa podręcznikiem, jest inaczej. Praca pro£. Kotarbińskiego zawiera 
bogactwo zwi"żle sformułowanych oryginalnych poglądów, których starczyłoby, 
aby wypełnić kilka monografij. Wzbogaca ona kulturę polską nietylko o nową 
wartość dydaktyczną, lecz również i naukową. 
Autor wykłada tu na wielu miejscach swoje oryginalne poglądy, nale- 
żące do zakresu teorji poznania, metorlologji, ontologji (w znaczeniu Ary- 
stotelesowem) i semantyki. Tam zaś, gdzie zdaje sprawę z nurtujących 
w dziejach myśli ludzkiej prądów epistemologicznych, metafizycznych, meto- 
dologicznych nie ogranicza się do streszczania czyichś poglądów. W tych 
sprawozdaniach podejmuje Autor oryginalną i wartościową prac" analityczną, 
podaje mianowicie wnikliwą i solidną analiz" problematyki doniosłych za- 
gadnień filozoficznych, oraz jasne przedstawienie różnych z temi zagadnie- 
niami wiążących się stanowisk. W tej części analitycznej osiąga książka 
poziom, do którego mało która praca w literaturze światowej się zbliża. 
Nie ogranicza siC; też Autor do samej tylko interpretacyjnej analizy, lecz
		

/00145.djvu

			-'141 - 


przedstawione kierunki poddaje rozpatrzeniu krytycznemu, zawsze głęboko 
przemyślanemu i sam bardzo często zajmuje własne stanowisko. 
Doniosłość i różnorodność spraw, w kt?rych Autor występuje z włas- 
nem zdaniem, oraz jednolitość punktu widzenia, przebijająca się we wszyst- 
kich oryginalnych poglądach Autora sprawiają, że czytelnik odnosi wrażenie, 
iż leży przed nim "system filozoficzny". 
W obec tego podwójnego charakteru książki, będącej poważną nową 
waJ;'tością naukową w skarbnicy kultury polskiej, ja.k również wobec jej 
przeznaczenia do odegrania roli podręcznika uniwersyteckiego, wypadnie 
oceniać ją z dwojakiego punktu widzcnia: z puktu widzeriia naukowego 
i dydaktycznego. W recenzji tej zajmiemy się głównie ocenianem ,dziełem 
z punktu widzenia naukowego. Wobec bogactwa wyłożonych tu oryginalnych 
poglądów autora niesposób będzie zająć oceniające stanowisko względem 
wszystkich. Ograniczymy się do uwag krytycznych, które wydają się doty. 
czyć spraw ważnych i do tych - rzecz jasna- - na które w danej chwili 
nas stać. 


2. Przeglqd treści. 
Książka składa się z pięciu CZęSCI. CZęść pierwsza nosi tytuł "Uwagi 
o języku". Traktuje ona o zasadniczych stosunkach semantyclmych, jak wy- 
rażanie, znaczenie, oznaczanie, o rodzajach czyli kategorjach wyraz en, 
o wadliwościach mowy i o definicjach jako środkach tym wadliwościom za- 
pobiegających. W tej też części zawiera się wykład zasadniczego stanowiska 
Autora, któremu tenże nadaje miano reizmu. Stanowisko to nazywamy za- 
sadniczem, gdyż z punktu widzenia tego stanowiska rozstrzyga Autor 
w wielu wypadkach zagadnienia zaliczane do klasycznych zagadnień filozo- 
ficznych. Tutaj też znajdzie czytelnik wylcład zagadnienia universaliów, oraz 
deklarację nominalistycznego w tej sprawie stanowiska Autora. Cała ta 
cZęść stanowi pracę oryginalną Autora, tylko sporadycznie przeplataną po- 
dawaniem wyników skądinąd znanych. 
CZęść drugą stanowią rozważania dotyczące zagadnień teorji pozna- 
nia. Znajdujemy w niej głębokie ujęcie różnych odcieni idealizmu i realizmu, 
oraz ekspozycję własnego stanowiska Autora, nazwanego przezeń realizmem 
radykalnym. Mamy tu też analizę pojęć prawdziwości, kryterjum prawdzi- 
wości, analizę terminów dogmatyzm, sceptycyzm, krytycyzm. Wszystkie te 
analizy poprzedzone są przez rozpatrzenie znaczeń terminów "wyobrażenie 
spostrzegawcze", "odtwórcze", "wytwórcze", rozróżnienie Immanentnego 
i transcendentnego przedmiotu wyobrażenia, oraz jego treści. Wplata się 
też tutaj w naturalny sposób rozdział o pojęciu. 
Część trzecia, najmniej z całej książki oryginalna, zawiera wykład 
prawie samych znanych już wiadomości z zakresu logiki formalnej. Skła- 
dają się na nie: teorja dedukcji (wykład aksjomatyczny Russella uprosz- 
czony przez Łukasiewicza), logika tradycyjna, oraz pewne wiadomości z t. zw. 
ontologji Leśniewskiego. 
Oryginalnym przyczynkiem w tym rozdziale, zdaje się być wskazanie 
zgrabnej korelacji między wzorami rachunku nazw, a wzorami rachunku zdań. 
Czę

 czwarta poświęcona jest ogólnej metodologji nauk. Rozpada 
się ona na trzy rozdziały. Pierwszy, o' rozumowaniu, rozprowadza znany 
z artykułu Łukasiewicza "O nauce" podział rozumowań. Przynosi nowe
		

/00146.djvu

			- 142 - 


zdobycze chyba w tern, że Autor bystro zwraca uwagtt na wieloznacznos
 
w potocznem używaniu terminów metodologicznych, jak "wnioskowanie", 
"dowodzenie", "hipoteza" i t. .p. Rozdział drugi, o metodzie dedukcyjnej, 
zajmuje sitt strukturą systemów aksjomatycznych, wartościowych nowości 
nie zawiera. Rozdział trzeci o metodzie indukcyjnej, referuje metody B-a- 
cona i Milla i poddaje te ostatnie analizie. Nadto zajmuje sitt metodami 
wynajdywania zależności funkcjonalnych na drodze empirycznej (łączą sitt 
z tern wnikliwe uwagi na temat zależnóści). Zdaje sprawtt z dziejowych 
perypetyj pojttcia przyczyny, analizuje pojttcie hipotezy. Nakoniec zaj- 
muje sitt pomi"arem, obserwacją i eksperymentem. Treść tego rozdziału 
przedstawia wiązanktt bardzo interesujących i pittknych analiz metodolo- 
gicznych, dotyczących spraw stosunkowo rzadko w podrttcznikach metodo- 
logji rozstrząsanych. 
Czttść piąta i ostątnia nosi tytuł: Analiza cech odrttbnych głównych 
działów nauki. Po bardzo trzeźwych i potrzebnych uwagach na temat po- 
jęcia nauki i podziału nauk następują rozdziały dalsze. Pierwszy z nich 
zajmuje się próbami zdefinjowania matematyki przez wskazanie odi"ębnego 
jej przedmiotu, jak również przez scharakteryzowanie jej pod względem 
metody. Autor nie zadowala się żadną z tych charakterystyk, lecz opowiada 
się za stanowiskiem, upatrującem cechę znamienną matematyki w charak- 
terze czysto formalnym jej tez (co bliżej wyjaśnia) łącznie z jej dedukcyjną 
metodą. Rozdział drulÓ poświęcony jest zastanawianiu się nad osobliwoś- 
ciami nauk przyrodniczych. Cechę charakterystyczną tych nauk upatruje 
Autor w tern, że ich zagadnienia dotyczą własności rzeczy, przysługujących 
im wskutek przyrodzonego toku zdarzeń. Głównie jednak roztrząsa się 
tutaj przeciwstawienie fizyki i psychologji, rozumianych bądź jako nauki 
o ciałach względnie o duszy, bądź iako nauki o zjawiskach fizycznych względ- 
nie psychicznych. Dostarcza to Autorowi sposobności do zajęcia się poję- 
ciem substancji, pojęciami duszy i ciała, oraz zagadnieniem materjalizmu (za 
którym, jako za tezą, iż te przedmioty, które doznają są ciałami, Autor się 
opowiada), jak też pojęciem zjawiska, oraz różnicą między zjawiskami psy- 
chicznemi i fizycznemi. W tym też rozdziale spotykamy się z odrzuceniem 
t. zw. przedmiotów idealnych, oraz z wykładem niezmiernie oryginalnej 
a znanej już z rozprawy Autora "O istocie doświadczenia wewnętrznego" 
doktryny, dotyczącej interpretacji zdań psychologicznych. Rozdział ten za- 
myka się analizami p.ojęć czasu, przestrzeni i ruchu, z potrąceniem o rela- 
tywizm fizykalny. 
Rozdział następny podaje charakterystyktt nauk historycznych, jako 
poświęconych opisowi, wytłumaczeniu genetycznemu i przyczynowemu zda- 
rzeń minionych. Mówi się tu dalej o idjograficzności i nomotetyczności 
historji, o analizie i syntezie historycznej. Jako dział nauk historycznych 
traktuje się nauki humanistyczne, określając je jako te nauki historyczne, 
które badają treść, tok, genezę, doniosłość i przyczyny ludzkich doznań 
i działań i wytworów tych działań, oraz dyspozycyj do tych doznań i działań 
w ludziach i w otoczeniu. Potrąca się przy tern o zagadnienie determinizmu, 
oraz o zagadnienie witalizmu. 
Rozdział przedostatni nosi tytuł: O umiejętnościach prak'tycznych. 
Przynosi on oryginalne analizy pojęć 'oceny, normy, projektu. 
Książkę zamyka króciutki rozdzialik o naukach filozoficznych.
		

/00147.djvu

			-' 143 - 


Czytelnik zorjentowany zgrubsza przez powyższy wykaz poruszonych 
w omawianej książce kwestyj w bogactwie ich repertuaru zrozumie, że 
w recenzji, która nie ma dojść do rozmiarów książki nie można wszystkiego 
krytycznie rozpatrzyć. Przechodząc obecnie część za częścią )?rzedstawimy 
nasuwające się nam ważniejsze - jak sądzimy -- uwagi krytyczne. 


3. Reizm. 


Zacznijmy od reizmu. Nie potrafimy na podstawie tekstn w sposób 
stanowczy sformułować jego tezy. Na str. 67, !{dzie wyraz ten poraz pierw- 
szy zostaje wprowadzony czytamy: "stanowisko zwolenników takiej redukcji, 
możnaby nazwać reizmem". O jakąż redukcję tu idzie? Idzie o redukcję 
kategoryj Arystotelesowskich do jednej tylko kategorji rzeczy. "Ma to 
znaczyć, że wszelkie zdania, w których wypowiada się coś pozomie o innym 
jakimś przedmiocie, nie o rzeczy jakiejś, traktujemy jako zwroty :ł;astępcze 
dla zdań innych, rozumianych już literalnie, a orzekających wyłącznie o rze- 
czach. Innemi słowy, wszelką "nazwę", która nie jest nazwą rzeczy, mamy 
za nazwę pozorną" (str. 61). Jest to sformułowanie reizmu łagodne, bo 
w tekście znajdziemy podstawę do sformułowania znacznie surowszego. To 
sformułowanie surowsze będzie jakgdyby dyrektywą, pozwalającą głosić zda- 
nia takie jak: "żaden przedmiot nie jest zdarzeniem", lub "zdarzenia nie 
istnieją", "żaden przedmiot nie jest stosunkiem" czyli "stosunki nie istnieją", 
"cechy nie istnieją", "zbiory nie istnieją", "myśli nie istnieją", "treść wyobra- 
żeń nie istnieje", lecz "istnieją tylko rzeczy". Ma tedy ów reizm - jak się 
nam zdaje - dwie odmiany, jedna łagodniejsza dotyczy języka (nazwiemy 
tę odmianę reizmem semantycznym), druga surowsza dotyczy rzeczywistości, 
odmawiając istnienia stosunkom, cechom i t. d. (tę drugą odmianę nazwiemy 
reizmem rzeczowym). 
Starając się wyłożyć tezę reizmu semantycznego, z świadomością pewnego 
ryzyka przystąpimy do przedstawienia naszych domysłów interpretacyjnych. 
W tej interpretacji zaczniemy od analizy programowej deklaracji Autora 
ze str. 61: "wszełką "nazwę", która nie jest nazwą rzeczy mamy za nazwę 
pozorną". Trzeba więc zacząć od przedstawienia pojęć: nazwa właściwa 
i nazwa pozorna. (Autor sam nie używa terminu "nazwa właściwa", lecz 
zamiast niego poprostu "nazwa". Ale nazwom przec
wstawia nazwy pozorne, 
gdy tymczasem terminologja taka sug<,rowałaby, że nazwa pozorna też jest 
jakąś nazwą). 
Autor definjuje na str. 7. nazwę właściwą, jako taki zwrot, który na. 
daje się do roli orzecznika w zdaniu o typie "A jest B", przy zasadniczem 
rozumieniu spójki "jest". 
jakże Autor wyjaśnia, kiedy "jest" użyte zostało w zasadniczem ro- 
zumieniu? Oto pokazuje przykłady zdań, w których ono nie jest użyte 
w rozumieniu zasadniczem, a które wszystkie to mają wspólnego, że są 
równoznaczne pewnym lllnym rozwleklejszym zdaniom. Tak np. zdanie 
"Starszeństwo jest stosunkiem przechodnim" jest równoznaczne ze zdaniem 
"Jeżeli jakiś przedmiot jest starszy od innego przedmiotu, ten zaś inny przed- 
miot jest starszy od jakieg-oś jeszcze innego, to ów pierwszy przedmiot jest 
starszy od owego trzeciego". W wypowiedzi "Starszeństwo jest stosunkiem 
przechodnim" słowo "j<,st" nie stoi mit,dzy nazwami właściwemi. "Słowo
		

/00148.djvu

			- 144 - 


"jest" - pisze Autor - nie ma tu swej roli zasadniczej, lecz pewną w t ó r n ą, 
z a s t ę P c z ą. I I e kro ć b o w i e m p y t a m y "c o t o j e s t?" W z a- 
s t o s o w a n i u n a z w y (w łaś c i w e j przyp. re c.), np. d o n a z w y 
(właściwej przyp. rec.) "N", musimy odpowiedzieć zwrotem: 
"N" t o t Y I e, c o "r z e c z (l u b o s o b a) t a k a a t a k a". Gdy zaś 
chcemy odpowiedzieć ,na pytanie ..co to jest starszeństwo", sposób ten za- 
wodzi". (str. 9). Cytat ten, a w szczególności słówko "bowiem" użyte po 
stwierdzeniu, że w omawianem zdaniu słowo "jest" nie ma swej roli zasadni- 
czej, pozwala domyślać się takiej definicji obchodzącego nas tu terminu: 
słowo ..jest" W rozumieniu zasadniczem jest to takie słowo "jest", które łą- 
czy dwa wyrażenia "N" oraz "M", każde o znaczeniu takiem samem jak zna- 
czenie pewny<:h wyrażeń o typie ..rzecz taka a taka". Nazwijmy dla krót- 
kości wyrażenia o takiem znaczeniu, wyrażeniami o znacz emu rzeczy. 
Cały ten układ definicyj robi wrażenie koła, choć nie błędnego koła. 
Nazwę właściwą definjuje się .jako to, co może być jednym z argumentów 
przy zasadniczo rozumianem "jest", to zaś "jest" jako takie "jest", które 
może mieć takie a takie arg-umenty (mianowicie wyrażenia o znaczeniu 
rzeczy). 
W każdym razie z układu tych definicyj wynika, że tylko nazwa 
o znaczeniu rzeczy może być nazwą właściwą, a więc, że żadna nazwa nie 
będąca nazwą o znaczeniu rzeczy nie jest nazwą właściwą. Określając obec- 
nie nazwę pozorną jako wyrażenie mogące figurować na miejscu orzecznika 
w zdaniach formy "A jest B", a nie będące nazwą właściwą, otrzymuje się 
deklarację reizmu ze str. 97. "wszelką ..nazwę", któr.! nie jest nazwą rzeczy 
mamy za nazwę pozorną" jako tautologję definicyjną. Reizm tak rozumiany 
jest tezą, która wynika jako konsekwencja z arbitralnych definicyj. 
Zapewne jednak reizm jako doktrynę semantyczną należy rozumieć 
nie tak tautologicznie. Nasuwają się tu dwie dalsze interpretacje. Wedle 
jednej z nich twierąziłby reizm, że przeciętny człowiek używający wyrazów 
języka polskiego, używa wyrazu ..jest", (i od niego pochodnych) winnem 
znaczeniu, gdy łączy nim nazwy o znaczeniu rzeczy, a W innem, gdy łączy 
nim w sensowne zdania wyrażenia, nie będące nazwami rzeczy. (por. str. 8. 
w. ]6. od dołu). Jeśliby to miała być teza empiryczna, dotycząca tego jak 
ludzie w różnych kontekstach rozumieją wyraz ..jest", to sądzimy, że za- 
równo ta teza jak i sprzeczna wymagałaby mozolnych badań i statystyk, tak 
iż najostrożniej byloby wstrzyma"ć się od stanowiska w tej sprawie. 
Przechodzimy do jeszcze jednej interpretacji, która - jak sądzę -lepiej 
wnika w istotę semantycznego reizmu. Brzmi ona: Nazwy o znaczeniu rzeczy 
stanowią zamkniętą kategorję semantyczną. Znaczy to w przybliżeniu, że 
gdy się jakąś nazwę o znaczeniu rzeczy, figurującą w jakiemś sensownem 
zdaniu zastąpi przez wyrażenie nie będące nazWą o znaczeniu rzeczy, (przy 
zachowaniu sensu pozostawionych w tem zdaniu wyrażeń), to otrzyma się 
nonsens, natomiast gdy się nazwę o znaczeniu rzeczy zastąpi przez inną 
nazwę o znaczemu rzeczy, to otrzyma się znowu zdanie, prawdziwe lub fał- 
szywe, ale sensowne. 
Otóż mówiąc, ze pewna klasa wyrażeń stanowi zamkniętą w sobie 
kategorję semantyczną (por. str. 67.), należy dodać w jakim tak jest języku. Autor- 
zdaje się - twierdzi, że tak być musi w każdym języku. Antynomje "sa-
		

/00149.djvu

			145 - 


mozwrotności", jak znana antynomja Russella, antynomja stosunków, antynomja 
cech i t. d. dostarczyły podstaw do twierdzenia, że zaliczenie do tej samej 
kategorji semantycznej wyrażeń pełniących pewne odmienne role w zdaniu, 
np. czegoś co jest funktorem i czegoś co może hyć jego argumentem, naraża 
nas na sprzeczność. Norma zakazująca w jakimkolwiek języku zaliczać takie 
typy wyrażeń do tej samej kategorji semantycznej jest więc obwarowana 
potężną sankcją unikania sprzeczności. Otóż nie zdaje mi się, żeby równie 
silne względy przemawiały za zakazem łączenia w jedną kategorjt; seman- 
tyczną np. wyrazu "stół" i wyrazu "śmierć", "ból" lub t. p. Innemi słowy 
nie sądzę, iżby zagrażało to jakąś antynomją, jeśliby się uważało za sensowne 
zdania "coś jest bólem" i "coś jest stołem" przy zachowaniu tożsamości 
znaczeń wspólnie występujących w obu tych zdaniach wyrazów. 
Okoliczność, że zdania zawierające "nazwy pozorne" dają sit; zastąpić 
przez równoznaczne, a niezawierające nazw pozornych, nie dowodzi niczego 
jak tylko, że (teoretycznie przynajmniej) można się obejść bez nazw pozor- 
nych. I oto nasuwa się ostatnia interpretacja reizmu semantycznego, nie 
mająca postaci jakiejś tezy, lecz postać pewnej deklaracji programowej. 
Byłby to prog-ram streszczający SIę w postulacie: nie używać nazw pozornych, 
jak tylko pod warunkiem, że zdania, w których one występują, potrafimy 
dzięki definicjom wyrugować przez zdania równoznaczne, a. wolne od tych 
nazw pozornych. W związku zaś z tym programem szlo by takie urządzenie 
własnego języka, iż ustaliłoby się arbitralnie, że nazwy oznaczeniu rzeczy 
stanowią zamkniętą katejrorję semantyczną, to znaczy, że' za nazwy o zna- 
czeniu rzeczy tylko takie' nazwy wolno z sensem podstawiać. Musimy wyz- 
nać, iż język taki zaleca się tern, że znika w nim cały szereg kłopotów 
filozoficznych dezawujących się na tem tle jako problemy pozorne. 
W tym to języku naczelna teza reizmu rzeczowego - do któreg-o 
rozpatrzenia się obecnie zwracamy - głosząca, że każdy przedmiot jest 
rzeczą (str. 67.) przedst
wia się jako truizm. "Każde A jest B" znaczy bo- 
wiem "przy wszelkiem x, jeżeli x jest A, to x jest B, i pewne x jest A". 
(str. 232.). Zatem teza reizmu rzeczowego przyjmuje postać: "przy wszel- 
kiem x, jeżeli x jest przedmiotem, to x jest rzeczą, i pewne x jest przedmio- 
tem". Truizmem jest bowiem, że pewne x jest przedmiotem. Ponieważ zaś 
W języku reisty "x" może jako wartości przyjmować tylko nazwy rzeczy 
(zmienna "x" jest do tej kategorji semantycznej przez kontekst, w którym 
występuje ograniczona), przeto wszelka wartość zmiennej "x", sprawdzająca 
poprzednik. sprawdza i następnik wypisanego wyżej okresu warunkowego, 
który ,to okres temsamem musi stale być prawdziwy. Atoli reizm rzeczowy 
nie ogranicza sit; do pozytywnego twierdzenia, iż każdy przedmiot jest rzeczą. 
Głosi on z naciskiem cały szereg tez negatywnych, jak np. "stosunek nie 
istnieje", "cecha nie istnieje" i t. d. Otóż tezy te o ile wygłoszone są w ję-' 
zyku "literalnym" reisty, są z jego strony niekonsekwencją, gdyż w tym języku 
me mają sensu, jeśli zaś głosi je "w sensie przenośnym", tezy te są fałszywe. 
W języku "literalnym" reisty można z sensem (bo fałszywie) powiedzieć 
"ziemia nie istnieje". Atoli nazwa "ziemia", będąca nazwą rzeczy nie może 
być z sensem zastąpiona przez niebędący taką nazwą termin "stosunek". 
Gdy się więc mówi "stosunek nie istnieje" mówi się bez sensu. Z drugiej 
strony w języku przenośnym zwrot "stosunek nie istnieje" znaczy może np. 
tyle co: "przy wszelkiem R nieprawda, że przy pewnem x oraz y, x R y".
		

/00150.djvu

			- 146 


To zaś zdanie jest notorycznym fałszem. Podobnie też powiedzenie "cecha 
me istnieje", jest w literalnym języku reisty nonsensem, w przenośnym zaś 
języku, będąc równoznaczne ze zdaniem "żadna rzecz me jest jakaś" jest 
oczywistym
'falszem. 
Skoro tak jest, wówczas to z reizmu rzeczowego, co się da utrzymać, 
sprowadza się (w literalnym języku reisty) do truistycznej tautologji "każdy 
przedmiot jest rzeczą", unicestwienie stosunków, cech i t. d. ,nie da się 
w źadną tezę sensowną a prawdziwą ująć. A jednak wyczuwa się w reiz- 
mie tendencję do tego unicestwienia. Można ją ująć W wypowiedź dyrek- 
tywaJną: źaden zwrot o budowie "stosunek istnieje" nie jest prawdziwy (nota 
bene w literalnym języku reizmu). Zbyt skromnem może się wydawać to 
twierdzenie reizmu, które znowu przestaje być tezą o tern co jest na świe- 
cie, a staje się zdaniem o języku reisty. Wżywając się w jego intencje 
odnoszę wrażenie, że nie czułby on się wystarczająco zrozumianym, gdyby 
to co myśli oddać tylko powyżej sformułowanem zdaniem o jego własnym 
języku. Reista sądzi coś o rzeczywistości, czego powiedzieć z sensem nie 
może. Jeśli zaryzykujemy poniżej pewien opis tego co reista sądzi, to bez 
uzasadnionego przekonania, iż opis ten stosuje się do myśli Autora. Reista 
sądzi więc, - jak przypuszczamy - że gdyby ktoś zyskał bezpośredni 
kontakt ze światem, coś nakształt Intellektuelle Anschauung Kanta, to nie 
znalazłby w nim nic prócz rzeczy. Gdyby reiście naprawdę coś takiego 
w myśli majaczyło, nie moglibyśmy się z nim zsolidaryzować, nie dlatego 
żebyśmy sądzili, iż w bezpośrednim kontakcie ze światem znalazłoby się coś 
więcej prócz rzeczy, lecz dlatego, że sama koncepcja takiego kontaktu, ta- 
kiego poznania, które dokonywałoby się w oderwaniu od wszelkiego języka, 
którym się operuje, od wszelkich form myślenia, jest mrzonką. 
Aby nie pominąć wszelkiej nasuwającej się interpretacji reizmu rze- 
czowego dodajmy. że słuszne byłoby jego stanowisko. gdyby usłyszawszy np. 
definicję "stosunek jest to rzecz taka a taka" i używając wyrazu "stosunek" 
zgodnie z tą _ definicją powiedział: "stosunki nie istnieją". Zdanie to nie 
byłoby bowiem już bez sensu, bo wobec takiej definicji stosunku, termin 
.,stosunek" jest nazwą o znaczeniu rzeczy i może figurować w zdaniu "sto- 
sunki nie istnieją" przy literalnem rozumieniu wyrazów. Zdanie to byłoby 
też oczywiście fałszywe, gdyż charakteryzując stosunek jako rzecz taką 
a taką uczyniłoby się to zapewne w taki sposób. że żadna rzecz pod tę 
charakterystykę nie podpadałaby. Jednakże wydaje się rzeczą wątpliwą, czy 
ktoś określałby stosunek jako rzecz taką a taką. 
Kończąc na tern analizę reizmu Kotarbińskiego, zaznaczmy, że -wiele 
pierwiastków tkwiących w reizmie semantycznym. rozumianym jako program 
dotyczący używania języka uważamy za pierwiastki zdrowe. Deklarujemy, że 
gotowi jesteśmy tak mówić, aby nic uwaźać wszelkich wyrażeń rzeczowniko- 
wych za wyrazy tej samej kategorji semantycznej, że np. wyrazu "białość" 
i wyrazu "stół" nie zaliczamy do tej samej kategorji semantycznej. traktując 
raczej wyraz "białość" i wyraz "bieleje" jako wyrazy tej samej kategorji 
semantycznej. Nie godzimy się jednak co do miejsca. w którem Autor 
przeprowadza wśród zwrotów rzeczownikowych granicę między wyrażeniami 
różnych kategoryj semantycznych. Nie godzimy się tei z postulatem spor- 
wadzania wszystkich zdań zawierających wyraienia rzeczownikowe do zdań 
zawierających zwroty rzeczownikowe jednej i tej samej kategorji semantycz-
		

/00151.djvu

			147 - 


nej. Nie twierdzimy też, aby taki podział wyrażeń na kategorje seman- 
tyczne był zastany w j«zyku polskim, ani też, żeby każdy inny podział był 
wadliwy. 


4. ,semantyka. 


Rozpatrując krytycznie poglądy semantyczne Autora skoncentrujemy 
się nad jego definicją znaczenia. Opiera się ona na definicji wypowiadania. 
Definicja ta brzmi: "zwrot językowy wypowiada bezpośrednio dane przeżycie 
danej osoby..., zawsze i tylko jeżeli jest wymówiony lub napisany w tym 
celu, by ktoś określony lub ktokolwiek wogóle, kto ten zwrot postrzeże, 
a odpowiedni język rozumie, poznał po tym zwrocie, że mówiący przeżył 
takie właśnie przeżycie" (str. 2.). Natomiast "dany zwrot językowy wypo- 
wiada... takie a takie przeżycie pośrednio, ilekroć, bezpośrednio go nie wy- 
powiadając, nadaje się w danym języku na wypowiedź bezpośrednią 'takiego 
przeżycia ze względu na obyczaj tego języka lub ustalone co do niego 
umowy". Po tych definicjach następuje wyjaśnienie terminu "wypowiada co 
do treści". 'Czytamy na str. 3. "Zdanie Z jest wypowiedzią (bezpośrednią) 
myśli Jana co do treści, to tyle co: Jan pomyślał, że p (p reprezentuje całe 
zdanie), i wymówił Z poto, by słuchacz poznał, iż Jan pomyślał, że pn. Defi- 
nicja ta jest niejednorodna. t. zn. zawiera po prawej stronie zmienną rze- 
czywistą p, której brak po stronie lewej. W obec tego jest to definicja 
zwrotu "Z jest wypowiedzią myśli Jana co do treści", a nie definicja zwrotu 
"Z jest wypowiedzią myśli Jana, że q, co do treści". Tymczasem na str. 6. 
czytamy następującą definicję znaczc;nia: "Zdanie A znaczy, że q" - to tyle, co: 
.,Zdanie A wypowiada co do treści, bezpośrednio lub pośr:ednio, pomyślenie 
czyjeś, że q". Ta ostatnia definicja posłu!!,uje się zwrotem "wypowiada co 
do tre'ści pomyślenie, że" jako funktorem o dwóch argumentach, "A" oraz "q", 
gdy tymczasem zdefinjowany został tylko zwrot "wypowiada co do treści" 
jako funktor jednego argumentu "A". Nie wątpię, że zgodnie z intencjami 
Autora należałoby definicję wypowiadania co do treści skorygować, nadając 
jej postać: Zdanie Z wypowiada bezpośrednio co do treści myśl Jana, że q, 
to tyle co, Jan pomyślał, że q i wymówił Z poto, by słuchacz poznał, iż Jan 
pomyślał, że q. Definicja pośredniego wypowiadania CO do treści nie jest 
explicite przez Autora podana, a powinnaby brzmieć: Z wypowiada po- 
średnio myśl, że q, to tyle co: Z nadaje się ze względu na obyczaj języka 
na to, by ktoś kto myśli, że q wymawiał Z poto, aby słuchacz poznał po 
tern, iż ów ktoś myśli, że q. 
Otóż nasuwa się szereg zarzutów przeciwko temu układowi definicyj., 
Po pierwsze brak nam we wszystkich tych definicjach zrelatywizowania do ję- 
zyka terminów, jak "wypowiada", "znaczy" i t. p. Jest to przeoczenie, 
może i świadome ze strony Autora, podyktowane względami upraszczania 
definicyj dla celów. dydaktycznych. Po drugie uderza w definicjach tych 
jakiś ich werbalizm. Jest to jednak tylko niemila impresja, z której nie 
potrafię zdać sprawy. Po trzecie zarzut poważniejszy, leżący jak na dłoni. 
Zgodnie z definicjami wypowiadania co do treści, można powiedzieć że np. 
zdanie "myślę, że 2 X 2 = 4" jest wypowiedzią co do treści (pośrednią) 
myśli, że 2 X 2 = 4. Istotnie zwrot "myślę, że 2 X 2 = 4" nadaje się ze 
względu' na obyczaj języka na to, by Jan myślący, że 2 X 2 = 4, wymawiał
		

/00152.djvu

			- 148 - 


"myślę, że 2 X 2 = 4" w tym celu, by słuchacz po tern poznał, iż Jan pomy- 
ślał, że 2 X 2 = 4. 
Zatem zwrot "myślę, że 2: 2 = 4" wypowiada pośrednio co do treści 
myśl, że 2 X 2':= 4. Skoro zaś tak jest, to wobec definicji zwrotu "znaczy, 
że" wypadnie, że zdanie "myślę, że 2 X 2 = 4" znaczy, że 2/< 2 = 4. 
Uniknięcie tego zarzutu będzie możliwe, na tej drodze, że się odpo- 
wiednią nada interpretację zwrotowi "poznał po tern". Proponowałbym np. 
zaznaczyć, że słuchacz poznaje po wypowiedzianem przez Jana zdaniu co 
Jan pomyślał, gdy ów słuchacz dochodzi do sweR'0 zapatrywania na to co 
Jan myśli, niezależnie od swej wiary w jakąkolwiek z wypowied'zi Jana. 
Z koleji przechodzimy do zarzutu czwartego. Przypuśćmy, że jakiś X po- 
mylił się W doborze środków, czyli mówiąc pospolicie "przemówił się", 
a więc np. powiedział "koń jest ssakiem", choć myślał, że koń jest krę- 
gowcem i W tym celu tamtą wypowiedź wygłosił, aby słuchacz rozumiejący 
po polsku poznał po tej wypowiedzi, że ów X- pomyś:ał, iż koń jest krę- 
gowcem, Ów X - zgodnie z definicją bezpośredniego co do treści wypowia- 
dania - zdaniem "km) jest ssakiem" bezpośrednio wypowiedział w języku 
polskim myśl, że kOI) jest kręgowcem. Ponieważ zaś wedle definicji zna- 
czenia, gdy zdanie A wypowiada bezpośrednio co do treści czyjeś pomyśle- 
nie, że q, to już wówczas zdanie A znaczy, że q, zatem gdyby zaszedł ów 
(wcale nie sfingowany) wypadek, trzeba by uznać, że zdanie "koI) jest ssa- 
kiem" znaczyłoby, że koń jest -kręgowcem. Konsekwencja ta nabiera kło- 
potliwego wyglądu, gdy po zrelatywizowaniu wszystkich funkcyj semantycz- 
nych do języka brzmieć będzie: "koń jest ssakiem" znaczy w języku polskim, 
że koń jest kręgowcem. 
Zarzut powyższy nie dotyczy definicji znaczenia podanej na str. 110, 
w której niema mowy o wypowiadaniu bezpośredniem, a która brzmi: "Dany 
zwrot znaczy, że tak a tak - to tyle co: dany zwrot nadaje się do zako- 
munikowania komuś myśli, że tak a tak". Wnikając w sens owego "komu- 
nikowania myśli" i licząc się z definicją znaczenia ze str. 6 oraz uwzględnia- 
jąc konieczność relatywizowania terminów "znaczy", "wypowiada pośrednio" it.d. 
do języka, dokonamy następujących transkrypcyj definicji znaczenia, w prze- 
konaniu, że eksplikujemy tylko myśl Autora. Zajmiemy się naprzód takiem 
sformułowaniem: "Zdanie A znaczy w języku J, że q, to tyle co: zdanie A 
nadaje się ze wZR'1ędu na obyczaj języka J do tego,' by W języku J wypO- 
wiadało bezpośrednio, co do treści czyjeś pomyś
enie, że q". 
Rozwijając tę definicję przez wyłuszczenie sensu zwrotu "wypowiada 

ezpośrednio co do treści" otrzymujemy: Zdanie A znaczy, w języku J, że q, 
to tyle co: zdanie A nadaje się że względu na obyczaj języka J na to, by 
oso ha X myśląca, że q, zdanie A wymawiała w tym celu, iżby słuchacz ro- 
zumiejąc,y język J poznał po tej wypowiedzi, iż osoba X myśli, że q. Po- 
wiedzieć, że zdanie, to nadaje się, by sit; niem w danym. celu posługiwać, to 
chyba tyle co powiedzieć, że posługując się niem, cel ten (przynajmniej 
naogół) się osiągnie. Wobec tego definicja zn
czenia się upraszcza' do po- 
staci następującej: A z n a c z y w j ę z y kuJ, ż e q, t o t y I e c o: s ł u- 
c h a c z r o z u m i e j ą c y j ę z y k J u s ł y s z a w S Z Y w u s t a c h o s o b y X, 
myś:ącej, że q, zdanie A, pozna (przynajmniej na o!fół) po tej wypowiedzi, 
iż X myślał, źe q.
		

/00153.djvu

			149 - 


Przechodzimy obecnie do ostatniego i naj poważniejszego zarzutu prze- 
c1\vko tej definicji. Definicja znaczenia opiera się na koncepcji wypowiadania 
cO do treści. Otóż wypowiadanie co do treści jest pewną szczególną odmianą 
w owiadania. Pewien zwrot językowy może bowiem wypowiadać pewną myśl 
yp N I'" d k . d . 
od różnemi względami, p. zwrot "stanowczo. wypOWla a az ą mOJą 
p S 'I że WO J 'na nie jest czynnikiem postępu, pod względem modalności. 
my , 
Ą-Ibowiem zwrot "stanowczo!" nadaje się do tego, bym go używał w tym 
celu, aby ktoś rozumiejący po polsku poznał po tym zwrocie, że przeżyłem 
takie wlaśnie pod względem modalności przeżycie, jakiem jest moje przeko- 
nanie, iż wojna nie jest czynnikiem postępu. Zwrot "stanowczo!" wypowiada 
pośrFdnio (pod względem modalności) każde wogóle przekonanie apodyk- 
tyczne. Wynika to z definicji Autora, w której przecież nie mówi się, iż 
zwrot wypowiada pośrednio t o przeżycie, lecz t a k i e a t a k i e przeżycie. 
W definicji wypowiadania bezpośredniego mówi się wprawdzie, iż dany 
zwrot wypowiada d a n e przeżycie, ale pod warunkiem, że się nim chce wska- 
zać słuchaczowi nie to, iż się przeżyło t o d a n e, lecz t a k i e przeżycie. 
T a k i e przeżycie, to przecież nie t o przeżycie, lecz t a k i e p o d t Y m a t y m 
W z g I ę d e m. 
Otóż dla wyróżnienia wypowiadania co do treści od wypowiadania pod 
każdym innym względem posłnguje się Autor intencjonalną fnnkcją zmiennej 
zdaniowej "q", mianowicie funkcją "X pomyślał, że q". 
Zdania tego typu, t. zw. jednostkowe zdania psychologiczne mają u pro£. 
Kotarbińskiego oryginalną interpretację (str. 409 i nast.). Przytacza się przy- 
kłady takich zdań jak: "A wyobraża sobie B", "A przypuszcza, że B", 
"A pragnie, by B". Wyjaśnienia autora dotyczące tych przykładów pozwalają 
domyślać się, jak
 interpretację dałby zdaniu "X myśli, że q". Wszelkie 
jednostkowe zdanie psychologiczne daje się "wtłoczyć w jednaki zawsze 
schemat,w którym idą po sobie kolejno: nazwa (przy prawdziwych zdaniach 
zawsze nazwa osoby), potem słowo "doznaje" (lubjego równoznacznik), potem stały 
łącznik, wkońcu zwrot nazwowy, zdaniowy lub nawet jakiś inny, np. wykrzyk- 
nikowy. Pełny schemat wyglądałby zatem tak: "A doznaje tego oto: B". 
Jako łącznik obieramy tu znak "tego oto": (str. 409 i 410). Spróbujmy 
uprzystępnić czytelnikowi tę koncepcję Autora. Idzie tu zdaje się o to, aby 
zdanie psychologiczne np. "Jan doznaje bólu" pozbawić pozoru zdania skła- 
dającego się z dwu nazw połączonych spójnikiem "doznaje". W tym celu 
interpretuje się takie np. zdanie w sposób następujący: "jan doznaje tak 
a tak", gdzie owo "tak a tak" pełni rolę określenia przysłówkowego deter- 
minującego bliżej rodzaj owego doznawania. Otóż tę determinację przysłów- 
kową wyobraża sobie AI,tor w t
n sposób, iż poleca mówić "jan doznaje 
tego oto: Aj! boli!". W ten sposób owo zdanie rozpada się na dwie części, 
na część zapowiadawczą przed dwukropkiem i wykonawczą po dwukropku. 
Przy pomocy łącznika "tego oto", który nie jest wcale nazwą, lecz - 
jak przypuszcza recenzent - określeniem przysłówkowem, (pisze dalej Autor) 
"daje się do zrozumienia, że mówiący będzie sam jakoś naśladowczo dozna- 
wał, wzorując się na tern, jak doznawał jan, i że zwrot, który wypowie, będzie 
wypowiedzią tego doznania" (str. 410). 
Otóż narzuca się nam następująca interpretacja roli, owego łącznika 
"tego oto": Łącznik ten jest przysłówkiem okazjonalnym. Okazją zaś usta- 
lającą użycie tego przysłówka byłoby naśladowcze doznanie wypowiedziane
		

/00154.djvu

			- 150 - 


następującym po dwukropku zwrotem. W wypowiedzi takiej j
k "Jan doznaje 
tego oto: słońce świeci" całem zdaniem byłoby to, co przed dwukropkiem. 
to zaś, co następuje po dwukropku odgrywałoby tę rolę, co wskazanie pal- 
cem przy zdaniach, w których okazjonalny zaimek wskazujący "taki" jest 
nazwą (ogólną) przedmiotu fizycznego. 
Druga interpretacja roli łącznika "tego oto", gorzej wydaje się wnikać 
w intencje Autora, a nawiązuje do drugiej części cytowanego wyżej' zdania, 
iż "p r z y p o m o c y t e g o ł ą c Z n i k a d a j e s i ę d o z r o Z u m i e n i a, ze 
mówiący będzie sam naśladowczo doznawał, wzorując się na tern. jak dozna- 
wał Jan, i ż e z w r o t, k t ó r y W Y P o w i e b ę d z i e w y p o W i e d z i ą 
t e g o d o z n a n i a". Jeśli teJy Piotr mówiący "Jan doznaje tego oto: nie- 
toperze zapewne są ptakami" daje do zrozumienia przez użycie łącznika 
"tego oto", że zwrot, który wypowie po dwukropku będzie wypowiedzią dozna- 
nia Jana, wtedy możnaby powiedzenie Piotra wyinterpretować jako: "Jan 
doznaje czegoś takiego, co wypowiada (pośrednio) zwrot "nietoperze zapewne 
są ptakami". (Nie zaś "tego samego co w tej chwili bezpośrednio ów zwrot wy- 
powiada"). 
Zastanówmy się nad obiema interpretacjami. Przypuśćmy, że ktoś 
mówi "Jan ma ubranie takie" i wskazuje na pewien garnitur. Otóż zdanie 
to w sytuacji opisallej można rozmaIcIe rozum\ec. Może tu chodzić o to, ze 
Jan ma ubranie takie, jak wskazany garnitur pod względem kroju, a może 
także pod względem ko!oru, a może także pod innym jeszcze względem. 
Podobnie gdy mówię ..Jan doznał tego oto: nietoperze zapewne są ptakami" 
rozumiejąc ten zwrot zgodnie z pierwszą interpretacją jako "Jan doznał tak". 
z owem "tak" okazjonalnem określone m przez sytuację, w której mówię "nie- 
toperze zapewne są ptakami", wówczas nie wia
omo pod jakim wzg!ędem 
doznał tak właśnie. Czy pod względem modalności, czy pod względem treści, 
czy pod względem naiwności tego przekonania. 
Również i przy drugiej interpretacji, wedle której zwrot "Jan doznał 
tego oto: nietoperze zapewne są ptakami" wychodzi na to samo co "Jan do- 
znał czegoś takiego, co wypowiąda (pośrednio) zwrot "nietoperze zapewne 
są ptakami" H, wieloznaczność tasama zachodzi. Albowiem pytać można "co 
pod jakim wzgh,dem wypowiada?". 
Zwróćmy teraz uwagę na związki między obchodzącemi nas definicjami. 
Otóż "wypowiada co do treści" określa się przypomocy zwrotu "Jan myśli, 
że q". Zwrot "Jan myśli, że q" eksplikuje się przypomocy "Jan doznaje 
tego oto: q". Otóż widzimy, że ostatni ten zwrot jest wieloznaczny, przy 
obu uwzględnionych interpretacjach. Nie można zaś go ujednoznacznić przy- 
pomocy zwrotu "co do treści", bo inaczej popadnie się w błędne koło. Nie 
można więc będzie np. skorygować podanego wyjaśnienia: "Jan myśli że q" = 
"Jan doznaje tego oto: q", przez zastąpienie ostatniego przez "Jan doznaje 
c o d o t r e ś c i tego oto: q", bez błędnego koła. 
Skonfrontujmy teraz definicję wypowiadania (pośredniego) (poprostu) 
z definicją wypowiadania co do treści. Pierwsza z nich W skróceniu i w prze- 
róbkach brzmi: zdanie A wypowiada pośrednio myśl Jana taką a taką (np. 
myśl, że słońce świeci), gdy słuchacz rozumiejący język pozna z tego zdania, 
że Jan żywił taką właśnie pod pewnym w'zględem myśl, jak owa myśl (np. że 
słońce świeci). Druga: Zdanie A wypowiada co do treści myśl Jana, że q
		

/00155.djvu

			151 - 


(np. myśl, że słońce świeci), gdy słuchacz rozumIejący język pozna z tego 
zdania, że Jan myślał, że q (że słońce świeci). 
Poprze<łnie nasze wywody zdają się wykazywać, iż po wyinterpreto- 
waniu zwrotu "Jan myślał że q", wedle schematu "Jan doznał tego oto: q" 
wypowiadanie (poprostu) i wypowiadanie co do treści zlewają się w jedno. 
"Jan doznał tego oto: słońce świeci" wychodzi bowiem przy obu inter- 
pretacjach na to samo mniej więcej co "Jan doznał pod pewnym względem 
tak, (jak ja doznam za chwilę, mówiąc:) słońce świeci ", czyli "Jan żywił 
taką pod pewnym względem myśl, jak owa myśl, że słońce świeci". 
W ten sposób wypowiadanie co do treści nie będzie zdatne do zdefi- 
njowan:a znaczenra. Skoro bowiem np. zwrot "stanowczo!" wypowiada 
pośrednio (pod względem modalności, a więc pod pewnym względem, a więc 
wypowiada poprostu) każde moje stanowcze przekonanie, a więc i to, że 
wojna nie jest czynnikiem postępu i to, że 2 X 2 = 4 i t. d., więc wypowiadałby 
je i co do treści. Zatem "stanowczo!" znaczyłoby w języku polskim zarówno, 
że wojna nie jest czynnikiem postępu, jak też znaczyłoby, że 2 X 2 = 4. I to 
nietylko znaczyłoby raz to a raz tamto, tylko zawsze znaczyłoby i jedno 
i drugie. 
Uratować sytuację mogłoby, gdyby zastąpić zwrot "Jan doznał tego oto: 
nietoperze zapewne są ptakami" przez "Jan doznał czegoś takiego pod wzglę- 
dem treści: nietoperze zapewne są ptakami". To jednak jest niemożliwe 
ze względu na błędne koło. 
Niewątpliwie nasuwa się jeszcze inna interpretacja zwrotu "Jan do- 
znał tego oto: słońce świeci". Otóż - powiedziałby ktoś - używa się tu 
zwrotu "tego oto" a nie "takiego oto"; mówiąc zaś "Jan doznał tego oto": 
i dodając potem zdanie np. "słońce świeci" nie chce się wprawdzie wyrzec, 
że Jan doznał tejsamej numerycznie myśli, co ta, którą wypowiada bezpo- 
średnio użyty w powyższym kontekście zwrot "słOlIce świeci", ale też chce 
się coś więcej powiedzieć niż, że Jan doznał myśli, pod jak i m ś względem 
taki.ejsamej. Chce się poprostu powiedzieć, że Jan doznał myśli pod każ- 
dym względem takiejsamej, choć nie tejsamej. Powyższą interpretację bę- 
dziemy w dalszym ciągu nazywali trzecią interpretacją. 
Nieporuszając trudności związanej z rozróżnieniem "pod kaidym wzglę- 
dem takisam" i "tensam" i wżywając się w tę trudno dającą się uwyraźnić 
różnicę, wskażemy na inne trudności płynące z owej trzeciej interpretacji 
dla omawianej tu definicji znaczenia. 
Konsekwencją definicji znaczenia podanej przez Autora przy takiej 
interpretacji schematu dla zdalI psychologicznych będzie - jak się zdaje, - 
iż będzie można powiedzieć prawdziwie "A znaczy w języku J, że q" tylko 
wtedy, gdy "q" będzie miało to samo brzmienie, co zdanie A. Innemi słowy, 
jeśli zdanie A ma brzmienie "Jan jest nauczycielem", to będzie prawdą 
tylko następująca deklaracja o znaczeniu tego zdania: Zdanie "Jan jest nau- 
czycielem" znaczy w języku polskim, że Jan jest nauczycielem. Natomiast 
fałszem będzie jakakolwiek inna deklaracja o znaczeniu odnośnego zdania. 
Fałszem będzie np: Zdanie "Jan jest nauczycielem" znaczy w języku polskim, 
że, Jan jest człowiekiem nauczającym z zawodu". 
Wedle naszej analizy definicyj prof. Kotarbińskiego: "Jan jest nauczy- 
cielem" znaczy w języku polskim, że "Jan jest człowiekiem n
uczającym 
z zawodu" - to tyle co - "słuchacz rozumiejący język polski, uslyszawszy w us-
		

/00156.djvu

			- 152 - 


tach osoby X, myślącej, że Jan jest człowiekiem nauczającym z zawodu, 
zdanie "Jan jest nauczycielem" pozna po tej wypowiedzi, że X doznał tego 
oto: Jan jest człowiekiem nauczającym z zawodu". Otóż słuchacz rozumie- 
jący język polski usłyszawszy w ustach osoby X wypowiedż "Jan jest nau- 
czycielem" pozna po tem, że X doznał tego oto: Jan jest nauczycielem. 
Nie pozna zaś bynajmniej, że X doznał tego oto: Jan jest człowiekiem na- 
uczającym z zawodu. Doznać tego oto: Jan jest nauczycielem, to zgoła co 
innego niż doznać tego oto: Jan jest człowiekiem nauczającym z zawodu, 
skoro się przyjmuje, że "doznać tego oto: Jan jest nauczycielem" to tyle co 
doznać takiegosamego pod każdym względem przeżycia jak to, które się 
wyżej wypowiedziało przytoczonem po dwukropku zdaniem. 
Przeżycie pod każdym względem takiesame jak przeżycie wypowie- 
dziane bezpośrednio zdaniem "Jan jest nauczycielem" nie jest pod każdym 
względem takiesame jak przeżycie wypowiedziane bezppśrednio zdaniem 
"Jan jest człowiekiem nauczającym z zawodu". Do charakterystyki przeżyć 
pierwszego rodzaju należy wszakże i to, że w skład ich wchodzi wyobraże- 
nie wyrazu "nauczyciel", a nie jest lo wszakże cechą przeżycia drugiego. 
Znowu zaś do znamion przeżycia drugiego należy to, że realizując je, myśli 
się jakoś o zawodzie, gdy tymczasem przy realizowaniu myśli pierwszego 
rodzaju żadna myśl o zawodzie nie przychodzi do głowy. 
Kto więc słyszy X-a mówiącego "Jan jest nauczycielem" ten pozna po 
tem tylko, że X doznał tego oto: Jan jest nauczycielem. Tak samo i w in- 
nych przykładach: Gdy X powie "to jest lustro" nikt nie będzie X-owi im- 
putował, że X doznał tego oto: to jest zwierciadło. Wszakże każdy czuje 
różnicę między doznaniem tego oto: to jest lustro a doznaniem tego oto: 
to jest zwierciadło. Pierwsze z tych doznań (przynajmniej w poczuciu ję- 
zykowem lwowianina) ma charakter bezpretensjonalny, drugie jakiś charak- 
ter odświętny. 
Zatem prawdą będą tylko, wypowiedzi takie: "zdanie "grzmi" znaczy 
w języku polskim że grzmi", "słońce świeci" znaczy w języku polskim, że 
słońce świeci" i t. d. Ogólnie mówiąc prawdziwie można będzie stwierdzić 
zdanie "A znaczy w języku J, że q" tylko wtedy, gdy zdanie A ma brzmie- 
nie identyczne z "q". 
Wynika z tego, że w. danym języku można będzie mówić tylko o zna- 
czeniu zdań tego właśnie języka, a więc po polsku nie będzie można wy- 
powiedzieć żadnego prawdziwego zdania na temat tego, co znaczy W języku 
niemieckim pewne zdanie języka niemieckiego. Spróbujmy bowiem powie- 
dzieć "zdanie "Sonne scheint" znaczy w językl' niemieckim, że słońce świeci". 
O ile są słuszne właśnie uzyskane wyniki, czyli o ile tylko wtedy prawdziwa 
będzie wypowiedż "zdanie A znaczy w języku J, że q", gdy zdanie A ma 
brzmienie "q", wyżej wygłoszone twierdzenie o znaczeniu zdania "Sonne 
scheint" jest fałszywe. Zdanie "Sonne scheint" znaezy w języku niemiec- 
kim, że słońce świeci, to wedle naszych analiz, dokonanych na definicjach 
prof. Kotarbińskiego tyle co: słuchacz rozumiejący po niemiecku usłyszawszy 
w ustach X zdanie "Sonne scheint" pozna po tem, że X doznał tego oto: 
słońce świeci. Doznać tego oto: Sonne scheint, a doznać tego oto: słońce 
świeci, to jednak (przy obecnie rozpatrywanej trzeciej interpretacji) co in- 
nego. W skład pierwszego doznania wchodzi wyobrażenie wyrazów nie- 
mieckich "Sonne", "scheint" w :>kład drugiego doznania wchodzi na ich
		

/00157.djvu

			153 - 


miejsce wyobraLenie wyrazow polskich. jeśli się co do powyższego nie 
mylimy, to będzie można powiedzieć, iż przy wszelkiem q (gdzie "q" może 
przybierać jako wartości zdania języka polskiego) nie jest prawdą, że 
"Sonne scheint" znaczy po niemiecku, że q. Mówiąc poprostu, konsekwencją 
naszych analiz dokonanych na definicjach prof. Kotarbińskiego przy trzeciej 
interpretacji byłoby, że wszelkie zdania języków innych niż polski nic nie 
znaczą w tych językach. Rezultat, 
tóry ma wygląd dość paradoksalny, aby 
przesłanki, na który"h jest oparty odrzucić, chyba że nasz sposób wywIe- 
dzenia tej konsekwencji okazałby się mylny. 
Definicja znaczenia podana przez prof. Kotarbińskiego zestawiona 
z po[lądem tegoż Autora na interpretacj
 jednostkowych zdań psycholo- 
5(icznych prowadzi więc, przy wszelkiej nasuwającej się interpretacji tych 
<:,statnich, do wyników niepożądanych. Przyznajemy lojalnie, że w ciągu 
naszych wywodow operowaliśmy pewnemi trawestacjami definicyj spotka- 
nych w tekście, trawestacje te jednakże uważamy tu za wierne oddanie 
myśli Autora. Niektóre z nich jak np. podana przy formułowaniu ostatniego 
zarzutu, a przed wyzyskaniem schematu dla jednostkowych zdań psycholo- 
gicznych trawestacja definicji znaczenia (polegająca na wyrugowaniu wyrazu 
"nadaje się") jest podana tylko dla uzyskania zgrabniejszego i krótszego 
sformułowania. 
Tyle o znaczenin i wyrażaniu. 
Jeszcze parę słów o oznaczaniu. Na str. 6 i 7 czytamy: "Oznaczać 
bowiem dany przedmiot W danym języku - to tyle, co być nazwą tego 
przedmiotu W tym języku, mnemi słowy - nada
vać się w tym języku jako 
orzecznik w zdaniu prawdziwem typu "A jest B" o tym przedmiocie (przy 
zasadniczem rozumieniu spójki "jest")". Otóż niewiadomo, czy to ma być 
na serjo definicja oznaczania. czy tylko zabieg dydaktyczny dla osiągnięcia 
jako tako dobrego porozumienia. Z punktu widzenia dydaktycznego dobrze 
byłoby poprzedzić tę może tylko quasidefinicję 'szeregiem przykładowych 
.zastosowań wyrazu "oznacza". jeśli zaś ma to być na serjo definicja, to 
nasuwają się następujące wątpliwości. Po pierwsze obawiam się, że na tle 
definicji: "Nazwa N oznacza w języku J pl"zedmiot P, to tyle co: nazwa N 
nadaje się w języku J na orzecznik w zdaniu prawdziwem typu "A jest BU 
o przedmiocie P" mażnaby zbudować antynomję wyrazów heterosemantycz- 
nych. Po drugie: Co znaczy zwrot "zdanie typu'"A jest B" o przedmiocie P?". 
jeśliby w intencji Autora leżało zdefinjować zwrot ten jako równoznaczny 
ze zwrotem "zdanie typu "A jest BU o podmiocie oznaczającym przedmiot P" 
to te dwie definicje stanowiłyby błędne koło. Niewiem zaś, czy jakoś inaczej 
zwrot ten dałby się zdefinjować. W każdym razie Autor zwrotu inkrymi- 
nowanego nie definjuje wcale. Zarzut błędnego koła nie dotyczy go więc, 
zato musimy wytknąć błąd l1leJasnOSCI. Zwrot "zdanie typu "A jest B" 
o przedmiocie P" nie jest wcale jasny. Niewiadomo bowiem, czy np. zdanie 
"Galileusz jest Kopernikiem" jest zdaniem o Galileuszu tylko, czy rownież 
o Koperniku. Co gorsza niewiadomo, czy zdanie "Serce Kościuszki jest 
umieszczone w Krakowie" ,jest zdaniem o Kościuszce, 'czy o sercu Koś- 
ciuszki, czy może jest też zdaniem o zwłokach Kazimierza Wielkiego umiesz- 
czonych W Krakowie i t. d. Ze względu na niejasność tego zwrotu wymaga 
on definicji. Definicja ta zaś - jak sądzę -- może być podana tylko tak, 
że popadnie się w błędne kolo.
		

/00158.djvu

			- 154 - 


Tyle o semantyce prof. Kotarbińskiego, choć niejedna jeszcze uwaga 
ciśnie się pod pióro. 


5. Teol'ja poznania. 
Nie mogąc nadużywać gościnności Przeglądu Filozoficznego będziemy 
musieli bardzo ograniczyć dalsze uwagi krytyczne. Ponieważ rozpatrzenie 
poglądów epistemologicznych i materjalizmu Autora wymagałoby obszernych 
bardzo analiz, pomijamy je tutaj zupełnie. Stwierdzimy tylko krótko, że 
szczególnie ekspozycja idealizmu i realizmu jako kierunków ,epistemolo- 
gicznych jest bardzo głęboka i może się walnie przyczynić do wyjaśnienia 
tych kwestyj. Bardzo płodną wydaje mi się metoda określenia przedmiotu 
imm
nentnego wyobrażenia. Natomiast dużo zastrzeżeń budzi koncepcja 
przedmiotu transcendentnego rozumianego jako to, na co jako na podnietę 
ktoś reaguje wyobrażeniem. Czy słońce, czy drzewo, czy też pewna jego 
strona, czy pole elektromagnetyczne przewodzące fale elektryczne, czy so- 
czewka oka, czy które inne jeszcze z ogniw wchodzących w grę jako pod- 
nieta wywołująca reakcję w postaci wyobrażenia drzewa jest przedmiotem 
transcendentnym tego wyobrażenia? A już zgoła niesłusznem wydaje mi się, 
jakoby teza idealisty polegała na utożsamianiu jakiegoś układu elementów 
treści z tak pojętym przedmiotem transcendentnym. 
Ograniczymy się już tylko do paru uwag z zakresu metodologji 
i logiki formalnej, poruszając tylko najważniejsze. 


6. Logika formalna. 


Wyłożony na str. 156 i nast. pogląd na zdanie z kwantyfikatorem 
jako zd,mie o zdaniu budzi poważne wątpliwości ze względu na to, iż w ta- 
kim razie funkcja objęta przez kwantyfikator byłaby wzięła in suppositiol1e 
materiali. Niewątpliwie fałszem jest powiedzenie "Kwantyfikator jest przeto 
sam zdaniem" (str. 159). Najwyżej można go traktować jako część zdania 
o zdaniu. Autor zwraca uwagę (str. 165) na różnicę między "jeżeli to" 
potocznem, a sensem znaku ,,<" (implikacji) w logistyce. Traktuje jednak 
znak ,,+" (alternatywy) i znak"." (iloczynu) logistyczny, tak jakby użycie 
tych symboli w logice pokrywało się z potocznem użyciem słi.w "lub" względ- 
nie .;i". Tymczasem zachodz'ą tu zupełnie tesame różnice, jak między po- 
tocznem ..jeżeli to". a znakiem implikacji, choćby z uwagi na to, iż w języku 
potocznym obowiązuje równoważność między: ..P lub q" oraz ..jeżeli nie p to qU. 
Następnie zapytać można dlaczego Autor wprowadza jako system 
aksjomatyczny teorji dedukcji system Russell'a, o którym wie, że jest wa- 
dliwy. Przecież ten system figuruje w książce jedynie jako model systemu 
aksjomatycznego, a model powinien być wzorowy. Ale to już właściwie 
zarzut natury dydaktycznej. 
Dyrektywa podstawiania dla teorji dedukcji mówi o podstawianiu 
dowolnie obranych funkcyj zdaniowych. nie wspominając o warunku ich 
sensowności w teorji. 
Reguła zastępowania jest sformułowana za ciasno, mówi bowiem o tern 
tylko, że jedną stronę definicji wolno zastąpić przez drugą, a nie dodaje, że 
jedną stronę jakiegoś podstawienia definicji wolno zastępować drugą stronI( 
tegoż podstawienia.
		

/00159.djvu

			--155 


Mylnie zdaje sprawę z dyrektyw faktycznie stosowanych li Russell'a 
podana przez Autora dyrektywa odrywania zarówno w implikacjach jak 
i w równoważności, gdyż u RusseH'a występuje tylko odrywanie od im- 
plikacji. 
Poważniejszy jest zarzut dotyczący tak istotnego w całej metodologji 
pojęcia wynikania inferencyjnego. Definicja ze str. 202 brzmi: mówimy "ze 
zdania (lub zdań p) wynika (inferencyjnie) zdanie q" "ilekroć idzie nam o to, 
że zdanie ą można otrzymać ze zdania (lub zespołu zdań) p przez użycie 
takich sposobów przekształcania, które, zastosowane do zdania prawdziwego 
(lub zespołu zdań prawdziwych) dają w rezultacie zawsze zdanie prawdziwe". 
Niema tu zupelnie relatywizacji wynikania inferencyjnego do dyrektyw, 
wskutek czego inferencyjne wynikanie pokrywa się w zupełności z wynika- 
niem implikacyjnem. Jeżeli bowiem A jest danem zdaniem prawdziwem, 
(np. ,,2 X 2,= 4") wówczas dyrektywa pozwalająca każde zdanie przekształ- 
cać na zdanie A (np. na ,,2 X 2 = 4") jest dyrektywą prowadzącą od prawdy 
tylko do prawdy. Kto więc uważa, że A wynika inferencyjnie z B, gdy 
od B do A można przejść stosując wszystko jedno jakie, byle niezawodzące 
nigdy dyrektywy, ten będzie musiał (wobec istnienia wyżej wspomnianych 
choćby dyrektyw) uznać. że zdanie prawdziwe wynika inferencyjnie z każ- 
dego. Inferencja tak rozumiana pokrywa się z implikacją (zakresowo). Razi 
też ustawiczne f!lówienie o przekształcaniu, tak jakgdyby wszelkie dyrektywy 
stosowane w praktyce były strukturalne. Takiemi wszakże nie są dyrektywy 
entymematyczne, które mi się kierujemy w entymematach, wnosząc ze zda- 
ma "każdy człowiek jest śmiertelny" o tem "że Sokrates jest śmiertelny". 
O relatywizacji inferencji do dyrelctyw mowa dopiero na str. 264, ale 
nie odnosimy wrażenia, żeby tam szło p inną relatywizację jak tylko o rela- 
tywizację do dyrektyw "wiedzotwórczych". 
W związku z tem pozostaje określenie terminów, jak obwersja, kon- 
wersja i t. d. str. 212, w które m razi traktowanie tych praw logicznych, czy 
też dyrektyw jako pewnych zabiegów przekształcającyC'h. Obwersja nie jest 
dodaniem negacji do orzecznika łącznie z zamianą jakości zdania, ale jest 
to bądź prawo "lIsp (,saP <,se non P)", bądź odpowiednia dyrektywa. 


7. Metodologja ogólna. 


Autor określa - zapewne planowo - rozumowanie ogólnikiem, jako 
dobieranie następstwa do racji lu," racji do następstwa, przyczem przez sto- 
sunek racji i następstwa rozumie stosunek wynikania inferencyjnego. To 
zaś pojmuje jako wynikanie inferencyjne ze względu na dyrektywy wiedzo- 
twórcze (niezawodzące), przyczem nie wiadomo czy chodzi o pewne takie 
dyrektywy, czy o jakiekolwiek. Przypuszczamy, że raczej o to drugie (por. 
defInicję wnioskowania str. 264. Por. Też str. 268 w. 19 od d.). Termin "do- 
bieranie" jest zbyt, pustym ogólnikiem, aby można było pochwalać jego za- 
chowywanie. Ponieważ implikacja zachodzi między dwoma zdaniami zawsze 
bądź w jednym bądź w drugim kierunku, zaś wynikanie inferencyjne w sen- 
sie wynikania wedle dowolnych dyrektyw wiedzotwórczych, pokrywa się 
zakresowo z implikacją, przeto przy tem rozumieniu stosunku racji do na- 
stępstwa, biorąc dwa dowolne zdania, napewno w jedne m z nich znajdziemy 
(w tym sensie) raci
 dla drugiego. Pojęcie wynikapia inferencyjnego przy- 
.
		

/00160.djvu

			156 


datne do celów metodologicznych, o ile nie jest za każdym razem relatywi- 
zowane do pewnych dyrektyw, winno być staranniej określone, niż przez 
tak obszerną relatywizacjI( do jakichkolwiek dyrektyw wiedzotwórczych. 
Jest to poważny brak omawianej książki. 
Autor przytacza podział rozumowań na dedukcyjne i redukcyjne, 
a dalej na wnioskowanie, sprawdzanie, dowodzenie i tłumaczenie. Podzial 
ten poddałem krytyce na innem miejscu (patrz Ksil(ga Pamiątkowa II Pol- 
skiego Zjazdu Filozoficznego), wskazując na to, iż jest to podział krzyżujący. 
Obecnie zwrócimy uwagI( na to, że przy użytem przez Autora poiftciu sto- 
sunku racji i nastl(pstwa wszelkie przejście od prawdy do prawdy i od fałszu 
do fałszu bl(dzie dedukcją i redukcją, przejście od fałszu do prawdy tylko 
dedukcją, zaś od prawdy do fałszu redukcją. 
Przechodzimy do uwag drobniejszych. 
Nie jest słuszne twierdzenie (str. 267.), ze dyrektywa podstawiania 
nie daje sil( zbudować wedle żadnego WZOrU logiki formalnej. Owszem 
wzorem odpowiadającym dyrektywie podstawiania,- taksamo jak modus ponens 
odpowiada dyrektywie odrywania, jest wzór "TIx .'ł x. 
 .'ł y". 
,Nie jest też prawdą, jakoby panowała tendencja do uznawania kom- 
pletu dyrektyw odrywania, podstawiania i zastl(powania przez definicjI( za 
wystarczający komplet dyrektyw. .Jest to komplet wystarczający może (obok 
dyrektyw definjowania) dla samej teorji dedukcji, ale już teorja zmiennej 
pozornej wymaga dyrektyw dodatkowych. 
Ogólny schemat rozumowania indukcyjnego ze str. 279. przedstawiający 
je, jako przechodzenie od f(Aj), f(A2) , [(An) do {(wszelkie A) jest wadliwy. 
Jeśli "f" jest funktorem zdaniotwórczym od nazwy, to nie może z sensem 
przyjąć za argument nienazwy: "wszelkie A". 
Ryzykowne jest twierdzenie, że tylko o zdaniach kategorycznych 
można powiedzieć, że jedno jest ogólniejsze od drugiego. Wszakże od 
podstawienia zawsze jest ogólniejsze zdanie, z którego tamto przez pod- 
stawienie powstało, a takie zdania nie potrzebują być kategoryczne. 
.Jak powiedziałem wszelkie dobieranie zdania do zdania bl(dzie wedle 
koncepcji stosunku racji i nastl(pstwa, jaką przedstawia Autor rozumowaniem. 
Jednakże przy potocznem w metodologjach rozumieniu stosunku racji i na- 
. stl(pstwa, które bodaj sprowadza sil( do stosunku inferencyjnego wynikania 
wedle dyrektyw wtórnych ze wzgll(du na dyrektywy i twierdzenia logiki 
formalnej, ani indukcja, a tembardziej analogja nie bl(dzie rozumowaniem 
w sensie "dobierania" racji do nastl(pstwa lub naodwrót. Mil(dzy "Al jest B" 
oraz "każde A jest B" nie zachodzi logiczny stosunek nastl(pstwa do racji 
lecz dopiero mil(dzy "Al jest B" oraz "każde A jest B" i "Al jest A". 
Podohnie mil(dzy "Al jest B", "A2 jest B"... "An jest B" z jednej i z drugiej 
strony "An+l jest B" stosunek logicznego nastl(pstwa do racji nie zachodzi. 
Odnośnie do wykładu metody dedukcyjnej nasuwają sil( nastl(pujące 
uwagi krytyczne. Zbyt ciasno ujmuje Autor t. zw. przez siebie definicje ma- 
tematyczne, o których twierdzi, że mają one zawsze postać równoważności 
o specjalnej strukturze (str. 31 oraz 293). Sam wszakże przytacza przykład 
definicji ,,3", w postaci ,,3 = 2 + 1", która wszakże równoważnością nie jest. 
Charakterystyka systemu aksjomatycznego, aksjomatów i twierdzeń oraz wy- 
wody dotyczące roli definicyj w systemach dedukcyjnych są zupełnie dobre 
i przejrzyste. Razi tylko zbyt,pobieżne scharakteryzowanie definicyj "mate-
		

/00161.djvu

			-.157 - 


matycznych" jako równoważności wprowadzonych bez dowodu i mających 
specjalną budowę gwarantującą im prawdziwość. Dobry jest pangTaf o oczy- 
wistości w systemącb aksjomatycznych, jak również paragraf o formalizmie 
Natomiast budzą się poważne zastrzeżenia przeciw przedstawieniu inter- 
pretacyjnych dowodów niezależności i zgodności aksjomatów. Przedewszyst- 
kiem -sprawa jest tak przedstawiona, jakgdyby dowody takie wymagały, iżby 
wśród stałych występujących w aksjomatach były jakieś stałe nieoznaczone 
"czyJi nie opatrzone znaczeniem w tym językl1, w którym wypisaliśmy" aksjo- 
maty (o tych się mówi, że są to zdanioksztaltne napisy, nie zaś, że są to 
zdania). (str. 305.) Tym to nieoznaczonym stałym nadaje się pewne znaczenie, przy 
którem dany aksjomat A zamienia się w zdanie fałszywe, gdy tymczasem 
reszta aksjomatów U zamienia się w zdania prawdziwe. Jeśli się to uda, 
wówczas jakoby ma być przeprowadzony dowód tego, iż A nie daj
 się przy 
pomocy dyrektyw wiedzotwórczych wywieść z U. 
Nasuwają się następujące uwagi. Przedewszystkiem obecność "stałych 
nieoznaczonych" jesf zupełnie zbyteczna. Istotnem jest, aby były obecne 
stałe, których dyrektywy systemu nie dotyczą. Te stałe zastępuje się innemi 
otrzymując przez to t. zw. interpretację systemu aksjomatycznego. Należało 
więc wyjaśnić mechanizm dowodów niezależności w systemach już zinter- 
pretuwanych, a nadto takich, w których użyte są nietylko dyrektywy struk- 
turalne, gdyż w systemach matematycznych nietylko takie obowiązują. 
Otóż okoliczność, że po zmianie interpretacji "stałych nieoznaczonych" 
A przejdzie w fałsz zaś U w prawdę nie dowodzi, że przypomocy dyrektyw 
wiedzotwórczych od U do A inaczej zinterpretowanych przejść nie można. 
Dowodzi to najwyżej, iż od U do A nie można przejść przy pomocy dyrektyw 
wiedzotwórczych i strl1kturalnych. 
Rozdział o metodzie indukcyjnej należy do najpiękniejszych w książce. 
Żałować tylko wypada, że sformułowanie kanonów Milla wypadło nie dość 
starannie, a analiza krytyczna tychże ograniczyła się do okazania ich prak- 
tycznej niestosowalności. Dla uzasadnienia zarzutu niedostatecznej staran- 
ności w formułowaniu kanonów wystarczy przeczytać sformułowanie kanonu 
zgodności (śtr. 311). 
Stwierdza się tam, że np. raz po ABC nastąpiło (J. 
 'j, potem po A D E 
nastąpiło (J. (j s i mówi się dalej, że "temi danemi uzasadniamy tłómaczące je 
uogólnienie, że po A stale następuje (1.... (W cale nie tłómaczące! Stąd, że po 
A stale następuje (1., wcale nie wynika, iż po ABC stale następuje (J. 
 '(, a to 
co tłumaczy ma być wszakże racją dla tego co tłómaczone). "Albowiem A 
jest jedynem zdarzeniem wspólnem w dziedzinie poprzedników dla wszystkich 
danych przypadków, u.- zaś jedynem wspólnem w dziedzinie następników". 
(Dlaczego "albowiem"? Czyż z tego, że A jest jedynie wspólne poprzedni- 
kom - co zresztą wcale nie zostało z góry zaznaczone - zaś (I. jedynie 
wspólne następnikom, miałoby wynikać, że po A następuje stale (1.. Mili do 
tego potrzebuje zasady przyczynowości, o której Autor nie wspomina). Na 
tern kończy się sformułowanie metody zgodności. Ze względów dydaktycz- 
nych należałoby oczekiwać sformułowania dokładniejszego. 
Natomiast bardzo trafne jest" przedstawienie tych wypadków rozumo- 
wań przyczynowych spotykanych w praktyce, których mylnem ujęciem były
		

/00162.djvu

			158 
 


kanony podane pl'zez Milla. Szkoda tylko, że Autor nie zwrócił uwagi na 
dedukcyjny charakter tych rozumowań. 
Pozatern bardzo piękne i głębokie są wszystkie pozostałe paragrafy 
tego rozdziMu. Najmniej podoba mi się paragraf o pomiarze, zadowalający 
się dość powierzcbownem ujęciem kwestji. Wątpliwości budzi wypowiedziany 
pogląd, jakoby jednostka miernicza mogła zmieniać swą wielkość. Niezależnie 
od tego szczegółu prawdziwą satysfakcję daje czytelnikowi studjowanie tych 
paragrafów. 


8. l'1etodologja szczegó!owa. 


Z wielkiem zadowoleniem czyta się rozdział o nauce i klasyfikacji nauk. 
Mądre tu' i godne rozpowszechnienia zajmuje Autor stanowisko w sprawach, 
budzących tyle jałowych sporów, które po zaznajomieniu się z jego wywodami 
powinnyby ustać raz na zawsze. 
W ątpliwości dotyczą niektórycb twierdzeń Autora- zajmujących się ma- 
tematyką, Otóż zajmuje tu autor stanowisko dyktowane przez "reizm", że 
liczb niema i przeto nie mogą liczby być przedmiotem matematyki. Matema- 
tyka mówi o tern co i nauki przyrodnicze, t. j. o rzeczach, a różni się od 
nicb tern, co o nich mówi. Aby to uzasadnić powiada Autor, że np. zdanie' 
arytmetyczne ,,3 + 2 = 5" to twierdzenie skrótowe, które dokładniej powinno 
brzmieć: "Dla każdego x: 3 x + 2 x = 5 x" gdzie "x" jest zmienną, mogącą 
przyjmować jako wartości, nazwy rzeczy. Nie przesądzam, czy Autor potrafiłby 
w taki sposóh przerobić wszystkie twierdzenia matematyki, aby w nich wy- 
stąpiły jakieś nazwy rzeczy. Faktycznie twierdzenie matematyki brzmi 
..3 + 2 = 5" a nie tak jak chce Autor. Niejasny jest wogóle zwrot "to o czem 
matematyka mówi". jeśli to o czem matematyka ,mówi, to desygnaty nazw 
(względnie wartości zmiennych nazwowych) figurujących w jej twierdzeniach, 
to matematyka nie mówi o niczem, bo w jej wzorach nazw ł-łiema. jeśli zaś 
to o czem matematyka mówi to objektywne korelaty jakichś funktorów występują- 
cycb w jej twierdzeniach, niemające z kolei argumentów, to mówi ona o liczbach; 
albowiem np. w zdaniu ;	
			

/00163.djvu

			-.. 159 - 


niejednego, bo pełno w niem jest pomysłów, rzuconych przez Autora, 
który nie miał czasu czy miejsca, by niemi sił( zająć. Nikt pracujący w Polsce 
nad zagadnieniami, któremi książka ta się zajmuje,' nie bł(dzie miał prawa 
przejść nad nią do porządku. 


9. Ocena z punktu widzenia dydaktyki uniwel'syteckiej. 


Pozostało nam jeszcze zająć się zaletami i wadami omawianej książki, 
jako podręcznika uniwersyteckiego. Najwił(kszą jej zaletą dydaktyczną jest 
to, że książka jest dobrą książką naukową. Kto z niej czerpać bł(dzie infor- 
macje zaczerpnie je u kompetentnego znawcy. Drugą zaletą dydaktyczną 
jest jej dobry styl naukowy. Nie pozostawia sił( przeważnie domyślności 
czytelnika wysiłku wyraźnego sformułowania tego, co sił( tu twierdzi. Sfor- 
mułowania tez są dane wyraźnie i odpowiedzialnie. Trzecią zaletą, ale i wadą 
z punktu widzenia dydaktyki jest bogactwo treści. 
Książka ma jednak jedną kardynalną wadę dydaktyczną. Jest za trudna 
dla tych, dla których ją Autor przeznaczył. Przegryzienie sił( sumienne przez 
ugrom kwestyj tu wyłożonych Wymaga niewątpliwie- od studentów nie-filozofów 
czegoś, do czego studenci nie poświł(cający sił( filozofji specjalnie, nie są 
naogół zdolni. Mam wrażenie, że wielkiej już trzeba dojrzałości fiłozoficznej 
i znacznego stopnia kultury ścisłego myślenia, aby z tą książką sił( uporać. 
Wydaje mi sił( ona przystępna dopiero dla zaawansowanych, a może dopiero 
dla bł(dących na ukończeniu studentów - filozofów specjalistów. Nie zawsze 
jednak trudność rzeczowa jest przyczyną nieprzystł(pności w tej książce. 
Drugą jej wadą jest pewna dysproporcja między sprawami obchodzą- 
cemi humanistł(, a sprawami obchodzącemi studenta wydziału matematyczno- 
przyrodniczego, na korzyść tego ostatniego, a raczej na korzyść tych stu- 
dentów wydziału matematyczno-przyrodniczego, którzy studjują matematykę 
lub fizykę. Jest jeszcze w drobniejszej skali dysproporcja. Polega ona na 
tern, iż czasem dość przypadkowo - jak się nam zdaje - poświęcono dużo 
miejsca pewnym sprawom, a pobieżnie zajęto się innemi. Rozwlekle uspra- 
wiedliwia się Autor ze sprawy drobnej ostatecznie wagi, dlacze.$o będzie 
czytał "p < q" przez "p implikuje q", zaś "p'" przez "nieprawda że p". 
Natomiast wyjaśnienie podstawowych symboli i terminologji logiki tradycyjnej 
załatwia się stylem telegraficznym, a przytem w jednem zdaniu, zajmującem 
15 wierszy druku. Przystępne to wyjaśnienie nie jest bynajmniej. Pomija się 
ważny wykład stosunków z
kresowych pojęć. Są nakoniec ustępy, których 
ktoś nie znający rzeczy zrozumieć nie potrafi.' Podpisany, który zapomniał 
na czem polega metoda najmniejszych kwadratów, musiał zapytywać innych 
o' wyjaśnienie odnośnego ustępu dotyczącego tej metody - na str. 329. 
"Dwutorowość" tej książki zaznaczona garmondem dla niespecjalistów 
i petitem dla specjalistów nie bardzo ułatwia niespecjalistom czytanie, albo- 
wiem nie wielka jest naogół różnica między trudnością ustępów drukowanych 
garmondem i ustępów drukowanych petitem, zwłaszcza że niekiedy (np. 
str. 342 lub str. 32) garmond nawiązuje do petitu rzeczowo. 
Może jednak nieprzystępność tej książki dla przeciętnego studenta 
niespecjalisty ma też swe dobre strony z punktu widzenia nauczania uniwer-
		

/00164.djvu

			160 - 


syteckiego. Nie jest to mianowIcIe podręcznik, który potrafiłby uczynić zby- 
tecznem słuchanie wykładów. 
Oceniając niniejszą książkę, jako raczej nieodpowiadającą SWemu 
dydaktycznemu zadaniu, musimy z naciskiem podkreślić I'aZ jeszcze jej nau- 
kowe zalety i powitać ją z wielką radością, jako jedno znajpoważniejszych 
dzieł filozoficznych polskich. 


Kazimierz Ajdukiewicz.
		

/00165.djvu

			Sprawozdania. 


Przegląd literatury neotomistycznej 
ostatnich lat. 


W roku 1929 upłynęło 50 lat od wydania przez papieża Leona XIII 
Encykliki "Aeterni Patris" dotyczącej odrodzenia myśli, nauki, życia spo- 
łecznego i kultury współczesnej na zasadach filozofji św. Tomasza z Akwinu 
(1225-1274). Od tego czasu badania naukowe nad filozof ją średniowiecza, 
nad rozwinięciem zasad św. Tomasza jak też studja porównawcze myśli to- 
mistycznej z jednej, a systemów nowoczesnych myślicieli z drugiej strony 
ożywiły się w sposób niebywały. 


I. PRACE HISTORYCZNE. 


Dawne kolekcje badań naukowych wzrosły do rozmiarów imponujących, 
dotyczy to przedewszystkiem znanych "l:s e i t r a g e z u r G e s c h i c h t e d e r 
P h i los o p h i e u n d T h e o log i e d e s M i t t e I a I t e r s, T e x t e u n d 
U n t e r s u c h u n g e n" założonych przez B a e u m ker a (+ 1924) a obecnie 
wydanyc!:a przez G r a b m a n n a (Monachjum) nakładem Aschendorffa w Miin- 
ster. Dwadzieścia siedem tomów rozpraw stanowi szczęśliwy dorobek nie- 
strudzonych badań na polu filozofji średniowieczneJ. Ostatnią pracą zapo- 
wiedzianą jest studjum O. Alberta Auera: Johannes von Dambach und die 
Trostbiicher vom 11' bis zum 16 Jahrhundert. 
Nie mniej pomyślnie rozwijają się założone przez profesora Sorbony 
E. G i l s o n a "E t u d e s d e p h i los o P h i e m e d i e v a l e", których 
pierwszy tom stanowi znana rozprawa Gilsona o tomiźmie (Le Thomisme. 
Introduction au systeme de Saint Thomas d' Aquin Paris, Vrin. 1927). Naj- 
świeższy zaś tom (XI) zawiera niemniej dobre studjum nad zasadami filo- 
zofji św. Augustyna (Introduction ił l'etude de Saint Augustin, 1929). Rów- 
nocześnie G i I s o n wydaje razem z O. T h e r y (Dominikaninem) "A r c h i v e s 
d'h i s t o i r e d o c t r i n a I e e t I i t t e r a i r e d u M o y e n - A g e", któ- 
rych wyszło 3 tomy (1926 -1928) a czwarty jest zapowiedziany (paris, Vrin.). 
Od roku 192] O. M a n d o n n e t (Dominikanin), znany badacz filozofji 
średniowiecznej, wydaje nakładem "Revue des Science s Philosophiques et The- 
ologiques", 	
			

/00166.djvu

			- 162 


M. d e W u I f, lowański historyk filozofji, uczeń śp. Kardynała Mer- 
ciera, jest wydawcą zbiorowych pl'aC dotyczących filozofji średniowiecznej 
w Belgji: "Les philosophes belges. Textes et etudes". W tej ko- 
lekcji (t. VI i VII) Mandonnet wydał w drugie m wydaniu znaną rozprawę 
o przeciwniku św. Tomasza Sigerze Brabanckim (Siger de Brabant et l'aver- 
roi"sme latin au XIII siecle. Etude critique et documents inedits 2( 1908, 
II 1911), które stały się głośne w nowszych czasach z okazji nowych kwestyj 
tegoż Sigera, które Grabmann odnalazł w Bibljotece Państwowej w Monachjum 
(Neu aufgefundene Werke des Sigel' v. Brabant und Boetius v. Dazien, 1924), 
a których tekstu niestety jeszcze w całości nie ogłosił. Drugie zbiorowe 
wydawnictwo Instytutu Filozoficznego w Louvain p. t. A n n a I e s d e 1'1 n s t i- 
t u t S u p e r i e u r d e P h i los o p h i e ukazało się do 1924 r. 5 tomów. 
Badania O. Dominikanów nad tekstem krytycznym dzieł św. Tomasza 
wydanych w t. zw. e d i t i o L e o n i n B (Roma, Garroni) posunęły się znacznie 
naprzód przez wydanie dwóch tomów XIII (1918) i XIV (1926) zawierających 
3 książki "S u m m a c o n t r a G e n t i I e s" i przewyższających wartością 
aparatu krytycznego znacznie poprzednio wydaną "Summa Theologiae". 
W drugie m centrum włoskiem wydań tekstów krytycznych, Q u a r a c c h i, 
O. O. Franciszkanie wydali drugi tom monumentalnej "S u m m a T h e o I 0- 
g i c a" Aleksandra z Hales, (tom pierwszy w 1924 r.). 
Wypada wskazać chociaż tylko pobieżnie na wydanie jedenaste dru- 
giego tomu U e b e r we g a Grundriss der Geschichte der Philosophie: 
"D i e p a t r i s t i s c h e u n d s c h o I a s t i s c h e P h i los o p h i e" B. Geyera 
(Berlin, Mittler und Sohn, 1928), które zawiera prócz streszczenia poszczegól- 
nych systemów, bogatą bibljografję źródeł i prac, kompletną co dotyczy prac 
niemieckich, mniej kompletną i nieco spóźnioną jeżeli chodzi o prace zagra- 
niczne zwłaszcza francuskie. 
Zbiorowe badania uskutecznione na polu filozofji i psychologji religji 
w Niemczech znalazły wyraz swój w "A b h a n d I u n g e n Z u r P h i I o- 
s o p h i e u n d P s y c h o log i e d e r R e I i g i o n" wydanych od roku 1922 
przez Dr. J. W u n d e r I e' g o w Wiirzburgu (C. ]. Becker, Uniwersitats- 
druckerei) na zasadach "teizmu chrześcijańskiego" (Przedmowa do 1 tomu) 
18 tom tej kolekcji (Dr. ]. Pascher: Die plastische Kraft im religiósen 
Gestaltungsvorgang nach Joseph von Górres, Wiirzburg 1928) jak też poprzed- 
nie świadczą o tern, że badania te starają się uwzględnić najnowsze prąd} 
filozofji i psychologji religji i ocenić je na zasadach filozofji neotomistycznej. 
Ks. Konstanty Michalski i Aleksander Birkenmajer, 
wreszcie wydali cenne wyniki badań nad filozof ją XIV wieku, które w znacz- 
nej mierze przyczyniły się do poznania kierunku nominalistycznegol). W szczegól- 
ności ostatnia rozprawa Ks. Michalskiego, w której uwydatnia zależność 


l) A I e k s a n d e r B i r k e n m a jer: Vermischte Untersuchungen zur 
Geschichte der mittelalterlichen Philosophie (Beitrage z. Gesch. d. Phil. 
u. Theol. d. Mittelalters XX,5 (1922) prócz tego Xenia Thomistica III 
(Rornae 1924) - Phil. Jahrbuch 1925. 
Ks. K o n s t a n t y M i c h a I s kiC. M. Les courants critiques et scep- 
tiques dans la philosophie du XIV siecle (Bulletin de l' Academie Polonaise 
Cracovie 1927), La physique nouvelle et les differents courants philoso- 
phiques su XIV siecle (Bulletin etc, Cracovie 1928).
		

/00167.djvu

			163 - 


Alberta Saksońskiego od Buridamusa, rzuca światło na powstanie nowo- 
czesnych nal1k przyrodniczych, których kolebką zdaje sil( być szkoła fizykó", 
paryskich XIII i XIV wieku. 
Pozatern w roku 1923 grono protesorów należących do T o war z y s t- 
wa ] e z u s o we g o (Picard, Romeyez, Descoqs, Jolivet, Valensin, De Ton- 
quedec i inni) rozpoczl(to wydawać artykuły dotyczące zaledwo myśli 
średniowiecznej jak współczesnych prądów umysłowych i zawierające badania 
samodzielne na zasadach św. Tomasza z Akwinu) p. t. "A r c h i v e s d e 
P h i los o p h i e" (Paris, Beauchesne). Dotąd wyszło 6 tomów, zawierają- 
cych również obszerną bibljografjl( krytyczną. Od 7 tomu począwszy, któ- 
rego pierwszy zeszyt zawiera komentarze do Etyki Nikomachejskiej Arysto- 
telesa, każdy zeszyt zawiera krótką bibljografjl( naj nowszych prac, bibljografia 
krytyczna zaś jest wydawana w dwuletnich odstl(pach. W piątym tomie "Archi- 
ves" (str. 1-149) mieści się doskonała rozprawa O. Descoqs'a w obronie 
scholastyki ("Thomisme et scolastique") przeciwko atakom Rougiera (Sco- 
lastique et thomisme). Równocześnie "B i b I i o t h e q u e d e s A r c h i v e s 
d e P h i los o p h i e" wydaje sil( rozprawy monograficzne, m. in. O. Rousselot'a" 
L'lntellectualisme de St. Thomas 2 (1924) która wywołała gorącą dyskusję, 
N. Rimand'a "Thomisme et Methocle" (1925), wreszcie dwa tomy cennych 
studjów Ks. Diesa nad Plat
nem "Autour de Platon" (1926). 
Nadto wypada zwrócić uwagI( na kolekcjI( prac filozoficznych, które 
wydaje dziekan fakultetu filozoficznego Instytutu Katolickiego w Paryżu 
E. Peillaube p."t: "Etudes Phi lo sophiq ue s". Paris, Riviere. Ośm 
tomów prac m. in. pióra O. Gemolli'ego rektora Uniwersytetu Katolickiego 
w Medjolanie, Hubel'ta, de Puleya, B. Roland-Gosselina, Pasquiera, Moel- 
Halle'go, Rabeau'a świadczą o żywotności tej pracy neotomistycznej, która 
równi d stara sil( rozwiązać zagadnienia nowoczesne na zasadach filozofji 
św. Tomasza z Akwinu. 
Żywy pogląd na zagadnienia historyczne i systematyczne, które sku- 
piają na sobie uwagę współczesnych badaczy neoscholastycznych zawiera 
Książka pamiątkowa wydana na cześć 60-lecia urodzin J ó z e f a G e y s e r a 
(Monachjum) pod tytułem, "P h i los o p h i a p e r e n n i s" (Habbol Regens- 
burg 2 tomy, 1930). Stanowi ona nowy dowód owocnej współpracy na tere- 
me neotomizmu uczonych wszystkich Pl'awie kulturalnych narodów. 


II. PRACE SYSTEMATYCZNE I SPEKULATYWNE. 


1. Logika i teol'ja poznania. 


Pierwszy tom doskonałego wstl(PU do filozofji profesora strasburskiego 
Baudin'a (lntroduction generale ił la phi lo sophie. I. Qu'est 
ce que la philosophie? Paris, Girard 1927) podaliśmy już ocenie na innym 
miejscu J). 
Na polu logiki i teorji poznania l1kazała sil(, - po pracach wytraw
 
,nych G e y s e r a (Grundlegung der Logik, Miinster 1919, omawiająca w szcze- 
gólności tzw. transcendentalizm logiczny. Erkenntnisstheorie, Schoningh 
Miinster 1922; - Auf dem Kampffdde der Logik, Freiburg Herder 1926 
(rozstrząsa zagadnienie oczywistości przedmiotowej) M a r i t a i n a (Elements 


J) Przegląd Teologiczny, Lwów IX (1928), 2, str. 185-189.
		

/00168.djvu

			- 164 


de Philosophie II Petite Logique, Paris Tequi (dużo wydań), - Refle"ions 
Sur l'inteIJigence et sur sa vie propre 2 , Paris, NouvelJe Librairie Nationale, 
1926), O. G e n y (Critica de cognitionis humanae valore disquisitio, Romae 
1927) i O. M o n a c o (Critica 3 , Ro mae 1928) - nowa teorja poznania 
O. ]. d e T o n q u e d e c' a "L a c r i t i q u e d e I a c o n n a i s s a n c e 
(Paris, Beauchesne 1929) jako 7 tom wspominanej już wyżej "Bibliotheque 
des Archives de Philosophie". 
Po uwagach wstępnych (str. I--XXX), w których autor często pole- 
mizuje z Rousselotem (np. na str. XX) Tonquedec w rozd,"iale I rozstrząsa 
zagadnienie poznania w ogólności (str. 1-42), które nie jest ani tworzeniem 
przedmiotu ani biernem przyjęciem rzeczywistości lecz uchwyceniem lub po- 
siadaniem rzeczywistości J). Drugi i trzeci rozdział (str. 43-132) zawierają 
dokładną analizę psychológiczną i teorjopoznawczą poznania zmysłowego, 
która prowadzi autora do tezy "realizmu integralnego". 
Rozdziały IV-XII (str. 133-452) poświę
one Są poznaniu umysłowemu, 
mianowicie zagadnieniu idei i ogółu (IV), sądu (V), prawdy (VI), i in- 
dukcji (VII), pierwszych zasad (VIII-X), sylogizmu (XI), i wątpienia ogólno- 
metodycznego (XII). Indukcję w sensie arystotelesowsko tomistycznym obej- 
mującą abstrakcję, poznanie pierwszych zasad i przejście z wyliczenia 
spostrzeżeń partykularnych do prawdy ogólnej, odróżnia autor od indukcji 
nowoczesnej, której fundamentem wyraźnym jest abstrakcja 2) a "dyskretnym" 
sylogizm (str. 266,272 nn). 
Wywody T onquedeca oraz przyjęcie przez Lalande'a trzech zasad 
indukcyjnych (principe de deductibilite, pr. des probabilites complementaires, 
pr. d'universalisation) 3) utwierdza nas w przekonaniu, że cała pozytywna 
filozoficzna wartość indukcji zasadza się na abstrakcji i na rozumowaniu. 
Stąd możemy wyciągnąć wniosek, że umysł ludzki dochodzi do prawdy 
o rzeczywistości na owych dwu ch drogach, mianowicie abstrakcji i rozu- 
mowania. 
Całość wywodów T onquedeca podnosi a nieraz pl'zygniata ilością 
i subtelnością rozstrząsań problemów wysnutych aż do naj dalszych ich kon- 
sekwencyj, niejedne twierdzenia wydają nam się nieuzasadnione (np. utożsa- 
mienie na str. 264 abstrakcji z postępowaniem intuicyjnem, egzegeza (na 
str. 436 nn) metody wątpienia ogólno-metodyCl	
			

/00169.djvu

			165 - 


t h o m i s t e, Louvain 1925) i O. M a l' e c h a I S. ]. (L e p o i n t d e 
depart de la mHaphysique (1 2 , I1,I1I, VLouvain-Paris,Alcan1922-1927). 
Dochodzą oni zgodnie do twierdzenia, że głównym błędem Kanta pod wzglę- 
dem teorji poznania było przyjęcie t. zw. realizmu pośredniego. 
W stosunku do świata anglosaskiego podjął się pracy porówna,wczej 
O. K l' e m e l' C S S R., który w roku 1920 wydał rozprawę p. t. L e n e o- 
l' e a I i s m e a m e l' i c a i' n (Louvain-Paris, Alcan), a w roku 1928 nagro- 
dzone przez Belgijską Akademję Umiejętności studjum "L a t h J o l' i e d e 
I a c 'o n n a i s s a n c e c h e z I e s n e o l' e a I i s t e s a n g I a i s" 'Louvain- 
Paris, Vrin). Z tej ostatniej rozprawy warto podkreślić zdanie dotyczące 
Russella którego filozof ja prowadzi rzekomo do objektywizmu: "La vraie 
importance de la logislique dans I'evolution de la pensee de M. Russell 
nous parait plutot d'ordre psychologique: cet art presque mecanique des 
raisonnements qui se font sans intervention directe de I'activite intellectuelle 
aura familiarise son esprit avec I'idee de I'independance des objets vis-a-vis 
de I'esprit". 
Szerzej rozwodził się nad logistyką ze stanowiska neotomistycznego 
R. F e y s w Revue Neoscolastique de Philosophie (La transcription logi- 
stique du raisonnement (I. c. Aoiit 1924 str. 299-324, Novembre 1924, 
str. 417-451, Fevrier 1925 str. 61-86); Le raisonnement en term es de faits 
dans la logistique russellienne (ibidem Novembre 1927 str. 393-421, Mai 
1
2S str. 154-192). Dochodzi on do wniosku, że nie można utożsamić tech. 
niki symbolizowania z nauką (sztuką myślenia, przyznaje, że niektóre relacje 
logiczne dokładniej wyrażają się za pomocą symbolów algebraicznych aniżeli 
środkami logiki klasycznej, widzi jednakże główną słabość-logistyki w braku 
logiki pojęcia ogólnego i unikania' ze strony logistyków rozstrząsań dotyczą- 
cych wartości porządku logistycznego i związku jego z rzeczywistością, 
przez co wszystkie dalsze techniczne kombinacje wiszą niejako w powietrzu 
pod względem wartości filozoficznej. 
Liczni myśliciele nieseholastycy nawracają dzisiaj silnie w kierunku 
logiki klasycznej. Jednym z nich jest filozof węgierski A k o s P a ul e I', 
którego Logikę udostępnił szerszemu gronu uczonych Dr. Józef Somogyi 
(A k o s von P a u I e 1', L o g i k, Vel' s u c h e i n e l' T h e o l' i e d e l' 
Wa h l' h e i t Aus dem Ungarischen iibersetzt von Dr. Joseph Smogyi Berlin, 
de Gruyter 1929). Osią całej jego Logiki jest teorja trzech zasad funda- 
mentalnych, mianowicie zasady tożsamości (principium identitatis), zasady 
związku (principium cohaerentiae) i zasady klasyfikacji (principium classi- 
ficationis) posiadających wartość ontologiczną (str. 238 i 283). W zależności 
od tych podstaw buduje PauleI' logikę czyst'1 (reine Logik) i stosowaną- 
(angewandte Logik), przyczem szeroko rozwodzi się nad metodologją pracy 
naukowej, a względnie krótko (w końcowym rozdziale) szkicuje zasady teorji 
poznania. Sympatje Paulera dla Platona (str. 240 nazywa świat "Verwirk- 
lichung der platonischen Ideen") i dla transcendentalizmu logicznego wy" 
chodzą na licznych miejscach na jaw. "Rytm swiata" uwaia on za ontologiczną 
przesłankę nauk humanistycznych (r.eisteswissenschaften) w czem wyraia 
się przyjęcie zasady celowości. Filozofji przypisuje osobną metodę "redukcję", 
i rodzaj poznania "autotetyczny" (str. 284-285) różniący się od poznania 
tak apriorycznego jak aposterjorycznego. Jest to mianowicie poznanie czyn- 
ników, których wartość niezależna jest od doświadczenia. Mamy poważne
		

/00170.djvu

			166 - 


zastrzeżenie dotyczące platonizmu autora, metoda redukcji i poznanie "au- 
totetyczne" wydafe nam się być osłabionym obrazem abstrakcji filozoficznej l). 
Wreszcie podkreślamy że na str. 281 autor zdaje się być zwc,)ennikiem 
objektywizmu lecz nie dochodzi do realizmu filozoficznego. Mimo to uwa- 
żamy, że praca Paulera jest znamiennym przyczynkiem do kompletowania 
i rozwinięcia logiki klasycznej, (np. w traktacie ó odwróceniu zdań na 
str. 114-115) w części budującej'się na zasadzie 'klasyfikacji i powiązania 
logistyki klas z logiką pojęć. 


2. Metafizyka - teodycea. 
Rozprawą wchodzącą w zakres tak logiki jak ontologji jest najnowsza 
praca filozofa monachijskiego J ó z e f a G e y s e r a "D a s P r i n z i p VO m 
Z u r e i c h e n d e m G r u n d e". Eine logisch - ontologische Untersuchung, 
Regensburg, Habbel 1929. W pierwszym rozdziale (Das Prinzip vom zu- 
reichenden Erkenntnissgrunde, str. 21- 40) rozstrząsa autor podstawy oczy- 
wistości bezpośredniej i dochodzi do wyrażenia zasady racji dostatecznej 
poznania: "Das Fiirwahrhalten eines Urteils hat also nur dann eigentlichen 
logischen Wert, wenn und soweit aIs es sich auf eine Erkenntniss griindet, 
die nach ihrem Inhalt und ihrem logischen Zusammenhang mit jenem Urteil 
geeignet und ausreichend ist, die Wahrheit desselben objektiv gewiss zu 
machen" (str. 37). Drugi rozdział (str. 41-84) zawiera krytykę tych filo- 
zofów, którzy starali się uzasadnić ontologiczną zasadę racji dostatecznej 
(Leibniz, Descoqs, Chr. H. W olff, Gredt, Nink, Sladeczek, B. Jansen, Garrigou- 
Lagran
re) lub którzy zrezygnowali z uzasadnienia rozumowego tej zasady 
(np. Sawicki). Wreszcie w trzecim rozdziale (str. 85-186) autor, wykłada 
i uza,sadnia pozytywnie tę ontologiczną zasadę. Autor nie przyznaje tej 
zasadzie oczywistości bezpośredniej i nie zalicza jej do pierwszych zasad 
umysłu ludzkiego (str. 98). Nowością zdaje się też być twierdzenie na 
str. 134, gdzie Geyser przyjmuje pośrednie poznanie związku przyczynowego 
w przeciwieństwie do przeciwnej tezy wyrażonej w dawniejszej pracy. "Einige 
Hauptprohleme der Metaphysik", Freihurg Herder 1923, str. 90-107. 
O. Web e r t, dominikanin, wydał nakładem Revue desJeunes (Paris) 
pracę p. t. "E s s a i d e M e t a p h y s i q u e t h o m i s t e" (1927). Książka 
ta zawiera w zarysie rozstrząsanie wszystkich prawie zagadnień metafi- 
zycznych. Oznacza ona się tern, że autor przed rozwiązaniem metafizycznem 
zagadnienia podaje wstęp psychologiczny, przyczem znakomicie uwydatnia 
fakt, że metafizyka tomistyczna wyrasta organicznie z dziedziny zdrowego 
rozsądku l). Słusznie Bergson nazwał filozofję scholastyczną "la metaphysique 
nąturelle de I'intelligence humaine", jednakże nie uświadomił sobie, że za 
pomocą teorji o analogii bytu, metafizyka daleko poza sobą zostawia antro- 
pocentryzm, psychologizm i subjektywizm, co książka O. Weberta znakomicie 
uwydatnia. 
W wyżej już wspomnianej "Bibliotheque d'Archives de Philosophie" 
wyszedł pierwszy tom dzieła szeroko zakrojt:mego O. D e s c o q s' a, profe- 
sora filozofji kolegjum 00. Jezuitów w Jersey, p. t. I n s t i t u t i o n e s 


1) 
tomizmu 
zeszyt 3. 


Por. naszą rozprawę: Istota i zadanie filozofji według zasad neo- 
str. 27-29 Poznań 1929, Tow. Przyjaciół Nauk, Kom. Teol. t. I
		

/00171.djvu

			- 167 - 


m e t a p h y s i c a e g e n e r a I i s, E I e m e n t s £1'0 n t o log i e, Paris Beau- 
chesne 1925 str. 638. Książka pisana częściowo po łacinie częściowo po 
francusku, obejmuje Wstęp do metafizyki i metafizykę bytu w ogólności 
(o anatogji, transcendentaljach i pierwszych zasadach) a przynosi nietylko 
zasady ]ecz ponadto niejedno bardzo obszerne, a nieraz nawet zbyt subtelne 
rozstrząsanie zagadnień metafizycznych. Oescoqs jest, obok O. Monaco, 
naj wybitniejszym dzisiaj przedstawicielem kierunku suarezjańskiego czyli 
samodzielnego rozwinięcia myśli św. Tomasza z uwzględnieniem dorobków 
wiedzy nowoczesnej. Nie możemy zgodzić się na jego podstawowe twier- 
dzenie, że przedmiotem metafizyki jest ens ut nomen (str. 165) gdyż uwa- 
żamy, że metafizyka jako nauka rzeczywistości bada "ens ut participium", 
zawierające w znaczeniu swoim pewien stosunek do istnienia. Że nauka 
Oescoqs'a o analogji silny kładzie nacisk na stronę fundamentalną zagad- 
nienia z uszczerbkiem strony formalnej (proportionalitas), podkreśliliśmy 
już na innem miejscu 1). Osobnej zasady dobra (principium boni) również 
przyjąć nie możemy, gdyż poznanie dobra sprowadza się epistemologicznie 
do poznania bytu jako takiego, boć wola w filozofji żadnej nie odgrywa roli 
kryterjologicznej. Jednakże sądzimy, że, mimo tych słabości, dzieło O. Des- 
coqsa będzie jednym z kamieni węgielnych gmachu wiedzy i "mądrości, nad 
którem pracuje nowoczeSna szkoła suarezjańska mieszcząca się w ramach 
neoscholastyki. . 
W tej samej kolekcji wyszła w roku 1929 praca historyczno-krytyczna 
profesora lyońskiego R. J o I i v e t'a L a n o t i o n d e s u b s t a n c e, Paris, 
Beauchesne, w której autor omawia na 335 stronach rozwój nauk o substancji 
począwszy od Arystotelesa a skończywszy na systemach Lachełier'a, Hamelin'a 
i Bergsona. W pierwszym rozdziale omawia teorje mędrca ze Stagiry i scho- 
lastyków (tomistów, skotistów, nominalistów i Suareza), drugi Zaś rozdział 
poświęcony jest teorjom filozofńw nowoczesnych, mianowicie Kartezjusza, 
Spinozy, Leibniza, Locke'a, Hume'a, Malebranche'a, Berkeley'a j Kanta. 
W trzecim wreszcie rozdziale autor rozstrząsa teorje wyżej wspomnianych 
współczesnych nam myślicieli. Jest to książka o ścisłej metodzie i o wyso- 
kiej wartości naukowej 2). 
Jeden z myślicieli niemieckich W u s t w swoim dziele "O i e O i a I e k t i k 
d e s G e i s t e s", Augsburg, Filser, 1928 str. XV + 752, w którem stara się 
w sposób nieprzeciętny wyśledzić w przeszłości rytm rozwoju systemów 
filozoficznych, zwraca uwagę na fundamentalny błąd idealizmu, który sposób 
poznania ludzki apoteozuje przenoszą" go apriorycznie na wszechświat 
(a nawet stosując go do życia Bożego). Przez to Wust zbliża się poważnie 
do fundamentalnego teocentryczneg
 stanowiska epistemologicznego św. To- 
masza z Akwinu (Sum. Theol. I-a quo 79 art. 2, i Sum. Contra Gentiles IV, 11). 
Nadto wypada zwrócić uwagę na znakomite prace dwuch neotomistów, 
mianowicie na serję artykułów O. M a n s e r a profesora w Fryburgu Szwaj- 
carskim pod tytułem "Das W esen des Thomismus" ogłoszonych w czaso- 
piśmie "Oivus Thomas", których ostatnie rozstrząsają po mistrzowsku kwestję 


1) Filozof ja Augusta hr. Cieszkowskiego w świetle zasad filozofji 
św. Tomasza z Akwinu str. 203 przyp. 2, Poznań Ks. św. Wojciecha, 1929. 
2) Por. Oivus Thomas (Frib.) III (1929), 3, str. 351-354.
		

/00172.djvu

			168 - 


analogji bytu (Divns Thomas VI (1928), 4, str. 385-403; VII (1929) l, 
str. 3-29; 3, str. 322-346; 4, 379-398). Pozatem Ks. B a I t h a s a r pro- 
fesor metafizyki przy Instytucie Filozoficznym w Louvain prowadzi żywą 
polemikę na łamach Revue neoscolastique de Philosophie (Fevrier 1929 
str. 53-80) z filozofem belgijskim Decpster'em, przedstawicielem "idealizmu 
integralnego". ("La philosophie moderne exposee et critiquee par I'intel- 
lectualisme de M. Decoster"). 
Nadto ogłosił Ks. Balthasar w ostatnim czasie cenne artykuły dotyczące 
logiki i metafizyki relacji ("La realite de la relation finie d'apres saint 
Thomas d'Aquin", R. N. S. Novembre 1929, str. 387-414; i Etres de ralson: 
negations et relations", Criterion, Barcelona V-18). 
Nie możemy wreszcie pominąć wybitnej pracy G. R a b e a u' a: 
et r e I a t i v i t e Etudes sur le relativisme contemporain" 
Riviere). 
W dziedzinie teodycei ukazało się piąte wydanie fundamentalnego 
dzieła O. G ar r i g o u - L a g r a n g e'a p. t. D i e u, -s o -rr e x i s t e n c e 
et sa n a t u re, Paris, Beauchesne 1928, które różni się od poprzednich 
wydań tylkt. .drobnym dodatkiem. Zalety pr..cy O. Lagrange'a są tak znane, 
iż nie potrzebujemy rozwodzić się nad nią. Uwzględnienie wszakże w na- 
stępnych wydaniach psychologji i filozofii religji podwyższyłoby jeszcze iej 
wartość. O filozofji religii Kanta pisało w ostatnim czasie dwuch neoschola- 
styków niemieckich, mianowicie H. S c h m a l e n b ą c h, K a n t s R e I i g i o n, 
Berlin 1929, i B. J a n s e n S. J. D i e R e I i g i o n s p h i los o p h i e K a n t s, 
Berlin 1929. 
Książka Jansena dzieli sit; na cZęść pozytywną czyli historyczną i cZęść 
krytyczną czyli spekulatywną. Autor, oceniając Kanta objektywnie, przy- 
znaje np. (na str. 57 nn) że przyjmował on rzeczywiste istnienie Boga, 
jednakże sądzi (str. 145), że Leihniz przewyższa Ka
ta pod względem bo- 
gactwa i głębokości myśli (der weit reichere und tiefere deutsche Geist ist). 
Referuje on też o ciekawej zmianie poglądu na Kanta, która zaszła od cza- 
sów Paulsena, uwydatniła sit; w królewieckich publikacjach jubileuszowych 
z roku 1924, a znalazła ostatni wyraz swój w książce Heideggera (Kant und 
das Problem der Metaphysik, Bonn 1929). Dzisiaj mianowicie szerokie koła 
uczonych uważają, że system Kanta zawiera dużo metafizyki. Stąd też 
powrót nowoczesnej myśli ku tej nauce staje się coraZ to powszechniejszym. 
Praca Jansena z książką Schmalenbacha przyczyni się do zdrowego ustosun- 
kowania myśli tomistycznej wobec ideologji kantyzmu. 


lite 
1927, 


"Re a- 
(Paris 


J. Etyka-socjologia. 


Praca S. D e p I o i g e'a: Le conflict de la Morale et de la Sociologie il , 
Paris, Nouvelle Librairie Nationale s. a., wykazała jasno bezpodstawność 
twierdzeń Diirckheima i jego uczniów, którzy zaprzeczali naukowości filozofji 
mOI'alnej. Filozof niemiecki S i e g f r i e d B e h n, profesor w Bonn, podjął się na 
nowo trudnego zadania ustosunkowania etyki do metafizyki w książce: S e i n 
u n d S o II e n. E i n e m e t a p h y s i s c h e B e g r ii n d u n g d e r E t h i k, 
Berlin, Diimmler 1929. jest on autorem dawniejszych książek (Die Wahrheit 
im Wandel der Weltanschauung Berlin, Diimmler 1924; i Romantische oder 
klassische Logik, Miinster, AschendorH 1925).
		

/00173.djvu

			- 169 - 


Pierwsza część tej pracy mówi o metafizyce ("Sein" str. 15 110), 
druga o stosunku etyki do metafizyki ("Sein-'--Sollen" str. 111-127), trzecia 
wreszcie o etyce ("Sollen" str. 128-312), przyczem uwzględnia pedagogikę 
i filozofję wartości. Przeciwko Kantowi autor broni zdania Sokratesa sło- 
wami: "Unsere W ertanschauung (unsere endgiiltig zusammenfassende Wer- 
terkenntniss) hang von unserer Weltanschauung (unserer wissenswerten 
Welterkenntniss) ab". I tutaj zaznacza się przezwyciężenie stanowiska Kanta 
pod hasłem "iiber Kant hinaus". 
Profesor. filozofji uniwersytetu w Leodjum Ed. J a n s s e n s, autor 
rozprawy o etyce Kanta i dwutomowego "C o u r s d e M o r a] e G e n e r a I'e" 
wydał w roku 1927 dziełko p. t. "I n t r o d u c t i o n h i s t o r i q u e a u C o u r s 
d e M o r a I e G e n e r a I e" (Louvain-Liege), które na 107 stronach Za- 
wiera nasamprzód wykład i klasyfikację najważniejszych systemów filozofji 
moralnej (chapitre I str. 1--81) a pozatern podaje ocenę krytyczną systemów 
i klasyfikację zagadnień moralnych (chapitre II str. 82-107). Autor jest 
światłym i zdecydowanym zwolennikiem nauki moralnej o doskonałości by- 
towej i rozumowej (morale de la peyfection ontologique et rationelle), której 
zasad broni ze znajomością rzeczy oraz ze ścisłością neoscholastycznej me- 
tody naukowej przeciwko zwolennikom etyki formalistycznej. egoistycznej 
altruistycznej. 
Na polu s o c j o log j i prace neoscholastyków pomnożyly się powazme 
w ostatnich latach, gdyż zmienione stosunki powojenne nasunęły szereg no- 
wych problematów. Pod światłem kierownictwem śp. Kar d y n a ł a M e r- 
c i e r a zbierali się najpoważniejsi przeds
awiciele socjologji tomistycznej 
w Malines; z tych posiedzeń zrodziła się w roku 1920 stała instytucja zwana 
"Union international e d'etudes sociales", której członkiem jest m. i. profesor 
Ludwik Górski z Lublina. Zasady filozoficzno-teologiczne socjologji neoto- 
mistycznej opublikował Związek Badań Społecznych w roku 1927 p. t. C o d e 
social. Esquisse d'une synthese sociale catholique", 
Paris, Spes 1927 str. 141. Po stosunkowo obszernym wstępie zawierają się 
w tej pmcy ,zbiorowej w pięciu rozdziałach (La Vie familiale, la Vie econo- 
mique, la Vie internationale, la Vie surnaturelle) ogólne prawidła postępo- 
wania w życiu społecznem dzisiaj tak bardzo skomplikowanem, które dzięki 
swej ogólności pozostawiają szerokie pole do zastosowania ich w okolicz- 
nościach poszczególnych kultur i krajów. Profesor Ludwik Górski (Lublin) 
przetłumaczył je p. t. K o d e k s S p o ł e c z n y. Z a r y s k a t o I i c k i ej 
s y n t e z y s p o ł e c z n e j Lublin, Towarzystwo \X1iedzy Chrześcijańskiej 
t. 2, 1928. W przedmowie swojej zwraca tłumacz uw
gę na genezę histo- 
ryczną 'neotomistycznej akcji społecznej oraz na aktualność jej zasad dla 
Europy wschodniej. 
Nakładem lubelskiego Tow. Wiedzy Chrześcijańskiej wyszło w dru!fiem 
wydaniu na nowo Opracowane obszerne studjum Ks. A n t o n i e g o S z y- 
m a ń s k i e g o, profesora Uniwersytetu Lubelskiego p. t. Zagadnienia spo- 
łeczne (Lublin 1929 str. '468). Jest to szeroko zakrojona synteza zasad spo- 
łecznych, która obejmuje w sześciu cZę
ciach założenia społeczne, założenia' 
gospodarcze, zagadnienia pracy zależnej, proces gospodarczy, kultura umy- 
słowa i moralna, historja doktryn społecznych. 
M. D e f o u r n y, profesor Uniwersytetu w Louvain i członek Unji 
Mechlińskiej ogłosił w roku 1926 zbiór wykładów p. t. "V er s la reorgani-
		

/00174.djvu

			- 170 - 


S a t i o n c o r p o r a t i v e", Bruxelles (Dewit) - Paris (Spes) str. 384. 
Rozstrząsając po kolei najważniejsze nowoczesne zagadnienia ekonomji spo- 
łecznej (congestion ouvriere, les conseils d'usine, reorganisation corporative. 
collaboration sociale, statistique economique) autor wykazuje ważność od- 
budowy związków zawodowych czyli korporacyj, która oznaczałaby opuszcze. 
nie koncepcji atomistycznej w dziedzinie zagadnienia: jednostka - społe- 
czeństwo. 
Profesor Instytutu Katolickiego w Paryżu, B e r n a rdR o I a n d- 
G o s s e I i n wydał krótką syntezę socjologji tomistycznej p. t. La d o c t r i n e 
p o l i t i q u e d e S a i n t T h o m a S d'A q u i n, Paris, Riviere 1928. Po krót- 
kiem określeniu metody św. Tomasza autor określa w pierwszej CZęSCI 
zasady myślicieli średniowiecznych dotyczące prawa naturalnego, w drugiej 
części podaje naukę tomistyczną o państwie. Główne wyniki pracy są zesta- 
wione na str. 164-165. 1) Dieu est cause premiere et fin derniere de 
I'homme et de I'univers 2) La societe est un moyen naturel pour I'homme 
d'atteindre sa fin. Elle n'a pas seulement valeur de jouissance, elle a valeur 
de perfection. 3) Le pouvoir vient de Dieu. II se fonde avec le consen- 
tement implicite on explicite de la societe. Aucune constitution politique 
ne s'impose. 4) Le pouvoir seculier et le pouvoir eccIesiastique sont dis- 
tincts. L'Etat a pom fin Ie bien commun temporal, l'Eglise a pour fin Ie 
salut des ames. L'Etat s'ordonne ił I'Eglise dans la mesure OU la fin tern- 
porelle s' ordonne ił la fin eternelle". 
M a r c e I D e m o n g e t jest autorem ciekawego studjum socjolo- 
gicznego p. t. L e m e i II e u r 
 e g i m e p o l i t i q u e s e lon s a i n t T h o- 
m a s, Paris, Blot 1928 str. 213. We wstępie autor zaznacza, że zagadnienie 
powyższe można rozstrząsać tak z punktu widzenia filozoficznego jak ze 
stanowiska prawodawstwa. W pierwszej części omawia rozmaite typy ustroju 
politycznego (monarchja, arystokracja, oligarchja, demokracja). Oceniwszy 
ich wartość wedle zasad św. Tomasza, autor dochodzi do wniosku, że 
teoretyczny i rzeczywisty prymat dzierży monarchja, że jednakże pod wzglę- 
dem praktycznym trzeba kombinować typy ustroju politycznego, by dojść do 
najlepszego ustroju państwowego. To też w drugiej części omawia rodzaje 
kombinowanego ustroju politycznego, przyczem określa miarę i sposób współ- 
działania rad i ludu przy rządzeniu państwem. W ostatnim rozdziale określa 
krótko naukę Platona, Arystotelesa, Polybjusza, Cycerona oraz filozofów 
chrześcijańskich, którzy przed św. Tomaszem byli zajmowali się zagadnie- 
niem ustroju państwowego. Powyższe studja. socjologiczne uwydatniają ży. 
wotność myśli tomistycznej zajmującej się najaktualniejszemi zagadnieniami 
społecznemi i politycznemi czasów obecnych. Książka O. F a Ilon a S. ]. 
Principes d'economie sociale 4 , Namm 1929, posiada wartość 
naukową uznaną i ustaloną. 
Nie mniej żywy udzial biorą neoscholastycy memleccy w dyskusji 
dotyczącej zagadnień socjologicznych. Profesor O t t o S c h i I I i n g wydał 
dwie mniejsze rozprawy mianowicie "D a s V o I ker r e c h t n a c h T h o- 
m as von A q uin" (Kolekcja "Das Volkerrecht" zeszyt 7, Freiburg, Herder 
1919 str. 58) oraz "Christliche Gesellschaftslehre" (Schriften zur 
deutscher Politik zeszyt 11 '12, Freiburg, Herder 1926 str. 116), oraz pracę 
"D i e S t a a ts - U n d S o z i a 11 e h r e d e s hl. T h o m a S von A q u i n" 
Paderborn 1923 wreszcie "K a t h o I i s C h e S o z i a I e t h i k", Munchen,
		

/00175.djvu

			171 - 


Huber, 1928, które zawierają krótkie syntetyczne określenie filozoficzno- 
teologicznycb zasad życia rodzinnego, państwowego i międzynarodowego. 
Pozatem T i s c b I e d e r, profe'sor w Miinster omawia w książce p. t. 
Ursprung und Trager der Staatsgewalt nacb der Lehre 
d e s hl. T h o m a s v. A q U i n; M ii n c h e n - G I a d b a c h, Vo l k s v e r- 
e i n v e r I a g 1923 zagadnienie autorytetu, które wszechstronnie i głęboko 
rozstrząsa również S c h e r e r w znakomitem i źródłowem dziele: D e r 
G e h o r s a m n a c h d e r L e h r e d e s hl. T h o m a s von A q u i n d a r- 
g e s t e I I t, Paderborn 1926. 
Dominikanin O. H O r vat h zajmuje się gruntownie 'zas.adami prawa 
własności w pracy:-E i g e n t u m s r e c h t n a c h d e m hl. T h o m a s von 
A q u i n, Graz, Moser 1929, podczas gdy profesor brukselski J a c q u e s 
L e c I e r c q wydał codopiero drugi tom monumentalnej pracy p. t. L e f o n s 
d e D r o i t n a t u r e I obliczonej na pięć części (I Le Fondement du Droit 
et de la Societe (Bruxelles Devit) II L'Etat ou la Politique (Namur, Wesmaer- 
Charlier 1929) III La Familie 1), IV Les Droits individuels: Vie, T ravail, 
Propriete. V Le Droit international). 


4. Psycholog ja - Nauki matematyczne - Estetyka. 
W dziedzinie psychologji doświadczalnej i racjonalnej, pragniemy tylko 
krótko zwrócić uwagę na 3 wydanie znanego dwutomowego dzieła O. F r o e- 
b e s' a S. J. L e h r b u c h d e r e x p e r i m e n t e II e n P s y c h o log i e, 
Freiburg Herder 1929, które jest wytrawną encyklopedją wyników doświad- 
czalnych badań psychologicznych oraZ na dwutomowy podręcz'nik tegoż au- 
tora P s y c h o log i a s p e c u I a t i v a, Freiburg Herder, 1927 (I Psycho- 
logia sensitiva II Psychologia rationalis), której drugą cZęść poddaliśmy 
ocenie w P.rzeglądzie Teologicznym IX (1928) 2, str. 189
192. 
Nadto uwydatnić wypada pracę Dr. O s kar a H e r g e t' a, Was i s t 
d i e S e e I e? I m K a m p f f e I d e d e r S u b s t a n z i a I i t ił t s - u n d 
A k t u a I i t ił t s t h e o r i e, Wien, Mayer 1928. (Theologische Studien der 
Oesterreichischen Leo-Gesellschaft t. 28), w' której autor po wstępie (Der 
Kampf um die Seele) omawia z uwzględnieniem bardzo szerokiej literatury 
i licznych nowoczesnych kierunków psychologicznych nasamprzód poznanie 
duszy (Das erkenntnisstheoretische Subjekt str. 19-66), rzeczywistość du- 
szy (Das transcendente Subjekt str. 67-136) wreszcie substancjalność duszy 
(Das substanziale Subjekt str. 138-205). 
W dziedzinie filozofji matematyki wspomniemy o wydaniu dzielka 
B e r n a r d a B o I z a n o: P h i los o p h i e d e r M a t h e m a t i k, herausg. 
von Dr. H. Fels. 
W "R e v u e d e P h i I o s o p h i e". Zaś (Nov. Dec. 1929 str. 587-625, 
Paris, Riviere) L. L o u b e r s umieści! filozoficznie cenne studjum p. t. L e s 
premiers elements de la Philosophie 'mathematique". 
Teorje autora dotyczące czasu i przestrzeni zaslugują na pilną uwagę. 
Na polu e s t e t y k i warto wskazać na pracę d e W u] f a. L'O e u v r e 
d' A r t et I a B e a u t e, Louvain-Paris (Alcan) 1920, która na 221 stronach 


1) Co dotyczy kwestji rodziny por. artykuł O. Sertillanges'a: Philo- 
sophie der Familie, Katholischer Gedanke I (1928) str. 65-79, oraz arty- 
kuły o małżeństwie w następujących zeszytach.
		

/00176.djvu

			172 - 


określa przyczynI( sprawczą, formalną, materjalną i celową pil(kna, tudzież 
naukI( o wrażeniu estetycznem z uwzględnieniem teorji "wczuwania" oraz 
estetyki socjologicznej, pragmatycznej i in.' W dodatku autor umieścił dos- 
konałe studjum o zagadnieniach estetycznych w filozofii XIII wieku. 
Profesor Paryskiego Instytutu Katolickiego J a c q u e s M a r i t a i n 
wydał w roku 1927 drugie wydanie znanej swej pracy A r t et S c o I a- 
s t i q u e, Paris, Rouart. SztukI( określa M. jako stan czyli usposobienie 
umysłu praktycznego (str. 17), a artystl( określa słowami "I'Artiste est un 
InteIlectuel qui opere" (str. 30-31). Nadto jest on zwolennikiem transcen- 
dentalności f>il(kna i głosi znakomitą teoriI( określającą stosunek sztuki do 
moralności: "L'habitus artistique ne 's'occupe que de I'oeuvre a faire... Mais 
pour I'homme qui opere, I'oeuvre a faire entre elle me me dans la ligne de 
la moralite, et a ce titre elle n'est qu'un moyen"... Oieu est infiniment plus 
aimable que I'art" (str. 120-121). 
Wreszcie wypada wskazać na traktat średniowieczny wydany przez 
Grahmanna p.t. Des Ulrich Engelberti von StrassburgO.Pr. 
(+ 1277) A b h a n d I u n g O e p u I c h r o (Sitzungsberichte der Bayerischen 
Akademie der Wissenschaften 1925,5 Abhandlung, Miinchen 1926). Po wstl(- 
pie podaje wydawca traktat o estetyce średniowiecznej (Oie Schonheitslehre 
der mittelalterlichen Scholastik (str. 8-22) potem omawia szczegółowo 
traktat Ulricha z Strasburgu przyczem wskazuje (str. 62 nn) na Platona 
i Pseudodyonizego Aeopagitl( jako na źródła estetyki Ulricha. Na końcu 
podaje tekst traktatu (str. 73-84). Bibljografjl( bardzo obszerną 
 estetyce 
tomistycznej i neoscholastycznej podał Grabmann poprzednio w swojej pracy 
,,0 i e K u I t u r p h i los o p h i e d e s hl. T h o m a s von A q u i n, Augs- 
bUl.g, Fi/ser 1925, na str. 206. 


5. l'1etodologja. 


Zagadnienia metodologiczne bywają żywo rozstrząsane W kołach neo- 
scholastyków. Tak np. G e o r g K o e p g e n stara sil( w rozprawie "O i e 
neue kritische Ontologie und £las scholastische Oenken". 
Ein metaphysisch-theologischer Umriss der Tragweit des religiosen Erken- 
nens, Mainz, Kirchheim 1928, ustosunkować krytyczno-ontologiczną metodykI( 
Hartmanna (Metaphysik der Erkenntniss) do podstaw scholastyki, przyczem 
dobrze określa znaczenie wyrazu "irracjonalny" tak cZl(sto używanego i nad- 
używaneg'o, w zależności od siły poznawczej rozumu I u d z k i e g o, na co 
bez wątpienia zgodzić' sil( możemy. 
Pragniemy wreszcie zwrócić uwagI( na pracl( J. R i m a u d'a: T h o- 
m i s m e et m ć t b o d e. Que devrait etre un Discours de la Metbode pour 
avoir le dwit de se dire thomiste? (Bibliothioque d' Archives de Philosophie, 
Paris Beauchesne, 1928), w której autor podaje zasady metody pracy nau- 
,kowej i filozoficznej w duchu filozofji neotomistycznej. Nie wszyscy neoto- 
miści zgodzą sil( 'we wszystkich punktach z zapatrywańiami autora, wyłusz- 
czonych przedewszystkiem w pierwszej cZl(ści dzieła gdyż moie nie wszl(dzie 
uwzgll(dnił okoliczność, że by móc tak postl(pować jak św. Tomasz, trzeba 
być genjuszem i świl(tym. Nie mniej rozprawa Rimaud'a przyczyni sil( do 
wyjaśnienia szeregu kwestyj metodologicznych w szczególności zachowa nas 
od przecenienia t. zw. ducba szkoły, który mając swe dobre strony, jednakże 
dużo szkody wyrządził pracy filozoficznej.
		

/00177.djvu

			173 - 


6. Kilka prac polskich. 
Wiadoma, że renesans tomizmu nie przeszedł w Polsce bez echa. 
Wspomnieliśmy już wyżej o wytrawnych nowszych pracach Ks. K o n s t a n- 
t e g o M i c h a I s k i e g o i A I e k s a n d r a B i r k e n m a jer a. Tutaj zaś 
wskazać pragniemy na ostatnią praCt; X. K a z i m i e r z a W a i s a, miano- 
wicie 'na O n t o log j t; c z y I i m e t a f i z y k t; o g ó I n ą, Lwów, Bibljoteka 
Religijna. 1926 str. 326. Do przyjt;tego podziału tego traktatu (O naturze 
bytu str. 17-42), O pierwszych oznaczeniach bytu (str. 43-77), O trans- 
cendentalnych właściwościach bytu (str. 78-116), O kategorjach bytu 
(str. 117-216). O przyczynach bytu (str. 217-266) dodał autor jeszcze 
traktat "o doskonałości hyŁo, i o pit;knie" (str. 267-316). Jasny wykład 
poszczególnych teoryj metafizycznych ujmuje prostotą swoją, natomiast 
w rozwiązaniu niektórych problematów metafizycznych autor zdaje sit; nie 
spostrzegać ani ich fundamentalnej wartości, ani możliwości ich sprowa- 
dzenia do pierwszych zasad rozUlr.u ludzkiego a temsamem ich apodyktycz- 
nego udowodnienia. Dotyczy to w szczególności różnicy mit;dzy istotą 
a istnieniem w bytach skończonych 1). Zdaniem naszem piękno jest właści- 
wością transcendentalną bytu jako takiego, zagadnienie ZaŚ czasu i przestrzeni 
należałoby umieścić w kosmologji. Niemniej praca X. Waisa. dojrzała, 
pilna i zrównoważona, jest bardzo cennym dorobkiem neotomizmu w Polsce. 
O. .J a c e k W o r o n i e c k i O. P. zredagował w drugiem wydaniu 
"P r z e w o d n i k p o I i t e r a t u r z e r e I i g i j n e j i p o k r e w n y c h d z i e- 
dzinach filozofji i nauk społecznych", Poznań, Ks. św. Woj- 
ciecha 1927. który stanowi cenne. aczkolwiek jeszcze nie kompletne, źróqło 
informacyjne w dziedzinie teologji i filozofji neotomistycznej. Ks. A. Ż y c h- 
I i ń s k i zaś przetłumaczył i wstępem zaopatrzył pracę O. H u g o n a O. P. 
Les vingtquatres theses thomistes p. t. Z a s a d y f i I o z o f j i. Dwadzieścia 
cztery tezy tomistyczne, PoznaJI, Ks. św. Wojciecha 1925. i ogłosił ponadto 
studjum tomistyc
ne p. t. P r z y r o d z o n e i n a d p r z y r o d z o n e p o- 
z n a n i e B o g a, Poznań Drukarnia Katolicka 19:t7. 
Ks. P. C h o j n a c k i, autor studjum z zakresu filozofji moralnej 
(Die Ethik Kant:; und die Ethik des Sozialismus, ein Vermittlungsversuch 
der Marburger Schule, Studia Friburgensia, Paderborn, 1924) wydal w roku 
1928 praCt; z zakresu psychologii i epistemologji: "P o j ę c i a i w y o b r a- 
ż e n i a w ś w i e t I e p s y c h o log i i i e p i s t e m o log i i", Kielce 1928. 
Ks. J a n S t e p a wreszcie, kt6ry poprzednio był wydał pierwszy tom swei . 
pracy "N e o k a n t o w s k i e p rób y r e a I i z m u a n e o t o m i z m", Lwów. 
Bib!. Religiina, 1927 str. 157. napisał pozatem w numerze Przeglądu Teolo- 
gicznego poświęconym X. Waisowi cenne studium p. t. R e a I i s t Y c z n e 
dążności Kiilpego a filozof ja św. Tomasza (P. Teol. X 1929. 
1. str. 118-146). 
Niech mi wolno będzie wspomnieć na zakończenie krótko o drugim 
tomie pracy zbiorowej "Zarys filozofji" (Lublin 1930), który ukazał się ostat- 
nio i zawiera zarys teorji poznania. metafizyki, filozofii religii estetyki i etyki. 
Ks. Kazimierz Kowalski. 


1) Patrz nasze uwagi o metafizyce (Zarys filozofii II. Lublin 1930) 
i dowód tam przeprowadzony. - Br. O. N. d e I P r a d o: De veritate 
fundamentali philosophiae christianae (Friburgii H
lv. 1911).
		

/00178.djvu

			ŁUKA.slEW1CZ JAN dr., profesor Uniwersytetu Warszawskiego. 
ELEMENTY LOGIKI MA TEMATYCZNEj. Skrypt autoryzowany, opracował 
M. Presburger. 1929. Wydawnictwo Koła Matematyczno-Fizycznego Słuchaczów 
Uniwersytetu Warszawskiego tom XVIII. Str. VIII, 200. 
Świetna ta książka zawiera przedewszystkiem wykład "teorji dedukcji", 
czyli tej cZl(ści logiki formalnej, gdzie z pośród zmiennych wchodzą' w grl( 
tylko zmienne zdaniowe. Ta cZI(ŚĆ logiki formalnej, choć już stoicy starożytni 
zaczl(li ją uprawiać, pozostawała przez długie lata w zaniedbaniu; panowała 
zaś sylogistyka arystotelesowa, operująca zmiennemi wyłącznie nazwowemi. 
Atoli w racjonalnym wykładzie logiki formalnej sylogistyka winna iść po teorji 
dedukcji, którą sil( posługuje w dowodach, sama jej do niczego nie służąc. 
Łukasiewicza system teorji dedukcji przewyższa w kilku punktach system, 
wyłożony w znanem dziele Whiteheada i Russella p. n. "Principia mathematica". 
W tamtym systemie naprzykład mamy pil(ć aksjomatów przy dwu przynajmniej 
terminach pierwotnych, czyli wprowadzonych bez definicji. W systemie niniej- 
szych "Elementów..." ilość znaków pierwotnych sil( nie zwil(ksza (są to: znak 
negacji i znak implikacji), a ilość aksjomatów spada do trzech tylko. Oto ich 
wykaz: 1) CCpqCCqrCpr 2) CCNppp 3) CpCNpq. W transhypcjach rus- 
sellowskiej i couturatowskiej wyglądałyby one tak: 1) p J q. J: q' r. . p r 
2) r-.J P ) p. -.p 3) p. ). 
 p 
 q (R.). 1) (p < q) <... [(q <
 r) (p r») 
2) (p' <:.. p) p 3) P _ (p' _ q) (C.). Zresztą gdzieindzi
j Autor okazał, że 
nawet w systemie "Principiów" jeden z owych pil(ciu aksjomatów wynika 
z pozostałych. jest wil(c zbyteczny. Dalej. u Whiteheada i Russella W samych 
aksjomatach wystl(puje pewien znak nie pierwotny, tak iż wykład systemu 
zaczyna sil( od pewnej definicji, a nie od aksjomatów. U Łukasiewicza niema 
nic podobnego. Wreszcie, autorowie "Principiów" piszą spójniki między zda- 
niami i posługują sil( w celach interpunkcyjnych kropkami i wielokropkami 
różnych postaci. Couturat też pisze spójniki mil(dzy zdaniami, a dla celów 
interpunkcyjnych posługuje sil( nawiasami o rozmaitych kształtach. Ten sposób 
pisania obarcza wzory balastem interpunkcyjnym i przeszkadza stosować 
z całkowitą dokładnością operacje formalne przy dowodzeniu nowych tez. 
Bo jakże tu np. dokonać zwykłego podstawienia chociażby w tez.ie (a) p...J. q J P 
. (inaczej p. 
 (q < _ p»? Reguła .podstawiania pozwala przepisać ten wzór z tą 
tylko zmianą co do składu znaków, że zamiast zmiennych wpisuje sil( dowolne 
funkcje zdaniowe, byleby równokształtne zamiast równokształtnych zmiennych. 
Ale spróbu:my np, podstawić zamiast p chociażby p J q (inaczej p -.::::: q), 
i zamiast q np. r J q (inaczej r <. q), a dla uniknil(cia wieloznaczności 
lub zgoła nonsensu bl(dziemy zmuszeni wypisać wynik w takiej postaci (b): 
p J q. 
: l' J q.). p J q (inaczej (p <- q) :::: [(r < q) (p _ q)]). Musieliśmy 
dodać nowe kropki lub nowe nawiasy i wog-óle dokonać zmian w kropkowa- 
niu i nawiasowaniu, a wil(c, ściśle rzecz biorąc, nie poprzestaliśmy na samem 
zastosowaniu reguły podstawiania. Natomiast przy łukasiewiczowskim sposobie 
pisania, przy którym spójnik pisze sil( przed parą zdań, przezeń łączonych, 
a kropek ani nawiasów nie używa sil( wcale, takie kłopoty przestają doskwierać. 
Poprostu pisze sil( wszystko zupełnie jednoznacznie bez jakichkolwiek znaków 
interpunkcyjnych. Sam porządek znaków właściwych, wchodzących W skład 
wzoru, mówi wszystko. Tak wil(c np. powyższą tez I( (a) zapiszemy tą metodą 
w postaci CpCqp, tezl( (b) - w postaci CCpqCCrqCpq. Druga stanowi 
zupełnie ścisły substytut pierwszej, otrzymany przez podstawienie zamiast
		

/00179.djvu

			- 175 - 


Cpq, zamiast q - erq. Podobne uściślenie daje ta nowa notacja przy 
Ptoso
aniu innej z pozostałych dwu reguł przekształceń, mianowicie reguły 
:astt;pow ania (dom. sit; def
n
ensa przez. definiend
m), oraz - przy
ajmniej 
w orównaniu z drugą z posrod poprzedmch notacYl - przy stosowanIU t. zw. 
re;ułY odrywania, pozwalajątej wpisać do systemu nastt;pnik wpisanej już do 
s 
temu implikacji, mającej poprzednik, też już zosobna do systemu wpisany. 
;; spomniawszy tu o składnikach definicyj, nawiasem dodamy, że definicje 
Autor uważa za komentarze uboczne, nie wchodzące w skład samej budo- 
wanej teorji, podobnie jak nie wchodzą w jej skład owe reguły przekształ- 
cania; że przypisuje wprowadzanym przez nie symbolom rolt; skrótów, bez 
których możnaby sit; Zawsze obej
ć przy dowodzeniu twierdzeń, nie zawiera- 
jących tych symbolów; i że nie podaje ogólnych warunków strukturalnych ich 
poprawności. W wykładzie teorji dedukcji Autor przyjmuje definicje znaków 
konjunkcji, alternatywy, dysjunkcji i równoważności. 
Istną sensacjI( znajdzie czytelnik na str. 73-ej i nastl(pnych, gdzie Autor 
poucza, w jaki sposób można uogólniać na drodze dedukcji. Okazuje sil(, że 
np. z tezy CpCpCrCsl' można otrzymać w drodze dedukcyjnej, czyli w drodze 
samych tylko operacyj, prowadzących od racji do jej rzetelnego nastl(pstwa, - 
tezl( CpCqCrCsr. A jest to teZa ogólniejsza od tamtej, skoro ta obowiązuJe 
dla wszelkiej wartości drugiej zmiennej, gdy tamta pierwsza (otrzymywalna 
z niej zresztą przez podstawienie p Za q) ma walor tylko dla takich wartości 
drugiej zmiennej, które są równokształtne z wartościami dla równokształtnej 
z tą drugą zmienną pierwszej zmiennej. Jakże daleko odbiegliśmy od trady- 
cyjnego ujmowania dedukcji jako wnioskowania od ogółu. do szczegółu! - 
A jakże niejednego, zwłaszcza z pośród zelantów indeterminizmu, uderzyć 
muszą uwagi o logikach wielowartościowych, scharakteryzowanycb na str. 
116-ej i nastl(pnych. Okazuje się mianowicie, że jeśli bywają zdania ani praw- 
dziwe ani fałszywe, tylko jakieś - powiedzmy - pośrednie (czy to jednego 
rodzaju, jak W łogice trójwartościowej, czy różnych rodzajów, jak w logikach 
liczniej wartościowych), w takim razie niektóre tezy teorji dedukcji zwykłej, 
obliczonej na dwie wartości (prawdę i fałsz), odpadną. Oto np. w logice 
trójwartościowej wprawdzie obowiązywać bl(dą nadal pierwszy i .trzeci z po- 
danych wyżej aksjomatów zwykłej teorji dedukcji; lecz aksjomatu drugiego 
wypadnie sil( zrzec, skoro przy podstawieniu za zmienną zdania o wartości 
niezdecydowanej sam ten aksjomat zmienia sil( w zdanie niezdecydowane. 
Los tego aksjomatu podzielą wtedy liczne inne tezy, np. CKCpqpq (P) q.p. '.q, 
inaczej (p<
q).p""::'q) lub CCNpKqNqp ("-'p) q "-'q. ) .p. inaczej(p' qq')- p), 
które sil( również okażą niezdecydowanemi 1). Pewne zaś tezy, jak np. 
CCNpEqNqp ("-' p). q == "-' q: ) .p, inaczej [p' <... (q= q')] p) okażą sil( zgoła 
fałszywe l). Jakkolwiek jednak Autor świadom jest doniosłości tych perspek- 
tyw dla obrony indeterminizmu w postaci zmodernizowanej 2), tutaj o tern, 
zgodnie z fachowo-logicznym stylem książki, nie wspomina. Zaznacza tyJko, 
że pewne wywody z trójwartościowej teorji dedukcji przyczyniły sil( do zbu- 
dowania w tern dziele metody badania niezależności aksjomatów zwykłej 
teorji dedukcji. 


1) 
2) 
Filoz. V, 


Łukasiewicz Jan. Logika dwuwartościowa. Przegl. Filoz. XXIII. 
Tenże. O logice trójwartościowej. (Streszczenie odczytu). Ruch 
9.
		

/00180.djvu

			- 176 - 


Badaniu niesprzeczności, niezależności i zupełności aksjomatyki teorji de- 
dukcji poświt;cony jest niemal w całości dział III (str. 99-153), z czego cały 
!:? 7 (str. 121-153) przypada na badanie zupełności metodą Autora. Dla okazania 
niesprzeczności układu aksjomatów obmyśla się taką przeróbkt; zewnt;trzną, 
któraby była wykonalna w zastosowaniu do każdego z danych aksjomatów 
oraz której wykonalność przenosiłaby sit; bez wyjątku z aksjomatów na twier- 
dzenia, z tych twierdzeń na dalsze twierdzenia, wywodliwe z nich, i t. d., 
ale która nie byłaby wykonalna zarazem w zastosowaniu do żadnej pary tez 
sprzecznych. Jasnem jest tedy, że z tego układu aksjomatów nie można 
otrzymać żadnej pary tez sprzecznych. Oto np. obmyśla sit; taką przeróbkę 
zamiast zmiennych w aksjomacie wypisujemy hądż kółka, bądź kreski, byleby 
zamiast danej zmiennej wszt;dzie to samo. Potem zamiast kółka z negacją 
piszemy kreskt; i odwrotnie, a zamiast znaku implikacji i obu złączonych nim 
znaczków łącznie piszemy kółko, jeżeli pierwszy z tych znaczków jest kreską, 
a drugi kółkiem, w innych przypadkach piszemy w tym razie kreskt;. Po 
dokonaniu wszystkich kolejnych kroków wedle tego przepisu otrzymujemy 
w rezultacie kreskt; kolejno dla wS'Łystkich wyborów kółek i kresek zamiast 
zmiennych w aksjomacie. Okazuje sit;. że aksjomaty dane takiej przeróbce 
posłusznie się poddają, że ta podatność jest dziedziczna w linji rodowej tez 
teorji dedukcji, i że żadna para zdań sprzecznych w obrt;bie terminów teorji 
dedukcji takiej prze
óbki łącznie nie znosi: bądź z jednego z nich bądź z dru- 
giego napewno otrzymamy w rezultacie kółko a nie kreskę pny pewnym 
doborze kresek i kółek zamiast zmiennych. Przy dowodzeniu niezależności 
danego aksjomatu od drugiego Znowu obmyślamy taką przeróbkę, której wy- 
konalność jest dziedziczna i daje się okazać w zastosowaniu do tego drugiego 
aksjomatu, a która jest niewykonalna w zastosowaniu do aksjomatu pierwszego. 
Dowód zupełności aksjomatyki teorji dedukcji jest nader skomplikowany 
i poleg	
			

/00181.djvu

			- 177 - 


sobami, którym do formalnej dojrzałości samej teorji dedukcji jeszcze daleko. 
Czy doprawdy potrzeba sprawdzać z takim nakładem dowcipu niesprzeczność 
układu aksjomatów, jawnie prawdziwych przy wiadomej interpretacji znaków 
stałych; czy na tej niezależnof'ci znowu tak bardzo zależy; czy warto się 
interesować zupełnością tego układu aksjomatów, skoro z samego wykładu 
teorji widać, że wystarczają one do uzasadnienia nie tylko całego zasobu tez 
dość prostych i praktycznych w użytku, lecz w każdym razie i wszystkich 
tych, aż nadto wymyślnych i luksusowych tez, które już w tej teorji zostały 
efektywnie osiągnięte; po co wkOl}cU dbać wogóle o aksjomatyzację teorji 
dedukcji, skoro w znanej metodzie sprawdzań przez podstawianie próbne 
symbo!ów prawdy i fałszu zamiast zmiennych mamy sposób rozstrzygający roz- 
poznawania prawdziwości wszelkiej tezy z teorji dedukcji, sposób przytern dla 
wzorów o niewielkiej ilości zmiennych nader praktyczny... Na te barbarzyńskie 
pytania czytelnik winien ponoć, zdaniem fachowców, odpowiedzieć sobie: 1) że 
nigdy nie wiadomo w nauce, co się kiedy do czego przyda, 2) że budowanie, 
przebudowywanie i roztrząsanie doskonałości i niedoskonałości budowy systemów 
teorji dedukcji odgrywa dzisiaj wyjątkową rolę metodologiczną. Jest to niejako 
szkoła kunsztu budowania systemów dedukcyjnych, laboratorjum wzorowego 
postępowania dla całej matematyki. Bo minął czas, kiedy logika formalna 
miała sobie za punkt honoru upodobnić się do algebry; teraz nauki matema- 
tyczne w dążeniu do aksjomatyzacji i formali
acji muszą iść do terminu na 
podwórko logiki formalnej: tu bowiem osiąga się rekordy. Pierwsza z tych 
odpowiedzi wydaje się niedość skuteczną, druga natomiast uodparnia sta- 
nowczo przeciw podszeptom chochlika, płynącym z naiwności. 
Trudniej wytłumaczyć sobie wszystko w wykładzie t. zw. teorji dedukcji 
z kwantyfikatorami. Ten dział wzbogaca znakomicie zwykłą teorję dedukcji 
chociażby przez to, że dopuszcza wzory z kwantyfikatorami w środku. Strona 
operacyjna tego systemu jest całkowicie przejrzysta. Natomiast czytelnik 
radby być dokładniej poinformowanym co do sensu zarówno kwantyfikatorów, 
jak i napisów z kwantyfikatorami w przypadku, jeś:i te napisy mają być 
zużytkowane jako zdania prawdziwe lub jako formy do tworzenia, wedle 
nich Zdał} prawdziwych. Weźmy pod uwagę przedewszystkiem kwantyfikator 
ogólny "fI". Mamy go czytać "dla każdego", np. tezę "l1 p cpp" mamy czytać 
"dla każdego "p", jeżeli p to p". Przyczem mówi się wyraźnie, że "wyraże- 
niem "dla każdego "p", :p (p)" posługujemy się, by stwierdzić, że wyrażenie 
,,'fi (p)" sprawdza się przy wszelkiem podstawieniu jakiegoś zdania Za zmienną 
"p" ". Ale czytelnik myliłby się, gdyby utożsamiał to zdanie ("dla każdego 
"p", jeżeli p to p") co do sensU z powiedzeniem "po każdem podstawieniu 
za "p" dowolnego zdania otrzymamy zdanie prawdziwe ze wzoru "Cpp" ". 
To drugie powiedzenie jest jakiemś powiedzeniem o wzorze, że z niego to 
a to w każdym razie się otrzyma, owo pierwsze nie ma wcale takiego sensu, 
nie jest wcale żadne m zdaniem o zdaniu. Dalej, wobec równoważności 
,,'fi (p) = IIp,? (p)" czytelnik widzi jasno, że stosunek tez zwykłej teorji dedukcji 
do tez teorji dedukcji z kwantyfikatorem jest m. in. taki, iż wszelką tezę 
zwykłej teorji dedukcji otrzymuje się z odpowiedniej tezy teorji dedukcji 
z kwantyfikatorem poprostu przez opuszczenie kwantyfikatora ogólnego na 
początku. Gotów tedy może sądzić, że róźnica między ,,'fi (p)" a ,,11 p 'fi (p)" 
jest poprostu ta, iż pierwszy napis stanowi skrót zastępczy drugiego. Ale 
z całości wykładu widać; że tak nie jest, i przed takie m uproszczeniem in-
		

/00182.djvu

			- 178 - 


tencyj Autora należy stanowczo czytelnika przestrzec. Pozytywnego wYJas- 
nienia sensu kwantyfikatora ogólnego czytelnik jednak nie otrzymuje na dro- 
dze definicji; gdyż kwantyfikator ogólny jest jednym z terminów pierwotnych 
systemu. Nie może się też zorjentować wedle aksjomatów teorji dedukcji 
z kwantyfikatorem. które są inne. niż W zwykłej teorji dedukcji (CqCpq, 
CCCpqpP. CCpqCCqrCpr), ponieważ kwantyfikator ogólny jest takim ter- 
minem pierwotnym. który... w aksjomatach nie \\!ystępuje. Wchodzi on do 
systemu nie na zasadzie ustawy ani na zasadzie interpretacji prawa. lecz na 
mocy... dekretu administracyjnego, czyli na mocy dyrektyw, pozwalających 
dopisywać go i pomijać. To ciekawości nie zaspokaja. Z kwantyfikatorem 
szczegółowym są też pewne trudności, bo nie wiadomo. co jest właściwie jego 
definicją, czy mówione oznajmienie ..Wyrażeniem ..przy pewnem "p", 'T' (p)" 
posługujemy się, by stwierdzić, że wyrażenie ,,'t (p)" sprawdza się przy pew- 
nem podstawieniu jakiegoś zdania za zmienną ..P" ", czy "równość. symbo- 
liczna" (?) ,,
P'T' (p) = A 'fi (O) 'P (1)", czy wreszcie równOWaŻność ..NU p 'T' (p) = 
:E p N 'fi (p)", skoro. otrzymawszy ją jako reznltat pewnego wywodu, Autor 
pisze ..Widzimy zatem. że wyrażenie ..N II p 'f' (P)" jest równoznaczne z wy- 
rażeniem ,,:s p. N'P (p)" ". Podobne trudności nastręcza również rozumienie zer 
i jedynek. Wiemy np. Z luźnych wyjaśnień poza systemem i poza układem 
definicyj i dyrektyw. że zacho.dzi równowaŻność "II p 'fi (p) = K 'f' (O) 	
			

/00183.djvu

			179 


towana. Następuje szereg trafnie dobranych podstawiel1, oderwal1, zastąpień 
i sypią się w obfitości" gotowe, precyzyjnie zapisane, najformalniej uzasadnione, 
w logicznem następstwie na świat wychodzące wzory zależności kwadratu 
logicznego, konwersyj, wreszcie cały komplet 24-ch sylogizmów poprawnych. 
Ta robota - to poprostu szczyty wykwintu technicznego, gdzie doskonała 
ścisłość kojarzy się z uderzającą prostotą, zwięzłość dowodów z lapidarnoscią 
notacji. modernizm non plus u:tra z poszanowaniem starej tradycji. Szkoda, 
że to nie system całego rachunku nazw (jak "Onto:ogja" Leśniewskiego), 
tylko wyodrębniony w osobną małą naukę fragment tego rachunku: brak tu 
np. zdal1 jednostkowych, a wspomniane ograniczenie podstawiel1 do nazw 
niepustych zmniejsza dotkliwie zakres stosowalności wzorów. 
Rozumowaniu w naukach przyrodniczych poświęca się na kOł1cu książki 
malel1ki dodatek na niespełna 7-iu stronicach. To już ma swoją dość wyraźną 
wymowę. Autor załatwia się tu w krótkich abcugach z najnaiwniejszemi po- 
staciami rozumowania indukcyjnego, stwierdza, że nie sformułowano dotąd 
takich zasad logiki indukcji, któreby miały istotną wartość naukową, samo 
pojęcie rozumowania tak ujmuje, iż indukcja wogóle przy tern ujęciu prze- 
staje być rozumowaniem, a w streszczeniu konkluduje, iż t. zw. rozumowanie 
indukcyjne nie ma zastosowania w naukach przyrodl1iczych, co jest albo re- 
wolucją w historji nauki albo - co pewniejsze - rewolucją w terminologji. 
Czyż nikt nie podejmie rękawicy, rzuconej tak otwarcie? Czy nie powstanie 
mściciel z kości przyrodników. dręczonych na egzaminach tą znakomitą skąd- 
inąd książką, która ma im tylko tyle do powiedzenia o krytyce logicznej 
metod przyrodoznawstwa? 
Korekta jest wyśmienita. Zdołaliśmy wyszperać tylko !J.astępujące błędy 
druku oprócz uwzględnionych w wykazie błędów: na str. 31-szej w wierszu 
2-im od dołu zbyteczne jest słowo "przez"; na str. 33-ej w wierszu 1-szym 
od góry klamra pod wzorem sięga na lewo za daleko o dwa znaki; na 
str. 120-ej w wierszu lO-ym od dołu wydrukowano "euklidesowe" zamiast 
"nieeuklidesowe"; na str. 162-ej w wierszu 3-im od góry we wzorze brak 
albo na drugiem miejscu "K" albo na piątem miejscu "cn. 


Tadeusz Kotal'biński.
		

/00184.djvu

			Książki i 


. 
czasopisma 


nadesłane. 


L. A n d r e: o bezdziejowości w poezji. 1930. 
M. B i e g a 11 S k a: Władysław Biegaliski. Życie praca. 1930. 
W. B o r o w y: Gilbert Keith Chesterton. 1929. 
L. C h m a j: Rozwój filozoficzny Kartezjusza. 1930. 
K. C z e c h o w i c z: Filozof ja mowy u Aleksandra Potebni (po ukraiI1sku). 
I. C z u m a: Dzisiejsza filozof ja sowieckiego prawa a romantyzm prawniczy. 
Odb. z "Pamiętnika Lubelskiego" t. I. 1930. 
M. H e i t z m a n: Geneza i rozwój filozofji Franciszka Bacona. 1929. 
S. H e s s e n: Der Kampf der Utopie und der Autonomie des Guten in der 
Weltanschanung Dostojewskis und W. Solowjows. Padagogische 
Hochschule. 1929. Ht. 4. 
A. Kro k i e w i c z: De dis Epicuri. Odb. z Eos. 1929. 
'B. L a Z a r e w i t s c h: Tri najwisze jugosłowienskie wriednosti. Belgrad, 1930. 
I. M i r c Z li k: Tołstoj und Skovoroda, zwei nationale Typen. 1929. 
Filozoficzne podstawy poglądu na świat Masaryka (po ukraińsku). 
M. M a n n: Benedetto Croce, jego estetyka i krytyka literacka. 1930. 
L. N i e m o j e w s k i: Architektura i złudzenia optyczne. 
B. P e t r o n i e w i c z: N. Lobatschevsky et J. Bolyai. Odbitka z Revue 
philosophique. 1929. 
B. P e t r o n i e w i c s: Note historique sur la nouvelle anatomie ćomparee de 
I'insula des mammiferes. Spraw serb. akad. król. 1930. 
D. S z y m k i e w i c z: Przyczynki do historji przyrodoznawstwa. Odb. z "Kos- 
mosu", 1929. 
American Journal of Science. 
Bulletin de la Societe fran
aise de 
philosophie. 
Centralnaja Jewropa (Praha). 
Droga. 
Dziennik Urzędowy M. W. R. O. P. 
Fiłozowfski pregred. 
Humanidades. 
Journal de Psychologie. 
Kant-Studien. 
Kwartalnik Psychologiczny. 
Mind. 
The Monist. 
Muzeum. 
Oświata Polska. 
Pedagogjum. 
Polskie Archiwum Psychologji. 
Redakcja otrzymała zeszyty jednego nowego i dwóch wznowionych 
czasopism polskich: 
K war t a l n i k p s y c h o log i c z n y, l, P oZDań 1930, pod red. St. Bla- 
chowskiego. 
Polskie archiwum psychologji, III, Warszawa 1930, wyd. 
przez Związek PoIsk. Naucz. Sz. P. 
P r z e go I ą d h u m a n i s t Y c z n y, V, Lwów 1930, pod red. R. Ganszyńca. 


Przegląd Pedagogiczny. 
Przegląd Polityczny. 
Psychotechnika. 
Revue d'Histoire de la PhiJosophie 
Rev1.:e de la Metaphysique et de 
Morale. 
Revue Philosophique. 
Rivista di Filosofia Neoscolastica. 
Rivista internazionale di Filosofia 
de! diritto. 
Ruch literacki. 
Ruch pedagogiczny. 
Scientia. 
Slavische Rundschau. 
Studia mathematica. 
Wiedza i życie.