/001.djvu

			DR. MIECZYSŁAW TOBIASZ 


. 


SZLACHTA 
I MOŻNOWŁADZTWO 
W DAWNEJ POLSCE 
- Q 


SZKIC 



.:P=5 

 
Biblioteka.
n


tutu 
 
Historii 
11\\"1 
liu\jll' 1'\ 


Skład Główny: .Ex libris. Kraków. 
w. Marka 22 (Hotel Pollera) 
. \ M-02913
		

/002.djvu

			. 


o' 


/' 


CI 


oj 
..., . i I 
. .;' 
\ 
A" - fPI . 


ODBITO W DRUKARNI INSTYTUTU RZEM. PRZEM. W KRAKOWIE
		

/003.djvu

			PRZEDMOWA 


Książka ta powstała w najtragiczniejszych dniach wojny, 
gdy śmierć siała naokoło zniszczenie i każdemu z nas zaglądała 
co dzień w oczy. 
W owych straszliwych dniach i ciągnących się zbyt długo 
jak na nasze oczekiwania - tygodniach, miesiącach i zdających 
się bez kresu latach - cały' naród polski z inteligencją na przedzie 
wystawiony był na tak straszliwe ciosy, że mimo woli rodziło się 
pytanie: dla czego? Kto winien? . 
Dla każdego wykształconego umyslu jasnym było, że odpo- 
wiedzi należy szukać nie tylko w naszym, nie tylko w poprzednim 
i jeszcze poprzedzającym pokoleniu, ale znacznie dalej wstecz, gdy 
tworzyły się zręby wielkich przemian gospodarczych, a przede 
wszystkim politycznych. 
Wiadomo powszechnie, że wysiłek najbardziej heroiczny 
jednego pokolenia jest skazany na zagładę, gdy nie ma nici 
wiążących go z przeszłością i przyszłością. Pokolenie nasze nie jest 
zawieszone w próżni, gdyż poprzedziła je tradycja powstań i pracy 
konspiracyjnej w 19 i w początkach 20 wieku. Ale jak poprzednicy 
nasi byli pomostem, a my szczytem ciągłości zdarzeń historycznych 
wypływających logicznie jedne z. drugich, to na całość historii 
Polski złożyła się, przeszłość dużo wcześniejsza, która zaciqżyła 
nad dziejami porozbiorowymi { nami tak fatalnie, że wszyscy 
zaznaliśmy. ezary goryczy aż do samego dna. 
Ostatnia wojna, która przewalcowała się po naszych karkach 
była syntezą wszystkich win, błędów czy słusznych poczynań dawnej 
Rzeczypospolitej, zbierając polityczne żniwo za wszystkie wygrane 
i przegrane bitwy, za wszystkie odruchy i niedociągnięte plano- 
wania naszych przodków sprzed 200 czy 400 laty. 
Stąd pytanie "kto winien?" było w czasie wojny tym tra- 
giczniejsze, że przeżywając bezpośrednio punkt szczytowy naszych
		

/004.djvu

			dziejów, zdawaliśmy sobie 'Wszyscy doskonale sprawę, że Polska 
miała wszystkie szanse I aby być wielkim mocarstwem, że zdolna 
była odegrać większą rolę. niż to jej wyznaczyła siła ciężkości dnia 
powszedniego. 
Jakiż ból serdeczny i rozpacz ogarnia, gdy się zacznie grzebać 
w przeszłości i smutnych kartach owych zdrad, bezmyślności i poli- 
tycznej głupoty dawnych czasów, Czy warto dziś rozrywać dawne 
rany i wyprowadzać na światło dzienne czarne dnie naszej historii? 
Niewątpliwie tak! Społeczeństwo współczesne zdało wspaniale 
i po bohatersku swój - egzamin. wypełniło aż po brzegi najdroższą 
krwią historyczne karty sześciu lat niemieckiej okupacji, ale to 
jeszcze nie koniec. Dziś. kiedy najstraszliwsza z wojen przeminęła. 
koniecznością jest przypomnieć błędy i winy naszych pr
odków. 
aby umieć wynieść realną korzyść z naszej krwawej hekatomby. 
Książka tf;l jest tylko szkicem historycznym, opartym na 
konspiracyjnym dostępie do bibliotek. muzeów i zbiorów prywat- 
nych, stąd wiele niedociągnięć i usterek do uzupełnienia na czas 
późniejszy. Na razie niech idzie w rękę polskiego czytelnika z tą 
skromną nadzieją, że ktokolwiek by nim był. pozwoli mu unikać 
błędów przeszłości. 


AUTOR
		

/005.djvu

			. 


. 


CZĘŚĆ PIERWSZA 


SZLACHTA 


, 


.
		

/006.djvu

			
		

/007.djvu

			RYCERSTWO - SZLACHTA I HERBY 
NA ZACHODZIE 


Prześliczne średniowieczne -legendy - rzu- 
LegeD
a t ść cają przed oczyma współczesnych ludzi - 
i rzecZYWIs O .- b ' k " h h . .. 
arwną mozal ę ta)emmczyc Istom, rozgry- 
wających się na tle niebotycznych zamków, starych baszt, mrocznych 
refektarzy lub klasztornych krużganków. 
Urocznie strzelające w niebo wieżyce gotyckich kQściołów, ty- 
siące wykutych w kamieniu koronkowych ozdób, oplatających ów- 
czesne budowle, zaklęci w kamień rycerze i pobożne matrony, spo- 
czywający na nagrobkach wypełniających świątynie, stare tarcze 
herbowe na ścianach pałaców i wiekowych domostw - wszystko to 
uzupełnia piękną legendę i stwarza pole do popisu dla wybujałej 
wyobraźni. T a ostatnia, poparta stare mi kronikami i upiększonymi 
fantazją ludzką opowiadaniami o bohaterskich rycerzach i cudow- 
nej piękąości damach 
 przechodząc z pokolenia -na pokolenie, 
ciągle upiększana i ubarwiona - dotarła do naszych czasów w 12 0 - 
staci cudnych wieści, które pospolicie zwą się legendami, ale 
z prawdą i faktami historycznymi albo nic, albo bardzo mało mają 
cokolwiek wspólnego. 
Szlachetni rycerze, trubadurzy, pełne cnót -damy - na tle 
zamków i pałaców, turniei i rycerskich bojów, wypełniają wyobraże- 
nia współczesnyc
 o tych odległych czasach i tworzą mit o godnej 
pozazdroszczenia piękności i romantyczności średniowiecznych cza- 
sów do których wraca się z przyjemnością, choćby na chwilę _ 
w bajecznej legendzie. 
Symbolem nawrotu do tych godnych marzenia rycerskich 
czasów jest piękny i budzący respekt - pełen tajemniczych znaków 
herb, spoglądający dumnie z urocznych zwalisk starych zamczysk 
lub pełnych dostojeństwa rycerskich nagrobków. Wystarczy na-
		

/008.djvu

			8 


I 
tknąć się gdziekolwiek na tarczę herbową, aby jasno i wyraziście 
stanął przed oczyma średniowieczny świat - ubrany w złote 
ostrogi, w pióra na szyszakach, aksamitne berety, kaftany hafto- 
wane złotem ; srebrem, w łańcuchy nasadzane drogimi kamie- 
niami, w oprawie groźnych murów, fos, baszt i w żelazo zakutych 
straży. Wraz z herbem uosabia się ówczesna ascetyczna poboż- 
ność, budująca na chwałę bożą - wspaniałe katedry i kościoły. 
Herb również st
ł się wyrazicielem cnót rycerskich, szlacbetności 
i miłości bliźniego, opieki nad maluczkimi i ubogimi, wdowami, 
sierotami. Herb stał się symbolem mądrości politycznej rycerskich 
przodków i płacy ich nad dorobkiem cywilizacji świata, państwa 
i chwały panujących. · 
Herb przedstawiający znak rycerski - umieszczony na tar- 
czy przybranej hełmem z koroną, pióropuszem i labrami - jest 
wspaniałą pozostałością tych pięknych czasów - wzniosłą syntezą 
,wielkiej odpowiedzialności przodków wobec Boga i historii, za 
wielkość ideałów, z uwzględnieniem wielkości własnego narodu 
i potomków danego rodu, których tradycja historyczna 'uprawnia 
do zasłużonej dumy. 
Malowniczy herb i piękna legenda idą ze sobą w parze. Jak 
nikt dziś nie udowodni powstania legendy i nie rozróżni ile w niej 
pięknej fantazji a ile prawdy, tak samo rzecz ma się i z herbami, 
gdyż nikomu to nie przeszkadza, że mityczni przodkowie i mi- 
tyczny herb dodawał tu i ówdzie - dostojeństwa i splendoru. 
Wraz z legendą przetrwał i urósł do naszych czasów mit herbowy 
o . wielkości zasług jego przodków, strojny w złocenia i grę pa- 
wich piór. 
Wzniosłość, szczytność zasług, wyznawanych ideałów stwo- 
rzyła świętość mitu rycerskich czasów, a z nImi świętość mitu 
herbowego. 
T ak chce legenda. A rzeczywistość? 
Rzeczywistość jest niestety inna. Wykazuje ona, że na świe- 
cie trwała zawsze zażarta walka o byt, twarda jak prawa życia na-- 
ziemi i uparta, jak upartym potrafi być człowiek w walce o swe 
istnienie, o swe prawa, częstokroć o prawo istnienia, nie lepszego 
od życia najpodlejszego ze zwierząt. W walce tej, nie było i nie
		

/009.djvu

			9 


ma fantazji, a jeżeli gdzieś ją się znajduje, to jedynie jako po- 
boźnc życzenia tych, którzy chcieli w niej wyrazić to, czego nie 
było, to, do czego dążyli, to, co w końcowym efekcie było zawsze 
nieosiągalne. 
Historia uczy. że nie było nigdy dla poszczególnych narodów, 
państw czy jednostek żadnych sentymentów, ilekroć w swym roz- 
woju chciały dojść do czegoś, ilekroć pragnęły stworzyć lepszy 
byt. Dlatego trudno m:eć złudzenia w odniesieniu także i do 
iiredniowiecznych czasów, gdyż nie były one ani lepsze ani gor- 
sze aniżeli inne epoki rozwoju ludzkości i dlatego nie można ich 
ani potępiać ani unosić się nad nimi, W pierwszym wypadku by. 
loby to dziejową niesprawiedliwością, w drugim, przecenianiem 
istotnego st	
			

/010.djvu

			10 


wniesionym (feudum oblatum). Ta ścisła i wzajemna zależność 
idąca od dołu aż do góry tak, że nikt wolnym nie był, gdyz 
każdy był wasalem swego seniora, a ten z kolei znowu możniej- 
szego od siebie, aż do króla na czele, nazywała się feudalizmem, 
Feudalizm dzielił się z kolei na 7 warstw - zwanych tar- 
czami wojennymi. Idąc od króla w dół - na pierwszym miejscu 
był major domus jako pierwszy wasal królewski, jego namiestnik. 
dowódca jazdy królewskiej, zastępca w rozdawnictwie beneficjów 
królewskich i w sądownictwie. T arczę drugą tworzyli najwyżsi '\. 
dostojnicy kościelni wraz ze swymi lennikami, trzecią książęta 
świeccy, czwartą hrabiowie, piątą średniowolni, mogący mieć wol- 
nych swymi wasalami, choć nie należeli do arystokracji, szóstą 
proste rycerstwo, siódmą - mieszczanie i kupcy. W. tych stosun- 
kach nikt nie był wolnym i właścicielem swych dóbr, gdyż każdej 
chwili mógł je utracić na rzecz swego suwerena. W razie odmó- 
wienia mu winnych posług wojennych, ciężkiego p!zewinienia, wia- 
rołomstwa, czyli felonii, lennik tracił lenno dla siebie i potomstwa, 
które na tak długo wracało do 'suwerena, dopóki nie przy!"zła - 
kolej sukcesji na agnatów, czyli przybocznej linji męskiej. Rów- 
nież odwrotnie, winnym felonii mógł się stać senior względem 
swego wasala zamachem na jego życie, cześć, majątek i wtedy 
inni suwereni karali go utratą feudalnego zwierzchnictwa. 
Feudalizm powstał około 9 w. na terenie Francji i Niemiec, 
Był ściśle związany z duchem i psychiką narodów germańskich. 
Miał on za zadanie bron;ć słabszych przed przemocą i gwałtem 
silniejszych. Ciemnota, złość, chytrość, rozprzężenie obyczajów, po- 
zorne chrześcijaństwo, które polegało w tych czasach więcej na 
dążności władz kościelnych do potęgi politycznej niż duchowej, 
co na ówczesne czasy było zupełnie zrozumiałe, gdyż inaczej 
groziło Kościołowi zniszczenie, przez tlejące wewnątrz poglądy 
i ideały pogańskie - to wszystko nie stwarzało warunków do źy- 
cia łatwych i takich, jak na ogół utarło się je wyobrażać sobie. 


W tych trudnych warunkach, gdy zło odwiecz- 
Ideały rycerskie. ne rządziło światem, a przez przemoc i bez- 
prawie powstało rozprzężenie węzłów społecznych i anarchia po- 


,
		

/011.djvu

			11 


wstała - zrodziły się wśród jednostek szlachetnych - ideały, które 
symbolizowały wzniosłe przykazania rycerskie. Na przemoc i sił« - 
"- 
odpowiadano - siłą, rzeczywistością, twardą i nieubłaganą karzącą 
ogniem i żelazem zło wyrządzone słabszym, odpierano tymi samymi 
czynnikami. Uważano, że jeżeli wolno było chwytać za oręż dla 
własnych korzyści, dla nasycenia swej dumy i namiętności, tym 
bardziej wolno było zbroić się dla obrony prawa bliźniego i uci- 
śnionej niewinności. Pokrzywdzony nie mogąc uzyskać sprawiedli- 
wości na drodze prawnej, musiał uciekać się do opieki szlachet- 
nych rycerzy, którzy swą siłą - dawali mu rękojmę całości mienia 
i życia. Przede wszystkim jednym z największych ideałów ryce- 
rZa - było dotrzymanie danego słowa._ Honor rycerski wart był 

krwi - dla okazania słuszności reprezentowanego stanowiska - 
rycerz powinien był narażać nawet własne życie z tym przeświad- 
czeniem, że lepiej umrzeć, niż na moment choćby zawahać si
 
w swem .świętym przekonaniu. 
, U źródła zła powstało rycerstwo, jako najnaturalniejsze i naj- 
skuteczniejsze lekarstwo na przekroczenie prawa i zbrodnie, Oko- 
liczności i duch czasu stworzył cały szereg symboli, którymi uwy- 
puklano wielkość wyznawanycn ideałów i wiązano je z najwznio- 
ślejszymi słowami nauki Chrystusowej. Pasowanie na rycerza po- 
równywano do przyjęcia ślubów zakonnych, ktokolwiek pragnął 
dostąpić zaszczytu godności 'rycerza, musiał poddać się bez wy- 
jątku wykonywaniu obowiązk6w giermka, co było pewnego rodzaju 
odbyciem nowicjatu, Nawet król był też tylko rycerzem. Kto zaś 
był nim, powinien był wyznawać wszystkie ideały rycerskie, któ- 
rych zasadą była: prawda, niezłomna wierność, szlachetność, mi- 
łość bliźniego, sprawiedliwość. W myśl głoszonego hasła, że wspa- 
niałość jest towarzyszką szlachetności i że mocniejszy winien był 
dat słabszemu opiekę, uważano, że bez tych świętych cnót nie 
było honoru, a honor był najwyższym. dobrem rycerza. Godność 
charakteru wyciskała znamię na zewnętrznym postępowaniu, dla- 
tego uprzejmość. pobłażanie w obcowaniu i łagodność były także 
najwyższymi cnotami. 
Rycerstwo wysławiając sprawiedliwość, ludzkość i honor jako 
cel wzniosły, do którego zmierzać winny były cele człowieka, umac-
		

/012.djvu

			12 


niało poj«(cie dobra i moralności, składało hołd cnotom, okrywało 
hańbą wyst«(pki, które bez względu na form«( uważano za zbrod. 
nię przeciw przyjętym przepisom i zasadom. 
T e piękne hasła i szczytne - ideały doskonale harmonizowały 
z chrześcijaństwem, lecz niestety, wyznawane były w praktyce tylko 
w bardzo nielicznych wyjątkach, na ogół pozostawały tylko idea- 
łami, o których urzeczywistnienie było bardzo trudno. Historia wy- 
kazuje, źe w potocznym życiu odnoszono się z szacunkiem do cnót 
dobra i sprawiedliwości, ale bardzo często używając pięknych słów, 
czyniono coś wręcz przeciwnego. Hipokryzja i pusta frazeologia, 
były pozłótką na zło i występek, dla których instytucja rycerska 
w formie głoszonych przez nią cnót - pozostała jedynie piękną 
legendą. 


Chrześcijaństwo wniosło w życie ludów śred. 
niowiecza wzniosłe zasady i ideały, .lecz pod 
ich osłoną duch germański wybijał swe piętno 
na czynach i jako kardynalną zasadę wprowadzał - siłę przed pra- 
wem. W ówczesnych stosunkach, opierających się na ustroju feudal- 
nym, gdy masy ludu rządzone były przez zakute w stal rycerstwo 
z ksiąźętami i hrabiami na czele - interes osobisty brał górę nad 
wszystkimi dogmatami religijnymi i szczytnymi rycerskimi hasłami, 
Choć w myśl słów Chrystusa wszyscy byli równi - wszyscy ludźmi 
i braćmi - rycerstwo trzymało naród w ryzach ślepego posłu- 
szeństwa i niewolnictwie przygniatającej pracy. Splot wzajemnych 
interesów między władzą królewską i potrzebną do jej utrzyma- 
nia warstwą rycerską, tworzył siłę o wielkiej dynamice. która wszel- 
kie nieposłuszeństwo karała ogniem i żelazem, a na usprawiedli- 
wienie tego - głosiła zasady rzekomej prawości i praworządności, 
Despotyzm władzy królewskiej i udziełnych książąt - w opar- 
ciu o źelazo i siłę - rycerstwa, święcił tryumf nad biednym i uci- 
śnionym narodem, używając często znaku Krzyża Świętego i obłud- 
nie interpretowanej nauki Chrystusa. Każdy dzień - rozpoczynano 
od wysłuchania mszy św., a resztę dnia spędzano na sprawach. ma- 
jących bardzo mało wspólnego z Bogiem. Kult siły, nieograniczona 
w1adza życia i śmierci nad powierzonym rycerstwu - ludem, two- 


Siła przed 
prawem.
		

/013.djvu

			13 


rzyły precedens bezkarności gnębienia podwładnych, zmuszania do 
wszelkiej pracy, powinności i posług, bez oglądania się, czy było 
to zgodne z przykazaniami boskimi - odmawianymi codziennie, 
w czasie mszy św. Rozpowszechnione prawo pierwszej nocy (ius 
primae noctis) nakazujące poddanej do spędzenia jej w łożnicy ry- 
cerza - było jednym z charakterystycznych cech panujących sto- 
sunków i zwyczai. 
Wspaniałe zamki na stromych urwiskach w momencie po- 
wstawania były powtórzeniem Kalwarii dla tysięcy ludzi, którzy 
o głodzie i chłodzie - ostatkiem sił toczyli ogromne głazy, po- 
trzebne na niebosiężne baszty i niezdobyte mury. Całe lata trwały 
znojne wysiłki tysięcy poddanych, pracujących jak mrówki przy 
powstawaniu zamków i pałaców. Bezimienne pokolenia pracowały 
bohatersko w gigantycznym wysiłku, wznosząc pomniki sztuki, któ- 
rymi dzieje ludzkości zapisane są jedynie na chwałę ich panów. 
Ze szkatuły wypełnionej pracą tych bezimiennych tysięcy łatwo 
było dla okupienia win doczesnych rozdawać wiekopomne ofiary 
na klasztory i budowę kościołów. 
Gorejące stosy, na których płonęły żywcem ciała ludzkie, tor- 
tury i straszne lochy, to nie były legendy, ale twarda rzeczywistość 
epoki średniowiecza i reformacji. Nienawiść, popychająca do mor- 
derstw, grabieże, napady, sztylet i trucizna, od jakich się roi hi- 
storia Niemiec, Francji, Anglji czy Włoch - były powszechnym 
i częstym zaprzeczeniem głoszonych górnolotnie ideałów rycerskich. 
Rycerskie rozboje i zasadzki stawały się tak powszechne, że 
nawet królowie, jako naj wyższa władza państwowa. uważali je za 
coś powszedniego. Król francuski Filip VI Walezy kazał napaść na 
Ludwika króla rzymskiego, gdy ten przejeżdżał do Włoch. Brat 
króla nawarskiego, dając kupcom za sowitą opłatą -:::- glejty, za- 
bezpieczające ich przed rozstawionymi przez siebie bandami, z góry 
zaznaczał, że nie obejmuj
 one różnych towarów, które były 
w powszechnym użyciu przez rycerstwo. W Anglji D' Aubrecicourt 
z miłości do synowicy królewskiej Izabelli de Julieres napadał, 
mordował, rabował, przy tym publicznie głosił, że zwyczajem ry- 
cerskim poświęca swe czyny na cześć ukochanej damy. 


.
		

/014.djvu

			14 


Froissart - kronikarz francuski z 14 wieku, oplsu)e współ- 
czesne wypadki z widocznem przyzwyczajeniem się do tego, że 
rozboje rycerstwa uważano za chleb powszedni: "dobrze się działo 
tym łotrzykom rozbijającym zamki i miasta. Upatrzyli sobie zawsze 
jakie tłuste miasto lub jaki zamek o dzień drogi lub dwa, a po- 
tem zbierali się razem i napadali na nie o świcie, a podłożywszy 
ogień w jednym domu lub we dwóch, a mieszczanie myśleli, że to 
przynajmniej jakie całe wojsko, polękli się i uciekli. A łotrzykowie 
nuż -napadać na domy, rozbijać kufry i skrzynie. I opanowywali tak 
kilka zamków, a potem znów je sprzedawali, A był tam jeden ło- 
trzyk, który upatrzył sobie mocny zamek Combourne w Limuzynie 
i zakradł się z 30 towarzyszami, wleźli wszyscy po drabinie do 
zamku, złapali pana wewnątrz, wsadzili do lochu w jego własnym 
zamku i trzymali tam dopóty, aż im się nie wykupił, dając im dwa- 
dzieścia cztery tysiące talarów, a zamek zatrzymał ów łotrzyk dla 
siebie" . 
We Włoszech Arnold de Cervole, przywódca bandy rycerzy, 
napadł na Rzym, zażądał od papieia okupu czte
dziestu tysięcy 
talarów, kazał sobie wystawić wspaniałą ucztę, a w końcu, żeby 
być w zgodzie ze swym chrześcijańskim sumieniem - zmusił 
papieża - do udzielenia sobie i towarzyszom - rozgrzeszenia. 
W Niemczech Raubritterzy - rycerze rabusie - byli plagą, weszli 
nie tylko do historii, ale stali się przez swe okrucieństwa symbo- 
lem - największej grozy. Zawiązywano bractwa żołnierskie, spółki 
zysku i 
traty, stowarzyszenia na śmierć i życie, gotowe do każ- 
dego rabunku, mordu i pożogi jedynie dla bogatego łupu. Nale- 
żeli do nich rycerze, zbrojni giermkowie, wszelakiego typu awan- 
turnicy,' których najwyższą cnotą był rozbój i odwaga w momen- 
cie napaści. Podobnie we Francji organizowały się wyprawy najezdni- 
cze na Anglię - gdzie zbierano bogate łupy. Gottlrid de Chaumont, 
wicehrabia z Blois. rozdarował swe posiadłości' we Francji, aby 
udać si
 na czele takit'j wyprawy do Anglii, gdzie czekały go 
olbrzymie bogactwa. 
Takich i tym podobnych przykładów - historia tych kra- 
jów - zna tysiącami. 


.
		

/015.djvu

			15 


Idea Chrystusowa przyswlecająca czasom rycerstwa - wypa- 
czana była przez nie w ideę szatana - pozostawiając 190 sobie ru- 
iny spalonych miast, wsi i zamków, tysiące pomordowanych mężczyzn, 
kobiet i dzieci - dla zaspokojenia bestji ludzkiej w błyszczących 
zbrojach i hełmach, dla napełnienia bogatymi łupami ich zbrodni- 
czych zamków. Na zachodzie i w środkowej Europie już nie o cno- 
tach rycerskich mogła być mowa, ale o jakimś szale zbrodniczym, 
który owładnął rycerstwo, którego największą chlubą stały się roz- 
boje, mordy i zniszczenie. 
Niewiara w jakiekolwiek zasady doszła do tego stopnia, że 
iuż w 16 wieku, dalekim od mroków średniowiecza, wietrzono na 
każdym kroku podstęp i zasadzkę, W czasie uroczystego spotka- 
nia Henryka VllI angielskiego z Franciszkiem I królem Francji, 
gdy tenże chciał przełamać lody pierwszego spotkania i udał się 
sam do obozu angielskiego jedynie w' towarzystwie dwu szlachci- 
ców i jednego pazia, zjawieniem się, swojem bez eskorty zasko- 
czył wszystkich, gdyż bezwzględną wiarę w rycerskość i prosto- 
duszność uważano za wysoce nieostrożną lekkomyślność, Straże 
angielskie tak dalece nie mogły dać wiary w ten niecodzienny wy- 
padek, że w pierwszej chwili nie chciały króla francuskiego- w ogóle 
wpuścić i dopatrywały się w jego samotnym pojawieniu, jakiegoś 
bliżej nie określonego podstępu. . 


Nie można SIł. temu dziwić, skoro doświad. 
Sztylet i tru- 
cizna. czenie uczyło niejednokrotnie, że żelazne 
glejty królewskie gwarantujące bezpieczeń- 
stwo, bywały pułapką na naiwnych, że władza monarchów "opierała 
się bardzo cZęsto na chytrze użytym podstępie, którym unieszkodli- 
wiano - niebezpieczneg.o przeciwnika. 
Wśród możnych - wśród koron - mitr książęcych i hra- 
biowskich pałek - sztylet i trucizna - jak teatralny rekwizyt, 
dawały bardzo często krwawe widowisko, które stało w rażącej 
sprzeczności z szlachetnością serc i charakterów, w sprzeczności 
z pojęciem władzy pochodzącej wprost od Boga, do której docho- 
dzono przy pomocy szatańskich zbrodni.
		

/016.djvu

			16 


W pierwszej połowie 14 wieku, na krótkiej przestrzeni nie- 
spełna lat pięćdziesięciu, gdy w Polsce rządził Łokietek i Kazimierz 
Wielki - w zachodnich państwach krew lała się strumieniami 
wśród mordujących się nawzajem królów - dostojników - w walce 
o pot«gę władzy, zaspakajającą swą bezwzględną siłą - naj- 
chciwsze ludzkie pragnienia. 
Wroku 1308 rzymski król Albrecht zamordowany został skry- 
tobójczą ręką własnego synowca Jana Szwabskiego i ugodzony 
śmiertelnie, rzucony jak pies przy drodze, umierał na r
kach litościwej 
żebraczki. 
W 1310 r. chciwy dostatków zakonu Templariuszów - król 
francuski Filip IV wytoczył im fikcyjny proces, w czasie którego 
torturował ich straszliwie, by tą drogą wymusić na nieszcz«śliwych 
J:eznania o rzekomych przewinieniach. T en fałszywy i obłudny szer- 
mierz najwyższej sprawiedliwości - mocą królewskiego rozkazu po- 
syłał na stos bohaterskich w swym uporczywem milczeniu T emp!ar- 
juszy, którzy ginęli po to, aby chciwy król mógł zagarnąć ich skarby 
i majątki. 
W 1313 roku król rzymski Henryk VII, umarł otruty przy 
pomocy zaprawionej trucizną - hostii. Już sam ten fakt świad- 
czył o wyzuciu z wszelkich zasad etyki i religii - zprodniarzy, 
J:najdujących się w najbliŻszym otoczeniu króla. 
. W 1315 r. Małgorzata - małźonka późniejszego króla fran-- 
cuskiego Ludwika X, - została uduszona na rozkaz męża - po- 
sądzona o wiarołomstwo, które było tylko pretekstem do us
i«- 
cia jej, równocześnie Blanka, żona późniejszego króla Karola IV, 
zginęła marnie w więzieniu. Jolanta, żona trzeciego brata tamtych 
morderczych królów - późniejszego króla francuskiego Filipa V, 
uratowała się względami sprytnych prawników, którzy zawarowali 
w kontrakcie ślubnym warunek, iż w wypadku jej śmierci - otrzy- 
mane w posagu księstwo - miało wrócić z powrotem w ręce jej 
najbliższe go rodzeństwa. Tenże sam król niewygodnych sobie lu. 
dzi pomawiał o to, że byli kochankami jego synowej i w ten sposób 
zginęło trzech dygnitarzy okropną śmiercią - darcia w pasy i uto- 
pienia w worku, z przywiązanym do niego głazem,
		

/017.djvu

			17 


W tym samym czasie w Anglii, ginęli rządcy królewscy 
Gawestan w r. 1312, Tomasz Lancaster w r. 1320, Mortimer 
w r. 1330 - śmiercią swoją robiąc miejsce innym, którzy czekali 
na sposobność szybkiego wzbogacenia się i wpływów. 
Podobnie było we Francji, gdzie każdy nowy król mordował 
ministra zmarłego ojca lub brata. Tak zginął Enguerranda de Ma- 
rigui po śmierci Filipa IV w 1313 roku, Gerarda Guecte po śmierci 
Filipa V w 1322 r., Piotr Remy po śmierci Karola IV w r. 1328. 
Powodem tych morderstw była chorobliwa ambicja panujących, nie 
mogących znieść obok siebie ministrów wprawionych w sztukę rzą- 
dzenia i obeznanych z tajnikami władzy królewskiej, której nowo- 
wstępujący król uczył się dopiero na skórze własnych poddanych. 
W r. 1317 król Szwedów - Birger zamorzył głodem w pod- 
ziemiach strasznego zamku swych braci - Eryka i Waldemara, 
których obawiał się, w utajonej trwodze posądzając o współzawod- 
nictwo do tronu. 
W r, 1327 król angielski Edward 11 zginął na rozkaz swej 
małżonki - Izabelli, z domu księżniczki francuskiej, zamordowany 
po bestjalsku - rozżarzonym żelazem. 
W r. 1330 wielki mistrz zakonu krzyża.ckiego zamordowany 
został przez podwładnego zakonnika-rycerza, który mając na sobie 
godło Chrystusowe - zamienił się w zbrodniarza, nie pamiętają- 
cego o przykazaniu bożem, choć był powołany do krzewienia wiary 
chrześcijańskiej. 
. W tym samym czasie na Węgrzech - zbuntowany rycerz 
Zaach - dokonał zamachu na życie króla Karola, przy czym odciął 
cztery palce - królowej Elżbiecie, siostrze Kazimierza Wielkiego. 
W r. 1345 król Neapolitański Andrzej został zabity przez 
namówionych dworzan na rozkaz swej żony Joanny w chwili, gdy 
ta zdradziecko zwabiła go do swego łoża. Zbrodnię tę okupiła 
wkrótce sama własną śmiercią, gdyż została uduszona. 
W r. 13$4 książę medjolański Galeazzo Visconti - wrzucał 
księży żywcęm do rozpalonego pieca. 

 r. 1355 Alfons VI, król portugalski - był mordercą ł _ .ej. 
synowej - Ines de Castro. .... O 
\ . 
, . 
Szlachta i moillowladzłwo w dawnej Polsce 
 
\
 
\ -":.,'....
		

/018.djvu

			" 


18 


. 


Równocześnie prawie Piotr, król aragoński, kazał powiesić za 
nogi legata papieskiego, który przywiózł mu ekskomunikę, za jego 
zbrodnie. 
W r. 1360 Piotr Okrutny, król kastylijski, kazał spalić mm- 
cha, gdy ten przepowiedział mu śmierć z ręki brata. 
T en krótki wycinek historii zestawiony przez Szajnoch« nie 
odbiegał w niczym od innych epok, obojętne, czy to były czasy 
cif'mnego średniowiecza, czy kwitnącego kulturą - renesansu. 
Zawsze i wszędzie lała się krew ludzka, człowiek 
łowiekowi 
był wilkiem, tam gdzie chodziło o mamidło wszechpotężnej 
władzy, gdzie instynkty ludzkie, zawiści, zemsty, czy chciwości 
brały górę nad szczytnością głoszonych haseł i zaprzysiężonych 
ideałów. 
Zło istniało zawsze na świecie i prowadziło ustawiczną walkę 
z ideą dobrą. Najsmutniejsze było t}lko to, że patologiczne cha- 
raktery odgrywały decydującą rolę w dziejach ludzkości, tworząc 
nowe ustroje i pojęcia, którymi zwichnięte z właściwej drogi rzą- 
dzone przez nie pokolenia - długo musiały nawracać, zanim po- 
trafiły z powrotem uchwycić ideał dobra i piękna, 
Jeżeli królowie, książęta, najwyżsi dygnitarze zapominali o ry- 
cerskich ideałach, cóż dopiero mówić o samym rycerstwie, które 
mając przykład z góry, nie pozostawało także w t.yle. Toteż hi- 
storia Włoch czy Francji roi się od straszliwych tragedii, w' których 
morderstwo, obojętnie jaką drogą popełnione, zapełniało dzieje każ- 
dej niemal rycerskiej rodziny lub rodu, 
Skrytobójczy sztylet i zdradziecka trucizna - były stałymi 
rekwizytami szarego dnia powszedniego, któremu do cnót i ide- 
ałów było bard
o daleko. 


Jeżeli silny z mocnym tak się obchodził, <'óż 
dopiero mówić o bezbronnym i słabym podda- 
nym, z którym możl"a było robić co się 
chciało. Dla prostego ludu - straszne to były czasy: w jednym łvlko 
stuleciu. na przestrzeni lat siedemdziesięciu trz
ch 987 - 1059 roku, 
było aż czterdzieści osiem lat głodu i towarzys"ącej klC(Sce nieuro- 


Pognębienie 
słabych
		

/019.djvu

			. 


19 


dzaiu - zarazy. Ustawiczne wojny, brak opieki i spokoju, dopro- 
waduły do katastrofy głodu, gdyi nie było kiedy i czem ziemi 
uprawić. Wojny wasalów z królami, rycerstwa jednej prowincji 
z drugą, jednego zamku z drugim, doprowadzały do tych nies2cz«ść 
i klęsk. 
T ak działo się przez całe prawie średniowiecze. W historii nowo- 
żytnej, sławę swą długotrwałością zyskała sobie wojna trzydziesto- 
letnia, tymczasem w owych czasach - wojna trwab ciągle, bez u- 
stanku, bez chwili wytchnienia. Wiek X, XI, Xll, XIII, XIV były 
(:iągle tego przykładem. W r. 1318 kronika czeska Aulae regiae - 
pisana ręką jednego z opatów, współcześnie opisuje: "Wyginęły 
niepoliczone tysiące ludu. W ciągu poprzt'dnich rozruchów między 
szlachtą i króle
 wszczął się tak wielki głód, iż jak to wiem 
z naocznego przekonania, w samym kościele Siedleckim (w Czechach) 
pogrzebiono w jednym roku 30.000 trupów, Podobny tel: mór pano- 
wał we wszystkich miastach i wsiach, grodach, wszędzie w całym 
świecie. W każdym miejscu kopano wielkie doły, które ciałami 
ludzkitlli zarzucano. I aż do tego stopnia wzmógł się głód z powodu 
nieurodzaju i owych okrutnych wojen, iż; wreszcie gdy żywności 
zabrakło. a mór coraz bardziej się szerzył, niektórzy wieśniacy z żo- 
nami opuściwszy zagrody, poociekali do lasów, zabijali ludzi. których 
gdzie zdybać mogli i jedli ich. Jakoż, i dotąd wałęsa się między 
Muchą i Greczem 24 sroższych takich od zwierząt ludzi, szuka- 
jących wilczym trybem kogo by schwytali i pożarli." 
Chłopi stanowiący rdzeń każdego z narodów. przewa7ającą 
większo
ć w każdym państwie, tkwili w jarzmie najpodlejszego ze 
stanów, trzymani gniotącą ręką rycerstwa, w ślepym posłuszeństwe. 
Ustrój feudalny, który w swem założeniu miał przynieść pomoc 
i oparcie dla słabszych, stawał się wręcz odwrotnie ustrojem sta- 
nowym, wf którym przez długie wieki chłopstwo żyło w warunkach 
niewolniczych, traktowane będąc na równi z domowymi zwierz«- 
tarni. JUl nie tylko średniowiecze, ale prawie ai do naszych czasów 
trwał ten stril.9zliwy w sk !tkach dla mas ludzkich stan krzywdy 
i bezprawia, w którym wolne były tylko nieliczne jednosl ki, choć 
frazeologja o wolności' i pomocy słabszym _wypełniała wszy.tkie 
rycerskie cnoty. czy nowoźytne ideołorie. I 


2-
		

/020.djvu

			20 


Pisarz niemiecki Moscherosch, żyjący w 16 wieku, będący 
świadkiem czasów największego pognębienia wieśniaków w Rzeszy, 
w jednym ze swych dzieł (p. t. Philander von Sittenwald) osadził 
na dnie piekła ciemiężyciela ludu i takie mu w usta włoźył słowa: 
,,0, biada mi, wyssałem krew i pot z moich biednych poddanych 
trwoniąc je na biesiady i hulanki, na łowy, na błazeństwa. O biada 
mi, po wieki biada, wYsączyłem nieznośnymi ciężarami ostatnią kro- 
pelkę krwi z moich chłopów i grosz ten krwawy użyłem na turnieje, 
na zbytki, kosterstwa i 'rozkosze. Biada mi, męczyłem chłopów moich, 
okrutną pańszczyzną, wypędzałem nędznych, głodnych, nagich, chro- 
mych, chorych w upał letni i w
ród mrozów zimowych na pola, 
góry i lasy, kiedy ustawali w znoju, chłostałem starców rózgami, 
siekłem ich ciało biczami, deptałem ich nogami jak żaby. zakłó- 
wałem oszczepem jak niedźwiedzie, gwałciłem ich córki, bezcześciłem 
ich żony". 
We Francji La Bruyere opisywał w r. 1689, iż .,widuje się 
pewne zdziczałe bydlęta - samców i samice, rozproszone tJo polu 
czarne, zsiniałe i całkiem spalone od słońca, przybite do ziemi, 
które grzebią i kopią z uporną zaciętością. Nocą chronią się' do 
lepianek, w których żyją czarnym chlebem,'wod ą i jagodami, a kiedy 
podnioŚ-ą się na nogi okazują się oblicza ludzkie i w istocie to 
ludzie". ... 
Nic dziwnego, że wobec takiego stanu rzeczy, w Niemczech 
raz po raz wybuchały bunty na przestrzeni lat: 1503-1526 oraz 
1594-7 i 1606, Walka prowadzona z jednej i drugiej strony bez 
pardonu, zamieniała całe połacie kraju w ruinę, wzajemnie mordo- 
wana szlachta i chłopi tysiącami trupów ścielili szlaki "zwycięzców" 
przy fajerwerkach poźarów zamków, wsi i miast. Nienawiść urosła' 
do klasowego fanatyzmu, w bratniej walce dopuszczała się okru- 
cieństw z tragicznem pytaniem, czy było to mozliwe, wś-ód ludzi 
wyznających tę samą wiarę Chrystusową, wśród .ludzi odmawiających 
codziennie przykazania i modlitwy czy psalmy. 
W walkach tych zwycięstwo odnosiła szlachta - rycerstwo, 
silniejsze i lepiej uzbrojone, dobrze zorganizowane i do mordu 
przywykłe. W konsekwencji tej walki połowa ludności w Rzeszy 
została wymordowana, co groziło w'końcu zupełnem jej wytępieniem.
		

/021.djvu

			21 


W Saksonii, na przestrzeni dwu lat, zginęło 900 tysięcy ludzi. W Wir- 
tembergii 
 350 tysięcy, w Palatynacie doliczono się zaledwie 
200 chłopów. Na Śląsku było więcej zwierząt po lasach, niż ludzi, 
Da polach. . 
Ta strasma i twarda rzeczywistość przytłoczyła na wiele po- 
koleń dzieje ludzkie, wykoszlawiła rozwój społeczeństw i pchnęła je 
w mroki zacofania, w którym większość ludzi żyjąc i wegetując, 
pracowało na zyski i korzyści - silniejszych jednostek, które mimo 
pięknych haseł myślały przede wszystkim o dobru jedynie swojej 
warstwy, 


Dworactwo. ' Gdy należało się do warstwy rycerskiej 
i później powstałej z niej szlacheckiej, dążność 
do wywyższenia si
, do sławy. nakazywała piąć się coraz wyżej, po 
szczeblach zasług' dla króla czy panującego księcia. Nie zawsze była 
jednak sposobność do bohaterskich czynów czy walk. W braku tych 
ostatnich przez pochlebstwo, przez dworactwo, szukanie łaski w oczach 
panujących, przez schlebianie ich niskim instynktom, przez udział 
w orgiach czy pijatykach, jakich przykładem mógł być choćby dwór 
Walezjuszów we Francji, dosługiwano się zaszczytnych stopni, do- 
stojeństw czy bogatych beneficjów. Tą drogą musiał iść każdy, co 
chciał otrzymać bogate dostojeństwo, tytuł baronowski:czy hrabiowski, 
gdy minęły czasy wypraw krzyżowych, lub panował czas chwilo- 
wego pokoju, Na tym tle wytworzył się wyszukany ceremoniał, 
w którym asystowanie przy ubieraniu czy rozbieraniu się panują- 
cego hyło wielkim zaszczytem. 
"Erazm z Rotterdamu, mędrzec i filozof - wyśmiewał się, 
ie trzeba sobie tylko sprawić pierścień z herbowym kamieniem, 
nosić nisko obcięte paznokcie, głośno mówić, wyzywająco spoglądać. 
nie być skrupulatem w obyczajach, -a przede wszystkim pozyskać 
łaski jakiejś wpływowej pani, a kariera skończona: otrzyma się 
posaźne beneficjum, zostanie dowódcą oddziału warmii albo dwor- 
skim dygnitarzem". 
Władza i panowanie, polegające na beztroskim, próżniaczym 
życiu, urozmaiconym polowaniem, wójną i zabawą, od udzielnego 
księcia do prostego szlachcica - były zbyt przyjemne, aby moźna
		

/022.djvu

			22 


się ich było wyrzec dla wyznawanych oficjalnie cnót chrześcijańskich 
i rycerskich. Pojmowano jednakowoż dobrze, że ludowi także si" 
coś należało, dlatego urządzano teatralne widowiska publicznych 
uroczystości, z blaskiem koron, herbów, klejn-otów, wspaniałych 
strojów, wśród bicia w bębny i przy odgłosie fanfar, aby pospólstwo 
olśnić swą potęgą i przytłoczyć go nieosiągalną dla niego wielkością, 
Duch czasu wprowadzał zawiły i wyszukany ceremoniał, który choć 
w dzisiejszym pojęciu był bezsensowny. to jednak przez to, że był 
niezrozumiały, zup
łnie ludnoś@ ogłupiał. 
Znajprostszych rzeczy tworzono zwyczaje uświęcone i zaszczytne. 
dostępne tylko dla wybrańców, przez co powstawał mit - piękna 
legenda, do której przede wszy\tkim należało pojęcie o boskim 
pochod
eniu władży i błękitności krwi utytuł
wanych rodzin. Mit 
ten specjalnie lansowały kochanki królewskie, które rekrutowały się 
z najpierwszych dam, uważających za największy zaszczyt, jeśli znalazły 
łaskę w oczach panującego. Tą drogą wiele potężnych rodzin zrobiło 
wielką karierę, gdyż król poczuwał się nie tylko do nadania od- 
powiednio wysokiego tytułu swemu potomkowi, jak i O odpowiednie 
wynagrodzenie zaszczyconej damy i jej męża. Tą drogą czasem 
ludzie zupełnie nieznani dochodzili przez swe żony lub przyja- 
ciółki do wielkiego znaczenia lub co najpierwszych godności. Prócz 
zaszczytów dziedziczono w spadku nierzadko pozostałości francuskiej 
choroby, gdy zaś w pewnym okresie zbyt wielu było degeneratów. 
karłów czy obłąkańców, ich wybryki tłumaczono - ekstrawagancją 
krwi błękitnej. 
Teatralnymi gestami i widowiskami podtrzymywano w masach 
wiarę w boskie pochodzenie władzy królewskiej, w błękitność krwi, 
w wielkość potężnych rodów, w odrębność warstw górnych od 
reszty upośledzonych śmiertelników. Przemyślny ceremoniał i wy_ 
studiowany gest utrzymywały masy w tym przekonaniu. Tymcza- 
sem tłum żył w nędzy, ciemnocie, nie zdając sobie sprawy, że wszyskie 
wspaniałości, które roztaczono przed jego oczami, odbywały się 
jego, kosztem. Wszystkie absorbujące zajęcia jakiegokolwiek z dwo- 
rów europejskich w postaci łowów, biesiad, tańców i pijatyk, nie 
pozwalały na zajęcie sił. losem szarego człowieka.
		

/023.djvu

			23 


Władza królewska opierając si«( na warstwie 
rycerskiej. dobierając sobie dworzan i urzęd- 
ników, utworzyła z czasem z jednych i drugich 
warstwę szlachecką. Obrona wspólnego interesu, wzajemnie udzieł.ana 
sobie gwarancja, z jednej strony poparcia tronu, z d.rugiej - rozda- 
wnictwa dóbr, dygnitarstw i bogatych beneficjów, były osią, koło 
której obracała się cała początkowa organizacja stanu szlacheckiego. 
Wśród pierwotnych, dzikich instynktów, przy braku oświaty 
i kultury, gdy panujący czy książęta nieledwie podpisać się umieli, 
nieokiełzany 
goizm i prywata brały górę nad cichym nawoływa- 
niem Kościoła do wypełnienia cnót chrześcijańskich. W zamian za 
hojne darowizny miast, wsi, zamków czy urzędów poszczególne 
rody szlacheckie poczuwały się do obowiązku poparcia zbrojną 
ręką - monarchy, z którego rąk wszystkie powyźsze bogactwa 
otrzymywały. 
Główną cechą warstwy szlacheckiej była dziedziczność pr:te- 
chodzenia z ojca na synów przywilejów, łaski dworu, zamków i innych 
ziemskich bogactw, czym zapewniano trwałość potęgi wielkich rodów, 
jednolitość polityki trzymającej w twardych rękach inne warstwy 
społeczeństwa. Szlachta dziedziczna powstała we Francji i w Niem- 
czech po upadku Karolingów, w Anglii po op
owaniu tego kraju 
przez Normandów, w X i Xl wieku, to jest równocześnie z zasadą 
lenna dziedzicznego. Z tych krajów powstanie szlachty rozeszło się 
po innych państwach, dając początek zasadzie dziedziczenia naj- 
wyższych godności i otrzymanych posiadłości. Stopniowo i powoli 
z warstwy szlacheckiej utworzyła się arystokracja, złożona z elity: 
książąt, hrabiów i baronów. Z drugiej .strony, w dół utworzyła się 
warstwa mieszczańska i chłopska, wśród której rozróżniano jeszcze 
wolnych i niewolnych. Z czasem warstwa szlachecka zagarnęła wszy- 
stkie przywileje łącznie z arystokracją i razem zaczęły spychać w dół 
warstwy niźsze. Zależnie od warunków i danego kraju, w jednym 
wypadku udało się to lepiei
 w drugim gorzej. 
Podział na warstwy społeczne uzasadniano podziałem obo- 
wiązków, przy czym za główny dla warstwy szlacheckiej uważano 
o
owiązek służby wojskowej, co było dalszą kontynuacją rycerstwa 
i ściśle z nim się wiązało. Dla warstwy mieszczańskiej i chłopskiej, 


Powstanie 
szlachty.
		

/024.djvu

			24 


zgodnie z duchem czasu, pozostawiano zajęcia uważane za podlejsze, 
z tym zastrzeżeniem, że w Anglii czy Włoszech, gdy wcześnie 
przekonano się o potędze jaką stwarzał handel i operacje giełdowe, 
wnet zaczęły się imać tego zajęcia także poszczególne jednostki 
z warstwy szlacheckiej, później prawie większość, przez_ co stworzono 
w wielowiekowym rozwoju podstawy do mocarstwowości owych 
państw. Dotyczyło to głównie Anglii, która w przeciwieństwie do 
głęboko zakorzenionych przesądów wśród szlachty polskiej, mając 
warunki rozwoju prawie jednakowe, wykazała w dziejowym sto- 
sunku wyższość mentalności szlachty angielskiej. We Francji rze- 
miosło, przemysł i handel, podobnie do stosunków w Polsce, uwa- 
żano za czynności hańbiące i imanie się ich pociągało za sobą utratę 
szlachectwa, Za to we Francji nie zważano na pochodzenie matki, 
wymagano szlachectwa tylko ze strony ojca, podczas gdy w Niem- 
czech matka musiała być z tego samego stanu, w przeciwnym 
razie małżeństwo było morganatyczne. Wszystkie powyższe zasady 
były bardzo surowo i ściśle przestrzegane. 
Władzy królewskiej przysługiwało prawo 'podnoszenia zasłu- 
żonych jednostek do godności stanu szlacheckiego przez nadawa- 
nie dyplomów szlacheckich. Jedne z pierwszych dyplomów zaczął 
wydawać we Francji Filip III w r. 1280, w czym najpierw w Niem- 
czech, póżniej w innych krajach zaczęto go naśladować. Z czasem 
arystokracja zawarowała sobie wyłącznie dla swych reprezentantów 
najwyższe godności i urzędy, obojętne świeckie czy duchowne. Ry- 
cerstwo, czyli niższa szlachta, miało dostęp do godności oficerskich 
czego innym warstwom w wypadku pełnienia służby wojskowej 
odmawiano. 
Najżywotniejszą, w selekcji społeczeństwa najbardziej racjo- 
nalną okazała się zasada stosowana przez Anglię, opierająca się na 
trzech warunkach: 1) Stan szlachecki nie posiada żadnych przywi- 
lejów, pociągaj,ących za sobą niekorzyść innych, nie jest wolny od 
podatków, me ma pierwszeństwa do urzędów i nie przysługuje mu 
żadne prawo sądownicze. 2) Przyjmuje w swe grono wszystkich, którzy 
przez zasługi zdołają wznieść się w wyźsze sfery społeczeństwa. 
3) Przywileje i zfiszczyty wysokiej arystokracji polegają na wielkich 
posiadłościach, urządzonych jako ordynacje czyli majoraty, będące
		

/025.djvu

			25 


udziałem tylko jednego członka rodziny, przez co inni synowie czy 
członkowie rodziny wiążą sil( z niższą warstwą szlachecką czy 
mieszczańską, T rzeba zaznaczyć
 że do tych mądrych zasad nie doszła 
Anglia od razu, ale przez doświadczenie wieków, w ciągu długich 
pokoleń. W każdym razie powyższe zasady zapewniły jej wielką 
żywotność, dopływ stały świeżych sił do elity rządzącej państwem, 
czy najważniejszych czynników świata gospodarczego, przez co wypro- 
wadziły Anglię ze skotnienia innych państw, które przyczyniły się- 
do ich osłabienia a nawet zguby, 


Symbolem przynależności zarówno do ary- 
stokracji jak i do rycerstwa czyli niższej 
szlachty był znak herbowy. Herb, prześliczna 
dekoracja bram zamkowych, pałacowych portali czy nagrobków 
kościelnych w postaci znaku dziedzicznego na tarczy, z hełmem, 
labrami, koroną i pawimi piórami, był godłem, pod którym wspólnie 
walczyli wszyscy członkowie przynależnego do niego rodu lub ro- 
dziny. Różnica między rycerstwem a arystokracją była tylko ta, że 
rycerska korona na hełmie miała pięć pałek, baronowska siedem, 
hrabiowska dziewięć, książęta mieli mitrę książęcą, 
Herby powstały w okresie naj piękniejszego rozwoju rycer- 
litwa, gdy pobożne szeregi spieszyły do ziemi świętej w obronie 
grobu Chrystusa przed Turkami. W czasie wypraw krzyżowych, 
gdy rycerstwo z różnych krajów, kwiat młodzieży najbardziej wa- 
lecznej i ideowej, w myśl najszczytniejszych haseł chrześcijaństwa 
lIpieszył na daleką wypraw
, wtedy okazała się potrzeba użycia 
znaków rozpoznawczych, podobnie, jak już przedtem używano sym- 
boli na pieczęciach do uprawomocnienia dokumentów. Znaki woj- 
skowe, umieszczane na płaszczach, na czaprakach koni, na suk- 
niach, przywiezione z powrotem do Europy, stały się godłem, które 

 biegiem czasu nierozdzielnie wiązało się z warstwą rycerską. 
Herby ozdobione były pięknymi' dewizami rycerskimi, które 
niejednokrotnie w dalszych pokoleniach, wśród różnolitości charak- 
terów nabierały dla poddanych, cech znaku znamionującego bez- 
względną siłę, przemoc i bezprawie noszących je panów, Herb przez 
wypaczenie pierwotnej idei stał się symbolem ludzkiej obłudy i fałszu, 


Powstanie 
herbów.
		

/026.djvu

			26 


pokrytym bQgactwem barw i pozłótką pustej frazeologji, gdy żądza 
posiadania brała górę nad najpiękniejszymi dewizami. Herb był 
zródłem przywilejów dla szlachty, dla warstw niższych stanowił ni..u- 
gięty nakaz i prawo wyższego porządku rzeczy, od którego nie było 
apelacji, nawet w ówczesnej instytucji Kości'Cła, gdyż na jego 
czele stali dostojnicy, rekrutujący się z arystokracji i szlachty. 
Powierzchowną pobożność tych czasów cechowały oryginalne zwroty 
dokumentów i przywilejów, w których słowo Bóg, powtarzane po 
kilkakroć, wiązało się z dumnym. "My z łaski bożej król", wzgl
dnie 
.,książę", tu następowały tytuły dzierżonych krajów. Wielkim sło- 
wem Bóg, pokrywano świętokradczo owe przywileje, zWfllające wszy- 
stkie ciężary i obowiązki na drugich, zwalniające od nich wyłącznie 
garstkę uprzywilejowanej arystokracji i szlachty. Imieniem Pańskim 
pokrywano gwałt, zb;odnie i społeczną niesprawiedliwość, przy czym 
klęski spadające w takim porządku rzeczy na biedny lud tłuma- 
czono karą za grzechy i bliskim końcem świata. 
Prawem było wówcz.as wszystko to, do czego zmuszał wła- 
ściciel zamku czy dworu. Według ówczesnych pojęć cały dobytek, 
ziemia, a nawet sam człowiek były własnością - pana. W mo- 
mencie napadu nieprzyjaciela pan zamku bronił walecznie swej 
ziemi przy pomocy ściągniętych na mury poddanych, którzy nie- 
jednokrotnie bezsilnie musieli patrzeć, jak w dole płonC(ły ich chaty 
i mienie, wytwór ich długoletniej pracy. W takim wypadku po- 
cieszano ich, że to ginie własność ich pana. Szary człowiek nie wił::- 
dział, co to jest prawo, ale w myśl jego litery za byle drobiazg 
lub przejaw nieposłuszeństwa szło się do turmy, gdzie cierpiano 
w gnijącym lochu lub na budzących zgrozę torturach. Takie to były 
jednak czasy. Barbarzyństwu i ukrytemu pogaństwu patronował herb, 
wyryty na odrzwiach zamkowych, powiewający dumnie i pysznie 
z baszt, wyryty na zbrojach rycerskich, tworząc paradoks - cnót 
rycerskich, pokory, miłości bliźniego i ubóstwa z zaprzeczającą im 
rzeczywistością. 
Herb, symbol obłudy i fałszu, siły i bezpl"i..wia, l.Ipiększony 
górnolotną frazeologją, pokrywał bogactwem swych barw zimny 
egoizm, naj niższe instynkty ludzkie nielicznej garstki wybrańców 
kosztem wielkości społeczeństwa, które z tytułu braku tegoż znaku
		

/027.djvu

			27 


i związanego z nim znaczenia pozbawione było praw naturaln
gj) 
rozwoju. T a twarda rzeczywistość, daleka od cudownych pieśn
 tru- 
badurów, od pięknych legend, przez rozpasanie i !chciwość ludzkłł 
cofnęła ustrojem herbowym dzieje ludzkie - wstecz, o parę setek lat 
wykoszlawiła ich rozwój i wtłoczyła w mroki zacofania, bliższego 
czasom ciemnego pogaństwa, niż pełne
o najwyższych ideałów. 
przede wszystkim miłości bliźniego - chrześcijaństwa. 


. 
Obrońcy tych czasów i ustroju ówczesnego, 
epigoni herbów i przywilejów wybranej war- 
stwy, tłumaczą niesprawiedliwość społeczną, 
wynikłą z takiego stanu rzeczy, duchem czasu. nieświadomością, żeby 
mogło być lepiej czy też inaczej. Na dowód, że tak nie było, że 
już wtedy zdawano sobie sprawę z krzywdy i bezprawia, była walka 
stanów, jaka od czasu do czasu, tu i ówdzie wybuchała, zwalczana 
bezwzględnie i tłumiona w samym zarodku, Na dowód, że już 
wtedy szlachetne dusze potrafiły wznieść się ponad poziom współczes- 
ności, dążąc do lepszego ustroju i podziału dóbr na ziemi, były 
hasła i próby stworzenia lepszego porządku rzeczy, który starali 
się wprowadzić synowie uciemiężonych, idealiści, składający swe ży. 
cie w ofierze na ołtarzu walki o lepsze i sprawiedliwe jutro. 
Jedną z takich prób była rzeczpospolita szczęścia - ogłoszona 
w Rzymie, w czasie schizmy awiniońskiej przez ubogiego mło- 
dzieńca z ludu, nazwiskiem Rienzi. Początkowo wydawało mu si
 
że zło leżało w opuszczeniu Rzymu przez papieżx i udaniu się do 
Awinionu, gdzie ogłosili się lennikami królów francuskich, prowa- 
dząc tam życie nie mające tak dalece nic wspólnego z wiarą chrystu. 
'sową, że Awinion uchodził wówczas za najweselszą stolicę świata. 
Rienzi udał się wi((c do papieża Klemensa VI i prosił go O powrót 
do stolicy apostolskiej. Nic nie' wskórał, gdyż na stolicy piotrowej 
zasiadali wówczas ludzie żli i niegodni. Wobec tego Rienzi powró. 
cił do Rzymu i pragnąc dać wszystkim szczęście, bez względu na 
istniejące prawa i f>odział na stany, ogłosił mu swą ideologję s 
wolność, sprawiedliwość, pokój. T e trzy kardynalne zasady miały 
stworz)(ć państwo nazwane przez niego "Rzeczpospolitą szczęścia". 
Rienzi chciał zapobiec dalszemu rozlewowi krwi, szczękowi orc;ża, 


Wałka 
stanów. 


.
		

/028.djvu

			28 


grabieżczym napadom, niesprawiedliwości uprzywilejowaniu tylko 
garstki wybranych. 
Ten nowy reformator, ogłosiwszy swój program dnia 19 maja 
1347 roku, był takim ewenementem w owych czasach, że niektórzy 
z władców owiani szlachetnością jego pobudek. przysyłali do niego 
poselstwa z błogosławieństwem i wyrazami uznania. Rienzi stanął 
na czele rady sprawiedliwości i pokoju i wzywał wszystkie ludy, 
miasta i królestwa do przystępowania do nowego związku. Nie- 
szczęsny nie zdawał sobie sprawy, że stawał w poprzek i
tnieją- 
cemu porządkowi, że szedł wbrew wygodnym interesom władzy 
feudalnej, dla której głoszony przez niego porządek rzeczy groził 
rewolucją i upadkiem. Rienzi w swym idealizmie nie przewidział, 
że zgodnie z duchem czasu, prędzej czy później postarają się go 
usunąć, 
W pierwszym rzędzie jego śmiertelnym wrogiem stał się Kle. 
mens VI, który zś1żądał od cesarza Karola IV wydania Rienziego 
w jego ręce, co cesarz uczynił. Z tą chwilą los Rienziego był prze- 
sądzony. Zginął w r. 1354, zamordowany przez rzymską szlachtę, 
pozostawiając po_sobi
 skromną pamięć "apostoła szczęścia" i wolno- 
ści wszystkich ludzi, W ówczesnym pojęciu władzy feudalnej walka 
:ze złem nazywała się buntem. rewolucją, zasługującą na najsroższe 
kary i potępienie. Było to oczywiście przestawienie pojęć. . Utrzy- 
manie zasad niezgodnych z prawami przyrodzonymi, ciemiężenie 
tysięcy ludzi dla wygody nielicznych jednostek - nazywało się 
wówczas porządkiem ustalonym przez Boga. sankcjodowanym przez 
Kościół i przestrzeganym przez tych. w interesie których to leżało. 
Rienzi choć był tylko meteorem, który zajaśniał na niebie i nagle 
spadł gasnąc w mrokach wszechświata i zapomnienia, odbija w hi- 
storii i dziejach ludzkości zbyt jaskrawo od wszystkich óczesnych 
haseł głoszonych bazyliszkowymi usty, od niezrealizowanych cnót 
i ideałów rycerskich. 
Były też i próby odruch	
			

/029.djvu

			29 


francuskich po straszliwej rzezi szlachty przez mieszczan w bitwie 
pod Courtrai w r. 1302. W walce mieszczan i chłopów ze szlachtą, 
nie bylo kompromisu, tylko zażartość na śmierć i życie. F akt, że 
szlachta wiedziała czego chce, że interes jej silnie wiązał się z inte- 
resem władzy panującej, dawał jej siłę i przewagę nad masą, ciemną 
i bez przewodników, idącą jedynie za instynktowną obroną swego 
bytu
 
Czasem walka ta przybierała formę religijnych anomalii, sekt, 
w których nieszczęśliwi i obałamuceni prości a ubodzy duchem ludzie 
szukali ratunku i pocieszenia. Gdy w dodatku były to czasy, w któ- 
rych przesąd i zabobon walczyły z prawdą O lepsze, łatwo wytłu- 
maczyć ucieczkę ludu od przyjętego porządku rzeczy i poszuki- 
waniu Boga na własnej drodze. Tak niejaki Dulcyn ogłosił w gó- 
rach sabaudzkich powstanie bratniej osady miłości, która tworzyła 
sektę - Braciszków. Podstawą tej sekty było zniesienie wszelkiego' 
prawa własności. Braciszkowie zostali jednak wkrótce rozbici przez 
wojska możnych panów, którzy na taki porządek rzeczy zgodzić siC( 
nie łnogli. Dulcyn - przywódca brasiszków, został średniowiecznym 
zwyczajem rozszarpany końmi w kawałki, dla grożnego przykładu, 
by nikt się więcej nie odważył pójść w jego ślady. 
W Niemczech i we Francji szerzył się ruch biczowników. 
którzy wędfOwali całymi gromadami o żebraczym kiju przez pola, lasy 
biczowali się na chwałę Boga na każdym postoju. Nie było to 
to nic innego, jak obłędne szukanie drogi wyjścia z panujących 
stosunków i .twardych warunków żyda. Gdy mężczyzni i kobiety, 
wszyscy obnażeni do pasa rośli coraz bardziej w masę, wtedy 
między fanatyków zakradły się elementy sprośne, szukające żeru dla 
swych instynktów. Tak zakradły się nieporządki, o których' Dług
sz 
wspomina, że "wspomniana sekta - w niektóre grube błędy si" 
wikła, ile że ci biczownicy wzajem z ogromnych występków się spo- 
wiadają, rozgrzeszają, a o różne cielesne sprosności - podej- 
rzenie na nich padło, zostali oni wyrokiem papieskim potępieni 
i wyginęli". Biczownicy ściągali uwagę da'Jl i rycerzy, którzy nieje- 
dnokrotnie wstępowali w ich szeregi, znacząc się krzyżem czerwonym 
na znak ludzkiej równości, W ten sposób byli antytezą panują- 
cego ustroju i poglądów, jedni z pierwszych wyrównywali stany.
		

/030.djvu

			30 


Dla swych błędów nie mogli się utrzymać i w historii pozostali jedynie 
Sako dowód próby wyjścia z' ciemni panujących stosunków, pogrą- 
iając się z powrotem w jeszcze gorsze błędy, 
Religijne sekty, próby przeł..lmania feudalnego ustroju, ostra. 
reakcj"a, bunty mieszczańskie i chłopskie. w całym swym tragicznym 
przebiegu, przelewającym masę krwi z jednej i z drugiej strony 
dowodziły, że intuicja mas zdawała sobie sprawę z niesprawiedli- 
wości ustroju podziału na stany, błądziła i po omacku szukała wyjścia 
I: . chaosu, rozwiązania. które by przyniosło lepsze i sprawiedliwsze 
jutro. Walka ta trwała parę wieków, nie skończyła się nawet jeszcze 
dzisiaj, a jednym z naj krwawszych jej przebiegów była rewolucja 
we Francji i w Rosji. Można śmiało zaryzykować twierdzenie, że 
ludzkość nie znalazła jeszcze właściwego rozwiązania i dlatego po- 
znanie historii od strony dziejów tworzenia się szlachty. arystokra- 
cji i herbów w jakimkolwiek kraju jest nauką wielce pouczająca i tłu- 
maczącą wiele palących dziś jeszcze wszędzie problemów. 


LITERA. TURA: Berndt C. Handbuch der Wappenwillsenschaft. Leipzig. 
1
S6. Dąbrow..ki, Grodecki. Zachorowski. Dzieje Polski średniowiecznej. Kraków, 
1926, Dorst. Wappenbuch endhaltend ""die Wappcn v. Fiirsten, Grafe.., Baronen 
... 
11. SI. Gorlitz, Eichler. H. Die Griindung des Ersten Reiches, Berlin. 1942, 
Gribnu.. Er. Her.ldik (Meister A Grundriss). Leipzig 1912. Hauptmann T, Dal 
Wappenrecht. Bonn. 1896, Hefner v, Otto F, HRndbucb d. theorefiscbea u. pra- 
klillchen Her.ldik, Miinehen. 1863, Ingiot. Historia społeczna i fo.pod średnIo- 
wiecza. 1938. Leesenburg. Ueber Ursprung u. erlltes Vorkommen unserer 
laeutiien Wappen. Berlin. 1877. Siebmacher J. Groaaes u, aUgemeines Wa- 
ppenbuch, Niirnber%. 1877-1894, Szajaochn. K. Szkice. I - III. Lwów 1857. 


. 


.
		

/031.djvu

			"\ 


II 


W POLSCE_: SZLACHTA
 JEJ HERBY 
I PRZYWILEJE 


Szlachta w Polsce, podobnie jak na zachodzie 
Rozbieżnoś
 po- Europy, powstała z warstwy rycerskiej, Różni- 
glądów teOr!1 po- ca była tylko ta, że feudalizm zaledwie otarł 
chodzenIa. . . l k . , ł . lk 
su, o pansl wo po s le, przy)ą Się ty o w pew- 
nych zewnętrmych formach, zaś sama szlachta utworzyła się bardzo 
późno, bo dopiero w 13 i 14 wieku. T en spóźniony proces utwo- 
rzenia się warstwy szlacheckiej tłumaczył się późniejszym rozwojem 
cywilizacyjnym Polski, spóźniorym dotarciem wzorów idących z Za- 
chodu, T u jednak była ostateczna gTanica, dalej na wschód, a więc Ruś 
i Moskwa były już pod wpływem wzorów idących z rozpadającego 
si" cesarstwa bizantyńskiego. Dlatego na Polsc
 kończyły się wszy- 
stkie instytucje i urządzenia społeczeństwa średniowecznego, według 
ustroju zacbodnio curopejskiego. 
Istnieje kilka teorii pochodzenia szlachty polskiej, stojących 
aa wręcz odmiennych biegunach. Podczas gdy jedni uczeni uwa- 
żają, że szlachta polska powstała z warstwy autochtonów, była ściśle 
r:wiązana ze społeczeństwem polskim, drudzy przyjmują, iż szlachtę 
VI Polsce utworzył element obcy, najeźdźczy. Do pierwszych należy 
Joachim Lelewel i Antoni Mełecki, do drugich Karol Szajnocha 
i Franciszek Piekosiński. Nie wchodząc w słuszność czy niesłuszność 
tych teorii, gdyż zagadnienie to nie da się pozytywnie rozstrzygnąć 
i każda z nich ma VI sobie coś z prawdy, należy stwierdzić, źe 
szlachta polska powstała z druiyny książęcej, w której znajdowały 
aię elementy zarówno polskie jak i obce. Te obce elementy nie- 
wątpliwie mialy duży wpływ na początkowy j
i rozwój. nie tak 
jednak duży, aby można było twierdzić, że szlachta w Polsce była 
obcego pochodzenia. Wręcz przeciwnie, wzór był niewątpliwie zagra- 
niczny, ale sz1acht
 polsk", tworzył element rodzimy. Fakt, że 


\.
		

/032.djvu

			32 


rozwój jej poszedł w odmiennym kierunku niż w innych krajach, 
jest tego najlepszym dowodem. 
Przede wszystkim feudalizm zniszczył na zachodzie węzły rQa 
dowe, rozbił rody na poszczególne rodziny, które zatraciły mi"dzy 
sobą łączność wspólnego pochodzenia, Każda z nich przybierała so- 
bie inny herb. W Polsce przeciwnie, moment tworzenia się warstwy 
szlacheckiej zastał poszczególne rody w nienaruszonym stanie, gdyż 
feudalizmu nie było i dlatego każdy z nich przybierając herb, gdy 
później przyjmowano różne nazwiska od wsi pochodzące, wykazy- 
wał łączność i wspólne pochodzenie tych wszystkich, którzy mieli 
ten sarn nerb. Stąd łączność rodowa w Polsce doznała wzmocnienia 
i była zawiązkiem siły i dynamiki w
stwy szlacheckiej, która w prze- 
ciwieństwie do Zachodu, odniosła zwycięstwo nad władzą monarsz,\ 
i nad arystokracją. Tam władza krqlów i książąt, w oparciu o mo- 
żnowładztwo, wzięła górę nad szlachtą rycerską, w Polsce odwrotnie, 
gmin szlachecki nie pozwolił na rozwinięcie się silnej władzy kró- 
lewskiej i wyodrębnienie się możnowładców, pragnących wzorem 
zagranicy utworzyć warstwę odrębną, wyższą od szlachty, pospolicie. 
I zwaną - arystokracją. T en rozwój. tak zasadniczo różny, od roz- 
woju szlachty gdzie indziej, miał swoje dobre, ale też i złe strony. 
Szlachta polska poszła w kierunku podniesienia godn: ści 
jednostki rozwin"ła pośród siebie cały szereg wolności i swobód. 
które mogły być przykł,łem wobec systemu ucisku i przemocy, 
stosowanego na Zachodzie. Przez rozrastanie si" poszczególnych ro- 
dów, przez łatwość nobilitacji, .przyjmowanie całych wsi do herbów. 
była warstwą dziesięciokrotnie liczniejszą niż gdzie indziej, była de. 
mokracją szlachecką, zapewniającą po upadku Polski 
gzystencję 
narodu, byia wr"cz uświadomionym narodem polskim. To były 
jej dodatnie cechy. Ujemne, że swobody i rozpanoszona wolność 
rozwijały anarchię, z której korzystali sąsiedzi, własnymi rękami 
niszczono od podstaw gmacb państwowy. 


Herby pojawiły się w Polsce już w XII wieku, 
Przyjęcie herbów. 
podobnie jak to było we Francji, Anglii, Wło- 
szech czy sąsiadującej Rzeszy. Wystąpiły one na tarczach, mieczach 
i pieczęciach rycerzy, którzy uważali je za swoje znaki rozpoznawcze.
		

/033.djvu

			33 


\ 


Te dowolnie dobierane i zmieniane znaki w postaci kresek, krzy- 
żów. liter lub różnorodnych przedmiotów początkowo. nie miały 
innego znaczenia, jak tylko rozpoznawczych znaków wojskowych. 
Rycerstwo w nagrodę za swe czyny i pobyt na dworze panu- 
jącego otrzymywało rozległe obszary ziemi, z poleceniem ugrunto- 
wania na nich władzy ksi"cia. Osiadając na roli i budując zamki dla 
obrony swych posiadł IŚci, utworzyło z czasem odrębną warstw", 
której obowiązkiem była służba wojskowa, symbolem jej - herb 
jako znak wojskowy. Nazwa tej warstwy - szlachta, pochodząca 
jak chce wielu od niemieckiego Geschlecht - ród - wskazywała 
na kierowanie się wzorem zagranicy. 
Znak herbowy w Polsce - w postaci jakiegoś przedmiotu - 
tOpOrtl czy kwiatu, był nie tylko dowodem wspólnego pochodzenia, 
ale co najważniejsze, znakiem, pod którym zbierano się na polu 
bitwy. także znakiem zebrań w czasie rodowych uroczystości. Był 
zwyczaj w Polsce, że o prawie sprzedaży, zamiany lub kupna majątku, 
przez któregokolwiek z członków rodu - radzili wszyscy, gdyż cały 
majątek wszystkich uważano za wspólną własność, Fakt ten dowodził 
wielkiej spoistości "rodów polskich, czego w innych krajach nie było, 
gdyż ustrój feudalny zabił w nich świadomość wspólnego pochodze- 
nia. Siła i zwartość polskich rodów była równocześnie gwarancją 
bezpieczeństwa w razie niebezpieczeństwa, gdyż wtedy wszyscy przy. 
należni członkowie solidarnie poczuwali się do poparcia zagroźo- 
nego brata. Tą drogą, gdy weszło w zwyczaj zbieranie si" pod 
znakiem herbowym nie tylko na wojnę, ale na obrady rodowe, ów 
magiczny znak siły i potęgi stał s!ę symbolem specjalnych 'praw 
i przywilejów. 
Samo życie wykazywało, że godło herbowe, pod którym 
wspólnie walczono, naradzano się, odbywano uroczystości, udzielano 
Bobie wzajemnej pOmocy czy protekcji, stawało się znakiem szcze- 
gólnego znaczenia, który należało rozwijać i p;elęgnować. Idąc tą 
drogą, rody silniejsze wzięły górę nad słahszymi, spychając je 
w dół, pomiędzy niższe warstwy. Przykładem tego byli włodycy, 
. którzy w Polsce pełniąc również służbą wojskową, a "i"c wypełniając 
kardynalny obowiązek przynależenia do warstwy szlacheckiej, zostali 
pozbawieni herbu, a nie posiadając g., z czasem zniknęli wśród 


Szlachta i możnowład.ltwo w dawnej Polsce 


3 


.
		

/034.djvu

			34 


Warstw niższych. Dowodziło to, że jednostki ekonomicznie silne, 
orientujące się zawczasu, jakie znaczenie będzie miał w póżniejszych 
dziejach - herb, zawczasu o znak ten postarały się, co miało ten 
akutek, że później kto go nie posiadał, choć pełnił obowiązek 
służby wojskowej, został od należenia do szlachty wykluczony. Wło- 
dycy, którzy tylko dawali, a nie umieli brać, ani się spostrzegli, jak 
tnależli się poza kr"giem uprzywilejowanych, 
W 14 wieku zamk
ęło się w Polsce ściśle koło szlacheckie 
i odtąd zaczęto surowo przestrzegać, kto ma prawo należenia 
do wybranej warstwy. Dokonywano tego przez tak zwane nagany 
szlachectwa. Naganiony musiał oczyścić si" t zarzutów i wywieść 
swoje- pochodzenie. W tym celu przyprowadzało się do sądu po dwu 
pewnych szlachciców z rodu ojca, matki i babki ojca, Ci, zwani 
herbowymi stryjcami, zaświadczali przysięgą, że naganiony jest bra- 
tem i kleinotnikiem, czyli że był tego samego herbu i zawołania. Do 
herbu jako znaku należało zawołanie 
 postaci okrzyku ściśle z her- 
bem związanego, używanego w czasie bitwy, pożaru, niebezpie- 
czeństwa jako wojenne hasło. Nagany szlachectwa były bardzo częste, 
gdyż w tym czasie bardzo wielu było rycerzy oez herbu,najwi"cej 
na Mazowszu, mniej w Małopolsce, a zupełnie ich nie było w Wielko- 
polsce. Za ich głowy, t. zw. nawią'zkę i główszczyznę, płacono połowę 
tej ceny, co za głowę rycerza herbowego. Już sam ten fakt d(\wodził, 
że przy tworzeniu się warstwy szlacheckiej kierowano się nie tyle 
pobudkami ideowymi pełnienia szczytnej służby wojskowej, ile mate- 
rialnymi, przynależności do mniej lub więcej silnego rodu. Rycerz, 
który nigdzie nie należał, był- pomiatany i pozbawiony praw, które 
z tytułu jego obowiązków słusznie mu się należały. 
W 15 wieku było już coraz mniej nagan i oczyszczeń, gdyż 
coraz bardziej niknęły wątpliwości, a proces tworzenia się warstwy 
lizlacheckiej w Polsce był już zakończony. W późniejszych czasach 
nagana i oczyszczenie występowały sporadycznie, przeważnie jako 
kruczek prawny, gdy szło o otrzymanie szlachectwa przy pomocy 
przekupionych świadków. Sposób ten był stosowany coraz czę- 
ściej, :im Rzeczpospolita zbliżała się coraz bardziej do upadku' 
w 18 wieku używali go wychrzczeni Żydzi celem dostania
się mię- 
dzy polską szlachtę. '
		

/035.djvu

			35 


Od 15 wieku prawo nobilitacji przysługiwało tylko królom, 
którzy dawali nowokreowanemu szlachcicowi część swego herbu 
(przyjmując go do niego) lub jakiś dowolnie obrany znak. Później 
konstytucje sejmowe ograniczaly prawo nobilitacji królewskiej na 
rzecz uchwały sejmowej. Szlachta polska w miarę rozwoju swobód 
stawała się zazdrosna o swe przywileje i dlatego utrudniała nobi- 
litacje dla czlonków innych warstw. ' 
Równocześnie z kończącym się w 14 wieku procesem kształto- 
wania się warstwy szlacheckiej w Polsce tworzył się proces przybie- 
rania nazwisk, przewaŻRie urabianych od posiadanej wsi. Niejedno- 
krotnie ten sam szlachcic miał klika nazwisk, zależnie od wsi, w której 
przebywał i bywało, że występował pod kilku na!l:wiskami w doku- 
mentach. Wskutek tego, że nie zdawano sobie sprawy z wartości 
jednolitego nazwiska, upłynęło dużo czasu, zanim nazwiska uległy 
ujednoliceniu. Przyjęło się, że nazwiska kończące się na ski były 
szlacheckie, na cki - mieszczańskie. Nie jest to zgodne z prawdą 
o tyle, że cały szereg nazwisk naj starszych, pochodzących od imienia 
czy od przezwiska znamionowało szlachtę bardzo starożytną. T ak 
np. nazwiska: Trąba, Kiełbasa, Zaremba, Kasper, Tomasz, Stanisław 
były tymi, oc! których urabiano dopiero póżniejsze, kończające się 
na ski. Pouczające pod tym względem -ą tablice nazwisk, pomiesz- 
czone w pracy Jana Bystronia p. t. "Nazwiska polskie"; z której 
wynika, iż naukowo można podzielić nazwiska na: 'odimienne 
i odmiejscowe. Wśród tych ostatnich jeżeli Brzezińskim nazywał się 
szlachcic, znaczyło, że pierwotnie był panem na Brzezinach, jeżeli 
Brzezińskim był chłop - to był mieszkańcem Brzezm. 
Przez przybieranie nazwisk od imion czy od wsi rozprzł(gala 
się dawna zwartość rodowa, jednak wspólny herb, jednej nazwy 
w różnych rodzina
h polskich był dowodem, że kiedyś wszystkie 
wywodziły się z jednego pnia. Stąd pochodzi, że herby polskie są 
proste i nie mają tyle różnolitej kombinacji, ile herby zagraniczne. 
Heraldyka polska, różni4c się zasadniczo od' heraldyki zachodnio. 
europejskiej, nie przyswoiła sobie żadnych herbów obcych, tym 
bardziej niezgodne są z prawdą historyczną wszystkie rzekome po- 
chodzenia od starożytnych rodów, z Rzymu, Francji, Włoch czy Nie- 
miec. T 
m, gdzie to ma rzeczywiście miejsce, to bardzo łatwo wy- 


!j.
		

/036.djvu

			36 


kazać, jak np. w rodzinie Platerów czy Szembeków, (oba rody po- 
chodzenia niemieckiego). Jednakowoż różne stare herbarze, pisane 
na zamówienie klientów pragnących się wykazać starożytnością ro
u, 
uciekały się do fantazji i legendy, której ze względu na jej fanta- 
styczność nikt nie mógł zaprzeczyć ani udowodnić. T ak Wielądek, 
piszący herbarz na zamówienie Stanisława Augusta Poniatowskiego, 
starał się ten przedtem mało znany ród wyprowadzić od rzymskiej 
szlachty. Paprocki, autor jednego z najstarszych herbarzy w 16 wieku. 
musiał uciekać za granicę, gdyż pisząc jedynie prawdę, zyskał sobie 
tylu wrogów, że nie był pewny życia. Ksiądz Niesiecki w 18 w,. 
autor "Korony polskiej", dotychczas najlepszego herbarza polskiego. 
w początkowych tomach pisał zgodnie z rzeczywistością, później zmu- 
IIzony był pod koniec dzieła zamieszczać wszystko to, co mu podsu- 
nięto, gdyż pycha i duma ludzka żyć mu spokojnie nie dały. 
Nie uciekając sif( do legendy, baśni czy fantazji, bardzo ładnie 
tłumaczy się historia pQlskich herbów sama przez się, choć ani 
z'Rzymem starożytnym, ani z innymi krajami nie miała nic wspólnego. 
Włócznie, strzały, groty, topoJ'}', miecze były cz"ściami uzbrojenia. 
Cłowa wołu, ciołek, niedźwiedź, wieprz. orzeł, kruk wyrażały sił", 
odwagę, przezorność i wytrwałość w boju. Krzyż przyniosło chrześci- 
jaństwo. Kosy, sierpy, bróg-, łódź tłumaczyły się zamiłowaniem do 
pól, od czego powstała sama nazwa Polski. Inne herby wzięły nazwy 
od rzek: Rawa. Ostoja, Pilawa, Oksza. 
Najważniejszą cechą herbu polskiego, podobnie jak za granicą. 
była jego dziedz czność. Z ojca na dzieci przechodził herb z zawo- 
łaniem, tak jak posiadłości ziemskie, tradycja i nazwisko, które 
czasem synowie zmieniali, przyjmując każdy inne. Nie było pod 
tym wzglc;detn ustalonej początkowo reguły, Herbarz Kapicy Mi- 
lewskiego uczy, że na Mazowszu panowała dowolność w zmienia- 
niu wszelkich nazw. Rody i herby dawne swe nazwy rzucały, by 
przyjąć nowe od nowonabytej włości lub odwrotnie, dodawano im 
nazwy stare, urobionie od klejnotu i imienia. 


Tł t -l - Od momentu ustalenia się warstwy szla- 
us e przYWl eJe. checkiej w Polsce w XIV wieku zaczął się 
proces rozwoju przywilejów, które były podstawą jej rozrostu. Przy-
		

/037.djvu

			37 


wileje szlacheckie wykazuj2\ naj dobitniej, ie nie tyle chodziło w nich 
o polską rację stanu, ile o egoistycznie pomyślany interes samej 
szlachty. Przywileje szlacheckie dotyczyły zarówno możnowładztwa 
jak i rycerstwa, gdyż wszędzie tam, g-dzie chodziło o wytargowa- 
nie u władzy królewskiej różnych ulg czy zwolnień, tam obie te 
warstwy wystctpowały solidarnie jako jedna warstwa szlachecka. 
Na pergaminowych dokumentach, uwierzytelnianych woskowy- 
mi pieczctciami, wydawali panujący w Polsce przywileje - zaczy- 
nające się pobożnie: "In nomine sanctae et individuae Trinitatis", 
albo: ..Irt nomen Domini. amen '" (W imict świętej i niepodzielnej 
Trójcy, W imict Pana, amen). Imieniem Pana Boga pokrywano treść 
przywiiejów, które były tylko w średniowiecznym pojęciu zgodne 
i sprawiedliwe ze sprawiedliwością boską, choć zapewniały wybranej 
warstwie dostctp do bogactwa, do dobrobytu, do ulg od podatków 
i cictźarów, które podwójną racją spadały na warstwy niźsze. Histo- 
ryczny rozwój przywilejów szlacheckich w Polsce, mimo spowodo- 
wanego tą drogą ucisku dla mieszczan i chłopów, nie odbiegał 
w niczym od przywilejów szlacheckich za granicą. Różnica była 
tylko ta, że nigdy w Polsce nie doszło do tak strasznego wyzysku 
chłopów, jak gdzie indziej, oraz ta, że na Zachodzie władza kró- 
lewska wzięła w końcu górę nad rosnącym bezprawiem i w dro- 
dze odpowiednich zarządzeń likwidowała lub zmniejszała nadużycia. 
Niestety władza królewska stale w Polsce podupadała t..k, że 
anarchia szlachecka zwyciężyła nad interesem społeczeństwa i pań- 
stwa, 
Nie odbyło sict to od razu. Proces ten rozwijał się powoli, 
stopniowo wżer ał się w życie państwowe ale dokładnie, tak dalece, 
że już później ratunku nie było. Poniższy wykaz przywilejów daje 
tego naoczny obraz, 
W r. 1374, przywilejem koszyckim król Ludwik wctgierski 
W zamian za nastctpstwo jednej z córek na tronie polskim nadał 
szlachci 
 niebezpieczne dla finansów państwa prawo, że bctdzie 
wolna od wszelkich danin i ciężarów z wyjątkiem dwu groszy 
z łanu, (korzec żyta kosztował 6 groszy, wół 24 grosze,) oraz że 
kaŻdą wyprawC( poza granice państwa będzie szlachcic płacił. 
Konsekwencją tego przywileju był stale pusty skarb, brak wojska.
		

/038.djvu

			38 


W r. 1386 przywilej krakowski i korczyński, n&dany prze
 
nie orientującero się w stosunkach polskich Jagiełłę zapewnia 
szlachcie wynagrodzenie szkód wojennych i wykup z niewoli w razie 
wojny w granicach kraju. Od czasu tego przywileju mieszczanie 
i chłopi brali na siebie ciężary wojny. 
W r. 1422 przywilejem czerwińskim zabezpieczał król dobra 
szlachty od konfiskaty w razie niestawienia się na wojnę, co było 
praktykowane dotychczas. Odtąd jedynie za zgodą sądu, po dłu- 
gotrwałej procedurze prawnej winny niestawienia się na polu walki 
mógł utracić dobra. jak późniejsze doświadczenie uczyło, bardzo 
często nie czyniono zadosyć ciąiącemu na szlachcie obowiązkowi 
wojskowemu, lub wręcz rozjeżdżano się z pola bitwy, gdyż żniwa 
czy inne obowiązki ziemiańskie wzywały do domu. Stl\d królowie 
polscy mieli zwi",une ręce w prowadzeniu wojny, że wystarczy wy- 
mienić walki z Krzyżakami, Tatarami, Kozakami, w których poli- 
tyka dojutrkowania mściła się po wielu latach, choć dla państwa 
tak wielkiego i potężnego jak Polska w sprzyjających momentach 
były to problemy bardzo proate do rozwiązania. 
W r. 1425 przywilejem brzeskim szlachta otrzymywała 5 gro- 
szy od kopii w wypadku wyprowadzenia jej za granicę. Przywilej 
ten nie pozwalał na politykę mocarstwow"" gdyż szlachta wiązała 
rccce królom przy pustym skarbie. Zasklepianie się w granicach 
państwa na wypadek. wojny, prowadzenie jedynie obrony, bez możli- 
wości zgniecenia przeciwnika w zarodku niebezpieczeństwa, sprze- 
ciwiało się kardynalnym zasadom> strategii i konsekwencje tego po. 
lityka polska ponosił. niejednokrotnie, 
Z kolei trzy przywileje - brzeski z r. 1425, jedlneński z r. 
l;t30, krakowski z r. 1;t33, zastrzegały się, że nie wolno szlachty 
więzić bez wyroku sądu, z wyjątkiem ściśle określonych wypadków. 
Neminem captivabimus nisi iure victum - przy bratniej obsadzie 
sądownictwa dawało możność prześlizgnięcia się przez sądowe si- 
to - ułatwiało obronę - przewlekało sprawy w nieskończoność. 
Przywilejem tym ograniczano władzę królewską, tolerowano warcho- 
łów, którzy w późniejszych dziejach zaciążyli na historii Polski 
czego pr
kładem mogła być sprawa Zborowskiego.
		

/039.djvu

			39 


W r, 1454, w czasie niesłychanej wagi wojny z Krzyżakami 
o dostf(p do morza, pospolite ruszenie wymusiło na królu Kazi- 
mierzu Jagiellończyku przywileje nieszawskie, którymi zbuntowana 
azlachta odnosiła zwycięstwo nad racją stanu, uzyskując uwolnienie 
od ceł, myt (podstawowych źródeł dochodów państwa) odnośnie 
towarów sprowadzonych z najbliższego targu na użytek domowy, 
przede w$zyskiem od soli. W momencie, gdy zmniejszał się udział 
szlachty W służbie wojskowej, niesforne pospolite ruszenie zastctpO- 
wano wojskiem zaciężnym, wtedy równocześnie zwiększały się żą- 
dania, Wystąpienie z powyższemi żądaniami w chwili-dlą. Ojczyzny 
niebezpi
cznej i ważnej dowodziło wielkiego egoizmu, jakim kiero- 
wano się myśląc wyłącznie o interesie swej warstwy. Pr
ywilei 
nieszawski postanawiał jeszcze, że bez zgody sejmików nie wolno 
było królowi nakazywać ogólnej wyprawy. Odtąd zagadnienia pań- 
stwowe przechodziły na forum demagogii szlacheckiej. 
W r. 1493 konstytucja sejmowa uchwaliła, a w latach 1496, 
1501, 1505, 1510, 1511 potwierdziła i zaostrzyła prawo, że be.a 
zezwolenia pana nie wolno było chłopom ani ich dzieciom opuszczać 
wsi. Prawo to wskazywało na zaostrzenie się stosunków po wsiach, 
grożące opuszczeniem ich przez uciśnionych, masową emigracją 
w okolice spokojniejsze, głównie na wschód, gdzie p	
			

/040.djvu

			II 


40 


dzony potrafił dotrzeć do króla, mógł domagać się sprawiedliwości, 
odtąd zależny był wyłącznie od dobrej woli swego pana. 
W r. 1565 konstytucja sejmowa postanawiała, iż wszystkie 
taksy na towary, za wyjątkiem zboża, podlegały wojewodom. Zboże, 
główny produkt i przedmiot handlu szlacheckicgo
 został wyłączony 
spod kontroli państwa, Ta niezdrowa protekcja na niekorzyść miast 
z biegiem czasu w operacjach pieniężnych odbijała się ujemnie na 
nich i zamiast posuwać naprzód, cofała wstecz ich 'rozwój. 
W r. 1573 artykuły henrycjańskie oddawały szlachcie prawo 
królewskie do wydobywania na swych gruntach soli, siarki i wsze- 
lakich kruszców - stanowiąc dalszy uszczerbek szkatuły kró- 
lewskiej. 
W r. 1578 uchwała sejmowa ograniczała prawo królewskie 
w nadawaniu nobilitacji, odtąd tylko w czasie obrad sejmowych 
i za ich zgodą oraz w czasie wojny, król mógł korzystać z dawne- 
go swego prawa. Warstwa szlachecka zaczęła być zazdrosna o swe 
przywileje i dlatego pragn"ła unie przystęp nić dostęp do siebie 
innym stanom, które stanowiły 9/10 całości społeczeństwa polskiego. 
W r. 1638, konstytucja postanawiała, że nie wolno było 
przyjmować obcych tytułów - książąt, hrabiów, baronów, uznawa- 
no jedynie tylko te, które figurowały w akcie unii lubelskiej (li 
tewskie i ruskie). Tą drogą stwierdzano, że najwyższym zaszczytem 
było nazywać się polskim szlachcicem. 
Przywileje szlachty polskiej, jakkolwiek były tłustymi przywi- 
lejami, zapewniającymi jednej tylko warstwie zwolnienie od wszel- 
kich ci"żarów z krzywdą reszty społeczeństwa, a nawet z uszczerb- 
kiem władzy królewskiej, nie odbiegały w niczym od przywilejów 
szlachty w innych krajach:'które niejednokrotnie były jeszcze bar- 
dziej uciążliwe i niespołeczne z punktu widzenia interesu danego 
państwa. Tylko że gdzie indziej straszny ucisk i gniotące inne 
warstwy ludności ci"żary. choć okresowo były większe, bardziej 
niesprawiedliwe i okrutne, wkońcu ustępowały absolutyzmowi 'wła- 
dzy królewskiej, która nie mogąc dać sobie rady z wybujałością 
i rozpasaniem szlachty,.wiązała si" z warstwami niższymi, w pierwszym 
rzędzie z warstwą mieszczańską. Tą drogą w innych krajach ze 
strasznej walki stanów obronną ręką wyszły miasta, które wespół
		

/041.djvu

			41 


II!: władzą królewską stworzyły potęgę gospodarczą, finansową i hand/()oo 
wą państw zachodnich. Władza królewska sięgając do szkatuły b()oo 
gatego mieszczaństwa i popierając jego interesy, znajdowała zawsze 
odpowiednie środki do zahamowania i ukrócenia wybujałości ary- 
stokracji i szlachty. W Polsce działo się odwrotnie. Rozwielmożniona 
władza możnowładców, biorąca za Jagiellonów gÓlię nad władzą 
królewską i szlachtą, została zniwelowana przez połączenie się tych 
dwóch ostatnich czynników. Wprawdzie moźnowładztwo została zła. 
mąne, ale w tym momencie uchwyciło się teorii równości szla. 
checkiej i połączyło się z gminem szlacheckim przeciw władzy 
królewskiej. Szlachta na tym zyskała, choć zwycięstwo było tylko 
pozorne. a możnowładztwo tylko się przyczaiło, by w 17 i 18 wie- 
ku pod płaszczykiem teoretycznej równości ze szlachtą uchwycić 
w ręce ster rządów, co w końcu doprowadziło do zguby państwa. 
Cały ten proces odbywał się kosz
m miast i wsi, co w konse- 
kwencji wyszło na niekorzyść życia gospodarczego w Polsce, gdyi 
chwilowe koniunktury handlowe na zboże zapewniały jedynie ko- 
rzyści możnowładztwu i szlachcie, a przy przysłowiowym wstręcie 
do podatków nie zasilało to stale pustego akarbu. W ten sposób 
przywileje szlacheckie, choć, w porównaniu z innymi państwami, 
były mniej uciążliwe, za to bardziej niespołeczne a nawet anty- 
państwowe, gdyż egoizm szlachecki zabijał polską rację stanu. 


LITERATURA; Bystroń J. Nazwislca polskie, Dąbrow..-ki J. Dzieje Polski 
średniowiecznej. Kraków 1926. Bartoszewie!: J. (Wielka Encyklop. Orgelbranda, 
Warszawa 1861-9). Chrzoński, Tablice odmian herbowych. Friedberg M. Klejnoty 
Długoszowe, Kraków 1931. Gritzner Er.-Heraldik, (
eister A. Grundris), Leip- 
zig, 1912, Ha1ecki O. O pocz!\tkach szlachty i heraldyki na Litwie. Lwów, 1916. 
Herold po ski. Kraków, 1897-1906. Jabłonowski Al, Najnowsze teorje heral- 
dyczne pochodzenia pol. społecz. szlach. ("Wisła", 1891, t, V). Kochanow- 
.ki J. K., O heraldyce, czyli znajomość herbownictwa, Warszawa, 1902. Koch. 
J. K. Kilka słów w sprawie teorji hist. heraldycznej dr. Fr. Piekosińskiego, 
Kraków, 1890. Kryński Zb. O używaniu nazw he. bowych i nazwisk, Krzyża- 
nowski SŁ Słownik heraldyczny, Kraków, 1870. Małachowski P., Zbiór nazwisk 
szlachty z opisem herbów własnyc;', Lwów, 1790. Małecki A., Studia heral- 
dyczne, Lwów, 1890. Miesięcznik heraldyczny, Lwów, 1908---1915. Mikuc.'ki S,. 
Barwa w herb. średn.. Kraków, 1929, Piekosiński Fr" Heraldyka polska w, średn,. 
Kraków. 1899, Piekosiński Fr. Obrona hipotezy najazdu. Kraków. 1882. Pieko-
		

/042.djvu

			42 


siński Fr, Ry.erstwo polskie w. średn. I
lIł. HI96. Polaęzkówpa tł. Genez. 
herbQw poilIkich w herblU"Lu flamlUld
kim, Lwów, 1925, PoIaczkówlJa H. Naj- 
atusze źródła beraIdyki polakiej, Lwów, 1924, Rawicz E. IlIdYJł'enat w Pobce 
.a Stanisława Augusta, Przemyśl, 1924, Semkowicz Wł. Braterstwo szlac\tty 
polskiej z bajarstwem litew, w unji horodelskiej, Kraków. 1914. Semkowicz Wł. 
NaglUla i oczyezczenie szlachty w Pol.ce XIV i XV w., Lwów, 1899, Stadnicki K. 
Przyczynek do her, pol, w. średn.. Lwów 1879, Szajnocha K. Szkice I-III, 
Lwów. 1
57. l,Jlanowski. Materiały do hist. prawa i herald. poI. Arch. Kom. 
HillŁ t, in. Ulanowski. W sprawie aazw heraldycznych I nazwiak, Lwów, 1912,
		

/043.djvu

			ł 


III 


"INNE STANY RZECZYPOSPOLITEJ" 


S l ht . hl . Jednym z ważkich dowodów niel!lpolecznegQ 
Z Be B I C OPI. . k b ł t k I ł l k . . d 
stanowIs 8 y S osune sz ac 1ty po s le) o 
warstwy chłopów, Jakkolwiek los wieśniaków w Polsce był o całe 
niebo lepszy, .niź gdzieidziej, to jednak nie był do pozazdroszcze- 
nia, W każdym razie większa religijność oraz łagodność polskiej 
nacji, nie dopuszczały do tak strasznych nadużyć i okrucieństw jak to 
było w państwach zachodnich, Gdy w innych krajach opartych na 
przywilejach szlacheckich źelazo rycerstwa rozstrzygało o przyszłości 
warstwy chlopskiej, w Polsce Orzechowski, Andrzej Frycz Mod- 
rzewski, Górnicki, Skarga, Klonowicz, Starowolski - występowali 
publicznie przeciwko upośledzeniu praw wieśniaków, którzy musieli 
wszystko dać, w zamian nic nie odbierając. . 
W 17 wieku głos jakiegoś szlacheckiego _nonima stawał 
w obronie warstwy wieśniaczej: "A czemu to nie miałoby być, aby 
nu ruszyłc(' bojaźń boża:, bliżnj też to nasz. A jakoż nie ma uciekać, 
kiedy mu niewola. Pan na jeden dzień, po pięciorgu wygania na 
robotę: jedne orać, drugie siać, trzecie młócić, czwarte pleć, piąte 
aiano grabić i tak nie zostanie w chałupie nikt. ktoby groch uwarzył. 
Ażeby też nie lepiej ex aeguo et iusto z nimi żyć: i takbym rzekł: 
niechaj pan da mniej chłopu ziemi i tyle coby mu lIię najmniej sto 
kóp zboże z dobrą sprawą i z gospodarstwem urodzić mogło. 
A jeśliby pan mniej roli dał, więc robota żeby była mniejsza. 
a jeśli więc e źeby była większa i !ak mojem zdaniem mogłoby się 
to ubóstwo zbytnie od pospólstwa odegnać". 
W roku 1649 kanclerz Albrecht Radziwiłł, autor pamiętnika 
opisującesro współczesne wypadki pisze: "Co mam mówić, nie wiernI 
to tylko myślę. że Bóg miłosierny mniej karaJ, niżeli grzechy nasze 
na to zasłużyły: przez co bowiem kto grzeszy. przez to bywa karany.
		

/044.djvu

			44 


Bo lubo w innych monarchiach bywają rebelie, nigdy tak sroga 
nie powstała jako u nas w Polsce, nigdzie bowiem tak nie ucie- 
miężają poddanych, jotko u nas. Była przedtem opresja u nas ubo- 
gich, otóż teraz przez nich stała się represja bogatych i jako 
przedtem panowie wyciskali różnymi sposobami krew z swoich 
chłopów, tak się wzajemnie stało". 
Głos Radziwiłła szedł w parze z rewolucyjną pieśnią, przynie- 
sioną z obcych krajów do Polski, śpiewaną tu i ówdzie z przeświad- 
czeniem krzywdy, choć nigdy nie było takich wzajemnych rzezi, 
iak naprzykład w Rzeszy. Pieśń brzmiała: 
Gdy Ew
 kądziel przędła, Adam ziemię kopał 
nikt nikomu nie służył, nikogo nie chłopał I 
Pieśń ta miała o tyle racj«, że przywileje szlacheckie uchwa- 
lane na sejmach przez samą szlacht« i mające na celu jedynie jej 
dobro, szeregiem praw gwarantowały ustalenie porządku, według 
którego chłop był własnością - pana. Rzecz paradoksalna, chłop 
w zacofanym średniowieczu był lepiej chroniony i większą miał 
wolność, niż w czasach wieku złotego czy w okresach późniejszych, 
gdy warstwa szlachecka miała inicjatywę w swym ręku. Równo- 
cześnie zaistniał drugi paradoks: im bardziej wzrastał wywóz zboźa 
za g-ranicę, a z nim rósł dobrobyt szlachty, tym chłop stawał siC; 
biedniejszy i bardziej upośledzony, T a egoistyczna i krótkowzroczna 
polityka prowadziła do gospodarki rabunkowej, która prędzej czy 
póżniej musiała mieć swoje przykre konsekwencje, 
Zanim do nich przyszło, celowo zniszczono samorząd wiejski 
przez wykup sołtystw. Chcąc dojść do celu, chwytano się różnych 
sposobów, między innymi interpretacji statutu z r. 1423, na mocy 
którego pan wsi miał prawo usunąć sołtysa buntownika przez wy- 
nagrodzenie mu wartości sołectwa. Po usunięciu niewygodnego 
sobie sołtysa osadzał szlachcic sołtysa doraźnego, zmiennego za- 
leżnie od s.topniil uległości i innych okoliczności. Mając tą drogą 
wieŚ w swym r«tku, łatwjej było przeprowadzić swoją wolę. 
Stąd, jak pisze Kutrzeba w "Historii ustroju Pol.ki": "Pan 
wsi swobodnie ruguje (usuwa z pól) kmieci, zabierając im ich 
grunta, a dając w zamian inne, wydaje rozkazy, układa jak gdyby
		

/045.djvu

			\. 


45 


kodeksy prawne dla swoich poddanych, sądzi według swej woli, 
bo od nrego niema apelacji, bo go chłop nie może zaskarzyć przed 
żadną władzą. Uznaje jakieś prawa i zwyczaje w swojej wsi o tyle, 
o ile to jest konieczne. by przecież były jakieś przepisy. Zwiększa- 
ją się ciężary, bo pan wsi mógł je władnąc w pełni, do.wolnie ozna- 
czać, Tylko pan może warzyć piwo, pędzić wódkę, tylko pan może 
we wsi szynkować, a skądinąd trunku brać nie wolno. Zmusza też 
pan chłopa do brania pewnej ilości wódki czy piwa w razie ślubu 
lub chrztu i t. d. Wyrabiają sobie panowie prawo młynne, t, j. za- 
kazują mleć zboże poza pańskim młynem, a nawet niekiedy chłop 
tylko we dworze może sprzedawać to, co ma na sprzedaż, kupo- 
pować to, czego mu potrzeba. Wieś zamyka się w sobie, cofa 
w rozwoju wstecz do cżasów naturalnej gospodarki. Ma sobie sama 
wystarczyć, zaczyna tworzyć mały świat dla si bieli. 
W powyźej opisanych warunkach jedynie sumienie szlach- 
cica, zależnie od jego struktury psychicznej, było wskaźnikiem 
postępowania z chłopami. Łoziński w kapitalnej pracy p. t. "Pra- 
wem i lewem" :podaje: "Oierżawcy królewscy (starostowie. eko- 
nomowie) mówi świadek współczesny - nic na komisje, nic na 
dekrety królewskie nie dbają. A gdy którego prawem przycisną 
i inkwizycjami, tedy ci panowie, co przy dworze natenczas będą, 
jeden drugiego ratują, omawiają przed królem jako m02'ą, przyczy- 
niają się za oskarżonym, chłopy g'omią, strofują, straszą i odpo- 
wiadają im, aby koniecznie sprawy odstąpili i zaniechali krzywd 
swoich nieznośnych. A gdy którzy z chłopów wymienionych stoją 
mocno przy prawie swojem i nie u$tają z suplikami do dworu - 
wnet ich pozabijać każą, albo potopić, chudobę jeśli mieli jaką 
konfiskować i między szczwacze swoje rozdać, zadawszy chłopu 
utopionemu, że buntownik był, że opryszek, że złodziejską z pogra- 
nicznymi trzymał".' 
Taki stan zaczął się wytwarzać dopiero w 17 wieku. wraz 
z rosnącą anarchią, nieznane przedtem bunty w Polsce zaczęły 
wstrzą
ać podwalinami państwa, głównie przez ustawiczne rewolucje 
kozaków i zbuntowanego chłopstwa na Ukrainie. Rzecz charakte- 
rystyczna, w. innych p ństwach przez szereg wieków trwał straszliwy 
ucisk chłopów, w Polst:e w porównaniu z tamtymi stosunkami
		

/046.djvu

			46 


los 
hłopów był znośny. Przysłowiowa łarodność słowiańska, owa 
dulcis sanguinis Polonorum oraz: pobożność nie dopuszaczały do 
krzywdzących nadużyć, Dopiero gdy zaczęła rosnąć swawola szla- 
chrcka, rdy zaczęto się po elekcjach buntować przeciw królom 
, polskim, gdy podnoszono rękę na majestat władzy, dopiero wtedy 
zaczęły się dziać nadużycia, zbrodnie wołające o pomstę do nieba. 
Wystarczy wymienić kilka przykładów, ażeby dać tego naoczny 
obraz: 
W r_ 1605 podstarości Szaniawski kazał trzydziestu chłopów 
z Synowódzka zakuć w kajdany, wrzucić do turmy, przy czym w głos 
wołał: "Nie pOmoże wam ani glejt, ani król'" 
ł W tym samym czasie Pro kop Pieniążek chorąży ziemi prze-- 
myskiej, kiedy mu chłopi z Chołyńca, włości królewskiej, przez 
woźnego i dwu szlachciców zaprodukowali dekret królewski, bio- 
r"cy ich w obronę, zawołał: "Bym miał przez nich przy jednej ko- 
szuli zostać, tedy ich w niwecz obróc
 i tych, którzy do króla na 
mnie skarżyć chodzą, na pal wbić każę'" 
· Remigian Żaboklicki. dzierżawca Czerchowy i blszanika t chłopa, 
który odwilżył si
 chodzić ze skargą do króla, kazał kilkakrotnie wy- 
chłostać, przepowiadając mu za każdym razem: "Wołajże teraz 
króla! Ja tobie król'" 
Takie obrazki nie były rzadkością i przekazały je potomnym 
akta sądów grodzkich, którym podlegali rZ2\dcy dóbr królewskich, 
natomiast chłopi włości szlacheckich nie mieli gdzie się odwołać, 
bo jedyną dla nich instancją byli panowie wsi. Należy jednak pa. 
miętać. że były to czasy Djabła Stadnickiego, jawnego rozboju 
i gwałtów. Obrazkiem panujących stosunków był list króla Wła- 
dysława IV do Stanisława Krasickiego, który zajechał bezprawnie 
atarostwo doliniańskie i dziesięć lat bezkarnie w nim rządził. 
"Na wzgard
 i zniewagę dekretu naszego i na zgwałcenie glejtu 
delatorom konferowanego (w r. 1644), gdy tego dekretu egzekucję 
w. grodzie popierać cbcieli, czeladź swą do domów delatorów na- 
słałeś, delatorów połapałeś, komory, skrzynie połupiwszy, dobra 
ich wszystkie zabrałd, delatorów . przy koniach przywiązanych do 
do dolińskiego zamku przyprowadzonych do przykrego ciemnego 
więzienia wrzuciłeś i tam kneble w gęby powprawiawszy, kijami
		

/047.djvu

			47 


biil\t i inrłe różne mc;ki zadawając, po miesiącu i kilka niedziel 
trzymałeś, a względem okupienia jakiegoś 10 tysięcy złotych od 
nich wybrałeś. Sółtysom, gdy dla uskariania się gdziekolwiek do 
ksiąg albo do Dworu nuzego jadą, na drogach zastępować rozka- 
zujesz, bić i zabić pozwalasz, od sprC1w skończenia różnymi spo- 
sobami odstraszasz", 
W pięknej polskiej ziemi, płynącej mlekiem i miodem, sły- 
nącej jako śpichlerz Europy, przepełnionej bogactwami, dla któ- 
rych jak do Mekki ciągnęli w granice Rzeczypospolitej - Turcy 
i Tatarzy czy wygłodniali Szv.edzi, na lO-sięciomilionowy naród 
niespełna tylko sto tysięcy szlachty żyło normalnie, korzystając na 
mocy przywilejów z darów bożych - w dwójnasób. Szlachcic, to- 
warzysz herbowy, osławiony obrońca wiary i Ojczyzny, otoczony 
mnogością ludzi i zwierząt, prawdziwy król nJ zagrodzie - paD 
wszystkich chłopów bab i dziewek. odbijał jaskrawo od biedy 
chłopa, k
órą kontrastowo przedstawił współczesny poeta Klono- 
wicz w "Worku Judaszów". 


Bo kmiotaszek ubos:-i ustawnie do dwora 
Robi sobą i bydłem aże do wieczora 
Karmi si
 ustawiczną biedą i kłopotem 
Zimnem i upaleniem, łzami, dymem, potem 
Cierpi kuny, biskupy, korbacze, gąsiory 
Osoczniki, pochlebce. podatki, pobory... 
Symbolem tych czasów był herb, kontrastujący z zasadami 
wiary chrześcijańskiej, którą widziano jedynie w walce z najeźdź- 
cami od Wschodu i Południa. Były to czasy, gdy magia klejnotu 
herbowego przytłaczała całą Europę i spoza czarnych oczodo- 
łów na Żelaznym hełmie h6rbu złowrogo uśmiechała się do tysięcy 
istnień ludzkich, wypaczając ich Życie i szeregu pokoleń, wyko- 
szlawiając rozwój cywilizacyjny poszczególnych narodów - tworząc 
zasadę: prawem - silniejszego, 
Pod tym względem w Polsce zaczął się już w 18 wieku 
Ewrot ku lepszemu. Światlejsi mężowie stanu zwracali uwagę na 
konieczność poprawienia losu chłopa, zaczynając od sanacji u siebie.
		

/048.djvu

			48 


CzartorysC'y, Poniatowscy, Zamojscy, Chreptowicze, Brzostowscy 
przeprowadzali w swych majątkach zmiany, które uwieńczone zo- 
stały wzięciem chłopów w opiekę w konstytucji 3-
0 Maja. Z tego 
też względu, gdy nędza ludu w takiej Francji doprowadziła do 
krwawej rewolucji francuskiej, w Polsce równocześnię manifest poła- 
niecki i udział chłopów w powstilJliu Kościuszkowskim dowodziły. 
ie było lepiej i inaczej. 
W czasie p'erwszego rozbioru Rosja uzasadniała przyłącze- 
nie ziem wschodnich Rzeczypospolitej do j
j obszarów faktem, iż 
300 tysięcy chłopów uciekło z Rosji do Polski. Równocześnie 
kanclerz rosyjski Bezborodko bał się wolności włościan - okreś- 
lając je jako "polską zarazę". W tym samym czasie cesarz austriacki 
Leopold polecił gubernatorowi Galicji napisać memoriał rozważa- 
jący, jak należy postąpić wobec chłopów i mieszczan ze wzglł. du 
na reformy w Polsce, Poprawa doli chłopa na terenie Polski wraz 
r.: nowymi ideami przy końcu wieku t8-go była rzeczą istotną i by- 
łaby rozwinęła się prawidłowo, gdyby "nie katastrofa rozbiorowa. 
W t9-tym wieku polska emigracja wyraźnie dopatrywała siC; w lu. 
dzie elementów jedynie mogących przynieść wolność narodowi pol- 
lilkiemu. Jeżeli próby idące w tym kierunku nie udały się, to wina 
leżała w okolicznościach wewnętrznych, ze względu na spóźnienie 
poruszenia mas chłopskich, gdy uświadomienie było równe zeru 
oraz w zewnętrznych, gdy państwa zaborcze były zbyt silne i zbyt 
solidarne w postępowaniu z krajami polskimi, ażeby mogły się 
udać jakiekolwiek ru'chy zbrojne, 


Podobnie jak w odniesien:u .do chłopów, sto- 
sunek szlachty w dziejowym rozwoju - do 
stanu pośredniego nie był pozbawiony win 
i błędów, 
Rozwój miast wykazuje dobitnie, iż w średniowieczu, gdy 
szlachta nie" była jeszcze tak zorganizowana i uprzywilejowana jak 
później, miasta będące pod 'opieką polskich panujących rozwijały 
się nader pomyślnie. W miarę jak szlachta urastała do dominu- 
jącej w państwie potęgi rozwój miast ulegał stopniowemu zahamo- 
waniu i ograniczeniu, gdyż leżało to w krótkowzrocznym wpraw- 


Szlachta 
I mieszczaństwo.
		

/049.djvu

			49 


dzie, ale integralnym interesie uprzywilejowanego stanu. Przede 
wszystkim raziło szlachtt( bogactwo mieszczaństwa, które to nie- 
jednokrotnie wybijało si
 na zewnątrz i blaskicm swym przyćmiewało 
tych, którzy mieszczan uważali za niższych od siebie, Szlachta 
uważała, że jedynie ona była predysponowana do błyszczenia z ty- 
tułu urodzenia, godności i wielkości rodu, piastowanych urzędów, 
usług dla kraju. Nie' można było ścierpieć, aby mieszczki nosiły 
bogatsze suknie niż żony i córki szlacheckie, a typowy syn wagi 
i miary miał większy trzos i bogatsze domy od dworów i skrzyń 
szlacheckich, nie mówiąc o wystawności życia z okazji róż 'ych uro- 
czystości. Typowa ludzka zażdrość w najskrajniejszym tego słowa 
:r;naczeniu, znana dla psychologów nawet u jednostek skądinąd 
najinteligentniejszych czy wybitnych, dążąca do imponowania dru- 
gim, ale nie mogąca ścierpieć czyjejkolwiek przewagi, była osią 
i sprężyną ograniczeń dla miast i uchwał sejmowych, podejmowa- 
nych przez szlaclitfC dla ukrócenia roli stanu mieszczańskiego. 
Problem ten był palące m zagadnieniem nie tylko w Polsce, ale 
przede wszystkim w krajach zachodniej Europy. Jeszcze w Polsce 
pewien antagonizm dał się' usprawiedliwić obcością napływowego 
w dobie kolo
izacji elementu niemieckiego. niejednokrotnie odno- 
szącego się wn..go do zagadnień polityki polskiej, jak w wypadku 
buntu wójta Alberta za panowania Łokietka. Na zachodzie cho. 
dziło wyraźnie o nie znajd
jącą pardonu walkę stanów, dlatego 
ten komu los sprzyjał, wybijał si
 ponad warstwę, uważającą się 
u jedynie do tego powołaną, Toteż walka ta miała za granicą 
bardw krwawy przebieg i nie wszędzie kończyła się jednakowo. 
Miasta niemieckie i włoskie zdobywały samodzielność i wolność 
pod rządami patrycjatu, wzorującego się skądinąd na władzy nie- 
zależnych książąt. ,Dlatego nigdzie nie było tyle złota, klejno- 
tów, wspaniałych bupowli, arcydzieł wielkich mistrzów. wystawnych. 
przyjęć, cudownych wnc	
			

/050.djvu

			50 


w okazji taniego kupna. Mieszczaństwo będące stanem wolnym 
i ni
zależnym od kogokolwiek, dominujące wpływami nad władzą 
panuji\cych przez udzielanie im stałego k
edytu, nie mając dostępu 
do przywilejów szlacheckich i fum herbowych, stworzyło' prawo 
realne i władcze 
 prawo pieniądza. 
Tą drogą powstało niebezpieczpństwo z jednej i drugiej st"ony, 
zagrażające sobie wzajemnie, w którym rosnące przywileje wyda- 
wały walkę wzrastającemu bogactwu i dobrom kulturalnym. Roz- 
poczęła się walka, która na terenie Polski przyniosła zwycięstwo 
warstwie szlacheckiej tyln łatwiej. że szlachta miała wszystko do wy- 
grania, a nic do stracenia. Największą bronią w ręku szlachty okazała 
się możność uchwalania praw, które' zależnie od okoliczności po- 
ws
awały zgodnie z jej interesem. Teoretycznie miasta nie były wy_ 
kluczone od udziału w życiu politycznym państwa, w praktyce było 
to jednak niepodobieństwem, gdyż praca dnia powszedniego, inte- 
res bieżący nie pozwalał na zajęcie się zagadnieniami, których za- 
niedbanie z kolei zemścił;) się na mieszczaństwie, gdyż ani się ogląd- . 
nięto, jak cały szereg uchwał sparaliżował jego ruchy i bezpowrot- 
nie zaprzepaścił dalszy rozwój, Winą szlachty było zaś to, że nie 
. kierowała się interesem państwa, tylko osobistYł:ni korzyściami. T a 
legalna walka na terenie polskim, tak odbiegająca od krwAwych 
zmagań na zachodzie, zamieniających miasta i zamki w perzynec, 
była w gruncie rzeczy szkodliwsza i zadecydowała o upadku go- 
spodarczym kraju, który to element stał zawsze w ścisłym związku 
z siłą, potęgą czy upadkiem danego państwa, Przebieg tej walki, 
na oko cichej i spokojnej a tak szkodliwej dla Rzec;zypospospoli- 
tej, w historycznym jej rozwoju, wyglądał następująco: 
W r. 1423 i 1533 uchwalono zniesienie cechów miejskich, w któ- 
rych szlachta dopatrywała się organizacji miejskiej, podwyższającej 
ceny, względnie zaprowadzającej stałą taksę. Uchwalający dawali 
dowód nieznajomości stosunków rzemieślniczych, w których cecby 
były instytucją trzymającą na wodzy swych członków zarówno co 
do jakości jAk ceny towarów, udostępnienia im surowców i udzie- 
lania pomocy organizacyjnej w zachodzących po temu wypadkach. 
Równocześnie do skupu sołtystw po wsiach przeprowadziło 
możnowładztwo skup wójtostw po miastach i miasteczkach. Nie-
		

/051.djvu

			51 


stety smutny przykład tej procedury dawali królowie, oddający 
wóitostwa w ręce starostów. Tą dr:ogą władza po miastach z rąk 
mies
czan przechodziła do szlachty, która popierała własne inte- 
resy, niejednokrotnie ze szkodą - żywotnych spraw miejskich. 
Najgorzej odbiło się na miastach prawo zwolnienia szlachty 
od ceł, które od r. 1454-go uiszczali jedynie mieszczanie. Prawo 
to nie odbiło si
 od razu na handlu polskim, owszem podniosło han- 
del zbożem drogą na Gdańsk, Dopiero z chwilą, gdy Turcy opa- 
nowali wszystkie p(Jrty na wschodzie i tranzyt idący przez: PolskCC 
upadł, z tą chwilą musiano sprowadzać cały szereg artykułów, 
które przy ustanowionych cłach były bardzo drogie. 
Należy zaznaczyć, że ceny na"1owary były stale kontrolowane 
, 
przez państwo, a także prawo wojewodów do stałego wglądu, łącz. 
nie -z nakładanymi taksami stwarzało supremację szlachty. Nato- 

 miast zboże, główny_ produkt dóbr szlacheckich, był od tych ucią. 
żeń wolny, Wskutek -tych utrudnień dobrobyt mieszczan malał, na- 
tomiast szlachty stale wzrastał. Dołączało się do tego ustawiczne 
atakowanie prawa składowego;' które miały poszczególne miasta, 
oraz brak polityki celnej, nie chroniącej przemysłu i rękodzieła kra- 
jowego. Wskutek tego zagraniczna tandeta konkurowała zwycięsko 
z wyrobami rękodzieła polskiego, które choć solidne, nie mogły 
wyrugować towaru obcego przy specjalnym naslawieni
, że wszyst- 
ko co obce - to doskonałe. 
Stosunkowo bardzo wcześnie, bo już w r. 1496 mieszczanom 
zabroniono kupować ziemię, aby bogaty patrycjat nie wszedł tą 
drogą pomiędzy szlachtę. Pieniądz robił jednak swoje i wzboga- 
ceni mieszczanie różnymi drogami dochodzili do szlacbect.. a, C..ły 
szereg rodzin mógł być tego przykła(Iem: Morsztynowie (Morstei- 
nowie z Gliwic kupują w r, 1493 stragan na rynku krakowskim) czy 
Wielopolscy przez szereg stuleci tkwili w stanie mieszczańskim, aż 
dorobiwszy się, weszli w poczet polskiej szlachty. Poza Polską istniało 
takie same prawo i w Prusach. Stan ten przetrwał aż do r, 1807. 
Nie byli mieszczanie polscy pod tym wzgl
dein w gorszym poło- 
żeniu, jak mieszczaństwo innych krajów, wszędzie można było za- .. 
obse wować taki sam proces, tę samą zażartą walkę stanów. Bo- 


4.
		

/052.djvu

			52 


gate mieszczaństwo w Polsce starało się za wszelką cenę wy)SC 
z upokarzającego położenia i zdobywszy indygenat, nie przyzna- 
wało się wi
cej do poprzedniego stanu. Tą drogą mieszczaństwo 
traciło wi
ksze kapitały, a przy coraz bardziej rosnącym zuboźeniu, 
stale podupadało, gdyż pozostawali w niej tylko skromni kupcy 
i rzemieślnicy, brakło wpływowych i wyrobionych przewodników. 
W r. 1565, konstytucja postanawiała, że nie wolno kupcowi 
polskiemu wywozić towarów za granicę ani stamtąd 'sprowadzać. 
Import i eksport towarów mógł uskuteczniać jedynie kupiec obcy. 
Oczywiście, życie idące swoim torem nie stosowało się do tego 
prawa i praktyka wykazała jego bezrozumność i bezzasadność. Jak- 
kolwiek prawo to pozostało z czasem martwą literą, było dowo- 
dem złej woli szlachty w odniesieniu do miast, które tą drogą 
chciano zniszczyć, nie bacząc, że taka polityka była obosieczna. 
Najgorzej na potędze państwa polskiego odbiło się prawo za- 
braniające szlachcie imania się handlu, grożące w takim wypadku 
utratą indygenatu. Gdy w innych krajach szlachta a nawet arysto- 
kracja tworzyła pot
gę finansową i gospodarczą państwa przez za- 
kładanie banków, wielkich firm okrętowych, eksportowych i impor- 
towych, tworząc podwaliny późniejszego przemysłu i' mi
dzynaro- 
dowego handlu, w Polsce drobne mieszczaństwo, pozbawione wiel- 
kich tuzów na rzecz szlachty, nie mogło podjąć się z braku kapi- 
tałów stosunków międzynarodowych i szerszego rozwinięcia życia 
gospodarczego, gdyż przekraczało to jego siły j zdolności. Tu tkwił 
może jeden z najważniejszych powodów, dla których mocarstwowa 
Polska musiała zejść ze swego czołowego stanowiska w EuroRie, 
ust
pując państwom. mniejszym, które z handlu i przemysłu czer- 
pały siły i fundusze do swej rozbudowy. Z rozwojem handlu rozpea 
częła si
 potęga małych Niderlandów i Anglii. Z rozwojem prze- 
mysłu doszły Prusy do mocarstwowej potęgi, nie mówiąc o Francji 
czy poszczególnych państewkach włoskich, które dały początek ope- 
racjom gi
łdowym i finansowym. Za Jagiellonów Polska dzięki ini- 
cjatywie przybyłych Włochów była także na l'ajlepszej drodze do 
gospodarczego rozwoju. W Polsce w r. 1583 zaprowadzono jedno- 
litą taryfę pocztową, wyprzedzając tym całą Europę, również jak 
I 
i ujednostajni-e nie m miar i wag, co było zagadnieniem bardzo waź-
		

/053.djvu

			53 


nym. Niestety, przybysze obserwujl\c życie możnowładców i szlachty y 
nie mogąc iść przeciw prądowi, przeciw panującym przesądom i pra- 
wu, sami wnet przesiąkali niezdrową ambicją zrównania się z warstwą 
uprzywilejowaną i co prędzej starali się opuścić szeregi mieszczańskie 
i ilekroć się to tylko udało, bezpowrotnie tonęli wśród braci herb 0- I 
wej, nabierając jej tonu i blichtru. 
Sytuacja pogorszyła się jeszcze bardziej, gdy odkryto nowe 
lądy, gdy założono kolonie, z których tanie surowce i żywność 
umniejszyły handel zbożem via Gdańsk. Również straszliwe wojny 
w Polsce zamieniły kwitnące role w niezasiane pola, a handel 
Wisł
 prawie że zupełnie ustał. W tym momencie katastrofa 
gospodarcza odbiła się nie tylko na mieszczaństwie, ale i na krótko- 
wzrocznej szlachcie. Taki stan trwał około jednego wieku i przy- 
padał na CZ2iS największych zawieruch wojennych od połowy 17 do 
do pierwszej połowy 18 wieku. Dopiero w drugiej połowie 18 wie- 
ku, gdy zaczęto myśleć o reformach, pomyślano i o prawach miesz- 
czan, Pod tym względem ludzie epoki Stanisława Augusta Ponia- 
towskiego wyprzedzali inne kraje, dając w Konstytucji 3-go Maja 
przykład przełamania przesądów i szlachetną inicjatywą, wznosząc 
sił; nad poziom interesów jednej tylko warstwy. Na mocy Konsty- 
tut ji miasta otrzymywały udział w obradach sejmowych w spra- 
wach miejskich z głosem decydującymtoraz szeroki samorząd, łącz- 
nie z dopuszczeniem do stopni oficerskich i urzędów oraz przy- 
znaniem szlachectwa jedno&tkom dla państwa zasłużonym. To pra- 
wie zrównanie dwu pozostających wszędzie jeszcze w walce z sobą 
warstw' mogło wydać wspaniałe wyniki, niestety bieg wypadków 
stanął temu na przeszkodzie. W pewnym sensie miniaturowy plan 
rozwoju miast i przemysłu na terenie Królestwa Polskiego. za rzą- 
dów ministra Ksawerego Lubeckiego dawał obraz tego, jak wspa- 
niale -byłby się rozwinął przemysł i handel w Polsce, gdyby nie kata- 
strofa rozbiorowa, rozczłonkowanie Polski między trzech zaborców. 


LITERATURA: Baranowski, Wieś i folwark, Warszawa. 1914. Bobrzyń- 
.ki M, Karta z dziejów ludu wiejskiego w Polsce. Kraków. 1892. Bujak Fr. 
Z dziejów wsi polskiej, (Studja ku czci Zakrze
skiego), Kraków 1908, Bujak Fr. 
Zasady polityki gospodarczej Polski, P. A, U. 19 2 (Kult, Starop,). Dąbrowski J. 
Handel Krakowa z Węgrami w w. średn, (Roczn. Krak. XlIIj. Kaczmarczyk K.
		

/054.djvu

			54 


Ciężary ludnośe,i miejskiej i wiejskiej na prllwie niemieclciem w Polsce w 10J i 14 w. 
(Przegl. Hist. 1910), Korzon T. Dzieje wewnętrzne Pulski za St. Augusta Po- 
niatowski..go, Kralców-Warszawa 1897. t. I, II. Kutrzeba St. Historia ustroju 
Polski, Lwów, 1912. Han-:lel Po'ski ze Wschodem w w. średn.. Kraków. 1903. 
Handel K...kowa w w, średn. (Rozpr, P. A. U. t, 4ł). Hist. rodz. Wierzynków. 
Roczn. Krak. II. Lewicki S, Prawo składu w Polsce, Lwów. 1910. Lubomirski T. 
Rolnicza ludność w Polsce od XVI-XVIII W., Warszawa 1862. Łoziński \Xl. 
Prawem i lewem, Lwów, 19)4. Maciejowski Al. Historia włościan 18U. Ptaśnik J. 
Miasta i mieszczaństwo w dawnej Polsce, Kraków, 1934, Studia nad patrycja- 
tem krak. w. średn. (Roczn. Krak. XV). Rybarski R. Handel i polityka handlowa 
Polski w XVI st., Poznań, 1918. RUlkowski j. Poddaastwo włościan w Polsce 
i niektórych in. miejsc. Europy, Poznań. 1921. Smoleński Wł. Pisma III. (Sprawa 
włościań.ka w Polsce w. 18), K-aków, 1901. Świętochowski A. Historia chło- 
pów polskich, 1925. Szelągowski A. Pieniądz i przewrót cen XVI i XVII w.. 
Lwów, 190
, Ulanowsk, B. K,lka zabytków uSb.wod. król. i wojewódz. w przed- 
miocie handlu i ustanowienia cen. Arch. Kom. Prawn, A, U. t. I, 1905. 


/ 


'. 


I
		

/055.djvu

			IV. 


"UDZIAŁ SZLACHTY W KSZTAŁTOWANIU 
DUSZY NARODU" 


Nie można indentyfikować władzy politycz- 
_ Szlach,t
_polska nej Kościoła z zasadami wiary chrześcijań- 
I chrzescIJaństwo. k . . k . h ł . . d . 1 " bl " ' 
s le), toryc g owną.l eą mi osc Izm ego. 
Papieże, jak każda inna władza świecka, w średniowieczu, musieli 
walczyć siłą o swą potęgę, o uznanie swej supremacji, gdyż w prze- 
ciwnym razie groziło Kościołowi podporządkowanie zbrodniczym 

nstynktom władzy niektórych cesarzy. czy królów, którzy mieli 
.. sobie więcej ducha pogańskiego, niż chrześcijańskiego. Historia 
vvkazuje dobitnie, że sama wiara nie wystarczała w owych cza- 
sc:h, gdzie tylko przemoc i żelazo wzbudzały poszanowanie. Dla- 
tep władza papieska musiała także posiadać siłę materialną dla 
ug").ntowania chrześcijaństwa w pogańskiej Europie oraz dla odpie- 
ram groźnych zalewów, idących od południa w postaci fanatycznych 
Ara'f,w, Turków, czy od Wschodu dzikich Tatarów. Stąd ustawiczne 
wa!k
 cesarstwem, z książątkami włoskich państewek, stąd nawoły- 
wanie10 zbrojnych wypraw krzyżowych w myśl idei - wojny dla 
święt}1 celów. Na tej zasadzie ogniem i że!azem nawracano na 
wiarę \rześcijańską, przy czym duch germański święcił największe 
tryumf}w walce ze słabszymi, których tępiono bez miłosierdzia. 
Tak zosli nawróceni Słowianie nadłabscy czy nad Odrą. 
W
w tej metodzie krwi i mordu, stosowanej głównie przez 
zakon kr żowy , polska szlachta rozwiązała najidealniej problem 
wiary Priąwszy chrześcijaństwo, Polska pojęła je od strony. naj- 
właściwszf.uznając z jednej strony wysoki autorytet papieski, któ- 
rym władcpolscy bardzo zręczn.e zasłaniali się od nacisku cesa- 
rzy niemie	
			

/056.djvu

			J 


56 


z drugiej strony nie stosowano żadnego nacisku w odniesie nu do 
pogańskich sąsiadów, na przykład w stosunkach z Litw'4 odbie- 
gano jaskrawo od krwawego miecza Krzyż
ków, Gdy równocześ- 
nie całe średniowiecze rozbrzmiewalo jękami prześladowanych Ży- 
dów, w Polsce przygarniano ich litośnie, całymi tysiącami, w myśl 
idei i słów Chrystusa. 
T a tolerancja religijna, jakiej żaden kraj europejski nie mógł 
być w tym samym czasie dobrym przykładem, najlepiej świadczyła 
o rzeczywistym przejęciu się zasadami wiary chrześcijańskiej, w prze. 
ciwiellstwie do Zachodu. gdzie nawet papieże niejednokrotnie nie 
umieli być pobłażliwymi i tolerancyjnymi. Równocześnie setki ko- 
ściołów i klasztorów, które po ,,'stawały na terenie polskim jak 
grzyby po deszczu, najlepiej świadczyły o. szerokim rozprzestrze_ 
nieniu się W' Polsce chrześcijaństwa. Polska była bardziej katolicka 
niż sam papież - śmiało można zaryzykować takie twierdzenie 
w pewnych okresach czy epokach. 
Dlatego wyniki nie dały na siebie długo czekać i gdy inne 
państwa rozszerzały się w drodze podbojów, Polska poszerzała się 
Da Wschód - drogO! unii, które w historji narodów europejskich 
nie miały drugiego w tych czasach przykładu. Braterskie przy- 
jęcie bojarów litewskich do polskich herbów, dokonane przez pol- 
ską szlachtę, było najlepszym dowodem, że pojęcia chrześcijań a 
skie były poj
te głębok
. Akt unii horodelskiej w 1413 roku !'oz- 
p, czynał się bardzo charakterystycznie: "nie dozna zbawienia kogo 
nie 'wesprze miłość. On 1 jedna nie działa marnie: promienna sama 
w sobie, gasi zawiści, uśmierza swary, użycza wszystkim pokoju, 
skupia co się rozpierzchło, podźwiga co upadło, wygładza nierów- 
ności, prostuje krzywe, wsiystkim pomaga, nie obraźa nikogo, 
a ktokolwiek się schroni pod jej skrzydła, ten znajdzie bezpieczeń_ 
stwo i nie ulęknie się niczyjej groźby, miłość tworzy prawa, wła- 
da państwami, urządza miasta, wiedzie stany Rzeczypospditej ku 
najlepszcmu końcowi, a kto nią pogardzi, ten wszystko utraci. Dla- 
tego też, my wszyscy zebrani, prałaci, rycerstwo i szlachta, chcąc 
spocząć pod puklerzem miłości i przejęci pobożnym ku niej uczu- 
ciem, niniejszym' dokumentem stwierdzamy, że łączymy i wiążemy 
nasze domy i pokolenia, naSZe rody i herby". 


\
		

/057.djvu

			57 


W imię miłości brat
rskiej wiązano się ze stanami pruskimi. 
które wypowiedziały posłu5zenstwo zakonowi krzyżackiemu w r. 
1454, z Inflantami w r. 1561 oraz ostdtecznie z Litwą w Unii Lu- 
belskiej w r. 1569. Przy
arnięcie Ormian, Braci cz
skich ucieka- 
jących przed prześladowa'1iem z rodzimego kraju, Żydów z całei 
Europy - znajdujących w jeJnej Polsce schronienie, gdy byli prze. 
śladowani nawet w państwie kościelnym oraz przeprowadzona 
w r. 1658 Unia fedcracyjna polsko-litewsko-ukraińska w Hadziaczu, 
niestety spóźniona wobec już zbyt silnej Moskwy, dowodziły, że 
szlachta polska jako stan kierujący Polską była przesiąknięta pie- 
rwiastkami chrześcijańskimi w stosunku do innych narodów. Rów- 
nocześnie jedyny w dziejach akt zjednoczenia kościoła greckiego 
z katolickim, wbrew nawet interesom polskim, dokonał się w Polsce 
w r. 1595 na synodzie w Brześciu. Unia ta przetrwała nawet Polskę 
szlachecką i Rcsja nie mogła w żaden sposób nawrócić unitów na 
prawosławie. 
Powyższe unie, jakkolwiek ze względów politycznych miały też 
swoje złe strony, gdyź zbyt daleko posunięta tolerancja wobec 
obcych narodowości okazała się w momentach przełomowych dla 
samej Polski zgubna. to jednak fakt postępowania odmiennego, 
niż to było przyjęte we wszystkich innych krajach, dowodził nie- 
zbicie, iż w Polsce panował duch chrześcijański. Wprawdzie ze 
wzgl
dów politycznych moźnaby się spierać, czy tak właśnie pea 
myślana tolerancja i miłość do wszystkich narodów i sąsiadów. 
cierpiętnictwo narodu, który był Chrystusem innych, miało jaki': 
kolwiek sens, to jednak stwierdzić należy. że Rzeczpospolita szla- 
checka postępowała zgodnie według przyjętej zasady wiary Chry. 
stusowej. 
Najpięknif'jszą cechą narodu polskiego w tych czasach była 
szlachetnie pomyślana tolerancja religijna, która nic znała w Rzeczy- 
pospolitej gorejących stosów, inkwizycyj, tortur, prześladowań, zam- 
ków św. Anioła czy fanatyków w rodzaju Torquemady, Gdy cała 
Rzesza spływała obficie. krwią w myśl zasady cuius regio ei --IS religio, 
w tym samym czasie wolność wyznania była zagwarantowana przez 
szlachtę polską na sejmie konwokacyjnym w r. 1573. Nigdy nie 
znały dzieje Polski nocy $W, Bartłomieja i tym właśnie odbijała
		

/058.djvu

			58 


szlachta polska od szlachty innych krajów, że chrześcijaństwo przy- 
jęło się gruntowniej, nie tworząc tylko pustej frazeologii. Tym się 
też tłumaczy, że nigdy nie było w Polsce wielkich zbrodni. ani 
masowych morderstw, ani teŻ tak strasznego ucisku innych stanów. 
jak to mialo miejsce w krajach zachodnich CJ.:y południowych. 
Oczywiście, jak wszędzie tak i w czasach staropolskich zda- 
rzały się sporadyczne wypadKi napawdzie po pijanemu czy z chęci 
zysku zabił szlachcic szlachcica, chłopa czy kupca, Zdarzały się 
takie wypadki, jak zdarzają się w każdym przeciętnym społeczeń- 
stwie, nigdy natomiast nie miały tak masowego, wręcz narodowego 
charakteru, jak afery trucicielskie we Włoszech, palenia na stosach 
w Hiszpanii, mordów rabunkowych w Niemczech czy rzezi desyden- 
tów we Francji. Natomiast rzecz na owe czasy dziwna.i pochwały 
godna, taki szlachcic Jan Przt'Ypkowski - w r. 1572, z pobudek reli- 
gijnych zwolnił włościan - z jarzma poddaństwa według własnych 
jego słów -. gdyż wszyscy są dziećmi tego samego Stwórcy. 
Na tle reformacji powstała sekta Braci Polskich, którzy gło- 
sili z najgłębszą wiarą ideę: czło
iek powinien dbać o piękno 
wewnętrzne, którego odbiciem na zewnątrz są uczynki, dokony- 
wane nie dla nagrody, ale. z miłości do Boga, Na tej zasadzie 
arianie potępiali poddaństwo chłopów, ..gdyż to rzecz pogańska 
panować nad swoim bratem, potu jego a nawet krwie jego uży- 
wać, wszyscy jesteśmy równi bracia". I oni, gdy musieli opuścić Polskę 
na mocy uchwały sejmowej w 1658 r., otrzymali aż dwa lata czasu 
dla zlikwidowania swych interesów i spokojne wyniesienie się do 
krajów protestanckich, . 
Bardzo wcześnie bo w 15 wieku głoszono zasadę wojny spra- 
wiedliwej nigdy zaczepnej. Teorię tę rozwijał Paweł Włodkowic, 
rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego na soborze trydenckim, głosząc, 
że pogan nie wolno nawracać mieczem. To pojęcie wojny obron- 
nej rozwinęło się w Rzeczypospolitej szlacheckiej -i było przez t«; 
warstwę w różnych okolicznościach dziejów polskich silnie przestrze- 
gane. 


\
		

/059.djvu

			59 


d ŚĆ I k - - Jest niezbitą prawdą, że tak, jak prote- 
I eowo po S U
J t b ' ł . ' h 
.. s antyzm wy I swe piętno na panshvac 
nacJI_ ' ł h . R ., k " h 
po nocnyc I zeszy memlec lej, tworząc c a- 
raktery surowe i wojownicze, tak katolicyzm wybił swe piętno na 
Polsce, tworząc charaktery z natury waleczne, ale nie imperiali- 
styc
ne. Ideały rycerskie w najszlachetniejszym tego słowa zna- 
czeniu wyrobiła w sobie dusza polska, zarówno wśród warstwy 
szlacheckiej jak mieszczańskiej i chłopskiej. Jedni i drudzy, 
każdy stan na swój sposób był z gruntu przesiąknięty chrys ja- 
nizmem w najszlachetniejszym, w najidealniejszym tego słowa 
znaczeniu. Cecha ta, tak charakterystyczna dla narodu polskiego 
w ciągu wielu wieków, niedoceniana i przemilczana przez historyków 
własnych i obcych, którzy w różny sposób tłumaczyli i tłumaczą siłę 
narodu, dziwnie żywotną. zdolną znieść największe ciosy - nie 
znajdując tak prostego rozwiązania, jakim jest głęboko pojęta ideo- 
wość. Bez względu na stany, bez względu na wzajemne nieporo- 
zumienia czy porachunki, tam gdzie chodziło kiedykolwiek o wyższe 
cele, o szlachetne pobudki, tam naród polski potrafił zawsze okazdć 
się godnym swego honoru i szacunku. Nie chwilowa koniunktura, 
nie miecz i łatwa zdobycz - kierowały dziejami i historycznym 
losem Polski, ale pojęcie wyższego sensu życia, że lepiej raczej 
cierpieć w poczuciu wewnętrznej sprawiedliwości, niż zwyciężać, 
kreśląc swe dzieje po trupach drugich. 
W tym kształtowaniu duszy polskiej warstwa szlachecka brała 
udział zasadniczy. Z jednej strony spośród niej wypływali ludzie 
przesiąknięci ową wyższą sprawiedliwością, nadając ton polityce 
na wewnątrz i na zewnątrz w naj piękniejszych okresach dziejów 
Polski, z drugiej strony znajdowali zrozumienie i poparcie w masie 
szlacheckiej, wypowiadającej się na sejmikach, sejmach czy w innych 
okolicznościach za tolerancją, za' polityką pokojową, za nadaniem 
autonomii tym wszystkim, kt6rzy się garnęli do Rzeczypospolitej, 
jak Litwa i Ruś, Prusy i Inflanty, czy bezpaństwowi Żydzi. Nie kto 
inny, tylko jednostki z' tej szlachty wyrosłe prowadziły politykę 
tolerancyjną w odniesieniu ."' rq, h wyznań, co tak ładnie 
określił Zygmunt Augus 
:rdCzaj¥; ,nie jestem władcą wa- 
szych sumień". .
 ( \ : 
. 
 ....J 
.'" 
.
 'if 
>,;'".... 
 
-''I..;
 ł .....
 
"l.," '(
		

/060.djvu

			60 


Rzecz paradoksalna, historycy obcy i swoi, pod wpływem 
rozbiorów Polski zaczęli narodowi polskiemu zarzucać, że nie szedł 
z postępem czasu, że nie umiał dostosować .ię do epoki i okoliczności. 
Pierwsi czynili to pod wrażeniem wyższości ducha dziejów polskich, 
drudzy w zaślepieniu pod wrażeniem klęsk rozbiorów i tragicznych 
zmagań narodu z ciemiężcami. Nie rozumieli jedni i drudzy, że zawsze 
na świecie wre uparta i zaŻarta walka o byt, lecz nigdy siła i prawo 
pięści nie stworzlł trwałego i szczęśliwego porządku na ziemi. 
Paradoksem było to, że zarzucano nam i. zarzucaliśmy sobie sami, 
że nie poszliśmy drogą krwawego imperializmu wtedy, gdy było 
nas stać na to. (Naleiy rozróżnić zaniedbania z własnej winy, 
o których mowa w następnych rozdziałach). Nigdy naród polski 
nie wydał Z siebie pseudobohaterów - krwawych butii - szafu a 
iących krwią ludzką, nieszczęściem, pożogą, masowym mordt"r- 
.twem niewinnych kobiet i dzieci w imię upiornego maniaka włas- 
nej sławy czy tragicznego w swych k'Onsekwencjach, choćby chwi- 
lowego dobrobytu w.łasnego narodu. Wszyscy wielcy wodmwie, 
mężowie stanu, w mniejszym lub większym stopniu kierowali siC; 
pobudkami wyższej natury, że wystarczy wymienić Żółkiewskieg
, 
Czarnieckiego, Sobieskieio. Kościuszkę, ks. Poniatowskiego czy 
tylu innych. . 
T ak było w dobie tworzenia się, krzepnięcia i rozwoju pań a 
stwa polskiego, a nawet w końcowwm akcie dramatu, gdy chcie- 
liśmy się podźwignąć, przechodząc duchowy renesans staropolskiej 
siły i wolnomyślności, a uderzono nas zdawałoby się śmiertelnie, 
w ostatnim momencie bliskiego ratunku. Czas, który przegradzał 
owe dawne pełne chwały dzieje, a ostatnie bohaterskie porywy, był 
okresem wewnętrznej anarchii, załamania się głoszonych przedtem 
ideałów, czas, w którym raczej dostrajaliśmy sic:: do państw zachod- 
nich, nie będąc w niczym .od nich gorsi, jeżeli nie lepsi. Czas 
ten charakteryzował się przede w$zystkiem powierzchownością form 
chrześcijańskich, wzrostem wpływów i reakcji jezuickiej, która dzia- 
'łała wbrew przyjętym poprzednio zasadom i jedynej w tych cza a 
sach szlachetnej tolerancji polskiej.
		

/061.djvu

			61 


.... 


P . h ŚĆ Tak wyglądały obowiązki sumienia, jeieli cho- 
oWIerze owno d ' ł d h d l k ' . h 
d . d Zl o o uc a naro u po s leg'O, o Jego c a- 
nIa powsze - kt b . .. . l .. 
. g ra er o )aWla)ący Się w to eranC)1 na zewn'ltrz 
nIe o.. . ł . b d . l 
I wewnątrz, w uznawamu pe neplwo o y I wo - 
ności drugiego narodu, oczywiście w ramach ustroju stanowego, 
czym odbiegano od powszechnie przyjętych pojcoć, a nawet two a 
r ono wzory gdzie indziej nieznane. Oczywiście nie umniejszało to 
w niczym, że w drobnym życiu potocznym, w szarzyinie dnia po- 
wszedniego niejyło ani tyle wzniosłości, ani idealizmu. W słabości 
natury ludzkiej, zdolnej do wielkich porywów w dniach szczególnej 
wagi i znaczenia, nie było go, a nawet nie mogło być na codzień. 
Utartym zwyczajem uczęszczanie na mszę św., żegnanie się znakiem 
krzyża, rozdawanie ułamkowej ja
mużny, całowanie relikwij, wypra- 
wianie sutych świąt, udział w zewncotrznych c
remoniach, w pełnym 
rewerencji traktowaniu duchownych, uważano za identyczne z wyzna- 
waniem zasad chrześcijańskich, co nie przeszkadzało postępować 
w innych okolicznościach jedynie według swej woli i zrozumienia. 
Wicocej w tym było egoizmu myśli o sobie, niż refleksji o Bogu. 
Dlateg'o dopiero w ostatniej chwili szły bogate fundacje na kościoły 
i klasztory, na szpitale i ubogich, czym chciano sobie zapewnić 
w obliczu Stwórcy łaskę i pobłażanie codziennj ch grzechów i niepra a 
wości. PrzewaŻnie Kościół nie .docierał do dusz ludzkich, zadawa- 
łając sico jedynie zewncotrznymi praktykami. 
Tak 'było u nas. Gdzie indziej gorzej - bo pogańskie instynkty 
, 
i cechy narodów wojowniozych, pod przykrywką chrześcijańskich 
pozorów - ujawniały b
stie ludzkie, skłonne do rzezi i mordu. 
T o też krew ludzka rosiła ziernico obficie i nie było takieg'o zaa 
kątka, w którymkolwiek z państw europejskich, gdzie nie byłoby 
wspomnienia o wzajemnej rzezi. Albo to '>yły walki między poszcze- 
gólnymi stanami, lub walki między poszczególnymi narodami. W tych 
masowych wojnach, mordach, rzeziach i pożogach państwo polskie 
miało sWÓJ udział najmniejszy, walcząc jedynie o swoje istnienie. nie 
plamiąc się walką bratobójczą dla różnicy wyznania czy stanowego 
przekonania,
		

/062.djvu

			62 


LITERATURA: Abraham Wł, Organizowanie JrościoIa w Polace, 1890. 
Bulcowski J. Dzieje reformacji w Polace, 18
3. Dembiński Br. Rzym a Enropa, 
Kr"ków, 1890. Dziednszycki M, Piotr Skarga i jego wiek, Kraków, 1869. Rzut 
(lica na stan religijno. obyczajowy w 18 w. (Czas dod. 18')7/8, Halecki O., 
Zaroda Sandomierska 1570 r.. Kraków, 1915. Kot Stan. Andrzej Frycz Modrze- 
jewIlki, Kraków, 1919. Ideologia pol, i apoł. braci polskich, Warszawa 1932. 
Krasieński, Zarys dziej. powstania i npadkn reformacji w Polsce, Warszawa 1903. 
Knltura starop
lska P. A. U., Kraków, 1932. Morawaki Szclo. Arianie polscy, 
Lwów. 1906, Ranke L. Historia papieiy i papiestwa, Warszawa, 1873, Smoleń- 
ak,. Wł. Pisma historyczne I, Kraków, 1904. (Wiara w życin spoleczt;ńslwa pol- 
skiego). Załcoski St. Jezuici w Polsce. Lwów, 1900, 


. 


\ 


'" 


,
		

/063.djvu

			v. 


, 
"SZLACHTA Z RYCERZY I WOJOW 
POLSKICH WYROSŁA" 


SI . b O . Ź . Kardynalnym obowiązkiem szlachty polskiej 
uz a ,czy me. b ł ł . b . k " ' k 
y a $ uz a WO)S owa - nazywająca SIę P'ę - 
nie - służbą dla Ojczyzny. 
Obowiązek ten, spełniany przez szereg wieków prawdziwie po 
rycersku, wyrobił sław
 wojsku polskiemu jako walecznemu, nie- 
ustraszonemu i walczącemu w myśl ideałów rycerskich i chrześcia 
jańskich, Choć na ogół Polska w wyprawach krzyżowych brała udział 
znikomy, wyrobił się w wiekach średnich w Polsce typ rycerza, 
przejętego wielki mi ideałami. Z takim rycerstwem szedł Chrobry 
na Kijów czy Jagiełło pod Grunwald. Z takiego rycerstwa utworzona 
szlachta - zbierająca si.. w tak zwanym pospolitym ruszeniu, two- 
rzyła sił.. zbrojną Polski starożytnej cieszącej się zasłużoną sławą, wśród 
innych narodów europejskich, dla których była granicą ówczesnej 
cywilizacji. 
Ale przyszedł moment, gdy szlachta jako warstwa uprzywile- 
jowana coraz częściej wieszała na kołku miecz i zbroję, a zamie- 
niała się w spokojnych ziemian:' na kształt i podobieństwo Reja 
czy Kochanowskiego, żyj
cych w spokoju, w smutkach i radościach 
pięknej i boga.tej ziemi polskiej. Z szlachcica rycerza - wytworzył 
si.. typ siZlachcica.sybaryty, który myślał przede wuystkim o za- 
bezpieczeniu swoich przywilejów jako żródła bogactwa i wygodnego 
życia. Wraz z dobrobytem i długim pokojem przyszła gnuśność 
i ospałość, co doprowadlało w końcu coraz częściej do uchylania 
si.. od obowiązków i trudów twardej służby wojskowej. Z tego wy- 
pływało, że ta sama Polska, która przedtem potrafiła ostać si.. 
przed naporem potężnego cesarstwa, Krzyżaków i dzikich Tata- 
'ów, w miarę swego rozrostu, w miarę zyskania na obszarze i wiel-
		

/064.djvu

			64 


kich terytoriach, nie mogła sprostać zadaniu i coraz trudniej da- 
wała sobie radę z najmniejs ymi zagadnieniami, spychając je z dnia 
na dzień, w coraz dalszą przyszłość. 
T ego złego stanu rzeczy nie można było usprawiedliwić wi
kszym 
niebezpieczeństwem, niż to było dawniej, ani imperializmem sąsia;' 
dów, gdyż ten raz tu, raz tam, istniał prawie za
sze, Jak uczyły 
dziejt", nawet największe niebezpieczeństwo umiano odeprzeć i zgod- 
nym wysiłi..iem stawić czoła obcej nawale, 'dopóki szlachta nie po- 
padła w sabarytyzm, a później gorzej jeszcze - w anarchi
. Rzecz- 
pospolita biła bez przerwy i (Jobrze, jak: długo stan szlachecki był 
w 
tadium tworzenia się, jak długo przepojony był w pierwszym 
rzędzie myślą o obronie Ojczyzny, a ni o przywilejach i o włas- 
nych interesach. Choć pierwszym obowiązkiem szlachty była służba 
wojskowa, już za Kazimierza Jzwykłego męstwa i bohaterstwa 
były zbyt cz
sto improwizacją, nie przemyślanym zrywem wtedy, 
gdy zimny i wyrachowany rachunek wodza w oparciu o karnc 
'i zdyscyplinowane wojsko dokonywał pewnego zwycięstwa. Pol- 
skiej !trategii, z racji wadliwego urządzel1ia służby wojskowej, 
brakło tej kalkulacji i dlatego Tatarzy, którzy mogl: być raz na 
zaAsze zlikwidowani, w jednej dobrze przemyślanej wyprawie, stali 
siec z biegiem cza
 u stałą bolączką, uprzykszoną muchą, od której
		

/065.djvu

			.. 


6
 


o!raitiały się raZ po raz - województwa południowe. Bardzo ma- 
łymi siłami rozbijano Moskali, Szwedów czy T.urków, że wystarczy 
wymienić - Kirchholm, Chocim .czy Cudnów, cóż z tego, skoro 
bitwy te były improwizacją dzielnego wodza i doborowego wojska, 
a brakło stał 'go, jednolitego, zwartego wysiłku, który przeciwsta- 
wi ł pokonany nieprzyjaciel i dzięki czemu pozostawał panem swych 
celów. Cały szere2' pokojow zawartych przez Rzeczpospolitą w 17 
wieku dowodził ni .zbicie, że wygrywaUmy bitwy, ale przegry- 
wali warunki pokojowe, które w najlepszym razie były łataniem 
dziur dlatego tylko, że brakło stałej siły. 
Najpiękniej'sze wy- rawy wojskowe na nieprzyjaciół z reguły 
spalały na pane.Nce wohec bezwładu, wręcz karygodne
o oportu- 
nizmu braci szlacheckiej, który rozpoczął się równocześnie z' otrzy- 
maniem wszystkich przywilejów, gdy stan szlachecki zaczął spo- 
czywać na laur. ch dostatniego próżnowaqia, mogącym być dopiero 
wtedy zakłóconym, gdy niebezpieczeństwo wisiało' już na karku. 
Wojska nieprzyjacielskie niejednokrotnie wkraczając w granice 
Rzeczypospolitej zdziwione były brakiem jakiegokolwiek oporu, bez- 
karnością, z jaką pustoszyły żyzne połacie kraju, Dopiero wtedy poru- 
szało się nieporadne cielsko pospolitego ruszenia i nagle z wście- 
kłością, niesamowitym impetem uderzało na wroga. Nieprzyjaciel 
był tym faktem tak samo zdumiony, jak swą zuchwałością w pierw- 
szym momencie r>apaści. Ale rychło po odniesionym zwycięstwie, 
jednej czy drugiej bitwie upojona niemal szlachta zawracała co 
prędzej do miłego domu i żonki z czeladką, nie ogląd!łjąc się na 
polityczne konsekwencje takiego postępowania. Chytry nieprzyja- 
ciel zorientowawszy si.. w sytuac;i, wnd z uległego stawał się zu- 
chwałym, a polscy dygnitarze musieli g
sto nadrabiać miną, by 
osłonić swą słabość. Polska racja stanu wobec takich warunków. 
jakie narzucała jej warstwa odpo
iedzialna za decydujące posu- 
nięcia na arenie międzynarodowej, coraz częściej musiała ustępo- 
WjiĆ placu. co. az częściej łatać dziury, które po wielu latach były 
nie do naprawienia. 
Tą drogą z..przepaszczono najpiękniejsze okazje i wspaniałe 
wyprawy, że wystarczy wymienić - Żółkiewskiego na Kreml, niedo- 
szł
 wyprawę na Tatarów i TLlrków - Władysława IV, Beresteczko 


Szlachta i możaowł.dztwo w dawnej Polsee 


. 


5
		

/066.djvu

			66 


i Wiedeń, któ-y przyniósł rezultaty wręcz odwrotne 00 za'T'ierzeń. 
Tę bezprzykładną w dzi. jach opit-s7ałf'ść i ni. równość nastrojów, 
wykazało panowanie Jana Kazi
ierza, kit'dy szlachta uległa naj- 
pierw kompletnej aberacj', a później Pl ba patriotycmcgo zapału 
pod Czarnieckim i Lubomirskim, pokaz..ła, czym potrafiła być jako 

ojsko napr
wdę. 


T emu smutnemu stanowi rzeczy próbował 
zapobiec Batory, pragnąc stworzyć wojsko 
łanowe z pros ych cl.łopów, powotlnych 
do służby wojskowej z króh-wszczyzn. Próba ta w zupełności się 
powiodła i wykazała wielką bitność chłopa polskiego, mimo że nOe 
posiadał ani herbu, ani tradycji rycerskil j. ani p zywilejów, dla 
których miałby obowiązek się bić. Lecz szlachta zorient )wała się, 
iż to mogło zagrozić jej uprzywil...jowanemu stanowisku i dlatego 
na sejmie podniósł się demagogiczny wr
ask przeciw taki. mu stanowi 
rzeczy. Toteż gdy Batory chciał z kol i stworzyć kawalerię wybra- 
niecką - szlachta zdecytiowa ic do tego nie dopuściła. Z tą wy. 
jątkową solidarnością, gdy chodziło o żywotne sprawy jej stanu, 
starostowie i dzierżawcy ekonomii królewskich wzięli sobie za za. 
danie tak dokuczyć żołnierzom wybJ anieckim, aby s"ę im odechciało 
więcej służyć w wojsku. Choć ż >łnie'ze wybranieccy zwolnieni byli 
od p. ńszczyzny i wszelakich robót, po p. wrocie do domu bywali 
do niej zmuszani, a nawet odbierano im dom i ziemię, sto,>ująe na 
każdym krpku ucisk i szykany. Wojsko wybranieckie upadło wraz 
ze śmiercią Króla Batorego, który snadno widział jak wyglądało 
pojmowanie przez szlacht<:1 obowil\zku służby woj \kowej i zaWCzasu 
chciał zapobiec temu stanowi rzeczy. 
Szlachta popełniła tą drogą jeden z największych swych grze- 
chów, udaremniając stworzenie _ stałej i taniej siły zbroj ej, która 
mogła trzymać nieprzyjaciół Rzeczypospolitej w szachu. Bractwo 
herbowe nie spełniło na tym polu ciąż,\cego na nim zadania, wręcz 
odwrotnie, buntown.czymi federacjami wojskowt"mi niszczyło kraj 
i wrrow"
dzało anarchię. W latach 1603, 1604, 1613, 1614, 1615, 
1622, 1644, 1648, 1659 powstawały buntownicze związki wojskowe, 
które zamiast bronić kraju, okupowały miasta i wsie, nakładały na 


Chłop-niewygodny 
konkurent.
		

/067.djvu

			67 


nie hal-acz. konfiskowały mienie i żywność, zachowywały się wręcz 
jak w podbitym kraju. Szlachta biorąc ud/iał w tych buntach, jak 
szarańcza obsiadała własny kraj, żyjąc na jego koszt, fo gując do 
syta swym żołądkom, lenistwu i ł1amiętnościom. W takich warun- 
kach zrodziła się Cecora, gdy Żółkiewski nie miał dość sił przy 
s
bie na obronę zagrożonych 
ranic, bo tysią"e braci herbowej 
pilnowało swych bab i pełnych dzbanów. W Jakich czasach możliwe 
były Piławce - które po wieczne czasy okryły hańbą pospolite ru- 
szeni
 - zdolne w tych czasach do zbytku, bijatyki i zabaw, a ucie- 
kające na weść o zbliżających się hordach Tatarów i Kozaków. 
A przecież wnet potem nastąpiło Beresteczko. które dobitnie wy- 
kazało, te siła była i można było stawić czoła niebezpilczeństwu. 


PI . . k Jednym ze smutnych przykładów tych czasów, 
agI wOJs owe. b ł " k ' W ł P b ' d -, k . k . dł 
. y me)a I ac aw o I zms J, tory we ug 
słów pozwów królewskich z r7. 1614, opuścił wojska Rzeczypospo- 
litej ze swoimi rotami w czasie wojennym, zdradził króla Zygmunta III 
w najkrytyczniejszej kampanii moskiewskiej, wchodził w związki 
z nieprzyjacielem
 Pod pozorem konfederacji, choć mu się nic nie 
naleŻało, wt,argnął ze swoimi bandami do Polski, 
obr
 królewski
, 
duchowne, szlacheck.ie niszczył, rabował. wyludniał, przy wypłacie 
zaległego żołdu osobno dla siebie wymus ł 24 tysiące karmowego, 
a ruszywszy w szyku bojowym na miejsce wypłaty, obóz tam rozto- 
czył, okolicI( dookoła zrabował i z ziemią zrównał, przygotowane 
na wypłatl( wojska pieniądze gwałtem zabrał, komisjI( do wypłacenia 
przeznaczoną pojmał i pod strażą zatrzymał, nastf;pnie na Warszawco 
chciał ruszyć i tym sposobem dwuletni Ż. ,łd, 
 tóry mu się \\ cale 
nie należ ..ł, iuxta libiłum - wyd rł. Chcąc się z góry ubezpieczyć ". 
przed następstwami swei. zuchwałości, przymusił komisarzy Rzec7Y- 
pospolitei, aby mu wystawili asekurację bezkarności i posuwając to 
zucbwalstwo swoje do ostatecznych granic, grożbą zbrojnej opr sji 
kraju i otwartych gwał:ów. taką samą asekuracjI( wymógł na królu 
i senacie - zgoła jako skończony łotr i buntownik dopuścił się 
całego szeregu naj nikczemniejszych zbrodni, z których najmniejsza 
pow.nna go była zawieść na szubienicę lub pod topór kata - 
a za to wszys.ko co mu si
 stało? Urągał sobi
 z pozwów króle w- 


5-
		

/068.djvu

			68 


skich i mieszkał sobie w ziemi przemyskiej, a co więcej szlachta 
na sejmiku wiszeńskim w 1616 roku, w instrukcji danej swym po- 
słom wniosła za nim instancję, bo będąc między nami, dawał do- 
stateczną sprawę niewinności swej jawnie oświadczając fidem suam 
de rempublicam, A kiedy król mimo to pozwów nie cofnął, szlachta 
po raZ drugi uchwaliła w r. 1618. na sejmiku instancjco za Pobi- 
dzińskim i domagała się, aby Król Jegomość z nim w sąd zacho- 
dzić nie raczył i od pozwu na sąd sejmowy uwolnił. 
W epoce rozkładu, pod koniec 17 i w ciągu 18 wieku, nie- 
uczciwe charaktery wzbogacały się na żołnierzach, wykorzystując 
lekkomyślnie wystawiane listy przypowiednie, na podstawie któ- 
rych zgłaszano pretensje do skaJ hu Rzeczyposp'olitej o zwrot ko- 
sztów za rzekomo poniesione wydatki na żołd i żołnierza. Było rze- 
czą wiadomą, że w tym czasie nigdy pułki nie liczyły ani tylu żoł- 
nierzy, ile oficjalnie podawano, ani żołnierze nie otrzymywali t
o, 
co byh dla nich przeznaczone. Listy przypowiednie uważano za 
najpro'łtszą drogę do łatwego i szybkiego wzbogacenia się. Taką 
drogą dorabiali się majątków głównie oficerowie cudzoziemscy, 
Niemcy, Szkoci, Francuzi, formujący z"aciężl"e pułki z polskich chło- 
pów - na wzór zagranicy. O tych nieuczciwych oficerach pisał smutną 
aatyrę Wacław Potocki: 
"Pan major drobny wóz lanc do obozu wiezie 
W inszych kilkanaście par wołów ledwie wlezie 
Z chorymi żołdakami, których od Lwowa 
Począwszy, z skurczonego brzucha boli głowa 
Na zdrowszych jeszcze woła: Maszirl póki mogą . 
. Choć pomału zgłodniałą postępować nogą. 
W 17 wieku słynny Starowolski pod Rzeszowem spotkal 
"jedną chongiew. która tylko 60 husarza miała, a wozów przy niej 
naliczyłem 225, z których niemal połowa poczwórnych a poszóst- 
nych była, nuż koni luźnych, białych głów i chłopiąt pieszo co nie. 
miara". Takie pułki ciągnęły na tak zwane "stacje", będące plagą 
wszystkich dworów, wsi, miast. Herbowe wojsko, skore do bil ki 
i swawoli, obsiadało spokojnych mieszkańców i kalało żywić się 
dobrze, postępując niejednokrotnie jak w kraju zabranym. Nic dziw-
		

/069.djvu

			69 


nego, że szlachta ziemiańska starała się uwolnić od tych niepro- 
8zonych gości i całym szeregiem przywilejów warowała sobie, że 
jest wolna od 
tacji, W takim wypadku cały ciężar utrzymywania 
obwiesiów spadał na wynędzniałe wsie i miasta. Dodając do tego 
straszny czas wojen, choćby za panowania Augusta Mocnego, gdy 
naród podzielony na dwie strony, toczył walkę bratobójczą, a w kroju 
grasowali bezkarnie sprzymierzeńcy jednej lub drugiej strony, SzwCa 
dzi i Rosjanie, nie można si
 dziwić, że Rzeczpospolita popadła 
w stan gospodarczego wyniszczenia, a wojsko szlacheckie zamie- 
niło się w bandy rabusiów. 
Do tych okropnych stosunków, które były 
Parodia p
«!knej anomalią w porównaniu z całą ówczesną Ella 
tradycJI. d , k .., " ł . 
ropą, gZie amosc I SI a WOjenna poszcze- 
gólnych narodów stale wzrastała, należy dodać utrzymanie zwy- 
czajów, -które były przestarzałe i choć piękne tradycją, wycho- 
dziły Polsce jedynie na niekorzyść, Do nich należało, że każdy 
szlachcic jako ta
 zwany ..towarzysz" był wyższy rangą od pul- 

ownika i generała wojsk autoramentu cudzoziemskiego. Podczas 
gdy wojska te były jedynie jeszcze karną i dobrze wyćwiczoną 
jednostką. wojska panCt rne i kawaleria pospolitego ruszenia były 
niesforną kupą braci szlacheckiej, nie uznającej żadnego rozkazu 
ani władzy nad sobą, która będąc nawet hetmańską, nie zawsze wy- 
chodziła cało z tych opresji. 
Tradycja "towarzysza" w wojsku p
lskim była bardzo piękna, 
jednak z czasem wojsko to niczym nie przypominało dawnych Ka- 
tonów. Ciekawe szczegóły zaobserwowane współcześnie podaje pa- 
miętnikarz z 18 wieku - Kitowicz, opisujący zjazdy wojskowe 
w Radomiu: ..nie mogę zamilczeć uczt i pijaństwa, których przy 
wszelkim warunku komisji, więcej tu nierównie bywało, niżeli w try- 
bunałach, ife gdy ten zjazd składał się po większej części z wojsko- 
wych osób, najczęściej z towarzystwa owych znaków wielce poważ- 
nych husarskich i pancernych namiestników, pułkownikńw, rotmi- 
strzów przedniej straży i oficerów autoramentu' cudzoziemskiego, 
którzy w charakterze plenipotentów od swoich znaków i kompanji, " 
w prywatnych sprawach tu się zjeżdżałr. Ci tedy panowie wojskowi, 
nie potrzebując ceremonii zapraszania siebie na .uczty i bankiety,
		

/070.djvu

			70 


z poufałością żołnierską tłoczyli sil( do stołów i kielichów, gdzie- 
kolwiek widzieli stoły zastawione, ile gdy imię towarzysz wi..łce 
w narodlie poważane, d .wało im wolny przystęp do każdej kom- 
panii: a do tego niebezpieczne było towarzysza choć grubjanina 
i natręta niegrzecznym przyjęciem zafrantować, kaidy teź co się 
chciał popisac z traktamentem do przyjaciół, widząc takowy przy- 
miot wojskowych ludzi, musiał się dobrze przysposobi c w trunku 
.i otworzyć piwnicę, aby nie tylko gościom zaproszonym tytułem 
grzeczności i attentacji, choć ich o tó nie prosił gospodarz i radby 
się bez tego obył, przybywającym wystarczyło. Kto tu był gO.1pO- 
darzem, można mu przyznać, że wytrzymał nowicjat cierpliwości. 
Towarzysz pijany wołał głośno kielicha dużego, a tym' podanym 
sobie pił prosto do gospodarza, lub obok stojącego przy sobie. 
choćby najdystyngowanego pana, właśnie jakby sam był gospoda- 
rzem i swoim częstował winem: nie odebrać od niego i nie wypić. 
byłoby poddać się w niebezpieczeństwo kłótni przykrej i napaści. 
Jedyny sposób był zabawić takiego przez zasadzone na niego osoby. 
a tymczasem oddalać gdzie na bok wino i z kielicha resztę kropel 
pozostałych w oczach tego wypić. Na komisji radomskiej napatrzeć 
się można było dostatek kielichów natłuczonych, obrusów i serwet 
winem poplamionych. damy mające wszędzie od kielichów excepcją. 
tu jej nie znajdowały. Towarzysz od kolegów trzeźwiejszych i wię- 
cej dla kobiet mających uszanowania bywał wypchnięty, ale też 
tylko od kolegów, bo kto inszy, gdyby się od\Aażył uczynić jakąś 
przykrość towarzyszowi, oburzyłby na siebie cały zjazd wojskowy. 
Imię towarzysz było hasłem, na które się zewsząd wszyscy zbie- 
gali, to imię noszący i nie można było pozbyć się napaści lub 
impertynencji towarzysza, tylko przez protekcję lub nasadzenie na 
niego innych towarzyszy". 
Prócz tego wszystkie stopnie wojskowe były kupne i cena 
poszczególnych dygnitarstw dochodziła do cen zawrotnych, które 
kosztowały kilka, a nawet kilkanaście wsi. Wsk1}tek takiego po- 
rządku rzeczy o godności wojskowe ubiegali się coraz cZl(ściej 
magnaci, którzy nigdy nic z wojskiem nie mieli do czynienia, nie 
nadawali się nie tylko na wodzów. ale nawet na zwykłych dowód- 
ców. Zato na sejmach czy innych uroczystościach par4dowali w bo-
		

/071.djvu

			71 


gatych mundurach, prześcigali się w drobiazga£h etykiety i ubie- 
ganiu się o obce łaski i ordery, chcąc szumnym tytułem, bogatymi 
szamerowaniami i błyskotliwością gwiazd zaćmić siebie i drug"ch. 
Z drugiej strony szlachcic zdolny lecz biedny nie mógł się posu- 
nąć wyżej w hierarchii wojskowej i wybić się na- zdolnego dow.-'ldcę 
a nawet wodza, ponieważ nie stać go było na kupienie sobie wyż- 
sz
j rangi. Równocześnie służ
ę w piechocie, gdzie można było 
własną zasługą i pracą dobić się wyższego stopnia. uważano za nie- 
godną szlachcica i dlatego pozostawiono ją obcym. Wskutek ta- 
kich stosunków .18-ty wiek wykazał dobi"nie braki siły zbrojnej 
Rzeczypospolitej, co glównie przyczyniło się do utraty niepodległo- 
ści. Wojsko nie posiadające karności, zdyscyplinowania, nie ma- 
jące wybijających się wodzów ani oficerów, przestarzałe zarówno 
co do jakości jak sposobów walki, nie było wojskiem, lecz sta- 
wało się jego kreaturą. Usiłowali temu zaradzić reformatorzy z epoki 
Stanisława Augusta, Sejm czte oletni, lecz już było za późno. 
Pacyfistyczne teorie, podkreślanie pokojo- 
wości Rzeczypospolitej na każdym kroku 
w 18-tym wieku przez szlachtę polską, było 
bardzo pięknym frazesem, mogło być nawet b
dującą prawdą, ale 
nie w warunkach, gdy wszyscy naokoło zbroili się po zęby. Był to 
nie tylko dziejowy błąd, ale karygodne niedbalstwo, zrzucające na 
barki potomnych - troskę o to, co będzie jutro. Gardłowanie, jak 
to uczą diariusze sejmowe czy sejmikowe o m'łości Ojczyzny, były 
pustą fanfaronadą wobec twardej rzeczywistości, która coraz groź- 
niej stawała u nawy Rzeczypospolitej. 
Działo się jeszcze gorzej, bo samowolnie stwarzaoo stan, który 
nie był do naprawienia. Jak pisze Konopczyński w "Dziejach Pol- 
ski nowożytnej", na sejmie niemYąI w 1717 roku, "szczęśliwie prze- 
.' prowadził "biskup Szaniawski wniosek, dogadzający powszechnemu 
sobkostwu, aby armię koroAną ograniczyć do 18 t. sięcy, a litew- 
ską do 6 tysięcy, wniosek umotywowany tym, że są państwa, któr
 
wojska oprócz garnizonowego nie mają i siedzą tylko cicho, 
i w kraju swym porządek robią. handlem się bogacą a z wojują- 
cych śmieją się. Prawodawcy zapomnieli o oficerach i i obmyślili 
źródła utrzymania tylko 24 tysięcy porcyj żołnierskich, przez co siła 


Bezwład 
militarny.
		

/072.djvu

			72 


zbrojna. Rzeczypospolitej spadła faktycznie do 10 tysięcy. Regula- 
min płacy, oparty na pogłówne m w Koronie i podymnem na Litwie, 
zmierzał do tego, aby zdjąć z gł
wy szlachty i rządu wszelką troskę 
o byt armii i raz na zawsze zapobiec - związkom wojskowym", 
Jak podawała brosmrka wydana w Warszawie w r, 1791 
p. t. "Polak prawdą podszyty", sprawozdanie ostanie jednego z puł- 
ków jazdy, przesłane komisji wojskowr>j w 1769, wyglądało nastę- 
pująco: Komplet głów 120, koni - 120, W rzeczywistoŚci było: 
25 oficerów, 4 podoficerów i tylko 41 żołnierzy oraz w całym 
pułku - 1 koń i 'jedna kulbaka. Na papierze pułk figurował szum- 
nie jako pułk kawalerii narodowej, składającej się z- 6 kompanii. 
Równocześnie znaną było rzeczą, że żołnierze stacjonujący w War- 
szawie, wypożyczani byli przez magnaterię na wystawne przyjęcia 
jako służba i lokaje, Żołnierz taki mało co kiedy ćwiczył w pułku 
i był więcej fagasem niż siłą zbrojną, 
Powszechne panowało utyskiwanie na brak pieniędzy na. stałą 
armię, Pod tym względ
m działy się nadużycia i fakta mówiły, że 
pieniędzy na wojsko mogło być dość. Jednym ze skandalów- było 
obrócenie w niwecz uchwały sejmowej z r. 1670, którą hetman 
litewski Pac, oddawał posiadane przez siebie królewszczyzny po 
swojej śmierci na rzecz artylerii. Wskutek samowoli i braku do- 
zoru utarło się, iż każdorazowy generał artylerii w Polsce pobie a 
rał ca!y dochód ze wspomnianych królewszczyzn do własnej szka- 
tuły, a pułki artyleryjskie nic nie otrzymywały. Co gorsza, sejm 
w r. 1775 zatwierdził to nadużycie Ówczesnemu generałowi art y- 
lerji - Sapiesze, który odtąd zam.jast pensji 40 tysięcy rocznie po- 
bierał 120 tysięcy, całkowity dochód z królewszczyzn, który wolą 
testatora przeznaczony był nie dla jednego dowódcy, ale na całe 
wojsko. 
Uchwałą Sejmu czteroletniego postanowiono stutysięczną armię, 
lecz nie pomyślano o środkach, W depeszy urzędowej dyplomata 
angielski Halles pisał do lorda Carmartena, najzupełniej obiektyw- 
nie: "Zdziwisz się zapewne milordzie, słysząc o wielkości tego pro- 
jektu, ale jeśli dowiesz się, że podjęto decyzję wprzód, zanim się za- 
stanowiono, jak taką potęgę utrzymać, to jeszcze bardziej dziwić 
się będziesz podobnej lekkomyślności i zrozumiesz łatwo, że z pro- 


'"
		

/073.djvu

			. 


73 


jektu nic nie będzie. Nie- chcę cię nudzić, milordzie, szczegółowym 
i długim wywodem, w jak nędznym stanie znajduje się ten kraj 
bez handlu i przemysłu, któremu ludności ubywa. Nic łatwiejszego 
jak dowieść, że połowę potrzebnej sumy nie zbiorą". Te współ- 
czesne uwagi potwierdzały smutne badania Korzona, który w "Dzie a 
jach wewnętrznych Polski za Stanisławct Augusta Poniatowskiego" 
dowiódł, iż uchwałę sejmu czteroletniego zredukowano ze 100 do 
54 tysięcy. 
Działały też .siły odśrodkQwe jak partia hetmańska z Rze- 
wuskim na czele, który jako hetman ograniczał się przez szereg 
lat tylko do pobierania pensji, ale dla samej armii nic nie zrobił. 
Wręcz przeciwnie, uważając, że nowy porządęk rzeczy od- 
bierał mu przywództwo nad bracią szlachtą i wzmacniał wpływy 
znienawidzonego króla, wybrał się w 1788 roku do Wiednia, gdzie 
prosił kanclerza Austrji Kaunitza o pomoc dla przywrócenia wła- 
dzy hetmańskiej, na co tenże lizorstko odepchnął próbę mieszania 
5ię w sprawy polskie, Warcholstwo szlachty i jej przywódców uda- 
remniało szlachetną 
yśl i czyn tych, którzy potrafili wznieść się 
ponad panujący przesąd i po
lądy, Szlachta zwyrodniała w swych 
przywilejach i warcholstwie, które było równoznaczne z polityczną 
krótkowzrocznością, myślała przedewszystkiem o sobie i dlatego 
zacierało sił:: w niej poczucie podstawowego i kardynalnego obo- 
wiązku, Zapominano o tym, że uprzywilejowane stanowisko w pań- 
stwie, zwolnienie od wszystkich większych ciężarów i przerzucenie 
ich na barki innych warstw odbywało się wyłącznie z tytułu obo- 
wiązku obrony Ojczyzny, który szlachta wzięła na siepie, a którego 
w historycznym rozwoju dziejów Polski w całości nie spełniła. 


.. 


LlTE
ATURA: Barto!lzewicz J. Rózne artykuły w Wielkiej EncykIop. 
Orgelbranda W. 1861. Friedberg. Pospolite rlPSzenie w WielkopoiRce w drugiej 
połowie XV w., Lwów, 19lO. Górski, Hist. piechoty polski
j, Kr. 1393. Hist, 
jazdy, Kr, 189t. Historia artylerii, Warsz. 1902, Piechota wybranie
k
 i łanowa, 
"Warszawa" 1892. Hahn, Pospolite rusz, wed!. uchwał sejmików ruskich 16-18 w., 
Lwów, 1928. Hist. wojsk. Polski w zarysie. Lwów, 1918, Kalinka. Sejm cztero- 
letni, Kr.-Lw. 1880. Kitowicz, Opis oby
z
jów i zwyczajów za panowania Augu- 


.
		

/074.djvu

			74 - 


Bta III, Lwów, 1883_ Korzon, Dzieje wojen i wojskowojciwPoIsce. Kraków 1912. 
Dziej
 wewn. Polski za St, Aug. Poniat0wskieKO, Kraków-Warsz., 189'2. Ku- 
kiel, Zans hist. wojsk. '" Pol
ce, Kraków, 1929. Kutrzeba, Hist. ustroju .'olski 
w zarysie, Lwów, 1912. L,skowski O. Odrc;bność staropolskiej sztuki wojskowej. 
Warszawa 1935. Z"b;ński, O w-.jo,-h i rycerzach polskich, Ateneum- 1895. 
Wojciechowski, O prawiC" rycerskiem. Poznań, 1928. 


., 


, 


.. 


, 


.
		

/075.djvu

			" 


VI 
VETO ZGUBIŁO RZECZPOSPOLITĄ 


S . ł d t Parlamentaryzm polski - w przeciwieństwie 
eJmow a z wo. d . h d . - . k . h " ł 
o mnyc naro ow europe)s IC - rOZWI)a 
się bez żadnych przeszkód ze strony władzy monarszej. przez zad. 
nego z królów polskich nie był gnębiony i uciskany, jak to było gdzie 
indziej i dlatego jego bujne życie rozwijało w sobie formy wolności 
i niezależności najzupełniej nowoczesne. To wszystko, co inne pań- 
. stwa poznały dopiero w 19-tym wieku, Polska miała i rozwinęła 
u siebie daleko wcześniej, Niestety demagogia szlachecka wzięła 
górę nad państwową racją stanu i doszło do niezdrowych prze- 
rostów, których nie miał kto ukrócić, gdyż władza królewska mU a 
siała się podporządkować władzy szlachty polskiej, reprezentowa- 
nej przez sejm i senat, 
jak podaje Kutrzeba w "Historji ustroju Polski" POCZl1a 
tek sejmów w Polsce był następujący: "Od początku XV wieku 
zjazdy ogólne zaczynają się stawać coraz częstsze.' Określają je 
już wówczas .jako sejmy. Coraz więcej spraw wspólnych, spraw 
obchodzących całe państwo - to jeden powód tej częstości zjaz- 
dów. DrlJgi - to coraz większe ograniczenie króla tak, że król 
musi daleko częściej odwoływać się do zjazdów, by zasięgnąć ich 
rady, nawet w sprawach, które dawniej załatwiał sam, bez współ- 
działania sejmów czy wieców. już w końcu rządów jagiełły pra- 
wie niema ważniejszej sprawy, którą by odważył się król załatwić 
samowolnie, choć żaden prawny przepis mu tego nie wzbraniał". 
Sejm, ów st-aszliwy postruh władzy królewskiej i ministrów, 
paraliżujący już od czasów króla Zygmunta Starego "złote czasy" 
polskiej polityki na zewnątrz i na wewnątrz, wyrósł nagle w ustroju 
Rzeczypospolitej i z momentem uzyskania przez stan szlachecki przy- 
wilejów stał się w jego ręku narzędziem do ich obrony, narzc;-
		

/076.djvu

			76 


uZiem do uchwalenia takich ustaw. które były zgodne z interesami 
braci herbowej i 'zapewniały jej w państwie stanowisko uprzy- 
wilejowane. 
już w 16 wieku, na początku rozwoju sejmów, Stanisław Gór- 
ski, patrząc na zło, które siłą sejmów owładnęło dziejami Polski _ 
rozpaczał: "żadnych dobrych, żadnych zbawiennych nie możemy 
pówziąć planów. Wymarli tamci mądrzy senatorowie, przewodnictwo 
w Rzeczypospolitej dostało się po części głupim, po części tym, co 
goniąc za prywatą. potakują jeno królowi, a nie myślą o wieczności 
Rzeczypospolitej, Czym jest nasza Rzeczpospolita. jeśli nie stekiem 
intryg, knowań, krzywoprzysięstwa i występnych frymarków? _ 
O czym inne m nie wspomnę, to tylko powiem, że nie ostoimy się 
cało, jeżeli nadal tak jak dotąd, na łeb spadać będziemy. Wiele 
jest u nas zastarzałego zła, od którego cierpi królestwo, ale jui 
najzgubniejszym Ala królestwa jest to zło, co ukazało się niedawno. 
Wszyscy to widzą. wiedzą, co trzeba zrobić, a przecież do naprawy 
rąk przyłożyć nie chcą. Los pędzi nas ku zginieniu". 
jak doświadczenie wykazało, nie pomogły wysiłki Zygmunta 
Starego, .Batorego, kanclerzy Zamojskiego, Zadzika, Ossolińskiego, 
gdyż nic nie mogło przełamać zwartej zasady stanu szlacheckiego _ 
Nihil me de sine me - nic na mnie beze mnie. A ponad wszysta 
kim panował wszechwładnie retoryczny frazes, którego -dominantą 
było często wygłaszane zdanie: "Bom poseł wolny, bo takie jest 
moje zdanie, bom się ze zdania mego sprawować nie powini..n ni- 
komu". Niejednokro
nie cudzoziemcy dziwili się polskiemu kraso- 
mówstwu, nigdzie tak jak w Rzeczypospolitej nie upajano się pięk- 
nym doborem słów, nie zastanawiając się często, czy miały one 
akiekolwiek realne pokrycie, czy nie były tylko grą demagogicz- 
nych frazesów. 


Sprawozdania z Sejmów, tak zwane diariusze 
Bolączki podat- sejmowe prócz pustych słów wykazują rów- 
kowe. 
nocześnie bardzo smutną treść. jest to usta- 
wiczna wa'ka o podatki, których szlachta nie chce płacić, wyma- 
wia się od nich, wykręca pięknymi zdaniami i jeżeli już płaci, 
to tylko w chwili specyficznie groźnej, gdy nawałnica nieprzyja-
		

/077.djvu

			77 


cielska zagraża całości nie tyle Rzeczypospolitej, ile poszczególnym 
Jegomościom. Przy tym stanie rzeczy nie można jednak zapomi- 
nać, że gdzieindziej było jeszcze gorzej. Warstwa 
zlachecka bez 
względu na narodowość, jako stan uprzywilejowany starała si
 
wszędzie zabezpieczyć stanowisko jak najbardziej niezależne i gdy 
w Polsce uciekano się jedynie do ustaw, do pozoru prawa
 tQ na 
Zachodzie krwią i żelazem przypieczętowywano panujący porżądek 
rzeczy. W takiej Francji oświadczano władzy królewskiej, że lepiej 
umrzeć, niż zapłacić podatki - potius mori quam leventur. Stan 
duchowny w r. 1577 - orzekł, iż prędzej zniesie tortury i spotka 
się ze śmiercią (voire la mort), aniżeli zezwoli na obciążenie po- 
datkami - majątków kościelnych. W Hiszpanii, gdy przekupiony 
przez cesarza Karola V sejm hiszpański przyzwolił na podatki prze- 
kr
czające wyraźnie dane instrukcje, wtedy niektórzy deputowani 
zostali zamordowani, bez spowiedzi, "gdyż zdrajców jedynie kat 
winien _spowiadac". 
Nie tylko w Polsce opierano się jakimkolwiek podatkom na 
cele wojskowe, ale nawet we Francji, której nie można było od- 
mówić rycerskiego ducha, dochodziło do tak wielkiego zacietrze- 
wienia, iż biskup, który ośmielił się domagać ustanowienia stałt>go 
funduszu na obronę kraju. spotkał się za Ludwika XIll z ogólnym 
Żądaniem szl	
			

/078.djvu

			78 


ClCizar stosunkowo lżejszy, a darzący sławą i zaszczytami. Rycer- 
stwo pamiętało bowiem wybornie o sobie, gdy szło o określenie - 
ścisłe podatku z krwi i zabezpieczało się na W'!I:zelki wypadf>k, aby 
lekkomyślny szafunek nim nie spowodował bezkr.wistości szldchec a 
. kiego stanu. Wszędzie więc pojawiały się przywileje, ogranicza- 
jące czas służby pospolitych ruszeń i zapobiegające temu, aby 
rycerstwo nie bylo zmuszone oddalać się zbytecznie od swoich 
..... siedzib". 
Skutek' był taki: że podatki płacili tylko biedni, gdyź w ta- 
kiej Francji szlachta mć-!jąca dochód wyższy niż 5.000 tysięcy lirów 
był.l wolna od wszelkich podatków. Równocześnie w Niemczech 
obliczono, że drobny kupiec płacił podatki 15- krotnie większe niż 
szlachc;c, zaś chłop 30 razy więcej - na wojsko - niż szlachcic 
z dóbr rycerskich. 
"Ni
 darmo reprezentacja stanów uprzywilejowanych uwaŻała 
prawo uchwalania podatków za najcenniejszy klejnot w wieńcu 
uwitym z przywilejów, z prawa bowiem powyższego wypływały 
w nieuniknionem nash,pstwie inne, rozszerzając nadmierny zakres 
władzy sejmów o'az sejmików". (Rembowski. Konfedcracja i rokosz). 
Tak było wszędzie, ogólnie można było. obserwować jeden 
i ten sam objaw. jaki 14ykazywała warstwa szlachecka w pojęciu 
<>bowh;zków swoich wobec Państwa, Toteż królowie francuscy, 
już od rqku 1614 zaprzestali zwoływać stany generalne, przechea 
dząc do innych. bardl.iej celł-)wych i skutecznych z punktu widze- 
nia racji stanu - metod. W Polsce natomiast było odwrotnie, 
Wobec słabej władzy królewskiej nie mo,;ło być mowy o jakimś 
<>porze, o presji wywieranej przez jakikolwiek czynnik państwowy 
l1a rozwielmoź iony sejm i senat, które to organy od 15 w. roz. 
poczęły ostrą walkę o poszerzenie swych przywilejów. 
Na zjeździe w Kole szlachta polska wyraźnie oświadczyła: 
"ciężko nam dać przyzwolenie na jakiekolwiek podatki dla róż- 
nych powodów, Naprzód dlatego, że nie wiemy, jaka tam .jest wola 
panów i szlachty małopolskiej, którzy między sobą postanowili, iż 
my bez nich, a oni bez nas, Jlic nie powinni byli na cośkolwiek 
się zgodzić, lub roztrząsać, jeno za jednomyślną zgodą obu pro- 
wincji". (Pawiński. Sejmiki ziemskie). 


.. 


\
		

/079.djvu

			79 


Szlachcic Szafraniec na se)m'e 1569 r. wołał: "ani żadnego 
poboru ni
 damy, wolimy zginącz z, majętnościami y dziećmi, niż- 
byśmy nad rozkazanie braciey uczynić mieli, bo nam bracia zaka- 
zali d ć poboru". W 1479 r. WielkopoLmie nie przybyli na sejm 
do Koła, ażeby uniknąć uchwały podatków, o których wiedzieli 
z domagań się uniwersałów królewskich. 
Doprowadzano do. tego, że Kazimierz Jagiellończyk musiał 
raz\] jednego zastawić suknię swej żony Elżbiety za 2 tysiące zło- 
tych, a król Olbracht nie mógł uzyskać pożyczki na wojsko, bo 
kredyt królewski był zachwiany, gdyż skarb był ciągłe pusty, gdyż 
gdyby ńie było prywatnych funduszów króla, nie byłoby komu bro- 
nić granic. Na zamku warszawskim za panowania Wazów nieraz 
panował głód i chłód, nie było na opalenie komnat, a Władysław IV 
musiał w sposób upokarzający prosić posłów sejmowych o zapła- 
cenie listy królews. iej. 
Taki stan trwał do r. 1717, kiedy dopiero po raz pierwszy 
zaprowadzono w Polsce stałe podatki. Fatalna gospodarka finan- 
sowa skarbu Rzeczypospol,tej nie wypływała z indolencji polsiich 
wład,-ów albo ich złej woli. Stały brak gotówki w skarbie na 
obronę państwa, na budowę zamków i fortalicji oraz na zaciągi, 
spowodowany ustawicznym uchylaniem się szłachty od ciężarów po- 
datkowych, był główną tego przyczyną. Rzeczpospolita posiad ła 
możliwości finansowe i gospodarcze, które gdyby były w swoim 
czasie należycie wyzyskane i poprowadzon
, mogły stworzyć z niej 
jedno z najmocniejszych państw europejskich. Niestety, nieumie- 
jętność gospodarowania naturalnymi bogactwami kraju, paraliżo- 
wanie rąk krółom i celniejszym ministrom było przyczyną póżniej- 
8zego up1dku państwa. 
Jak pisze Hot man (O zarządzie skarbu publicznego w daw- 
nej Polsce), "w 17 wieku obrzyd
enie do uchwalania i płace- 
nia podatków doszło do tego s'opnia, że w r, 1662, dopuszc7ając 
nadzwyczajny podatek - sejm zakazał na prz¥szłość nie tylko kró- 
lowi podohny podatek proponować, ale i sobie samemu na takowy 
zezwalać i dlatego pozwolił tyle tylko egzemplarzy konstytucji 
drukować, ile było grodów, aby je potem zniszczyć. - Pawiński 
(Skarbowość za panowania St. Batorego) dodaje: ,:jednym słowem
		

/080.djvu

			80 


pociągano niemal całą ludność do opłaty i ofiary, ;z wyjątkiem 
tylko i tylko szlachty. Nie dość, że szlachta nie płaciła podatków 
zwyczajnych, ale i w niezwykłych chwilach, grożących niebezpie- 
czeństwem całej Rzeczypospolitej, niczy n się nie przyczyniła do za- 
spokojenia potrzeb skarli. pu!>licznego".- 
W powyższym stanie rzeczy najważniejszy podatek na woja 
sko - był stałą bolączką państwa. Od czasu do czasu - brały 
górę wśród niezapłaconego wojska - elementy warcholskie - za- 
wiązywały się konfederacje wojskowe, które kazały aobie uiszczać 
niejednokrotnie sumy przekraczające wartość zaległego żołdu i wte- 
dy pod groźbą spustoszenia kraju szlachta myśląca dotąd tylko 
o sobie zdobywała się na wielki wysiłek. T ą drogą warstwa, która 
nie chciała uchwalić podatku w wysokości dwu milionów rocZllie, 
musiała zapłacić naraz 140 milionów w r. 1611,20 milionów w r. 1618, 
10 milionów w r. 1622, 190 milionów w r. 1717. Oczywiście. to 
niedbalstwo spadało na barki całego narodu. nie tylko szlachty, wy- 
kazywało równocześnie, jakie potężne środki można było zmohlli- 
zować w Rzeczypospolitej, gdyby było -tylko komu. 


Gospodarka taka prowadziła do ruiny miast 
i wsi, których kosztem dorabiali się nagle 
wielkiegC? majątku zbuntow
ni konfederad, 
rekrutujący si
 zresztą z warstwy szlacheckiej. Obok tego zła, 
stałej aberacji w sprawach największej wagi, rozwijało się jaki) 
wynik i skutek takiego stanu rzeCjlY - okrzyczane i osławione - 
Liberum veto. Konopczyński (Liberum veto) przeprowadził straszli 
wą statystykę-, która obejmuje 53 zerwanych sejmów od wygaśnięcia 
Jagiellonów. Ten szalony taniec zac
ął -.się od sejmu w r. 1582, 
kiedy Stanisław Czarnkowski swoją intrygą spowodował to, że nie 
uchwalono podatków. Wśród rwaczy 
ejmowych występowały co 
najpierwsze w Rze<łiypospolitej nazwiska, czasem wprost. czasem 
zakulisowo, przez marne kreatury i narzędzia, a dzieje się to obok 
identycznej akcji zagranicznych poselstw, które starają się niedo- 
puścić do zwiększenia lićzby wojska, do przeprowadzenia koniecz- 
nych czy pożytecznych reform. 


ŹrÓdło 
rozbiorów.
		

/081.djvu

			81 


Konsekwencje zerwanych sejmów były okropne: zerwany sejm 
przez Sicińskiego spowodował jedną z najkrwawszych klęsk, wy- 
rżnięcie pod Batoh
m w r. 1652 kwiatu polskiej młodzieży. Wobec 
warcholstwa sejmów w 17 i 18 wieku powstawały plany rozbior- 
cze: moskiewskie, szwedzkie. kozackie, siedmiogrodzkie, pruskie. 
Liberum veto w r. 1688, 1689, 1693 zmarnowało wyniki \\oypraw 
Sobieskiego. W r. 1719 i 1720 wolne nie pozwalam nie dopuściło 
do zrzucenia rosyjskiego protektoratu w oparciu o przymierze 
z Anglią i Austrią. W r, 1744, 1746, 1748 zerwane sejmy zaprze- 
paściły ostatnie dogodne okazje do spokojnego przeprowadzenia 
reform. 
. 
Konopczyński - pisze: "Veto sparaliżowało dyplomację pol- 
ską: toż od połowy 17 wieku żaden traktat z wyjątkiem oliw- 
skiego i warszawskiego z Austrią w 1683 nie doczekał się raty- 
fikacji na zwyczajnym sejmie, dwa szkodliwe przymierza z Moskwą 
(1686, 1704) zostały ratyfikowane pod obcym naciskiem, na wolnej 
radzie konfederackiej w r. 1710 niejedna pożytec
na konwencja 
pozostała martwą literą albo po prostu projektem, Zato znalazło 
się mif'jsce w Woluminach legum na zabójczy traktat mediacji 
z r. 1717 i jeszcze gorszy traktat gwarancji w r. 1758. ...Rzecz. 
pospolita w stosunkach międzynarodowych stała się pośmiewiskiem, 
nicością. Wielki wezyr Ali pasza miał rację, gdy pytał wzruszając 
ramionami w r, 1743: "Cóż mamy uczynić z narodem, gdzie dla 
wykonania jakiej bądź rzeczy potrzeba wprzódy trzydzieści tysięcy 
głów nakryć jedną czapką". 
Pamiętniki Kitowicza - dają obraz obradowania sejmów 
w 18 wieku: "a gdy takim sposobem nie było żadnego pożytku 
z sejmów, przyszły też do takiej pogardy, że arbitrowie siedzący 
wysoko na ławkach ciskali jabłkami i gruszkami twarde mi na posłów 
perorujących osobliwie, gdy który prawił co ladajako. Trafiony w łeb 
a jeszcze według mody panującej wówczas wygolony jak . kolano 
poseł wołał na marszałka: protestor Mości Panie Marszałku, o znie- 
wagę charakterowi memu poselskiemu od arbitra uczynioną: poka- 
zując takO\
ej zniewagi jawny dowód oczywisty, świeźy guz na 
czole lub pod okiem siniec. Marszałek w samej rzeczy i wszyscy 
posłowie uznawali w tym rzucaniu obrazę majestatu Rzeczypospo- 


Szlachta i możnowładztw. w dawnej Pol.c. 


6
		

/082.djvu

			. 82 


litej, nie tylko głowy JMości pana .posła i dopraszałi si
 na marszałka, 
aby takową swawolę arbitra ukarał i od dalszych afrontów arbi- 
trowskich osoby poselskie ocalił. Lecz to sztuka do dokazania była 
niepodobna, żeby było można wyśledzić swawolnika, który w tłoku 
i natężeniu wszystki<;h na prawiącego posła przez trzeci rząd sie a 
dzących rzuciwszy pocisk, siedział jak trusia. A choć też spotrzegł 
kto, to dla rozrywki, którą stąd wszyscy mieli, nie oskarźył ani 
nie wskazał. Zatem marszałek nabiegawszy się po kole poselskie m 
i nagroziwszy wszem wobec i każdemu z osobna tak płochemu naj- 
surowszymi karami, gdy od nikogo żadnej nie wziął odpowiedzi 
ani ślady winowajcy zbyt tern sZ'lrpiącego sict z guzem posła: 
znajdż Waćpan, kto Waćpana uderzył a obaczysz jego przykładne 
ukaranie". 
Te same pamiętniki dają obrazek drugi: "było między posłami 
piwo butelkowe, wtenczas będące w guście, musujące tak jak an- 
gielskie albo też w samej rzeczy angielsk:e. Posłowie po dobrych 
śniadaniach naturalnie cierpieli pragnienie: nie chcąc wychodzić 
z koła dla tłoku zawsze panującego, kazali sobie przynieść swego 
piwa, to w rctku niesprawnego służalca albo jakiego filuta, otwo- 
rzone z butelki musl,ljąc, gdyby z sikawki po głowach i sukniach 
jakiego takiego, poruszyło bliskich do ucieczki, a stąd do zamiesza- 
nia i śmiechu całej izby z przerwaniem n\eraz mowy oratora, kiedy 
filut hajduk trzymając w jednej ręce szklankę, w drugiej butelkę, 
jakoby nie mając sposobu do zatkania, z umysłu tam z nią ucie- 
kał, gdzie było ciaśniej". 
Zdarzały sict wypadki przekupstwa posłów, który to zwyczaj 
nie był polskim wynalazkiem, ale został wprowadzony przez obcych 
posłów i ambasadorów, głównie francuskich i austriackich, usiłują- 
cych przeszczepić na grun
 polski uświęcone sposoby i zwyczaje, 
stosowane szeroko przez dyplomację zadłodriio-europejską. Nie' 
było państwa ani dygnitarzy, którzy nie braliby pensji od obcych 
monarchów, zarówno w Rzeszy jak Anglii czy Francji. Dyploa 
macja polska nie znała i nie stosowała tych sposobów, dopiero 
wolne elekcje, licytacja zagranicznych kandydatów, kto da wi
cej- 
stopniowo i do Polski. weszło groźne przekupstwo. Cesarz Maksy- 
milian wysyłając swych poslów do Polski, w czasie pierwszej elekcji,
		

/083.djvu

			83 


dał im do dyspozycji 100 tysięcy złotych do kaptowania panów 
polskich. Z kamery śląskiej szły odtąd ogromne sUqJy do Polski, 
co najpierwsze nazwiska fgurowały na liście cesarskiej pensji: 
JCidrzej Opaliński marszałek wielki korony, dostał 6 tysięcy. zł, 
Wojciech Łaski 7.059 zł, Krzysztof Warszewicki, kanonik krakowski, 
1 tys, zł, Stanisław hr. Tarnowski (hetman Jan Tarnowski pobierał 
1 tys. florenów rocznej pensji) 9.000 zł, Paweł Falkowski rotmistrz 
650 zł, Paweł Uchański 6 tys. zł, Wojciech Czarnkowski 6 tys. zł, 
Anzelm Gostomski wojewoda rawski, 14.200 zł, Jakub iSecygniewski 
1.200 Mikołaj Dłuski 1.400 zł. (Mosbach. Wiadom. do dziej. pol. 
2: arch. prow. śląsk,). 
Jeżeli przykładem zagranicy ci najwięksi nauczyli się brać, 
nic dziwnego że i mali posłowie o słabszych charakterach dawali 
się przekonać obcym przedstawicielom i na ich zamówienie zrywali 
sejmy_ 
Jeden z takich przykładów daje Kantecki (Stanisław Ponia- 
I towsk;), opisując sejm w r. 1733: "przekupiony przez Lowenwol- 
da, poseł czernichowski Lubieniecki powstał, aby zaprotestować 
przeciw wszystkim uch\.ałom sejmu jako nieprawnego z powodu, 
że nie obrano w pierwszym dniu marszałka, Skończywszy po- 
sunął 
ię ku drzwiom. ale zamknięto mu odwrót, a w izbie pod- 
niosła się nie1:wykła burza. Znajdowało się w niej, jeżeli wierzyć 
Wilczkowi, 150 towarzyszów spod komen
y Poniatowskiego (prze- 
ciwników Potockich), umieszczonych w róźnych punktach sali: 
jeden z nich dobywszy szabli, uderzył na oponenta. Byłby prze- 
dajny pOSt ł padł na miejscu, gdyby stoiący obok starszy brat 
jego nie odbił cięcia laską i nie wyniósł zagrożonego poprzez tłum 
na ulicC(. l tu nie był on jeszcze bezpieczny, bo zgromadzone licznie 
pospólstwo domyślając siC( przyczyny ucieczki Lubienieckiego, by- 
łoby go rozszarpało na sztuki. Ale ambasador czuwał nad bezpie- 
czeństwem swego narzędzia, a jeden z oficerów posadził ściganego 
na swego konia, Protest posła czernichowskiego uznano za nieważny, 
lubo Lowenw:old nie tracąc nadziei skutku, ofiarował piCićdziesiąt 
dukatów registratorowi grodu za odebranie aktu protestacji od 
Lubienieckiego, ukrytego w klasztorze. Ambasad?r pienił się ze 
złości, widząc jak uknuły przez niego zamach spd,d na niczym.
		

/084.djvu

			84 


W relacji skarżył się na Wilc2ka i na Potockich, zapeWniaJąc, że 
sejm nie byłby doszedł do skutku, gdyby nie żałując pieniCidzy 
ze swej strony, byli przekupili jeszcze jednego posła. Lubie- 
niecki ego chwali za wierność, lubo z powodu zgłoszeń licznych 
kandydatów do zerwania obrad, za odegranie smutnej roli na sejmie 
dał mu prócz futer tylko 61 duI{atów. Wedle relacji austriackiego 
ambasadora miał mu jeszcze ofiarować Józef Potocki 200 czerwo- 
nych złotych". 
Do powyższego stanu doszedł sejm w 18 wieku, jakkolwiek 
większość społeczeństwa była moralnie zdrowa i cierpiała jedynie 
na bezwład polityczny, gdyż masa szlachecka w mniejszym lub 
większym . stopniu zależała od wielkich panów,i z pobudek mate- 
rialnych musiała iść za ich rozkazem. Możnowładztwo polskie, 
tymczasem uprawiało wielką grę, prześcigając się w poszukiwaniu 
obcej protekcji, - i we wzajemnym zwalczaniu się, czego mały 
przykład dawały wojny domowe Sapiehów na Litwie, Potockich 

 Czartoryskimi w Koronie, Jedni drugim wyrywali brać szlachecką 
kaptując ją na wszelkie możliwe sposoby: "czapką i papką", pojąc 
i szeptając o rzekomej równości szlacheckiej. jedni i drudzy wygry- 
wali przeciw sobie - króla, ambasadorów, wpływowych dostojnik
w, 
-kładąc wzajemnie kłody pod nogi i uniemożliwiając jakiekolwiek 
reformy i szlachetne zamierzenia. 


Pamiętnikarz - Kitowicz, nieomieszkał opi- 
sać i tych politycznych a tak szkodliwych dla 
losów 'Rzeczypospolitej - peregrynacji: "pa- 
nowie, można szlachta częstowali n 
 sejmikach dobrem i trunkami, 
najwięcej winem węgierskiem, którego im gdzie więcej i lepszego 
dawano, tym większa tam była schadzka. Drobna szlachta nie mie- 
szała się z panami, miała swoje osobne stoły, po róinych gospo- 
dach, a w lecie po sadach i podwórza
h pod szałaatmi, gdzie ich 
przez cały ciąg sejmiku karmiono i pójono, Od rana dawano wódki, 
zresztą od obżarstwa powstrzymywano ich, aby mogli sili przytrzymać 
władzy i zmysłach do roboty sejmikowej, na którą ich podług czasu 
do kościoła lub na cmentarz, gdzie się miał sejmik odprawić zapr()a 
wadzano, nauczonych, co mają utrzymywać lub czemu mają przeszka- 


Magnaci 
i szlachta.
		

/085.djvu

			85 


dzać. Po skończonej sesji prowadzono te roty do swoich garkuch- 
niów, gdzie taką szlachtę pojono winem z gorzałką zmieszanem dla 
ochłody pragnienia, Pijąc tedy na przemianę. raz ową mieszaninę 
wina z gorzałką, drugi raz piwo, prędko się i niewielkim kosztem 
popili. Popiwszy się wywracali się i tam zaraz, gdzie który padł, 
spali przy stole, pod stołem, pod płotem, na środku ulicy, w ryn- 
sztoku, w błocie, gdzie kogo nogi taczające się. zaniosły. Po 
smacznym śnie, choć się ujrzał jaki taki bez czapki, bez pasa, bez 
szabli, a czasem do koszuli obrany od jakiegoś łotra l,Jb kolegi 
trzeżwiejszego. W takowym stanie szedł do pryncypała, od którego 
był na sejmik sprowadzony, po nagrodę otrzymanej szkody. Jeżeli 
pryncypał był z partią, nagradzał zwyż rzeczone straty swoim ad- 
herentom. Ale jeżeli się pryncypał z partią i pretensją swoją nie 
utrzymał, a do tego musiał uciekać z sejmiku, aby nie był rozsie- 
kany, szlachcic, który był przy nim, za czerwony złoty, najwięcej 
dwa, pozbył bez nagrody sukni, szabli, czasem jeszcze do tego 
ręki, ucha, lub ka
ała szczęki wyciętej albo wcale i życia: bo nie- 
tylko, że się z przeciwnikami partii. swego pryncypała rąbać mu- 
tSieli popierając interes pański, albo też między sobą zwadziwszy 
się, rąbali. Tą drobną szlachtę zwozili panowie na sejmiki brykami 
a po skończonym sejmiku rozpuszczali do domów pieszo, zamknąwszy 
garkuchnię i zniknąwszy im z oczu. 
Z tego też względu wina za okrzyczaną polską anrachię, za 
nierząd spadała nie tyle na szary, ciemny, pełen przesądów, fra- 
zeologii i fałszywie pojętej miłości Ojczyzny' gmin szlachecki" ile 
na tych, którzy tym gminem demogogicznie rządzili, na możno- 
władców, mających więcej oswiaty i wyrobienia politycznego, a mi- 
mo to prowadzących wierną i zależną od siebie szlachtę na ma- 
nowce politycznego warcholstwa. Smutne i tragiczne w następstwa 
były to czasy - dlatego zyskały sobie nazwę - sejmowładztwa, 
pogardliwego symbolu rozpasania i bezhołowia, którem straszono' 
całą Europę dla przykładu, do czego prowadziła złota wolność, 
nie mająca żadnych hamulców w postaci silnej władzy królewskiej. 
LITERATURA: Balzer. Studia nad prawem polskim. Poznań, 1889. 
Blumenstock, Plany reform skarbowo wojskowych. Przew. nauk..lit" 1888, Bo- 
brzyński. Dzieje Polski w zarysie. Warszawa 1880. Sejmy polskie za J. OIbrachta
		

/086.djvu

			86 


i Aleksandra, Ateneum, 1876. Hofman. O nrządzie skarbu publicznego w daw- 
nej Polsce. Kalinka, Sej'JI czteroletni. Kraków-Lwów, 1880. Kantecki Stan. Po- 
niatowski Kasztelan krak. Poznań, 18
O. Kitowicz. Op s obycz jów i zwyczajów 
za panowania Au&"usta III, 1883, KJeszczyń
ki. Poglówne j!'eneralne w Polsce. 
Rozpr. Wydz. hist. fil. A. U. t. 30, 1893, Konopczyński Geneza l.bt'rum ł eto. 
Przegląd hist. 1905. Liberum tleto. Kraków, 1918. Dzieje Polski now, 1936. Ku- 
trzeba. Historia ustr, Polski. Lwów, 1912. S.ład sejmu polsk;ego 1493-1793. 
Prz
gI. hist, 1906. Lubomirski. Trzy rozdz. z lustr. skArbowości w Polsce, Kra- 
ków, 1868. Pawińsłc-i. RZl\dy sejmikowe. Warszawa, 1888. Skarb..>wość w Polace 
i jej dzieje za Stefana Batorego, 1881. Piekosiński. Wiece, sejmiki, sejmy 
i przywileje ziem.kie w Polsce, w, średnie. Rozpr. wydz. hist. fil. A, U" t, .39. 
1900. Prochaska. Geneza i rozwój parlamentaryzmu za pierwszych Jag:ellonów. 
Rozpr. wydz. hist. fi A. U., t. 38, Rembowski. Konfederacja i rokosz. War- 
szawa, 1896. Rutlcowski. Skarbowość polska za Al. Jag ellończylca, Kw. hist_ 1909. 
Sawczyński. Sprawa reformy sejmowania za J, Kazimierp., Kw. hillt. 1893. Sie- 
mieński. Organizacja sejmik. Z. Dobrzyńskiej, Rozpr, wydz, hist. fil. A. U. 
t. 48, 1906. 


I 


.
		

/087.djvu

			/ 


VII 
BŁĘDY ŻYCIA WEWNĘTRZNEGO 


Do tych wad życia politycznego dołączyły 
W porównaniu sict wady życia wewnętrznego, które jakkol- 
Z innymi... . k .... k . . , 
wie w porownamu z innymi ra)aml me 
przybierały ani cech okrucieństwa ani m,ralnego wyuzdania, nie- 
mniej były wadami, zaciążyły w dużym stopniu na losach państwa. 
Mimo wszystko jednak należy podkreślić, że naród polski nawet 
w okresie największego upadku politycznego i moralnego w 18 w. 
był bardziej moralny- i zdrowy swą strukturą psychiczną "niż inne 
narody, Nie można bowiem według źycia w zamku warszawskim, 
w Łazienkach czy innych magnackich pałacach. sądzić całego s:'o- 
łeczeństwa, gdyż jak historia uczy, zepsucie 18 wieku, idące od Za- 
chodu, nie wnikało w głąb, a dotyczyło jedynie warstwy możno- 
władczej, cienką politurą pokrywając tu i ówdzie masę szlachecką. 
Tragedią narodu polskiego było to, że losy i ster rządów państwa 
znalazł się w rctkach jednostek zdeprawowanych, słabych, w rękach 
intrygantów ala Rzewuski, czy Branicki, w rękach' zdrajców jak 
Poniński czy Kossakowscy. Masa narodu była zdrowa, żyła pictkną 
i staropolską tradycją złotego wieku, stąd wielkie poszanowanie 
obyczajów i kultury chrześcijańskiej. Faktu tego dowodziły jedna 
po drugiej następująca reakcja na próby sprzedania narodu, na 
fakty solidaryzowania się dostojników państwowych z zakusami 
rozbiorczymi. Zarówno konfederacja barska jak jesEcze w wyż- 
szym stopniu powstanie kościuszkowskie, później udział w legio- 
nach Dąbrowskiego, epoka napoleońska, wreszcie powstania, do- 
wodziły niezbicie, że duch narodu był zdrowy i niezwalczony, 
Nigdy w Polsce nie było masowych rzezi na kształt nieszpo- 
rów sycylijskich czy nocy św. Bartłomieja, nigdy bratobójczych walk 
między szlachtą i niższymi stanami. Nie było tępienia ogniem i że-
		

/088.djvu

			88 


Jazem różnowierców, ani krwawych buntów na wzór rewolucji 
angielskiej czy francuskiej. Tortury, gorejące stosy, gilotyny szu,,- 
bienice, niepolskim były wynalazkiem, jak również afery trucicielskie, 
skrytobójcze mordy czy jawne zbrodnie. Rozpasanie, wyuzdane 
tańce i swawole, tak dziwne Polakom, gdy przywiózł je do Polski 
Henryk Walezy, metresy i n,ałożnice, niezdrowe romanse i miłostki 
nie miały klasycznych bohaterów - na ziemiach polskich. Tym 
bardziej nigdy nie splamił się naród polski zbrodnią królobój..twa, 
od której roją się dzieje najbardziej cywilizowanych narodów, nie 
wyłączając historii papieży. 
W porównaniu z innymi narodami, które na korzyść narodu 
polskiego przeprowadzili zarówno Oswald Balzer (..Zagadnienia 
ustrojowe Polski"), jak Antoni Chołoniewski ("Duch dziejów pol- 
skich") w tym. zestawieniu bezsprzecznie charakter narodowy wy- 
chodzi dodatnio i dla potomnych krzepiąco. Ale jeżeli działo się 
gdzie indziej gorzej, nie znac
yło to wcale, aby w Polsce było idea 
alnie. Ustrój stanowy wybijał takźe i tutaj swe krzywdzące piętno 
na masie narodu, choć może nie tak brutalnie i krwiożerczo jak 
w państwach zachodnich. Jeżeli inne narody posiadały wady więk- 
6ze, czy instynkty bardziej pierwotne, nie można zapominać, że 
naród polski rpiał także cały szeręg narowów, które przechodząc 
z pokolenia na pokolenie, niczym nie powstrzymywane, nie znafące 
żadnych hamulców, nie tępione jak to można obserwować w tym 
samym porównaniu u innych, z czasem przeszły w zakorzeniony 
zwyczaj, który zyskał sobie histQJ'yczną tradycję, 


Z .. d t Do tych wad społeczeństwa polskiego, a jako 
YCle Da s aD. k ' ł b . . R l , . 
ta le mog o yc za czasow zeczypospo Itel 
tylko szlacheckie, należy zaliczyć w pierwszym rzędzie - życie nad 
stan, Kontrasty w Polsce były zawsze kolosalne. Z jednej strony 
były straszliwie zaniedbane wsie i miasta, nawet dwory drobnej 
szlachty, z drugiej strony istniały najwspanialsze zamki .i pałace, 
w których prowadzono życie z iście wschodnim przepychem, wy 
atawnością i nieokiełzaną fantazją. Im bliżej końca, tym rosło co- 
raz bardziej życie hulaszcze magnaterii, jakby w ucztach i w winie 
chciano zapomnieć o tym, co będzie jutro. Nie znaczyło to jednak
		

/089.djvu

			89 


wcale, by w wieku t8-tym cały naród hulał i by wszystka szlachta 
myślała ,tylko o piciu i zabawie. Odwrotnie. coraz większa pano- 
wała nędza, obejmująca swym twardym prawem życia nawet tych 
potomków po szlacheckich dworach, którzy musieli cierpieć za winy 
Iwych przodków Z epoki saskiej. 
NieEdrowa cecha życia nad stan, do upodobania zewnętrznej 
. pozłótki, do pompy i wystawnego pokazania się, wybijała na całym 
narodzie swe kontrastowe piętno. Władysław Łoziński mając na myśli 
(,.Życie polskie w dawnych wiekach") owe wspaniałe rzędy końskie, 
karabele, szyszaki pełne srebra, złota i klejnotów, owe haftowane 
nicią złotą pasy, makaty, kobierce i dywany, pisze o tym dość 
cierpko: "Ta wspaniałość szat i klejnotów u znamienitej szlachty, 
ta ich nawet obfitość u mniejszej i bardzo małej, wywołuje wra- 
żenie, jak gdyby ta przeszłość była jakimś światem purpury, złota 
i brylantów. nasuwa wniosek nie już wielkiego dobrobytu, ale wy- 
jątkowego bogactwa. Wniosek taki byłby jednak mylny. Nie mó- 
wiąc juź o tym, że to co się dzieliło na kilka wieków i na cały sze- 
reg pokole
, co się niejako rozpraszało w przeszłości na, ogromną 
przestrzeń czasu i miejsca, koncentruje się dziś w naszej wyobraźni 
i w tej koncentracji wywołuje ,-wrażenie po większej części często fan- 
tazyjne, ale i sama rzecz przedstawi się nam inaczej, jeśli zważy- 
my, że ta amatorska obfitość drogich kamieni, złota, klejnotów, nie 
stała w żadnym rozumnym stosunku do rzeczywistego majątku i nie 
może wcale służyć za dowód wielkiego dobrobytu. W przeważnej 
części było bogactwo okupione ubóstwem, świetna fasada, poza którą 
daleko mniej było niż obiecywała, poza którą nic nie było. Wacław 
Potocki nazywa to " bogatą nędzą" w jednym z swych satyry. 
c:ł;nych wierszy, opisując, jak go to olśniła w rezydencji pewnej 
senatorskiej "pańska aparencja, pościel złotem szyta, ściany całe 
w szpalerach, w aksamitach stołki, sługi w koralu, srebrem okute 
pachołki, pałac czy też belweder zbyt świetno, zbyt szumno, zaś 
w oborze krów kilka i mizerne gumna, a sam pan oblężony przez 
wierzycieli, chowa się po kątacb. Widać z inwentarzy, które wy- 
liczają te wszystkie splendory demowe, bo tak nazywano u nas 
5zaty, sprzęty, kosztowną broń i klejnoty, że między ich świetnością 
i obfitością a tym, co jest reałnym dodatkiem domu, co słuźyła
		

/090.djvu

			90 


rzeczywistej potrzebie, wygodzie, łatwości bytu i życia, zachodziła 
zbyt często zbyt rażąca różnica". . 
Kitowicz opisując obyczaje 18 wieku. p
dkreślał: "każdy saa 
dził się jak -mógł, tylko na ozdobct swego mieszkania. Nie jeden 
krociowej albo i mniejszej intraty szlachcic, osobliwie który pojął 
w manierze francuskiej wychowaną żonę, stracił fortunę na wymu- 
rowanie i wymeblowanie pysznego pałacu i przy nim ogrodu wło- 
skiego, oranżerji i innych okazałości. A gdy z wiosek ojczystych 
nie odpowiadających pałacowi powybierał młodzież na lokajów 
na hajduków, na froterów, na ogrodniczków i tym podobnych 
darmozjazdów, gdy pan ogrodnik do ochctdożenia kwater i szpa
 
lerów zabrał co lato wiCikszą cz
ść zaciągu, gdy wszystkie nawozy 
co najlepsze wytrwonił pod inspekta, pod melony, pod ogórki, pod 
sałaty: naturalnie musiała takiego rzecz gospodarska upadać, za nią 
kurczyła się intrata, a pomnażała się ekspens.\ i z niej długi, któ- 
rych gdy nie było czym zapłacić i dłuż,'j nacierającym kredytorom 
nie było sict czym wyślizgnąć, przyszło do tego, że i z pałacu 
i z majętności zatradowanej, pana dłużnika WYi'nano. Oważ pałac 
i ogródki włoski z przepyszną figurą swoją zaczął sict psować. 
podleć, nareszcie wszystko poszło w ostatnią ruinę, kiedy posia- 
dacz za prawem w dobrach osadzony, wolał robić około roli na 
pszenicct, niż około tupalinów, albo około landschaftów - w po- 
kojach". 
W tym samym czasie, gdy obce woj ka bezkarnie przema- 
azerowywały przez 
iemie Rzeczypospolitej i nie było na to spo- 
sobu, gdyż brak było wojska a w skarbie były pustki, urządzano 
wystawne bale i - sadzono sict na przepych w przyjęciu obcych 
ambasadorów czy zdradę knujących obcych, agentów. Opis ta- 
kiego przyjęcia ponad stan i ponad istotną potrzebct podają pa- 
miętniki Jana Duklana Ochockiego. Było to przyjęcie w pałacu 
warszawskim - '6'ydane przez Radziwiłła Panie Kochanku. "Dzie- , 
dziniec zdawał się płonąć od ogni ów, tak go bogato, symetrycz- 
nie i gustownie oświecono wszędzie, galerie i schody były pon- 
aowem suknem wybite. Przy każdych drzwiach zacząwszy od 
galerii stali po dwóch pajucy Radziwiłłowscy w barwie ksictcia. 
Trzy ogromne sale redutowe złączono w jedną amfiladct; w nich
		

/091.djvu

			91 


był stół tak długi, że z jednego końca jego na drugi fi7jognomii 
niepodobna było rozpoznać, Cztery obok obszerne sale zastawiono 
były także stołami, w piątym przy ogromnym okrągłym stole, 
może czterdzieści łokci obwodu mającym, siedział król, księżna 
kurlandzka i dwadzieścia dwie damy z pierwszych domów i do 
familii królewskiej naleźących. W środku tego stołu było wysokie 
ubranie porcelanowe, wysławiające zdobycie Gibraltaru, jedno z naj- 
piękniejszych dzieł fabryki saskiej IN Meissen: sztućce, talerze, 
półmiski, na których podawano, wszystko złote. W trzech połą- 
czonych salach, na tym stole nie mającym końca, zastawione były 
srebra augsburskiej roboty, zwanej filigranową. Tuż obok pod 
dwiema ścianami równie długie kredensowe stoły także zawalone 
były srebrami, wannami, ogromnymi 'na butelki, puharami, naczy- 
niami odwiecznymi, tacami, talerzami, sztućcami, których być mU a 
siało kilkaset tuzinów, kandelabrami, świecznikami różnego rodzaju. 
Żyrandole i lichtarze porozwieszane wsz
dzie mieściły pewnie ja- 
kie dwa tysiące świec w sobie. Oprócz salonu królewskiego trzy 
jeszcze jak on stosami sreber były zajcote i rzcosisto iluminowane: 
wspaniałości tej i przepychu - opisać trudno, Kolacja zaczf(ła siC; 
od ostryg, które umyślnie z Hamburga pocztą na kilku brykach 
sprowadzono. Obfitość była niezmierna, ledwie jeden półmisek 
znikł, drugi się rodził, nie naliczyć ile set butdek szampańskiego 
wypito oprócz te1/'o roznoszono tacami stare w różnych rodzajach. 
Na bokowych stołach stały głowy dzicze, udźce całkowite -sarnie, 
zwierzyny, szynki, ryby na zimno, Mówiono powszt:chnie, że ta 
uczta przeszło dwa miliony złotych kosztowała i bardzo temu wie- 
rzyć łatwo, kto ją widział. 


Nie wiadomo co można było w tym podziwiać 
Moda na zagra- 
nicę. czy wielkopański gest czy głupotę. Pamięt- 
niki Bukara podają, że byli i tacy co posy- 
łali bieliznę do prania do Paryża, gdyż wszystko, co było własne 
uchodziło za niedoskonałe, nawet za zbyt wulgarnie, T a nieszczęśliwa 
mania przeceniania zagranicy i niedoceniania własnego przetrwała 
w narodzie dłużej niż największe złudzenia i miraże.
		

/092.djvu

			92 


Nieoceniony Kitowicz - utyskiwał: %robione w kraju powozy 
by też najlepsze, traciły natychmiast swój szacunek, skoro sic< do- 
wiedziano, że były stworzeniami krajowymi wic	
			

/093.djvu

			93 


stych sadzonych diamentami i innymi drogiemi kamieniami, mnóstwo 
niezliczone kulbak i rzędów złotych, kameryzowanych, ozdobnych 
zegarów różnego rodzaju, szabel, materii, wyliczyć, spamiętać nie- 
podobna. Olśniony naówczas tą mnogością i wspaniałością, anim 
rozpatrzyć
 ani ocenić nie umiał, Znawcy jakiem słyszał, szacowali 
dary te na sześć milionów złotych. Wysiłek niestety I był nada- 
remny: ministerium tureckie, nie dało się ująć dla interesów 
naszych" . 


Z polską wadą przeceniania zagranicy a nie- 
doceniania swego wiązało się jakby przekleń- 
stwo wszystkich umysłów wybitniejszych, któ- 
re nie mogły znaleźć u siebie w domu pola 
do popisu i pracy, musiały go szukać dopiero u obcych. Zato byle 
chłystek, byle szarlatan ze stemplem obcego pochodzenia miał 
wpływ i przystęp do najwyższych godności, poparcia magnatów 
i łask królewskich. Taki Casanowa miał przystęp nawet do króla 
polskiego. podobnie jak ró.żne wyrzutki z bruku paryskiego. Pod- 
kreśla to Kot, przeprowadzając porównanie kultury Polski w okre- 
sie wieku złotego z zagranicą: (Kultura staropolska): "Brak po. 
parcia ze strony królów i możnych, podnoszony przez Orzechow- 
skiego i Przyłuskiego jest faktem niewątpliwym, W porównaniu 
z papieżami, kardynałami, Medyceuszami, książętami Urbino, Ferrary, 
dynastią Walezjuszów, których dwory chlubiły się' róźnorodną 
inicjatywą kulturalną, którzy otaczali się poetami i artystami, w Polsce, 
nawet Zygmuntow
kiej nie podobna prawie mówić o istnieniu me- 
cenatu kulturalnego, lleżby monarcha zachodni, mający w gronie 
swych dworzan Modrzewskiego i Kochanowskiego przez zachętę 
i poparcie umiał wydobyć z nich blasku dla siebie i dla narodu. 
Zygmunt August nie umiał zapewnić Modrzewskiemu przez udzie- 
lenie kanonii o którą prosił, możności pobytu w Krakowie i pozwolił, 
aby Frycz zagrzebał się na wójtostwie w Wolborzu, gdzie gryzł go 
brak książek i kulturalnego towarzystwa. Co do Kochanowskiego. 
którym się nawet szlachta ziemiańska zachwycała, choć poeta słu- 
żył mu i jako dworzanin na bardzo nędznych warunkach i poema- 
tami torował drogę jego polityce, dopuścił do tego, aby zakopał 


Marnowanie ro- 
dzimych talen- 
tów.
		

/094.djvu

			94 


się w ciasnych warunkach na wsi. (Do najwi
kszego znaczenia 
doszli wówczas rajfurstwem Mnischowie). Od cudzoziemców, Wale- 
zego, Batorego i Wazy nie można było wymagać, aby żywili zro- 
zumienie dla polskiej twórczości kulturalnej. Przykład z góry od- 
działywał na magnatów i biskupów. Bogactwami i dumą dorówny- 
wali udzielnym książ
tom zagranicznym, ogromne dochody obra- 
cali na pompt( zewn
trzną, liczb t( dworzan i koni, ale gdzież są te 
ogromne pensje', hojnie płatne nominalnie urzędy dworskie, tłuste 
opactwa, jakie na zachodzie rozdawano talentom". 
Do czasów Komisji Edukacji. Narodowej w Rzeczypospolitej 
panowała ciemnota i t
 Korzon (Dzieje wewnętrzne za króla St, 
Aug. Pon.) uwaŻa za główną przyczynę upadku państwa, Już w XVI 
wieku Andrzej Patrycy (1564) ubolewał, że do godności w pań..twie 
nie dochodziło si
 zdolnością ani wykształceniem, ale przywilejem 
stanowym, co nie pociągało za sobą rozwoju nauk, gdyż uczeni 
nie mieli .żadnego znaczenia, bywali biskupi, którzy nigdy nie stu- 
diowali teologii, dostatnie kanonie nadawano nidetnim chłopcom, 
od kanclerzy, wojewodów, kasztelanów nie wymagano studiów 
prawniczych ani o .żadne wogóle studia nie pytano. "Po\Viedzmy 
otwarcie -. pisał Maricius - albo z kuchni, albo z piwnicy lub 
spiżami, albo od koni, od puharów, lub półmisków, bierze sict. do 
różnych stopni dostojeństw, zwłaszcza duchownych, tego rodzaju 
ludzi, hórzy wit(cej wierzą w podniebienie niź rozum, uczeniej 
umieją mięsiwo krajać, puhary i stoły zastawiać, niż z pismem świę- 
tem i świeckim się obchodzić - w tern leży zasadniczy błąd na- 
szych stosunków społecznych". (Kultura staropolska). 
Jednym z' wielu przykładów zagubienia się niecodziennego 
talentu, może być z epoki saskiej pamiętnik rozumowany Anonima- 
Otwinowskiego. Do dziś nie wiadomo, kto nim był, fakt jednak, 
że mógł być umysł tej miary zupełnie nieznany współczesnej epoce 
saskiej najlepiej dowodzi, że gorący patriota, jak widać z zapisków, 
umysł patrzący trzeźwo, o szerokich horyzontach i d.atego nie- 
zdolny do sprzedan;a się na służbf( bałwochwdlczą, której wyma- 
gali wszyscy bez wyjątku ówcześni magnaci, musiał żyć w ukry- 
ciu i zapomnieniu. l podobnie król Leszczyński, sam światły i uprzy-
		

/095.djvu

			95 


stępniający wyższą wiedzę tylu chętnym z kraju u siebie w Lune- 
willu, nie utrzymał sit( w Polsce, nie było dla niego miejsca na 
własnej ziemi. 


Nie było wśród szlachty i magnaterii wiel- 
kiego zrozumienia' dla nauk, oświaty (to co 
było, to w porównaniu z Zachodem - pozostawało na szar} m końcu) 
nie było mecenasów sztuki, dlateg'o nie rozwim;ło się choćby ma a 
larstwo. miano zrozumi
nie jedynie dla powierzchownych dzieł prze- 
myslu złotniczego czy tkackiego, w czym więcej chodziło o wy- 
stawność i chęć pokazania się, niż o estetyczne pif(kno. Za to 
okazywano zawsze prawie wiel.kie uznanie dla miłoŚników kunsztu 
pijackiego. Taki Rej cieszył się względami braci herbowej głów- 
nie wskutek wielkiej umiejętności pijackiej. Władysław Smoleński 
(Pisma hist.) zebrał charakterytyczne szczegóły tej prawie naro- 
dowej wady. podkreślając:" pi a 1stWO stało się tonem panującym 
zarówno pod strzechą ubogiego szlachcica, jak w pałacu magnata, 
Hetman Poc ej cZt(5tował 'zawsze z wielkim zbytkiem, i sam pił: 
oficera saskiego przez kilka dni poił tak hojnie, że nieszczęśliwy 
wpadłszy w gorączkę, uciekł z resztką zdrowia i umarł. W nocy 
w jednej koszuli przyłączał się hetman do szlachciców pijących 
pod stodołą. Hetman polny litewski Radziwiłł podczas popisu 
wojska pod Zabłudowem przyjmując Augusta 1Il napił sit( tak moc- 
no, że gdy króla przeprowadzał do Białegostoku, nie mógł usiedzieć 
na koniu. Książe Karol Radziwiłł mizerną szklanką i powoli nie pił, 
ale miał wielką, więcej niźli kwartową i tę zawsze duszkiem wy- 
chylał. Upiwszy się szedł do kaplicy. tam godzin ze dwie albo 
i więcej śpiewał godzinki, różaniec i inne pieśni nabożne, że aż 
się zawrzeszczał i wytrzeźwiał. Nieiaki Bulharyn twierdził. pod su- 
mieniem, źe w jego rodzinie ta jest obserwacja, aby w wigilif( 
Bożego Narodzenia koniecznie się upić. Oprócz tak głośnych jak 
ordynat ostrog5ki, Janusz ks, Sanguszko, kasztelan zawichojski Bo- 
rejko, zabójca ludzkiego zdrowia. krajczy koronny Adam Małachow- 
- ski - dobrze pił Marcin Matuszewicz, deputat wileński' Czyż, mnó- 
stwo pochłaniający wódki marszałek związkowy z czasów Augusta 11, 
Gorzyński i wielu innych.' Byli mistrzowie, którzy kosz wina szam- 


Pijaństwo.
		

/096.djvu

			96 


pańskiego przez swawolę i żart wypijali w przeciągu godziny. Ko- 
marzewski i Swieyjkowski poszli z księciem Lubomirskim o zakład, 
że w dwóch tylko pochłoną beczkco starego węgrzyna. Napełniali 
kielichy przez podstawianie pod otwór beczki, aż wypróźnili całą.- . 
Pito na chrzcinach, weselach, imieninach, odpustach i stypach: po- 
jono konkurenta, żeby dobrze go wybadać, stronnika politycznego, 
czy nie tai jakich skrytości. Po pijanemu dopuszczano siCO zbyt- 
ków potwornych, Radziwiłł Panie Kochanku okuć kazał swą siostrę, 
8 z Pacem strzelał do kobiet. Jak w pi.ekle było powiada Matu- 
szewicz, kiedy się ksiązę upił i drudzy. Z pijaństwa ludJie koń- 
czyli życie, Ze zbytniego picia win starych zmarł podkomorzy 
litewski Mniszech i podstoli Rzewuski, Starobudowski starosta, .za- \ 
wisza i inni. 
Szlachta piła na umór -.- przekraczając wszelką miarę przya 
zwoitości i zdrowego rozsądku. Picie uchodziło nie tylko za naj- 
wicokszą przyjemność, ale też i za przywilej szlachecki. który wszyst- 
kich tym bardziej wprawiał w zadziwienie, im kto wicokszym oka
ał 
się opojem. Staszic obliczył, iż współcześnie jemu w ciągu tylko 
18 micosięcy zakupiono wina węgierskiego 36 tysięcy becżek za 
7 milionów czerw. złotych. 
Kitowicz opisuje, że "beczka piwa w komin wpuszczona, kiedy 
się dobrała kompania dobrze pijących, nie zabawiła dwóch godzin, 
została wysuszona do drożdży. Takie lusztyki słynęły najbardziej 
w Mazurach i w Sieradzkiem, gdzie się wicocej znajduje szlachty 
miernej fortuny, o jednej wiosce. o kilku chłopach niż krociowej 
albo milionowej substancji. Było to poniekąd z oszczędnością, po- 
nieważ pachołek lub inny służba nie tak wiele zdarł b\Jtów. kiedy 
beczka stanęła w kominie, jak kiedy do niej musiał biegać z konwią 
do stojącej w piwnicy, Czterech, a czasem dwu dobrych łykaczów 
wypróźnili 50 garncową, od wieczerzy do poduszki, mało albo nic 
zarwawszy północka. Na tryumf po zwycięstwie napili się gorzałki 
.i poszli spać z dobrym zdrowiem, cokolwiek podochoceni. Takowa 
junakieria czyniła reputację w narodzie rycerzom kuflowym a oraz 
wynosiła ludzkość gospodarcza do 'najwyższego stopnia. Panowie 
wielcy starali się o takich pijaków, którzy lubili trząść sejmikami, 
ej wodzić po wszystkich magistratorach. Gdy, albowiem nic w naa.
		

/097.djvu

			, 


97 


rodzie nie można było zrobić bez pijaństwa, czy to zgodą jaką, 
czy elekcją,- czy interes własny utrzymać, nie oblawszy go trunkiem 
jakim, podług wartości osób należących, sama zatem rzecz zniewalała 
panów do konserwacji przy boku swoim głów na wszelkie trunki 
jak najmocniejszych, którzyby ich w takiej potrzebie gardłem swym 
zastępowali: gdy tymczCj.sem panowie owem zastępstwem cokolwiek 
przy lepszym rozumie zostawieni, zamroczone rozumy, albo raczej 
machiny bezrozumne, do swoich .zamiarów nakręcali". (Pamiętniki), 
Mając takich bohaterów w narodzie - mocnych w pysku 
i szabli, przy kuflu i kieliszku, nie można się dziwić, że w ciągu ca- 
łego 18 wieku, który poprzedz"ł zupełną zagładę, obce wojska 
bezkarnie maszerowały prze
 ziemie Rzeczypospolitej, Fryderyk II, 
nasadzał w Kwidzyniu cło na towary polskie tak więlkie, że upadł 
cały handel, porywał z ziem wielkopolskich ludzi do swego wojska, 
bez pytania zatrzymywały się obce pułki na leże\ zimowe w Polsce, 
nakładając kontrybucje na nieszczęśliwych mieszkańców. Plądro a 
- wał i grabił kto nie chciał, a chytrzy ambasadorowie przy trunku 
przeprowadzali to, co chcieli. Można śmiało zaryzykować twierdzenie, 
-że upadek państwa na wielu polach spowodowany był bezrozumnym 
fasonem pijackim, nałogiem któremu hołdowała nagminnie brać 
suachecka. , 
Kochajmy się I - było pięknym i staropolskim toastem, jed- 
nak wicocej w tym wypadku chodziło o ilość wypitych kolejek, niż 
o rzeczywistą miłość jednego szlachcica do drugiego, O lada po- 
zór, o fałszywie zrozumiany gest, o niebaczne słowo, toastowi temu. 
towarzyszyło rąbanie na oślep, z zawziętością i zacicotością, jakiej 
w krytycznym momencie pozazdrościłoby niejedno pole bitwy. Al- 
brecht Radziwiłł w pamiętniku swoim podaje, że "dwaj wojewo- 
dzice ruski Oan łowicz i łęczycki Radziejowski, powadziwszy się 
z małej okazji, porwali się za włosy i pobili, przy czym przyszłoby 
do strasznego rozlewu krwi, gdyby :Ozwaźni współbiesiadnicy nie 
zamkncoli wcześnie drzwi przed wpadającą czeladzią obu przeciw- 
ników. 
..Niejaki GrzegOrz Przyłuski przyjechał na obiad do sąsiadki 
8wojej Zbijewskiej gdzie zastał grono gości, Przy stole młody syn 
gospodyni Krzysztof, już podchmielony, kazał chłopcu swojemu 
Szlacbta i moioowladztwo w dawDej Poloce '7 ł 


/'
		

/098.djvu

			98 


śpiewać swawolne piosenki. Przyłuski człek poważny, upominał go 
chędogo, aby tego zaprzestał, naco Krzysztof dobył szabli i najpierw 
siekł na stole dzban z miodem i wszystkie szklanice, potem rąbał 
Przyłuskiego. Na to wpadła służba, rozpocz«cła się walka na gołe 
łby i bankiet skończył siCO krwawo". 
Takie wypadki były prawie na porządku dziennym, należały 
wręcz do ceremoniału pijackiego, który bez burdy nie uważał sico 
za dość dziarski i bohaterski. Taki Dzieduszycki zaprosił do siebie 
, Sobieskiego i chorążego Jana Oborskiego, który przyjechał zdrów. 
a wrócił porąbany. W ojewodzic J	
			

/099.djvu

			99 


.,Nierząd wszystkie obyczaje psuje, na których miejsce nastąpiły 
srogie zbrodnie, mężobójstwa, gwałty, łupiestwa, mordy, z rusznic 
zabijania, wszeteczeństwo, hzywoprzysięstwo, zbytki i innych wiele 
szkaradnych wysbipków". 
Prawo w Polsce .było niezgorsze i przewidywało szczególowe 
kary za poszczególne wypadki napaści i zbrodni, Sądy grodzkie, 
do atrybucji których należały cztery i"łówne zbrodnie karne - pod- 
palenie, napad na drodze publicznej. najście domu, zgwałcenie, - były 
w praktyce nie wykonalne wskutek swawoli szlacheckiej i braku 
jakiejkolwiek egzekutywy. Anachronizmem biył fakt, że nawet jeśli 
poszkodowany postarał się o schwytanie winnego szlachcica, przyjmu- 
jący do więzienia starosta zastrzegał .ię, że czyni to na całkowity 
koszt tego, który go schwytał. Nic sobie nie robiono z prawa, 
z króla. z, władzy sądowniczej, gdyż według przywileju neminem 
captivabimus - wszystko szlachcie uchodziło bezkarnie, 
ardzo 
rzadkie były wypadki, że sprawiedliwość dosięgała zbrodniarza. 
Górnicki pamiętał" jednego, który za króla Zygmunta Starego, 
dwadzieścia głów zabił i umarł SWIł śmiercią, a żadnej kaźni mu nie 
przyszło". Pojęcie prawa było tak opaczne, że gdy sprawiedliwość 
społeczna dosięgała zbrodniarza, ten ratował się zazwyczaj glejtem 
królewskim, przez tak zwany $alvu$ conductus i dalej żył na 
wolności. 
"Czasem szedł mandat po mandacie, od króla do starosty, aby 
wykonał egzekucję mota nobilitate, szły uniwersały do szlachty, 
aby na mocy konstytucji dała mu pomoc. Na oznaczony przez 
starostę dzień każdy szlachcic był obowiązany stawić się pod karą 
stu grzywien - ale pospolite ruszenie powiatu rzadko dochodziło 
do skutku w takiej sile. jakiej było potrzeba, Kiedy w roku 1603 
wezwano uniwersałami królewskimi i starościńskimi szlachtf( sa- 
nocką, aby ruszyła na Stanisława Tarnowskiego, chorążego sanoc- 
kiego, jako na banitę obłożonego infamią i buntownika przeciw 
pospolitemu prawu - stanęło dwuch szlachciców, jak to z oburze- 
niem stwierdza w protestacji swojej podstarości Zygmunt Chamiec. 
Kończyło się na tym, że przy pomocy jakiejś błędnej chorągwi 
wałt(sającej się po kraju i wybierającej bezprawnie stacje, jeśli się 
nawinęła w pobliżu, po zebraniu zgrai lużnego hajductwa, a nawet 


7-
		

/100.djvu

			100 


Tatarów i owych obszarpańców szlacheckich, ochrzczonych golotae 
et odardi. wyruszyła wyprawa podobna do wszystkiego innego, niż 
do prawowitego brachium regale. Toteż tak zwane egzekucje 
\ miewały 'otwarte cechy gwałtu, wyglądały raczej na rozbójniczy 
najazd, aniżeli na akt powagi i siły rządowej, na represję z ramie- 
nia króla". 
Bardzo rzadko w tych warunkach, winowajca odsiadywał karę 
w baszcie- grodzkiej. Jeźeli wypadek taki miał miejsce, wtedy oka- 
zywało się, że skazany potrafił pozyskać sobie starostę, który łasy 
na wino czy pieniądze, nie widział, iż w więzieniu odbywały się 
bankiety lub że zasądzony wymykał się w nocy na miasto na hu- 
łanki i swawole. Oczywiście stosunki takie nie były do pomyślenia 
przez parę wieków w Polsce rządnej, lecz po' awiły się w miarę 
postępującego rozkładu, w 17 wieku, by znowu ulec pewnej popra- 
wie w drugiej połowie 18 wieku. Jak liczni historycy stwierdzają, 
Rzeczpospolita Stanisławowska odznaczała się dużym bezpieczeń- 
stwem publicznym i porządkiem. Wiele do tego przyczyniali się 
światli marszałkowie, spełniając swój urzą.d na miarę zachodnio-euro- 
pejską, przy czym należy zaznaczyć, że społeczeństwo polskie nie 
miało nigdy tyle zbrodniczych skłonności, jakie można było za- 
obserwować u innych narodów w tym samym czasie. 


Do powyższych wad życia szlacheckiego w Pol 
sce należy zaliczyć wielkie zamiłowanie do 
prowadzenia procesów i używania wybiegów prawnych. Pieniactwo 
rozmnożyło się wśród szlachty nagminnie, gdyż lubiono uciekać się 
do wszystkich akcesorii związanych z nękaniem pozwanego sądem, 
groźbą, karą. retoryką adwokacką i znajomością rzymskiego prawa. 
Procesy, mania pozwów o byle drobiazg, przechodzenie w zacie- 
trzewieniu od instancji do instancji, trafiało dziwnie na podatny 
grunt w psychikę dusz szlacheckich i żarło ciało państwa wzajemną 
niezgodą i nienawiścią rozmienioną na drobne, przy równoczesnym 
zapominaniu o sprawach wagi zasadniczej. 
"Wyrządził ktoś komu małą szkodę w lesie, to już sakra- 
mentalną formułą było, że tysiąc drzew ogromnych, budulcowych 
wyrąbał - nigdy mniej, nigdy więcej, naruszył ktoś komuś UrQa 


Brak zgody.
		

/101.djvu

			I 


101 


dzajne pole, to już je spustoszył, zniszczył, zniósł i w niwecz obró' 
cił. Dopuściła się służba czyjaś burdy na własną rękę, o czym 
. służbodawca nie' wiedział i nie słyszał, to już stało się to przecież 
za jego sprawą, wolą, mandatem i rozkazaniem
'. 
Ochocki, współczesny tej chorobie społecznej - podkreśla: 
"miano sobie za punkt honoru, aby przeciwnika zwyciężyć, na swo- 
im postawić, była to główna przyczyna tak wielu procesów, Widzia- 
łem nieraz sprawy dwustu złotych nie warte a zawzięcie promowane, 
na których umorzenie ani pośrednictwo przyjaciół, ani instancje 
osób dostojnych wpłynąć nie mogły. Z nich rodziły się osobiste 
zajścia i nieprzyjaźni długotrwałe. Przeciwnicy spotkali się znie- 
nacka w trzecim domu, gdzieś na kompanii jeden drugiemu WaŚĆ 
powiedział, zatem coś gorszego z ust wyleciało: wtedy już nie było 
sposobu pojednania, kordy decydowały i krwi sobie musiano upuścić. 
Jeżeli się dobrali dwaj rębacze równej siły, co sobie przez jakie 
minut dziesięć nic zrobić nie mogli, przypadli sekundanci i przyzna- 
jąc obu doskonałość i extra kunszt, godzili powaśnione strony. 
Już co jak co, ale zgodnością. Polacy nigdy nie dawali przy- 
kładu. Przysłowie "jeden do Sasa, drugi do lasa" nie było przypad- 
kowym stwierdzeniem braku zgody i jedności poglądu za Augusta 
Mocnego. Przysłowie to stwierdzało jedną z najcharakterystyczniej- 
szych cech słowiańskich. od której nie był wolny także i naród pol- 
ski. Mimo że społeczeństwo polskie przodowało kulturą innym naa 
rodom pobratymczym, niestety zgodą nigdy nie odznaczaliśmy się 
i raczej posłuchano obcego, choćby wrogiego dymplomaty, niż swo- 
jego męźa stanu. Brak zgody wśród panów polskich, wśród gminu 
szlacheckiego, idącego owczym pędem za swoimi patronami, był 
nie tylko wadą narodową, był jedną z najgłębszych cech upadku, 
Wadzono się zewsząd i o wszystko, nieraz aź do utraty tchu 
i ostatniego grosza, z zapiekłym od zemsty sercem, bez uwagi na 
rosnące niebezpieczeństwa od zewnątrz. 


LITERATURA: Balzer. Z zagadnień ustrojowych PoisIei. Briickner. Dzieje 
kultury polskiej. Kraków, 1930_ Bukar. Pamiętniki z końca 18 w. Chołoniewski, 
Duch dziejów Polski, 1918. Grabowski. Pamiętniki domowe. Warszawa, 1845. 
Kitowicz. Opis obyczajów i zwyczajów za panowania Augusta III, Lwów, 1882.
		

/102.djvu

			102 


Konopczyński, Dzieje Polaki .owozytnej, 1936. Kanon, Dzieje wewn. PoisIei 
za Stanisława Aug .st. Poniatowalciego, 1897. Kultura staropolska, p, A. U" 
Kraków, 1932. Łoziński Wł. Życie Polski w dawnych wiekacb, Prawem i Le- 
wem, Lwów. 190ł, Matuszewicz. Pamiętniki. Wa'szawa, 1876, Mossbach. Wia- 
domości do dziejów polski, Wrocław. 1860. Ochocki, Pam'ętniki, Warszawa. 
Otwinowski, Dzieje Polski za Augusta II. Kraków. 1849. Smoleński, Pisma, 
Kraków, 1901. (SzIa,'bt. w świetle własnych opinii, Szlacbta w świetle opinii 
18 w. Mazowiecka szlachta w poddaństwie proboazczów płockich. Drobna szlachta 
w Król. Polskiem, Żywioły zachowawcze i Komisja Edukacyjoa). Przewrót umy- 
ałowy w Polsce w 18w, Pet. 1897. Starczewski. Widma prz<;szlości, 1929. 


. 


.
		

/103.djvu

			VIII 


SĄD HISTORII 


a 


Stan szlachecki tak długo żył bezkarnie swoją 
rozpanoszoną w Rzeczypospolitej wolnością, 
aź przyszedł moment, kiedy połapano się, źe 
grozi jej całkowita utrata. Lecz niestety było już za późno. Nie 
było winą narodu. źe tak się stało, owszem, społeczeństwo pol- 
skie aobrze zrozumiało cel i potrzebę reform. Gdy inne" narody 
potrzebowały długotrwałych wojen czy rewol
cji d<1. zrozumienia 
prawa swego bytu i rozwoju, naród polski doszedł do tego ewo- 
lucyjnie i bezkrwawo, Gdy we Francji szalała rewolucja, gdy trupy 
i krew własnych rodaków torowała drogę do wolności i nowego 
źycia, w Polsce dokonał się ten sam proces dzięki ludziom, którzy 
nosili w sercu głębokie umiłowanie Ojczyzny. 
Czartoryscy, Leszczyński, ks. Konarski. Załuscy, Jabłonowski, 
Naruszewicz, jeziers\d, Kołłątaj, Małachowski, Ignacy Potocki, Sta- 
.zic, to były nazwiska nie jedyne zresztą, które reprezentowały 
zdrową myśl i konieczne dla państwa reformy. Historyk Narusze- 
wicz - głosił, "źe wszyscy pierwotnie byli równi, każdy żył wielkim 
z siebie... lecz z czasem, kiedy cenę straciła zasługa, poszła 
zbrodnia do krzesła a cnota do pługa: a duma przybrawszy się 
w blask jakiś, z równych ludzi nierówne poczyniła stany, Z Adamo- 
wego idziemy wszyscy rodu, przodkowie nasi orali glebę, aż sprzy- 
krzywszy sobie tę pracę, na stronę rzucili jarzmo i lemiesz. Jeden 
o rannej woly tylko zorze, a drugi wyprzągł o wieczornej porze". 
(Poezje). 
Ostro przeciw szlachcie występował Staszic: "równość, wolność 
i włAsność są przyrodzonym i najprostszym wynikiem praw człowieka: 
nikt się nie rodzi z przywilejem próżniactwa i bogactw, ani z przezna- 
czeniem do pracy i nędzy. Oszustami, gwałcicielami natury są ci, 
którzy utrzymują, że z urodzenia stoją wyźej nad innych. Celem 


Bezkrwawa 
rewolucja.
		

/104.djvu

			104 


stowarzyszenia się jest wspólne zabezpieczenie sobie praw przyroa 
dzonych: naród przeto, w którym pewna liczba rodzin nazywa 
własnością swoją tak ziemię, bydło i inne stworzenia jak ludzi _ 
nie jest społecznością, lecz spiskiem przeciwko ludzkości". (Prze- 
strogi dla Polski). 
"Szlachta według słów Staszica, Naruszewicza, Kołłątaja 
i innych była "gwałcicielem", "oszustem", "spiskowcem", wy_ 
darła bowiem większości prawo, na swoją obracając je korzyść. 
Zamiast reprezentować masy i mieć na celu interes ogółu, w ku- . 
pie ksiąg potężnych zaledwie jedno lub dwa przyjazne narodowi 
zawarła prawa, wszystko zagarniając dla siebie. Nie chciała się uwa- 
żać za stan reprezent
jący, lecz panowała absolutnie: Całe masy 
dzierżyła w poddaństwie: była dla narodu tym, czym u sąsiadów 
koronowani 'despoci
 Miała się za naród, chociaż z dziećmi i płcią 
niewieścią liczyła 300.000 osób. Samych mieszczan było cztery- 
kroć więcej, a jednak 100 tysięcy szlacheckich mężów uważać sił. 

hciało za naród. A cóż to za naród - pyta Kołłątaj - w którym 
100 tysięcy rodzin narachować nie można". Smoleński. (Pisma), 
Powyższe głosy naleiące do stronnictwa reform odniosły swój 
skutek, gdyź uchwalenie Konstytucji 3 Maja było najlepszym dowo- 
dem, źe w społeczeństwie szlacheckim nastąpił przełom. To, co 
gdzie indziej kosztowało morze wyl<1nej bratniej krwi, to w Polsce 
dokonało się bezkrwawo, konstytucja jedna z najpierwszych w Euro- 
pie była wyłącznie dziełem polskim i zapewniała narodowi podźwi- 
gnięcie się z upadku. Niestety arystokracja polska była już zbyt 
zgangrenowana, aby mogła zrozumieć. że opozycją swą prowadzi 
państwo do upadku i wzywając obcej pomocy, wykonuje straszliwe 
dzieło. Targowica - nie była dziełem narodu, nawet nie społe- 
cze6stwa szlacheckiego, zaledwie jednostki zwolenników dawnych 
swobód szlacheckich miały wśród niej swych wyznawców. 


Na upadek Rzeczypospołitej złożyło się bar- 
Tragedia narodu 
polskiego. dzo wiele przyczyn, To co historycy polscy 
i obcy, wieku tego wypisywali o Polsce i jej 
anarchii to wszystko było straszliwą prawdą. Zapominano tylko. 
że nie lepiej działo się i gdzie 
ndziej, że naród, któJ:y chcjjll sił. 


.
		

/105.djvu

			105 , 


podźwignąć, przemocą wepchnięto do grobu i pozbawiono woln
ści. 
Niejedno. z państw europejskich było w daleko gorszym położeniu, 
panowała w niem może jeszcze straszliwsza anarchia, a mimo to 
nie dochodziło do bezprzykładnego faktu w historii, że naród wie- 
lomilionowy, o starej kulturze, naród pełen sił żywotnych, pozba- 
wiono całkowicie niepodległości. Niejedno z państw europejskich 
nie przedsięwzięło ani jednej części' tych usiłowań nad podźwignięciem 
się i wprowadzeniem praw, które by były sprawiedliwsze i doskonal- 
sze, niż w tym samym czasie dokonała Polska. Jednak nie tyle anar- 
chia polska była przyczyną upadku państwa, ile fatalne połoźenie 
geograficzne. które z trzech stron tworzyło najsilniejsze i najbar- 
dzieJ pozbawione skrupułów l mocarstwa zaborcze. Położeniu temu 
sekundowała zgnilizna dostojników i arystokratów polskich, którzy 
prawie bez wyjątku oddali się w tragicznym momencie dla Pol- 
ski na usługi obcych mocarstw, lub roboty opozycyjnej, która 
nie była już niczym innym, jak zdradą stanu. Tak się jeszcze nie- 
szczęśliwie złożyło, że planowana koalicja Anglii, Prus, Austrii 
i Polski, pod auspicjami której twórcy 3-go Maja tworzyli stu- 
tysięcmą armię i inne reformy, wzięła w łeb z winy mocarstw za- 
chodnio-europejskich. Przy zmienionej konstelacji politycznej, co 
wykazał Askenazy (Przymierze polsko-pruskie) ktoś musiał paŚĆ 
ofiarą szacherki dyplomatycznej, przede wszystkim ten, który da- 
wał największą gwarancję zysków przy minimum strat. Dodając do 
tego, że kontrahenci paktu antykoalicyjnego nie byli przyjaciółmi 
Polski, ale wręcz odwrotnie, takie Prusy były naturalnym wrogiem 
pańshya polskiego, nic dziwnego, że dźwigające się z upadku, wręcz 
idące lótem wzwyż, według najnowocześniejszych haseł i prądów, 
społeczeństwo polskie musiało zapłiicić wysoką cenę za tragiczny 
zbieg okoliczności i za swą śmiałość. Ceną tą była utrata niepo- 
dległości, w przeciwieństwie do poprzednich rozbiorów, okupiona 
krwią młodego wojska polskiego w kampanii 1792 r., i powsta- 
niem kościuszkowskim. Cena była naj wyższa i dowodziła, źe na- 
ród polski był tylko chwilowo pogrążony w letargu i budził się 
do nowego życia, które im więcej nosiło w sobie znamion mocy 
i siły, tym było niebezpieczniejsze dla sąsiadów. Dlatego ci ze 
swego punktu widzenia nie mogli do tego dopuścić. .
		

/106.djvu

			. 106 


Historycy polscy dużo pisali O obcej przemocy i bezprawiu, 
duzo wylali łez nad słabością i nieszczęściem Polski. Zapominali 
o tym, że z jednej strony miała Rzeczpospolita fatalne położenie 
geopolityczne, z drugiej strony, że w polityce nie kierowano się 
nigdy fantazją ani ideałami, ale zawsze i wszędzie twardą wymową 
faktów i interesów, mających na celu przede wszystkim dobro 
własne, nigdy cudze. Całe pokolenia składały się na tQ, że Polska 
była krajem silnym i mogła przeciwstawić się niejednej próbie, 
podobnie jak i inne państwa, próbie zgniecenia jej i podbicia, po- 
nieważ tak się złożyło. źe zawsze znalazł się k oś, komu stała na 
zawadzie. Nie było w tym żadnych fantasmagorii ani sentymen- 
talnych gestów czy fałszywych posunięć, była w tym jedynie twar- 
da i nieznająca źadnych kompromisów walka o byt. o istnienie, 
o ekspansję dla zyskania szer
iego oddechu. Zasługą przodków 
ł szeregu pokoleń było to, że państwo polskie wychodziło obronną 
ręką ze wszystkich opresji, że wystarczy wymienić krzyżacką, ta- 
tarską, turecką, kozacką, szwedzką czy moskiewską. Lecz równo- 
cześnie było winą całego szeregu pokoleń, że widząc i wiedząc 
o fatalnym położeniu Rzeczypospolitej, zamiast dążyć do wzmoCa 
nienia
 starały się osłabić państwo pod wielu względami, zaślepiając 
się w politycznej krótkowzroczności. Cóż mogło pomóc jedno po- 
kolenie choćby najlepiej myślące, cóż mogły zdziałać reformy i kona 
stytucje, gdy gmach państwa był nadszarpnięty z wielu stron, cze- 
go w jednym pokoleniu odrobić się nie udało. Kilka pokoleń pra- 
cowało nad osłabieniem Polski, kilka pokoleń musiało pracować, by 
błędy przodków naprawić. Zresztą to jedno pokolenie nie było 
w całości zgodne i ideowe. Jego górna warstwa była całkowicie 
zdegenerowana, Targowica była symbolem dygnitarzy i osobistości 
nie mających precedensu w poprzednich dziejach polskich. Społe- 
czeństwo było zdrowe, inaczej nie byłoby żdolne do walki o nie- 
podległość, tak pięknej, zaszczytnej dla Polaków, ale nie mogło 
to pomóc wiele w momencie katastrofy, bo społeczeństwo to było 
z góry sprzedane i oddane na łup interesów jednostek,. myślą- 
cych przede wszystkim o sobie i o polityce rodowej. Jak uczy 
historia, bardzo mało zostało się takich rodów spośród arystoa 
. kracji polskiej, które by nie poszły na zdradziecką współprac..
		

/107.djvu

			107 


z zaborcami lub zaślepioną opozycją me utrudniały poważnej sy- 
tuacji państwa. 
Szlachta polska w całej swej demokratycznej masie nie była 
w ciągu wieków bez winy, lecz w momencie upadku Rzeczypospo- 
litej odgrywała rolę bierną, rolę, do której sprowadzili ją jej przod- 
kowie, idący na pasku wielkich panów i szumnej choć pozbawionej 
sensu politycznego - demagogii. Jednak siła tradycji i ducha pola 
skiego w szlachcie była tak wielka, że wszystkie ruchy niepodle- 
głościowe brały swój początek wśród rzeszy szlacheckiej i wśród 
szlachty miały najwięcej orędowników. Równocześnie w porówna- 
niu ze szlachtą innych krajów, jakkolwiek wszędzie ustrój stanowy 
oparty' 
 tradycję herbową i przywileje był krzywdzącą niespra- 
wiedliwością dla całego narodu. jakkolwiek egoizm szlachty polskiej 
był nie mniejszy jak gdzie indziej, to jednak nie objawiał się ta
 
brutalnie i krwawo, jak to było u innych narodów. Egoizm ten 
i wady życia politycznego równoważyły w pewnych okresach stro- 
ny dodatni
 cechowały ją nierzadko a rzetelnie pojęte cnoty ry" 
cerskie i wielka ideowość w kwestjach wiary i współpracy z sąsia- 
dami. Dlatego sąd historyków polskich o szlachcie polskiej wy- 
pada tak nierównie i niezgodnie, gdyż w dużej mierze zależy to 
od epoki, w jakiej się życie szlachty polskiej rozpatruje i od wa- 
runków, jakie się składały na dany okres dziejów. Raz są to rze- 
czy wielkie i zaszczytne, innym razem, szczególnie w dobie rozbio- 
rów - bardzo smutne i potępienia godne. 
LITERATURA: Askenazy. PrJ;ymierze polsko-pruskie. Warszawa, 1900. 
Balzer, Zzairadnień ustrojowyeh Polski, Chołoniewski, Duch dziejów Polski, 1917. 
Bobrzyński, Dzieje Polski w zarysie. Waru, 1927. Hoffmann. Hist. reform poli- 
tycznych w dawnej Polsce. Poznań, 1869. jezienki. Duch nieboszczki Bas!ylii. 
Warszawa, 1790, O bezkrólewiach wPolszcze. Warsz. 1790. Kalinka. Sejm 
czteroletni, 1880. Kołłłltaj. Prawo polityczne narodu Polskiego. War. 1790. Ostat- 
nia przestroga dla Polski. Warsz. 1790. Konopczyński. Dzieje Polski nowozyt- 
nej, 1936. Korzon. Dzieje wewn. Polski za Stanisława Augusta Poniatowskiego. 
Kraszewski. Polska w dobie trzech rozbiorów. Poznań. 1885. Lelewel. Dzieje 
Polski. 1829. Naruszewicz. Hist. narodu polskiego. Kraków, 1859, Poezje, Wara 
ezawa. 1882. Schmidt Dzieje Polski 18 i 19 w,. Krakó
, 1865. Staszic. Prze- 
.troai dla Polski, 1790, Szujski. Dzieje Polaki, 1862. Wróblewski. Słowo dzie- 
jów Polski, 1858,
		

/108.djvu

			. 


\
		

/109.djvu

			. 


CZĘŚĆ DRUGA 
MOŻNOWŁADZTWO 


.. 


...
		

/110.djvu

			. 


, 


.
		

/111.djvu

			. 


I. 
-MOŻNOWŁADZTWO POLSKIE 


- Możnowładztwo polskie ukształtowało się 
Karmazyni. w. epoce średniowiecza z dygnitarzy pań- 
stwowych t. j, z biskupów i urz
dników dworskich oraz prowincjo. 
nalnych. Byli to kasztelanowie i burgrabiowie stojący na czele 
Eamków i grodów jako naczelnicy okręgów i pełnomocnicy wła. 
dzy monarszej czy ksi
żęcej oraz podkomorzowie, kanclerze, pi- 
sarze, sędziowie, różni urzędnicy na dworze Piastów, których ilość 
rosła w miarę wzrastajl\cych podziałów. Wysocy dostojnicy popie- 
rali członków swego rodu, starali się o przywileje będące wówczas 
Jeszcze indywidualnymi - biskupi ugruntowywali z bogatych do- 
chodów potęgę finansowłł swych rodów i w ten sposób spośród 
warstwy rycerski . samorzutnie powstawała warstwa wyższa zna- 
czeniem, wpływem i majl\tkiem. 
Późnie! po złl\czeniu się wszystkich dzielnic za Łokietka i Ka- 
zimierza Wielkiego - wszyscy ci dyg-nitarze prowincjonalni weszli 
w skład moinowładztwa, które zaczc;ło toczyć walkę ze szlachtą 
o swe wyższe i odrębne stanowisko. Walka ta prowadzona zażarcie. 
!!Właszcza za Jagiellonów, ostatecznie zakończył p się zwycięstwem 
szlachty, która ugruntowała zasadę równości wszystkich herbowych 
oraz równość jednakowych praw i przywilejów. Za Jagiellonów 
ukształtowało się równocześnie życie parlamentarne i możnowładz- 
two tyle zyskało, że tworzyło izbę odrębną, wyższą, zwaną sena- 
tem. Senat polski składał się z biskupów, wojewodów i kasztela- 
nów, Wojewodów było 19, na ich czele szedł kasztelan krakowski, 
rodność naj wyższa, kasztelanów wi
kszych czyli wojewódzkich było 
też 19. Kasztelanowie iTodów powiatowych - zwani drłłżkowymi. 
nie mieli miejsca stałego w senacie. Do tej liczby dochodziło 11 
biskupów, czyli razem było wszystkich senatorów 49, a około 100 


.
		

/112.djvu

			112 


gdy powoiywano do rady kasztelanów drążkowych. Tak było do 
unii z Litwą, która wprowadzała do składu senatu jeszcze 4 bisku- 
pów, 16 wojewodów, 12 kasztelanów i 5 ministrów jako odpo- 
wiednik ministró
 w Koronie (marszałek wielki i nadworny. kan- 
clerz i podkanclerzy, podskarbi wielki). Rzecz charakterystyczna, 
że hetmani nie zasiadali w senacie. Tą drogą senat liczył około 
140 osób. Ostatni król polski, Stanisław August Poniatowski, po- 
tworzył wiele nowych kasztelanii, które wchodziły w skład senatu 
oraz wprowadził jeszcze do niego hetmanów i podskarbich, W ten 
sposób senat liczył 457 osób. .. 
Przez przynależność do polskiego senatu, przez piastowanie 
godności biskupiej, wojewody czy kasztelana - członkowie róż- 
nych rodów zaliczali się do polskiego możnowładztwa. Najbardziej 
charakterystyczną cechą tego niczym się nie różniącego od arystea 
kracji innych państw możnowładztwa polskiego - była jego usta- 
wiczna płynność. Gdy w innych ustrojach ustaliła się zasada dzie- 
dziczności tytułów i przynależność do stanu arystokratycznego prze- 
chodziła z ojca na syna - w Polsce nie można było niczego dzie- 
dziczyć. Stąd możnowładztwo polskie było płynne, wymierały jedne 
rody, a na ich miejsce przychodziły nowe, z nowymi zasługami 
i z nowymi ludźmi. Jedne z tych rodów uplasowały się na dłużej, 
drugie na krócej - czasem spadały do roli nic nie znaczącej 
szlachty, Dlatego daty pierwszych senatorów i ostatnich były bar- 
dzo ważne, gdyż wskazywały na świetność i upadek danego rodu. 


Polska monarchiczna od zarania dziejów pańa 
stwa aż do rozbiorów, podobnie jak inne pań- 
stwa europejskie, była również PQdzielona na 
stany: szlachecki, mieszczański, chłopski i duchowny. Stan szla- 
checki był w Polsce najwyższym i nie dzielił się jak to było gdzie 
indziej, na rycerstwo i utytułowaną arystokrację. składającą się 
z książąt. hrabiów i baronów. Polska nie posiadała nigdy tytułów. 
Specjalne konstytucje sejmów polskich, uchwalane kilkakrotnie przez 
szlachtę polską, podkrdlały, że tytuły takie są nie polskie i że na 
terenie Rzeczypospolitej nie wolno ich używać. Demokracja szlaa 
checka tą drogą chciała zabezpieczyć się przed używaniem obcych 


Staropolska 
równość.
		

/113.djvu

			113 


tytułów w wypadku nadania ich komukolwiek z Polaków przez 
obcych monarchów. 
Stan szlachecki w Polsce cechowała bezwzględna równość, 
która nabrała specjalnych cech, zwłaszcza za czasów kanclerza Za- 
moyskiego, który pierwszy pogardził obcym tytułem i podkreślił, 
że kaŻdy szlachcic ma prawo do obioru swego monarchy na polu 
elekcyjnym, Zasada viritim przekazywania władzy monarsze wy- 
branemu z woli i wyboru kaźdego choćby najbiedniejszego szlach- 
cica - była podstawą i cechą demokracji Polski szlacheckiej. 
Na skutek takiego układu stosunków każdy szlachcic miał się 
za równego wielkiemu panu, a ten ze swej strony zmuszony li- 
czyć się z głosem każdego szlachcica zarówno w czasie elekcji jak 
na sejmikach czy sejmach, ostentacyjnie podkreślał. że są sobie 
równi. Równość ta była oczywiście tylko teoretyczna, gdyż możnowła. 
dca mając przewagę majątkową i rodową nad każdym pojedynczym 
szlachcicem, w życiu prywatnym zupełnie się nie stosował do tej 
zasady, mając swój dwór królewski, w miniaturze, a czasem nawet 
większy od królewskiego, praktycznie tej równości nie uznawał, gdyż 
służbę pełnili u niego biedni szlachcice. Choć więc nie było ary- 
stokracji w Polsce z tytułami jak gdzie indziej, nie można powie- 
dzieć, że nie było jej wcale - gdyż I potężne rody senatorskie, 
piastujące jak najwyższe godności w państwie, zarówno 'świeckie jak 
i duchowne - tworzyły w praktyce stan odrębny, wybijający 
się 
wą pozycją majątkową i rodową ponad szary tłum szlachty. 
Na Zachodzie ustrój feudalny rozbił łączność rycerstwa na 
rodziny, z których jedne miały herby tylko rycerskie, drugie doa 
stąpiły godności wyższych i dlatego miały herby arystokratyczne, 
związane równocześnie z przynależnymi dla nich tytułami. Stąd 
herby książęce posiadały mitrę książęcą, znak udzielnego pano- 
wania, herby hrabiowskie usymbolizowane były przez koronę dzie- 
więciopałkową, baronowskie przez siedmiopałkową. W Polsce tego 
stopniowania i zróżniczkowania nie było, gdyż pozostał niezachwiany 
ustrój rodowy i dlatego herby były dla całej szlachty jednakowe, 
po których łatwo było poznać, ze magnat był jednego pochodzenia e 
ze skromnym szlachcicem. - Istniał tylko jeden tytuł ksiąźęcy 
Piastów, związany z domem panującym. Tytuły książęce litewskie 


Szlachta i możnowładztwo w dawnej Polsce 


8
		

/114.djvu

			/ 


114 


i ruskie przyszły do Polski wraz z wcieleniem Litwy i Rusi 
z uniami, były zagwarantowane tym rodom litewskim i ruskim, które 
posiadały je od dawnych czasów. W ten sposób, za wyjątkiem 
Piastów, nie było w Polsce ani książąt ani feudalnych tytułów. 
Bardzo już późno, bo dopiero w 18 wieku usiłowano zidenty- 
filwwać średniowieczny tytuł comesa, (którym oznar zano członka 
rady królewskiej) z zagranicznym tytułem hrabiego. Na tej podsta- 
wie wiele rodów mających kiedyś wśród swych przodków polskiego 
comesa, zaczęło tytułować się samowolnie hrabiami, używając tego 
tytułu w metrykach czy przygodnych dokumentach, twierdząc, że 
oba tytuły są identyczne. Oczywiście, było to nieistotne naciąga- 
nie, gdyż tytuł com€sa był tylko dożywotni, jako nagroda dla jed
 
nego człowieka za zasług
 poniesione dla państwa, a w żadnym 
wypadku nie był dziedziczny dla ntłjbliższego, a cóż dopiero dal- 
szego pokolenia: 


w dobie Piastów panowała w Polsce zdrowa 
Tytuły cesarskie. 
zasada, że tylko osobista zasługa decydowała 
o godnościach i tytułat h dygnitarskich, do których zaliczali się: 
wojewoda, kasztelan, burgrabia. Były one nadawane tylko dobrze 
2:asłużonym i w żadnym wypadku nie przechodziły z ojca na syna. 
Za Jagiellonów zaczęło się dopiero pierwsze dążenie do zmiany 
tego stanu rzeczy "i wraz z rosnąc
 pychą i nieokiełzaną ambicją 
magnatów"\- rozpoczęła się emulacja o tytuły, W pogoni za piękno- 
brzmiącym tytułem hrabiego - gdy nie stało go w Polsce, zaczęto 
go szukać za granicą. Dla dogodzenia niezdrowej ambicji - odda- 
wano się w obcą służbę, byleby dopiąć swego i tytułem odróżnić 
się od szlacheckiego gminu. Tak podobno pierwszy Rafał Lesz- 
czyński poszedł na służbę do cesarza Fryderyka iiI i na niemieckim 
dworze w r. 1176 został mianowany hrabią cesarstwa rzymskiego. 
Leszczyński, pan na Lesznie, był dwukrotnie posł m cesarskim 
do króla polskiego Kazimierza Jagiellończyka, dając po raz pierw- 
szy smutny przykład ods'czepieństwa od polskich zasad i dla 
. niemieckiego tytułu wysługiwania się obcemu monarsze. 
Za paąowania Zygmunta Starego magnateria polska pragnęła 
za wszelką cenę utworzyć odrębny stan, wyższy od szlacheckiego,
		

/115.djvu

			115 


i dlatego mile skłaniała się w strome cesarskiego dworu, skąd przy- 
chodziły coraz częściej hrabiowskie tytuły. Cesarz Maksymilian, po- 
znawszy próżność wysokich dygnitarzr na dworze p
lskim - gdy 
w Preszburgu i Wiedniu toczyły się ważkie rokowania międzypań- 
stwowe, zamiast obdarować polskich dyplomatów, jak to było w zwy- 
czaju międzynarodowym klejnotami - obdarzył ich w sposób dla 
siebie najtań!zy, tytułami hrabiowskimi, Sypiąc hojn;e tytułami, nie 
dawał zaszczyconym Polakom ani żądnych włości, ani udzielnych 
hrabstw - ale jedyn"e pergaminowe dokumenty, zaspokajające ich 
ż"dzę godności i wyróżnie l1 ia, tak upragnioną. dla odróżnienia od 
reszty braci szlacheckiej w Isce. 
Nasb;pcy cesar
a Maksymiliana rozumiejąc dobrze, że tą dro- 
gą pozyskiwali sobie wiernych i pewnych zauszników stronnictwa 
cesarskiego tworzącego się w Polsce - hojnie szafowali tytułami, 
mając przede wszystkim na .oku politykę domu habsburskiego, nie- 
zawsze zgodną z interesami Polski. Tą drogą książętami niemiec- 
kimj zostali: kanclerz Szydłowiecki i Mikołaj Radziwiłł, hrabiami, 
zaś: Górkowie, Tarnowscy, Tęczyńscy, Ostrorogowie, Rozrażewscy, 
Latalscy, Kościeleccy. Rody te tworzyły w Polsce elekcyjnej silne 
stronnictwo cesarskie - zasilane pieniężnie z Wiednia, Wpływ nie- 
miecki był tak silny, że R Jzrażewscy wyemigrowali na stałe z Polski 
do Czech, T ęczyńscy, wychowywali swych potomków jedynie na 
dworze habsburgskim i w słclżbie cesarskiej, ałJan Tarnowski,unie- 
siony w swej. pysze groził, że wyniesie się z Polski i na stałe 
osiedli się w cesarstwie. 
W śród obdarzonych cesarskimi tytułami rosła duma tak dalece, 
ie w czasie pospolitego ruszenia zebranego na wojnę pod Lwowem 
w r. 1544 za Zygmunta Starego doszło do buntu szlachty pol- 
skiej. gdyż - jak wspóczesny kronikarz Bielski pisał: "to obra- 
ziło szlachtę najbardziej, że s .natorowie niektórzy wotowali na to, 
aby różność była w stanie szlacheckim, to jest, aby jedni byli niż- 
szego stanu, a drudzy wyższego albo pańskiego stańu, jako w Cze- 
chach. Do tego to jeszcze przystąpiło, źe gdy jeden senator znacz- 
ny 
;ujami (łacińskie sues-świnia) tę drobną szlachtę, co była pieszo 
przyszła, naLwał. takowa s ę źałość w szlachcie poruszyła, iż do 
takowego rozruchu przyszło, żeby się szlachta na' panów była rzu- 


8.
		

/116.djvu

			116 


ciła, a posłu$zeństwo królowi wypowiedziała". Nie udały się te emu- 
lacje i później Zamojski ugruntował zasadę równości szlacheckiej, 
wskutek czego nie utworzył się w Polsce stan odrębny - ary- _ 
stokratyczny. 


Wręcz przeciwnie indygenat polski miał wielki 
walor i ceniono go sobie tak wysoko, że 
w momencie _unii z Polską w r. 1568 do- 
puszczono w Polsce do prawnego używania tytułów litewskich 
i ruskich ksi'ążąt, którzy według interpretacji polskiej nie mieli 
znaczenia udzielnych książąt. jak Piastowie, lecz tytuł równoznaczny 
z kniaziem - jako litewskim czy ruskim magnatem. Niewielu 
było prawdziwych książąt litewskich z rodu jak Czartoryscy lub 
Ostrogscy. Przez dopusz
zenie ich wsz)"stkich do wspólnoty ze 
szlachtą polską - podkreślano równorzędność, jeżeli nie wyższość 
polskiego szlachectwa. Unią lubelską tolerowano w Polsce tytuły 
ksiązęce. ale w samej Koronie nadal tytułu takiego nie było. 
Mimo uIDania litewskich tytułów książęcych nie ustanowiono dla 
nich jakiegokolwiek wyróżnienia, ale zaró
o w izbach senatu 
i sejmu, jak w czasie wolnej elekcji - wszyscy byli równi, wszyscy 
br acią szlachecką, obojętne czy był to litewski książę, czy ubogi 
szlachcic - szarak. Tak było w życiu publicznym i prawnym, jed- 
nak w życiu towarłyskim i prywatnym istniała subtelna gradacja. 
Wynikało to stąd, że na dworach polskich i lit
wskich magnatów 
znajdowało się bardzo dużo szlachty na służbie, pełniących obo- 
wiązki marszałków, koniuszych, kredencerzy, dowódców gwardii - 
tych mniejszych i większych figur, na jakie fm'łtazja i kaleta pań- 
ska mogły się zdobyć. 
Choć mpwiono i pisano dużo o staropolskiej równości szla- 
checkiej, w rzeczywistości była to fikcja. gdyż ograniczała się je- 
dynie do życia politycznego, w którym magnaci pozwalali szlachcie 
dużo perorować - ale dla siebie całkowicie zagarnęli rządy w pań- 
stwie. Za nimi szła czereda pojonej. goszczonej i zależnej mate- 
rialne od możnowładczej protekcji i łaski - rzeszy szlacheckiej, 
głosującej i bijącej się na każde pańskie skinienie. 


Walor Polskiego 
indygenatu.
		

/117.djvu

			117 


W tym stanie rzeczy nic dziwnego, że 
możnowładztwo dążyło ze swej strony do 
podniesienia splendoru swego imienia i do 
odróżnienia się od reszty społeczeństwa, nie przestając ubiegać się 
o obce tytuły książąt i .hrabiów. Tytuły te były dla ludzi mniej 
znacznych tym cenniejsze, że przycho

ły łatwiej, niż godności 
podkomorzych, marszałków czy hetmanów. Jednak w specyficznym 
ustroju Polski, mimo wielu usiłówań i upartej dążności możnowładz- 
twa do stworzenia odrębnej warstwy, przypominającej arystokrację 
Zachodu, najmniej znaczenia miały tytuły obce i przez długi czas 
znajdowały się w powszechnej pogardzie. Dla podkreślenia tego 
faktu konstytucje polskie w uchwałach szlacheckich na licznych 
sejmąch wyraźnie zastrzegały się przeciw stosowaniu i używaniu 
obcych tytułów w wypadku, gdy ktoś go za granicą otrzymał. Za- 
mojski, choć mu ofiarowano tytuł książęcy, nie przyjął go, uważając 
to za uchybienie ogółowi szlachty polskiej. Ossoliński po nomi- 
nacji cesarskiej i papieskiej na księcia spotkał się na sejmie w r. 1634 
z tak wielką burzą, że siadał na prostej ławie poselskiej, podkreślając, 
że w kraju wszyscy są równi. Być może, że nie myślał o tym szcze- 
rze, ale rozum polityczny i znajomość szlachty polskiej - dykto- 
wały mu zajęcie takiego właśnie sfanowiska. 
Ossoliński był przezorny, ale mimo to nie uniknął poruszenia 
umysłów oburzonych na niego, że gdy w Polsce zabronione były 
obce tytuły, on w swej dumie usiłował innym świecić w oczy 
zagranicznymi tytułami. Przeciw niemu skierowanych ukazało się 
cały szereg broszur: "Przestroga stanom koronnym", "List Firleja 
do syna". W tym ostatnim napisano: "Wszystkie czynności takich 
tytułów muszą być podejrzane, bo nikt dwom panom nie potrafi 
służyć. Trzeba tych kortezanów politycznych i lokajów cesarskich 
prawem okiełzać i raz na zawsze nie dopuścić do urzędów i godności 
w Ojczyźnie. Relegować ich tam, gdzie tytuły nabyli, jak to Zygmunt 
Stary uczynił, wysyłając wszystkich powinowatych Glińskiego do 
Moskwy". . 
Przyjmowanie obcych tytułów uważano w Polsce za zdradę 
kraju, choć w wypadku Ossolińskiego, nie mogło być o tym mowy. 
Było jednak wielu możnowładców, którzy wbrew zakazom konstytu- 


Walka 
o demokrację. 


,
		

/118.djvu

			118 


cyjnym - czynili po obcych dworach starania o tytuły hrabiowskie - 
oczywiście nie za darmo, niejednokrotnie ,za pieniądze a czasem 
za obowiązek służenia obcej sprawie. Trzeba jednak podkreślić. że 
takich możnowładców było bardzo niewielu i w związku z tym hra- 
biów cesarskich liczono w Polsce zaledwie dwudziestu kilku. Więk- 
szość stanowili ci, którzy obcy tytuł uważali za ujmę dla swojego 
nazwiska i mimo wrodzonej dumy rodowej cenili sobie jedynie 
godności senatorskie, jako symbol przynależności do stanu możno- 
władczego. 


, 


'JI. t kr . Rzecz uległa zmianie z początkiem 18 wieku, 
.ł.uys O aCJ8 k ' d ł . dk ' t 
doby b . . Je y rozpoczą Się proces upa u pans wa. 
roz torowej. J . S . ... b . 
uz za asow zaczęto Się uganJac za o cym! 
splendorami, za tytułem, który wyma2'ał przede wszystkim służby 
dla zagranicznego dworu. Szukając zagranicznej protekcji, niejedno- 
krotnie dla dogodzenia osobistej ambicji, która z takich czy innych 
powodów została urażona w kraju - możnowładztwo polskie coraz 
częściej uzyskiwało i używało zagranicznego tytułu. Tak Sułkowscy 
i Jabłonowscy w pierwszej połowie 18 wieku zostali książętami ce- 
sarstwa, dając początek i przykład do lawiny zagranicznych dyplo- 
mów z tytułami, częstokroć drogo okupionymi i kupionymi. 
Stanisław August Poniatowski, wywodzący się sam z rodu 
bardzo młodego, pierwszy przeł.tmał staropolską zasadę równości 
szlacheckiej i chcąc podnieść swoją rodzinę. nadał jej polski tytuł 
ksiąźęcy w r. 1764, bezpośrednio po wstąpieniu na tron. Wkrótce 
potem na sejmie pierwszego rozbioru, jakby dla podkreślenia sro- 
moty i upadku państwa, zostali książętami: Poniński, płatny ajent 
obcych dworów, mianowany przez nich marszałkiem dla przepro- 
wadzenia uchwał rozbiorowych, Sapiehowie, oraz występny zdraj- 
ca - kanclerz i biskup Młodziejowski. 
Równocześnie w miarę postępującej katastrofy Rzeczypospolitej, 
wielu możnowładeów mając na widoku więcej swą dumę rodową 
niż Ojczyznę - nie chcąc utracić nic ze swej wielkości w porów- 
naniu z arystokracją państ
 zaborczych. z którą pod nowymi rzą- 
dami chciano się zrównać - usilnie ubiegało się o tytuły grafów' 
nowych władców. Jeszcze Polska istniała choć okrojona - a już 
f 


,
		

/119.djvu

			119 


przezorniejsi, względnie h.rierowicze wątpliwego charakteru, którzy 
co dopiero wypłynęli - raz po raz ukazywali się w Warszawie 
z tytułem państwa zaborczego - będąc poddanymi obu państw. 
Z tym smutnym faktem szła w parze inflacja tytułu królewskie2'o 
szambelana i orderu św, Stanisława, których sprzedażą na wielką 
skalę trudnił się szatny St:lnisława Augusta - Ryx. Jak podają pa- 
miętniki Ochockiego - za 95 dukatów do tygodnia' można było 
otrzymać order lub dyplom szambelana, którym pod koniec pano- 
wania dobrotliwego króla był prawie każdy, kogo było tylko stać 
na to. 
Błędem byłoby twierdzić, że tak postępowali wszyscy, Ro- 
dziny przepojone na wskróś miłością Ojczyzny, rozpaczające wobec 
coraz bardziej pogarszającej się sytuacji Polski, miały sobie za ujmę 
płaszczenie się przed zaborczymi dworami. Dlatego wiele rodzin 
senatorskich, w których godności zależnie od zasług i wyróżnienia 
przechodziły z pokolenia na pokolenie, straciło swoje znaczenie 
i pozycję, usuwając się dobrowolnie w cień, nie pragnąc zaborczych 
tytułów ani zaszczytów. Z czasem, gdy okres rozbiorów potrwał 
dłużej, gdy na pierwszy plan wybiła się arystokracja nowego pokro- 
ju, gdy tytuły grafów miały w państwie zaborczym swą cenę i zna- 
czenie - zaczęto mylnie identyfikować arystokrację polską sena- 
torskiego autoramentu z nową, Jedynie herbarze i almanachy pou- 
czały, że starożytną arystokrację polską stanowiły rody senatorskie, 
bardzo rzadko posiadające zagraniczne tytuły. 
Na około 1500 rodów senatorskich, zaledwie niecałe 100 poszło 
na lep zaborczych tytułów i w tym pokaźną pozycję zajmowały 
rodziny mające zaledwie jednego senatora, dopiero u schyłku pano- 
wania Rzeczypospolitej, kiedy tę godność otrzymywało się w dro- 
dze protekcji, a nie jak dawniej - drogą osobistych zasług. 


LITERATURA: Bartoszewicz J. Artykuły W Wielkiej En cyklop. Orgel- 
branda W., 1861. Kniaź i ksiązł.' Ozie/a III. Kraków, 1881: Boniecki. Herb
rz 
Polski, War., 1942. Borkowski J. S. Genealogie zyjącyrh rodzin polskich. ,Lwów. 
1894. Spis nazwisk szlachty polskiej. Lwow, 1887. Rocznik s71achty polskiej. 
Chrząński. Tablice odmian herbowych. Czacki. O litewskich i polskich prawach. 
Kraków, 1861, Dąbkowski. Prawo prywatne polskie. Lwów, 1910. Danilowicz J. 
Skarbiec dyplomatów. Wilno, 1862. Duńczewski. Herbarz wielu domów, Korony
		

/120.djvu

			120 


Polskiej i W. Ks. Litewskiego. Lwów, 1757. Gołuchowski, Poczet szlachty gali- 
cyjskiej i bukowińskiej. Lwów, 1857. Heffner O. Wappenbuch dtS bliihenden 
Adels v. Gal.zien, Kalinka. Galicja i Kraków pod pano..aniem austriackiem. 
Kraków, 189g. Krzepela. Małopolskie rody ziemiańskie. Kuropatnicki E. Wiado- 
maści o herbach dom. szlach, w Koronie i W. Ks, Lit. Kutrzeba. Hist. Ustroju 
Pplski. Lwów. 1912. Urzł.dy koronne i nadworne w Polsce do 1500 r, Lwów, 
1903. Starostowie, ich początki i rozwój, 1903. Kosiński. Przewodnik heraldycz- 
IIY. Krak
w. 1877. Konopczyński Geneza i ustanowienie Rady Nieustaj. Kraków, 
1917, Kościński, Polskie ordynacje i zw, rodz. Poznań. 1906, Leszczyc, Herby 
szlachty polskiej. ŁózirPki. Życie polskie w d. w. Lwów, 1921. Małachowski 
Piotr, Zbiór nazwisk szlachty z opisem herbów. Marcinkowski. RodLiny zaszczy- 
cone szlachectwem w Król. Pol. 1
15-1836. Milewski Kapica, Herbarz. Kra- 
ków, 1870. Niesiecki. Herbarz połski. Lipsk. 1f	
			

/121.djvu

			II 


WPŁYW ZACHODU NA POLSKĘ 


P . Członkowie utytułowanych rodów wzorując 
rawo zwyczajowe , h h l . b " 
t kr .. Się na monarc ac wytworzy I z leglem 
arys O aCJl. . h . ,'. 
czasu szereg pra}V zwycza}owyc I PO]ęc, 
które uświęcone tradycją uważane były za nieprzekraczalne i naru- 
szenie ich było równoznaczne z wyłamaniem się spod ogólnie przyjętej 
normy. Prawo zwyczajowe arystokracji nie powstało od razu, ale 
urabiało się na gruncie feudalizmu i wyszukanego ceremoniału 
dworskiego, którymi w najdrobniejszych szczegółach uwypuklano 
świętość władzy monarszej. jako pochodzącej wprost od Boga. 
Boskość władzy panującego znana była już w starożytności i dlatego 
godność najwyższego kapłana przysługiwała tylko monarsze. Skoro 
przyznawano panującemu nadziemskie prawa, stąd wszystko, co 
wypływało. z jego działalności, nosiło na sobie znamię niezwykłości. 
Dlatego ludzie będący w bliskich. stosunkach z monarchami lub 
z nimi spokrewnieni - dzielili niejako pomiędzy siebie cząstkę owych 
nadprzyrodzonych sił i mocy, które nieosiągalne były dla szerokiej 
warstwy poddanych. Bogactwo i przepych jako zewnętrzne symbole 
uwypuklały naocznie masie narodu moc i potęgę, która z woli niebios 
złożona była w ręce nielicznych wybrańców. W tej atmosferze przy- 
jęły się z czasem tradycje i zwyczaje, które zostały przez wszyst- 
kich monarchów uznane za nieprzekraczalne. Były to zasady mające 
. na celu utrzymanie w - zamkniętym kole szeregu praw i przywilejów, 
które przyznawano tylko najwyższej warstwie. Tak powstał mit 
o błękitności krwi pojęcie wysokiego urodzenia, jako rzecz możliwa 
jedynie wśród arystokracji. Z tym wiązało się prawo zwyczajowe - 
zwane mezaliansem - nie doposzczające do mieszania krwi z człona 
karni warstw niższych, nie wyłączając nawet samej szlachty, W ślad 
Ea tym szło prawo - honoru 
 którego obraza wymagała krwi 
przeciwnika jako kary, lub swojej jako dowodu ofiary z własnego 
.
		

/122.djvu

			122 


życia. T e trzy zasadnicze pojęcia przyjęte przez arystokracjcc 
wszystkich krajów i narodów, z małymi odchyleniami i różnicami, 
powstały w dobie średniowiecza i wzorowały się w dużej mierze 
na tradycji i zwyczajach narodów starożytnych. Identycznie -łub 
jedynie z małymi zmianami przyswoił sobie powyższe prawa zwy- 
czajowe także i świat rycerski, stawiający się na równi ze stanem 
arystokracji, choć ta ze swej strony czyniła wszystko, aby szlachtę 
zepchnąć niżej od siebie. 
Podobnie rzecz miała się w Polsce, gdzie stan moźnowładczy 
prawie w całości oparł się na zwyczajach uświęconych tradycją 
wśród arystokracji zachodniej. Ze względu jednak na panującą de- 
mokrację szlachecką nie było tak rażących napięć i dysonansów, 
jakie zachodziły między arystokracją i szlachtą w innych krajach. 
Polski magnat niejednokrotnie musiał ugiąć karku przed opinią 
ogółu i wbrew swej woli rezygnował z "błękitnych" ambicji. W zasa- 
dzie jednak trzymał się ściśle tychże samych pojęć i historia daje 
tego cały szereg przykładów. . 


Pojęcie ..dobrego urodzenia" wytworzyło się 
Błękitna krew. 
na Zachodzie i wypływało ze świetnej zna- 
jomości Datury ludzkiej przez monarchów, którzy uważali się za 
istoty pośredniczące między Bogiem a rządzonym ludem. Możność 
spełnienia każdego życzenia, nieograniczona władza życia i śmierci, 
moc unicesłwiania i podwyższenia każdego z poddanych. blask 
klejnotów i złota - ugruntowały wśród ciemnoty średniowiecza 
wiarę w dziedziczenie nadprzyrodzonych właściwości, które ogólnie 
przyjęły się pod nazwą "błękitnej krwi. "Uniżony serwilizm dwor- 
skiego otoczenia nawet najskromniejszego dworu, kolosalny kontrast 
między tym, co wolno było warstwie uprzywilejowanej, a tym co było. 
zabronione dla większości poddanych - zaszczepiały w umysłach 
współczesnych prz,konanie o sil
 i mocy "krwi błękitnej". 
W owych czasach kobieta uważała za zaszczyt, jeżeli mogła 
zostać kochanką królewską czy książęcą. Miarą tego poglądu było 
to, że bardzo często wysocy dygnitarze żenili się z ciężarnymi faa 
wory tarni swych władców, uważając to za wielkie dla siebie wy- 
różnienie. To też kobiety, które cieszyły się w danej chwili łaską 
.
		

/123.djvu

			123 


. 


królewską, podkreślały "błękitność krwi" swoich dzieci, pragnąc 
zapewnić im w póżniejszym życiu jak najlepszą pozycję i majątek. 
Panujący postępowaniem swym sankcjonowali ten światopogląd, 
otwarcie przyznając swym nieprawym potomkom przywileje i prero- 
gatywy należne krwi królewskiej. Za przykładem królów szli ksią- 
(j 
żęta, za ksiąźętami reszta arystokracji, a za tą z czasem cały stan 
szlachecki, uważający się również za "dobrze urodzony", którego 
to przywileju odmawiano reszcie stanów, a .chłopów z tego powodu 
nazywano po prostu - chamami. 
Niesposób wymienić całego szeregu przykładów, które zaistnia- 
ły na dworach europejskich, które dałyby obraz panujących poglą- 
dów i przyjętych pojęć. Wystarczy przytoczyć Franciszka I. króla 
francuskiego, który dwudziestoczteroletnią miłość skromnej szla- 
chcianki de Pisseleu nagrodził posiadłosciami tytułem księstwa 
de Stamp. Trzeba zaznaczyć, że równocześnie podarował jej ,.fran- 
cuską chorobę", której nabawił się od Feroniery, jednej ze swych 
kochanek. Henryk II, król francuski, był jeszcze hojniejszy, gdyż fa- 
worycie swej Elżbiecie de Estress nadał markizat de Monceaux, 
a w r. 1597 mianował ją księŻną de Beaufort. Dzieci, które miał 
z nią, doszły.-do wielkich godności: syn Cezar został dukiem Ven- 
dome, Aleksander wielkim. przeorem Francji. Na cześć swej córki 

atarzyny Henryki wydał Henryk II. uroczysty festyn, na który 
zaprosił obcych ambasadorów i najwybitniejsze rody we Francji. 
podkreślając tym jej pochodzenie. Matka Elżbiety de Estress pu 
blicznie chwaliła się, że była kochanką Klemensa VII. w czasie jego 
pobytu w Nizzy, Karola V. w czasie jego przejazdu przez Francję, 
Franciszka I. w innych okolicznościach. Słynna Katarzyna Medy- 
cejska pewnej skromnej szlachciance darowała dobra w pobliżu 
Vincennes, aby ułatwić jej romans z synem Karolem IX. Popierała 
ją dlatego, iż będąc ze skromnej szlachty, nie mogła mieć żadnego 
wpływu na politykę, Zato wnuk zrodzony z tej miłości otrzymał 
tytuł hrabiego d' Auvergne wraz z dobrami Auvergne i Laura- 
quais. 
W Polsce Kazimierz Wielki, Jan Olbracht, Zygmunt Stary, 
August Mocny, Stanisław August Poniatowski - postępowali iden- 
tycznie, według zwyczajów przyjętyc
 na wszystkich dworach euro-
		

/124.djvu

			124 


. 


pejskich nadając swym potomkom szlachectwo, wysokie godności 
i majątki. 
Najcharakterysty
zniejszym był August Mocny, który syna 
urodzonego mu przez piękną Turczynkę Fatymę (porwaną z domu 
Przebendowskich) mianował wysokim oficerem wojsk saskich, nadał 
mu tytuł hrabiowski i m:zwisko Rutowski, W drugim wypadku 
córce Annie, którą miał ze śliczną ale szybko zapomnianą szynka- 
reczką w Warszawie ,- po dwudziestu latach zapomnienia dał 
nazwisko Orzelskiej i tytuł hrabiowski. Dla ojcowskiej miłości do 
Anny Orzelskiej wydudował król August śliczne pałace, obsypał 
ją zbytkami, a wreszcie dla podtrzymania familijnego splendoru 
wydał ją za księcia Holsztyńskiego. 
Błękitne urodzenie nie zawsze szło w parze z fizycznym zdro- 
wiem, a często było przejawem zdegenerowania. Przykładem tego 
mogło być potomstwo Katarzyny Medycejskiej i Henryka II.: I 
Pierwszy syn Katarzyny umarł na tneningitis. Drugi syn, póź- 
niejszy Karol IV. umarł na chorobę płucną. Elżbieta, najstarsza 
z córek, odznaczała się awanturniczym usposobieniem i nerwową 
pobudliwością, Klaudia była rachityczna, coxalgique. całe życie 
oprawiona w żelaza, Louis duc d' Orleans umarł mając zaledwie 
lat dwadzieścia na rougeale i uthrepsis. E:łward Aleksander, póź- 
niejszy Henryk III, był syntezą zdegenerowanego atawizmu, Mar- 
guerite, królowa Margot, niezrównowaźona, podlegająca wybuchom 
namiętności, raz unosząca się gniewem, innym razem dobrocią, odzna- 
czała się słabością charakteru. Po tych dzieciach urodziła jeszcze 
Katarzyna "besonnes" Jeanne i Victuare niedorodki, które zresztą 
zaraz umarły, Sama Katarzyna odziedziczyła złą krew po ojeu, 
a Henryk II, był neuroartretykiem. 


Powodem degeneracji było . przyjęte prawo 
zwyczajowe, że małżeństwa w rodzinach pa- 
nujących i arystokratycznych mogły być zawierane tylko między 
sobą. T ak powstało pojęcie mezaliansu, według którego małżeństwo 
z mężczyzną czy kobietą z niższego stanu było zbrodnią przeciw 
wszystkim pojęciom przyjętym przez monarchów i arystokrację. 
Małżeństwo takie uważano za zbezczeszczenie krwi błękitnej, było 


Mezalians.
		

/125.djvu

			125 


ono równoznaczne z degradacją, a potomkom jego odmawiano 
praw i przywilejów "dobrego urodzenia". 
Mimo panującej religii chrześcijańskiej uważano, że raczej 
dopuszczalna jest wolna miłość wraz ze wszystkimi jej kon- 
sekwencjami, niż uwieńczenie jej formalnym aktem sakramentu 
małżeństwa. Przykładem takiej opaczności pojęć i stosunków mogła 
być matka Franciszka I, dumna Ludwika Sabaudzka, która uważała, 
że piękny kawaler de Bonnivet, posiadający miłość jej córki Marge- 
rity, nie był dla niej stosowną partią, bo nie posiadał dość wyso- 
kiego tytułu. Dlatego też wyszukała Margericie na męża księcia 
d' Alencon. Zdając sobie jednak sprawę, że małżeństwo nie miało 
nic wspólnego z miłością, wytworzyła taką sytuację, że kawaler 
Bonnivet mógł tylko zrobi
 krok, aby znaleźć się w sypialni swej 
wybranki, z którą nie mógł się połączyć legalnym węzłem. Nieocze- 
Iiwanie jednak Margerita chciała być uczciwą żoną i wezwała w nocy 
pomocy matki. Ta zdziwiona zrobiła córce awanturę, zarzucając, 
jej brak charakteru ("chcieć nienawidzić człowieka, którego kochała"). 
Nie poprzestała jednak na tym, i przez pewien czas nie mówiła 
z córką za to, że oparła sią zresztą tylko chwilowo "jej najlepszym 
intencjom", 
Chrześcijaństwo było najzupełniej powierzchowne, a instynkty 
pogańskie tworzyły zwyczaje, które uświęcone przez tradycje, 
przetrwały kilka wieków wśród warstw nawet najbardziej oświe- 
conych. 
Dowodem potęgi przesądów była panna Montpensier, wnuczka 
Henryka IV, córka księcia Orleańskiego, której nie wolno było 
wyjść za kochanego, ubogiego szlachcica. Owa pełna cnót dama 
wzgardziwszy "równymi sobie" książętami i monarchami, zapragnęła 
poślubić prostego szlachcica nazwiskiem Puyguilhem. Znany z pychy 
i przestrzegania zasad ustanO\
ionego przez siebie ceremoniału 
Ludwik XIV w pewnej chwili zgodził się na to małżeństwQ, ale 
ministrowie i odpaleni książęta pozazdrościli szczęśliwemu wybrań- 
cowi dwudziestu milionów majątku, czterech księstw, hrabstwa 
Dombes i Eu oraz pałacu orleańskiego i pod pozorem mezaliansu 
podbechtali miłość własną króla, który w ostatniej chwili na to 
małżeństwo się nie zgodził. Co więcej, król podniósł w uniesieniu
		

/126.djvu

			'126 


na Puyguilhema laskę za to, że śmiał obrazić jego kochankę Mon- 
tespan, która z zemsty postarała się O dowód, że kochankowie 
mimo wszystko zawarli ślub potajemnie, za co śmiałek został osa- 
dzony w zamku Pignerol. Dziesięć lat przesiedział za złamanie prawa 
zwyczajowego; aż w końcu uwolniła go czuła małżonka, odstępując 
pani Montespan księstwo Dombes i hrabstwo Eu. Katarzyna Wielka 
wzorując się na Henryku VIII, który chcąc być w porząc!ku z for- 
malnościami, wyprawiał jedną żon
 po drugiej na tamten świat, 
żeby zrobić miejsce następnej - kazała zamordować męża swego 
Piotra Ill, aby dać upust swej rozpuście. 
Tak by:o w innych krajach - a w Polsce? 
W pojęciu panów polskich mezaliansem było małżeństwo 
Zygmunta Augusta z Barbarą Radziwiłłównl\ i dopiero postawienie 
na szali osobistego autorytetu króla za 
ecydowllło o jego zwy- 
cięstwie. Stanisław August foniatowski nigdy nie przyznawał siCC 
publicznie do małżeństwa z panią Grabowską, pomimo że ta wy- 
stępowała na zamku warszawskim i czyniła honory domu, Milcząco 
przymykano oczy, uznajl\c raczej taki stan rzeczy, niż skandal pu- 
blicznego ogłoszenia prawowitości małżeństwa. 
Wśród arystokracji polskiej słynna była tragedia małż
ństwa 
Szcz
snego Potockiego z Gertrudą Komorowską, którą jego ro- 
dzice kazali udusić, gdyż niedość była "wysoko urodzona", aby 
mogła dostąpić zaszczytu uznania za synow'ł. 
W połowie 18 wieku książę Lubomirski, starosta spiski, pan 
bogaty i magnat na francuską stopę, zakochał się w pięknej żo- 
nie krakowskiego mieszczanina Krysta, któremu po wielu pery- 
peiiach dobrze zapłacił i po uzyskaniu rozwodu ożenił się z nią. 
Musiał się jednak usunąć w zacisze pożycia domowego, gdyż ma- 
trony polskie byłyby się mniej gorszyły, gdyby był zrobił z pięk- 
nej mieszczanki swą kochankę -' ale małżeństwa nie mogły mu 
wybaczyć. Lubomirski nic sobie z tego nie robił, szczęśliwie żyjąc 
z żoną, z chv.ilą jednak kit;dy zaczęła podrastać córka jego z tego 
małżeństwa, prześliczna Anusia, znowu zaczął bywać, aby wpro- 
wadzić w świat ukoc.haną jedynaczkę. Lubomirski zosta...szy 
w międzyczasie wojewodą krakowskim i senatorem tak dalece ubli- 
żył panującym pojęciom arystokracji polskiej, że Niesiecki w her- 


I
		

/127.djvu

			127 


barzu swym zgodnie z opinią ogółu umieścił go jako nieżonatego, 
gdyż małżeństwo księcia z mieszczanką liczyć się nie mogło. 
Kto inny jednak zaczął kruszyć kopię o piękną wojewodziank
 
Anusię, a mianowicie zakochany w niej na zab'oj młody i świetne 
nadzieje rokujący wojewoda lubelski Adam Tarło, - "Młodziutkie 
stworzenie podbijało serca młodzieży. a dawne matrony musiały 
przygryzać swoje wargi, kiedy na komnatach pl!lńskich spotykały 
piękną parę. Wojewoda lubelski wszędzie mówił o "księżniczce" 
Anusi, ale matrony pochwyciły go za słówko i z pogardą wyma- 
wiały "ta Anusia". Lubomirski wodził córkę po balach w Warsza- 
wie i dla ojca, nie dla panny, musiały dawne niewiasty znosić 
obecność mieszczańskiej córki. Ale się też nadzwyczaj Anusi odgra- 
żały i dąsały, a najwieccej gniewała siec pani Poniatowska, woj ewo- 
dzina Mazowiecka". 


. W tych warunkach mezalians księcia Lubo- 
Honor ł znIewaga. mirskiego musiał mieć swoje, konsekwencje 
w ogólnie przestrzeganej regule dotkni
tego honoru, dla którego 
r;niewag
 była już sama obecność Anusi wśród tak dostojnego to- 
I 
warzystwa. Pann
 ledwie tolerowano i na każdym kroku okazy- 
wano jej pogard
, a biedne dziec
o. nie znające twardych praw 
.' rządzących zakłamanym światem, musiało cierpieć niejedną przy- 
krość ze strony tak kochających pozory -;- polskich arystokratek. 
Stary wojewoda sporu unikał, gdyż rozumiał. że nie wytłu< 
maczy ludziom bezduszności ich postępowania, tak j ,k nie rozu- 
mieli porywów jego serca. Nie mógł natomiast ścierpieć tego za- 
palczywy Tarło, który na złość paniom (zapominającym ile same 
w życiu nabroiły) zaczął wyróżniać Anusię i okazywać jej szcze- 
gólne względy. 
 
Najwięcej złości okazywała żona Stanisława Poniatowskit.go, 
gdyż była z domu Czartoryska. Była ona tak zawzięta, że mąż jej, 
który przeszedł nadzwyczajne przygody przy królu szwed kim Ka- 
rolu XII, przy Leszczyńskim, Auguście Mocnym i dawał sobie cu- 
downie radę z przebi głym dworem w Stambule - z nią jedną 
rady sobie dać nie mógł. Dla tych jej cnót i zalet nazywano ją . 
pospolicie "gradową chmurą". Otóż raz na balu u Marszałka W.
		

/128.djvu

			128 


K. Franciszka Bielińskiego, znajdowali siC( w jednym towarzystwie: 
Pani Poniatowska z córką Izabelą i 'synem Kazimierzem, Anusia 
i wojewoda lubelski Tarło. Kiedy koła stanęły do tańców - Tarło 
jak zwykle poleciał do pięknej swojej dziewicy i z nią rozpoczął 
wesołe pląsy w komnatach pana Marszałka. Potem z kolei szedł 
do panny Izabeli, ładnej również wojewodzianki. Ale kobiety ura- 
żbne na Anusię, postanowiły raz na zawsze zemścić się na wojea 
wodzie. Toteż wojewodzianka odparła mu żywo: "z kimeś Wać- 
pan tańcował pierwszy taniec, z tą tańcuj i drugi". Tarło ognisty 
człowiek, usłyszawszy taką odpowiedź, obrócił się zaraz do towa- 
rzystwa i na cały głos zawołał: ,-,będę go miał za szelmę, kto 
z wojewodzianką mazowiecką pójdzie w taniec". Tego nie mogła 
znieść jej matka, "gradowa chmura", zawołala natychmiast syna 
i kazała mu wziąść siostrę w taniec. Chciała oczywjście zaczepki 
i to zaczepki ognistej, a moźe też sądziła, że zamilczy pan woje- 
woda, kiedy mu tak nagle ktoś trzeci zaimponuje. Kazimierz sta- 
nął przy siostrze, a Tarło zawołał na cały głos: "Otóż jesteś szel- 
ma", Poniatowski porwał się za szpadę, wojewoda także, bo oby- 
dwaj nosili się po francusku: rwetes - rozruch, znależli się grzeczni 
pośrednicy do zakończenia sporu, ale pokazał' się gospodarz i ka- 
zał Poniatowskiemu i T arie opuścić towarzystwo, Wyszli więc oby- 
dwaj z zamku, ale sobie poprzednio dali słowo, że staną do poje- 
dynku. Pani Poniatowska za nic w świecie nie przeniosłaby obrazy 
od 'Tarły bez przelania krwi choćby synowskiej". (Bartosze,icz: 
Znakomici mężowie polscy), 


. . Jedyną drogą wyjścia był pojedynek. Obraza 
POJedynki, i zadraśnięty honor wymagały satysfakcji, któ- 
rą mogła zmyć jedynie krew jednego z przeciwników. Choć wynik 
pojedynku zależał od przypadku i większej omiejętności we wła- 
daniu bronią - według zwyczaju zdawano się na los szczęścia, 
choć zawsze panowało przeświadczenie, że nie ma to nic wspólnego 
z wymierzeniem sprawiedliwości rzeczywiście pokrzywdzonemu. 
Barbarzyńskie zapasy w starożytności, o wiele szlafhetniejsze 
. w formie i założeniu średniowieczne turnieje, rycerska wiara w "sąd 
Boży" - były podkładem, na którym wyrosły pojedynki, z powodu
		

/129.djvu

			129 


szalonej morderczości urastające w niektórych krajach do "naro- 
dowej plagi". 
Rytuał i pompa pojedynków były wymysłem fechtmi-;trzów 
włoskich i francuskich, którzy z głupoty swych klientów czerpali 
ogromne zyski. Byli to wysłużeni wojskowi - hołysze - szukający 
lekkiego zar9bku i wzbogacenia się kosztem drugich, a żerując na 
pojęciach prawdy i sprawiedliwości, sami byli bez czci i wiary. 
Układając zawiłe kodeksy honorowe, przeciągali rozmyślnie sprawy, 
podjudzali, rozogniali ludzkie namiętności, dając się nieraz przeku- 
pywać dla włożenia do ręki korzystniejszej broni lub pouczenia 
klienta o słabych stronach przeciwnika. Na początku 17 wieku 
pojedynki kosztowały Francję około 30.000 ludzi w najpiękniej- 
szym wieku i najlepsze rokujących nadzieje. Pozornie pojedynki 
były zabronione, ale sam Henryk IV ułaskawił 7.000 pojedynkowi- 
czów, którzy zachwyceni tym mordowali dalej swoich współza- 
wodników. 
Początkowe założenie sądu bożego przerodziło się z czasem 
w zwyrodnienie, które na terenie Francji, Włoch, Hiszpanni i Nie- 
miec - dawało upust najgorszym instynktom zemsty, doprowadza- 
jącej do wymordowania wszystkich męskich członków poszczegól- 
nych rodzin, W Polsce pojedynki były stosunkowo rzadkie i oparte 
na przesłankach idt!ału rycerstwa i kurtuazji. Dużą rolę odgrywało 
zrozumienie idei chrześcijaństwa i subtelność natury słowiańskiej 
z dominującą w niej dobrocią i łagodnością. Pojedynek Tarły z Po- 
niatowskim należał do najsłynniejszych, a jego przebieg był tylko 
jeszcze jednym z dowodów na to, że była to forma roztrzygnięcia 
sprawy nie mająca nic wspólnego z jej shistnością. Nierówność 
przeciwników była jaskrawa, dlatego pojedynek ten skończył się 
jawnym morderstwem, Kazimierz Poniatowski przez protekcję Czar- 
toryskich był już wówczas podkomorzym królewskim, ale broń no- 
sił od parady i mama Czartoryska zr:obiła go rycerzem buduaro- 
wym, podczas gdy Tarło był niezgorszym rębajłą i brał zaszczytny 
udział w kilku bitwach. 
.,Toteż kiedy w trzy dni potem zjechali się obydwaj mło- 
dzieńcy z sekundantami pod Piasecznem na umówione miejsce 
i miał się zaC'Ząć bój na pistolety, Podkomorzy drżał wyraźnie na 


Szlachta i możnowładztwo w dawnej Polsce 


9
		

/130.djvu

			130 


koniu. Może chciał Tarło nauczyć rozumu Poniatowskiego i gdy 
strzelił, zabił mu tylko konia. Strachem przejęty padł Podkomorzy na 
ziemię i wołał z całych sił: Kocham Pana Wojewodę! - a wszyscy 
się śmieli. Sekundanci wdali się w tę sprawę: obydwaj przeciwnicy 
uściskawszy się. na placu publicznie, z dobrą manierą powrócili do 
stolicy. Kazimierz Poniatowslli nim wrócił do Warszawy wieść stu- 
gębna niosła po mieście szczegóły zabawnej walki pod Piasecznem. 
Kiedy więc st
nął przed matką i chciał ją w rękę ucałować, "gra- 
dowa chmura" uderzyła syna w policzek i wyraziła mu nie miłość 
swoją, jeżeli nowej hańby nie powetuje na wojewodzie - bo jak 
mówiła, wolałaby trupa widzieć przywiezionego z placu, jak ta- 
kiego syna co drżał na koniu i śmiech obudził, kiedy ściskał i ko- 
chał kochanka Anusi". . 
T rudno było teraz 
począć walkę na nowo bo zgoda na 
placu pojedynkowym zaświadczona była przed sekudantami obu 
stron. Zaczęto więc szkalować wojewodę i Anusię w paszkwilach, 
czego przez długi czas Tarło udawał, że nie spostrzega, bo nie 
chciał nowej wojny, Ale w końcu czuł się zmuszonym wyzwać po- 
nownie na pojedynek syna Poniatowskiej, gdyż dalsze zwlekanie 
mogło uchodzić za tchórzostwo, a prowokacja była zbyt wyraźna. 
Lecz gdy miało przyjść do "drugiego pojedynku. "familia" nie 
chciała narażać się opinii szlacheckiej, która b
ła po stronie Tarły 
i wbrew woli swej krewniaczki wymogła na królu zakaz pojedynku 
i zatwierdzenie nowej zgody między powaśnionymi stronami. Nie 
było to po myśli Poniatowskiej i choć chwilowo musiała ulec ra- 
dzie familijnej, to tak długo wichrzyła i przekonywała, aż zgodzono 
się nareszcie na starcie z T arłą z chwilą, kiedy król wyjedzie do 
Warszawy, aby pojedynkiem pod jego bokiem nie obrazić Jego 
Majestatu. 
Tym razem według zgóry ukartowanego planu został wyzwa- 
. ny Tarło przez Poniatowskiego i pojedynek przyjął, wyznaczając go 
na początek marca 1744 r. na placu pod Marymontem. Nie ko- 
rzystał tylko z rad przyjaciół i nie zgromadził koło siebie zaufa- 
nych na ten dzień, co niewątpliwie mogło powstrzymać od ukry- 
łych planów Familię. ściągającą na oznaczony dzień coraz więcej 
stronników, którzy tłumnie oblegli miejsce pojedynku.
		

/131.djvu

			131 


Cała Warszawa o niczym innym nie mówiła, tylko o tym, kto 
zwycięży... Wydawało się nawet, że dojdzie do otwartej wojny do- 
mowej między jedną a drugą stroną. Tarło jednak nie chciał ze 
5wej sprawy czynić jakiejś wielkiej zawieruchy i dlatego poprze- 
stał na udziale w pojedynku jedynie własnej osoby. Wiedział zresztą, 
że opinia ogółu była za nim, a wszyscy złorzeczyli dumnej pani 
mazowieckiej, która ponownie parła do rozlewu krwi, nie myśląc 
nawet o własnym synu. Sprawa przybrała "jeszcze większy ro
głos, 
kiedy Poniatowski i Tarło napisali do konsystorza z prośbą. aby 
5ię mogli wyspowiadać przed pojedynkiem, gdyż niewiadom o by- 
ło - kogo śmierć czeka. Konsystorz nie tylko nie zgodził się, ale 
groził ekskomuniką wszystkim, którzy by bodaj poszli patrzeć na 
krwawe widowisko. 
Mimo tego stanowiska duchowieństwa - prawie pół War- 
szawy "'wyległo na plac p0jedynkO\yy i cisnąc się jedni na. drugich, 
przyglądali się niezwykłemu widowisku. Przeciwnicy lżyli się naj- 
gorszymi wyrazami, a Tarło wyjąwszy z kieszeJ.1i paszkwile pisane 
na niego, nabił je na szpadę i obiecywał utopić je w sercu Ponia- 
towskiego. Gdy się już słowną szermierką zmęczyli - złożyli si
 
szpadami, wtedy spod ramienia Poniatowskiego pchnął zręcznie 
Tarłę szpadą pułkownik Korff zabijając ,go na miejscu. Tą drogą 
Poniatowska zapewniła wreszcie zwycięstwo synowi i zaspokoiła 
swą wrodzoną pychę, wyprawiając wojewodę na tamten świat. 
Tragicznie zakończył się jeden z największych pojedynków 
w Polsce, tragicznie kończyły się tysiące pojedynków w krajach 
zachodnio-europejskich, mających najwięcej predystynacji do przo- 
dowania kulturze i cywilizacji całego świata. Mimo wszystko poje- 
dynki w Polsce były rzadkie, Nawet w epoce Zygmunta III i Wła- 
dysława IV było na przestrzeni pół wieku zaledwie.' sześć poje- 
dynków. Szlachta polska unikała pojedynku, uważając za rzecz nor- 
malną wniesienie skargi do sądu o obrazę: W r. 1613 Jan Tele- 
jowski napadł na drodze Jakóba Michałowskiego, wstrzymał powóz, 
obił bezbronnego, zajechał jego dwór, lżył słowami obraźliwymi, 
dwukrotnie do walki wyzywał, lecz sprawa skończyła się w sądzie. 
W r. 1619 pan Grochowski z panem Likowskim zwodzili się 
o małą rzecz i wyzywali na pojedynek, lecz skończyło się na poda 


9.
		

/132.djvu

			132 


\ 


stępnym morderstwie Grochowskiego. Zginął w pojedynku z Łu- 
kaszem Dzier2kiem - Rafał Lipnicki. który go wyzwał w r. 1626. 
Ale nie dał się sprowokować Adam Kuczyński w r. 1637, choć 
zadał mu słowa nieuczciwe - Stefan Strzemecki, ani w r. 1645 
jerzy Koniecki wyzywany przez Feliksa Wilczka. 
W r. 1629 wyzwał Piotr Faygiel Marcina jankowicza, który 
nie stawił się i w grodzie wniósł protestację. W r. 1631 Aleksan- 
der Sieradzki posłał wyzwanie Andrzejowi Ujejskiemu, lecz do po- 
jedynku nie doszło. W ziemi krakowskiej ani śladu jakiegokolwiek 
pojedynku. Częstsze, ale także sporadyczne były pojedynki w woj- 
sku. W czasie sejmu w r. 1634 odbył się pojedynek wojewodzica 
Sapiehy z wojewodzicem Kossobudzkim. Sapieha został ranny, 
. Kossobudzki zabity. jan Wł. Radziwiłł wyzwał za panowania So- 
bieskiego posła hiszpańskiego o obrazę narodu polskiego i za- 
bił go. 
Za Stanisława Augusta Poniatowskiego wzmogły się poje- 
dynki. Do naj słynniejszych należał Casanowy 
 Branickim o tan- 
cerkę włoską Binelli, z którego podkomorzy wyszedł ciężko ranny. 
Bił się o żonę August Czartoryski, wojewodzic Sanguszko za swe- 
go ojca Hieronima po starciu ostrym w sejmie z Kazimierzem Rze- 
wuskim, pisarzem polnym koronnym. Wreszcie ks. józef Ponia- 
towski wyzwał Szczęsnego Potockiego o szerzenie o nim 71ych 
wieści, ale Potocki przezornie wyznaczył mu miejsce spotkania 
w Petersburgu. 
Jak na długie i piękne dzieje Polski, pojedynki można było 
zaledwie na palcach policzyć. Dowodzilo to, że Polacy mieli wię- 
cej wewnętrznej kultury, mniej pierwotności instynktów ludzkich. 
Niemniej pojedynki zostały i przetrwały do czasów dzisiejszych, 
Rzecz dziwna i charakterystyczna, choć z biegiem czasu wszyscy 
zgodzili się na stwierdzenie, że pojedynki uległy zwyrodnieniu i od- 
biegały 0.1 swego pierwotnego założenia, mimo to nikt nie odwa- 
żył się przeciwstawić utartemu zwyczajowi. Honor, najpiękniejsza 
rzecz w życiu każdego człowieka, miał być nadal broniony według 
praw i zwyczajów wywodzących się z ciemnego barbarzyństwa 
j prymitywnego średniowiecza.
		

/133.djvu

			133 


.. . Z powyżej przytoczonych pojęć -ludzie, któ- 
Manla wIelkoścI. rzy tworzyli je, żyli w nich. względnie byli 
w nich wychowani, popadali w kompleks pychy, niepohamowanej 
dumy, która urastała do manii wielkości. Charakterystyczną cechą 
_ego kompleksu było przeświadczenie, że byli jednostkami zasad- 
niczo różnymi i odmiennymi od całego otoczenia. 
Taki connetable de Montmorency, wszechwładny minister 
króla Francji Franciszka I i Henryka II, budująs: wspaniałą rezy- 
, 
dencję w Chantilly uważał, że w tamtejszym kościele nikt inny nie 
może być złożony prócz niego na wieczny spoczynek i dlatego 
oficjalistów i służbę chowano w odległej gminie. Umierając w r. 1567 
. gdy spowiednik napominał go, by przykładnie kończył życie, Mont- 
morency pysznie mu odpowiedział: "czy sądzisz, że dobrze żyjąc 
blisko ośmdziesiąt lat nie potrafię umierać przez kwandrans go- 
dziny 7". 
Niemniej pyszni i dumni byli - polscy możnowładcy, że wy- 
starczy wymienić Marka Borkowjca, Diabła Stadnickiego, Jerzego 
Lubomirskiego" Krzysztofa Opalińskiego, Radziejowskiego" Sapie- 
hów za Augusta Mocnego i tylu innych, którzy nie widzieli nikogo 
poza sobą i nie chcieli się podporządkować żadnej władzy, nawet kró- 
lews
iej. W ślad za tym szło nieposłuszeństwo, czego sromotnym 
przykładem był Samuel Zborowski, mordując bezbronnego Wa- 
powskiego na oczach Henryka Walezego na zamku krakowskim. 
Z tego powodu doszło do przemówienia się między Mikołajem Ka- 
zimierskim a królem Stefanem Batorym o uwolnienie Zborowskiego, 
który będąc baJ;1itą, nic sobie z tego nie robił i pod jego bokiem - 
urągał sprawiedliwości. Batory nie mogąc zrozumieć stronniczości Ka- 
zimierskiego, krzyknął do niego: "Milcz szaławiło" (tace nebu/o J, 
o na co poseł Kazimierski hardo odpowiedział: "Nie jestem szała- 
wiłą, lecz obieram królów i potrafię strącić tyrana (Non sum ne- 
bu/o sed elector re gum. de trusor tyrannorum). Sprowokowało to 
króla do wypowiedzenia pamiętnej mowy.: "Nie jestem służalcem, 
lecz człowiekie)Il wolno zrodzonym, ani też wprzódy nim do tych 
krajów przybyłem, brakło mi odzienia i pożywienia. Włożyliście mi 
na głowę koronę nie jestem więc królem zmyślonym i malowanym, 
lecz prawnym i rzeczywistym".
		

/134.djvu

			134 


Tak musiał przemawiać król do polskich panów, spośród któ- 
rych buntowniczy Zebrzydowski za czasów Zygmunta III Wazy - 
gdy w czasie wojny 'domowej wojska jego stały naprzeciw kró- 
lewskich i Zbigniew Ossoliński r
ucił się pomiędzy nie zaklinając. 
by nie przelewano krwi bratniej - zgodził się p
jść do króla, ale 
óświadczył, że pieszo nie pójdzie, bo król na koniu siedzi. Dopiero 
Ossoliński i za jego przykładem inni dygnitarze pierwsi zeszli z koni, 
dając mu tym przykład, że wobec prawowitej władzy aż tak pysz- 
nym być się nie godzi. Widząc to Zebrzydowski dał się wreszcie 
nakłonić i zaszedłszy z konia, poszedł króla przeprosić. 
Żaden z królów polskich nie miał .przeciw sobie tylu zwarcie 
wyst
pujących w opozycji magnatów, co Stanisław August Ponia- 
towski. Dla dumy i ambicji wysługiwano się obcym dworom, odda- 
wano się na usługi jawnym wrogom Polski, byleby zadowolić uczu- 
cia zemsty wobec "znienawidzonego parweniusza.... 
Potoccy, Lubomirscy, Radziwiłłowie, Sapiehowie, a później 
Czartoryscy, Pacowi e, Rzewuscy, Brapiccy i tylu innych, jakby na 
jedną komendę - wszyscy zgodnie chcieli zrzucić z tronu Sta- 
nisława Augusta Poniatowskiego, ułatwiając w ten sposób obcym 
ambasadorom zgubę własnej Ojczyzny. 
Przyjęcie, jakie Radziwiłł Panie Kochanku zgotował królowi 
w Nieświeżu - było tego najlepszym dowodem. 
"Była wtedy z rozkazu księcia na początku grobli w Nieświe- 
zu, z miasta idącej do wielkiego na kępie zamku, wzniesiona bra- 
ma bez żadnych ozdób, samą tylko sośniną zieloną ul1rana, a w tran- 
sparencie bapis: "Tak król chciał". Zaś w bramie zamkowej, która 
wspaniale zwierciadłami, żyrandolami, kosztownymi obiciami, dywa- 
nami ubraną była i przyozdobiona czteryma kolumnami z broni 
różnej ze skarbca Radziwiłłowskiego na .wzór łuku tryumfalnego 
Trajana w Rzymie, rzęsistym światłem zewnątrz dziedzińca oświe- 
conej, stał napis: " Tak Radziwiłł zwykł". 
. 
Radziwiłł uważał, że korona polska raczej jemu się należała 
i dla.tego duma jego nie mogła ścierpieć Poniatowskiego. Duma 
wypełniała serca magnatów, a nieodosobnionym przykładem tego 
był Hieronim Radziwiłł (1695-1760), który "we wsi swojej Sła- 
wadcach wybudował zameczek drewniany, osadził w nim jednego
		

/135.djvu

			135 


ze swych dworzan, mianując go królem Sławacińskim, zakreślił gra- 
nice jego królestwa i postępował z nim jak z prawdziwym ościennym 
monarchą. Prowadził układy dyplomatyczne. zawierał traktaty, zry- 
wał je i wypowiadał wojnę. Wówczas występowały jego wojska, 
staczały bitwę, oblęgały króla Sławacinskiego w jego zamku, zabie- 
rały go w niewolę, Książę Hieronim wyprawiał tryumfalny wjazd 
do swej posiadłości w Białej, sądził pojmanego monarchę i do praw 
utraconych powracał". Była to mania wielkośd, której nie mogąc 
urzeczywistnić - bodaj fikcją się zabawiał. Hieronim Radziwiłł nie 
wiedząc jak wyładować swój temperament przeznaczony według 
niego do "wielkich celów" - urządzał polowania, w których podczas 
jednego zabił w r. 1752: 26 niedźwiedzi, 5 dzików, 12 macior, 15 
łosi i 104 wilków. Żenił się aż trzykrotnie, gdyż dwie pierwsze 
żony nie mogąc znieść jego despotyzmu, po prostu uciekły od niego, 
Uważając, że go nie doceniają w kraju - nie przyjmował żadnych 
godności i kupił sobie pod Wiedniem mająteczek Weslau, gdzie 
pragnął osiąść w nadziei, że tam prędzej się na nim poznają, Chcąc 
naśladować zagranicznych monarchów - uformował na wzór króla 
francuskiego gwardię, Grand - Muszkieterów, a wyjeżdżając za gra- 
nicę, uważał się za tak ważną personę, iż czynił to incognito pod 
nazwiskiem barona Mirskiego, 
,O księciu józefie jabłonowskim (1712-1777) opowiadano, 
że "Ku schyłkowi życia przywiązała się doń jakaś szczególna 
fantazja i dziwactwo osobliwszego rodzaju. Wśród białego dnia 
rozbierał &ię &lasem do ostatniej koszuli i sam w pokoju, w któ- 
rym było najwięcej zwierciadeł, lubił się zabawiać, pokładłszy na 
siebie wstęgi orderowe. Rozmawiał wówczas sam z sobą o' swych 
wielkościach, rozumie, znaczeniu i powadze. Zazwyczaj mówił: któż 
to ja jestem? Ksi
żę to mało, bohater i minister to mało jeszcze. 
Król polski j. to mało, Cesarzem rzymskim i to. mało. jestem pa- 
pieżem i to mało dla mnie, gdyby była większa jaka nad tę godność 
i ta by mi się należała. Gdy tak dziwaczne rozmowy i marzenia 
często powtarzał książę jabłonowski - jeden z jego pokojowców 
podsłuchawszy go, post
nowił zażartować sobie z nałogu i wylazłszy 
na wierzch pieca w wysoką skrzynię w tym pokoju zasadził się. 
Niedługo tam oczekiwał na przybyc;ie księcia, który w koszuli
		

/136.djvu

			136 


. 


tylko i narzuconych na szlafroku orderach nadszedł wkrótce: 
zrzucił przyodziewek, stanąwszy naprzeciw wielkiego zwierciadła 
i począł zwykły swój monolog. Gdy przyszedł do tych wyrazów - 
papieżem jestem, pokojowiec na piecu siedzący zmienionym umyślnie 
głosem przerażliwym wrzasnął nagle: - Kpem ci Mości' Książę 
być nie papieżem! Nadspodziewanym tym a tak zuchwałym głosem 
książę przestra<;zony, wybiegł z pokoju aż na dziedziniec, a obej- 
rzawszy się na dach, spostrzegł właśnie w tym miejscu siedzą- 
cego kominiarza. Krzyknął wtedy raptoWJ'lie w pasji "fto szyldwa- 
cha: - Strzelaj do tego djabła! Żołnierz wystrzeliwszy wypad- 
kiem zabił kominiarza a książę był przekonany, że diabła zabić 
kazał. Ukontentowany więc rzekł: - O tak dobrze, niech mnie 
i diabły szanują I". 
Znając słabą stronę swych panów - lp.dzie interesu pochleb- 
stwem i pięknymi słówkami dochodzili do majątków i wielkich 
fortun, które powstawały na ruinach posiadłości magnackich. W 18 
wieku jeden z magnatów płacił roczną wysoką bardzo pensję sena- 
torowi piastującemu godność kasztelana za to, że ten raz w roku 
w czasie uroczystego przyjęcia stał za jego krzesłem i dyrygował 
uroczystością. Matuszewicz w pamiętnikach pisał, że "Pac, podstoli 
lit. na samych pochlebstwach zasadzał swoją aplikację dla księcia 
wojewody, nie dbajac szczerze o dobro jego tylko, aby sam brał 
ustawicznie od niego. Jakoż i to było pochlebstwo z inwencji Paca, 
że jak w Niechwieniczach była codziennie. Msza św. i podczas niej 
śpiewaliśmy godzipki o Niepokalanym Poczęciu Najśw. Panny, tedy 
w pieśni "Zawitaj Ranna Jutrzenko", gdy przychodziło do tych 
słów "sprawuj senatorskie rady", tedyśmy się wszyscy kłaniali księ- 
ciu wojewodzie wileńskiemu". 
Wzory do przesadzonych grzec7ności szły z zagranicy. Cere- 
moniał dworski doprowadzony do absurdu na dworze francuskim 
i hiszpańskim stawiał króla - słońce tak wysoko, że dworzanie 
uważali za najwy,ższy zaszczyt, kiedy mogli mu podać koszulę, żenić 
się z nieśłuhną córką królewską lub otrzymywać w spadku. wy_ 
padłą z łaski królewską faworytę. 
Na Zachodzie targowano się o każdy drobiazg dotyczący ety- 
kiety - o miejsce w orszaku czy przy stole, - o prawo na kry-
		

/137.djvu

			137 


cia głowy w obecności monarchy. Nic dziwnego, że każdy z ary- 
stokratów wzorując się na dworze panującego, stosował ten sam lub 
podobny ceremoniał II siebie, a w ślad za tym szedł serwilizm 
i upodlenie ludzkiej godności. 
Wzorem zwyczajów zachodnich szło także możnowładztwo 
polskie - hamowane w dużej mierze przez republikanizm Polski 
azlacheckiej, który poza paru sporadycznymi wypadkami prze- 
kształcił zachodnie pojęcia i tradycje wśród szerokiego społe- 
czeństwa w przysłowiową polską galanterię, okraszoną pięknem sta- 
ropolskiej rycerskości. 


{ 
LITERATURA: Bartoszewicz. Artykuły w W. Encyklopedii OrgeIbranda. 
Warszawa, 1861-68. Znakomici męzowie w Polsce w 18 w. P.:tersburg. lb53-57. 
Bouhot 1::, Catherinc de Medicis. P..ris, 18
9. Briickner. Dzieje kultury polskiej 
1930. Coignet C, Francois I, Paris, 1885. Gloger. Encyklopedia staropolska. War. 
1900. Górnicki. Dworzanin polski. Kraków 1927. Grabowski. Pamiętniki domo- 
we. Warszawa 1815. Kantecki. Szkice i opow, Poznań, 1880, Kitowicz. Pamięt- 
niki. Lwów, 1882. Kosiński. Prze\Nodnik heraldyczny. Kraków, 1877. I( otłub"j, 
Galeria Nieświeska. 1854. Kubal... Ossoliński. Lwów, 1883, Kutrzeba, Pojedynki 
w Polsce. Kraków. 190
. Lavisse. Histoire de France. Paris, 1903. Łoziński Wł. 
Życie polskie w d. w, Lwów, lQ21. Prawem i Lewem. Lwów, 1904. Matuszewicz. 
Pamiętniki. ')lar. 1876. Ochocki. Pamiętn ki. War. Pasek. Pamiętniki. Lwów. 
1879. Pamiętnik z czasów Stanisława Augusta, wyd, Kraszewski. Warsz. 19(16, 

 
Rembowski. Roico.!	
			

/138.djvu

			111 
ROLA POLITYCZNA .MOŻNOWŁADZTWA 
POLSKIEGO 


Uderzenie z Zachodu, które z
iotło Słowian 
Siła państwo- nad Łabą i dotarło do Odry, zatrzymało się 
wości polskiej. 
na młodym państwie polskim i dopiero po 
kilku wiekach posunęło się dalej na Wschód, gdy Polska uległa 
rozkładowi. I 
W średniowiecznej Polsce musiała być wielka siła. skoro po- 
trafiła dać sobie radę z ustawicznymi atakami cesarzy niemiec- 
kich, którzy potrafili opanować tak mocne WÓwczas państwo jak 
Czechy, a sąsiadowi wschodniemu nie mogli dać rady. Siła ta mi- 
mo groźnego rozbicia dzielnicowego tkwiła w możnowładztwie pol- 
skim, umiejętnie wykorzystującym politykę podległych sobie rodów 
dla obrony państwa. Wielką pomocą w tych zamierzeniach był ko- 
ściół i jego organizacja, ułatwiająca zjednoczenie poszczególnych 
dzielnic. 
Piastowie budujący państwo polskie, jeżeli sprostali włożo- 
nemu na ićh barki zadaniu -- zawdzięczali to jedynie mądrgści 
politycznej możnowładztwa, które umiało poprzeć ich usiłowania 
i dość wcześnie zrozumiało niebezpieczeństwo zagrażające państwu 
polskiemu w razie rozrastania się dalszego rozbicia. Niezaprzecze- 
nie w chwili konsolidowania się państwowości polskiej możnowładz- 
two odegrało dominującą i zaszczytną rolę. 
Zarówno Łokietek jak Kazimierz Wielki, Jagiełło i późniejsi 
Jagiellonowie w oparciu o możnowładztwo p9lskie stworzyli mo- 
carstwowość Polski, która należała WÓwczas do państw najpotęż- 
niejszych na Wschodzie. 
Symbolem polityki możnowładztwa polskiego mógł być Zbi- 
gniew Oleśnicki, którego posunięcia na arenie międzynarodowej 
znamionowały wielki rozmach, żelazna wola, szerokie horyzonty.
		

/139.djvu

			139 


Polskie możnowładztwo było wtedy tak potężne, że zagra- 
nicą porównywan6 je z królami. Przykładem tego był fakt, że 
"kiedy rzymski i niemiecki król Wacław oczekiwał w Wrocławiu 
zapowiedz1anego przybycia Władysława Jagiełły, ujrzano nadcią- 
gający ku miastu wspaniały orszak jezdny z świetnie przyodzia- 
nym mężem na czele. "Król polski jedzie!" zabrzmiały na drodze 
straże, a władca Niemiec wyruszył z całym dworem na powitanie 
t 
i powitał pana Zbigniewa z Brzezia - na czele przedniej straży 
dworu polskiego. Stąd możni panowie uchodzili w o. zach cudzo- 
ziemców coraz częściej za królów i urosła nawet sława monarchom 
polskim, iż królują gromadzie królów". 
Kazimierz JagieIlooczyk {hciał się otrząsnąć spod tej prze- 
wagi wielmożów polskich i dla zahamowania ich potęgi wprowa- 
dził w grę czynnik szlachecki, który ostatecmie zwyciężył i stwo- 
rzył Polskę szlachecko-republikańską, Konsekwencją tego zwyc,ię- 
stwa było osłabienie władzy królewskiej i złamanie siły politycznej 
możnowładztwa, które pozbawione swej dotychczasowej roli dla 
odzyskania prymatu Vi państwie wprowadziło Polskę na drogę walk, 
wewhętrznych i warcholstwa. 
Stąd trzeDa podkreślić, że w średniowieczu możnowładztwo 
polskie odegrało zasadnicżą rolę, tworzą c zręby pod wielkość pań- 
stwa polskiego, póżniej ustąpiło pola .szlachcie, by w 17 i 18 wieku 
opanowawszy gmin szlachecki, toczyć zażarte walki wewnętrzne, 
którymi stoczyło Rzeczpospolitą aż na samC? dno. 


Ale i w średniowieczu nie obyło się bez błę- 
dów, które zaciążyły na całe wieki nad dal- 
szą przyszłością Polski. Największym z błę- 
dów, na który dotąd bardzo mało zwracano uwagi - było uto- 
pienie polskości i najżywotniejszych sił narodu w bezkresnych ste- 
pach na wschodnich rubieżach Rzeczypospolitej z karyggdnym za- 
przepaszczeniem ziem rdzennie polskich na Zachodzie. 
Magnateria prowadząca politykę za Jagiellonów i królów 
elekcyjnych - pchała państwo na Wschód pomiędzy żywioł obcy, 
często wrogi, zaprzepaszczając ziemie polskie z ludnością rdzennie 
polską na Zachodzie, którą pozostawiono własnemu losowi. A wła- 


W scbód czy 
Zachód. 


.
		

/140.djvu

			140 


sme owe zachod
ie ziemie jak Śląsk z czasem okazały się najbea 
gatszymi w rękach obcych i stały się podwalinami bogactwa i do- 
brobytu Czech, Austrii i Prus. Czechy doszły do szczytu swej po- 
tęgi, gdy zagarnęły Śląsk, później doświadczyła tego Austria, wresz- 
cie Prusy, które dzięki tylko Śląskowi doszły do mocarstwowej 
roli w Europie. Przy tym nie dość mocno potrafiono ugruntować 
się na Wschodzie, gdy równocześnie zaniedbywano zachodnie ru- 
bieże.' Moźnowładztwo pozwalało na to, aby naród polski ulegał 
obcym wpływom i zaborczemu uciskowi, któremu nie starano się 
przeciwstawić. 
Prawdą było, że na Rusi Czerwonei zastaliśmy tylko trzy stare 
grody: Lwów, Przemyśl i Sanok. Niezb
 JJ1 faktem również było, 
że Sam
or założył .spytko z Melsztyna koło r, 1390, Rzeszów 
i Stryj (małe przedtem osidy) rozrastały się w miasta po przywi- 
lejach lokacyjnych Władysława jagiełły w r. 1431. Złoczów był 
małą wioską i urósł do wielkości miasta dopiero za rządów Sie- 
mieńskich. Górków i Sobieskich. Tarnopol założył hetman jan T ar- 
nowski w r. 1450, Żółkiew założył hetman Żółkiewski około r. 1537 
na gruntach wsi Winniki, Stanisław Rewera Potocki założył na grun- 
tach wsi Zabłocie w r. 1654 miasteczko Stanisławów. Czartkowscy 
założyli w r. 1522 Czortków. Zaleszczyki wznieśli dopiero w 18 w. 
Poniatowscy, Zamoyscy - Zamość w!". 1580, Tomaszów w 1615 r,. 
Rogożno w 1598 r. - Sieniawscy stworzyli Brzeżany w r. 1552. 
Kałusz w r. 1549, - ci sami Chorostków, Oleszyce, Sieniawę - Żół- 
kiewscy dali w r. 1584 początek Brodom, Potoccy założyli jesz- 
cze Suchostaw, jabłonów, Potok, Tartaków, Krystynopol, Kuty. 
Herburtowie ufundowali Podkamień, Dobromii, Żurawińscy - Bu- 
kaczowce, jaryczów, Żórawno, Lipscy - Bełżec i Lipsko w Żół- 
kiewskiem Tarłowie - Mikołajów, Fredrowie - Niemirów, Firle- 
jowie - Firlejów, Strzeszowce i Strzeszów. Na przestrzeni trzech 
wieków powstały takie miasta pod rządami polskimi jak: Leźajsk, 
Hrubieszów, Dunajów, Sokal, Mrzygłód, Radymno, Rawa, Komamo, 
Kamionka Strumiłowa, Żurów, Uhrynów, Załośce, Husaków, Borek, 
Waręż, Budzanów, Mosty Wielkie, Husiatyn, Rozdoł, Dubienka, 
Magierów.. Baligród i t. d. 


.
		

/141.djvu

			141 


Powyższe miasta powstały z inicjatywy polskiej i były perłami 
wielkich majątków Potockich, Jabłonowskich, Sobieskich, Koniec- 
polskich, Sanguszków, Lubomirskich, Ossolińskich - naokoło któ- 
rych tworzyły się coraz to nowe wsie. Wszystko to była piękna 
prawda, poparta historycznymi dowodami. \. 
Zapytać jednak należy, czy umiano wyciągnąć z tego faktu 
konsekwencję w znaczeniu przyszłości politycznej tych ziem i czy 
warto było zaniedbywać dla nich części ziem rdzennie polskich, 
zostawionych na łaskę i niełaskę losu, których kosztem organizo- 
wano ów kraj olbrzymich bezpańskich obszarów, Wyciągano ko- 
rzyści tylko doraźne, dogadzające możnowładztwu w sensie ich do- 
mowej polityki, to znaczy podniesienia dochodowóści prywatnych 
fortun. Na pochwałę polskich rządów na kresach trzeba powiedzieć, 
że jak podaje ruski historyk Kulisz, "Obowiązki ukraińskich podda- 
nych były nader łagodne. Do skarbu wnoszono tylko podymne, 
pańszczyzny naznaczano najwięcej 12 dni w roku z każdej chaty, 
co ówczesnemu trybowi gospodarstwa aż nazbyt wystarczało. Zboża 
zasiewano bardzo mało, gdyż czarnomorski handel nie istniał wcale 
wówczas, a dochody pańskie płynęły głównie z chowu bydła, miodu, 
wosku, sadła, pędzenia wódki na roałą skalę i t, p, Podstarościo- 
wie i inni oficjaliści pańscy wzbogacali się podarkami, które- sta- 
rodawnym zwyczajem składali im poddani, ilekroć jakakolwiek 
potrzeba powoływała kogokolwiek do dworu. Wzbogacano się także 
różnego rodzaju handlem, mniej lub więcej godziwym, osobliwie 
dostawianiem furażu wojskom rosyjskim, które na ten czas stały 
bez przerwy wzdłuż granicy Dniepru albo u samych kJ;.esów Turcji. 
Prowadzono handel wysyłanymi przeróżnymi potrzebami do życia. 
które za bezcen nabywało się w kraju prawie bajecznie urodzajnym, 
a szły drogo w zamian za konie i olbrzymie przynosiły korzyści. 
Takim sposobem szla9hta sama sobą się bogaciła i ani w obycza- 
jach ani w czemkolwiek innym nip. znajdowała pobudki do obcią- 
żania poddanych robocizną. :;tąd w nader szybkim czasie dochodziły 
nowe sioła do stanu nadzwyczaj kwitnącego, a w następstwie tego 
kolonizacja kraju wzrastała jakby cudem". Doraźne korzyści mogły 
z
pełniać skarbce zamków i dworów królików na rubieżach wschod- 
nich - którym król i Rzeczpospolita przewodziła o tyle tylko,
		

/142.djvu

			142 


I 
o ile sami na to po
alali. Historyk Szajnocha pięknie to nazwał 
"Zdobyczami pługa polskiego", zapomniał jednak o stratach tegoż 
i co więcej o polskiej stracie terytorialnej, której kosztem organi- 
zowaliśmy ziemie ruskie, zaniedbując własne: Śląsk, Pomorze, Prusy 
po to, aby pierwszych nigdy mocno nie 
zierżyć z zawsze otwartą 
kwestią ukraińską, drugie zaś wystawić na sztych germańskiego 
wynarodowienia, 


. 


W Ik ł d Możnowładztwo polskie, dzierźące przez cały 
a a o wazę. . d . . . k l . 
czas sre mowlecza w sWOIm rę u po Ilyczn
 
władzę, gdy wymarli Jagiellonowie, nie chciało tak łatwo wypuścić 
jej ze swej ręki. Nie mogąc sprostać biorącej nad nim górę sile 
politycznej gminu szlacheckiego - zeszło na drogę walki wewnętrz- 
nej, której jednym z przejawów były wolne elekcje. 
Kołłątaj podkreślał, że "Cel wprowadzenia elekcji prawnych 
ujawnił się 'po śmierci Zygmunta Augusta: obok trzech- obcych - 
dwudziestu panów polskich wystąpiło z kandydaturą do tronu. Dla 
wielości zazdrosnych nie utrzymał się żaden z krajowców. Żaden 
z nich nie pozyskał berła i po ucieczce Henryka: liczyli przecież. 
że pod panowaniem cudzoziemca zdołają przygotować dogodne dla 
widoków swoich warunki. System ówczesnego możnowładztwa uoso
 
bił naśladowca konstytucji rzeszy niemieckiej - Zamoyski. On 
pierwszy okrył się powagą dwóch najważniejszych w Rzeczypospo
 
litej urzędów: zrobił się kanclerzem i hetmanem, żeby mieć w ręku 
siłę narodu. władzę sądowniczą i związki z obcymi państwa
i. Za- 
mierzając władzę polityczną w na' odzie przeiać na uprzywilejowane 
możnowładztwo - w celu prawnego wyprowadzenia panów ze stanu 
szlachty zaprowadził majoraty. T o, czego nie udało się dokonać 
Zamoyskiemu, podjął za Jana Kazimierza Lubomirski. Ci dwaj magna- 
ci torowali Piastom drogę do tronu. Lecz na Michale i Janie III 
stępił się apetyt możnowładztwa do korony. Spostrzegłszy niedo- 
godność wynoszenia równych sobie, dla silnego i skutecznego prze- 
wodzenia w narodzie użyli magnaci sposobów innych. Przeprowa- 
dzili prawo usuwające Piastów 
d tronu: uchwalili, aby władza 
hetmańska była dożywotnia, żadnych nie miała granic, żadnego 
dozoru. Doszło na koniec do tego, że toczyły się nieustannie dwa
		

/143.djvu

			143 


spory decydujące o losie Polski: magnaci podkopywali do reszty 
władzę tronu, królowie starali się osłabić znaczenie panów. Wybuchły 
wojny domowe i bunty ,pospólstwa: przez kraj prlec
odziło żoł- 
nierstwo cudzoziemskie. Naród njszczał, odpadały od Rźeczypospoa 
litej najznakomitsze prowincje". . 
Wolne elekcje wprowadzały ferment w ustrój Polski. Intryga, 
przekupstwo i zdrada panoszyły się bezkarnie. Dochodzili do głosu 
!udzie najgon
zych instynków, którzy łotrostwem i zręcznie przepro- 
wadzoną grą polityczną urastali do wielkości udzielnych książąt, 
CZf'go przykład dawał Olbracht Łaski, człowiek o nieokiełzanej 
_ambicji, idący po trupach do coraz większego majątku i kariery. 
Ożeniony z Katarzyną Seredy, za którą wziął 100 tysięcy dukatów 
posagu, już po dwóch latach poślubił Beatę Ostrogską, córkę króla 
Zygmunta Starego i Katarzyny T elniczanki, przez którą urastał 
w wpływ królewski i olbrzymi majątek jaki hojny "teść" zapewnił 
ciepłą ręką swej nieślubnej córce. Po krótkim pożyciu z nią zamknął 
ją w zamku keżmarskim jakby w więzieniu, zagarnął jej olbrzymie 
dobra i gdy jeszcze żyła, ożenił si
 po raz trzeci z piękną i bogatą 
Francuzką, Sabiną de Seve, z którą miał dwóch synów i dwie córki. . 
Przekonania i zasady Olbrachta Łaskiego były tylko środkiem 
do celu z tego też względu przeszedł z wiary protestanckiej na 
katolicyzm w r. 1563, - Jednym z jego marzeń było kSięstwo 
mołdawskie i w tym też celu wysługiwał si
 c
sarzowi, a po 

mierci króla Zygmunta Augusta stał się jeqnym znajzagorzalszych 
5tronników Hem}'ka Walezego, gdyż tą drogą chciał dojść do 
jeszcze większyc
 bogactw i potęgi. Zaszczycony przez papieża 
jako świeżo nawrócony katolik godnością "syna kościoła" - uda- 
wał w Paryżu jako ,poseł polski gorliwego wyznawcę religii 
rzymsko-katolickiej, Było to akuratnie w okresie nocy św. Bartło- 
mieja, kiedy cały świat był oburzony masakrą dokonaną przez 
Katarzynę Medycejską na kilku .tysiącach huy,enotów, 

atarzyna w liście do Montluca, wysłanika francuskiego do 
Polski pisała, aby używał wobec Łaskiego tych samych sposobów 
co cesarz, t. j. kosztownych podarków. Trzeba zaznaczyć, że paa 
nowie polscy wzięli już wówczas 60 tysięcy talarów od cesarza 
na popierartie arcyksięcia austriackiego - konkurencja była więc
		

/144.djvu

			144 


bardzo silna. Dzięki jednak poparciu - głównie laskiego - na 
sejmie w r. 1573 został obrany królem polskim Henryk d' Anjou, 
człowiek, który nosił kolczyk w uchu, niemal kobiece stroje i wsłaa 
wił się udziałem w rzezi. Do jednych z jego ekstrawagancji nale- 
żały zabawy z paryskimi kurtyzanami (było ich wtedy w Paryżu 
około 6 tysięcy) w towarzystwie .,dobrze urodzonych" młodzieńców, 
którzy na zakończenie orgij pochodniami podpalali im włosy na 
wstydliwych częściach ciała. 
Po takiego króla przyjechało do Paryża, wspaniałe poselstwo 
polskie w którego skład wchodził również Olbracht Łaski, główna 
sprężyna francusko-polskich układów, hojnie subwencjonowany 
przez Katarzynę Medycejską. Wśród okazałych uroczystości, uwiecz- 
nionych na złotem tkanych arrasach, przy odśpiewaniu "Te Deum'. 
w katedrze Notre Dame, festynach, tańcach i napuszonych mo- 
wach - dobito targu o pacta conventa. przy czym Jan Zborowski 
gniewnie zwrócił się do opornego w przysiędze Henryka Walezego: 
"Przysięgniesz albo nie będziesz panował", co najlepiej charakte- 
ryzowało dumę polskich panów. Już wtedy magnaci polscy zaczęli 
. sprzedawać rządy w Polsce cudzoziemcom za wysokie .,pensje" 
brane z Paryża czy za pośrednictwem kamery śląskiej z Wiednia. 
Nazwiska Łaskich, Tarnowskich, Czarnkowskich - figuro- 
wały na listach zagranicznych, na których wymienione były kosz- 
towne podarun,ki i subwencje. Równocześnie gorszący przykład 
urażonej ambicji, zdrady państwa i obrazy majestatu dawali inni 
możnowładcy, jak n. p, Zborowscy. Zaczt;ło się od tego. że naj- 
młodszy brat wojewody sandomierskiego Krzysztofa - Samuel 
Zborowski przybył na zamek krakowski na uroczystości korona- 
cyjne Henryka Walezego. Towarzyszący mu orszak dwustu dWQa 
rzan cały błyszczał od złota srebra i drogich kamieni. Zborowski, 
jak przystało na wielkiego pana, zatknął na środku dziedzińca swą 
kopię I oświadczył, że kto ją wyrwie, ten będzie się musiał z nim 
potykać w czasie rycersk.ch turniejów, 
Nikt nie śmiał tego uczynić. bo obawiano się znanego ze 
zręczności i siły dumnego rycerza, aż sługa Pana Tęczyńskiego. 
będący w nieprzyjaźni ze Zborowskimi, poważył się znak Zborow- 
skiego wyrwać z ziemi. Samuel nie poszedł potykać się' z nim sam,
		

/145.djvu

			145 


gdyż był na to zbyt dumny, ale wysłał swego dworzanina, który 
uległ w walce. Na ten widok gniewem zawrzało jego serce i chciał 
uderzyć ze swymi zbrojnymi 
a ludzi T 
czyńskiego, Król dowia- 
dując się o formalnej bitwie, skandalu, który bezkarnie znieważył 
koronacyjną uroczystość, nakazał przerwać turniej li Zborowskiemu 
zamek opuścić. Ten dotknięty tym, jeszcze bardzibj 
ie zważając, 
że wkracza w zbrodnię nieposłuszeństwa i obrazy majestatu - za- 
czął wykrzykiwać obraźliwymi słowami na króla i T ęczyńskiego, 
okrzykując tego ostatniego tchórzem. 
Rozjuszonego Zborowskiego usiłował uspokoi
 Wapowski, 
przyjaciel T ęczyńskiego, ale choć bezbronny, spotkał się .z jeszcze 
większą wściekłością Samuela i w pasji został przez niego kilkakrot- 
nie cięty mieczem tak okropnie, źe w kilka dni potem umarł. Rów- 
. nocześnie służba jednej i drugiej strony zaczęła strzelać do siebie, 
Przed króla stawił się T ęczyński ociekający krwią, prosząc 
O sprawiedliwość. 
Zbrodnia, której dokonał Zborowski, groziła karą śmierci i pod- 
padała pod sąd senatu. Jednakowoź Zborowscy pewni byli bez- 
karności, gdyż ród ich był moźny, a Henryk Walezy miał wobec 
nich dług wdzięczności. Mimo więc powszechnego oburzenia i faktu, 
że wdowa po Wapowskim w ciężkiej żałobie przybyła na _ zamek 
w parę dni po zajściu razem z ciałem zamordowanego męża na 
marach przybranych kirem - Samuel Zborowski został skazany 
tylko na wygnanie. Za panowania Stefana Batorego bezkarnie 
jeździł po kraju i nie zważał na to, że był banitą, Przychwycony, 
został ścięty na zamku krakowskim, Śmierć brata chciał pomścić 
Krzysztof Zborowski, dopuszczając się zdrady stanu. Na tym tle 
doszło do procesu, w czasie którego Stefan Batory wyrzekł owe 
pamiętne słowa, że królem malowanym nie będzie. Sąd sejmowy 
w roku 1585 (na ktorrm Krzysztof Zborowski nie zjawił się, bro- 
niony przez wpływowych przyjaciół: Niemojewskiego, Ossolińskiego, 
Kazimierskiego) wykazał, że Zborow
cy dążyli do detronizacji Ba- 
torego i knuli zamach stanu, zmawia-jąc się z wrogami Rzeczypo- 
spolitej, byle tylko zadość uczynić swej dumie i pysze rodowej dla 
pognębienia prawowitej władzy, która w imię porządku publicz- 
nego nie pozwalała im na warcholstwo. 


Szlachta i możnowładztwo w dawnej Polsce 


10
		

/146.djvu

			146 


W całej tej smutnej sprawie nie chodziło o nic innego, tylko 
o dumę rodową - co wynikało z listów Krzysztofa Zborowskiego 
do Samuela, w których pisał: "musimy o sobie wiedzieć, nie tylko 
o całym domu naszym, ale o całym rodzie naszym, kto nasz albo 
nie nasz". Pod. wpływem żle pbjętej wolności rozdwajało się spo- 
łeczeństwo polskie w czasie procesu, Biskup Karnkowski głosował 
ze łzami w oczach za ukaraniem Zborowskiego, gdyż wielu sena- 
torów, choć widziało ich pewną zdradę, a słuszność po stronie króla, 
w głębi duszy solidaryzowało się ze Zborowskimi, gdyż pierwszy 
to był wypadek, że warcholstwo i pańska fanaberia miały być zła- 
mane przez przestrzegającego porządku i sprawiedliwości króla. 
Nie bez goryczy odezwał się przy tej okazji Batory: "dla Polaków 
można wiele zrobić -'- ale z Polakami nic", 
Ostatecznie musiano ugiąć .karku przed słusznością sprawy o- 
i Krzysztof Zborowski skazany został na infamię, banicję i kon- 
fiskatę dół .r. Nie obeszło się jednak bez przykrych momentów dla 
króla Stefana, któremu public:r.nie wymówili stronnicy Zborowskich. 
że Batory swe wyniesienie na tron polski w pierwszym rzędzie im 
zawdzięczał. Zapomnieli, że Krzysztof Zborowski przed elekcją' 
wziął od Batorego 20 tysięcy 2łotych polskich na poparcie go 
w czasie obioru, a mimo to grał dwulicową rolę, okazując się rc.w- 
nocześrne stronnikiem cesarskim. Niemnit"j wypowiedział się Ba- 
tory w sentencji wyroku, nie bez bólu i żalu myśląc zapewne, że 
. · dla spraw dufnej w siebie prywaty musiał odkładać waine zagad- 
nienia państwowe, aby dać przykład przyszłośei i aby się nie s:ać 
pośmiewiskiem dla obcych. W sentencji tej pisał: ..Bóg mi świad- 
kiem, jak niechętny do sprawy przystąpiłem, od jak dawna wiele 
znosiłem, jak długo czekałem, aby żałował. Lekką jest ta kara za 
taką zbrodnię i gdybyśmy użyli jeszcze lźejszej, bylibyśmy dali 
okazję do najokropniejszych występków: owszem, wzbudz.ł, by to 
pośmiewisko, gdyby postronne narody dowiedziały się, że w Polsce 
taka dzieje się zbrodnia obrazy majestatu, tak ustnymi jak i piśmien- 
nymi dowodami stwie'dzona w różnych odległych od siebie miej- 
scach, w Mos
wie, C
echach, Lubece, Austrii. Dziwili się wszyscy 
jego swawoli i naszej cierpliwości: gdyby na burmistrza pragskiego 
ośmielił się mówić ktoś takie rzeczy, nie uszłoby mu bezbrnie".
		

/147.djvu

			147 


Gdy brakło Batorego. gdy niezadowolony od pierwszego wej- 
rzenia z króla Zygmunta III Wazy - Zamoyski pierwszy ddł przy- 
kład do późniejszego buntu Zebrzydowskiego. Rzeczpospolita stała 
się terenem wojen domowych, w których zagrankzne dwory ma a 
czały swe ręce. dla własnych widoków, a zacietrzewienie pychy moi:- 
nowładczej brało górę nad nieszczęściami spadającymi na PolskC(. 
Ale Zamoyski miał pewne słuszne racje. Jako rozumny 
i w sprawach państwowych doświadczony mąż stanu. mógł być 
ró.wnież dobrym o ile nie lepszym królem jak Zygmunt III Waza, 
czy jakiś arcyksiąźę austriacki. Słusznie mógł mieć, urazę, że na 
króla nie został przez panów polskich wyniesiony jedynie przez 
zazdrość i zawiść, z powodu nieszczęsnej sprawy Zborowskich, 
która do końca życia jego, wlekła się za nim jak cień, Prawdą 
też było, że Zygmunt 1Il przez zwycięstwo pod Byczyną jedynie 
jemu zawdzięczał swe wyniesienie na tron polski i koronę polską. 
Nie chciał tylko ulegać woli potęźnego kanclerza, opierającego się 
z punktu widzenia polskiej racji stanu królewskiemu przyjaźnieniu 
sie z Habsburgami, popieraniu ich polityki i wpływów, które krzy- 
żowały się z interesami Polski, że wystarczy przypomnieć sprawy 
śląskie. 
Zygmunt III Waza rozmyślnie i na przekór Zamoyskiemu oto- 
cz
ł się zausznikami cesarskimi: Janem Tarnowskim, Karnkowskim 
I 
i innymi, Popierał też ludzi opornych i wrogo nastawionych do 
kanclerza, pragnąc tą drogą wyrosły ponad głowę królewską wpływ 
kanclerza jeźeli nie złamać - .to przynajmniej osłab"ć. Nie bez 
racji występował też Zamoyski przeciw polityce króla Zygmunta. 
gdy ten do Kowla pojechał dla widzenia się z ojcem i tam obie- 
cał mu - dla ratowania szwedzkiego tronu - zrzec się korony 
polskiej na rzecz arcyksięcia Ernesta. Wydały się tajemnie prowa- 
dzone rokowania Zygmunta 1Il Wazy z Habsburgami, gdy z po
e- 
cenia kanclerza starosta oświęcimski spoił posła królewskiego jadą- 
cego z kompromitującymi l stami i przydawszy mu na noc do boku 
białogł
wę dokonał tego, że ta otworzyła nieostrożnemu wy
łanni- 
kowi szkatułę i listy wykradła, Listy te dostały się w ręce Za- 
moys iego i dowodnie wykaz
ły dwulicowość Zygmunta III, który 
of.cjalnie wxpierał się wszelkich konszachtów z dworem rakuskim. 


10*
		

/148.djvu

			148 


Z tego też powodu obawiający się obcych wpływów Zamoyski ostro 
przeciwstawił się małżeństwu króla z arcyksiężniczką austriacką. 
Powodów - niezależnie od osobistej urazy i despektów, jakie 
ostentacyjnie król czynił Zamoyskiemu - było dość i do buntów 
i do rokoszu. Nigdy jednak Zamoyski nie wykroczył poza linię na- 
leżytego królowi posłuszeństwa i utrzymania spokoju wewnątrz 
Rzeczypospolitej, nawet się od Herburta (późniejszego rokosza- 
nina) odsunął, gdy się przekonał o jego warcholskich skłonnościach. 
Skończyło się na ostrym tonie i otwartych wystąpieniach publicz- 
nych przeciw królowi i jego polityce, podyktowanych temperamen- 
tem i słusznością sprawy. 


B . t . k Gdy zmarł Zamoyski, znaleźli się inni, któ- 
nn y 1 ro osze. bl k " b l . . 
rzy przyo e a)ąc Się w szatę o rony wo noscl 
przed despotyzmem królewskim, z zapiekłym nienawiścią sercem 
od prywatnej dumy i urazy - porwali się do wojny domowej, 
do przelewu krwi bratniej, dostarczając nieprzyjaciołom wygodnej 
okazji do napaści, między innymi Szwedom, którzy wtedy skorzystali 
z zamieszania i zajęli połowę Inflant. 
Zebrzydowski był przyjądelem Zamoyskiego i zajmował z jego 
protekcji jako starosta krakowski kamienicę zbudowaną przez 
Zygmunta I dla obcych posłów i książąt. Kamienicę tę do
tał 
w dożywocie Zamoyski od Stefana Batorego i po jego śmierci 
Zygmunt III domagał się, aby Zebrzydowski z niej ustąpił. Prawo 
było zupełnie po stronie króla, ale Zebrzydowski, gdy musiał kró- 
Jowi kamienicę oddać, wyrzekł słowa groźby, które nie powinny 
były wyjść z ust wysokiego dygnitarza i obywatela: "Ja z kamie- 
nicy, ale król z tronu wkrótce ustąpić musi". Zebrzydowskiego 
podjudzał równocześnie biskup Maciejbwski, rozżalony na króla 
o to, że mu kazał zdjąć po swym weselu w katedrze wawelskiej 
ba'dachim, którego używał z pozwolenia papieża Pawła V na czas 
uroczystości, mianowany legatem, Dumny biskup myślał,. że ta 
równa królewskiemu dostojeństwu odznaka pozostanie już na zawsze, 
nie chcąc 
rozumieć, źe mógł jej używać jedynie w czasie, gdy repre- 
zentował papieża,' I w tym wypadku król występował tylko prze-
		

/149.djvu

			149 


ciw samowoli i Qumie dostojnika zapominającego o pokorze chrześci- 
jańskiej. . 
Trzecim złym duchem Zebrzydowskiego był jego zięć Ma
iej 
Smogulecki, mający urazę do króla o to, że nie został zamiano- 
wany referendarzem koronnym, jakkolwiek tylko z protekcji kró a 
lewskiej otrzymywał duże dochody, płynące ze starostwa byd- 
goskiego. 
Do nich dołączył się wkrótce potężny na Litwie Janusz Ra- 
. dziwił, nie mogący darować królowi, że ten dwa bogate staro- 
stwa, soledzkie i dudzkie oddał po śmierci ojca jego Krzysztofa 
wojewody wileńskiego, nie jemu - ale Chodkiewiczowi, z którego 
familią od dawna Radziwiłłowie byli w otwartej wojnie i niena- 
wiści. Wnet więc, na pierwsze hasło rokoszu, Radziwił skaptował 
całą Litwę i stanął przeciw królowi, który nadto odmówił mu - 
przy okazji ostatniego widzenia - ręki do ucałowania, symbolu 
łaski pomazańca bożego. 
Do nich doszedł znany warchoł i bandyta, "diabeł" Stadnicki, 
dalej przywódcy partji róźnowierców: Adam Gorayski, Jakób Sie- 
niawski, Marcin Broniewski, Andrzej Męciński oraz póżniej dołą- 
czył się jeszcze Feliks Herburt, rozgniewany odmówieniem mu sta- 
rostwa przemyskiego i Zygmunt Grudziński, z takąż złością w sercu 
o starostwo sochaczewskie. 
Ci wszyscy 
rzucili_ królowi, że nie spełnił warunków' zaprzy- 
sięźonych w pacta conventa i wezwali go na sejmie 1606 roku 
w Sandomierzu do usprawiedliwienia się. Stawiając siebie w roli 
s
ziów i obrońców OjCzyzny okryli swą prywatę i uraźoną ambicj
 
płaszczykiem wielkiej sprawy i cały rok 1606 i 1607 wichrzyli 
gdzie i jak się dało, dążąc do detrc;mizacji króla. Rokoszanie wnet 
urośli do liczby około 100-tysięcznej rzeszy szlacheckiej, wrogo 
nastawionej do owego króla, "który gr.ał w piłkę, bawił się w alche- 
mię i' wiele pieniędzy z dymem puszczał przy pomocy szarlatana 
Mikołaja Wolskiego, starosty krzepickiego, obiecującego mu złoto 
ze stopu półszlachetnych metali (w r. 1595 praktyki te spowodo- 
wały pożar zamku krakowskiego, wskutek czego nastąpiło przenie- 
sienie stolicy do Warszawy), ,że mówił lepiej po niemiecku niż po 


..
		

/150.djvu

			150 


polsku, że królewicza Władysława chłostą przymuszał do noszenia 
się po niemiecku i t. p." 
W rzeczywistości król chciał przeprowadzić reformy: stałe 
wojsko oparte 
a regularnych podatkach, dążył do ukrócenia roli 
rozuchwalonego sejmu j posłów, a na zewnątrz miał w planie ugodC( 
z elektorem i Moskwę, oraz atak na Szwecję dla odzyskania ko- 
rony. Stronnictwo dworu chciało dokonać reformy państwa w myśl 
postępu czasu, w myśl wskazań dnia wobec groźby rozwielmożnio- 
nego możnowładztwa i przywilejów szlacheckich, prowadzących. 
Rzeczpospolitą do upadku. 
Winą króla było kumanie siC( ze znienawidzoną Austrią i dyr 
nastyczną polityką szwedzką, która kosztowała wiele wysiłków, nib 
przynosiła żadnych korzyści tym bardziej, że Polska nie była w niej 
zainteresowana. 
Mimo dwuletnich wichrzeń, jawnego buntu, obelg rzucanych 
pod adresem króla, zdradzieckich knowań z zagranicznymi dwora- 
mi - nie dochodziło do wiC(kszego rozlewu krwi na skutek prze- 
zornego i pojednawczego stanowiska Zygmunta Wazy. który wyka- 
zał dużo taktu i rozwagi. T o spokojne i trzeźwe zachowanie się 
króla doprowadzało do coraz większego rozzuchwalenia się buntowni- 
ków, których ostatecznie musiano wypC(dzić siłą - gdyż pokojowe 
środki zawodziły. Pod Guzowem król zmusił buntowników do bitwy 
w dniu 6 lipca 1607 roku. Prawe skrzydło królewskie wiódł Chodkie- 
wicz przeciw znienawidzonemu Radziwiłłowi, lewe Żółkiewski prze- 
ciw Herburtowi, środkowe król przeciw samemu Zebrzydowskiemu. 
W ten sposób antagonizm rodów i poszczególnych jednostek - 
stanął naprzeciw siebie pod pozorami walki o praworządność i po- . 
rządek. O mało nie przyszło do "klęski, gdy Żółkiewski zrażony 
do króla faworyzowaniem Potockiego i Chodkiewicza, raczej wstrzy- 
mał się od walki i lekko nacierał, a wtedy Radziwiłł złamał lewe 
skrzydło królewskie dowodzone przez Chodkiewicza i nawet dwo- 
rzanin Radziwiłła Hołownia doskoczył do namiotu królewskego . 
z okrzykiem: "a gdzie ten Szwed?". Spokój i zimna krew Zyg- 
munta III Wazy w ostatniej chwili zapobiegły klęsce, zamien;ając 
ją w zwycięstwo, którego pierwszy Żółkiewski przybiegł mu powin- 
szować. 


-
		

/151.djvu

			15t 


Zebrzydowski i Radziwiłł uratowali się ucieczką, Herburt, 
Janusz Rozdrażewski, Chamiec, Dobec Wiernek, Branicki, Marci- 
nowski. Lipski, Pac, Złotnicki, Wieszczyński, Karczewski, Straż, 
Pękosławski dostali się do niewoli królewskiej z całym obozem, 
z kompromitującymi listami, 223 armatami i 12 chorągwiami. Na 
jednej z nich był napis: "Bóg i Ojczyzna" (Deo et Patriae). 
na drugiej "Złota wolność" (Aurea fiber/as). 
Mimo tego "zwycięstwa", mimo paru tysięcy trupów król 
wystąpił pojedDawczo, nie nastając na gardła buntowników, obcho- 
dząc się z nimi godnie i ostatecznie w r. 1609 samego Zebrzy- 
dowskiego i Radziwiłła do przeprosin i ucałowania rt(ki dopuścił. 
Trzeba zaznaczyć, że Zebrzydowski zostawszy z łaski kró- 
lewskiej w r. 1588 starostą lanckorońskim, zaczął od r. 1600 wie- 
kopomne dzieło budowy na sąsiednim wzgórzu zamku Lanckorony 
słynnej Kalwarji, która miała skopiować i przenieść wszystkie miejsca 
upamit(tnione żyćiem i mt(ką Chryst
sa z Ziemi Świt(tej do Polski. 
Zbożne to dzieło, prowadzone przez kilkanaście lat z wielkim nakła- 
dem pracy i kosztów, przerwane zostało rokoszem, który kosztował 
parę tysięcy trupów własnych współbraci. Był to symbol ówczesnych 
pojęć o religii, zasadach chrześcijańskich, naopa\( pomieszanych 
z dumą i pychą rodową, przyobleczonych w płaszcz sprawy publicznej. 


Łagodnóść królewska w niczym nie uśmie- 
rzała. buntów naprzyszłość. Rozgrywka, jaka 
toczyła się między władzą zwierzchnią a możnowładztwem i swawolą 
szlachecką, choć chwilowo skończyła sit( zwycięstwem króla, w rze- 
czywistości jednak wykazywała niemoc rządu i rozzuchwaliła war- 
cholstwo, które pewne swej bezkarności, w przyszłości wprowadziło 
w wewnętrzną grę siły obce, zacierające ręce na widok rozkładu 
najistotniejszych sił państwowych, podkopywanych nieustannie przez 
niezmordowaną w pomysłach opozycjt(. 
Właściwa walka między możnowładztwem a władzą królew- 
ską o koronę, o wpływy i rządy - trwała bez przerwy przez 
cały czas Polski elekcyjnej, Dla tej podziemnej a tak zgubnej 
wojny wielce charakterystyczny był dialog na sejmie 1664 roku 
lI}it(dzy Janem Kazimierzem a hetmanem i marszałkiem wielkim 
koronnym Jerzym Lubomirskim, według pamiętników Paska. 


Prywata.
		

/152.djvu

			152 


"Złożono sejm, aby sądzić Jerzego Lubomirskiego, hetmana 
oraz i marszałka wielkiego o to, że myśli się ubiegać na króle- 
stwo po śmierci króla panującego. Ekspostulował z nim sam król 
wpierw mówiąc: "Panie Marszałku, dochodzi nas wieść, jakobyście 
sobie życzyli korony". T en odpowiedział: "Któżby sobie nie ży- 
czył dobrego? Powiem W, Kr. Mości jedną historię, którą sły- 
szałem o panu kasztelanie w()jnickim (janie Wielopolskim), że gdy 
jego hajducy z zamku przynieśli i postawili z krzesłem w pokoju, 
spytał swego Węgrzyna: "Kochaflły Andryś, co też tam między 
wami słychać' o naszym sejmie:" Powiada: "Ot tomu by to Panu 
Koro10m Polskim buty, szczo hożich pachołkow derżyt pry sobie". 
Za oną oI19Winę dał mu dziesięć bitych talarów na przepicie. 
Uważa Wasza Królewska Mość, jeżeli takiemu kalece, który 
się i na łóżku swoją mocą przewrócić nie może, kiedy mu się po- 
wie o królowaniu, a pogotowiuż mnie co jeszcze z łaski Bożej ko- 
nia dosiędę bez pomocy, gdyt y kto dobrowolnie nad sobą kazał 
królować, nie bardzo by mi to mierz;ło. Zaczem jeżeli po zgonie 
Waszej Królewskiej Mości (któremu zdrowia i długiego panowania 
życzę) tacy odzywali się do królowania konkurenci, jak pan kaszte- 
lan wojnicki, jak pan gnieżnieński (Sielski Aleksander) inni i tym 
podobni a to też i ja konkurent między niemi: ale jeżeli tacy, jako 
car moskiewski,. jako król szwedzki, król francuski, to ja zaraz 
konkurencji mojej gotów odstąpić". 
Rosła wzajemna niechęć i uraza między wielmożami nie zno- 
szącymi cierpkiej uwagi królewskiej a Majestatem, zagrożbnym 
ustawicznie przez możnowładztwo. 
Uraza Zebrzydowskiego zaczęła się od kamienicy w Krako- 
wie. Krzysztofa Radziwiłła za panowania Zygmu!lta in Wazy - od 
momentu niepodania Jmu ręki królewskiej do ucałowania - co było 
uchyleniem najwyższego zaszczytu ze strony pomazańca Bożego, 
Tylko, że król dowiedział się poufnie, że Radziwiłł wyprawił do 
Francji dwóch dworzan: Arciszewskiego i Kochlewskiego, aby zdra- 
dziecko podkopać us:łowania króla do zapewnienia po sobie tronu 
synowi Wtadysławowi. Regentka Belgii - Izabela przejęła tajne 
pisma wysłanników radziwiłłowskich i dlatego dotknęła go niełaska 
królewska. Jednak wobec zebranego sejmu grał rolę pokrzywdzC)-
		

/153.djvu

			153 


nego obywatela. Miał zaś tyle pewności siebie, że publicznie rzekł: 
"Kiedyby mi nawet udowod...iono mój grzech, nicby mnie sroż- 
szego nad ujęcie ręki pańskiej spotkać nie mogło". 
Tacy byli wielcy panowie w Rzeczypospolitej. pewni, że im 
nic grozić nie może, bo raz tylko zdobył się na odwagę wobec 
nich Kazimierz Wielki, wsadzając do lochu Maćka Borkowicza, 
drugi raz Batory, każąc ściąć banitę Zborowskiego, 
Wit;cej już się to powtórzyć nie mogło - bo przyszędł Gu- 
zów i Mątwy. Później gorzej było, bo uciekano się pod opiekc; 
obcego dworu, przyklaskującego niesnaskom i, 
arciom wewnętrz- 
nym Rzeczypospolitej. 
Jag
rawym przykładem tfłkiego faktu było postępowanie księ- 
cia Michała Wiśniowieckiego, kanclerza i regimentarza litewskiego, 
obowiązanego z mocy swego stanowiska do obrony grani<;. Tym- 
czasem książę na konwokacji 1733 r. będąc zwolennikiem Sasów 
i obozu popierającego syna Augusta Mocnego - był w opozycji 
do całego narodu, który obrał już Leszczyńskiego. Wiedział przy 
tym, że tylko obce wojsko unieważni wybór króla polskiego i dla- 
tł:g o wpuścił na Litwę 20
tysięczny korpus gen, Lascego, idącego 
z Rosji na pomoc i dla wymuszenia obioru Augusta III Sasa. Gdy 
więc kasztelan inowrocławski Stanisław Śleszyński zapytał księcia, 
czy wie o wkroczeniu obcych wojsk - na' to odpowiedział mu 
wymijająco i niechybnie: 
- ,,1 jam o tem tak słyszał". 
Tknięty do źywego tak jawną obojętnością, zagadnął go Śl,. 
szyński: r 
--r "Jeżeli tak jest, czemuż nie idzresz W, K. Mość"z woj- 
skiem naprzeciw nich 7". 
Argument był jasny i do zbicia trudny - książę nie mając 
innej odpowiedzi odrzekł 
 
- "Zatrzymajże ich Waść - jeśli możesz!". Na to zuchwale, 
ale trafnie odrzekł szlachcic: 
- "Więc W. Ks. Mość moiesz złożyó szarfę i mnie lub 
któremu innemu dać komendę l", 
Oburzony śmiałością Śleszyńskiego, porwał się na niego Wiśnio- 
więcki, a pewien towarzysz litewski uderzył go czekanem. Obecny
		

/154.djvu

			154 


przy tej burQzie ks, Michał Czartoryski zawołał, że nie godzi się 
w podobny sposób obchodzić się z szlachcicem polskim, na co 
z furią krzyknął grubiański kanclerz: 
- Szlachcic ten nie godzien istotnie, abym ręki nań podnosił, 
lecz T obie takie obetnę nos i uszy jeśli będziesz bredził dłużej. 
Po tym incydencie zachowując urząd - uciekł Wiśniowiecki 
na Pragę w stronę zbliżającego się wojska rosyjskiego". 
Za panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego doszło do 
jawnego zerwania między królem a księciem Adamem Kazimie- 
rzem Czartoryskim, który w czasie elekcji nie chciał usłuchać swego 
ojca Augusta, wojewody ruskiego i "wolał ustąpić korony kuzynowi, 
gdyż m"erziło go panowanie. Miał też zawsze do niego o to pre- 
tensje, że mógł być tak dobrze królem polskim jak Stanisław Au- 
gust, a to tym bardziej, że pochodził z rodziny moiniejszej i star- 
szej od nagle wyrosłej dopiero w 18 wieku - rodziny Ponia-- 
towskich. 
Do zajścia l:ego doszło dopiero po śmierci Augusta Czarto- 
ryski, go (ojca księcia Adama Kazimierza), którego urząd woje- 
wody ruskiego Z£ względu na wysokie dochody pragnął syn za- 
chować dla siebie, Równocześnie prosił o niego Szczęsny Potocki. 
do którego król czuł niech
ć, Postanowił więc nie oddać urzędu 
żadnemu z nich, tylko wiernemu swemu słudze Kickiemu, koniu- 
szemu koronnemu. \ 
Książę Adam obraził się o to i pobiegł nR zamęk urządzi. 

ólowi awanturę, jednak Stanisław August postanowił go nie przya 
jąć. Wtedy książę zniecierpliwiony i gniewny uderzył ręką w drzwi 
gabin
u wołając: 
- "Brat czeka pode drzwiami". . 
Na to król równie prędki odpowiedział takimże głosem: 
- "Królowie braci nie mają". 
Dość było tych kilku słów na rozźarzenie niechęci dawno 
już w sercu księcia tlejącej L dlatego zawołał gniewnie: 
- "Rozbrat więc na zawsze". 
Po tym incydencie książę Adam rozżalony na króla z po- 
wodu jego niewdzięczności (żona jego Izabela jakiś czas była ko- 
chanką królewską przy czym p1ąż odwozi
 ją sam ąa zamek) -
		

/155.djvu

			155 


wyjechał do Wi.ednia, skąd przysłał zrzeczenie się szefostwa ka- 
detów i gwardii. Cesarz Józef 11 ucies
ył się z takiego gościa - 
mianował go marszałkiem austriackim i dowódcą gwardii cesarskiej 
galicyjskiej - pragnąc użyć księcia do swych planów w zaborze 
austriackim. (Było to po pierwszym rozbiorze w r. 1772). Równo- 
cześnie uznano księcia krewnym familii Jagiellonów, a więc i pa- 
nującego domu austriackiego - co było Qdpowiedzią za obrazę, 
jaka spotkała go ze strony królewskiego kuzyna w Polsce. Równo- 
cześnie prowadzono potajemne układy o detronizację Stanisława 
Augusta Poniatowskiei'o, która jednak nie doszła do skutku. Fakt, 
ie książę Adam Czartoryski przebywał dłuższy czas w Wiedniu 
i knuł intrygę przeciw królowi - godny był potępienia z punktu 
widzenia polityki i prestiżu państwa polskiego. 


LITERATURA: Bartoazewicz. Znakomici męzowie polscy w 18 w. Peterll- 
burS!', 1853-7. Czermak, Studia hist. Kraków, 1901. Graboy.'ski. Przeździt'cki. 
Źródła do dziejów Polski. Wilno. 184
, Halecki. Dzieje Unii Jagiellońskiej. Kra- 
ków,1921. Hirszberg, Dymitr Samozwaniec. Lwów. 1898, Kalinka. Sejm cztero' 
letni, Kraków, Lwów, 1880-88. Kantecki. St, Poniatowski kasztelan krakowski. 
Poznań, 1890. Korzon. Dola i niedola Jana Sobieskiego, Kraków, 1898, Kotłub..j. 
Galeria Nieświeska. 1853. Kraushu. Rep.,in i Pol.ka. Kraków, 1897. Kubala. 
Ossoliński, Lwów, 1889. Szkice hist. Warszawa, 1901. Kulisz. Istorija wozsoje- 
dinienija Rusi. Petersb. 1873-7. Leps7Y, Walka stronnidw w pierwszych latacb 
panowania Zygmunta III. Kraków, 1929. Łoziński, Prawem i Lewem, Lwów,1 Q 04. 
Mo-awski, PogI"d na opozycjt; maKnack", (Studia ku czci Zakrz..wskiego). Kra- 
ków, 1909. Ochocki. Pamit;tniki. Waraz'wa Pamit;tnik z czasów St. AUllusta Ponia- 
towskiego. W"rszawa, 19J6. Pasek. Pamiętniki. Lwów, 1879. Plater. Zbiór pamit;t- 
Dików do dziej. pol. Warszawa, t8S7. Szajnocha. Szkice. Lwów. 1857. Wali- 
.zewski, Potoccy i Czartoryllcy. Kraków. 1887,
		

/156.djvu

			IV 
DROGA DO WIELKOŚCI 


Przez kilka wieków hołdowano w Polsce 
zasadzie, iż tylko w drodze osobistych zasług 
moha było dojść do wysokich godności 
i zaszczytów. Zdrowa ta zasada nakazywała synom największych 
magnatów dobijać siC( osobiście na polu walki czy w spełnianiu 
obowiązków publicznych COraz większych zaszczytów, przy czym 
zasługi ojca nie mogły na to mieć żadnego wpływu. 
Rzecz uległa zmianie, gdy obce wpływy i wewnętrzny rozkład 
utorowały drogC( protekcji, bez której w 17 w. a jeszcze bardziej 
w 18-tym -'- nie można było dojść do żadnych wyższych urzędów, 
czy tłustych starostw przynoszących wielkie dochody. 
Protekcją króla Zygmunta Augusta wyrośli Mniszchowie uży- 
wający przydomku Wand ali n, którzy wykorzystywali uczucie podsta- 
rzałego króla do (łiżanki, Bracia Mikołaj i jerzy Mniszchowie, dwo_ 
rzanie królewscy,. odsuwali króla Zygmunta od żony Katarzyny 
Austriackiej, siali niezgodę między nim a siostrą Anną jagiellonką, 
wreszcie stręczyli mu kochanki, którym kazali się dobrze opłacać. 
Wśród nich porwali z klasztoru Giżankę, podobną wielce do zmarłej 
królowej Barbary i pokazali ją Zygmuntowi Augustowi przebraną 
, 
w stroje zmarłej królowej. Król ostatnie lata przed śmiercią spę- 
dził w pożyciu z nią, miał nawet z tego związku córkę. Mniszcho- 
wie w porozumieniu z Giżanką używali jej wpływu do obsadzania 
różnych godności i stanowisk, za które kazali sobie dobrze płacić. 
Gdy król umarł - razem z nią zagarnęli pozostałe po nim skarby, 
z wielką krzywdą Anny jagiellonki, żyjącej w biedzie i opuszczeniu 
na skutek gniewu Zygmunta Augusta, którego sprytnie podjudzili 
Mniszchowie, Anna jagiellonka nie pozwoliła na wytoczenie procesu 
Mniszchom, aby nie szargać imienia zmarłedo brata. Nikczemni 


I Zasługi 
i zaszczyty:
		

/157.djvu

			157 


bracia ze swej strony drogimi podarunkami przekupywali niektórych 
senatorów, ktńr, ch mogli się obawiać i tym zapewnili sobie ich 
milczenie. Bogata Giżanka znalazła męża w księciu Wiśniowieckim. 
a Mniszchowie przy pomocy skradzionych skarbów stali się jednymi 
z 
ajpoh;żniejszych możnowładców. Wnet za panowania Zygmunta III 
Jerzy Mniszech doszedł do łaski królewskiej, został kasztelanem 
radomskim, starostą sanockim, wojewodą sandomierskim, w końcu 
poślubił jedną z najboga szych panien - Tarłówną. Pod koniec 
życia poparł Dymitra Samoz
ańca (Griszkę Otrepiewa) wydał swą 
córkę za r1iego, później za drugiego Samozwańca. knuł przy tym 
intrygi przeciw królowi polskiemu, (hcąc go zrzucić z tronu, a wszystko 
dlatego. że nie było miary jef!'o zachłanności. Trzeba zaznaczyć, 
że Mniszchowie byli rodem przybyłym do Polski 2."Czech i przyno- 
sili zagraniczne zwyczaje,. praktykowane na wszystkich dworach 
europejskich, których nie znała bogobojność staropolska. 
Naj, gubniejszy z tych wpływów był wpływ włoski i francuski, 
przybyły z cudzoziemcami osiadłymi na tronie polskim, jawnie sprze- 
dającymi urzędy - temu kto dał więcej. Ogromne sumy zebrała 
tą drogą królowa Bona i Maria Kazimiera, wprowadzające wzorem 
zachodnich dworów serwilizm i niezdrową emulację oraz słuszny 
. żal tych, którzy byli pokrzywdzeni, Naturalnie ludzie uczciwi usu- 
wali się od tych machmacji, torując drogę miernotom politycznym 
i słabym charakterom. 
Tak utarło się w 17 i 18 wieku, że bez poparcia króla czy 
wpływowego mmistra - nie mogło być mowy o dojściu do znacze- 
nia, a co za tym idzie do wielkiej fort uny, gdyż. handel bogacący 
stan mieszczański był dla warstw uprzywilejowanych ze względu 
koteryj stanowych - niedozwolony. 
Kanclerz Jan Zamoyski forytował na każ8ym kroku swego 
krewniaka Jana Szczęsnego Herburta - świetnie zapowiadającego 
Się polit} ka. "Zakochali się w sobie tak b;,\rclzo, że i małe i wielkie 
sprawy i stateczne i żartowne, pospołu odprawiali i taka już mię- 
dzy nimi przyjaźń uro..ła, że zdawało się, że niebo obalone przer- 
wać jej nie miało". Był więc na dworze austriackim, jeździł z po- 
selstwem do Szwecji, do Włpch,. był w Rzymie, Za protekcją 
kanclerza dostał się na bogate starostwo mościckie i wiszeńskie, 


.
		

/158.djvu

			158 


za żoną księżniczką Zasławsk'i wziął 300 tysięcy posagu. Ale jego 
dumna natura, o której pisano, że "wielklej presumpcji o sobie, 
nikomuż pod słońcem świata przed sobą i w urodzeniu i w dow- 
cipie pierwszeństwa nie dając, a miał za sobą Elżbietę Zasławską 
takiejże dumy". Zachciało się wi
<: Herburtowi być udzielnym księ- 
ciem i dlatego knuł zdradę przeciw królowi z Gabrielt'm Batorym. 
którego chciał osadzić na tronie, a po nim otrzymać księstwo 
siedmiogrodzkie. Stanął więc po stronie Zebrzydowskiego i brał 
udział w rokoszu, Skończyło się więc na przepędzeniu Herburta 
przez króla i Zamoyskiego i na złamaniu na zawsze jego kariery 
politycznej łącznie z finansową, gdyż wojny domowe 
prowadziły 
na butnego pana wielkie długi. 


K . . tw Władysław IV miął od lat naj młodszych naj- 
arteroWICZOS o. d . . . . l Ad K 
ser eczme)szego przy)aCle a ama azanow- 
skiego, Przyjaźń ta była tak zażyła, że Kazanowski chodził wodzie 
niu i koszulach królewicza. Liczne prezenta i upominki, które magnaci 
i sam król posyłali królewiczowi - - widziano z wielką urazą dawców 
w r
kach faworyta. Doszło do tego, iż izba poselska nie chciała 
zwiększyć dochodów królewicza -- "Poco mu dawać więcej - mó- 
wili posłowie - ponoć to nie jemu lecz dla Kazanowskiego". 
Już jako król mianował Władysław IV Kazanowskiego marszał- 
kiem nadwornym i w czasie rozejmu w Dywilinie postar
ł mu się 
O majętność, która przedtem była własnością Wiśuiowieckich. Na 
tym tle doszło do urazy Jeremiego Wiśniowieckiego, który chcąc 
dojść swych praw próbował ówczesnego zwyczaju i zajechał mająa 
tek, za co mu król odmówił r
ki do pocałowania mimo, że książę 
co tylko wsławił się walecznymi czynami przeciw Tatarom - po- 
rażką Omer Agi i udziałem w bitwie pod Ochmatowem. O 'biło 
się to głośnym echem na wszystkich sejmikach miast polskich - 
że książę naprawd
 zasłużony i Ojczyźnie oddany nie miał prawa 
do własnego majątku, gdyż nie cieszył się taką protekcją jak fa- 
woryt króla Addm Kazanowski. Dopiero na ten głos powszechny - 
"Ma zostać przy Rumnie" król okazał przychylność księciu Jere- 
miemu wraz z jego całym otoczeni.em. Kazanowski zaś otrzymał
		

/159.djvu

			159 


100 tysięcy złotych wynagrodzenia z wielką ujmą dla jego repu- 
tacji - gdyż mu się właściwie nic nie należało, 
W innym wypadku - Moszyński Jan Kanty, pochodzący ze 
skromnej i mało znanej rodziny, wyrósł na możnowładcę i bliskiego 
krewnego króla Augusta Mocnego, którego protekcji wszystko 
zawdzięczał. Już ojciec jt>go przez małżeństwo z Ossolińską wszedł 
w rodzin
, która pomogła jemu i synowi do kariery. Kanclerz 
Ossoliński wprowadził na dwór młodszego-Moszyńskicgo, a ten 
gdy się tylko tam znalazł - potrafił już sobie 'dać radę. Odtąd 
gdzie król tam i Moszyński jak wierny piesek, bez oglądar.ia się 
Da ojczyste sprawy znajdował się, kręcąc się głównie koło nie- 
'lubnej córki Augusta i hr. Cosel. Rozumiał dobrze, że tą drogą 
zapewni sobie świetną przyszłość. W przeciwieństwie do wuja O..so- 
lińskiego, który myślał w pierwszym rz
dzie o ojczyżnie - Mo- 
Izyński oddany zabawie i słuźbie dwOI skiej głó\\nie w Dreżnie, 
doznawał łask królew!>kich: otrzymał więc starostwo gostyńskie, sta- 
rostwo inowłodzkie, do którego należało miasto Inowłopzie i dzie- 
sięć wsi. Nie pociągało to za sobą żadnych obowiązków. a da- 
wało ogromne dochody. Wnet został krajczym wielkim koronnym, 
a wkrótce potem ministrem jako podskarbi w. kor. Teraz już móA 
dostąpić zaszczytu aby poślubić hrabiankę Cosel i choć zapadła 
na ospę, małżeństwo to doszło do skutku. Na dostojnym ślubie 
był nawet król pruski Frydf'ryk Wielki. Oczywiście po wejściu 
w królewską rodzinę stanął Moszyński na czele stronnictwa po- 
pierającego jego "szwagra" w wyniesieniu na tron po ojcu. W zwią- 
zku z tym spadły na niego dalsze bogactwa: intratne starostwo 
ujskif', imachy na Marywilu wraz z 40 tysiącami talarów. które 
na nich ciążyły. Mając pieniądze kupił sobie dobra w Sieradzkiem 
urastając do roli magnata :[asobnego w gotówkę i znaczenie, Po 
śmierci ,.teścia", opowiedział sił( rZĘ:cz zrozumiała za Fryderykiem 
Augustem i wyjechał do Drt"zna. Okazało się, że miał rację, ho 
wnet wojska obce przepędziły króla z woli narodu - Leszczyń- 
skiego - i wtedy Moszyński też mógł wrócić do Polski. Za te 
"u!>ługi" dla kraju dostał order Orła Bic.łego i obejmował po wuju 
Ossolińskim skarb wielki koronny. Dwóch jego synów mianował 
wdzięczny król August III saskimi hrabiami, wskutek czego otrzy. 
mali niemieckie wychowanie. Synowie jego jako hrabiowie Mo-
		

/160.djvu

			160 


szyńscy odziedziczyli wszystkie starostwa za łaską królewską po 
ojcu z tym skutkiem, że starszy wszystko przetrwonił, młodszy 
zimny i wyrachowany pomnożył majątek do wielu milionów, T ak 
więc z mało znacznej rodziny szlacheckiej wzięli początek "znako- 
mici" mężowie na cześć i chwałę Ojczyzny i po'skiego narodu _ 
a wszystko dzięki protekcji szczodrobliwych Sasów. 
Również ciekawą karierę zrobił gen. Byszewski. prosty pa- 
chołek u Józe.fa Puchały Cywińskiego, któremu zabił ukochanego 
legawca i z obawy przed laniem dostał się na dwór kasztelana 
krakowskiego Stanisława Poniatowskiego w randze koniuszego. 
Ani przypuszczał, że syn tegoż Stanisław August Poniatowski zo- 
stanie królem i że służąc mu wiernie przez całe życie dostąpi wiel- 
kich dygnitarstw za protekcją królewską, choć nie miał po temu 
ani zdolności ani wy-kształcenia, Spełniał jedynie dobrze i wiernie 
rozkazy królewskie, przewodząc jego gwardii najpierw jako puł- 
kownik i bijąc z jego polecenia między innymi konfederatów 
barskich. 
Oczywiście tam, gdzie chodziło o karierę, nie można się było 
pytać o przekonania, trzeba było bić, kogo kazano. Byszewski jako 
koniuszy króla jegomości był -osią intryg, plotek i dworskich ko- 
meraży. gdyż pan jego chętnie ucha nastawiał. Petenci z różnych 
stron, chcąc zapewnić sobie jego poparcie i pomoc - kupowaii 
za drogie pieniądze konie z jego stajni, przepłacając niejednokrot- 
nie ich wartość. T ak z protegowanego wnet Byszewski stał się 
protektorem. Widocznie dobrze się sprawiiJł, bo za swą "służbę" 
otrzymał wieś Cekowę jako. starostwo i z prawem dziedziczenia Stro- 
pieszyn, a wreszcie ożenił go król z panną Skórzewską, której 
ojciec, podkomorzy poznański, dawał czterykroć sto tysięcy posagu. 
Tą drogą z chłopca od koni stawał się pułkownik znakomitym, wy_ 
soko nos zadzierającym do góry ziemianinem. Poniew..ż latał dla 
króla to z.liścikami - to załatwiał poufne, dt"likatne sprawy, to 
towarzyszył mu na czele gwardii i - jak Kitowicz pisze - wy- 
glądał dekoracyjnie, więc otrzymał tytuł jenerał l-majora i order 
św. Stanisława oraz rotmistrzostwo kawalerii narodowej, co po 
hetmanie było jedną z największych godności w polskim wojsk I. 
Tak więc umiał Byszewski chodzić nie tylko koło koni, ale i koło
		

/161.djvu

			161 


króla, który raz po ra;!: jakieś dygni'arstwa dawał swemu dwora- 
kowi. Mając wpływ u dworu, znaczenie w powiecie jako pan bo- 
gaty - został wnet posł...m, a jako nagrodę za trzydzieści lat "wiera 
nych, przywiązanych i nieprzerwanych usług" dostał od króla pod 
koniec jego panowania godność podkoniusze\'o nadwornego ko- 
ronnego. Wreszcie jako "zawołany" woj ,kowy został jenerał-lejt- 
nantem i dowódcą dywizji wielkopolskiej i otrzymał order Orła 
Białego.- Był to szczyt kariery - sam Kościuszko był jego pod- 
komendnym - choć pan komendant nie miał żadnych prócz pro:' _ 
tekcji królewskiej danych na to stanowisko, Ale też gdy przyszło 
do walki w czasie Targowicy - Kościuszko i książę Józef bili 
się na Wschodzie - generał Byszf'wski btZ wystrzału ustępował 
przed' wk
aczająC}'mi wojskami pruskimi - gdyż taki był rozkaz 
jego dobroczyńcy. Nil
 opuścIł go też aż do ostatka - towarzy- 
szył mu aż do ś.mierci w Petersburgu - potem wrócił do kraju 
i umarł w dobrach swej żony w dw.a lata później ze zgryZOty nad 
upadkiem swego pana, Jego błyskotliwa kariera była dość często 
występująC'ym w 17 i 18 w. w Polsce przy ładem, do czego można 
było dojść wiernością i służbą możnemu dobrocz ńcy, któremu za 
posłuszeństwo winno się było wszystko - począwszy od dygni- 
tarstw, a skończywszy na bogatej żonie". 


O dygnitarstwa, o czcze tytuły - toczyły się 
Dygnitarstwa 
i tytuły. wojny wewnętrzne wReczypospolitej i szar- 
pały jej wnętrznościami, aż ją całkiem wyczer- 
pały. Słusznie pisał Kalinka że, "Królowie polscy' yli zmuszeni roz- 
dawać urzędy krajowe n e według uzdolnienia kandydatów, ale 
według ich opinii politycznych: ho chęć t łyszczenia i wynoszenia 
się bez pracy od dawna w Polakach zakorzeniona, znalazła 
w zbytniej łaskawości królewskiej nową szkodliwą podnietę: bo dla 
wszystkich stało się widoczne, że ahy od króla łaskę otrzymać, nie 
trzeba było czymś. się krajowi przysłużyć, albo nawet okazać zdatność 
do tego, wystarczyło być natrętnym" 
Za panowania Augusta łIl Sasa mądry Michał Czartoryski roz- 
prawił się raz, dowcipnie gdy pewien obywatel litewski, maj
tny, 
znacznej familii, przyjechał do Warszawy żądając, aby mu ks;ążę 


Szlachta i możnowładztwo w d8WIIf"j Polsce 


11
		

/162.djvu

			162 


kanclerz dopomógł protekcją swą do uzyskania urz
du s
dziego ziem- 
skiego. Książę znał go już wprzód dobrze. Gdy przyszedł i prośbę 
księciu przedstawił, nic mu nie odpowiedziawszy książę dobył zega- 
rek zepsowany i podał go obywatelowi mówiąc: "Proszę cię, abyś 
mi ten zegarek zepsowany z biurka, sam raczył naprawić" Oby- 
watel zdżiwiony takiQl zdaniem, odpowiedział pomieszany, że nie 
potrafi, bo nigdy w życiu tego nie robił, 
- Ale dlaczegoż? dlaczt:go? - zaczął nalegać książę, me 
. chcesz się. podjąć naprawy tego zegarka? 
- Mości książę, bo się nigdy w życiu me uczyłem zegar- 
mistrzostwa! - rzekł szlachcic, \ 
- Tak, rzekł książę odbierając zegarek, otóż to widzisz dla 
tej samej przyczyny i sędzią zostać nie możesz". 
Innym razem obywatel mianowany z urzędnika powiatowego 
na podkomorzego, potem wyszedłszy na kasztelana, domagał się 
natrętnie o województwo, ufając w mają ek i w
iętość, do prośby 
przyłączył groźbę. Książę kanclerz cierpliwie go wysłuchawszy od- 
powiedział: Widzę ,w nim nięograniczoną żądzę honorów... Gdy- 
byś WMość został wojewodą, zapragnąłbyś jeszcze więcej... król 
straciłby w WPanu przyjaciela., Znajdziemy lepiej takiego, który 
na zawsze pozostanie wdzięczny za łaskę królewską". 
Jakże butnie brzmiał list Hieronima Radziwiłła do Ryszczew- 
skiego, sekretarza rosyjskiej le!{acji w Warszawie - w którym pi- 
sał: "Jeśli to ma być pro obstaculo dworo A i rosyjskiemu, w uczy- 
nieniu mi satysfakcji, żem nie kasztelan ani wojewoda, tylko urzęd- 
nik z Wielkiego ksi
stwa Litew
kiego. proszę dworowi donieść, że 
dawano, lecz przyjąć nie chciałem i nie chcę", Te pogardliwe 
słowa nie były prawdą, gdyż na dygnitarslwa w Rzeczypospolitej, 
gdy jedno zawakowało było zawsze kilkudziesięciu k..ndydatów 
i trzeba było usilnych starań, ahy wśród konkurencji uŻywającej 
wszelkich sposobów - osiągnąć zami rzone miejsce. 
Dygnitarstwa w Polsce dodawały nie tylko splendoru, ale były 
równocześnie źródłem wielkich .do
hodów. 
Przykładem takich starań i spodziewanych korzyści mogły 
być zabiegi Prota Potockiego o województwo wołyńskie, Pomie- 
ścił je w swych pamiętnikach 'Jan Duklan. Ochocki, do k!órego 
zwrócił się Potocki przez księdza Ossowskiego, aby pośredniczył
		

/163.djvu

			. 


163 


w pertraktacjach z wojewodą Stempkowskim, który z miejsca miał 
ustąpić. Przy protekcji króla, który z łatwością godził się na zmianę 
, 
i nowe przydawał Stempkowskiemu urzędy - końcowe pertrak- 
tacje wyglądały interesująco: "Układy n e trwały długo, Pan Prot 
ofiarował zapłacić 15 tysięcy dukatów, wojewoda aktem urzędo- 
wym składał w ręce jego rezygnację krzesła' swego. Natychmiast 
transakcja spisana była i podpisana na stałe i za asygnatą Pana 
Prota do T eppera, pojechaliśmy i przywieźliśmy z księdzem Ossow- 
skim w godzin dwie obl'czonych p;ętnaście worków złota. Pan 
19n cy odjechał zaraz, a Prot zost ł u nas na kolacji; wychodząc 
prosił mnie grzecznie do siebie. Pojechałem do niego z powin- 
szowaniem, był w humorze jak najlepszym, zadO\
olony i uśmiech- 
nięty. - Kontent jestem, że to krzesło posiadam, na którem ro- 
dzina moja tyle lat dobrze radziła krajowi, .ale między nami mó- 
wiąc i pan Stempko
ski dobr
e na tym wychodzi, ma rangę z gażą 
i honorami generał-lejtnanta, w komisji wojskowej przez króla_za- 
ręczoną f'rezydencję, w straży zaś konsyl arza stopień i zapewnie- 
nie, że wszystkie intera województwa przez niego przechodz ć będą. 
Ja w jurysdykcjach porobię wszelkie zmiany" tak w sądzie grodL- 
kim jak 'w innych urzędach". 
Trzeba dodać, że prÓcz wziętych.15 tysięcy odstępnego były 
wojewoda miał dostawać pensję jako generał 36 tysięcy rocznie, 
jako prezes komisji wojskowej 24 t,ysią<;e, w radzie 20 tysięcy 
i jeszcze pozostawały róźne interesa w jego n;ku. Opłaciła się 
więc ta zmiana. Stempkowski otrzymywał rocznie 72 tysiące zło- 
tych głównie dlatego, że popierał rodzinę Stan'sława Augusta Po- 
niatowskiego Był tym, który przed forum sejmowym referował 
bez rachunków urojone prdensje brata' królewskiego Kazimierza 
Poniatowskiego na sumę 740 tysięcy złotych polskich, 'rzekomo 
wydanych na wojsko. 


Każda mniejsza. przysługa, powinność wo)- 
Pani S bene me- 
rentium. skowa, udział w poselstwie czy też bvtność 
na dworze królewskim z reguły kończyły s ę 
suoliką o jakies wakujące bogate starQstwo, godność czy urząd, 
, 
do którego przywiązane były ogromne dochody, zręcznie chowane 


11.
		

/164.djvu

			. 


164 


.. 


do własnej kieszeni. Istniały w Polsce olbrzymie dobra pod nazwą 
królewsfczyzn, które stanow,ły t. zw. chleb dobrze 7asłużonych 
(panis bene merentium) i był" oddawane bohaterskim wodzom 
czy rycerzom w dożvwocie pod nazwą starostw, aby wiedzie'i, ze 
za ich trudy Rzeczpospolita pamięta o ich starości. W miarę roz- 
lużniania się porządku w Polsce coraz częściej otrzymywali te bo- 
gate starostwa ludzie mający jedynie wielkie protekcje. Co 
 ięcej, " 
zak.orzenił się zwyczaj, że tych bogatych starostw nie oddawano 
już z powrotem, ale uważano je za własność dziedziczną, którą 
przekazywano w spadku pot mkom. Bardzo cZęs o się zdarzało, 
że kobiety sprawowały urząd staroOsty, gdyż po śmierci męża nie 
oddawały urzędu - lecz dalej ściągały związane z nim dOlhody. 
Często (ziel ko w powiciu zostaw..ło starostą, gdyż ojc"ec wyra- 
biał mu t, zw. przywiłej z 'okienkiem, w my&l którego odstępował 
synowi dzierŻone przez siebie, starostwo c y królewszczymę. Pro- 
ceder ten ustalił się w 18 wieku i był przyczyną braku p:eniędzy 
na cele wojskowę. 
jawnym skan alem była t. zw. transakcja kolbuszowska z r. 
1753. Czartoryscy ze względów pol;tycznych postanowili dopuścić 
do rozdrapania ordynacji ostrogskJej przez przeciwników swych 
reform, aby 
ch sobie w ten sposób pozyskać. "Manewr polegał 
na h m, :ie namówiono rozpustnego posiadacza ordynacji ostrog- 
skiej, jdnusza Sanguszkę, aby rozdał poszczególne majątki pry- 
w tnym wierzycielom, W śfó tych ostatn ch obok Augusta Czarto- 
ryskiego i jego zięcia Stanisława Lubomirskiego znaleźli' się dwaj 
Antoniowie Lubomirscy (wojewod
 ubelski i. starosta kazimierski), 
Franciszek. Salezy Potocki.. Adam Małachowski, józef Aleksander 
jabłono\Vski, Piotr i Ignacy Sapiehowie. Ogółem z 567 wsi i 21 
miast pnywłaszczyli sobie: jan Małachowski - Międzyrzec i po- 

owę Ostroga, I ubomj scy w liczbie sześciu Dubno, Czudnów, 
Mlrop I, Kulczyny, Pików, Wilsk, jazowsko, Stepań, Deraźoię, Kon- 
stantynów (tym podzielili się straż"ik Lubomirski z August, m Czar- 
toryskim). w dom Sapiehów weszły Kra iłów i Bazalja, w dom Po- 
tOCKiCll Lutowit'ż i Łokacze, jabłonowsk ch SulżYr'ce i t, d.". Wnet 
jednak sprawa w i'l ym okazała się świetle. W cał<:'j Rzeczypo- 
sf)(Jlifej podniósł Się I	
			

/165.djvu

			" 


165 


nielegalny i niepatriotyczny. Trudno było uw;erzyć donatariuszom 
sanguszkowskim, źe utrzym' ją nadal w duchu. wymagań statutu 
600 żołnierzy m licji ordynackiej na potrzebę publiczną. a jeszcze 
trudniej m żna był,) pogodzić ich chytrość z interesami szlachty 
dożywotników, któ'"a dotąd, niby to słu ąc wojskowo, dzierżyła 
w rękach dobra ostrogskie". Ostatecznie .,dwór w odpowiedzi na 
adres większości senatu wydał reskrypt, któ'.ym oddawał wszyst- 
kie klucze dóbr ordynackich pod zarząd pięciu administratorów 
z Władysławem SiOłdrskim, generałem w'elkopolskim na czele. 
Osobnej komisji, gdzie przewodniczył Załuski a zasiadali taJ<.Że 
hetmani, powierzonA została lustracja dóbr i zabezpieczenie mi- 
licji na przyszłość", 
Kto był sprytny i przedsiębiorczy, a umiał go odpowiednio 
poprzeć dwór lub wpływowe stronnictwo - ten łatwo dochodził do 
wielkiego majątku i intratnych urzędów. Największy pijak w Polsce 
z czasów saskich, krajczy koronny Adam Małachowski, popierając 
króla i ministra Bróhla szedł prostą drogą do olbrzymiej fortuny. 
Opowiedziawszy się w r. 1732 roku za elektorem saskim, jako 
starosta oświęcimski otnymał w dzierżawę intratne Łęki w po- 
wiecie piotrkowskim w r. 1736. Z kolei wdzięczny król d"ł mu sta- . 
rostwo wąwolnickie w Lubelskiem. Zamiemł się jed .ak z Augustem 
Czartoryskim i wziął od niego w zamian Lubochnę w Sieradzkiem, 
prZy czym otrzymywał takie przywileje, że była to raczej własność 
prywatna niż dobra państwowe (1742). Wnet odebrał i starostwo 
wąwolnickie z powrotem i otrzY'l'ał na ostatek Grod
l i Grodzką 
Wolę na Mazurach (1744 r.), A że to mówią co rok to prorok, 
wnet wyrobił sobie u króla prawo. pr1ekazania starostwa oświe- 
cimskiego i Wąwolnicy na swoich synów (1746 r.), tymczasem 
reperow"ł zamek w Oświęcimiu już jako swój własny. Pracu ąc 
przy tym dla Ojczyzny bądź to jako poseł, bądż to jako komisarz, 
sędzia czy rotmistrz, pijąc przy tym z wszy.stkimi na umór - został 
wynagrodzony pułkowniko
twem chorągwi pancernej, choć z woj- 
skiem nie miał nigdy nic wspólnego. Mianowany następ ie kraj- 
czym koronnym w 1755 \"" uprosił jeszcze u króla starostwo ko- 
łaczkowskie na Podolu, p zynoszące 6.000 złotycIf intraty rocznej, 
aLeby tego nie było za mało, otrzymał jeszcze wioski: Cuchowę
		

/166.djvu

			166 


i Dąbrowę oraz w dzierżawę Bielsko i Koniuszki w r. 1756. Po 
wszystkich donacjach dla podniesienia jego powagi zawieszono mu 
order Orła Białego. Ponieważ majątki ostatnie były tylko królew- 
szczyznami - więc wnet postarał się Małachowski o przelanie 
ich na swoich synów, tytułem wiecznego zapomnienia. Ale to nie 
był jeszcze koniec, bo ?ardziej mu się podobał pełen rozbójników 
Przeborz. Starostwo przedborskie było w r
kach Bobrownickiego. 
starosty, któremu miał już czym zapłacić za odstąpienie mu praw 
do nit;go, na co i tym razem dos ał zezwolenie od wielce łaska- 
wego na niego króla (1758). Tak w ciągu niewielu lat uzbierawszy 
sobie wielką zapobiegliwością magnacką fortunę, będąc znanym 
w całej Rzeczypospolitej ze swego półgarncowego kielicha, którym 
częstował serdecznie brać szlachecką - został obrany marszał- 
kiem sejmu w 1758 r., na którym sypał gromy na niepatriotycz- 
ność i warcholstwo innych, Długo i statecznie marszałkował na 
na tym i późniejszych sejmach aż umarł w r. 1767, pochowany 
w skromnym habicie bernardyńskim w Wielkiej Woli w Opoczyń- 
skim, dokonawszy pracowitego i patriotycznego żywota. 
Krajczy koronny Małachowski nie był bynajmniej wyjąt- 
kiem - był tylko typowym przykładem, w jaki sposób dochodziło 
się do fortuny i wkraczało w szeregi możnowładztwa w Polsce. 
co było z mniejszym lub większym szczęściem praktykowane prze
 
wszystkich, 
. Przykładem gorszego jeszcze postępowania - bo hanieb- 
nego rozdrapywania majątku publicznego - był Adam Łodzia 
Poniński, marszałek sejmu rozbiorowego w r. 1773, samozwańczy 
książę. który wymógł nie tylko na posłach uprawomocnienie swego 
tytułu, ale także przeprowadził uchwałę pierwszego rozbioru Polski. 
a przy tej okazji wzbogacił siebie i swoich przyjaciół. J 
Tenże Poniński stanął na czele egzekucji i kasacji zakonu Jezui- 
tów, zarządzonej bullą Klemensa XIV. "Srebra z kościołów pojezuic- 
kich, pieniądze, kapitały znaczne i cały ruchomy majątek zakonu 
padł ofiarą łupiężców. Znaczne bardzo dobra pojezuickie w Polsce. 
przeznaczone na wieczną dzierżawę, rozszarpali protegowani Po- 
nińskiego między siebie, małe bardzo z nich do komisji eduka-- 
cyjnej naznaczywszy opłaty, Józef .Stępkowski, wojewoda kijowski,
		

/167.djvu

			167 


będąc egzekutorem. kasacji jezuitów, z zabranych z kościoła sre- 
ber porządne srebrne na konie szory kazał sobie zrobić i nimi się 
po Warszawie popisywał. Ludzie dobrze myślący tym chcieli go 
umartwić, że przed owymi szorami kł
kali, mówiąc głośno, że były 
przerobione z naczyń kościelnych. W, Łucku wziął egzekutor kru,:" 
cyfiks bardzo kosztowny i szczególnej roboty, obejrzał go i rzucił 
na ołtarz mówiąc: "Gdybyś Panie Jezu był srebrny, tobym cię 
wziął, ale że nie, zostań tu sobie". Tak pisał współczesny pamięt- 
nikarz podkreślając: "zapisuję to, aby okazać, jakiego charakteru 
ludzie otaczali Ponińskiego, nie szanujący ani religii, ani dbający 
o honor: były to wyrodki bez CZCI i wiary. Nie spis
łbym tego 
w wielu tomach, gdybym chciał wymienić wszystkie czyny wspól- 
ników zbrodni Ponińskiego, wielubym może dotąd żyjących poru- 
szyć musiał i narazić domów", 
Po ni ński mający nieograniczoną władzę na sejmie rozbioro- 
wym - gdyż był narzędziem rozbiorczych dworów - potrafił 
przeprowadzić reformę, że dobra państwowe pod nazwą królew- 
szczyzn, które jako t. zw. panis bene merentium wypuszczał król 
w dzierżawę różnym dygnitarzo
 czy wojskowym, oddawano 
w lenno na lat pięćdziesiąt jako emphiteusis. Gdy to przeprowa- 
dził, za grube opłaty puszczał je w dzierżawę swoim stronnikom, 
T ą drogą wzbogacił s.ię w ciągu paru tygodni łącznie ze s'wą ko- 
chanką Czemplińską. Poniński urządził sprawę tak sprytnie, że 
królowi, aby nic nie mówił, ofiarowano prawem 'rlziedzictwa część 
starostw, które Poniatowsk' 
 kolei porozdawał swoim najbliźszym: 
brat króla ks. Stanisław Pc niatowsk i otrzymał dobra kaniowskie 
i boi:msławskie, ks. józef Poniatowski - chmielnickie, a Ksawery 
Branicki, hetman w, koronny a w tym czasie ulubieniec królewski, 
bracławskie. r 
jak wielkim był taki majątek, tego przykładem mogły być 
dobra dane Branickiemu, który z ubogiego szlachcica stawał się 
nagle, niemal w jednej chwili jednym z największych bogaczy 
w Rzeczypospolitej, Obejmowały one: Białą Cerkiew i 71 wsi, 
dalej miasto Stawiszcze i 28 wsi, miasto Śreniawy i 12 wsi ora.z 
różne futory i kolonie. Łączna wartość tych dóbr wynosiła 20 mi- 
lionów złp. 


.
		

/168.djvu

			168 


Drugi brat króla Stanisława Augusta - Kazimierz Ponia- 
towski, przedstawił s.karbowi publicznemu rzekome wydatki, jakie 
poni6sł na wojsko jako szef regimentu kmmego gwardji. Obliczył 
te pretensje na 740 h sięcy zł t )" choć nie przedstawił na nie żad- 
nych dowodów. Skończyło się pa przyd,mill mu nowych starostw 
z prawem dziedziczenia, choć nie mógł się równocześnie wyliczyć 
z kwoty 5 milionów jakie pobrał na utrzymanic wojska. 
Tego rodzaju fakty, których można by zebrać całe tomy, tłu- 
maczyły najdobitniej przyczynę ustawicznego balowania, ilumina- 
cyj, kosztownych biesiad, fortun przegrywanych w karty, jakich to 
wszystkich uroczystości było świadKiem możnowładztwo polskie 
w chwili upadku Rzeczypospolitej, Tłumaczyło to aż nadto, dla- 
czego cały kraj był tak słaby, biedny,' zacofany i bez wojska. Po 
prostu nie było go stać na" to. Nie było wyżywienia dla własnych 
żołnierzy. musiało być jednak na wszystko dla obcych wojsk prze- 
ciągających bezkarnie przez ziemie polskie. 
Skarb był pusty i brako 
ało grosza na oświatę, ale 12.000 
rocznie od roku 1768 brał ze skarbu publicznego ks. K
rol Kur- 
landzki, syn Augusta III Sasa za to, że nie otrzymał po ojcu ko- 
rony polskiej. Poniatowscy, którym zależało na tym, aby ks. Karol 
nie rościł sobie pretenji do korony polskiej starali się o to, aby 
Ze skarbu Rzeczypospolitej miał z czego żyć ze swoim dworem. 
. 


Bogatą była Rzeczpospolita, ale niestety wiel- 
kie majątki ginW w krótkim czasie na sku- 
tek rabunkowej gospodarki, jaką prowadzili 
magnaci polscy, żyjący nad stan, bez og.lądania się na to, co przy- 
niesie jutro, jakkolwiek przez ich ręce przechodziły sumy przeno- 
5zące krocie. O wielkości posiadanych bogactw świadczyły inwen- 
tarze, w których figurowały szuby męskie kosztujące po 2 tysiące 
złp., każdy guzik u żupana Wojciecha Boboli wart był 130 duka- 
tów, tenże pan (zm. 1631) pozostawił po sobie 100 półm:sków 
5zczerosrebrnych, 21 złotych wielkich łańcuchóYi, zaponę o 130 
brylantach i t. p. - Marcin Krasicki wyjeżdżajijc na sesję tr bu- 
nalską brał ze sobą 8 flasz srebrmych dużych. 12 mały' h, 38 ta- 
lerzy i półmisków ze srebra, Miliony znajdowały się w drogich ka- 


Rabunkowa 
gospodarka.
		

/169.djvu

			169 


mieniach. którymi bogato była ozdobiona broń, że aż król Batory 
gromił tę wystawność twierdząc, że magnateria wygląda bardziej 
dekoracyjnie, niż militarnie. 
W 17 w, pewien kupiec amsterdamski przyjechawszy do Pol- 
ski rOIsprzedał w lot biżuterię za 600 tysięcy złotych, gdyż był 
na nią ogromny pokup. Skarbiec Radziwiłłowski słynny był z 12 
szczerozłotych figur Apostołów wielkości normalnego człowieka. 
Ale. też Księcia Panie Kochanku doprowadzało do pasji, gdy 
mu się ktoś ośmielił powiedzieć, że pieniędzy zabrakło: 
- "Ja tego nie rozumiem, żeby pieniędzy u Radziwiłła za- 
brakło" - mawiał w takim wypadku książę. Nie uspokoił się też 
prędzej aż mu doniesiono, że pieniądze się już znalazły, a wtedy 
zadowolony mówił wskazując na dwadzieścia czerwonych złotych, 
które codziennie brał do kieszeni: 
- "Uważajcie proszę, jak to ja teraz na małym poprzesta- 
wać muszę". 
Wielki dygnitarz, posiadający kilka czy kilkanaście starostw, 
setki wsi, mając czas zaledwie raz na parę lat odwiedzić swe po- 
siadłości, nie był w możności dopatrzeć i nie troszczył się jak 
wygląda w nich gospodarstwo, zrzucając troskę o nie n8 barki 
dzierżawców, którzy dorabiali .się dużych majątków na niedbal- 
stwie i niedołęstwie pańskim. 
Działo się to jednak po największej częśd kosztem chłopa, 
dobytku gospodarskiego i samych włości, które pozostawione w rę- 
kach nieuczciwych dzierżawców i zarządców upadały i nislczaly 
w tempie katastrofalnym, 
Jak pisze Łoziński "przyczyniała się do tego krótkość CZasu 
dzier awnego 3-4 lat, która zmuszała dzierżawcę do gospodarki 
bez jutra, polegającej raczej na rabunku ziemi niż na jej uprawie, 
a co stokroć gorsza, na bezlitosnym, tyrańskim wyzyskiwaniu pracy 
i dobytku poddanych chłopów: Puścić, dobrze w zastaw czy dzie- 
rżawę znaczyło to najczęściej wydać je na spustoszenie, a chłopów 
na pastwę chciwości. Lustracja majątków i inwentarzy poddanych. 
spi'lywanych przy oddawaniu w dzie żawę i przy odbieraniu z dzie- 
rżawy, (ławały tego wymowne przykłady. Po panach Odrzychłop- 
skich - jak nazywano niesumiennych dzierżawców - wygl<\dało
		

/170.djvu

			170 


jak po Tatarach. Budynki poniszczone, chłopi zub07eni i w uszczUP- 
lonej liczbie, bo ich wiele pouciekało. lasy spustoszone, role zja- 
łowione - a na domiar złego czynsz dzierżawny nie zapłacony 
i dzierżawca krnąbrny i uporny, któ.y ustąpić "nie chce i przemocą 
wyrzucać go trzeba, Nie Tatarzy to sami, nie Kozacy. nie Szwe- 
dzi tylko poniszczyli nasze wspaniałe zamki, nie sam ząb czasu, 
nie sam ogień, nie same klęski publiczne w pustkowie i gruzy 
obróciły monumentalne pańskie rezydencje - w bardzo znacznej 
jeśli nie w równej mierze padły ofiarą zaiste niedbalstwa, chci- 
wości i wandalizmu dzierżawców, którym dostały się pod opiekę 
i chwilowe posiadanie. Zamek w Starem Siole. jeden z najwspa- 
nialszych swego Czasu monumentów na polskiej ziemi, zbudowany 
około roku 1654 przez Władysława Dominika Zasławskiego, dziś 
jeszcze imponujący szczątkami swej pierwotnej architektury, już 
w trzydzieści lat po swoim ostatecznym wykończeniu był ruiną, 
a to dzięki tylko dzierżawcom". 
Dzierżawcy byli to nie tylko skromni oficjaliści ale wielcy dy- 
gnitarze w stylu Adama Mdłachowskiego, którzy siedzieli na wy- 
puszczonych im starostwach czy gruntach szlacheckich. 
Z tych dzierżaw dobra państwowego niewiele szło do skarbu _ 
skoro Jerzy Mniszech 
 całą ekonomię samborską - płacił rocz- 
nej tenuty 20 tysięcy złotych. Sam zaś potrafił wybudować sobie 
w laszkach jedną z naj wspanialszych rezydencji europejskich, z par- 
kiem na wzór zagraniczny, Nie stać natomiast już było polskiego 
moźnowła'dztwa na budowę szkół, szpitali, bibliotek czy też urzą- 
dzeń użyteczności publicznej. 
Za to każdy musiał mieć na swoim dworze milicję nadworną - 
darmozjadów, karciarz}' i pijaków, dalej amatorów mił snych przy- 
gód, stojących w pogotowiu na każde wezwanie swego pana do 
bitki, a także trzymających w respekcie wobec niego nie tylko całą 
okolicę, innych magnatów, ale nieraz i króla samego. 
Na żołdzie zbuntowanego Zebrzydowskiego czy Lubomir- 
skiego były całe pułki złożone z jazdy, piechoty i artylerii, kosztu- 
jące nie tylko olbrzymie sumy, ale też i rabuj 1ce co, gdzie i jak 
się dało,
		

/171.djvu

			171 


Sapiehowie zrywając z królem Augustem Mocnym w r, 1701, 
w Warszawie, w biały dzień, jakby na urągowisko' przeciągali w.400 
koni Rod oknami zamku warszawskiego, pewni siebie, pomimo że 
jechali. do króla szwedzkiego Kał:ola XII, stojącego z armią na 
Żmudzi. 
Łoziński pisze: "Brzydki zwyczaj otaczania się bandami cu- 
dzoziemskiego żołdactwa był jednym z obja'wów eg-oizmu i anti- 
patriotycznego usposobienia polskich pretendentów - 
hodziło 
im o wrogie, a przynajmniej obce krajowi narzędzie ambicji i ty- 
ranii - chcieli tym sposobem osiągnąć zupełną niezawisłość od 
własnego społeczeństwa, zapewnić sobie eksterytorialną udzielność. 
Można by powiedzieć o nich, że stali poza Ojczyzną i przeciw 
Ojczyźie, Zwyczaj werbowania Węgrów przeciw własnemu kra- 
jowi i rodakom już po śmierci Zygmunta Augusta wszedł w życie, #I 
a stał się wi
lkopańską modą od czasów Batorego. Zaraz po 
'śmierci ostatniego Jagiellończyka spotykamy zaciągi węgierskie: 
wojewoda sieradzki Łaski używał hajduków swoich w wojnie z wo- 
jewodą krakowskim Zborowskim, kiedy go chciał wyrzuciĆ siłą 
oręża z zamku w Lanckoronie. Starosta ,Sandecki Mężyk sprowa- 
wadził przed elekcją Batorego do Stężycy 1.600 hajduków. górali 
węgierskich, Milicje dworskie - to był największy i.najkosztowniej- 
szy zbytek pański, był on też pobudką do łupienia publicznego 
grosza i przyczyną upadku tych wielkich fortun, które zaznaczyły 
się niestety tak, jak się zaznaczyły w Niemczech, we J:rancji. 
w całej zresztą Europie..." 


LITERATURA: Askenazy. Dwa stulecia. W 3(szawa, 1901. Bartoszewicz. 
Anna Jagiellonka. Dzieła. Kraków, 1877. Znakomici mężowie polscy w 18 w. 
Peters'mrg. 1853. Czermak. Studia hist. Kraków, 1901. Próba charakterystyki 
J. Kazimierza. Kwart. Hist. 1899, Próba naprawy Rzeczypospolitej za J. Kazi- 
mierza Bibl. Warszawska, 1891 I. Z czasów 1- Kazimierza. Lwów, 1893. Czapliń- 
ski. Opozycja wielkopolska 1660-68. Kraków, 1930. Hirszberg. H. Łaski. Lwów. 
18'38. Feldman. Polska w dobie wielkiej wojny północnej. Kraków, 1915. Polska 
a sprawa wschodnia 1709-1714, Kraków. 1926. Kanttcki. St, Poniato...ski. 
kaszt. krak. Poznań, 1880. J( olankowski. Zygmunt August w. ks. Litwy. Kra- 
ków, 1913, Kubala. Ossoliński. Lwów. 1883. Morawski. 'Źródło rozb. Polski. 
Studia nad ep. saską. Kraków, 1913. NoailIes. Hellri Valois et la Pologne
		

/172.djvu

			172 


Paris. 1861.- Piwarski. H. Lubomirski. Kraków, 1929. Plebański. 1- K. Waza, 
i Maria Gonzagi. Warsz., 1862. Powidaj. Wojna Sapiehów ze szlacht
 lit. Przegl, 
Pol. l"S?2. Przeździecki, Jagiellonki polskie. Krakew, 1868--78, Sierzputowski. 
Pierwsz. p óba ref. pol. w Polsce. Warszawa, 190,. Sobieski, Try
m ludu 
IIzlach. 1905: Szajnocha. Szkice III. Lwów, 1818. Tyszkiewicz. Źródła do dziej. 
Kurlandii i Semigalii. Kraków. 1870. WierzboW3ki. Zabiegi ces. Maksymiliana II. 
Ateneum. ) 879, 


. 


. 


.
		

/173.djvu

			v 
"SPRA WCY NIESZCZĘŚĆ POLSKI" 


Zd d . Przez wysługiwanie się państwom sąsiednim 
ra al prze- . 1 d , Pl d ł d ,. 
kupstwo. wie e ro ow w osce osz o o potęgi I zna- 
czenia. Zdradą Hieronima Radziejowskiego 
rozpoczął się straszny najazd Szwedów na Polskę. Zdradą Adama 
Ponińskiego doszedł do skutku pierwszy rozbiór Polski. Cza toryscy 
wysługiwali się 'Rosji, Lubomirscy Austrii, Sapiehowie Szwedom. 
Sułkowscy Prusom, Szembekowie Sasom, Potoccy Francji; na wo-. 
łowej skórze nie spisałoby się tych wszystkich tajnych pensji i or- 
derów pobieranych od obcych dworów, zerwanych sejmów na 
rzecz państw ościennych, tych uchybiających polskiemu możno- 
władztwu w 18 wieku podróży hołdowniczych do Wiednia czy Pe- 
tersburga, gdy jeszcze panował król polski. Jedni może Czarto- 
ryscy porozumiewali się z Rosją z tą myślą, aby przy jej pomocy 
przeprowadzić w Polsce konieczne refonny. Wszys.y inni mieli na 
oku wyłącznie siebie i swój ród, W dobie rozbiorowej duma ro- 
dowa kazała Potockim - Franciszkowi Salezemu i Szczęsnemu 
wierzyć, że zostaną królami przy pomocy Rosji. Na końcu okazało 
się, że wS 7 Yscy uważający się za wielkich - odgrywali tylko rolę 
marionetek, tragicznie oszukiwani i inspirowani przez tajne agen- 
tury, mające na oku własne cele. Radziwiłł Panie Kochanku miał 
się za sprytnego polityka, gdy z ramienia Rosji stanął na czele 
konfederacji radomskit>j, by za późnQ spostrzec się, że dZiała wbrew 
swej woli i zamierzeniu. Byli i gor
i zdrajcy, Ksawery Bran cki, 
biskup Młodziejowski, bracia 
ossakowscy i prymas Podoski 
byli 'o ludzie, którzy z całą świadomością słuzyli obcym dworom 
wiedząc doskonale, że tym szkodzą własnej Ojczyźnie.
		

/174.djvu

			174 


Jedną z wielu charakterystycznych była kariera 
Podoskiego, która nawet jak na stosunk i 18 
wieku była jawnym skandalem. Gabriel Po- 
doski był synem wojewody płockiego, stronnika Czartoryskich 
i dlatego wychowywany był przez Augusta Czartoryskiego, kanclerza 
w. litewskiego. Do stan,:! duchownego wstąpił nie mając żadnego 
powołania, j
dynie pod presją rodziców, Już jako młody, pozba- 
wiany wszelkich skrupułów prałat miał kochankę, bogatą. gdań- 
szczankę, wdowę po' kupcu Oemingu, która dostarczała na stół 
królewski wszelkich zamorskich frykasów. Podos i za' pośrednic- 
twem pięknej kupcowej poznał Briihla i ten użył go do napisa- 
nia memoriału odpierającęgo atak Konarskie2"o na swoją osobę. 
Wysługując mu się w ciągu lat jako stronnik Sasów dochrapał się 
kanclerstwa i referendarstwa koronnego. Gabriel Junosza Podoski 
"bezwzględnQścią swą i nieprzebieraniem środków, g
oli zdobycia 
sobie kariery życiowej, przez czas długi, najfatalniejszy wywierał 
wpływ na otoczenie. Pozbawiony wszelkich zgoła przekonań poli- 
tycznych i moralnych, obdarzony niezwykłą dozą cynizmu, przy wro- 
dzonych zdolnościach 
 sztywnym karku, używał Podoski swojej 
duchownej sukienki i stanowiska referendarza koronnego jako po- 
zom i środka do wciskania się w najzau{ańsze koła przeciwn:ków 
króla i jego sprzymierzeńców, by stamtą -:i znosić wszelkie wiado- 
mości (do ambasady rosyjskiej) i kuć z nich oręż do zaml.erzonych 
celów. Nie ulega wątpliwości, że dopiero przy pomocy Podoski ego 
nabył z czasem dwór ościenny i jego' urzędowy przedstawiciel tak 
dokładnej znajomości wszelkich . prawnych i politycznych urządzeń 
Rzeczypospolitej, jakiej dano dowody w mistrzowskich zarządze-. 
niach przygotowawczych ku obaleniu uchwał sejmu konwokacyj- 
nego, Postęp widoczny dyplomacji sąsiadów w znajomości inst.y- 
tucji polskich 'okazuje się dowodnie z tego faktu, że dopóki Po- 
doski nie stał się mentorem i kierownikiem zakulisowych robót, 
napotykano w aktach zagranicznych i reskryptach częstokroć ra- 
żące niedokładności, będące wynikiem nieznajomości konstytucji 
polskiej. Zanim rozpoczynano drogę do środków zapobiegawczych 
przeciw uchwałom sejmowym, już nauki Podoskiego torowały Rep- 
ninowi, a przez tegoż i kancelarii dworskiej w Petersburgu drogcc 


Za sobolowe 
.futro 


.
		

/175.djvu

			175 


do dokładnego informowania się o prawnym i politycznym owych 
zarządzeń znaczeniu, że przypominamy tu, między innymi szczegół 
o zamierzonym po",politym ruszeniu (przeciw w
raczającym woj- 
skom rosyjskim). Podoski redagował nawet diarjusz sejmu 1766 r. 
dla potrzeb dworu rosyjskiego". , 
Podoski, przed którym nie mogły się u chroni c tajne zebrania 
najwyższych czynników państwowych, o których zawsze wiedział 
od . razu Repnin, został p'rzez niego wynagrodzony godnością pry- 
masa Polski, wbrew przyjt;tej praktyce i wymaganiom. Pod naci- 
skit'm wszechwładnego ambasadora król wymógł zgodę na tę no- 
minacj!t w Stolicy Apostolskiej. Szyderstwem były gratulacje przy- 
słane mu z okazji nominacji przez ministra spraw zagranicznych 
carowej Katarzyny Panina: "T ylko Wasza miłość ojczyzny, której 
ambasador był świadkiem, gorliwość Wasza w sprawach Rzeczy- 
pospolitej, których nie zaniedbywaliście w czasach najkrytyczniej- 
szych, wzniosły Was do tak wielkiej godności". Miarą charakter
 
prymasa był fakt
 że z tytułu swych "usług" prosił o sobolowe 
futro. Nic -dziwnego, że przepędzony później z Warszawy znalazł 
się w Gdańsku, gdzie żył z córką swej kochanki' pułkownika Weih- 
rauch, skąd uciekając przed wierzycielami udał się do Francji, 
gdzie w Marsylii jako rozpustnik źycia dokonał. Zwłoki jego spo- 
cZt;ły obok trumny Urbana V i w czasie rewolucji francuskiej zo- 
stały wrzucone do morza - jakby sYJl\bol nikczemnej kariery, 
która ,nawet po śmierci ni
 godl1a była spokojnie odpocząć. 


/ 


. Podobnie jak Podoski - jedną z najgor- 
Bez cz't i i WIary. h ' l h . ., l k " d I ' d . 
szyc ro w IStOrli po s le) o egra lwa) 
bracia: Józef i Szymon Kossakowscy, Możne rody na Litwie jak 
Radziwiłłowie czy Sapiehowie, choć wiele grzechów miały na 
swoim sumieniu - miały też swoje wzloty i wiele pięknych mo- 
mentów w dniach .chwały Rze:>zypospol tej. Odwrotnie Kossa- 
kowscy w dobie wzlotów byli zupełnie nie znani t. j. nie odgry- 
wali żadnej roi, a pojawili się na szerszej widowni dopiero 
w momencie upadku Polski i jak hieny wyrośli na jej rozpadają- 
cym się ciele. Głową rodu, pracującą dla jego wz ostu i potęgi, 
był biskup .inflancki - Józef Kossakowski (1738-1794). Był to
		

/176.djvu

			176 


. typ człowieka, który podszywając się pod suknię duchowną z peł- 
nym słodyczy uśmiechem i cynizmem w sercu - odznaczał się bez- 
względnością w pbstępowaniu. Zaczynając swą karierę od kazania 
o Krzyżu Świętym, mając zawsze pełne usta frazesów o miłości 
Boga, sprawiedliwości i męce Chrystusa, w rzeczywistości był krę.. 
ablrą pnącą się do kariery i fortuny każdą choćby najpodlejszą 
drogą. On i jego brat Szymon oraz tegoż synowie zapisali się 
w historii polskiej czarnymi zgłoskami, gdyż z pełną świadomośj::ią 
pracowali na rzecz obcych potęg, rozdrapując ostatnie mienie włas- 
nej Ojczyzny - z tego, co się jeszcze porwać dało. Na' długo jeszcze 
przed ostatecznym l'padkiem Polski wysługiwali się obaj ambasa- 
dzie rosyjskiej, Biskup inflancki pobierał od r, 178.7 tysiąc pięćset 
dukatów rocznej pensji, Szymon zaś dosługiwał się wysokiej rangi 
w wojsku rosyjskim. Biskup Kossakowski przy pomocy ambasady 
9 trz ymał w zarząd dobra narodowe należące do biskupstwa kra- 
kowskiego, na którym zdefraudował 900.000 złp., a prócz tego 
uzurpował sobie przez półtora roku 
ochód z nich w kwocie 
700.000 złp., należący do skarbu publicznego. W swej chciwości na 
płynną gotówkę stworzył ad hoc urojoną pretensję o konkordaty 
diecezji inflanckiej w wysokości 160.000 złp., za co kupował po- 
siadłości i majątki ziemskie na Żmudzi, którymi uposażał swych 
synowców jako ukochanych nast
pców do godności dygnitarskich, 
splendorów i fum rodowych. łącznie z nazwiskiem, które w poję- 
ci..! biskupa stało bardzo wysoko. 
Jego brat Szymon Kossakowski brał udział w konfederacji 
barskiej, w czasie której dokonywał rabunków i łupiestw, z czego 
znany. był szeroko na całej Litwie. Po pierwszym rozbiorze oddał 
się w całej rozciągłości na usługi Rosji przy czym opuszczając Pol- 
skę ź"gnał króla obłudnie: "gdyby przyszło do wtargnięcia hosti- 
liter Moskwy do Polski, służbę tame
zną porzucę". W gruncie rze- 
czy miał na myśli jedynie siebie i swoje w)"Wyższenie wszystko 
jedno jak, byle dojść do celu i błyszczeć, co ba- dzo trafnie prze- 
niknął ambasador rosyjski w Warszawie - Bułhakow, pisząc do 
gen. Kachowskiego: "Sądzę, że Was zadziwi jego zachowanie się, 
Jestem przpkonany, ;oe ani myśli pozostać w naszej służbie, jeżeli 
nie będzie pierwszą osobą po księciu". Dosł
żył się 'rangi gene- 


.
		

/177.djvu

			177 


t 
rała-porucznika i opinii: "najpierwszego poddam-go imperatorowej". 
Gdy zaś przyszło do wojny z Polską w 1872 roku jako odpowie- 
dzi na Konstytucję 3 Maja - Szymon Kossakowski wkraczał do 
Ojczyzny na czele rosyjskiego korpusu. okupując Litwę i stojąc na 
czele konfederacji targowickiej w wielkim księstwie Litewskim. 
Rów,nocześnie "bi::kup prowadził politykę rodową, wynosząc 
co się dało z katastrofy Rzec7ypospolit.'j, którą nawet w fym celu 
chciał .przyśpieszyć. Był on pod tym względem człowiekiem nie- 
zmordowanym. Moszyński n. p. zeznawał, że z prośbami o popar- 
cie rodziny zwracał się nawet do swych przeciwników politycz- 
nych, zasypując ich formalnie listami. Synowcami j£'go już od sejmu 
grodzieńsk!ego obiecała się zająć imperatorowa, jednak Kossa- 
kowski nie ufał temu za bardzo, skoro poświęcał nawet sVlój oso- 
bisty kredyt, byleby zabpywać dla nich znaczne dobra na Żmu- 
dzi". Miarą zakłamania biskupa nawl t wobec siebie samego były 
własnoręczne pamiętniki, w których pisał: "Nie sposobem faryzeu- 
szów wyznam jednak przed Tobą, Bogiem moim, bo nie ze swego' 
to mam, ale z jedynej łaski Twojej. ż->m nigdy nie upadł w wąt- 
pliwościach wiary, której prag nę w godzinę zejścia mojego wy- 
znawać, nigdym nie uniósł się pragnieniem cudzego i nie .podzie- 
wam się być przed Tobą BOLe z tego winnym. Nigdy zemsta 
i gniew trwały nie zajmowały serca mojego:'. 
Tej mentalności człowiek, intrygant pierwszej wody i specja- 
lista od usuwAnia ludzi, których nienawidził (..prawa Tyzenhausa) 
otwarcie stanął po stronie Rosji w czasie Targowicy i wpływ
m 
swoim przyczynił się do tego, że konfederacja na Litwie ukoń- 
czona została pewnym sukcesem mimu oporu szlachty i miesz- 
czaństwa. Łącznie z bratem Szymonem, gdy prośby nie skutko- 
wały - uciekali si
 do gróźb (Szym/>n zagroził mieszczaństwu 
\'V'ilna - godzinnym pohulaniem wojska rosyjskiego w razie oporu 
i niepodpisania manifestu. konfederacji) od cZt'go musieli ich po 
wstrz mywać de swoi. ale ro..yjs"y generałowie. Spalenie i zni- 
szczenie kilku majątków, ostre repn sje i kontrybucje na Litwie 
były wtl"dy nie tyle dzidem wojsk rnsyjs\	
			

/178.djvu

			178 


ska rOZtłmiał, że tak z ludźmi postępować nu' należy. Rozumiał to 
Rosjanin, ale nie rozumieli tego sami Kossakowscl, którzy gw, łtem 
i terrorem ni. szczyli przeciwników, ośm!elających się stawić im 
opór. ł 
Akt ")wi konfeder
cji targowkkiej na Litwie celebrował uro- 
czyście b:skup Kossakowski łąrznie z radosnym odśpIewaniem Te 
Deum i honorowaniem generalicji rosyjskiej 
 w myśl wyznawanej 
przez siebie publicznie zasady, że RzeczposfQlita lliezdolna do rzą- 
dzenia się musi się poddać pod obce rządf. Równocześnie Szy- 
mon Kossakowski został przez konftderlicję mianowany hetmanem 
polnym o dyktato-skie: włddzy, któr 3 głó"""l1e polegała na tym, że 
kasa konfederacji i prawo ściąga"la a w' ,ściwie zdzierania podat- 
ków - były całkowicie w jego rę4.u. W uniwersale wydanym przez 
"patriotycznego" hetmana było pawi Jziane, iż "gorliwość czysta" 
skłoniła mój umysł, ażebym nal-i"fał więcej zdatności w służbie 
wojska zawsze zwycięskiego wie/j.,jej monarchini. dla wysługi po- 
żytecznej w własnym kraju, ktort;go bym za mój już znać nie chciał, 
jeżeliby rząd republikański, prdwa święte ojców naszych i wolność, 
również z życiem miłe, były nam odjęte". Zapowiedział przy tym 
obywatelom, iż kto nie przystąpi w ciągu 2 tygodni do konfede- 
racji, majątek jego ulegnie konfiskacie, 
W okresie trzeciego rozbioru biskup inflancki w Warszawie 
był stałym doradcą Ingelstroma - między innymi dąźąc do stłu- 
mienia powstania Kościuszkowskiego w jt'go początkowym stadium. 
O bezinteresowności Kossakowskiego świadczył znamienny 
fakt, że gdy w r. 1792 oznaczano kurs rubla srebrnego w Polsce, 
Kossakowscy z krzywdą dla kraju domagdli się kursu wyższego, 
gdyż kasy ich były przepełnione rublami i chcieli tą drog"iI, w dro- 
dze operacji finansowych dod .tkowo uzyskać większą gotówkę., 
Po .rrzystąpieniu króla do Targowicy Szymon Kos..akowski 
czuł się zawiedzi?ny, gdyż on to podawał gen. Kachowskit>mu, 
głównodowodzącemu armii rosyjskiej, w r. 1792 plan zdobycia War- 
szawy, to znaczy własnej stolicy, n
 czele przydzidonych mu wojsk 
rosyjskich. Po wkroczeniu do Warszawy Kossakowski zachowywał 
się tak bez taktu wobec króla Stanisława Augus'a, że ten musiał 
aż prosić posła rosyjskiego o 'ochronę przed arogancją Koss
kow-
		

/179.djvu

			179 


skiego. Bułhakow, sam oburzony postępowaniem rzekomego hetmana, 
pisał do Petersburga, iż "znając porywczość, a bardziej jeszcze 
butę pana Kossakowskiego, pisałem do jego brata, b.skupa inflanc- 
kiego, z ladą i prośbą, iżby udał się do Warszawy. Biskup, c7ł)- 
wiek trzeźwo myślący, przenikliwy i obznajomiony ze w
zystkimi 
sprawami, obecnością swoją powstrzymałby brata od wielu uchy- 
bień w postępowaniu, o. których nie komunikowałem nigdy i nad 
którymi nie będę s ę rozwodzić". 


Koniec obu braci Kossakowskich pył taki, 
na jaki sobie sami zasłużyli. Sami Rosjanie 
byli oburzeni ich postępowaniem. DobitJlY 
wyraz tego dał rosyjski generał E. gelhardt, opisujący jako naoczny 
świadek wypaqki powstania .Kościuszkowskiego: "W Wilnie, już 
dobrze przed wybuchem hetman Kossakowski uprzedzał generała 
Arseniewa o gotującej się rewolucji, zalecając mu, aby na Polaków 
użył. właściwych środków do jej poskromienia, ale Arseniew, ośle- 
piony przez panią Wołodkowiczową, bezwzględnie tak jej samej 
jak i innym Polakom dawał wiarę, żartując sobie wręcz z nimi 
z trwożnych doniesit'ń Kossakowskiego, który nareszcie,stanowczo 
go przestrzegł. że spotkawszy 5 i 7 pułk litewski w pochodzie na 
Wilno, z trudnością zdołał je objechać i 'że sam ze stronnikami 
naszymi' do niego przybędzie. Wiadomość ta przyszła do Arse- 
niewa wieczorem, kiedy wielu było u niego Polaków- i wszyscy 
oni zapewnili go, że fał
z to wierułny, ale kIedy ci mniemani przy- 
jacif'le jego rozjechali się i prz
były do Wilna Kossakowski Wt:- 
zwał go do siebie - już było za późno, w tej chwili bowiem ude- 
rzono na gwałt,. a Polacy rzucili się na odwach i na śpiące, Poż- 
kwaterowane wojska nasze. Pułki Narwski i Pskowski zaskoczon, 
p'awie całe w njewolę się dostały, broniących się zabijano bez 
m łosierdz.a. Samego Arseniewa ujęto na strychu, zranione
o za 
murem komina: pułkownik Jarykow także był wzięły, Kossdkow- 
skiego zaskoczono w domu, a po rozpaczliwej obronie, w której 
kilku napastników z ,bił lub ranił, póki sta-rczyło mu nabitej broJli, 
sc
.wytano i nazajutrz powieszono. Ten Kossakowski w ostatniej 


Co ma wisieć 
nie utonie. 


12.
		

/180.djvu

			180 


swej podróży do Wilna przejeżdżając przez niewielką rzeczkę, le- 
dwie nie utonął na załamanym jej lodzie, stąd położono mu napis 
na szubienicy: "Co ma wisieć - nie utonie". Nie podobna przy- 
znać, jakkolwiek ciężki los spotkał tego człowieka, że Polacy mieli 
całą . słuszność nienawidzieć go tak zapamiętale, niewąto!iwie on 
był zdrajcą ojczyzny swojej, a nadto żaden Rosjanin tylu krzywd 
i gwałtów, ib on, na własnych rodakach swoich się nie dopuścił". 
Prawie inden tycznie rzecz się miała z biskupem Kossakow- 
skim, h ry będąc prawą ręką Ing lstroma robił donosy na patrio- 
tów, w końcu pragnął stłumić powstanie własnych braci przy po- 
mocy wojsk rosyjskich. Prosty lud. tłum warszawski, znający dal- 
sze jego sprawki, napadł go w pałacu biskupim, gdzie na dole 
był sztab rosyjskiego generała i powiesił na placu Bernardynów 
w marcu 1794 roku - spełniając tą drogą sprawiedliwość opinii 
publicżnej nad zdrajcą, który procede; swój uprawiał dla wywyż- 
szenia swego rodu i nazwiska, 
W 18 wieku możnowładztwo polskie było zupełnie zgangre- 
nowane i własnymi rękami rozszarpywało resztki wolności Polski - 
biedny ciemny lud miał serce prawdziwie polskie i patriotyczne. 
niestety jednak pozbawiony był możliwości pokierowania l
sami włas- 
nej ojczyzny, gdyż ster rządów nie w jego leżał rękach. Ci zaś. 
którzy żyli z pracy tego ludu - choć mieli majątki i bogactwa, 
dostojt>ństwa, ordery a nadto piękne nazwiska - w swej chci- 
wości i gonitwie za jeszcze większą fortuną i -splendore'm rodo- 
wym - sterowali Rzeczpospolitą jedynie z myślą o sobie a nie 
o dobru społecznym. 
Zdrada świadoma czy nieś
iadoma była wszędzie. Roi się od 
niej historia Anglii, Francji, Włoch, Rzeszy - nigdzie jednak nie 
byhL tak bezkarna jak w Polsce, Wszędzie król i jego współpra- 
cownicy karali surowo najmniejsze przejawy odstępstwa od wy- 
tycznej linii państwowej i wielu wyrodnych obywateli ginęło pod 
mieczem katowskim, czasem tylko dla przykład. I, aby odstraszyć 
naśladowców. W Polsce było inaczej. Możnowładztwo p zwalało 
szerokiej rzeszy szlacheckiej krzyczeć i upajać się demagogią re- 
publikańskich frazesów, poza którą znajdował się poż
r do zrywania 
sejmów, osłabiania władzy królewskiej jako motyw tworzenia konfe-
		

/181.djvu

			181 


deracyj pokrywających utajone aspiracje, mściwość lub podrażnioną 
ambicję. . 
Skorzystali z tego sąsie
zi, którym krótkowzroczność polityki 
możnowładczej pozwoliła na wzniesienie się do takiej potęgi, że 
niejednokrotnie z wasalów Polski stali się sami pod koniec jej 
protektorami. Osłabiona i bezsilna władza królewska a także mimo 
swoich. .wad zawsze patrio'yczna szlachta - szamotały się bez- 
radnie wobec mocy, jaką reprezentowały potężne rody moż"owład- 
cze, paraliŻujące większe poczynania, zwalczające reformy z za- 
zdrości, aby nie dokazali czegoś ich przeciwnicy (przykładem tego 
rywalizacja Potockich z Czartoryskimi), zawsze niezgodne, wiecznie 
swarliwe i nad podziw w obcą moc ufne,. 
" 


LITERATURA: AskenazJ. Dwa stulecia. Warszawa, 19:-11, Engelhardt. 
Pamiętniki. Poznań, 1873, Kalinka. Ostatnie lata panow. St. Augusta Poniatow. 
skiego, P07.Dań, 1868. Kraszewski. Polska w dobie trzech. rozbiorów. Poznań. 
1885. Kreczetnikow. Pamiętniki. Poznań, 1874. Krau..har. Sprawa Dogrumowej. 
Warszawa, 189ł. Konopczyńsk, Geneza i ustanowienie Rarly Nieustającej. Kra- 
ków. 1917, Korzon. Dzieje wewn. Polski .za St, 'Augusta Poniatowj;kiego, 1897. 
Kos.akowski. Pamiętniki. Warszawa. 1891. Lelewel. Panowanie St, Aug. PonIa- 
towskiego. Bruxella, 1847. Morawski. Ignacy Potocki. War. 7 . 1911. Moszc7yń..ki. 
Pamiętniki. Poznań, 1867. Schmitt. Dzieje Polski. Kraków, 1866. Sievers. Pa- 
miętniki. Poznań, 1865. Smoleński. Konfederacja Targowicka. Kraków, 1902, 
Szajnocha, Szkice III. Lwów, 1868, Toka-z, Wa szawa przed wybuchem powsta- 
nia Kościuszkowskiego. Kraków, 1911. Waliszewski. Listy Katarzyny z Potoc- 
kich Kossakowskiej. Poznań. 1883,
		

/182.djvu

			VI 


"UPADEK POLSKI" 


Ukoronowaniem politycznego warcholstwa 
Targowica. 
'" i prywaty polskiej magnaterii była Targowica. 
Byłoby jednak błędem twierdzić, że wszyscy targowiczanie to byli 
zdrajcy sprzedajni, którzy zgubili Polskę . dla judaszowych srebrni- 
ków. Owszem, byli wśród nich i tacy. W pierwszym jednak rzędzie 
targowiczanie działali w swoim przekonaniu jako "patrioci", uda- 
jący się pod opiekę carowej Katarzyny przed widmem konstytucji 
3 maja, która w ich pojęciu likwidowała ustalony od wieków porzą- 
dek rzeczy, do którego się przyzwyczaili, z którym było im tak. 
wygodnie. Przywódcy konfederacji targowickiei działali z pobudek. 
"ideowych", gdyż w ich przekonaniu Rzeczpospolita popadała 
w niewolę nowych praw i uchwał, z którymi kończył się do- 
tychczasowy świat pojęć w jakim żyli, a nowy porządek był wy_ 
mysłem I;'ewolucjonistów. Kończył się mit herbowy, swawola, ucisk - 
a zaczynała się nowa era sprawiedliwości i porządku, znosząca 
wolną elekcję, liberum 'Veto i podziały na stany. Zaperzeni kory- 
feusze swobód szlacheckich, tłustych przywilejów i praw herbowych 
w Polsce - nie mogli pojąć choćby na chwilę, by ten ustalony 
.. porządek rzeczy, z którym było im tak dobrze, miał nagle przestać 
istnieć. Pojęcia te najlepiej scharakteryzował Józef Wybicki w pa- 
miętn kach, gdy wyjechawszy za granicę poznał szerszy świat. i zo- 
baczył
 że nie tylko szlachta miała coś do powiedzenia w sprawach 
rządzenia państwem. Zwracając się do swych potomków pisał: 
"Ukochane dzieci, taka jest moc uprzedzenia z dzieciństwa wzięta 
i ciemnotą publiczną żywiona! W takiej był Wasz ojciec, co już 
był mecenasem, posłem, konsyliarzem: w takiej ileż naszych zgrzy- 
białych prawodawców, senatorów do grobu nie weszło, Ledwo tak 
od śmiechu nie r:ozpękł siCC kiedyś opą.sły a głupi poseł turecki w We-
		

/183.djvu

			183 


necji, gdy mu powiedziano, iż Rzeczposp
lita stała bez sułtana i cier- 
pieć momen u nie mogłaby wezyra. Ja szlachcic polski byłem ta- 
kim Turkiem w Holandii, ale ona mnie też mogę mówić na inną 
drogę wprowadziła, Tu tylko wyznaję wam szczerze, że objąwszy 
I ' , 
niejakie wyobrażenie o jej rządzie, objąć tego na' żaden sposób nie 
mogłem, że mieszczanie burmistrze takim rządzili krajem, obyli 
się bez króla, nie mieli szlachty". 
Ta ciemnota, którą twórca hymnu "Jeszcze Polska nie zginęła" 
zrozumiał dopiero w Holandii, panowała w umysłach ówczf'snej opo- 
zycji wszechwładnie i niejeden z pośród niej -'- nie chciał zgodzić 
się na utratę własnych przywilejów, Jakże to miało być, by chłop 
był- uwolniony od poddaństwa, a mieszczanin miał wziąść udział 
w współrządach. Niesłychana to rzecz mawiano - to wynalazek 
bezbożników i buntowników spod (znaku rewolucji francuskiej, Na 
szczęśc!e i rt'a pochwałę społeczeństwa polskiego większość w lot 
uchwycila znaczenie konstytucji 3 maja, Ale "gdy przeciwnicy jej 
'-- 
udali się do Katarzyny i ta użyła ich jako pretekstu do rozprawienia 
się z Polską, jeszcze za wcześnie było, aby nowy porządek rzeczy 
mógł wydać owoce. Przede wszystkim militarnie kraj był nieprzy- 
gotowany, a jego hetmani Branicki i Rzewuski należeli co targo- 
wiczan. 


Targowiczanie odznaczali się nieprawdopo- 
dobną wprost naiwnością i brakiem zmysłu 
politycznego. Przykładem tego mógł być 
ich przywódca Szcz
sny Potocki. Jak pisze Kalinka - "był to 
rozwielmożniony pychą. majątkiem i bezsilnością rządu indywidualizm 
szlachecki, który żadnego hamulca dla 
 iebie i nikogo wyższego 
nad sobą nie przypuszczał: uosobione liberum 'Vet
, nie widział 
on poza sobą Rzeczpospolitej. a jak wszelki przym
 za niezncśną 
brał tyranię i wszelką decyzję o losach kraju, skoro bez jego udziału 
i przyzwolenia, za obrazę swych praw; tym samym za żadną i wy- 
stępną uważał", 
Szczęsny nie uznając jako Potocki, z czystej animozji rodo- 
wej króla Poniatowskiego - tym bardziej 19nął do Petersburga 
i uwierzył obietnicom carowej Katarzyny, że zostanie królem pol-. 


Brak zmysłu 
politycznego.
		

/184.djvu

			184 


- 


skim. Zaszczycony ofiarowaniem mu przez Katarzynę szpady i epo- 
letów bogato wysadzanych brylantami sądził, źe otrzyma z jej 
rąk koronę po zdetronizowaniu Stanisława Augusta Poniatowskiego. 
Jego żona z domu M"iszchówna, choć nie żyła z mężem, wróciła 
w tym czasie do niego, gdy l przekonana była, że zostanie królową 
polską, I 
Myśl o tronie polskim była dla Potockiego pobudką do tra- 
gicznych w swej głupocie słów uniwt.>rsału, wydanego do narodu 
polskiego: "Pewny jestem, że cnota obywatelska i przywiązanie 
do imperatorowej i (:hęć H służenia, zni
woliły tę wielką monarchinię, 
aby do siebie narodu -losem opiekować się przedsięwzięła, r
ąd 
republikański wzm, cnić by pozwoliła i powiększyć wojsko, które 
na wspólnych niepr'yjaciół byłoby gotowe. Nic nie czyniłem i nic 
czynić 
ie będę zawsze w nadziei, że głęboka mądrość imperato- 
rowej przewidzi, co czynić trzeba będzie, nie dopuści" zginąć na- 
szemu narodowi, któ"y z ufnością.i(j wzywa ratunku i który swój 
los w jej ręce oddaje". 
Wraz ze Szczęsnym Potockim tą samą wyznawali wiarę Ksa- 
wery Branicki. Seweryn Rzewuski, Szymon Kossał\owski, dalej prze- 
ważnie klienci i dworzanie Potockich: Antoni książę Światopełk 
Czetwertyński, Jerzy Wielhorski, Antoni Złotnicki, Adam Mosz- 
czeński. Jan Zagórski, Jan Suchorzewski, Michał Kobyłecki, Jan 
Świeykowski, Franciszek Hulewicz i Dyzma Bończa Tomaszewski. 
Z tych ojciec Czetwertyńskiego był marszałkiem dworu u Potockich, 
matka Hulewicza była niegdyś panną służącą wojewodziny Potoc- 
kiej, Moszczeński ad'ministrował dobrami. a Tomaszewski był rezy- 
dentem na dworze wTulczynie. "Świ::-ykowski, którego siostra była 
za Moszczeńsk m, Złotnicki i Zagórski wysługiwali s:ę Potockiemu 
w interesach publicznych i prywatnych, dorabiali się na nim for- 
tuny. W tym towarzystwie znalazł się Suchorzewski, czMwiek bezin- 
ter<.:sowany lecz zapalony wielbiciel starych lIrządzeń republikańskich. 
W nienawiści do tronu sukcesyjnego przewyższający Potockiego 
i Rzewuskiegol', (mających własne widoki na polską koronę). 
Gdy cały narodód stał przy konstytucji 3 maja, gdy ofiar- 
ność publiczna na cele dozbrojenia ro
ła w najzaszczytnit>jszy dla I 
wszystkich obywateli sposób, gdy młode wojsko pod dowództwem
		

/185.djvu

			185 


księcia Józefa i Kościuszki dokładało wszelkich starań, aby stanąć 
na wysokości zadania w obronie kraju przed wkraczającymi Rosja- 
nami - po przeciwnej stronie byli nieliczni obrońcy starej wolności 
szlacheckiej zorganizowani w najbrudniejszą z konfederacji. 
Konfederacja targowicka postanowiła po obaleniu rządu do- 
tychczasowego, przy pomocy wojska rosyjskiego między innymi: 
zniesienie sukcesyjności tronu polskiego, wprowadzenie z powrotem 
liberum 'Veto dopuszczenie do rang oficerskich tylko Polaków ze 
stanu szlacheckiego, skasowanie prawa zabraniającego kupczenia 
starostwami i t. p" które stanowiły podstawę przywilejów warstwy 
szlacheckiej z upośledzeniem reszty narodu, 
Choć w jednym z punktów powiedziane było, że Rzeczpos- 
polita ma mieć granice nienaruszalne - tCl po niewczasie niefor- 
tunni obrońcy ojczyzny spostrzegli się, że byli tylko narzędziem 
do celu w obcym rccku i sami stali się grabażami wolności rzeczy- 
wistej. 


W . Ik ŚĆ h . W tych warunkach cóż pomogło bohaterstwo 
le O eroIzmu . k d Z . l . . D b . k d ł ' 
. d .. wOJS a po le encaml, u len ą, g y w ome 
l eprawaCJl. k '" . k . . , l 
OmIS)1 wOJS owej, na)wyzszego organu po - 
skich !"ił zbrojnych, znajdował się jeden z członków, który tajne ra- 
porty Kościuszki o stanie i dyslokacji wojska - wydawał wkra- 
czającemu nieprzyjacielowi. 
Cóż pomogły frazesy w ustach Stanisława Augusta Ponia- 
towskiego, że odda swe życie dla Ojczyzny, gdy nie chciał wyru- 
szyć do obozu i bawił jt>dynie pół dnia pośród wojska polskiego 
na Pradze, poczem wrócił do wygód życia w zamku warszawslHm, 
li w momencie krwawych zmagań, za plecami krew lejącego żołnie- 
rza wysyłał list poufny co carowej Katarzyny z akcesem swej osoby 
do Targowicy, gdyż tym posunięciem ratował się od detronizacji. 
Có;. znaczyło bohate. stwo na polu walki, ustanowienie no- 
wego orderu 'Virtuti militari - gdy Szczęsny Potocki dezawuował 
króla w sprawie jego ustanowienia i do Kościuszki pisał: "Król 
Polski, obrany aby był szanownej Rzeczypospolitej głową, ma swoje 
obąwiązki prawami i paktami przepisane: udzielność cała w składzie 
Rzplitej szlacheckiej pozostaje Król nie mając w sWOIm ręku pra-
		

/186.djvu

			186 


wodastwa. stanowić nie może, jakiemże prawem ustanowił order. 
którego Rzplita nie zna? Nie egzystuje tedy ten order, a gdy nie 
egzystuje, n'kt go mieć nie może, i chyba ten go mieć rozumiał. 
któryby królowi prawo stanowienia i prawodastwa przyznawaJ. 
a żołnierz polski wiedzieć powinien. że tylko Rzplitej służy, że 
tylko Rzplita prawodawstwo i moc stanowienia mieć może. Nie odbie- 
ramy tedy rycerstwu ozdób, które mieć mogli, ale mówimy, że ich 
nie było, 'bo co król bezprawnie postanowił, jest czcze i żadne. Ten 
gatunek wojny, utrzymanie spisku warszawskiego i władzy monar- 
chicznej, przez ten spisek narzuconej, był wojną przeciw Rzplitej: 
za męsiwo w tym razie przez wojsko znienawidzone okazane, nagra- 
dzać nie może i ustawy orderu, bezprawni
' przez króla udzielonej, 
utrzymywać nie powinna, chociaż wojsko I{zplitej przeciwko wojsku 
cudzoziemskiemu przez zwiedzenie tzyniło przeciw Rzpljtej, bo to 
wojsko zagraniczne, sprzymierzone. Rzplitej, \a nie podbić ją miało 
w zamiarze". 
Enuncjacja Potockiego w niczym nie zaszkodziła najpiękniejsze- 
mu z orderów polskich, poświęconemu przelaną krwIą w obronie 
Ojczyzny, Order i prawdziwe bohaterstwo dla Polski - nic na 
tern nie straciło, ale w ich świetle tym bardziej uwypuklita siC; 
walka zacietrzewionych zwolenników dawnych praw i przywilejów. 
Nielepiej spisały się panie z t. zw, najlepszego towarzystwa, 
gdy ustała walka na rozkaz króla, po przys' ąpieniu tego ostatniego 
do Targowicy. Współczesne pamiętniki zapisały: Kachowski gene- 
rai en chef, głównoko nenderujący wojskiem rosyjskim, zajął kwa- 
terę w Warszawie. Rozbroiły się serca niektórych dam naszych, 
otworzyły bale, bawić się zaczęto na dobre: Waleryan Zuhow 
(brdt faworyta carowej) zajął panią Protową Potocką i prędko 
uzyskał jej wzajemność. Dawdł dla niej serenady z rogowej muzyki 
w ogrodzie Saskim. Jednym słowem serca i umysły ,nadzwyczaj 
prędko uspokajać się zaczęły". Podobnie postępowała Załuska, 
Czetwertyńska i inne. 
W parę miesięcy później, podczas sejmu rozbiorowego w 
Grodnie zgromadzone tam towarzysb"o balowało przy każdej spo- 
sobności. Dało to impuls do kilku uwag posła rosyjskiego Siewersa 
w listach do córki: "W czoraj obchodzili dzień moich imienin, Po-
		

/187.djvu

			187 


I 


winszowania sypały się rzęsisto. Ponasyłali kosze i wazony z kwia- 
tami a nawet wiersze włoskie. Książę biskup wileński (Massalski) 
dał obiad na 50 osób, a pani hrabina _ Ożarowska, kasztelanowa, 
wspaniały wieczór z kolacją". "W tym nieszczęsnym kraju nie ma 
żadnej cnoty, albo bardzo mało. Być może, że się ukrywa w cha- 
tac l ) włościańskich, ale ona daleka od apartamentów króla, od 
sejmu, od ogółu magnatów i figurantów, Ciągle mnie zwodzą: 
ciągle gniewam się, a wszystko na próżno. A król? jest to, pomi- 
mo jego przymiotów prawdziwa nędzota dla nieszczęśliwej Polski". 
W tych warunkach Szczęsny Potocki wyjechał za granicę ze 
swoją kochanką panią Wittową, do końca życia będąc postawio- 
nym poza nawias życia politycznego, niedoszły kandydat do korony 
polskiej, który dla splendorów i fum rodowych zaprzepaścił własną 
ojczyznę. 
Na miejsce targowiczan przyszli inni zdrajcy. Na sejmie gro- 
dzieńskim nie bez trudności przeprowadzono drugi rozbiór na rzecz 
Rosj . Prawdziwa burza wybuchła przy żądaniach posła pruskiego - 
ratyfikacji północno-zachodnich ziem polskich na rzecz Prus. Zna- 
leźli się jednak i wtedy przekupieni posłowie: Podgórski, Drew- 
nowski. Włodek, Rokitnicki, Rokasowski, którzy mimo szyderstw 
miotanych p
zez wię
szość żerowali na zgubie własnego kraju. 
NiepQślednią rolcc w grze politycznej odegrały panie z arysto- 
kracji, o czym zachował pamięć liryczny poeta Karp:ński pisząc: 
"Ży...:e króla rozpustne zepsuło Warslawę i osłabiło śluby małżeńskie, 
a piękniejsze kobiety w mieście dawały sobie tony większe, aniżeli 
należało, bo każda z nich wspomniawszy, że była czasem królową, 
chciała potem zawsze wiei owładnie rozkazywać, bo tylko przez noc 
panowała" . 
Chęć błyszczenia, im ponoJ'ani a, przewodzenia innym, łatwość 
życia i użycia kosztem całego narodu i dobra paiistwa, megalo- 
mania i fumy rodowe, ambicja osiągnięcia tytułów i dygnitarstw 
za wszelką cenę, były chorobą która toczyła warstwy najwyższe, kie- 
rujące ówcześnie losami Rzplitej, Toteż nie bez żalu i goryczy 
w sercu współczesny tym wypadkom Karpiński wspominał: ,.Taki 
był król w Polsce, ale gorsi daleko magnaci kraju, pycha ich da- 
leko większa była od nich i byle sobie dogodzić, wszystkie prawa
		

/188.djvu

			188 


boskie i ludzkie podeptali: Zabójstwo, krzywoprzysięstwo, kradzież 
,skarbu publicznego, albo odebranie gwałtowne majątku służbowego 
obywatela, takie zbrodnie za nic li nich pospolicie waźone, a ta- 
kimi drogami idąc, stali się potem nieszczęśliwymi, bo szczęśli- 
wymi być nie umieli. Poddanego wieśniaka' równo z bydlęciem 
kładu, mieszczanina w ostatniej pogardzie mieli, równego na koniec 
sobie szlachcica tylko dlatego, że ubogi upodlili - i z tego to 
upodlenia poszły te zwyczaje w kraju w obcowaniu z panami wy- 
razy "padam do nóg", "całuję nogi pańskie", "niegodny podnóżek" 
i tym podobne i może nieznane w całej Europie, które wydając 
wyniosłej niegdyś duszy Polaka poniżenie, z upodleniem nawet 
Ojczyzny utraciliśmy naszą". 
Równocześnie, gdy magnateria gubiła Polskę - lud oburzo- 
ny bezprawiem dokonanym na ciele narodu odpow edział powsta- 
niem Kościuszkowskim, w którym postać Kilińskiego i Bartosza 
Głowackiego symbolizowały je&"0 uczucia i patriotyzm masy, ginącej 
wobec przemocy w naj krytyczniejszych warunkach na polach Ma- 
ciejowic i wałach Pragi. 
Za pÓźno już było na zbrojną odpowiedź trzem potęgom, 
które zdołały się już raz usadowić na ziemiach Rzeczpospolitej. 
Pozostał jednak piękny symbol bohaterstwa i zbiorowego patrio- 
tyzmu. , 


W ślad powstania Kościuszkowskiego szły 
legiony Dąbrowsk:ego, wojska Ksit(stwa War- 
szawskiego. Ich zaszczytne i zdumiewające kampanie od Hiszpanii 
po Moskwę - były dowodem, jilkie siły tkwiły w n irodzie pol- 
skim, gdy umiano je z niego wydobyć, Rozkwit gospodarczy Kró- 
lestwa Polskiego na małym sk?awku dawnej Rzeczypospolitej 
unaocznił, jak wiei"" można było uczynić przy współpracy społe- 
czeństwa polskiego. które było za-..Ą.sze owiane duchem patriotyzmu 
i służby dla dobra sprawy. Nieszczt(ściem tego społeczeństwa było 
tylko to, że nie miało w 17 i 18 wieku przewodników na skutek 
zwyrodnienia politycznego i społecznego warstwy możnowładczej, 
predystynowanej do tego celu. 


Kto winien?
		

/189.djvu

			189 


\ 
Przyszły długie, ponad wiek cały trwające lata niewoli. Zna- 
czyły je łuny, krew tysięcy pomordowanych obywateli, więźif"nia 
przepełniły się skazańcami, ścieliły się trupami powstańców odległe 
szlaki Sybiru. Miliony Polaków szły na obcą, bardziej gościnną zie- 
mię - szukać chleba, gdyż na ojcowiźnie stał obcy żołnierz 
z bagnetem i nahajką. Miliony Polaków ubranych w obcy mundur 
pod znienawidzoną komendą szło walczyć za nieswoją sprawę, 
miliony te budowały obcą siłę i potęgę, przez ironię losu własnymi 
rękami burząc ukochaną Ojczyznę. 
W tym samym czasie, gdy szlachta szukała rehabilitacji 
w powstaniach, ta sama część arystokracji polskiej - która wyrosła 
na upadku i zgubie Rzeczpospolitej, poszła na lep zaborczych ty- 
tułów, dając folgę modzie nowokreowanych hrabiów szczycących 
się godnościami kamerjunkrów, szambelanów, tajnych radców, dam 
gwiaździstego krzyża zaborczych dworów cesarsko-królewskich, 
o czym z taką dumą informowaly błękitne almanachy i dobrze wi- 
dziane herbarze. 
I wedy niejedno lerce staropolskie ściskało się z bólu, że 
byliśmy wielką i potężną Polską, mocarstwem, przed którym drża'y 
ościenne armie, że byliśmy wielcy i bogaci, że mogliśmy uróść do 
jeszcze większej potęgi, bo otrzymaliśmy wszystkie warunki po temu, 
mając ziemicc mlekiem i miodem płynącą i lud bitny, pracowity i nad 
podziw zdolny, a przy końcu rozrachunku dziejowego w końcu 18 
. wieku nie mieliśmy nic nawet własnej ziemi. 
A w ślad za tym szło tragiczne pytanie: kto winieni Przez 
100 niewoli lat mieiiśmy aż nadto czasu, aby się nad tym pytaniem 
zastanawiać. Dziś jednak już nie pora na szukanie winowajców. 
Nie czas na wewnętrzne walki i wytykanie palcami potomków tych, 
którzy może nawet najwięcej zawinili. Dziś nie 'wołno zapominać 
o błędach przeszłości po to tylko, abyśmy nauczeni ich doświadcze- 
niem, mogli zbudować PolskCC nową, opartą w pierwszym rzędzie 
na sprawiedl;wości społecznej i wzajemnej miłości. 


LITERATURA: Askenazy Przymierze polsko-pruskie. Warszawa, 1901. 
Bukar. Pam;ęłn.ki Warszawa, Df'mbiński. Polska na przełorT'ie. Lwów, 11J13. 
Enge hardt. Pamiętniki. Poznań, 1873. Iłowajski. Sejm grodzieński, Poznań, 87!,
		

/190.djvu

			190 


Janik. H. Kołłątaj, Lwów, 191.t Karpiński, Psmiętniki. Wsrszaws.1898. Kalinka. 
S..jm czteroletni 1'80 -90, Ostatnie lata pannwania St. Augusta Poniatow- 
skiego. 1868. Lelewel. Panowanie. St. Augusta Poniatowskiego. Brux lIa 8\7. 
Morawski. Źródlo rozbiorów Polski. PoznAń, 18 1 6. Ign. Potocki, Warszawa 1911. 
Moszczyński, Pamiętniki. Poznań, 1867. NiemcewiJł' Pamit;tniki cza-ów moich. 
L psk. 1863. S..hmitt. Dzieje Polski, 1866. Siemieński. Listy H, Kol/ątaja. Po- 
znań, 18n. Sievers. Pamiętniki.' Po mań, 186'). Soplica, Wojna po sko-ros)jska. 
Poznań. 1920. Smoleński. Ostatni rok sejmu wielkiego. Kraków, 18<)6 Konferle- 
ra..ja targow, Kraków, 190!, Smolka. Stanowisko mocarstw wobec Konstytucji 
3 Maja. Kraków, 1891. Szulc, Polska w 1793 r. Drezno, 1870. Wybicki. Pa- 
miętmki. War!!lzawa, 1905. 


.
		

/191.djvu

			SPIS TREŚCI 


S!r
 


Przedmowa 


3 


Część pierwsza: SZLACHTA 


Rozdział I Rycerstwo - szlachta i herby na Zachodzie. 


Legenda i rzeczywistość 
Feudalizm 
Ideały rycerskie 
Siła przed prawem 
Sztylet i trucizna 
Pognębienie słabych, 
Dworactwo 
Powstanie szlachty 
Powstanie herbów 
Walka stanów. 
L.t
ratura 


7 
9 
10 
, 12 
15 
18 
21 
23 
25 
\. 27 
30 


" 


Rozdział II W Polsce: szlachta jej herby i przywlleje. 
\, 


31 
32 
36 
41 


Rozbieżność poglądów teorii pochodzenia 
Przyjęcie herbów 
Tłuste przywileje 
Literatura 


Rozdział III Inne stany Rzeczypospolitej. 
Szlachta i chłopi 
SLlachta i 'mieszczaństwo 
Litcratura \ 


43 
48 
53
		

/192.djvu

			192 


s.... 
Rozdział IV Udział szlachty w kształtowaniu dumy narodu. 


Szlachta polska i chrześcijaństwo 
Ideowość polskiej nacji 
Powierzchowność dnia powszedniego . 
Literatura 


55 
59 
61 
62 


Rozdział V Szlachta z rycerzy 
Służba Ojczyźnie 
Animusz i improwizac:a . 
Chłop niewygodny konkurent 
Plagi wojskowe 
Parodia pięknej tradycji. 
Bezwład militarny 
Literatura 


i wojów polskich wyrosła. 
63 
64 
66 
67 
69 
71 
73 


. 


Rozdział VI Veto zgubiło Rzeczpospolitą. 
Sejmowładztwo 75 
Bolączki 'podatkowe. 76 
Źródło rozbiorów 80 
Magnaci i szlachta . 84 
Literatura 85 


Rozdział VII Błędy życia wewnętrznego. 
, 
W porównaniu z innymi . 
Źycie nad stan 
Moda na zagraniccc . 
Marnowanie rodzimych talentów 


., 


87 
88 
91 
93 
95 
98 
100 
101 


Pijaństwo 
Bezprawie 
Brak zgody 
Literatura 


Rozdział VIII Sąd historii. 
Bezkrwawa rewolucja 103 
Tragedja narodu polskiego 104 
Literatura 107
		

/193.djvu

			Część druga: MOŻNOWŁADZTWO 


Rozdział 


l-Iożnowładztwo Polskie. 


Karmazyni 
Staropolska równość 
T },tuły cesarskie 
Walor polskiego indygenatu 
Walka o demokracj« 
Arystrokracja doby rozbiorowej 
Literatura 


Rozdział II Wpływ zachodu na 
oIskę. 


Prawo zwyczajowe 
Bł«kitRa krew . 
Mezalians 
Honor i zniewaga 
Pojedynki 
Mania wielkości 
Literatura 


arystokr:l(:ii 


. 


Rozdział III Rola polityc2na możnowładztwa 
Siła państwowości polskiej 
Wschód ezy Zachód 
Walka o władzcc 
Bunty i rokosze 
Prywata. 
Literatura 


lQ3 


SłT 


111 
112 
114 
116 
117 
118 
119 


1-21 
122 
lU 
127 
128 
133 
137 


polskiego. 
138 
139 
142 
148 
15] 
155 


Rozdział IV Droga do wieIkMci. 


Zasługi i zaszczyty . 
Karierowiczostwo 
Dygnitarstwa i tytuły 
Panis bene merentium 
Rabunkowa gospodarka 
Literatura 


.. 


156 
158 
161 
163 
168 
171
		

/194.djvu

			,194 
. 


Rozdział V Sprawcy nieszczęść Polski. 
Zdrada i przekupstwo 173 
Za sobolowe futro . 174 
:Bez czci i wiary 1 75 
::<:0 ma wisieć nie utonie. 179 

Literatura 181 


Str. 


Rozdział VI Upadek Polski. 
.:Targowica . , . 
\Brak zmysłu polityczn
go. 
Wielkość heroizmu deprawacji 
Kto winien? 
,Literatura 
-Spis czeczy 


,/ 


182 
183 
185 
188 
189 
191 



 


p 


,'. 



, 


:,( ) 
 J 


.