/00001.djvu

			. 


Opłata pocztowa ryczałtowana. 


Ro
 II. 


Nr. 10. 


POPULflRNE PISMO LEŚNE. 


Miesięcznik, wydawany przez Związek Zawodowy Leśników 
yv Rzeczypospolitej Polskiej. 
Rdres Redakcji i Rdministracji: Warszawa, ul. Foksal 14 m. 2, telefon 3-60. 


Wf\RSZflWR. 


Pf\ŹDZIERNIK 1925 r. 


Od Redakcji. 


Rozpisany przez Redakcję Ech Leśnych konkurs na artykuł z dzie- 
dziny hodowli lub ochrony lasów, został rozstrzygnięty. Z nadesłanych 
dziesięciu prac, większością głosów przyznano: 


I w nagrodę w sumie 100 złotych pracy p. t. "Zielona gawęda", 
której autorem po otwarciu kopert okazał się p. Jerzy KarpiI'iski. 


t { .&- "1": 
'U l 


II nagrodę w sumie 75 złotych przyznano pracy p. t. "Szkody wy- 
rządzane lasom przez chwasty, przegląd najwięcej szkodliwych i walka 
z nimi", której autorem jest p. Stanisław Leszczy1'iski. 


III nagrodę w sumie 50 złotych przyznano pracy p. t. "Zbiór na- 
sion drzew leśnych", której autorem jest p. Walerjan Dakowski. 


Prace nienagrodzone są do odebrania w Redakcji Ech Leśnych. 

. 
 
 
 f:
 W 1;: : .2 
 . 
" I' 1
		

/00002.djvu

			- l60 - 


Poznawanie drzew. 


Lipa. 
Należy do drzew pierwszej wielkości. Młode gałązki okrywa kora 
gładka czelwonawa, starsze pnie szaro - brunatna, chropowata 
i popękana. 
Liście sercowato-okrągławe, spiczaste, na powierzchni górnej zie- 
lone bledsze na dolnej, omszone w kątach żeberek i żyłek. 
Kwitnie w lipcu, a czasem już w koI'icu czerwca. Kwiaty na szy- 
pułce skupione o koronie i kielichu żółtawym. 
Owoce w formie orzeszków twardych dojrzewają w październiku. 
Drewno lekkie i miękkie wyrabia się gładko, wskutek czego bardzo 
poszukiwane przez snycerzy. W okolicach pozbawionych drzew iglas- 
tych budują z drewna lipowego domy. 
Z kory młodych drzew wyrabiają łyko, służące do wyrobu łapci. 
Z węgla robiono farbę i używano do wyrobu prochu strzelniczego. 
Liście służą na paszę dla bydła. 
Kwiaty używają na lekarstwo. 
Wiek drzewa dochodzi do tysiąca lat. 
W drzewostanach czystych nie występuje. 


Topola nadwiślańska. 
Drzewo pierwszej wielkości, którego korzenie boczne szeroko 
rozrastają się, zaś serdeczny głęboko w ziemię wchodzi. 
Strzała prosta, gałęzie rozłożyste. Kora na gałęziach i młodych 
strzałach zielona, gładka, na starszych pniach popękana. 
Liście naprzemianległe, trójkątne, górna powierzchnia zielona 
lśniąca, dolna bledsza, ogonek cokolwiek spłaszczony. 
Kwiaty przed liśćmi w marcu lub kwietniu wychodzą z pączków, 
kotki męskie brunatnawe, pod łuszczkami kotek żeI'iskich okrągławe to- 
rebki dojrzewają w maju; nasiona okryte wełną błyszczącą, białą i lekką. 
Drewno białe, miękkie, używane do wyrobu czółen i na sprzęty 
domowe. 
Liście dają dobrą paszę zimową dla owiec. 
Kora służy do garbowania skór safjanowych. 
Z pączków wyrabiają pomadę do włosów oraz maść używaną 
w medycynip
		

/00003.djvu

			- 161 


Rośnie nad brzegami wielkich rzek, jak n. p. Wisłą, Narwią, 
Niemnem przyczyniając się w dużym stopniu do umocnienia brzegów 
tych rzek. 


Osika. 


Również zaliczona do drzew pierwszej wielkości. Kora' na mło-! 
dych gałązkach koloru siwego, gładka, na starszych pniach ciemno-' 
siwa wpadająca nawet w kolor czarny, mocno popękana. 
Korzenie 
zeroko rozchodzą się w ziemi i wydają odrośla. 
Liście okrągławo - jajowate, ząbkowane w młodości nieco owło- 
sione, później gładkie, górna powierzchnia zielona, dolna bledsza. Ogo- 
nek od liścia dłuższy, spłaszczony, jest powodem trwania ciągłego ru- 
chu liści od powiewu. 
Pączki liściowe są cieI'isze od kwiatowych, z których w marcu 
lub w początkach kwietnia rozwijają się kotki kwiatowe. 
W koI'icu maja dojrzewa nasienie okryte lśniącą wełną. 
Drewno białe i lekkie posiada bardzo małą wartość opałową na- 
tomiast poszukiwane do wyrobu zapałek, gontów itd. 
W drzewostanach czystych nie występuje, lecz sporadycznie lub 
kępami szczególniej na gruntach wilgotnych. 


Akacja. 
Drzewo trzeciorzędnej wielkości o strzale prostej okrytej w mło- 
dości korą gładką, w starszym wieku popękaną, koloru brunatnego. 
Liścic nieparzysto-picrzaste. 
Kwiaty białe w zwisłe grona zebrane silnie pachnące. 
Drewno żółtawe, twarde i kruche, posiada znaczną siłę opałową, 
a dla szybkiego wzrostu w latach powojennych bardzo poszukiwane 
dla zadrzewienia nadmiernych wyrębów. 
Liście dają dobrą paszę dla bydła, a kwiaty wiele miodu znanego 
pod nazwą akacjowego, różniącego się kolorem i smakiem od miodu 
zwykłego. 


Kasztan zwyczajny (dziki). 
Zaliczamy do drzew średniej wielkości, o rozłożystej koronie wy- 
kształca liście obszerne, ogonkowe, dłoniaste o 5 lub 7 listkach lance- 
towatych lub przewrotnie jajowatych, u dołu klinowato zwężonych, nie- 
co pomarszczonych, nierównych; środkowy listek największy, boczne 
coraz mniejsze, wszystkie spodem gładkie. 
Kwitnic w koI'icu maja i początkach czerwca. Kwiaty białe - 
cokolwiek czerwonawe, zebrane w wierzchołkowe bukiety o koronie 
pięciołatkowej.
		

/00004.djvu

			- 162 - 


Kulista torebka skórkowata, najezona kolcami mieści w sobie 
zwykle jedno ziarno, brunatne, gładkie, w smaku gorzko-ściągającym, 
dojrzewa w październiku. 
Drewno miękkie i kruche. W lasach hodują kasztany dzikie dla 
owoców będących karmą dla zwierzyny, pozatem dla obsadzenia dróg. 
Dopiero wojna światowa wykazała użyteczność owoców kasztana dzi- 
kiego, b
dącego już nietylko karmą dla inwentarza domowego, lecz nie- 
mniej w dniach głodu zużywanych jako składowa część chleba powszed- 
niego, oraz zastosowania w przemyśle krochmalniczym i spirytusowym. 
X. 


JAN JERZY KARPIŃSKI. 
Zielona gawęda. 


-Tak, - mówił Purta - źle w szkołach bez lasu, ale i w lesie źle 
bez szkoły. Siedziałem ja w tym obchodzie przez Jat szesnaście, zna- 
łem w nim każdy kącik, każde drzewo, - zdawało mi się, że przed moim 
okiem nic się nie skryje, że ucho moje słyszy, jak pączki pękają na 
wiosnę na tych o, sosnach, - a jak powróciełm z kursów, to i lasull1 ni
 
mógł poznać: ten sam, myślę, i nie ten sam; to samo w nim co było, 
i nie to samo. Głowa zmądrzała, oko bystrzej patrzy, i lepiej mi w tym 
lesie, bo zacząłem go lepiej rozumieć i więcej w nim widzieć, niż widzia- 
łem. Zdaje mi się teraz, że i ja lasom milszy... Pan praktykant to rok 
dopiero w szkołach, a choć w lasach nie służył, i to już różne rzeczy 
leśne prawdziwie wytłumaczyć umie: - co szkoła, to szkoła... Pójdziem 
do 108-go, do zagai, to tam zbierze Pan trochę leśnych owadów, a przy 
tej okazji, to i ja coś nie coś pokażę. 
Szli, rozmawiając o szkołach i nauce. 
- To i tu już jest mniszka 1) - wykrzyknął naglc Purta. schyla- 
j ąc się ku ziemi. 


1) Brudnica mniszka - motyl z rodziny prządek. Przednia para skrzy- 
deł, złożonych daszkowato w stanie spokoju nad tylną, jest koloru bialego z czar- 
nemi gzygzakowatemi linjami; tylna koloru brudno-białawego. Odwłok (brzu- 
szek) biały i różowy z czarnemi plamkami. Różki (wąsiki) LI samca grzebykowato- 
pierzaste; u samicy - nitkowate. Samica posiada na korlcLl odwłoka t. zw. po- 
kładzisko, długi ruchomy wysuwałny wyrostek, zapomocą którego składa jajka 
w szczeliny kory. Długość siedzącej ćmy trochę większa, jak połowa zapalki. 
Pojawiają się w lipcu i spotykać je można do października, Samce latają dLl70 
wc dnie i w nocy; samice mało i tylko w nocy. Gąsienica szaro-7olto-zic!u;!a 
z czarnemi plamami. Na grzbiecie fi rzędów szaro owłosionvch niebieskich i C7cr- 
wonych hrodawek. Żerują na sosnach, świerkach, modrzewIach i różnych liścias- 
tych, a nawet krzewach i chwastach leśnych (np. czarna jagoda). Poczwarka
		

/00005.djvu

			163 - 


Cóż to Purta na drodze mniszki szuka? - zapytał Olszewski. 
praktykant,-gdy tymczasem Purta schylony wybierał z kole; na dukcie 
karbowane czarno-zielonkawe grudki. 
- A tak, - odrzekł - na drodze, bo inaczej z drabiną musiał- 
bym chodzić i wypatrywać na tych masztowych sosnach. Ale, widzi 
Pan, tu jest i barczatka 2), bo grudki małe i duże - to mówiąc, uka- 
zał Olszewskiemu na dłoni kilka mniejszych i większych grudek kału 
gąsienic. - A jak są te dwie, to jest napewno i strzygonia 3), - zaraz 
muszę zameldować w leśnictwie; przeszły ze 120-go. Mało jej już tam, 
ale jest. W zeszłym roku mieliśmy z nią kłopot. Jekeśmy zaczęli za- 
kładać pierścienie lepowe, to nic a nic nie rozumiałem, co z tego ma być. 
Leśnictwo dostało lep, równaliśmy lekko ośnikami korę dookoła pr.i 
wąskiemi paskami w miejscach, gdzie miały być pierścienie, co wyglą- 
dało tak, jakbyśmy znaczyli nasienniki na zrębie, i smarowaliśmy tc 
miejsca lepem. Jak tylko pierścienie były nałożone, to ni stąd ni zowąd 
zaczęły się pod niemi gromadzić gąsienice. Gnietliśmy to bez litości. 
Z robotą nie śpieszyliśmy, tak, że nie pod jednym pierścieniem siedziały 
i po 3 dni, - aż wdarła się zal:aza. Wisiały potem po wszystkich krza- 
kach na jednej nodze brzucha, wdół głową i tyłem, a we środku takiego 
trupa to była zgnilizna, jak w niezalężonem jaju. A much, a os drobnych 
kręciło się koło tego, - aż strach... Wszystkie one, jak później objaśni
 


bE11latno-czarna, f.il!1ie polyskująca, pokryta białawemi wlmkami, spoczywa 
w szczelinach kory, w igłach, na krzakach, wśród luźno naprzędzonych nitek 
(nazwa rodziny - prządki - htąd pochodzi, że gąsienice przeJ przepoczwarze- 
niem się przędą mniej lub więcej szczełny t. zw. oprzęd, ałbo kokon). Po 3 ty- 
godniach wylęga się z poczwarki ćma, pokarmu żadnego nie przyjmuje i żyje do 
10 dni. Jajka wielkości ziarnek maku, brudno - żółte, spoczywają w szczpli
lkach 
kory od sierpnia - września do kwietnia, i młode, rozwinięte w jajku już w je- 
sieni, gąsieniczki zimują w skorupkach. Mniszka jest jednym z wyróżniają.::ych 
się szkodników lasów iglastych. Szkody wyrządzane przez zjadanie igieł potę- 
gują się jeszcze dzięki temu, że gąsienice gryzą bardzo nieekonomicznic, i więce.i 
nieraz podgryzionych tylko igieł spada na ziemię, niż zostaje zjedzone. 
2) Barczatka sosnówka - p-rządka. Przednia para skrzydeł, także daszko- 
wato zł070nych w stanie spoczynku nad tylną, jasno - brunatną (rzadziej szara) 
z bialą plamką pośrodku. Tylna para i udwłok - brunatne. Różki, jak u mniszki. 
Pojawia się w czerwcu i w lipcu; pokarmu nie przy.imuje. Lata, jak mniszka. Dłu- 
gość siedzące.i ćmy - trochę lepiej, .lak trzy czwarte części zapal ki. Gąsienica 
duża szaro - brunatna, krótko owIosiona, z czarnemi kreskami i popielatemi pa- 
sami po bokach ciała. Na grzbiecie, zaraz od głowy, dwie czarno - granatowe 
ładne plamy. żerują na sosnach. Poczwarka czarno - brunatna, czasami .iakby 
przysypana niebieskawym pyłkiem, spoczywa w szczelnym szarym oprzędzie 
w szczelinach kory lub w igłach. Ćmy wylęgają się po 3--4 tygodniach. Jajka, 
z początku zieł-onkawo - niebieskie, pÓźnie.i szare, wielkości ziarnck prosa, bywa.ią 
składane kupkami na korę pni. Gąsienice wylęgają się w sierpniu i ogryzają igły 
d? połowy paździe-rnika. Z nastaniem chłodów spełzają z drzew na ziemię, chowają 
SIę w ściółkę i zimują. Gdy nastaną pierwsze ciepłe dni na wiosnę, budzą się, 
wchodzą z powrotem na drzewa i żerują do połowy maja. Barczatka - takLe 
bardzo niebezpieczny szkodnik lasÓw iglastych. 
3) Strzygonia chojnówka - motyl z rodziny sÓwek (siedząca ćma z głowy 
ma podobieilstwo do sowy - stąd ta nazwa). Przednia para daszkowato złożo-
		

/00006.djvu

			- 164 - 


nas Pan leśniczy, składały swe jaja pod skór
 tych gąsienic, a która 
z gąsienic zdążyła przeobrazić się w poczwarkę, to i tak pociechy z niej 
nie było, bo, zamiast pstro-białej ćmy z czerwonym brzuszkiem, wylęga- 
ła się z niej jaka mucha, albo osa. A i kukułki miały bal 4)! Pomogło 
to nam wszystko lepiej, niż co innegD, i dopiero zrozumiałem sens ca- 
łej roboty przy pierścieniach: - raz, żeśmy mogli gnieść to bez liczby,-- 
drugie, że w takich gromadach pod pierścieniami łatwo pojawiała si
 
zarza i przenosiła się coraz dalej na cały las, - a trzecie, ŻC muchy i te 
osy (gąsieniczniki i różne inne błonkówki, jak je nazywali na kursach) 
miały śród nich używanie, i mogły się lęc masami. To też nalęgło SI.; 
tego tyle, że nie dają w tym roku być zdrową jednej gąsienicy: - co 
jaką gąsienicę rozgnieść, to w trzewiach ma robactwo wylęgłe z jaj mu- 
chy, alho hłonkówki... Zarazę, o której mówiłem. jak się dowiedziałem 
później, nazywali krysztalikową... Ale skąd się to tu wzięło teraz 
w 104-ym?. Była tam z mniszką i barczatka i strzygonia, ale obie wy- 
szły źle na sąsiedztwic z nią, bo i ich gąsienice zniszczyły pasorzyty 5). 
W tym roku sadziliśmy sztobry bzu czarncgo po całym lesie, bo słodycz 
z jego kwiatków lubią te błonkówki i muchy, i na tych kwiatkach. a także 
na kwiatkach różnych roślin baldaszkowatych, jak naprzykład, dzika 
marchew, znajdują dla siebie pożywienie. Jak będzie w l
sie czarny bez, 
to i one trzymać się będą lasu i niszczyć, co się gdzie pojawi... Zbiera- 
liśmy potem same ćmy, co si<; zdrowo wylęgły, - samice z brzuszkiem 
nabitym jajkami, j
k makownik makiem, ale było tego już niewiele. 
Tej wiosny tośmy znowu chlapali wapnem kupki młodych, świeżo 
wylężonych gąsieniczek na pniach, lusterka, jak je nazywają, bo taka 
kupka wygrzewających się na słOiku gąsieniczek błyszczy, jak kawałek 
szkła 6)... A to skaranie hoskie z temi szczypawkami,.. - byłbym cię, 


nych skrzydeł czerwono-sza m-brunatna z 2 żółtemi plamkami na każdym skrzydle. 
Tylne skrzydła szare. Różki nitkowate, - u samca cOkolwiek piłkowane. Pojawia 
się w marcu i lata w czerwcu. Pokarm, w postaci nektaru kwiatów i wody, 
przyjmuje; lata w nocy. Długość siedzącej ćmy - trochę mniej, niż połowa 
zapal ki. Gąsienica zupelnie naga, zielona z 5-ma białemi podłużne;]1i prążkami. 
Żeruje na sosnach. Poczwarka brunatna zimuje w ściółce i w ziemi. Samica 
składa jajka na młode igły. Gąsienice wylęgają się w maju i gryzą igły do sier- 
pnia. Dorosłe gąsienice spuszczają się na pajęczych nitkach wprost z gałęzi \la 
ziemię 'i tam przepuczwarzają się. Poczwarka zimuje. Bardzo niehezpieczny 
wróg lasów sosnowych. 
4) Żaden inny ptak prócz kukułki nie zjada owłosionych gąsienic. Tępią 
one ogromne ilości gąsienic mniszki. 
5) W celu zwalczania barczatki należy zakładać pierścienie lepowe bar- 
dzo wczesną wiosną, by wstrzymywać i niszczyć wędrujące z ziemi po pniu do 
igieł przebudzone na wiosnę gąsienice. Strzygonię najlepiej zwalczać, przyjmując 
na pastwę do lasu świnie (także drób), które, ryjąc ziemię, zjadają zimujące po- 
czwarki, a także zgrabia.iąc w kopce ściółkę. Wylęgnięte ćmy nie mogą wygrzebać 
się ze ściółki i giną; Dużo poczwarek pleśnieje w kopcu, dużo dusi się lub uszka- 
dza. W maju ściółkę rozrzuca się spowrotem. 
6) Gąsienice mniszki po wyjściu z jaj na wiosnę siedzą nieruchol11o kilp-
		

/00007.djvu

			- 165 - 


biedactwo, rozdeptał - illówił dalej do siebic Purta, wypuszczając z pod 
buta dużego złocisto-zielonego tęcznika 7). - Skoroście i wy tu już 
przyszły, to i nam lżej będzie... 
 mruczał. 
i _ Po czemże to Purta poznał, że ma być lżej? - spytał Olszewski. 
- A to pan nie wie, że te szczypawki, to, jak wilk w stadzie owiec, 
takie spustoszenia robią pomiędzy temi gąsienicami na drzewach i na 
ziemi?... Czego nie zrobi człowiek, zaraza, muchy i błonkówki, to zro- 
bią one... I was tu jeszcze licho nosi - wykrzyknął znowu Purt
; ma- 
chnąwszy prawicą i złapawszy między pałce jakiegoś 1110tylka.-Was by 
11azywać paprochami, a nie poprochami, bo wyglądacie, jak popapra- 
ne... - to mówiąc, podał Olszewskiemu poprocha cetyniaka 8). Na- 
niszczyły 9)' one i nagryzły igiełek na tych sosnach zeszłego lata, ale nie 
wyszło im to na zdrowie, i w tym roku spokój, - gdzie niegdzie poka- 
zywały się tylko: dogodziłyż im te małe muszki i błonkówki... 
Purta schylił się znowu i wyjął z kolei chrząszcza z długim ryj- 
kiem. - Ma pan szeliniaka... To ten większy... 
- A skądże Puda wie, że większy? Może mniejszy.... - mówił 
Olszewski. 
- Skąd?.. Bo to mniejszy siedziałby w kolei?.. Dawnoby na 
skrzydłach wyfrunął, jakby nie mógł radzić inaczej. To ten niedołęga 
tylko nosi skrzydła od parady, a gramoli się na piechotę. Dzisiaj, po 
kursach, to i ja o tem wiem 10). Łapiemy je w kulturach co roku. I to 


karni (t. zw. lusterka) na korze nieraz przez kilka dni. Ma to miejsce szczegól- 
nie przy chlodnej pogodzie. 
7) Tęcznik - liszkojad -- pi
kna szczypawka o złocisto - zielonych, 
metalicznie błyszczących i mieniących się kolorach. Tęcznik, jak wszystkie 
szczypawki (wszystkie są drapieżne), jest w lesie bardzo pożytecznym chrząsz- 
czem, niszczącym w bardzo dużych ilościach gąsienice i poczwarki mniszki I in- 
nych szkodliwych motyli. 
8) Z rodziny miernikowców. W stanie spoczynku trzyma skrzydła nawpói 
złożone do góry, nawpól odchylone. Samica wygląda pstro: - czarny z białemi 
i 
ohawemi plamami. Samica żółto-brunatna z czarniawo-!'.zarym rysunkiem n'l 
obu parach skrzydeł- Różki samca grzebykowate, - samicy nitkowate. Pojawia 
si
 w maju i w czerwcu. Lata (szczególnie bardzo ruchliwe samce) we dnie 
j . w nocy. Pokarm przyjmuje. Prawie 2 razy mniejszy od mniszki. Gąsienica 
cWilka, naga, zielona z 5-ma białawemi podłużnemi linjami. żeruje na sosliadl. 
Poczwarka zielonkawo-bura w ściółce i w ziemi. Samica sklada jajka na igłach 
p.artjami w czerwcu, a w lipcu wylęgają się gąsienice i żerują do listopada. Gą- 
sIenice dorosłe spuszczają się na nitkach na ziemię i przeobrażają się w poczwarki. 
POczwarka zimuje. Groźny szkodnik lasu. Zwalczanie - jak strzygoni. 
. 9) Gąsienice poprocha, jak i wszystkich innych miernikowców, nie posi
- 

aJą nóg brzusznych, dzięki czemu nie pełzają, jak inne gąsier.ice, a poruszają 
SIę, wykonywując charakterystyczne ruchy, jakby mierzenia cyrklem (stąd nazw
 
rod;ziny). NB. Rozstaw na stolc kciuk (pierwszy palec) i wskazu.iący pale
 prawej 
ręk.l: PO!CIll zbliż pierwszy do drugiego, znowu wskazujący przcsLIII dalej, zno
u 
zhhz kCIUk i t. d., a będzicsz miał ohraz poruszania się gąsicnicy p-oprocha. To J:J 
różni od prawie jednakowo uharwionej, cho-: dużo większej, gąsienicy strzygom. 
10) Rozróżniamy naj pospolitsze u nas 2 gatunki szelimaka, chrząszczy
		

/00008.djvu

			- l66 - 


takie głupie, że daje si
 łapać lJa te świeże łupki i krąglaki porozkładane 
w kulturach... Co się łupkę podniesie, to pod nią tego nieraz, że i ćwierć 
butelki się zbierze. Ano, smakuje im w chłodku 11) świeża kora na łup- 
ce, to płacą za ten apetyt swoją skórą. A na szkółki to idą. Nieraz, jak 
się obejdzie rowek izolacyjny dookoła szkółki, to także nabierze się do 
butelki, że w garśćby było co wziąć. Nie wiedziałem i ja kiedyś, na co 
te prostopadłe ścianki w takim rowku, - a to właśnie dlatego, żeby 
tym szelmom trudniej było wygramolić si
 z niego... 
Tak gwarząc, zeszli z duktu w las, by skrócić drogę lJa kultury. 
Z suchego czubka dębu, który królował śród sosen, rozlegały się dźwięki 
spóźnionej pieśni drozda. 
- A wie pan, kogo on tak wydziwia na tej gałęzi? - spytał 
Purta Olszewskiego. 
- No?...- 
- A niech Pan słucha, ...0 ... zaraz zacznie... - I W takt pieśni 
drozda zaśpiewał. 
Kita lis! Kita lis! Kita lis L. Kuu-n; zjadł! Kuur<; zjadł! Kuu-rę 
zjadł !.. 
Mam pieska pstrego, poszczuj t; go: huź go! huź go! huź' gol... 
Olszewski się zaśmiał, i szli dalej, a z czubka dębu dolatywało co- 
raz ciszej: huź go! huź go! huź go L. 
- Nacięły wam pędów, nacięły.... - mruczał Purta pieszczotliwie 
do sosen, spoglądając na cetynę 12) wkoło po mchu. 
- To Purta inówi, że spaliliście z pułapek ze 2 litry cetYI1ców tej 
wiosny?... - 
- A tak, - w marcu latały koło ściętych sosen, jak komary koło 
łani, a jakżeśmy niedawno korowali pułapki i korę palili, to strzelało 
w ogniu, jakby kapiszonów kto wsypał, - a na sosenkach to i żywego 
miejsca nie było, tak je oblepiły swojemi chodnikami I3 ). Zostawialiśmy 


z rodziny ryjkowców, albo sloników (glowa wyciągnięta w ryj): - większego 
i mniejszego. f?óżnią się glównie wielkością. Większy lata krótki tylko czas 
i bardzo niewytrzymale w pierwszym roku po wylęgnięciu; później (żyje do 
3 lat) tylko chodzi. Mniejszy lata bardzo wysoko: można go nawet spotkać 
.żerującego w koronie starej sosny. Larwy ich żerują prawie przez 2 lata w nie- 
okorowanych pniakach drzew iglastych. Bardzo niebezpieczny w szkól kac h i kul- 
turach sam chrząszcz: - objada korę z pędów i gałązek. 
11) Szeliniaki nie znoszą gorąca, dlatego też chętnie zbierają się pod klo- 
cami, lupkami, w rowach, t. j. tam, gdzie panuje chlód. 
12) Kornik cetyniec większy i cet. mniejszy po wylęgnięciu się (i póiniej 
po złożeniu jaj) wżerają się w pędy w koronach starych drzew i zjadają miąższ. 
Z czasem wiatr obłamuje pusty wewnątrz pęd. Obcięte (jak mówią) w ten spo- 
sób pędy nazywamy cetyną (stąd nazwa korników). 
13) Walczy się z cetYlicami zapomocą wykładania t. zw. drzew pułapko- 
wych. Przed rójką (wylot wiosenny), w kOllCu stycznia ścina się sosny i pozosta- 
wia w korze. Korniki opadają je (ho wolą takie przewiędnięte drzewa, niż zupełnie 
zdrowe), wgryzają się pod korę (wybierają miejsca z grubszą korą) i zal	
			

/00009.djvu

			- 167 - 


.. 


niektóre sosny z koronami tak, jak były spuszczane, by na grubszych 
gałęziach i wierzchołkach było miejsce dla mniejszego. To też i one 
oklamrowały 1<1) je doskonale. Najmniej ze 2 litry poszło tego wszyst- 
kiego w ogień. 
Szli przez starodrzew mieszany. Sosny, jodła, dąb, buki gdzie 
niegdzie, świerk i olchy nad rzeczułką wyglądały majestatycznie. 
_ A, rzeczywiście, nastrzygły tego, nastrzygły: - i to nawet ze 
świerków, jodeL.. - mówił Olszewski, podnosząc z ziemi garść obcię- 
tych prętów świerkowych i jodłowych. 
Purta uśmiechnął się. - To inny cetyniec - czworonożny, panie 
praktykancie... wiewiórka... 
- Wiewiórka!?- 
- A tak. Nie miały tej zimy żadnych nasionek, to strzygły, jak 
cetyniec, pędy na świerkach i jodle, zjadając pączki. A nie wszystkie 
jednako im smakowały i jak miały gdzie poddostatkiem kwiatowych, 
to innych nie ruszyły, - i szysżek przez to w tym roku mało będzie. 
Niech się Pan przekona - w pędzie sosny jest dziurka, gdzie siedział 
cetyniec i gryzł drewno, a tu obcięte równo, przy pączkach, a pączki 
zjedzone. Wiewiórki!.. Nastrzelałem ja ich tej zimy z polecenia leś- 
nictwa, boby nam wszystkie pączki poobjadały. I na sosnach gryzły, 
tylko tam inaczej: - gałązek nie strzygły, bo grubsze, a obcinały sa- 
me pączki i wyłuskiwały same igiełki, jak bober z łupiny. O, - gdzie 
niegdzie do dziś dnia leży cała łupinka pod sosną. 
Ozwało się bliskie kra, kra!.. Purta ściągnął strzelbę z ramienia, 
a wypatrzywszy siedzącą wronę, huknął: zbroczony ptak spadał, trze- 
począc się w gałęziach sosny. Purta przyłożył trąbkę do ust i zagrał 
sygnał, oznajmiający zabicie szkodnika, spojrzał na zegarek, wyjął z kie- 
szeni kurtki książeczkę służbową i zapisał godzinę i minuty strzału. Po 
spełnieniu powyższych czynności podszedł do wrony, wziął ją w rękę, 
dobił, a obciąwszy scyzorykiem ogon 15), rzucił pod krzak. 



 


.. 


podlużne z zakrzywionym jajkowato korytkiem t. zw. chodniki macierzyste, po 
\Jokach 
tórych, na prawu i na lewo, wygryzają małe jamki (t. zw. nyże jajowe) 
I skła

ją w każdą po jednym jajku. Wylęgnięte larwy gryzą od jamki t. zw. 
chodm
1 larwowe, a dorósłszy, przeobrażają się w kOlkach tych chodników w po- 
czwar
I. Wylężony z poczwarki cetyniec wygryza okrąkłą dziurkę w korze i wy- 

hodzl nazewnątrz. Chodniki larwowe rozchodzą się nakształt promieni wprawo 

 w.lewo od chodnika macierzystego (mowa o cetyńcu większym). Pułapkę koru- 
ł e Się d wtedy, gdy .wylęgną się larwy. Korę z larwami (są często pod korą także 
zywe orosłe cetynce) pali się zaraz na miejscu. 
. t l ) k Cetyniec. mniejszy, w przeciwieństwie do większego, wybiera miejsca 
z clen ą orą, a WIęC wierzchołki i gałęzie. Chodnik macierzysty zakłada po- 
irzkecznY'b
\
mrowaty. . Dorosłe larwy przed przepoczwarzeniem wgryzają się głę- 
)0 o w le, trzeba WIęC pilnować rozwoju i korować zawczasu. 
t 
5) b
o ogonie (szczególniej ptaków drapieżnych) lepiej można poznać 
ga une za I ego ptaka, niż po nogach. Często się zdarza, że tępi się sporo pta-
		

/00010.djvu

			- 168 - 


Narobiłyście wy mi porządku w szkółce z wiosną, naora- 
łyście się pb grządkach swojemi kilofami -- mruCzał. - A i tyś do- 
bra w szkółce, - wyrzekł pod adresem trelującej na sęku zięby, - sma- 
kują ci czubki sosenek w kapturkach... Jak szelmę chłopaka wziąłem 
w karby, by kamieniem sidział w szkółce od zorzy rannej do zachodu 
słoI'ica, nim siewki kapturków nie zrzucą, to i spokój nastał z wronami 
i ziębami 16). 
Dolatywało kucie dzięcioła. 
- Ocho, jest nowy jakiś kandydat na suszkę - trzeba zoba- 
czyć... - rzekł, skręcając w stronę, skąd dolatywał głos kucia. 
- świerk, jakbym wiedział... Pewnie drukuje ci tam kto pod 
korą. - Podszedł, uważnie przyjrzał się korze i zaopinjował, że to kor- 
nik drukarz. 
- Po czemże to tak zaraz Purta poznał, że drukarz? - spytał 
Olszewski. 
- A po tych, ot, otworkach... - odparł, wskazując widniejące 
gdzie niegdzie okrągłe dziurki, jakby od przebicia śrutem. - To jego 
wentylatory: - żaden inny na świerku ich nie robi 17). Te dzięcioły to 
zawsze powiedzą mi o każdym drzewku z robactwem. I on idzie tak 
samo dobrze na pułapki, jak cetyI'ice, ale mało go u nas: - nie wykłada- 
liśmy specjalnie. Przy wyróbce użytków przygodnych niszczy go się 
razem z innemi dużo, bo i opał się koruje, a korę z każdej sztuki osobno 
zaraz pali. To bardzo dobry sposób na to robactwo, tylko korować trze- 
ba sumiennie i wyrób prowa'dzić we właściwym czasie, t. j. wtedy, kiedy 
w tej korze i pod nią rzeczywiście jest coś do palenia. 
Schylił się i podniósł rzucony przez Olszewskiego i przydeptany 
nogą papieros, oderwał kawałek papierowego mundsztuka, przycisnął 
nim żarzącą się resztkę tytoniu w gilzie, skręcił cały papieros wzdłuż 
w rolkę, ścisnął ją mocno w palcach i rzucił. Olszewski patrzał na to 
z uśmiechem. 
- Boi się Purta ognia w lesie?... Nie ma się co tutaj palić. - 


ków drapieżnych pożytecznych (pustułka, myszołów); po ogonie pozna się więc 
zawsze i zwróci na to uwagę. 
16) Wrony i sójki wyjadają nasienie w szkółce, wyorując je dziobem 
z ziemi, przyczem rozorywują cały rządek wzdłuż. Zięby najwięcej szkodzą 
w czasie kiełkowania nasienia, zjadając czubki (liścienie) w kapturkach. 
17)Chodniki kornika drukarza - wyraźne, jak gruby druk w książce (stąd 
nazwa). Na całej długości chodników macierzystych wygryza t. zw. otwory wen- 
tyJacyjne, - okrągłe nazewnątrz widoczne dziurki (taIcie same, tylko gęściej 
uszeregowane, robi kornik ogłudek brzozowite na brzozach). jest to gatunek 
wieJożenny. Samiec wygryza w korze obszerną przestrze1'1, czyli t. zw. komorę 
godową. Samic przylatuje zwykle 2 - 3 i każda gryzie swój osobny chodnik 
macierzysty w gÓrę lub wdół od komory, - całość więc przedstawia t. zw. dwu - 
lub trójramienny chodnik podłużny.
		

/00011.djvu

			r 


, 
r 


-- 169 - 


- Wszystko jedno, - odparł - lepiej, podług przysłowia, i na 
zimne czasami podmuchać, by się potem bez dmuchania na gorącem nie 
sparzyć. Jak się pan przyzwyczai niedogaszonego papierosa rzucać na 
mech, to rzuci pan tak samo potem i na suche trawy w kulturach. Le- 
piej przyzwyczaić się do porządnego gaszenia papierosa, to będzie się 
pamiętać i o porządnym zgaszeniu ogniska, przy którym czasem posiedzi 
się w lesie. 
Zatrzymał się i strącił laską hubę, sterczącą nisko na pniu sosny. 
- Biedaczysko, - we dwa ognie ją wzięły: i od korzenia i od 
korony... Widzi pan, tam na sęku wysoko druga ...tylko inna, - dodał 
półgłosem. 
- rnna? - spytał Olszewski. 
- Inna. - Ta nisko to-huba, od korzenia skaleczonego idą jej ni- 
ci, a tamta, to żagiew, co się dostała do środka przez złamany kiedyś 
sęk. Ta zawsze siedzi nisko na sośnie, a tamta wysoko,-- a ohie jedno 
warte, - dodał. - Jak tylko mogę kiedy którą dostać, to strącam, by 
się nasienie niszczyło 18). - 
- No, widzę, że nie darmo Purta jest starszym...: tyle wiedzieć, to 
rzadko zdarza się. - 
- żeby na kursa jeździli, toby i z inni to samo wiedzieli, jak ma-. 
Ją do lasu zamiłowanie. W lesie gajowy powinien być, jak u siebie 
w podwórzu, powinien nietylko sam znać w nim wszystko, ale i innych 
pouczać. - 
Dochodzili do zagai sosnowych. Nędzne były. Nie tak dawno 
jeszcze był las liściasty. Dziś sterczały tu i owdzie pniaki niekarczowane 
śród drzewek. Olszewski usiadł, wyciągnął chustkę i ocierał spoconą 
twarz. Purta zaś słaniał się od pniaka do pniaka i zawzięcie deptał ja- 
kieś żółte kapeluszate bedłki. 
- Co to tak Purta tratuje? - spytał Olszewski. 
- OpieI'iki... Nie mało one zgryzły już nam tych zagai. Niemcy 
zjedli buki, a posadzili sosnę na jej tu zatracenie, bo Ją te grzyby gryzą 
od korzeni po kawałku i gryzą. Cośmy już nie robili...: i rowki izolacyj- 
ne kopali, by się grzybnia 19) pod ziemię nie dostawała z drzewka na 
{)rzewko, i zbierali koszami nierozwinięte kapelusze przed rzuceniem na- 
sienia, żeby starczyło naszej mieścinie na całą zimę suszonych, - a cią- 


18) Huba korzeniowa (albo żagiew wieloletnia) poraża korzenie i dolną 
cZęść strzały. Tam grzyb (ciało owocowe) wyrasta nisko. żagiew sosnowa po- 
raża pielI od zlamanego sęka, wysoko zazwyczaj. Ciało owocowe wyrasta 
ysoko: 
Ob
 te grzyby pasorzyty niszczą drewno, wywołując mursz sosny. NISZCZYC 
1110zna przez usuwanie porażonych drzew i strącanie ciał owocowych. 
-ł 9 ) Grzybnia - to, z czego wyrasta grzyb, t. j. ciało owocowe (poplą- 
tane białe kruche nitki).
		

/00012.djvu

			- 


- 170- 


gle rosną i rosną. Nie byłoby tego, gdyby niemcy przed sadzeniem pnia- 
ki i korzenie wykarczowali 20). Do tego i inne rzeczy się wdały: - 
niech pan spojrzy, co drzewko, to czubka nie ma, albo skręcony, a niech 
pan go zerwie, który świeży, tegoroczny, i zajrzy do środka, to gąsienica 
w nim siedzi, albo poczwarka zwójki sosnówki 21). Mało tego, co 
prawda, już w tym roku, bośmy naniszczyli tego dosyć, ale trafia się. 
Zbieraliśmy te pędy z gąsienicami do wiaderek i palili: - strzelały, jak 
groch na blasze. - 
Olszewski podszedł i zaczął szukać. 
- No, to i na lekarstwo teraz tego by tu trudno znaleść, - rzekł 
po chwili - nie znać ich roboty w tym roku. - Odnalazł sosenkę sporą 
z pokrzywionemi i uschniętemi częściowo pędami. -' A to co, Purta? - 
spytał. 
Purta poszedł, obejrzał i rzekł. - To co innego. Widzi pan, w tym 
miejscu, gdzie pęd skrzywiony, to skórka pęknięta i jest szparka. To ko- 
chana osika tak przysługuje się sośnie, niczem berberys żytu 22) 
To rdza pędów 23), panie, grzyb, co ma dwu gospodarzy, których obja- 
da. Siedzi naprzód na liściach osiki, a jak przeje mu się 
en chleb, to 
przenosi się na sosnę przez nasienie wydane na osice. Jak się sosny mu 
odechce, to znowu daje nasienie i wędruje na osikę. To też innej rady 
na niego niema, tylko usuwać osikę, a wtedy sam zginie, bo braknie mu 
jednego gospodarza, a już ma taką naturę, że na jednym tylko żyć 
nie może.- 
- A tu widzi pan szeliniaka przy robocie: - jakto ryjem wygryza 
korę na tym pędzie? To mówiąc, wziął chrząszcza w rękę, oderwał gło- 
wę od tułowia, rzucił i rzekł: - Twardy jak kamyk, to inaczej z nim nie 


" 


20) Bedłka opieńka jest niewinnym (nawet jadalnym) grzybkiem, rosnąc 
na starych pniakach i korzeniach drzew liściastych (jako t. zw. roztocz). Może 
żyć także na żywych korzeniach niektórych drzew, jak sosny i dębu, jako pas01'zyt, 
niszcząc i narajając na uschnięcie te drzewa. Bedłka op.ieńka ogromnie szkodzi 
sośnie posadzonej na miejscu, gdzie był las liściasty. Można jej uniknąć, karcZll- 
.iąc bardzo dokładme pniaki i korzenie drzew łiściastych. Poraża drzewostan kę- 
pami. Porażoną kępę izoluje się, okopując rowkiem. Zbiera się także i niszczy 
niedorozwinięte jeszcze w zupełności kapelusze. 
21) Małetiki motyl zwójka sosnówka należy do rodziny zwójek (gąsienica 
zwija nieraz i ściąga nitkami liście, igły, - stąd nazwa). Przednie skrzydła 
żółto-czerwone ze srebrzystemi paskami, tylne szare. Zjawia się w czerwcu i lipcu. 
Samica składa jajka po jednym na wierzchołkowe pączki młodych sosenek. Oą- 
sienice wylęgają się w sierpniu i gryzą pączek. Z pączka występuje żywica 
i tworzy się orzeszek, w którym gąsienica zimuje. Po przezimowaniu gryzie da- 
lej, a pęd, rozwinięty z porażonego pączka, usycha przez co powstają w przy- 
szłości ró7nego rodza.iu zniekształcenia pnia. Przepoczwarza się w pędzie. Zbie- 
rać i niszczyć pędy wraz z gąsienicami i poczwarkami, a motylki łapać na światło. 
22) Na liściach berberysu rozwija się jedno pokolenie grzyba-pasorzyta - 
rdzy zbożowej. Drugie pokolenie niszczy zboża. 
23) Orzyb - pasorzyt - rdza pędów sosny. Pędy porai:one zbierać i palić; 
usuwać osikę.
		

/00013.djvu

			- 171 - 


idzie... Odkąd pniaki iglaste korujemy, - coraz ich mniej, bo nie mają 
się gdzie łęc, a do gołego pniaka, bez kory, nie idą składać jaj. 
Olszewski zajął się zbieraniem owadów, a Pur ta chodził od so- 
senki do sosenki i wyszukiwał szeliniaków. 
- Panie praktykancie, może ten będzie potrzebny... - rzekł, za- 
trzymając się przy jednej z sosenek. - Widzi pan, jakto ryj wpakował 
w pęd aż po oczy i źre go, - to smolik, kr.ewniak szeliniaka, co to jego 
larwy gryzą drewno pod korą sosen i świerków. Smolik, bo toczy smołę 
z drzewa, aż się z niej nieraz robią strupy 2'1). - Ujął go i podał Olszew- 
skiemu. - I jego łapiemy co roku sporo razem z szeliniakami na 1upki 
i krąglaki. - 
Ruszyli dalej. Minęli zagaje, przeszli zrąb stary i zatrzymali się 
przy szkółce sosnowej. 
- Ładnie idą, - rzekł Purta patrząc na siewki - coś tylko miej- 
cami je suszy. - Otworzył furtkę, wpuścił Olszewskiego i wszedł sam. 
Zaczęli się przyglądać. - Czyżby to pędrak?... - rzekł Purta półgło- 
sem, - i zaczął delikatnie rozgrzebywać ziemię, a po pewnym czasie 
wyciągnął stamtąd długą żółtawo-białą błyszczącą larwę, podobną do ka- 
wałka drutu. - Drutowce - mruknął i rozcisnął w palcach. - To larwy 
tych chrząszczy, któremi się pan tak zachwycał, że umieją, przewrócone 
na grzbiet, podskakiwać w górę i stanąć na nogi, - sprężyki, jak pan 
je nazywał. To ich robota tutaj. Niewiele, coprawda, - a na to już 
nic nie poradzi, że zawsze znajdzie sic,; gdzieś to, co tam niepotrzebne. 
Można było posiać trochę marchwi na grzędach, toby się do niej zbie- 
rały, i wybiłoby się do nogi. - 
- Teraz, chwała Bogu! Temu lat pięć tośmy się namartwili ze 
szkółkami. Jak przyszła jesiell, to wszystkie sosnowe były, jak po po- 
żarze, czerwone. Grzyb Lophodermium pinastri, jak nas uczyli na kur- 
sach, wywołał osutkę, bo i osuły się igły na wiosnę. Ani rady nie było. 
Ale odkąd żeśmy zaczęli wapnować szkółki przed siewem, a przynaj- 
mniej palić na całej szkółce rozłożony chróst, - to i o osutce nie wiemy 
nic. Kultury sosnowe w rok potem ściął nam pędrak, bo razem z osutką 
była rójka chrabąszcza, a chociażeśmy zbierali i niszczyli masami, to 
do talerzy, w któreśmy sadzili, poszedł, poskładał tam jaja, jako w miej- 
sca ze wzruszoną i miękką ziemią, a larwy zniszczyły nam potem omal 
nie wszystko. Lepiej było poczekać ten rok z kulturami, a wyszlibyśmy 
na swoje... - 


24) Smoliki należą do tej samej rodziny ryjkowców, LO szeliniaki. Podobne 
do nich. Plecy mają tak szerokie, jak złożone skrzydla (szeliniak ma plecy wąskei) 
i długi okrągly cienki ryjek z różkami osadzonemi pośrodku (szeliniaki ma.ią ry- 
jek płaski, gruby i rÓŻki osadzone bliżej czubka). Larwy smolików żyją pod korą 
drzew iglastych, jak larwy korników. Samce ryjkowce - smoliki gryzą pędy, jak 
opisano. Ogromnie '>zkodliwe larwy i dorosłe chrząszcze.
		

/00014.djvu

			- 172 - 


- Tcraz jakoś mamy spokój. Przyjdzie jesień, to s
kółki sosno- 
we, jak malowane, - jakby wszystkie igiełki były z hartowanej stali, 
tak błyszczą fioletowo. - 25) 
Olszewski usiadł na brzozowej ławeczce, a Purta, gwarząc, grze- 
bał dalej w ziemi. 
Ozwała się trąbka leśniczego: sygnał, gdzie Purta. Olszewski 
sięgnął po trąbkę i odtrąbił. Purta podniósł się z ziemi i wytarł rę- 
ce o trawę. 
Wyszli ze szkółki i ruszyli na spotkanie krokiem raźnym, miaro- 
wym w takt wciąż dolatującego ich z oddali wołania drozda: Huź go! 
huź go! huź go!.. 


o zwierzynie naszych lasów. 


Dzik. 
Znacznie większy i silniejszy od świni domowej, lecz o budowie 
mniej ciężkiej, a natomiast mocniejszej i bardziej kościstej. Stożkowa- 
tego kształtu głowa, zakończona ryjem w potężne kły, zwane po my- 
śJiwsku "szabJami", uzbrojonym, czyni go groźnym pf7'-ciwnikiem 
w walce, czy to z człowiekiem, czy też ze zwierzętami. 
Nogi krótkie, bardzo silne, zakoI'iczone dwoma palcami, z któ- 
rych każdy opatrzony racicą; dwa inne palce umieszczone w tyle nie 
dosięgają ziemi, są również opatrzone raciczkami. Skórę posiada gru- 
bą, o twardej szczecinie, koloru ciemno - szarego wpadającego w czar- 
ny. Zupełnie młode mają szczecinę jaśniejszą w ciemne podłużne pręgi. 
Wzrok dzik posiada słaby, a natomiast słuch i węch, t. zw. wiatr, 
ma znakomity. 
W gwarze myśliwskiej samiec nazywa się dzikiem, samica: lo- 
chą, maciorą, samurą. Młody dzik warchlakiem, a po upływic dwóch 
do czterech lat wycinkiem, później pojedynkiem, a już od szóstego ro- 
ku do koI'ica żywota odyI'icem. 
Po odbytem weselu, co ma miejsce w grudniu, wydaje samica po 
18 - 20 tygodniach brzemienności do 12 młodych. Miejsce przybycia 
potomstwa na świat nazywa się legowiskiem. Legowisko to znajduje 
się w gąszczach trudnych do przebycia, a wyryte w ziemi i wysłane 
mchem, liśćmi i gałązkami, nazywa się już barłogiem. W barłogu też 
przez dzie1'1 odpoczywa stado, a dopiero nocą wychodzi na żer, naj- 


25) Taki wygląd szkółki cechuje zdrowotność siewek. (Przypisek autora).
		

/00015.djvu

			- 173 - 


częściej na pobliskie pola obsadzone burakami lub kartoflami, gdzie 
wyrządzają ogromne szkody. 
Dziki żyją towarzysko VIi stadzie, a wyjątek stanowią starsze 
odyńce. Podobnie jak świnia domowa, dzik jest zwierzęciem nie gar- 
dzącem żadnem pożywieniem i tak dobrze zaspakaja głód pożywie- 
niem roślinnem jak i mięsem, nie gardząc padliną zwierząt. 
Zyją u nas w większych lasach i naogół są dość pospolite, a po- 
mimo tego należą już do tak zwanych" wyższych łowów". 
Raniony dzik, szczególniej odyniec, staje się niebezpiecznym 
i nie rzadko jest przyczyną śmierci lub kalectwa człowieka, który ra- 
niąc nie miał już czasu go dobić. 


x. 


Pogadanki gajowego Marcina. 


- Już zostawta mnie w spokoju - mówię do kuma franka przy 
spotkaniu - nałgaliśta ostatnim razem bez miary o złym duchu, w co 
ja niechwalący się głupiec święcie uwierzyłem, a puściwszy tę bajdę 
w świat szeroki, mam dziś z tego powodu urwanie głowy, bo ze wszyst- 
kich stron nagabują mię ludziska z żądanie m wyjaśnienia, kto właściwie 
jest tym duchem, jaki spaceruje po salonach odnowionego gmachu 
M. R. i D. P.? 
Wykręcam się jak mogę i umię, zwalając całą winę na waju 
i wasz język, ale musita przyznać, że mała to pociecha i nijakie tłuma- 
czenie. A po sprawiedliwości mówiąc to trochę winy jest również i po 
mojej stronie, bo pomagając sobie fantazją, na chyb traf każdemu z cie- 
kawych poznania ducha, opisywałem go jak mogłem, aż w końcu do- 
szło do tego, że każdy wedle swojej woli i chęci poznał w nim kogoś 
takiego, kto zdaniem jego najwięcej zalał mu gorącego sadła za skórę. 
A przecież zdawało mi się, że ja dobrze waju zrozumiałem, iż chcieliśta 
wskazać na jedncgo nic dobrego ducha, który niby tam u góry wszystko 
knoci, a ja, powtarzając wasze słowa, widocznie tak nieudolnie to zro- 
biłem, że wszystko wyszło na to co jest. 
Rzecz to dawno już dowiedziona, że wetknięty w gniazdo os na- 
wet malutki pręcik, nie mówiąc o dużym sękatym kiju, wywołuje reakcję 
przeciwko śmiałkowi. A chociaż nawet pręcik wetknięto w gniazdo bez 
żadnej szkodliwej intencji, a jedynie dla przekonania się czy gniazdo 
zamieszkałe, okoliczność ta nie uchroni śmiałka od wściekłego ataku 
podrażnionych kijaszkiem mieszkańców gniazda.
		

/00016.djvu

			]74 


Mała pociecha dla mnic z tego, gdy powiadacie, że siostrzan na 
letniaka nie przyjechał, więc dlatego nie możeta spełnić obietnicy, bliżej 
ducha opisać i jego fanaberje, jakie już ością w gardle stoją co rzetel- 
niejszym ludziom. Ja za swoją łatwowierność muszę teraz wysłuchać 
nie jedno przykre słowo, a kłopotów przecież i tak mi nie brak, bo słu- 
chając waszych gadek o krzywdach gajusowskich, może nawet często 
rzetelnych i prawdziwych i opisując je w pogadankach naraziłem si<; 
na posądzenie umyślnego podsycania niezadowolenia wśród gajowych. 
Już dziś jaki taki przy spotkaniu zezem na mnie patrzy, a najwięccj 
tacy, co to radzi by bardzo, ażeby stosunki służbowe z przed wojny 
światowej z powrotem zapanowały. Każde więc odezwanie się 
a szczególniej takie, jakie budzi wiarę i nadzieję, że wreszcie nadszedł 
czas, w jakim człowiek przestanie bliźniemu być wlkiem, napełnia ich 
przerażeniem i obawą, że koniec świata już bliski. 
Dlatego też nie miejta do mnie żalu, że nie będę opowiadał dzi- 
Eiejszej waszej historji, w obawie narażenia się znowu na świeże kłopo- 
ty zwłaszcza, że i cała ta historja o tem, że protekcja większe ma zna- 
czenie w M. R. i D. P. od rzeczywistej wartości jednostki, nie jest ni- 
czem udowodniona i dlatego bałbym się powtórzyć opowiedziany przy- 
kład. Mówta o rzeczach prawdziwych, faktach dowiedzionych, a unikaj- 
ta domysłów, a wówczas i korzyść będzie większa. 
Już aby tylko nie mówta mi o tem, że bajeczki wasze wzięte 
z życia. 
Nie zaprzeczam temu, że 75% gajowych nie ma dotychczas mie- 
szkań i o parę procentów sprzeczać się nic myślę, ale lIlusita przyznać, 
że i leśniczowie czy nadleśniczowie nie są w lepszem położeniu, a dzi- 
siejszy brak funduszów na ten cel, jeszcze nie tak prędko sprawę miesz- 
kaI'i doprowadzi do porządku. O takich zaś sporadycznych wypadkach, 
jak ten przykład, przemalowania całego domu kosztem wysokiego skar- 
bu na inny kolor, bo istniejący jakkolwiek świeży, nie podobał się żo- 
nic pracownika, jak sami twierdzicie, to nawet wspominać nie wypada, 
boć chyba z doświadczenia własnego wiecie, że z tą instancją lepiej 
nie zadzierać jeżc!i pragniecie mieć spokój w dOlllu. Radze: więc waju 
poprawić się i na przyszłość mówić tylko o rzeczach rzetelnych, a bę- 
dziemy z sobą w zgodzie. 


L. T.
		

/00017.djvu

			- 175 


Róż li e. 


Współczesny Robinson. Jeden z urzędników leśnych w pobliżu Salzburga. 
przechodząc przez poruczony swej opiece rewir, zauważył w zaroślach śpiącego 
mężczyznę. 
Nieznany człowiek był nagi, biodra jego okrywał tylko płat skóry zajęczej. 
Zdziwiony tem spotkaniem zbliżał się ostrożnie leśnik i już miał ująć prży- 
błędę gdy ogromne psisko powałiło go na Liemię. 
Śpiący zbudził się ze snu, odwołał psa i zniknął w gąszczu. W kilkanaście 
	
			

/00018.djvu

			- 176 - 


o co chodzi, maszynista dał sygnał gwizdkiem lokomotywy, chlopczyna jednak 
nie usunął się, lecz wciąż kapeluszem dawał znaki. 
Wtedy maszynista zdecydował się zatrzymać pociąg, co było rzeczą nie- 
łatwą. Chłopczyna stał do ostatniej chwili na torze i oniemiały ze wzruszenia t 
wskazał maszyniście ręką opodal pęklliętą na długość 60 centymetrów szynę. 
Gdyby lokomotywa wjechała na to miejsce, musiałoby nastąpić wykolejenie, a skut- 
kiem niego straszna katastrofa z mnóstwem ofiar ludzkich, ponieważ pociąg był 
przepełniony. 
Maszynista dał temu bohaterskiemu pastuszkowi, nazwiskiem Jerzy Czo- 
puczij, wszystkie pieniądze, jakie miał przy sobie, aby go wynagrodzić za przy- 
ton1l10ść umysłu i odwagę. . 


W Przedeżu na Kujawach, pod przewodnictwem kol. M. Nagabczyńskiego' 
zawiązał się Komitet budowy pomnika na grobie bohaterów 1863 r., poległych 
pod Cieplinami. Dnia 23 b, m. odbędzie się uroczyste odsłonięcie i poświęcenie 
pomnika. 
W liczbie pochowanych poległych w bitwie pod Cieplinami dn. 10 lutego 
lR63 r. stoczonej pod dowództwem Mielęckiego Kazimierza, dowódcy wojskowego 
Województwa Mazowieckiego znajdował się Erlicki Juljusz lat około 21 liczący, 
b. wychowaniec korpusu leśnego w Petersburgu, pełniący wówczas służbę w leś- 
nictwie włocławskiem. Był on instruktorem piechoty wyżej wymienionego od- 
działu powstańczego i w bitwie dn. 10 lutego zginął bohaterską śmiercią. Komitet 
zwraca się za pośrednictwem "Lasu Polskiego" z prośbą do kolegów, posiada- 
jących jakiekolwiek dane o Ś. p. Juljuszu Erlickim, łub jego rodzinie, o nadesłanie 
ich pod adresem kol. M. Nagabczyflskiego w Przedc7u. 


o D E Z W A. 


W związku z zapoczątkowaną akcją, ogłoszoną w "Echach 
Leśnych" w miesiącu lutym r. b., dotyczącą zbioru szyszek i od- 
syłki wyłuszczonych nasion do Związku dla zasilenia funduszu na dom 
dotychczas nic nie wiadomo. Dla rozwiania tych legend, jakie bądź co 
bądź wywołują zrozumiałe zdziwienie zainteresowanych, byłoby nader 
pożądane, ażeby ci z czytelników, którzy oddali komukolwiek zebrane 
na ten cel nasiona, zechcieli uprzejmie powiadomić o tym fakcie Re". 
dakcję pisma.
		

/00019.djvu

			- 177 - 


Od Rdministracji. 


Pomimo kilkakrotnych napomnień ze strony Rdministracji, wielu z prenu- 
meratorów naszego pisma nie uregulowało dotychczas ł:łależnoś,ci za 1924 r., 
wobec czego tą drogą zmuszona jest Rdministracja wezwać niżej wymienionych 
do uregulowania przyjętych na się zobowiązi\ń. - 


Z
B I 
 U! r 
Rntoniewicz Kazimierz Niewiadomski Rndrzej 1 35 
Rnioł Józef 12 - ,I Niemczyk Leon 3 
Rndruszkiewicz Kazimierz j Nadleśnictwo Włoszakowice" 1 
Rlfowicz Stanisław 1 60 Nadleśnictwo Łuninieckie 30 
Rdm. maj. "Rudnia Lwa" 1 NadleŚnictwo Łobódno 13 
Broda Władysław" 2 Ostrowski Jan 1 70 
Burda Stanisław 2 Osiński Stanisław 2 
Bacza Wład"ysław 3 Odrowąż Pawłowicz Rleks. 3 
Bielicki Jan 3 Oczkowski Kasper 3 
Bubak Franciszek 2 Psonl:a Jan 3 
Cieślak Stanisław 1 Przerwa Józef 2 
Cieszkowski Stefan 15 Przecioska Józef 3 
Cygan M. 3 Prauszk Leon 3 
Czapla Stanisław 1 Podsiądlik Rugustyn 3 
Dubak Józef 1 Plata Michał 3 
Dowhyluk Mikołaj 10 Piper Jan 3 
Derencz Piotr 24 Piotrowicz Józef 1 35 
Daukszewicz Jan 3 Pietrzyk Franciszek 3 
Dajewski Damjan 3 Pec W. 3 
Gałka Stanisław 3 Pawełczyk 3tanisław :3 
Grabowski Rntoni 3 Pawelczyk Rntoni 3 
Gotard Władysław 2 Parchański Jan 2 
Górski Henryk 3 Rynkiewicz Konstanty 3 
Jankowski Jan - 1 Ruszkowski Leon -3 
Jankowski 1 Ruśkiewicz Henryk 3 
Jamczak Rntoni 18 Rosiak Franciszek 3 
Jaklewicz Franciszek 2 Rek Stefan 1 
KsięgarnIa Babjańska i Rzęcz. 8 10 Salamon Rudolf 3 
Kustra EugenjIJsz 3 Sarnik Maciej 3 
Kumosiński Stanisław 1 Siba Jan 3 
Kuminek Władysław 1 35 Sipa Rleksander 3 
Krowiak Ignacy 3 Skrzck Józef 3 
Krejcza Sł. 15 Stankiewicz Feliks 3 
Korzeniewski Józef 3 Stencel Franciszek 3 
Kołbuc Jan 2 Suchecki Józef 3 
Kłosiński Piotr 1 35 Swistak Franciszek 1 
Kaczor Rntoni 1 Syrulak Rndrzej 3 
Leśnictwo "Złoty Potok" 2 Szałkiewicz Józef 1 35 
Lachowicz N. 3 Szmit Eugenjusz 1 
Łyjak Józef 3 Tokarski Tadeusz :3 
Łosiński Władysław 1 Tomanek Rntoni 3 
Miłobędzki Józef ] Trzaska Franciszek 2 
Mróz Józef 3 Urban K. 3 
Moderski Jan 8 Wojsa Michał 3 
Milewski Romuald 3 Waljo Jan 3 
Miachciłowicz Wolski 1 Zurek Tomasz I 
Melzacki Ignacy 2 Zołędziowski Franciszek 3 
Marzak Emil 3 Zak Ignacy 2 
Majstra francIszek 3 Zieliński Kazimierz ] 
MackIewicz Jan 3 =[ Zawora Jan 3 
Macierzowski Rleksander ] Zahaczewski Wincenty 3
		

/00020.djvu

			- 178 - 


OBWIESZCZENIE. 


Do rejestru Spółdzielni R. S. IV 699 Sądu Okręgowego w War- 
szawie w dniu 26 sierpnia 1925 roku wciągnięto: 
"Spółdzielnia Leśników" w Warszawie, Spółdzielnia z ograni- 
czoną odpowiedzialnością. Siedziba Spółdzielni w Warszawie, Fok- 
sal 14. Członkowie odpowiadają za zobowiązania Spółdzielni zadekla- 
rowanymi udziałami i prócz tego dalszą kwotą równającą się dwukrot- 
nej wysokości każdego zadeklarowanego udziału. Przedmiot przedsię- 
biorstwa stanowi: przyjmowanie do wykonania wszelkich prac z leśnic- 
twem związek mających i poruczanie wykonania tychże członkom Spół- 
dzielni, wykonywanie na zasadach spółdzielczych prawidłowych eksplo- 
atacji drzewostanów i innych płodów leśnych, wykonywanie zalesień 
oraz przyjmowanie i organizowanie zarządów lasów. Wysokość udziału 
25 złotych, płatnych jednorazowo przy przystąpieniu do Spółdzielni. 
Do Zarządu wybrani zostali: Gustaw Chmielewski Lwów, Łycza- 
kowska 27, Władysław JedliI'iski Warszawa Koszykowa 70, Stefan 
RóżyI'iski Sokule, pow. Żyrardowskiego. Zastępcy: Marjan Nagab- 
czyI'iski, Dziwie, pow. Włocławskiego, Władysław BaraI'iski, Warsza- 
wa Żabia 5, Jan Tomaka w Siedlcach, b) Pisma przeznaczone do ogło- 
szeI'i: "Las Polski" i "Echa Leśne". Zarząd składa się z 3-ch członków. 
Oświadczenie woli w imieniu Spółdzielni składają i za Spółdzielnię pod- 
pisują dwaj członkowie Zarządu łącznie. W skład Zarządu wchodzi 
3-ch zastępców. 


Sąd Okręgowy, Wydział IV. 


Warszawa, dnia 27 sierpnia 1925 roku. 


s P I S R Z E C Z Y. Od Redakcji, str. 159. - X.: Poznawanie drzew, str. 
160. - J a n Jer z y Kar p i ń s k i: Zielona gawęda, str. 162. - X.: O zwie- 
rzynie naszych lasów, srt. 172. - L. T.: Pogadanki gajowego Marcina, str. 173. 
Różne, str. 175. - Odezwa, str. 176. - Od Rdministracji, str. 177. - ObwIesz- 
czenie, str. 178. 


Prenumerata kwartalna "Ech Leśnych" w 1925 r. wraz z prze- 
syłką pocztową wynosi 1 zł. 50 gr. 
Cena pojedyńczego numeru 55 groszy. 


Wydawca: Związek Zawodowy Leśników w Rzeczypospolitej Polskiej w osobie 
prezesa Związku Józefa Zagórskiego. Redaktor: Ludwik Tinz. 


Zakłady Graficzne "Nasza Drukarnia" w Warszawie