/p0001.djvu

			Kościół p.w. Piotra i Pawła w Przemyślanach. Zbudowany w 
r. 1645, był początkowo kościołem dominikanów. Po spaleniu 
kościoła parafialnego (ok. 1698 r. ) przejął jego funkcję. 
Po r. 1945 był zakładem przemysłowym. W marcu 1997 
miejscowa parafia odzyskała kościół, a dzięki zabiegom 
ks. P. Smolki został odremontowany. Fot. Adam Groblewski
		

/p0002.djvu

			Str. 2 - SPOTKANIA ŚWIRZAN - Nr 81 


Szanowni Xrajanie j 
ostatnim miesiqcu w środowis/(u 'J(resowian wzbudziE 
zdumienie te/&t rozpowszechniany w internecie przez 
ja/(iegoś 1.1/(raińca. g.,[ie by{by to odosobniony przypade/( 
wypocin chorego czfoWie/(a z byłej Ma{opofski Wschod- 
niej/ gdyby nie znafaz{ uznania w gazecie zWiqz/(u 1.1- 
/(raińcówwPofsce/ kjóra powie[iEa pasz/(wil na swoich 
stronach. 
I choć nie warto cytować tego te/&tu/ można za to cośpowiedzieć 
o autorze. Lekjura miernoty dowodzi/ że jest on przesiq/(nięty maniq 
bancferowszczyzny i panicznie boisię utraty Lwowa na rzecz Pofski. 
Z drugiej strony nie można się też dziwić rosnqcej [iczbie 
1.1/(raińców szu/(ajqcychsobie wrogów/ ponieważ majq przy/(fady idqce 
z góry. Choćby wypoWiecfi Prezydenta 1.1/(rainy: WszystkimI kjórzy 
wafczyfi za 1.1/(rainę (...) w oddziafach 01.1g.,[-1.1P5'L/ powinny być 
przyznane tytuf}; bohatera 1.1/(rainy. 
Zapewne CJJjJwy 2\9/(2009 będzie fepszy. Tego życzę wszystkim 
Czyte[nil(pm. I piszcie wspomnienia! 
Lubin/grudzień 2008 J. Wyspiański 


Spis treści numeru 81 


Str. 
3. C. Malinowski. Karawana nadziei. 
11. W. Polakiewicz-Bagińska. Burza i lęk. 
12. Działalność 1. Żukrowskiego w konspiracji lwowskiej (JW). 
20. K. Wesołowski. Czy na to Ukraińców stać? 
23. P. Rura. Śmierć dwóch Polaków w Chlebowicach Świrskich. 
25. B. Kamiński. Tradycje szlachty zagrodowej w kulturze wsi kresowej 
na przykładzie Wicynia (I). 
30.1. Wyspiański. Apele A. Cetnera, kasztelana halickiego. 
35. M. Błaszków. Chciałbym... 
36. 1. Wyspiański. Świrzanie w Kresowym Ludowym Wojsku Polskim 
(II). 
44. Świrz w publikacjach.
		

/p0003.djvu

			Str. 3 - SPOTKANIA ŚWIRZAN - Nr 81 


Red. Autor spisał wspomnienia matki i opublikował w czasoplsmle 
polonijnym Kulisy Polonii nr 40 i 41 z 1989 r. Redakcja dziękuje za nade- 
słanie kopii. 


Cezary Malinowski 


Karawana nadziei 


U rodziłem się w 1943 roku w Iranie, w samym Teheranie. Nie 
muszę chyba tłumaczyć dlaczego akurat tam, nie jestem przecież 
Irańczykiem. Zacznę jednak od wydarzeń wcześniejszych, zna- 
nych mi z opowiadań matki. Mój ojciec Jan, podporucznik rezerwy i je- 
dnocześnie komornik w powiatowym mieście Przemyślany koło Lwowa 
został aresztowany przez NKWD razem z dziadkiem (ojcem matki) 24 
marca 1940 roku. Dziadek mój był kierownikiem szkoły podstawowej w 
Borszowie. Mieszkał on wraz ze sw oj ą żoną, czyli moj ą babką Martą, nau- 
czycielką, razem z moimi rodzicami. 
Podstawą aresztowania ojca był zarzut: oficer, socjalno-opasnyj 
element. Matka po aresztowaniu ojca pozostała w swoim obszernym pię- 
trowym domu, który wybudowała razem z ojcem. Mieszkała tam nadal 
wraz z dwojgiem mojego rodzeństwa oraz swoją matką. Po kilku mie- 
siącach ślad po ojcu i dziadku zaginął. Matka przypuszczała, że Rosjanie 
wywieźli ich na Sybir jako że dookoła mówiono o wywózce Polaków, 
zwłaszcza inteligencji, w głąb Rosji. 
Po powrocie do kraju Ojciec opowiedział mi następujące zdarze- 
nie. Przed wojną pracował u niego Żyd o nazwisku Szymel (lub Szimel). 
Po agresji Sowietów Szymel został zatrudniony w biurze NKWD w Prze- 
myślanach. Gdy Ojca aresztowano i przyprowadzono do biura, to ten Żyd 
powiedział: - N o Malinowski, ściągaj obrączkę, pasek i sznurówki z butów. 
Po spisaniu danych Szymel zaprowadził go do celi tamtej szego aresztu. 
Na kolejnych Sowietów nie trzeba było długo czekać. Którejś nocy 
o drugiej nad ranem obudziły matkę łomotania kolb w drzwi i rosyjskie 
przekleństwa. Obudzone dzieci zaczęły płakać przeraźliwie. Polecenie 
NKWD było jasne: wszyscy mają się ubierać, zabrać coś do jedzenia ije- 
chać rzekomo do ojca i dziadka. Dom był otoczony i pilnowany pod bronią. 
Razem z matką, babcią i rodzeństwem aresztowano mojego stryja Wła- 
dysława, który przyjechał poprzedniego dnia zapytać o ojca, zasiedział się
		

/p0004.djvu

			Str. 4 - SPOTKANIA ŚWIRZAN - Nr 81 


do późna i został na noc. Poganiani obelżywymi słowami domownicy 
zostali wygnani przed dom. Matka przeżegnała się, pobłogosławiła dom, 
zabrała co mogła unieść, po czym posłuszna rozkazom wsiadła wraz z 
resztą nieszczęśników do gazika, który odwiózł ich na dworzec w 
Przemyślanach. * 1 
Na dworcu spotkali wielu znajomych. W tłumie strzeżonych Pola- 
ków można było rozpoznać śmietankę miasta: sędziny, żony oficerów, 
kierowników szkóL. Wszystkich wsadzono do wagonów towarowych, 
którymi zazwyczaj przewożono bydło i odprawiono w nieznane... "do mę- 
ża". Wagony były zamknięte i pilnowane przez NKWD. Warunki sanitarne 
w wagonach były dokładnie takie same jak dla przewoź onych nimi u- 
przednio zwierząt. 
Wyczerpani wydarzeniami więźniowie - zesłańcy zasnęli szybko 
mimo fatalnych warunków. Mój stryj nie zasnął jednak, odgiął metalowy 
wywietrznik i wyskoczył z pędzącego pociągu Poturbowany ciężko, dotarł 
do swej rodzinnej miejscowości Monasterzyska. (Stryjek Władysław 
przeżył wojnę i zmarł w zeszłym roku w Polsce). 
Po dwu tygodniach pociąg dotarł do Kazachstanu. Tam rozsadzono 
Polaków na wozy ciągnione przez woły. Tymi pojazdami rozrzucono 
nieszczęśników po bezdrzewnych stepach. Matka z babcią i rodzeństwem 
była wywieziona do Czołokurganu (Aktiubińskaja Obłast), gdzie z gliny i 
błota musiała ulepić coś, co nadawałoby się do schronienia. Koc rozłożony 
na ubitej ziemi był łóżkiem, drugi koc zasłaniał otwór wejścia. Nie było to 
bezpieczne zamknięcie. Pewnego razu w nocy zdarzyło się, że do lepianki 
wszedł dziki osioł (iszak). Nie to było jednak najgorsze. Wkrótce po 
osiedleniu się skończyły się zapasy jedzenia zabrane z domu. Zaczął się 
głód. Za obrączkę ślubną matka dostała 10 jajek od miejscowej kobiety. 
Dzienna racja wynosiła 400 gramów chleba. Do picia była jedynie woda. 
Za pracę można było otrzymać niewiele, talerz zupy dziennie na osobę. 
Prace były różne, pomoc przy żniwach, trucie susłów na stepie, noszenie 
ziemi. Oprócz głodu dokuczało zimno, bo zima była już tuż tuż. Suszony 
nawóz bydlęcy zbierany na stepie służył za opał. Nie było to zbyt wydajne 
paliwo. Na zagotowanie garnka wody trzeba było nazbierać 2-3 worki 
nawozu. Temperatura spadła do -40°C, zima, śnieg. Z koca matka zrobiła 
więc buty zimowe i szykowała się do przetrwania mrozów. 


*1 Aresztowanie nastąpiło w nocy z 9 na 10 kwietnia 1940 r. Dop. red.
		

/p0005.djvu

			Str. 5 - SPOTKANIA ŚWIRZAN - Nr 81 


Rosjanie nie pozostawili moj ej rodziny zbyt długo na jednym miej- 
scu. Jeszcze zimą przesiedlili wszystkich do Dżurunia koło Aktiubińska. 
Babcia nie wytrzymała trudów poniewierki i umarła tam 2 grudnia 1940 
roku. Brat mój Jerzy dostaje krwawej dezynterii i umiera wkrótce potem. 
Babcia przeżyła 67 lat, mój brat zaś sześć. Matka została więc sama z moją 
siostrą Wiesławą. Mijał rok 1941. 
Wieści o ojcu i 
dziadku do matki nie 
docierały. Nieoczeki- 
wanie 25 lutego 1942 
roku przed wejściem do 
lepianki stanął starszy, 
.. . 
spomewlerany, meogo- 
lony człowiek. Kim 
pan jest? - zapytała 
matka. Nie poznała 
własnego ojca! Powita- 
nie i łzy radości. Dzia- 
dek wydostał się z wię- 
zienia i szedł przez ste- 
py w poszukiwaniu 
córki, żony i rodziny. 
Znalazł tylko córkę i 
wnuczkę. Długo modlił 
się na pobliskich gro- 
bach zmarłych. Ojciec 
rzekomo miał być w 
więzieniu gdzieś koło 
Samarkandy w Uzbeki- 
stanie. 


Autor wspomnień w wieku jednego roku, 
Tanger 1944 r. 


W marcu 1942 roku matka zachorowała na tyfus plamisty. Chorobę 
tę roznosiły wszy, uciążliwe towarzyszki zesłańców. Wyzdrowiała z tru- 
dem. Dziadek, mimo starczego wieku, założył polską szkołę i rozpoczął 
nauczanie dzieci. Dostawał za to kartki na chleb dla trzech osób. Wysłał też 
wtedy list do powstającego wojska polskiego o zasiłek wojskowy, bo głód 
był coraz większy. Następny list wysłał do oj ca do więzienia. 
Wielkanoc 1942 roku upłynęła pod znakiem choroby siostry i listu
		

/p0006.djvu

			Str. 6 - SPOTKANIA ŚWIRZAN - Nr 81 


od ojca. Żył i wybierał się do rodziny. Planował już dotrzeć do formującej 
się armii generała Andersa. Dziadek nie doczekał przyjazdu ojca. Zmarł 16 
kwietnia 1942 roku z powodu ciężkiego zapalenia płuc. Pochowali go bez 
trumny. Po śmierci dziadka zdrowie siostry Wiesi pogorszyło się. Lekarz 
Kazach, niewiele mógł pomóc dziecku. Głód, brak witamin, wszy, brak 
higieny, mieszkanie w norze robiły swoje. 
Wieczorem 21 kwietnia 1942 roku w drzwiach lepianki stanął oj- 
ciec w mundurze polskiego oficera. Przyniósł ze sobą w plecaku masło, 
biały chleb, konserwy. Wiesia miała 40° gorączki, krwawą dezynterię i tyl- 
ko strasznie pragnęła kostki cukru. 
Wieść o polskim żołnierzu rozniosła się szybko. Ludzie całowali o- 
rzełka na guzikach munduru ojca, wszyscy chcieli jechać do armii gene- 
rała Andersa. Jednakże ojciec miał pozwolenie na zabranie ze sobą tylko 
sześciu osób, Rosjanie mieli nad tym nadzór. Zdesperowany ojciec dopisał 
do szóstki zero i zażądał zwolnienia 60-ciu Polaków. Znał rosyjski i ostro 
traktował naczalnika. Strasząc go wodzem Józefem Stalinem i jego poro- 
zumieniem z generałem Sikorskim o łączeniu rodzin polskich wojsko- 
wych. Naczalnik nie wytrzymał takich argumentów i nawet przydzielił 
kilka wołów i wozy do transportu Polaków. 
23 kwietnia 1942 ruszyła w drogę karawana pełna nadziei na lepszą 
przyszłość, a następnego dnia, na trasie, umiera moja siostra Wiesława. 
Karawana zatrzymała się, wygrzebano rękami dół, do którego złożono 
ciało zmarłej. O postawieniu drewnianego krzyża nie było mowy z braku 
drzew, więc pozostał jedynie krzyż usypany z drobnych kamieni i piasku. 
Matka, wspominając te wydarzenia, opowiadała, że z tej 60-osobowej gru- 
py co najmniej kilkanaście zmarło w drodze z wycieńczenia, głodu i cho- 
rób. Po dwóch miesiącach tej wędrówki karawana zorganizowana przez 
mojego ojca wreszcie dotarła do komendy garnizonu organizującej się 
polskiej armii w Jakkobagu. 
Tutaj, jako tako doprowadzeni do trochę lepszej kondycji fizycz- 
nej, po wielu dezynfekcj ach, wyposażeni w lepsze ubrania, odżywieni 
(chociaż też nie było tego za wiele; Stalin bowiem nie chciał się zgodzić na 
zwiększenie racji żywnościowych, więc żołnierze dzielili się swoimi 
porcjami z rodzinami wojskowych, kobietami i dziećmi), doczekali moi 
rodzice wyjazdu do Teheranu. Do stolicy Iranu przybyli 25 sierpnia 1942 
roku i zamieszkali przy ulicy Czera-Sedali.
		

/p0007.djvu

			Str. 7 - SPOTKANIA ŚWIRZAN - Nr 81 


Ośrodki koncentracji i transportu Polaków do Iranu.
		

/p0008.djvu

			Str. 8 - SPOTKANIA ŚWIRZAN - Nr 81 


30 listopada 1942 roku ojciec, formalnie odbywający służbę w 17 
pułku piechoty drugiej kompanii, został zwolniony na długoterminowy 
urlop dla podratowania zdrowia. W czasie urlopu ojca 31 marca 1943 
przyszedł na świat długo oczekiwany syn Cezary, autor tych wspomnień. 
Urodziłem się w szpitalu cywilnym, gdzie umieszczono moją matkę. 11 
kwietnia zostałem ochrzczony w kaplicy szpitalnej. Rodzicami chrzest- 
nymi byli: Kazimierz Goleń, były mieszkaniec powiatu Przemyślany, 
i Jadwiga Kołat, siostra ojca, która mieszkała przed wojną w Monaste- 
rzyskach, powiat Buczacz. Chrztu świętego udzielił ksiądz Józef Sas- 
Jaworski kapelan szpitalny. Wydarzenie to zostało zapisane w księdze 
metrykalnej W.P.S.W. tom 3, Teheran, Gamison chaplain RC, liczba 
bieżąca 65, l.dz. 1126/43 w Teheranie, dnia 19 kwietnia 1943 roku. *2 
Po moim urodzeniu przebywaliśmy jeszcze w Teheranie około 
jednego roku, potem wyjechaliśmy do Tanganiki w środkowej Afryce, do 
Tangeru. W Afryce wystawiono ojcu nową książeczkę wojskową: Seria C, 
Nr 10744, wydaną przez Delegata Szefa Intendentury APW Delegate ofthe 
chief paymaster of the Polish Anny East, Nairobi, East Africa c/o Polish 
Consulate General. Delegat Szefa Intendentury APW J. Piekarski. 
W osiedlu w Tangerze urodziła się moja siostra Urszula, która w 
wieku dwóch i pół roku zmarła na malarię. Była to straszna choroba. Lu- 
dzie, zwłaszcza dzieci, padali jak muchy, chociaż niektórym udawało się 
przeżyć. 
Osiedle zamieszkiwało kilka tysięcy mieszkańców. Były sklepy, 
kościół, przedszkole, do którego także ja chodziłem, szkoła. A wszystko to 
otoczone buszem afrykańskim. Tak więc w sercu czarnej Afryki, wśród 
plemienia Masajów, u podnóża góry Meru, bliźniaczej siostry Kiliman- 
dżaro przebywaliśmy do połowy 1947 roku. Przydzielono nam do pomocy 
czarnego pomocnika służącego Jima. 
Chodząc do przedszkola, do kościoła polskiego uczestniczyłem w 
tym egzotycznym życiu i zapamiętałem słowa pieśni, często śpiewanej 
przez Polaków: 


O, Panie, któryś jest na niebie, 
wyciągnij sprawiedliwą dłoń. 
Wołamy z wszystkich stron 


*2 Kazimierz Goleń lat ok. 45 był leśnikiem w Pniatynie i został aresztowany ze swoim 
synem Zbigniewem (lat 22), przyjaciółką Anną Cieślak (lat 33), nauczycielką historii z 
Przemyślan ijej synem Tadeuszem (lat ok. 8). Nie są znane ich dalsze losy. Dop. red.
		

/p0009.djvu

			Str. 9 - SPOTKANIA ŚWIRZAN - Nr 81 


do Ciebie o Polskę, o rodzinny dom. 
Panie, skróć ten miecz, co siekł nasz Kraj. 
Do wolnej Polski nam powrócić daj... 


W roku 1945 zakończyła się wojna. Trzeba było rozstrzygnąć, 
gdzie jechać. Do domu nie mogliśmy powrócić, bo tereny gdzie rodzice 
mieszkali przed wojną były zaj ęte przez Sowietów. Do portu w Mombassie 
zawijały statki i okręty płynące do Kanady, Australii, Anglii, USA i ... do 
Polski.. Można się było zdecydować na odpowiedni kierunek. Ojciec z 
matką bardzo przeżywali moment wyboru dokąd płynąć? Oboje byli 
szczerymi patriotami, zwłaszcza ojciec, który tyle wycierpiał od Moskali, 
ta poniewierka, to wszystko kłębiło się w ich głowach gdzie jechać? Serce 
ciągnęło ich do Ojczyzny, niechby nawet socjalistycznej, ale do Polski. 
Ojciec często mawiał: "Wszędzie dobrze, a w domu najlepiej...". 
Tak więc, za- 
ładowaliśmy się na 
polski statek m/s 
Batory i popłynę- 
liśmy do ukochanej 
Ojczyzny. Murzyn 
Jim, który bardzo się 
do nas przywiązał, 
chciał z nami płynąć 
do Polski, ale musiał 
z płaczem pozostać 
w Afryce. Władze 
angielskie nie wyra- 
ziły zgody. Cały 
miesiąc płynęliśmy 
do włoskiego portu 
Bari, a stamtąd po- 
ciągiem do Polski. 
Po przybyciu do Polski osiedliliśmy się na tzw. Ziemiach Odzyskanych, w 
powiatowym mieście Strzelin, koło Wrocławia. 
W 1948 roku urodziła się moja siostra Barbara. Pierwsze miesiące 
i lata po przybyciu do Polski były bardzo trudne. Pozostałości starych, po- 


Cezary Malinowski z aktorką Haliną 
Łabonarską w polskim ośrodku kulturalnym.
		

/p0010.djvu

			Str. 10 - SPOTKANIA ŚWIRZAN - Nr 81 


niemieckich mebli i dobytku. Życie powoli normalizowało się, ale z kolei 
zaczęło szaleć polskie UB. Często wzywano ojca do komendy i tam prze- 
słuchiwano go wielokrotnie. 
Podejrzenia były różne: dlaczego wrócił do Polski, czy słucha 
"Wolnej Europy", czy jest za władzą socjalistyczną, czemu nie należy do 
partii. Wbijano ojcu pod paznokcie igły lub przyciskano palce drzwiami, 


Nasza 
rodzina 
w roku 
1955. 


tak aby wymusić zeznanie. Polskie UB przypominało sowieckie NKWD. 
W szystkich Polaków, którzy wrócili z Zachodu uważano za szpiegów. A 
już szczególnie wojskowych z armii gen. Andersa uważano za przeciw- 
ników istniejącego ustroju inaczej myślących. 
I znów rodzice w tej ukochanej ojczyźnie zbierają baty. To wszyst- 
ko odbiło się na ich zdrowiu, zwłaszcza ojciec ciężko to znosił. Umarł 27 
września 1962 roku i zostaliśmy we trójkę: matka, siostra Barbara i ja. 
Pamiętam pierwszą wigilię po śmierci ojca. Zawsze razem modliliśmy się 
przy stole, wspominając przeżyte zdarzenia, prawdziwie rodzinny serdecz- 
ny nastrój, a tu nagle ojca zabrakło. W międzyczasie ukończyłem szkołę, 
ożeniłem się z Joanną, mamy syna Ireneusza. 
W roku 1981,2 maja umarła matka. Zostaliśmy sami z siostra, która 
także założyła swoją rodzinę. W styczniu 1988 wyjechałem z Polski do 
RFN-u, a tam, we wrześniu 1988 dotarł do mnie syn Ireneusz, skąd razem, 
po 14 miesiącach pobytu w Niemczech znaleźliśmy się w pięknej Kana- 
dzie.
		

/p0011.djvu

			Str. 11 - SPOTKANIA ŚWIRZAN - Nr 81 


Dziękujemy gorąco Bogu, że jesteśmy jak naj dalej od komu- 
nistów, którzy tyle złego wnieśli w nasze życie. 
P.S. Osiedliłem się w Edmonton, spotkałem tutaj księdza Jana Sajewicza, 
który był w Afryce i znał moich i rodziców, a nawet mamy wspólnych zna- 
jomych z tamtego okresu. Świat jest mały, a Polacy wszędzie się odnajdą. 


Pisane wEdmonton, 18.09.1989 r. 


Władysława Polakiewicz- Bagińska 


Burza i lęk 


Na Syberii w lesie, 
j ak burza - to burza. 
Szum groźny się niesie, 
las w mroku zanurza. 
Grzmoty! Błyskawice 
tną, coś zapalą... 
Deszcz z gradem - nawałnice!... 
Drzewa się walą... 
Szłam z mamą, 
zbierałyśmy jagody... 
Drogą - nie tą samą - 
blisko wody... 
Wystraszona 
twarz chowałam 
w mamy ramionach, 
nie płakałam... 
"Nie bój się, 
burza nam nic nie zrobi, 
pomódlmy się, 
śpiewajmy sobie głośniej 
od burzy tej, 
pobożnej pieśni
		

/p0012.djvu

			Str. 12 - SPOTKANIA ŚWIRZAN - Nr 81 


Królowej swej"... 
Ani się prześni 
lęk więcej... 
Głos się niesie, 
ja, w mokrej sukience, 
z mamą w lesie. 


Wiersz pochodzi ze zbioru Za młynem w W ąglanach, będący pokłosiem 
XV Międzynarodowego Konkursu Poezji w 1996. 


Red. Tekst poniższy został przepisany (z zachowaniem chronologii wy- 
darzeń) z końcowych stron opracowania Jana Żukrowskiego Przemy- 
ślany, moje miasto. Nie ukończył on swojej pracy, choć zawarł wiele 
wiadomości o początkach konspiracji. W tej części jednak nie brakuje 
błędów i przeinaczeń. Z działalności lwowskiej wykreślono zdania o 
walkach AK w tym mieście. Działalno.5ć J Żukrowskiego w przemy- 
ślańskim Obwodzie AK zasługuje na przypomnienie jego pracy w kon- 
spiracji lwowskiej. 


Działalność 
Jana Żukrowskiego w konspiracji lwowskiej 


J an Żukrowski, syn Michała i Marii z d. Michaliszyn, urodzony 25-go 
sierpnia 1921 r. w Przemyślanach. W 1935 r. przyjęty do Korpusu 
Kadetów we Lwowie. Brał udział w walkach obronnych we wrześniu 
1939 w szeregach Batalionów Obrony Narodowej. Od jesieni 1939 r. 
udzielał się w pracach konspiracyjnych (przechowywanie broni, kolportaż 
prasy podziemnej "Biuletyn Informacyjny"). Był organizatorem komórek 
Służba Zwycięstwu Polski-ZWZ-AK w Przemyślanach i powiecie. [l] 


[1] Zaświadczenie szpitala wojskowego we Lwowie. Zaświadczenie Weryfikacyjne 
L.dz.6577-76 z dnia 12.X.1976 r. wydane przez Koło Byłych Żołnierzy AK w Londynie.
		

/p0013.djvu

			Str. 13 - SPOTKANIA ŚWIRZAN - Nr 81 


Pomimo młodego wieku i dzięki zaufaniu jakim cieszyłem się 
wśród młodzieży już od jesieni 1959 roku udało się przygotować zalążki 
przyszłej organizacji podziemnej i przy udziale kilkunastu najbardziej 
zdecydowanych kolegów, odpowiednio działać w terenie. Moje pseudo- 
nimy: "Krager", "Lubicz", "Czarny". 
Do połowy 1943 r. t.j. do 
momentu przypadkowej wpadki 
podczas łapanki na przymusowe 
roboty do Rzeszy pełniłem fun- 
kcję dowódcy przemyślańskiego 
rejonu AK. Dowództwo Okręgu 
we Lwowie było zadowolone z 
wykonywanej przeze mnie pracy, 
o czym świadczy fakt powołania 
mnie do pracy przy Oddziale II 
WW (Wywiad Wewnętrzny) przy 
Sztabie Obszaru we Lwowie 
(dzielnica "Zachód", dowódca 
"Mścibor" Mieczysław.............. 
Tam ukończyłem kurs szkoły 
podchorążych, a rozkazem d-cy 
AK z dnia 03.05.1944 r. uzys- 
kałem stopień podporucznika. 
Z grupy WW szkołę pod- 
chorążych ukończyli: z dzielnicy 
"Zachód": "Czarny", "Dunin", 
"Kalina", "Kazik", "Mur", 
"Orlik", "Oswald", "Wacław", z 
dzielnicy "Śródmieście": "Aloj- 
zy", "Maciej owski", "Piotr", "Zygmunt", z dzielnicy "Wschód": "Lot". 
Oddział II KW (Kontrwywiad): "Arab", "Brzoza", "Góral", 
"Mróz", "Rawicz", "Reja", "Roman", "Strategik", "Sasza", "Szron", "Za- 
mek", "Zan". Wymienieni ukończyli kurs podchorążych Rezerwy Pie- 
choty w oddziale II Sztabu. Uroczyste zakończenie odbyło się w miesz- 
kaniu przy ul. Gródeckiej, róg ul. Sapiehy u mgr Cieleckiej Ireny "Renata", 
w obecności komendanta szkoły oraz dowódcy KW "Lisa" i WW 
"Mścibora". [2] 


Jan Żukrowski "Czarny", dowódca 
przemyślańskiego Rejonu AK.
		

/p0014.djvu

			Str. 14 - SPOTKANIA ŚWIRZAN - Nr 81 


Jeśli chodzi o pracę we Lwowie to przedstawiała się ona nastę- 
pująco: w WW operowano w zasadzie dwójkami, z tym, że każdy z tej 
dwójki organizował sobie informatorów potrzebnych w dalszej pracy. 
Zachowując pseudonim "Czarny" współpracowałem ściśle z Zygmuntem 
Krawec "Orlik" i wciągnąłem do naszej pracy Piotra Nominaniuka "Du- 
nin" - mieszkańca Przemyślan pracującego w biurze mieszkaniowym przy 
ul. Batorego we Lwowie. 
"Orlik" pracował w niemieckim biurze meldunkowym przy ul. 
Batorego jako tłumacz i rozprowadzał oficerów niemieckich jadących z 
frontu lub na front wschodni. 2-3 razy w nocy dostarczał mi kartoteki do 
biura meldunkowego przy tej samej ulicy, w którym pracował "Dunin". Z 
tych kartotek wypisywałem na maszynie dane dotyczące danego oficera, a 
kartotekę "Dunin" zwracał "Orlikowi". Wykaz z tymi danymi przekazy- 
wałem bezpośrednio "Mściborowi" w kościele 00. Bernardynów lub w 
katedrze ormiańskiej do rąk "Podkomorzego" - Józefowi Utzigowi 
względnie "Podstolemu" - Kazimierzowi Etterlemu. Wykazy te były bar- 
dzo ważne, gdyż stwierdzały ruch oficerów niemieckich, ich jednostki 
i miejsca postoju. Za codzienne, szybkie dostarczanie tych informacji, by- 
liśmy wyróżnieni pochwałami dowództwa. 
Do naszej dzielnicy "Zachód" mieszczącej się w trójkącie ulic 
Janowska i Gródecka, znajdowany się: koszary byłej artylerii WP, dworzec 
główny PKP, warsztaty kolejowe, lotnisko Skniłów, remiza tramwajowa 
na Bogdanówce, obózjeńców radzieckich przy szosie Biłohorszcze. 
Stałą penetracją i obserwacją objęto wszystkie ulice dzielnicy 
i znajdujące się na nich obiekty, w czym pomagali: Baranowski Zdzisław 
"Alojzy" - pracownik Kripo, Cielecki Bolesław "Rower" pracownik 
radiostacji, Biesiada Marian "Benioski" - pracownik Zakładów 
Naprawczych Kolejowych, Nowakowski Eugeniusz "Anioł" - kelner w 
restauracji "Tylko dla Niemców", Wysocki Stanisław "Nałęcz" - technik 
budowlany, zatrudniony wyłącznie przy remontach mieszkań nie- 
mieckich, Nowogrodzki Tadeusz "Bury" - pracownik na dworcu głównym 
PKP, Pociecha Tadeusz "Broda" - pracownik fizyczny na dworcu 
głównym. W Iw mieli również obowiązek przygotowania 5-6 ludzi do 
późniejszej akcji "Burza". 
W charakterze łączniczek-informatorów zatrudnione były: Bała- 


[2] Rozkaz nr 9, z dnia 15.V.1944 r. "Montownia-Plan", komendant szkoły "Włast", 
dowódca Okręgu "Tatra".
		

/p0015.djvu

			Str. 15 - SPOTKANIA ŚWIRZAN - Nr 81 


Centrum Lwowa z 
najważniejszymi 
obiektami 
zajmowanymi 
przez okupantów 
niemieckich. 
Wykorzystano 
opracowanie S. 
Pempela. ZWZ-AK 
we Lwowie 1939- 
1945, str. 135 


koniec Janina "Krysia", Mudry Jadwiga "Kamea", ....... Kazimiera 
"Kama", S zub ert Aldona "Litwinka", Tippe Janina "Norma", Weinbrandt 
Emilia" Greta", .............. Krystyna "Nina", Żukrowska Anna "Ruda". 
Punkty kontaktowe: Kama" i "Greta" - sklep "D elka" przy ul. 
Legionów, "Nina" - szosa Lubieniecka k/lotniska Skniłów, "Kamea" biu- 
ro budowlane "K. Pletz" ul. Mikołaja, "Ruda" - magazyny kolejowe przy 
ul. Gródeckiej. Oprócz w/w punktów istniały jeszcze na ul. Dekerta 10 
"Maria" i na ul. Słowackiego 25 "Malwina" . 
Praca naszej dzielnicy - nie umniejszając innych - była bardzo waż- 
na ze względu na znajdujące się tam obiekty oraz drogę wylotową na 
zachód: Przemyśl-Rzeszów - Kraków. 
Podział pracy: 
- zawieranie znajomości z oficerami niemieckimi czyniącymi zakupy w 
sklepie "D elka" , zapoznanie się z lekarzami niemieckimi i staranie się o 
jak naj częstsze przebywanie na terenie szpitala wojskowego przy ul. Gró- 
deckiej, 
- bezpośrednia i ścisła współpraca z "Orlikiem", 
- "Norma" przygotowywanie dokumentów (dojście do pieczątek) kie- 
rownika Baudienstu, obserwacje na dworcu głównym PKP, ścisła
		

/p0016.djvu

			Str. 16 - SPOTKANIA ŚWIRZAN - Nr 81 


współpraca z "Duninem", 
- "Litwinka" i "Nina"- obserwacja lotniska Skniłów; ścisła współpraca z 
"Duninem" i "Czarnym", 
- "Krysia" i "Ruda" praca na dworcu głównym PKP, nawiązywanie 
kontaktów z bahnschutzami, zdobywanie przepustek, ścisła współpraca z 
"Duninem" i "Czarnym", 
- "Kamea" zdobywanie dokumentów z firmy budowlanej (legitymacje, 
delegacje, nawiązywanie kontaktów z kierowcami firmy), obserwacja sta- 
nowisk artylerii przeciwlotniczej na Lewandówce, organizowanie pun- 
któw kontaktowych, ścisła współpraca z "Czarnym", "Duninem" i "Or- 
likiem" . 
Praca w naszej dzielnicy była bardzo wyczerpująca, niemniej 
jednak efektywna, gdyż dowództwo otrzymywało na bieżąco: dane o ru- 
chu pociągów towarowych i ich ładunkach, dane o ruchu pociągów trans- 
portujących wojsko i sprzęt wojskowy, dane o ruchu na lotnisku Skniłów, 
dane o transportach rannych z frontu wschodniego, dane o stanowiskach 
artylerii przeciwlotniczej i jej przemieszczeniach wokół lotniska, infor- 
macj e z obozu jeńców radzieckich umieszczonym przy ul. Gródeckiej w 
kierunku na Biłohorszcze. 
Dobre wyniki pracy trójki 
"Czarny", "Dunin" i "Orlik" 
spowodowały skierowanie 
ich do szkoły podchorążych. 
Oprócz w/w prac bra- 
łem udział wraz z kursantami 
szkoły podchorążych w znisz- 
czeniu magazynów niemiec- 
kich przy ul. Stryjskiej, gdzie 
zginął jeden z kolegów. 
Również brałem udział w 
rozpracowaniu konfidenta 
niemieckiej policji, Ukraińca 
zamieszkałego przy ul. Grot- 
tgera l O, byłem członkiem 
obstawy likwidującej go. 
"Dunin" rozpracował kon- 
fidenta w fabryce wódek 


Jacek Lipski "Chrust" i Jan Żukrowski 
"Czarny". Lwów, 1943 r. Fotografia 
udostępniona przez J. Lipskiego.
		

/p0017.djvu

			Str. 17 - SPOTKANIA ŚWIRZAN - Nr 81 


Baczewskiego (Sokołowski), lecz później, już po jego śmierci, wynikły 
kontrowersje co do słusznościjego likwidacji. 
Otrzymałem zadanie konwojowanie do Krakowa na ul. 
Piłsudskiego łączniczki Ewy Chwalibóg "Irrna" . 
Jednym z bolesnych ciosów, który dotknął nasze miasto (Przemy- 
ślany) a mnie osobiście - była wiadomość o zastrzeleniu przez Niemców w 
okolicy Winnik - Kazimierza Etterle "Podstoli", który jechał do Przemy- 
ślan z rozkazami. Podobnie przeżyłem następne aresztowanie - Józefa 
Utziga "Podkomorzy", "Rejent", który był instruktorem w szkole 
podchorążych. [3] 
W czerwcu 1944 roku otrzyma- 
liśmy rozkaz przygotowania się do akcji 
"Burza". W tym celu zaznajomiliśmy się z 
terenem przyszłego miejsca postoju 
i działania grupy - ul. Marka. Na miejsce 
zakwaterowania dostarczyłem broń, którą 
przyniosłem wspólnie z "Kameą". W 
mieszkaniu umieszczonym na 4-tym 
piętrze, i składającym się z trzech pokoi 
i kuchni, byli zakwaterowani: "Anioł", 
"Benioski", "Czarny", "Dunin", "Na- 
łęcz", "Orlik" i "Kamea" jako łącznik. 
Zaopatrzeniem w żywność zajmował się 
ojciec "Kamei". 
Komenda WW i KW znajdowała 
się w szkole przy ul. Jacka, dowódcą był 
mjr "Lis". Oddziały nasze zajęły rejon 
ulic: Długosza, Jacka, Marka i pl. Prusa. 
Nawiązano stałą łączność ze sztabem ope- 
rującym z ul. Kochanowskiego. Dwa wy- 


Tadeusz Korzinek "Mścibór". 
Fotografię skopiowano z pracy 
S. Jankowskiego - Kwadrans 
na Zamarstynowie, str. 188. 


[3] Józef Utzig został skazany przez Niemców na śmierć, lecz starania rodziny wsparte 
"finansami" spowodowały zamianę tego wyroku łagodniejszy i na przeniesienie do obozu 
koncentracyjnego (doczekał końca wojny i zmarł w 1984 r. we Wrocławiu. Był tam 
pracownikiem Akademii Rolniczej. 
Kazimierz Etterle nie został zastrzelony koło Winnik, lecz aresztowany w tej 
miejscowości. W czasie śledztwa, w więzieniu lwowskim, był wielokrotnie bity. Praw- 
dopodobnie zmarł podczas transportu więźniów ze Lwowa do obozu koncentracyjnego. 
Dop. red.
		

/p0018.djvu

			Str. 18 - SPOTKANIA ŚWIRZAN - Nr 81 


dzielone plutony, których trzon stanowili świeżo mianowani podchorą- 
żowie, wzięli udział w odparciu niemieckiego kontrataku w rejonie 
"rogatki" przy ul. Gródeckiej. 
Od 22 do 24 lipca 1944 r. trwały walki żołnierzy AK w dzielnicy 
"Zachód" - ul. Króla Leszczyńskiego-Gródecka-Janowska oraz na przed- 
mieściach Sygniówka i Lewandówka. Po wycofaniu się Niemców ze 
Lwowa zostaliśmy wezwani do biura sztabu, gdzie otrzymaliśmy "prze- 
pustki" (propusk) zezwalające na noszenie broni oraz biało-czerwonej 
opaski. [4] 
27-go lipca zgłosiłem dowódcy o informacji otrzymanej od do- 
zorcy kamienicy, że na polecenie NKWD ma dostarczyć wykaz mężczyzn 
zamieszkujących kamienicę z zaznaczeniem, kto nosił opaskę i broń. 
Ponieważ informacje te zaczęły się powtarzać z innych źródeł również, 
nasz dowódca polecił nam na odprawie nie afiszować się noszeniem broni 
długiej, zaś krótką mieć ukrytą pod marynarką. Natomiast nie nosić opaski 
w pobliżu miejsca zamieszkania. 
Zabroniono zamieniać się z żołnierzami radzieckimi bronią 
(oferowali automaty za broń krótką), gdyż automaty były numerowane i 
powodowały odbieranie ich jako kradzione. 
Kolejnym rozkazem dla oddziału WW było dyżurowanie na ul. 
Zielonej i Kochanowskiego w pobliżu biur Sztabu Obszaru AK, gdzie 
odbywały się narady z przedstawicielami Armii Czerwonej. Jak nas 
poinformowano, władze radzieckie po kolejnych dwóch spotkaniach 
zażądały, aby w dniu 28 lipca żołnierze AK złożyli broń w godzinach 8-10- 
tej, po czym mogli zgłaszać się do armii gen. Berlinga lub Armii 
Czerwonej. Dowództwo AK zażądało przeprowadzenia rozmowy z gen. 
Żymierskim. Termin wyznaczono na 30 lipca 1944 r. 3l-go lipca aresz- 
towano ponad 30 oficerów sztabu AK i tylko nieliczni nie zgłosili się do 
sztabu na "naradę". Między uratowanymi znajdował się mjr "Lis". W tym 
też czasie otrzymaliśmy wiadomość o internowaniu dowództwa Inspe- 
ktoratu Podhajce-Monasterzyska. 
Odpowiednia praca wywiadu zapobiegła zniszczeniu przez Niem- 
ców podminowanej już Poczty Głównej, dworca kolejowego i innych 
ważnych dla gospodarki obiektów. 


[4] Kserokopia mojej przepustki oznaczona 1.p. 0-25 z dn. 23. Vll, 1944 r., podpisana przez 
"Stefana" Komendanta Okręgu.
		

/p0019.djvu

			Str. 19 - SPOTKANIA ŚWIRZAN - Nr 81 


Zapoznanie oficerów dowództwa AK o pracy i zamiarach NKWD 
umożliwiło uratowanie się kilkudziesięciu oficerom, uniknięcie 
aresztowania ("Wilk", "Lis") i wyjazd w stronę Rzeszowa i Krakowa. 
Ostatecznym poleceniem dowództwa dla żołnierzy WW i KW był rozkaz 
wyj azdu na zachód i kontaktowanie się w Krakowie odnośnie prowadzenia 
dalszej pracy. 
Mnie osobiście koleje losu rzuciły na Wołyń, następnie przez Bug 
do Tarnobrzegu i Rzeszowa. W grudniu 1944 r. przy pomocy kolejarzy 
wróciłem do Lwowa, lecz na krótko. W styczniu 1945 r. uniknąłem a- 
resztowania na ul. Mickiewicza (świadkowie: "Dunin" i "Orlik") i osta- 
tecznie wróciłem do Krakowa, skąd - po przybyciu rodziny w ramach 
repatriacj i - wyj echałem na Śląsk. 
Zaświadczenie "amnestyjne" Komisji d/s Likwidacji byłego AK 
wydane l5-go października 1945 roku, uniemożliwiło mi kontynuowanie 
studiów na Wydziale Prawa UJ w Krakowie, jak również na otrzymanie 
lepiej płatnych stanowisk. [5] 
Otrzymane odznaczenia: Krzyż Armii Krajowej nr I025l - Komisja 
Krzyża, Londyn; Medal Wojska po raz 1,2,3 i 4. Nr 18176, MON, Londyn; 
KrzyżPartyzancki NrF-6432; Odznaka Grunwaldu Nr 157926; Medal 
Zwycięstwa i Wolności 1945 r. Nr 1-66303. W pracy zawodowej: Srebrny 
Krzyż Zasługi, Złoty Krzyż Zasługi, Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia 
Polski. 
Red. Na podstawie dostępnej literatury (J Węgierski. AK na połu- 
dniowych i wschodnich przedpolach Lwowa. WYd. "PLATAN, Kryspinów 1995, 
i innych), udało się ustalić tożsamo,
ć jedynie kilka osób wymienionych przez 
autora wformie pseudonimów: "Stefan" - ppłk. Stefan Czerwiński; " Wilk" -por. 
Stanisław Kalinka, zastępca szefa sztabu wywiadu; "Lis" - ppor. Karol Borodej, 
szef wywiadu; "Mścibor" - ppor. Tadeusz Korzinek, kierownik sieci wywiadu 
wojskowego; "Orlik" - pchor. Wiktor Błażewski; "Kazik" - pchor. Krzysztof Do- 
nabidowicz; "Zygmunt" - pchor. Zygmunt Zbikowski. Podane przez autora imię 
"Mścibora " - Mieczysław - mogło być imieniem przybranego nazwiska. Nie 
wiadomo, czy pod pseudonimem " Orlik" kryje się Wiktor Błażewski, czy Zygmunt 
Krawec. Autor podał pseudo" Tatra ", które w rzeczywisto,
ci brzmiało" Tatar" 
(zapewne błąd przy pisaniu) i dotyczyło Stefana Stablewskiego, szefa wydziału 
wywiadu. 


[5] Zaświadczenie Komisji Likwidacyjnej dis b. AK na obszarze południowym, obszar 
śląski, l. ewid. 2373, Ewid.lO 1.
		

/p0020.djvu

			Str. 20 - SPOTKANIA ŚWIRZAN - Nr 81 


Red. Poniższy artykuł wybrano z czasopisma SEMPER FIDELIS nr 98 str. 
l. Dziękujemy Redakcji za przysłanie egzemplarza. 


Kazimierz Wesołowski 


Czy na to Ukraińców stać? 


J ak dotąd tylko Żydzi i Niemc
 żądają od Polski odszkodowania, teraz 
dołączyli do nich Ukraińcy. "Swiatowy Kongres Ukraińców" zwraca 
się do Rady Europy, Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w 
Europie, Unii Europejskiej i Organizacji Narodów Zjednoczonych o wy- 
warcie wpływu na rząd Rzeczypospolitej Polskiej z powodu otwartej 
odmowy potępienia, przeproszenia i wypłaty odszkodowań za akcję 
"Wisła" - takiej treści komunikat podała ukraińska telewizja 5 oraz strona 
internetowa Światowego Kongresu Ukraińców. ŚKU uważa, że akcja 
"Wisła" była "czystką etniczną i największą tragedią narodu ukraińskiego 
po Wielkim Głodzie z lat 1932-33 oraz ogromnych stratach poniesionych 
przez naród ukraiński podczas II wojny światowej". ŚKU wzywa prezy- 
denta Ukrainy i wszystkich Ukraińców do uroczystych obchodów 60. 
rocznicy akcji "Wisła". Centralne obchody ŚKU planuje zorganizować 28 
kwietnia br. w Przemyślu. 
Cofnijmy się do 1947 roku, w którym z południowo-wschodniej 
Polski wysiedlono około 140 tys. Ukraińców i Łernków (obywateli 
polskich) głównie na Ziemie Odzyskane. Rejony południowo-wschodniej 
Polski - głównie Bieszczady - były po wojnie miejscem schronienia band 
ukraińskich, którego udzielały im wsie zamieszkałe m.in. przez Ukra- 
ińców. Na tych terenach mimo zakończonej wojny nadal lała się polska 
krew. Należy więc z całą stanowczością stwierdzić, że reakcja władz PRL 
na akty terroru ze strony band UPA była prawidłowa i konieczna. Za morze 
krwi i bestialskie wymordowanie ponad pół miliona naszych rodaków 
spoczywających gdzieś w dołach bez krzyży, władze ówczesnej Polski 
przesiedliły 140 tys. Ukraińców z kurnych krytych słomą chat do dobrze 
urządzonych, murowanych poniemieckich gospodarstw. l to jest krzywda, 
za którą żądają odszkodowań. Ajakie powinny być nasze roszczenia? Za 
powstałą sytuację ponosimy niestety sami winę... Byliśmy pierwszym
		

/p0021.djvu

			Str. 21 - SPOTKANIA ŚWIRZAN - Nr 81 


państwem, które uznało i poparło powstającą Ukrainę. Daliśmy też dowód 
naszej solidarności z Ukrainą w okresie pomarańczowej rewolucji. Ale 
mądry Polak po szkodzie. Przecież już znacznie wcześniej spotkaliśmy się 
z przejawami wrogości ze strony czynników ukraińskich, czego 
najlepszym dowodem był i jest Cmentarz Obrońców Lwowa. W naszych 
sąsiadach drzemią nadal ciągoty rewizjonistyczne. Na przełomie stulecia 
stosowano powszechnie mapy Ukrainy po Kraków, a Rzeszów znajdował 
się w granicach tzw. Wielkiej Ukrainy. 
Wychodząca w Polsce, finansowana z budżetu naszego państwa, 
gazeta "Nasze Słowo" gloryfikowała ukraiński kabaret z Przemyśla, który 
na "XXII Jarmarku Młodzieży Ukraińskiej" w Sopocie dnia 14 września 
1998 roku prezentował wizyjną mapę wschodniej Europy. Młodzież 
Ukraińska łaskawie lokowała nas, Polaków, w zakolu Wisły, w tak zwanym 
"Wielkim Księstwie Kielecko-Radomskim ze stolicą w Warszawie". 
Część zachodnią Polski, położoną pomiędzy miastami - jak piszą - Danzig 
i Lignitz podarowano Niemcom, zaś na wschód od Wisły znalazło się 
państwo pruskie i ciągnąca się od Podlasia po Karpaty Ukraina. Po latach 
apetyt Ukraińców jest nadal duży, we Lwowie stało się bardzo popularne 
zawołanie: "Zapamiętaj Lasze szczo po Wysłu nasze". Wynika z tego, że 
roszczenia terytorialne Ukraińców sięgaj ą aż do połowy Krakowa. Należy 
pamiętać, że z punktu widzenia prawa międzynarodowego obowiązuje 


Grupa organizatorów oddziałów ukraińskich na słuźbie hitlerowskich Niemiec. 
W środku hauptman Szuchewycz, późniejszy dowódca ludobójczych bojówek.
		

/p0022.djvu

			Str. 22 - SPOTKANIA ŚWIRZAN - Nr 81 


Traktat Ryski, zgodnie z którym Kresy należą do nas. Po II wojnie świa- 
towej zostały nam zabrane w wyniku haniebnego układu Ribbentrop- 
Mołotow. Tak więc sprawa granic polskich jest ciągle otwarta i nie chodzi o 
ich rewizję, lecz prawne uregulowanie takie, jakie zrobiliśmy już z Niem- 
cami, Czechami i Litwinami. Trzeba tu też przypomnieć, że ukraiński przy- 
wódca polakożerca - Stefan Bandera mówił, że dla dobra współpracy 
polsko-ukraińskiej należy Polakom oddać Wschodnią Małopolskę i Ka- 
mieniec Podolski. 


Oto przykład działania rze- 
komo przyjacielskiego naro- 
du ukraińskiego - umoco- 
wanie popiersia rizunów 
Polaków na ścianie polskiej 
szkoły we Lwowie. Na pew- 
no ten akt nacjonalistów nie 
jest przejawem poszerzania 
grona przyjaciół. Potrzeba 
powiększania liczby 
wrogów, jest dla nich tak 
niezbędne jak ścierwo dla 
hieny. 


Unicki metropolita Andrzej Szeptycki 
wygnany przez Sowietów z własnego pałacu 
przy katedrze św. Jura, umierał w pałacu 
arcybiskupa rzymskokatolickiego, który 
udzielił mu gościny. Ostatnie słowa skiero- 
wane przez metropolitę unitów do swoich 
kapłanów brzmiały: "Tylko z Polakami". 
Zawziętość Ukraińców nie ma jednak granic. 
Ukraińska gazeta "Postup" dnia 4 sierpnia 
1998 roku zamieściła artykuł Jurija Woło- 
szczaka "Na wadze", w którym autor o 
kompromisie w sprawie cmentarza Obroń- 
ców Lwowa pisał: "Kompromis mógłby być 
dobrym, gdyby te wszystkie lwy i napisy po 
ekshumacji i ponownym pochowaniu były 
ustawione w jednym z polskich miast. Ba, 
nawet (z szerokim gestem) moglibyśmy na 
dodatek oddać pomnik "poety zdrajcy" 
Adama Mickiewicza - albo do Wilna albo do 
Warszawy". W tym samym artykule autor 
napisał: "Ukraińcy w ogóle są z natury ła- 
godni". To właśnie łagodność popychała 
ukraińskich rezunów do wyrzynania polskiej 
ludności na Kresach. O tym my kresowiacy 
pamiętamy i nie dziwi nas, że we Lwowie 
paliło się polskie flagi narodowe, niszczyło 
odnowione groby Orląt oraz wznosiło o- 
krzyki "ryzaty Lachiw", czyli rżnąć Polaków. 
Ukraińcom zorganizowano w Polsce 
szkoły podstawowe i średnie z językiem 
wykładowym ukraińskim, otworzono szereg 
klubów i świetlic, systematycznie wychodzi
		

/p0023.djvu

			Str. 23 - SPOTKANIA ŚWIRZAN - Nr 81 


ukraińska prasa. Przez dziesiątki lat jako chrześcijański naród nad- 
stawialiśmy policzek. Sądzę, że w związku z nieuzasadnionyrni żądaniami 
Ukraińców o odszkodowanie i robienie skandalu na skalę międzyna- 
rodowąnależy temu położyć kres. To nam się coś od Ukraińców należy. To 
nie tylko my, ale i Ukraińcy powinni pamiętać, że Kresy to ziemia naz- 
naczona naszym wielkim cierpieniem, którego sprawcami są przede 
wszystkim oni. Żyjemy w czasach trudnych. Dziś trzeba budować sojusze 
i przyjaźnie, ale czy za wszelką cenę? 
Zapomniały o tym władze samorządowe Warszawy, które ku 
uciesze Ukraińców podjęły działania zmierzające do likwidacji Instytutu 
Kresowego, który miał być placówką krzewiącą polską kulturę i historię 
kresową. Decyzja Rady Miasta Warszawy obcinająca budżet Instytutu o 
1/3 zmierza wielkimi krokami do j ego zagłady. ł nie można się temu dziwić 
skoro Gak informują środki przekazu) Platforma Obywatelska uważa 
Instytut Kresowy za "fanaberię polityczną". To poraża. 
Układanie dobrosąsiedzkich stosunków z Ukrainą nie jest łatwe. 
Utrudnia to odmienny stosunek do przeszłości i wzajemny brak zaufania. 
Trudności w porozumieniu może przełamać tylko cierpliwe kształtowanie 
cywilizowanych form współżycia. Czy na to Ukraińców stać? 
Red. Wcale nie trudno wyobrazić sobie postępowanie władz ukra- 
ińskich, gdyby nagle w r. 2008 na terenie Kresów Wschodnich pojawiło 
się kilka tysięcy uzbrojonych Polaków, którzy blokowaliby drogi, ściągali 
od mieszkańców podatek i żywność oraz likwidowali lokalnych milicjan- 
tów i osoby nie pragnące współpracy. 


Piotr Rura 


Śmierć dwóch Polaków w Chlebowicach Świrskich 


D o roku 1939, do chwili wkroczenia Armii Czerwonej Bazyli Mu- 
zyka był w Chlebowicach sołtysem i komendantem Straży Po- 
żarnej. Po zajęciu po raz drugi wschodnich terenów Polski przez 
armię sowiecką w lipcu 1944 r., rozpoczęto tworzyć urzędy wiejskie tzw. 
silrady. Na wiosnę tego roku Michał uciekł z wioski i do tego czasu 
mieszkał w Świrzu, bo obawiał się utraty życia. Razem z nim przebywał 
Michał Kuchmistrz. Bandy upowskie grasowały nie tylko podczas oku-
		

/p0024.djvu

			Str. 24 - SPOTKANIA ŚWIRZAN - Nr 81 


pacji niemieckiej, ale również, przez dłuższy czas, po przybyciu So- 
wietów. 
Gdy utworzono si/radę w Chlebowicach Świrskich, późnąj esienią, 
a może na przełomie roku 1944/1945, Muzyka dostał propozycję od władz 
sowieckich z Przemyślan objęcia funkcji przewodniczącego rady wiejskiej 
- holowy si/rady, a Michał Kuchmistrz sekretarza tej rady. Obaj przyjęli 
propozycję. Urząd ten utworzono w miejscowej szkole, dobrano kilku rad- 
nych Ukraińców, a na czas urzędowania przydzielono do ochrony kilku 
rosyjskich żołnierzy albo ochotników ls tre b itieln ego Batalionu. 
Pewnego dnia, pod koniec lutego albo na początku marca 1945 r., 
kiedy nie było wojskowej obstawy urzędu, pod szkołę zajechały sanie, a 
jadący nimi mężczyźni weszli do szkoły. Po chwili upowscy, bo chyba to 
byli oni, wyprowadzili na podwórko Michała Kuchmistrza i zastrzelili na 
miejscu, a Bazylego Muzykę posadzili na sanie i odjechali w kierunku 
Grabnika, niewielkiego przysiółka Chlebowic Świrskich, leżącego na 
południowy-wschód od wioski. 
W jaki sposób został zamordowany? tego dokładnie nie wiem, po- 
nieważ krążyły różne wersje tego mordu. Jedno jest pewne, że był bardzo 
męczony a jego ciała nie odnaleziono. Można sądzić, że celowo rozgła- 
szano o okrutnej śmierci B. Muzyki w celu zastraszenia mieszkańców, by 
nikt nie obejmował takiej funkcji. 
N astępnego dnia żona Michała, płacząc, zbierała na podwórku 
szkolnym krew na śniegu. Zdaje mi się, że tragicznego dnia budynek szkol- 
ny mógł być pod obserwacją albo radni ukraińscy dali znać o nieobecności 
obstawy. 
Ja w tym czasie przebywałem już w Chlebowicach razem z mamą, 
bo ojciec został zabrany do wojska. W nocy spałem w schronie, zaś w dzień 
mogłem się poruszać po wiosce, bo często przyjeżdżali sowieccy żołnierze 
lub ochotnicy z Istrebitielnego Batalionu.
		

/p0025.djvu

			Str. 25 - SPOTKANIA ŚWIRZAN - Nr 81 


Bronisław MJ Kamiński 


Tradycje szlachty zagrodowej w kulturze wsi kresowej 
na przykładzie Wicynia (cz. I) 


Legendarne, piękne początki 


H istoryczne początki Wicynia sięgają XIV wieku. Legendarne zaś, 
mogły mieć miejsce za czasów ostatniego króla piastowskiego 
Kazimierza Wielkiego lub jeszcze wcześniej. Z całą pewnością 
Wicyń pojawia się w dokumentach pisanych za czasów Władysława Ja- 
giełły, w 1389 r. Nie znamy dokładnie jego początków. Możemy sobie 
wyobrazić, że idący na wschód rycerze polscy znaleźli się w paśmie 
Gołogór, w pięknej dolinie, nad zwolna płynącą czystą małą rzeczką, gdzie 
mogli popasać konie i odpocząć po trudach marszu. Wszędzie smaczna 
trawa dla koni, otwarte łany i nie porośnięte nazbyt lasami zachęcały do 
pozostania, a przynajmniej do założenia miejsca na obóz rycerski ułat- 
wiający przemarsze. Dobre miejsce na czatownię wśród osłaniających pa- 
górków . Lasów było w sam raz tyle ile potrzeba do ochrony i na budowę. 
Źródła wód tryskały i zapraszały do picia. Gdyby wśród tego rycerstwa był 
jakiś mnich poszukujący zdrowych wód, to zapewne zacząłby organi- 
zować picie wód i kąpiele. Tak mógłby narodzić się Wicyń Zdrój. 
Gdyby ów Wicyń ze wszystkimi swoimi walorami leżał na Dol- 
nym Śląsku, to zapewne byłby dzisiaj uzdrowiskiem. Do dzisiaj te walory 
trwają i Wicyń - już jako ukraińska Smerekivka - ma wielkie szanse być 
turystycznym zapleczem wielkiej aglomeracji lwowskiej. A wtedy, w XIV 
wieku, tu, na wschodzie, na Podolu, Wicyń stał się rycerskim obozowis- 
kiem, potem osadą rycerską, zaopatrującą wojsko i dającąmu odpoczynek. 
Rycerski charakter Wicynia i jako czatowni i jako dostarczyciela 
żywności utrzymywał się przez wiele stuleci. Liczne wojny na Podolu były 
chlebem codziennym naszych ojców. Co trzy lata mała wojna, co pięć lat 
większa lub wielka wojna. Gdy nieprzyjaciel nadchodził zapalano na 
wzgórkach wici; ostrzegano że idą. W pobliskim Dunajowie król Wła- 
dysław Jagiełło miał swój zamek. Wicyń leżał więc pod samym małym 
królewskim grodem, a mieszkańcy Wicynia wędrowali do kościoła właś-
		

/p0026.djvu

			Str. 26 - SPOTKANIA ŚWIRZAN - Nr 81 


nie do Dunajowa, bowiem to była 
jedna parafia. Najbliżej Duna- 
jowa położona była wicyńska 
dzielnica Mereszówka. Domy 
wicyńskie rozrastały się wzdłuż 
drogi do Dunaj owa i gdyby nie te 
straszne wojny, sięgnęłyby Du- 
naj owa. Kogo widzieli i kogo 
słuchali nasi ojcowie i nasze mat- 
ki w tamtych czasach i wreszcie: 
kto mógł chodzić drogami Wi- 
cynia, popijać wodę z kiemie, 
rozglądać się po pięknej okolicy 
i pozostawić tu swego ducha? 
Możemy śmiało powiedzieć, że 
byli to wtedy najważniejsi i naj- 
dzielniejsi ludzie w Polsce. Nasi 
Wicyńscy przodkowie słuchali w 
Dunajowie kazań jednego z naj- 
większych ówczesnych bisku- 
pów Grzegorza z Sanoka, który 
będąc arcybiskupem lwowskim 
najczęściej przebywał w Duna- 
jowie. To on, w końcu XV wieku 
ufortyfikował Dunajów, a zamek 
królewski stal się zamkiem i pa- 
łacem arcybiskupów lwowskich. 
Do dziś na kościół katolicki w 
Dunajowie mówi się "katedra", 
bowiem był to kościół biskupa. 
Będąc w Dunajowie w 
2002 r. dowiedziałem się od miej- Topograficzna mapa okolic Wicynia. 
scowych ludzi którędy przebie- 
gał tunel podziemny pomiędzy 
zamkiem a katedrą. Za czasów Grzegorza z Sanoka przybywał przez kilka 
lat w Dunajowie jeden z najbardziej wpływowych ludzi kultury w Polsce 
i liczący się w ówczesnym świecie - pisarz, historyk, polityk Kallimach,
		

/p0027.djvu

			Str. 27 - SPOTKANIA ŚWIRZAN - Nr 81 


późniejszy wychowawca synów króla Kazimierza Jagiellończyka. Ten 
wielki Włoch wiódł niezwykle bujne życie i zapewne wybierał się na 
spacery do Wicynia. Tędy były bowiem piękniejsze drogi do spacerów, 
aniżeli z Dunajowa w stronę Białego, czy Potoczan. Nasi ojcowie zało- 
życiele Wicynia mieli więc najprzedniejsze towarzystwo ówczesnych 
czasów. Ale też mieli wiele zagrożeń. Tędy ciągnęły zagony mongolskie, 
tatarskie, tureckie, a potem kozackie. Ludność Wicynia walczyła, chroniła 
się w górach i za murami Dunaj owa. Wielu nieprzyjaciel zabierał do 
niewoli, w jasyr, i zapewne krew wicyńska płynie do dzisiaj w tatarskich, 
tureckich a także i w kozackich żyłach. 
Za czasów Sobieskich, w XVII wieku, Tatarzy szczególnie dot- 
kliwie potraktowali Wicyń. Dlaczego Wicyń... wycięli? Może napotkali 
silny opór. I czy wycięli całą ludność wicyńską, jak to niektórzy utrzy- 
mują? Kto zna Wicyń, ten wie, że ludność miała możliwości ratowania się 
ze względu na teren dobry do ukrycia. N ie wszyscy więc zginęli. 


Zaścianek szlachecki czy osada mazurska 
Część ludności ocalała. Wieś jednak została tak dalece spustoszo- 
na, że Sobiescy sprowadzili osadników z centralnych dzielnic Polski. 
Takich osadników nazywano na Ukrainie "mazurami". Przyjmuje się, że 
mazurami nazywano ludzi pochodzących z Mazowsza. Mój ojciec mówił, 
że według tradycji jaką zna, nowych osadników do Wicynia sprowadzono 
z Małopolski (ówczesne ziemie krakowska, sandomierska, zamojska, 
rzeszowska). Tych także miejscowi nazywali "mazurami". Osadnictwo 
mazurskie było być może - także mazowieckiego pochodzenia. Może je- 
dni byli z Małopolski, inni z Mazowsza. 
Bardzo interesujące i kompetentne badania Józefa Argasińskiego 
nad gwarą Wicyńską przybliżą historyczną prawdę. Osadnictwo to mu- 
siało zmienić charakter Wicynia. Z dawnej osady rycerskiej, w której ry- 
cerstwo przemieniało swój tryb życia na osiadły, z tej więc osady rycersko- 
szlacheckiej powstawała w połowie XVII w. osada mazurska. Surowe 
warunki życia w Wicyniu nadawały tej osadzie charakter wojenno- 
chłopski. Ponieważ Wicyń odróżniał się ową "mazurskością" od innych 
okolicznych miejscowości, przeto wicyniaków nazywano "mazury wi- 
cyńskie", co wicyniacy odbierali jako równoznaczne ze słowem "Polacy". 
Pewna krewkość i hardość wicyniaków powodowała, że o niektórym 
mówiono, że ma "mazureczą duszę". Tak mawiał mój dziadek Franciszek
		

/p0028.djvu

			Str. 28 - SPOTKANIA ŚWIRZAN - Nr 81 


Chady. Zaznaczmy w tym miejscu, że krewkość i hardość nigdy nie była 
łączona z potulnością chłopską, ale przede wszystkim z pewną wojow- 
niczo-zaczepną swobodą rycerskiej drobnej i średniej szlachty. Przybyli 
osadnicy mieli duszę szlachecką, choć wyglądali dość biednie. Wincenty 
Pol tak opisywał owych "mazurów": "Szlachcic z ubogiego Mazowsza, 
kiedy mu doskwierała bieda, naładował mażę (wóz) dziećmi i worami z 
prosem, wziął topór, parę sług wiernych, kojec z drobiem: żona płacząca 
wzięła obraz cudowny Matki Boskiej, nasiona czosnku, cebuli, czarnuszki 
i kopru, którego na nowych grzędach nie ma, wzięła kilka kociołków że- 
laznych, książkę do modlitwy, papiery rodowe, świętości domowe i sia- 
dłszy na mażach, jechała w świat nieznany i tuliła dzieci koło siebie, kiedy 
szlachcic z sługami szedł koło mażów pieszo i rozpatrywał się po kraju, 
gdzieby tu osiąść." 


Kościół w Wicyniu, obecnie cerkiew grekokatolicka. Rysunek skopiowany 
z okładki ksiąźki J. Argasińskiego, Wicyń - niezwykła wieś na Podolu.
		

/p0029.djvu

			Str. 29 - SPOTKANIA ŚWIRZAN - Nr 81 


Ze względu na ten "mazurski" charakter Wicynia, nie mówiono o 
Wicyniujako o zaścianku szlacheckim. Okoliczne miejscowości mniejsze 
od Wicynia - Białe, Potoczany, także Dunajów, traktowane były jako zaś- 
cianki szlacheckie. Wicyń w tym kontekście nie występował. Był "mazur- 
ski", "polski", a przez tę mazurskość, w jakiejś mierze egalitarny. 
"Byliśmy bardziej polscy i szlacheccy od innych dookoła, i to dziwne, że 
zaścianka w Wicyniu nie dostrzeżono" - powiedziała pewna mieszkanka 
Wicynia. W Białym na przykład mieszkali Polacy i Ukraińcy. Żyła tam 
także szlachta ukraińska, ale ta nie jest przedmiotem tego opracowania. Na 
tle licznych mieszkańców ukraińskich (Polacy stanowili mniej niż połowę 
mieszkańców) Polacy pragnęli wyróżniać się pewną odrębnością. 
Podkreślali więc swoje pochodzenie szlacheckie i przez to mogli 
mieć wyższy status społeczny i być zauważeni. Takiej potrzeby w Wicyniu 
nie było. Najlepiej to widać w tych rodzinach, w których jedni mieszkali w 
Wicyniu a inni w Białym. Na przykład Kamiński z Białego występował 
wśród rodów szlacheckich w Białym, a jego bliscy krewni z Wicynia nie 
przykładali do tego żadnej wagi i nigdzie takich zapisów nie czynili. Piotr 
Nowosielski herbu Sas, spokrewniony z Kamińskimi z Potoczan i Białego 
pisze, że wszyscy Kamińscy (z Wicynia, Potoczan i Białego) wywodzą 
się z Potoczan. Nie wykluczone, że wywodzą się z Wicynia, ale po rzezi 
tatarskiej z początków XVII wieku rozsiedlili się po okolicznych miej- 
scowościach. 
Podobnie zdarzyło się w czasie II wojny światowej, gdy Kamińscy 
z Białego sprowadzili się do Wicynia jako miejsca bardziej bezpiecznego 
przed napadami UPA. Wicyniakowi do jego tożsamości wystarczało to, co 
było najważniejsze: jego poczucie, że jest Polakiem, i to że go nazywano z 
tego powodu "mazurem". Status szlachecki nie był mu do niczego po- 
trzebny. Nie musiał wywyższać się nad Ukraińca (jak w Białym lub innym 
podobnym zaścianku) bowiem Ukraińców tu nie było, a ciężko harował 
sam na swoim własnym polu i czuł się panem na swojej często biednej - 
zagrodzie. Nie mogła być ta zagroda bogata, skoro była nazbyt często 
niszczona. Tak wytworzył się egalitaryzm wicyński, czyli pewne poczucie 
równości. 
Warto wspomnieć, że równość wśród szlachty była czymś po- 
wszechnym w Polsce. Szlachcic nie znał hierarchii w ramach swojego 
stanu. W Wicyniu brzmienie nazwisk nie stanowiło barier pomiędzy 
mieszkańcami. Ci, których nazwiska kończyły sięna ,,-ski" i ,,-cki" i którzy
		

/p0030.djvu

			Str. 30 - SPOTKANIA ŚWIRZAN - Nr 81 


mieli poczucie długiego trwania rodziny (ponad 200 lat) wchodzili w 
powiązania poprzez małżeństwa z rodzinami o nazwiskach bardziej po- 
tocznych. 
To mieszanie się w ramach "mazurskiej" społeczności - ciągnęło 
w górę, a nie ku dołowi. Tożsamość polska umacniała się. "Mazurskość" 
w Wicyniu znaczyła to samo co "polskość", "szlacheckość" i bycie kato- 
likiem. Ta jednorodność polska mieszkańców Wicynia nie była zbyt 
częstym zjawiskiem na Podolu. Józef Argasiński określił Wicyń jako 
wyspę w morzu ukraińskim i polsko-ukraińskim, na której mogły prze- 
chować się zwyczaje, tradycje, język i zasady życia społecznego w sposób 
niemal laboratoryjny od czasów dawnego napływu mazurów i ich sto- 
pienia się z tymi, którzy pozostali po tatarskim wycięciu. 


CDN 


Józef Wyspiański 


Apele Aleksandra Cetn era, kasztelana halickiego 


Z Akt grodzkich i ziemskich znanych jest kilka apeli (wezwań, odezw, 
uniwersałów, itp.) kierowanych do szlachty z powiatu halickiego, 
trembowelskiego i kołomyjskiego przez Aleksandra Cetnera, peł- 
niącego funkcję kasztelana halickiego. W tym czasie mieszkał on w swojej 
posiadłości, którą był świrski zamek, choć zapewne z racji pełnionej 
funkcji przebywał nie tylko tam. [1] 
Dziękuję prof. Andrzejowi Żakiemu za pomoc w tłumaczeniu wy- 
stępujących wyrazów i zwrotów łacińskich. 


[l] Nazwa kasztelan wywodzi się od łacińskiej nazwy grodu castellum. Kasztelana mia- 
nował król. W wieku XVII sprawował on władzę nad grodem i okręgiem zwanym ka- 
sztelanią, podstawową jednostką administracyjną i nie mógł piastować innych urzędów 
ziemskich ani starostw. Zajmował się obroną grodu i kasztelanii, ściąganiem danin i po- 
winności od poddanych oraz sądownictwem. Miał obowiązek gromadzenia pospolitego 
ruszenia i doprowadzenia do wojewody. W owym czasie był podział na dwie grupy 
kasztelanów, ważniejszych i mniej ważnych, a przykładem kasztelan lwowski był 
ważniejszy od halickiego. Kasztelan powiatowy, jak halicki zasiadał w senacie, ale nie na 
krzesłach tylko na ławach stojących z tyłu. Por. Trzaski, Everta i Michalskiego 
Encyklopedia Staropolska, t.II, str. 567.
		

/p0031.djvu

			Str. 31 - SPOTKANIA ŚWIRZAN - Nr 81 


W tych odpisach dawnych dokumentów podane są daty jego pism, 
związanych ze Świrzem, gdzie stale przebywał, i odnoszą się do dnia 
12.01.1657, 17.05.1657, 05.06.1657, 10.06.1657, 17.06.1657, 
22.01.1659,10.06.1668,14.08.1668 i 13.09.1671 r. Te i inne, bo zapewne 
takie były, dowodzą o istnieniu kancelarii kasztelańskiej w Świrzu, za- 
trudniającej pisarzy znających łacinę, kopiarzy do przepisywania tekstów 
odezw i apeli oraz gońców, którzy rozwozili powielone dokumenty po 
terenie powiatu halickiego, trembowelskiego i kołomyjskiego,jak wynika 
z adresatów wymienionych w dokumentach. [2] 
Pośród wymienionych apeli napisanych w Świrzu przytoczono 
treść dwóch: z datą 14.08.1668 r. i 13.09.1671. Warto przytoczyć jeden i 
drugi, ze względu na zawarte w nich dodatkowe informacje. Pierwszy ma 
treść jak niżej, choć ze względu na użytą łacinę nie wszystko jest zro- 
zumiałe. 


l. Jaśnie Wielmożnym Wielmożnym a m. w. m. pp. i braciej przy zalecaniu 
usług moich braterskich czynimy tak powiatowi halickiemu, trembo- 
welskiemujako i kołomyjskiemu, iż na sejmiku przeszłym IchMć. pp. bracia 
uchwalili popis pro prima Septembris [na pierwszego września] 
zaczemeśmy miejsca nie naznaczyli do skupienia się, tedy między Boł- 
szowcem a Haliczem na tej stronie, gdzie karczma halicka, ex o/ficio meo [z 
mego urzędu] naznaczam. Tamże się skupiwszy, nie będzieli się miejsce 
WM pp. i braciej podobało, wolno będzie gdzie miejsce upatrzywszy ruszyć 
się na sposobniejsze dla paszy, a ja, da P Bóg, w sobotę, jeżeli mi P Bóg 
zdrowia użyczy, summo mano [być może] do usług WMć lnm. pp. i braciej 
przybyć nie omieszkam. A ten popis dependent ab ojjicio terrestri Halicien- 
si [zależą od halickiego urzędu ziemskiego]. Tedy, aby wcześnie bez 
omieszkania Ich Mć pp. przybyć raczyli, upraszam. A na ten czas powol- 
ność usług moich w łaskę WMć pp. i braciej oddawszy ten uniwersał kaza- 
łem do ksiąg grodzkich halickich i trembowelskich dla lepszej pewności 


[2] Data 12.01.1657 widnieje w AGZ, t. 24, str. 129 w przypisie 1); data 17.05.1657 jest w 
AGZ, t. 24, str. 130 w przypisie 1); daty 05, 10 i 17.06.1657 są w AGZ, t. 24, str.132 w 
przypisie 1); data 22.01.1659 jest w AGZ, t. 24, str.150 orędzie zwołujące sejmik dla 
naradzenia się nadsplatądlugu do skarbu; data 10.06.1668jestrównieżwt. 24, str. 268, w 
autorskim przypisie l): 10 czerwca ze Świrza doniósł szlachcie halickiej kasztelan Cetner, 
że lubo pospolite ruszenie w innych powiatach nie przyszło do skutku, on wzywa jednak 
szlachtę halicką, by mimo to była w gotowości stawienia się na rozkaz króla.
		

/p0032.djvu

			Str. 32 - SPOTKANIA ŚWIRZAN - Nr 81 


Zamek świrski zbudowany przez A. Cetnera. Fot. Andrzej Kleszczyński. 


podać, a sam zostawam WMć pp. i bracie} cale życzliwym bratem i powol- 
nym sługą. W Świerzu 14 Augusti 1668. Alexander Cetn er, kasztelan 
halickimp. [mp - manu propria - własnoręcznie]. 


2. Et in continenti ministerialis regni gen era lis nlis. Sebastianus Cze- 
chowski de Trembowla offzcio praesenti notus palam libeque recognovit se 
suprascriptas literas universales mici, Alexander Cetner, casteZZani Hali- 
ciensis designationem loci in conventu particulari Ha liciens i de 
expeditione gen era li beZlica laudatam ex mandato ojJici praesentis tam in 
castro quam in circula civitatis Tremboviensis in praesentis diversiae 
conditionis hominum publicasse ad notitiam omnium deduxisse, de quo 
praesens relatio. Ex actis casr. capit. Tremb. extraditum. [I bezzwłocznie 
woźny jeneralny królestwa szlachetny Sebastian Czechowski z Trembowli 
niniejszemu urzędowi znany, publicznie zobowiązał się, że on wyżej 
wzmiankowane uniwersały szlachetnego Aleksandra Cetnera kasztelana 
halickiego publicznie ogłosił i podał do wiadomości o czym mówi 
niniejsza relacja, że wyznaczenie miejsca na specjalny sejmik halicki w
		

/p0033.djvu

			Str. 33 - SPOTKANIA ŚWIRZAN - Nr 81 


sprawie powszechnej ekspedycji wojennej zostało zaaprobowane z mocy 
tego urzędu, zarówno w grodzie, jak i wśród obywatelstwa 
trembowelskiego, w chwili obecnej złożonego z ludzi różnego stanu. Z akt 
grodzkich starostwa trembowelskiego wydane.] 


3. A ponieważ wyprawiliśmy de medio [spośród nas] braciej naszych IchMć 
pp. obywatelów powiatu trembowelskiego posłów dwóch do Imci p. 
kasztelana halickiego jako direktora naszego z listami i instrukcyą takową, 
że nie rychło wysłany jest ten uniwersał do grodu trembowelskiego tak 
prędko stawić się na popis, pro die prima Semptembris [na pierwszego 
września], rzecz nie można i nie podobna, zaczem raczcie się panowie i 
bracia zatrzymać i nie trudzić pro eadem die prima Septembris [na ten sam 
dzień pierwszego września], póki deklaracya nie będzie od IMci p. Kasz- 
telana i wszystkich IchMciów pp. obywatelów ziemi halickiej, którą to 
deklaracyą otrzymawszy Imć p. rotmistrz nasz osobnym uniwersałem 
swoim obeszle Wciów nn. w. m. pp. i braciej, obdestynując [wyznaczając] 
na który dzień i które miejsce zjechać się na popis potrzeba. [3] 
Tekst drugiego dokumentu, w którym A. Cetner wzywa szlachtę do 
przybycia na sejmik, jest bardziej czytelny, a ponadto zawiera informację o 
niezbyt pochlebnym postępowaniu kasztelana w latach poprzednich. 


l. JWnym W m. w. m. pp. i braci IMciom pp. obywatelom i wszystkiemu 
rycerstwu powiatów halickiego, trembowelskiemu i kołomyjskiemu m. m. 
pp. przy pokłonie l1'lOim braterskim. Poczuwając się w powinności mojej, 
którąście WM. m. pp. na mnie włożyli, podaję do wiadomości WM m. m. 
pp. iż już Imć p. Mrozowicki, pisarz nasz ziemski halicki i Imć p. Łabęcki 
posłowie nasi powrócili od boku J Kr. Mci p. n. m., zaczem czas naznaczam 
pro vigesima secunda praesenti [na dzień 22. tego miesiąca] do wysłu- 
chania Imć m. m. pp. i braci, którzy obszerną WM pp. dadzą relacyą od J 
Kr. Mci sobie podaną. A po wysłuchaniu IMciów m. m. pp. życzę tego, 
abyście WMć pp. do aJektacyej J Kr. Mci p. m. m. i do potrzebnej barzo 
obrony na zaszczyt powiatów naszych łaskawymi się stawili. 
2. A lubom chciał przybyć, jakoż wolałbym do usługi WMć m. m. pp. 
przybyć, ale że pieniackie mi postępki tego niedopuszczają, bo do Lublina 
pro 21 praesentis [na dzień 21. tego miesiąca] stawić się muszę, w starości 


[3] A GZ, t. 24 str. 277-278. WBC (www.wbc.poznan.pl).
		

/p0034.djvu

			Str. 34 - SPOTKANIA ŚWIRZAN - Nr 81 


tedy mojej pewien tego jestem po WM m. pp. że nie mnie, ale gwałtownym 
potrzebom moim dać miejsce zechciecie, że pod ten czas zarówno z WM 
pp. na tej konsulcie być nie mogę. Pana Boga jednak w starości mojej 
prosić będę, aby WM. m. m. pp. dodawał Aja naznaczając i składając pro 
vigesima prima praesentis [na dzień 21. tego miesiąca] czas sam żegnając 
WM m. m. pp. zwykłej miłości WMć m. m. pp. całe się oddaję. Datum w 
Świerzu die decima tertia Septembris anno 1671 [Datowany w Świrzu, 30 
września 1671 r.] L. S. Alexander Cetner casteZZanus Haliciensis. [4] 
Cetner narzeka w nim na konieczność osobistego stawienia się w 
Lublinie, zapewne przed sądem królewskim (trybunałem), za popełnione 
wylaoczenia przeciwko prawu. Nie jest znana dokładnie liczba jego obec- 
ności na posiedzeniach sądowych, ale był wzywany za napady i gwałty 
popełnione w ziemi lwowskiej. 
Choć nie są znane wyroki trybunału laólewskiego, A. Cetner mu- 
siał popaść w niełaskę laóla, o czym mogą świadczyć wielolaotne próby 
przyznania całych Stók, których był właścicielem w połowie. Być może, że 
raz starał się o nie osobiście, ale nie otrzymał. Od r. 1654 apelowali do laóla 
w tej sprawie posłowie haliccy (lata 1658,1661,1664,1665, l666i l674),z 
upoważnienia sejmików. Jednak administracja laólewska nie uwzględniła 
ich próśb. Po śmierci Cetnera szlachta jeszcze proponowała w r. 1678 
przyznanie Stók Janowi Cetnerowi, staroście szczurowieckiemu, a także 
kasztelanowi halickiemu, synowi Aleksandra, który zdaje się też ich nie o- 
trzymał. 
N atomiast starostą stockim tytułował się Dominik Cetner, osoba 
znana z dokumentów z byłego archiwum parafialnego w Świrzu, podpisy- 
wanych przez niego, choć nie jest znane powiązanie pomiędzy Janem i Do- 
minikiem. [5] 
Ponadto w punkcie drugim cytowanego dokumentu z r. 1671 kasz- 
telan żali się na sw oj ą starość. W jednym dokumencie jest wzmianka oj ego 
latach służenia Polsce: Wszystkie wieku lata WIMć p. Alexandra Cetnera 
kasztelana naszego nie tylko ziemie naszej, ale wszystkiej Rzplitej polskiej 
przez lat 40 walecznemi ozdobione wojen okazyami. ... [6] 


[4]jw., str. 324. 


[5] W r. 1758 jako starosta stocki znany jest Dominik Cetner, właściciel Świrza. 


[6]jw., str. 144, pkt. 9w: Tnstrukcjasejmiku na sejm walny z dnia 16.06.1658 r.
		

/p0035.djvu

			Str. 35 - SPOTKANIA ŚWIRZAN - Nr 81 


Ponieważ zapis ten pochodzi z r. 1658, to łatwo obliczyć, że wojen- 
ne rzemiosło A. Cetner rozpoczął ok. 1618 r. (dwa lata później walczył pod 
Cecorą, w r. 1632 był rotmistrzem królewskim). Przyjmując jego ów- 
czesny wiek na ok. 20 lat, prawdopodobnie urodził się w r. 1598. Gdy więc 
zmarł w r. 1675 (nie wiadomo czy wtenczas był jeszcze świadkiem napadu 
i skutecznej obrony zamku świrskiego ), miał ok. 77 lat. Można powie- 
dzieć, że j ak na owe czasy dożył sędziwego wieku. 


Michał Błaszków 


Rodakom z kresów wschodnich, 
w podzięce za krzewienie 
kultury naszych ojców 


Chciałbym... 


Chciałbym powrócić do młodzieńczych lat, 
Do złocistych wiosen, kwitnących topoli, 
Do domów Oj ców, w którym mój świat, 
Pozostał tam - tu serce boli... 


Chciałbym choć raz przejść się po zagrodzie, 
Dotknąć łanu złocistych kłosów. 
Wyszeptać słowo - jestem tu ogrodzie... 
Usłyszeć szmer szczerych odgłosów! 


Chciałbym przytulić tylko raz, 
Strumień tej wody w szemrzącym potoku. 
Dotknąć barwę ziemi - rozliczyć czas, 
Z tęsknotą łez zgubionych w mym oku.
		

/p0036.djvu

			Str. 36 - SPOTKANIA ŚWIRZAN - Nr 81 


Chciałbym każdemu podać dłonie, 
Odszukać w nich część moich dni. 
Przywitać chmury w nieboskłonie. 
Przypomnieć innym jak się tli... 


Tęsknota z żalem sercem targa... 
W spomina czas z rodzinnych stron, 
Jakże dręczony szept na wargach, 
Z dumą przybliża stary dzwon. 


Wieżę kościelną, głos kapłana 
I znowu czeka na spotkanie. 
Z różańcem w ręku i od rana 
Błaga żałośnie - pomóż Panie! 


Pomóż mi spełnić me marzenie... 
Wejrzało słońce spoza krat, 
Skąd moja młodość, skąd korzenie. 
Tam mój pozostał piękny świat!! 


Józef Wyspiański 


Świrzanie 
W Kresowym Ludowym Wojsku Polskim (cz.II) 


K olejny etap losu świrzan, wezwanych do odbycia służby wojsko- 
wej, to przekazanie ich polskiej administracji wojskowej. Tylko 
niektórym udało się przebyć trasę ze Lwowa do Polski względnie 
wygodnie. Znany jest jeden przypadek przewozu jakimś środkiem loko- 
mocji. Do Lwowa zgłosił się polski oficer w stopniu kapitana, odebrał od 
władz sowieckich 30 poborowych i przewiózł ich samochodem do
		

/p0037.djvu

			Str. 37 - SPOTKANIA ŚWIRZAN - Nr 81 


Grupa świrzan jako saperzy. Kozienice, maj 1945 r. Stoją (od lewej): 1- 
Franciszek Słabicki, 2 - Stanisław Wyspiański, 3 - Andrzej Zając, 4 - Józef 
Zieliński, 5 - Roman Mudrak; leżą (od lewej): 1 - Michał Łaba, 2 - Michał 
Wyspiański, 3 - Wojciech Wyspiański. 


Rzeszowa. W asyście jechały dwa samochody terenowe (jeep 'y), jeden z 
przodu a drugi z tyłu. N a miej scu poborowi wykąpali się w kolej owej łaźni, 
otrzymali umundurowanie i dokumenty oraz przechodzili szkolenie 
rekruckie, trwające ponad miesiąc. Po tym czasie przyjeżdżali "kupcy" z 
jednostek liniowych i wyznaczali osoby celem uzupełnienia stanu w swo- 
ich jednostkach. Na miejscu przechodzili dodatkowe przeszkolenie, w 
sąsiedztwie ftontu, gdzie zapoznawano ich ze specyfiką walki: właści- 
wościami broni niemieckiej, wykorzystania terenu, udzielania pomocy 
sanitarnej, itp. Ten rodzaj przygotowania żołnierzy polskich do walk na 
pierwszej linii wzbudzał zdumienie sowieckich oficerów i żołnierzy. 
Poborowi przeznaczeni do jednostek zapasowych mieli bardziej 
ciernistą drogę do przyszłych jednostek. Ze Lwowa do Jarosławia ma- 
szerowali prawie tydzień, gdzie sowieccy podoficerowie przekazywali ich 
polskiej administracji. Stamtąd przeszli nocami do Lublina, do byłego
		

/p0038.djvu

			Str. 38 - SPOTKANIA ŚWIRZAN - Nr 81 


Drużyna łączności kpr. Jana Szczerbatego (stoi w środku, w pierwszym 
rzędzie, w jaśniejszym mundurze) w Warszawie, 1945 r. Po lewej stronie stoi 
dowódca plutonu por. Andrzej Grzebieniak (ze Lwowa). 


obozu koncentracyjnego na Majdanku. Po drodze musieli żebrać po do- 
mach pożywienie, piekli kradzione ziemniaki, a wjednąnoc przeżyli nalot 
niemieckich samolotów. Baraki po byłych więźniach wypełnione były 
wszami i innymi pasożytami, od których wszyscy mieli świerzb i inne 
choroby, co wymagało kilkutygodniowego leczenia. Po tym przewieziono 
poborowych do Chełmna, skąd pieszo dostali się Włodawy. Dopiero tutaj 
dostali sorty mundurowe, broń i przechodzili ćwiczenia jako rekruci, 
saperzy 2. brygady samodzielnych saperów wojsk inżynieryjnych. 
Nadmiar poborowych i kłopoty z tym związane były znane, ale nie 
można było ich zwolnić do domu. Tak opisywał w sprawozdaniu 
Naczelnemu Dowódcy warunki żołnierzy 4 zap. pp 9 DP: Ludzie w pułku 
bywają nie umundurowani po 6-8 tygodni. Żołnierza bosego z karabinem 
lub automatem spotyka się na każdym kroku. Żołnierze drżą z zimna, prze- 
ziębiają się masowo. Pomieszczenia pułku nadają się w idealnym wypadku 
na 4-5 tys. ludzi, a mieszka tam dwukrotnie więcej. Brak wody i światłą. 
Ciasnota, duszność nie do opisania. Część ludzi, ok. 1000, śpi w prowi-
		

/p0039.djvu

			Str. 39 - SPOTKANIA ŚWIRZAN - Nr 81 


zorycznych barakach. W bydlęcych warunkach: dach przecieka, w oknach 
nie ma szyb, na podłodze gęsta maź błota, ludzie śpią tam pokotem na po- 
dłodze. Kontyngent przychodzi w 80 % spoza linii Curzona. Mobilizowani 
są w sposób chaotyczny bez wyjaśnienia, do jakiej armii ich mobilizują. (..) 
[5] 


Chwila odpoczynku po poszukiwaniu niewypałów. Wśród siedzący, 
pierwszy z prawej kpr. Michał Grzegorzewski. Fotografia przekazana 
przez Michała Grzegorzewskiego. 


Saperzy wyjeżdżali w teren na kilka tygodni, po których mieli dwa 
tygodnie przerwy. Praca przy rozminowaniu terenu była bardzo niebez- 
pieczna i niekiedy dochodziło do tragedii, szczególnie przy szukaniu mim. 
Ponadto w kilku miejscowościach na lubelszczyźnie musieli brać rkm-y do 
obrony pracuj ących na polach saperów, bowiem przychodzili ludzie z lasu 
i strzelali z dachów do żołnierzy. szukających min. W plutonie, w którym 
był Michał Grzegorzewski, od takiego polowania zginął saper - czołgając 
się w bezpieczne miejsce natrafił na minę i zginął na miejscu. W innym 
plutonie tej jednostki były przypadki rzucania granatów do jadących samo- 
chodów z żołnierzami. Sprawców podobno nie wykryto. Ponadto zdarzały 
się akty rozbrojenia pracujących saperów przez partyzantów akowskich, a 
nawet zastrzelenie saperów przez oddziały WiN -u w trakcie ich pobytu na 
przepustce, w drodze do domu. 


[5] I. Blum, str. 26.
		

/p0040.djvu

			Str. 40 - SPOTKANIA ŚWIRZAN - Nr 81 


Ładowanie 
znalezionych 
niewypałów (pocisków 
artyleryjskich) na 
samochód celem 
wywiezienia w miejsce 
ich zdetonowania. 
Fotografia przekazana 
przez Michała 
Grzegorzewskiego. 


Przygotowanie stosu 
niewypałów do 
zdetonowania. 
Lont zapala 
szer. Wechnicki. 
Fotografia przekazana 
przez Michała 
Grzegorzewskiego. 


Grupa saperów 
oczekuje w schronie 
na wybuch 
znalezionych 
niewypałów. Fotografia 
przekazana przez 
Michała 
Grzegorzewskiego.
		

/p0041.djvu

			Str. 41 - SPOTKANIA ŚWIRZAN - Nr 81 


Saperzy spotykali się głównie z trzema rodzaj ami min: w obudowie 
drewnianej, szklanej i metalowej. Dwa pierwsze były skierowane przeciw 
piechocie, a trzecia przeciw czołgom. Niektóre miny szklane mogły wyla- 
tywać na wysokość ok. l m i eksplodować, raniąc metalowymi odłamkami 
na odległość kilkudziesięciu metrów. Oprócz min saperzy znajdowali wie- 
le pocisków armatnich, moździerzowych i amunicji. Wszystkie śmiercio- 
nośne materiały przenosili w jedno miejsce i detonowali przy pomocy 
kilku kostek trotylu. [6] 
Wielu żołnierzy zos- 
tało skierowanych w r. 1945 
do akcji żniwnej, kosząc 
zboża najczęściej przy pomo- 
cy kos, a później omłotów. 
Niektórych saperów zatrud- 
niano przy zbieraniu zie- 
mniaków. 
Wojskowe służby in- 
formacyjne prowadziły prze- 
słuchania saperów, jeśli do- 
tarła do nich wiadomość o 
uczestniczeniu tych żołnierzy 
w działalności podziemnej, a 
szczególnie w strukturach 
akowskich. Bywało, że po 
przesłuchaniu taki żołnierz 
nie wracał do macierzystej 
jednostki. Dlatego niektórzy 
świrzanie nie przyznawali się 
do takiej aktywności w czasie 
wojny, nawet do wspierania 
samoobronyantyukraińskiej. 
Znany jest jednak przypadek 
nieopatrznego chwalenia się - 
wśród kolegów pobytem w 


Alegoria, wydawnictwo przedwojenne, 
wykorzystana przez Franciszka 
Żółtańskiego do napisania listu do 
Świrza (20.04.1945 r.). 


[6] Z naczyniami szklanymi do niektórych min zetknęli się świrzanie po wojnie w Pień- 
skich Hutach Szkła w Pieńsku, gdzie na strychu budynku w oddziale "Znicz B" leżały ich 
zapasy z okresu wojny, produkowane w tej hucie.
		

/p0042.djvu

			Str. 42 - SPOTKANIA ŚWIRZAN - Nr 81 


partyzantce (M. Kleszczyński). W tej sprawie został wezwany do sztabu 
jednostki 1. Kłosowski (też mieszkaniec Kopania), którego politruk pytał o 
znajomość M. K. i rodzaj partyzantki. Ten jednak zaprzeczył jego obec- 
ność w partyzantce, tłumacząc, że jako żonaty mężczyzna siedział przy 
żonie i partyzantów nawet nie widział. W tej jednostce były przypadki 
zabrania byłego partyzanta, który już nie powrócił do swojego oddziału. [7] 


Józef 
Żółtański 
z kolegą, 
1945 r. 


Nie są znane wszystkie nazwiska osób powołanych do odbycia 
służby wojskowej, relanci wymienili ich tylko kilkudziesięciu (z 
wszystkich terminów poborów): Michał Czapliński (z Kopania), Antoni 
Giereszowski, JózefGriin, Michał Grzegorzewski, Maciej Grzeszczyszyn, 
Jan Hołodniak, Jan Kłosowski (z Kopania), Antoni Lemiszowski, Tadeusz 
Lipski, Michał Łaba, Michał Łomiński, Tadeusz Mika, Jan Mudrak, 
Roman Mudrak, Jan Rokicki, Ni Skotnik, Franciszek Słabicki, Jan 
Szczerbaty, Ni Szpunar, Kazimierz Szuter, Michał Tur, Józef Wrzeszcz, 
Antoni Wyspiański, Jan Wyspiański, Jan Wyspiański s. Franciszka, Michał 
Wyspiański, Stanisław Wyspiański, Wojciech Wyspiański, Andrzej Zając, 
Józef Zagórski, Kazimierz Zborowski, Józef Zieliński, Ignacy Żółtański i 
JózcfŻółtański. 
Jan Wyspiański s. Franciszka został zwerbowany do szkoły pod- 
[7] Przed przyznawaniem się do należenia do AK przestrzegał świrzan i byłych żołnierzy 
oddziału kpt. F. Stauba Tadeusz Lipski, służący w tym czasie w żandarmerii woj skowej w 
Jarosławiu.
		

/p0043.djvu

			Str. 43 - SPOTKANIA ŚWIRZAN - Nr 81 


oficerskiej w Susznie, gdzie przez 6 tygodni zapoznawał się rodzaj ami min, 
rozpoznawaniem terenu zaminowanego, itp. Później dołączył do jednostki 
stojącej pod Warszawą i do ofensywy styczniowej rozwoził tajną pocztę. 
Walczył o wyzwolenie Warszawy, a później rozminowywał tereny w woj. 
poznańskim i wrocławskim. Na koniec służby wojskowej pełnił funkcję 
szefa magazynu żywnościowego. 
Jan Szczerbaty dostał się do podoficerskiej szkoły łączności 2. 
pułku samodzielnego batalionu i po jej ukończeniu przebywał najpierw w 
miejscowościach podwarszawskich, a później w stolicy. 
Duża grupa świrzan została skierowana na kurs saperski i stacjo- 
nowała w Kozienicach, skąd przewożeni byli do różnych miejscowości 
celem rozminowania terenu. 
Paweł Pilny, Józef Żółtański i Józef Borszowski poszli do szkoły 
oficerskiej i tylko przez 6 miesięcy poznawali tajniki wojskowego rze- 
miosła. 


Zdjęcie przesłane 
rodzinie przez 
Franciszka 
Żółtańskiego 
(pierwszy z 
prawej). 
Ni Pi lik (pierwszy 
z lewej). 
Włochy k. 
Warszawy, 
18.06.1945 r. 


Michał Tur został przydzielony do l. dywizji I Armii WP, która 
stacjonowała w okolicach Dębicy. Szczęśliwie przeszedł szlak bojowy. 
Michał Grzegorzewski został przydzielony do szkoły podofi- 
cerskiej wojsk sapersko-inżynieryjnych i nim ją ukończył skończyła się 
wojna. [8] 
Maciej Grzeszczyszyn i Antoni Wyspiański, po kilku miesiącach
		

/p0044.djvu

			Str. 44 - SPOTKANIA ŚWIRZAN - Nr 81 


spędzonych w ziemiankach białostockich, zostali skierowani do War- 
szawy, gdzie do czasu zakończenia wojny usuwali gruzy w ramach bata- 
lionu roboczego. 
Bóg wojny nie okazał się łaskawy dla wszystkich poborowych. 
Podczas forsowania Nysy Łużyckiej (16.04.1945) zginęło dwóch świrzan 
Antoni Giereszowski i Ni Skotnik. N a przeprawie pod Warszawą, zapewne 
podczas wspierania powstańców, został zabity Jan Rokicki i Kazimierz 
Szuter. 
Żołnierzy ze starszych roczników zwolniono do domu w lecie 1945 
roku. Kilku żołnierzy nielegalnie przekroczyło granicę polsko-sowiecką, 
aby na przepustkę dostać się do swojej rodziny przebywającej jeszcze na 
naszych kresach. [9] 
Niektórzy świrzanie rezygnowali ze służby W Istrebitelnym Bata- 
lionie jeśli nadarzała się okazja odbycia służby wojskowej w bardziej bez- 
piecznych formacjach. Tak postąpił Franciszek Szuter, który zgłosił się do 
oddziału szyjącego mundury dla polskich żołnierzy. Początkowo oddział 
taki znajdował się w Kurowicach, a później w Jaryczowie. Z chwilą 
zakończenia wojny został przeniesiony do Krosna. Podobny szlak miał Jan 
Wyspiański, którego po wyzwoleniu Warszawy przeniesiono z Krosna do 
stolicy, gdzie szył mundury dla kadry oficerskiej. 


[8] W czterech latach (1945-1948) rozminowywania kraju saperzy wojsk inżynieryjnych 
usunęli i unieszkodliwili 14 515 455 min i 33 751 956 sztuk amunicji. Straty poniesione 
przez wojsko podczas tej akcji to 424 zabitych i 587 rannych oficerów i żołnierzy. Zob. I. 
Blum, str. 156. 


[9] Zob. M. Czapliński. Pierwszy urlop w powojennej Polsce. Spotkania Świrzan nr 48 
str. 10. 


......Świrz W publikacjach...... 


Ukazała się książka Oresta Maciuka pl. Zamki i twierdze Ukrainy Za- 
chodniej (Wydawnictwo "Centrum Europy", Lwów 2008 r.), w której na 
dwóch stronach jest opisany zamek w Świrzu. Publikacja jest bardzo bo- 
gato ilustrowana fotografiami, a także rekonstrukcjami niektórych budowli. 
Książka stanowi dobry przewodnik po zabytkach znajdujących się w 
kilkudziesięciu miejscowościach. 
W tekście związanym ze Świrzem znaleźliśmy jednak kilka nie-
		

/p0045.djvu

			Str. 45 - SPOTKANIA ŚWIRZAN - Nr 81 


ścisłości (na podstawie pracy prof. Andrzeja Żakiego - Dzieje Świrza, śre- 
d n iowiecze). 
Str. 25: 
1. Król Władysław Jagiełło nigdy nie od- 
wiedził Świrza leżącego w Ziemi Lwo- 
wskiej. Informacja podana w publikacji 
Istorii mist i sił Ukraińskiej SRR dotyczy 
miejscowości Świerze (Świrz) znajdują- 
cej się w obecnym województwie lu- 
belskim. Ta wioska należała do dóbr 
królewskich. 
2. Świrz mógł być miastem dopiero od ok. 
r. 1630, zatem podany dokument z dnia 
22.09.1449 nie mógł rozgraniczać tery- 
torium miasta od wioski. Podany doku- 
ment mógł raczej wiązać się z wyżej 
wymienionym Świrzem (królewskim). W 
tym czasie prywatni właściciele Świrza (w 
Ziemi Lwowskiej) Piotr i Mikołaj Świrscy 
nie spieszyli się z podziałem rodzinnych 
dóbr. Wprawdzie ich matka Klara (Hleb) Romanowska zmarła w r. 1443, to 
jednak podział dóbr między nimi nastąpił dopiero w r. 1454. Ale chyba 
nawet wówczas nie zachodziła potrzeba przeprowadzenia rozgraniczenia 
wioski od miasta. Jestem zainteresowany treścią wymienionego 
dokumentu z dnia 22.09.1449. 
Str. 26: 
1. Na terenie parku zamkowego w Świrzu nie zachował się żaden kościół, 
tym bardziej z XV w. Wg znanym przekazów na tym terenie nigdy nie było 
kościoła. W latach 30. ubiegłego wieku na terenie parku został wybudo- 
wany grobowiec Julii i Roberta Lamezanów, który po opuszczeniu Świrza 
przez Polaków (1945-1946) został zniszczony a następnie rozebrany. W 
chwili obecnej widoczne sąjedynie fundamenty. 
2. Przypuszcza się, że niewielka kaplica drewniana mogła znajdować na 
terenie fortalicjum, może nawet z XV wieku, która na pewno została roze- 
brana przy budowaniu zamku. 
3. Kościół rzymskokatolicki w Świrzu, przemianowany na cerkiew gre- 
kokatolicką, został zbudowany nieco póżniej od roku podanego w książce, 
bo w r. 1546. Jego konsekracja nastąpiła w r. 1561. 
4. Pierwotny kościół (kaplica) drewniany, stojący zapewne w miejscu 
obecnej cerkwi greko-katolickiej, został zniszczony (spalony) przez Ta-
		

/p0046.djvu

			Str. 46 - SPOTKANIA ŚWIRZAN - Nr 81 


tarów na początku XVI w. (lata 1515-1519). 
5. Podany rok 1672 dotyczy zdobycia zamku świrskiego przez Turków. 


Listy do redakcji 


Witam Panie Józefie! 
Otóż kiedyś napisałem do naszej po- 
lonijnej gazety artykuł właśnie o przej- 
ściach mojej rodziny i mógłbym kopie 
wysłać do Pana. W nim jest wszystko 
zawarte, co Pan pyta. Pozdrawiam 
Cezary Malinowski (Kanada) 
<><><><><><><><><><><><><><> 
Szanowny Panie Józefie, 
Dziękuję za diariusz. Potem zbadam 
czy droga polskich oddziałów wiodł
 
przez Wicyń. Potrzebuję zdjęcia zam- 
ku (pałacu) w Dunajowie. W książce J. 
Goniowskiego Armia Krajowa w Wicy- 
niu - znajdzie Pan skład oddziału "Gry- 
fa", a p. M. Szajda doskonale pamięta 
walki tego oddziału. (...) Najserdecz- 
niej pozdrawiam 
Bronisław Kamiński (Kudowa Zdrój) 
<><><><><><><><><><><><><><> 
Szanowny Panie Józefie, 
Przesyłam płytkę z zeskanowaną 
widokówką zamku świrskiego. Trochę 
trwało to długo. Pocztówka nie jest wy- 
raźna, ale może Pan coś poprawi. 
Serdecznie gratuluję zapału do działa- 
nia i źyczę sukcesów w pracy. Ser- 
decznie pozdrawiam 
Bolesław Kłosowski (Żywiec) 
<><><><><><><><><><><><><><> 
Szanowny Panie Józefie, 
Nieubłagolność upływu czasu jest 
zatrważająca, dopiero po przesyłce 
biuletynu uzmysłowiłem sobie ile go u- 
płynęło od naszego ostatniego kontak- 
tu., (...) Właśnie wróciłem od teściowej, 
ktora poprzednie numery biuletynu i 
Pańską książkę wypożycza znajo- 


mym. Z jedną z tych znajomych roz- 
mawiałem telefonicznie i może prze- 
konałem do napisania wspomnień. 
Pani ta pochodzi z Majdanu Lipowiec- 
kiego. Z wyrazami szacunku 
Zdzisław Nowakowski (Katowice) 
<><><><><><><><><><><><><><> 
Drogi Panie Józefie... 
Cieszę się bardzo, że spodobały się 
Panu moje "zdjątka" i zechce Pan 
nawet część z nich zamieścić w swoim 
pisemku bardzo mi miło. Postaram się 
Jeszcze odszukać zdjęcia robione w 
I
tach poprzednich, może znajdę cos 
ciekawego z Przemyślan i okolic. Na 
pewno mam zdjęcia z budowy koś- 
ciółka w Chlebowicach Świrskich za- 
mek i cmentarz w Świrzu, okolice' Do- 
brzanic, Dunajów, Uniów, itp. Pozdra- 
wiam Pana i życzę wszystkiego 
najlepszego 
Adam Groblewski (Białystok) 
<><><><><><><><><><><><><><> 
Witam Pana serdecznie 
Bardzo się cieszę, że się Pan do mnie 
odezwał. Bardzo będę wdzięczna za 
wszystkie informacje. Jeśli potrzeba 
więcej danych, które ułatwią, to co 
wiem, chętnie podam. Pozdrawiam i 
czekam na wieści. 
Agnieszka Kwiatkowska 
<><><><><><><><><><><><><><> 
Drogi Józku! 
Cenię Cię za to, że podjąłeś się 
opisywania tak trudnej historii Świrza (i 
okolic), którą karmisz nas co raz to no- 
wymi wiadomościami z naszych prze- 
szłych czasów. (...) Przesyłam Ci ro- 
dowód rodziny Żółtańskich, który 
możesz wykorzystać w naszym pi-
		

/p0047.djvu

			Str. 47 - SPOTKANIA ŚWIRZAN - Nr 81 


semku. Bądżzdrów 
Józef Żółtański (Kudowa Zdrój) 
<><><><><><><><><><><><><><> 
Drogi Panie Józefie... 
Dziękuję pięknie za list i wiadomości 
na temat Pańskiej pracy nad opraco- 
wywaniem i umieszczaniem biulety- 
nów w WBC. Mam nadzieję, że z 
czasem będziemy mogli większość 
wydanych w latach poprzednich pi- 
semek przejrzeć na stronie interneto- 
wej. Z dostępnym w internecie biule- 
tynów SPOTKANIA ŚWIRZAN wydru- 
kowałem m.in. wspomnienia osób, 
które tej tragicznej lutowej nocy 1940 


roku zostali wyrwani z łóżek, załado- 
wani w bydlęce wagony i zesłani na 
nieludzką ziemię, w te same rejony co 
rodzina p. Władysławy. (...) 
Pozdrawiam Pana serdecznie i życzę 
wszystkiego dobrego 
Adam Groblewski (Białystok) 
<><><><><><><><><><><><><><> 
Szanowny Panie, 
Serdecznie dziękuję za przysłany 
biuletyn - jestem nim zbudowana. 
Przesyłam kalendarzyk Kresowiaka, 
może ktoś jeszcze taki chce mieć, to 
wyślę - cena 5,50. Łącze pozdrowienia 
Łucja Gedl (Kraków) 


Informacje 


W redakcji naszej gazetki jest 
jeszcze do nabycia kilka egzempla- 
rzy książki prof. Andrzeja Żakiego - 
Dzieje Świrza, średniowiecze. Pu- 
blikacja nie tylko zawiera najwcześ- 
niejszą historię Świrza, ale jest rów- 
nież wzorcowym przykładem opra- 
cowania dziejów miejscowości. 
Koszt wysyłki ok. 20 zł. 
vvvvvvv 
Na stronie internetowej znaleźliś- 
my Spis lekarzy weterynaryjnych w 
RP (Warszawa 1931), w którym 
znajdują się dwa nazwiska: powia- 
towym lekarzem weterynarii był 
Czesław Werchacki ur. 1890, dy- 
plom uzyskał we Lwowie w 1921 r., 
wyznania rzymskokatolickiego, na- 
rodowości polskiej oraz miejski 
lekarz weterynarii Juda Neuman, 
ur. 1890, dyplom uzyskał w r. 1925, 
wyznania mojżeszowego, narodo- 
wości ukraińskiej. 
vvvvvvv 
Wanda Dąbrowska-Jasińska 


(www.wandajasinska@autograf.pl) po- 
szukuje osób z Upowiec o nazwisku Pol. 
Wiadomość można przesłać na adres re- 
dakcji biuletynu lub jej adres interne- 
towy. 
vvvvvvv 
Rabinem w Świrzu, w latach 1715- 
1789 był Arjeh Leib. 
vvvvvvv 
W najnowszym numerze kwartalnika 
CRACOVIA-LEOPOLlS (nr 4/56, str. 57) 
ukazał się redakcyjny artykulik o 
proboszczu parafii przemyślańskiej, ks. 
Piotrze Smolce, i tamtejszym kościele. 
Dziękujemy życzliwej nam redakcji za 
wypoźyczenie tego numeru pisma. 
vvvvvvv 
Pan Maciej Hryniewicz poszukuje 
osób z rodziny Słoneckich, mieszkają- 
cych na dawnych Kresach RP. Informa- 
cje można przekazać na adres naszego 
pisemka lub adres internetowy (www. 
macieL h ryn iewicz@op.pl). 
"'"'vvvvvv 
N. Kuźniecow, rosyjski superszpieg w
		

/p0048.djvu

			Str. 48 - SPOTKANIA ŚWIRZAN - Nr 81 


niemieckim mundurze, podczas u- 
cieczki ze Lwowa, zabił w Kurowicach 
(11.02.1944 r.) majora niemieckiej 
żandarmerii - Kantera, który próbował 
zatrzymać samochód Kużniecowa. 
Dla pełnej informacji dodajemy, że Ro- 
sjanin z Kurowic do świrskiego Ługu 
jechał furmanką, odgłos której wywo- 
łał ogromną panikę w Świrzu. 


Od p. Władysławy Polakiewicz z 
Australii otrzymaliśmy Biuletyn nr 17, 
wydawany przez Koło Sybiraków w 
Australii Zachodniej. Najego stronach 
(48, formatu A4) są wspomnienia, 
relacje ze spotkań, notatki z wycie- 


czek, wiersze i opisy z wydarzeń 
tamtejszej Polonii. Niektóre artykuły 
są w języku angielskim. Bardzo 
dziękujemy Przemiłej Kresowiance za 
miły prezent. 
"'"'vvvvvv 
Redakcja biuletynu nadal zbiera 
informacje o podziemnej działalności 
Polaków w okresie okupacji niemiec- 
kiej (lata1941-1944). Dotyczy to 
struktur AK jak i innych. 
vvvvvvv 
W następnym zeszycie biuletynu 
(nr 82) Spotkania Świrzan ukażą się 
następujące tytuły opracowań: 
** Kartka z pamiętnika - M. Kwaśnie- 
wskiego. 
** Wojna 1914 na terenie powiatu 
przemyślańskiego - J. Wyspiań- 
skiego. 
** Człowiek Kintu (nadesłała Wł. Po- 
lakiewicz-Bagińska). 
** Z historii walk 51 pułku piechoty 
(przedruk). 
** Wykaz ofiar napadów ukraińskich 
nacjonalistów (XII) - J. Wyspiań- 
skiego. 
**Wiersze M. Bartosównej i F. Madery. 
** Morderstwa UPA w Chlebowicach 
Świrskich - P. Rury. 
** Tragedia rodziny - Kresowianki. 
** Pożary w Świrzu - J. Wyspiańskiego 
** Wędrówki U. Werduna przez na- 
sze Kresy (przedruk). 
** Uwagi Czytelników, mapy, foto- 
grafie i informacje. 


************************************************* 
Spotkania Świrzan - biuletyn wspomnieniowo-historyczny Świrzan i Ich Potomków. Nr 81. 
Zebrali opracował - Józef Wyspiański. Adres redakcji: 59-337 Lubin, ul. Sokola 28 m.6, tel. (0-76) 
74-94-125. Poczta elektroniczna: erjotwulubin@wp.pl. Nakład 150 egz. Przedruk tekstów bez 
ograniczeń pod warunkiem podania źródła. Redakcja będzie wdzięczna za wszelkie uwagi o przed- 
stawionych treściach. Redakcja nie zawsze identyfikuje się z poglądami wyrażonymi przez auto- 
rów. Na cenę egzemplarza składa się koszt druku i przesyłki pocztowej. 
Druk: Zakład Poligraficzny INDRUK Zbigniew Mroczka, Lubin.